IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Amelie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sro Paź 23, 2013 7:17 pm

Kiedy będą już po ślubie, chyba ich rodziny wyślą ich na jakąś stację badawczą w kosmosie, żeby jak najszybciej się ich pozbyć. Przecież osobno byli ciężcy w rozmowie, a razem? Mieszanka wybuchowa. Za pewne sam ślub skończy się totalną katastrofą, walką i wyzwiskami. Po wszystkim ucierpią tylko nasi drodzy goście i sala weselna, a ta słodka para uda się na miesiąc miodowy, jak gdyby nigdy nic. A właśnie! M i e s i ą c miodowy, ale będzie bista impreza dzień i noc. Amel chętnie udałaby się w jakieś przyjemne miejsce, jak na przykład Bali! Ale znając Dasta pewnie zabierze ją na Grenlandię, żeby zrobić jej na złość~ Tylko niech lepiej pamięta, że Mel to Królowa Śniegu i w tamtym klimacie to on może mieć z nią problemy, ot co.
Dzień po jest tragiczny. Zanim się obudziła, czuła, że ma Sahare w ustach. Ale to tam, gdyby była człowiekiem pewnie leżałaby w pół przytomna i Dastan musiałby ją zabrać na detoksykację alkoholową do szpitala, po takiej dawce alkoholu, jaką w siebie wlała. A tak? Jej wampirzy system wyrzygał znaczną część promili, a teraz zwyczajnie odpoczywał i regenerował siły. Do pełnego szczęścia brakowało jej tylko porządnego posiłku. Dziewczyna czekała tylko kto wejdzie pierwszy do jej apartamentu: Tousen, Mason czy Shinichi. A tu proszę! Szlachetna wersja jej narzeczonego, czyli sam Dastan Shiroyama, szatan jakich mało - od niedawna nawet drogowy, uhuhuhu.
Dziewczyna nie odezwała się na jego słowa, doszczętnie go ignorując, nie chciało jej się nawet oczu otwierać, była po prostu zmęczona i zbyt leniwa. Pozwoliła się podnieś jak lalkę i nawet nie protestowała, gdy przerzucił ją sobie przez ramię. Jej ciało zwisało bezwładnie, jak gdyby była trupem. Przy takiej bladości jej skóry zwykły człowiek mógłby się pomylić i nieźle przestraszyć. Kiedy omiótł ją, zapach Dasta, wciągnęła powietrze głęboko do płuc i zatrzymała na chwilę. Sama nie wiedziała dla czego. Po prostu w sekundę rozluźniła się, czując przede wszystkim bezpieczeństwo.
Oczywiście nic bardziej mylnego. Chwilę później wylądowała pod prysznicem i strumień zimnej wody, sprawił, że zapiszczała jak prawdziwa nastolatka. Bez zastanowienia chwyciła go za niedopiętą koszulkę  i wciągnęła pod prysznic. Ba! Nie zamierzała tak łatwo puścić! Niech ma za swoje, tak ją karać. Teraz sam zmókł i będzie mu zimno. Amel już była przemoczona do suchej nitki. Jej czarna sukienka idealnie przyległa do jej zgrabnego ciała, nie pozostawiając dużo do życzenia. Równie dobrze, mógłby ją z niej zdjąć, efekt praktycznie taki sam.
- Zimno!
Piszczała dalej. Niech lepiej odkręci ciepłą wodę, bo ogłuchnie w cztery, trzy dwa, jeden.... Sama zaczęła molestować śliski kurek. Cóż za szczęście, że użyła wodoodpornej maskary, uhaha~

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sro Paź 23, 2013 9:33 pm

Stacja badawcza i to w kosmosie? Przy ich zdolnościach na pewno zniszczą biedną ziemię i zostaną jedynymi wampirami na świecie, w dodatku nie będą mieli czym się żywić, prócz siebie nawzajem, bo nawet ludzkość nie przetrwa kataklizmu, jaki zgotuje im Dastan i Aimi. A przecież tej dwójce nie spieszyło się do przedłużania gatunku. Albo inaczej, mogą się o to starać i tylko na tym poprzestaną, bo bachory z zaniedbania pozdychają. Więc lepiej, żeby ich rodziny nie wpadły na ten szalony pomysł wysłania tej dwójki w przestrzeń kosmiczną.
Na dobrą sprawę, to Dastan naprawdę miał wyjebane na ślub, dosłownie i przenośnie. Podpisze te papierzyska, umowę z rodem Hiou i zmyje się po pierwszych pięciu minutach drętwej imprezy, byle znaleźć się jak najdalej od tej hołoty. Nie wytrzyma tych wszystkich gratulacji, uścisków dłoni i innego pierdolenia trzy po trzy. Zatem weźmie żonę pod pachę (albo zaciągnie ją do jaskini za włosy, jak to robili neandertalczycy) i spełni swój męski, mężowski obowiązek pieprzenia i płodzenia syna. Później wsadzi ją do walizki i zawiezie na lotnisko, wpakuje do samolotu i wylecą na jakąś bezludną wyspę, z dala od ludzkich siedzib. Zaszyją się grzecznie w lesie, pod liściastym szałasem i będą drzeć koty, a wyspa pójdzie w pizdu. Na pewno ją wysadzą i trzeba się modlić, żeby tylko to…
Phew, Dastan był i tak lepszy od tych pachołków, jakimi się wysługiwała. Nie umiała ich nawet porządnie wytresować, żeby okazali należyty szacunek lepszym od siebie. Byli gorsi od zwierząt, bo te mimo wszystko były do czegoś przydatne. W każdym razie, blondas był wyraźnie niezadowolony z tej całej sytuacji. Nie stawiała nawet oporu, kiedy przerzucił ją wór kartofli przez ramię. Gdyby była sobą, nie nachlana, zapewnie rzuciłaby w niego wszystkimi szklanymi rzeczami, które z wielka łatwością rozbiłyby się na głowie blondasa. Wsadził ją pod prysznic, odkręcił kurek i po chwili wampirzyca była cała mokra. A blondas nie zdążył jeszcze jej dotknąć, tak na nią działał! Chyba szybko do siebie doszła, otrząsnęła się i zakrzyknęła, że zimno. Ale zaraz, czy ona właśnie w tej chwili chwyciła go za koszulę i pociągnęła gwałtownie, wcinając go do wnętrza prysznica. Zawisł nad nią, podpierając się ręką o tylną ściankę prysznica.
– To się rozgrzej. Duża dziewczynka i nie umie się rozgrzać.
I wepchnął od razu swoje kolano między jej nogi, wjeżdżając nim prosto i brutalnie na jej kobiecość. Chwycił ją za włosy unosząc za nie wampirzycę, tym samym podtrzymując ją też kolanem. Co zaś następnie zrobił? Bez ceregieli rozerwał sukienkę dziewczyny, rzucając ją gwałtownie na ściankę prysznica. Stał nad nią, górując, pewności siebie i władczości nie brakowało mu nawet w spojrzeniu. Obie łapy położył po dwóch stronach głowy Amelie, zamykając ją w pułapce.
– Przestań piszczeć, jak zarzynany wieprz.
Warknął nad jej uchem, nagryzając je kłem, do krwi, którą szybko zlizał, nim woda ją zmyje.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sro Paź 23, 2013 10:09 pm

Dastan na prawdę trafił na zły dzień. Na szczęście nie miał do czynienia z dziewczyną z PMS, ale prawie. Amelka przeszła wczoraj swoje, najebała się jak mała świnka, musiała użyć swoich mocy, do tego ktoś wypił jej krew i teraz miała przesrane, bo ten paskudny Elliot już wiedział jak smakuje. Skubany ją wyczuł. Dziewczyna nawet nie przypuszczała, że to możliwe. Nie wyczuła niebezpieczeństwa w odpowiednim momencie, przecież była pijana. Oczywiście dwa razy nie dała się nabrać na tą samą sztuczkę, więc z jeszcze bardziej nawaloną Sofą sobie poradziła. Jak dotąd próbował jej tylko Dastan i przecież wiemy na dołączonym obrazku jak na niego zadziałała. Póki co na szczęście ten nie dowiedział się o małym incydencie, który miał miejsce w kuchni i salonie. Choć to pewnie kwestia czasu. Ślady po ugryzieniu nadal były widoczne na jej szyi, Mel była osłabiona, więc nie leczyła się na tyle szybko. Na szczęście zaschnięta krew została zmyta przez lodowatą wodę.
Amelce udało się w końcu trącić kurek, który zmienił się na gorącą wodę, trochę zbyt ciepłą, mieli szczęście, że byli wampirami, w innym razie uciekliby z przeraźliwym krzykiem z tego niemal wrzątku. Para zaczęła unosić się w łazience tworząc ciężki, ale przyjemny klimat. Niemal jak w łaźni parowej!
Cóż miejmy nadzieję, że taki ślub tej dwójki w ogóle się odbędzie, bo póki co ciężko im idą te zaręczyny. Nawet jak starają się być dla siebie względnie mili to wychodzi z tego wielkie, końskie gówno i zaczynają się naparzać jak starzy zapaśnicy.
Amelie była z siebie dumna! Ba! Czuła się niemal jak bóg wszystkich i wszystkiego, gdy udało jej się wciągnąć Dasta pod prysznic! Ma za swoje, wredny jeden taki książę ze bajki. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że jest w potrzasku. Już szukała jakąś ciętą ripostę na jego słowa, gdy wepchnął kolano między jej nogi, doszczętnie uniemożliwiając jej logiczne myślenie, przynajmniej na tamtą chwilę. Zdążyła jedynie jęknąć, zanim przygryzła dolną wargę. W końcu nie chciała dać mu tej satysfakcji, że to co robił odbijało się na jej ciele.
W jednym miał rację, była już dużą dziewczynką. Nie tym razem. W tej chwili nie miała zamiaru uciekać z pułapki jego silnych ramion. W zamian za to, jednym mocnym szarpnięciem pozbawiła go mokrej koszuli i przejechała pazurami po jego nagim, umięśnionym torsie, zostawiając na nim czerwone pręgi. Pamiątki po jej ostrych paznokciach.
- Nie mów mi co mam robić.
Warknęła, ukazując przy tym kły. Jej oczy, czarne jak smoła, wwiercały się w jego z taką samą pewnością siebie. Przecież była modelką do tego cholernie arogancką. Wiedziała, że ma piękne ciało, czemu by go tu nie pokazać słodkiemu Dastankowi? Póki co kipiała pewnością siebie, była zbyt wściekła, zła i zmęczona, żeby zdawać sobie sprawę co się dzieje. Mimo jej tonu i wszystkiego, co prezentowała, wiele przeszła. Była osłabiona, ale zapierała się nogami i rękami, żeby tego po sobie nie pokazywać. Tak to jest w towarzystwie drapieżników, nie wolno pokazać słabości. Dastan miał szczęście, Aimi uznała go za drapieżnika, a siebie za ofiarę. W takim razie włączył jej się tryb: przetrwać za wszelką cenę.
Jej dłonie powędrowały na jego plecy i przyciągnęły do siebie. Amel przywarła do jego mokrego ciała, swoim. Miała na sobie tylko czerwona, koronkową bieliznę. Oczywiście całą przemoczoną. Czarne, długie włosy przykleiły się do jej pleców.
- Tęskniłeś?
Wyszeptała, drapiąc mu plecy, jak wściekła kotka. Przez chwilę pomyślała, że podoba jej się to co robią. Szybko jednak odrzuciła od siebie tą myśl. Wszystko to było tylko grą, prawda? Prawda? Nie wiedziała. Miała tylko straszną ochotę wgryźć się w jego szyję i napić odrobinę, tak na poprawę humoru.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sob Paź 26, 2013 12:51 pm

Blondas także nie miał najlepszego dnia. Sporo się wydarzyło, a minął zaledwie jeden wieczór, który wciąż trwał. Pierwszą rzeczą była bójka z Testamentem, dosłownie rzucił się na gospodarza, tracąc nad sobą kontrolę, niczym zwierz, i podpalił niemal cały korytarz, w którym się znajdowali. Można się domyślić, jakie głupie było to postępowanie, szczególnie gdy planował pogodzenie tych dwóch, zwaśnionych rodów. Naprawdę potrzebował porządnego treningu, w którym mógłby wreszcie opanować swoje zdolności, odkrywając ostatnią umiejętność. Następnie fala ogólnych nieszczęść potoczyła się jak z górki. Zaraził się od kanibala wirusem, mordującym wampiry, więc jego gniew i nerwy stały się bardziej widoczne i nie umiał nad nimi zawładnąć. Nie dał sobie nawet wytłumaczyć, że faktycznie jest chory i najzwyczajniej w świecie zwiał z domu, oknem. Tak, świetny sposób opuszczania zamczyska. Szlachta korzystająca z okien, zamiast drzwi, jak jakieś pospólstwo. Brawa dla Dastana! Cóż dalej uczynił? A tak, zachciało mu się zabaw z ludzką istotą, przerażając ją na śmierć. I gdyby nie pojawienie się ojca, miałby naprawdę miły wieczór, uwieńczony przesłodką posoką. Ale teraz dla odmiany, podokucza narzeczonej. Stęsknił się za tym, dawno nie wkurwiał Mel, a to działało na niego jak narkotyk. Musiał to robić, bo nie mógł wytrzymać.
Jeszcze się nie dowiedział. Ale za chwile odkryje bluźniercze ślady po nieproszonych kłach jakiegoś kutasa, który nie umie trzymać swojego ptaszka w spodniach. Najwyraźniej trzeba podciąć ptaszkowi skrzydełka, inaczej będzie skakał z kwiatka na kwiatek, rozsiewając po świecie swoje plugawe nasienie.
Co innego była zimna woda, a co innego wrzątek, a jak wiadomo, wampiry były wrażliwe na ogień. Dastanowi póki co nie przeszkadzała wysoka temperatura wody, jaka ich opływała. Było nawet przyjemnie, choć nie przepadał za saunami. Nie i już, nie musiał mieć żadnego uzasadnienia swojej decyzji.
Zaczął poruszać boleśnie powolnie kolanem, między udami dziewczyny, świadomie ocierając się o pewne, wrażliwe miejsca. Chciał ją pobudzić, by później się odsunąć i ją wyśmiać, jednak… jego uwagę przykuły ślady kłów na szyi jego narzeczonej. Zabrał nogę spomiędzy ud szlachetnej i przyszpil ją morderczym wzrokiem w miejscu. Nagle zrobiło się o wiele goręcej wokół nich – nieświadomie zwiększył temperaturę wody, a krople wody dosłownie zaczęły tańczyć wokół nich, pierw powoli, potem zmieniając się w wir. Zmniejszył dzielący ich dystans, zwisając nad szlachetną, naparł na nią biodrami. Nie ważne, że w plecy mógł jej się wbijać kran. Chwycił dłonią jej kark, obnażając miejsce niedawnego zbezczeszczenia. Nie dając Aimi żadnych szans na wyrwanie się  ze szponów potwora, zatopił w niej gwałtownie kły w to samo miejsce, w którym widniały już ślady. Musiał ją naznaczyć, sobą, swoimi kłami. Była jego grzechem, własnością, narzeczoną i tylko on mógł z nią robić, co tylko chce. Oczywiście to działało w obie strony. W życiu by się przed samym sobą nie przyznał, że Aimi mogła wyczyniać z nim, co tylko by chciała. I tylko ona. Był zbyt dumny, by sobie pozwolić na takie rzeczy ze strony innych, marnych istot.
Nie zwrócił uwagi, że jego koszula zmieniła się w strzępek szmat. Wyszarpnął kły z rany, z której pociekła krew. Nie zlizał jej, patrzył jak krople spływając po ciele, mieszając się z wodą, która wciąż wirowała wokół nich.
– Najwyraźniej inni mogą Ci mówić, co masz robić?
Warknął złowrogo i ostrzegawczo, kiedy wbiła pazury w jego plecy, przejeżdżając nimi po torsie. Gdy przyciągnęła go do siebie, jedną dłoń wsadził jej pod pośladki, unosząc do góry, by mogła opleść się wokół jego bioder nogami. Nie odpowiedział na jej pytanie, ale zamiast tego wpił się w wargi wampirzycy. Delikatnie, masując je swoimi ustami, czekając za zapraszające rozchylenie, by wpełznąć do środka językiem i pieścić podniebienie. Wreszcie natarł namiętnie na jej język, nagryzając go zaczepnie zębami.
Woda wokół nich przestała wirować, opadła, a temperatura wody wróciła do poprzedniego stanu. Pocałunek blondasa zmienił się w bardziej zachłanny, jakby chciał pożreć drobne, pełne wargi Aimi. Jego dłoń powędrowała na plecy wampirzycy, zjechała na pośladek, który zaraz uderzył otwartą dłonią.
– Chodźmy stąd.
Przerwał pocałunek, wodząc teraz językiem po małżowinie usznej. Zakręcił kurek, złapał ją za rękę i wyciągnął z kabiny prysznicowej. Miał w nosie, że oboje byli przemoknięci do suchej nitki, zostawiając po sobie kałuże wody. Nie zawracał sobie głowy wycieranie ręcznikiem, tylko od razu zaprowadził ją w stronę sypialni, rzucając na łóżko jak szmacianą lalkę. Podszedł do okna i zerwał z niego firankę. Na oknie była niepotrzebna, ale za to jemu się przyda…
- Chcesz się zabawić?
Ponoć jej coś takiego obiecał.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pon Paź 28, 2013 8:16 pm

To była tylko kwestia czasu. Prędzej czy później Dastan i tak dowiedziałby się o tej całej sprawie z Elliotem i piciem krwi naszej księżniczki. Lepiej szybciej, przynajmniej mieli już ten fakt z głowy i mogli przejść dalej. Na szczęście Dast nie zagłębiał się za bardzo w tą sprawę, przez co Amelka mogła odetchnąć z ulgą. Ostatniego czego jej było trzeba to kolejna kłótnia i pokaz siły, a jak wiadomo była dziś na straconej pozycji. Tak więc kiedy przyszpilił ją wzorkiem, stała jak wryta, nie odważyła się ruszyć. Może i była raczej głupiutka i mega odważna, jednak znała granicę, dlatego też nie protestowała, gdy wbił kły w ledwo co zagojone rany, syknęła tylko na znak, że nie był to ani trochę przyjemne, ale czy nie o to chodziło?
Nie odpowiedziała. Nie było sensu, w końcu nie zmienią już tego co się wydarzyło. Zresztą Czarnulka nie była z tych co mają kaca moralniaka. Było minęło i chuj z tym, już na szczęście nie wróci. A jeśli jednak postanowiłoby się wrócić pokażemy mu środkowy palec i wyśmiejemy. Soł what, nie przejmowała się i tym razem. Zazwyczaj była skora na zaczepki Dastana, dziś jakoś kiepsko jej wychodziło. Może to ze zmęczenia, a może zwyczajnie za nim tęskniła? Ostatnio jak go widziała pluł krwią na prawo i lewo i znów musiał ratować jej biste cztery litery. Była ciekawa, czy jego stan już się poprawił, co z odłamkami wokół jego serca, jednak niestety póki co nie mogła go o to zapytać, a może nigdy nie przyjdzie na to okazja. W końcu nie pokaże mu, że się martwi i że jej zależy, prawda? Bzdura! Na pewno nie zależy, zaraz jej przejdzie - wmawiała sobie.
Wysoka temperatura czy nie, Amel nie czekała długo i gdy chłopak chwycił i przytrzymał jej pośladki od razu owinęła mu nogi wokół bioder. Przytrzymała się dłońmi jego karku i przytuliła do jego torsu w tym samym momencie, gdy jego usta odnalazły jej. Działała instynktownie, nim się zorientowała co właściwie robi, już rozchyliła delikatnie wargi, tym samym dając Dastanowi zielone światło. Chciała tego, pragnęła. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo.
Odwzajemniała jego pocałunki z taką samą zaciekłością, jak gdyby mieli dotykać się po raz ostatni. Gdzieś tam skubnęła jego wargę kłem, żeby dodać odrobinę pikanterii, głównie jednak zachwycała się wspólnym tańcem języków, jak gdyby były dla siebie stworzone.
A może tak było? Może tej dwójce było razem spędzić wieczność nie z przymusu, ale czegoś silniejszego? Kiedy wreszcie stanęła z powrotem na ziemi, dzwoniło jej w uszach i potrzebowała chwili, żeby dojść do siebie. Dast działał na nią jeszcze bardziej narkotyzująco niż upojenie alkoholowe. Pociągnięta za rękę bez protestów dała się wyprowadzić z łazienki. O dziwo miała na sobie tylko bieliznę, ale kto by się przejmował takim nieistotnym szczegółem w tak cudnym momencie?
Popchnięta na łóżko warknęła cicho spoglądając na swojego narzeczonego spod przymrużonych powiek. Niech sobie chłopak nie pozwala! Amelka przybrała najbardziej niezadowoloną minkę, na jaką było ją stać. Udawaną oczywiście. Ułożyła się wygodnie na łóżku na plecach. Opierając na łokciach zgięła jedną nogę w kolanie, a na jej ustach błąkał się zadziorny uśmiech. Wiedziała, że musi wyglądać co najmniej bardzo apetycznie. Dast chyba nie był ślepy na kobiece wdzięki, prawda? Jeśli kiedykolwiek miała przyjść chwila, w której Amel wpadnie na genialny pomysł uwiedzenia naszego Blondasa, to właśnie nastała.
- No nie wiem. Myślisz, że umiesz się bawić?
Zapytała śmiejąc się słodko i uniosła brwi ku górze, gdy zerwał firankę.
O cholera.
W co się wpakowała? Nawet jeśli czuła zdenerwowanie, nie dawała tego po sobie poznać. W zamian za to wyciągnęła rękę w stronę Dasta i ruchem palca do siebie, nakazała mu rozpoczęcie tej jego nowej zabawy.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Paź 31, 2013 1:44 pm

Nie zareagował, kiedy wampirzyca pisnęła, odczuwają ból po kłach swojego, jakże kochanego, narzeczonego. Musiał ją naznaczyć, musiała mieć na swoim ciele ślady po nim, a nie po jakimś obcym, innym facecie. Nie pozwoli, by ten gówniarz odebrał mu drugą narzeczoną, nie Melkę. Prędzej ją zabije, niż odda w łapy kogoś innego. Można powiedzieć, że w taki sposób okazałby jej swoją miłość, a trzeba przyznać że była dość nietypowa miłość.
Właśnie, powinna docenić fakt, że nastawiał kark, by uratować ją przed gwałtem. Chyba, że uwielbiała być gwałcona przez nieznajomych, to całkiem inna sprawa. A jeśli była ciekawa jak miewa się blondas, wystarczyło zadać pytanie. To chyba umiała, skoro pochodziła ze szlacheckiego rodu, tam na pewno została nauczona takich pytań. Przecież to było oczywiste, że się martwiła o blondasa, nie musiała tego mówić, wampir był święcie o tym przekonany. Zresztą, gdyby było inaczej, nie oddawałaby mu się w taki sposób, nie odwzajemniałaby jego pocałunków.
Mruknął coś pod nosem, czując jak zaplata nogi wokół jego bioder. Czuł jej kobiecość na wysokości brzucha i dosłownie zapragnął by tak się nią ocierała po całym jego ciele. Gdy rozchyliła wargi, naparł na nią ostrzej, drugą dłonią błądząc szaleńczo po plecach, to udach wampirzycy.
Dastan nawet nie wiedział, w której chwili znaleźli się w sypialni. Gdy wrócił do łóżka z zerwanymi firankami z okna, dziewczyna już przybrała wielce urodziwą pozycję. Dastan dosłownie przeleciał ją wzrokiem i kiwnął palcem zachęcając by obróciła się tyłem do niego, wypinając ten swój zgrabny tyłeczek.
– Chcę zlać ten Twój tyłeczek.
I jeśli jeszcze się nie odwróciła tyłem do niego, sam to zrobił. Złapał ją za kostkę u nogi i szarpnął pierw w swoją stronę, by się trochę przybliżyła, a następnie odwrócił ją i pchnął na brzuch w pozycji klęczącej. Wokół pierwszego nadgarstka zawiązał kawałek firanki, przywiązując rękę do szafki przy łóżku tak, by nie mogła poruszyć ręką. Drugą końcówkę firanki przywiązał do drugiego nadgarstka, który przywiązał do drugiego stoliczka i klepnął ją siarczyście w lewy pośladek, że aż rozległo się plaśnięcie.
– Ja tak, a Ty? W sumie to będę miał lepszą zabawę niż Ty, nie sądzisz?
I strzelił jej kolejny raz w pośladek z otwartej dłoni, wcale nie żałując siły. Na skórze pojawiły się już czerwone ślady od jego dłoni. Odsunął się na chwilę od łóżka, a wampirzyca mogła usłyszeć, jak blondas otwierał po kolei wszystkie jej szuflady, w poszukiwaniu ciekawych rekwizytów. Sięgnął po długą, czarną wstążkę, zapewne jako jedna z ozdób jakiejś jej kiecki, i po linijkę. Wrócił do Aimi i zsunął z ciała koronkowe majtki, odsłaniając już całkowicie jej dolne partie ciała. W zasadzie tylko nogami mogła poruszać, przynajmniej na razie, bowiem Dastan już zaczął zawiązywać jej pętle na szyi. Stał za nią, napierając na jej tyłek swoimi biodrami. Wstążkę poprowadził wzdłuż jej ciała, między piersiami, wsuwając ją pod stanik, dalej przez blady brzuch i wreszcie dotarł do jej kobiecości. Materiał umieścił tak, że wrzynał się mocno i boleśnie w jej kobiecość, dalej wstążkę umiejscowił między pośladkami, potem przeszła przez plecy, aż znów zawiązał ją na szyi, robiąc pętelkę. W ten sposób wampirzyca zyskała uroczy kombinezon. Tasiemka zwisała luźno na granicy brzuchu, więc chwycił za nią i zaczął poruszać tak, żeby podrażnić jej kobiecy kwiat. Przesuwał materiał delikatnie i powoli, raz do przodu, raz do tyłu, rozchylając uda wampirzycy tak, by nie ścisnęła ud i nie doprowadziła do większej fali przyjemności.
– Nie zaciskaj ud, bo przerwę.
Wciąż wbijał się w nią biodrami, poruszając za wstążkę. Jego ruchy stały się szybsze, chcąc pobudzić jej ciało, sprawić, by zapragnęła, aby Dastan ją dotknął. A gdy znalazła się już na granicy szczytowania, przerwał, zabierając od niej zarówno dłonie jak i biodra, niech skomli i go błaga. Ach, za to miał świetny widok na jej zgrabny tyłek.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Nie Lis 03, 2013 3:00 pm

O dziwo Aimi nie miała mu za złe, że ją ugryzł. W końcu nie było to byle jakie ugryzienie, a raczej naznaczenie swojej własności. Cóż normalnie miała by na ten temat wiele do powiedzenia, w końcu nie chciała być traktowana przedmiotowo, przede wszystkim jej bista duma na to nie pozwalała. Tym razem jednak nie zrobiła kompletnie nic, chciała jak najszybciej pozbyć się wszystkich pozostałości poprzedniego wieczoru i tego co się stało.
Cóż Dast miał się o co martwić. W końcu syn burmistrza ostatnimi razy coraz częściej pojawiał się w życiu naszej księżniczki. Czyżby chciał zwyczajnie dokopać kuzynowi i pokazać, że może zdobyć jego już drugą dziewczynę. W końcu znamy smutną historię Yvelin i dawania dupy komu popadnie.
Amelie nie zamierzała zwlekać i udawać, że wcale jej się nie podoba, albo że nie ma ochoty. Lubiła się droczyć, ale bez przesady, w końcu mogło się to stać nudne po czasie. Dast nie musiał się przejmować, Czarnulka odwróciła się do niego tyłkiem w pół sekundy. Wypięła ładnie, przerzucając długie włosy przez ramię, żeby zwisały luźno po boku, w końcu nikt nie chciał, żeby przeszkadzały w tych nowych, jak dla wampirzycy, zabawach.
Kiedy ją wiązał, ona starała się uspokoić drżenie całego ciała. Była zdenerwowana, ale przede wszystkim bardzo ciekawa. Amel lubiła przygody i nienawidziła nudy, wszystko co nowe było dobre, więc i tym razem nie mogła się powstrzymać przed odkrywaniem tego, co proponował jej narzeczony. Dziewczyna pisnęła głośno, bardziej z zaskoczenia niż bólu, gdy pierwszy chlast dłoni dotarł do jej tyłka.
- Uważaj na niego, jest bardzo delikatny.
Bąknęła niby udając nieszczęśliwą. Oczywiście gówno prawda i te pe, podobało jej się, nawet taka kłamczucha jak ona miałaby problemy z zaprzeczeniem w tej sprawie. Drugi klaps całkowicie zasznurował jej usta. Kiedy Dast szperał w jej rzeczach, Amel starała się uspokoić oddech i przede wszystkim odprężyć. Przecież nie mogła zachowywać się jak gdyby połknęła kij czy coś.
Zależało mu na niej.
Musiało w przeciwnym razie nie ratowałby jej dupska tyle razy. Nie miała się czego obawiać, prawda? Dastan nie zrobi jej krzywdy! Raczej...
Cóż w końcu upadła ostatnia linia obrony. Koronkowe majtki dały się zsunąć bez żadnego problemu i tak nasza księżniczka była już tylko w staniku, wypinając zgrabny tyłek. Gdzieś tam zniknął ten jej cały wstyd i opór. Nie było już odwrotu, a wampirzyca nie zrobiła nic wbrew swojej woli. W tym momencie nie liczyło się nic innego. Chyba po części była przygotowana na taki scenariusz. Wiedziała, że prędzej czy później wyląduje z Dastem w łóżku, tylko z nim.
Czarna wstążka była gładka i miła w dotyku, za pewne bardzo droga, ale co tam. Aimi miała ubrań na pęczki, zresztą co do dla niej. Najwyżej kupi cztery następne w zamian za tą jedną, jeśli się zniszczy. Ojej, po chwili wiązania wyglądała już jak ładnie zapakowany prezent na gwiazdkę. Chyba Dastan będzie dziś obchodził wigilię. Kiedy pociągnął za wstążkę, a ta wbiła się dosyć boleśnie w jej kobiecość, dziewczyna syknęła cicho. Przed oczami stanął jej obraz Samaela, który tak perfidnie się do niej dobierał. Nic nie mogła na to poradzić, walcząc z myślami, próbując wyrzucić tamtego gnoja ze swojej głowy. Czy teraz zawsze będzie się jej pokazywał w tych najmniej pożądanych momentach? Po części była przerażona. Na szczęście Dast nie widział jej twarzyczki.
Kiedy naparł biodrami na jej tyłek i zaczął poruszać wstążką, jęknęła cicho. Dziwne, nowe napięcie w jej podbrzuszu zaczynało narastać, rozchodząc się falami po jej ciele. Straciła możliwość myślenia, tym samym skupiając się tylko na tym co przyjemne. Pokazywała mu, że jej się podoba poprzez wygięcie ciała w łuk i ciche, stłumione jęknięcia. Nie minęło kilka chwil, a już była na skraju wytrzymałości. Bardzo chciała zacisnąć uda, jednak nie mogła pozwolić, żeby przerwał. Oczywiście nie dał jej dojść, kończąc tuż przed szczytem, co Amel skwitowała przeciągłym jękiem, nieszczęśliwej i nieusatysfakcjonowanej kobiety.
- Chcę, chcę jeszcze...
Wydyszała, walcząc o każdy oddech. Nawet nie wyobrażacie sobie jak ciężko było jej wypowiedzieć te słowa. Przełknęła ślinę, miała nogi jak z waty. Nikt nigdy nie robił czegoś takiego z jej ciałem i emocjami. Tylko Dast miał ten zaszczyt.
- Chcę Ciebie.
Wyszeptała prawie bezgłośnie, ale jego wampirzy słuch powinien wychwycić jej słowa. Chciała go dotknąć, sprawdzić, czy był prawdziwy, ale jej unieruchomione ręce doszczętnie jej na to nie pozwalały. Była całkowicie zdana na łaskę swojego narzeczonego.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Wto Lis 05, 2013 11:10 pm

Nawet, gdyby miała wiele do powiedzenia, wampir nie bardzo przejmowałby się wszelkimi sprzeciwami, wychodzącymi z ust tej pannicy. Zasłużyła sobie na karę i to nie małą, za to, że pozwoliła komuś się ugryźć. Tylko Dastan miał ku temu prawo. Zresztą niedługo się przekonają czy dziewczyna już zdążyła go zdradzić czy jeszcze zachowała w sobie trochę godności i się tego czynu nie dopuściła. Jakby zareagował blondas na wieść o zdradzie ze strony Aimi? Na pewno by się wściekł, użył swojej siły fizycznej i przewagi, jaką miał nad nią w tej chwili, poniżył, zabawił się nią, zemścił za to, że ośmieliła się ośmieszyć zarówno jego, jak i ród Shiroyama, a na koniec najzwyczajniej w świecie by ją zostawił, zrywając zaręczyny. Nie ufał jej w stu procentach. Wciąż, gdzieś w nim, pozostawała ta nieufność w stosunku do kobiet, która już raz została nadszarpnięta. Zresztą, Aimi także dawała świadectwo ku temu, by nie do końca jej ufać. Jeszcze nie dawno, zabawiała się w ramionach obcego wampira, niższej, obraźliwej krwi, by następnie zostać ususzoną z kilku kropel krwi, przez Elliota. Najwyraźniej świetnie się bawiła, a Dastan tego nie pochwalał. Właśnie od tego się zaczynało, tego samego chciała Yvelin. Wolności. Otrzymała ją i proszę bardzo, widać jak to się skończyło. Dlatego blondas nie zamierzał spuszczać Aimi z oka. Będzie ją prześladował i śledził.
Proszę, proszę. Kto by się spodziewał, że Aimi stanie się nagle taka potulna jak baranek i szybko wypnie swój zgrabny tyłek w stronę szlachetnego. Blondas uśmiechnął się wrednie na ten widok, nie mogąc powstrzymać się przed klapsem, który najwyraźniej ucieszył także i samą wampirzycę.
– Tak, Ciebie będzie bolał, a mnie będzie cieszył ten widok. Widok czerwonego tyłka od moich klapsów. Chcesz jeszcze?
Miała grzecznie odpowiedzieć na pytanie swojego narzeczonego i to jeszcze pozytywnie, nie przyjmował odmowy.
Wreszcie skończyła w wstążce, dając się także, bez większych przeszkód, ozdobić niczym prezent. Tak, już niedługo Dastan rozpakuje ten prezent, sprawdzając czy przypadkiem nie przyniesie mu zawodu. Wszak kobiety były przeróżne, a sama Aimi to diabelskie nasienie.
Zaczął poruszać wstążką, drażniąc kobiecość szlachetnej. Wyczuł jej zachwianie i drżenie, niekoniecznie z powodu przyjemności, jakiej doznawała. Pochylił się nad nią dosłownie kładąc, musiała go utrzymać, inaczej wylądowaliby na miękkiej pościeli niczym naleśniki.
– O kim myślisz Mel? Sprawdźmy, o kim myśli nasz urocza Mel.
Zsunął się ostrożnie z jej pleców, językiem sunąć wzdłuż kręgosłupa, aż dotarł do pośladków. Włosy wędrowały tą samą ścieżką, łechcząc delikatną skórę. Po chwili mogła poczuć ostro ukłucie na jednym z pośladków. Dastan ja ugryzł, spijając szybko krew, by dowiedzieć się do kogóż to go porównała. No tak, to co ujrzał nie bardzo mu się spodobało. Jego dłoń od razu wylądowała na karku dziewczyny, wpychając jej głowę w poduszki tak, żeby nie mogła się poruszyć.
– Myślisz, że ujdzie Ci to płazem?
I pierwszy cios, w ranny pośladek. Tym razem nie ręką, a linijką. Wcisnął twarz Aimi głębiej w pościel, gdyby była człowiekiem, na pewno by się udusiła. Drugie uderzenie opadło na pośladki, w całkiem inne miejsce. Potem trzecie, czwarte i jeszcze kilka z rzędu, aż pośladki szlachetnej były zdrowo zaróżowione. Wreszcie przerwał, a przynajmniej na tę chwilę i znów przeszedł do zabawy wstążką. Pierw pociągnął za nią gwałtownie, wżynając boleśnie materiał w jej kobiecość, by zaraz rozluźnić nacisk i poruszać nią zmysłową.
– Wyobraź sobie, że to moja ręka sunie po Tobie, do Twojego wnętrza…
Słowa wypowiedziane prosto do ucha zniewolonej wampirzycy. Znów ją uderzył, w pośladek z otwartej ręki, w miejsce, które przed chwilą ugryzł.
– Jeszcze nie…
Przyspieszył ruchy, bawiąc się wstążką, tym razem jednak pozwalając dziewczynie na spełnienie. Gdy doszła i unormowała swój oddech, wsunął się tuż pod jej ciało, tak by mogli na siebie patrzeć. Jeśli zamknie oczy, zmusi ją do ich otwarcia, klapsami, silnymi.
Włożył rękę pod stanik dziewczyny, chwytając pazurami za sutek, który zaczął drapać i pieścić, to samo czyniąc z drugi. Po chwili stanik zajął się ogniem, aż wreszcie spłonął doszczętnie, uwalniając piersi wampirzycy. Zamknął je w swoich dłoniach, miażdżąc niemalże naciskiem dłoni. Tym samym uniósł nogę i zgiął ją w kolanie tak, żeby wampirzyca swoją kobiecością mogła się o nie oprzeć, a potem zaczął robić to samo, co chwilę temu ze wstążką. Ocierał się o nią, pobudzając, zaraz zresztą dołączyła i wstążka do gry.
– Chcesz mnie dotknąć, Mel?
Jeśli da radę uwolnić związane dłonie, mogła śmiało dotknąć swojego narzeczonego. Przecież tego pragnęła, czyż nie? Gdy doszła po raz drugi, odepchnął ją i poluzował wiązania tak, żeby teraz siedziała przed nim, na kolanach, naga, z rozłożonymi na boki rękoma. Nachylił się ku niej i językiem zaznaczył ścieżkę, od jej wzgórka łonowego, kierując się w górę, ku pępkowi, dalej brzuchem, aż do rowka między piersiami i sutków, które także zahaczył językiem, przerywając nagle swoją wędrówkę.
– Nie zamykaj oczu.
Ostrzegł ją ostrzej, niż chciał, choć właściwie to był rozkaz. Uniósł się do pozycji siedzącej i zdjął swój pasek z ćwiekami. Złożył go na pół, naprężył i wymierzył pierwsze uderzenie na porcelanową, nieskazitelną skórę. Od ciosu lekko się zarumieniła, więc zaczął z namaszczeniem całować miejsce, które okaleczył. A gdy wampirzyca ochłonęła po pierwszym ciosie, na jej ciało zszedł drugi cios, tym razem na brzuch. Zaczął składać na nim drobne pocałunki, językiem kreśląc jakieś kształty.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sob Lis 09, 2013 1:49 pm

Aimi nie wolno było ufać. Przecież to jedna z tych nieprzewidywalnych, które lubią robić innym na przekór, zaskakiwać ich. Dastan niestety nigdy nie będzie mógł w pełni jej zaufać, co za tym idzie? Nigdy nie przestaną się kłócić. Ale to też działało w obydwie strony, Amel też nie potrafiłaby bezgranicznie ufać Dastowi, co w tym dziwnego? Byli do siebie zbyt podobni i tak samo nieobliczalni, żeby wiedzieć, do czego zdolna jest ta druga osoba.
Dziewczyna była lekkomyślna, cóż poradzić taki wiek. Może po prostu nie chciała dać się całkowicie stłamsić i być tą zależną od swojego narzeczonego. Chciała mieć coś swojego i robić co jej się podoba. Między innymi dlatego pakowała się tak często w kłopoty, żeby pokazać Dastowi, że może i już. Nawet jeśli go tym raniła, nie zamierzała przestać dawać mu powodów, żeby był zazdrosny, żeby jeszcze bardziej ją pragnął. Oczywiście w granicach jakiegoś tam wampirzego rozsądku. Jak widać na załączonym obrazku i o czym nasz Szatan się dopiero będzie mógł przekonać (prędzej czy później) dupy by nikomu nie dała. Nie poniżyłaby ani siebie, ani swojego rodu, tym samym nie dając Dastowi zerwać zaręczyn. Toż to hańba by była, jak chuj.
Nie odpowiedziała. Po co miałaby coś mówić? Przecież jej narzeczony i tak zrobi jak będzie uważał za słuszne. Tak czy nie, wszystko to sprowadzało się do jednego: gradobicia jej biednego, jędrnego tyłka. Mimo wszystko Amel nie mogła zaprzeczyć, że jej się nie podoba. Lubiła nieznane, lubiła tą groźną aurę niebezpieczeństwa. W każdym innym przypadku byłoby zbyt nudno, a gdyby dziewczyna za często górowała nad swoim narzeczonym, zaczęłaby traktować go bardziej jak zabawkę niż równego sobie. Tak więc takie pokazywanie kto tu rządzi od czasu do czasu dobrze jej zrobi. Oczywiście zasłużyła sobie na to, nawet ona nie mogła zaprzeczyć i też nie zamierzała.
- Wiesz, że tego nie chciałam.
Wycedziła prze zaciśnięte zęby. Mówiła oczywiście o Samaelu. Gryząc ją na pewno wyczuł jej obrzydzenie tamtym wydarzeniem. Mimo to dziewczyna czuła potrzebę wytłumaczenia się, dlaczego w tym momencie pomyślała akurat o tamtym idiocie. A przecież nie mogła nic na to poradzić, jej wyobraźnia płatała takie figle, chcąc ją jeszcze bardziej udupić. Wszystko co robił Dast było cudowne, gryzł ją i zadawał ból, żeby potem połaskotać włosami i pocałować jak prawdziwą księżniczkę. Nie chciała, żeby p r z e r y w a ł. Kiedy wcisnął jej głowę w pościel - próbowała się bronić. Zacisnęła ręce z całej siły na pościeli, rwąc ją na kawałki długimi paznokciami. Chciała się podnieść, oczywiście nie musiała się martwić brakiem powietrza, ale poniżeniem to już na pewno. Krzyczała w pościel, więc i tak gówno było słychać, tylko jakieś tam stłumione protesty. Po kilku uderzeniach na jej śliczne pośladki przestała walczyć tak zaciekle.
Odetchnęła z ulgą, gdy Dastan przestał ją tak tłuc, choć poczuła też ukłucie zawodu, czego sama nie rozumiała. Jak mogło się jej podobać? Wtedy własnie znów pozbawił jej możliwości mówienia i logicznego myślenia. Mimo że chciała jakoś sarkastycznie wszystko skwitować, jedyne co udało jej się zrobić to zajęczeć, gdy wstążka poruszała się po jej kobiecości z odpowiednią intensywnością. Nie potrzebowała dużo czasu, zwłaszcza że już raz doprowadził ją na krawędź. Wygięła ciało w łuk, drżąc na całym ciele, gdy orgazm rozlewał się po nim ciepłymi falami spełnienia, po raz pierwszy w życiu.
5, 6 ,7 urywanych oddechów później zaczęła się powoli uspokajać. Czuła, że dalej drży delikatnie. Wtedy Dastan wsunął się pod nią, a Amel zręcznymi ruchami uwolniła jedną swoją rękę z tych prowizorycznych kajdan. Stanik był tylko formalnością, nie stanowił żadnej przeszkody czy bariery. Kiedy Dast pieścił jej sutki, dziewczyna delikatnie przejechała paznokciem po jego wyrzeźbionym brzuchu. By następnie zacząć badać go opuszkami palców, każde zakrzywienie, wzniesienie i spadek. Jak gdyby uczyła się go na pamięć. Pisnęła cicho, gdy jej stanik spłonął, w końcu wampiry bały się ognia, a zwłaszcza Aimi o swoje piękne włosy.
W końcu jedyne co mogła zrobić to opaść na niego swoim nagim ciałem. Jej biust idealnie rozpłaszczył się ja jego nagim torsie, a jej włosy otoczyły ich twarze jak czarny baldachim.
- Jest wiele rzeczy, które chcę Ci zrobić.
Powiedziała co najmniej dwuznacznie i też to miała na myśli. Było na prawdę mnóstwo rzeczy, które chętnie by mu zrobiła, poczynając od wbicia kłów w jego szyję. Ale główne danie przyjdzie już wkrótce. Dobrze, że Dast nie umiał czytać w jej myślach...
Musnęła nosem jego nos, delikatnie przykładając miękką dłoń do jego policzka. Chwile czułości jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Chciała go zaskoczyć. Pokazać, że potrafi być miła i czuła, nawet jeśli tylko na chwilę. Polizała jego dolną wargę i uśmiechnęła się słodko. Cały czas patrząc mu w oczy.
W końcu jego kolano, które z początku wzięła za podpórkę i ładnie sobie "usiadła", zaczęło sprawiać jej nie małą przyjemność. Biedny Dast, Amel niechcący ubrudziła mu spodnie czymś lepkim i obślizgłym, ciekawe czym? Doszła po raz drugi, znów nie potrzebowała dużo czasu. Jeszcze nigdy nikt nie doprowadził jej do takiego stanu, ba nikt nie widział jej nago. Może właśnie dlatego wszystko przeżywała tak intensywnie. Wyszeptała nawet jego imię, Dastan, delektując się nim.
Poluzował więzy jej dłoni i kazał jej usiąść, tak też uczyniła. Nie śniło jej się zamykać oczu. Była ciekawa, chciała widzieć wszystko! Kiedy całował jej zgrabne ciało, odrzuciła włosy do tyłu i zadarła głowę do góry, tym samym wypinając klatkę piersiową do przodu, tak łakoma jego pieszczot.
Warknęła cicho, gdy dostała z paska. Przecież to b o l a ł o. Spojrzała na niego z konsternacją, ale kiedy znów pocałował jej ciało, rozluźniła się. Była w stanie znieść to wszystko, byle tylko całował ją tak dalej.
W końcu musiała pokazać pazurki i rzuciła się na Dastana przewracając go na łóżko. Przycisnęła swoją kobiecość do jego miejsca w spodniach, które to idealnie by tam pasowało. Uśmiechnęła się przy tym zadziornie.
- Nie zamykaj oczu.
Powtórzyła jego słowa, wpijają się w jego usta zaciekle.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sro Lis 13, 2013 6:49 pm

Dastan doskonale wiedział, że dziewczyna lubiła takie zabawy. Zresztą, nawet gdyby nie lubiła, to i tak by to zrobił. Nie umiał inaczej, jeśli nie robić Aimi na złość. Zresztą, gdyby nie chciał tego robić, znaczyłoby, że szlachetna jest dla niego całkowicie obojętna. A tak przecież nie było. Przyznał Siudo tego, kiedy nie był sobą, kiedy stracił pamięć. Wiadomo, w życiu nie przyzna się do tego, co czuje, nawet przed samym sobą. W ogóle uznał, że wówczas, w jego sypialni, do niczego nie doszło. Zaszył to gdzieś głęboko w swojej podświadomości, zapewne szlachetna uczyniła tak samo. Nie należała do tych pannic, które z łatwością rozmawiają o swoich uczuciach albo zdają sobie z nich sprawę.
– No właśnie na to nie wygląda, Mel. Nie można Ci też wierzyć.
Przejechał brodą po jej karku, wbijając ją w skórę szlachetnej. Może teraz faktycznie nie bardzo jej się ono podobało, ale w tamtej chwili owa zabawa była całkiem przyjemna dla wampirzycy i czerpała z niej niemałą satysfakcję. Zupełnie jakby chciała, aby doszła ona do końca. Poza tym, wampirowi nie podobało się to, że jego narzeczona, która siedziała nago wypięta w jego stronę, myślała w takiej chwili o jakimś innym wampirze. Nie bardzo było mu to w smak. Może jeszcze trochę i wyobrazi sobie, jak to właśnie inny mężczyzna ją dotyka, a nie Dastan.
Blondas nie zamierzał przerywać na dzisiaj lania pośladków. Przecież nie chciał ich zranić. Pragnął dotknąć jej jedwabistej skóry, posmakować językiem, dać jej przyjemność, pomieszaną z rozkosznym bólem, przez który przyjemność stanie się intensywniejsza. Objął ją w pasie, przytulając do siebie, gdy jej ciało wygięło się w łuk, a ciałem wstrząsnęły przyjemne dreszcze orgazmu. Dopiero gdy ochłonęła, wypuścił ją z ramion, przechodząc do dalszych pieszczot.
Nie unieruchomił wampirzycy po raz drugi, pozwolił się dotknąć. Nawet zamknął oczy, rozkoszując się dotykiem piersi. Przyciągnął ją do siebie, na moment zamykając szczelnie w żelaznym uścisku tak, że wbiła piersi w jego tors. Pozwalał się dotykać, choć na ogół tego nie znosił, pieszcząc jej czarne włosy i plecy.
– Hm? Doprawdy? Na przykład jakie?
Zagadnął ją, kładąc teraz swoje szpony na jej pośladkach, które począł masować, pieścić, drapać. Zaczął pieścić ją kolanem, znów ją obejmując, obsypując jej skroń drobnymi pocałunkami. Wiadomo później przyszło do kolejnego katowania ciała Melki. Tym razem jednak przy pomocy grubego paska.
Zaśmiał się paskudnie, gdy wygłodniała Amelia rzuciła się na niego, przewracając go na plecy. Pociągnął ją oczywiście za sobą, wkładając palce między jej uda, by dotrzeć do kobiecości i zacząć ją masować. Dosłownie pragnął jej zakosztować, więc z rozkoszą przyjął jej pocałunek, odwzajemniając. Językiem wodził po górnej wardze dziewczyny, by zanurzyć się nim głębiej i złączyć ich języki w namiętnym tańcu. Dłonie przesunął teraz na jej piersi, ponownie się nimi bawią. Zresztą szlachetna nie zbyt długo cieszyła się dominacją. Przewrócił ją na bok, obie dłonie unieruchamiając tuż na głową. Wbił je niemalże w pościel.
– Mam ochotę Cię skosztować.
Nachylił się ku jej ciału, składając pocałunki na piersiach. Językiem przejechał po sutku, schodząc pocałunkami niżej, na brzuch i dalej kierując się ku kobiecości. Rozepchnął jej nogi, całując pierw kwiat, nim do zabawy dołączył język. Pieścił ją dokładnie, boleśnie powoli, dokładając także i palce. Wsunął jeden w jej wnętrze. Uniósł się do góry, by złączyć wargi w kolejnym namiętnym, acz urywanym pocałunku. W ten sposób, doprowadził do cenzury palcami. A gdy napięcie ciała szlachetnej opadło, kucnął między jej nogami i zdjął z siebie koszulkę.
– Też coś chcę od Ciebie.
Skoro się tak wyrywała, to niech teraz pokaże na co ją stać! Też chciał zaznać od niej trochę przyjemności.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pią Lis 15, 2013 9:45 pm

Amelie nie mogła powiedzieć, że była niezadowolona. Dastan wszystko co robił, robił przede wszystkim z korzyścią dla niej. Nawet jeśli nie zamierzał się do tego przyznać i po prostu lubił robić takie rzeczy, to ona czerpała w tych chwilach najwięcej przyjemności. Dosłownie. Tak więc nie miała choćby najmniejszego zamiaru protestować. Przecież był jej narzeczonym prawda, kto inny miał robić takie rzeczy, jak nie on. Oczywiście znalazłoby się kilkoro chętnych śmiałków, jednak chuj z nimi, Amel by się nie dała, przynajmniej dobrowolnie, a Dast rozszarpałby ich na strzępy. W końcu była jego własnością. Gdyby jej to powiedział, wyśmiałaby. Nie dałaby się traktować tak przedmiotowo, jednak póki wszystko siedziało w Dastanowej główce, było w porządku.
- A Tobie można zaufać?
Zapytała, przekrzywiając delikatnie głowę. Oczywiście, że nie! Proste. Żadnemu wampirowi nie wolno było w pełni zaufać, zwłaszcza Dastowi, który chcąc nie chcąc był w tym aspekcie bardzo podobny do Amelki. Niby nic, a jednak.
Sam orgazm był bardzo, bardzo, bardzo, bardzo przyjemny. Jednak najlepsze w tym wszystkim było poczucie spełnienia i bezpieczeństwa, kiedy Dast tulił ją do siebie, sprawiając, że rozkosz trwała i trwała w nieskończoność. Wiedział jak się z nią obchodzić, żeby poczuła jak najwięcej przyjemności. Musiał być nieźle doświadczony, przynajmniej oczami naszej kochanej Melki, która to w CV do pieprzenia nie napisałaby wiele na ten temat. Ale czy to nie czyniło jej takiej atrakcyjnej? Nikt nigdy nie doprowadził jej do takiego stanu, nikt jej takiej nie widział, dopiero jej narzeczony. Osoba, której mimo wszystko nie ufała do końca, a jednak na tyle, żeby sprzedać mu swoje ciało.
Kiedy już pozwolił jej się wygodnie ułożyć na jego nagim torsie, wreszcie odetchnęła, wyrównując urywany oddech. Jego ciało tak idealnie pasowało do niej, było tylko od niej. Nikt nigdy już go nie dotknie. Nigdy. Dastan należał tylko do Aimi. Był jej w ł a s n o ś c i ą, nie odda nikomu, a jak spróbuje uciec to go przywiąże i tyle z tego będzie.
Zapytana co by chciała zrobić, uśmiechnęła się zadziornie i zmrużyła powieki. Przybliżyła usta do jego ucha, które przygryzła delikatnie.
- To i owo...
Nie pójdzie tak łatwo, dziewczyna miała co najmniej problemy z przyznaniem się czego by w tym momencie chciała. Prawdą było, że jej myśli krążyły tylko wokół jego rozporka od spodni i tego co znajdowało się pod nim. Cóż poradzić, podniecenie dawało o sobie znaki, b a r d z o. Chciała go poczuć w sobie, chciała sprawić mu też przyjemność. Mimo wszystko to znowu on zajął się nią, jednak w inny sposób, bardziej intymny niż szybciej. Kiedy wsunął palec w jej wnętrze, jęknęła cichutko. Tego jeszcze nie było. Całowała go zachłannie, niemal do bólu przyciskając swoje zgłodniałe wargi do jego warg. Był wszystkim tym czego pragnęła. Niebezpieczeństwem i oazą spokoju w jednym, drapieżnikiem i kochankiem, pożądaniem i mił... Doszła, jęcząc z ustami przy jego ustach. Opadła delikatnie, a czarne plamki zaiskrzyły przed jej oczami. Rozkosz odbierała jej możliwość myślenia.
Słysząc jego słowa poderwała się niczym prawdziwa kocica. Spojrzała na niego drapieżnie, będąc na kolanach przodem do niego i wypinając zgrabny tyłek, żeby jej ciało wydawało się jeszcze bardziej atrakcyjne. Jego spodnie nie pożyły długo, wyrzucone gdzieś tam, w dalsze części sypialni. Dziewczyna po raz popchnęła go mocno, żeby opadł na plecy. Jednym szybkim szarpnięciem pozbawiła go bokserek i spojrzała na niego z niemałym zachwytem. Była niczym zgłodniały wilk, czyhający na swoją ofiarę. Pomacała, podotykała i pobadała. W końcu była to całkiem nowa sprawa! W końcu zaczęła się delikatnie bawić i pieścić z narastającą intensywnością doprowadzając do długiej i cudownej cenzury. Czy Dastan skończył? Zależy od niego, Amelka dała mu prawo wyboru! Chciał bawić się dalej?

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sro Lis 20, 2013 10:34 pm

Robił z korzyścią dla Aimi? Zapewne nieświadomie. Sam czerpał z tego niemałą przyjemność i dałby sobie rękę uciąć, wmawiając wszystkim, a przede wszystkim sobie, że nie robił tego dla swojej narzeczonej. Jaka wariatka lubiła, kiedy własny mężczyzna częstował ciało skórzanym paskiem z ćwiekami? Zapewne gdyby byli w pokoju Dastana, w Zamku albo chociaż w Posiadłości Yuki, mieliby pod ręką dość ciekawy zestaw małego sadysty, a tak musieli obejść się ze smakiem. Chociaż, kto powiedział, że mają poprzestać na takiej zabawie po pierwszym razie?
Owszem. Należała do niego. Była jego własnością. Miał w nosie, jakby się czuła, gdyby tak właśnie przedstawił sprawę. Musiałaby się z tym pogodzić czy tego chciała czy nie. Przecież nie mogła sobie pozwolić na zerwanie zaręczyn i ośmieszenie dwóch, potężnych rodów. Szlachetnokrwiści znajdowali się przecież na samej górze w hierarchii i każdy inny wampir miał obowiązek oddawać im hołd.
– Mnie? Zadajesz głupie pytania, Mel. Mnie nigdy nie ufaj. Nie wiesz, co tak naprawdę o Tobie myślę i co zamierzam.
Zamierzał wprowadzić ją w niemałe zamieszanie wewnętrzne. Sprowadzić na jej duszę istną ulwę. Czy mu się uda? To się jeszcze okaże, wszak bardzo przewrotna z niej wampirzyca. A Dastan sam jeszcze nie wiedział, co miał myśleć o Aimi. Na pewno nie potrafił wyrzucić jej ze swojej myśli. Niekoniecznie była dla niego tylko i wyłącznie rzeczą i własnością.
Uwielbiał moment, kiedy ciało Mel zaczynało drżeć pod wpływem przyjemności, jaką jej ofiarowywał. Było to nawet lepsze, niż czekanie aż wampirzyca sama się nim zajmie. Mimo, że zadawał szlachetnej także i nutkę bólu, chciał jej zapewnić bezpieczeństwo. Nie mógł jej przecież do siebie zrazić. Zresztą, co go to obchodziło. Jako narzeczona miała pewne obowiązki, z których musiała się wywiązywać, bo inaczej czekałaby ją kara i doskonale o tym wiedziała. Tym samym nie uważał, że sprzedawała mu swoje ciało. Po prostu mu je ofiarowała.
No proszę, proszę. Aimi postanowiła, że Dastan zostanie jej własnością. Kto by się tego spodziewał? Może jeszcze wyryje swoje imię na jego pośladku, ewentualnie klatce piersiowej, żeby wszyscy wiedzieli do kogo należy akurat ten szlachetny. Nie zdziwiłby się zresztą, gdyby wampirzyca na to się odważyła. Jednak musiałaby najpierw uśpić blondasa końską dawką środków nasennych…
– Doprawdy? A Panna Dziewica zna to i owo?
Wykrzywił się do niej złośliwie, kładąc dłoń na jej pośladku. Pogłaskał go, by zaraz wbić w nie pazury, aż do krwi i zostawić na skórze wampirzycy czerwone pręgi.
Zręcznie przeszedł do dalszych pieszczot, wyraźnie ukontentowany jej dźwiękami. Do tego podniecenie stawało się coraz większej i oboje zaczęli się zachowywać jak para nastolatków, którzy w obawie, że rodzice zaraz wejdą. A Dastan naprawdę czuł się coraz lepiej i pragnął, żeby go dotykała. Gdy doszła po raz kolejny, w nagrodę złożył na jej szyi drobny pocałunek. Polizał miejsce, w które ją ugryzł pod prysznicem, a zaraz i przejechał po nim palcem.
– Bolało Cię?
Wypalił nim zdążył się zastanowić, co w ogóle wypowiada. Zamknął nagle usta i już po chwili to on leżał na plecach, a wampirzyca zdejmowała z niego spodnie i bokserki, które w tym momencie były w ogóle niepotrzebne. Taka zbędna ozdoba.
– Jesteś naprawdę atrakcyjne, Amelio.
Chyba po raz pierwszy wypowiedział zarówno jej imię jak i sprawił komplement. Niech się cieszy i go zapamięta dobrze, bo więcej się może to nie powtórzyć.
Wreszcie go dotknęła. Było to o wiele przyjemniejsze niż się spodziewał. Jasne, miał tam jakąś kochankę, ale jej dotyk nie działał na niego w taki sposób. Nie wspominając już o wargach dziewczyny, które przejęły inicjatywę. Faktycznie, to było naprawdę długie i jakże przyjemne, a przynajmniej dla Dastana. Jak się czuła sama Aimi po daniu swojemu narzeczonemu takiej przyjemności?
Gdy jego ciało nieco wróciło do naturalnego rytmu, znów zamierzał przejąć inicjatywę. Chwycił wampirzycę za nadgarstki i przerzucił ją przez siebie, obok, na miękkie łóżko. Spoglądał na nią niczym drapieżnik, wargami przysysając się od razu do piersi. Ukląkł między jej nogami. Jedną z nich uniósł do góry i oparł o swoje ramię. Zaczął całować łydkę, schylając się nieco niżej, podążając za mokrym śladem języka, dotarł aż do uda. Spojrzał wreszcie w oczy Mel, nie ukrywając wcale swojego pożądania, swojego pragnienia i pytania. Nie chciał zrobić czego, czego szlachetna by nie chciała. No jakby nie patrzeć mają spędzić ze sobą kilka(set) lat, dobrze było nie mieć z nią na pieńku/
– Mel… Powiedz, że chcesz tego.
No tak, blondas jak zawsze miał problem z pytaniem. On po prostu rozkazywał. Tym razem było tak samo. Co jeśli odmówi? Och, chyba nie chciała się przekonać. A może jednak?

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Lis 21, 2013 7:00 pm

Otóż wariatką lubującą się w rozkoszy jak i w bólu była najwidoczniej nasza kochana Melka. Podobała jej się każda część tej niecodziennej zabawy. Kto by przypuszczał, że ten dzień skończy się w taki sposób, nawet sama księżniczka, zapytana o to wcześniej, wybuchnęłaby głośnym śmiechem, ale to właśnie takie niezapowiedziane akcje były najlepsze. Przede wszystkim kryły w sobie nutkę tajemnicy, która to przecież była najciekawsza!
Może to i dobrze, że tym razem trafili jednak do mieszkanka Amelki. W końcu ten pierwszy raz nie musiał być a ż tak ciekawy. Jeszcze by się dziewczynka wystraszyła, a tego przecież żadne by nie chciało. Może i była narzeczoną samego Szatana, jednak nie zrobiłaby nic wbrew swojej woli, niech się nie martwi. Mel zwyczajnie zaczęłaby walczyć niczym prawdziwa lwica nie znająca sprzeciwu. Nawet Dastan miałby problemy zmusić ją do czegokolwiek. Ona zawsze robiła co chciała, może dlatego trochę dominacji ze strony jej (nie)przymusowego partnera tak bardzo ją rajcowały.
- W takim razie żadne z nas nie jest godne zaufania.
Skwitowała cicho, mówiąc samą prawdę. Cóż poradzić, obydwoje byli odrobinę zbyt samolubni i chcieli zrobić tej drugiej stronie na złość, żeby tylko raz! Nigdy nie powinni sobie ufać, jednak przez to będą wiecznie czuć się zagrożeni, a co za tym idzie? Kłótnie, niezgoda, ciągła walka o dominację. Czekała ich ciężka gra, ciekawe tylko czy obydwoje wytrzymają do końca, czy może jedno nie da rady i zwyczajnie ucieknie. Cóż, gdyby Dast zamierzał uciec, Amel na pewno by mu tego nie ułatwiła. Ba! Pościg gwarantowany. Skoro już go sobie przywłaszczyła, miał wielkiego pecha, nie odda go tak łatwo.
Co do super tatuażów, okaleczania i podpisów, Aimi układała już swoje niecne plany co do tej sprawy, niech się Dast nie martwi. Prędzej czy później obudzi się z jej podpisem na swoich jędrnych pośladkach, co to to na pewno. Póki co jednak dziewczyna zadowoli się koszulkami z napisem zajęty przez Amelie Hiou, tak na dobry początek. Jeśli trzeba, Mel przyszyje mu je do skóry, własnoręcznie, jeśli odmówi noszenia nowych ubranek, które to zamierzała mu zafundować. Taki skromny prezent dla przyszłego męża.
Uhmgf, m ą ż. Co za dziwne słowo, Amel nie potrafiła go nawet dobrze przeliterować, a co dopiero wymówić w całości. Od razu nasuwały jej się dzieci, bachory, płacz, pieluchy i ogólnie w pizdu obowiązków i problemów, czyli nic ciekawego. Księżniczka nigdy nie chciała mieć dzieci i to się pewnie nie zmieni przez kolejne kilkadziesiąt lat. Przecież nie zaryzykuje swojej bistej figury na rzecz małego gnojka, który na dziewięć miesięcy zamieni ją w wielkiego wieloryba, prawda? Zresztą matka byłaby z niej fatalna, tak uważała. Wszystko przez to, że nie miała wzorca, a powiedzmy szczerze Kazu nie był idealnym rodzicem. Pozwalał córce na dokładnie w s z y s t k o.
- Masz okazję się przekonać.
Wymruczała jak prawdziwa kotka, niemal zdzierając z niego spodnie razem z bokserkami. Po prostu nie mogła się doczekać. Miała ochotę posmakować swojego narzeczonego, co w tym dziwnego? To nie tak, że chciała mu się odwdzięczyć, przecież była totalnym samolubem. Po prostu za wszelką cenę zamierzała pokazać mu, że potrafi. I to nie byle jak, tylko tak na prawdę. Niech zapomni o tych wszystkich kochankach, które mogły ewentualnie się schować przy naszej ślicznej Aimi.
Syknęła, gdy zadrapał jej tyłek. Cóż przyprawił ją tym o kolejną falę podniecenia. Wręcz nie mogła się już doczekać. Jednak gdy usłyszała jego słowa zdębiała. Zatrzymała się na chwilkę, kalkulując, czy aby na pewno się nie przesłyszała. Mimo wszystko nie odpowiedziała, zdawała sobie sprawę, że Dastan na pewno nie miał na myśli tego, czy ją bolało tylko.. tylko coś innego, o! Tak więc puściła jego pytanie mimo uszu, wymazując je z pamięci, jak gdyby nigdy nie miało miejsca. Tak było lepiej i wygodniej, dla ich obydwu, prawda?
- Uważasz, że jestem piękna?
Zapytała spoglądając na niego płonącym wzrokiem, gdy już tak ładnie jej skomplemetował. Właśnie wtedy przyssała się niczym zawodowa pijawka, cenzurując te przyjemne chwile. O tak, chciała, żeby również i Dastan zaznał trochę rozkoszy. Przecież nie mogła być dużo gorsza, prawda?
Nim się zorientowała ponownie wylądowała na miękkiej pościeli, a Dast górował nad nią. Kiedy tak cudownie pieścił jej ciało, dziewczyna wiła się niczym wąż, była tak strasznie i rozkosznie rozgrzana.. Tak bardzo go pragnęła. O dziwo nie czuła zdenerwowania. Dastan robił wszystko idealnie, czuła, że nie ma się czego bać! Słysząc jego słowa, parsknęła cicho, nieco nerwowym śmiechem.
- Naucz się pytać, Dastanie.
Wyszeptała, przyciągając go do siebie i całując zachłannie, tym samym dając mu pozwolenie, czyż nie?

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sob Lis 23, 2013 11:32 am

Post zawiera sceny +18
Każda wariatka ma w głowie kwiatka. Jaka szkoda, że Dastan nie przynosił wampirzycy kwiatków. Nie, nie zniżyłby się do takiego poziomu. Chyba, że lubowała się w chwastach albo na wpół zwiędłych roślinach. Pewnych rzeczy po prostu lepiej nie planować, bo z tego nigdy nic nie wychodzi. Właśnie takie chwile jak obecna, były najlepsze, bez wcześniejszego planowania, wszystko odbywało się pod wpływem chwili.
Blondas też miał pewien problem, jeśli chodziło o wymówienie słowa ż o n a. Wiedział jak je przeliterować, wszak skończył szkołę, najwyraźniej lepszą niż sama księżniczka, ale z chęcią przedłużyłby jeszcze ten stan cywilny. Nie spieszyło mu się aż do takiej odpowiedzialności. A jeśli czarnulka zacznie denerwować szlachetnego, zamknie ją w piwnicy, lochach albo jakiejś wieży, skąd nie będzie mogła uciec, pozbawiona mocy. Niczym zwykły człowiek, zdana na łaskę swojego Pana. Znaczy… męża. Tak, lepiej niech nauczy się pokory, bo już szlachetny się postara, by dotarły do niej pewne cechy ogłady. No tak, on też ze swojej strony postara się o nieco więcej szacunku. A nie, to chyba jednak odpada. Najzwyczajniej w świecie nie umiał taki być. Musiał kłócić się z narzeczoną. Miał wówczas pewność, że między nimi naprawdę było dobrze. Według niego, tylko kłótnie zbliżają do siebie pewne jednostki. Tak było chociażby w ich przypadku.
Aż uniósł brew, będąc najwyraźniej ciekaw tych umiejętności Dziewicy. A później, to zaczął myśleć czy faktycznie jest dziewicą. Ale przecież jeszcze chwila i oboje będą się mogli przekonać, co do prawdomówności wampirzycy i faktu czy można jej ufać i wierzyć.
On sam nie uwierzył, że o to zapytał. Normalnie mógłby ucałować oba policzki Aimi za to, że nie drążyła tematu i puściła to pytanie mimo uszu. To przez tę całą sytuację, w jakiej się znaleźli. Chciał zapewnić jej pewną wygodę, komfort i poczucie bezpieczeństwa. Ale nie rozumiał, dlaczego zaczął się nagle przejmować czy bolało ją wówczas, gdy wbił kły w skórę, naznaczając ją. Może faktycznie zrobił to w niezbyt przyjemny sposób, dał się ponieść… zazdrości. No, wiadomo, przecież Amelie była jego własnością.
– Po głębszym zastanowieniu… nie bardzo.
Nie zamierzał dwa razy powtarzać tego samego. Raz mu się wymsknęło i wystarczy. Powinna być wdzięczna. Ba! Powinna mu podziękować za to. Na głupie pytania, są głupie odpowiedzi.
– Trafiłaś pod zły adres.
Dastan i proszenie? O cokolwiek? Ha! Świetny żart, rodem z Familiady. Nie zamierzał prosić o nic, nawet teraz. Jak nie da, weźmie siłą, ot co. Jakoś nie miał zahamowań do tego, by zgwałcić własną narzeczoną, więc lepiej niech będzie grzeczną dziewczynką.
Spoiler:
 
Po wszystkim, wciąż będąc w jej wnętrzu, przewrócił się na bok, wraz z czarnulką. Obejmował ją mocno, jedną rękę kładąc na karku, a drugą sunąc ostrożnie po plecach. Nic nie mówił, słowa w tej chwili były zbyteczne.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sob Lis 23, 2013 6:11 pm

Post zawiera sceny +18.
Cóż z pokorą i posłuszeństwem u Amelki było raczej na bakier. Choćby nie wiem co starała się być dokładnym przeciwieństwem tego, kogo chciał zrobić z niej Dast. Nikłe szanse, że dziewczyna zmieni się ze zbiegiem czasu w małego szczeniaczka, jednak nikt nie zbaraniał narzeczonemu próbować, prawda? Choć pewnie prędzej czy później mu się znudzi i wsadzi ją do takiej mega wysokiej wieży tak czy tak. Nikt mu się nie będzie dziwił, nawet sama Czarnulka, choć oczywiście będzie wielce nieszczęśliwa i niezadowolona.
W tym jednak momencie była wręcz wniebowzięta. Przecież znajdowała się w centrum uwagi, i to nie byle jakiej! Sam Szatan zajmował się jej ciałem, pewnie powinna być wdzięczna, ona jednak czuła się jedynie na właściwym miejscu o właściwej porze. Było cudownie, nawet nie śniła, że t e n pierwszy raz będzie wyglądał właśnie w taki sposób. Najważniejsze jednak, że partner był odpowiedni.
Dziewica czy nie, coś tam wiedziała, w końcu nie żyli w średniowieczu, a Aimi nie miała 10 lat. Choć teraz to i takie małe bachory wiedziały to i owo i więcej. Świat rozwijał się coraz szybciej, przez co nawet dzieci dorastały prędzej niż kiedyś. Może Amel doświadczenia zbyt wielkiego nie miała, zważając że odpychała każdego adoratora, wliczając w to swojego kuzyna, który przecież zrobiłby dla niej wszystko. Zakochany dureń!
Aimi zaśmiała się cicho. Wiedziała, że jest piękna. Miała niecodzienną wysoką samoocenę i była cholernie pewna siebie. Przecież w żadnym innym wypadku nie zostałaby modelką. Wiedziała, że jej ciało przyciąga mężczyzn, więc na pewno działało też na Dastana. Taka już była: dasz palec, a urwie całą rękę. Więc gdy usłyszała jeden komplement, czekała na kolejny.
Spoiler:
 
W końcu opadła na pościel i na Dasta, wdychając jego zapach. Była zmęczona i spełniona, ale przede wszystkim bardzo szczęśliwa. Leżąc tak chwile i nic nie mówiąc, chowała twarz w jego szyi i i polizała ją delikatnie. Nie minęła sekunda a już zanurzyła kły w jego miękkiej, lecz twardej skórze. Oczywiście Dastan mógł ją odepchnąć, jednak była taka wyczerpana, potrzebowała tego. Piła powoli, nie chciała osłabić go całkowicie, jednak zaczerpnąć odrobinę energii, w końcu jej ciało dalej drżało.
Kiedy cudowna posoka zamroczyła jej umysł, skupiła się na wspomnieniach chłopaka. Zawsze tak robiła. Była doskonała w kontrolowaniu cudzych umysłów, więc nic dziwnego, że podczas picia krwi czytała też myśli. Przemknął jej obraz kociego Naizena - dziwna sprawa, jednak dziewczyna nie zagłębiała się w nią za bardzo. Następnie zobaczyła nowe auto Dasta, wow prawie nie pisnęła z zachwytu. W końcu skupiła się na dziwnie znajomej blondynce. Tak to musiała być siostra Dasta, widać podobieństwo... Ale zaraz. Widziała łóżko, miękką pościel, nagie ciało, niemal czuła zapach skóry, potu, wstydu, poniżenia i pożądania.
Oderwała się jak oparzona, wstając z łóżka na równe nogi. Cała się trzęsła jak osika, prawie nie umiała ustać. Nadal była wyczerpana, jednak to złość chwiała ją na boki. Czuła się przede wszystkim z d r a d z o n a.
- Jak śmiesz..
Wysyczała przez zaciśnięte zęby, patrząc na Dastana oczami czarnymi jak smoła. Nie dokończyła, choć reszta miała ułożyć się w coś w stylu: jak śmiesz zakradać się do mojej sypialni po wyruchaniu własnej siostry.
Oczywiście Mel nie widziała wszystkich wspomnień, więc niektórych rzeczy mogła się jedynie domyślić, błędnie lub nie. Dziwna scenka, wampirzycy nawet nie przeszkadzał fakt, że stała nago, buahaha.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pon Lis 25, 2013 11:55 am

Starał się być najdelikatniejszy, jak tylko mógł. A wiadomo, że pierwszy raz może nie zawsze być tak przyjemny jak by się tego chciało. Aż sam się zdziwił, że stać go było na taką delikatność, wyrozumiałość i cierpliwość. Należał przecież do tych wampirów, które z góry zakładają, że wszystko co tylko chcą, mogą mieć. Wystarczy przecież sięgnąć. Nie wiedział, dlaczego okazał taką czułość względem narzeczonej. Phew, jakby się przejmował tym czy było jej dobrze. No, może trochę, bardziej pod kątem spełnienia, jako facet.
A już na pewno nie potrafił zrozumieć, dlaczego objął ją po tym wszystkim. Nagła chęć na Przytulanki? To na pewno nie to. Nie znosił, gdy go ktoś dotykał. Nie ważne kto. Uciekał nawet przed dotykiem matki, ojca oraz siostry, choć w tym ostatnim wypadku to nic dziwnego. Z chęcią by ją zabił, ale nie zrobi tego tylko ze względu na ojca. Wszak go prosił. Ba, nawet pójdzie mu na rękę i przy rodzinie będzie udawał, że między nim, a Yvelin wszystko wróciło do normy. Jednak poza spojrzeniem otoczenia, na pewno ukaże przed siostrą swoją prawdziwą twarz. Sam nie wiedział dlaczego czuł się tak komfortowo, obejmując tę niziutką czarnulkę. Dosłownie jakby chciał spędzić z nią całe życie. To przecież było absurdalne!
Gdy się do niego przytuliła, kładąc głowę na jego ramieniu, chciał coś właśnie powiedzieć. Nie zdążył, bowiem ta wbiła już swoje kły w jego skórę. Nie spodobało mu się to. Warknął, wyraźnie zdenerwowany i chwycił ją mocno za ramiona, by odrzucić od siebie. Nie zdążyła zobaczyć wszystkich wspomnień, dotyczących Yvelin. W tej chwili nie bardzo go to interesowało, bo zrobiła coś, czego nie powinna. Napisał się jego krwi. Krwi Szatana. A tego robić nie powinna. Nie lubił dzielić się swoją krwią. Zresztą Czarnulka sama szybko odskoczyła, wyskakując z łóżka jak oparzona. Spojrzał na nią obojętnie. Uniósł się nieco, opierając łokciem o miękką pościel. Przeczesał palcami złociste, splątane kosmyki i zatrzymał dłoń we włosach.
– Co jak śmiem? Nie dość, że ośmieliłaś się mnie ugryźć, to jeszcze oceniasz, nie zdążywszy dowiedzieć się wszystkiego?
Zmrużył oczy, ściągając surowo brwi w jedną linię. Zmienił pozycję, siadając teraz na łóżku, by po chwili wstać i sięgnąć po swoje bokserki. Założył je, zasłaniając swoją nagość. Cała atmosfera prysła, niczym bańka mydlana.
– Ty to potrafisz zjebać, Mel.
Stwierdził, podchodząc do barku. Ot, jakby nic się nie wydarzyło. Bo na dobrą sprawę, nie zerżnął swojej siostry. On wiedział, co znaczy zostać zdradzonym, dlatego nie zaliczył swojej siostry, choć miał ją na wyciągnięciu… wiadomo czego. Nie chciał, żeby Aimi czuła się tak samo, dlatego poniżył swoją siostrę, a na koniec ją odrzucił. Zagrał dokładnie tak samo, jak ona niegdyś z nim.
– Zejdź na ziemię, Mel. Życie to nie pierdolona bajka, książę i karoca!
Warknął na nią, uderzając dłonią o blat barku. Sama już nie pamiętała, jak dobrze się bawiła z palcami Samaela.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pon Lis 25, 2013 3:02 pm

Cóż według Dasta to ona zjebała, według niej, sytuacja była zupełnie odwrotna. Chłopak będzie musiał zobaczyć najgorszą rzecz w swoim życiu, czyli prawdziwie zranioną kobietę. Amel nie czuła się ani trochę winna tego, że go ugryzła. W końcu on robił to co chwile, więc jakim cholernym prawem ona nie mogła? Gówno ją obchodziło jego zdanie na ten temat. Skoro tak sobie pogrywał, mógł zapomnieć, że dziewczyna dobrowolnie kiedykolwiek odda mu swoją krew, a przecież  wiadomo, że pokusa była nie mała. Jej narzeczony chyba nie za bardzo zrozumiał, że Mel go sobie również przywłaszczyła. Teraz już należał do niej, czy tego chciał czy nie.
Mimo wszystko nie pomyślała, że taka sytuacja może się wydarzyć. Była strasznie zaskoczona i przede wszystkim zraniona. Nie przypuszczała, że będzie się przejmować Dastanem! Nie w taki sposób, przecież ona nigdy nie była o nic, ani o nikogo zazdrosna. Zawsze brała co chciała pełnymi garściami, nie pytając o zdanie. Czemu tym razem miało być inaczej? Nie musiał jej odpychać, sama odskoczyła. Nie chciała widzieć już ani urywka więcej.
- Co ty sobie kurwa myślisz, że będziesz mnie gryzł ile Ci się podoba, a ja nie mogę?
Warknęła rozeźlona, zaciskając ręce w pięści tak, że paznokcie dosyć boleśnie wbiły się w wewnętrzną stronę jej dłoni. Nie radziła sobie z gniewem, jak zwykle zresztą. Przed oczami miała tylko nagie ciało blondynki, Dastana stojącego nad nią. Może według niego była to kara, jednak Yv nie wyglądała na spłakaną i rozdartą. Była podniecona i za pewne Dast bardzo dobrze się nią zajął. Nagle cała złość uleciała z jej ciała, pozostawiając tylko pustkę w głowie i bezgraniczny smutek.
Była niczym sztuczna, pusta lalka.
Mechanicznie porwała chustę z wieszaka przy drzwiach i owinęła się nią szczelnie. Spojrzała na Dastana i zadrżała. O tak, zaczęła się trząść. Tym razem nie ze wściekłości lecz z czegoś, czego sama nie rozumiała. Stała tak bezradnie, nie wiedząc co powinna zrobić. Oglądanie swojego narzeczonego z inną było zbyt ciężkie, żeby z tym żyć, ale zbyt słabe żeby umrzeć. Może i jej nie wyruchał, jednak Czarnulka nie mogła o tym wiedzieć, prawda? Tak, Samael zabawił się jej kosztem, jednak robił to wbrew jej woli.
1 łza spłynęła po jej policzku, zostawiając za sobą mokrą, cienką smugę. Rzecz niesłychana, nawet Królowa Śniegu miała jakieś uczucia, choć tak dobrze ukryte. Oczy zaszły jej mgłą, pewnie z powodu napływających do nich łez. Odwróciła się szybko, ukrywając swoją słabość, nie chciała żeby oglądał, żeby patrzył. Nie chciała, żeby tu był.
- Dastan ja...
Zaczęła cicho i przerwała na wstępnie. Westchnęła, odwracając się do niego przodem, walcząc z drżeniem i łzami. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jaka na prawdę była słaba.
- Ja tego nie zniosę. Nie dam rady. To...
Niedokończone słowa. Zbyt ciężkie do wypowiedzenia. Aż zaśmiała się nieco histerycznie, bez cienia wesołości, a po jej policzkach spłynęła kolejna mokra łza. Jej usta bezgłośnie wypowiedziały słowo koniec, gdyż Melka nie dała rady dokończyć. To było dla niej za trudne. Jeszcze przed chwilą był dla niej taki dobry i kochany, tulił jej ciało jak nikt inny, a ona? Ona oddała mu się bez cienia wątpliwości, żeby po chwili zobaczyć jak zabawia się ze swoją siostrą. Nawet zimna jak lód Amelie nie potrafiła sobie z tym poradzić.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Lis 28, 2013 7:13 pm

Zrzucali na siebie winę, a prawda jest taka, że oboje byli winni. Czy się przyznają? A w życiu! Prędzej pobawią się w rzucanie nożami do celu, niż powiedzą całkowitą prawdę, która jeszcze ani razu nie przeszła im przez gardło. Może nie licząc pewnego wieczora, tuż po wypadku blondasa… Jak dla szlachetnego, płacząca kobieta nie była najgorszą rzeczą. Widywał i odczuwał o wiele gorsze. To jak go rodzice odepchnęli, a potem jak odeszła od niego narzeczona. Niech sobie cierpi Aimi, bo sama święta nie była. Co go to obchodziło? Przecież… przecież jej nie kochał. Na pewno jej nie kochał. Była jedynie kaprysem, obowiązkiem, jego własnością, ale nie miłością. Czy aby na pewno?
– Doskonale wiesz, że nienawidzę, gdy mnie ktoś dotyka! Mogłaś uprzedzić. Nie kochałem się z Tobą bez pytania! W dupie mam, czy dasz mi się gryźć.
Wyczuwało się nerwy. I o tyle, o ile czarnulka coraz bardziej cierpiała, z każdą chwilą było jedynie gorzej, o tyle blondas coraz bardziej się denerwował. Dosłownie aż w nim buzowało i jeszcze chwila, a wybuchnie. A wiadomo, gdy on się denerwuje, mocy wymykają mu się spod kontroli. Był w gorącej wodzie kąpany. W tej chwili uznał, że to co zrobił z Yvelin, było zemstą nie tylko na siostrze, ale także i jego narzeczonej, która świetnie się zabawiała z jakimś patafianem.
Dastan miał w nosie, co czuła wówczas Yvelin. Na pewno nie była zbyt szczęśliwa i szlachetny o tym wiedział. Poniżył ją, zemścił się, dostała swoją karę i to go cieszyło. Wreszcie miał idealną okazję, żeby pokazać, gdzie jest jej miejsce. Ale Aimi nie wiedziała wszystkiego o jego życie, nie znała go, więc skąd mogła cokolwiek wiedzieć? Oceniła go z góry, bez podstawie, tak jak on to robił z nią.
Spojrzał morderczo w twarz narzeczonej. Jego źrenice już przybrały krwistą barwę i ślizgały się po ciele dziewczyny, które zasłoniła prawie że przezroczystą apaszką. Jakby to miało w czymkolwiek pomóc. W oczach chłopaka dostrzec można było iskry furii i władczości. O nie, nie pozwoli sobie, aby kolejna kobieta zrujnowała mu życie. Na twarzy Dastana nie można było dostrzec zupełnie niczego. Chłód, obojętność, wydawał się że panuje nad sytuację. Ale tak nie było. Miał mętlik w głowie.
– Co? Co Ty? Święta nie jesteś! Gdybym się wtedy nie pojawił, pieprzyłabyś się z nim! Byłe gdzie. Byle z kim.
Drżącą ręką przeczesał złociste włosy. Znowu. Widać było, że się denerwował. Sam nie wiedział, co robi. W przeciągu sekundy znalazł się przy niej, łapiąc mocno za nadgarstki. Zmusił ją wręcz, by odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego.
– Nie przespałem się z nią, do cholery!
Zaklął i puścił ją gwałtownie, słysząc słowa, jakie wypowiedziała. Już wiedział, co zamierzała powiedzieć. Odsunął się, jakby wymierzyła mu cios prosto w krocze. Nawet zgiął się, by po chwili wybuchnąć ironicznym śmiechem.
– No, dokończ. Śmiało. Co Księżniczka nie może? Nie może ze mną wytrzymać? Poczuła się urażona? Zraniona? Świetnie! Osiągnęłaś co chciałaś, co?
Świdrował ją na wskroś chłodnym spojrzeniem, a na wargach błąkał się ironiczny uśmieszek. Zachowywał się jak gówniarz i doskonale wiedział, że rani tym Mel. Wyglądał tak, jakby mu w ogóle nie zależało na narzeczonej.
– Odejdź. Droga wolna. Nie będę Cię zatrzymywał. Tym razem nie dam sobą pomiatać. Idź się bawić, Mel. Z dorosłym życiem Ci nie do twarzy.
Mimo chłodnych słów, w oczach wyraźnie mogła dostrzec… ból. Zabrał swoje spodnie, zakładając je od razu na tyłek.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Dastan dnia Pią Lis 29, 2013 9:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pią Lis 29, 2013 5:42 pm

Kłótnia była nieodłączna częścią każdego związku, jednak zawsze wyglądała inaczej. Niestety tego typy kłótnie były nie do zatrzymanie, bo ani Amel ani Dast nie potrafili się pohamować. Obydwoje byli zbytnio źli, zbytnio nakręceni i pewni siebie. Żadne nie zamierzało odpuścić, nie tym razem. Tym i żadnym innym. Może to sam los tak chciał, żeby połączyli się razem, a może sam diabeł. Nie wiadomo, niestety wszystko chyliło się bardziej ku tej drugiej opcji. Przecież cudem się jeszcze nie pozabijali. Amel wymyśliła już tysiące sposobów jak ukatrupić tę blond lalę i sprawić, żeby cierpiała po wsze czasy. Sadystka pierwsza klasa. Jeszcze się przekonają jak okrutna potrafi być. Przecież to istna egoistka, nic dziwnego że nie umie się dzielić z innymi tym co jej, włączając w to samego narzeczonego. Zresztą która dziewczyna chciałaby pożyczać faceta innej?
Była zła, wściekła i wkurzona jednocześnie. Jednak przede wszystkim chciała, żeby okazało się to nie prawdą. W jakiś mentalny sposób czekała aż Dastan zaprzeczy. Powie że nigdy nic nie czuł do tej zdziry, że nic go z nią nie łączyło, że wcale nie robił jej dobrze, że wcale jej nie wyruchał. Jednak w jej główce zaczęły się roić te najgorsze myśli zranionej kobiety. Zacisnęła usta w cienką linię, patrząc na Dasta szeroko otwartymi oczami. Wykorzystał ją. Na pewno, teraz już wszystko było jasne. Chciał się tylko zabawić. Jej kosztem, jej ciałem. O co innego mogło chodzić? Uwiódł ją, a ona jak łatwa trzpiotka wpadła w jego sidła. Tak, wreszcie zrozumiała.
- Pieprzyłabym się?!
Wykrzyknęła w furii, a jej oczy stały się czarne jak smoła. Podeszła do Dasta bardzo blisko, jednak w ogóle go nie dotykała. Jej twarzy wykrzywiła się ze złości, nie wyglądała ani ładnie, ani miło. Była chyba jedynie przerażająca.
- Myślisz że tamto chciałam?! Nadal mam koszmary i mdłości! Jakiś ciula prawie mnie zgwałcił, a ty to traktujesz jak moją zachciankę!
Krzyczała, głośno wyraźnie. Nie ważyła słów, raczej mówiła co jej ślina przyniesie. Może i była po części winna, bo sprowokowała Samaela, jednak znała granice. Powiedziała nie. Typ nie miał prawa jej tknąć, zresztą traktowała go jak robaka, w końcu był krew niżej niż ona. Zabolało ją, tak bardzo, że odsunęła się na krok. Ucichła. Jej twarz wyrażała tylko czysty, niepojętny s m u t e k. Gdzieś zniknęło wszystko inne. No proszę, teraz uważał ja za łatwą.
- Czekałam z tym na Ciebie.
Wyszeptała niemal bezgłośnie. Oczywiście chodziło o seks. Chciała zrobić go z osobą.. no właśnie. Z kimś, przy kim po części czuła się bezpiecznie. Na kim jej zależało. Może nie miała zamiaru się do tego przyznać, nawet przed samą sobą, jednak jak inaczej to wytłumaczyć? Nikt nie wymagał od niej życia w celibacie, ale ona czekała, czekała na tego odpowiedniego. I kiedy już go wybrała, wszystko musiało się zjebać.
Nagle wszystko potoczyło się szybko, za szybko. Dziewczyna syknęła głośno, przyszpilona do ściany. Zaczęła się szamotać, z całych sił próbując się wyrwać. Była zbyt dumna, żeby dać sobą pomiatać. Nawet jeśli Dast chciał jej powiedzieć jedną z wielu rzeczy, które chciała usłyszeć. Jakaś jej mała cząstka odetchnęła z ulgą, że nie przespał się z Yv, jednak w tym momencie była zbyt zdenerwowana, żeby choćby o tym myśleć. Wamp mógł poczuć, jak jej drobne ciało drży.
- Puszczaj mnie!
Krzyknęła głośno, zacisnęła z całej siły powieki i kręciła głową na boki. Nie chciała go słuchać. Odepchnęła go, nim zdążył ją puścić. Cóż może chciał to zrobić, jednak Aimi nie zamierzała dłużej czekać. Postąpiła tak jak zbolała i zlękniona mała dziewczynka, którą tak na prawdę była.
Uciekła.
Najszybciej jak potrafiła, ile sił w nogach. Dwa pokoje dalej wleciała do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi. Walczyła z zamkiem, drżącymi dłońmi nie potrafiła go zamknąć. W końcu jednak ten się poddał, szczęknął delikatnie, a dziewczyna oparła się plecami o drzwi, dysząc ciężko. Była bezpieczna. Osunęła się po nich, siadając na podłodze. Widziała tylko swoje odbicie w lustrze na przeciwko. Nie potrafiła rozpoznać tej wystraszonej, bladej niczym trup dziewczyny. Bez makijażu, obcasów i obcisłych ciuchów, wyglądała o wiele młodziej.
Słone łzy ciekły po jej policzkach. Wreszcie zdała sobie sprawę co czuje. Kochała go. Kochała go całym sercem i równie mocno go nienawidziła. Czy to możliwe? Nie potrafiła tego inaczej wytłumaczyć. Był dla niej wszystkim i niczym, był jej kochankiem i katem. Życzyła mu śmierci, jednak chciała umrzeć razem z nim. Chyba oszalała już całkowicie.
W końcu podłożyła sobie rękę pod usta i wgryzła się w nią głęboko. Próbowała opanować zdenerwowanie i jedynie ten sposób wydawał jej się odpowiedni. Jej kły przebiły skórę i dotarły do mięśni. Nawet nie jęknęła, gdy poczuła dziwny ból. Jednak on przywrócił ją na ziemię, dzięki niemu nie zaczęła szlochać i nie straciła resztek godności.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pią Lis 29, 2013 11:23 pm

Czasem jednak kłótnie nikomu nie służyły. Nawet ich związku, który był bardzo świeży i wciąż się wszystkiego uczyli. To prawda, nie potrafili się pohamować, powstrzymać, zamknąć dzioba dla większego dobra.
Chciała ukatrupić  Dastana? Szczęścia mogła spróbować, ale z blondasa to twarda sztuka, łatwo się nie da. Niech lepiej pamięta, że uzależnił się od jej krwi, więc zrobi niemalże wszystko, byle tylko się do niej dostał. Niech lepiej uważa, bo porywała się z motyką na słońce. Popali sobie te skrzydełka diabelskie i spadnie tą swoją książęcą mordką na ziemię i jeszcze podrze królewską sukienusię. Będzie ryk!
Oboje byli wściekli i nie odpuszczą tak łatwo. Byli dumni, uważali, że mają rację. Nie może się przecież okazać, jak bardzo się mylili. A co, jeśli odkryją prawdę? Że coś do siebie czują, że nie potrafią bez siebie żyć? Mimo tej niesamowitej nienawiści, wciąż do siebie lgnęli. Nie potrafili przecież tego zakończyć, inaczej zrobiliby to już dawno. Gdyby faktycznie chodziło jedynie o wstyd, jaki mogliby przynieść swoim rodom, wymyśliliby coś. Z każdej sytuacji da się wyjść. Oni… tego nie chcieli. Mieszała się tutaj mieszanka wybuchowa, dwa. Przeciwne żywioły, o równie ostrych temperamentach.
Blondas nic nie czuł do tej zdziry. Nic go z nią nie łączyło, nie licząc więzów krwi. Ale to nic, gdy tylko będzie w stanie, pokaże jej gdzie ma miejsce. U stóp Dastana, będzie się przed nim płaszczyła. Będzie wiedziała, że coś straciła. Na dobrą sprawę, to umywała się przy Aimi, która posiadała swoją dumę. Łatwa to ona nie była, nawet sam Dastan musiał to przyznać. Oczywiście nie w tej chwili! Co to, to nie.
– Nie pierdol! Miałaś z tego chorą satysfakcję. Zachęciłaś go. Pozwoliłaś mu na to. Pozwoliłaś, żeby Cię dotykał, do cholery i miała z tego pieprzoną satysfakcję!
Pierdolnął ręką o ścianę, że aż pojawiła się rysa. Nie przejmował się tym. To mieszkanie już raz przechodziło remont, nie zaszkodzi mu drugi.
On także milczał. Nie odpowiedział nic na słowa szlachetnej. Nie mogła na niego czekać. Z nim nikt nie wytrzymywał. Yvelin miała rację, sam się odgradzał od wszystkich i wcale nie było mu z tym dobrze. Ale nie umiał inaczej, widział wszystko w czarnych barwach, samemu ściągając na siebie taki, a nie inny los.
Dastan nie reagował na szarpaninę szlachetnej. Był od niej silniejszy. Przykuł ja do ściany za nadgarstki, które ulokował tuż nad jej głową. Ty samym, przytrzymał ją także biodrami, napierając na nią, żeby się nie wyrwała z jego uścisku. Nie posłuchał Aimi. Trzymał ją mocno. Była znów zdana na jego łaskę, znajdowała się w jego ramionach i mógł zrobić z tą wampirzycą, co tylko chciał.
Gdy go odepchnęła, zatoczył się do tyłu, ale nie pozwolił dziewczynie uciec. Użył mocy, przyciągając do siebie. Unieruchomił tak, że nie mogła się poruszyć. Wpatrywał się w nią ogniście, obnażając wściekle kły. Sądziła, że od tak się nim zabawi i zwieje? O nie, nie z nim takie numery. Nie pozwoli sobie na to. Pchnął ją znów w stronę ściany, zdejmując z niej moc. Zamknął ją w pułapce, opierając zaciśnięte w pięść dłonie, tuż przy jej głowie. Zawisł nad nią, przeszywając lodowatym wzrokiem. Nie ucieknie mu tak łatwo.
Milczał jeszcze przez dłuższy czas, dysząc ciężko. Mogła poczuć jego ognisty oddech na swojej skórze. Wreszcie osunął się na ziemię, opierając głowę o jej kolana. Dosłownie wtopił się w nie, jakby stał się jednością. Chwycił dłońmi za uda Melki, samemu nie wiedząc co robi. Milczał przez dłuższą chwilę, ściskając ją tylko. Naprawdę, nie wiedział co miał zrobić.
– Spędź ze mną wieczność, Mel…
Powiedział to tak cicho, że mogła tego nie usłyszeć. Może tym lepiej. Może nie powinna tego słyszeć. Uniósł głowę, spoglądając wreszcie na nią. Zmierzwione włosy przykleiły mu się do twarzy. Z kieszeni spodni wyjął czarne pudełeczko, przewiązane czerwoną wstążeczką i wręczył go jej. Jeśli go otworzyła, znalazła tam pierścionek. Sam nie wiedział, co go podkusiło, żeby to zrobić. Nigdy nie był romantykiem.
- Należał do mojej matki. Zrób z nim co chcesz.
Stwierdził obojętnie, podnosząc się. Sięgnął po swoje rzeczy i ruszył do wyjścia. Najwyraźniej oboje potrzebowali chwili na to wszystko.

[zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Nie Gru 08, 2013 11:44 am

Czuła się, jak gdyby umarła. Nie była pewna jak długo leżała skulona na podłodze w swojej sypialni. Chłodna podłoga działała na nią kojąco i usypiająco. Gdyby nie ona, jej nagrzane ciało już dawno spaliłoby się od środka. Nie pamiętała, czy zapadła w sen jeszcze zanim wyszedł Dastan czy już po. Cóż   w ogóle niczego nie była pewna. Może wszystkie te zdarzenia były tylko złym snem, spowodowanym ówczesnym upojeniem alkoholowym? Może to nie była prawda.
W pewnym sensie dziewczyna chciała, żeby wszystko okazało się tylko wybrykiem jej wybujałej wyobraźni, jednak oświadczyny... Nie spodziewała się. W ogóle nie brała tego nawet pod uwagę, nie po takiej paskudnej kłótni. Cóż Dast był jednym z niewielu, którzy potrafili ją zaskoczyć! Przeglądała śliczny pierścionek, który umieściła na swoim serdecznym palcu z dziwnym ukłuciem w brzuchu. Po kilku kolejnych długich minutach ruszyła swoje jędrne cztery litery z podłogi. Bez żadnego poczucia winy napisała do Tosa, żeby przysłał jakąś kompetentną ekipę sprzątającą. Cóż rozwalone łóżko da mu wiele do myślenia. Potem już tylko wzięła prysznic, umalowała się, ubrała i wyszła. Zje coś po drodze, buahahah.

zt

Kiedy wróciła do siebie, nie wiedziała która była godzina. Najprawdopodobniej dopiero robiło się ciemno, albo już się rozjaśniało. Miała za sobą noc pełną wrażeń, krwi i odrobiny alko. Zabawa była przednia, niestety zbyt szybko się skończyła, aż żałowała, że nie spotkała w jednym z pobliskich klubów samej Sofy, wtedy przynajmniej mogłaby balować do rana i dłużej. Nawet tęskniła za psiółką do imprezek, miała ochotę nawalić się jak messerschmitt i byłoby jej z tym dobrze. Póki co jednak zadowoliła się towarzystwem nic nie znaczących wampirzych pachołków i ludzkimi przekąskami.
Dawno nie była w apartamencie, ostatni czas spała w rodzinnej rezydencji. Sama nie wiedziała czemu czuła taką potrzebę przebywania w domu, w końcu jednak przyszedł czas wrócić do siebie. Przecież nie po to tatuś zafundował jej skromne mieszkanko, żeby spała w starym, prawda? Wchodząc do środka śpiewała głośno, była w bistym humorze + kilka shootów. Ostatnio ciągle czuła się fatalnie, bóle brzucha, zawroty głowy, wszystko było nie tak. Niezadowolona i nieszczęśliwa księżniczka szukała pocieszenia w klubach.
Kiedy już przekroczyła próg poczuła znajomy zapach. Jej kuzyn widocznie przebywał w środku. Co za szczęście! Miejmy nadzieję, że ogarnął ten bałagan, który zafundowali razem z Dastanem.
- Tossu, Tossuuu.. Ale mi źle. Wszystko mnie boli i kurwa mać przytyłam.
Krzyczała głośno, chichocząc jak nastolatka co jakiś czas. Tousen w mgnieniu oka znalazł się przy niej, zabierając płaszcz i torebkę. Nadal nie umiała się przyzwyczaić, że ten stary wampir złożył jej przysięgę posłuszeństwa do końca swojego wampirzego żywota. Czyli jakieś... forever. Kątem oka zauważyła, że mina mężczyzny nie była zbyt przyjemna, pewnie zaczaił co się działo w sypialni, ha! Przecież Czarnulka była dorosła, mogła robić co tylko chciała. Prawda jednak była taka, że zamierzała przejść na dietę. Co chwilę przeglądała się w lustrze, przecież nie może zaniedbać swojej idealnej figury!
- Zabezpieczyliście się?
Usłyszała na powitanie, aż parsknęła śmiechem. Tousen zawsze był zaborczy, nawet za bardzo jak na jej gust. Już miała palnąć coś wrednego, ale ten nieprzerwanie kontynuował.
- Zgaduję, że nie. Księżniczko musisz uważać. Wezwę lekarza rodzinnego.
Zatkało ją, że aż zaczęła kaszleć jak głupia. Odsunęła się na kilka kroków i spojrzała na niego spode łba.
- Chyba kpisz!
Gówniarskie zagranie, ale w tym momencie było jej to lotto. Nie miała zamiaru robić jakichś absurdalnych rzeczy. Ciąża? Chyba go zdrowo pojebało. Miała jeszcze całe życie przed sobą! Kariera modelki, aktorki, nie mogła sobie pozwolić na wpadkę. Przecież nie poświęci tej cudownej, idealnej figury, żeby zostać wielkim i nieporadnym wielorybem. Dobre sobie. Widząc jednak minę Tosa, wzdrygnęła się lekko, ale przecież była Amelką i dalej stała przy swoim, on jednak odwrócił się i wyjął telefon. Dziewczyna parsknęła śmiechem i ruszyła w głąb mieszkania. Zaczęła od prysznica, ubrała nawet zwiewną, króciutką, satynową halkę, która służyła jej jako "koszula nocna". Kupiła ją kiedyś w jakimś mega drogim sklepie, bo bardzo przypadła jej do gustu. Kiedy już skończyła układać włosy w artystyczny nieład, jak gdyby właśnie spała i wyszła z łazienki, Tosu stał w towarzystwie starego wampira. Ten drugi skłonił się lekko na jej widok.
"Zakład. Jeśli okaże się, że ten cały lekarz przyszedł na marne, zafundujesz mi wakacje na Hawajach dla 4 osób, jeśli nie, ja wyślę na takie Ciebie". Pomyślała, spoglądając na kuzyna, ten uśmiechnął się i skinął głową. Wiedziała, że skurczybyk czyta jej w myślach. Mimo wszystko usiadła grzecznie, udając, że w ogóle nie odczuwa dyskomfortu, gdy ten dziadyga pobierał jej krew.
- Nie może pani prowadzić samochodu, ma pani trochę za wysokie stężenie alkoholu we krwi. Jednak nie powinna już pani pić więcej, przynajmniej przez najbliższy czas, mogłoby to zaszkodzić dziecku. To dopiero trzeci tydzień, jednak radziłbym zgłosić się za niedługo na kontrolę...
.
.
.
Potem wszystko działo się bardzo szybko. Amelie nawet nie mrugnęła okiem, a już zdążyła pochwycić starego doktora w swe szpony i rozłupać mu czaszkę o podłogę. Wampir czy nie, z jego pękniętej czaszki zaczął wypływać brązowy koktajl. Tosunen pochwycił ją jednak w porę i nie puszczał, trzymając w stalowym uścisku silnych ramion. Nie płakała, jednak trzęsła się, jak gdyby było jej bardzo zimno. Nie była pewna co działo się dalej. Zignorowała fakt, że kuzyn posadził ją na kanapie, wygrzebał skądś jej telefon, a ona siedziała nieruchomo.
Po całej rozmowie, nie czuła się wcale lepiej. Telefon rozbił szybę, a Tosu aż syknął z zaskoczenia. Musiał uważać ją za niezrównoważoną wariatkę, ale było jej wszystko jedno. Znów posadziła swoje cztery litery na kanapie. Kuzyn podszedł do niej i stał obok, bez słowa, głaszcząc po czubku czarnej główki, uspokajającym gestem.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Mar 20, 2014 10:00 am

Dastan wreszcie zawiadomił o wszystkim Naizena oraz Yuki, załatwił także sprawę z Mayą, którą zostawił pod opieką Mirabell w swojej komnacie. Jeśli w ciągu najbliższych kilku dni wampirzyca się nie obudzi, Dastan będzie zmuszony kazać medykowi rodziny, Vincentowi, aby łaskawie zerknął na Mayę. Acz na razie blondas pędził jak szalony w stronę miasta, nie zważają na jakieś tam ograniczenia prędkości. Tym samochodem nie miał także większych problemów z warunkami na drogach, które wciąż były zabłocone. Ten samochód naprawdę nieźle sobie radził w takich sytuacjach i w przeciągu niecałej godziny znalazł się w mieście. Tam przyspieszył, wyprzedzając, nie zatrzymując się na światłach, w pewnych momentach nawet podążał chodnikiem. Pędził, dosłownie i w przenośni, na złamanie karku. Nie uprzedzał już wampirzycy, że niedługo u niej będzie. Nie widział w tym żadnego sensu. Wiedziała, że miał przyjechać, na szczęście dokładnie nie powiedział kiedyś, więc nie powinna się wściekać, że dotarł równo z brzaskiem słońca. Niczym pieprzony posłaniec.
Zaparkował w podziemnym parkingu apartamentu, opuścił samochód, zamknął go i ruszył w stronę wind. Nerwy już dawno zostały ukojone, więc w tej chwili naprawdę wszystko stało mu się obojętne. Wcisnął przycisk przywołujący windę i wsadził dłonie w kieszenie. Po kilku minutach jechał już mozolnie powolną windą na odpowiednie piętro. Nawet sobie pogwizdywał, jakby był z czegoś zadowolony. Pozory jednak mylą. Nie miał z czego się cieszyć. Były tylko dwa rozwiązania z tej sytuacji. Albo dzieciak był jego albo go zdradziła i nie musiał się niczym martwić. Nie licząc oczywiście zszarganej dumy i honoru rodu. Jaka była prawda? Cóż, niedługo się przekona, bo właśnie wysiadał z windy. Szybko znalazł się pod odpowiednimi drzwiami w korytarzu i nie pukając, wszedł do środka. Jeśli te zaś były zamknięte, otworzył je przy pomocy telekinezy, majstrując nią w zamkach w drzwiach. Nie mógł sobie pozwolić na telekinezę w takim miejscu, gdzie na pewno było sporo kamer. Ochrona nieźle by się zdziwiła, gdyby nagle zniknął „człowiek” z kamer. Możliwe, że uznaliby to jedynie za jakąś awarię. Wolał jednak nie ryzykować.
Dastan wkroczył do apartamentu, wyczuwając znajomy zapach Aimi oraz znienawidzony zapach Tousena. Skierował swoje kroki do salonu, a tam zastał siedzącą narzeczoną na kanapie w towarzystwie Tousena. Nie zwracał uwagi na prochy po wampirze, krew czy rozlany mózg na podłodze. Zdążył już przywyknąć do takich scen, więc nie robiły na nim wrażenia. Obojętnie omiótł wzrokiem resztę apartamentu, jakby czegoś szukając, po czym wzrokiem spoczął na kuzynie Aimi.
– Wynoś się stąd. Chcę z nią porozmawiać.
Lodowaty, rozkazujący ton. Jeśli nie m samym szlachetny nie poruszył się, stojąc wciąż w jednym miejscu. Na narzeczoną jeszcze nie spojrzał. Musiał się pierw pozbyć tego natrętnego robaka.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Czw Mar 20, 2014 2:55 pm

Czas ciągnął się nieubłaganie, niczym krew z nosa. Amelie siedziała nieruchomo w miejscu, wpatrując się uporczywie w rozbitą szybę, jak gdyby ta była najlepszą rozrywką. Cóż niektórzy lubią gapić się w plazmowy telewizor, inni w rozwalone okna.
1, 2, 3 godzina, nie była pewna ile czasu minęło. Straciła rachubę już dawno. Dopiero cichy brzęk windy i znajome kroki na korytarzu przywróciły jej kontakt z rzeczywistością. Dopiero wtedy poczuła czyjąś obecność. No tak, przecież Tousen siedział przy niej cały ten czas, ona jednak całkowicie nie zwracała na niego uwagi. Była sama, sama z problemem, którego nie da się dobrze rozwiązać. Kątem oka dostrzegła kubek. Stał na stoliku, tuż przed nią. Nie pamiętała, kiedy kuzyn zrobił jej herbatę. Rozmawiali w ogóle?
Dziwna zaćma, wampirzyca czuła się bardzo nieswojo. Niby siedziała w swoim własnym apartamencie, mimo wszystko miała ochotę wyjść i udać się do domu. Może to nie był taki zły pomysł. Mogłaby pomieszkać trochę w posiadłości ojca, z dala od miasta, zgiełku i tłoku. Mimo wszystko jednak wizja poważnej rozmowy z Kazuyoshim wydawała jej się taka odległa. Kiedyś niestety będzie musiała mu powiedzieć. Choć chyba lepiej później niż wcześniej...
W końcu przyszedł pan i władca jej życia - Dastan. Najprawdopodobniej stanął w drzwiach, które były otwarte. Nikt w takim momencie nie przejmował się zamykaniem ich na klucz. Dopiero lodowaty ton, którego zawsze używał sprawił, że drgnęła. Pierwsza oznaka życia, od ich rozmowy. Gdyby była w swoim normalnym nastroju, pewnie roześmiałaby się już dawno z tej sztywnej i poważnej atmosfery. Tym razem jednak nie było jej do śmiechu, wręcz przeciwnie. Było jej niedobrze, czuła, że jeszcze trochę i zrzyga się na dywan z powodu tego ciężkiego i przytłaczającego powietrza. Niemal żałowała, że rozbiła szybę, teraz w pomieszczeniu było głośniej, gdzieś tam przecież szumiał wiatr i słychać było codzienne życie miasta.
Tousen spojrzał niewzruszenie na Dastana. Za pewne zamierzał się postawić, jednak Melka przewidziała sytuację. Chwyciła tylko kuzyna za rękaw białej, idealnie wykrochmalonej koszuli. Nie musiała nic mówić, przecież mógł swobodnie przeczytać jej myśli. Przez jego twarz przemknął cień wrogości, jednak nie sprzeciwił się jej życzeniu. Spoglądał tylko na Dasta tymi swoimi czerwonymi ślepiami, takimi samymi jak te u Aimi.
- Będę na zewnątrz. Zaaranżuję rozmowę z Twoim ojcem.
Powiedział tylko i ruszył w stronę wyjścia. Minął Dasta o włos, prawie zahaczając go ramieniem. P r a w i e.
Amel jednak nie ruszyła się z miejsca. Dalej wpatrywała się uporczywie w okno, nie patrząc nawet na swojego narzeczonego. Jej bose stopy ledwo dotykały miękkiego dywanu. Miała na sobie jedynie ciemnoczerwoną, satynową koszulę nocną sięgającą nawet nie połowy ud. Włosy swobodnie układały się na jej plecach, jeszcze trochę wilgotne, a na jej palcu pobłyskiwał śliczny pierścionek zaręczynowy.

zt Tousen

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Pią Mar 21, 2014 2:21 pm

Każdy problem da się rozwiązać. Dastan nie zamierzał zostawić Aimi samej z piwem, które oboje nawarzyli. Chyba, że się okaże, że wampirzyca zdążyła go zdradzić i dziecko, jakie w sobie nosi, nie jest dzieckiem blondasa. Zerknął obojętnie na pierścionek zaręczynowy, jaki wręczył jej tamtej nocy, gdy ich związek wisiał na włosku. I pewnie jeszcze nie raz zawiśnie, nie raz się pokłócą, nie raz obrzucą się mięsem czy przedmiotami. Ciekawe co następnym razem pójdzie w ruch.
Naizen sam wyszedł z inicjatywą, że zawiadomi Kazuyoshiego o zaistniałej sytuacji, jeśli Dastan wszystko potwierdzi. Zamierzał to zrobić właśnie w tej chwili. Upewnić się, że nie rozłożyła przed nikim nóg. Nie musiała się zatem martwić gniewem ojca. Pewnie i tak jemu oberwie się najmocniej. Jako mężczyzna musiał ponieść wszelkie konsekwencje, zupełnie jakby Aimi w ogóle nie uczestniczyła w ich małym akcie rozkoszy. Nie zamierzał jednak niczego komentować. Jego ojciec przyjął tę wiadomość całkiem spokojnie, choć jaka była prawda sam nie wiedział. Wszystko wyjdzie w praniu. Wiele spraw na raz się nawarstwiło i zarówno Naizen jak i Yuki nie mieli jeszcze chwili, by wszystko do nich dotarło.
Dostrzegł dreszcz, jaki przebiegł po jej plecach, słysząc głos narzeczonego. Czyżby czegoś się bała? Może zrobiła coś, co go rozwścieczy. Na przykład fakt, że to nie jego dziecko? Nie zamierzał się jednak odzywać, dopóki w apartamencie przebywał ktoś jeszcze. To nie była sprawa Tousena, więc powinien wyjść czym prędzej. Dastan śledził go uważnie, niczym łowca śledzi swą zwierzynę, złocistymi źrenicami. Jeszcze się kontrolował. Jeszcze potrafił zapanować nad nerwami i nie wybuchnąć, puszczając wszystko z dymem. Gdyby Tousen odważył się jednak trącić ramieniem szlachetnego pana i władcę, wyleciałby przez okno i to w kawałkach. Lepiej niech uważa na swoje czyny, bo Dastan nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać.
– Nikogo nie będziesz powiadamiał. Teraz ja zajmę się Aimi.
I tyle. A co z telefonem sługi? Dastan go podpalił niezależni od tego czy wampir trzymał go w dłoni czy miał w kieszeni. Jej kształt zapewne się odznaczał na materiale spodni.
Odczekał aż tamten wyszedł, po czym zbliżył się do sofy, na której siedziała Mel.
– Rozumiem, że to moje dziecko. Czy zdążyłaś już rozłożyć przed kimś nogi?
Lodowaty ton głosu, wydawał się wręcz władczy. Oby tylko nie odważyła się go zdradzić. Byłaby to zapewne ostatnia rzecz, jaką byłaby w stanie zrobić. Od jej słów wiele zależało. Wątpił także, by w takiej chwili miała tupet kłamać. Zresztą wyczułby to od razu.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Apartament Amelie   Sob Mar 22, 2014 2:56 pm

Ci którzy uważali, że ciąża służy kobiecie, byli zwykłymi głupcami. Amelie nie mogła przewzwyczaić się do myśli, że za niedługo będzie wyglądać jak wielki wieloryb. Zbędne kilo, i jak ona to przeżyje? Przecież tak bardzo dba o swoją figurę, praca modelki wymaga wyrzeczeń, jej marzenia legną w gruzach przez jakiegoś nieszczęsnego bachora, który będzie się ciągle darł, rzygał i marudził. Sama myśl wywoływała u niej dreszcze. Będzie beznadziejną matką. Była tego tak pewna jak indyk na święto dziękczynienia. Nie lubiła dzieci, nie potrafiła się nikim opiekować i nie była odpowiedzialna.
Chciała je u s u n ą ć.
Przecież powiedziała Dastanowi, żeby się nie martwił. Ona sama mogła się nim zająć. Oczywiście nie była aż taka zła, żeby utopić je w kiblu, ale usunąć? Nie widziała w tym nic złego, no przynajmniej próbowała o tym nie myśleć. W końcu to tylko jakaś mała fasolka. Zaraz po ich rozmowie przez telefon rozważała rozszarpanie sobie brzucha pazurami i wyciągnięcie jej właśnie w tym momencie. Gdyby ten głupi Tousen nie został z nią, to kto wie? Amel była zdolna do wielu rzeczy, zwłaszcza w takim stanie.
Obecność Dastana niestety nie działała na nią kojąco, wręcz przeciwnie zaczęła się denerwować jeszcze bardziej. Odnosiła jakieś dziwne wrażenie, że go zawiodła. Zazwyczaj zajmowała się zwalaniem winy na kogoś innego, jednak nie tym razem. Przecież to tylko facet! Ona powinna usłyszeć głos rozsądku i pomyśleć o zabezpieczeniu. Oczywiście nie zamierzała się do tego przyznać.
W końcu Tosu opuścił apartament bez większych problemów, a Melka poczuła się jeszcze bardziej samotna, podciągając nogi pod brodę. Bała się reakcji Dastana. Szczerze wolałaby mu o tym w ogóle nie mówić, tylko sama uporać się z problemem po swojemu. Oczywiście jej kuzyn miał co do tego inne zdanie i nie dał jej zadecydować. Mimo że to ona miała nad nim władzę w takich momentach, kiedy całkowicie traciła głowę to on kierował nią. Wiedziała o niechęci mężczyzn do siebie, nic dziwnego. Zazdrośniki dwa. Oczywiście traktowała to bardziej jak pochlebstwo niż problem, dlatego też nie zamierzała nic z tym zrobić. No chyba, że zapragną się wzajemnie pozabijać, wtedy może kiwnie palcem.
W końcu narzeczony zbliżył się do niej, a ona każdą komórką ciała czułą jego obecność. Miała tak wielką ochotę wtopić się w jego ramiona, chciała jedynie poczuć się bezpieczna. Zamiast tego jego słowa były dla niej niczym policzek. Wydała z siebie cichy jęk. Jak on mógł tak pomyśleć.
1, 2, 3 sekundy zajęło jej przełączenie trybu użalania się nad sobą na tryb wściekłej harpii. Wstała, wyprostowała się niczym struna. Działała instynktownie, nie myślała za wiele. Nim się zorientowała stała już przy Dastanie, a jej otwarta ręka cichym trzaskiem obiła się o jego policzek. Oczywiście, jeśli jej nie zatrzymał. Powiedzmy sobie szczerze, w takim stanie nie byłą zbyt szybka ani zbyt silna.
- Nigdy tak do mnie nie mów.
Wysyczała przez zaciśnięte zęby, wpatrując się w niego wielkimi, nieco wystraszonymi, szklanymi oczami. Nie płakała, jednak była tego dosyć blisko. Amelie nie należała do płaczliwych kobiet, jeśli znajdowała się w takim stanie, sprawa musiała być poważna. Nie wiedziała, że miał o niej aż tak niską ocenę. To po co dalej trzymał te całe zaręczyny? Nie była dziwką i nie dałaby dupy byle komu. Zranił ją strasznie swoimi słowami.
Obojętnie co zrobił Dastan. Czy jej oddał, czy pozwolił się uderzyć, czy też ją zatrzymał. Melka w następnej chwili przekrzywiła lekko głowę, odgarniając włosy z jednej strony szyi i nastawiła się. Niech sam sprawdzi, czy mówiła prawdę. Przymknęła tylko powieki, była taka wyczerpana tą całą sytuacją.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
 
Apartament Amelie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: