Drewniany kościół.

Go down

Drewniany kościół. Empty Drewniany kościół.

Pisanie by Gość on Sro Lut 21, 2018 7:11 pm

Drewniany kościół. 281948
Mały, stary, drewniany kościół pośrodku ciemnego parku. W ciągu tygodnia mszy są odprawianie tylko wieczorami.

Ciało martwego starca uderzyło z hukiem o drewnianą posadzkę. Jasnowłosy mężczyzna wytarł kciukiem brodę, z której jeszcze ciepła krew spływała. Rozejrzał się na boki. W małym, ciemnym pokoju stało tylko biurko z metalową lampką oraz zniszczona czarna szafa. Złapał za czarną szatę i pociągnął faceta, aby ukryć jego zwłoki na czas jego małego show. Kiedy otworzył szafę zauważył strój księdza na zamianę i szybko wyciągnął. Przynajmniej nie będzie musiał przebierać się w ten poplamiony z trupa.
Kiedy już wcisnął ciało dziadka i przecisnął przez głowę ubranie stanął przed poplamionym lustrem. Prawie wybuchnął śmiechem, kiedy szata sięgała mu ledwo do ud a rękawy opinały umięśnione ręce. Wyglądał jak skrzat a nie ksiądz, ale dobra. Nałożył czarną maskę na twarz i wyszedł przed ołtarz. Akurat zaczęli się zbierać ludzie, aby wspólnie się pomodlić. Spojrzeli zdziwieni na nową osobę. Od dobrych pięciu lat zawsze witał ich ksiądz Antonio. Po małym kościele rozniósł się szmer.
Sebastian zastukał w mikrofon chrząkając znacząco - Witajcie kochani! - przywitał społeczność tego durnego miasta, co chwile kaszląc. Efekt jarania zielska przez dobry miesiąc, dzień w dzień. Tak to jest gdy masz za dużo wolnego od pracy. Nagle chcesz przebrać się za księdza! Gdyby Viv to widziała...
- Na początek zaznaczam, że dzisiejsza msza jest tylko dla młodych kobiet, powiedzmy od szesnastego roku życia do... trzydziestego? Ale jeśli jakaś starsza baba, to znaczy kobieta, nie ma nadwagi również może zostać - uśmiechnął się szyderczo, a ludzie zaczęli przekrzykiwać się jak najęci "to jakieś jaja?!", "co tu się dzieje?", "ksiądz dobrze się czuje?". Sebastian zmarkotniał. Nie przyszedł się tu spowiadać! Co najwyżej wyciągać grzechy od innych.
- BEZ DYSKUSJI! - warknął, a jego dwukolorowe oczy błysnęły wściekle. Stary kościół był ledwo oświetlony, ale groźne spojrzenie widać było nawet w ostatnich ławkach. Nie którzy zbulwersowani tym wszystkim zaczęli wychodzić, inni dalej się kłócili. Wampirowi cierpliwość się kończyła - WYNOCHA STARUCHY! Faceci też nie są w mym typie - splunął na buty i zaczął się zbliżać do pierwszych rzędów - Chyba nie chcecie zezłościć samego proroka?!
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Gość on Pon Lut 26, 2018 6:20 pm

Louisa ostatnio nie chodziła na msze. Kiedy jeszcze mieszkała we Francji, dość często odczuwała potrzebę przebywania z Bogiem. Było to po śmierci matki, była jeszcze dzieckiem, więc chciała wybłagać aniołki i innych świętych o to, aby mamusia dostała się do nieba. Sama nie wiedziała, dlaczego akurat teraz odczuła potrzebę pójścia do kościoła. I to właśnie nie tyle na mszę świętą, co bardziej do spowiednika. Miała jeszcze na sumieniu kilka…dziesiąt istnień ludzkich, kiedy była jeszcze pod postacią przeklętego wampira. Chciała się zatem udać do zakrystii, aby porozmawiać tam z księdzem, w cztery oczy. Nie przepadała za konfesjonałami, miała po prostu wewnętrzną potrzebę porozmawiania z drugim człowiekiem. Wybrała kościół w mieście, oddalony na szczęści od wsi, w której mieszka. Nie wiedziała dlaczego, bo przecież nie jej rodzina nie chodzi przecież na niedzielne msze do tego kościoła. W ogóle nikt w jej rodzinie nie uczęszcza na msze. Chodzenie po kolędzie w Japonii również nie było zbyt popularne. I tak się dziwiła, że w takiej mieścince znaleźć można katolicki kościół.
Weszła w końcu do środka, umoczyła rękę w wodzie święconej i przyklękła w wejściu na wprost ołtarza. W środku nie było jeszcze nikogo, więc bocznym wejściem weszła dalej, kierując swe kroki ku zakrystii. W tym właśnie momencie Sebastian postanowił zabawić się w księdza na ambonie, czego Louisa nie słyszała, bo kierowała swoje drobne kroczki w innym kierunku. Gdy weszła do pokoju i zobaczyła, że jest pusto, a gdzieś tam walają się czyjeś rzeczy i na dodatek ujrzała krew na lustrze, podłodze i dziwnie tutaj pachniało… zrobiło jej się słabo.
– Proszę księdza…?
W tym momencie usłyszała dosłownie wydarcie się do mikrofonu o natychmiastowe wyjście z kościoła, choć ona zinterpretowała to oczywiście o wiele „sympatyczniej”. Przeraziła się nie na żarty! Ta krew była podejrzana (brawo Sherlocu! Jakim cudem jesteś łowcą…), więc czym prędzej wróciła do kościoła. Wyjęła tylko broń z torebki, sprawdziła, czy jest naładowana i włożyła do kieszeni kurtki. No bo po co zadzwonić na policję, nie? Stwierdziła, że za przestępczość w tym kraju odpowiadają jedynie wampiry i rzadko można było uświadczyć człowieka w tej roli. A że Louisa miała talent do pakowania się w kłopoty…
Wyszła z zakrystii w połowie kościoła, jakimś bocznym wejściem i jej oczom ukazały się starsze osoby, które w popłochu zaczęły opuszczać kościół. Wśród nich były też i oczywiście osoby młodsze i dzieci. Jakaś dziwna była ta panika, jak na zwykły kościół i wieczorną mszę (no po raz drugi brawo Sherlocu!).
Zerknęła na mężczyznę, który z ambony uznał siebie za proroka. Schowała się za najbliższą kolumną, korzystając z tego poruszenia i ludzi, kierujących się do wyjścia. Wychynęła zza kolumnę i popatrzyła w stronę fałszywego proroka. Wyglądał… dość dziwnie i bardziej przypominał jej jakieś pieprzonego zboczeńca lub pedofila niż mordercę. A co jeśli spod sutanny wyciągnie… no… męskiego członka i zechce faktycznie zgwałcić jakieś dziecko?! Przecież był prawie nagi! No ale! Louisa nie wezwie przecież policji. Sama się tym zajmie. Ba! Nawet o tym nie pomyślała.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Seth on Nie Sie 18, 2019 12:57 am

Nie chciał się tutaj pojawiać. Zdecydowanie nie. Nie, nie i jeszcze raz nie. Zwłaszcza, gdy raz po raz wracał wspomnieniami do tamtych wydarzeń. Zastraszony prawdą i brutalną rzeczywistością, musiał chcąc nie chcąc, zmusić się do pojawienia się we wskazanym miejscu. To zarazem powodowało, że nie mógł powstrzymać się od nerwowych ruchów, jakim było bawienie się kosmykiem włosów... jednocześnie przeklinając w duchu własną głupotę. Przecież wcale nie musiał tego robić, nie? Nie musiał być tutaj w takim miejscu, by spotkać się z...
Pokręcił przecząco głową, momentalnie uświadamiając sobie, że to nie miało najmniejszego znaczenia. Gdyby się tu nie pojawił, zostałby pewnie odwiedzony. O ile nie nastąpiłoby cokolwiek więcej. Miał niemalże ochotę zacząć się śmiać z bezradności, która powoli go ogarniała. Wolną rękę uniósł i zasłonił nią sobie oczy, biorąc głębszy wdech. Oczami wyobraźni nadal widział tamto wydarzenie z kawiarenki. Nie potrafił się pozbyć wrażenia, że ta krew ciągle znajdowała się na jego ciele. Ile razy się kąpał, by pozbyć się tego uczucia? I czemu ono nie znikało?
Może to ten moment, gdy powinien zacząć płakać z tego wszystkiego.
List znajdujący się w tylnej kieszeni spodni bardzo mu ciążył. Nie wiedział, czemu wziął go ze sobą... może jako talizman? Albo bardziej - zły omen. Ciągle pamiętał treść tej kartki, wskazującej jedynie na miejsce i czas. A on, jak głupi, pomimo wszystkiego przyszedł tutaj... Boję się. Cholernie się boję. W co ja się wpakowałem? - spytał siebie w myślach. - To jest gorsze niż sny. To rzeczywistość. A to moja cena za chęć poznania prawdy - czy nie miał właśnie teraz poznać odpowiedzi na to wszystko...?
Tylko pytanie, co będzie dalej.
Westchnął bezgłośnie, wchodząc do środka pomieszczenia. O tej porze nie było już tutaj nikogo, ostatnia msza odbyła się jakiś czas temu. Wychodziło na to, że niewielki kościół był jednak dostępny dla ostatnich wiernych, którzy chcieliby pomodlić się do Boga... Chociaż pewnie i na to czas był ograniczony. Sethowi wydawało się, że nikt nie pozostawiłby takiego miejsca dłużej bez opieki.
Seth

Seth

Krew : Czysta (B)
Zawód : Brak
Zajęcia : Brak
Moce : Zaburzenie, To jest mój świat, Elektrokineza


https://vampireknight.forumpl.net/t3358-seth#71943 https://vampireknight.forumpl.net/t3398-seth#73156

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Joffrey on Nie Sie 18, 2019 9:52 am

Nie cierpiał kościołów. Dlaczego jednak wybrał to, a nie jakieś inne miejsce? Cóż, potrzebował wiele miejsce i jakieś stare babcie, które mogły później posłużyć za pożywienie.. ale dość już o tym. Drzwi trzasnęły gdy wampir przez nie przeszedł. Nie minęła chwila, a już stał u boku wybranego. Parę ludzi wciąż modliło się w ławkach, część jednak wstała i zaczęła wychodzić.
Ubrany w czarny garnitur i okulary przeciwsłoneczne Szlachetny nie miał nic przeciwko widowni. Niektórzy spoglądali na niego złowrogo, jakby podświadomie czuli, że do ich świętego miejsca zawitał ktoś nieproszony. Hagen jednak ignorował iche spojrzenia, patrząc na wielki krzyż.
- O dziwo przyszedłeś. - Mruknął bardziej do samego siebie pochylając się lekko do przodu. Pobyt w tym miejscu nie za bardzo go rajcował, ale sam wybrał kościół. Pomimo odrażających wspomnień, chciał pokonać wewnętrzny lęk. Wypuścił głośno powietrze z ust, niektórym zaczęły przeszkadzać ich szepty.
- Wiesz, że nie zawsze byłeś niemową? Nie muszę chyba pytać, jak bardzo chciałbyś odzyskać głos. - Dodał, po czym ostrożnie wypuścił powietrze z ust. Smród tego miejsca nie za bardzo mu się podobał. Kilkoro ludzi wciąż uciążliwie się modliło, ale jeszcze ich wyganiać nie zamierzał.
Poruszył nieznacznie barkami.
- Nie lękaj się. Nie masz czego. - Skłamał, odwracając wzrok w drugą stronę. Joffrey nigdy jeszcze tego nie robił, ale wiedział jakie katusze czekały Setha. Wampirza krew spali jego ludzkie żyły, a każda chwila będzie wydawała się wiecznością.
- Chciałbyś mnie o coś zapytać, zanim przejdziemy do sedna? - Nawet się delikatnie uśmiechnął i nieco przysunął bliżej. Chłodny oddech wampira z pewnością przeszył Setha, który za pewne będzie chciał odwlekać tę chwilę w nieskończoność.

_________________
Drewniany kościół. RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love

Voice J.

Joffrey

Joffrey

Krew : Szlachetna
Zajęcia : Brak


https://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen https://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey https://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Seth on Nie Sie 18, 2019 10:40 am

Zacisnął dłonie na kolanach, starając się zachować wewnętrzny spokój. To nie było jego pragnieniem, by pojawić się tutaj. Ba, nadal sobie to zarzucał, uświadamiając sobie raz po raz, że mógł tego nie robić. Nie pojawiać się tutaj. Zniszczyć list i zapomnieć o sprawie... Żyć nadal... Wegetować w świecie, w którym tak ciężko było się zaaklimatyzować. W końcu, czy przez te lata nie był jedynie zagubioną owieczką...?
Drgnął mimowolnie i niemalże odruchowo odsunął się na bok o jakieś dziesięć centymetrów. Splótł ręce ze sobą, po czym odwrócił się i uniósł wzrok, wlepiając go w przybyłego. Przygryzł wewnętrzny policzek, zastanawiając się zarazem, co mógłby zrobić teraz. Może to jednak moment, by uciec stąd?
Skrzywił się delikatnie, słysząc jego słowa o niebyciu niemową. Domyślał się tego, że nie urodził się taki, pomimo utraty pamięci. Przecież tak musiało być, nie? Nie? Nie urodził się tak upośledzony. Chyba nie... Jasnowłosy mógł nieco w to wszystko powątpiewać, zarazem przyznając jednemu rację - to wszystko było o wiele bardziej skomplikowane niż sądził. Pomimo posiadania części informacji, brakujące wspomnienia były ogniwami potrzebnymi do zrozumienia całości.
Spojrzenie, jakie mu teraz posłał, wyrażało wystarczająco dużo, jeśli chodziło o "nielękanie się". Po ostatnich różnorakich wydarzeniach i wielkiej nie wiadomej, mógł zapomnieć o byciu spokojniejszym, nawet jeśli niespecjalnie było to widać po nim. Wypuścił ostrożnie powietrze z płuc, spoglądając na swoje nogi. O co mu chodzi? Chwila... On próbuje zrobić mi... - powoli jednak uświadamiał sobie, że wkopał się jeszcze bardziej. O co chodziło z tym przywróceniem go do dawnego stanu? Dołączenie...
Przełknął bezgłośnie ślinę, po czym wygrzebał z kieszeni telefon i postukał na nim. Jego ręce zadrżały, po czym... skasował słowa, które napisał i pokręcił przecząco głową. Pytań było zbyt wiele, by zadawać je nagle teraz...
Seth

Seth

Krew : Czysta (B)
Zawód : Brak
Zajęcia : Brak
Moce : Zaburzenie, To jest mój świat, Elektrokineza


https://vampireknight.forumpl.net/t3358-seth#71943 https://vampireknight.forumpl.net/t3398-seth#73156

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Joffrey on Nie Sie 18, 2019 3:24 pm

A kto chciałby żyć w takim marmaźmie? Nawet jeśli nie chciał zostać przemieniony to koszmary i tak będą za nim kroczyć. Poza tym świadomość, że jest kimś niekompletnym.. kto nie chciałby się zmienić i zyskać życie wieczne?
Joffrey aż się uśmiechnął, zabrzmiało to bardzo chrześcijańsko. Jednak niewiele będzie to miało z nim do czynienia, pragnął z Setha zrobić istotę żerującą na ludziach. A jak wiadomo przemiany nie są łatwe. Nie wystarczy ukąszenie i udawanie, że wszystko jest w najlepszym porządku. Dawnego wampira czekała długa męka.
- I tak dałem Ci sporo czasu. Mogłem to uczynić od razu jak Cię zobaczyłem. - Wyjaśnił, jakby starając się zyskać przychylność mężczyzny. Dalej rozpamiętywał, że rzucił się kelnera i go zabił? Przecież zrobił to prawie że niechcący!
Seth wyciągnął telefon, ale po chwili go schował. Nie miał pytań? Na pewno?
Zerknął na człowieka, który spojrzał na nich z oburzeniem i wyszedł. Ludzie stopniowo zaczęli znikać, bowiem Hagen zachowywał się zbyt głośno. Chwilę jeszcze się śmiał, aż do momentu kiedy zostali zupełnie sami. Najstarszą babcię odprowadził niemal do samego wyjścia, uśmiechając się sztucznie. Potem zamknął drzwi i włożył drewniany kołek. Jeżeli ktoś będzie chciał wejść.. cóż, świątynia boga nieczynna!
Zbezczeszczenie tego miejsca będzie czystą przyjemnością dla Kurosza.
Potem obrócił się, zdejmując okulary. Oczy Joffreya świeciły na czerwono, wpatrzone w swoją ofiarę.
- Mam nadzieję, że Cię nie zabiję. - Wyznał, po czym z użyciem wampirzej prędkości doskoczył do Setha. Chwycił go za szyję i uniósł lekko ku górze. Człowiek z pewnością zacznie się dusić, ale długo to nie trwało gdyż został ciśnięty na piedestał. Przed obliczem pana miał stać się straszliwy czyn.. Emilio za to nie spłonie?
Z lekkim uśmiechem zbliżył się do niego.
- Wybacz, odrobinę mnie poniosło. - Powiedział, widząc ból wymalowany na twarzy mężczyzny. Chwycił go za ramiona, ukazując długie kły. Zaczął cicho charczeć, patrząc w stronę szyi siwowłosego. Ile to miesięcy minęło od ugryzienia człowieka i nie zabicia go? Nie pamiętał, nie czuł też potrzeby zmieniania kogoś. Nawet nie widział jak to możliwe, że potrafił takie rzeczy czynić.. ale cóż, zaraz się okaże. Ściągnął marynarkę, pozostając w samej koszuli. Jeżeli człowiek będzie chciał uciec to zostanie przytrzymany.
Potem Joffrey pogłaska go po policzku i chwyci za głowę, aby odgiąć ją w lewą stronę i zatopić w niej swoje kły. Z pewnością bolało, bowiem Kurosz nie szczędził na byciu brutalnym. Łapczywie spijał z niego krew, plamiąc swoje i jego ubranie. Nie potrafił się opanować, jeszcze mocniej go docisnął, czując jak opuszczają człowieka siły. Niemalże w ostatnim momencie oderwał się od niego, charcząc i szamocząc się lekko. Potem wstał i lekko zatoczył się do tyłu, obserwując teraz nadchodzącą przemianę.
Czy się udało? A co jeśli go zabił? Kurosz zacisnął usta w linijkę, nie odrywając od niego spojrzenia.

_________________
Drewniany kościół. RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love

Voice J.

Joffrey

Joffrey

Krew : Szlachetna
Zajęcia : Brak


https://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen https://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey https://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Seth on Wto Sie 20, 2019 1:36 am

No mógł. Tylko ciekawe, który miał na myśli moment. Pierwsze spotkanie? Kolejne? Wydarzenia związane z jego siostrą? Tamta bójka? Los biednego kelnera? Seth wiedział, że okazji było naprawdę wiele. Mógł przecież wziąć go z zaskoczenia, skoro nawet wiedział, gdzie jasnowłosy mieszkał. Tak wiele okazji... A jednak poczekał i sam zdecydował się dać mu czas na przygotowanie. Nie ma to jak dobra duszyczka, czyż nie? Nawet jeśli były wampir nie zdawał sobie sprawy, że to spotkanie nie powinno mieć racji bytu. Powinien uciekać. Wołać o pomoc. Dopilnować, by nie pozostać samemu...
... i co ważniejsze, nie ryzykować tak z zaufaniem.
Nieco pustym spojrzeniem odprowadzał poszczególnych ludzi, którzy decydowali się na wyjście z świątyni, zarazem podświadomie ignorując zachowanie Joffreya. I tak nie mógł na to wiele poradzić. Za to zastanawiał się, czy powinien sam zacząć się modlić. W końcu kościół... Może i jemu przypadnie jakieś błogosławieństwo. Przez te myśli, niespecjalnie reagował, nawet w momencie, gdy wyszła ostatnia osoba, a wejście zostało zamknięte od środka.
Zostali sami. Ostatnia osoba opuściła owe miejsce, a oni... Co właściwie z nimi? Nie musiał długo czekać. Słowa wampira wywołały lodowaty dreszcz. Nim się spostrzegł, już znajdował się nieco nad ziemią, czując, jak silna dłoń zaciska się wokół jego szyi.
Uniósł obie ręce, po czym próbował zabrać dłoń tamtego. Jego nogi zawisły w powietrzu, a Seth próbował walczyć o oddech i wolność. Nawet pomimo stępionego zmysłu dotyku, nie dało się zignorować bólu dotyczącego utraty dostępu do tlenu. Jego twarz zaczęła zmieniać barwę, zdradzając zarazem, że brakowało mu tchu. W tym samym momencie poczuł dwie rzeczy - wolność od jego uścisku i lot. Zaraz potem głuche uderzenie i ból w plecach. Bezradnie rękami próbował się chwycić piedestału, by nie upaść na ziemię. Palce zacisnęły się mocno na drewnianej konstrukcji. Drugą ręką potarł gardło, chcąc się zarazem pozbyć cienia dotyku wampira. Zielone oczy wyrażały głównie przerażenie. Zachowanie racjonalnego poglądu na sprawę, jak i tą sytuację było wręcz niemożliwe. Czuł uścisk w gardle. Strach tłumiło oszołomienie spowodowane przez ból i uderzenie. Dopiero zaczął reagować, gdy usłyszał jego słowa. Ostrożnie uniósł głowę, patrząc na niego z szokiem i bólem. Plecy tępo emanowały tym odczuciem, a uczucie uchwytu nadal nie znikało.
Drgnął, czując, jak zacisnął dłonie na jego ramionach. Tak samo nie zdołał powstrzymać drżenia na widok długich kieł. Przełknął z trudem ślinę, a jego źrenice wyraźnie rozszerzyły się ze strachu. Skończę... jak tamten chłopak... - nawet myśli zadawały się być teraz ociężałe. - Umrę...? - ta świadomość zadziałała niczym kubeł zimnej wody. - Nie chcę. Nie chcę. Nie chcę. W co ja się wkopałem? Czemu... czemu ja? - wcześniejsze informacje stały się niczym w obliczu jednej z najbardziej pierwotnych emocji - strach przed drapieżnikiem. Jego wnętrze szalało z tych emocji. Próbował uciec. Odsunąć się. Cokolwiek. Ale nawet i to zostało powstrzymane. Nic nie mógł.
Nawet wołać o pomoc.
Zacisnął mocno zęby, czując wbijające się kły. Przecięta skóra i dorwanie się do krwi, doprawione dodatkowym cierpieniem. Tego nie dało przyjąć na spokojnie. Kumiko położył swoje ręce na nim i próbował - bezskutecznie - odsunąć go od siebie. Czuł metaliczny zapach własnej krwi. W pewnym momencie przestał już stawiać opór. Intensywność i zarazem brutalność działania pozbawiały go sił w szybkim stopniu. Jego ręce opadły bezwładnie wzdłuż jego ciała, a on patrzył w bok, nie widząc jednak niczego. Nawet nie zarejestrował faktu, że z jego oczu płynęły łzy. Stał się bezwładną lalką, znajdując się na łasce i niełasce szlachetnokrwistego.
W momencie pozostawienia go, jego wzrok był pusty. Bezwładne ciało, pozostawione bez oparcia, zsunęło się, opadając głucho na podłoże. Sprawiało wrażenie teraz, jakby było oparte plecami o piedestał. Resztki krwi powoli skapywały na podłoże. Umierał. Umierał z powodu utraty krwi. Brakowało mu sił na cokolwiek. Oddychanie sprawiało trudność. Klatka piersiowa ledwo co unosiła się, ale sam oddech zdawał się być nieregularny. Krew, z zadanej mu rany barwiła jego koszulę na krwisty kolor. Przez pierwsze kilkanaście sekund nie następowała żadna reakcja...
... po czym gwałtownie powrócił do jego oczów blask, ukazujący przerażenie i cierpienie. Nieznany dotychczas ból zaczął się od miejsca ugryzienia, a potem w błyskawicznym tempie rozchodził się po całym ciele. Jad wampirzy był niczym trucizna dla ludzkiego organizmu, zarazem chętnie roszcząc sobie prawo do tego ciała i rozchodząc się wszędzie, pokazując jednocześnie żyły na całym ciele. Nie mając sił na cokolwiek więcej, tkwił w tej jednej pozycji. Umieram... umieram w bólu... przez własną głupotę... - nawet trud przynosiło mu wyrzucanie sobie własnej głupoty. Osłabione ciało nie było zdolne przeciwstawić się nadchodzącej przemiany. Ciężko opisać słowami to, co właśnie czuł Seth. Najbardziej mógł to przypisać do jednoczesnego płonięcia i bycia dźganym nieskończoną ilością szpil. Ból stawał się na tyle intensywny, że tracił nawet zdolność mówienia, a będąc osłabionym, nie potrafił się zmusić nawet to próby niemego krzyku...
Ile czasu minęło od tamtego momentu? Minuty? Godziny? Dni? W pewnym momencie ból zelżał, a płomień zaczął przygasać. Bicie serca i oddech, przez ten cały czas, coraz to bardziej słabły, by w tym danym momencie zamrzeć niemalże całkowicie. Żyły przestały być widoczne, a wraz z nimi, zaniknęły zranienia, które posiadał przez ten czas. Poruszył się nieznacznie. Uczucie osłabienia ogarniało go, przez co, nawet uniesienie głowy i spojrzenie przed siebie było utrudnione.  Z pod półprzymkniętych powiek dało się dojrzeć niepokojący szkarłat. Otworzył nieco usta. Wyczuwalny zapach krwi - własnej, ale jednak - powodował mocny uścisk gardła i suchość. Kły momentalnie wysunęły się, drażniąc dziąsła. Dodatkowo dochodziło coś więcej. Coś związanego z tym, co czuł teraz. Coś bardzo pierwotnego...
Głód.
Oblizał ostrożnie usta, czując, jakby to wszystko dobiegało do niego z daleka. Tak. Może tak prawdę nie był głównym bohaterem, a jedynie świadkiem? Tylko obserwował... jak zwykle... Nie. To było jedynie życzenie, które nie miało miejsca teraz. Ból powoli stawał się wspomnieniem, a Seth próbował poruszyć się. Najpierw palce prawej dłoni. Potem lewej. Potem same ręce. Nogi... Wykorzystać swoje nikłe siły i powstać. A potem... potem szukać czegokolwiek, co zniweluje nadrzędny cel, który został mu narzucony wbrew woli. Jego ruchy były ślamazarne, a każdy dodatkowy sprawiał mu jedynie nowe cierpienie. Jego ciało było niemalże pozbawione krwi i to zarazem potęgowało w nim głód.
Jednakże plan pożywienia się, musiał zostać odłożony na bok.
Kiedy udało mu się powoli powstać, jego głowę przeszył ostry ból, jeszcze innego typu niż to, co czuł do tej pory. Momentalnie i zarazem odruchowo upadł na kolana, drżącymi dłońmi chwytając się za czuprynę, by zaraz potem wbić palce we włosy. Zakręciło mu się w głowie, a przed oczami nagle zawirowało mu. Jedną ręką chwycił się podłoża. Zawartość żołądka podjechała mu do gardła, a jego ciałem wstrząsały mdłości. Przez jego umysł przelatywały obrazy. Obrazy, które były dla niego znajome i zarazem obce. Wszystko inne wydawało się dobiegać z oddali. Zdołał jedynie zarejestrować jakiś trzask i pęknięcie. Nie zarejestrował tego, że to on spowodował to, niszcząc zarazem podłoże. Nie dostrzegł tego nawet, że jego włosy powoli zmieniały barwę na niebieską.
Co się działo?
To, że wraz z przemianą, powracała jego stara, oryginalna jaźń, która przez te kilka lat była stłumiona przez wykonane na nim odwampirzenie. To zostało złamane, a powrót całości nastąpił niczym grom z jasnego nieba. Głowa niemalże pękała mu z bólu. Odruchowo otworzył usta...
... by z dotychczas milczącego człowieka, wyrwał się nieludzki wrzask torturowanej osoby. Wraz z straconą pamięcią, powróciło to, co utracił  - głos. Głos, który teraz  był podsumowaniem jego stanu. Dało się słyszeć, że nie był używany do tej pory. Uniósł ręce, zasłaniając dłońmi oczy i wyginając się do tyłu. Adrenalina w żyłach dawała mu nieistniejącą energię, jednakże potrzebną do zniesienia tego wszystkiego.
Mimo intensywności wydarzenia, trwało to zaledwie chwilę. Pokaz się zakończył, mdłości też, a on opadł całkowicie na ziemię, bez sił. Wyglądał teraz niczym porzucona lalka, z błękitno-srebrnymi włosami, próbująca złapać oddech. Cała pozostała energia wyparowała z niego, a on był zdany na łaskę i niełaskę szlachetnego, który był odpowiedzialny za całe wydarzenie.
Tak oto przed obliczem Najwyższego, Seth stał się potępionym.
Seth

Seth

Krew : Czysta (B)
Zawód : Brak
Zajęcia : Brak
Moce : Zaburzenie, To jest mój świat, Elektrokineza


https://vampireknight.forumpl.net/t3358-seth#71943 https://vampireknight.forumpl.net/t3398-seth#73156

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Joffrey on Wto Sie 27, 2019 9:25 am

Nie tylko Seth obawiał się najgorszego. Hagen znał siebie i wiedział w jakiej sytuacji nie radził sobie dobrze. Kiedy jego krew się zmieniła, znacznie częściej zabijał swoje ofiary w obawie, że je zmieni. Nie zawsze tak się działo, ale wolał nie ryzykować.
Nie dziwiło go zachowanie Setha. W zasadzie to dziwne, że zjawił się tutaj z własnej woli. Hagen był pewien, że będzie musiał ciągnąć za sobą mężczyznę. Kto zgadzałby się na spotkanie z wampirem, który jeszcze podczas spotkania Ci groził i zabił człowieka? Jak widać siwowłosy należał do nieustraszonych, a może po prostu głupich. Joffrey był nieobliczalny, przecież i jego mógł z łatwością zabić.
Kościół stopniowo stawał się pusty. Ludziom nie spodobała się obecność głośnej persony, jednak z nikt nie śmiał go uciszyć. Ubrany w garnitur, prezentował się jak ktoś ważny. Duszyczki wolały wieć opuścić miejsce i poskarżyć się duchownemu później. Wampir czuł bijącą niepewność z tego miejsca, w końcu nie przepadał za kościołami. A jednak to tutaj zamierzał uczynić z mężczyzny swojego sługę.
Kiedy ostatnia osoba wyszła, a drzwi zostały zamknięte, wampir poczuł ucisk w gardle. Na samą myśl, że skosztuje ludzkiej krwi dostawał dreszczy. Coraz trudniej było mu się opanować, zwłaszcza że nieumyślnie pochwycił Setha za szyję i rzucił w stronę kaplicy. Ale przeprosił, liczy się? Plusem było to, że z gardła Kumiko nie dobywał się żaden krzyk. Mógł więc z nim robić co chciał.. a jednak i tak się powstrzymywał. Emilio był znacznie bardziej krwawy.
Wampir uśmiechał się, widząc narastający strach w oczach ofiary. Pochylił się i pogłaskał człowieka po policzku, licząc że ten gest nieco go uspokoi.
- Wszystko stanie się jasne. - Rzekł, przypominając sobie jak opowiadał mu o swoich koszmarach. Kiedy zostanie przemieniony, jego życie się zmieni. Wampirze wspomnienia w końcu odnajdą drogę do jego umysłu i męka zostanie zakończona. Czy tego właśnie nie chciał? W końcu się dowiedzieć o co chodziło w jego chorym życiu?
Joffrey zaciągnął się jego zapachem, a chwilę po tym wgryzł w szyję. Krew spijał łapczywie, czując narastającą euforię. Smakował tak dobrze, nawet zbyt dobrze. Nie potrafił się od niego oderwać, nawet kiedy przestał czuć na nim swoje dłonie. Seth już nie stawał żadnego uporu i jedynie czekał. Na co? Na śmierć? Wszystko na to wskazywało, bo szlachetnemu bardzo ciężko było odnaleźć dostateczną siłę woli aby się od niego oderwać.
Szczęście w nieszczęściu, Joffrey się odsunął. Nie wiedział jednak czy mężczyzna to przeżyje. Jego słaby oddech, blada jak u trupa karnacja i ledwie otwarte oczy jedynie utwierdzały go w przekonaniu, że się nie udało. Hagen wytarł krew z ust, czując złość. Nie chciał go zabijać, chciał go po prostu uratować.
Nie wyszło?
I kiedy z zrezygnowaniem zaczął iść w stronę ciała, ono się ruszyło. A potem w oczach pojawił się blask z przerażeniem. Szlachetny odetchnął z ulgą, cóż.. teraz czekała człowieka najgorsza część. Roznoszenie się jadu po jego żyłach. Skrzywił się, widząc jak wierzga na boki. Ból był nie do porównania, lecz nie istniało nic na jego uśmierzenie. Pozostało czekać i pilnować nowe dziecko Nocy.
Nieważne ile czasu minęło, Joffrey nie ruszył się nawet o milimetr. Obserwował uważnie Setha, dając mu czasu ile było trzeba. Nawet jeśli oznaczało to żmudne czekanie. Czerwone oczy wampira wywołały u szlachetnego szeroki uśmiech, ale szybko on zniknął. Widząc jak cierpi, zaczął powoli iść w stronę swojego sługi. Wypadałoby swoje dziecko teraz nakarmić, zanim kompletnie oszaleje.  
I właśnie wtedy uderzyły go wspomnienia. Włosy Setha stały się niebieskie, a intensywność wyobrażeń sprawiła, że zniszczył podłogę. Szlachetny zatrzymał się, uważnie go obserwując. Teraz zobaczył w nim wampira z którym się wiele lat temu przyjaźnił, a nawet związał. Kruczowłosy skrzywił się, gdy z gardzieli wampira wydał się nieludzki wrzask. Był on tak głośny, że z pewnością wielu ludzi mogło go usłyszeć z poza kościoła. Kurosz zerknął w stronę drzwi, a potem podszedł do przemienionego i chwycił go za pas, aby pomóc mu usiąść na kamiennej posadzce.
- Teraz rozumiesz? - Zapytał grobowym tonem. Dlaczego Joffrey to jego postanowił przemienić? Seth już znał wszystkie odpowiedzi. Potem spojrzał na swój nadgarstek. Jeżeli nie da swojej krwi wampirowi, będzie on poziomem E. Szaleńcem. Cóż, gdyby nie czuł do niego żadnej sympatii z pewnością zostawiłby go w takim stanie i wyszedł.
- Masz. - Syknął, gryząc samego siebie w nadgarstek. Oblizał usta z krwi, a potem rękę podsunął pod nos Setha. Głód krwi na pewno na tyle przejmie kontrolę, że wgryzie się niemal natychmiast. Szlachetny nienawidził dzielić się swoją krwią, więc dlatego na jego twarzy malowało się obrzydzenie. Dopiero gdy Kurosz się naje, zabierze swoją dłoń.
- Witaj w rodzinie. - Mruknął, siadając obok i wpatrując się w sufit. Nawet nie wiedział, że to wydarzenie tak go zmęczy. Milczał, czekając na słowa wampira. W końcu mógł używać głosu normalnie.
Cóż, Seth był potępionym od samego początku. Teraz po prostu została mu odebrana narzucona przed innych maska. I kto by pomyślał, że Joffrey zrobi coś takiego dla człowieka.

_________________
Drewniany kościół. RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love

Voice J.

Joffrey

Joffrey

Krew : Szlachetna
Zajęcia : Brak


https://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen https://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey https://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Seth on Sro Sie 28, 2019 1:53 am

Podłoga wydawała się być przyjemnie chłodna i być niemalże lekarstwem na ból, jaki ogarniał całe jego ciało. Wymęczony, nie miał w sobie krzty sił, by zmusić się chociaż do kiwnięcia palcem, a co dopiero wstania. Jego umysł zdawał się być pogrążony w chaosie. Gwałtowny powrót wspomnień, znajdując się zarazem w takim stanie, kosztował go zbyt dużo. Nawet złapanie oddechu - mimo bycia już wampirem, czuł, że go potrzebuje teraz - stanowiło zbyt duże wyzwanie. Niełatwo było zrobić mu cokolwiek sensownego. Atak gwałtownego powrotu wspomnień było jednym, ból drugim, a trzecim - przerażający głód, pragnienie krwi, która mogłaby zgasić tlące się w nim pragnienie. Suchość w ustach, ścisk żołądka, palenie w gardle. Znajome, ale zarazem stare uczucia, których powrót był dla niego udręką.
Niełatwo było zebrać myśli w sensowną całość.
Nie zaprotestował ani słowem w momencie, gdy Joffrey podszedł do niego i posadził. Chociaż momentalnie zatęsknił za chłodem podłoża, łagodzącym nieco to cierpienie. Nadal był niczym bezbronna lalka, zdany na jego łaskę lub niełaskę. Uniesienie wzroku i skupienie szkarłatnych ślep na jego osobie, było już sporym wyzwaniem. Pytanie... Potrzebował chwili, by zrozumieć, o co spytał go. Dlatego też odruchowo i zarazem niepewnie, skinął twierdząco głową. Może uświadomi sobie za niedługo, o co chodziło. Jak już ten chaos zniknie z jego umysłu. Może...
Dopiero bardziej sensowna reakcja pojawiła się, gdy wyczuł świeża krew. Nie musiał jej nawet szukać, podetknięcie pod nos sprawiło, że momentalnie poczuł tą woń. Niesamowita, smakowita i zarazem kusząca. Jego oczy ponownie zalśniły szkarłatem, a niebieskowłosy nie był ani trochę zdolny do tego, by się kontrolować. Instynkt przejął nad nim kontrolę, a chęć skosztowania posoki była silniejsza niż jego stan. Ruchy wyglądały na dość mozolne, ale dorwał się do ręki Joffrey'a. Nie zwrócił nawet uwagi na to, ze niespecjalnie był zachwycony tym, że dzielił się krwią.
Seth przyssał się do krwawiącej rany, zlizując krew i przełykając. Smak rozbudził go bardziej, powodując, że momentalnie wgryzł się, łapczywie spijając życiodajny płyn. Miał wrażenie, że każdy kolejny łyk sprawiał, że ból i chaos opuszczały jego ciało. Odzyskiwał siły, a przeklęty głód wreszcie odpuszczał. Widać było, że pojawiły się na jego twarzy lekkie rumieńce, powodując, że wydawał się być o wiele bardziej żywszy niż przed chwilą.
Oderwanie się było czymś, co wykonał z wielką niechęcią. Oblizał usta, chcąc zyskać ostatnie krople posoki. Z jego oczu zaczęła schodzić szkarłatna barwa, ukazując kolor tęczówek, który miał jako wampir - żółty. Jego włosy przybrały już całkowicie błękitno-niebieską barwę. Wychodziło na to, że już prawie nic nie pozostało z niego, jako człowieka.
Uniósł prawą rękę i ostrożnie poruszył palcami. Dzięki wampirzej krwi odzyskał dość szybko utracone siły, na dodatek, nie pamiętał nawet, kiedy ostatnio czuł się aż tak dobrze. Zmienił pozycję na siedzącą, po czym oparł się plecami o ramię szlachetnego. Delikatnie przyłożył palce do gardła.
- Wróciłem - wyszeptał.
To uczucie było niczym zdjęcie z niego wielkiego ciężaru. Poczuł falę ulgi i ekscytacji wywołanej przez krew. Niemalże można było powiedzieć, że to, iż prawie zginął, było niczym. To jedynie ludzka powłoka, nałożona przez krótkowiecznych. W końcu... tak naprawdę nie urodził się jako jeden z nich. A to, kim był przez ostatnie lata... czy można było nazwać czymś, co określali jako człowiek?
Wypuścił powietrze z płuc, przejeżdżając językiem po zębach. Kły schowały się w większości. Nie mógł powstrzymać myśli, że miał ochotę na jeszcze więcej krwi.
- Dziękuję - powiedział jeszcze, unosząc głowę. - Wróciłem... Aż w to nie wierzę... - jego głos był nadal cichy, ale brzmiał o wiele lepiej niż jeszcze chwilę temu. - Życie w tak żałosnej egzystencji... - zaczął, ale momentalnie urwał, wykrzywiając usta w dość paskudnym uśmiechu. - Muszę odetchnąć - I poukładać sobie to wszystko. Ciężko wymagać, by od razu zaczął ogarniać, będąc zasypany lawiną informacji na raz. Mimo tego, nie umknęło mu jedno - był słabszy teraz. O wiele. Zmysłami wyczuwał, że Joffrey był silniejszy... Nie miał pojęcia, czy to efekt stały. Z drugiej strony, nie mógł wiedzieć wielu rzeczy. Chociażby to, że jego wampirzyzm zostanie zapieczętowany.
- Jestem głodny - zapach własnej krwi nęcił jego nos. - Joffrey... Cieszę się, że mnie nie zostawiłeś - powiedział, gwałtownie zmieniając temat. Zmusił się do krzywego uśmiechu, nie czując się na siłach, by bawić się w bardziej wylewne sprawy.
Seth

Seth

Krew : Czysta (B)
Zawód : Brak
Zajęcia : Brak
Moce : Zaburzenie, To jest mój świat, Elektrokineza


https://vampireknight.forumpl.net/t3358-seth#71943 https://vampireknight.forumpl.net/t3398-seth#73156

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Joffrey on Wto Wrz 03, 2019 12:35 pm

Jak bardzo zależało mu na mężczyźnie? Jego życie trawił marazm, a Joffrey jedynie na to patrzył. Potrzebował dużo czasu aby upewnić się, że Seth nie jest szczęśliwy. Nawet jeśli dobrze dogadywał się z jego siostrą, to wyłączenie dawnego wampira nie było zdrowe. Hersylia często przychodziła przybita, martwiąc się o swojego przyjaciela. Czy Kurosz się zlitował? A może po prostu zależało mu na tym, aby dziewczyna czuła się dobrze.
Patrzył ze smutkiem jak się męczył i wywijał. Widać, że wspomnienia uderzały go raz za razem, nie dając chwili wytchnienia. Emilio mógł jedynie patrzeć i współczuć, mając nadzieję, że minie to szybko. Obserwowanie przemiany było ciekawym doświadczeniem, zwłaszcza jak zmieniało się jego ciało. Kolor oczu przestał być bez życia, a wlała się w nich prawdziwa krew.
Czyż to nie było niesamowite? Kurosz jednak nie przeszkadzał nowemu wampirowi, a nawet go napoił swoją krwią. Nie chciał aby Seth był szaleńcem, prawda? Marny poziom E nie powinien istnieć i każdy twórca, który pozostawiał swoje sługi na taki los.. był po prostu żałosny. Joffrey wypuścił powoli powietrze z ust, kiedy Seth spożywał jego posokę.
Dobrze zrobił?
Wampir oparł się plecami o jego ramię, a szlachetny się lekko uśmiechnął. Dobrze było odzyskać swojego przyjaciela, nawet po tylu latach wciąż go za niego uważał.
- Niezmiernie mnie to cieszy. - Odparł cicho, przymykając oczy. Dlaczego nie zrobił tego na samym początku? Hagen spiął się lekko, patrząc na swoją rękę. Utrata własnej krwi zawsze go denerwowała, może dlatego, że teraz była taka cenna? Nie poszła jednak na marnotrawstwo, a do gardzieli Setha.  
- Nie byłem pewien, czy to słuszna decyzja. Zachowałem się trochę jak egoista. - Wyznał z lekkim niesmakiem, spoglądając na niego. Chwilę po tym wyprostował lekko rękę.
- Ale nie mogłem patrzeć jak się męczysz, to nie byłeś prawdziwy Ty. - Westchnął, poruszając nieznacznie głową na boki. Czuł, że ma kontrolę nad Sethem. To on go przemienił, jednak nie zamierzał go wykorzystać. Wampir klasnął lekko w dłonie.
- Nie zamierzam Cię trzymać u swojego boku, jesteś wolny. - Rzekł, po czym uśmiechnął się lekko pod nosem. Był głodny? Joffrey też by coś przekąsił.. może chciałby z nim się udać na wspólne polowanie? Kurosza naszła jednak inna myśl, znacznie bardziej brutalniejsza.
- Może wpuścimy tu parę duszyczek? - Zapytał, mając nadzieję, że wampir zrozumie o co mu chodziło. Tak, Joffrey chciał urządzić tutaj masakrę. Miał nadzieję, że Seth do niego dołączy.. był sobą, ale musiał odzyskać siły i przypomnieć sobie to co niegdyś robił.
Emilio również nie był wylewny i najzwyczajniej w świecie się peszył gdy miał mówić o swoich uczuciach.
- A ja jestem rad, że zostałem. - Posłał mu lekki uśmiech, po czym spojrzał na drzwi kościoła. Czy to co zrobił było złe? Joffrey był jednak ciekaw również, jaki Seth ma stosunek do jego siostry. Zmieniło mu się coś?
Nie zamierzał jednak pytać, w końcu dał wampirowi wolność. A poza tym złotooki nigdy nie był zły, tak jak Joffrey. Czasami nawet hamował krwiożerczego Kurosza, ale.. jednak jego natura często go wzywała. Szlachetny wstał powolnie, poprawiając jedynie białą koszulę, na której widoczna była krew. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają.

_________________
Drewniany kościół. RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love

Voice J.

Joffrey

Joffrey

Krew : Szlachetna
Zajęcia : Brak


https://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen https://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey https://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Seth on Pią Wrz 06, 2019 10:22 pm

Czy właściwie stałby się kiedykolwiek na poziomie przemienionych ludzi? Można byłoby się nad tym zastanawiać. Jakby nie patrzeć... Nie urodził się jako człowiek. Niby nim jednak był przez te parę lat. W nienaturalny i zarazem niezrozumiały sposób. Coś, czego nie powinien doświadczyć, ale los jednak zdecydował dla niego całkowicie inaczej. A teraz...? Teraz był ponownie wampirem. Nie wiedział, czy to kwestia krwi, którą właśnie spożył, lecz czuł się o wiele silniejszy niż jeszcze nie tak dawno temu. Dotąd przytępione zmysły teraz z łatwością wyłapywały nawet najmniejsze dźwięki. Widział o wiele wyraźniej, a różnorakie zapachy drażniły wyczulony węch.
Nieważne jaki był powód. Ważne było to, że zrobił to, a efekty były do zauważenia.
- Oprócz przerażenia tamtego mnie niemalże na śmierć... Uważam, że to była właściwa decyzja - odpowiedział mu, siląc się na beztroskę w głosie. - Tamten stan... Tak. Nie byłem sobą. Nie byłem nawet żyjącą istotą - uniósł rękę i dotknął swojego gardła. - Kilka lat... Wydające się wiecznością. Nic nie czułem. Nic nie mogłem powiedzieć. Jedynie patrzeć beznamiętnie i cierpieć w ciszy - wymamrotał, po czym zaraz potem pokręcił głową. Zasłonił dłonią ślepia. Niełatwo było mu mówić o tym. Tak właściwie... Czuł, że potrzebował dla siebie chwili. By przemyśleć to wszystko, co spotkało go do tej pory. To było całkiem nieprzyjemne i zarazem przerażające wydarzenie. Ilekroć wtedy zastanawiał się, czy nie zakończyć swojej egzystencji? Dręczony przez koszmary, dręczony przez upośledzenie fizyczne, brak wspomnień... Można by wręcz zastanawiać się, jak dotarł do dzisiejszych czasów.
Niemalże było to takim samym cudem, co fakt, że natrafili na siebie przypadkowo.
- Wolność, hm? - uśmiechnął się z lekka. Wolny... od bycia człowiekiem. Ale... - Brzmi zabawnie. Może za jakiś czas... A tak... Hm... - urwał swoją myśl, po czym wzruszył niedbale ramionami. - Nie bądź nieczuły. Poopiekuj się mną - roześmiał się krótko. - Jestem małym wampirkiem, chyba nie zostawisz mnie na pastwę losu? - nieco naigrywał się, lecz faktem było, że mógł potrzebować chociaż małego wsparcia. Bycie ponownie w świecie długowiecznych było niezwykłe, ale zarazem gubiące. Skąd mógłby się orientować, jak teraz sprawa wyglądała? Ze wszystkim...
- Myślisz, że ktoś się tu pałęta o tej porze...? - spytał się go natomiast. Ile godzin minęło od momentu, gdy został ukąszony? Minuty? Godziny? Dni? W tamtym momencie poczucie upływu czasu było mocno zaburzone. Tamten moment stał się już jednak jedynie wspomnieniem. Echo bólu i emocji powoli zanikało. Mógł się powoli rozkoszować swobodą, jaką zyskał jeszcze nie tak dawno. Bez słabego, ludzkiego ciała.
- Spisałeś mnie na straty? - spytał się go i zachichotał cicho. Przechylił się nieco do przodu w momencie, gdy tamten postanowił wstać. Zamrugał ślepiami, po czym powoli podniósł się, nieco przy tym tracąc równowagę. - Nieważne - dodał momentalnie, gdy stanął solidniej na obie nogi. Odgarnął włosy za plecy. - Szczerze mówiąc, teraz to sam nie wiem, co mam zrobić - przyznał się, uśmiechając się nieco.
Odzyskanie swojej pierwotnej formy nie było wpisane w plan dnia. Jakby nie patrzeć, jego życie właśnie zmieniło się przez ten jeden aspekt. Ale... Co dalej?
- Rany, zapach krwi jedynie mnie drażni. Mam przez to ochotę na więcej - wymamrotał, naburmuszając się trochę. Uniósł ręce, próbując poprawić poplamioną górną część odzienia i spoglądnął na niego z lekkim zaciekawieniem. Więc, co teraz?
Seth

Seth

Krew : Czysta (B)
Zawód : Brak
Zajęcia : Brak
Moce : Zaburzenie, To jest mój świat, Elektrokineza


https://vampireknight.forumpl.net/t3358-seth#71943 https://vampireknight.forumpl.net/t3398-seth#73156

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Joffrey on Czw Wrz 26, 2019 12:35 pm

Joffrey wydawał się mieć jednak w sobie wielką melancholię. Pokiwał lekko głową, patrząc na Setha. Pierwszy raz przemienił człowieka, co równało się z tym że.. jego krew była silna. Jak to możliwe, że na przestrzeni tak krótkiego czasu to się stało? Dokładnie pamiętał swój dzień, jak Hiro go znalazł i zmienił. Emilio powinien być z siebie dumny, jednak nie czuł tego. Spieprzył na każdy możliwy sposób. Na co mu szlachetna krew, kiedy jego narzeczony znajdował się sam nie wiedział gdzie, jedno z dzieci zaginęło, a dwoje pozostałych były kompletnie same? Coś rozdzierało serce Kurosza i nie wiedział do kogo miał się zwrócić o pomoc. Z zamyślenia wyrwały go słowa przemienionego.
- W końcu wszystko się kiedyś kończy. - Uśmiechnął się lekko, a potem wyprostował się nieznacznie. A więc Seth oczekiwał od niego opieki? Kurosz już zdążył udowodnić, że kiepsko mu to wychodzi. Zmusił się ponownie do uśmiechu.
- Eh, no dobrze. Możesz mieszkać w moim apartamencie, sam nie bywam w nim zbyt często. Czasami możesz natrafić na mojego sługę, ale on również gdzieś się podział. - Wszyscy mnie opuszczają. Pomyślał ze smutkiem. I co? Skończy jak Samuru? Bezuczuciowa bryła lodu, której nikt z rodziny nie lubi. Westchnął.
- Może nie tutaj.. ale gdzieś indziej na pewno. Chociaż, może chciałbyś pojechać do mojego domu? Mam worki z krwią, a przy okazji poznasz moje pociechy. - Powiedział z lekkim entuzjazmem. Seth musiał wiedzieć, że Joffrey jest ojcem i też ma swoje obowiązki. Zwłaszcza, że teraz zamierzał je solidnie wykonywać.
- Ależ skąd. - Zaśmiał się również, a potem wstał. Kiedy Seth stracił równowagę, szlachetny go przytrzymał. Cóż, właśnie dorobił się kolejnego, tym razem już dużego, dziecka.
Pięknie.
- Cóż, na początek musisz się dowiedzieć co nowego w rodzinie, potem zająć się Yokohamą i stowarzyszeniem łowców. Mogę Ci trochę poopowiadać jak będziemy wracać. - Stwierdził, a potem odruchowo spojrzał na swoje ubranie. Wszędzie krew.. no cóż, w domu się przebierze.
Zamyślił się na moment.
- Jedno z moich dzieci zostało porwane. Przepadł jak kamień w wodzie. Nikt go nie widział, a przeszukałem całe miasto aby go odnaleźć. Chyba będę potrzebować Twojej pomocy. - Nie była to dla wampira łatwa rozmowa. Utrata Blytha wbiła nóż w jego związek z Nessuno z którym od dawna nie rozmawiał. Jeszcze do tego został vice burmistrzem, więc tym bardziej miał pełne ręce roboty. W sumie Joffrey powinien skontaktować się jeszcze z jakimś łowcą, może oni coś widzieli? Rej był mu winny przysługę! A może na odwrót? Cholera wie.
Nagle twarz Kurosza rozpromienił uśmiech, jego warga lekko zadrgała. Kiedy wyszli z kościoła, czekało na nich czarne audi.
- Wiesz, że bujałeś się w mojej ludzkiej siostrze? - Aż się zaśmiał, mając nadzieję, że teraz Seth powie, że nic w niej nie widzi. W końcu byłoby to troszkę niezręczne. Były partner chodzący z Twoją siostrą. Czy tylko dla mnie brzmi to dziwnie? Joff po prostu nie ograniczał się do samych kobiet, ale jedną z nich musi koniecznie odwiedzić. Ponoć znowu wrócił do Yokohamy i nawet nie dała znaku życia. Menda. Wszędzie mendy.

_________________
Drewniany kościół. RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love

Voice J.

Joffrey

Joffrey

Krew : Szlachetna
Zajęcia : Brak


https://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen https://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey https://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Seth on Pon Wrz 30, 2019 2:01 am

Przewrócił oczami, słysząc jego słowa. Nie dodał jednak żadnego komentarza, mimo iż miał ochotę dogryźć nieco złośliwie. Powstrzymywała go jedna myśl od tego... a raczej takie samouświadomienie. No bo... przecież wszystko mogło się potoczyć całkowicie inaczej. Mógł nigdy nie napotkać się na Joffrey'a... albo ten mógłby zignorować sprawę związaną z niebieskowłosym. Albo zwyczajnie zginąłby w którymś momencie, nie zdając sobie sprawy, kim jest naprawdę.
Wiadomość dotycząca przyjęcia go pod swoje skrzydła ucieszyła Setha. Nie wiedziałby, czy dałby radę powrócić do miejsca, w którym jeszcze nie tak dawno mieszkał. Mimo zyskania siły, czuł się słabo. Uśmiechał się, trochę dokuczał czy mówił prawie ze żartobliwie, jednakże zdawał sobie, że jego ciało jeszcze nie otrząsnęło się. Zbyt szybka przemiana, zbyt długo był człowiekiem. To nie tylko drżenie i słabość w kończynach. Niepewność co do kolejnego ruchu. Sprzeczne informacje między umysłem a ciałem. Przecież... To nie tylko to. Seth zdawał sobie sprawę, że mógłby zwyczajnie zaprzepaścić własną szansę zwyczajnym głodem. Nie mógł ręczyć za siebie, że zdołałby się powstrzymać...
- Jasne - odparł krótko. Przez mgłę kojarzył chłopaka, który był sługą towarzyszącego mu wampira. - I pewnie. Mam nadmiar czasu - wzruszył ramionami. Czyli miał i co robić, i gdzie mieszkać... Niebieskowłosy uśmiechnął się z lekka. - Czyli masz rodzinę... Uroczą żonę i gromadkę dzieciaków? - spytał się go. - Spóźnione gratulacje - był szczery. Naprawdę cieszyło go to, że Joffrey znalazł sobie kogoś dla siebie i miał gdzie ulokować głębsze uczucia. To, co było między nimi... Oboje wiedzieli, jak się to skończyło, więc nie czas był na rozpamiętywanie.
Jeszcze coś innego go cieszyło. To, że nagle nie przywitał się z podłożem tego miejsca. Pomoc szlachetnego uratowała go pod tym względem. Przekierował żółte ślepia na ręce. Lekko drżały. Wypuścił ostrożnie powietrze z płuc.
Dziwne uczucie, gdy już nie muszę oddychać.
- Będę wdzięczny. Czuję się nieswojo przez brak wiedzy - zacisnął palce, po czym wyprostował się nieznacznie. - A nie chcę na dzień dobry pożegnać się z tym, co odzyskałem - wzruszył ramionami. Przypadku chodzą po lu... znaczy się, wampirach. Czyż nie?
Zamrugał oczami, słysząc za to mniej szczęśliwą informację. Posłał mu pytające spojrzenie, po czym położył dłoń na jego ramieniu. Chciał mu dodać w ten sposób otuchy. Zaraz potem zabrał ją i odwrócił się, będąc teraz plecami do niego.
- Pewnie. Ale co zrobisz, jeśli go już nie ma w mieście? - spytał się. - Jesteś gotów na poświęcenie wiele na same poszukiwania?
Kto wie, gdzie znajdował się teraz jego dziecko... A może... Właśnie zwykły przypadek sprawi, że się odnajdzie? I dojdzie do "happy endu"...
Wyjście na zewnątrz dość mocno oszołomiło go. Jego zmysły zaatakowała spora ilość informacji, przez co odruchowo uczepił się ciemnowłosego. Nie wyglądał jednak na osaczonego przez to, co właśnie doświadczył. Wracała mu dzięki temu pamięć i część zdolności, jakie posiadał jako wampir, jeszcze przed uczłowieczeniem. Temu też, zaraz potem puścił go i uśmiechnął się niedbale.
- Moje gusta najwyraźniej się nie zmieniły - odpowiedział mu z nutką tajemniczości w głosie... zarazem nie odpowiadając bezpośrednio na zadane przez niego pytanie. Zostawił mu to w domyśle... Jak wyglądały teraz jego uczucia wobec Hersylii.
Weszli do pojazdu. Będąc już w środku, pozwolił sobie na przymknięcie oczu i odetchnięciu. Za dużo się działo... Czuł, że potrzebował chociaż chwili milczenia, by poukładać sobie to wszystko. Czy taka podróż nie jest najlepsza co do tego?

z/t x2
Seth

Seth

Krew : Czysta (B)
Zawód : Brak
Zajęcia : Brak
Moce : Zaburzenie, To jest mój świat, Elektrokineza


https://vampireknight.forumpl.net/t3358-seth#71943 https://vampireknight.forumpl.net/t3398-seth#73156

Powrót do góry Go down

Drewniany kościół. Empty Re: Drewniany kościół.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach