IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Amelie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Apartament Amelie   Nie Kwi 07, 2013 11:43 am

Ogromny i luksusowy apartament. Jeden z tych znajdujących się na najwyższych piętrach wieżowców. Niewielki korytarz prowadzi do przestronnego salonu, gdzie dwie ściany są przeszklone, odsłaniają wówczas przepiękny widok na panoramę miasta. Salon połączony jest również z kuchnią i jadalnią. Duża łazienka, gdzie oprócz podstawowych rzeczy znajduje się również niewielkie jaccuzi. Oczywiście całość dopełnia wielka sypialnia z łóżkiem godnym samej księżniczki Amelie. Cały apartament został zrobiony w nowoczesnym stylu, utrzymany w szarościach i bieli. Tyle xd






_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Wto Kwi 09, 2013 10:37 am

Dastan nie zamierzał wtrącać się w poczynania Amelie. Sama wiedziała, co powinna zrobić, a czego nie. Była już przecież na tyle dorosła, aby wiedzieć, że pewne zachowania, nawet takie dla żartu czy zwykłego dokuczania komukolwiek, jest odpowiednie, szczególnie dla jej poziomu krwi. Zresztą kto to mówił. Dastan często zachowywał się dupek, choć tak naprawdę nigdy nikomu nie pokazywał jaki był naprawdę. Nie miał po prostu takiej potrzeby otwierać się przed kimkolwiek. Wolał, żeby wszyscy, nawet jego rodzice, sądzili, że jest dzieciakiem, zwykłym szczeniakiem, który musiał jeszcze wiele się nauczyć. Kto wie, czy nawet nie pogrywał sobie ze wszystkimi chociażby w taki sposób, że udawał iż nie radzi sobie z samokontrolą, czując głód krwi. Wszyscy byli tacy naiwni, tak łatwo było ich podejść, przejrzeć i nabrać. A Dastan przyglądał się temu wszystkiemu jedynie z oddali, śmiejąc się poniekąd z tych wszystkich istot. Nawet jego matce długo zajęło, nim odkryła jak mogłaby się pojednać z synem. Oczywiście nadal nie zamierzał je tego ułatwiać, to byłoby zbyt proste, acz teraz zrobiło się całkiem zabawnie.
Kiedy Amelie złapała go za dłoń, Dastan pomógł wstać szlachetnej z trawy, uniemożliwiając tym samym zarówno jej jaki i Elliotowi jakiś śmieszny pocałunek przed kamerami. Nie dla psa kiełbasa, niech się zajmie kręceniem filmików ze swoją narzeczoną.
Blondas odciągnął zatem szlachetną gdzieś, gdzie nikt nie zauważy ich nagłego zniknięcia. Pojawili się zatem w samym sercu miasta. Był wspaniały wieczór, ludzie powychodzili ze swoich ciasnych domów, ze swojej szarej rzeczywistości, chcąc po prostu się zabawić. Nie zauważyli nagłe pojawienia się dwójki istot, tak bardzo z wyglądu przypominających ludzi. Ale byli niebezpieczni. Już same kły i pazury czyniły z nich drapieżników.
Dastan wciąż trzymał Aimi za rękę. Milczał. Przeciskał się między tłumem ludzi, lawirując między nimi. Jeśli tempo było za szybkie, zwalniał, by zrównać swój krok z krokiem wampirzycy. W pewnej chwili pozwolił dziewczynie prowadzić, w końcu wcześniej nie był w jej apartamencie, nie wiedział zatem dokąd iść. Jednak wciąż nie puszczał dłoni Aimi.
Dotarli wreszcie do apartamentu i dopiero tam wampir puścił dłoń narzeczonej, udając że w ogóle przez całą tę drogę nie dotykał jej, ani nie zerkał dyskretnie w jej stronę. Zdjął z siebie płaszcz i powiesił go niedbale na jakimś wieszaku, pozbył się także glanów. Wszedł zatem do środka, kierując się od razu do salonu, gdzie zajął miejsce na fotelu. Rozejrzał się dookoła. Sam luksus, nic nowego. Wiadomo, nie robiło to na nim wrażenia, skoro sam mieszkał w zamku.
- Jesteście kochankami?
Spytał bez ogródek, nawet nie szydząc z tego, że robiła za modeleczkę czy aktorkę. Spojrzał na nią, niby to obojętnie, acz coś dziwnego mogłaby dostrzec w jego spojrzeniu, gdyby znała go lepiej, nie patrząc na tę jego powierzchowność.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Wto Kwi 09, 2013 7:51 pm

Aimi nadawała się do swojej nowej pracy. W końcu udawanie szło jej najlepiej na świecie. Prawie nic innego nie potrafiła tak dobrze, no chyba, że kłamać... To wszystko jednak wiązało się z tym, że chciała spróbować czegoś nowego. Oczywiście kasy miała wystarczająco ( co widać na dołączonym obrazku), dlatego też mogła sobie pozwolić na ucieczkę z planu filmowego. W końcu nie zależało jej tak bardzo. Nie pierwsza i nie ostatnia oferta, którą dostała, zresztą przecież nasza księżniczka zdawała sobie sprawy ze swojej wartości. Była niemal pewna, że poczekają na nią. Bo kto bardziej niż właśnie ona nadawał się na rolę kobiecego diabła? Wymarzona rola dla takiej wampirzycy, jaką była Amelie. Nie musiała się nawet bardzo wysilać, wystarczyło być zwyczajnie sobą. Cóż udawanie czyjejś kochanki nie stanowiło dla niej większego problemu, przynajmniej do niedawna. Aktoreczka była z niej wyśmienita, jednak o dziwo jej myśli zbyt często skupiały się na Dastanie, czego w ogóle nie rozumiała i nie potrafiła wytłumaczyć. Dlaczego ją nawiedzał? Przecież nawet nie żywili do siebie jakiejś sympatii, byli raczej parą wrednych i aroganckich Szlachetnych, którym przyjdzie spędził ze sobą kilka wieków, a co tam!
Dziewczyna nie była pewna czemu bez żadnych pytań, marudzenia czy protestów dała się wyciągnąć z planu nagraniowego. Cóż może przez to, a raczej szczególnie dlatego, że po pierwsze wizyta Dastana nieźle ją zaskoczyła, po drugie była zdumiona tym jak się zachował. Nie był wobec niej wrogo nastawiony, a w jego głosie nie wyczuła ani sarkazmu ani ironii. Był dalej sobą, jednak zachowywał się trochę inaczej. Może właśnie dlatego postanowiła mu ulec, nie pytając o nic. Normalnie dziwne, to wszystko nie było w jej stylu.
Tak więc w końcu zaprowadziła go do swojego nowego gniazdka. Oj tak bardzo nowego, gdyż mieszkała tutaj mniej niż miesiąc. Oczywiście często bywała jeszcze w rodzinnej posiadłości, jednak Kazuyoshi postanowił zafundować młodej własny kąt, a co! Przecież zrobiłby wszystko dla swojego oczka w głowie, jedynej córeczki. Tak więc dziewczyna ledwo co się wprowadziła. I jak Dastan zauważył - sam luksus.
Słysząc jego pytanie spojrzała na niego lekko zdziwiona. Oczywiście szybko rozwiała wszelkie emocje uśmiechem.
- Aktorami.
Poprawiła go wzruszając ramionami. Ciekawiło ją, czy jej narzeczony w ogóle mógłby być zazdrosny. Szczerze wątpiła, wyglądał jednak na typa, który nie lubi się dzielić. Tak więc pewnie byłby wściekły, że ktoś dobiera się do jego własności... A no właśnie, aż poczuła ciarki na plecach. Od kiedy to zaczęła się uważać za JEGO Aimi? Szybko odgoniła od siebie myśli.
- Napijesz się czegoś?
Zapytała idąc w stronę kuchni, która i tak była połączona z salonem. Nie patrzyła na niego i nie czekała na jego odpowiedź. Wyciągnęła dwa kieliszki, wino i torebkę z krwią prosto z lodówki. Wymieszała krew z winem i nalała do naczyń. Ponownie podeszła do Dastana podając mu jeden z drinków. Mógł zwrócić uwagę, jak bardzo się zmniejszyła bez tych swoich piętnastocentymetrowych szpilek. Oczywiście niech nawet nie marzy o powiedzeniu do niej mała bo wyleci przez okno szybciej niż zdąży wymówić jej imię! Wampirzyca rozłożyła się na kanapie i wzięła solidnego łyka, świdrując swoimi karmazynowymi ślepiami narzeczonego.
- Zazdrosny?
Walnęła z dupy, w końcu była pewna, że nie. Tak na wszelki wypadek pociągnęła kolejnego łyka. Wiedziała, że nie może przesadzać, wino bywało zdradzieckie, zwłaszcza to doprawione krwią.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Wto Kwi 09, 2013 8:24 pm

Dastan nie wnikał w to, co szlachetna umiała, a czego nie. Robiła to, co lubiła, nawet jeśli Dastanowi się to w ogóle nie podobało. Nie chciał, aby jakikolwiek mężczyzna na nią patrzył, dotykał czy myślał. Nawet jeśli była to jedynie gra pozorów, udawanie kogoś, kim się nie jest, blondas nie chciał tego zaakceptować. Jednak wiedział, że nie miał prawa rościć się do wyłączności Aimi, nie należała przecież do niego. Byli narzeczeństwem, to prawda, ale w głównej mierze dlatego, że to rodzice tak zadecydowali. Dastan wiedział, że jeśli ojciec uważał ten ród za odpowiedni, nie zamierzał się sprzeciwiać. DLatego właśnie, nie mógł traktować Aimi jako swojej kobiety, a już tym bardziej jak rzeczy. Nie była rzeczą. Nie wiedział dlaczego tak o niej nie myslał. Kiedy ujrzał ją na tej trawie, z rozwianymi włosami i zamyślonym spojrzeniem, choć twarz zdradzała udwane skupienie, to on pragnął ją dotykać, leżeć na tej trawie i całować. Nie rozumiał tego i rozumieć niepotrzebował. Dostrzegł w swojej narzeczonej, po raz pierwszy zresztą, że jest kobietą. Nie rzeczą, przedmiotem, z którym można sobie pogrywać, ale istotą posiadającą uczucia. Zapewne, gdyby dowiedziała się, o czym właśnie myślał, wyśmiałaby go, pokazując swoje pazury. Pewnie znów zaczęliby się kłócić, rzucać w siebie przedmiotami, wyzwiskami, a potem zniszczyliby cały apartament. I wystarczyłoby na to pięć minut.
Dastan nie rozumiał także swojego zachowania. Powinien palnąć jakąś głupotę, ośmieszyć Aimi, sprawić, żeby się wściekła, wzburzyła, tupnęła nogą i strzeliła mu w twarz. Nie zrobił tego. Zamiast tego wyciągnął w jej stronę dłoń i posłał delikatny uśmiech. Dawno się nie uśmiechał. Zawsze skrywał swoje uczucia wewnątrz siebie, teraz wszystko wyszło poza jego kontrolę.
Blondas zajął zatem miejsce na czarnym fotelu, tuż obok kanapy, wyglądającej raczej jak rogal. Dostał wreszcie swoją odpowiedzieć, spoglądając uważnie na wampirzycę. Dostrzegł zdziwienie, które szybko ukryła, chowając się zaraz w kuchni. Nie zareagował na to nic. Nie wiedział nawet czy uwierzyć czy nie. Nawet nie miał prawa oczekiwać od niej tego, że będzie "wierna". Nie chodziło o to, że mogłaby splamić jego honor i dumę, gdyby wylądowała w łóżku z kimś innym, po prostu nie chciał, by go zdradziła.
Gdy spytała czy chce coś do picia i udała się do kuchni, milczał. Myślał. Nie odpowiedział nic. Po chwili był już za wampirzycą, bezszelestnie się przemieścił za pomocą teleportacji, która mieszała krew z winem w kieliszkach. Oparł dłonie na blacie po obu stronach ciała Aimi. Czy był zazdrosny? Wsunął twarz w czarne, długie włosy i wziął głębi oddech, wciągając ich zapach.
- Tak.
Jedyna odpowiedzieć na pytanie szlachetnej. Był zazdrosny. Te słowa zaskoczyły i jego samego. Była teraz jeszcze niższa od niego, więc musiał się schylić by dotknąć twarzą włosów. Nie puszczał dłoni, które zaraz zacisnął w pięści. Teraz jego twarz znalazła się na wysokości szyi szlachetnej. Nie zrobił nic, może oprócz tego, że wodził delikatnie wargami miejsce pod uchem.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Wto Kwi 09, 2013 9:01 pm

Wszystko to, co działo się w ich głowach było co najmniej dziwne. Obydwoje starali się ukryć swoje emocje doszczętnie przed tą drugą osobą, jak gdyby się ich wstydzili. Może w końcu uświadomili sobie, że potrafią czuć? Amelie nie rozumiała, dlaczego udając przed kamerami kochankę Elliota, widziała jedynie twarz Dastana. Nigdy nie przejmowała się chłopcami, sami przychodzili, a potem ona wyrzucała ich jak popsute zabawki. Tych cenniejszych zostawiła przy sobie, zamieniając w swoją służbę. Tak się składało, że wampirzyca rzadko co robiła cokolwiek bezinteresownie, a może nie było to możliwe w jej przypadku? Była egoistką i dbała tylko i wyłącznie o swoją dupę, a inni? Musieli sobie radzić sami.
Dastan charakteryzował się tym, że był dla niej wredny i chamski ( z małymi wyjątkami), ale był na jej poziomie. Oczywiście, że status krwi miał tutaj wielkie znaczenie. Gdyby jakiś ludzki pachołek tak do niej mówił, jak ten blondas, dawno zostałby zmieciony z powierzchni ziemi. Amelie nie pozwalała się do siebie zbliżać, jeśli tego aktualnie nie chciała, jednak widać istniały wyjątki.
Tak więc bez pośpiechu robiła im drinki, a tu nagle niespodzianka~! Nie krzyknęła, ani też nie pisnęła, w ogóle nie dała po sobie poznać, jak bardzo ją zaskoczył. Była pewna, że będzie dalej natrętnie siedział na fotelu z naburmuszoną miną, a tu proszę. Podobno to ona powinna dostać order w zaskakiwaniu ludzi, widać miała całkiem niezłą konkurencję. Wstrzymała jedynie oddech, taki dziwny zwyczaj, w końcu wampiry nie musiał oddychać, a mimo to ich klatka piersiowa unosiła się i opadała, może chcieli przez to mniej wyróżniać się w tłumie ludzi, a może tak wyrażali również swoje emocje?
Dastan miał szczęście, że tym swoim atakiem, jaki przypuścił na Amelie, nie strącił butelki z winem czy kieliszków z blatu. Wszystko było nowe i dostałby potem niezłą burę od właścicielki, ot co! Dziewczyna trzymała w tym momencie jeden z kieliszków, gdy poczuła jego obecność tuż za sobą. Bardzo ostrożnie i powoli odłożyła kieliszek, jak gdyby bała się, że może go stłuc samą siłą woli... ale zaraz! Przecież mogła. Wampir mógł zauważyć ten śmieszny i okropnie dziecinny pierścionek na jej palcu. Dlaczego go nosiła?
- Nie wierzę...
Wyszeptała niemal bezgłośnie, zbyt cicho dla ludzkiego ucha, jednak wampir z takiej odległości na pewno był w stanie wychwycić jej słowa. Czemu szeptała i czemu jej głos się trząsł? Nie wiedziała i to jeszcze bardziej wyprowadzało ją z równowagi. Wszystko działo się zbyt szybko, nie zauważyła nawet, kiedy straciła panowanie nad własnym ciałem i oparła się plecami o tors Dastana. Czuła jego twardy tors, nie był ciepły, jednak biła od niego wielka siła. Przez myśl przemknęło jej, że mógłby zrobić z nią wszystko i tak nie miała szans na ucieczkę.
Nadal nie zdawała sobie sprawy, że nie oddycha. Czemu tak na nią działał? Była zła sama na siebie. Jej trzęsące dłonie zostały zaciśnięte mocno na końcach blatu. Na pewno zostaną na nim ślady wbitych paznokci, jednak ten ruch uspokoił ją trochę.
Kurwa! przeklęła w myślach mimowolnie przechylając głowę, gdy wodził wargami blisko jej karku. Włosy opadły na jedną stronę odsłaniając smukłą i bladą szyję. Chciała, żeby ją ugryzł? Czemu w ogóle na to pozwalała, powinna już dawno była go odepchnąć. Ona jednak mogła jedynie stać jak sparaliżowana, zastygła w bezruchu. Była niemal pewna, że Dastan za chwile się odsunie i ją wyśmieje, a może smak jej krwi go pokusi?

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Kwi 11, 2013 9:22 pm

Uczucia posiadać musieli, inaczej byli by jedynie marionetkami, bez duszy, takimi prostymi maszynami. Mogli jedynie panować nad własnymi emocjami, czy to tymi pozytywnymi czy negatywnymi, bądź je wyłączać czy zagłszać. Czasami także wszystko na raz, szczególnie w momentach, gdy chciało się cośukryć przez drugą osobą. Dastan nie ochciał okazywać czegokolwiek, nie chciał bowiem pokazywać swoich słabości, które mogłyby zostać użyte przeciwko niemu. Sam zaśbył przecież zwolenikiem zamykania na klucz uczuć. Pierw zmieniła to Maya, ta krucha, ludzka istota, którą musiał chronić. Widział w niej... swoją siostrę, Yvelin. Chciał się nią zająć, chciał być dla niej kimś ważnym i wyjątkowym, wiedząc, że kiedyś i tak będzie musiała odejść. A teraz Aimi. Nie sądził, że nagle, to wszystko stanie się takie proste jednego dnia. Wystarczyło zobaczyć ją w towarzystwie innego mężczyzny, innego szlachetnego, poczuć zagrożenie, że mogłaby mu zostać odebrana. Nie jako zabawka, ale jako ktoś bliski. Jako ktoś kogo potrzebował. Nie chciał jednak, aby Amelie się o tym dowiedziała. Doskonale zdawał sobie sprawę, że szlachetna nie ma takiej samej potrzeby. Została zmuszona do tego małżeństwa i jedynie tolerowała Dastana, wiedząc, że prędzej czy później i tak będzie musiała go zaakceptować.
Blondas także miał kilka kobiet. Nie było ich wiele. Nie potrzebował ich. Na ogół były jego służkami, traktował je jak szmaty, jak zniewolone szmaciane laleczki, które wykorzystywał do spełniania swoich sadystycznych popędów. Ot, taki worek treningowy, od czasu do czasu także zabierał od nich krew, a nawet brał je siłą, żeby zaspokoić swoją zwierzącą żądzę seksualną. Niczego więcej od nich nie potrzebował. Nie tęsknił, kiedy odchodziły, nawet ich nie zatrzymywał. Szybko można zmieniać swoje zabawki.
Dastan nie zamierzał strącać szkieł czy wina. Nie podpadły mu, nie wyrządziły mu krzywdy, a i sam szlachetny nie wpadł jeszcze w furię, by musieć coś zniszczyć. Choć w takim wypadku pewnie straciłby panowanie nad jedną ze swoich mocy.
Stojąc tak za nią, sięgnął po jej dłoń, na którym nosiła ten dziecinny pierścionek, który jej podarował dla zwykłego ośmieszenia jej. Ot, kto się czuci ten się lubi. Nie usmiechał się. Twarz wampira była kamienna, nie zdradzających żadnych uczuć.
Nie wierzyła mu. Nic dziwnego. Ileż razy ją zirytował, ośmieszył, sprawił, że powinna się za niego wstydzić. Nie liczył wcale na jej zaufanie. Kiedy się oparła o jego tors, naprężył się, jakby chcąc podtrzymać w ten sposób szlachetną, całując delikatnie szyję. Nie chciał gryźć, nie mógł sobie na to pozwolić, bo nie wiedziałby kiedy zaprzestać. A przecież to nie takie trudne kogoś zabić, nawet wampira.
Wreszcie, trzymając ją wciąż za rękę, odwrócił ją w swoją stronę i usadowił na blacie kuchennym, tak żeby zrównała się z nim wrostem. Wówczas stanął między nogami szlachetnej, a jego dłonie powędrowały na blat, tuż obok jej ud. Przysunął się i pocałował ją, a raczej wpił się zachłannie w wargi szlachetnej, językiem wodząc po donej wardze. Kłem zahaczył o górną, delikatnie ją ssąc.
- Zdejmij go...
Nie powiedział co, może sama zgadnie, co miał na myśli? Wyszeptał jedynie, wciąż pieszcząc delikatnie wargi szlachetnej. Jego dłoń powędrowała wreszcie między jej uda, zakradając się pod koronkowe majtki. Zaczął ją delikatnie gładzić w najwrażliwszym miejscu.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Kwi 11, 2013 10:38 pm

Amelie nie była pewna czy jest masochistką, sadystką czy jednym i drugim. Przez kilka niepełnych uderzeń wskazówki odliczającej sekundy, wampirzyca była przekonana, że Dastan ją ugryzie. Ba! Pragnęła tego każda cząstka jej ciała. Ale dlaczego? Zamiast tego uraczył ją pocałunkiem, przez co lekko zadrżała. Jak by ktoś ją zapytał, nie spodziewała się, że może liczyć na takie pieszczoty z jego strony, bezinteresownie.. Ale zaraz! Może on miał w tym jakies ukryte cele? Kto go tam wie, lepiej uważać.
Aimi przełączyła się natychmiastowo na tryb: warning. No co? Nigdy nie wiadomo, co mu tam chodzi po głowie. Może chciał ją tylko trochę udobruchać, żeby popaść w jej łaski? Na pewno! Mimo wszystko zdziwił ją nieźle. Amelie miała bardzo dobre pojęcie o jego [strike]braku[/strike ]samokontroli. W końcu dał jej niezły pokaz pewnej nocy w klubie. W prawdzie zrobił wtedy na niej duże wrażenie, mało kto byłby w stanie wyrżnąć bez skrupułów tyle młodych ludzi i czuć się z tym dobrze. No ona potrafiła, tak więc Dastan stał się wówczas niezłym kompanem do tej niebezpiecznej i uzależniającej gry. Cóż poradzić, brakowało jej wtedy rozrywki. Tousen był całkiem niezłą partią, ale przecież nie potrafił dotrzymać jej kroku. Nie widział celu w mordowaniu dla zabawy, przez co szybko został porzucony niczym stara i zepsuta zabawka. Aimi zanudziłaby się z nim na śmierć. Choć ten nie dał sobie jeszcze z nią spokoju.... O! Swoją drogą ciekawe, czy Dastan będzie o niego zazdrosny....
Dziewczyna nie rozumiała, dlaczego na to wszystko pozwalała. Dlaczego dała się odwrócić, nie protestowała, gdy trzymał ją za rękę, gdy sadzał ją na blacie. W jej głowie panowała pustka. Była jedynie w stanie wpatrywać się w niego swoimi wielkimi, czerwonymi oczętami, jak zaczarowana. Magia? Używał na niej magii? Nie mogła być pewna. Nie zdawała sobie sprawy, że go lubi. Hah, takie błahe uczucie mogło zagościć w jej sercu, chyba nigdy go do siebie nie dopuści i nie zaakceptuje. Po prostu przestał być tym zwykłym nieznośnym chłopcem, za którego musiała wyjść. Stał przed nią pewny siebie mężczyzna, który obchodził się z nią ... delikatnie.
- Zdjąć? Ale c...
Chciała się dowiedzieć marszcząc lekko nosek. Niestety nie zdążyła dokończyć, bo Dastan zamknął jej usta pocałunkiem i to nie takim jakimś zwykłym. Takim prawdziwym ze szczyptą namiętności i okruchami pożądania! Szlachetna bezwiednie odwzajemniła pocałunek oplatając rękami jego szyję, żeby jeszcze bardziej go pogłębić. Wszystko ślicznie i pięknie, wspólnie rzygajmy tęczą!
Tak więc, żeby przypadkiem nie przypętały nam się tutaj dobre wróżki i kucyki pony, czas na coś z innej bajki! Tak więc, żeby nie było, że nasza księżniczka jest miękka i delikatna, czas dodać jej trochę pazura. Kiedy rączka Dastana zawędrowała ociupinkę za daleko, dziewczyna uśmiechnęła się wrednie.
- Ohhh... Masz na coś ochotę, Dastanku?
Udała zaskoczoną i zaśmiała się w ten swój głośny i wkurzający sposób. Jej dłonie zsunęły się z jego ramion zatrzymując się na torsie. Przez chwile jedynie gładziła go opuszkami palców, żeby nagle z niemałą siłą pociągnąć za materiał i rozerwać go. Takim oto sposobem nasza diablica pozbyła się czarnej koszulki Dastana. Oczywiście, żeby nie było mu za dobrze popchnęła go za pomocą telekinezy, żeby wylądował na lodówce. Szybkim ruchem zeskoczyła z blatu i doskoczyła do niego, przywierając całym swoim ciałem do ciała narzeczonego. Wpiła się w jego usta z jeszcze większą zachłannością, niż on szybciej, a co!

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pią Kwi 12, 2013 2:54 pm

Dastan wiedział, że gryzienie drugiej osoby, jest raczej intymną sprawą. Może tyczy się to ofiar, w które wgryza się jedynie po to, by zabić i wyssać jak najwięcej życiodajnego płynu. Nie miał pojęcia, że Aimi wręcz marzyła o tym, by wbił swoje kły w skórę narzeczonej, delikatnie później zlizując małą rankę językiem, kosztując także krwi. Był raczej pewny, że jeśli chociaż o tym pomyśli od razu dostanie po mordzie i znów zaczną się kłócić i sobie dokuczać. Zapewne to nigdy nie minie, nie wyrosną z takiego traktowania się wzajemnie, ale od czasu do czasu należy wręcz dopieścić swoją połówkę, nim straci się tę szansę raz na zawsze. Dastan nie umiał traktować dobrze kobiet, musiał się tego nauczyć. Nie potrafił być romantyczny, nie umiał kłamać tak, żeby sprawić im przyjemność, nie mówił ani nie robił tego, czego oczekiwały. To wszystko była jedynie bujda w celu zaciągnięcia ich do łóżka albo zwyczajnej zabawy. Dastan wolał być sobą, nie był ideałem, jakim marzą już małe dziewczynki, ale na pewno nie był sztuczny, nie znosił tego. Pozować na kogoś, kim się nie jest, tylko po to, aby zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Dobra mina do złej gry.
Lepiej dla tego całego Tousena, jeśli nigdy nie pokaże się na oczy w towarzystwie Aimi, inaczej skończy marnie. Dastan czytał z innych jak z otwartej, szczególnie wówczas, gdy ktoś zaczyna się kleić do tych osób, co nie trzeba. Szlachetny nie będzie miał żadnych skrupułów, aby wyrządzić wielką krzywdę kuzynowi Mel.
Nie używał na Aimi żadnej magii, może oprócz swojego jakże czarującego uroku osobistego, którego nikomu nie pokazywał. Dopiero teraz Aimi mogła zobaczyć swojego narzeczona od innej strony. Wystarczyło tylko sprawić, aby poczuł się zazdrosny, a to od razu przywołało myśl, że mógłby ją stracić przez tego czarnego pedałka.
Odwzajemniła jego pocałunek, pogłębiając go, wsunęła także dłonie pod jego zmierzwione, trochę przydługie włosy, przyciskając bliżej siebie.
- A mam przerwać? Tego chcesz, Mel?
Zapytał się wrednie, posyłając jej kpiący uśmieszek. Wiedział doskonale, że sama tego pragnęła, inaczej już po pocałunku oberwałby w mordę. Jednak wolał być delikatny, niż przez głupotę zrobić jej krzywdę. Mimo wszystko należała do delikatnych istot, no i była jego narzeczoną, to samo za siebie wiele mówi. Jako prawdziwy mężczyzna, musiał o nią zadbać czy tego chciała czy też.
Nawet nie wiedział, w której sekundzie odepchnęła go od siebie telekinezą. Z hukiem wylądował na lodówce, łapiąc równowagę bez problemu. Na drzwiach pozostało jedynie lekkie wgniecenie z powodu impetu z jakim poleciał na drzwi.
Doskoczyła do niego, zdzierając pazurami jego czarną, ulubioną koszulkę, by zaraz przywrzeć do niego całym ciałem. Czuł jej kobiecość, czuł piersi Aimi dotykające jego nagiej klatki piersiowej i to bardzo wyraźnie. Jego ręka powędrowała na udo szlachetnej, mknąc ku górze. Założył jej nogę na swoje biodro, kierując rękę dalej, ku pośladkowi, macając go, ugniatając, a nawet pieszczotliwie wbił weń pazury. Przeteleportował się z Aimi do salonu, trafiając na stół. Nie kontrolował teraz myśli, skupiały się one wyłącznie na jego namiętnej narzeczonej, więc nie trafił tam gdzie chciał. Spadli na stoliczek, który zachwiał się pod impetem. Wszelkie szklane rzeczy spadły i potoczyły się po podłodze. Wampirzyca póki co była pod nim, więc szybko zdarł z niej pazurami sukienkę, rozdzierając ją na pół. Rozepchnął się między udami czarnowłosej, delikatnie się kładąc na jej ciele. Całował teraz jej szyję, jedną ręką pieszcząc brzuch, drugą zaś trzymał dłoń wampirzycy, by spleść ich palce razem.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pią Kwi 12, 2013 9:08 pm

Mimo że Aimi była prawdziwą księżniczką i damulką, lubowała się w pławieniu w luksusie, drogich rzeczach i bogatych salonach, nie była byle delikatną kruszynką. Oczywiście z pozorów mogła się właśnie taka wydawać: krucha i słaba. Jak to mówią laleczka z pustką w głowie, chodząca na wysokich obcasach, zakupoholiczka. Takie przebranie przybrała już dawno temu. Dawało jej to wówczas nie lada przewagę. W końcu większość przeciwników po prostu lekceważyło jej umiejętności. Od razu stawiali ją na straconej pozycji nieporadnej dziewczynki, nie wiedząc jak bardzo się mylą. To samo tyczy się tego plebsu, Takashiego, czy jakkolwiek mu tam było. Amelie mu nie odpuści, nie ma bata, przy następnym spotkaniu - które sama zorganizuje, po prostu go wykończy w jakiś ciekawy i widowiskowy sposób, może nawet umieszczą ją na głównych stronach w gazetach? Wampirzyca lubiła być w centrum uwagi, a co! W sumie mogłaby też poskarżyć się Dastankowi, ten na pewno sam świetnie rozprawiłby się z białowłosym oprawcą naszej księżniczki, ale wtedy to tak jak by przyznała się do swojej słabości. Wolała wszystko załatwić sama, taka z niej Zosia Samosia.
Aimi nie tylko lubiła być w centrum uwagi, jak też stawać na czele jakiś konfliktów czy bójek. Tak więc spotkanie między Dastanem a Tousenem mogłoby być dla niej całkiem zabawne! Miałaby z czego się pośmiać, poudawać przejętą i zaskoczoną takim rozwinięciem sprawy. W końcu jej kuzyn bardzo długo o nią zabiegał. Kazuyoshi jednak odmówił, twierdząc, że połączenie z rodem Shiroyama da Hiou większe możliwości, niż małżeństwo w obrębie rodziny. Pewnie miał racje, jednak Tosu dalej tego nie wziął do siebie. No bo kto lubi przegrywać już na starcie, no nie?
Amelie zauważyła jak zazdrość podziałała na jej narzeczonego. Oczywiście w jej małej główce zaświtało pełno ciekawych i niecnych planów. Może by tak częściej sprawić, żeby był zazdrosny? Wtedy stałby się taki milutki i poświęcałby jej więcej uwagi, z drugiej jednak strony nie potrzebowała więcej szczeniaczków, za szybko się jej nudzili. Bo facet, którym można pomiatać nie był już dla niej wyzwaniem, po prostu stawał się zwykłą zabawką, a nie prawdziwym mężczyzną.
Chętnie uderzyłaby go tak o, dla zabawy! W końcu bicie innych po buzi było na prawdę ciekawym zajęciem, jednak w tej chwili nie była w stanie o tym myśleć. Dastan zaprzątał jej wszystkie myśli i nie pozwalał o sobie zapomnieć. Znał sekret, jak wyprowadzić ją z równowagi. Mało komu się to zdarzało, a on radził sobie doskonale, a przecież tak krótko się znali. W sumie nie mięli jeszcze okazji nawet ze sobą porozmawiać, lepiej się poznać, dowiedzieć czegoś o sobie. Dali porwać się wirowi pożądania i namiętności, jednak co się dziwić? Ich uczucia i pragnienia wychodziły na jaw, właśnie w tym momencie. Lepsze to niż jakby się mięli bić, choć tak znowu ogromnej różnicy między bójką a tym co robili, nie było.
Oczywiście było jej jedno, czy rozjebała jego ulubioną koszulkę czy też nie. Kupi sobie nową, o! Kiedy uniósł jej nogę, podskoczyła, owijając mu w pasie obydwie! Jej dłonie ponownie powróciły na kark Dastana, z początku sunęła po nim opuszkami, jednak już po chwili wbiła w niego drapieżnie pazurki i przejechała po jego plecach. Cóż nie potrafiła być aż tak delikatna.
- Ciebie chcę.
Wyszeptała wprost w jego usta, między pocałunkami. Mięli trafić na kanapę? Pewnie tak, ale póki co Aimi walnęła plecami o stolik zamiast krzyczeć i wrzeszczeć, roześmiała się głośno przyciągając do siebie narzeczonego. Chciała czuć całe jego ciało, chciała mieć go tylko dla siebie. W tym natłoku namiętności nawet nie zwróciła uwagi na tłuczone szkło, które przy kontakcie z podłogą rozpadło się w drobny mak. Tak samo nie przejęła się faktem pozbawienia sukienki, cóż zbędna była i tyle, nie ma co ukrywać.
Jednak każdy wie, że i Dastan i Aimi mięli manię panowania nad sytuacją i bycia tym grającym pierwsze skrzypce. Tak więc nie czekając długo pchnęła go na podłogę tak, że spadł na szkło. Ups! Przecież to niechcący... Za to jego kochaniutka narzeczona usiadła na nim okrakiem, od razu wpijając się w jego usta. Przygryzła niebezpiecznie jego dolną wargę, w tym samym czasie przejeżdżając paznokciami po jego torsie. Zaczęła dotykać jego umięśnione ciało, jak gdyby miała zamiar je dogłębnie poznać.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sob Kwi 13, 2013 6:05 pm

Dla Dastana zawsze będzie tę delikatną kruszynką, nawet jeśli daleko było jej do takiego ideału. Po prostu chciał się nią opiekować, był facetem, który za nią odpowiedział i na którego, chcąc nie chcąc mogła liczyć. Wiedział, że umiała sobie radzić sama, w końcu kto chciałby słabą i uległą kobietę, która przybędzie na każde zawołanie, wykonując niemalże każdą zachciankę swojego mężczyzny. Taka kobieta bez własnej dumy, krocząca wiernie za swym panem. Ważne, żeby wiedziała czego pragnie i za tym podążała, spełniając się w taki sposób jaki sobie tylko wymarzy.
Żaden wampir nigdy nie lekceważył szlachetnokrwistych, były one niemalże na piedestale, budując pewnego rodzaju szacunek wśród innych. Choć wiadomo, czasy się zmieniły, więc szlachetni stracili swój szacunek na rzecz innych wampirów, które rosły w potęgę, kiedy to oni sami, liczebnie, maleli w oczach. Pozostała już jedynie garstka, która utrzymała się, żyjąc w swoim świecie, zgodnie z kodeksem, by świecić przykładem, nawet jeśli nie wszystkim się to podobało.
Jeśli Amelie ciągle będzie powodować zazdrość u Dastana, ten wreszcie straci cierpliwość i przestanie być "wyjątkowo" miły dla swojej narzeczonej. Wiadomo, że nie umiał panować nad swoimi negatywnymi emocjami, więc wreszcie by się wkurwił i znów zaczął traktować ją jak każdą inną kobietę, nic nie wartą. Wiadomo, co za dużo to nie zdrowo, bo ile można? Aż w końcu staje się to nudne jak flaki z olejem.
Ulubione koszulki miały to do siebie, że nie da się ich zastąpić jakąś nową. Dastan nie miał nic przeciwko, kiedy objęła go w pasie obiema nóżkami. Jego dłonie od razu powędrowały na pośladki wampirzycy, bardziej żeby ją pomacać czy podotykać, niż dlatego, aby ją potrzymać, by czasem nie straciła równowagi. Długo także nie pozwoliła mu nacieszyć się faktem, że znajdował się na górze. Przeturlała się z nim, spadając na podłogę. W plecy Dastana wbiły się odłamki szkła, ale jakoś tym się nie przejmował. Rozkoszny ból przeszedł po jego ciele, aż warknął, łapiąc szlachetną za nadgarstki, kiedy przejeżdżała po jego klacie, zmuszając ją do tego, by wbiła głębiej pazury. Krew ściekła po ciele blondasa, kapiąc na białą podłogę apartamentowca. Gdy wpiła się w jego wargi, wampir odwzajemnił z taką samą zachłannością, rozszarpując stanik, który miała na sobie. Z czerwonego, koronkowego stanika pozostały jedynie strzępy. Ręka pobiegła od razu na plecy szlachetnej i lekko pchnęła ku niemu. Oderwał od niej wargi, przyjmując pozycję siedzącą, a jego wargi bezbłędnie znalazły sutki, którymi bawił się językiem, czasem zahaczywszy niebezpiecznie kłem. Cisnął mocno szlachetną o bok kanapy, rozpościerając jej ramiona jak skrzydła. Ponownie przywarł do piersi, bawiąc się nimi, ssąc, pieszcząc, ugniatając delikatnie. Puścił ramiona szlachetnej, sadowiąc następnie jej ciało na kanapie. Jej nogi założył sobie na ramionach, pozbywając się szybko tych czerwonych majtek od kompletu. Wbił mocno palce w jej uda, popychając głębiej w kanapę, żeby oparła się wygodnie. Posłał jej wredny uśmiech, czekając w sumie na przyzwolenie z jej strony.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Nie Kwi 14, 2013 7:16 pm

No cóż jak na nowo poznane dwa, młode wampiry to i tak byli grzeczni. Jeszcze nie roznieśli całego apartamentu, no i budynek nadal stał! Więc wszystko było pod jak największą kontrolą. Oczywiście drobne usterki i zniszczenia są jak najbardziej wskazane, w końcu inaczej byłoby nudno. Zwłaszcza gdy w grę wchodziła właśnie Aimi no i Dastan. Byli bardzo do siebie podobni pod względem temperamentu czy niektórych upodobań. Przede wszystkim łączyła ich żądza krwi. Może po wszystkim wybiorą się na jakieś małe polowanko? Wampirzyca w sumie dawno nic nie jadła, chętnie schrupałaby jakiś smaczny, świeży kąsek. Miała zamiar pożywić się już w parku, ale ten nieznośny synalek pana burmistrza pokrzyżował jej plany! Aimi nie lubiła jak osoby postronne wtryniały się w jej porę obiadową, w końcu krew grała dla niej bardzo ważną rolę, przecież księżniczka nie mogła sobie pozwolić na szwendanie się z pustym brzuszkiem!
Całowanie się z Dastanem było dla niej jak burza z piorunami. Istny tajfun zawładnął jej umysłem i ciałem. Jak gdyby wyłączyła cały udział rozumu i działała instynktownie, prowadzona przez swoje dzikie żądze i zachcianki. Niemal jak na polowaniu, przestała postrzegać wszystko postronne, skupiając całą swoją uwagę na narzeczonym, jak gdyby cały świat się zatrzymał. Jego dotyk sprawiał, że na jej bladej skórze pojawiały się siateczki gęsiej skórki, a ona sama płonęła.
Stanik odleciał w zapomnienie, a przecież ledwo kupiła ten komplet! Nie zdążyła zareagować, a z jej ust wyrwało się mimowolne westchnienie, gdy Dast zajął się jej biustem. Sama dziewczyna nie chciała pozostać mu dłużna. Jeszcze kilka chwil badała jego umięśnione plecy, wręcz drapiąc po nich paznokciami, jak dziki, ale słodki kotek! Następnie zabrała się za rozpinanie jego spodni. Szło jej całkiem sprawnie, jednak szybko została rzucona na kanapę, na którą opadła z zaskoczeniem w oczach. Kolejna fala przyjemności zalała jej drobne ciałko z kolejnymi pieszczotami, które jej zadawał.
Gdy zniknęła również ostatnia linia obrony, jaką stanowiły jej koronkowe majtki, przygryzła delikatnie dolną wargę. Była wygodnie usadowiona na kanapie, jednak speszyła się trochę. Cała pewność siebie, którą dysponowała na co dzień, ulotniła się w sekundę. Nikt nigdy jej nie dotykał, tak jak jej narzeczony. Rumieńce? Niestety była chodzącym nieboszczykiem, dlatego nie były możliwe, jednak gdyby była żywa spłoniłaby się jak różyczka. Patrzyła swoimi karmazynowymi oczętami wprost w złote, Dastanowe. Nie poruszyła się, przestała nawet oddychać.
Przez myśl przemknęło jej, ile dziewczyn leżało tak przed nią? Ile dotykał, ile zdobył, ile zaliczył. W końcu był przystojniakiem, do tego była pewna, że miał w życiu wiele kobiet. Ale ona tak nie chciała. Zachciała być tą ostatnią, najlepszą. Amelie była egoistką i nie zamierzała się dzielić. Dastan był tylko jej, jako kochanek i mężczyzna. Nie odda go, choćby miała pokroić wszystkie konkurentki. I mówię dosłownie. Tak więc zatrzymała go nogami, opartymi na ramionach, nie pozwalając mu się ruszyć.
- Nie dotkniesz tak żadnej innej.
Warknęła bardziej niż powiedziała. Jej zdenerwowanie było widoczne, w tym wszystkim gdzieś rozleciała się jej maska, była po prostu sobą. Niepewną i delikatną kruszynką. Było to pytanie, choć wypowiedziała je w formie rozkazu. W zależności od Dastanowiej odpowiedzi cofnęła nogi i rozluźniła się, dając tak zwane " przyzwolenie " lub też zacznie się burza słów i wyzwisk i latających talerzy.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pon Kwi 15, 2013 11:30 am

Dastan na razie miał dość polowań. Nie umiał się jeszcze kontrolować na tyle, aby pozwolić sobie na wypad do miasta, by zabić człowieka. Na jednym to na pewno się nie skończy. A przecież nie mógł ciągle zwracać na siebie uwagi, szczególnie, że ostatnio w mieście nie za dobrze się dzieje. Co chwile jakieś napaści, morderstwa, rzezie i przemiana ludzi w wampirów, które latają sobie samopas po mieści siejąc jeden, wielki zamęt.
Oczywiście jeśli szlachetna poprosiłaby go ładnie, a może i nawet obiecała mu coś w zamian, skusiłby się na wspólne polowanie, które pewnie po raz kolejny skończy jedną, wielką masową śmierci niewinnych ludzi. Dastan jakoś nie odczuwał zbyt wielkiego sentymentu do ludzi, więc z łatwością przychodziło mu odbierać im życia. Nie podziwiał śmiertelnych istot, były one zwyczajne i niczym nie wyróżniające się. Nie rozumiał więc, dlaczego niektóre nocne stworzenia dążyły do pojednania, a nawet do koegzystencji u swego boku. Było to niemożliwe, zawsze znajdą się fanatycy wśród ludzi, którzy dla zabawy bądź zemsty będą mordować wampiry jak popadnie. Natomiast wampiry nie zawsze radziły sobie ze swoim pragnieniem.
Dastan nie pozwolił Aimi zdjąć sobie spodni, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Na razie to on narzucał tempo i póki co tak pozostanie. Wiadomo wolał wziąć nad tym wszystkim kontrolę z racji braku jakiegokolwiek doświadczenia ze strony Mel, a przynajmniej tak wywnioskował z ich ostatniej, dość dziwnej rozmowy.
Ich oczy się spotkały, a Dastan niemalże doznał zawału. Zapewne gdyby był człowiekiem, padłby martwy, ale będąc martwym ciężko być jeszcze bardziej trupem. Dostrzegł, że Mel się bała. Nie zamierzał tego komentować czy sobie z niej stroić żarty. Domyślał się raczej, o czym kobieta, taka jak ona, mogła myśleć w takiej chwili. I nawet jeśli zawsze zgrywała przed nim tę pewną siebie i dumną wampirzycę, teraz pokazała mu się od tej kruchej, słabej strony, bojąc się poniekąd uczynić kolejny krok. Nawet zacisnęła uda, co przecież poczuł, skoro miał na ramionach nogi Aimi.
- Mel, skończmy na dziś.
Ucałował delikatnie wewnętrzną stronę jej uda, pozostawiając po sobie mały, czerwony ślad, w postaci "malinki". Naznaczył ją, była jego i koniec kropka. Nie chciał naciskać szlachetnej albo zmuszać do czegoś, czego do końca nie była pewna. Złapał ją za nadgarstki i pociągnął ku sobie, zsuwając z kanapy. Objął ją delikatnie ramionami, głaszcząc jedną ręką plecy dziewczyny.
- Nie dotknę.
Nawet nie wiedział dlaczego postanowił spełnić ten jej rozkaz. Wiedział, że wampirzyca także nie da się dotknąć innemu mężczyźnie. Wystarczyło spojrzeć na tę jej niepewność, aby to wiedzieć.
- Mam dla Ciebie pierścionek.
Wypalił nagle, ciągnąć ją za włosy, zaczepnie. Pazurami przejechał po jej ramieniu, pozostawiając czerwone rysy, z których pociekła krew. Od razu ją zlizał. Przyciągnął do siebie mocniej Amelie, odgarniając włosy z szyi szlachetnej. Po chwili zanurzył swoje kły w jej ciele, delektując się tą narkotyczną krwią. Była tak przyciągająca i tak słodka, że mógłby osuszyć swoją narzeczoną i wypić wszystko, do ostatniej kropelki. Jego dłonie cały czas badały ciało szlachetnej, błądząc po jej piersiach, brzuchu czy kobiecości, drażniąc najwrażliwsze miejsce pazurami. Aż wreszcie wyjął z niej kły. Musiał, jeszcze trochę i nie byłby w stanie powstrzymać się sam, od tego hipnotycznego smaku. Czuł się silniejszy... nie rozumiał dlaczego. Nie było to ważne, nie wnikał w to, tak długo, póki miał pod dostatkiem krwi Amelie, od której się uzależnił. Miała coś w sobie... i krew i Aimi, że tak bardzo pragnął i jednego i drugiego.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sro Kwi 17, 2013 6:29 pm

Nawet dla samej Amelie był to nie mały szok. Ona nigdy, nikogo się nie mała. Nigdy nie pokazywała swoich słabości, była z pozoru twardą laską, która nie przejmuje się niczym i nikim. Jednak gdzieś głęboko nadal była jedynie delikatną dziewczyną, która potrzebowała od czasu do czasu dobrego traktowania. Była w pewnym sensie księżniczką, może nie dosłownie, jednak tak została wychowana. Ciężko odstawić wszystkie swoje przyzwyczajenia. Mimo że była doskonała w przybieraniu neutralnej maski, nie potrafiła wyzbyć się całkowicie uczuć. O dziwo uważała to za słabość, kiedyś chciała utracić swoje ' człowieczeństwo ' całkowicie, z skutkiem dołączonym na obrazku. Nieustraszona Amelie poczuła się niepewnie. Były to sprawy, z którymi nigdy nie miała aż tak bliskiego kontaktu. Nie dała dotknąć się żadnemu innemu przed swoim narzeczonym. Nikt inny nie był jej godzien, Dastan mógł być z siebie dumny. Lepiej, żeby to uszanował, bo inaczej straci ją na zawsze, a zawsze dla wampirów to w pizdu długo.
Aimi sama miała problem z kontrolowaniem swojej żądzy krwi, tak więc gdyby miała jeszcze zwracać uwagę na Dastana, w ogóle nie dałaby rady. W końcu była świadoma tego, jak bardzo sobie nie radził na polowaniach, w miejscach, gdzie dookoła było pełno ludzi. Dziewczyna nie wiedziała, że jego tatusiek dawał mu jakieś super lekcje samokontroli, tak więc przyjmowała, że jest ona na takim poziomie, jak ostatnio w klubie. Choć było tak zabawnie, aż szkoda byłaby tego kiedyś znów nie powtórzyć.
Nie skomentowała, gdy powiedział, żeby skończyli. Zajęła się za to bardzo twórczym zajęciem gapienia w sufit, tak dla odmiany. Burknęła jedynie coś pod nosem. Została przyciągnięta, nie opierała się, opadła na nagi tors Dastana, chowając twarz pod pajęczyną długich, czarnych włosów. Jednak rozluźniła się dopiero, słysząc jego kolejne słowa. Nie przypuszczała, że je wypowie, ale cóż nie znała go jeszcze dobrze. Mogła jedynie opierać się na wrażeniu, jakie na niej wywarł i na tych kilku spotkaniach. Niewiele jak dotąd rozmawiali, wampir nie był rozmowny, a Aimi aż zanadto, ale nie na te tematy co trzeba. Po prostu lubiła gderać bez większego sensu.
- Czemu jesteś ubrany a ja nie?
Burknęła, śmiejąc się cicho ze swojego głupiego żartu. Chciała rozładować to dziwne napięcie, które powstało w jej ciele. Skupiła się na rysowaniu paznokciem kółek po Dastanowym torsie. Jak usłyszała słowo na p usiosła lekko głowę spoglądając na niego czerwonymi, szeroko otwartymi oczkami.
- Pierścionek? Przecież już jeden dostałam.
Powiedziała trochę zdziwiona, udała obrażoną dziewczynkę, po chwili jednak ponownie uśmiechnęła się nieśmiało. Syknęła delikatnie, gdy zranił jej ramię, jednak nie odepchnęła go ani nic. Jego język zlizujący krew, przyprawił ją o falę gęsiej skórki. Nagle przyciągnął ją do siebie i nim zdążyła się zorientować co zamierza zrobić, je go kły przebiły jej bladą skórę. Jęknęła z zaskoczenia, ale wtuliła się w jego ciało, obejmując go rękami. Czuła się coraz słabsza, jednak nie na tyle, żeby stracić przytomność czy oszaleć z powodu braku krwi. Dastan nie był takim egoistą na jakiego się kreował, pił jej krew, ale jego ręce sprawiały jej nie lada przyjemność, działały kojąco i rozluźniająco za razem.
- Jesteś w tym lepszy niż ostatnio.
Powiedziała szeptem do jego ucha, pieszcząc je oddechem. Ostatnio nie potrafił się opanować, tym razem szło mu znacznie lepiej.
Nasza kochana, gruchająca parka, mogła usłyszeć kroki na korytarzu, czyżby ktoś się zbliżał? Oczywiście w takim momencie żadne z nich nie było w stanie w ogóle zareagować. Dopiero nacisk na klamkę i ciche, charakterystyczne skrzypnięcie przy otwieraniu drzwi do apartamentu, mogło dać im do myślenia. Brzęk kluczy rzucanych na blat, kroki w przedpokoju.
- Amel? Jesteś w domu?
Niski, głos Tousena sprawił, że cała ta mydlana bańka pękła. Nie minęło kilka sekund, a postać wysokiego, czarnowłosego mężczyzny wyłoniła się zza rogu spoglądając na Dastana i Aimi. WTF?!

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pią Kwi 19, 2013 1:27 pm

A Dastan dostrzegł tę jej słabość i wciąż nie mógł wyjść ze niemałego zaskoczenia, że okazała przed nim tę swoją słabość. Była taka delikatna i krucha, że wręcz wydawała mu się bardziej kobieca. Jak widać, ich związkowi sprzyjało okazywanie uczuć, przynajmniej nie pozabijają się wzajemnie w nerwach czy złości, jakie ich nieraz napadały. Był to po prostu jedyny znak tego, że coś zaczynali do siebie, mimo że nadal gorąco zaprzeczali takowej nowinie. Musieli pokazać, że są dumni, a nie podatni na ludzkie uczucia, które kształtowały ich związek.
Nie musiała martwić się już tak o Dastana. Pojął wreszcie, że samokontrola jest bardzo ważne, szczególnie, kiedy był tak ważną personą w świecie wampirów. Nikt nie zabraniał mu polować, ale musiał robić to z rozsądkiem, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. A przede wszystkim nie zwrócić na swój ród uwagi łowców. Nie mógł przecież znów przynieść wstyd ojcu. Nikt nie bronił mu polować, w końcu był wampirem, jednak co za dużo to nie zdrowo. Musiał wreszcie przestać okazywać swą dziecinność, którą udawał przed rodzicami, nie do końca wiedząc po co. Zawsze był małomówny, odpowiedzialny i trzymał się od wszystkich z dala. Może potrzebował chwilowej odskoczni, znalezienia się w centrum uwagi swojej matki, która wreszcie odkryła jak dotrzeć do swojego syna. Co prawda nigdy nie będzie idealnie, ale powoli zaczynali do siebie trafiać. Yuki powinna wreszcie poznać narzeczoną swojego syna, czyż nie?
Dastan nie chciał przerywać. Pragnął swojej narzeczonej, ale nie widział sensu w spieszeniu się. Mieli przecież wiele czasu na płytsze poznanianie, jak i to dogłębniejsze. A po co zrazić sobie kobietę, z którą przyjdzie spędzić mu kilka najbliższych lat swojego życia?
W ogóle nie znała Dastana. Nie pozwalał szlachetnej na poznanie się. Była taka podobna do Yvelin, a zarazem tak od niej różna. Nawet nie wiedział dlaczego wciąż myślał o swojej siostrze. Mimo wszystko wciąż była jego siostrą, niezależnie od tego, że w przeszłości go zraniła.
Czuł jak Aimi przywarła do jego ciała, więc okrył ją jedynie szczelniej swoimi ramionami. Chciał, żeby czuła się bezpieczniej przy nim i mogła mu spokojnie zaufać.
- A co, chcesz zobaczyć mnie nagiego?
Nie mógł się powstrzymać przed drobną złośliwością. W końcu taki miał charakter. Prychnął coś niezrozumiałego pod nosem, kiedy stwierdziła, że już dostała jeden pierścionek. Spojrzał na niego i brutalnie ściągnął go z palca Amelie. Po chwili mała popierdółka zajęła się ogniem, póki doszczętnie nie zniknęła. Teraz już nie miała pierścionka i mogła otrzymać ten właściwy.
Dastan spijał krew swojej narzeczonej, czując dziwny przypływ siły i energii. Naprawdę, w tej chwili mógłby góry przenosić, nie zależnie od tego ile by one nie ważyły. Krew Amelie była niesamowita. Źrenice blondasa już paliły się na karmazynowo, był całkowicie pochłonięty tym, aby w odpowiednim momencie pohamować się. Nie chciał, aby wampirzyca mu tutaj zemdlała ze znacznego osłabienia. Nie słyszał nawet kroków na korytarzu, zresztą nie zwracał na to uwagi. Dopiero, kiedy wyciągnął swoje kły, oblizując się zachłannie i posyłając wredny uśmieszek Aimi, usłyszał brzęk kluczy w zamku. Zmarszczył ze złości brwi i spojrzał na narzeczoną, jakby oczekując od niej odpowiedzi, kogo tutaj niesie. Kiedy wreszcie nieznajomy wszedł do środka, Dastan wstał w taki sposób, żeby zasłonić swoją nagą ukochaną przed spojrzeniem Tousena. Spojrzał na niego jak na robaka, zaśmiawszy się pod nosem.
- Ach, Ty jesteś tym przydupasem Aimi?
Spytał, wtykając łapy w kieszeni rozpiętych spodni. Jakoś mu to nie przeszkadzało. Zresztą nie rozumiał, co ten szczur tutaj robi. Wchodzi sobie, jakby był u siebie.
- Tak się składa, że nie mamy zbytnio dla Ciebie czasu.
I został odrzucony, za pomocą telekinezy blondasa, w stronę drzwi wejściowych. Ot, to było jeszcze grzeczne wyproszenie nieproszonego gościa. Choć miło, że ktoś ich odwiedził, Dastan będzie miał się na kim wyżyć. Ostatnio jakoś nie miał na kim użyć fizycznej siły, a teraz, kiedy wypił krew Aimi, miał na to wielką ochotę.
Spojrzał na narzeczoną i westchnął. Chyba nici dziś z uroczego wieczoru, na którym planował podarować jej ten właściwy pierścionek. Kobiety ponoć uwielbiały takie bajery. Pogłaskał Aimi po ramieniu, następnie udał się w stronę holu, założył płaszcz i teleportował się. Miał ochotę na coś słodkiego...

[zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sro Kwi 24, 2013 9:58 pm

Tosu był dosyć niespodziewanym gościem w takim momencie, choć w sumie Amelie powinna przewidzieć, że jej kuzyn może wpaść. Apartament był nowy, a to właśnie Tousen zajmował się jego kupnem, udekorowaniem ( oczywiście z jej zaleceniami) i wszystkimi formalnościami. Przecież nasza księżniczka sama by tego nie robiła, co nie? Tak więc Dastan mógł wreszcie poznać swoją konkurencję.
Amel spodziewała się, że ich pierwsze spotkanie tak właśnie się zakończy. Jej narzeczony zaatakował, cóż sama była pod wrażeniem jego siły. Widocznie krew, którą wypił znacznie zwiększyła jego moc. Wampirzyca mogła być dumna ze swojej umiejętności. No dopóki tylko niewielkie grono o niej wiedziało, bo jeszcze jakiś szalony naukowiec zechciałby ususzyć ją do sucha i sprzedawać jej krew za jakąś wygórowaną cenę.
Wszystko potoczyło się raczej szybko, a Dastan opuścił apartament, czego Aimi tak łatwo mu nie wybaczy! Zostawił ją ot tak, oj będzie kara i to nie mała. Dziewczyna owinęła się kocem, który leżał nietknięty na fotelu i poczekała na powrót Tousena z tą jego poważną miną.
- Zawołaj Masona, żeby tu posprzątał.
Poleciła podchodząc do niego. Bez zbędnych ceregieli chwyciła jego nadgarstek i wgryzła się. Kuzyn Amelie jedynie uśmiechnął się pod nosem i pogłaskał ją po głowie, kiedy skończyła odwzajemniła jego uśmiech. Zebrała swoje cztery litery, żeby wziąć prysznic, przebrać się i wybyć z apartamentu.
- Nie komentuj!
Zdążyła jeszcze rzucić przez ramię, a pomieszczenie wypełniło się śmiechem Tousena, który wziął się do roboty i sam zniknął.

zt

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sob Lip 13, 2013 2:59 pm

Amelie wróciła w końcu do domu. Mus bo mus. Wyczerpana zakupami, planem filmowym, na którym ostatnio musiała przebywać coraz częściej. Na szczęście tym razem nieb było tam tego synalka burmistrza, choć wiedziała, że i tak i tak będą musieli grać razem. Co jak co, ale przynajmniej uda jej się wzbudzić zazdrość w Dastanie, muahahahaha - ZUA kobieta.
Tak więc weszła do apartamentu, rzuciła kluczyki byle gdzie, potem ktoś ich poszuka. No no, Mason się spisał, bo wnętrze wyglądało jak nowe, mimo tej całej ' potyczki ' narzeczonych + Tosu. Dziewczyna opadła na kanapę i włączyła telewizor. Skakała po kanałach bez większego zainteresowania. Katastrofa lotnicza, samolot w płomieniach, cud - jeden ocalały, bla bla.. Hah jakiś blondasek. Nawet przystojny, dziwnie znajomy. Te same złote oczy...
Wampirzyca zerwała się z kanapy, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Jednym susem doskoczyła do torebki, która wylądowała na podłodze, wygrzebała telefon niemal rozrywając nowiutką torebeczkę z Louis Vuitton i wykręciła numer podany w telewizji. Czemu do cholery tak bardzo trzęsły jej się łapy?!
- Halo? Tutaj Amelie Hiou... Dzwonię w sprawie zdjęcia w telewizji, które rozpoznałam. Tak tak, aha. Dastan Shiroyama, mój narzeczony...
W słuchawce jakaś kobieta z dziwnym, włoskim akcentem, opowiedziała jej pokrótce co się stało. Oczywiście nie ujawniała żadnych dokładnych szczegółów, gdyż Aimi nie miała jak potwierdzić swojej tożsamości. Ale jednak, rzeczywiście, Dastan.. jak to się mogło stać? Dalej była w szoku. Kiedy już skończyła rozmawiać z osobą na infolinii, usiadła na kanapie i wpatrywała się kilka chwil w swoje roztrzęsione dłonie. Co się z nią działo? Była jak w agonii, amoku. Jej ciało poruszało się same. Wstała  i podeszła do telewizora, wpatrując się uporczywie w tą znajomą twarz.
- Obiecałeś. Obiecałeś tu przyjść, ty gnoju!
Wrzasnęła z furią, chwytając swoimi pazurskami płaski telewizor i z wampirzą siłą rzuciła nim o ścianę.
Huk, odłamki i jej krzyk złączyły się w jedną całość. Jej wściekłość mieszała się z frustracją, niedowierzaniem i bólem, którego nadal nie rozumiała. Chwyciła ponownie telefon, wykręcając numer ojca, po czym wyleciała z apartamentu jak torpeda.

zt

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 397


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Wto Paź 15, 2013 8:49 pm

Powiem tak, Sophie niezarejestrowana momentu w którym w trójkę opuścili klub, ba! Jestem wręcz pewna, że Elliot musiał ciągnąc własną matkę za rękę, żeby przypadkiem nie wylazła na środek ulicy, drąc przy tym mordę, że jest w domu, kocha orangutany, a seks na biurku w kancelarii, to całkiem przyjemna sprawa. Prawdę mówiąc, Kanapa ledwo włóczyła nogami, podśpiewując sobie cholera wie jakie piosenki pod nosem. W między czasie dostała nawet pijackiej czkawki, więc z pewnością musiała prezentować się całkiem nieźle. Szczególnie, że nogi same się jej plątały, a zaszklone na co dzień niebieskie tęczówki momentalnie przybrały barwę szkarłatu, gdy tylko znalazła się między ludźmi. Wampirzyca oblizała mozolnie usta, przystając w którejś chwili. Jęknęła cicho, łapiąc Aimi za rękę. Odciągnęła ją na bok, wpychając w ciemny zaułek pomiędzy wysokimi blokami. Zachichotała cicho, wskazując palcem na obściskującą się parkę.
- Ja biorę pannę, Ty faceta, okej? - rzuciła, mając nadzieje, że Mel pojmie o co jej chodzi. Zresztą, nawet gdyby nie załapała od razu, po jakimś czasie winna się domyślić zwłaszcza, że blondynka zygzakiem ruszyła w stronę swojej dzisiejszej kolacji. Jak gdyby nigdy nic oparła się ramieniem o ścianę jednego z budynków, wlepiając oczęta w nieco zdezorientowaną parkę. Co lepsze, pomachała im jeszcze bezczelnie ręką zaraz łapiąc dziewczynę za szyje. Zapewne jej chłopak zaczął się o to burzyć, niemniej jednak Sophie olała wszystkie jego wrzaski, wiedząc, że Amelka z pewnością dobrze się nim zajmie. Przechodząc jednak do rzeczy. Szlachetna zacisnęła mocniej dłoń na szyj niewinnej, ludzkiej dziewczyny stając naprzeciwko niej. Zaśmiała się rozbawiona, napierając na nią swoim ciałem tak, by uwięzić ją między sobą, a wieżowcem. Biedaczka nie miała jak uciec. Siłować się też nie ma po co. W końcu jak to przystało na wampira poziomu blondyny, Sophie ma naprawdę sporo siły. Wyszczerzyła perfidnie bielutkie zęby, by następnie - żeby się już tak nie patyczkować - wbić swoje kły prosto w jej tętnice. Przyssała się jak prawdziwa pijawka! Ot, spijała ze swojej ofiary krew prawie jak dzika, ostatecznie puszczając jej martwe ciało na ziemie. Skrzywiła się, oblizując kąciki ust. Przynajmniej się babsko nażarło, a co!
Dalej nie ma co się specjalnie rozpisywać. Serio! Zapewne zirytowany Elliot zgarnął obie panny po ich małym wybryku i zaprowadził do apartamentu słodkiej Aimi, gdzie Sophie od razu uwaliła się na kanapie w salonie w dość dziwnej pozycji.

_________________
SOPHIE AND SAMURU
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Wto Paź 15, 2013 9:10 pm

Niestety mała księżniczka też nie zarejestrowała jakim cholernym cudem opuścili klub. Ostatnie co utkwiło jej w pamięci to uśmiech Ella, który chyba postanowił podjąć jej małe wyzwanie. Cóż faceci, tak z nimi było. Zagroź ich dumie, a od razu zrobią wszystko by ją obronić. Mieli dosłownie bzika na tym punkcie! Trzeźwe dziewczyny też, ale nie te pijane, które zajebiście się bawiły. Tak więc z wielkim oporem wyszli z klubu, bo Amelka starała się jeszcze pozbierać pozostałości swojej torebki, a przynajmniej część kart kredytowych, klucze do mieszkania i telefon. Gdzieś tam zdążyła jeszcze naskrobać jakieś bohomazy, które raczej nie przypominały normalnie posklejanych wyrazów i wcisnęła wyślij.
Na zewnątrz od razu uderzyło ją świeże powietrze i trochę otrzeźwiała, ale tylko troszeczkę. W końcu nie była aż tak nawalona jak biedna Kanapa, która zrobiła się już na cacy zanim pojawiła się w klubie, ale niech się nie martwi! Amelka nadrobi jak tylko dorwie się do wódki w apartamencie. Bo te dwie butelki, które jeszcze dzierżyła przy wyjściu z klubu zginęły w dziwnych i niewyjaśnionych okolicznościach po drodze. Oczywiście od razu załapała o co chodziło jej nowej BFF, chyba łączyły się mentalnie, bo Amel marzyła tylko i wyłącznie o posiłku! Przecież do picia trzeba mieć też dobrą zagrychę, buahaha~
Soph postanowiła zabawić się z panienką, więc Mel nie protestując zaatakowała chłopaka. Dotarła do niego jednym susem i wbiła długie szpony prosto w jego szyję. Szarpnęła nim mocno, tym samym łamiąc mu kark. Trzask łamanej kości sprawił, że wybuchnęła szaleńczym śmiechem. Zatopiła w nim kły i zaczęła sączyć krew z trupa, póki jeszcze ciepła. W tych sprawach dziewczyna nie potrafiła być delikatna. Wręcz przeciwnie, była okrutna i nieobliczana, uwielbiała najadać się po swojemu. Rzuciła ciało chłopaka na podłogę i bez większego problemu przeszła po nim, jak gdyby nigdy nic. Biedny Ell, mógł tylko obejść się smakiem. Póki co! Już Amelka mu skołuje jakieś danie główne w domku, jeśli akurat będzie jej się chciało. Wszyscy wiemy, że kucharka z niej żadna.
Dotarli na miejsce w przeciągu kilku minut taksówką lub też kilkunastu na piechty, bo jej apartament znajdował się w centrum. Gdy weszli do środka zastała ich miła niespodzianka w postaci rozjebanego telewizora o ścianę, leżącego na podłodze. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Byłam wkurzona.
Skwitowała tylko od razu włączając wieżę z muzą na fula! Muzyka zagrzmiała w apartamencie, a Aimi nawet nie zarejestrowała co za piosenka aktualnie leciała. Od razu pofrunęła do kuchni, wyciągając z zamrażarki dwie flachy zimnej wódy. Trochę nią chwiało na boki, ale jakoś starała się utrzymywać względny pion. Chciała krzyknąć coś w stylu czujcie się jak u siebie, ale zamiast tego w geście totalnej prowizorki wyciągnęła trzy szklanki i rozlewając po trochu, nalała ponad połowę. Ktoś chciał popitę? Niech sobie weźmie, bo pewnie Kanapa i Fotel będą waliły bez! Rozdała im nowe ' kielony ' i przekrzyczała muzykę:
- Na zdrowie!
Jeden porządny chlust, a już zawirowało jej przed oczami. Zaczęła tańcować jak prawdziwa tancerka , nie powiem w jakim klubie!
- Lelliot, czekamy na Twój popisowy numer.
Wskazała pustą szklanką na pół litra i roześmiała się wesoło, porywając Soph do tańca.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Elliot

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t278-elliot-kuroiaishita#313
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 614


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sro Paź 16, 2013 4:45 pm

No tak. Mała kopia burmistrza - co jest zabawne, bo Ell jest wyższy od swojego ojca o kilka centymetrów - mógł się spodziewać, że nie będzie łatwo te dwie pijaczki zaprowadzić w ustronne miejsce. Nie miał ochoty bawić się z nimi w kotka i myszkę, temu jak mu uciekły nawet nie spieszył się je gonić. Patrzył tylko z politowaniem na matkę, która zachowywała się, jakby była młodsza od własnego syna. Co ludzkich ludzi wcale nie dziwiło, w końcu wyglądała też na młodszą o jakieś dwa lata. Chłopak tylko ziewnął i oparł się o murek, za którym kryła się ciemna uliczka w której wampirzyce zrobiły sobie posiłek. Chłopak poczuł, jak jego ciało się napina, a w ustach wybucha ogień. Same jego oczy w tym momencie, stały się krwiścieczerwone. Wiadomo - poczuł głód. Ale to było coś innego, niż głód Amelki, czy Sophie. Elliot polował wczoraj wieczorem i dość syto się najadał. Nie powinien być tak szybko głodny. Ostatnio w ogóle nie poznawał swojego ciała. Zagryzł wargi powstrzymując się przed skokiem na omijających go tłum ludzi. W tą noc, dużo osób wybrało się do nocnych klubów, pubów i innych miejsc rozrywki. Szlachetny nie mógł opanować głodu, który ciągle narastał. Gdy wciągnął głębiej powietrze poczuł niesamowity zapach krwi, która była tak blisko niego. Z prędkością karabiny odwrócił się w tamtą stronę i zrobił parę większych kroków, aż zamarł. Ten cudowny zapach dochodził od Aimi, jakby jej krew miała w sobie heroinę, która uzależnia po jednym jej spróbowaniu. Zamrugał oszołomiony. Wcześniej nie odczuwał, by krew szlachetnej, aż tak na niego działała. Może nie był wtedy też, aż na takim głodzie. Odwrócił się tyłem od Aimi. Nie będzie przecież pokazywał, jak smaczna się teraz dla niego wydaje. To było chore. Nim dziewoje skończyły jeść Elliot wymknął się z ciemnej alejki, do następnej aby tam zaatakować pijanego faceta wracającego z imprezy. Szlachetny zwykle pił tyle, że ofiara jeszcze żyła, więc wymazywał jej pamięć i puszczał wolno. Tutaj wyssał krew do ostatniej krwi, bo jej smak i energia, którą ze sobą niosła - i tak nie zgasiła pragnienia wtopienia kłów w szyję czarnowłosej damulki. Ell prychnął pod nosem, pozbywając się ciała w kontenerze na śmieci i wrócił po pijaczki, aby udać się w końcu do apartamentu.
Dawno nie był u siebie w apartamencie, ciekawiło go czy któraś z jego służek sprzątała tam chociaż, od czasu do czasu. Rozsiadł się wygodnie w fotelu i spojrzał na tańczącą Melkę, będąc myślami jednak daleko od tej całej rozgrywającej się sytuacji. "Powrócił" na ziemię dopiero, gdy modelka podała mu szklankę i flaszkę. Nalał sobie alkoholu do połowy, po czym jednym susem wypił. Nie potrzebował popity. Zwłaszcza po krwi, którą wypili kilka minut wcześniej. Z niesmakiem zerknął na Am, która wyciągała jego matkę do seksownego tańca. No przecież Ell nie będzie w takiej sytuacji oglądał własnej rodzicielki! Wstał z kanapy i zaczął oglądać mieszkanie zastanawiając się czy ujrzy tutaj coś ciekawego.

_________________
Artefakt: Złoty sygnet na środkowym palcu lewej dłoni z wyrytym smokiem na jego wierzchu. Po wewnętrznej stronie pierścienia, jest wyryte imię 'Elliot'. Kiedy zastuka się w pierścień, jego moc się uaktywnia przywołując wilka - większego i sprawniejszego od typowego zwierzaka tego gatunku. Trwa 8 postów, z jednym/dwoma odpoczynku.
***

Rozłóż przede mną księgę zaklęć i wróżb
Okutą w obwolutę twoich ramion i ud
I czaruj we mnie, na ołtarz duszę złóż
I w dusznym kącie, rzuć na mnie urok swój


ElliotxYvelin
ElliotxChizuru
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 397


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Paź 17, 2013 6:28 pm

Sophie zagwizdała głośno na widok rozjebanego telewizora, który leżał i kwiczał na podłodze. Poniekąd przypomniała jej się sytuacja, kiedy z burmistrzem doprowadzili swoje mieszkanie do rujny. Cóż, blondi też się wtedy troszkę wkurzyła, więc wytłumaczenie Aimi, co do tej drobnej szkody zrozumiała, aż nadto dobrze. Pewnie Dasti ją wkurwił, prawda? Jakżeby inaczej. Swoje rzeczy panny rozpieprzają tylko i wyłącznie przez upierdliwych facetów, och. W każdym razie wampirzyca podeszła niechętnie do zniszczonego przedmiotu, tykając go nieznacznie butem. Jakby sprawdzała czy aby na pewno nie działa. Skrzywiła się, zaraz jak wiem rozkładając się perfidnie na kanapie. Zachichotała, wyciągając przed siebie ręce.
- Ellliot. - jęknęła, odnajdując wzrokiem syna. Wygięła usta w podkówkę, robiąc przy tym minę typu - 'Chodź przytul się do mamusi. Przecież tak bardzo się loffciamy.' Ba! Wyciągnęła nawet w stronę chłopaka ręce, czekając aż ruszy w jej kierunku dupsko. Bo jak nie? Bo jak nie to hajs się skończy i w ogóle foch forever, Sofa nie pozbiera się psychicznie. Swoją drogą szlachetna nie zwracała choćby najmniejszej uwagi na głośną muzykę, ani nawet na Amelkę, która wpadła do salonu z wódką. Dopiero po chwili, tęczówki blondynki zalśniły na widok młodszej. Nieco koślawo Sophie pozbierała się z kanapy, wyciągając w kierunku Mel łapy, tak jak chwilę temu w kierunku Ell'a. Odebrała od niej szklankę z wódką, wypijając wszystko na raz. O masz. Że ona jeszcze jest w stanie w ogóle cokolwiek zrobić.
- Mel! Ja nie tańczę najlepiej. - wypaliła, ledwo stojąc na nogach, kiedy Aimi poderwała ją z kanapy, porywając w ten sposób do tańca. Ot, małolata mogła obecnie wyginać się na przeróżne sposoby, Sophie pod wpływem alkoholu stała jedynie jak słup, udając, że umie jeszcze jako tako utrzymać równowagę. Zrobiła tępą minę, szukając ratunku w Elliocie. No wiecie, Sofa wypiła znacznie więcej niż jej nowa przyjaciółka. Nic dziwnego, że przyjdzie nie długo na nią czas. Wiecznie przecież biegać wte i wewte nie będzie.

_________________
SOPHIE AND SAMURU
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Paź 17, 2013 8:17 pm

Czyżby Ellowi zapachniało jej krwią? Nic dobrego z tego nie wyjdzie, bo nie była to zwykła wampirza posoka, nawet jak na Szlachetniaka. Jej krew miała przeróżne dziwne właściwości, jeszcze nie do końca znane światu. Była to nowo odkryta moc i jej działanie było w trakcie eksperymentów. Wiadomym jedynie było, że kto się jej napije, już nigdy nie zapomni jej smaku. Będzie zaspokajał głód pijąc z innych , ale cholernie nieznośny niedosyt pozostanie w pamięci. Nic nigdy już nie zasmakuje tak dobrze, chyba że ponownie zanurzy się zęby w jej bladej szyjce i wypije jeszcze kilka drobnych kropelek.
Pierwszym, który jej spróbował był Dast i biedna chłopczyna nie umiał się w ogóle opanować, prawie nie osuszył do końca biednej Melki. A ona co na to? Cóż trudno, jeszcze mu się odpłaci tym samym, mściwe z niej babsko, to na pewno~
Apartament był bogato urządzony - nie licząc zajebanego telewizora - jak na Szlachetną przystało. Kazuyoshi, ojciec naszej księżniczki, wydawał kupę hajsu na córkę i w ogóle nie marudził. Była jego oczkiem w głowie, jedyną córeczką i pamiątką po jego zmarłej żonie. Zrobiłby dla niej wszystko. Więc gdy wypaliła, że chce bisty duży apartament. Voilà! Powstał w mig tylko do jej dyspozycji. Widocznie jej służba jeszcze nie zdążyła ogarnąć tego tv, Aimi wybije ich co do jednego i zrobi sobie nowych. Biedaki, pewnie już chowają się po kontach w posiadłości Hiou i kwiczą ze strachu. Amel była znana z nie zbyt miłego traktowania podwładnych, po prostu lubiła bawić się jedzeniem, nawyk z dzieciństwa.
Melka spojrzała na rozłożoną Soph na kanapie i westchnęła ciężko. Próbując wytargać ją do tańca nie zwróciła nawet uwagi na jej podły stan. W końcu sama była nieźle narąbana, więc jedno jej było czy Sofa tańczy czy nie. Wszystko wirowało! Jak gdyby pokój się huśtał, więc w jej oczętach Cioteczka tańcowała! Am wywijała zgrabnym ciałkiem jak prawdziwa tancereczka, cóż czyżby pomyliła się z powołaniem, zostając modelką? Może nie, tego też uczyli. Jako świeża aktorka i modelka musiała umieć się ruszać, więc uznajmy to za trening.
- Kochanie, tańczysz boskoooo..
Zaświergotała. W końcu wszystko w okół
~~~~~ ~~~~~~~ ~~~~
falowało! Miejmy nadzieję, że Ell wybawi mamusię z tańca, bo Amelka już się do niej zbliżała, żeby chwycić za ręce i wziąć w porządne tany tany. Czy była zmęczona? No odczuwała jakieś tam zmęczenie alkoholowe, ale póki co zabawa była przednia i to nie pora jeszcze na pijacki sen i porannego kaca. Aimi chwyciła butelkę z wódką, w której nie zostało już za dużo i wychlała do końca. Potem rzuciła nią do zlewu, a że powietrzna droga z salonu do kuchni nie była zbyt mała, butelka roztrzaskała się o kuchenny blat. Dziewczyna pisnęła szczęśliwa, jak gdyby rzuciła za pięć punktów do kosza. Biedna jednak skaleczyła się w rączkę. Normalnie wkurzyłaby się nie na żarty, że jej cudowna skóra została tak brutalnie potraktowana, ale w tym momencie? Nie czuła bólu, czcijmy procenty i to co z nami robią!
- Wódka jestf w zamrażarce gdyby komufś się chciałwo.
Powiedziała z typowo pijackim akcentem, choć jeszcze jedna butelka stała na stole. Nie czekając długo porwała do tańca Soph albo Elliota, sama nie była pewna kogo, a może dwójkę? Wszystko było potrójne !

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Elliot

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t278-elliot-kuroiaishita#313
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 614


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Paź 17, 2013 8:59 pm

Elliot nie wiedział, czy lepiej nie byłoby, gdyby stąd wyszedł. Kiedy jego matka jest w bezpiecznym miejscu - bo tu łowcy nie powinni jej złapać, a jak będzie mieć zgona to też na miękkiej kanapie - chłopczyna może w końcu odetchnąć. Nie ważne, jak bardzo mógł się zmienić, matka to matka. Nie mógłby jej tak olać. Tak, jak jego ojciec chcąc nie chcąc nie olałby Testamenta. Szacunek i jakieś przywiązanie jednak występuje w tej rodzinie.
Gdy jasnowłosa wyciągnęła do niego ręce chłopak zesztywniał. Dawno nie robiła tego. Nie miał zamiaru się do niej tulić. To było krępujące. Ale widząc ten skryty smutek w jej oczach nie wiedział co powiedzieć. Czy była tego świadoma, czy nie - nie ukryje, że wcale nie odejdzie od ojca. Chłopak spojrzał na jej palce. Nie nosiła już obrączki, nie wspominając o zaręczynowym pierścionku. Na szczęście nim zdołał coś wydukać Melka, już brała jego matkę w obroty. Wtedy też Ell zwiedził sobie mieszkanie czarnulki, aby zobaczyć czy jest lepiej urządzone od niego. Jak każdy szlachetny wampir jej rodzina żyła wiele lat, więc zdołała zbić fortunę, by potem takie cacuszka sobie załatwić.
Oczywiście dziewczyny w tym czasie tańcowały w najlepsze, gadając 'od rzeczy'. Nie długo powinny paść. Tym bardziej szlachetniak powinien się stąd wynieść. Na kacu pewnie zrzędziłby gorzej, niż można to sobie wyobrazić.
Kiedy postanowił się pożegnać, wszedł do salonu rozglądając się za Aimi. Wampirzycę na chwilę gdzieś wywiało. Wtedy widocznie miała zamiar zrzygać się do zlewu, nazywajmy rzeczy po imieniu. Ale zamiast tego skaleczyła się, a jej kusząca krew ściekła z palca. Zapach czerwonej cieszy rozniósł się po apartamencie. Jego matka miała tak nawalone teraz na bani, że pewnie nie wielkie wrażenie to na niej zrobiło. Jednak Ell który wypił tylko pół szklanki wciąż czuł się rześki. I wyczuł ten zapach bardzo wyraźnie. Turkusowe tęczówki, znów zmieniły barwę na głęboką czerwień, a z gardła wydarł się ryk, jak dzikiego zwierzęcia. Wtem znalazł się przy dziewczynie, która miała coś o wódce, łapiąc ją za ramiona i przyciągając do siebie. Nim nastolatek zrozumiał co w ogóle robi wbił kły w jej szyję, aby skosztować tego zakazanego owocu. Zrobił to dynamicznie, lecz delikatnie. Czuł, że jej krew oprócz cudownego zapachu, niosła ze sobą dużo energii i.. alkoholu, który wypiła w pubie. Za pewne Melka chciała odczepić natręta od siebie, ale czarnulek sam z siebie oderwał się od kobiety wciąż będąc w szoku, że sam zapach jej krwi doprowadzał go do ekstazy. Zadrżał czując w sobie nagłą siłę.
- Musze iść..- wyszeptał drżąc z emocji i udał się do drzwi.

_________________
Artefakt: Złoty sygnet na środkowym palcu lewej dłoni z wyrytym smokiem na jego wierzchu. Po wewnętrznej stronie pierścienia, jest wyryte imię 'Elliot'. Kiedy zastuka się w pierścień, jego moc się uaktywnia przywołując wilka - większego i sprawniejszego od typowego zwierzaka tego gatunku. Trwa 8 postów, z jednym/dwoma odpoczynku.
***

Rozłóż przede mną księgę zaklęć i wróżb
Okutą w obwolutę twoich ramion i ud
I czaruj we mnie, na ołtarz duszę złóż
I w dusznym kącie, rzuć na mnie urok swój


ElliotxYvelin
ElliotxChizuru
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 397


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Nie Paź 20, 2013 10:48 am

Sophie jęknęła cicho, prawie niedosłyszalnie, cofając mozolnie ręce. Widok Elliot'a, który stał jak słup zamiast podejść do niej tak jak zawsze, wbił ją w ziemię. Serio, cała ta sytuacja wywołała w niej taką falę negatywnych odczuć, że nie będzie niczym dziwnym jak dziewczę popadnie w depresję. Swoją drogą, dopiero teraz do biednej wampirzycy dotarł fakt, że jej syn zwyczajnie dorósł i na swój sposób się od niej osunął. Zacisnęła wargi w wąską linie, rzucając w szlachetnego pierwszym lepszym pilotem poderwanym z kanapy, następnie zanosząc się najprawdziwszym płaczem. Tak, Sofa po raz pierwszy w życiu popłakała się przy widowni, zamiast chować się po kątach, żeby nie pogwałciło to jej dumy i wielkiego ego. Postawa syna zabiła w niej wszystkie odczucia wyższe. Blondyna jest skłonna teraz rzucić wszystko i wszystkich, zwyczajnie zabierając swoje cztery litery z tego miejsca. Nie będzie jej żal. Odetnie się od swoich uczuć. Jak zawsze zresztą. Przybrała obojętny wyraz twarzy, momentalnie odpychając od siebie natrętne, niezbyt przyjemne myśli. Zamknęła się w sobie, przestała ryczeć. Znowu wydawać by się mogło, że nie obchodzi jej już nic, serio. Nawet te kilka chwil, kiedy 'tańcowała' z Aimi nie sprawiały jej specjalnej radości. Alkohol również nie sprawił, że była w stanie na pstryknięcie palcami zapomnieć o wszystkim. Pomarudziła jedynie, marszcząc od niechcenia brwi. Jej buzia wykrzywiła się w lekkim grymasie na dźwięk rozbijającego się szkła. Boże, co za dzień. Zresztą, potwierdza się teoria, że baby potrafią swoje nastawienie do jakiejkolwiek sytuacji zmienić w parę minut. Spójrzcie na schlaną Sofę! Ta raz piszczy ze szczęścia, a już chwilkę później wygląda jak znudzona całym tym teatrzykiem panna, och.
W każdym razie nie zwracając większej uwagi na Elliot'a i Mel, porwała butelkę wódki ze stołu, przywłaszczając ją sobie w stu procentach. Dziewczyna upiła z niej kilka porządniejszych łyków, zaraz sztywniejąc jakby wsadził jej ktoś kij w dupę. Spięła się prostując przy tym jak struna. Duże, niebieskie tęczówki po raz kolejny zalały się czystym szkarłatem. Powód? Krew Aimi. Sophie mimo swojego tragicznego stanu wyczuła ją doskonale. Zaciągnęła się powietrzem, następnie bezszelestnie kierując się w stronę kuchni. Chciała dopaść swoją nową BFF, ale Ell wpieprzył się przed nią. Kanapa warknęła, wypuszczając z dłoni szklaną butelkę, która rozbiła się o podłogę tuż obok jej nogi. Czy ja nie mówiła, że przyjaciółeczek Sophie się nie dotyka? Także nim kochany syneczek dolazł do drzwi, jego cudowna mamuśka w kilka krokach znalazła się za nim, popychając go z całej siły na ścianę. Ot, tak by się przynajmniej od niej odbił. Skoro on nie chciał się poprzytulać, to ona nie miała najmniejszego zamiaru być dla niego milusia. Zresztą pogryzł jej Amelkę! Nie ważne, że ona też miała na to ochotę! Najwyżej zrobi, to później.
- Co ty odpierdalasz gówniarzu? - jęknęła, zaciskając z irytacji łapki. Obdarzyła go jeszcze jednym przelotnym spojrzeniem, wycofując się po chwili w stronę Aimi. Niby niepozornie złapała ją za nadgarstek, zaciskając na nim mocno dłoń. Z drugim postąpiła tak samo, przyciskając ją do blatu, stołu czegokolwiek. Naparła na nią całym swoim ciałem jak gdyby nigdy nic. Uniosła się na palcach, całując ją przelotnie w kącik ust, jakby przepraszająco, następnie zjeżdżając wargami niżej. Dokładnie na jej szyje w którą bez żadnego 'ale' wbiła boleśnie kły. To nie była winna Sophie, ani Aimi.

_________________
SOPHIE AND SAMURU
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 297


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Nie Paź 20, 2013 12:08 pm

Cóż wyszło tak, a nie inaczej. Nie było co się zastanawiać czyja to wina. Może gdyby w apartamencie było mniej alkoholu wszystko potoczyłoby się inaczej, jednak tym razem impreza była przednia i nikt nie zamierzał pić mniej. Oczywiście jak na każdym porządnym mini projekcie X, bywały też chwile słabości, łez i smutku.
Widać Ell nie kwapił się do czułości z mamusią. Z drugiej strony był już dużym chłopcem i Amel nie dziwiło, że nie chciał przytulić Soph, zwłaszcza w obecności Czarnulki. Siara jakich mało! Dziewczyna śmiałaby się z niego do końca wampirzego życia, w końcu to facet! Ale tak to już jest z mamusiami, że nie chcą pozwolić dorosnąć dzieciom. Przykre, ale prawdziwe. Sofa niestety będzie musiała pogodzić się z myślą, że jej syn jet już duży i nic nie przywróci go do poprzedniego stanu. Mel na szczęście nie rozumiała tej sytuacji zbyt dobrze. Przecież nie pamiętała swojej matki, a sama takową nie była i uważała, że nigdy nie powinna zostać. Była zbyt egoistyczna, żeby zajmować się dziećmi, ale cóż czas pokaże.
Tak więc podczas 'tańcowania', wampirzyca przytuliła do siebie Sofę, żeby po raz enty pogłaskać ją po blond główce i jakoś pocieszyć. Może nie rozumiała powodu jej rozpaczy, ale wiedziała, że coś jest nie tak, więc jak najlepsza BFF próbowała temu zapobiec! Niech się Blondi nie martwi, Aimi się nią zajmie. Nawet przy następnym spotkaniu będą miały o czym sobie opowiadać i pewnie znów schleją się w trzy dupy i zaczną marudzić i narzekać. Nic nowego, jednak były kobietami, a im potrzebne są chwile czułości i wyżalenia się.
Potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Czarnulka nie zdążyła zareagować, gdy Elliot przyciągnął ją do siebie i wbił kły w jej szyję. Zdążyła jedynie syknąć, a jej oczy momentalnie przybrały kolor najciemniejszego, nocnego nieba. Ból promieniował od szyi do płuc. Czuła się jak pusta, wykorzystywana lalka. Jak przedmiot. Przecież nie była ofiarą, tylko drapieżnikiem i nikt nie powinien o tym zapominać, choćby nie wiem jak bardzo pijana mogła się wydawać. Kiedy jej zgrabne rączki powędrowały na koszulę Ella, żeby go przytulić odepchnąć, ten sam odskoczył jak oparzony. Najwidoczniej zdawał sobie sprawę ze swojego brzydkiego zachowania.
Pamiętajmy jednak, żeby nigdy nie ufać wampirom. Obojętnie czy mówimy o rodzinie, czy najlepszych przyjaciołach. W końcu to bestie, które nie potrafią panować nad swoimi instynktami. Tak więc dwa razy na tą samą sztuczkę nie dadzą się nabrać.
Amelka ze stoickim spokojem przyjęła pocałunek Soph, dała nawet przycisnąć  się do blatu, ale wtedy uśmiechnęła się jedynie wrednie, a jej szyja pokryła się warstwą lodu. Więc kiedy Blondi chciała wbić kły w miejsce, gdzie poprzednio urzędował Elliot, natrafiła na twardą barierę, o którą ewentualnie mogła powybijać sobie kły. Posłała mocną falę telekinezy, żeby odepchnąć od siebie Sophie. Była po prostu nieźle w k u r w i o n a. Tak to jest, gdy gościsz innych we własnym domu, a oni tak się odwdzięczają. Chuj z tym, że byli Szlachetni. Aimi też była i miała swoją dumę.
- Wypierdalać!
Ryknęła na całe gardło wyglądając co najmniej jak czarownica na miotle. Zamierzali się przeciwstawić? Chyba i Ell i Soph zdawali sobie sprawę, że to już za daleko zaszło. Może nie miała szans w walce z dwójką, ale była tak porządnie zła, że chyba na sam widok wszyscy powinni zwiać.
- Obydwoje.
Dodała po chwili ciszej, wwiercając swój czarny, pusty wzrok rekina w jedno, raz w drugie. The party is over. Amel musiała podtrzymywać się blatu, żeby ustać. Straciła trochę krwi, ale przede wszystkim była zmęczona przez używanie mocy. Po wszystkim będzie potrzebowała długiego odpoczynku. Miała tylko nadzieję, że obejdzie się bez rękoczynów.
Ps. Elliotowi udało się zablokować ręce Sophie, która chciała go odepchnąć, gdyż był silniejszy z powodu wypicia krwi biednej Melki. Chwilę potem zmył się bez słowa. Sofa musiała przejść swoje, czyli wściekłość Amelie Hiou, zołzy numer jeden na całym świecie. Była pijana, tak więc nie marudziła za bardzo, gdy Amelka kazała jej się wynosić. Tym razem jej posłuchała i wyszła.


zt Elliot, Sophie

Aimi wreszcie została sama. Odetchnęła z ulgą i drżącymi rękami trzymała się blatu, żeby zachować jakąś względną równowagę. Nie mogła ustać, jak gdyby pokój się huśtał. Oparta o blat rzygała na podłogę.
Bywa
Potem osunęła się na ziemię w kuchni i zwinęła w kłębek - w pozycję embrionalną, bardzo źle się czuła. Spała tak długo, że chyba nikt nie wie ile.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sro Paź 23, 2013 4:39 pm

Dzień pełen wrażeń, należy uczcić wraz z narzeczoną. Skoro ta gdzieś się bawiła, zamierzał poczekać na nią w apartamencie. Ciekawe czy zakończyły się wszystkie remonty naprawcze po ich ostatniej demolce. Rety, a to była dopiero gra wstępna. Ciekawe jak będzie wyglądało mieszkanie, kiedy pójdą na całość? Pewnie nie będzie co już remontować i lepiej kupić nowe lokum, niż cisnąć się w czymś, co nie nadaje się dla ich użytku. Może po ślubie, kiedy będą mieli tę zajebistą przyjemność mieszkania razem, wszystkie większe przedmioty przykręcą do podłogi, żeby nie latały po mieszkaniu, choć z ich zdolnościami, to nawet i to nie pomoże.
Dastan w drodze do samochodu, wcisnął się w jakąś koszulkę. Z lenistwa nie chciało mu się jej zapinać do końca. Wsiadł zatem do swojego nowego nabytku, za zarobione własnoręcznie pieniądze. Ta, praca dla burmistrza najwyraźniej bardzo się opłacała, skoro mógł sobie pozwolić na taki luksus. Z szybkością rakiety kosmicznej, był już w centrum miasta i zamierzał właśnie zaparkować przed nowoczesnym apartamentowcem, gdy wzrokowo zlokalizował znajomy mu samochód Aimi. Zaparkował obok skromnego audi narzeczonej, opuszczając swoją bestię. Zupełnie jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę, obszedł samochód dookoła, aby sprawdzić czy karoseria wciąż jest w dziewiczym stanie.
Ruszył w stronę wejścia do apartamentowca, omijając z obojętnością innych lokatorów. Bez zbędnych pierdół, wszedł do jednego z mieszkań, używając do tego klucza, jakiego dostał od Aimi. Co prawda mógłby użyć teleportacji, ale nie miał pewności czy na korytarzu nie ma przypadkiem żadnych kamer. Wolał więc nie ryzykować. Dastan wyczuwał intensywny zapach swojej ciotki, narzeczonej, Elliota oraz alkoholu, którego przecież nie mogło zabraknąć. Skrzywił się wyraźnie, gdy wszedł do salonu. Było pusto, najwyraźniej wszyscy się wynieśli niedawno, bo zapach wciąż się unosił, mimo pustki jaka wszędzie panowała.
Skoro Aimi nie było w salonie, udał się za jej zapachem, jaki wyczuwał w kuchni, a tam... siedziała czarnowłosa, w pozycji embrionalnej, we własnych rzygowinach, skulona w sobie.
- Żałosne. Wampir szlachetnej krwi.
Warknął, podchodząc do dziewczyny. Kopnął ją delikatnie w kostki u nóg, chcąc ją obudzić.
- A Ty nie masz co robić, Mel? Cuchniesz wódką. Mam Ci pomóc wziąć prysznic?
Wyszczerzył się do niej wrednie, by wreszcie pochylić nad nią i przewiesić ją sobie przez ramię. Nie wziął jaj na ręce, bo nie chciał zostać centralnie obrzygany, wszak nie wiadomo czy znów jej się nie odbije alkoholem, i uszył w stronę łazienki. Tam wsadził szlachetną pod prysznic, w ubraniu i odkręcił zimną wodę, żeby się przebudziła i doszła do siebie.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Apartament Amelie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: