KOMNATA SYPIALNIANA

Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Czw Mar 14, 2019 9:01 pm

KOMNATA SYPIALNIANA Bothwell

Spora komnata z własną łazienką (ciemne kolory; prysznic, wanna; toaleta itp). Ciemne kolory, możliwość zasłonięcia okien potężnymi, grafitowymi zasłonami w celu ochrony przed słońcem. Możliwość zamknięcia od środka.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Czw Mar 14, 2019 9:20 pm

Po pierwsze. Angelo wcale nie miał ochoty wracać do zamku, w którym spotykał ojca i słuchał jego kazań. To samo tyczyło się reszty jego rodziny. Ciężko było zaakceptować wampira nie pijącego krwi? Oczywiście, zwłaszcza w rodzinie wypełnionej po brzegi mięsożercami, kanibalami. Oni nie mogli pojąć, że ktoś kto ma Kuroszową krew w żyłach, zacznie tak grymasić przy stole. Cóż, jak widać zdarzają się wyjątki i Angelo takim wyjątkiem był.
Po drugie. Nie był zadowolony z faktu, że Hera chciała pomóc Samuru. Mimo że nie znał tak dobrze wampira jak ona, to sama postawa starszego wskazywała, że ma w nosie swoją siostrę, co już zaczynało drażnić wampira. Chociaż podczas powrotu do zamku, nie odezwał się słowem do narzeczonej. W samochodzie rozchodziła się jedynie muzyka dobiegająca z głośników radia.
Dopiero jak zaparkował za bramą, opuścili pojazd i udali się do komnaty w celu wypoczynku. Angelo trzasnął drzwiami.
- Ostatni raz tam pojechałaś.
Rzucił oschłym tonem, chociaż nie ma co ukrywać, martwił się. Wiedział jakim skurwielem jest dawny burmistrz i to, że jest zdolny skrzywdzić nawet swoją rodzinę. Hera wiele ryzykowała.
- Skoro nie potrafi docenić twoich starań, odpuść. Szkoda nerwów.
Doda, wymijając narzeczoną. Musiał przecież zrzucić bluzę, którą pozostawił niedbale na antycznym fotelu. Pozostał więc tylko w samych spodniach i skarpetach, usiadł na brzegu łóżka. Dopiero teraz mógł rozmasować kark i poczuć lekkie mrowienie na skutek przemieszczenia się kościstego węża; ruchomy tatuaż teraz owijał korpus wampira, a swój łeb ulokował w zagłębieniu szyi.
- Moja matka chce się ze mną spotkać poza zamkiem i to w najbliższym czasie. Masz ochotę mi towarzyszyć?
Wypadałoby zmienić temat, więc zapytał. Doskonale jednak wiedział jak Hera jest cięta na wegańską matkę i jej podejście do życia syna; jedz synku warzywa, bo krew jest dla dzikusów.

2/20
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Czw Mar 14, 2019 10:03 pm

Chciała jeszcze próbować przekonać Samura do zmiany zdania, zresztą halo, zostawili go tam samego z oderwaną ręką, krwawiącym kikutem, jakimiś innymi ranami i (prawie) trzema ludzkimi trupami wokół – to oczywiste, że Herze nie widziało się tak po prostu stamtąd wychodzić, nie po tym, gdy zakomunikowała mu, jakie ma plany odnośnie do rodziny.
Specjalnie milczała w samochodzie, choć wiedziała, że Angelo nie straci cierpliwości i sam również nie powie słowa: mógł sobie być dziwakiem-weganinem po swojej obłąkanej matce, ale tę jedną cechę – upartość – definitywnie odziedziczył po ojcu – prawdziwym Kuroszu.
Gdy byli już w komnacie, przewróciła dyskretnie oczami. Aha. Na pewno ostatni raz. Już to widziała.
To mój brat – odparła. – Jest gnojem. Ale jest też Kuroszem. – W sumie gnój + Kurosz to było wyjątkowo często występujące połączenie na tym świecie. – Potrzebuję go, Angie. Przecież wiesz. Potrzebujemy całej rodziny – celowo użyła liczby mnogiej, patrząc na niego wymownie. Wiedział, na co się pisał, jadąc z nią do Yokohamy.
Kiedy usiadł i zaczął przecierać kark, bez słowa zrzuciła buty, odczepiła parę kokardek z włosów, po czym wdrapała się na łóżko i usiadła za nim. Materac przyjemnie zapadł się pod ich ciężarem. Nawet jeśli wymienili między sobą parę ciętych słów, to nie miała zamiaru się obrażać, jak zrobiłaby to kiedyś, jako głupia podlotka.
Od razu położyła dłonie na jego ciele i zaczęła go masować. Podążała wzrokiem za wężem, sama się rozluźniając. Lubiła oglądać tatuaże i ciało Angela: to sprawiało, że czuła się bezpieczniejsza i spokojniejsza.
Idylla minęła, gdy narzeczony powiedział ostatnie słowa.
Kurwa. Musiał wspomnieć o tej starej rurze.
Ja pierdolę. Z nerwów aż wbiła na moment paznokcie w jego skórę, ale szybko rozluźniła mięśnie i dalej próbowała masować go ze spokojem.
Była tylko jedna rzecz (tak, rzecz) na świecie, która irytowała ją bardziej od skłóconej rodziny Kuroszy – jej przyszła teściowa, matka Angela.
Gdyby Hera miała wybierać pomiędzy pokojem na świecie a dożywotnim zamknięciem japy tej flądry, najpewniej zbyt długo by się nie wahała i w błogim spokoju pojechała na jakąś kolejną wojnę do Wietnamu czy Chin.
To nie tak, że przeszkadzały jej fatalne stosunki, jakie panowały pomiędzy nią a kobietą (choć to trochę też, ale Hera nauczyła się znosić jej humorki i nadętość) – najbardziej denerwowało ją to, jak bardzo wypaczyła Angelowi spojrzenie na życie i jak go skrzywdziła swoimi dziwacznymi przekonaniami. Żeby chociaż dawała synowi wybór, żeby przynajmniej mógł spróbować krwi i sam zdecydować, czy chce ją pić: nie. Musiała być nawiedzoną matką i wychować swoje jedyne dziecko, jakby był jakimś ludzkim nieudacznikiem, który omija nawet mrówki, gdy idzie przez ulicę. A przecież był Kuroszem! Kuroszem, do cholery!
Nachyliła się w stronę narzeczonego, wpatrując się dalej w węża i licząc w głowie do dziesięciu, aby się uspokoić i odpowiedzieć w miarę miło. Jej włosy spłynęły na jego barki i kark i zaczęły wędrować po jego skórze.
Chyba będę zajęta – wymamrotała, chociaż Angelo nawet nie podał jeszcze żadnej daty. – A może wpadłaby tutaj do zamku, może przy okazji spotkałaby się z... – urwała, w ostatniej chwili gryząc się w język. Z Ringo. Nie, o nie, nie, to nie był dobry pomysł. W końcu dokończyła ostrożnie: – Z innymi? W sumie czemu chce się spotkać, czy coś się stało? – dodała jeszcze szybko, po czym przesunęła powoli dłońmi w stronę jego obojczyka i klatki piersiowej, aby zawczasu go uspokoić. Lepiej zapobiegać, niż leczyć.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Czw Mar 14, 2019 10:54 pm

Co z tego, że zostawili? Angelo może i by pomógł kuzynowi, lecz zbyt mocno odczuł niechęć do ich dwoje. Więc po co się pakować tam, gdzie nie są mile widziani? Samuru powinien wreszcie ogarnąć się i zacząć sobie przypominać o rodzinie, że też są chętni do pomocy. Ale skoro wolał żyć inaczej?
Angelo aż westchnął, kręcąc głową. Nie powinien się jej dziwić, jest zbyt mocno zatroskana rodziną, co dla Kuroszy było normalne; ochrona więzów krwi zalicza się do Rodzinnych Zasad.
- Może i brat, ale to też dorosły koleś. Jak widać wie co robi i myślę, że nie warto się jest wtrącać. Źle możesz na tym wyjść.
Powie swoje. Nadal uważał, że skoro Hera chce zjednoczyć rodzinę, nie powinna uderzać w Samuru. Powinna pierw porozmawiać z obecną Głową Rodu Barabalem. I mimo wszystko wspierał ją w małym planie, co prawda wątpił w sukces, wszak Kurosze poniekąd trzymają się razem.
- Może lepiej jak porozmawiasz z kimś ze starszych z rodu; Barabal, Ringo albo nawet Hiro. Oni lepiej wiedzą od czego zacząć i na pewno cię wysłuchają.
Podrapie się po czarnym czerepie, zerkając na wampirzycę. Doczłapała się do łoża, dosiadła się i od razu ulokowała swoje dłonie na ramionach młodego Kurosza. Nie odmówił masażu, delikatne dłonie Hery wprowadzały w błogi stan, a do tego monotonne ruchy, doprowadzały do lekkiej senności. Chociaż wiedział co krążyło po głowie czarnulki; dawno nie uprawiali miłości, zatem wskazywało na to, iż ta noc może okazać się obiecująca.
- Ale póki co, zostaw swoje plany na bok.
Wymruczy w pewnym momencie, patrząc z nad ramienia na narzeczoną. Lepiej jest odpocząć, nabrać sił oraz motywacji do dalszych działań, poprzez przyjemności. Niemniej nim do czegokolwiek dojdzie, musiała przetrawić informacje o teściowej. Wiedział o braku dobrej relacji między kobietami, jednak nie mógł matki odsunąć. Kochał ją, wierzył w jej słowa. Wszak dzięki niej odkrył iż wampirze życie nie musi opierać się na krwi. Niestety nie zawsze  ciało się z tym zgadzało: nie raz miewał ataki głodu, o których nie miał bladego pojęcia. Matka zawsze tłumaczyła "To wina genów twojego ojca". Czyste kłamstwo. Ale skąd Angelo mógł o tym wiedzieć, kiedy matki słowo jest święte?
Nic dziwnego zatem, że Kurosz miała jej po dziurki w nosie. Poza tym jeszcze stara wampirzyca i jej przygadywała, co oczywiście Angelo denerwowało. Nie mówił o tym wprost, bo przeważnie wychodził z pola widzenia Mony, ciągnąc za sobą Herę.
Kiedy wbiła w niego pazury, syknął. Dłonią sięgnął do jej ręki, chcąc żeby szybko się ogarnęła.
- Rety, Hera. Nie było mowy o wbijaniu pazurów.
Warknie, cofając dłoń, jak tylko przestała go nieświadomie okaleczać. Przez brak picia krwi regeneracja była gorsza, ból znacznie bardziej odczuwalny, ale Angelo ślepo wierzył iż to nie z braku zaspokojenia wampirzego głodu.
Uspokoił się, jak tylko drobne dłonie kobiety zsunęły się ku klatce piersiowej. Głębszy wdech, przymknięcie jasno zielonych ślepi. Łebek węża wygiął się w łuk, przez co znalazł się na lewej łopatce.
- Wiesz, że ona nie lubi widywać się z Kuroszami. Ciągle marudzi, że wciskają jej krew, krytykują. Martwię się o mamę, nie chcę żeby popadła przez nich w depresję. Poza tym nie wiem czy chce widzieć się z Ojcem.
Odpowiedział, krzywiąc się. Sam nie raz miał rozmowy chociażby z Gabrielą (babką Hery) o zmianie diety. Bo ma mizerne ciało, bo gorzej blady od trupa, bo krew to witaminki. Już dość miał gadania i zmuszania, niemniej nie chciał też ranić Hery. Szybko więc na pocieszenie wyciągnie dłoń, aby poklepać jej czarne jak noc kudły.
- Jeśli nie chcesz, nie musisz iść. Nie zmuszam cię.
Burknie pod nosem, nie kryjąc niezadowolenia. Lubił przebywać z Herą, więc jeśli poszłaby z nim, byłby szczęśliwy. Atoli zmusić też jej nie mógł.
Żeby zmienić nieco atmosferę, wampir chwycił dłonie Hery. Prawą uniósł ku wargom, żeby musnąć ich wierzch zimnymi wargami. Pomyśleć, że czasami kojarzył narzeczoną z "mięsem", lecz nie odczuwał nigdy żadnych odruchów wgryzienia się.
- Mam jeszcze trochę czasu do przetoczenia, więc...
Przerwie, żeby odwrócić się w stronę wampirzycy. Usadowił się w taki sposób, żeby objąć kształtne ciałko dziewczyny, ciągnąc do siebie. Miała przylgnąć kształtem do jego ciała. Chciał ją poczuć.
Nosem przejechał po obnażonej szyi, by za chwilę zaznaczyć mokry ślad  językiem. Druga łapa mozolnie powędrowała do piersi, chwytając ją mocno. Naciśnie, przejedzie palcem w miejscu w którym sutek ukrywał się pod materiałem. Wypadałoby się rozebrać, co nie?

3/20
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Pią Mar 15, 2019 12:18 am

Nazywanie Samura dorosłym było dla niej jak określenie tofu zjadliwym – niby to się zgadzało, ale nie do końca. Zjeść to cholerstwo można, ale wyrzyga się je po paru minutach, i podobnie Samur wyrzygiwał bez przerwy swoją „dojrzałość”, po czym zjadał na nowo, aby objawiała się w nim na wyjątkowo krótki okres.
Mnie tam nie wyglądał na kogoś, kto wie, co robi. Przecież to Samuru – odburknęła. – On pożarł własną rękę, wiesz? Jak przyszłam, to jeszcze dławił się resztkami. – Wiedziała, że ten uroczy fakt tylko wykrzywi twarz narzeczonego, ale musiała to powiedzieć: jej bratu padło na mózg i chciała, aby Angelo to zrozumiał.
Oczywiście, że miała zamiar uderzyć do Barabala, Ringa i Hira – tylko że najpierw chciała obskoczyć najbliższą rodzinę, tę, która szczególnie powinna trzymać się razem. Gabriela (gdy tylko w końcu się odezwie), przeklętego Samura, cholernego ojca, siostrę i matkę, jeśli nie wyjechały, a nawet Gakiego – którego poniekąd uważała za zdrajcę, ale w końcu rodzinie się wybacza, prawda?
Porozmawiam. Z nimi też. Ale to są starsi rodu, Angie. Idąc do nich, muszę już coś mieć. Nie mogę przyjść z samym słowem.
Coś jeszcze odburknęła, gdy mówił o odstawieniu planów, ale już bez zrozumienia. Pewnie, że go nie posłucha, jak już sobie coś umyśliła, to umyśliła, nie będzie nagle, po tym, gdy w końcu powróciła do Yokohamy, odstępować od swoich postanowień.
Tylko że nie miała ochoty teraz na przekomarzanie się. Angelo ją wspierał, ale jej upór w sprawach rodzinnych bywał powodem numer dwa do kłótni.
Numerem jeden oczywiście pozostawała Stara Rura. Hera nazywała ją tak tylko w myślach, nie odważyłaby się powiedzieć tego głośno przy narzeczonym.
Stara Rura, bo według Kuroszki pewnie miała już zardzewiałe i nieużywane od ponad trzydziestu lat, czyli od momentu, gdy urodził się Angelo, przebiegi. A przynajmniej Hera nie wyobrażała sobie, żeby ktokolwiek mógł ją chcieć.
Ringo się nie liczył, bo dla niego nie istniało „niechcenie” w kwestiach erotycznych, to był wyjątkowy przypadek.
Się rozkojarzyłam – wydukała tylko w ramach usprawiedliwienia, nadal usilnie próbując pozbyć się z głowy nieprzyjemnych myśli o matce Angela. – No już, nie ma rany – dodała, nachylając się nad miejscem, w które przez przypadek wbiła paznokcie. Zaczęła wodzić mu po skórze czubkiem nosa, gdzieniegdzie zahaczając o nią wargami. Uśmiechnęła się do siebie, gdy wąż zaczął znowu krążyć. Czasami sama nie wiedziała, czy żył własnym życiem, czy reagował na emocje i odczucia właściciela. Jeśli jednak to drugie – to jego aktywność oznaczała tylko jedno.
Niecierpliwie poprawiła się w miejscu, przybliżając bardziej do narzeczonego. Z niezadowoleniem odgięła się jednak ponownie do tyłu, gdy usłyszała, jak Angelo zaczął opowiadać o biednej mamusi. Mogłaby się, cholera, zadławić wreszcie tym napojem sojowym i przestać niepokoić syna.
A ja nie lubię widywać się z nią, chciała odburknąć, chociaż byłoby to tylko stwierdzenie dobrze im obojgu znanego faktu. Już nieraz dawała Angelowi znać, co sądzi o mamusi, bywały między nimi przez to napięcia, choć jakoś oboje starali się zrozumieć drugą stronę. To znaczy – Hera nie rozumiała, ale obiecała sobie, że ograniczy do minimum głośne i kąśliwe uwagi.
Dlatego w myślach rzucała teraz kurwami na lewo i prawo, byleby tylko narzeczonemu nie powiedzieć nic niemiłego.
Ale wiesz, że w końcu będzie musiała ich zaakceptować, ze względu na nas – odparła w końcu. Chciała już skończyć temat tej flądry i przejść do przyjemniejszych czynności. – A Ringo... No Ringo to Ringo. Większość kobiet, które miały z nim do czynienia, nie chce go widzieć.
To znaczy – większość kobiet, które urodziły mu dziecko, a potem nie mogły liczyć na trwały i poważny związek. Ale tego Hera już nie dodała.
Przez jakiś czas nie dookreśliła, czy pójdzie spotkać się z tą cholerą, czy nie, siedziała tylko za nim w milczeniu, z wolna jeszcze przesuwając rękami po jego klatce piersiowej. Zamruczała z zadowoleniem, kiedy poczuła na skórze dłoni chłodne usta.
Może się z tobą wybiorę... – szepnęła w końcu kokieteryjnym tonem, gdy akurat obracał się w jej stronę – jeśli mnie przekonasz...
Hera bywała czasami prosta w obsłudze, zwłaszcza po dłuższym poście miłosnym, i nadal bywało, że mniej ważne decyzje podejmowała pod wpływem impulsu, w momencie, gdy już było jej wszystko obojętne, bo chciała tylko jednego: Angela i jego ciała, jego ust i dłoni na swojej skórze i jego głodnego, pożądliwego spojrzenia na całej sobie.
Dla tej długiej chwili przyjemności była nawet gotowa iść na spotkanie z samym władcą piekieł: z jego matką.
Z cichym pomrukiem zadowolenia przylgnęła do niego i przerzuciła mu ręce przez ramiona. Przysunęła się jeszcze trochę, z premedytacją ocierając się pośladkami o jego uda i krocze.
Odchyliła głowę, pozwalając mu na pieszczenie swojej szyi, przymykając powieki i delektując się tą chwilą. Gdy dodatkowo zahaczył kłem o jej skórę, nawet jeśli nie miał zamiaru jej gryźć, i jednocześnie ścisnął jej pierś, przeszył ją przyjemny dreszcz.
Cholera, kiedy wreszcie poczuje, jak Angelo się w nią wgryza i spija zachłannie krew?
Bez słowa sięgnęła do własnego ubrania i zaczęła powoli rozpinać bluzkę, aby Angelo mógł dotykać ją nagą, drżącą, nie przez żaden głupi materiał. Specjalnie zostawiła dwa ostatnie guziki: cofnęła ręce, po czym spojrzała w jego płonące oczy i zapytała:
Dokończysz za mnie?
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Nie Mar 17, 2019 10:01 am

Niby tak. Niby miała rację, ale nadal nie mogła wejść w życie brata, skoro tego nie chciał. A przynajmniej tak uważał Angelo. Chociaż kto wie? Może też przez to, że ogólnie odczuwał niechęć do jej brata? Nigdy nie wydawał się przyjazny, nie widział nigdy na jego twarzy szczerego uśmiechu. Z takimi typami nie warto trzymać.
Musiał przeczesać włosy narzeczonej, żeby czasami dobry humor się nie pogorszył. Mimo wszystko Hera nie ma zepsutego do szpiku kości serca.
- Czyli to czubek. Jemu przydałby się porządny psychiatra, a później zakład dla umysłowo chorych. Inaczej się mu nie pomoże.
Powie swoje, zabierając dłoń. Oby tylko nie zranił słowami wampirzycy, nie chciał, ale właśnie według niego Samuru powinien być odseparowany oraz obserwowany przez 24 godziny na dobę. Dla dobra wszystkich.
Wiedział co go czeka. Wsparcie ukochanej z rozmową z każdym. Już widział jak ciągnie go do każdego starucha, jak stara się przekonać do swoich racji, a później szturcha go, żeby cokolwiek dodał. Ale czy miał inny wybór? No właśnie nie. Poza tym skoro Hera męczyła się z jego matką, on również może się poświęcić.
- Jesteś członkiem rodu, więc nie wydaje mi się, że musisz płacić za chwilę uwagi. Chyba aż tak pazerni nie są.
Może odrobinę zwątpił w swoje słowa, wszak nie poznał ich tak dobrze jak Hera. Ona tutaj mieszkała, niemniej przed swoimi wyjazdami. Natomiast Angelo parę razy widział się z plugawą rodziną kanibali. Matka przeciwna, ale dla ojca wampira zgodzić się musiała. Co prawda nigdy sam nie podróżował, matka jak ostatnia strażniczka, szła tuż obok niego.
Tak czy siak, mogli przejść dalej. Rozmowa o rodzinie może zostać odłożona na bok, przecież nie musiała teraz do nich biec i starać się rozmawiać. Wypadałoby, żeby odrzucili wymuszony celibat na rzecz wspólnej, niekrwawej miłości (źle to brzmi). Nawet wąż dawał znaki, poprzez większe ożywienie, że należy wyrzucić z siebie pożądanie. Wszak Angelo po ojcu przejął ogromne łaknienie na kobiece ciało.
- Zakładam, że już powoli do tego zmierza. Otwarcie o tym nie powie, ale skoro nie ma mi za złe, że związałem się z tobą, co coś musi w tym być. Ale już dość.
Burknie, po czym wyciągnie dłoń, żeby dotknąć jej kolana. Trzeba przyznać, że obydwoje pragnęli jednego, zatem nie ma na co czekać. A skoro jeszcze musiał ją przekonać do pójścia z nim, tym bardziej trzeba się postarać.
Uśmiechnął się jedynie na słowa narzeczonej i żeby już dłużej nie zwlekać, weźmie się do roboty. Wiedziała jak kusić; otarła się jędrnym tyłkiem o krocze wampira, przez co został już bardziej rozbudzony. Mocniejszy chwyt, odruchowe przyssanie do szyi żeby pozostawić malinkę. Niech wiedzą typy, że Hera Kuroiashita została już naznaczona, a dotknięcie jej, może zakończyć się tragicznie dla obcego adoratora. Poza tym wątpił, żeby i ona zechciała oddać się w obce ręce, nie po tym co wyczynia. Cierpliwie musiał poczekać aż czarnulka rozepnie swoje wdzianko, chociaż nie tak do końca. Satysfakcję z odpięcia ostatnich guzików pozostawiła wampirowi. Ten z zadowolenia zarechotał, sięgając łapami do ostatniej przeszkody. Rozpiął je stanowczo, lecz bez uszkodzeń.
Spoiler:
Dopiero teraz lodowate łapy spoczęły na okrągłych kształtach soczystych piersi Hery. Ostre pazury zahaczały o sterczące sutki, co jakiś czas je ciągnąc. Podczas gdy jedna z dłoni miętosiła biust, druga powędrowała na płaski brzuch. Uszczypnął go lekko w okolicach pępka, wbijając lekko pazury. Czasami miewał odruchy, dziwne odruchy nazwane przez matkę "Genami Kuroszy". Miał je ignorować oraz nie poddawać się im. Tylko szkoda, że czasami były one odruchowe. Tak jak teraz właśnie, kiedy całował obnażone ramionko czarnowłosej, kiedy zahaczał kłami nie czyniąc jednak krwawych śladów. Molestował wręcz jej biust, zatapiał pazury w miękkim ciele i zjeżdżał ku kobiecości ukrytej pod materiałem spódniczki i majtek. Właściwie nie musiał jej zsuwać, spódniczka była krótka, więc zwinnym ruchem wsunął łapę między jej uda, chcąc dotknąć wilgotnych majtek. Pchnął ją nawet niemocno ku przodowi, żeby jeszcze bardziej poczuła na tyłku jego nabrzmiałe krocze. On sam wciąż majstrował przy jej kobiecości; odchylił palcem materiał, żeby zanurzyć jeden palec. A dłoń która do tej pory zajmowała się piersiami, chwyciła czarne pukle żeby odchylić w celu obnażenia szyi. Przez moment się wahał, lecz nie skończyło się na ugryzieniu, tylko na podrażnieniu kłami.

4/20
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Nie Mar 17, 2019 8:53 pm

Chcąc nie chcąc (chociaż w tej kwestii akurat bardziej chcąc), Hera musiała przyznać narzeczonemu rację, przynajmniej częściowo – Samuru był czubkiem. Być może powinien wylądować w jakimś psychiatryku czy po prostu zaczerpnąć czyjejś pomocy. Ale czy to by coś pomogło? Wątpiła – płynęła w nim w końcu szalona krew i z tym już się nic nie dało zrobić. Zresztą jedyny szpital psychiatryczny, jaki Hera kojarzyła w Yokohamie, już dawno nie działał, a obecnie oblegał go jej drugi, niemniej uroczy i niemniej pokopany, braciszek: Gaki.
Co więcej, sama przecież też do najświętszych nie należała, już niejedno dziwactwo w życiu popełniła, więc nie mogła tak po prostu skazywać Samura na straty. Właściwie: czy w sumie chęć pogodzenia ze sobą całej rodziny nie była jednym z pokopanych pomysłów?
Popatrzyła na niego z lekkim wyrzutem, gdy przestał przeczesywać jej włosy: lubiła, gdy to robił, zarówno wtedy, gdy tylko delikatnie wplatał palce pomiędzy kosmyki, jak i gdy łapał brutalnie w garść całe pukle i za nie ciągnął.
Oj, Angelo – wymruczała, uśmiechając się półgębkiem. – To nie byłaby zwykła zapłata. To długoterminowa inwestycja, ale... a zresztą. – Machnęła dłonią. Też nie miała zamiaru teraz o tym gadać, nie kiedy czuła narastające pożądanie i kiedy widziała po ukochanym, że sam również robił się coraz bardziej niecierpliwy.
Uśmiechnęła się do niego słodko, przejeżdżając jeszcze palcem po jego wyjątkowo teraz aktywnym tatuażu. Wąż wił się na wszystkie strony, a Hera już nie mogła się doczekać, aż Angelo tylko pójdzie w jego ślady. Puściła nawet mimo uszu ostatnie słowa o swojej przyszłej teściowej, mimo że wcale nie uważała, że kobieta nie ma mu za złe.
Dość – zgodziła się, odchylając nieco głowę, aby Angelo miał łatwiejszy dostęp do jej szyi. Westchnęła z wyraźnym zadowoleniem, gdy zaczął znaczyć jej skórę. Musiał zrobić to mocno, aby został jakikolwiek ślad – pod względem pieszczoch wampirza wytrzymałość wcale nie była taka świetna.
Nachyliła się nad jego twarzą, niby od niechcenia znowu pocierając parę razy pośladkami o materiał jego spodni, i ujęła jego policzki w dłonie. Zawisła bardzo blisko swoimi ustami nad jego, niemal go całując.
Spoiler:
Angelo... – wyszeptała namiętnie, patrząc mu w oczy. Chciała go pocałować, wpić się w jego wargi i poczuć, jak napiera na jej język swoim własnym, ale musiała czekać na – przynajmniej wzrokowe – pozwolenie.
Nie przeszkadzała jej trucizna ukochanego, właściwie fakt, że Angelo był przez to jeszcze bardziej niebezpieczny, tylko ją podniecał, ale już kiedyś wyraźnie zakazał jej bezmyślnych całusów, które mogła przypłacić chwilową niedyspozycją. Dlatego teraz wyłącznie ledwo musnęła jego usta, nie posuwając się do niczego więcej.
Zaraz po tym zjechał niżej językiem, na jej ramię, a jego dłonie zaczęły bawić się jej piersiami i brzuchem, przez co Hera porzuciła już wszystkie inne myśli i w głowie miała tylko jedno: coraz bardziej narastające i domagające się zaspokojenia pożądanie.
Lubiła, kiedy pazury ukochanego co chwilę zatapiały się w jej miękkiej skórze, bo ból, który zadawały, był dla niej wyjątkowo słodki i tylko sprawiał, że chciała więcej i więcej. Piersi Hery delikatnie falowały pod jej niespokojnymi ruchami bioder, gdy nadal stymulowała ich części intymne przez zaledwie skrawki materiałów, i tylko Angelo zaburzał swoją dłonią ten niezdarny rytm.
Przygryzła z rozkoszy wargę, kiedy poczuła, jak wodził dłonią po jej wilgotnej bieliźnie, a zaraz po tym powoli, jakby się nad nią znęcając, wsunął palec w jej kobiecość, i chcąc nie chcąc, przestała ocierać się o niego pośladkami. Jak na rozkaz, zresztą też pod wpływem jego pchnięcia, odgięła się bardziej do tyłu, aby ułatwić mu zabawę, tak że teraz była już bliżej do legnięcia na pościel niż do siedzenia na ukochanym. Angelo jednak mocno trzymał ją w okolicach włosów, więc nie obsunęła się do tyłu.
Wsparła się jedną dłonią o pościel, a drugą sięgnęła do jego spodni. Zaczęła powoli, nie spuszczając wzroku z twarzy ukochanego, odpinać jego pasek, jednocześnie co chwilę zahaczając przez materiał dłonią o jego męskość. Gdy w tym samym momencie Angelo zawadził kłami o jej szyję, znowu cicho jęknęła jego imię i bez pośpiechu wsunęła dłoń do jego bielizny, nawet mimo że jeszcze nie uporała się całkowicie z paskiem. Lubiła powoli drażnić się z ukochanym.
Miała ochotę go teraz błagać o to, aby tylko mocniej pociągnął ją za włosy i wgryzł się dziko w jej szyję, bez żadnej łagodności, bez przejmowania się jej bólem czy raną, ale wiedziała, że tak się to nie skończy. Kochali się już nieraz i Angelo zawsze tylko łechtał jej skórę, nigdy nie posunął się do niczego więcej, nieważne jak jej wampirza, niezaspokojona natura o to prosiła. Hera musiała więc obejść się ze smakiem. Złapała go za to pod bielizną dłonią za nabrzmiałego członka i zaczęła spokojnie go masować – wiedziała, że Angelo stawał się w łóżku bardziej narwany, dlatego z premedytacją nie posuwała się do żadnych gwałtownych ruchów. Naparła tylko bardziej swoją kobiecością na jego dłoń z mruknięciem, dając mu do zrozumienia, że jeden palec to za mało.
Nie męcz mnie tak – poprosiła, przymykając oczy. Czuła, jak jej łechtaczka stawała się coraz bardziej wrażliwa na przypadkowe muśnięcia, a ona sama pragnęła już poczuć w sobie całego ukochanego. – Chcę więcej.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Pon Kwi 01, 2019 11:40 am

- Nie rozmawiajmy już o tym.
Burknie wampir, marszcząc brwi. Już dość było mowy o rodzinie, kiedy w grę wchodziły prymitywne pożądania. Angelo chciał się wyżyć na narzeczonej, wszak ostatnie jego dni należały do bardziej nerwowych. Jakby to rzekła matka "Znowu cholerna wina genów". Ale już o niczym nie wspomniał, nie chciał psuć dobrego humoru wampirzycy.
Widząc jej tęskną minę za dotykiem, jeszcze raz wplótł palce w bujne włosy i lekko pociągnął ku sobie.
Nie trzeba było słów, aby wyrazić obopólną chęć bliskości; kobieta prowokacyjnie wiła się przed wampirem, więc nie ociągając, przeszli do dalszego etapu.

Spoiler:
Doskonale wiedział, że narzeczona była spragniona. Z każdym jej oddechem, ruchem, odczytywał to, czego ona chce. Domagała się dotyku. Mocnego, ostrego dotyku, mającego wbić do jej głowy kolejne przyjemne wspomnienia z ich wspólnych chwil. Angelo akurat był w takim humorze, więc postara się dogodzić jak najwięcej sobie oraz przede wszystkim Herze. Dlatego włożył więcej siły w dotyk jej piersi i wrażliwych punktów na ciele, między innymi na szyi czy ud. Co jakiś czas pazury zaczepiały się o skórę, powodując czerwone, długie ślady lecz nie krwawiły. Chociaż był świadomy potrzeby wgryzienia się przez samą Herę, to pan Rooth wcale nie kwapił się do tej roboty. Sam zapach krwi mógłby spowodować niechciane odruchy.
- Od samego dotyku robisz się mokra, Hera. Mniemam że mocno tęskniłaś za mną.
Wysyczał do jej ucha, a chwilę po oblizał jego wierzch. Palce wciąż poruszały się przy kroczu czarnulki, co chwila zaczepiając wnętrze. Wreszcie palec wsunął się, czyniąc delikatne ale stanowcze ruchy. Gra wstępna miała na celu jeszcze bardziej nakręcić rozochoconą samiczkę do działań.
Zresztą i ona działała; Angelo syknął, kiedy hera dopadła do jego paska. Rozpięła go, wymęczyła dotykiem nabrzmiałą już męskość. Wszak i jego wąż kopulacyjny domagał się najwyższej pieszczoty i zaspokojenia. A im dłużej z tym zwlekał, tym gorzej dla wampira.
Poza tym dłoń Hery przeszła do działań, począwszy od pochwycenia gada, wtedy ręka Angelo opuści wilgotne wnętrze. Obliże starannie umoczonego palca i uniesie kącik ust. Czasami podła wyobraźnia podsuwała wampirowi pomysł o spróbowaniu partnerki, lecz szybko pomysł był odsuwany i to przeważnie kolejną pieszczotą. Wampir pchnął ją na łóżko i pozbawił przeszkadzających majtek. Następnie pochwycił jej nogi w zgięciach kolan. Rozsunął je tak, żeby przed jego obliczem pokazała się upragnione kobiece łono. Zacisnął mocniej szczęki, przymykając oczy. Kilka szybkich wdechów i już powinno być w porządku, zębiska nie powinny samodzielnie wtopić się w miękkie udo. Zamiast nich pojawiły się usta. Wampir pochylił się, żeby pozostawić na lewym udzie Hery malinkę. Musiał się nieco odsunąć, żeby móc się pochylić i drażnić językiem podbrzusze. Nogi wampirzycy wylądowały na jego barkach, a ręce wciąż je trzymały. Dopiero teraz uniesie lekko jej tyłek, żeby liznąć parę razy jej intymność. Kolega w bokserkach pulsował do bólu z powodu podniecenia, ale nie zmierzał jeszcze ku ostateczności. Wolał jeszcze pozostawić dwie malinki na prawym udzie i wbijać pazury w jej nogi.

5/20


Ostatnio zmieniony przez Angelo dnia Nie Kwi 21, 2019 8:25 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Czw Kwi 11, 2019 10:58 pm

Spoiler:
Nie odpowiedziała już nic więcej, bo nawet już przestała zwracać uwagę na to, o czym wcześniej rozmawiali. Liczyło się teraz tylko ciało Angela, jego dotyk, gorący oddech na jej skórze i chyba przede wszystkim – coraz większe pragnienie, które z sekundy na sekundę narastało w Herze coraz bardziej.
Była wyjątkowo niewyżytą wampirzycą i nieraz zaszywała się gdzieś z narzeczonym na parę chwil, byleby się go zasmakować, a dodatkowa przerwa od miłosnych uniesień jeszcze bardziej ją pobudzała. Stawała się coraz bardziej wrażliwa i niecierpliwa – kiedy Angelo przejeżdżał pazurami po jej ciele i zostawiał czerwone pręgi, zagryzała tylko usta, aby nie jęknąć z rozkoszy.
Jeszcze nie. Jeszcze nie chciała, jeszcze wolała się powstrzymać, udowodnić Angelowi, że wcale nie jest (jak zwykle) niesamowicie pobudzona. Powoli jednak zaczynała rezygnować ze swojego wcześniejszego postanowienia o drażnieniu narzeczonego spokojnymi, miarowymi ruchami, i jej dłoń zaczęła poruszać się na członku ukochanego o wiele szybciej.
Spojrzała na Angela rozpalonym, pożądliwym wzrokiem i zahaczyła lekko otwartymi wargami o jego policzek, szyję, krtań, obojczyk, a w tym samym momencie on wysyczał jej do ucha parę niegrzecznych słówek, przez co, o matko, od razu poczuła, jak przez jej ciało przeszedł mocniejszy impuls pragnienia, które zdecydowanie domagało się zaspokojenia. Automatycznie próbowała zacisnąć uda, aby podrażnić swoją intymność, przez co tylko jeszcze bardziej dała Angelowi do zrozumienia, że tak, jest już gotowa, nie potrzebowała dużo czasu, aż będzie całkiem podniecona i mokra, więc niech wreszcie się nad nią zlituje i po prostu ją ostro weźmie.
Poruszała miarowo biodrami w rytm ruchów nadgarstka Angela, aby jak najpełniej doznać tego przyjemnego uczucia, które jednak nigdy nie było w stanie w pełni jej zaspokoić – do tego potrzebowała czegoś innego, zdecydowanie większego.
Dobrze wiesz, że nie lubię długich przerw – wyszeptała w końcu, namiętnie przy tym wzdychając. Uśmiechnęła się do niego słodko, gdy oblizał po niej swój palec i zaraz po tym schwyciła jego dłoń. Sama przesunęła po niej językiem, a następnie jeszcze zbliżyła się do jego twarzy i delikatnie, zahaczyła ustami o jego dolną wargę. Chciała się w nią wpić i przejść do pocałunku, ale wiedziała, że nie mogła tego zrobić: nie teraz.
Gdy jednak wyjął palce z jej wnętrza, od razu poczuła nieprzyjemną pustkę, więc sięgnęła własną dłonią w stronę swojej łechtaczki i zaczęła się niecierpliwie dotykać. Cholerny Angelo, przecież dobrze wiedział, że w jej przypadku nie można tak po prostu zabierać ręki i nie dawać natychmiast niczego w zamian.
Przez to, że drugą dłoń ciągle miała w jego spodniach, straciła nieco równowagę – gdy ukochany popchnął ją na łóżko, od razu zabrała obie ręce, opadła miękko na pościel i jak na rozkaz, wygięła się tak, aby Angelo miał do niej pełny dostęp. Zamruczała jak kotka oraz zaczęła wić się na pościeli, byleby tylko dostać się bliżej ukochanego. Kiedy jednak nie udało jej się go opleść nogami, aby poczuć przez jego ubranie twardą męskość na swoim wilgotnym wnętrzu, jęknęła parę razy z rozczarowaniem.
Angelo, proszę – westchnęła parę razy, gdy poczuła jego ciepły język na swojej skórze. Jak na złość, specjalnie omijał jej wyjątkowo teraz wrażliwą część i wodził ustami wszędzie w okolicy, tylko nie tam. – No, już... Już mnie weź... – poprosiła cicho, ruszając biodrami w geście zniecierpliwienia.
Zaczęła wodzić nogą po jego ciele, próbując tak go objąć, aby go tylko do siebie przybliżyć. Łydką przesunęła po jego barku i karku, jednocześnie chwytając ręką łóżko nad swoją głową, aby przybrać wygodniejszą pozycję.
Gdy znowu zaczął bawić się jej skórą, już bez oporów cicho jęknęła. Jasny gwint. Tak, lubiła to, nie, uwielbiała, kochała, gdy się z nią w ten sposób drażnił, ale teraz wolała, aby robił to w połączeniu z innymi ruchami, do jasnej anielki. Wolałaby też, żeby ją w końcu ugryzł, a nie tylko męczył, męczył i męczył tymi drapnięciami, językiem i zahaczaniem kłami, przez które Hera zawsze miała nadzieję, że wreszcie doczeka się zębisk Angela zatopionych w jej skórze, ale które nigdy nie posuwały się dalej. Na samą myśl aż wysunęła własne kły i się oblizała. Jej wampirza natura coraz bardziej przejmowała nad nią kontrolę.
Mokre wnętrze definitywnie domagało się zapełnienia uporczywej pustki, dlatego uniosła się na tyle, na ile dała radę, i sięgnęła rękami w stronę spodni Angela. Nawet jeśli nie udało jej się ich w ten sposób zdjąć, jednoznacznie dała mu znać, że już czas na dalszy etap.
Weź mnie – powtórzyła pożądliwie. – Teraz. Błagam – dodała jeszcze zmysłowo.
Niech nadal ją drapie, niech nadal robi malinki i szepcze cicho do ucha, niech ciągle wodzi dłońmi po całej jej skórze – tylko niech w końcu się do niej dobierze i zaspokoi jej głód, który tłumiła od tak wielu dni.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Pon Kwi 22, 2019 9:09 pm

Spoiler:
Także nie chciał żeby jego narzeczona traciła cierpliwość. Dawno nie przebywali sam na sam, bowiem nie raz towarzyszyła im matka, nie dopuszczając żeby jej najdroższy syn chociaż na centymetr zbliżył się do Hery. Matczyna miłość bywa cudowna, lecz czasami wychodzi poza granice normy. Zbyt opiekuńcza kobieta doprowadzała syna do takiego stopnia, że rzucał się na narzeczoną, jak tylko byli sami. Nieważne, że moc w każdej chwili mogła się aktywować, musieli pobyć razem i tak właśnie tej o to nocy się działo.
Pozostawiając tematy rodzinne na boku, Angelo zajął się odpowiednio wybranką począwszy od śmiałej palcówki, przy której Hera traciła zmysły i wpadała w jeszcze większe rozkosze, niemniej to nie było wszystko, co wampir chciał jej zaoferować.
Chociaż im bardziej nalegała, tym Kurosz nie mógł się już powstrzymać. Skoro chciała żeby wreszcie zaczęli grzecznie kopulować, nie omieszkał nie zaprzeczyć. Nim jednak doszło do czegoś więcej, wampir pozostawił kilka malinek na wewnętrznej stronie ud. Sięgnął też językiem do kobiecości, zanurzając się nań głęboko. Nawet warknął, kiedy zaczęła jeszcze bardziej skomleć. Zacisnął mocniej palce na jej nogach, po czym odruchowo ugryzł ją w udo. Szybko jednak się cofnął, biorąc kilka wdechów. Mimowolnie oblizał usta, czując smak wampirzycy. Znowu coś zaczęło się tlić w głowie wampira, znowu coś kazało ponownie się ugryźć ale szybko się otrząsnął. Wszak moc zaczynała przejmować nad nim kontrolę, więc wolał skupić się na niej oraz na seksie z Herą. Przegonił jej chwytne łapki, żeby samodzielnie pozbyć się uciążliwych spodni i bokserek, żeby wreszcie męskość mogła ujrzeć światło dzienne.
- Daj mi jeszcze chwilę.
Wysapał, po czym podniósł się aby zawisnąć ciałem nad wampirzycą. Pochwycił jej nogi raz jeszcze, rozszerzył do granic możliwości i ustawił tak, aby mieć dobry dostęp. Nie musiał pomagać sobie ręką aby w nią wejść; członek wampira wszedł od razu w wilgotny otwór i bynajmniej nie potraktował ją łagodnie. Wejście było mocne, wręcz gwałtowne. Trzymał się teraz jedną ręką ramy łóżka, a drugą przytrzymywał Here. Wykonywał w niej szybkie, mocne ruchy nie bacząc na to, że może sprawić jej ból. Jeśli zapiszczy, dłoń Angelo wyląduje na jej ustach w celu uciszenia. Ostrzegawczo też obnaży zębiska, dając wyraźnie do zrozumienia, że nie tu ona dyktuje warunki. Mimo wszystko Angelo jest weganinem, to jednak instynktu się nie wyprze. Nawet teraz znowu dopadało go męczące, mniej znane ale karcone przez matkę pragnienie. Dlatego też szybko wbije się ustami w wargi wampirzycy, wpychając głęboko język. Wymiana śliny, gęstej śliny.
- Podoba ci się? Dalej masz ochotę być ruchana? Chcesz więcej? Bo ja tak.
Wysapie tuż przy jej ustach, wbijając mocniej palce w jej prawe biodro. Uniesie kącik ust, wciąż ją rżnąc. I w takich momentach krew Kuroszów wychodzi.

6/20
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Sob Maj 04, 2019 11:04 pm

Spoiler:
Hera już w tym momencie w ogóle nie myślała o rodzinie, czy to swojej, czy nieszczęsnej Angelowej – jej myśli skupiały się wyłącznie wokół kochanka i jego wyczynów. Pozwalała mu pieścić swoje uda i kobiecość, grzecznie ulegając – wiedziała, że Angelo lubił mieć nad nią władzę, zwłaszcza gdy znajdowali się razem w łóżku, sama zresztą nie miała nic przeciwko, zwłaszcza po tak długim okresie abstynencji. Z sekundy na sekundę coraz trudniej było jej jednak wytrzymać te powolne, miłosne tortury, dlatego niecierpliwie szukała dłońmi jego rozporka oraz kusząco, w formie błagania, ruszała biodrami, gdy jego ciepły język zaczął drażnić jej łechtaczkę oraz wnętrze.
Zacisnęła kurczowo palce na jego przedramieniu, czując nagłe ugryzienie w udo, i aż głośno westchnęła – z bólu, przyjemności i zaskoczenia jednocześnie. Nigdy jej nie ugryzł, aby wyssać krew, nie chciał, wzbraniał się przed tym, ale jeśli już niemal do tego dochodziło, to oznaczało tylko jedno: że był wyjątkowo pobudzony – tak, że ledwo się kontrolował, aby nie zrobić z Herą wszystkiego, co tylko jego wampirza natura mu podpowiadała.
Młoda Kuroszka, oczywiście, miała zamiar to wykorzystać. Nawet jeśli nie udałoby jej się namówić Angela do zasmakowania jej krwi, wiedziała, że przynajmniej go rozdrażni, dzięki czemu ich seks stanie się jeszcze bardziej dziki, jeszcze bardziej drapieżny i jeszcze bardziej gwałtowny. A Hera, jak zapewne każdy Kuroiashita, nie lubiła się spokojnie kochać jak jakaś cnotka, o nie, wolała się pieprzyć bez opamiętania – inaczej nie dałoby się jej zaspokoić.
Angelo, nie powstrzymuj się – poprosiła więc szeptem, przesuwając teraz zmysłowo dłoń po jego ramieniu, tak wysoko, jak tylko dała radę. – Zasmakuj mnie całej. Chcę tego, przecież wiesz, jestem twoja – mruczała, uśmiechając się lubieżnie i odginając szyję.
W tym samym momencie już prawie dobrała się drugą ręką do jego spodni, jednak ukochany przegonił jej dłoń, na co zacmokała z niezadowoleniem i w ramach buntu przejechała swoimi ostrymi pazurkami po jego ramieniu, a zaraz po tym wycofała obie ręce.
Nie będzie jedyną, na której zostaną ślady po dzisiejszej nocy, o nie – dobrze wiedziała, że obudzi się z niezliczoną ilością malinek i zadrapań na całym ciele, dlatego sama nie mogła pozostać ukochanemu dłużna.
Kiedy Angelo w końcu w nią wszedł, krzyknęła cicho i chwyciła jedną ręką ponownie za jego odrapane ramię, a drugą wczepiła w pościel, ale od razu spróbowała dopasować ruchy swoich bioder do gwałtownych ruchów kochanka, tak aby mógł w nią wchodzić jeszcze głębiej i mocniej. Przygryzła własną wargę, gdy narzeczony przyszpilił ją jeszcze jedną ręką do łóżka, i zaczął pieprzyć bez opamiętania.
Bolało, pewnie, że bolało, ale to był ten słodki ból, który potrafił pozbawić ją zmysłów i niósł ze sobą niewyobrażalną przyjemność, o wiele lepszą od tej przychodzącej po delikatnych, czułych pieszczotach. Kiedy Angelo brutalnie ją penetrował, nie była w stanie nawet opanować się przed bezwiednymi piskami, skutecznie uciszonymi przez dłoń kochanka. Warknął na nią, więc jak na rozkaz oplotła nogami jego biodra, aby jeszcze bardziej ułatwić mu dostęp do swojego wnętrza.
Gdy tylko zabrał dłoń, chciała znowu wbić się pazurami w jego skórę oraz zmusić go tym samym do jeszcze większej brutalności, ale ukochany ją uprzedził i wpił się w jej wargi. Natychmiast odwzajemniła pocałunek, mimo że wiedziała, jaki efekt może przynieść ślina ukochanego. Również sięgnęła głęboko językiem, wplatając prawą dłoń we włosy ukochanego, a drugą wodząc po jego plecach i karku.
Spojrzała w oczy Angela, gdy ten się od niej oderwał i wyszeptał tuż przy ustach słowa, które tylko bardziej ją podnieciły. Jej wnętrze pulsowało od przyjemności, jaką właśnie dostarczał jej ukochany.
Przyciągnęła go do siebie tak, aby ocierał się o jej pełne piersi i sterczące sutki własnym ciałem, a uda zacisnęła na jego biodrach najmocniej, jak tylko dała radę.
Pewnie, że chciała więcej – cholernie więcej.
Pieprz mnie mocniej, mam ochotę, och, tak, mam – wyjęczała również tuż przy jego ustach, a następnie zaczęła całować jego wargi, podbródek i grdykę. Schodziła coraz niżej, a kiedy w końcu dotarła tuż nad obojczyk, polizała skórę ukochanego i wysunęła swoje kły. Zapiszczała jeszcze cicho, bo ukochany akurat boleśnie zacisnął rękę na jej biodrze, po czym wgryzła się w jego skórę.
Zrobiła to delikatniej, niż planowała, bo już czuła lekkie osłabienie po ślinie Angela. Wiedziała, że niedługo jej ciało będzie pewnie bardziej potulne i wrażliwe, a ukochany będzie tym bardziej mógł z nią robić, co będzie chciał, dlatego spijała zaborczo jego krew, wbijając jednocześnie paznokcie w jego plecy.
Gdy się oderwała, oblizała jeszcze ranę i spojrzała w oczy ukochanego zamglonym wzrokiem. Jego mocne ruchy zmusiły ją do tego, aby sama jedną ręką przytrzymała się ramy łóżka. Uchyliła czerwone usta, co chwilę wydając z siebie westchnięcia. Trucizna sprawiła, że jej ciało stało się jeszcze bardziej czułe, przez co każdy dotyk, każdy ból, każdy ruch odczuwała z wzmożoną intensywnością.
Cholera, lubisz mnie brać, gdy nie mogę ci się postawić, co, Angelo? – zapytała między jękami, oblizując wargę po resztce jego krwi. – Skoro też chcesz więcej, to mi to pokaż, zrób to, co byś chciał ze mną zrobić – wyspała, ponownie odchylając głowę i pokazując mu swoją bladą, czystą szyję. Przełknęła parę razy ślinę, po czym zacisnęła swoją dłoń na karku ukochanego. Rżnął ją w takiej pozycji, że jej obojczyk, dekolt i szyja znajdowały się tuż przy jego twarzy: Angelo nie miał więc jak odwrócić wzroku.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Sob Maj 11, 2019 9:43 am

Spoiler:
Hera umiała przekazać, że chce więcej niż tylko grzecznych pocałunków czy głaskania po główce. Była kobietą, Kuroszką, a te niczym sukkuby z piekła pokazywały za każdym razem co czyni je silnymi: Umiejętność wodzenia mężczyzn za nos. To, że Angelo okazywał dominację, nie znaczy że wampirzyca była całkowicie zniewolona. Pieprzone czarownice - bowiem tak były nazywane. Mając świadomość kogo ma pod sobą, nie powstrzymywał się. Niemniej wampirza natura, która zaczęła prawie krzyczeć w nim samym, musiała zostać wyciszona, chociażby za użyciem przemocy podczas stosunku.
Ściskał mocniej ciało wampirzycy, pozostawiając po sobie co raz to nowsze ślady. Już wiele malinek udekorowało porcelanową skórę, a ich czerwień zwiastowała, że utrzymają się przez kilka dni.
- Tak właśnie będzie.
Oznajmi, przytakując. Hera dostanie to czego chce, Angelo dostanie to czego chce. Palce wbijały się w jej nogi, a męskość ulokowała mocno. Prócz przyjemności, miała poczuć też ból. Chciała tego; sama się prosiła. Wiła i błagała o więcej. Wtedy Angelo przyspieszał, nie kontrolując swojej siły. Być może spowoduje otarcia, okaleczy ją. Ale ona przecież tego chciała.
Nie skupiał się już na gadaniu, bowiem cała jego uwaga skupiła się na seksie. Widział rumianą twarz narzeczonej, słyszał jak jęczy i domaga się. Schylił nawet, aby raz jeszcze wbić język w jej usta. Pochłaniać bez reszty, nie przerywając swoich ruchów. Chociaż ręce teraz ulokowały się tuż pod jej plecami, unosząc ją bardziej. Pazury wbijały się do krwi, tak samo jak ona okaleczyła jego ramię. Nie przerywał. W pewnym momencie oderwał się ustami, czując jak toksyczna ślina spływa po brodzie. Znowu mówiła. Teraz jego ręka zawisła nad jej głową, jakby chciał ją uciszyć. Złowrogie spojrzenie nabrało szkarłatnej barwy, a z pomiędzy warg widniały wyrośnięte zębiska. Utrata kontroli była ostatnią rzeczą, jaką chciał Angelo, natomiast Hera wiedziała jak wykorzystać dzikość narzeczonego. Sama do tego perfidnie doprowadziła. Zmrużył ślepia, bo dopiero teraz oprzytomniał co ona zrobiła. Ugryzła go. Pila jego krew. To stąd to wszystko. Utrata krwi, pożądanie i pociągnięcie niewidzialnej smyczy spowodowało, że tracił umysł. Odruchowo potarł miejsce ugryzienia, a w ślepiach na moment pojawił się lęk.
- Wiesz, że nie możesz.
Syknie, łapiąc ją zakrwawioną ręką za ramię. Przyciśnie oraz dopchnie męskość mocniej. Chciał zadać jej karę, przekazać że tak nie może czynić; nie brać nic bez pytania. Objął ją, przyciskając do swojego ciała. Uścisk się wzmacniał na tyle, że mogłaby wampirzyca śmiało to odebrać za próbę złamania kręgosłupa. Nic z tych rzeczy nie uczynił, jedynie przejechał jęzorem po jej szyi, zostawiając na niej parzącą truciznę.
I właśnie w tym momencie zadzwonił telefon. Dudnił, wibrował na szafce nocnej. Wampir z nerwami sięgnął po niego, sprawdzając kto się dobija. Matka. Tak, z całą pewnością ma radar i wie kiedy zadzwonić. Angelo jednak nie przykładał słuchawki do ucha, odebrał połączenie, ale ustawił na tryb głośnomówiący. Teraz głos matki zaczął świergotać po całej komnacie.
- Angelo, synku! Wiesz, że jadę do was? Do zamku? Odwiedzę ciebie i twoją... narzeczoną. Może też dowiem się jak traktują cię te zwierzęta od strony twojego ojca. Mam nadzieję, że nie wciskali ci nic niezdrowego. Aha. I powiedz Herze, że chcę z nią porozmawiać. Skoro macie mieć w przyszłości dzieci, chcę aby żyła prawidłowo. Odkryłam ostatnio też szybki sposób porzucenia krwi; wystarczy sok z buraków i dużo szpinaku. Wiesz, że mają dużo żelaza? Wampiry też mogą z niego skorzystać!
Jej głos się nie zamykał. Mówiła dalej, a jej syn trzymał dłoń na ustach Hery, żeby nic nie mówiła. A on wciąż ją pieprzył. Wzrok Kurosza pozostawał pusty, bezwyrazowy. Tak, jakby głos dzwoniącej kobiety wyłączył jego myślenie i ustawił tryb automatyczny; ma słuchać, dostosować się. Przecież słowo Matki jest najważniejsze/

7/20
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Nie Maj 12, 2019 11:48 am

Spoiler:
Hera widziała, że ukochany już się nie hamował, jeśli chodziło o znaczenie jej ciała, czy to ustami, czy pazurami, co tylko bardziej ją nakręciło – lubiła, gdy na wierzch wychodziła jego cała dzika, wampirza natura, na co dzień skrzętnie chowana i ukrywana.
No – prawie cała. Pomimo jej usilnych błagań i gorących spojrzeń ukochany jej nie ugryzł, nawet jeśli miała wrażenie, że był już na skraju wytrzymałości.
Nie była w stanie nawet powstrzymać krzyków rozkoszy, bo ruchy bioder Angela stały się na tyle mocne, że każde pchnięcie wstrząsało jej całym ciałem. Ponownie zacisnęła dłoń na ramie łóżka, aż zbielały jej kostki, bo inaczej nie była w stanie utrzymać się w miarę w jednym miejscu.
Jej wnętrze płonęło zarówno z przyjemności, jak i bólu, tak że Hera momentami sama nie wiedziała, czy jęczała przez rozkosz, czy przez brutalność, jaką serwował jej Angelo, ale właśnie tego chciała – nudny, cukierkowy stosunek nie był dla Kuroszy, o nie. Jeśli miałaby wyjść z łóżka obolała i z niezliczonymi śladami na całej skórze, to trudno – miała gdzieś, czy ktoś inny zwróciłby na to uwagę, dlatego jeszcze bardziej zachęciła Angela do głębszej penetracji, unosząc swoje biodra i silniej oplatając nogi na jego lędźwiach, tak że znajdowali się teraz w ciasnym, miłosnym uścisku. A gdy jeszcze poczuła, jak zostawiał jej krwawe pręgi na skórze, przejechała po własnej krwi palcem, a następnie powoli, patrząc ukochanemu w oczy, go oblizała. Smakowanie samej siebie może i nie było tak podniecające jak smakowanie ukochanego, ale w tym momencie Hera już nie miała hamulców i kręcił ją fakt, że Angelo znajdował się tak blisko jej pachnącej, kuszącej krwi, przez co coraz trudniej było mu się powstrzymywać.
Zaraz po tym, chyba nawet bezwiednie, zamknął jej usta swoimi własnymi. Jego toksyczna ślina od razu zmieszała się z jej własną posoką.
Czy Angelo wiedział, że nieświadomie właśnie skosztował jej krwi? Czy może stracił już na tyle zmysły, że nawet tego nie poczuł?
Tak jak i on, z chęcią dopuściła do głosu swoje bestialskie „ja”, dlatego zlizała jeszcze krew ukochanego cieknącą z jego szyi aż na obojczyk i mrucząc z zadowolenia, zaczęła jeździć paznokciami po skórze Angela: na lędźwiach,  plecach, karku, ramionach i klatce piersiowej.
Och, boże, jego krew była tak pyszna, zwłaszcza w tym momencie, gdy jeszcze czuła jego męskość w swoim rozpalonym wnętrzu, że Hera zapragnęła wgryźć się w szyję narzeczonego ponownie.
Angelo skutecznie jej jednak to uniemożliwił, gdy uzmysłowił sobie, co się właśnie wydarzyło. Z małą satysfakcją oglądała jego przerażenie, choć z jeszcze większą przyjemnością przyjęła jego gwałtowne, mocne ruchy oraz małą karę, przez którą prawie zabrakło jej tchu. Trucizna sprawiała, że jej ciało już odmawiało posłuszeństwa, więc mogła jedynie poddawać się ruchom Angela, które teraz czuła o wiele bardziej niż na początku, a jej intymność już niemal cała  ją piekła. Gdyby była normalnym człowiekiem albo tylko byle jakim wampirem, pewnie by tego nie zniosła, ale szczęśliwie jej Kuroszowa natura gwarantowała o wiele większą wytrzymałość.
Za rzadko dajesz mi swoją krew, skarbie, zdecydowanie za rzadko, też o tym wiesz – odpowiedziała mu szeptem do ucha, skarżąc się. – Inaczej może bym się powstrzymała – dodała z sapnięciem, gdy poczuła bolesny ucisk, a na jej szyi wylądowały usta Angela.
Wplotła palce w jego włosy, odchyliła głowę i zagryzła własną wargę, pewna, że już niedługo dojdzie, że jej narastające pożądanie lada moment się skumuluje i wybuchnie, że już dłużej nie będzie w stanie się powstrzymywać, że kolejne pchnięcie Angela doprowadzi ją do orgazmu, że...
W tym samym momencie miły i gorący nastrój trafił szlag, bo usłyszała wkurzające wibrowanie na szafce. Aż wzdrygnęła się cała, a jej zmysły w jednej chwili powróciły do rzeczywistości.
Telefon.
Chyba Angela, nie jej.
Wybiło ją to całkowicie z rytmu, ale trudno, nadal była rozpalona, pewnie ponowne odpłynięcie do krainy rozkoszy nie zabrałoby jej dużo czasu, gdyby tylko...
Gdyby tylko jej narzeczony odrzucił to przeklęte połączenie, a nie odebrał i ustawił tryb głośnomówiący.
Hera była w takim szoku, że przez pierwsze sekundy nie wierzyła, że to się stało naprawdę. Całkowicie zastygła, rozdziawiła wilgotne usta i wlepiła niedowierzające spojrzenie w Angela.
Co.
Do.
Chuja?
Nie, kurwa.
To się nie działo.
Nie mogło.
Czy on naprawdę odebrał telefon od mamusi, kiedy na całego pieprzył ukochaną?
W momencie, gdy Hera już była na skraju, gdy prawie już miała jęczeć mu do ucha, że zaraz dojdzie, gdy jego kły i ślina w tak nieziemski sposób drażniły jej szyję?
Szybko ocknęła się z szoku i miała z oburzeniem i pretensjami coś powiedzieć, ale ukochany w tym momencie położył dłoń na jej ustach. I nawet na moment nie przestał się w niej poruszać.
Tego było za wiele.

EDIT:

Zebrała w sobie wszystkie siły, jakie tylko miała, i mimo że była mocno osłabiona przez truciznę, uderzyła narzeczonego łokciem, a potem go od siebie odepchnęła. Miała gdzieś, że jego matka nadal trajkotała: nie będzie dawać się poniżać, choćby musiała z siebie wypruć wszystkie żyły i czołgać się do jebanych drzwi przez pół godziny.
Koniec tego dobrego.
Ciężko oddychając i klnąc w duchu na wszystko wokół, od razu, zanim Angelo zdążyłby zareagować, zwaliła się z łóżka, ciągnąc jednocześnie za sobą sponiewierany koc. Nie miałaby siły szukać swoich ubrań, narzeczony porozrzucał je gdzieś po pokoju. Podpierając się słabo o szafkę biurka, owinęła ciało materiałem, a następnie zaczęła się podnosić.
Zostań sobie z nią – warknęła przed siebie, nie przejmując się tym, że przyszła teściowa mogła ją usłyszeć. – Życzę ci miłego wieczoru, kochanie – dodała z sarkazmem, a następnie zaczęła rozmasowywać szyję i kuśtykać w stronę drzwi.
Po drodze złapała tylko swój telefon, wpadła też z powodu trzucizny parę razy na ścianę, ale twardo nie zwalniała. Jebać Angela i jego bycie maminsynkiem, kurwa, nie będzie tu dłużej siedzieć, choćby miała wystawić się na pośmiewisko całego zamku.
Nikt nigdy jej tak nie upokorzył jak ukochany.
Wychodząc, chciała trzasnąć drzwiami, ale oczywiście jej to nie wyszło. Potknęła się jedynie o próg i zniknęła na korytarzu.

zt.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Pon Sie 19, 2019 4:50 pm

Droga od ogrodu wewnętrznego do komnaty dwoiła się i troiła w oczach. Im było bliżej do kwatery Hery i Angela, tym Jisai miał coraz większe problemy ze stawianiem metrowych odnóży. Tylko dlatego, że miał pięć par, nie stracił równowagi i jakoś doczłapał do odpowiednich drzwi. Ostrożnie wtargnął do środka i gdy cały odwłok znalazł się już w środku (miał teraz około dwa metry długości) zamknął drzwi za sobą. Diler rozglądał się z zadyszką po komnacie szukając odpowiedniego miejsca. Chwycił za skrzydło szafy myśląc, że to drzwi do łazienki. Wreszcie znalazł drogę do łazienki kierując się zapachem wilgoci i wszedł z prawie roznegliżowaną wampirzycą do środka. Wanna, wanna... jest! Ostatnim tchem zbliżył się do krawędzi balii i ostrożnie ułożył tam Długowłosą do środka. Uff, dziewczyna nie była ciężka, lecz kręgosłup Jisai'a mógł odrobinę rozluźnić się. Niestety jedna para żeber zdołała wyłonić się z mięśni bocznych brzucha Selekcjonera Truposzy i przekształcić się w dodatkową parę odnóży. To zmusiło mężczyznę do chwilowego podparcia się ściany i przełknięcia fali bólu przy utrzymaniu przytomności. Półskolopendra-półwampir naginał rezerwy energii, by doczłapać się do szafki z apteczką. Wydobył wszystko, co było w niej, to jest bandaże, gazy, ale i nietypowe dla ludzkich apteczek fiolki. Dwie z nich były odtrutkami na bazie śliny właśnie Jisai'a, które ulepszył do tego stopnia, że stały się uniwersalnymi detoksykantami. Powolnymi krokami podpełzł do Hery w wannie i odkręcił kurek z zimną wodą. Władała żywiołem lodu, toteż założył, że nie przepada za wrzątkiem. Woda miała za zadanie obmyć pierwszy śluz z nóg i krew, a przy okazji zmiękczyć skórę, która w miejscach kontaktu mazi stawała się poparzona do twardych strupów. Specyfiki zaczął nakładać, gdy tylko wchłonęła się pierwsza wilgoć z wody. Ostrożnie wcierał i rozsmarowywał nie najładniej pachnący środek, który łagodził swąd, ból i pieczenie.
Wykonując zabiegi medyczno-kosmetyczne Błękitnowłosy nie uniósł głowy, aby kobieta nie musiała na patrzeć na jego oblicze. Milczał również z takiego powodu, aby jego obecność jak najmniej wściekała wampirzycę. Choć mógłby z łatwością poprawić swoje zdrowie łamiąc kobiecie nogi, to delikatnie wcierał lekarstwa, masował i pielęgnował, aby jak najszybciej odzyskały dawny wigor i urok. Piękność musi być apetyczna i kusząca dla swojego narzeczonego, który pewnie niebawem wróci do zamku. Lał się z Jisaia zimny pot, białe wąskie źrenice to zwężały się to rozszerzały. Nie wytrzyma długo w tej połowicznej przemianie i będzie zmuszony znów stać się potworem, ale póki mógł póty nie odstępował od zabiegów medycznych.
Po wielu naprawdę wielkich staraniach efekt był naprawdę imponujący. Skórka na nóżkach wyglądem przypominała już tylko lekkie poparzenie słoneczne, jakby Piękność opalała się jeszcze przed chwilą. Nie było zgrubień, plam, przeżarć do mięsnej tkanki. Żyły prawidłowo toczyły krew. Nie wiedział jedynie, czy Kuroszka będzie w stanie wstać o własnych nogach, musiała wyjść z wanny i przekonać się. Podałby swoje ramię, gdyby mógł sobie zaufać, że nie zachwieje się z Nią i nie runie na podłogę. Takiej pewności nie miał. Diler ciężko rzęził, i choć wilgotny klimat łazienki przypadł mu do gustu, nie mógł narażać Hery na kolejne nieprzyjemności. Wycofał się pomalutku i ociężale z łazienki, by dać kobiecie odrobinę prywatności. Powinien opuścić w ogóle Jej komnatę, ale poprzysiągł sobie, że dopóki Hera nie zyska czucia w nogach, dopóty będzie starać się przywracać prawidłowe krążenie. Nie mógł Jej tak zostawić. Po prostu nie mógł. Mętny wzrok przykrywały coraz to cięższe powieki. Bolał go cały układ kostny. Mózg chciał poddać się zwierzęcemu instynktowi. Lecz tliła się w nim przysięga, która kazała mu być czujnym.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Sro Sie 21, 2019 5:54 pm

Uszkodzonym budynkiem Hera będzie martwić się później. Nawet jeżeli pluła się przed momentem o zniszczenia na korytarzu, to jednak jej nogi były o wiele ważniejsze. Widziała, jak trucizna Jisaia przeżarła się przez jej skórę aż do tkanki, może nawet i dalej, widziała też wielkie, obrzydliwe, zaropiałe bąble i krwawe płaty, które odchodziły od ciała.
A jednak nie czuła nic. Ani odrobiny. Takie rany powinny boleć jak cholera, jednak zagoiłyby się dzięki wampirze regeneracji, ale brak czucia… to całkiem inna kwestia.
Dlatego tak spanikowała pod koniec i rozkazała Jisaiowi zanieść ją do siebie, mimo że był jeszcze bardziej poraniony od niej. Ale to w końcu wszystko jego wina!
Prawda?...
Hera zresztą nie miała pojęcia o jego powiązaniu z Hiro – gdyby o tym wiedziała, może, ale tylko może, odniosłaby się teraz do dilera mniej opryskliwie.
Jisai nie raczył jej odpowiedzieć na żadne słowo. Bał się? Nie mógł przez poranioną twarz? Czy może ciągle ze sobą walczył i robił wszystko, aby nie powrócić do formy skolopendry? W końcu skąd Hera miała wiedzieć, czy nagła przemiana nie nastąpi ponownie?
Pisnęła, gdy nogi Jisaia zaczęły ponowną transformację, ale spojrzała mu w oczy i spostrzegła, że wampir, nawet jeśli wymęczony, był w pełni świadomy. Nie bez obaw dała mu się objąć i podnieść – przez moment serce biło jej jak oszalałe, bo nie była pewna, w którym miejscu na ciele Jisaia przemiana się zakończy, ale nieco się uspokoiła, gdy jego chudy, zimny tułów pozostał w ludzkiej formie.
Również nic nie mówiła, kiedy niósł ją przez zniszczony korytarz. Rozglądała się tylko z niepokojem, zła i zaskoczona, że absolutnie nikt nie wyszedł z pokoju, aby zobaczyć, co dzieje się z zamkiem, a także w strachu obserwowała swoje bezużyteczne, poranione nogi – wyglądały jak trupie, nadpalone odnóża i z całą pewnością nie przypominały jej drobnych, bledziutkich łydek.
Ze szczęki Jisaia skapywała na nią jego krew, ale Hera była przytomna przynajmniej na tyle, aby nie robić o to pretensji. I tak całe jej ciało było w jego posoce. A skoro już mowa o ciele…
Jedną ręką nieco nasunęła suknię, a drugą w końcu, w połowie przebytej drogi, uczepiła się kościstego ramienia Jisaia. Diler nie człapał stabilnie i bała się, że lada moment wywróci się z nią na korytarzu, a wtedy oboje będą bezsilni… ale jakoś udało mu się dostać do komnaty, w okolicy której po raz pierwszy się spotkali, zaledwie parę godzin temu.
W środku, oczywiście, nie było Angela. Jakżeby inaczej – czego innego mogła się spodziewać?
Nie widziała też jego komórki. Czyli najpewniej pojechał do matki.
Hera poczuła, że łzy napłynęły jej do oczu, więc schyliła głowę. Poinstruowała cicho Jisaia, gdzie jest łazienka, kiedy ten nie mógł trafić. W końcu umieścił ją delikatnie w wannie, ale doznał chwilowego cierpienia.
Jisai, czy ty znowu się przemieniasz? – spytała Hera z zatrwożeniem, zaciskając dłonie na wannie i próbując unieść się na rękach. Syknęła z wysiłku, ale niewiele to dało.
Bez nóg jej ciało było bezwartościowe.
Wampir jednak pozostał sobą – odpowiedź najpewniej zmusiłaby go do zbyt wielkiego trudu. Hera na szczęście to zrozumiała, gdy zobaczyła wreszcie w całości jego umęczenie. Dopiero teraz, kiedy znajdowała się w swojej łazience, poczuła się nieco bezpieczniejsza i spojrzała na całą tę sytuację trzeźwiejszym okiem. Stan Jisaia zaczął ją martwić. Ale musiała mu zaufać. Nie miała innego wyboru – przecież to jego trucizna, więc tylko on wie, co zrobić, aby ją zneutralizować.
Hera pozostała podczas całego zabiegu milcząca. Nie chciała rozpraszać jego uwagi, zwłaszcza że widziała, jak trzymał się na ostatkach sił. Gdyby go rozproszyła, jeszcze by tu zemdlał, schrzanił robotę i pogorszył stan jej nóg albo – co najgorsze – znowu stał się skolopendrą.
Zimna woda zaczęła zmywać krew Jisaia z części jej brzucha, Hera zauważyła też, że pomagała w pozbyciu się śluzu, ale to nie przywróciło jej czucia. Ubranie przemokło całkiem do połowy, a im dłużej Hera siedziała w wannie, tym wilgotniejsza stawała się suknia, aż w końcu niemal cała lepiła się do jej ciała. Wampirzyca nie zwracała jednak na to uwagi, nie zmywała też krwi z klatki piersiowej, aby nie zabarwiać wody ponownie – domyślała się, że Jisai musiał mieć jak najlepszy widok na ranę.
Nie spytała, czym były specyfiki, chociaż ją korciło. Stwierdziła, że skoro dodano je do standardowej, zamkowej apteczki (której Hera w życiu nie otworzyła, swoją drogą), to były czymś sprawdzonym.
Dowie się później – tak samo jak dowie się, o co w ogóle, do diabła, chodziło z tą przeklętą skolopendrą.
Powoli się uspokajała i oddychała coraz regularniej. Widziała po Jisaiu, że starał się, jak mógł, aby przynieść jej ulgę i aby być delikatnym, ale dla niej liczyło się, aby po prostu odzyskała swoje nogi – nawet jeśli bolące, nawet jeśli poranione, byleby po prostu jej czuła. Gdyby sprawność przywróciła jej dopiero brutalna, sprawiająca cierpienie kuracja, to w porządku – nieważne, jakimi środkami, ważne, by nogi stały się jak dawniej.
Póki jednak wampir wcierał śmierdzącą maść, nie panikowała. A przynajmniej nie głośno.
W pewnym momencie diler przestał wykonywać zabieg i bez słowa, z ciężkim oddechem, wytoczył się z pomieszczenia. Hera zerknęła na niego ze strachem, potem przyjrzała się swoim nogom – o wiele piękniejszym niż przed momentem – spróbowała też poruszyć chociaż małym palcem… ale nic z tego.
Zacisnęła wąsko usta. Kiedy będzie mogła z powrotem chodzić? Jak długo zajmie jej dojście do siebie?
Pogładziła ostrożnie zaczerwienioną skórę, a drugą ręką sięgnęła po komórkę, którą wcześniej odłożyła na szafkę obok.
Jisai – zaczęła stanowczo, ale spokojnie, już bez krzty złości – chcę cię zdrowego. I świadomego. Nie mam pojęcia, co ci może pomóc i jak długo to zajmie, ale wiem, że… bez ciebie nie wyleczę nóg. No i nie chcę, żebyś… – urwała, gryząc się w język. Żebyś znowu się przepoczwarzył albo umarł. – Użyj mojej komórki. Zadzwoń po kogoś, kto tu przyjdzie i ci pomoże. Sam nie dasz rady nigdzie iść, musisz uzdrowić się tutaj. Nie obchodzi mnie, czego dokładnie potrzebujesz, możesz sprowadzić nawet tuzin ludzi i ich zjeść. Po prostu masz być zdrowy. – Tak, to był rozkaz. Nawet jeżeli Hera nie kierowała się głównie empatią, to jednak zależało jej, żeby diler znowu stał się normalny. Żeby zagrożenie minęło. I żeby… lepiej się poczuł. – Jeżeli nie jesteś w stanie sam zadzwonić, powiedz mi przynajmniej, z kim mam się skontaktować, a to zrobię. Spróbuj jeszcze wytrzymać. Dasz radę. Potrzebuję cię, rozumiesz?
Wyciągnęła w stronę drzwi rękę z komórką. Jeżeli wampir da jej znać, obojętnie, czy w słowach, czy gestem, że chce zadzwonić, położy telefon na podłodze i przepchnie go ku niemu, aby diler nie musiał wykonywać dodatkowych ruchów. Jeżeli zaś tylko wyrzęzi jej, kogo wołać na pomoc, natychmiast do tej osoby zadzwoni i każe spełnić wszystkie zachcianki Jisaia. Jakie by nie były.
Możesz też wziąć ubranie mojego narzeczonego. Jesteś niewiele wyższy i trochę szczuplejszy, coś powinno spasować. Wszystko znajdziesz w szafie. Gdy tylko… uda ci się przemienić całkowicie w człowieka, nie krępuj się i coś sobie weź. Co tam ci się spodoba.
Kiedy Angelo wróci, o ile w ogóle to zrobi? Jak zareaguje, widząc tę sytuację: narzeczoną do połowy roznegliżowaną i w czyjejś krwi, mokrą, w wannie, z martwymi nogami, które wyglądają jak po wizycie na solarium, oraz nieznanego, nagiego – albo w jego ciuchach – wampira, ledwo żywego, poranionego, całego we własnej posoce i będącego na granicy świadomości?
Pewnie ukochany się wkurzy, ale trudno – po tym, jak ją potraktował, Hera miała to gdzieś. Wiedziała, że powinna teraz do niego zadzwonić i wszystko mu powiedzieć, prosić, aby przyszedł im pomóc, jednak… nie, nie miała zamiaru tego robić.
Poradzą sobie sami z Jisaiem. Skoro Angela nie było, gdy potrzebowała jego pomocy na korytarzu w trakcie ucieczki, nie musi go być także teraz, gdy potrzebuje pomocy przy swoim ciele.


Ostatnio zmieniony przez Hera dnia Pią Sie 23, 2019 8:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Czw Sie 22, 2019 10:04 am

Nie było mu lekko zajmować się ranami Ślicznotki, które sam zadał swoim jadem. To tak jakby patrzył się wciąż na powód, przez który cierpiała nie tylko jego duma i honor zawodowy, ale i jego część osobowości. To przez te paskudne bąble i ogólne narażenie Kuroszki na nie tylko utratę zdrowia ale i życia zrzeknie się dotychczasowego życia w lochach zamku, aby nikogo więcej nie skrzywdził kogokolwiek, kogo miał ochraniać. Owszem, będzie dalej pracować jako Selekcjoner Trupów i dostawca żywego towaru, lecz nie będzie korzystać z dobrodziejstw i przywilejów, na które przestał zasługiwać. Póki co starał się koncentrować jedynie na tym, aby nóżki Hery były sprawne. Wyglądem dolne kończyny były bliskie normie, lecz ich niedowład był czymś niewybaczalnym. Nie odpowiadał na żadne pytania, sugestie, słowa, po prostu skupiał się na pracy, która musiała przynieść natychmiastową reakcję. Im dłużej jad tkwił w organizmie, istniała większa szansa na rozprzestrzenienie się trucizny po całym ciele przez krwioobieg. Na szczęście u wampirów tempo przepływania posoki była zupełnie inna niż u ludzi, toteż jeśli od razu przystąpił do detoksykacji, jad nie powinien przedostać się do innych, wyższych partii ciała. Dwoił się i troił, aby zapobiec katastrofie. I chyba wszystko zmierzało w dobrym kierunku, poza jego własnym stanem zdrowotnym.
Zmagając się z samym sobą w końcu musiał odejść od kobiety, kiedy przeczuwał, że już więcej nie będzie umiał pohamować się. Ostatnie czego pragnął, to dalsze zranienie Pani Zamku. Okazało się, że ze wzajemnością, choć był tylko pracownikiem własności Testamenta. Przecież nie przesłyszał się. Dysząc jak w agonii usłyszał słowa kobiety, która przełamała zohydzenie do dilera i nakazała mu być... zdrowym. Jakimikolwiek sposobami miał ogarnąć się, aby dokończyć to co zaczął. To wystarczający argument, aby nie poddawać się przemianie. Od początku rehabilitacji trzymał się kurczowo myśli, aby nie dopuścić do uwolnienia potwora, w którego niestety przeistaczał się. Przy tak szybkich przepoczwarzaniach się istniało ryzyko, że utknie już na długo w formie skolopendry, a wtedy nijak nie będzie mógł zająć się Piękną. Ale słowa o tym, że kobieta potrzebowała go, były ostatecznym motorem do działań. Nie może zawieść po raz kolejny Hery.
Zza framugi drzwi do łazienki wyłoniła się szczupła ręka Jisai'a, przez którą przebiegały drgawki. Walczył o każdą minutę świadomości, żeby być jak najbardziej użyteczny wobec Długowłosej. Nie czekał długo na to, aż telefon zostanie mu podany idealnie wymierzonym ślizgiem. Nie miał sił, by ustnie przekazać wskazówki kobiecie dotyczące podjęcia próby ocalenia ich oboje od konsekwencji bestii, która zaczęła rozrywać ludzkie kształty wampira w okolicy brzucha i wyżej. Zaciskając zęby wpisywał coś do komórki, nie tylko numer ale i treść, którą Hera zobaczy, gdy przy drugim ślizgu telefon znajdzie się tuż obok wanny. W ostatniej sekundzie udało mu się przekazać sprzęt, bowiem ręka, którą posłał komórkę, została wysadzona od środka przez kolejne odnóże skolopendry. To mogło znaczyć, że diler nie zdołał wytrzymać, ale niezupełnie. Choć stracił prawie całe ciało na rzecz przemiany, ostała się groteskowo wykrzywiona ludzka głowa z błękitnymi włosami, z której wystrzeliły długie czółka. Nawet z ust wyłoniły się szczęki przypisywane insektom, choć owal twarzy i oczy dalej były tymi, które Hera widziała po raz pierwszy poznawszy tożsamość zakapturzonego wampira. Nieprzyjemne odgłosy przecierania się chitynowego pancerza i skrzeków mogły dotrzeć do łazienki, lecz potwór nie zbliżał się do pomieszczenia. Resztkami woli wstrzymywał się od szarży na osłabioną Dziedziczkę Zamku.
Czy zdążył powiadomić kogo trzeba?
Jeśli Hera podniesie telefon z ziemi dostrzeże w folderze wysłanych wiadomości SMS nieznany numer i treść:
Kod:
Prot.6E1-2, 1odz+1wk, 3a, kwatera Pani Hery K., 71541.
Wampir musiał pisać skrótami, aby po pierwsze szybciej przekazać to, co trzeba, po drugie uniknąć niepotrzebnych pytań osób postronnych, gdyby przyszło robić dochodzenie. Diler był niezwykle skrupulatny w spisywaniu wszelkich protokołów, norm i ustaleń w obrębie lochów i nikomu z pracowników nie popuszczał braku znajomości chociaż jednej z nich. W konsekwencji opracował dla nich aplikację, w której wystarczyło wklepać poszczególne kody, aby wyświetliła się odpowiednia komenda, wskazówki i najczęściej zadawane pytania z odpowiedziami. Najważniejsze, aby byli szybcy w działaniu.
Choć co ciekawe, udało mu się wśród formalnych zapisów dodać zwrot "Pani", a ta informacja z punktu widzenia odpowiednich służb była zbędną. Chciał najwyraźniej podkreślić, aby tak zwracać się do pacjentki. Albo ten zwrot był oddaniem szacunku dla wytrwałej krwiopijczyni.
Już parę minut później wparował najbliższy zaufany pracownik lochów. Filip. Widząc swego Przełożonego w takim stanie nie wahał się ani chwili. Wampir krwi D miał przy sobie to, o co "prosił" Jisai w wiadomości. Zgodnie z protokołem najpierw wystrzelił z pistoleciku strzykawkę ze środkiem uspokajającym, aby ogłuszyć skolopendrę. Potem ukręcił wokół łba stwora srebrny łańcuch, który posłużył jako smycz i wyprowadził na zewnątrz. W kolejnym kroku wszedł do łazienki z właścicielką kwatery i nie podglądając jej stanu zdrowia podał jej litrowy woreczek z krwią.
- Proszę się nie martwić - odezwał się Filip zasłaniający przedramieniem widok do Hery, która mogła być przecież rozebrana - Wszystko jest pod kontrolą. Proszę napić się i czekać na dalsze instrukcje.
Po tych słowach wyszedł z łazienki i zabrał się za dalsze wytyczne. Uwiązany diler już rzucał się w korytarzu, gdy dostrzegł człowieka, którego przyprowadził wampir poziomu D. Filip uwolnił z łańcucha bestię, która momentalnie rzuciła się na związanego więźnia z lochów, aby zająć się łamaniem jego kości. Krzyki zmieszane z głośnym chrupaniem szkieletu ofiary to nie było coś, za czym sługa dilera przepadał, więc wrócił z powrotem do kwatery Hery, aby podnieść kobietę na duchu. Nie za bardzo wiedział, jak za to się zabrać, lecz spróbować nie zaszkodzi, prawda?
Kiedy znów wkroczył do łazienki, cały rumiany od dostrzeżonych, podkreślonych kształtów kobiety, wydukał z siebie:
- Ee... czy... czy pomóc Pani wyjść z wanny?
Gdyby miała Kuroszka jakieś pytania, to wtedy starałby się odpowiedzieć na nie, choć miał ograniczone kompetencje. Postawił jeszcze trzy małe fiolki na blacie szafki łazienkowej, po czym skręcił głowę w kierunku korytarza. Cisza. Chyba już było po wszystkim. Poszedł sprawdzić, czy coś jeszcze trzeba pomóc, gdy właśnie do pokoju wszedł do środku odmieniony, choć bardzo wyciszony Błękitnowłosy. Miał swoje humanoidalne ciało, a po brodzie i szyi spływała jeszcze ciepła posoka nieboszczyka, a raczej tego, co z niego zostało. Nagi Przełożony to kolejna rzecz, na którą nie chciał spoglądać Filip, aż jęknął mocno zmieszany.
- Pani Hera jest przytomna, oczekuje Pana w łazience. Proszę dojść do siebie, zajmę się resztą.
I tak uciekł z kwatery, by posprzątać ostatnie czynności po dilerze, który z mozołem i jakby niedbale przeszukiwał szafę należącą do Angelo. Co jakiś czas zlizywał językiem otoczenie ust, które było ubrudzone posoką, aż wreszcie znalazł ciemny, znoszony garnitur i jakąś równie ciemną koszulę. Powinien był ubrać się w dres, ale z drugiej strony nigdy nie wiadomo, jak noszony był bardzo blisko ciała przez prawowitego właściciela. W każdym razie zjawił się u progu łazienki i w gruncie rzeczy musiał spojrzeć na Herę. Jego łagodne błękitne tęczówki o bielutkiej źrenicy zyskały więcej wigoru, gdy oględziny opisane przez Filipa potwierdziły się. Gdy odwrócił się po fiolki, w tyle głowy nadal miał dwie dziury. Jedna po lancy, a druga po sztylecie. Były już niewielkie i nie krwawiły, choć to nie o te rany Jisai martwił się najbardziej. Ostrożnie podszedł i schylił się, by wyłowić jedną z nóżąt Kuroszki. Pieczołowicie i z troską spoglądał na każdą stronę nóżki, aż wreszcie mógł postawić diagnozę. Celną i na całe szczęście dobrą dla Hery.
-Za dwadzieścia minut odzyskasz całkowite czucie w obu nogach. Trzeba jeszcze wetrzeć specyfik, który przyniósł mój następca.
Wyjaśnił cicho, jakby obawiając się dalej, że i tak niepotrzebnie odzywał się. Chciał jedynie poinformować o stanie zdrowia, o które pytała, a na które nie mógł wtedy odpowiedzieć. Trzy fiolki z antidotum niebawem wlał na nóżki kobiety i delikatnie, acz starannie wmasowywał we skórę. Ślicznotka mogła w końcu wyczuć moc rozgrzewającą z maści, a więc rozluźniły się nerwy z paraliżu i poprawnie funkcjonowały. Na zasadzie osmozy wyssały z ciała resztę toksyn i zneutralizowały poza organizmem w postaci plam podobnych do benzyny rysujących się na tafli brudnej wody.
Z tego powodu zdecydował się zabrać Dziedziczkę z wanny i przenieść się z nią pod prysznic. Ujął Ją tak, aby nie musiała stawiać jeszcze nóg na posadzce. Mogła nimi lekko majdać, ale na pewno musiała uzbroić się w cierpliwość, by mięśnie na nowo reagowały na komendy z mózgu i zdołały utrzymać Ją w pionie. Jeśli będzie potrzebować asysty przy zażywaniu kąpieli pod dyszą, Jisai będzie trwać przy Niej i trzymać, aby nie zachwiała się. Nie zdjął ubrań nawet będąc narażonym na zmoknięcie. Mógł Jej pomóc we wszystkim (albo prawie we wszystkim), co mu rozkazała, w tym nawet przebrać się w nową sukienkę. Tym razem już zgodnie z zaleceniem z przeszłości... osobiście dopiął wszystko, poprawił każdą fałdkę materiału i szelki, wygładził w okolicy talii. Był przy tym tak ostrożnym i wrażliwym, że można było pomylić to uczucie z namiętnością. A może rzeczywiście...? W każdym razie gdy tylko skończył pomagać w zmianie garderoby. Posadowił Kuroszkę na brzegu łóżka odsuwając się, a Ona wreszcie mogła spróbować postawić bose stópki na parkiecie. Czy aby na pewno wszystko poszło zgodnie z mnogimi staraniami Jisai'a?

/wybacz jak są błędy, piszę z pracy/
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Pią Sie 23, 2019 10:05 pm

Jeżeli Jisai myślał, że po tym, co zrobił, Hera tak łatwo pozwoli mu odejść z zamku i się z tego wszystkiego wywinąć, to się grubo mylił. Nawet jeżeli diler uznał, że to byłaby dla niego dobra kara, to z pewnością takiej nie dostanie – nigdy nie dostaje się takiej pokuty, jakiej się pragnie.
Zresztą czekało go mnóstwo napraw w zamku, a Herę najpewniej rozmowa z ojcem, dziadkiem albo Hiro na temat Jisaia. Ale to nie teraz.
Teraz nawet jeszcze o tym nie myślała. Później postanowi.
Nie widziała zza przymkniętych drzwi od łazienki, co działo się z Jisaiem. Mogła tylko domyślać się przez jego ciężki, głośny oddech i nadal mocno pachnącą krew. Do jej nozdrzy nieprzerwanie docierał też zapach skolopendry – inny od tego, który otaczał dilera, gdy był on w ludzkiej formie.
Czyli sytuacja nadal prezentowała się fatalnie.
Natychmiast przepchnęła do niego komórkę, kiedy zobaczyła jego bladą dłoń, i w napięciu czekała. Uda mu się wytrzymać? Zdąży zawołać pomoc? Słyszała klikanie, ale jednocześnie do jej uszu docierał nieznośny odgłos chrzęstu, jakby coś cięło skórę Jisaia.
Dostała komórkę z powrotem, a razem z nią widok rozrywanej, przemieniającej się dłoni wampira. Cicho pisnęła, obejmując samą siebie w wannie, ale o dziwo w drzwiach nie zobaczyła ponownie wielkiego robala. Usłyszała za to chrobot i stukot odnóży – Jisai się oddalił.
Mam nadzieję, że kontaktuje. Och, błagam, żeby wytrzymał jeszcze trochę…
Dopiero teraz sięgnęła po telefon i z roztargnieniem zerknęła na kod. Nie zrozumiała szyfru, jednak najważniejsze, aby był on jasny dla odbiorcy.
Te kilka minut, podczas których w napięciu, cała przemoknięta, z zimnym, oblepiającym skórę ubraniem, siedziała w wannie i czekała na ratunek przed zmutowanym robalem, były jednymi z najdłuższych w jej życiu. Nasłuchiwała każdego szmeru, jaki wydawał Jisai, bojąc się głośniej odetchnąć, bo przecież to mogłoby jeszcze go rozjuszyć. Wiedziała, że dałaby radę znowu użyć mocy lodu, ale… to było niewystarczające. Nie miała jak uciec.
Nawet gdyby zdecydowała się napisać do Angela czy Gaba, to pieron wiedział, gdzie ich wcięło. Pewnie potrzebowaliby sporo czasu, aby tu dotrzeć.
W końcu poczuła czyjąś aurę, a zaraz po tym do pokoju wbiegł wampir. Hera nic nie krzyknęła – z bijącym sercem nasłuchiwała tylko tego, co się działo. Gdy w końcu łazienkę raczył nawiedzić sługa Jisaia, Kuroszka nawet nie musiała się odzywać – Filip mógł z łatwością wyczytać z wyrazu jej twarzy, o co chciałaby zapytać:
Co tu się, kurwa mać, odpierdala?!
Przejęła od niego worek z krwią i natychmiast go rozerwała. Zaczęła łapczywie pić, nie zwracając uwagi na to, że niewielka ilość trysnęła jej na ciało.
Jasna sprawa – warknęła, odrywając się na moment od woreczka – nigdzie się nie wybieram. Pozwolę sobie nie wstawać. W końcu jest mi wyjątkowo wygodnie!...
Chciała jeszcze bardziej zrugać wampira, ale stwierdziła, że niech ten lepiej ratuje Jisaia, dlatego odesłała go gestem dłoni, i wróciła do konsumpcji.
Nawet stąd słyszała nieprzyjemne trzaski, łamanie i krzyki. Mogła się tylko domyślać, co tam się działo – nie protestowała jednak, bo w końcu kazała Jisaiowi zrobić wszystko, aby się wyleczył. A skoro pomagało mu coś takiego, cóż. Hera musiała to zaakceptować.
Przewróciła oczami, gdy Filip ponownie wszedł do łazienki i tępo zaproponował jej pomoc.
Słuchaj, kochanieńki, idź dokończyć leczenie swojego przełożonego, bo inaczej to ja ci pomogę, ale w wyleceniu z tego zamku. – Miłe to nie było, ale Hera naprawdę nie miała siły do tego chłoptasia. Widziała po nim, że był tylko przydupasem Jisaia, więc nawet nie próbowała o nic pytać.
Zresztą, do kurwy nędzy, to Jisai ma się wytłumaczyć, nie ktoś inny.
Filip wyraźnie się przejął, ale bez słowa dał jej jeszcze specyfiki. Hera zdobyła się na wyburczenie podziękowania i odesłała wampira znowu do Jisaia.
I w końcu, po paru minutach, w pokoju zjawił się diler, już w ludzkiej formie, spokojny i cichy. Widać było po nim lekkie zmęczenie, ale przynajmniej teraz twardo stał na nogach, nie trząsł się i co najważniejsze – nie miał mglistego, pół-zwierzęcego spojrzenia.
Był sobą.
Wparował do łazienki w jednym ze starszych garniturów Angela – kiedy jej narzeczony w ogóle ostatnio go nosił? – i spojrzał na wampirzycę.
Później o wszystkim porozmawiamy. Na razie mi dalej pomóż – szepnęła chłodno, wskazując na swoje nogi.
Pozwoliła mu znowu dotykać swoich poranionych łydek i zająć się przywróceniem ich czucia. Kiedy pieczołowicie wcierał w nie dziwaczne olejki, których Hera nie mogła rozpoznać, i ostrożnie masował jej skórę, zobaczyła jego rany na głowie. Wzdrygnęła się, ale ten widok sprawił, że nieco złagodniała – i wreszcie nie była ani przerażona, ani zła.
Może najwyżej trochę wkurwiona.
Dwadzieścia minut? – powtórzyła z wyraźną ulgą. – Świetnie. W takim razie… chcę się w tym czasie umyć. Zmyć z siebie to wszystko.
Jisai powinien się domyślić, że to był kolejny rozkaz, i na szczęście to zrobił. Hera wyciągnęła do niego swoje szczupłe ręce, a on ujął jej ciało i uniósł – tym razem z lekkością, bez problemów, jakby nie sprawiało mu to najmniejszej trudności.
O dziwo, zaufała jego ramionom i nawet nie próbowała podtrzymywać się ściany czy mebli wokół. Spróbowała poruszyć nogami – była w stanie wykonać delikatne, słabe machnięcia. Widziała też, udało jej się skurczyć palce. Ucieszyła się tym na tyle, że natychmiast zarządziła:
Ściągnij ze mnie to cholerstwo. I tak już się do niczego nie nadaje.
Schwyciła się jego ręki, gdy zsuwał z niej poplamioną, podartą suknię, i sama odkręciła kurek z wodą. Znowu spłynął na nią przyjemny, zimny strumień, ale tym razem się nim delektowała. Nie puszczając Jisaia i każąc mu też cały czas trzymać swoje nagie ciało – bo w końcu nogi nadal odmawiały współpracy – zmyła z siebie pozostałą krew i brud oraz pozostałości po specyfikach dilera na nogach.
Najwyżej wetrze je w łydki jeszcze raz, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Po wszystkim wskazała mu jakąś czerwoną sukienkę ze swojej szafy i – odziana na nowo – została osadzona na łóżku. Postawiła ostrożnie stopy na parkiecie, uważnie przyglądając się swoim nogom.
Wreszcie czuła, jak krążyła w nich krew, jak zimna posadzka odciskała się na jej skórze, jak delikatny i ugładzony materiał sukienki drażnił jej kolana i łydki. Wreszcie nie były martwe!...
Spróbowała się podnieść, aby ustać na nogach chociaż przez parę sekund, ale jej kończyny natychmiast zaczęły się trząść i z powrotem opadła na materac. Westchnęła ciężko.
Dwadzieścia minut, tak? Niech będzie.
Wbiła wzrok w Jisaia.
Nie wyjdziesz stąd, póki nie będą całkiem sprawne – postanowiła, machając słabo prawą stopą. – A skoro mamy czas, to wszystko mi teraz wyjaśnisz. Bez ogródek, ze szczegółami. I tak, żebym zrozumiała. Co się, do cholery, tutaj wydarzyło? Dlaczego… się w to przemieniłeś?
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Pon Sie 26, 2019 6:50 pm

Coś w tym jest. Nie dostaje się tego, czego się chce. Nawet kary nie można sobie wymierzyć, choć mogła być adekwatna do czynów. Uważał, że zasługiwał na wykluczenie z możliwości mieszkania w zamku, choć nie zrezygnowałby z obowiązków. Bardzo prawdopodobne, iż pracowałby jeszcze ciężej, aby zdusić poczucie bycia zagrożeniem niżeli kimś pożytecznym.
W każdym razie sytuacja wreszcie ustabilizowała się na tyle, że Hera mogła wracać do zdrowia, a nie lękać się kolejnych przemian. Było już blisko, na szczęście Filip zdążył na czas i wypełnił swoje zadania. Powinien dostać dzień urlopu, gdyby nie braki kadrowe. Jakoś znajdzie się sposobność na odwdzięczenie się za odsiecz. Właściwie sługa Jisaia przeląkł się bardziej reakcji Hery niżeli przemiany swego szefa, gdyż dotąd nie miał do czynienia z tak ważnym członkiem całego rodu. I to tak twarzą w twarz. Dość zjechany, ale nie przejechany słowami Ślicznej udało mu się doprowadzić do końca proces przywracania dilera do używalności. Zajęło mu to trochę czasu, a później Błękitnowłosy był do dyspozycji wampirzycy. Mocno wyciszony, jakby przymulony i myślący jeszcze o czymś innym starannie wykonywał polecenia Długowłosej. Widać było, że od teraz zaczynał swoją pokutę, nie krzywił się nie nic. Po prostu był solidnym wsparciem, takim, jakim powinien być zawsze wobec Mocodawczyni. Stabilizował Jej ciało pod prysznicem, pomógł wyprasować i przyodziać kreację, w której Hera nabierała jeszcze piękniejszych kształtów. Całe szczęście, że wracało czucie w nogach, ale jeszcze nie mogła na nich stać.
Z jednej strony cały ten proces rehabilitacji cieszył Jisaia, ponieważ dowiódł, że jego specyfiki są skuteczne. Z drugiej zaś strony gdyby nie jego lekkomyślność i chwilowa słabość, by dać się namówić na wyjście z lochów, nawet jak miał zakaz, to nie naraziłby Dziedziczki Zamku na uszczerbek na zdrowiu i oszczędziłby nerwów, a także - najmniej istotne w jego ocenie - ocaliłby budżet przed renowacją korytarza. Nie mniej jeśli siedziałby dalej w lochach... nie miałby okazji znów ujrzeć młodej, zdrowej (nie licząc nóg), prześlicznej wampirzycy w całej kreacji własnego ciała. Selekcjoner Trupów miał wielką słabość do idealnych anatomii ciała, a Hera była tego kwintesencją. I chyba dlatego był zamyślony, gdyż do tej pory nie miał z żadną kobietą takich przygód. I znów - z jednej strony poznali się lepiej, ale z drugiej strony AŻ za dobrze.
Przynajmniej Hera poznała oblicze Jisaia, bo diler pewnie długo nie będzie w stanie objąć rozumem tajemniczości, stanowczości i urody Kuroszki. Potrzebował się odizolować, odejść w cień, skryć się gdzieś w kącie, zniknąć na moment, by móc przemyśleć. Lecz nie było mu to dane. Hera nie odzyskała pełnej władzy w nogach i kazała mu zostać. Ok, dopilnować stan zdrowia to zgoda, ale rozmawiać o tamtym? O nim? Chciała jeszcze bliżej poznać potworne oblicze Jisaia? Cóż... nie za bardzo miał wybór.
Powolnym krokiem zmierzał do zasłoniętego okna i stanął tyłem do Długowłosej. Nie mógł znieść - jego zdaniem - przytłaczającego wzroku Dziedziczki. I te zdecydowane pytania. Teraz to on czuł się jak ofiara chroniącą się przed drapieżnikiem płci pięknej.
- Nie pamiętam wiele z samego przebiegu zdarzeń będąc w postaci skolopendry, ale przemieniłem się ją pod wpływem burzy. To wrodzona moc, ściśle powiązana z moim układem kostnym. Każdy ból reumatyczny jest potencjalną "iskrą" do wybudzenia transformacji. Do powrotu do wampirzej sylwetki potrzebuję połamać kości innego, żywego osobnika, aby wchłonąć jego szpik do wzmocnienia własnego szkieletu. Nie pomaga krew, nie działa pogruchotanie kości nieboszczyka, nie ma też żadnego innego lekarstwa.
Słowa chłodne, wykalkulowane, jakby opisywał kogoś innego a nie siebie. Z drugiej strony spuścił głowę i długo milczał nie mogąc wyprzeć się swej robaczej połówki. Trzymał ręce wzdłuż ciała, nie zaciskał dłoni w pięści. Wreszcie odważył się i odwrócił w stronę Hery, przystępując o dwa kroki bliżej niej.
- To nie był pierwszy raz, kiedy dokonałem zniszczeń, lecz tym razem naraziłem najwyższej rangi mieszkańca na niebezpieczeństwo, a nawet na kalectwo. To niedopuszczalne i karygodne. Dlatego postanowiłem, że straty materialne postaram się pokryć z własnych funduszy, natomiast oszczędzę Ci formalności i sam opuszczę zamek. Będę dalej pracować w lochach, ale mieszkając tutaj dalej mógłbym w przyszłości narazić jeszcze więcej osób na nieprzyjemności. Jako przyszła Dziedziczka Zamku zaoszczędzisz sobie kolejnych zmartwień.
Mówił dalej surowo wobec siebie, nie wypierał się tego co zrobił, a jeszcze chciał zadośćuczynić. Widać też było po nim, że był na siebie wręcz wściekły, a dotąd luźno położone dłonie zacisnęły się w pięści. Może był zbyt śmiały, że sam sobie narzucił karę, ale to tylko dlatego, że tak bardzo miał sobie za złe, że skrzywdził Herę. Już pół biedy jakieś bezcenne eksponaty, ale nigdy nie daruje sobie podniesienia ręki na dziewczynie. Nawet jeśli był tego nieświadomy, to i tak tym bardziej wściekał się, że minęło tyle lat, a on dalej nie jest w stanie kontrolować się w pełnej przemianie. Już nie wspominając, iż ostatnio rzadziej siedzi w skórze wampira niżeli skolopendry. W takich trudnych chwilach zawsze zastanawiał się, kim tak naprawdę jest. Wampirem czy robalem.
A może dupkiem, że miał czelność odezwać się aż tyle wobec Kuroszki, którą skaleczył?
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Sro Sie 28, 2019 8:13 pm

Hera kompletnie nie przejęła się Filipem, właściwie w chwili, gdy wyszedł i gdy zobaczyła, że Jisai wrócił do zdrowia, niemal zapomniała o egzystencji tamtego sługi. Skoro pracował dla jej podwładnego, a nie bezpośrednio dla któregoś z mieszkańców zamku, to znaczył mniej niż robak – przykre, ale prawdziwe. Hera, jak każdy Kurosz zresztą, w ten sposób postrzegała rzeczywistość.
To i tak cud, że wobec Jisaia miała jakiś tam szacunek! Taki Gabriel choćby – dla niego diler był zaledwie przeszkodą do ominięcia i zignorowania. A Hera? Cóż, zamiast ratowania własnego tylka postanowiła wziąć (przynajmniej w pewnym stopniu) odpowiedzialność za wielką skolopendrę.
Wampirzyca osobiście uważała, że postąpiła niczym święta, nawet jeśli w innej (normalnej) rodzinie takie zachowanie należałoby do codzienności.
Z zadowoleniem przyjęła fachową, chociaż cichą pomoc Jisaia. Na początku nie pomyślała też o tym, że znowu stanęła przed nim naga, a w dodatku pozwoliła się dotykać wokół talii czy na biodrach, miejscach zdecydowanie bardziej intymnych niż ramiona czy nogi – ale gdy sobie to uświadomiła, kokieteryjnie zaczęła spowalniać swoje ruchy, aby pomęczyć dilera w tej sytuacji. Nie miała zamiaru robić nic sprośnego, bo w miłości była wierna jak pies, a obecnej pozycji pod prysznicem bynajmniej nie uważała za zdradę… niemniej nie mogła się opanować przed tym, aby zmusić Jisaia do jak najdłuższego przebywania z nią tutaj i do jego jak najdłuższego hamowania się przed głębszym dotykiem.
Sądząc po tym, jakie milczenie zachowywał podczas całego zmywania krwi, szło jej całkiem nieźle. Aż sama specjalnie się nie odzywała, żeby nie przerywać tej uporczywej ciszy.
Diler mylił się w jednej sprawie – Hera wcale nie uważała, że poznała dobrze jego oblicze. Wręcz przeciwnie. Fakt, że zamieniał się w tę wielką, okropną i niebezpieczną skolopendrę, czynił wampira jeszcze bardziej tajemniczym. A skoro ta tajemnica mogła nieść zagrożenie dla niej, jej ukochanych osób i całego zamku… musiała ją lepiej poznać. I pewnie dlatego zaczęła wypytywać dilera, gdy już usiadła na łóżku.
Wbiła w niego stanowcze spojrzenie, nawet jeśli stanął do niej tyłem, i ani myślała spuszczać wzrok. Na pewno czuł, jak na niego patrzy – mimo wszystko oboje byli, kim byli.
Połamać kości? Czym w takim razie jest twój kręgosłup? – Podniosła w zdziwieniu brwi, chociaż gdy tylko przypomniała sobie trzaski i wrzaski ofiar z korytarza, zrozumiała nieco więcej. – Obojętnie czyje? Jak często musisz wykonywać taki zabieg, abyś... się nie przemienił? Bo nie chce mi się wierzyć, że burza była jedynym zapalnikiem. Byłbyś zbyt niebezpieczny, gdyby tylko o to chodziło, nie panujemy nad pogodą. Przecież zwykle musisz zabezpieczać się nad takimi sytuacjami, prawda? Dlaczego tym razem tego nie zrobiłeś?
Nachyliła się nieco, kiedy w końcu odwrócił się w jej stronę, i zamachała nogami. Ten gest wprawiał ją teraz o wiele lepszy nastrój, dlatego bez przerwy kręciła kostkami, poruszała palcami czy dotykała podłogi – ot, aby upewnić się, czy jej ciało na pewno całe powracało do zdrowia.
Diler definitywnie wiedział – instynktownie lub nie – jak połechtać ego Kuroszki. Mruknęła z zadowoleniem, kiedy z taką pieczołowitością zaczął opowiadać o niej jako największym VIP-ie i o swojej niesubordynacji.
Nie będziesz opuszczał żadnego zamku – postanowiła, nawet jeżeli nie było to w jej gestii. – Nie będziesz stąd uciekał przed odpowiedzialnością. Masz zostać, póki twój pan nie zarządzi inaczej. Nie możesz sobie sam wymierzyć kary.
Odepchnęła się od łóżka i zaczęła się mozolnie, niepewnie podnosić, aby zobaczyć, czy była już w stanie ustać. Nogi jej całe drżały, ale twardo nie dawała za wygraną. Wyciągnęła w stronę Jisaia rękę, aby podszedł i łapał ją w razie czego.
Gdy tylko zjawił się obok, uczepiła się jego ramienia i spojrzała mu w oczy.
Dzisiaj wieczorem dziadek planuje urządzić kolację dla rodziny. Wątpię, aby zjawił się tam Hiro. Jego powiadomisz o wszystkim indywidualnie. Ale Barabal i Gabriella… również muszą się dowiedzieć. Ojciec też, chociaż jego pewnie też nie będzie. To ich zamek. Muszą wiedzieć o stratach. – Poruszyła niezgrabnie jedną stopą, jakby chciała zrobić krok, i syknęła. Prawie potknęła się o własne palce. – Ale zanim tam pójdziemy… Powiedz, dlaczego nie połamałeś mi kości, kiedy miałeś okazję. – rozkazała, nie puszczając jego ramienia, aby przypadkiem znów się nie odwrócił i nie odszedł w stronę okna.
Miał stać blisko i odpowiedzieć jej tu i teraz. Szczerze.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Czw Sie 29, 2019 8:17 pm

Hera i święta? Chyba Hera w czapce świętego Mikołaja, bo nie była aniołkiem! Owszem, wzięła na siebie ciężar odpowiedzialności za dilera, ale na pewno nie za szkody, jakie uczynił. I na pewno nie ot tak, każdy miał swoje powody do niesienia pomocy. Altruizm to mit. Nie mniej gdyby nie Jej postawa, to mógłby zostać nie tylko pozbawiony pracy, ale i życia. W każdym razie w oczach Kuroszki nie był zwykłym sługą, a przynajmniej nie odzywała się do niego jak do Filipa. Czuli wobec siebie respekt, z wiadomych przyczyn Jisai większy wobec Niej. Zresztą któremu słudze pozwoliłaby tak bezpośrednio pomóc pod prysznicem? Chyba nie było wielu takich. Jeszcze uwodzicielsko eksponowała swoje kobiece kształty, aby działać na fantazji Błękitnowłosego. Z powodzeniem, oj tak.
Tylko dlatego, że przyczynił się do ran i przedostania się jadu do organizmu Hery był gotów zwierzyć się ze swojej przemiany i odpowiedzieć na postawione pytania. Raczej nikomu, komu by w jakimś stopniu nie zaufał, nie zdradziłby sekretów ze swojej codziennej batalii ze skolopendrą.
- Najprościej mówiąc - uśpioną skolopendrą -wyjaśniał dalej jak na jakimś wykładzie na studiach- Dla optymalizacji zdrowia powinienem zjeść dwadzieścia kilo świeżego szpiku kostnego dziennie, co odpowiada pięciu zdrowym- lub dziesięciu schorowanym osobnikom. Z wiadomych przyczyn nie jest to wykonalne, dlatego stosuję pół środki. Po pierwsze do uchronienia się przed przemianą mielę dwa szkielety chorych ludzi dziennie, czasami wystarczy jeden, ale wtedy nie mogę wykonywać żadnej większej aktywności fizycznej. Po drugie praktycznie nie opuszczam lochów, które mają stałą temperaturę i wilgotność powietrza, co niweluje bóle reumatyczne.
Żeby Hera nie poczuła się w jakiś sposób oskarżona o to, że wyciągnęła Jisaia z podziemi i przyczyniła się do gwałtownej przemiany, dodał również zgodnie z prawdą:
- Ze względu na okres wakacyjny jest mniej pracowników, więc trzeba dwoić się i troić, aby zaspokoić potrzeby zamku. Nie trudno o zmęczenie. Powinienem był spożyć więcej szpiku, zanim zacząłem służbę u Twego boku.
Wytłumaczył się, skąd wzięła się skumulowana podatność na załamanie pogody. Gdyby lepiej przygotował się do zadania powierzonego od Kuroszki, to nie doszłoby do tego. Ponadto zakładał mylnie, że jego rola w pokoju Gabriela sprowadzi się tylko do przyprowadzenia posiłku i oddalenie się z powrotem na stałe stanowisko logistyka w podziemiach. Nie wychodził stamtąd ładnych parę lat, ale deficyt pracowników odbił się i na nim samym, więc wziął część obowiązków za zwykłych służących.
Gdyby nie ten fakt, prawdopodobnie nigdy nie spotkałby się oko w oko z czarnooką Ślicznotką.
I gdyby nie znaliby się, nie ujęłaby się w obronie Jisaia, aby pozostał w tych murach. Nie musiała zaprzeczać słusznej karze dilera.
- Przyjąłem do wiadomości.
Cóż więcej powiedzieć? Nie za bardzo wiedział, jak powinien zareagować na wieść, że Hera chce go widzieć w zamku mimo wszystko. Był Jej wdzięczny? Tak średnio, długo nie będzie mógł odpokutować swoich win wobec Niej. Niby pozostanie w zamku da mu możliwości zadośćuczynienia, lecz może lepiej dla Jej zdrowia ograniczyć kontakty z dilerem? Heh, kogo chciał oszukać, wreszcie od ponad trzystu lat może myśleć o kimś innym, a nie tylko o pracy, i pracy, i pracy...
...SPOTKANIE?! Że on... eee... osobiście? Westchnął ciężko, wyraźnie musiał odreagować tak złą dla niego nowinę.
- Jeśli to możliwe, wolałbym nie przychodzić na spotkanie. Mogę sporządzić obszerny protokół wraz z kosztorysem strat i wysłać na spotkanie, ale nie sądzę, aby moja obecność była potrzebna do ustalenia wymiaru kary.
Naprawdę nienawidził tego typu zebrań, i choć to nie od niego zależało co zostanie przedsięwzięte, nie przepadał za zgromadzeniami, gdzie jeszcze musiałby dodatkowo tłumaczyć się z rzeczy oczywistych. Zresztą sporządziłby potrzebną dokumentację, spisałby zeznanie i dostarczył przez kuriera, o to nie muszą się martwić.
Chyba jednak nie uda się pójść na taki układ.
To jeszcze nie wszystko. Flirciarska wampirzyca chciała wiedzieć coś więcej o tym, dlaczego nie połakomił się na złamanie Jej nóg, kiedy miał okazję. Przylgnęła do niego szczelnie i chyba z zadowoleniem wpatrywała się, jak zamkowy sługa osłupiał i wyraźnie był zbity z tropu. Zdołał jedynie w pierwszym momencie odpowiedzieć:
- Hera-sama...
Po raz pierwszy od dłuższego czasu pogaduszek zabrakło mu języka w gębie. To w jakiś sposób też było całkiem wymowne, lecz diler tym razem nie uciekł na długo wzrokiem od Pięknej, która wciąż wpatrywała się w niego intensywnie. Mógłby zasłonić się prawdziwym i prostym stwierdzeniem, że jako Dziedziczka Zamku miała o wiele więcej do powiedzenia niż większość mieszkańców, a jej zguba kosztowałaby Jisaia utratę głowy. Nie uczynił tego, bowiem coś innego przeważało w tej dziwnej, ale intrygującej znajomości.
Jej delikatne oblicze wołało, by przejechać palcami po skórce. Jej spojrzenie przywabiało do zajrzenia wgłąb. Jej usteczka pragnęły pieszczot ze strony innych warg. Pachniała kusząco, wyglądała kusząco, była kusząca. Lecz kim on był, by choć raz posmakować zakazanego owocu? Selekcjonerem Trupów, więc niech dopieszcza niewolników, by ich krew smakowała w podniebieniach wampirów niczym wytrawne wina dla koneserów. Skolopendrą, która omal co nie zjadła Długowłosej. Z szacunku wobec Niej nie zamierzał ani pisnąć słówkiem, że jakiś robak mógł zauroczyć się w Jej osobie. Wszak miała też narzeczonego, i to jakiej wysokiej kategorii!
Skrupulatnie upakował z powrotem wylewne myśli na temat Hery, aby wreszcie odpowiedzieć jak na niego mało rzeczowo:
- ...nie chciałabyś wiedzieć.
Na pocieszenie (i na temat zastępczy od niewygodnego pytania) schylił się odrobinę, by przyjrzeć się nóżkom Hery i z lepszymi wiadomościami niż przed chwilą rzekł:
- Jeszcze minuta-dwie i będziesz mogła chodzić samodzielnie. Do tego czasu służę pomocą.
Podał towarzyszce swoje ramię i gdy będzie chciała już iść na spotkanie, to wyruszą. Aczkolwiek zanim udadzą się na miejsce na jakieś pół godziny zajął się szacowaniem strat i wystawiał wstępną wycenę, ile za zamienniki. Długowłosa nie musiała mu w tym towarzyszyć bezpośrednio, chyba że chciała dowiedzieć się, jak bardzo anorektyk dokładnie mierzył i badał skalę zniszczeń.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Gość on Sro Wrz 04, 2019 8:01 pm

Oczywiście, że Hera nie niosła pomocy Jisaiowi z czystego altruizmu – nie była tym typem osoby. Widziała w nim dobrą (i niebezpieczną, ale to mniej ważne) inwestycję ze względu na jego wiedzę i pracę w zamku. Nadal gdzieś w tyle głowy krążyła myśl o wyleczeniu brata z przeklętej rodzinnej choroby i wyleczeniu narzeczonego z niemniej przeklętego weganizmu. A po drugie – lubiła sposób, w jaki się do niej zwracał, jak okazywał jej szacunek i jak na nią patrzył. Potrzebowała w tym momencie takiej uwagi, nawet jeśli kosztem uczuć Jisaia. Czy po jakimś czasie, gdy już naprostuje rodzinne sprawy i pogodzi się z ukochanym, rzuci dilerem w kąt i będzie miała gdzieś, czy jest w tych swoich wilgotnych lochach?
Bardzo możliwe. W końcu nie był członkiem rodu, a jedynie pracownikiem.
Na razie jednak miała ochotę na małe gierki i utrzymanie dilera blisko przy sobie. Dlatego nie pozwoliła mu odejść ani uniknąć kłopotliwej rozmowy.
W takim razie jako co się urodziłeś? Jako robak, który zamienił się w wampira, czy jako wampir, w którego wrosła skolopendra? – Nie mogła się opanować przed tym pytaniem, nawet jeśli było niegrzeczne i nie na miejscu.
Ale była w końcu dziedziczką Zamku. Według swoich urojeń miała prawo wiedzieć wszystko.
Przyznam, że ta dieta wydaje się dość kłopotliwa. Nawet wampir niskiej krwi nie wymaga tak wielu ciał dziennie – mruknęła przeciągle. Ona sama nie wypijała tyle ludzkiej posoki. Jasne, wcześniej, w lochach, wychłeptała całego chłoptasia, ale tylko dlatego, że była mocno osłabiona. Taki posiłek starczyłby jej choćby i na kilka spokojniejszych dni, podczas których nie byłaby zmuszona do żadnego wysiłku. – Ale jedz tego tyle, ile potrzebujesz, aby znowu się nie przemienić, rozumiesz? Masz tego skrupulatnie pilnować. Straty w zamku to mniejsza, ale gdybyś… – Pokręciła głową, nie kończąc i wlepiając w niego uparcie oczy.
Gdybyś zabił któregoś z Kuroszy – miałbyś naprawdę przesrane, Jisai. Ty i całe twoje lochy. Chyba nie musiała mówić tego głośno, aby diler zrozumiał, prawda?
Chciała się nawet uśmiechnąć na fakt, że Jisai uważał się już za jej sługę, ale… Ale nie mogła przecież tak łatwo rościć sobie do niego prawa, skoro miał jakieś powiązanie z Hirem. To prawda, wampirzyca z przyjemnością przyjęłaby go na swojego oficjalnego pracownika, jednak miała też jakąś tam resztkę rozumu. Hiro może i nie był bezpośrednio z nią związany, ale go szanowała i nie mogłaby sprzeciwić się jego woli.
Skoro jesteś taki skory do służenia, może poproś swojego pana, w ramach kary, o zmianę właściciela. Na właścicielkę. Pewnie szybko byś się przekonał, że byłoby to gorsze niż wydalenie z zamku – dodała niby pół żartem, niby pół serio, jednak łakomy uśmieszek, jaki zagościł na jej ustach, sprawił, że dodatkowo zabrzmiała strasznie.
Czy gdyby tak się stało, źle traktowałaby Jisaia? Nie. Sadystyczne zapędy z dzieciństwa już jej minęły. Czy diler miałby w życiu ciężko?
Cóż, ona – w przeciwieństwie do Hira – wymagałaby ciągłej uwagi, niczym dziecko, więc raczej tak.
Czy faktycznie byłoby to dla niego karą?
Biorąc pod uwagę, że rozkazałaby mu, aby był także na każde zawołanie jej narzeczonego (o ile się pogodzą) i aby wyczekiwał pod ich pokojem na spełnienie każdej zachcianki – tak, to można nazwać karą.
Na razie jednak ważniejszy był inny temat.
Nie obchodzą mnie żadne protokoły. Masz ze mną iść i powiedzieć Barabalowi oraz Gabrielli, co narozrabiałeś. Rzeczowo i szczerze. Dziadkowi w życiu nie chciałoby się czytać durnych papierzysk – warknęła, dając mu do zrozumienia, że nie życzy sobie sprzeciwu.
Jeśli nadal były niechętny do pójścia, Hera mogłaby się nawet poskarżyć rodzinie, co zrobił z jej nogami. A akurat ten temat, łaskawie, chciała przemilczeć. Dla jego dobra.
Czekała z ciekawością na odpowiedź odnośnie do jej kości. Gdyby tylko mogła, stanęłaby na palcach, aby jeszcze bardziej speszyć Jisaia i się do niego zbliżyć. Zamiast tego obnażyła delikatnie kły, rozchylając wargi, i zacisnęła palce na jego ramieniu.
Uwierz, że bym chciała – szepnęła.– Co więcej – liczę na to, że sam niedługo zechcesz mi powiedzieć. Nie lubię pytać po raz drugi. Na razie dam ci spokój, ale pamiętaj, że nie godzę się z brakiem odpowiedzi – syknęła mu prawie do ucha, bo akurat schylił się, aby spojrzeć na jej nogi.
Westchnęła cicho, tak że z pewnością poczuł na karku jej oddech, i zamachała jeszcze stopą na znak, że faktycznie jest już lepiej.
Cudownie, w takim razie idziemy na dół. Nie mam zamiaru tutaj dłużej siedzieć… sama – powiedziała, na początku dość wesoło, choć skończyła markotnym tonem.
Nie była sama, tak – ale Jisaia nie liczyła jako tego, kto powinien z nią przebywać w jej pokoju.
Póki Angelo nie wróci, była sama, choćby i otoczona przez multum sług.

Zt. oboje do salonu.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

KOMNATA SYPIALNIANA Empty Re: KOMNATA SYPIALNIANA

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach