Jadalnia [Parter]

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Nie Wrz 01, 2019 6:32 pm

Niech Nea nie panikuje. Właśnie została odebrana z rąk świetlistych Aniołków, którzy ochoczo wyciągali po nie swoje dłonie. Kiedy bowiem już musnęła palcami jednego z nich, za jej chudą nóżkę chwyciła blada, szponiasta łapa. Wciągnęła ją siłą ku sobie, odrywając z cudownego raju. Niestety. Nawet ucieczka poprzez śmierć nie była biednej dziewczynie dana. Barabal na to nie pozwoli.
Kiedy otworzyła swoje oczy, szlachetny aż wstrzymał oddech.
- To cud! Ona żyje! Widzicie? Mówiłem, że ją ożywię! Jesteś nowym potworem Frankensteina!
W dłonie klasną, jakoś nie przejmując się drobną ranką na palcu. Ba, ona już dawno znikła. Pozostałe wampiry przyglądały się całej scenie; dwie wampirzyce z politowaniem, a Ringo rechotał pod nosem, zasłaniając tylko usta dłonią. Ab? Cóż, on już miał prawie dość i chciał stąd iść.
Barabal objął ramieniem dziewczynę, a drugą pogłaskał jej policzek.
- Oczywiście, że moja. Ta oto piękności w czarnych włosach - Gabriella. Moja małżonka, matka wielu dzieci. Obok niej siedzi... Jakaś kuzynka, której nawet imienia wypowiedzieć nie umiem, ale za to wiem że zaczyna się na "Y"
Przerwać musiał, bo właśnie biedna wampirzyca o nie znanym imieniu uderzyła ręką w stół. Aż kielich zadrżał.
- Yelizaveta! Nazywam się Yelizaveta! Barabal, czemu się ciągle ze mnie zgrywasz?!
Kobieta wyglądała na zirytowaną. Smoliste włosy poruszyły się, a na ich końcach pojawiły się główki węży. Szlachetny przytulił do siebie mocniej Neę.
- Przykro mi, że masz tak beznadziejne imię. Nie umiem go nawet wymówić, jestem już taki stary.
Prawie by zapłakał, już sięgał po skrawek brudnego ubrania Nei, żeby wytrzeć nos. Kiedy Ringo chrząknął. Teraz zwrócono na niego uwagę.
- Pozwolisz, że sam się przedstawię. Jestem Ringo Kuroiashita, słonko! Skoro zasiadasz przy naszym stole, rozumiem że Głowa rodziny ma do ciebie specjalny plan.
Zabrzmiał naprawdę uprzejmie, a jego czarujący uśmiech mógłby wzbudzić nadzieję na lepsze jutro. Wstał z krzesła, wymijając stół, chciał znaleźć się za siedziskami Nei oraz Barabala.
Nikt nie spodziewał się, że dwie silne dłonie pochwycą za krzesło na którym siedziała biedaczka i uniesie je ku górze.
- Wiedziałem, że będziesz pamiętać o moich urodzinach! Dzięki za tą młodą dziewicę! Idę ją odpakować!
Krzyknie wesoło, cofając się szybko. Bowiem już Barabal stał przed nim. Nie wyglądało na to, aby zdenerwował się. Pomachał lekko rękoma, proponując szwagrowi... podanie?
- Ringo! Podrzuć ją do mnie! Razem z krzesłem! Dobrze wiesz, że każda dziewica po turnieju siatkówki smakuje jeszcze lepiej!
Zawoła, po wyciągnie ręce po swoją żywą piłkę krzesłową. Ringo jednak odmówi, zrobił dość złowrogą minę. Ścisnął mocniej krzesło, zatrząsł nim solidnie. Oby Nea nie spadła!
- O nie, mój drogi. Masz iść na drugą stronę stołu! Ab, kładź się na stole! Będziesz siatką!
Szlachetny nie może odpuścić takiego oszustwa. Dla niego Barabal stojący zbyt blisko, okazał się niezbyt myślącym graczem. Cóż, głowa rodu zrobił niepewną minę, podrapał się po policzku i zamrugał oczami. A może by tak... Nieważne.
Abaddon natomiast stanowczo odmówił, kręcąc głową. Gabriella nie wytrzymała i uderzyła obiema dłońmi o stół. Musiała też podnieść się z krzesła.
- Dość , odstaw ją, Ringo! Mamy poważną sprawę!
Nie wytrzymywała. Barabal zapiszczał, skulił się, a Ringo ostrożnie odstawił Neę na miejsce. Niemniej nie odsuwał się, wciąż stał za nią. Nie ma co się oszukiwać, nabrał na młódkę ochoty. Gabriella usiadła, rozmasowując obydwie skronie.
- Tak właściwie co ona tutaj robi?! Barabal! Na wszystkie diabły, czemu ją sprowadziłeś do zamku i jeszcze ma siedzieć przy naszym stole?! Powinna być na nim, jako posiłek!
Dłonią pokazywała na ledwo co żyjąca ludzką dziewoję. Czekała na wyjaśnienia. Właściwie do Nei też się doczepiła.
- Próbowałaś, mała ladacznico uwieść mi męża?!
Zaczęło się. Zazdrosna Gabriella to bardzo zła kobieta.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Zaren on Pią Wrz 06, 2019 1:07 pm

Takiego zgromadzenia nie mógł się spodziewać w najstraszniejszych snach, nie dość, że był tam Barabal, to jeszcze Garbyśka ~ Razem. No, ale to nic w porównaniu do pozostałych gości. Pieprzony Ringo, ostatni wampir z którym Zaren chciał się teraz widzieć, chociaż jestem pewien że ojciec będzie na pewno szczęśliwy ze zjednoczenia z synem, a tym bardziej jeśli śledził gdzieś jego postępy ~ powinien być dumny z tego gnoja, bo osiąga to co sobie zaplanuje znacznie szybciej, znacznie sprawniej niż sam Samuru w latach swojej świetności. To była niemała poprzeczka do przeskoczenia, a jednak ~ here we are.
Po zjednoczeniu sobie wielkich rodów, zrobienia paru układów oraz dogadaniu się z samym Sanguinoso nadeszła teraz pora na najtrudniejszy orzech do zgryzienia. Przekonania własnej rodzinki by stanęła za nim murem i poparła jego plany, a także uzurpowany tytuł króla podmiasta. Nie miał pojęcia jak im to wyperswadować, ale charyzmy mu nie brakowało, więc nie było się czego obawiać, może to chwile potrwać, ale koniec końców po przedstawieniu swoich racji, nawet tak nieobliczalne wampiry jak Kuroiashita musiały się z nim zgodzić. Każdy wie, że to chciwy i zachłanny ród, który stawia swoje dobro na pierwszym miejscu, a współpraca z młodym i Bratvą zdecydowanie przyniesie więcej dobrego niż złego, jedyne co od nich chciał to aprobatę i wolną rękę, a także wsparcie w najgorszych momentach, które mogą nigdy nie nadejść, a mogą nadejść już po spotkaniu łowców ~ pożyjemy, zobaczymy.
Zaren zjawił się pod zamkiem i wysiadł z samochodu wraz ze swoim kompanem Ivanem, którego zostawił przed wejściem, nawet zwróci się do niego przed bramą wjazdową by ten zatrzymał samochód ~ Zaren wysiądzie z samochodu wraz z Ivanem i Igorem, a następnie oprze się o maskę samochodu wzdychając głęboko.
-Słuchajcie, to ostatni przystanek przed wielkim planem ~ jeśli mi się uda zjednać sobie własną rodzinę to od jutra będziemy królami. Ty Ivan co najwyżej księciem, bo do króla trzeba najpierw przejść przez okres dojrzewania. - zarechotał cicho i pokręcił głową, gdy Ivan się zezłościł. -Żartuje skurwysynu. Wracajcie, rodzina mi nic nie zrobi ~ co najwyżej mnie wkurwi do granic możliwości. Zajmijcie się się młodą wraz z Vasilym dopóki mnie nie będzie. Pilnujcie jej i zarżnijcie każdego łowcę, ktory się wokół niej będzie kręcił. - Rozkaz był jasny ~ gdyby tylko wiedział, że Molly teraz spotkała się z koleżanką. Normalnie nie miałby nic do tego, ale była łowczynią, więc potencjalnym zagrożeniem, czyżby Bratva szykowała szturm na bramę domostwa? Zobaczymy. Po wymianie paru zdań i tradycyjnym Rosyjskim pożegnaniu rozeszli się w swoje strony. Wampiry wsiadły w samochód, Ivan w fotelik i pojechali w stronę wschodzącego słońca, no a Zaren? Zaren stał przy bramie biorąc parę głębszych wdechów nim postanowił ją otworzyć i poczłapać na dziedziniec gdzie został zatrzymany przez parę sług, którzy nie rozpoznali w nim synalka Ringo. Oczywiście, szybko sprostował sytuacje. ~ uwierzyli mu z prostych powodów. Nikt nie jest tak głupi żeby się tu pchać z własnej woli jeśli nie jest Kuroiashita, a nawet wtedy nie bardzo a po drugie gadzie ślepia i okropna żółć w jego oczach zdradzały prawdziwe pochodzenie. Zostało mu zaproponowane doprowadzenie do reszty ~ do tej przeklętej jadalni, ale Zaren szybko odrzucił pomoc i poprosił jedynie o wskazówki by się nie zgubić w korytarzach. Gdy te zostały mu udzielone to poszedł w swoją stronę i wszedł do samego zamku.
Przechodząc korytarzami w końcu natrafił na pomieszczeniu i już z daleka słyszał głosy, a nawet ktoś przechodził obok niego wychodząc stamtąd w furii ~ Młody ją zatrzymał.
-Aż tak źle? - zaśmiał się cicho. Na co jedynie wampirzyca odsłoniła kły i poszła w swoją stronę. Chyba nie była za bardzo w nastroju do rozmowy, co nie? Zaren zatrzymał się w drzwiach i wtedy jego oczom ukazała się piękna scena. Odchrząknął znacząco gdy wchodził. Był młody pomiędzy staruchami, ale nie zamierzał być cichutką myszką ~ skoro mieli go zacząć szanować należało wejść jak jebany alfa, a nie jak małe przestraszone coś.
-Świetna impreza. Nawet zaprosiliście na nią mojego staruszka ~ stawiałem stówę przeciwko Hiro, że Cię tu nie będzie, bo jesteś zajęty własnym kutasem. - uśmiechnął się w stronę Ringo i machnął do niego ręką. -Cześć Tato. - jak reszta? Zaśmieją się ze słów młodego czy będą bardzo oburzeni brakiem szacunku jaki okazywał własnemu ojcu. Cóż, to była skomplikowana relacja, nie można tego nazywać nieposzanowaniem jedynie z pierwszych słów wampira. Wszedł do pomieszczenia z głową uniesioną wysoko, gdyby się dało bardziej to nos by mu się zadarł od tej pewności siebie którą wokół siebie roztaczał, zamierzał zrobić na starych wrażenie i to bardzo dobre wrażenie. Trzeba okazać trochę pokory? Trzeba ~ mieli go szanować, a nie nienawidzić. W tym momencie lekko ukłonił się w stronę Barabala i Gabryśki, najstarszych tutaj ~ Aba trochę zignorował bo go nie do końca znał ani nawet o nim nie slyszał. Jego oczy zatrzymały się na Nełce ~ co ona tutaj robi? Nie odzywał się, jedynie wzruszył ramionami patrząc na człowieka pomiędzy wygłodniałymi wampirami.
-Przykro mi, ze przerywam tą uroczystość, jakakolwiek by ona nie była to już druga osoba mówiła mi, że muszę z wami porozmawiać ~ cenie sobie dobre rady. Zresztą obiecałem Hiro, że z wami pomówie. - No dobra co dalej? Uwagę chyba na siebie zwrócił. Był trochę zdenerwowany, ale stał dzielnie na samym środku kawałek dalej od wejścia do jadalni niczym pieprzony biskup, który właśnie przemawia.
-Jestem Zaren ~ nie wiem czy doszły was słuchy o mnie lub o mojej organizacji, ale przychodzę tutaj z prośbą. Nie jestem zbytnio rodzinną osobą, ale zdecydowanie wiem co znaczy poszanowanie dla węża w herbie. Potrzebuje waszego wsparcia. - co dalej? No cóż ~ zobaczymy.

_________________
Jadalnia [Parter] - Page 4 2b696210


So what if you could kill me now
What if you could end it here
What if you could live somehow
Would you even shed a tear?





color=#0066ff - Rosyjski
color=#cc0033 - Japoński
color=#009900 - Angielski
Zaren

Zaren

Krew : Szlachetna
Znaki szczególne : Kolczyki w uszach oraz w brwi, masa tatuaży. Tatuaż na klatce piersiowej i ramionach. Tatuaż Brigadiera Rosyjskiej Bratvy na piersi.
Zawód : Windykator
Zajęcia : Brak
Pan/i | Sługa : ^
Moce : Brzydkie, ale dokładny opis w KP.


https://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 https://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081

Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Nie Wrz 08, 2019 8:02 pm

Rozglądała się niepewnie po pomieszczeniu – na jej twarzy widniało wypisane jedno wielkie nierozumienie tego, co działo się wokół. Otworzyła nawet usta, aby odpowiedzieć coś Barabalowi na tekst o Frankensteinie, ale… nie, teraz chyba nie był na to dobry moment… przecież przed chwilą prawie umarła…
Zresztą wampirzysko zaraz się do niej przylepiło, nie pozwalając nawet na żadną konkretną reakcję. Nea potarła więc tylko nerwowo palcem oko i spróbowała się odsunąć. Barabal jednak głaskał, a raczej drapał, bo przy jego szponach nie dało się inaczej, ją po policzku, a drugą ręką silnie trzymał za wątłe ciało.
Jasny gwint, czy z tej sytuacji było w ogóle dobre wyjście?
Gdy usłyszała, że jedna z kobiet to żona Barabala, zamrugała parę razy nerwowo powiekami. Wzrok Gabrielli nie wróżył dobrze – nie w momencie, gdy Barabal tulił do siebie ludzką dziewoję.
Skinęła głową do obu kobiet, chociaż widziała po nich, że czego by nie zrobiła, i tak wyszłoby na jej niekorzyść.
Miło poznać – wykrztusiła tak cicho, że chyba tylko Barabal ją usłyszał. Na wszelki wypadek odwróciła wzrok, gdy włosy Yelizavety przeinaczyły się w węże. Urocze – czy jest coś, czego te wampirzyska nie potrafią? – Barabalu, czy nie powinieneś usiąść z żoną?
Propozycja śmiała, ale i trafna. Nawet Nea, która nie znała powiązań pomiędzy tymi wampirami, widziała, z jakim mordem w oczach Gabriella oglądała całą scenę tulenia do siebie nastolatki i pastwienia się nad nią. Gdyby Barabal w końcu zajął się żoną, Nea upiekłaby może dwie pieczenie na jednym ogniu – Gabriella by złagodniała, a jej mąż zakończyłby te śmiertelne challenge.
Potencjalny ratunek dostrzegła w dwóch wampirach siedzących naprzeciwko. Gabriellę i tę drugą, o zbyt skomplikowanym imieniu, od razu odrzuciła. A Ringo Kuroiashita… on przynajmniej wydawał się miły.
Fakt faktem, Barabal na początku również szarmancko się uśmiechał. Niemniej – czy mogłoby spotkać ją coś gorszego od tego wampira? Chyba żaden inny krwiopijca nie wpadłby na bardziej sadystyczne pomysły, prawda?
Jestem Nea – zaczęła mówić, gdy Ringo okrążył stół – i również chciałabym poznać ten plan, bo… Co robisz! – zakończyła krzykiem, ponieważ Ringo uniósł krzesło, jakby było tylko jakąś zabawką.
Złapała mocno za brzegi i zawyła z bólu, bo przez to, że Ringo trząsł krzesłem, wszystkie jej rany, zwłaszcza ta na nodze, dały o sobie znać. Czy w tym Zamku naprawdę nikt nie był normalny?!
Wbiła jeszcze umęczony wzrok w potencjalną ostatnią opokę, czyli wymalowanego wampira, ale widziała po nim, że ten również miał dość tego całego cyrku i chciał stąd po prostu się zmyć. Może mógłby więc wziąć ją ze sobą? Nea by nie pogardziła, gdyby w końcu ktoś normalny się nią zajął. Albo lepiej – gdyby ktoś normalny wreszcie zaczął mieć ją gdzieś i pozwolił jej w spokoju żyć.
A nie, do kurwy nędzy, chciał z niej robić huśtawkę albo grać nią w siatkówkę!
Zagrajcie samym krzesłem! – pisnęła w końcu ze strachem. Mogłaby nawet być sędzią, niech chcą!
Zresztą zaraz – odpakowanie młodej dziewicy? Skąd w ogóle, u licha, wiedzieli, że była dziewicą?
Gdyby okoliczności były mniej stresujące, zarumieniłaby się ze wstydem i podrapała po policzku, aby jakoś ukryć zmieszanie, niemniej chwilowo starała się utrzymać równowagę. Kiedy Ringo trząsł jednak krzesłem coraz bardziej, poczuła mdłości i zawroty głowy. Zakaszlała i przejechała dłońmi po oparciu na łokcie, niemal zsuwając się z siedzenia – Ringo mógł nawet poczuć na swojej zadowolonej twarzy jej włosy.
Zrobiło jej się słabo i gdyby wampiry na serio rzuciły krzesłem, niechybnie by zemdlała. Na szczęście – a może nieszczęście? – Gabriella postanowiła ukrócić te zabawy.
Oj, obie z Neą się raczej nie polubią. W końcu rywalki w miłości to najgorsze, co może istnieć.
Oczywiście, że nie – wydusiła słabo, próbując jakoś powstrzymać śmigiełko w głowie. Naprawdę robiło jej się słabo po wyczynie Ringo. Uwiedzenie Barabala?! Czy jej padło na mózg? – Przecież… on się na mnie tylko… huśtał… – dokończyła, prawie bełkocząc i nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak to zabrzmiało.
Ale przecież mówiła prawdę, co nie?
Wbicie kolejnego gościa widziała jak przez mgłę. Zarejestrowała tylko, że był to jakiś dziwaczny, wytatuowany i pewny siebie wampir, który kompletnie zlał jej obecność (na szczęście dla niej, najpewniej), i że zaczął coś pleść do pozostałych w pomieszczeniu. Zwrócił na siebie uwagę wampirzysk, więc nawet Gabriella przestała się rzucać o związek Nei z Barabalem – przynajmniej chwilowo.
Blondynka, już nic nie mówiąc, oparła słabo głowę o krzesło, akurat na ręce Ringo, i łapała tylko płytki oddech. Odchyliła głowę, aby popatrzeć, czy białowłosy wampir nadal nad nią górował, ale nie miała już siły nic do niego mówić, więc jedynie rzucił mu z dołu niepewne spojrzenie spod wpółprzymkniętych oczu.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Sro Wrz 11, 2019 9:17 pm

Dziewczyna wpadła w naprawdę niezłe bagno. Raczej nikt nie zwracał uwagi na jej protesty, właściwie jeszcze się z niej śmiano. Barabal bawił się wybornie, Ringo dołączył, tylko Gabriella była niezadowolona bo zamiast omawiać ważne sprawy rodzinne, jej mąż oraz brat woleli dokuczać ludzkiej dziewczynie, niż wysłuchać. Musiała się zatem odezwać, aby sprowadzić ich do porządku. Bo ile można słuchać jak mają w planach grę w siatkę bez siatki i to w dodatku krzesłem?!
I czemu Barabal tak zwracał uwagę na ledwo co żyjącą dziewoję? Niepewnie zamrugała po czym podrapała się po nosie.
- Jesteś ladacznicą! Na pewno chcesz mi go odebrać!
Krzyknęła wampirzyca, patrząc wrogo na Nee. Ringo pokręcił głową, Barabal zacmokał, a Ab znowu ciężko westchnął. Nie miał czasu tutaj przesiadywać, praca hycla sama się nie wypełni. Ale skoro obiecał... Nie miał innego wyjścia.
- Tak, uwiodła mnie swoim dźwięcznym skrzypieniem. Już prawie się jej... oddałem. Ta małolata jest nikczemna.
Aż rękę do czoła przyłożył teatralnie, przymykając oczy. Wampirzyca zgromiła spojrzeniem dziewczynę, ale nie zdążyła już jej na nowo naubliżać, bo kiedy jedna z wampirzyc wyszła, zjawił się kolejny. Zaren? Ringo odwrócił się w jego stronę, lustrując jakby właśnie ujrzał ducha. Barabal tylko się uśmiechnął, a Ab... Jak to Ab tylko skinął głową na powitanie. Powinni się znać, przecież są kuzynostwem. Poza tym tez i hyclem.
- Zaren! Zarenku! Owieczko! Jak ty wyrosłeś!
Pierwszy odezwał się Barabal. Szybko znalazł się przy nowo przybyłym i przyjrzał się z bliska. Ringo natomiast jak małego kotka, głaskał Nee po włosach. Trochę spoważniał widząc syna, ale dosłownie na trochę. Przy tym gronie nie dało się być poważnym.
- Czyli już wyszedłeś z piaskownicy, mój synu? Jestem z ciebie taki dumny!
Wyszczerzy się, pokazując mu okejkę. Taki z Ringo już staruszek na czasie. Gabriella tylko jako jedyna zmarszczyła brwi i na chwilę porzuciła myśl o zbędnej ludzkiej dziewczynie. Nie spodobało się jej, że Zaren wbija nagle i zapewne będzie czegoś oczekiwać. Tak się nie robi.
- Czego chcesz? Masz jakiś interes? Bo widzisz, obecnie próbujemy ogarnąć zjazd rodzinny. Ale z NIMi się nie da!
Pokazała na Ringo oraz Barabala. Szlachetne tylko zaśmiali się, po czym wreszcie zajęli miejsca. Oczywiście Jednooki poklepał krzesło obok siebie. Chciał popatrzeć na swoje cudownego synka.
- Nim przejdziesz do interesów, powiedz co u ciebie.
Zagada, chcąc naprawdę się dowiedzieć co z młodym się działo. Słyszał o Bratvie, ale też chciał posłuchać o niej od samego szefa. Ach te dzieci, jak one szybko rosną.
Co natomiast zrobił Abaddon? Wstał z krzesła, mimo protestów Gabrielli, zamierzał stąd wyjść. Ale nie sam. Zabrał też ludzką dziewczynę. Pozbierał ją ostrożnie z siedziska i wyprowadził z jadalni. Po drodze zaczepi służki, chcąc załatwić medyczną pomoc dla małolaty. Miała mieć wygodną celę oraz możliwość wypoczynku. Jak widać w Abie mocno wżarł się Kodeks Rady.

zt dla Abaddona i Nełki.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Zaren on Wto Wrz 17, 2019 11:55 am

Eh ~ spotkanie rodzinne to ostatnie co planował w ostatnim czasie, ale skoro nie dało się go uniknąć to trzeba było to po prostu zaakceptować. Był najmniej szczęśliwy widząc tu swojego ojca, chociaż Ringo pewnie był wniebowzięty wizytą Zarena, taka dziwna relacja.
Lustrował całą sytuację z bezpiecznej odległości aż do momentu gdy odezwali się starzy. Pierwszy był Barabal. Nie pamiętał go, żeby kiedykolwiek się z nim widział, ale skoro ten go rozpoznał to tylko się lekko uśmiechnął, bo szczerze nie wiedział co ma odpowiedzieć na takie powitanie, był przecież kapitanem Rosyjskiej organizacji przestępczej, a nie małym dzieckiem, chociaż dla wiekowych wampirów jak Ringo czy właśnie Barabal to ledwo co wyrósł z pieluch.
Na powitanie staruszka tylko lekko zmarszczył brwi unosząc rękę do góry i machając nią niedbale w powietrzu pokazujac jakiś odsyłający gest.
-Taa, pozbierałem zabawki i przyszedłem tutaj bo mam pewną sprawę. - odpowiedział staruszkowi po czym faktycznie podszedł bliżej do Ringo i wyciągnął do niego dłoń, by następnie go uścisnąć i poklepać po plecach, w końcu to ojciec, nie? Jaki by nie był to zawsze będzie ojciec.
Odwrócił się w stronę Gabrieli i tylko zmrużył oczy gdy usłyszał jej ton ~ no kurwa a po co innego? Przecież dopiero co powiedział, że przychodzi tutaj w interesie to na cholerę go pyta czy ma jakiś interes, oczywiście że miał. W innym wypadku w ogóle by go tu nie było, ale nie wypadało jej pyskować bo była znacznie starsza plus była trochę przerażająca jak na babe.
-Nie zajmę dużo czasu. Właściwie to przyszedłem tylko rzucić pewną informacją, a to czy uznacie ją za wspaniała czy też nie zależy tylko od was, nie będe przerywał rodzinnych zjazdów czy co to tutaj jest z tym czymś. - wskaże głową na Nee, którą stary nie wypuszczał z rąk.
Wpierw nim się przysiądzie tak jak mu nakazano to poczeka na Aba który zabierze zabawkę staruszka z miejsca i sobie pójdzie, a Zaren tylko wdzięcznie mu skinie głową. Nie obchodziło go za bardzo z kim spał Ringo ani co robił z ludzką maskotką, ale to nie czas i miejsce na takie coś.
Podejdzie trochę nawet nieśmiało do miejsca w którym miał usiąść i usadowi tam swoje 4 litery, czekając na odpowiednią okazję by zrzucić z siebie informację do przekazania, jednak stary postanowił nadrobić stracone lata i zapytał go o życie ~ przedłużanie. Gdyby wypadało to aż by warknął, ale trzeba pamiętać że ten wampir dobrze znał życie i wiedział jak co ma wyglądać. Skoro udało mu się dogadać z Hiro to chyba z nimi nie będzie problemu? No ~ to się jeszcze okaże.
-Co u mnie? Pracuje, zarabiam.. Wykorzystuje swoją pozycję do lichwiarstwa przysług za okropnie śmiertelne ceny. Gdyby sam diabeł potrzebował najlepszego akwizytora mam odpowiednie preferencje. - uśmiechnie się lekko wpierw do Ringo do którego głównie mówił, a następnie skinie głową w kierunku Barabala i Gabryśki.
-To co robię głównie to staram się przywrócić nazwisku odpowiednie brzmienie. Bo popatrz ~ Ty jesteś już stary, wciąż groźny ale tylko jeśli zostaniesz popchnięty. Jak stary niedźwiedź.. - westchnie głęboko i następnie wyciągnie dłoń przed siebie jakby robił wyliczankę, na razie był wystawiony tylko kciuk, bo policzył tylko Ringo.
-Emannuel, kto to w ogóle kurwa jest - pod jego rządami to miasto zeszło na psy, nikt się nie boi wampirów tylko staliśmy się mokrym snem ludzkich nastolatek, a Ty jesteś idealnym tego przykładem. - nawiązał do sytuacji z wcześniej gdy Tatuś postanowił pobawić się z Neą i właśnie w tym momencie wyprostował drugiego palca.
-Samuru? Pijak, który nie przestaje płakać o tym, że kiedyś coś znaczył, ale zamiast coś z tym zrobić to zachowuje się jak pierdolona księżniczka i liczy, ze wszystko do niego wróci samo. - nie bał się mówić takich rzeczy, chociaż obrażał rodzinę przy rodzinie ~ rozsądne? Zobaczymy na ile ikry i rozsądku mają w sobie starzy. Wyprostował trzeciego palca.
-Ludożerca, niegdyś straszny i postrach ulic oraz tego zamku ~ gdzie on jest? Przerzucił się na sałatki? - Oj młody był bardzo rozgniewany tym co się stało z Kuroszami, bo jego mimika twarzy zdradzała wszystko w momencie gdy zginał prostował kolejnego palca do wyliczynaki.
-Pominę już nic nieznaczące jednostki, których jest dużo więcej ale są takim jebanym żartem, że nie zamierzam wspominać ich imion przy tym stole. ~ nie przyszedłem tutaj tylko psioczyć na rodzinę, bo są też mocne jednostki jak Logan mimo jego słabości do.. czegoś tam i trochę więcej, jak zasłużą bardziej to może wspomnę ich imiona. - Wampir odwróci się teraz by spojrzeć ojcu w oczy i lekko się uśmiechnie.
-To się właśnie u mnie dzieje, nie mogę dłużej na to patrzeć, dlatego tutaj jestem. - przechyli głowę jakby oczekiwał teraz na odpowiedź. Przegiął? Czy balansował na granicy i zostanie zrozumiany? To było pytanie do starszych, którzy lada moment udzielą mu odpowiedzi. Zaimponuje determinacją czy rozzłości brakiem szacunku i poszanowania dla "legend" ~ zobaczymy.

_________________
Jadalnia [Parter] - Page 4 2b696210


So what if you could kill me now
What if you could end it here
What if you could live somehow
Would you even shed a tear?





color=#0066ff - Rosyjski
color=#cc0033 - Japoński
color=#009900 - Angielski
Zaren

Zaren

Krew : Szlachetna
Znaki szczególne : Kolczyki w uszach oraz w brwi, masa tatuaży. Tatuaż na klatce piersiowej i ramionach. Tatuaż Brigadiera Rosyjskiej Bratvy na piersi.
Zawód : Windykator
Zajęcia : Brak
Pan/i | Sługa : ^
Moce : Brzydkie, ale dokładny opis w KP.


https://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 https://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081

Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Wto Wrz 17, 2019 1:00 pm

Rodzinne pogawędki zwłaszcza w tej rodzinie nie należały do normalności i przede wszystkim nie były też normalne. Nie w składzie Barabala oraz Ringo. Brakowało jeszcze Logana, wiecznie wyzywającego i wzdychającego Hiro oraz innych starszych czubków, wspominających stare czasy "Jak to dawniej było fajniej" albo "Ci młodzi nie wiedzą co to znaczy wampirze życie". Tak, własnie na taki moment mógł trafić Zaren, co znaczyło że jego spotkanie możne znacznie się wydłużyć. Chyba był na to przygotowany, prawda?
- Dorósł! Zaren! Wreszcie nie muszę mówić, że nadal chodzisz w pieluchach!
Zarechotał jednooki, odwzajemniając gest. Ach te żarty ojca; wcale nieśmieszne i niepokrzepiające. Wręcz odwrotnie... Aż by się chciało oddać Ringo do domu spokojnej starości. Barabal roześmiał się na słowa starucha, zupełnie ignorując powagę sytuacji. Przecież ten dzieciak naprawdę był poważny, a staruszkowie jak zwykle swoje. Tylko Gabriela wyglądała na kogoś, kto wcale śmiać się ochoty nie miał. Przeszywała wzrokiem postać młodzika. Jak dobrze, że nie miała zdolności czytania w myślach, inaczej już dawno Zaren dostałby w pysk.
- Mam nadzieję, mój drogi, że jest to coś pilnego. Wiesz? Bo nie mam czasu na młodzikowe interesy.
Od niechcenia machnęła ręką, dając też szanse wypowiedzenia się. Ale żeby nie przedłużać, idziemy dalej. Kiedy już każdy zajmował wybrane przez siebie miejsce, przyszło im posłuchać młodego. Ringo mimo wszystko kocha swoje dzieci, więc całkiem naturalne że myślał o Zarenie. To, że nie brał udziału w jego wychowaniu, nie znaczyło że nie zaglądał do niego oraz nie był świadomy tego, co się z nim działo. Jeżeli potrzebowałby pomocy, Jednooki byłby skłonny wywrócić miasto do góry nogami, byleby mu pomóc.
- Rozpiera mnie duma, kiedy słyszę o twoich ociągnięciach. Wiem kim dowodzisz, ale nie wciskam swojego nosa. Wierze w twoją rozwagę.
Odezwał się oczywiście Ringo; szczerze, naprawdę nie kryjąc dumy. Barabal pokiwał głową, cicho klaszcząc. Gabriela... Cóż, kobieta nie wyglądała na specjalnie przekonaną. Właściwie żyłka na czole zaczęła pulsować, wszak wytykania błędów ona nie znosi, a Zaren ewidentnie do tego zmierzał.
Do czego pił młodzik? Do odnowienia imienia rodziny? Szlachetna syknęła przeciągle, unosząc lekko głowę. Ringo słuchał w milczeniu, a Barabal... Jak to Barabal miał w zwyczaju uśmiechał się szeroko.
Wypowiedzi Zarena można rozpatrywać różnie; można się wściec za wytykanie innych członków rodu, którzy niegdyś coś znaczyli ale ich czasy upadły. Można przyznać mu rację, że Kurosze rozleniwili się i bawią, niż naprawiają swoją starą jak świat ponurą sławę. Można też machnąć ręką na całą tą gadaninę, zakrzyczeć młodego że guzik wie o życiu i powrócić do codzienności. Starsi naprawdę w tej chwili mogli zrobić wiele. Zniszczyć marzenia Zarena w mgnieniu oka, pozbawić go nawet życia jeśli Barabal uzna jego podejście za oznakę zdrady.
Oni nie byli wyrozumiałym Ivano. Z krwi i kości Kurosze, dążący do zniewolenia ludzkości, uporządkowania sobie świata wampirów. Bycia największymi władcami życia oraz śmierci.
Pierwszą personą jaka zdołała się wypowiedzieć, była Gabriella. Wyprostowała się, a na jej białym jak śnieg licu pojawił się paskudny uśmiech. Wyrachowana, podła i przede wszystkim wredna. Jak widać satysfakcję ma sprawić jej to, co teraz powie.
- A co może taki młodzik jak ty wiedzieć o naszym pięknym rodzie? Ty masz tylko informacje z gazet i z Szatan wie czego jeszcze! Może masz tam jakiś swoich śmiesznych ludzików ze swojej paczki pampersiaków. Ale nie waż się krytykować ważnych członków rodu! Emmanuel i Samuru... Och, jak śmiesz w ogóle o nich wspominać?! Kim ty niby jesteś? Przychodzisz - pan władca świata i zamierza NAMI STARSZYMI dyrygować? W try miga możemy cię tutaj załatwić i zostanie z ciebie proch!
Pod koniec zaśmiała się, ale na krótko, bowiem jedna osoba przerwała jakże okrutne słowa. Nie tylko już chodziło o Zarena, ale o wspomnianego "Ludożerce", o innych. Gabriella nawet nie raczyła stanąć w obronie Testamenta. Jak zwykle... Więc też i stąd wielka złość u Jednookiego.
- ZAMILCZ DURNA KOBIETO! Bo słuchanie twojej paplaniny przyprawia mnie o mdłości i powiem, ze jesteś ostatnią osobą, która powinna mówić o pielęgnacji szacunku wobec nas.
Przerwie, aby zwrócić się do Zarena. Zapewne wkurzy się, zignoruje, cokolwiek. Ringo i tak powie swoje.
- Może i masz rację, co do niektórych wspominanych, to jednak nie zapominaj że są oni rodziną. Zamiast ich krytykować, trzeba wesprzeć albo nawet przypomnieć im swoje znaczenie w dziejach. Zaren. Masz ogromne podkłady na przywódcę, myślisz przyszłościowo dla dobra nas wszystkich. jako twój ojciec chylę czoła, że osiągnąłeś już tak wiele w młodym wieku. I fakt, jestem już stary, dawniej to ja zrywałem laury za podłość, a teraz nadeszła kolej Młodych.
Poważny Ringo. Tak, zdarzało się dość często, zwłaszcza gdy jego potomkowie mówili, wściekłość gdy byli naruszani w zły sposób. Gabriela oczywiście fuknęła wścieła, szukając wsparcia w Barabalu. Na co Głowa Rodu? Siedział w ciszy, jakby zamyślony, ale nie minęła chwila kiedy po jadalni rozniósł się donośny, dość upiorny śmiech. Egocentryczny stwór jak widać dobrze się bawił przy rozpoczynającej się wymianie zdań. Aż musiał otrzeć nieistniejąca łezkę z oka. Wstał, wszak jak miał w zwyczaju usiedzieć przy przemowie nie umiał.
- Nadchodzi Era Młodych! Cudowne! Po prostu cudowne! Gdyby tylko Neuron tutaj z nami był, zapewne uściskałby cię Zaren tak mocno, mocno, że aż wyplułbyś flaki. Przecież to takie cudowne, kiedy kolejny z nas chce wspinać się na wyżynę plugastwa i niszczyć dotychczasowy pokój! Ach, pamiętacie te czasy? Kiedy to my wojowaliśmy ze starszyzną, mówiąc swoje głośne ALE! Jednak wtedy, wtedy kłóciliśmy się którą wioskę napaść... Piękne wspomnienia kręcące się przy niewłaściwie olbrzymich ucztach, przy pożeraniu niewinnych, ofiarowaniu im strachu. A teraz...
Musiał staruszek złapać oddech. Stał blisko krzesła Zarena, wlepiając w niego wzrok czarnych jak smoła  oczu. Stwór ani razu nie zamrugał.
- Teraz o to nasz mały wojownik Zaren, chce na nowo przywrócić nam sławę. Tak, marzę o tym. Marzę co noc, co dzień kiedy nie mogę zmrużyć oka. Kiedy ostatni raz spałem? Dwa lata temu? Więc pomyśl ile tęsknoty przelałem, aby dożyć do tego dnia.
Nie było ani krzty kpiny w jego głosie, Barabal po prostu jest dziwny. Ma swój świat, kreuje go jak zechce ale wciąż skurwiel wzbudzał strach. Nawet teraz.
- Widok stosu ciał, potężnego ogniska w którym palimy dzieciątka! I najważniejsze - niszczenie wampirzych rodów, pokonywanie pogromców. Niech żyją pod naszym butem - jak dawniej. Powinniśmy znowu być jedną JEDYNĄ władzą na wampirzym świecie. Chociażbym miał pożreć samego Szatana.
Przemowy nie było końca, Ringo słuchał, zerkając co chwila na szaleńca krążącego obecnie po jadalni, to na Gabrielle która jak widać straciła wszelkie nadzieje i na Zarena. Czy on w ogóle zrozumie bełkot Głowy?
- Jednak stoimy teraz w obliczu innego Zła. Wielkie zasady, słowo honoru i moc więzi ponad nami wisi. Muszę stać z boku, zaciskać szczęki i nie wystawić się zbyt wcześnie na ścięcie. Chyba, że mi się powiedzie... Nie, nam uda! Zaren!
I zatrzyma się Kurosz wstrętny tuż za krzesłem młodego; łapiąc za oparcie i nieznacznie się pochylając nad jego ramieniem. Dopiero wtedy Ringo się odezwał.
- Barabal chce ci powiedzieć, że rodzina nadal ma rozgłos, tylko teraz musieliśmy przycichnąć. Hiro jest w Radzie i nie chcemy koligować się z jego rządami. Przynajmniej nie teraz. Ale jeśli masz jakiś plan, to śmiało możesz go nam przedstawić. Dał ci właśnie czas na twoją kolejną wypowiedź.
Wolał wyjaśnić dziadka. Przecież czarny Kuro już tak bardzo odleciał, że aż po prostu musiał przystanąć. Oprzeć się o ścianę, jak tylko pozostawi krzesło syna Jednookiego w spokoju.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Zaren on Wto Wrz 17, 2019 4:48 pm

Jasne, że był przygotowany na to, że nie będzie to proste ~ wolał na początku zaznaczyć, że nie zabawi tutaj długo, ale przecież nie wyjdzie w środku, więc jego zapewnienia były jedynie na zasadzie aby nikt inny się nie rozgadywał, ale trafił na Barabala, szaleńca który lubił sobie po prostu podyskutować to Zaren po prostu na to przystanie.
Wiedział, że nie będzie to na pewno proste, przysporzy mu to wiele trudności i zdecydowanie ciężko będzie przekonać do siebie starszych, ale dwa z trzech na tak? To i tak ogromny sukces mimo sposobu wypowiedzi jaki zastosował, ale właśnie ~ Stał przed Kuroaishita. Gdyby był to inny ród to próbowałby pochwał i włażenia w dupsko, ale nie tym razem to była jego rodzina ~ rodzina w której liczyła się siła, a wartość wampira była mierzona jego okrucieństwem. Chyba Gabriella o tym nie zapomniała? Trzymała się kurczowo swoich tradycji, przeszłości i legend na tyle bardzo, że była ślepa na to co właśnie się działo wokół niej.
Skoro w tej rodzinie wartość jest mierzona przez wskaźnik wredności i okrucieństwa to jak można nazwać leniwe legendy ~ czas sławy się skończył? To powinny także skończyć się specjalne względy i Zaren młody bo młody, ale jej o tym przypomni. Nie chciał za bardzo pyskować Gabryśce, bo była przerażająca na swój sposób, ale skoro po jego wypowiedziach stał za nim ojciec oraz Barabal to była to jedyna dogodna okazja aby wypowiedzieć właśnie te słowa.
-Gabriello, z całym szacunkiem. Jestem bardzo dumny z rodziny z której pochodzę, ale nie jestem dumny z upadku jednostek. Mam czelność wypowiadać się o nich w ten sposób, ponieważ ich znaczenie przeminęło lub jak wspomniał mój ojciec jest uśpione. Dosyć snu, dosyć kulenia głowy i chowania się w zamku. Mam plan jak pogodzić rządy Ivano w radzie i sprawić, że nie będziecie musieli dłużej siedzieć na dupie i czekać aż Hiro skończy się bawić w radę. - Tak. Zaren dogadał się już Ivano i mieli jasno postawione cele. Zaren nie pchał się do polityki, Zaren nie pchał się także do egzekwowania praw Rady, on miał zupełnie odmienny cel ~ podziemie było na wyciągniecie ręki. Wystarczyła drobna czystka i to było to ~ o co poprosi swoją rodzinę. O pomoc. Mógłby to zrobić sam, ale nie chciał robić tego bez błogosławieństwa, bo dobrze wiedział jacy byli Kuroiashita, gdyby tylko mu się powiodło, zaraz zrobiliby się zazdrośni i chcieli go pozbawić tego co sam sobie wypracował, a tak? Nieistniejąca nić porozumienia, będą czuli się częścią czegoś większego na tyle by nie pchać łapsk tam gdzie nie potrzeba ~ sprytne, prawda?
Tak skomentował słowa Gabrielii ale nie na długo bo tą kłotnią przerwał stanowczy głos Ringo. Szczerze ~ Ringo nigdy na niego nie krzyczał, Zaren dobrze wiedział, że stary by mu pomógł ale tutaj chodziło o dumę młodego, uważał że wszystko osiągnął sam to nigdy w życiu by się nie pokusił o prośbę pomocy staruszka.
Tak jak wspominałem Ringo nigdy nie podnosił na niego głosu więc zdziwiony uniósł brew gdy ten warknął na Gabryśkę ~ stanowczo i donośnie. Nawet sam Zaren umilkł przez chwilę.
-Myślisz, że dlaczego zaczynam w tym miejscu Ojcze? Żeby którykolwiek Kuroiashita mnie raczył posłuchać i dobrze na tym wyszedł muszę mieć was wszystkich za plecami. Wyobrażasz sobie Samuru czy Testamenta słuchających dobrej rady nawet jeśli miało by im to pomóc? - zrobił krótką przerwę. -Co innego gdyby wiedzieli, że stoicie za moimi słowami. - Taka była prawda, żaden Kuroiashita się nie ugnie nawet w potrzebie, nawet gdyby mieli wyjść na tym tysiąć razy lepiej to byli samolubni i słuchali tylko siebie i starszyzny. Sam Zaren miał gówno do gadania, ale ze wsparciem starszych, kto wie?
Dopiero wtedy zaczął się występ dziadka Barabala. Młody właściwie patrzył na niego w podziwie i z lekkim uśmiechem na ustach, starajac się rozszyfrować jego słowa. Był zadowolony? Chyba tak ~ czekał na kogoś kto podniesie sztafetę tam gdzie ją upuszczono i pobiegnie z nią dalej? Zaren był tym kimś.
Gdy się do niego zbliżył, aż przeszły go ciarki mimo, że wampirom to się zbyt często nie zdarza, ale akurat zdawał sobie sprawę z kim rozmawiał. Nie musiał się bać Gabryśki, bo Ringo w życiu nie pozwoliłby żeby podniosła rękę na Zarena, a Barabal? Był ekscentryczny, to fakt, ale był raczej zadowolony z tego wszystkiego.
-Próbuje zdobyć coś od pogromców jak ich nazwałeś, ale jeśli to nie wyjdzie zostanie tylko siła, czysta siła którą będzie trzeba ich zniszczyć. Dysponujemy nią, a z odpowiednim ukierunkowaniem, nie wepchniemy się Ivano w paradę. Już o to zadbałem. - tak, mówił tutaj o próbie załatwienia czegoś od oświaty, a jeśli to nie wyjdzie będzie trzeba ich zwyczajnie zniszczyć siłą. Trudno ~
-Mam zasiane ziarno w większości z wielkich rodów, nie byłoby jednej osoby z poszczególnych rodzin która nie ma za mną żadnych interesów. Może chodzić o pieniądze, może chodzić o coś więcej, to już nieistotne ~ gdy tylko poproszę o przysługę to ją dostanę. Zadbałem o to. - Chwilę milczał by dać szalonemu dziadkowi pole do popisu, a także poczekał na wyjaśnienia ojca odnośnie wszystkiego ~ faktycznie, miał plan i zamierzał ten plan wykorzystać.
No i w końcu nadszedł czas aby odpowiedzieć im wszystkim co właściwie zamierzał, więc zacznijmy od początku.
Mam. Macie rację, że światem prawa i porządku włada Hiro, miastem Emmanuel, ale kto trzyma podziemie? Nikt. Jeszcze nikt, bo z wami lub bez was zamierzam je przejąć. Mam już wystarczające zaplecze by temu podołać. Ivano nie będzie wchodził mi w drogę, a ja jemu. Tam gdzie nie może rada, tam będą Kuroiashita. Z własnymi zasadami, z własnym kodeksem i własnymi prawami. To moja propozycja, to jedynie pierwszy krok ~ dalej jeszcze nie wymyśliłem czego chce, ale na pewno do tego dojdę.

_________________
Jadalnia [Parter] - Page 4 2b696210


So what if you could kill me now
What if you could end it here
What if you could live somehow
Would you even shed a tear?





color=#0066ff - Rosyjski
color=#cc0033 - Japoński
color=#009900 - Angielski
Zaren

Zaren

Krew : Szlachetna
Znaki szczególne : Kolczyki w uszach oraz w brwi, masa tatuaży. Tatuaż na klatce piersiowej i ramionach. Tatuaż Brigadiera Rosyjskiej Bratvy na piersi.
Zawód : Windykator
Zajęcia : Brak
Pan/i | Sługa : ^
Moce : Brzydkie, ale dokładny opis w KP.


https://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 https://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081

Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Nie Paź 06, 2019 11:18 am

Ringo był dumny, że jego syn tak wiele rozumiał, a przede wszystkim wiedział kim jest. Nie byle jaką wampirzą pizdą, których teraz jest od groma. Wiedział, że trzeba nosić nazwisko z dumą, pokazywać że nie bez powodu Kurosze mają złą sławę, którą się tak afiszują.
Gabriella prychnęła na słowa Zarena, mierząc go ponuro. Teraz był cwany, bo wygrywał siłą głosu; troje na jedną. Też coś.
- Wyrażaj się szczeniaku.
Powiedziała tylko tyle. Nie mogła się do niczego doczepić, to chociaż do słownictwa. Mimo wszystko rozmawiał z kobietą i to o wiele starsza od siebie.
Nadchodziły kolejne przemowy, rozmowy i wszystko skłaniało się ku jednemu. Ku możliwej zgodzie na działanie Zarena.
- Wcale się nie dziwię, że zacząłeś od starszyzny, bo mimo wszystko to my rządzimy w rodzie. Młodsi raczej nic by nie wskórali.
Miał na myśli pokolenie zaczynające się od Samuru. Jak widać Zaren naciskał najbardziej na nich. Czyżby odczuwał żal? Testament niestety żył w swoim świecie i wszyscy zdążyli się już do tego przyzwyczaić. Ale dawny burmistrz... Fakt, upadł. Upadł do takiego stopnia, że nie przypomina już samego siebie. Oby tylko Zaren podobnie nie skończył... Lecz z drugiej strony na co te wszystkie wątpliwości? Młody Kurosz w przeciwieństwie do Samuru chce współpracować z rodziną, a nie odrzucać ich.
Walka z Oświatą. Odwieczna wojna która może nie mieć końca. Zabiją jednych, przyjdą drudzy. Barabal aż potarł palcami wygoloną do zera brodę.
- Naprawdę zbudowałeś sobie potężny grunt. A co powiesz na to, że kiedy rody z sojuszu nie będą nam przydatne... Może i je zniszczymy?
Uśmiechnie się stwór nieczysty, kiedy zaś zbliży się do latorośli Ringo. Jednooki nawet nie drgnął, tylko obserwował. Wiedział do czego pije Barabal. Kiedyś przecież nic nie znaczące dla niego rody, upadały... Jedne po drugich. Kurosze mordowały je, przerabiały na niewolników i dawały pokaz krwawej brutalności.
- Oczywiście to tylko moja niezdrowa propozycja. Zrobisz co zechcesz, Królu Podziemi.
Dokończył szlachetny, zostawiając ponownie biednego Zarena. Niech powie co ma do powiedzenia. Już przerywać mu nie będzie.
- Czyli chcesz przejąć  brudne interesy Yokohamy. Wiesz, że sporo jest chudych rybek w głębokim stawie? Co z nimi zrobisz? Wymordujesz? Czy również stworzysz sojusz?
Tym razem to Ringo spytał. Działanie za plecami Hiro było dość łamiące lojalność wobec przyjaciela i zapewne Zaren o tym doskonale wiedział. Niemniej Staruch nie okazywał zniechęcenia, właściwie był ciekawy.
A Gabriela? Wstała z krzesła. Nie mogła już ich słuchać, jak zwykle biznes był ważniejszy od rodzinnych ustaleń. Musiała opuścić jadalnię, pozostawiając tym samym panów samych. Barabal tylko odprowadził ją wzrokiem. Ringo nawet nie spojrzał, wszak wciąż był skupiony na synu.
- A tak wychodząc poza temat. Może porozmawiałbyś z Samuru? Spróbował go jakoś nakłonić... Aby wreszcie otworzył oczy na rodzinę?
Dość delikatna sprawa, wiedząc z kim Zaren miałby do czynienia, ale ze swoją siłą głosu może by coś zdziałał. Ale czy się zgodzi? Barabal popierał pomysł, chociaż nic nie powiedział. Decyzja należy do młodzika.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Zaren on Nie Paź 06, 2019 12:13 pm

Miał duża przewagę w tym wielkim sądzie który składał się ze starszych Kuro ~ mężczyźni byli za Zarenem, właściwie stali za nim niezniszczalnym murem. Ojciec zawsze wesprze swojego syna, a Barabal poczuł nostalgię na poruszenie chociaż ułamka starych czasów. Ciężko dziwić się Gabrielii, gdyby nie poszczególne rzeczy to reszta reagowałaby podobnie, bo kim był dla niej Zaren? Był dzieckiem Ringo który wyobrażał sobie zbyt wiele, przyszedł z ulicy i nagle chce być kimś ważnym ~ nie żeby się nie starał zostać zaakceptowany, bo zrobił chyba wszystko co można by od niego oczekiwać, ale jednocześnie był nowym imieniem i dla Gabrielii kierującej się po prostu tradycją to było za wcześnie by wnosić nową legendę, czyż nie? No cóż, był bardzo szczęśliwy, że reszta staruchów zareagowała lepiej od niej.
Na pierwsze słowa Ringo jedynie skinął do niego głową, że dokładnie tak było, ale nie zamierzał tego komentować, bo nie było sensu, czym miałby się przechwalać? Że zrobił jedyną słuszną rzecz na świecie?
Pokolenie Samuru było jednym z tych które po prostu spierdoliło całą sprawę, więc ciężko nazwać to żalem, nazywał to po prostu faktami. Trzeba było po nich posprzątać i wznieść się znów na szczyt, a nawet może i dla wyklętego jaszczura znajdzie się miejsce wśród nowej monarchii? Nie będą politykami, będą kimś innym, czy to będzie mu pasować? Zobaczymy.
Gdy Barabal zbliżył się do niego ten tylko lekko się wzdrygnął, wciąż nie mógł się przyzwyczaić do głowy rodu. Jego słowa były dosyć ~ zrozumiałe. Zaren tak naprawdę potrzebował rodów na chwilę obecną, a później to już kwestia sporna. Miał pewne plany, ale nie lubił się nimi chwalić, chociaż Barabal jako jeden z nielicznych powinien je zrozumieć, dlatego też Zaren uniósł głowę w jego stronę i spojrzał na gładko wygoloną twarz.
-Potrzebuje ich, ale są jedynie środkiem do osiągnięcia celu, nie obchodzą mnie ich pobudki. Może chcą sobie przywrócić imię wraz z naszym, ale gdy tylko dostanę to czego chce to mają dwa wyjścia. Będą niżej w hierarchii od nas którą zaakceptują, albo zginą. Nie zamierzam dzielić się swoim światłem reflektorów. Ładnie to nazywając. - szlachetny uśmiechnął się do głowy rodu po czym skinął łbem na potwierdzenie swoich słów, to powinno rozwiać wszelkie wątpliwości co do jego działań. Propozycja odnotowana, a nawet poparta przez młodego.
Kolejne tematy które zapodał ojciec były już trochę cięższe, zdrada Hiro nie wchodziło w grę, ale zdecydowanie tez nie wchodziło w grę dzielenie się oceanem, który miał mu przypaść. Zaren odpowie tylko w jedyny słuszny sposób jaki pozostał.
-Warunki współpracy z Hiro mam już ustalone, a to czego oczy nie widzą, to sercu nie żal. Zamierzam wyrżnąć do nogi każdy jeden gang czy bandę niezwiązany z organizacją moją czy też Sanguinoso - odetchnie lekko. -Zdaje sobie sprawę, że to złamanie kodeksu wampirzej rady, ale jeśli wkroczy z butem w interesy zostaną sprowokowani do zaatakowania nas pierwsi, nie znając naszej liczby czy też możliwości i właśnie wtedy zadziałamy w obronie własnej. To pierwszy etap, a później by zapobiec dalszej agresji zniszczymy serca innych organizacji. Można to nazwać jedynie rozszerzoną obroną własną, czyż nie mam racji, ojcze? - uśmiechnie się szeroko.
-Sojusz z tak zwanymi maluczkimi to już nie moja zabawa, tym mogłem się zajmować parę lat temu, pora wejść w duże spodnie. - skinie głową którą następnie przechyli lekko pytająco, a więc Samuru?
Niezręczną ciszę trwającą chwilę po tym pytaniu przerwie jedynie głębokie westchnięcie.
-Podnoszenie upadłych legend z samego dna jest kurewsko męczące, niesie za sobą większe ryzyko niż profity, ale zrobię to ~ nie dlatego, bo czuje się związany żeby pomóc komuś kto skończył w taki sposób, ale żeby pokazać wam. - skinie na staruszka, a następnie na Barabala. -Że mówiłem, poważnie... mówiąc o rodzinie. Upierdliwy sposób, ale nic chyba lepiej nie opisze mojej lojalności do węża w Herbie. - rozłożył ręce spoglądając na nich niczym drapieżnik na swoje ofiary, cóż ~ nie powinien, ale był trochę podjarany całą sytuacją, a był po prostu kimś ~ kto długo czekał na tą własnie szansę.
-Znając moje plany, wiedząc wszystko ~ co sądzicie? - opuścił rozciągnięte na boki ręce ~ od następnych słów staruszków będzie znacznie więcej wiadomo.

_________________
Jadalnia [Parter] - Page 4 2b696210


So what if you could kill me now
What if you could end it here
What if you could live somehow
Would you even shed a tear?





color=#0066ff - Rosyjski
color=#cc0033 - Japoński
color=#009900 - Angielski
Zaren

Zaren

Krew : Szlachetna
Znaki szczególne : Kolczyki w uszach oraz w brwi, masa tatuaży. Tatuaż na klatce piersiowej i ramionach. Tatuaż Brigadiera Rosyjskiej Bratvy na piersi.
Zawód : Windykator
Zajęcia : Brak
Pan/i | Sługa : ^
Moce : Brzydkie, ale dokładny opis w KP.


https://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 https://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081

Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Pon Paź 14, 2019 7:09 pm

Może i przybył nagle, wbił się buciorami w codzienność starszyzny, niemniej jak widać był mile widziany oraz wysłuchany. Jak zdążył zauważyć, Ringo postawi się za swoim dzieckiem, które chciało czegoś więcej niż tylko nudnego życia wampira. Ma plan na życie, wiedział co robi, a w razie wypadku stary Kurosz stanie za nim murem.
- O właśnie to chciałem usłyszeć. Nie daj się wypchnąć i nie dziel sławą z innymi. Niejedni próbowali wybić się na naszym nazwisku.
Powiedział Barabal, szczerząc białe zębiska. Dobrze, że dzieciak rozumiał i doceniał tradycje rodzinne. Kuroiashita od pokoleń zajmowała się czystką innych rodów albo po prostu zmuszali do uległości, jeśli nie chcieli odpowiednio współpracować. Ringo nawet przytaknął. Wszam sam nie raz zabawiał w podobny sposób.
- Tak, oczywiście. Chociaż warto też przetrzepać te mniejsze gangi. Czasami można znaleźć tam perełki wśród tych wysiedleńców. Czasami wystarczy przekupić, albo tak jak powiedziałeś; zgładzić od środka. Pokazujesz kto rządzi, a oni idą za tobą.
Czasami tak było, chociaż zdarzali się i tacy, którzy do końca byli lojalni... Wtedy co się z nimi działo? Nagle znikali.
- Mimo wszystko nie wchodź pod nóż Hiro. Jest naszym drogim członkiem rodziny, ale nadal przewodniczącym z Zasadami. Jeśli chcesz przekroczyć niewłaściwą granicę, licz się z naganą.
Upomniał młodzika. Aczkolwiek wiedział, że Zaren jest świadomy każdej rzeczy, ba przecież sam o tym wspominał. Co do Samuru...
- Po prostu z nim pogadaj w wolnej chwili. Może posłucha ciebie, bo staruszków ma gdzieś.
I tutaj zrobił smutną minę, a głowa rodu... Jak to on... Znowu znalazł się przy Zarenie, kładąc ciężką dłoń na ramieniu. Lekko zacisnął, tak aby odczuł. Następnie się odsunął, coby nie odbierać mu przestrzeni oraz nie straszyć więcej.
- Wzorowy z ciebie Kuroiashita, Zaren. A teraz idź i działaj. Masz nasze wsparcie.
Powinien się domyślić, że wampiry zgadzają się na jego plan. Wreszcie Ringo wstał z krzesła, aby również podejść do dzieciaka.
- Działasz tak, jak zapragnąłeś. Dość ryzykownie, ale co to za życie kiedy go nie ma? Tylko do cholery, Zaren, jeśli jednak podwinie ci się noga... Powiadom mnie.
Przy ostatnich słowach, pochylił się nad nim. Ojcowskie wsparcie, niech skarży a tatuś urwie łeb przy samej dupie.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Zaren on Nie Paź 20, 2019 10:12 am

Taki już był Zaren, zawsze wchodził z buciorami tam gdzie się go najmniej spodziewają ~ Najlepsze w tym wszystkim było to, że jednak przeważnie mimo swojego bezczelnego wejścia, zawsze wszystko dobrze się kończyło. No, może prawie zawsze, ale tym razem się udało!
Jeden ze starszych Kuroiashitów był wniebowzięty przedstawieniem młodego, wiadomo że to świeża krew w tym świecie, ale czyż nie wyrósł zajebiście? Sam Barabal powiedział o nim jako o wzorowym członku rodu. Trzeba przyznać, Zarena ten komplement nawet ruszył. Gdzieś tam pod maską powagi i czystego gniewu oraz szaleństwa w jego złotych oczach można było na jego twarzy spostrzec mały, zadowolony z siebie uśmiech. Uśmiech dumy? ~ zawsze poszukiwał aprobaty, którą dziś dostał. Starsi zachowali się naprawdę wporządku i przyjęli go ciepło, aż sama przyjemność dyskutować i działać w pewnych kwestiach gdy ma się takie wsparcie, no może poza Gabryśką, ale kto by się tam jakąś babą przejmował.
Chwila przebywania z Barabalem i potrafił odczytać jakim typem wampira był. Szalony, ekscentryczny i pochwalający przeszłość, mały przedsmak tego pozwolił mu zdobyć jego zaufanie ~ plan dobry.
Ojca nie trzeba było za bardzo przekonywać, bo wiadomo, że Ringo stanie murem za Zarenem bez żadnego problemu, nieważne jak niebezpieczny i ryzykowny byłby jego plan, dlatego ta konwersacja była skazana na zwycięstwo od momentu gdy tylko się zaczęła. Gabrieli nie udało mu się przekonać, ale dwa z trzech to i tak przeważający wynik. Na pierwsze słowa Barabala jedynie uśmiechnął się delikatnie unosząc na niego wzrok.
-Nie zamierzam, dzielenie się tym co sam buduje brzmi trochę nierozsądnie. Może inaczej, brzmi głupio i bez sensu. - cicho się nawet zaśmiał. Wiadomo, że Zaren nie zamierzał się dzielić niczym co sam zbudował i do swoich planów dopuści jedynie najbardziej zaufanych. Na pewno popełni sporo głupich błędów i właśnie w tym momencie będzie potrzebował Ringo.
Tak, Ringo był sojusznikiem z wyboru. Chciał pomóc Zarenowi a jednocześnie nie mieszać się do tego co planuje Syn, partner idealny. Gdy będzie taka potrzeba na pewno Zaren się do niego odezwie bo pomimo tego, że szanował swoich ludzi i znał ich siłę to znał siłę Ringo i dwunastu chłopa nie zastąpi ojca. Siłą i skutecznością nie dorównywał mu nikt, więc na jego słowa tylko się uśmiechnął i skinął głową. Chciał odpuścić sobie dramatu sytuacji, ale w jego oczach była widoczna wdzięczność, a kolejne słowa tylko to potwierdziły.
-Słuszna uwaga, większość z nich nie odda pozycji, ale wyślę paru chłopaków by wpierw spróbowali zrobić zamieszanie w organizacjach przed edyktem destrukcji. Dzięki za wsparcie, Ojcze. - Nie musiał już nic dodawać na temat Samuru, obiecał że z nim pogada, to z nim pogada. Będzie to cholernie upierdliwa rozmowa i będzie trzeba trzymać nerwy na wodzy, bo Samur pyskuje wszystkiemu i wszystkim bez odpowiedniego powodu, a Zaren mimo, że słynął z rozsądku rzadkiemu Kuroiashitom to i nawet on miał swoje granice. Jak to już wyjdzie? Zobaczymy.
Gdy Barabal wraz ze staruszkiem do niego podeszli to po skończonych słowach od obu starszych wampirów Zaren wstał i wpierw wyciągnął rękę do Barabala, gdy ten odwzajemni gest to Zaren się zbliży i poklepie go po plecach, nie puszczając ręki. Skinie głową w oznace podziękowania i szacunku, ale nie odezwie się już ani słowem. Co było do powiedzenia to zostało powiedzniane. Po co strzępić język.
Uśmiechnął się również do ojca, ale tutaj już sobie darował te wszystkiego gesty, w końcu to jego stary, jednak mimo tego również do niego podszedł i go uściskał. Wiedział, że ma w nim wsparcie jakikolwiek Ringo by nie był.
-Koniec tego przytulania. Ja mam w chuj roboty, a Tobie już niedługo zaczyna się pewnie gra w remika czy bingo. Nie wiem w co teraz grają emeryci. - cicho się zaśmiał i wrócił rozbawionym spojrzeniem na Ringo. -Dzięki za wsparcie, jak sobie nie poradzimy to miejsce w Bratvie zawsze stoi dla Ciebie otworem, zostaw makaronów. Byłbyś cholernie dobrym Ruskiem. - kolejny żart, a może? Nie mniej jednak Zaren odszedł trochę kroków od dwóch wampirów po czym rozłożył ręce przygotowując mowę końcową.
-Chciałem podziękować za ciepłe słowa, rady oraz wasze wsparcie. Nie musicie się martwić, odezwę się gdy nadejdzie czas. Mój sukces jest sukcesem tej rodziny i zamierzam go sobie przypisywać, chociaż chciałbym trafić do rodzinnego albumu jako legenda. No, niemniej jednak gdy mi się uda ~ to wszyscy na tym skorzystamy.
- Telefon Zarena zawibrował, ale że skończył mówić co ma mówić to na niego spojrzał wyciagając uprzednio z kieszeni. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, może nawet podejrzanie wredny.
-Popatrz, popatrz.. Miesiąc w mieście i już przywódca tutejszej oświaty chce się ze mną spotkać. Chyba robię dobre pierwsze wrażenie. - uśmiechnie się tym razem do wampirów i ukłoni na dowidzenia.
-W kontakcie Ojcze, a co do... Dziadka. - przeniesie wzrok typowo na Barabala. -Specjalnie dla Ciebie ułożymy stos ciał z pokonanych. Czuj się jako gość honorowy. - mrugnie do niego, po czym powoli wyjdzie z jadalni zadowolony z siebie jak nigdy. ~ Kolejny etap zaliczony, czas na fazę finałową. Vladislau Petrovic. Kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje. Prosta sprawa.
Zaren chwilę jeszcze pogubił się w korytarzach wielkiego Zamku ale w końcu natrafiając na jakąś wampirzyce ze służby poprosił o pomoc w znalezieniu wyjścia.

zt

_________________
Jadalnia [Parter] - Page 4 2b696210


So what if you could kill me now
What if you could end it here
What if you could live somehow
Would you even shed a tear?





color=#0066ff - Rosyjski
color=#cc0033 - Japoński
color=#009900 - Angielski
Zaren

Zaren

Krew : Szlachetna
Znaki szczególne : Kolczyki w uszach oraz w brwi, masa tatuaży. Tatuaż na klatce piersiowej i ramionach. Tatuaż Brigadiera Rosyjskiej Bratvy na piersi.
Zawód : Windykator
Zajęcia : Brak
Pan/i | Sługa : ^
Moce : Brzydkie, ale dokładny opis w KP.


https://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 https://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081

Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Nie Gru 01, 2019 11:14 am

Mało co poszło po myśli Hycla.
Nie dość, że nie odratował kumpla z łaknienia nad krwią młodej dziewczyny, to jeszcze trafił w łapy łowców, nie mógł go wyrwać z tarapatów, jakaś nieznajoma wampirzyca strzeliła w kierunku Hycli i jeszcze oberwał całą serią z karabinów maszynowych. To cud, że uszedł z życiem, kosztowało go to jednak zbyt wiele sił. Ambicja zaś powodowała, że nie mógł być z siebie ani trochę dumny. Musiał uciekać przed rozstrzelaniem lub niewolą, ale nie odratował Chunky'ego od podobnego scenariusza. Jeśli zabiją lub choćby skrzywdzą niejako posła Rady Wampirzej, może przyczynić się do zerwania rozejmu między stronami. Cóż, nie był mózgowcem, był jedynie narzędziem w ręku Ivano.
I to niestety zbyt mało skutecznym.
Służące sprzątały właśnie stolik po spotkaniu, kiedy nagle zjawił się znikąd Zgon nad blatem i pod wpływem grawitacji wpadł na sam środek mebla. Zagwarantował plecom twarde lądowanie, stąd zjawił się grymas bólu. Miał poszarpane ubranie i dumę, dlatego próbował podźwignąć się jak najszybciej, lecz gdy tylko znalazł się z trudem w pozycji siedzącej oczy zaszły mu mgłą i ponownie legł na deskach. Tym razem jedna ze służących zdążyła podeprzeć jego plecy i pomogła położyć nieprzytomnego na stole. Obficie krwawił z niegojącej się rany z boku ciała. Kula ze srebra musiała tkwić w korpusie kaleki, stąd krwotok zewnętrzny. O otwarciu rany świadczyły też owady, które wypełzły lub krążyły nad obrażeniem. Nic przyjemnego dla wampira mieć w sobie srebrne naboje.
Niestety nie zdołał nic z siebie wydusić, nim zmógł go wymuszony sen, ale na pewno któraś ze służących dała znać, że wrócił Hycel ze służby. I to w niezbyt przychylnym stanie.

Utrata przytomności zgodnie z zaleceniem MG.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Wto Lut 25, 2020 11:02 pm

NPC służka Succubus (użyta za zgodą Testamenta)


Jej pana mogło nie być w Zamku nawet przez setki lat, ale Su nadal pozostawała mu wierna i razem z siostrami godnie reprezentowała tutejszą służbę. Cała piątka była oczkiem w głowie Testamenta i póki nie dopuszczała się zdrady wobec Kuroszy, miała silną pozycję na tych włościach, nieraz lepszą od dalekich krewnych Testamenta czy Hachiko.
Nic więc dziwnego, że Su bezpardonowo i bez pytania odwiedzała wszelkie pokoje, w których akurat nie stacjonowały ważniejsze jednostki rodu – jak każdego dnia, robiła obchody po Zamku, aby się upewnić, że wszystko grało. Słyszała zresztą, że w jadalni spotkanie mieli Barabar z Ringo i jego synem, a że znała temperamenty tych dwóch pierwszych… cóż, nie zdziwiłaby się, gdyby wszystkie meble okazały się rozwalone. Wysłała co prawda pomniejsze służące do posprzątania, ale postanowiła rzucić okiem, czy na pewno dobrze wywiązywały się z zadania.
Już podchodząc do drzwi, usłyszała ich podniesione, rozgorączkowane szepty. Westchnęła głęboko i pokręciła głową, chociaż nie planowała karcić dziewczyn za pogaduchy. Trudno było ją wyprowadzić z równowagi.
Weszła pewnie do środka, od razu zaczynając mówić:
Dziewczyny, kazałam wam sprzątać, a nie rozmawiać, dlaczego robicie tu taki harmider i… – urwała, bo wyczuła nieznaną jej wampirzą krew i męski zapach.
Stanęła jak wryta, przyglądając się leżącemu na stole biedakowi. Nie znała go, nie wyglądało też na to, aby którakolwiek z tutejszych służek go kojarzyła, bo zwracały się do niego per pan podczas prób dobudzenia. To ktoś ważny? Jakiś Kurosz, którego Su nie kojarzyła? Niemożliwe – wampirzyca tyle lat służyła temu rodowi, że rozpoznałaby krewnego pana Testamenta już na kilometr.
Może więc nowy znajomy Barabala albo Ringo?
Wyjdźcie stąd wszystkie. Reika, Haru, przynieście gorącą wodę i opatrunki, a także trochę krwi z zapasów. Reszta ma tu nie wracać – rozkazała spokojnie i w końcu z wolna podeszła do mężczyzny.
Dziewczyny ukłoniły się grzecznie i w trymiga zniknęły, aby wykonać polecenia. Su tymczasem stanęła nad krwawiącym wampirem. Beznamiętnie omiotła go wzrokiem, nie przejmując się nawet tym, że pełzało po nim robactwo. Wampirzyca żyła już tak długo, że niewiele rzeczy ją dziwiło.
Nacięła paznokciem swoją dłoń i podstawiła ją tymczasowo pod usta wampira. Drugą położyła na jego rozległej ranie, aby ją uciskać lub – gdyby przybysz okazał się niebezpieczny – jeszcze bardziej ją pogłębić. Su była empatyczna i miłosierna, niemniej w razie zagrożenia nie miałaby skrupułów zabić dziwaka.
Kim jesteś? Znasz pana Testamenta albo pana Barabala? Jak się tu dostałeś? – spytała spokojnie, nie spuszczając z niego wzroku i powoli karmiąc go własną krwią.
Oby tych kilkanaście kropel pomogło odzyskać mu świadomość i odpowiedzieć na pytania – bo Kurosze wcale nie lubili niechcianych gości z zaskoczenia.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Sro Lut 26, 2020 9:55 pm

Jak długo leżał nieprzytomny? Zważając na czujność służących - może dziesięć-dwadzieścia minut. Czuł się jednak tak, jakby znów leżał setki lat w przyciasnej trumnie, bez szans na samodzielne przebudzenie. Rana krwawiła tak obficie i zainfekowała się płynnym srebrem, że nie pozwalała na regenerację ubytków całego organizmu. Panoszące się robale uciekające z otwartych ran nie poprawiały sytuacji.
Leżąc sztywno na plecach przypominał prędzej dużą, zniszczoną lalkę porzuconą przez znudzonego dzieciaka niżeli hycla. Nie popisał się podczas spotkania z łowcami, bo nie dość, że nie wyciągnął kolegi z tarapatów, nie pochwycił dziwnej nieznajomej wampirzycy która chciała wpierw samodzielnie wymierzyć sprawiedliwość, to jeszcze dał się pokiereszować pociskami. Będzie musiał długo i intensywnie ćwiczyć ciało i umysł, aby nie dopuścić do powtórki z porwaniem Chunky'ego.
Miał sobie bardzo dużo do zarzucenia.
Kto by się spodziewał, że mimo pierwszej fatalnej interwencji jako hycel, ktoś zlitował się nad nim i nawet poczęstował własną krwią. Dwie pierwsze krople moczące nieruchome wargi były pierwszymi bodźcami do powrotu do rzeczywistości. Tak, bardzo tego potrzebował.
- Chun...
Wymamrotał jeszcze w koszmarze odtwarzającymi ostatnie zdarzenia. Ale przynajmniej wreszcie mógł otworzyć oczy i podnieść półprzytomne spojrzenie na kobietę. Jej dłoń przesłaniała mu usta, korzystał z tego faktu na tyle długo, ile było dane. Wzrok utkwił w wybawicielce i słuchał uważnie, jakich informacji oczekiwała od Zgona. No tak, skąd mogła wiedzieć, że ten obdartus był nowym hyclem w szeregach? Kiedy tylko Su cofnęła dłoń (od ust, bo ta druga wciąż uciskała mu cieknącą ranę), wysilił się z trudem, by podźwignąć się do siadu. Podpierał się w tyle kikutami z ostrzami, żeby znów nie zjechać plecami na blat stołu. Nie chciał mieć nad, a przed sobą rozmówczynię, która zdecydowała się jako-tako zaufać komuś obcemu.
- Od kilku tygodni pracuję dla pana Przewodniczącego jako hycel... Nie znam ani pana Testamenta, ani pana Barabala. Ani pani.
Mówił cicho, lecz zgodnie z prawdą, i to powinno liczyć się przede wszystkim. Ostrożnie, tak żeby widziała ten gest Su, sięgnął lewym kikutem (protezy rąk rozleciały się na kawałki) po dłoń kobiety i odsunął ją od rany. Nie chciał, by narażała się na kontakt z płynnym srebrem. Wystarczy, że on oberwał. Właśnie, raport! Ożywił się ze strachu, że jeszcze nie zameldował najważniejszej sprawy.
- Proszę o przekazanie panu Ivano informacji o uprowadzeniu hycla Chunkyego przez łowców. Około pięciu, wyszkolonych, uzbrojonych, strzelających z karabinów maszynowych, z wozem pancernym...
Nie miał szans, więc uciekł jak tchórz. Mogło wydawać się to podejrzane, że ocalał z napaści ludzi z Oświaty, jednak jego postawa i obecnie spuszczona głowa z rozwianymi włosami zdradzały, że był na siebie wściekły. Jakaś taka zimna złość zalała go od czubka głowy do stóp, nawet jeśli były tylko protezami.
- Muszę go znaleźć.
Już próbował postawić nogi na podłodze, lecz rana z boku i zbyt gwałtowne ruchy spowodowały, że na nowo usiadł na skraju stołu jadalnianego.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Sob Lut 29, 2020 2:24 pm

Służące faktycznie przebywały ze Zgonem zaledwie około dziesięć minut, póki nie nadeszła Su i nie przegoniła niepotrzebnych, zaintrygowanych dziewojek. Nie potrzebowała zbiegowiska i dodatkowych plotek – jako jedna z najważniejszych sług w tym Zamku musiała też dbać o dobre imię wszystkich Kuroszy. Cóż, było to zadanie niełatwe, trudniejsze wręcz od wypełnienia ogromnego basenu w posiadłości krwią tysięcy ludzi, ale wampirzyca starała się ze wszystkich sił.
Najgorzej było z synami Testamenta. Su miała tylko nadzieję, że dziwny przybysz nie jest znajomym Samura czy Gabriela – to mogłoby mieć fatalne skutki. Kiedy więc usłyszała, jak dziwak wyjęczał imię Chunky’ego, odetchnęła z ulgą. Syn pani Elviry był oczywiście pokopany (jak cała rodzinka), w dodatku jadł za dziesięciu, ale dało się z nim dogadać. No, przynajmniej wtedy, gdy nie był głodny.
Spokojnie karmiła nieszczęśnika swoją krwią, ale kiedy zobaczyła, że wreszcie zaczął się rozglądać z jakąś tam świadomością, cofnęła dłoń. Nie mogła dać mu zbyt dużo pożywienia – póki nie wiedziała, kim był, wolała zostawić go osłabionego.
Milcząco obejrzała całe jego ciało. Hybryda wampira i jakiejś metalowej kukły. Ani trochę się nie zdziwiła, że Przewodniczący zatrudnił go jako hycla – pan Hiro uwielbiał medyczne eksperymenty. Nie zdziwiłaby się, gdyby sam stworzył tego biedaka.
Rozumiem. W takim razie panicza Chunky’ego znasz z pracy? Gdzie on jest? Jeżeli coś mu grozi, a sądząc po twoim stanie, zgaduję, że jest to możliwe, musisz natychmiast o tym powiedzieć. Poinformuję jego matkę i pana Barabala.
Nie kwapiła się z wyjaśnieniami, kim są Barabal i Testament. To ten poraniony dziwak był tutaj nieproszonym gościem, więc mimo że miał pozycję hycla, a Su była tylko służką – czuła się obecnie wyżej postawiona.
Dała mu odsunąć swoją rękę od rany, choć jednocześnie pokazała ostre zęby, w każdej chwili gotowa na atak. Dopiero po chwili na jej skórę trafiła kropla płynnego srebra – Su z sykiem przetarła więc ją o ubrania. Cholera, bolało nawet na czystej, nieporanionej skórze, a co tu dopiero mówić o ranie, jaką miał ten biedak.
Wysłuchała jego relacji. Nie pokazała po sobie żadnych emocji, chociaż w głębi duszy się zmartwiła. Dobrze wiedziała, jak pani Elvira martwiła się o swoich synów – musiała jej jak najszybciej przekazać tę wiadomość.
Jak do tego doszło? Dlaczego ciebie nie złapali? I jak cię właściwie zwą, hyclu? – zaczęła jeszcze dopytywać, sięgając jednocześnie po komórkę.
Naskrobała szybko trzy esemesy: do Przewodniczącego, którego znała dzięki wieloletniej służby u pana Testamenta, do pana Barabala i oczywiście do pani Elviry. Spodziewała się, że ta ostatnia wpadnie w szał.
Delikatnie popchnęła wampira na stół, gdy oznajmił, że chce stąd iść. Nie pozwoliła mu choćby spróbować zejść.
Chwilowo zostaniesz tutaj, póki pan Barabal albo pani Elvira nie postanowią, co z tobą zrobić. Z pewnością będą chcieli wysłuchać bardziej szczegółowego raportu. Panicz Chunky dotychczas nie miał zatargów z łowcami – to karygodne, że został uprowadzony.
W tym momencie do środka wpadły w końcu dwie służące – jedna z miską ciepłej wody i opatrunkami, druga z workami ludzkiej krwi i jakimiś medykamentami. Su rozkazała im wszystko zostawić przy stole i wyjść. Nie chciała, aby jakieś podrzędne dziewczyńska słuchały o problemach jednego z Kuroszy.. O prywatnych sprawach któregokolwiek z dziedziców mogła wiedzieć tylko najbardziej zaufana służba.
Podała wampirowi jeden worek z krwią, skinieniem głowy zachęcając go do spożycia całości.
Jeżeli faktycznie jesteś przyjacielem panicza Chunky’ego, nikt nie będzie ci tu żałował pożywienia. Jeżeli jednak dowiemy się, że skłamałeś bądź przyczyniłeś się do jego krzywdy, czeka cię marny los. Na razie nie próbuj się stąd ruszać. Nie masz prawa tego robić, póki ktoś z państwa o tym nie postanowi.
I zaczęła delikatnie przecierać mu ranę czystą szmatką zamoczoną w wodzie, próbując pozbyć się pozostałości po srebrze. Cholera, dziura w ciele wyglądała na poważną i nawet duże ilości ludzkiej krwi mogły nie przynieść szybko ukojenia. Ale sądząc po tym, jak wyglądało ciało wampira… mężczyzna pewnie przeszedł już w życiu niejedno.
Te robaki, które po tobie pełzają – czy są w stanie oczyścić ranę ze srebra? Jeśli się go pozbędziemy, będę w stanie opatrzyć ranę o wiele szybciej. A potem zająć się twoimi… rękami.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Sob Lut 29, 2020 4:35 pm

Nie przypuszczał, że zrobi wokół siebie tyle szumu. Owszem, miał do przekazania niezwykle ważną informację o uprowadzeniu Chunky'ego, którego wszyscy znali. Ale... właściwie Su postąpiła dobrze, wykonując całą procedurę mającą na celu zidentyfikowanie Zgona. Nie był rozpoznawalny w zamku, trzymał się z dala od centrum zdarzeń towarzyskich. Bezpieczeństwo dla domowników to podstawa, dlatego dość stoicko podchodził do tego, że służąca traktowała go jako potencjalnego intruza. Sam zresztą nie był zbyt wylewny w wyjaśnienia, aby przedstawić siebie w jakimś bardziej korzystnym świetle. Szczerze to nie miał do tego głowy, ciągle umysłem był na polu bitwy z nierównym przeciwnikiem. I z kolegą, którego nie odbił z rąk wroga.
Nie umknął mu badawczy wzrok Su, jako ważne ogniwo tego rodu miała pilnować porządku, a zakrwawiony nieznajomy nie pasował do norm, nawet jeśli tutejsze często ociekały krwią. Wciąż - i słusznie - nieufna wampirzyca zdołała jednak opanować sytuację i powiadomić kogo trzeba w związku z ujawnionymi informacjami. Żeby nie było Zgon nie kwapił się do szczegółów komuś, kogo również nie znał. Sam nawet nie był pewny, czy powinien o tym wszystkim mówić służącej, lecz zdawała się być tak pewną swojej pozycji i na tyle tutejsza, że powiedział co powiedział. I tak nie miał większego wyboru. Milczenie mogłoby równać się z wtrąceniem go do lochów, gdzie nie wiadomo, czy doszedłby do siebie.
Najgorsze, że Su drążyła temat. Bardziej już pod kątem dokładnych wyjaśnień swoich powiązań z Chunky'm i wydarzeniami z parku. Długowłosy przez chwilę milczał spoglądając spod rozwichrzonych kudłów na rozmówczynię. Mogła go podejrzewać o zdradę, co było sprzeczne z jego honorem.
- Nie potrafiłem odbić Chunky'ego z rąk łowców, dlatego teleportowałem się tutaj po pomoc.
Wyznał z trudem Su, która już zaczęła działać i powiadamiać kogo trzeba. Nie był z siebie ani trochę dumny, lecz nic nie mógł poradzić na przewagę liczebną. Przez to wszystko uważał, że nie zasługiwał też na krew, która została mu przyniesiona i odłożona na bok. Nawet gdyby mógł naprawdę spożyć trochę posoki, to obecnie miał to zadanie utrudnione. Bez protez rąk mógł bardzo łatwo przedziurawić worek i rozlać cenny płyn. Inna sprawa, że dalej nie powiedział, jak się nazywa. Być może dlatego, że nie przywykł do rozmów na swój temat. A być może dlatego, że chciał już iść znów na odsiecz, skoro posiłki zostały wezwane. Su nie podzielała jego pomysłu i kazała mu zostać i czekać na odpowiednich osobników. Chcąc nie chcąc musiał przystać na rozwiązanie służki i czekać. Nieznośne uczucie beznadziejności swojej osoby gryzło równie mocno co wżerające się srebro i robali, które trochę oczyszczały rany, ale i zjadały ciało Zgona. Za bardzo rozswawoliły się podczas osłabienia hycla. W każdym razie był w patowej sytuacji. Ani nie mógł działać, ani też położyć się na drzemkę, ani zjeść krwi na którą nie zasługiwał. Musiał czekać.
Dość ponure myśli rozdmuchała sama wnioskodawczyni czekania. Jak mianowicie? Nie tylko znów narażała się na poparzenia od płynnego srebra czyszcząc ranę, ale i objawiała swego rodzaju zainteresowanie stanem zdrowia hycla. Może po prostu nie chciała, aby umarł na jej warcie? W takim razie nie chciałaby zająć się jego kikutami. Nie wiedział co powiedzieć z początku, tylko speszył się. Nie czuł się komfortowo przy kimś, kogo poznał parę minut temu.
- Zjedzą srebro wraz z tkanką mięsną -oznajmił w miarę gładko, choć dało się wyczuć skrępowanie, po czym dodał spuszczając głowę- zajmie im to trochę czasu. Co do rąk... zapasowe protezy powinny być w pokoju Zgona.
W taki dziwny sposób uwikłał swoje miano, jakby nie bardzo mu zależało, aby zostało zapamiętane przez Su. W tej sytuacji... to przez kogokolwiek. Teraz zapisze się źle w historii hycli jako ten, który na pierwszej swojej misji poza pracą papierkową nie dał rady i wrócił bez towarzysza do domu z podkulonym ogonem.
- Nie musi Pani czekać ze mną na Państwa. Ma Pani pewnie dużo innych obowiązków.
Naprawdę nie zależało mu na tym, by zawracać wszystkim głowę. Najlepiej, żeby koncentrowano siły na odnalezienie Chunky'ego, skoro on nie mógł. Eh, nawet nie mógł nazwać się przyjacielem dla Benjamina, skoro nieprzytomnego zostawił na pastwę łowców.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Nie Mar 01, 2020 12:52 pm

Szumu? Szum to by zrobił, gdyby pojawił się w tej jadalni kilkadziesiąt minut temu, kiedy znajdowali się tu pan Barabal z panią Gabrielą i jakąś dziwną ludzką dziewoją, pan Ringo oraz panicz Zaren. Niech hycel lepiej się cieszy, że nie wylądował na stole właśnie wtedy – marny byłby jego los.
Dobrze postąpił, wyjawiając Su prawdę. Służąca byłaby mniej skora do współpracy i do pomocy przy jego ranach, gdyby postanowi zataić przed nią tak ważną wiadomość. Ale z drugiej strony… ten dziwak musiał znać Zamek, skoro nie dziwił się, gdzie wylądował, i skoro najwyraźniej z góry założył, że Su jest jednym z zaufanych domowników. Czy w takim razie przebywał już tu wcześniej? Odwiedzał panicza Chunky’ego?
I służba nigdy nie została o tym powiadomiona?
Ale dlaczego panicz w ogóle został przez nich złapany? Rada ma układy z łowcami, żadna ze stron nie powinna atakować drugiej bez powodu. Winszuję, że postanowiłeś nas zaszczycić, abyśmy mogli jak najszybciej działać dla dobra panicza, niemniej chyba zdajesz sobie sprawę, jak fatalnie to brzmi? – Su zwęziła groźnie oczy, stojąc nad biedakiem niczym posąg. – I ponownie upraszam się o wyjawienie twojego imienia. Powiadomiłam już głowę rodu i matkę panicza o tej sytuacji – z pewnością będą chcieli znać twoją godność. Chyba nie muszę mówić, że spojrzą na ciebie przychylniej, jeżeli już kiedyś cię widzieli?
Choć jej słowa ociekały jadem, Su sięgnęła po worek, którego wampir nie rozpakował. Przecięła go w jednym miejscu paznokciem i podstawiła mężczyźnie pod usta. Wzrokiem wyraźnie dała mu do zrozumienia, że nie zniesie sprzeciwu: biedak miał wszystko wypić.
Może i Su zachowywała odpowiedni dystans i drążyła nieprzyjemnie temat panicza, ale trochę współczuła temu dziwakowi, no i w głębi serca nie podejrzewała go o zdradę. Nie mogła po prostu jawnie okazać mu sympatii – państwu by się to nie spodobało.
Wyśmienicie, o wiele łatwiej odbudować zdrową i całą tkankę mięsną niż ratować taką przeżartą srebrem. W takim razie niech jedzą. Poczekamy, a wtedy zabandażuję ranę – skonkludowała beznamiętnie, jakby bycie jedzonym żywcem miało być dla wampira wybawieniem.
Su po prostu tak długo służyła Kuroszom, że naprawdę trudno było ją czymkolwiek zdziwić.
Odstawiła na moment wodę i opatrunki, niemniej nadal pilnowała, aby mężczyzna grzecznie wypił całą krew, jaką przyniosła jedna ze służących. Posoka nie była może najlepszej jakości, w zasadzie wampir dostał jedną z gorszych partii, ale chyba nie powinien narzekać. Jeżeli wypije jeden worek, Su poda mu drugi, przeciąwszy go wcześniej w odpowiednim miejscu.
W pokoju Zgona? A któż to jest? Mówisz tak o sobie? – zdziwiła się, unosząc brwi. – Mogę posłać kogoś do tego… pokoju. Choć zakładam, że nie znajduje się w zamku, więc może to trochę zająć – dodała z lekkim sarkazmem.
No i zanim by to zrobiła, Zgona powinien przesłuchać ktoś z Zamku. Nikt jej nie odpisał na esemesa, czyli pewnie wszyscy są zajęci. Ale żeby nawet pani Elvira nie kwapiła się z odpowiedzią?
Moim obowiązkiem jest dopilnowanie, żebyś nie narozrabiał. Jeszcze raz zaproponuj, abym sobie stąd poszła, a przyprowadzę do ciebie pana doktora Ringo i wtedy nie będzie ci tak wesoło.
Wyjęła jeszcze raz komórkę, aby sprawdzić, czy na pewno nie przeoczyła wiadomości. Nic – nie było żadnego powiadomienia. Su westchnęła ze zrezygnowaniem. Niby mogła iść szukać któregoś z mieszkańców, ale wolała nie zostawiać Zgona samego.
Skoro znasz panicza, to w takim razie powinieneś też kojarzyć panią Elvirę, jego matkę. Chciałabym, abyś osobiście zdał jej relację z całego wydarzenia. Szczegółową relację.
Jeżeli zechce, Su poda mu nawet swoją komórkę, aby zadzwonił do pani Elviry, Naprawdę martwiła się tym, że kobieta nie odpisywała.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Nie Mar 01, 2020 3:04 pm

Co racja to racja, wtedy nie musiałby nic mówić, tylko byłby rozszarpany na kawałki. Z drugiej strony zależało mu na uratowaniu kolegi, toteż dobrze, że teleportował się tutaj niedługo po spotkaniu.
Miał jakieś szczęście w tym nieszczęściu.
A nie, przepraszam, trafił również na kompetentną, choć surową służącą, która wywiązywała się perfekcyjnie ze swojej roli. A nawet dawała z siebie więcej, bowiem mogła przekazać sprawę jednemu z ochroniarzowi Zamku, a zdecydowała się samodzielnie uporać się z nieproszonym gościem. Przynajmniej tyle, że miał dobre intencje, ale czy to wystarczyło?
Su chciała wiedzieć więcej, nie mniej hycla obowiązywał Kodeks, nie mógł zdradzić szczegółów osobom postronnym. Wszystko, co było potrzebne do zdiagnozowania nieobecności Chunky'ego zostało wyjawione, resztę detali mogli znać tylko Przewodniczący i inne hycle. Stąd nie był skory do wyjaśniania, dlaczego łowcy uwzięli się na Benjamina. Poszedł jednak na jakieś ustępstwa, w tym zdradził swoje miano (choć nie powinien tego czynić) i co najważniejsze - powód swojej "wizyty". Na szczęście na ten moment, mimo niechęci, został nakarmiony krwią. Nie gardził posiłkiem, sam nie byłby w stanie w sposób legalny uzyskać tyle posoki. Hycel nie odrywał oczu od kobiety, nawet jak mocno przyssał się zębiskami do woreczka. Pił potulnie jak niemowlak z cycka matki. Mówi się, że przez żołądek do serca, toteż może odrobinę spuścił gardę przed nieznajomą, coby mogła dowiedzieć się o jego robalach i protezach. Kiedy oblizał się po ostatnim worku krwi, już mniej przenikliwie spoglądał na Su, której zebrało się na żarty. Jemu nie było do śmiechu, najważniejsze, że służąca powiadomiła kogo trzeba. Gorzej z odzewem zwrotnym.
- Nie ma takiej potrzeby -skomentował na słowa o przyniesieniu protez, a na słowa o tym, aby nie rzucał aluzji do pozostawienia go samego westchnął cicho i rzekł- Przepraszam.
Nie śmiał narzucać swojej woli, skoro tak musiało być, trudno. Kiedy Su próbowała po raz któryś nawiązać kontakt z Państwem, Zgon zmusił owady do szybszego wyjadania tkanki. Sprowokował je do wzmożonej konsumpcji tym, że pod czujnym okiem ślicznotki przystawił ostrze z lewego kikuta do boku i przejechał jeszcze raz. Aż dziwne, że nie pojawiła się żadna zmarszczka na czole czy przy ustach. Nie dlatego, że nie bolało, ale dlatego, iż twarz Zgona zdobiła maska przypominająca do złudzenia ludzkie oblicze. Robactwo wypełzło z nowego nacięcia i szło prosto do skażonej rany. Gdyby wzmógł swoją moc, nadwyrężyłby swoje siły, a tak to musiał jedynie wziąć się na wstrzymanie od wysiłku fizycznego. I tak nie mógł nigdzie iść.
Najważniejsze, że rana była odkażona, gotowa do wstępnych opatrunków.
Służąca niestety nie połączyła się z nikim, nawet z matką porwanego hycla, o której wspomniała. Uniósł wyżej głowę z lekko zamglonym spojrzeniem.
- Znam panią Elvirę tylko ze słyszenia. Chunky bardzo ją szanuje...
Urwał zastanawiając się czy rzeczywiście dobrym pomysłem było poinformowanie jej o stanie zdrowia syna, aż wreszcie przytaknął służącej. Była najbliższą mu rodziną, może będzie mieć wpływ na podjęcie decyzji, co w związku z Benjaminem. On i służąca zrobili już co mogli, może ona wywrze lepszą presję? Su więc podała mu słuchawkę i oczekując na sygnał miał wrażenie, że już uzyskali połączenie.
- ...Halo? Pani Elviro? Halo...?
Usłyszał tylko automatyczną sekretarkę, na co spuścił głowę. Nie chciał nagrywać się, skoro już i tak służąca streściła to, co było najważniejsze. Nic więcej nie wskórają. To bez sensu. Wezwanie innych hycli nic nie da, łowcy mieli przewagę liczebną. Zresztą pewnie już Chunky siedział u nich w lochach. Zmienił pozycję siedzenia tak, że przechylił się torsem do przodu, a łokcie oparł o uda. Co powinien zrobić, aby przyspieszyć mu z pomocą?
W obecnym stanie nic, ale kiedy tak siedział przyszła mu do głowy jeszcze jedna myśl. Jego rana postrzałowa nie była na wylot, a to znaczyło, że pocisk tkwił w środku.
- Proszę Pani? -zagadnął po dłuższej ciszy do kompanki przymuszonej do siedzenia z hyclem- Czy mogłaby Pani spróbować wyjąć łuskę z rany? Może uda się zidentyfikować łowców, którzy do nas strzelali.
Robaki wyjadły srebro, ale ciała obcego raczej nie były w stanie zgryźć. Jeśli nie mogą bezpośrednio pomóc Benjaminowi, może odkryją tożsamość tych, którzy strzelali? Albo przynajmniej będzie dowód, że broń należała do łowców. To też będzie sposób na wyciągnięcie konsekwencji wobec agresorów.
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Czw Mar 05, 2020 9:48 pm

Su faktycznie miała zamiar przekazać sprawę dalej (w końcu była tylko służką, nie mogła więc podejmować decyzji), ale nie ochroniarzowi, tylko jednemu z Kuroszy. Zresztą – litości.
Ona sama była ochroniarzem. Mieszkała tu dłużej niż wielu z młodszych członków rodziny. Kto miałby chronić włości lepiej od niej czy jej sióstr?
Su nie obchodził kodeks hyclów, ale miała na tyle rozumu w głowie, aby nie dopytywać o więcej szczegółów. Najważniejsze, że powiadomiła kogo trzeba o tym, co przytrafiło się paniczowi. Była pewna, że w razie potrzeby pan Barabal czy pani Elvira zadbają o to, aby dowiedzieć się wszystkiego, co potrzeba do odratowania Chunky’ego.
Pilnowała Zgona niczym matka krnąbrnego syna, aby na pewno wypił całą krew, jaką dostał. Ku jej zadowoleniu, nie wybrzydzał i nie protestował dalej, tylko wyssał całe dwa worki. Bardzo dobrze, to powinno pomóc w regeneracji ran,
Nie mnie będziesz przepraszał. Ja tu tylko służę. Ale mimo tego powinieneś mi powiedzieć, gdzie jest ten twój pokój… Zgonie. To daleko od Zamku? Jak dobrze w ogóle znasz te okolice, skoro tu wylądowałeś?
Pokręciła z rezygnacją głową, gdy pogłębił swoją ranę. No cholera, czy wszystkie jej wysiłki miały pójść na nic?
Nie skomentowała tego jednak dopóty, dopóki nie zobaczyła, że pojawiły się nowe robaczki, które przyspieszyły robotę i zaczęły z jeszcze większą zawziętością wyjadać srebro. I mięso też, oczywiście.
Tylko żeby cokolwiek z ciebie zostało. Składasz się z czegoś innego niż larwy? Aż dziw, że jadasz krew, a nie owady, przecież powinieneś uzupełniać braki. Jeżeli chcesz, rozkażę ci nałapać pająków na kolację. Z powodu wizyty jednego z dalekich krewnych pana Barabala mamy teraz mnóstwo pajęczaków – mruknęła, choć nie pozwoliła sobie teraz na zjadliwy ton.
Nie miała w końcu prawa narzekać na któregokolwiek z Kuroiashitów.
Próba dodzwonienia się do pani Elviry nie wyszła, co zasmuciło Su. Kuroszka była przecież przewrażliwiona na punkcie swoich pacholąt. Chyba że wiadomość o krzywdzie panicza dotarła do niej wcześniej i teraz nie zwracała uwagi na jakąś tam służkę?
Tak, to możliwe – Su widziała oczyma duszy, jak Elvira morduje teraz wzrokiem każdego, kto ośmieliłby się stanąć jej na drodze.
Odebrała swoją komórkę i zaczęła wpatrywać się w klawisze, rozmyślając, co począć z tym biedakiem. Ani nie mogła go zostawić samego, ani nie odpowiadał jej nikt decyzyjny, szlag by to. Nie mogła tu przecież siedzieć cały dzień.
Z zamyślenia wyrwała ją nieśmiała prośba Zgona.
Ach, tak, oczywiście. Dobry pomysł – zgodziła się i poleciła położyć się Zgonowi prosto na plecach.
Sięgnęła do środków medycznych, które dostała od jednej z dziewcząt. Raz-dwa nałożyła rękawiczki (nie miała zamiaru narażać się na pozostałości srebra czy nieprzyjemne spotkanie z larwami) i odkaziła szczypce lekarskie.
Ostrzegam, że zaboli, ale po tym, co robiło z tobą to robactwo, wnoszę, że i tak masz to gdzieś – powiedziała jeszcze niewzruszona, po czym jedną dłoń położyła na ranie.
Nie była lekarzem i nie miała zamiaru bawić się w cały zabieg medyczny. Palcami zadbała o to, aby rana pozostała szerzej otwarta, i bezceremonialnie wepchnęła do niej szczypce. Ostrożnie odchyliła kawałki nadgryzionego mięsa i w końcu dostrzegła szary kolor pocisku – faktycznie, był nienaruszony przez larwy.
Zaczęła grzebać Zgonowi w ranie, nie ważąc na jego reakcję – mógł krzyczeć, syczeć czy płakać, ile wlezie. Su zależało jedynie na tym, aby leżał w miarę nieruchomo, bo dzięki temu mogła szybciej dokończyć zabieg. Jeżeli jednak się wyrywał… cóż, całość po prostu potrwa dłużej.
Kiedy w końcu się udało, odłożyła łuskę na stół, a następnie szybko zapakowała ją w czysty bandaż. Schowała pakuneczek do kieszeni, żeby na pewno się nie zgubił.
No, skoro już mamy to za sobą, to teraz wreszcie możemy… O! Ktoś dzwoni! – przerwała, bo poczuła wibracje telefonu. Natychmiast po niego sięgnęła.
Barabal – idealnie.
Proszę pana, cieszę się, że znalazł pan chwilę na rozmowę! Tak, nadal jesteśmy w jadalni. Ma na imię Zgon i twierdzi, że jest hyclem. Pracuje z paniczem Chunkym – mówiła, nie patrząc na wampira leżącego na stole i co chwilę ucichając, aby posłuchać, co głowa rodu miał do powiedzenia. – Do pokoju gościnnego? Oczywiście, natychmiast. Nie, nie pozwolę mu dalej iść. Zadbam o to, aby wyzdrowiał, jasna sprawa. Dziękuję za telefon.
Poczekała, aż pan Barabal się rozłączy, i dopiero wtedy schowała komórkę. Ogarnęła wzrokiem całą sylwetkę Zgona – da radę iść sam?
Dostałeś zgodę na dłuższy pobyt w Zamku. Mam ci pokazać pokój. Nie możesz jednak opuszczać posiadłości, pewnie najpierw musi odnaleźć się panicz. Masz na tyle sił, aby wstać?
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Gość on Sob Mar 21, 2020 6:04 pm

Takich ochroniarzy to ze świecą szukać. Nie dość, że wykwalifikowane, to jeszcze niepozorne z wyglądu i miłe dla oka. Co która ze sióstr to ładniejsza, choć Zgon miał okazję dopiero poznać jedną z nich. Nie, że spieszy mu się do kolejnych spotkań, lecz tak mu kiedyś wspomniał Chunky i po prostu był ciekaw.
Wzięła się za doprowadzanie hycla do porządku, i mimo początkowych oporów było światełko w tunelu, że będą mogli w miarę sprawnie współpracować. Zgon specjalnie nie stawiał oporów, tylko nie miał za bardzo wprawy w procedury zwane... życiem. Kodeks to jego egzystencja, a same słowa nie są w stanie przygotować na różne sytuacje, zwłaszcza te zakończone niepowodzeniem. Porażka bodła w dumę, w honor, mogła przynieść pogorszenie relacji z kolegą, którego słuchał się jak uczeń natchnionego nauczyciela, z pasją. Teraz musiał radzić sobie sam, no niezupełnie. Przy ograniczonym zaufaniu do kogokolwiek to jednak miał Su po swojej stronie, byleby nie zrobił czegoś nieodpowiedniego.
- W posiadłości rodu Asmodey -uchylił rąbka tajemnicy przyciszonym głosem i z lekkim wahaniem dodał- Mieści się w okolicznych lasach... dwadzieścia... dwadzieścia pięć kilometrów stąd. Od ostatniego miesiąca do zamku rodu Kuroiashita zapraszał mnie panicz Chunky. Tutaj spędzaliśmy najwięcej czasu.
Apetyt wampira-hycla mógł rzeczywiście potwierdzać wersję Zgona, który trochę rozwiązał język. Urok pojedzenia krwią. Nie mniej nie mógł biernie czekać na zbawienie kolegi, w tym celu musiał pozbierać się szybko do zdrowia, najlepiej już zaraz ruszyć na pomoc! Nie sądził jednak, że był w tak kiepskim stanie, iż przywołanie kolejnej porcji robali wyssie z niego mnóstwo sił. Su zresztą nie pozwoliłaby mu na odwet, więc jedyne, co mu przyszło do głowy to wyjęcie pocisku z ciała. Służka nie musiała być delikatna, byleby wiedziała jak wyjąć nabój. Twarz ponownie nie wyrażała emocji przez maskę, lecz mimowolnie dwa albo czy razy wygiął ciało nie mogąc znieść spokojnie operacji. Najważniejsze, że wampirzycy udało się za pierwszym razem wydobyć pocisk, nie mniej ubyło ze Zgona kolejne cenne mililitry krwi. Padł na stół półprzytomny, pojawiały się coraz większe mroczki przed oczami. Miał chwilę na odpoczynek, kiedy służka rozmawiała żywo z Barabalem. Umykały mu niektóre słowa, lecz zrozumiał, że sprawa Chunkyego wreszcie trafiła do odpowiedniego adresata. Nawet zatroszczono się o niego, gdyż pozwolą mu zostać w zamku aż do wyleczenia. Nie zasługiwał na taką opiekę, lecz była mu potrzebna chwila regeneracji. Krew z woreczków powinna niebawem działać, ale teraz czuł się jak wypruty z flaków.
Nie od razu zareagował na słowa służki. Był na tyle przymulony, że informacje docierały do niego z opóźnieniem. Spróbował samodzielnie podźwignąć się do siadu, co nawet mu wyszło, lecz po mętnym wzroku dało się wywnioskować, że niewiele pozostało mu czasu do odpływu sił. Ostrożnie posadowił nogę na podłodze, potem drugą, jednak zaraz nie mógł utrzymać samodzielnie pionu. Bądź co bądź musiał skorzystać z pomocy Su, z drugiej strony był zbyt nieśmiały i niepewny siebie, żeby prosić o wsparcie. Uparcie podtrzymywał się blatu stołu starając się opanować stanie na protezach, jednak jedna z nich była również uszkodzona i przy próbie zrobienia kroku - pękła w miejscu szczeliny od pocisku, którzy przeszedł przez protezę na wylot. Musiał być to nabój z broni maszynowej. Przed upadkiem obronił się nieumyślnie wpadając na służącą. Teraz to zupełnie stracił na dumie, najważniejsze, że nie zranił jej ostrymi kikutami.
- Przepraszam...
Wydukał cały drżąc w gorączce i unikając kontaktu wzrokowego ze Su. Opierając się praktycznie całym ciałem o kobietę cicho dyszał stojąc o jednej protezie. Ostatnia nietknięta, jaka mu została. Co za upokorzenie.
Niedługo później wyszli z tego pomieszczenia wybierając się do pokoju gościnnego wskazanego przez Barabala.

z tematu x2
Su, piszesz pierwsza w nowym temacie oki?
avatar

Gość
Gość



Powrót do góry Go down

Jadalnia [Parter] - Page 4 Empty Re: Jadalnia [Parter]

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content



Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach