IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Poznaj sprzymierzeńca...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1011


PisanieTemat: Poznaj sprzymierzeńca...   Nie Kwi 23, 2017 9:24 pm

Nie ciężko odnaleźć łowce w oświacie, szczególnie jeśli wysyłało się nowicjusza, który doskonale znał budynek od środka. List dotarł do rąk Esmeraldy z samego rana 2 kwietnia, ażeby nie poczytała tego za jakiś głupi żart. Ranek akurat był dobrą porą na złapanie członka towarzystwa oświaty. Nowicjusz podał kobiecie czysty list z lekkim ukłonem i uśmiechem:
-Polecony, że tak powiem. Do niejakiego Garrucha... Więcej Ci powie osobiście...
Chłopak może miał z dwadzieścia trzy lata i wydawał się pełny zapału, ale samym wyglądem nie wyróżniał się jakoś szczególnie. Był po prostu dumnym młodzikiem, który dostał dość istotne zadanie. Teraz opuścił kobietę i skierował swoje kroki w stronę podwórka.
Na kopercie nie było niczego, nawet najmniejszego napisu. W środku zdawała się być niewielka karteczka, więc zapewne długo się nie naczyta.
Jeśli w końcu zechce go przeczytać i otworzy kopertę, zobaczy w środku niewielką karteczkę ze starannym zapiskiem: "Proszę, możliwie szybko przybądź do dawnych ruin siedziby łowców w górach" ze starannym podpisem całym nazwiskiem.
Sprawa była dziwna zważając na to, iż raczej zawsze Esmeralda stawała naprzeciw Gabrielowi, ale jednak wielkolud dobrze wiedział, że dziewucha ma niemały talent do spraw alchemii, a poza tym była blisko dowódcy, do którego bardzo ciężko było dotrzeć.
Skoro Grigorij nie zamierzał się odzywać to trzeba spróbować z jego najcenniejszymi podwładnymi.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Pon Kwi 24, 2017 6:28 pm

2 kwietnia… Dla takich jak ona data nie miała znaczenia, bowiem prawie zawsze było ją można zastać w pracy. Dokumentacja medyczna, dziesiątki odczynników i mikroskop który służył jej teraz za podstawowe narzędzie pracy. Właśnie z takim arsenałem zastał ją młody nowicjusz jakiemu przypadło w udziale dostarczenie nietypowej poczty.
- Dziękuję. – odebrała list mierząc chłopca podejrzliwym spojrzeniem. Od razu rozpoznała o kogo chodzi, jednak Garruch był ostatnią osobą od której spodziewałaby się cokolwiek otrzymać. To nie tak, że go nie lubiła. Po prostu odmienność ich poglądów niejednokrotnie była źródłem nieporozumień na zebraniach członków Oświaty.
Chłopiec wyszedł pozostawiając Rudą z kopertą dłoni i wyrazem klasycznego zaskoczenia. Ale co zrobić, przecież takich zaproszeń się nie odrzuca. Zwłaszcza że Garruch mógł na przykład być chory i po przezwyciężeniu wielkiej niechęci chciał poprosić o pomoc w leczeniu.
Po zamknięciu najważniejszych spraw wydała polecenia medykom i opuściła swój gabinet. Nie planowała wracać do domu, wszak korespondencja jasno przedstawiała prośbę jak najszybszego pojawienia się w starych ruinach. Typowym dla siebie tempem ulicznego wariata wyjechała z Oświaty, kierując się drogami do dawnego zamku łowców. Po dziesięciu, może piętnastu minutach była już na miejscu.
-Kierujcie mnie do Garrucha. – powiedziała do osób patrolujących wejście. Mężczyzna spodziewał się jej, dlatego bez wątpienia poinformował swoich ludzi o potencjalnym przybyciu Płomiennowłosej. Nie zdążyła się przebrać, dlatego miała na sobie ciemne spodnie i płaszcz, oraz czarne kozaki na wysokim obcasie. Przez ramię została przewieszona torba medyczna – wszak nie wiadomo czy to nie właśnie ta zawartość była główną potrzebą Gabriela.

_________________
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1011


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Wto Kwi 25, 2017 8:44 pm

Zaiste musiała zaiwaniać w te pędy i to zapewne co jakiś czas przejeżdżając na bardzo 'pomarańczowym' świetle... Sama droga jednak była nieistotna. Jeśli Esmeralda widziała już wcześniej zamek to musiała też wiedzieć, iż wcześniej nie było możliwości podjechania pod samą bramę. Teraz takowa możliwość była, chociaż sam usypany podjazd był na tyle wąski, iż mieścił co najwyżej jedno auto. Co przede wszystkim rzucało się w oczy? Na pewno stan renowacji. Stara ruina w dość prowizoryczny sposób odzyskała sporych rozmiarów fortyfikację z grubych pustaków stawianych szeregowo w pięciu rzędach. Przy niektórych widać było jeszcze pracujących ludzi, którzy na daną chwilę przyglądali się pojazdowi, który zawitał pod bramami- brama również została naprawiona nowymi okuciami w ramie. Nowe dechy były świeżo pomalowane, a sama ich grubość przekraczała nawet dawne standardy- zapewne dla oszczędzenia funduszy po prostu dobito warstwę grubych dech z obu stron, zamiast robić od początku takowe bramy.
Na posterunku mieszczącym się dokładnie nad bramą, stało czterech ludzi, którzy otworzyli bramy już w momencie kiedy kobieta podjechała. Sam proces otwierania ich nieco trwał...
Za bramą mogła zobaczyć oczyszczony dziedziniec na którym stały trzy auta. Czarny Charger, jakaś typowa polówka i długi wóz strażacki, którego ktoś przemalował na czarno.
Sam budynek z zewnątrz nie wyglądał na restaurowany, ale większość wnęk okiennych została zasłonięta, albo zamurowana. Na dziedzińcu nie brakowało gapiów, którzy przerywali swoje prace i spoglądali w stronę przyjezdnej. Esme mogła z pewnością zauważyć, iż lwia część z tych osób to młodziaki, a jednak większość z nich posiadało przy pasie broń. Może tyle łowieckich rekrutów 'miał' Garruch? Mało to prawdopodobne, ale jednak tutejsi ludzie po prostu tu stacjonowali, a nie zwiedzali stary zamek.
Kiedy dziewczyna wysiadła na przeciw niej wyszła niewysoka dziewczyna w czarnym stroju i czarnych włosach- Na oko miała z osiemnastkę.
-Zaraz przyjdzie, nie martw się...
Oznajmiła dość pobłażliwym głosem, który z pewnością nie pasował tak młodej dziewuszce. Miała jednak rację. Nie minęło pięć minut, a w wysokich drzwiach głównego budynku pojawił się nie kto inny a Garruch w swoim standardowym płaszczu. Czy on w ogóle kiedykolwiek z niego wychodził? Jakby tego było mało to oczywiście miał na sobie swoje płytowe rękawice i buty. Dodatkowo jeszcze ten stalowy pysk, który wydawał się niewzruszony na nic.
-Dziękuję za przybycie...-Oznajmił na wstępie, pomijając całą procedurę powitań i innych przyjemności. Żeby tego było mało to nie zamierzał jej dawać chwili na zadanie jakiekolwiek pytania i ciągnął swoją wypowiedź ledwo po zrobieniu krótkiego wdechu-Posłałem po Ciebie z tego względu, że Grigorij nie odpowiada na moje prośby, a Ty jesteś dość ważną personą w oświacie. Musimy porozmawiać na temat inkwizycji i oświacie, mam też do przekazania Ci kilka istotnych faktów na temat choroby o której piszą od końcówki zimy...
Prosto z mostu, ale przynajmniej jego ton nie wskazywał na to, żeby był zły, co tak często ujawniał na zebraniach oświaty.
Teraz generalnie nastąpiła chwila ciszy, która miała zasugerować Esmeraldzie, iż jest czas na jej pytania, bądź też uwagi.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Sob Kwi 29, 2017 11:07 am

Wiele się słyszało o dawnych łowieckich posiadłościach i choć widziała ją wcześniej zaledwie raz, teraz to miejsce w niczym nie przypominało dawnych ruin. Gołym okiem dało się zobaczyć różnice świadczące o tym, że dawna świetność tego miejsca powoli zaczyna powracać. Nie interesowała się sprawą, ale trudno było nie wiedzieć, kto piastuje teraz stanowisko głównego zarządcy oraz do czego służy teraz budynek. Tylko na chwilę zawiesiła oko na murach i obejściu, uznawszy że dłuższe gapienie się mogło zostać źle przyjęte przez strażników i gospodarza. Z doświadczenia wiedziała, że ciekawość nie jest zbyt dobrą cechą, dlatego ten jeden raz postanowiła zachować prowizoryczną powściągliwość.
Poza samym budynkiem zwracała uwagę na stacjonujących tutaj ludzi i auta jakie stały na podjeździe. Przyłapała się na zbyt długim spojrzeniu rzuconym dawnemu pojazdowi strażackiemu. Po co to? Do czego? W jej głowie kłębiło się tak wiele pytań, ale każde z nich było wytworem jej małego wścibstwa niżeli faktycznej potrzeby zgłębienia informacji. Na tą chwilę nie była to wiedza niezbędna do życia. Chociaż może? Ciekawe jakie sekrety krył tutaj Gabriel.
- Jasne. - skwitowała, czując na sobie spojrzenie gapiów. Jechała tutaj łamiąc wszystkie przepisy ruchu drogowego i aż dziwne, że nie zgarnęła jej po drodze policja. Poczekać minutę, dwie, czy nawet dziesięć? Żaden problem, tylko te spojrzenia młodzików wydawały się jej dość krępujące.
- Nie macie co robić? - rzuciła w eter, lecz nie planowała nawiązywać kontaktu z młodzikami. Pewnych słów nie mogła sobie darować – niewyparzony jęzor nie był dobrą cechą, ale cóż… taka właśnie była. Szczera, przez co momentami można było to odebrać jako przejaw braku uprzejmości. A błąkające się po obrzeżach osoby? Ciekawość rzecz ludzka, z drugiej strony dlaczego Gabriel dał dzieciom broń? No i skąd miał tylu rekrutów pracujących w obejściu? Nie czekała długo na pojawienie się gospodarza, dlatego gdy Garruch stanął w drzwiach, Esmeralda uśmiechnęła się na przywitanie. W końcu!
- Chyba przeceniasz moje możliwości, Gabrielu. - odpowiedziała również nie siląc się na przywitanie. Nigdy nie pałali do siebie wielką miłością, lecz choć może nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, Esmeralda szanowała Garrucha. Należał do Oświaty, dlatego nie miała podstaw by odmówić mu pomocy. Ale wezwał ją bo Vlad nie odpowiada na wiadomości? Serio? A co ona chłopiec na posyłki?!
- Myślałam, że sam masz jakiś problem ze zdrowiem, dlatego mnie wezwałeś. - uwadze mężczyzny na pewno nie umknął fakt, że miała ze sobą medyczną torbę. Przytargała nawet mikroskop, żeby po pobraniu krwi chorego móc ją dokładnie zbadać…
- Masz jakieś informacje na temat tych zachorowań? - zainteresowała się. Wstyd powiedzieć, ale do tej pory nie podjęła większych kroków w celu namierzenia źródła zarazy i próby walki z wirusem. Powinna. Tak, bez wątpienia należało się tym zająć, skoro sprawa zainteresowała nawet Inkwizycję.

_________________
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1011


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Sob Kwi 29, 2017 2:11 pm

Ciekawość nie jest złą cechą dopóki potrafi dana osoba utrzymać ją na wodzy...
Niemniej Garruch nie zamierzał ukracać jej wścibstwa. W końcu po to ją zaprosił bezpośrednio do zamku- żeby zauważyła ile pracy musiał włożyć we wszystko. Mieli odmienne poglądy na pewne sprawy, jednak Gabriel zawsze stał po stronie ludzi. Wampiry były po prostu pasożytem, a nie ewolucją ludzką, której należały się pokłony. Natura musiała widocznie znów dać ludziom przeciwnika, który stał nad nimi w łańcuchu pokarmowym. Niegdyś byli nieporadni na ataki drapieżników, a dziś? Dzięki swojemu działaniu stali się panami świata i powoli podbijali też kosmos... Ale dość już o filozoficznym podejściu do tematu.
Wszyscy wrócili do swoich robót kiedy tylko zauważyli Inkwizytora w głównym wejściu do zamku. Wcześniej co najwyżej jakiś się odwrócił od niej, kiedy tylko zirytowała się tym zainteresowaniem jej osobą.
-Od wieków rządzili faceci, a przynajmniej tak im się wydawało. To ciche szepty kobiet przeważnie podsuwały im genialne pomysły... Nie umniejszaj swoich dokonań względem oświaty i ludzi...
Czy to miał być komplement? Jeśli tak, to bardzo wyszukany. Nie posłałby po kobietę jeśli miałaby robić za jakiegoś posłańca. Przecież równie dobrze to on mógł ruszyć dupsko do oświaty i tam ją złapać.
Owszem zauważył torbę z medykamentami, ale nie śmiał o nich wspominać do tej chwili.
-Jestem bliższy śmierci, niż starzec z zawałem serca... A jednak czuję się dobrze. Nie po to Cie sprowadziłem
Czy właśnie tak postrzegał swoją fizyczną odmianę przez krew wampirów? Jako powolne umieranie w zdrowiu? A czy tak właśnie nie było? Jego serce biło w tej chwili znacznie wolniejszym rytmem niż przeciętny człowiek mógłby wytrzymać. Może właśnie to było jednym z tych czynników, które trzymały go przy życiu tyle lat?
-Istotnie. Zostaw torbę, nie będzie Ci potrzebna.
Lekki uśmiech na nieogolonym pysku był wymowny. Mężczyzna odwrócił się i powoli zaczął kierować się w stronę budynku. To chyba dość jasne, że będzie chciał, ażeby za nim poszła.
Poruszał się powoli ale z pewną gracją, jakby był dumny z tego co ma dookoła siebie.
Główne drzwi do zamku były otwarte na oścież, a z środka biło ciepłem i różnymi zapachami- krwi, potu, jedzenia i stęchlizny. Nawet zwykły ludzki nos wyczuwał te wonie.
W samym holu również nie brakowało naściennych świateł, które oświetlały całe pomieszczenie. Tutaj ruch istot się nie skończył. Wszędzie się kręcili- jedni ociężałym krokiem zmierzali do bocznych izb, inni 'walczyli' z nowymi światłami, zmieniali spalone żarówki... Wyglądało to jak żywy organizm, który doskonale wiedział co miał robić.
Esmeralda z pewnością dostrzeże, że pomiędzy młodzikami przemykają też osoby o czerwonych ślepiach i wampirzych kłach. Inkwizycja nie składała się tylko i wyłącznie z ludzi!
Gabriel czuł się w obowiązku kilka wyjaśnień już na samym wstępie, dlatego też odwrócił w jej stronę głowę(o ile nie szła bezpośrednio za nim, wtedy i pół tułowia się zwróci w jej stronę).
-Nikt oczywiście nie ciągnął poza miasto prądu. Mamy tu kilka generatorów w piwnicach, które regularnie są monitorowane, ażeby nie było niespodzianek.
Większość pracujących wewnątrz zamku to wampiry krwi D, które dobrowolnie do nas dołączyły. Mam ich około trzydziestu w budynku na tą chwilę... Zapewne zastanawiasz się czemu tu są... Większość chce znów stać się ludźmi, otrzymują bez przerwy tabletki krwi w dowolnej ilości, są też pilnowani przez nowicjuszy z oświaty. Tych również nie wyrwałem z rąk Grigorij'a. Większość jest z innego miasta, a ludzi chętnych po prostu szkolimy. Wszyscy mają tu swoje izby i są już z góry podzieleni na małe oddziały, które mają siebie pilnować...

Wreszcie się zamknął i spojrzał przed siebie. Właśnie przeszli przez hol i wchodzili wgłąb zamku. Kolejna izba z pewnością była przedsionkiem(do jadalni, dawnej sali tronowej i kolejnego przedsionka z widocznymi w oddali schodami na wyższe kondygnacje) a na niej znów nie brakowało krzątających się ludzi.
-Może lepiej będzie jak sama zadasz mi nurtujące Cie pytania, zamiast samodzielnie opowiadać o wszystkim dookoła...
Stwierdził w chwili kiedy stanął na środku przedsionka i się rozejrzał krótko. Teraz powinni udać się w stronę schodów, dlatego tez ruszyli w tamtą stronę bez większego pośpiechu.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Pon Maj 01, 2017 2:51 pm

Wciąż nie bardzo rozumiała, jaką rolę miała pełnić w tym całym wielkim planie Garrucha. Wydawałoby się, że Esmeralda jest ostatnią osobą jaką Inkwizytor mógłby o cokolwiek poprosić, a jednak. W jej głowie szumiało dziesiątki myśli i pytań, ale nie wypadało zadać ich wszystkich od razu. Była tutaj tylko gościem. Obserwatorem zdanym na innych, bo w tych rejonach znalazła się dopiero po raz pierwszy.
Nie odpowiedziała na jego pierwsze słowa. Coś w tym było, ale jej własna perspektywa nie zdawała się potwierdzać, że owa teoria sprawdziła się również w jej przypadku. Rządziła w skrzydle szpitalnym i na tym właściwie kończyła się możliwość podjęcia większych decyzji. Sprawy Oświaty od zawsze leżały w gestii dowódcy i jego zastępcy. Ona zaś skupiała się na tym, aby wielkie i mniejsze osobistości stowarzyszenia zawsze cieszyły się dobrą kondycją oraz zdrowiem. Raczej nic ponadto.
- Więc może jednak pozwolisz żebym Cię zbadała… - nalegała, bo czemu nie? Jeśli sam przyznał, że coś go dręczy, oto właśnie nadarzyła się okazja by sprawdzić jak daleko zaszły ewentualne problemy zdrowotne.
- To nie zajmie długo. - zachęciła, choć jakaś cząstka kobiecej intuicji podpowiadała, że ten już dawno podjął decyzję. Nie sprowadził jej tutaj w roli medyka. Czy to oznaczało, że pierwszy raz ktoś zobaczył coś więcej niż biały fartuch i stetoskop w dłoni?
- Mam tam tylko sprzęt i medykamenty. Jeśli pozwolisz wezmę ją ze sobą. - nie chciała zostawiać torby na dworze bez żadnej opieki. Zwykle nie rozstawała się z nią i targała wszędzie gdzie jej zdaniem było to konieczne. A nuż Gabriel się rozmyśli i poprosi o zbadanie? Albo schwytał chorego wampira i nadarzy się okazja do małego eksperymentu. Zawsze istniało jakieś za i przeciw, dlatego jeśli mężczyzna nie widział w tym problemu – torba nadal była przewieszona przez ramię łowczyni. Jeśli zaś gospodarz postawił na swoim, lekarka przeprosiła go na chwilę i schowała sprzęt do samochodu. Wszak nie zostawi tego na środku placu.
Szła tuż za nim, a towarzyszył temu cichy stukot wysokich obcasów. Odruchowo przysłoniła twarz dłonią, kiedy uderzył ją pierwszy niespodziewany zapach – mieszkanka krwi, potu, jedzenia i stęchlizny. Cały ten aromat nie kojarzył się z niczym przyjemnym. Jak można żyć w takim miejscu? A jak można znosić ciągłe otoczenie sterylnych pomieszczeń i woni chorób, leków i śmierci? Kwestia przyzwyczajenia. Zanim zdążył się odwrócić, odjęła dłoń od twarzy, mierząc gospodarza uprzejmym spojrzeniem. Trudno nie zauważyć, że każdy członek Inkwizycji działał względem wytyczonych zadań i tego się właśnie trzymał. Mały organizm – tak, mogłaby zdefiniować to w ten sposób. Zupełnie jak Oświata, choć tam próżno było szukać wampirów przemierzających długie korytarze.
Ciekawe czy Vlad o tym wie…
Szczerze mówiąc nie znała relacji szefa i Gabriela. Czy prowadząc to „stowarzyszenie” nadal był członkiem Oświaty? A może zarzucił już to idąc w stronę tworu jaki udało mu się stworzyć. Nadszedł czas pytań, ale spośród morza zagadek trudno było wybrać te kilka właściwych…
- Obiecałeś im powrót do człowieczeństwa? Masz… na to.. jakieś sposoby? - Garruch nigdy nie brał udziału w odwampirzaniach, toteż nie sądziła, by wiedział jakie możliwości daje wampirom Oświata. Może to był cel, ale z drugiej strony większą siłę przyniesie mu sztab wampirów niżeli wyszkolonych ludzi, którzy dopiero co wrócili z powrotem do ludzkiej powłoki.
- Z pewnością trudno utrzymać tak duży kompleks… - zawahała się obserwując wnętrze otoczenia. Dosłownie na moment jej wzrok spoczął na przechodzącym gdzieś w oddali wampirze.
Ciekawe.
- Powiedz mi Gabrielu, jaki jest prawdziwy powód sprowadzenia mnie tutaj? I z początku wspomniałeś, że wiesz coś o chorobie. Jako lekarz czuję się w obowiązku poznać wszelkie szczegóły. - pytanie o fundatorów, placówki medyczne, sposoby rekrutacji mogły jeszcze poczekać. Nawet ciekawość ma swoje granice, a szczerze mówiąc nie chciała testować cierpliwości Garrucha.

_________________
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1011


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Pon Maj 01, 2017 3:46 pm

Garruch żył w czasach kiedy oświata była niczym więcej jak wrogiem rady wampirów, a w dzisiejszych już czasach oba te organy 'starały się' współpracować według cichego paktu, który stanowczo zbyt często był naruszany przez jedną ze stron. Wierzył w to, iż Grigorij nie był złym dowódcą, ale z pewnością był zbyt ograniczony myślami na temat zerwania cichego pokoju wobec rady. Miał też wystarczająco dowodów na to, że w samej oświacie roiło się od szpiegów- sam w końcu posiadał kilku żółtodziobów, którzy często wpychali nos w nieswoje sprawy. Czy próby odwampirzania były ściśle urywane przed innymi członkami oświaty? Plotki krążyły po całym budynku. W inkwizycji było podobnie, jednak ściśle ustalone zasady przekazywania wiadomości pozwalały dość szybko rozwiązywać sprawy związane z niesubordynacją. Esmeralda była tylko medykiem, ale miała zarazem dostęp do każdego łowcy i posiadała z pewnością spis każdego z nich, nawet Garruch musiał być w jakichś notatkach, chociaż na próżno szukać tam większych informacji, niż jego grupa krwi, wzrost i waga sprzed czterech lat.
-Czuję się dobrze, nie potrzebuję do tego badań, ażeby to stwierdzić...-Rzekł jeszcze z lekkim niesmakiem na pysku. Nie dałby się zbadać nawet komuś z inkwizycji i chociażby go uwiązali to nie miałaby łatwego zadania, aby chociaż pobrać od niego krew. Był typem, który bardzo skrzętnie chował swoje tajemnice, a zmiany w ciele były z pewnością jedną z największych tajmenic- z pewnością nawet dla niego.
-Jeśli wolisz ją ze sobą taszczyć...
To musiało jej wystarczyć, ponieważ Garruch nie zamierzał już się zatrzymywać i ruszył przed siebie do wejścia.
Droga się dłużyła, co jakiś czas widać było porzucających pracę robotników, ażeby po prostu zejść z drogi Garruchowi, albo raczej żeby minąć gościa. Z pewnością byli tutaj nowicjusze oświaty, którzy woleliby potem nie mieć problemów z dowódcą, gdyby sprawa wyszła na jaw.
W końcu on powiedział swoje i czekał na pytania kobiety. Wiedział, że będzie waliła nie mniej prosto z mostu co on. Akurat mu to odpowiadało i postanowił już wcześniej, że odpowie jej zgodnie z prawdą. Oświata- jaka by nie była- nadal była dla niego odpowiednim sojuszem, ponieważ składała się z samych ludzi.
-Zanim jednak odpowiem, ostrzegam... Dzielę się tajemnicami tylko ze względu na to, iż uznaję Ciebie, jak i oświatę za sojuszników. Niemniej szpiedzy czają się wszędzie. Uważaj komu zdradzasz istotne rzeczy. Nawet Twój dowódca nie zasługuje na wszystkie odpowiedzi...
To dość istotna sprawa. Tym razem zadłuży się nieco i obdarzy kobietę nieco zbyt dużym zaufaniem. Lepiej dla niej jeśli nie nadszarpnie tego zaufania, ponieważ nie tylko ona mogła na tym ucierpieć, ale również cała oświata. Czy zdawała sobie z tego sprawę? To się okaże...
Garruch cicho westchnął i rozpoczął odpowiadanie na jej pytania tak samo prosto z mostu co wcześniej.
-Odwampirzenie człowieka pojawiło się już w czasach, kiedy Twoi rodzice jeszcze nie byli w planach. Niemniej jednak niewiele znałem osób, które potrafiły tego dokonać i zapewne wszystkie te osoby do tej pory już nie żyją. Wiem jednak co się działo rok temu, kiedy Samuru ogłosił się nowym dyrektorem. Po wybuchu na górnych stropach i ogólnym chaosie, zamienił wcześniejszego dyrektora w wampira, a na stan dzisiejszy jest człowiekiem. Wniosek jest jeden. Ktoś w tym mieście potrafi tego dokonać i zamierzam zaprosić dyrektora do współpracy odnośnie tej kwestii. Nie mam dowodów na to, że ktoś z oświaty potrafi tego dokonać, ale jeśli ktoś taki tam siedzi, to z pewnością jesteś to Ty...
Czy musiał wspominać o tym, że skoro posiadał szpiegów w oświacie to i nie brakowało mu informatorów ze szkoły? To były informacje, które każdy wampir mógł łatwo sprawdzić, wystarczyło, iż uczęszczał do szkoły. Na nocnych zajęciach nie brakowało od tego plotek.
Mówił o tym wszystkim jakby była to neutralna rozmowa na temat pogody.
-Mam ściśle ustalone reguły odnośnie tego kto ile wie. Jak domyślasz się,
ja jestem ich przywódcą, odpowiadają przede mną trzy osoby, którym ufam bezwarunkowo.
Moje polecenia przechodzą przez nich i rozchodzą się na pięciu kolejnych od każdego. To daje nam już piętnastu, powiedzmy... oficerów. Każdy oficer ma trzech kapitanów, którzy mają pod sobą jedną drużynę składającą się do sześciu istot... W przypadku źle wykonanego zadania, albo przecieku informacji doskonale wiemy, które odnóże nawaliło i odcinamy je od samego dołu kolejno, sprawdzając jednego za drugim pod kątem niesubordynacji...

I tyle w temacie utrzymania kompleksu. W takim przypadku budynek mógł mieścić do 270 istot w obecnej sytuacji! To całkiem spora liczba i z pewnością przesadzona. Może było to po prostu zwinne kłamstwo. W końcu kapitanowie mogli mieć do 6 osób, ale niekoniecznie przekraczała ona 3 osoby... Interpretację jednak należy pozostawić Esmeraldzie.
Ostatnie pytanie zarazem chyba powinno być pierwszym, ale teraz przynajmniej dziewczyna nie spróbuje po prostu uciec przez korytarz w tył. W końcu jakby nie patrzeć była w tej chwili na terenie Inkwizytora. Nie wymknie się chociażby bardzo chciała.
-O pierwszym już wspomniałem. Chcę wiedzieć czy potrafisz przemieniać wampiry w ludzi. Po drugie chcę Cie uodpornić na tą chorobę, chociaż nie działa ona w takim stopniu na człowieka jak na wampiry. Ta choroba to żmudna praca jednej z moich przybocznych. To główny powód dla którego tu jesteś. Pozwolę Ci ją zobaczyć i poznać wszystkie jej objawy. Dostaniesz wszystkie potrzebne informacje, ażeby ją spowolnić, ale nie dostaniesz antidotum na własność...
Dwa główne powody już poznała. Reszty może się domyślać... No i nastała chwila ciszy pomiędzy nimi. Teraz się rozstrzygnie to czego najbardziej się 'obawiał'. Żeby ją wyrwać z jej myśli, bez większego polotu (zresztą jak zwykle) zadał krótkie pytanie.
-Co jeszcze chcesz wiedzieć?

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Nie Maj 07, 2017 4:37 pm

Zwykle nie ingerowała w sprawy Oświaty, ograniczając się jedynie do kwestii niezbędnych. Placówka medyczna, lekarze, łowcy oraz ich zdrowie. Właśnie to stanowiło główną część jaką zarządzała Esmeralda. Spisy? Oczywiście. Kartoteki medyczne obejmowały każdego łowcę bez wyjątku i poza standardowymi informacjami widniały tam między innymi powody wizyt, opisy interwencji, a także różnego rodzaju uaktualnienia. Za czasów Grigorija nastąpiło wiele zmian, a zatem i lekarze musieli zmienić część stałych przyzwyczajeń. Czy dowódca był na tyle głupi, by nie zobaczyć szpiega? Szczerze w to wątpiła. Niektórzy mogli się maskować wręcz doskonale, ale jaki jest pożytek z wtyczki która nie ma dostępu do większości informacji? Plany Oświaty, zmiany  i spisy nie były na wyciągnięcie ręki byle jakiego żółtodzioba. Prawdę mówiąc nawet doświadczeni łowcy nie mieli dostępu do większości kartotek i danych. Istniała też znacząca różnica między plotką zasłyszaną gdzieś na korytarzu, a rzeczywiście powziętymi działaniami.
- Twoja wola. - stwierdziła nie wdając się w szczegóły. Było jej szkoda czasu i nerwów na użeranie się z dwu metrowym kolosem, w dodatku znajdującym się na własnym, niemal osobistym terenie. Jeśli nie chciał pomocy nie było siły która zmusi go do współpracy. A jakby padł targany konwulsjami, albo stanem zawałowym? Wtedy by pomogła, lecz po wszystkim na pewno nie obyłoby się bez wygarnięcia i małej gadki mającej na celu uświadomienie jego lekkomyślności względem zdrowia. Swoją drogą podejrzewała ze musiał tutaj mieć jakichś lekarzy. Osobiście nie znała możliwości Garrucha, ale nie wyglądał on na osobę stricte stworzoną do pracy w laboratorium. A przecież podobno miał jakieś informacje dotyczące wirusa, co utwierdzało w przekonaniu, że jacyś medycy musieli tu stacjonować. W końcu „żywy organizm” potrzebuje placówki dbającej o zdrowie, tak samo jak posiadał własną kuchnie i budowlańców krzątających się przy obejściu.
- Tak, wolę. - mogła zabrzmieć dość… nieuprzejmie, ale nie chciała zostawiać torby pośród obcych ludzi. Poza lekami miała przy sobie substancje które działają na trucizny neutralizując je, ale przyjęte przez zdrowy, nieskażony organizm same działają jak trutka. Szkoda ryzykować, że coś z jej „małej” podręcznej apteczki przypadkiem się uszkodzi, bądź trafi w niepowołane dłonie. Nawet tutaj mogli znaleźć się ciekawscy, których widok samotnej torby może  sprowadzić na pokuszenie, nawet wbrew woli i bez pozwolenia głównego gospodarza tego miejsca.
- Nie przyszłam tutaj z prośby Vladislau’a, więc spokojnie. - mimo postawy nakazującej mówić prosto z mostu, Esmeralda nie zawsze była całkowicie szczera. Przesiewanie informacji i przedstawianie tylko tych „bezpiecznych” niejednokrotnie ratowało przed ciekawością ze strony innych osób.
- Rzeczywiście istniały plotki co do udziału Oświaty w procesie odwampirzania. Nie jest szczególną tajemnicą, że takie rzeczy miały miejsce w Yokohamie, ale osoby znające tą… sztukę nie są raczej jednostkami do których łatwo dotrzeć. Jak to bywa chociażby w polityce, część podejmowanych działań nie zawsze znajduje poparcie ze strony całego społeczeństwa. Tak i tutaj… sojuszników jak również przeciwników nie brakuje. Nic dziwnego, że ta informacja nie jest powszechnie dostępna, bo właściwie od niej zależy to, że te osoby jeszcze egzystują bez narażenia swojego życia. Sam stwierdziłeś, że nie każda informacja powinna zostać ujawniona i istnieją pewne normy w myśl których część danych owiana jest tajemnicą. Nie każdy powinien mieć do wszystkiego dostęp, czy może ta zasada Ciebie nie dotyczy, Gabrielu? - bezczelność, a może wyzwanie? Nie potwierdziła swojego udziału, ale czy nie tego właśnie spodziewał się Garruch? Ze strony Esmeraldy, pytanie mężczyzny było nieodpowiednie chociażby ze względu na miejsce które wybrał na spotkanie. Czy naprawdę był tak lekkomyślny myśląc, że przyzna się do czegoś takiego, podczas gdy wkoło znajdowało się tylu wampirów? A ludzie? No właśnie, poza nim nie znała tutaj żywego ducha. Skąd więc wiadomo, że ewentualne potwierdzenie nie pociągnie jej na dno? Łowca nie uczestniczył w żadnych rytuale i już to wydawało się dla niej nie lada zaskoczeniem. Gdyby pojawił się choć raz, nie musiałby snuć domysłów i pytać. Wszystko miałby na tacy… Wszystko wymalowane wręcz czarno na białym.
- Skąd właściwie pomysł, że mogłabym mieć z tym coś wspólnego? - zaskoczenie z jakim się do niego zwróciła było zagrane ta perfekcyjnie, iż trudno doszukiwać się w nim kłamstwa. Przypuszczenia Garrucha rzeczywiście były interesujące. Czy to kwestia doboru odpowiednich informacji, czy może coś w rodzaju szeroko rozumianej intuicji.
- Jak w tym momencie wygląda Twoja pozycja w Oświacie i ile informacji odnośnie organizacji jaką kierujesz doszło już do dowódcy? - ciekawiło ją czy Garruch wciąż nazywa się pełnoprawnym zrzeszonym łowcą, czy raczej stawia na własny twór jakim jest Inkwizycja. Grigorij nigdy nie wspominał o zasiedleniu starego zamku, a i jakoś informacja o nowym stowarzyszeniu nie doszła do jej uszu. Czy to oznaczało, że ziemie przywłaszczył bezprawnie i grał na dwa fronty? Jeśli tak… to po co? Lekarka kodowała wszystkie informacje jakich udzielił jej Gabriel i po cichu kalkulowała ilu tak naprawdę jest tego zwolenników.
- Czym się właściwie zajmujecie? - pytanie klucz. Oświata raczej nie zrzeszała wampirów. Owszem. Istniały nici współpracy i rozległych korelacji, ale większość tego prowadzona była dość nieoficjalnie. Zadania? Cóż, może chodziło o pozyskiwanie funduszy… albo… ochronę obywateli, zdobywanie informacji? Odpowiedzi mogło być wiele, dlatego najprościej zapytać Garrucha. A nuż odpowie.
- Mam rozumieć, że to wy stworzyliście wirus jaki opanował miasto w ostatnim czasie? - Pytanie retoryczne. Nie, tego się nie spodziewała, dlatego przez chwilę na jej twarzy pojawiło się prawdziwe zaskoczenie.
- Chciałabym zobaczyć tego wirusa i jeśli to możliwe poznać cel dla którego został on stworzony… - jeszcze niedawno szukała lekarstwa na szkarłatną mgłę, a teraz? Wirus… i to stworzony przez członka Inkwizycji.

_________________
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1011


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Nie Maj 07, 2017 8:36 pm

A jednak z pewnością można było ją nazwać członkiem oświaty, który miał wgląd w praktycznie wszystkie sprawy oświaty. Czy to właśnie nie sprawiało, iż Garruch się nią interesował? Wystarczy też spojrzeć na sprawę z nieco szerszej perspektywy. Porwanie dowódcy oświaty, albo jego zastępcy... wiązało się z dużym zagrożeniem, iż zostanie to zauważone w bardzo krótkim czasie. Esmeralda z pewnością nie siedziała w oświacie tak często jak orany rządzące... A jednak była dość ważna w oświacie. Może to wszystko nie było takie proste? Może Garruch zamierzał sprowokować oświatę do wojny z wampirami? Wystarczyłoby ją przecież schować w piwnicy. W górach ledwie łapał zasięg komórki, a co dopiero jeśli siedziało się za grubymi murami zamku?
Torba więc była jej zmartwieniem. Gabriel zupełnie nie dbał o to co tam chowa. Tak samo nie interesowało go monitorowanie swojego zdrowia- już od dawna wiedział jak krew wpływa na jego organy wewnętrzne, znał też granicę jakiej nie należało przekraczać przy piciu krwi wampira... Tyle informacji mu wystarczyło- wszelkie choroby dawno odeszły w zapomnienie wraz ze wzrostem higieny osobistej, a rany? Goiły się na tyle szybko, że w większości wypadków nie potrzebował nawet szwów. No ale to nieważne... Przynajmniej na tą chwilę.
Szerokie ominięcie odpowiedzi nie było niczym dziwnym w takiej sytuacji, ale zarazem jak inaczej miałby do tego podejść? Po prostu pójść do oświaty i grzecznie zapytać? Zaprosić na czarująca kolację? Złapać ją w mieście? Nie wyobrażał sobie lepszego miejsca na taką rozmowę jak zamek, który zajął.
-Spotkanie tutaj nie jest przypadkowe. Ten zamek był praktycznie zapomniany przez łowców, aż w końcu nie postanowiłem wpompować w to wszystkie dostępne mi środki i ludzi... Masz rację, że nie każdy zasługuje na informacje... na tajemnice,
które inni skrywają. A jednak stoisz tu... W mojej tajemnicy.

Jego poważny głos pasował do tego obszernego pomieszczenia. Jak można było sobie inaczej wyobrazić "pana" na zamku? Prawdą było, iż utrzymywał możliwie mocno sprawę siedziby Inkwizycji i jak na razie żaden łowca i żaden wampir nie pojawił się w tym miejscu. W ogóle co miała oznaczać jego wypowiedź? Było to nic innego jak uświadomienie dziewczyny, że sam już wcześniej zaoferował wymianę- on już karmił jej ciekawość, a sam? Nie wymagał od niej na razie niczego...
Przy następnej jej wypowiedzi po prostu nieco ściągnął brwi w nieprzyjemnym grymasie. Czuł się niemal jak dziecko wodzone za nos.
-To domysły oparte na obserwacji... Jesteś najlepsza z oświaty jeśli chodzi o sprawy medycyny i odtrutek...
Nie potrafił czytać w jej myślach, żeby zwietrzyć perfekcyjne kłamstwo, jednak stary wyga miał swoje sposoby, aby pozyskać odpowiedzi. W końcu jeśli nie można się czegoś dowiedzieć po dobroci... to można to sforsować!
Cóż za czasy.
Teraz musi się tłumaczyć jak działa świat osoby, która zwiedziła niejedną oświatę w swoim życiu...
-Jestem swobodnym łowcą. Nie zamierzam ingerować w wewnętrzne sprawy poszczególnego stowarzyszenia, staram się unikać rządzących, ale biorę co mi dają. Zawsze byłem i będę wsparciem dla oświaty, dopóki ona nie obróci się przeciwko mnie...-Następnie na chwilę przerwał i przez chwilę myślał nad tym ile tak na prawdę może o sprawie wiedzieć Grigorij-Un poco...(hiszp.)-Trudno się przyznać, jednak wyleciało mu jedno słowo z głowy. Cóż dziwnego? Przecież w jego akcencie było słychać nawet, że nie był stąd, a z Europy. W końcu wreszcie wróciło do niego zapomniane słowo i jeszcze raz się poprawił-...trochę.
Następnie westchnął i wysłuchał kolejnego pytania. Jego wyraz twarzy złagodniał.
-Z pewnością zauważyłaś, że liczba wampirów w mieście znacznie przekracza liczbę ludzi. Rok temu wielu ludzi uciekło przez poczynania Samuru i ten stan trwa do dziś. Poza tym śmiem stwierdzić, że przyrost naturalny ludzi na świecie jest znacznie mniejszy niż wampirów. Łatwo to zauważyć- wystarczy popytać księży jak wiele jest pogrzebów. W przeciągu ostatniego roku spadła liczba pogrzebów o około osiemdziesiąt procent. W tym roku również jest dość chudo... Nie wyplewimy wszystkich wampirów, ale liczę na to, że przynajmniej znów przywrócę przewagę ludzką w mieście...
Jeśli chodziło o informacje z kościoła to akurat on jako jedyny pozyskiwał informacje w ten sposób- w końcu do księży chodziło się w różnych sprawach. Wielu rezygnowało z nabożeństw, ale zawsze ktoś zostawał...
Zaskoczenie na twarzy dziewczyny było czymś miłym. Myślała, że ktoś taki jak on nie będzie próbował każdego sposobu, ażeby zmniejszyć liczebność wampirów? Pamiętał on czasy wojen i chociaż nie walczył na froncie to wiedział doskonale, że ludzie potrafią iść po trupach, ażeby dotrzeć do swoich celów.
-Cel? Już go poznałaś...-Dodał na koniec i znów ruszył przez korytarz. Tym razem mięli pójść na klatkę schodową. Tam zejdą na niższe poziomy i dalej... do laboratorium. Ponadto- już na kamiennych schodach można było wyczuć mocną woń śmierci i krwi...

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Nie Maj 21, 2017 4:52 pm

Samo przybycie do dawnej siedziby łowców nie było do końca rozważnym posunięciem. Od czasu podwyższonej aktywności wampirzych wrogów, trudno było poszukiwać bezpieczeństwa, zwłaszcza w miejscach tak niepewnych jak ten zamek. Nie, żeby nie ufała Garruchowi. W dalszym ciągu stali po tej samej stronie barykady, pełniąc rolę łowców w czynnej służbie. Ale czy na pewno? Wiadomym nie od dziś był fakt, że ta dwójka nie pała do siebie większym uczuciem, co było widoczne chociażby na zwykłych zebraniach łowców. Dlaczego więc przybyła na wezwanie? Czy była to ciekawość, rzeczywista troska o mężczyznę, czy może już nierozwaga. W każdej chwili mógł przecież zatrzasnąć ciężkie wrota i nasłać na nią swoich przybocznych. Był w końcu Inkwizytorem o wysokich umiejętnościach przesłuchiwania. Wiele słyszała o jego metodach. Ba. Potępiała je od pierwszej chwili kiedy tylko dotarły wieści co do niecodziennych działań. Oczywiście, że mógł ją zamknąć, bo kto by to na początku zauważył? Pytanie tylko, czy było to dla łowcy opłacalne. Ruda może nie wyglądała na osobę o szczególnych bojowych predyspozycjach, niemniej potrafiła sobie poradzić w większości sytuacji.
Garruch stworzył sobie małą twierdzę. Nic więc dziwnego, że stąpanie po terenach które w pełni kontrolował nie było dla lekarki większym komfortem. Niepewność. Tak najłatwiej określić targające nią myśli. Każda bowiem krążyła wokół podstawowych pytań: a po co, dlaczego?
- Te tereny mimo że należące do łowców, od dawna nie były w użytku. A szkoda. Miło zobaczyć, że jednak komuś służą. - niezobowiązująca gadka, bo czemu nie. Tajemnica? Ciekawe co jeszcze skrywały te mury, co kryły że mężczyzna tak skrzętnie wybierał gości. Póki co nie śmiała o to zapytać, licząc że prędzej czy później zaspokoi jej ciekawość. W końcu po to ją tutaj zaprosił. Żeby porozmawiać.
- Mimo wszystko jestem zdziwiona, że to właśnie mnie postanowiłeś tutaj wprowadzić - miał tutaj własnych lekarzy i nieźle działającą strukturę. Czy rzeczywiście miała być tylko dziewczyną na posyłki, by łatwiej było mu dotrzeć do dowódcy? Esmeralda niespecjalnie interesowała się polityką, zamykając się na rzeczy jej zdaniem niezbędne.
- Dlatego chciałabym zobaczyć ten… wirus. - lepiej nie poruszać dalej kwestii odwampirzania. Była przecież zwykłym szarym łowcą, który nie ma pojęcia o całym procesie przemiany wampira w człowieka. A jeśli nawet cokolwiek słyszała, nie mogła przekazać informacji dalej. Nie tutaj, nie teraz i nie jemu.
Uśmiechnęła się pod nosem słysząc słowo w znajomym języku.
- Możemy mówić po hiszpańsku jeśli będzie to dla Ciebie wygodniejsze. - w Yokohamie zwykle porozumiewała się w języku angielskim bądź tutejszym urzędowym. Po co męczyć Garrucha, jeśli oboje mówią po hiszpańsku. Od tego momentu o ile mężczyzna wyraził na to zgodę, Esmeralda kontynuowała w tymże języku.
- Trochę czyli co konkretnie? Nie chcę się mieszać w wasze sprawy, ale żeby dochować Twojej tajemnicy muszę wiedzieć co wolno powiedzieć, a co lepiej przemilczeć. - nie chciała wnikać w relacje Garrucha z dowódcą, ale w głębi duszy była świadoma, że powinna poinformować Grigorija o tym o tu się tworzy.
- Po to został stworzony wirus? Dla przywrócenia równowagi? - rzeczywiście ostatnio namnożyło się wampirów, jednak czy wypuszczanie bakterii/wirusa było bezpieczne? Z punktu widzenia toksykologa działanie Inkwizycji było dość ryzykowne i nie koniecznie mogło zostać dobrze przyjęte przez okoliczne zgrupowania. Łowcy, rada wampirów. To tylko kwestia czasu jak znajdą winnego, zwłaszcza że choroba dotykała także cywili.
Ciekawa tego całego tworu, Esmeralda wciąż szła zza Garruchem.

_________________
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1011


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Nie Maj 21, 2017 8:39 pm

Obawa była akurat naturalną rzeczą. Garruchowi jednak ani trochę nie zależało na tym, ażeby kobietę do czegokolwiek zmuszać- było to mu na prawdę nie na rękę.
Wycieczka na chwilę przerwali na klatce schodowej. Tutaj ruch się nieco zagęścił- rzadko jednak ktoś schodził na dół co było dość istotną kwestią. Widocznie na dole nie było co szukać dla standardowego członka inkwizycji. Warto wspomnieć jednak, że ryk silników z generatorów był tutaj znacznie lepiej słyszalny. Czuć nawet było zapach spalin.
Ktoś zaczepił Gabriela i wymienił z nim kilka mało znaczących słów na temat (zapewne) jakiejś kobiety. Wielkolud zbył jednak młodego chłopaka, który przelotnie spojrzał na kobietę i poszedł na górną kondygnację.
Garruch w tym czasie już schodził na dolny poziom. Kamienne schody skręcały trzy razy na stopnicach, zanim znaleźli się w piwnicach.
Tutaj nie dało się prawie rozmawiać, ponieważ tutaj własnie znajdowały się generatory przy których pracowało dwóch ludzi. Znów ktoś zaczepił Gabriela i poinformował go o stanie maszyn. Najważniejsze było to, iż wszystkie generatory miały się dobrze, ale wilgoć prowadziła czasem do wywalenia korków.
Dopiero kiedy zostawili za sobą wyjące generatory, można było się skupić na dalszej rozmowie. Znajdowali się na korytarzu, który był oświetlony zbyt małą ilością żarówek, dlatego tez generalnie panował tu półmrok.
Większość tematów Garruch uznawał za zakończone. Co do reszty przecież nie mógł odpuścić.
-Cóż. Nie Ty to dyrektor mi pomoże...
Stwierdził już po hiszpańsku, który najbardziej pasował mu przy rozmowie, chociaż ostatnio używał go jakieś dziesięć lat temu. Resztę rozmowy też kontynuował już po hiszpańsku, ażeby nie żonglować co chwilę językami, ponieważ później sam może się zgubić przy którymś słówku.
-Nie obchodzi mnie to w sumie co wie... Może nawet wiedzieć gdzie sypiam, ale dopóki nie zna wszystkich minusów budowli, ani też poszczególnych członków inkwizycji... Jest mi w stanie co najwyżej zagrozić wydaleniem z waszego stowarzyszenia.
Przecież był dowódcą i musiał wiedzieć co się dzieje z jego łowcami oraz POWINIEN wiedzieć co z zamkiem na którym stacjonowała Inkwizycja. Jeśli nie pofatygował się o informacje- jego sprawa. Skoro Mahomet nie chce przyjść do góry, to góra przyjdzie do Mahometa.
-Wirus nie jest po to, ażeby powymierały wampiry. To środek, który nieco je zmiękczy co najwyżej. Gdybyśmy zastosowali środek zabójczy dla wampirów to zdecydowanie trudniej byłoby nad nim zapanować. W przypadku tego... Nawet nie fatygujemy się, ażeby go powstrzymywać, ponieważ praktycznie w ogóle w tych czasach nie zagraża ludziom...
Szli i szli, aż w końcu znaleźli się na rozdrożu. Oba kończyły się solidnymi drzwiami, ale Garruch wybrał te w lewo. Najpierw zapukał trzy razy, a następnie wszedł do środka na kolejny korytarz- tym razem znacznie lepiej oświetlony. Przy wejściu stały duże wampiry, które z pewnością były ostatnią linią obrony w tym miejscu.
Korytarz był podziurawiony kilkoma sklepieniami z których biło światło, a za filarami czekały już różnorakie sprzęty medyczne i laboratoryjne.
Cztery osoby krzątały się po wszechstronnym pomieszczeniu, a jedna w białych włosach siedziała przy przyrdzewiałym biurku i pochylała się nad jakimiś notatkami.
-Dory. Pokaż pani...-Znów się zapomniał, ale w końcu ugryzł się w język, ponieważ powiedział to po hiszpańsku. Dziewczyna jednak już zareagowała i wstała z krzesła. Była niewielka i młoda, ale nie wyglądała na wampira...
-Przecież wiem... Jest tutaj...
Dziewczyna podeszła do mikroskopu i wskazała na niego ręką od niechcenia. Widać było, iż się znudziła na dziś tą pracą. Musiała jednak dochować swoich obowiązków i zaczęła mówić to co przede wszystkim interesowało Esmeraldę. Pomijając normalny bełkot naukowy, mówiła dość prosto o samym wirusie-(...) pozyskaliśmy próbkę z chorych wampirów i okazało się, iż skład choroby jest zupełnie inny. Jedna była zwykłą grypą, która dopada niekiedy ludzi,
ale druga stanowiła bardzo ciekawe zjawisko różnych nieprzyjemnych chorób, które mogły zagrozić również ludziom(...) Różne kombinacje dały w końcu jeden efekt. Wampiry jak i ludzie mogą wirusa przenosić bez większego problemu. Ludzie po zarażeniu dostaną gorączki i kataru, a wampir będzie miał różnorakie objawy, zależne oczywiście od tego w jaki sposób się zarazi i w jakiej dawce przyjmie wirusa.

W końcu umilkła i podeszła do laboratoryjnej lodówki z której ostrożnie wyjęła menzurkę.
-Wszystkie objawy ciężko jest zniwelować. W wirusie wiele jest domieszek tej podstawowej choroby przez co bardzo trudno odnaleźć właściwą kombinację odtrutki. Znam...
-Wystarczy-Przerwał Gabriel spokojnie, ponieważ dziewczyna za dużo już chciała ujawnić. Esmeralda nie musiała widzieć o tym, iż tylko Dory zna dokładny skład odtrutki.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Czw Maj 25, 2017 7:54 pm

Esmeralda nie znała prawdziwych motywów Gabriela i nawet mimo zapewnień, wciąż gdzieś tam węszyła podstęp. Nie spodziewała się raczej, że zechcą ją pojmać, ale wewnętrzny niepokój nie odpuścił na ani jedną chwilę. Z boku mogło to wyglądać dość komicznie. Wszak pilnie słuchała tego co miał do powiedzenia gospodarz, od czasu do czasu nawet zadając pytania. W jej spojrzeniu poza ciekawością zręczny obserwator mógł dostrzec niepewność i… nieufność wobec postaci Inkwizytora. Znali się nie od dziś, ale to ten właśnie dzień mógł zapoczątkować jakąś relację. Coś odmiennego wiecznym kłótniom, które do tej pory jawnie gościły na spotkaniach łowców. Bo czy kiedykolwiek ta dwójka się ze sobą zgodziła? Raz, może dwa. To byłoby na tyle. Między Garruchem a Esmeraldą nie było nici rywalizacji, lecz coś zupełnie innego. Niezrozumienie? Tak, najłatwiej to ująć w ten sposób. Przynajmniej od strony rudowłosej.
Gdy mężczyzna wałkował temat odwampirzania, lekarka odruchowo uniosła prawą brew do góry. Była gotowa na kąśliwy komentarz, który w ostatniej chwili załamał się w ustach pozostawiając jedynie chwilę ciszy.
- Nie to że odmawiam Ci pomocy. Nic z tych rzeczy. - powiedziała w końcu – Pewne kwestie są niezależne ode mnie. To o co prosisz należy do grona informacji poufnych, dlatego sam rozumiesz. - szczerze wątpiła by dyrektor był skłonny do udzielania na ten temat jakichkolwiek orędzi. Już dawno powinna odwiedzić staruszka i zapytać o jego samopoczucie, ale do tej pory… było jej jakoś nie po drodze. Pracowali w tym samym budynku, lecz brak czasu jawnie przekreślał wszystkie możliwości rozmowy. Była pewna, a raczej miała nadzieję, że zachowa choć trochę wdzięczności i nie sprzeda jej nikomu.
- Naszego. Wciąż jesteś członkiem Oświaty. - poprawiła go. Dopóki nie szkodził stowarzyszeniu i stawiał się na wezwania, Garruch wciąż pozostawał pełnoprawnym członkiem ich szeregów. Co z tego, że miał swoich ludzi i prawdopodobnie oddziały tak liczne jak cała Oświata. Skoro to lubił i nie sprawiał przy tym większych problemów?
- Skoro zamek teoretycznie należy do łowców, to na pewno są znane jego minusy. - Vlad nie był głupi i przywiązywał olbrzymią uwagę do porządku w papierach oraz pośród jego ludzi. Aż dziwne, że nigdy wcześniej nie wspomniał o zasiedleniu ruin, ale może nie było takiej potrzeby. Ruda nie wtrącała się w nie swoje sprawy… To znaczy robiła to, oczywiście, ale z zachowaniem odpowiedniej etykiety i otoczki.
- Nie myślałeś żeby połączyć siły z Oświatą? Jeśli szef dowie się o Twoich działaniach, możesz stać się renegatem. - nie żeby uważała że Garruch się tym przejmie. Ze swojej strony widziała olbrzymie możliwości na polu współpracy i jedna organizacja nie musiała wykluczać drugiej. Wystarczyło działanie zgodne z kodeksem i szafa gra!
Kiwnęła głową na znak zrozumienia, kiedy padły pierwsze wyjaśnienia co do wirusa. Dopiero gdy dotarli do miejsca gdzie urzędowała wspomniana Dory, Esmeralda zmierzyła dziewczynę zaciekawionym spojrzeniem.
- Jak długo trwały prace nad wirusem i szczepionką? - zapytała nim jej oczy skierowały się w stronę okularu mikroskopu. Zamilkła oglądając „okaz”, co chwila podkręcając widoczność na taką, która jej odpowiadała. Była pod wrażeniem organizacji oraz tego, że tak młoda osoba miała tak niebywałe umiejętności.
- Co się stało z chorymi? Zostali wyleczeni? - skoro pozyskano próbki z wampirów, coś musiano z nimi zrobić. Nie zdziwiłaby się gdyby padły ofiarą prób i błędów w tworzeniu szczepionki. To naturalna kolej rzeczy, stosowana przez niejeden koncern farmaceutyczny – testy na zwierzętach, ludziach. Dlaczego więc nie na krwiopijcach?
- Co z odtrutką? - Garruch za szybko przerwał, a i Esmeralda nie należała do osób dających się łatwo zbić z pantałyku. Już wcześniej wspominał, że mają przeciwciała. Teraz prawdopodobnie miała przed sobą twórcę magicznego tworu.

_________________
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1011


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Czw Maj 25, 2017 9:01 pm

Wiara w słowa była zgubna i nawet lekkie niedopowiedzenie, albo kpiący ton rozmówcy mógł je kompletnie zmienić. Dane słowo było jedynie słowem, a inkwizycja w swoich dawnych czasach raczej nie była od tego, ażeby obiecywać komuś cokolwiek. Gabriel mimo wszystko w tamtych czasach się urodził i skoro do tej pory nosił inkwizycyjny płaszcz to równie dobrze mógł mieć taki sam światopogląd jaki mu wpojono przed setkami lat.
Akurat niezgoda pomiędzy różnymi tematami nie miała teraz najmniejszego znaczenia-Esmeralda może i pochodziła z jakiejś rodziny łowców, ale została wychowana w bardziej cywilizowanym świecie, niż Gabriel. On w jej wieku niekiedy był zmuszony to tego, ażeby ogryzać podpieczone w ogniu, na pół surowe ludzkie mięso. Co najlepsze- było to dla niego normalne jak i dla głodujących ludzi podczas krucjat. W czasie dość długiego życia miał okazję przypatrywać się wielu nieszczęśnikom – palonym na stosach, ćwiartowanym żywcem, gotowanym w oleju, smażonym na żelaznych fotelach, rozszarpywanym przez konie lub brony, łamanym kołem. Widział, jak wypruwano z ofiar flaki, i widział, jak szarpano ich ciała tak, iż cęgi odkrywały żywą kość. Widział, jak pojono ludzi wrzątkiem i jak zaszywano im w trzewiach wściekłe szczury. Widział, jak wykapywano im oczy wrzącą siarką i jak rwano paznokcie lub zęby. Widział to wszystko, robił to wszystko i wiele razy sam wydawał polecenia, by w ten właśnie sposób torturować nieszczęśników... Czy jej zrozumienie mogło ogarnąć tak na prawdę jego stan znieczulicy?
Gabriel nigdy nie dręczył istot dla samej przyjemności dręczenia, dla szukania jakiejś przeklętej radości w słuchaniu ich wycia, obserwowaniu łez i wdychaniu smrodu krwi. Współczuł torturowanym tak bardzo, jak jedna myśląca i czująca istota może współczuć drugiej. Lecz to współczucie nie mogło go uczynić mniej skutecznym lub mniej surowym.
-Rozumiem...-Warknął krótko co musiało być jednoznaczne z tym, iż jej tajemnica była dla niego coraz bardziej oczywista. Postanowił jednak pozostawić ten temat na zupełnie inną okazję. Przy umiejętnościach Dory to być może sami nauczą się przezwyciężać wampiryzm.
Czy Garruch nadal należał do oświaty Yokohamy? Nie bardziej, niż do każdej innej w tym przeklętym kraju. Kiedyś inkwizycja miała przynajmniej jakieś stopnie wychodzące poza obręb okręgowych oświat, dzięki temu łatwiej było znaleźć wspólny język w innych krajach- wystarczyło mieć stosowne papiery od biskupów, albo wręcz samego papieża! Teraz jednak wszystko stało się tak cholernie niezależne- a przynajmniej takie się wydawały.
-Należę też do pierwszych oświat, które zostały założone na terenie całej Hiszpanii i Japonii... Jakbym miał każdą nazywać swoją...-W końcu się zamknął ponieważ sam zaczął słyszeć, że powoli unosi niepotrzebnie głos. Przecież tłumaczenie wszystkiego w kółko nie miało najmniejszego sensu. Czy uważał się za lepszego? Nie stanowił zbyt wielkiej siły jako jednostka, ale posiadał doświadczenie, które mogło nauczyć całą rzeszę- to go nie czyniło lepszym, ale przydatnym.
Podobnie też było z tym zamkiem. Gabriel nie tylko odbudował najbardziej istotne rzeczy jak fortyfikacje...
-Z pewnością były znane...-Rzekł wymownie z lekkim uśmiechem. To co Rosjanin miał w papierach było jedynie słowami, które łatwo można było obrócić przeciwko niemu. Z pewnością wszystkich słabych punktów nie załatał, ale lwią część odszukano i zabezpieczono- a o tym nawet papiery nie raczą poinformować dowódcy.
-Renegatem...-prychnął cicho pod nosem i znów westchnął, ażeby wszystko wyjaśnić.
-Między innymi dlatego właśnie odsłaniam 'karty' przed oświatą, ażeby ją zaprosić do współpracy. Jak już mówiłem- zawsze byłem i będę po stronie ludzi, ale nie będę nalegał na pomoc. Zbyt często oświata okazywała się być sojusznikami rady...
Znów niespodziewanie urwał, ażeby nie powiedzieć zbyt dużo. Musiał zachować dla samego siebie informacje o tym, iż miał kilka pomysłów na to jak skłócić oświatę i radę ze sobą. Może będzie musiał je wcielić w życie kiedyś? Dzielenie się takimi sekretami z kobietą byłoby jak strzelenie sobie w kolano.

Dory akurat już nabierała powietrza, ażeby mówić...
Ale została wyprzedzona przez Garrucha.
-Od momentu złapania tamtej dwójki chorych minęły 3 miesiące... W tym czasie kilka prób nie wyszło i nie raz wirus zmutował. Podawanie liczby ofiar nie ma żadnego znaczenia...
Dory tylko skrzyżowała ręce na piersiach i łypnęła na Garrucha. W końcu to ona była tutaj panią i to ona powinna odpowiadać na pytania, jednak stary inkwizytor wiedział doskonale, że młoda dziewczyna może z nieuwagi zdradzić zbyt istotną rzecz.
-Odtrutkę mamy. Jeśli się zgodzisz to zostanie Ci ona podana, ale nie dostaniesz jej do badań.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Nie Maj 28, 2017 10:59 am

Garruch miał niewątpliwie trudne życie. Doświadczanie wszystkich okropieństw kształtowało jego charakter już od pierwszych lat jego życia. Lekarka nigdy nie zapyta o jego korzenie. Nie pozna wizji obrazów tkwiących w jego pamięci, ani nie pokusi się dotarcie do najdalszych tajemnic Inkwizytora. Wielokrotnie zetknęła się z opowieściami na temat osób w tych płaszczach i nigdy nie były to informacje wzbudzające szacunek czy podziw. Każdy miał swoje sposoby działania, a te stosowane przez Inkwizycję, w większości budziły jedynie grozę. Fakt, że skuteczność tych czynów mogła dostać odmienny rozdział w książce tych okropności, ale za jaką cenę? Esmeralda pochodziła z łowieckiej rodziny, której również daleko było do normalności. Również i tutaj ciężko doszukiwać się wzorowego dzieciństwa i lat przepełnionych beztroską zabawą. Od zawsze towarzysząca jej magia krwi zburzyła podwaliny wszystkiego co można było uważać za normalne. Bo która sześcioletnia dziewczynka ma włosy barwione niczym innym jak krwią? Magią. Które dziecko ma krew przyciągającą wampiry mocniej niż byłby w stanie przyciągnąć tłum nagich i okaleczonych ludzi. Dzięki odmienności na swój sposób rozumiała go, ale jakaś wewnętrzna część  nie pozwalała tego okazać. Nie mogła również zgodzić się z większością działań mężczyzny. Dla niej czarne nie zawsze miało taką barwę, podobnie jak biel nosiła w sobie  różne znamiona innych barw. Z pewnością nigdy nie zapomni widoku wampira przesłuchiwanego przez Garrucha, gdyż jej skromnym zdaniem każdą sytuację da się załagodzić w inny sposób. Niekoniecznie przy użyciu siły i strachu. To daje pozycję, owszem. Ale czy daje szacunek? Tak, naprawdę zaczęła mieć wątpliwości czy przyjście tutaj było dobrym pomysłem. Nikt nie wiedział o tym spotkaniu, lecz może lepiej brnąć w kłamstwo i dla własnego bezpieczeństwa utrzymywać, że jest inaczej.
- Cieszy mnie to. - pewne tajemnice nie mogły zostać ujawnione, a już na pewno nie w sytuacji gdy między nimi nie było pełnego zaufania. Kwestia odwracania skutków wampiryzmu, była dość sporna. Istniała magia krwi, która de facto nie należała do tak zwanej białej magii. Było mnóstwo innych dróg, ale samo ich wyuczenie w większości wymagało czasu i zaangażowania. A kierowanie się nauką w przypadku chęci zmiany wampira w człowieka? Nie, jej zdaniem nie było na to szansy.
- Mam w torbie melisę albo diazepam. Jeśli chcesz. - rzuciła mimowolnie, odpowiadając na jego podniesiony głos ironią. To odruch obronny, bo przecież w razie czego nie przekrzyczy tak postawnego chłopa. Ostatecznie mogłaby próbować spacyfikować go kopniakiem w potylicę, ale raz że musiałaby najpierw dosięgnąć, a dwa… to nie było zbyt mądre posunięcie. Garruch się uspokoił i mogli przejść do dalszej części „zwiedzania”.
- Dziwiłbyś się jak wiele on wie. - nie od dziś wiadomo, że Vlad był bardzo dokładny. Osobiście uważała go za jednego z lepszych dowódców i mimo że mieli różne zdanie, Esmeralda go szanowała. Był chyba jedynym mężczyzną, którego rozkaz traktowała jako ostateczny i nawet mimo niechęci wykona go. Oczywiście dotyczyło to sytuacji z którymi miała bezpośrednie starcie, bo i tak nie mogła całkowicie wyprzeć ze swojego życia kłamstwa. Czasem lepiej przemilczeć pewne kwestie, bądź też zmienić ich bieg. Od zawsze było to bezpieczniejsze rozwiązanie.
- Co jest złego w sojuszu z radą? Jeśli obie strony przestrzegają wzajemnych założeń… - bez zgody między tymi dwoma światami panowałby jedynie jeden wielki chaos. Istniała więc różnica między świadomym partnerstwem, a pozostawaniem pod dyktando rady. Dlaczego? Ano czasem ze strachu, konieczności lub wygody. Za kadencji Vlada Oświata współpracowała na zasadzie partnerstwa i… oby tak pozostało.
Kiwnęła głową na znak zrozumienia i nie przerywała dziewczynie, gdy ta przedstawiała efekty badań nad wirusem. Zdziwiło ją dopiero zachowanie Garrucha, dlatego zmierzyła go niebiesko-szarym spojrzeniem.
Co to złoto w płynie?
Takie cenne, tak bardzo chronione. W tym momencie gdzieś w głowie Esmeraldy zapaliła się czerwona lampka.
- Skąd mogę mieć pewność, że podasz mi odtrutkę? - zapytała, nie kryjąc już niechęci. Nie była marzycielem biegającym boso po trawie i pod osłoną chmur przybierających różne kształty.
- Dopóki nie znam składu, mam pewne wątpliwości czy ta „odtrutka” zostanie przyjęta przez mój organizm. Skład morfologiczny mojej krwi jest unikatowy. - magia krwi spaczyła posokę do tego stopnia, że krew była w stanie rozłożyć część trucizn, jak również zapewnić idealną odporność immunologiczną.
- Poza tym, bądźmy szczerzy, Gabrielu. Jestem toksykologiem. Stworzenie przeciwciała nie zajmie mi dużo czasu. - skoro młodziutka Dory dała radę, dlaczego ktoś inny by nie mógł? Garruch nie wiedział, że w Oświacie mają idealny obiekt do badań – wampira kategorii A, złapanego razem z Samuru. Również pośród łowców znajdowały się jednostki chore, dlatego wynalezienie lekarstwa nie było większym problemem. Mogli jednak współpracować i na taki stan rzeczy była w stanie się zgodzić. Bez kręcenia i niedomówień.

_________________
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1011


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Nie Maj 28, 2017 12:09 pm

Powiedzmy sobie szczerze- w dawnych czasach to kościół tak na prawdę sprawował władzę na świecie, a inkwizycja była psami gończymi biskupów i księży. Istniała niegdyś wzmianka o tym, iż jeden z inkwizycji zdzielił po pysku króla, a ten zamiast się wściec, uklęknął i prosił o wybaczenie za swoje bluźnienie religii(to, że w historii nie zaznaczono, iż inkwizytor zginął po dwóch tygodniach w niewyjaśnionych okolicznościach, nie miało większego znaczenia...)
Inkwizycja z początku była piekielnie skutecznym organem do ścigania wampirów, ale z czasem była coraz bardziej korumpowana i przekupywana. Reagowano nawet na proste oskarżenia sąsiadów, na torturach wyciągano z niewinnych osób najgorsze rzeczy... Krąg się kręcił, aż w końcu cała organizacja legła w gruzach, pozostawiając na świecie na prawdę nielicznych, którzy znali najprawdziwszą prawdę o tamtych czasach.
Przyjście do zamku mogło zaowocować wieloma rzeczami, ale opowiadanie o wszystkich mijało się z celem.
Stwierdzenie kobiety nieco rozpaliło jego uwagę, ale mimo wszystko jego twarz pozostała nieprzenikniona. Kto lubił ludzi, którzy zawsze muszą mieć ostatnie słowo? Z pewnością nie ktoś wiekowy, który próbuje przekonać rozmówce do swoich racji, a ten zaczyna być powoli opryskliwy.
Następne stwierdzenie było kolejnym uderzeniem w jego tymczasowy spokój. Uzyskała tym jeno zaciśnięcie zębów i powolne wypuszczenie powietrza nosem. Może jednak próba zaufania tej tutaj była głupotą? Może powinien ją zamknąć w lochu i zwalić wszystko na radę? Tak, taka perspektywa była co najmniej przyjemna dla jego myśli i dzięki niej szybko się uspokoił.
-Ja w przeciwieństwie do Ciebie potrafię docenić domniemanego sojusznika.-Ton głosu był co najmniej szorstki. Najwidoczniej jej postępowanie zaczynało go wkurzać i chyba zdawała sobie z tego sprawę. Spojrzał ukradkiem na Dory, która spojrzała na niego, a chwilę potem na Esmeraldę. Czas więc na plan B- Dory skupiła swoją uwagę na dziewczynie i w myślach zaczynała powoli, delikatnie 'oplątywać' jej myśli, ażeby poznać ich znaczenie, co sobie myślała w danej chwili oraz co tak na prawdę zamierza... Łowczyni nawet nie poczuje wpływu magii na siebie, chyba że posiada blokadę umysłu oczywiście.
Gabriel za to kontynuował coraz to mniej miłą z jego perspektywy rozmowę.
-Wzajemnych założeń? Nie pamiętasz co było rok temu? Czy Samuru został zgładzony przez radę? Czy Testament został zabity za swoje wielokrotne pogwałcenie praw? Rada wampirów przestrzega zasad tylko wtedy, kiedy im to odpowiada. Poza tym jeśli będziemy się trzymać reguł to za pięć lat w tym mieście pozostaną jedynie wampiry, wliczając w to tak samo Ciebie jak i Vlada.
Czy nie miał racji w tym, iż zgony ludzi zaczynały się gwałtownie kurczyć? Czy wielu młodych nie zostawało teraz uznanych za zaginionych, a nie zmarłych? Wampiry już miały prawną władzę w tym mieście i sukcesywnie kurczyły zasoby ludzkie. Jeśli na prawdę pozostaną w miejscu to w przeciągu wieku to ludzie spadną na niższy szczebel łańcucha pokarmowego. Dziewczyna tak bardzo była zaślepiona pokojem, że nie widziała tego?
-Gdybym chciał Ci zaszkodzić to już byś siedziała w celi, albo grobie. Odsłoniłem przed Tobą sporą część tajemnicy i uważasz, że teraz chciałbym Ci coś zrobić?-Tym razem ton głosu stał się jeszcze niższy, a sam Gabriel zrobił krok do przodu w stronę znacznie niższej kobiety. Zacisnął też okute rękawice w taki sposób, że metal zazgrzytał.
-A więc się nie zgadzasz na podanie. Mnie to w zupełności wystarczy...
Powoli rozluźnił ręce i starał się zapanować nad gniewem. Czy sytuację w ogóle dało się jeszcze uratować? W jego mniemaniu Esmeralda stała się po prostu opryskliwa, a pewne uwagi powinna była zachować dla siebie.
-Wiesz już wszystko co chciałem Ci przekazać i nadszedł czas się pożegnać...-Gabriel nie miał zielonego pojęcia co miałby rzec odnośnie jej możliwości. Wierzył jedynie w Dory, która starała się zatuszować chorobę w różnych kierunkach, ażeby tworzenie odtrutki trwało jak najdłużej. Prędzej czy później choroba zacznie znikać, ale zanim trafi w ręce Rady, Gabriel z pewnością zechce uzyskać cel.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   Wto Cze 06, 2017 8:06 pm

Decydując się na jej obecność tutaj z pewnością rozważył wszelkie za i przeciw. Lekarce nie zależało na powiedzeniu ostatniego słowa, gdyż nie to było jej celem. W kontaktach z ludźmi często brakowało jej powściągliwości w słowach, przez co mogła sprawiać wrażenie ciętej na innych i zbyt pewnej siebie. Coś w tym było. Twardo trzymała się własnego zdania i była jedną z osób potrafiących powiedzieć to co myślą, nawet jeśli nikt ich o to nie prosił. Gdyby Esmeralda wiedziała jaki jest cel wizyty w zamku… cóż, również i ona zastanowiłaby się dwa razy, nim podjęła zaproszenie.
- Widzę, że błędnie mnie oceniasz. - powiedziała spokojnie, kierując na mężczyznę uprzejmie spojrzenie. To oczywiste, że na obcym terenie, gdzie lwią część załogi stanowią wampiry, nie mogła powiedzieć całej prawdy. Inna sprawa, to zaufanie do Garrucha, które od zawsze posiadało pewne braki. Inkwizytor jakkolwiek nie wzbudzający respekt i trwogę, nie mógł poznać wszystkich sekretów. A już na pewno nie dziś i… nie teraz.
Esmeralda była świetnym obserwatorem, dlatego zauważyła wymianę spojrzeń między gospodarzem a Dory. Po raz kolejny gdzieś tam w głowie zapaliła się czerwona lampka, mówiąca tyle co: „Wiej stąd natychmiast!”. Lekarka odruchowo rozejrzała się by zobaczyć czy sytuacja nadal znajduje się pod względną kontrolą. Nigdzie nie było ludzi mierzących do niej z broni, nie zaobserwowała oznak wzmożonego zainteresowania i poruszenia. Może najwyższy czas przełamać pierwsze dzielące ich niedopowiedzenia i choć raz odpowiedzieć na pytanie z pełną szczerością? Kiedyś na pewno, ale nie dziś.
Lekarka uśmiechnęła się do Dory, a następnie przeniosła wzrok na Garrucha. Nie mogła wiedzieć o ingerencji w umysł, ale amulet który profilaktycznie i przypadkiem (nie to, że nie ufała mężczyźnie – skądże znowu!) założyła, uniemożliwił wszelkie próby wtargnięcia.
- Miałeś ostatnio wieści o Samuru… albo Testamencie? - tam gdzie zawodziła rada, zwykle wchodzili łowcy. Wampiry nie musiały przestrzegać traktatu, lecz każde odstępstwo od wspólnie narzuconych reguł wiązało się z konsekwencjami ponoszonymi przez obie strony. Nie każdego było stać na próby przechytrzenia osób znajdujących się po drugiej stronie barykady. Zwłaszcza, że ostatnimi czasy naprawdę wiele się zmieniło.
- Rada wie co ich czeka jeśli złamią warunki umowy. - dawno skończyły się czasy kiedy przywództwo wampirów było jawne i niczym nie zachwiane. Magia łowiecka i wyszkoleni ludzie zaburzyły hermetyczny świat dotychczasowych władców, którzy teraz mogli albo żyć w symbiozie, albo nie żyć wcale.
- Gdybym uważała, że stanowisz dla mnie śmiertelne zagrożenie, nie przyszłabym tutaj. - Garruch nie mógł tak po prostu jej zamknąć, bo prędzej czy później ktoś zacząłby poszukiwania. Owszem, czuła dyskomfort kiedy przekroczyła mury zamku. Nie uważała jednak łowcy za wroga i wciąż miała nadzieję, że uda im się porozumieć.
- Jednak mnie nie rozumiesz. - przez chwilę chciała zaproponować, że może mu coś powtórzy, albo przeliteruje, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język.
- Nie odmawiam współpracy, ale nie chcę pracować na warunkach które mogą stanowić dla mnie zagrożenie. - on naprawdę nie był świadomy, że praca nad szczepionką dla kogoś o takim doświadczeniu jak lekarka nie będzie stanowiło większego wyzwania. Już teraz do Oświaty zgłosiło się kilkoro chorych łowców, a dzięki pewnym akcjom udało się pojmać nawet zarażone wampiry.
- Jeśli taka jest Twoja wola, to tak, pójdę już. Zechcesz mnie odprowadzić? - zapytała.

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Poznaj sprzymierzeńca...   

Powrót do góry Go down
 
Poznaj sprzymierzeńca...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: