IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dom Beletha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Dom Beletha   Sro Cze 08, 2016 8:07 pm

Piętrowy nieduży Budynek położony tuż przy przy plaży.

Zejście na Plażę - miejsce gdzie Beleth tworzy większość swoich obrazów.

Części właściwe mieszkania:

Salon

Kuchnia

Taras

Sypialnia Beletha

Dodatkowy pokój

łazienka
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Pią Cze 10, 2016 4:42 pm

Wampir nawet się nie obejrzał, kiedy zabierał Elyse z parku rozrywki. Pozostawiając tam dwa zbędne balasty w postaci Mike'a i Gaba, skierował się na parking w stronę swojego auta. Zapakował Elyse na tylne siedzenie i podłożył pod głowę „turystyczną” poduszkę, którą woził na wypadek nagłego zmęczenia. Dzięki temu gdziekolwiek był, zawsze czuł się jak w domu. Zawsze bowiem posiadał przedmiot będący tak zwaną przypominajką.
- Zabiorę Cię do siebie, wytrzymaj proszę – upewnił się, że dziewczynie będzie wygodnie i jednocześnie nie zleci pod przednie siedzenia w czasie szybszej jazdy. Możliwe, że właśnie z powodu troski jechał o wiele wolniej niż zwykle i omijał wszelkie ruchliwe ulice by przypadkiem nie utknąć w korku. Gdy auto zatrzymało się pod domem na plaży, Beleth ponownie wziął Elyse na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Położył ją na łóżku i odgarnął z czoła splątane kosmyki włosów.
- Zaraz wracam, Ely. Przyniosę Ci krew i coś do przebrania – pochylił się i pocałował dziewczynę w okolice skroni. Jej zapach mieszał mu w głowie, jednak w tej chwili liczyło się tylko jej dobro. W kuchni miał przygotowane specjalne torebki z krwią, które przelał do kubków i podgrzał, by nie podawać dziewczynie zimnej posoki. To tak jakby jeść mrożoną pizzę, czy krewetki. Ani to smaczne, ani zjadliwe. Kiedy krew była gotowa, Beleth wrócił do pokoju i jeden kubek odstawił na szafce nocnej, a drugi przyłożył do ust wampirzycy. Podtrzymywał ją wolną dłonią, żeby mogła się napić i przypadkiem nie upadła mu do tyłu.
- Ely? - przez myśl mu przeszło, czy nie dać dziewczynie własnej krwi, dlatego jeśli tylko zauważy, że Elyse nie chce pić syntetyka – da jej własną. Z szyi bądź ręki.
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Pią Cze 10, 2016 10:31 pm

Dziewczyna wciąż protestowała, gdy Beleth stwierdził że zostaje u niego na rękach. Na prawdę nie chciała robić z siebie balastu, mogła sama trafić do domu. Czy oni kiedyś pojmą, że nie jest już małą dziewczynką i nie lubi być tak traktowana?!
- DAM SOBIE RADĘ - rzuciła stanowczo, ale koniec końców prawie straciła przytomność. Jej oczy zrobiły się prawie czarne, ewidentnie doskwierał jej głód. Jakby nie było jest już 48 godzin na nogach (po kacu jak stąd do Jerozolimy) bez ani kropelki krwi, czy paczki tabletek imitujących krew. Chociaż to drugie nie dobrze wpływało na jej organizm. Mimo, że czerwona nie chciała zabijać, jej układ trawienny nie przyjmował sztucznej krwi. Chociaż ostatnio nie była już taka niewinna, jak we wczesnych latach życia. Mroczna natura wampira i u niej się w końcu ujawniała.
- Zdzwonimy się Gabriel - wyszeptała ledwo słyszalnie i nie protestowała już, gdy Bel znów wziął ją w ramiona i zaprowadził do samochodu. Zamknęła powieki, czując miękką poduszkę pod głową. Zaczynała zasypiać, było jej tak przyjemnie ciepło i cicho. Nie to co ten cały hasał w lunaparku oraz domu strachów. Aż ciarki przeszły jej po plecach, gdy znów przypomniała sobie to zdarzenie.
- Jak myślisz, co się tam działo? Jakieś złe wampiry się włamały? - zapytała na wpół śpiąco, na wpół... przerażona. Nie wyobraża sobie, aby miała stoczyć bitwę. Nawet jak jest szlachetnej krwi wampirem, co samo w sobie daje jej więcej siły w porównaniu do innych pijawek. I należy jej się szacunek, który niestety jest w tej erze zapomniany.
Wysiadając z auta obejrzała dom kolegi i zagwizdała. Mały, ale urokliwy. Skąd on wytrzasnął takie piękne miejsce? I skoro ma tu dom.. to zatrzymał się na dłużej?
- Beleth, myślałam że tylko na chwilę przyleciałeś. Zostaniesz na jakiś czas? - nadzieja była dobrze słyszalna w jej głosie, ale wampirzyca była już tak zmęczona, że nawet nie czuła zawstydzenia. Usiadła na łóżku i kiwnęła głową do czarnowłosego, jak wspomniał coś o krwi. Pocałunek w skroń przyjęła bez żadnych "ale", w sumie nie zrobiło to na niej wrażenia. Jak mówiłam - taka natura francuzów! Krótkie muśnięcie ust, nie jest dla nich niczym szczególnym.
Czerwone włosy otoczyły jej głowę niczym wachlarz, gdy położyła wygodnie głowę na pościeli i zerknęła na kolegę, niosącego kubek. Odebrała od niego naczynie i sama się napiła.
- Jak mogę Ci się odwdzięczyć? Jesteś taki kochany... - po opróżnieniu kubka, odstawiła go koło drugiego zapasu krwi. Na razie to co jej dał, było wystarczające - Tak mi głupio, że czujesz potrzebę opiekować się mną, bo razem się kolegowaliśmy. Możesz zadzwonić do Christiana by mnie odebrał? Nie chcę Ci już przeszkadzać.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Sob Cze 11, 2016 12:18 pm

- Nie myśl teraz o tym, Ely. Spróbuj się przespać – ostatnim co było teraz potrzebne to rozprawa na temat zdarzeń w nieszczęsnym lunaparku. To jasne, że całą winę ponosił Gabriel i jego pożal się kozaczenie. Musiał. Po prostu musiał podnieść tą łapę i tym samym rozwalić część wagonika. Stojąc na jednych jedynych światłach w okolicy, Beleth odwrócił się i spojrzał na śpiącą przyjaciółkę. Przypomniał sobie o kocu, dlatego wyciągnął ze schowka i nakrył czerwonowłosą. Dopiero po tym ruszył uświadamiając sobie, że światło się przecież zmieniło…
- To dawne mieszkanie moich krewnych. Odkupiłem je i wykończyłem po swojemu. Tutaj mam… bliżej… to znaczy… mam więcej natchnienia do malowania – uśmiechnął się do dziewczyny i poprowadził w stronę „apartamentu” z widokiem na morze.
- Wystarczy, że dojdziesz do siebie – powiedział.
I zostawisz tego gadziego dupka pod cholerę. Irytujący gość.
W myślach posyłał już gromy na Gabriela i jego… powiedzmy że niekompetencję. Odstawił kubek i napił się krwi z drugiego, zostawiając go z powrotem na szafce nocnej.
- Jesteś mi bliska. To główny powód i nie chcę nic w zamian – było mu trochę przykro, że Elyse go tak oceniła, ale nie winił jej za to. Długa rozłąka zrobiła swoje i mimo że on wciąż pamiętał i czuł iskrzące w nim uczucia, ona… nie musiała tego podzielać. Był jej przyjacielem i to miejmy nadzieję nadal pozostało niezmienne.
- Christiana? Ely, jeśli chcesz to mogę zawieść Cię do domu. Nie ma potrzeby fatygowania Twojego brata. Mam samochód… - odwiezienie wampirzycy nie sprawiało ciemnowłosemu żadnych problemów. Jeśli chciała, to czy miał sumienie żeby ją powstrzymać?
- Jak się czujesz? Może masz ochotę na kąpiel i przebranie? - cichy wampirzycy wyglądały jakby została napadnięta przez zboczeńca  i mordercę gdzieś w ciemnej. Beleth nie posiadał co prawda dużego wyboru typowo damskich ubrań, a proponowane ciuchy w większości stanowiły ubrania jego siostry pozostawione w czasie gdy spędzała tu wakacje, oraz jego własne koszule, w których Elyse wyglądałaby z pewnością bardzo seksownie.
- Nie jestem pewien czy udało się wyciągnąć wszystkie opiłki. Jeśli jest tam srebro, trzeba je wyjąć– miał już pod ręką zestaw do pierwszej pomocy, ale sama decyzja należała do Elyse. Jeśli powie, że nie chce żadnej pomocy, kąpieli czy opatrywania, a jedyną opcją jest telefon do brata, Beleth odwiezie czerwonowłosą pod wskazany adres.
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Nie Cze 12, 2016 8:47 pm

- Mimo swojego zmęczenia, nie wiem czy tak od razu zasnę - bąknęła tylko w odpowiedzi, ale zamknęła posłusznie oczy. Niestety zaraz widziała pod powiekami trupią rękę, i to jak niebezpiecznie wybuchnął wagonik powodując, że mogli zaraz spaść w dół. Wtedy wydawała się twarda, ale siedząc - a raczej leżąc - na miękkim obiciu samochodu zrozumiała, że w środku była też przerażona. Nie umiała walczyć. Ojciec przede wszystkim ćwiczył z Christianem, a Ely.. trzymał od tego złego świata z daleka. I wcale nie wyszło jej to na dobre. Szczególnie, że go w nim nie ma. A przynajmniej tak się czuje. Zacisnęła dłonie w pięści.
- Beleth, nauczysz mnie walczyć? - poprosiła cicho, gdy już zaparkował. Miała na siłę pójść spać, ale na razie się na to nie zapowiadało. Może gdyby zaczęli walczyć w końcu padłaby z wycieńczenia? Ale on sam też był zmęczony, powinien się położyć razem z nią.
- Nie wiedziałam, że masz tu krewnych - zmarszczyła niezadowolona brwi. Wtedy może by go szybciej tutaj sprowadziła? Nagle poczuła się smutna, że urwał im się kontakt, że na to pozwoliła. Może jednak był tu dłużej niżeli z początku założyła. To dlaczego jej nie znalazł? Oto dobre pytanie!
- Oj, wiem że nie chcesz nic w zamian! Ale ja bym chciała Ci coś dać. Uwielbiam sprawiać innym niespodzianki - stwierdziła z ciepłym uśmiechem i wesołymi iskierkami w tych ciemnych oczach. Na prawdę nie chciała mu sprawić przykrości! Ale Elyse, to Elyse... nigdy nie wychodzi po jej myśli. Oblizała krwiste usta, które zaczynały nabierać w końcu barw. A gardło przestało palić. Aż dziwne, że nie rzuciła się na żadnego człowieka w lunaparku. W końcu nie miała już z tym takich oporów, jak kiedyś.
- Ty powinieneś leżeć, a nie mnie odwozić. Naprawdę wyglądasz na bardziej padniętego niż ja - stanowczo poklepała miejsce koło siebie, przesuwając się nieco na łóżku by facet miał sporo miejsca. Ale nagle stwierdziła, że może śmierdzieć i wypadałoby się wykąpać, ekhem...
A właśnie! Rana! Mimo, że dalej czuła ból w okolicach klatki piersiowej, starała się o tym nie myśleć. A raczej jej umysł nie chciał o tym myśleć, tylko pójść spać i zesłać na nią koszmary.
Rozerwała do końca koszulkę, ukazując poranioną skórę oraz nieco poszarpany biustonosz. Cóż.. nie musi się przy nim krępować, nie? Jako dzieci widzieli się w strojach kąpielowych. Kij, że to było lata temu!
- Ta kąpiel to świetna myśl, a co do ran.. są za głęboko, aby pomogła tutaj telekineza, a zregenerować się mogę dopiero jak się ich pozbędę. Jakieś pomysły? - zapytała, przyglądając się cięciom, aż zerknęła na twarz kolegi w lekkim zakłopotaniu. Znowu to on musi wyjść z pomocą, a miał odpocząć! Zła z niej duszyczka, na prawdę.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Wto Cze 14, 2016 10:29 pm

- Walczyć? Masz na myśli jakiś konkretny rodzaj, Ely? - wybór możliwości był ogromny – od zwykłych bijatyk po walkę bronią. Sama kontrola mocy mogła liczyć się do walki, a umiejętnie wykorzystywana ma szansę stać się niebezpiecznym narzędziem w rękach jej użytkownika.
- Przez długi czas ja również o tym nie wiedziałem. Kiedy doszły słuchy, że sprzedają tą posiadłość, postanowiłem ją odkupić – nie, nie ze względu na to, że Elyse mieszkała w Yokohamie. Piękna rudowłosa dziewczyna nie miała nic wspólnego z decyzją mieszkaniową Beletha… no dobra, tu mnie macie. Miała i to bardzo wiele, lecz czy wypada jej o tym powiedzieć? Ciemnowłosy nie grzeszył wylewnością, a strach przed zniechęceniem Elyse był wystarczającym czynnikiem do zachowania pewnych rzeczy dla siebie. Co jeśli uzna go za jakiegoś niebezpiecznego stalkera?
- W takim razie będziesz miała jeszcze okazję. Mam zamiar tutaj trochę pomieszkać – mrugnął prawym okiem mając nadzieję, że poprawi wampirzycy humor. Od czasu niefortunnej przejażdżki kolejką, dziewczyna wyglądała na spiętą i zagubioną, jakby demony minionych zdarzeń wciąż stały gdzieś obok.
- O proszę, chcesz powiedzieć, że tak źle wyglądam? - zrobił nieco urażoną minę, po czym się roześmiał. Po krótkiej relacji Elyse strach było spojrzeć w lustro, niemniej nie czuł się źle. Zmęczenie rzeczywiście dokuczało wampirowi, ale od czasu posilenia się krwią wszystko wracało do normy. Skończyły się mroczki przed oczami i niekontrolowane krwawienie z nosa. Przesadził z mocą. Zdecydowanie, ale czego nie robi się dla miłości.
Dalsze ruchy Elyse zaskoczyły Beletha, ale nie protestował! Skądże!
- Ehm… pójdę po… po…coś do odkażania. Tak, po apteczkę pójdę -  wydukał w końcu, czując lekkie zażenowanie chwilową bezradnością. Jej ciało podobnie jak jego zmieniły lata, co oznaczało, że żadne z nich nie było już dzieckiem. Wampir wrócił niosąc ze sobą małą apteczkę, po czym wraz z nią usiadł tuż obok Ely.
- Spróbuję to wyciągnąć. Możliwe, że przez te odłamki nie chce się goić – wyobrażał sobie co czuła dziewczyna, dlatego z największą możliwą starannością chwycił za cążki z próbą wyciągnięcia ciał obcych z jej organizmu. Medyk z niego żaden, ale lepsze próby niż całkowite pozostawienie damy w potrzebie.
- Jeśli będzie bolało, powiedz – zbliżył się do zranionego miejsca i zatrzymał się z cążkami tuż przy ciele czerwonowłosej – Nie, cholera. To nie ma sensu… Przepraszam Ely, ale muszę to zrobić inaczej. Najwyżej zdzielisz mnie po wszystkim. Zasłużyłem – odłożył nieszczęsne szczypce i przyłożył usta do rany wampirzycy. Wystarczyło kilka sekund, by wypluł kawałek metalu który wyciągnął. Pierwszy, drugi, następny. Po chwili kilka odłamków leżało już obok siebie, a rana powoli mogła się zacząć zrastać.
- To… chyba tyle. Byłaś dzielna moja wojowniczko! - uśmiechnął się i zmierzwił lekko jej włosy. W ustach wciąż pozostawał słodki posmak jej krwi, który mamił i rozpalał zmysły.
- Przygotować Ci teraz kąpiel?
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Sro Cze 15, 2016 4:12 pm

- Hm, myślę że najlepiej jakbym nauczyła się walczyć przy użyciu rąk, ciała i przy pomocy mocy. Miałam styczność z bronią białą a palna to raczej żadna filozofia. Więc chodzi mi o dobry cios z pięści - mruknęła między ziewnięciami, które nachodziły ją od czasu do czasu. Ale o dziwo oczy dalej nie chciały się zamknąć, jakby bały się co się stanie gdy umysł się wyłączy.
Nie ciągnęła tematu dotyczącego zakupu. Skoro nie wiedział to wybaczone! Inaczej foch murowany, że nie przyjeżdżał tutaj w odwiedziny. Zawsze gadał, że nie czuje potrzeby opuszczenia Francji, a tu proszę. Wampiry potrafią zmieniać nawyki, jak ludzie. Co nie zawsze wiąże się z dobrym posunięciem. Ale zawsze lepsze to, niż stałe znikanie ojca i durne tłumaczenia. Znów spochmurniała, jak pomyślała o swoich problemach rodzinnych. To nic takiego, że ojciec ma matkę w dupie. Ludzie na świecie nie mają co jeść. Ale dla Elyse to był cios w serce, że Ethan w ogóle się nią nie interesował. W pewnym momencie i matką, która była na każde jego skinienie, jak wracał. Nie zamierzała dłużej tego tolerować, ale nie sądziła też aby już wrócił. W końcu dobre siedem lat go nie było. Dla niej to nie tak mało, mimo że jest pijawką. W końcu to cały okres dorastania mu uciekł!
- Nie! Wyglądasz nieziemsko! - zaoponowała, gdy śmiał stwierdzić inaczej. Oczywiście jej nagłe, gorące zapewnienie mogło dość dziwnie zabrzmieć, więc zarumieniła się i chrząknęła cicho - No wiesz, mięśnie ci "wyrosły", twarz spoważniała. A twoje oczy zawsze były piękne - gadała cicho, ale doskonale wampir ją słyszał. Bawiła się przy tym nerwowo naszyjnikiem od Gabriela, o którym do tej pory zapomniała. Przedstawiał literkę "E" w serduszku. Dalej była w szoku, że w ogóle coś od niego dostała... Beleth mógł go zobaczyć, gdy dziewczyna bez większych krępacji pozbyła się nagle bluzki. No, ale cóż.. nie ma wytatuowane na czole skąd go ma. Mogła dostać nawet od świnki morskiej, ha!
Odprowadziła zdziwionym wzrokiem czarnowłosego i spojrzała na swoje ciało. Źle wyglądała? Tak, to była pierwsza myśl czerwonej! Ona i jej.. jak to się mówi.. kompleksy! Miała ich od groma. A to, że za wysoka, a to że za gruba (chociaż nie była gruba, ale większość kobiet tak ma, no) a to coś tam. Zawsze coś, zawsze ktoś, oj tam oj tam!
Siedziała cierpliwie, gdy mocował się z jakimś narzędziem, aż w końcu zrezygnował. Zmarszczyła brwi na jego słowa. O co mu do cholery chodziło?
- Czemu miałabym cię zdzielić? - zapytała, a on szybko przytknął usta do jej ciała. Najpierw zamarła, a potem próbowała się nie śmiać, bo zaczęłaby się cała trząść. Spojrzała na wszystkie odłamki, które wyciągnął i przytknęła rękę do poranionych miejsc, aby mocą leczenia się doprowadzić do porządku. Wszystko zaczęło się od razu zrastać, niestety zostały podłużne blizny. Trochę na piersiach, trochę nad. Ale kij z tym. Ważne, że żyje!
- Jesteśmy już dorośli, nie będę cię atakować za to że mi pomogłeś. To tylko cycki - zachichotała i usiadła, czując się lepiej. Złapała jego twarz w swoje drobne dłonie. Kiedyś uważała, że miłość jest taka piękna i fajnie byłoby znaleźć swoją. Po tym jak ojciec opuścił jej załamaną matkę, zaczęła mieć odmienne zdanie na ten temat. No i po tym jak pokochała tego kretyna Gabriela. Z nim przecież nie dałoby się przeżyć nawet kilku miesięcy, a co dopiero tak długie życie, jakie mają wampiry!
Stwierdziła, że trzeba się zabawić i korzystać póki jest się młodym. Ostatnio gadała o tym z Christianem. Uważał, że trafiłaby na jakiegoś faceta który tylko chciałby się nią zabawić. I tak się czuła przy Gabie. Ale Beleth był inny. A ona w tym wieku miała swoje potrzeby i... pożądania.
- Może wykąpiemy się razem? - odpowiedziała i nim zdążył przetrawić jej słowa, to przytknęła swoje usta do jego, oplatając ramionami jego kark by jej nie uciekł.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Sob Cze 18, 2016 5:10 pm

- Myślę, że mogę pokazać Ci parę sztuczek – uśmiechnął się i tymi słowy zakończył temat odnośnie walki. Nie był specjalistą od walki i prawdę mówiąc, wolał rozwiązywać konflikty pokojowo. Nie znaczyło to jednak, że nie potrafił walczyć. Całą swoją siłę wkładał w kontrolę mocy i dalsze próby doskonalenia. W przypadku Elyse kilka małych chwytów mogłyby sprawdzić się wręcz mistrzowsko jako prezent niespodzianka dla zbłąkanego kutasa, czy pijaczka pragnącego zaczepić czerwonowłosą. A łowcy? Oni też zagrażali życiu wampirów. Tak, trzeba jej pokazać… zwłaszcza, gdy sama wyszła z taką prośbą. Jak mógłby JEJ odmówić?
Beleth był całkiem dobrym obserwatorem i w chwili gdy czuł się odpowiedzialny za Elyse, zwracał uwagę na nawet najmniejsze jej zawahania, czy zmiany nastroju. Widywał oboje jej rodziców i kto inny jak nie właśnie on znał problemy z jakim borykała się wówczas młodziutka wampirzyca. Mając kilka lat zaprzysiągł sobie rozmówienie z ojcem czerwonowłosej. Ba. Przygotował nawet specjalną pelerynę bohatera i kij mający nastraszyć złego ojca, lecz nic z tego. Ethan nie zjawił się ani tego wieczoru, ani kolejnego, a Beleth bardzo przeżył, że nie mógł pomóc Elyse.
Widząc w jej oczach zmartwienie, przez chwilę znów wróciły wspomnienia małego chłopca. Przytulił do siebie Elyse, by nadrobić stracony czas i strzec ją przed demonami przeszłości. Piekielnym miasteczkiem, kolejką, tą żmiją Gabrielem i ojcem. Obaj dziwnie do siebie pasowali, że aż ciężko uwierzyć w brak pokrewieństwa między Ethanem a młodym Kuroiashita.
- Nie tak nieziemsko jak ty – szepnął cicho i przez chwilę ich oczy się spotkały. Beleth szybko jednak powrócił do swojej „pracy”, bowiem w tym momencie nie liczyło się nic innego jak tylko zdrowie Elyse.
Wyciągał odłamki czując jak srebro z jej ran drażni mu język i część podniebienia. Obecność pięknej, prawie nagiej kobiety nie ułatwiała sprawy, dlatego poza srebrem walczył ze swoimi emocjami, aby przypadkiem za wcześnie ich nie ujawnić. Udało się.  „Tylko cycki” mogły odetchnąć i wraz z pozostałą częścią klatki piersiowej cieszyć się przyśpieszoną regeneracją.
Wspólna kąpiel?
Ciemnowłosy otworzył usta by coś powiedzieć, ale wampirzyca była szybsza. Kiedy dotknęła jego ust, odwzajemnił pocałunek i objął dziewczynę. Prawą dłonią sięgnął do kieszeni jej spodni skąd wyciągnął telefon. Sms? Poczeka. Beleth odrzucił zbędny przedmiot za łóżko, gdzie wylądował na stercie poduszek.
Wziął dziewcznę na ręce i nie przerywając pocałunków po wstaniu z łóżka skierował się w stronę łazienki. Metalowa wtyczka w wannie momentalnie opuściła się, kiedy oba kurki przekręciły się wlewając ciepłą wodę. Magia? W metalu siła!
Beleth w tym czasie podszedł z Elyse do półki znajdującej się obok umywalki i jednym zamaszystym ruchem zrzucił na bok wszelkie leżące tam przedmioty. Mydło, drobne kosmetyki, czy szczoteczka do zębów wylądowały teraz w umywalce, ustępując miejsca seksownej czerwonowłosej wampirzycy.
- Jesteś piękna, Elyse – szepnął jej do ucha i zaczął całować jej szyję.
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Nie Cze 19, 2016 3:54 pm

Fakt. Eth był podobny do Gabriela, czy raczej młody do starszego i może przez to tak bardzo spodobał się z Ely? Ciągnęło ją do bad boyów, co to mieli problemy z wyrażaniem uczuć i najlepiej uciekali od nich mając do wszystkich innych pretensje, jak coś im nie wychodziło. A to niby kobiety są niezrozumiałe!
Uśmiechnęła się ciepło na jego odpowiedź. Nie uważała się za nieziemską, jednak przyjemnie to było usłyszeć. Chociaż mógł też to mówić tylko dlatego, że jest jej przyjacielem i to normalne, że chciał jej sprawić komplement, aby poprawić samopoczucie. Zwłaszcza po tym co dzisiaj miało miejsce. Ely na prawdę przejęła się tamtą sytuacją. Martwiła się nie tyle o siebie, co o innych, którzy mogli wtedy źle skończyć.
Podczas pocałunku usłyszała dźwięk esemesa. Odsunęła się delikatnie od wampira chcąc zobaczyć kto pisze, bo nieco ją to zaskoczyło ale ten wyjął jej telefon rzucając gdzieś dalej. Uniosła zdziwiona brew, ale ich usta znów się połączyły i mężczyzna wziął ją na ręce. No cóż, telefon poczeka. Pewnie to matka lub brat. W końcu kto inny by się nią interesował? Przecież nie Gabriel! Ten to znów zapomni o niej na dobrych parę lat, jak to miał w zwyczaju.
Zachichotała przy wargach czarnowłosego, gdy bez skrupułów zrzucił swoje kosmetyki, sadzając ją wygodnie na chłodnym meblu. Objęła nogami jego pas i odchyliła do tyłu głowę, aby bez problemów mógł ją całować po szyi. To było przyjemne uczucie, zwłaszcza że nie świadczyło o wbiciu kłów aby skosztować krwi. Błądziła drobnymi dłońmi po jego plecach, aż zatrzymała je przy końcu jego koszulki. Złapała za materiał podnosząc go delikatnie do góry i jak jej na to pozwolił to ściągnęła górną odzież z jego ciała, patrząc na umięśnione ciało. Zarumieniła się lekko, a ręce jej drżały gdy opuściła bluzkę na kafelki. Spojrzała na Beletha zagryzając nerwowo wargę.
- Prawdę mówiąc.. jeszcze.. z nikim.. nie byłam tak blisko - wychrypiała wstydząc się swojego dziewictwa. W końcu wszystkie dziewczyny z klasy zmieniały facetów, jak rękawiczki nie mając skrupułów z tym, że sypiały już z dziesięcioma różnymi. Ely czuła się przez to jeszcze bardziej zacofana. I nieatrakcyjna. Kij wie czemu nigdy nikt jej nie zaprosił na randkę. Ale jako osobie o naturze romantyczki było smutno nie mogąc znaleźć sobie chłopaka z którym mogłaby za rękę pójść na spacer czy do kina, nu. No i zrobić to co teraz się zbliżało wielkimi krokami.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Pon Cze 20, 2016 9:51 pm

Nigdy nie rozumiał kobiet… Tej ich fascynacji do zimnych gości, którzy uczucia mieli tylko na papierze i pośród heroicznych opowieści naocznych świadków. Przez lata obserwował obiekty westchnień swojej przyjaciółki, gorzko żałując, że nigdy nie mógł stać się jednym z nich. Spokojny, stonowany romantyk to zupełne przeciwieństwo zimnego skurwysyna o wielkim mamucim ego. Pogodził się z tym faktem, ciesząc się każdą chwilą i szczęściem wraz z nią… po cichu licząc, że kiedyś sytuacja ulegnie radykalnej zmianie. To dzięki temu nauczył się przelewać uczucia na płótno. Operując tysiącami barw tworzył, nadając swoim dziełom cechy których brakło nie jednemu bad boyowi. Każdy obraz miał „duszę”, był niepowtarzalny, jakby wraz z farbą odręcznie odlewał serca mające nadać własną autonomię.
- Później – wymruczał jej do ucha widząc chwilową konsternacje na twarzy. Zawsze była piękna, bez względu czy się złościła, czy jej twarz rozświetlało szczęście. W duchu dziękował, że dała za wygraną i cholerny telefon nie odwracał jej uwagi. Kto to mógł być o tej porze? Beleth odrzucił od siebie wizję tego idioty Gaba, wszak o tej porze czarnowłosy dawno powinien się zabawiać już z Mikaelem.
Skupił całą swoją uwagę na Elyse, pozwalając by zdjęła z niego koszulkę. Dotyk jej delikatnych dłoni pobudzał jego zmysły, tym bardziej, że sama czerwonowłosa wyglądała na bardzo zdecydowaną. Jakże mógł jej odmówić? Po tym co przeszła? NIGDY! Kochał ją. Kochał jak nikogo innego na tym świecie, dlatego w ślad za koszulą na podłodze wylądowały resztki biustonosza czerwonowłosej. Wplótł prawą dłoń w jej włosy, delikatnie odchylając jej głowę.
- Aniele – szepnął, całując jej szyję. A z każdym pocałunkiem schodził coraz niżej, aż do piersi kobiety.
Piękne ciało… Była idealna. Wspaniała pod każdym względem. Beleth ścisnął lekko prawą pierś, a drugą muskał ustami, by za chwilę zejść jeszcze niżej. Spojrzał na Elyse, a jego oczy nabrały dzikości, jakiej nigdy wcześniej nie widziała. Może tak właśnie wygląda pożądanie?
Pośród całej euforii dostrzegł w dziewczynie nutę zawahania. Nie przerywając pieszczot dłońmi, prawie natychmiast znalazł się przy jej ustach by z misją bohatera rozwiać wszystkie targające nią wątpliwości. Nie miała powodu by się wstydzić, ten czas nie nadszedł… aż do dzisiejszej nocy.
- Ciii – złapał ustami jej ucho, mając nadzieję, że ją uspokoi. Czuła się bezpieczna w jego ramionach?
- Jakie jest Twoje życzenie, moja Pani – szepnął znów do jej ucha i w oczekiwaniu na odpowiedź zsunął z niej dolną część bielizny. Prawie przypadkiem. ;-)
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Czw Cze 23, 2016 4:06 pm

No nie przesadzajmy, że każda kobieta ma pociąg do zimnych drani! Elyse nie ma. Gabriel to wyjątek. I nie jest, aż tak zimny jak stara się pokazać. A Bel na pewno nie jest taki ciepły, jak się z pozoru wydaje. Każdy ma swoje jasne i ciemne strony, które wychodzą tylko od czasu do czasu.. w najmniej oczekiwanych momentach. Czasem nam pomagają, a czasem sprowadzają na nas klęskę.
Nic nie odpowiedziała na jego "później". Może faktycznie nie było sensu zawracać sobie głowy komórką? W końcu mało kto do niej dzwonił, albo jej odpisywał. Więc jak ten ktoś sam poczeka na odzew od strony szlachetnej to mu korona z głowy nie spadnie. Co z tego, że to najmniej oczekiwana osoba, której Ely bez zawahania by odpisała, jakby tylko wiedziała że to on! Teraz liczył się Beleth. I to co zamierzała z nim zrobić. Przecież teraz się nie wycofa! Nie ma po co się wycofywać... prawda? A przynajmniej tak sobie mówiła. Tak będzie lepiej. Bel jest o wiele lepszym facetem, niż Gabriel. Dba o nią i może mu zaufać. NIGDY jej nie skrzywdził. A Gab robił to chcąc nie chcąc, co parę minut. Bo nawet nie umiał powiedzieć do niej coś miłego! Przynajmniej do tej pory. I urwał z nią kontakt. Z Belkiem niby też miała urwany, ale to było na innych zasadach. Daleko od siebie mieszkali, byli tylko dzieciakami. Gabriel przestał się odzywać z dnia na dzień.
Zobaczyła, że bez problemu daje jej ściągnąć koszulkę. Więc on też tego chciał. Nie robił tego tylko dlatego, że było mu żal jej odmówić? Ta, Ely i jej rozumowanie. Wszędzie widziała litość! Jakoś nie mogła pojąć, aby ktoś ją pragnął w inny sposób. Aby komuś się podobała. Nawet własny ojciec nie chciał jej jako córki! Tak się czuła.
Odchyliła głowę przyjmując jego pocałunki na szyi, na które cicho zamruczała. Nie chciała być bierna, więc wodziła palcami po jego odkrytym torsie i lekko go podrapała, aby zostać czerwone ślady po jej paznokciach. Gdzieś tam w głębi chciała zostawić po sobie ślad, do końca wieczora. Że tu była, że to zrobili. Że nie było to tylko wytworem wyobraźni. Nie oponowała, gdy pozbył się resztek jej stanika. W końcu i tak prawie całą jej górną partię ciała widział. Niemniej zarumieniła się mocniej, nie będąc pewną czy mu się spodoba. Nie miała wielkiego biustu, jak większość dwudziestolatek. Ona należała do tych drobniejszych, aczkolwiek wysokich. Cóż, matka modelka to co się dziwić?
- To raczej ty jesteś aniołem.. aniołem stróżem - odpowiedziała śmiejąc się cicho. Trochę speszyły ją te słowa. Były takie.. osobiste. Nikt jej tak nie nazwał. A już na pewno nie z takim uczuciem. Pochyliła się, aby i jego szyję obsypać pocałunkami i zostawić gdzie nie gdzie ślad po czerwonej szmince lub malince, która powstała gdy się na dłużej przyssała do jego jasnej skóry. Pogłębiła pocałunek, który złożył na jej ustach i wtuliła się w niego bardziej. Oczywiście, że czuła się bezpieczna! Wszelkie wątpliwości schowały się w podświadomości na klucz. Zerknęła w jego fiołkowe oczy z łobuzerskim uśmiechem.
- Abyś przestał być taki delikatny! - pacnęła go pięścią w ramię i przysunęła swoje biodra do niego, aby jedną ręką bawić się jego włosami a drugą rozpinać spodnie. Tym razem ona go pocałowała pokazując, że nie musi się z nią obchodzić jak z jajkiem. Nie była, aż taka delikatna na jaką wyglądała. Szczególnie, gdy zaszli już tak daleko. Zeskoczyła z umywalki, aby skierować ich do wanny, gdzie jak jej się udało wrzuciła go do wody i usiadła na nim okrakiem, tracąc po drodze bieliznę którą chciał ściągnąć.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Nie Cze 26, 2016 10:58 am

+18:
 
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Sro Cze 29, 2016 3:22 pm

Spoiler:
 

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Nie Lip 03, 2016 3:12 pm

+18:
 
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Nie Lip 03, 2016 5:50 pm

Zdecydowanie żadne z nich nie zwracało uwagi na telefon. W końcu dziewczyna miała dosyć wody, która zrobiła się chłodna. Odepchnęła od siebie Beletha, aby skierować się z nim do pokoju, gdzie delikatnie położyła go na łóżku i przejęła kontrolę chcąc i jemu sprawić mnóstwo przyjemności. Pieściła językiem jego klatkę piersiową, umięśniony brzuch, ramiona i znów rozpoczęła ich "taniec". Kiedy skończyli opadła ciężko oddychając obok niego i odgarnęła wilgotne pasma włosów z czoła. Była taka wyczerpana, że wtuliła się w ciało przyjaciela i zamknęła powieki ziewając. Co by teraz się nie działo, nie miała już siły walczyć z snem.
- Kocham Cię, Beleth - powiedziała śpiąco i odpłynęła. W ogóle nie zarejestrowała tego co powiedziała. Wyszło to z jej ust zupełnie nieświadomie. I wcale nie znaczyło, to co postronna osoba mogła odebrać. Miłość do Beletha była zupełnie inna niż ta którą czują kochankowie/małżonkowie/partnerzy. To była miłość, jak do brata czy innej osoby z rodziny. Oby tylko chłopak sobie nadziei nie narobił... i oby telefon już dawno stracił połączenie, ekhem. LOVE DRAMA.
Po paru godzinach szlachetna otworzyła zaspane oczy i przetarła je wierzchem dłoni. Uniosła się do siadu, czując jak jej ciało jej obolałe, po ich nocnej zabawie i ranach, które doznała w lunaparku. Nie chcąc zbudzić Beletha wyskoczyła z łóżka i podpełzła do szafki, aby wyciągnąć jego koszulę i ubrać ją na siebie. Dalej idąc na palcach, zamknęła się w łazience aby stanąć przed  lustrem. Zsunęła kosmetyki z umywalki i odkręciła kran z zimną wodą, aby przemyć twarz. Znów spojrzała na swoje odbicie i nie poznawała siebie. Wyglądała cały czas tak samo, oprócz tego, że miała potargane włosy, zarumienione poliki i męską koszulę. Ale czuła się zupełnie inną osobą. I nie dlatego, że straciła dziewictwo zupełnie tego nie planując. Czuła się inną osobą przez to, z kim to zrobiła. Beleth był świetnym facetem. Ale.. czuła jakby zdradziła Gabriela! Czemu? Przecież nie są razem. Nawet nie są przyjaciółmi? Wkurwiona złapała pierwszy lepszy przedmiot i rzuciła nim o lustro, które na szczęście tylko się zatrzęsło. Podeszła do okna, aby wyjrzeć na plażę. To tylko pogarszało jej poczucie winy. Przecież Gabriel gdzieś w tej okolicy mieszka! Nie mogąc znieść tego ucisku w żołądku wyszła z łazienki i podreptała do łóżka, aby znaleźć telefon i wystukać sms do Christiana. Przez to, że połączenie się odebrało to nie zobaczyła, kto do niej zadzwonił. Zobaczyła tylko wiadomość i zamarła. TO ON DO NIEJ NAPISAŁ?! Wstrzymała oddech, chociaż wcale nie musiała oddychać. Szybko wyszła z wiadomości i napisała to co chciała do brata. Odłożyła telefon na półkę i poszła do kuchni, aby zaparzyć kawę dla nich. Nie miała zamiaru wyjść bez pożegnania. Ale bała się jak teraz będą wyglądały jej relacje z Belethem.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Czw Lip 07, 2016 9:00 pm

Pożądanie i wizja trzymania w ramionach kobiety swojego życia całkowicie zaćmiła trzeźwość umysłu Beletha. Podobnie jak ona, mężczyzna łapał każdą chwilę, rozkoszując się nią i bawiąc, jakby jutro miało już nie nadejść. Początkowo nie pomyślał o konsekwencjach, nie dopuszczając do siebie również powodów dla których Elyse to zrobiła. Nie po to ratował ją z tej piekielnej kolejki, nie dlatego załatwił „uroczemu” kumplowi rudej towarzystwo, żeby teraz klasycznie wykorzystać okazję. Czy po tym wszystkim będzie żałowała? Poczuje się winna? Czując jak go odpycha poczuł lekki zawód, jednak ukrył to pod pozorną maską obojętności. Miała dość. Oczywiście… zdarza się, zwłaszcza jeśli tego praktyki były dla wampirzycy kompletnie obce. Bez słowa sprzeciwu skierował się za nią i dokańczając dzieła na łóżku, przytulił ją do siebie. Nadal czuł pobudzenie i zapach krwi znajdujący się na jego języku.
- Ja Ciebie też – odpowiedział odruchowo, zastanawiając się czy przypadkiem nie był dla niej tylko opcją zapasową. Próbą ucieczki od Gabriela i chwilową odskocznią. Jeszcze przez chwilę obserwował ją jak zasypia, a kiedy oddech wampirzycy się wyrównał, Beleth ucałował ją w czoło i naciągnął koc na jej nagie ramiona.
Dopiero odgłos rzucanego przedmiotu sprawił, że otworzył powieki. Natychmiast wstał, dotykając miejsca odruchowo miejsca gdzie niedawno leżała jego przyjaciółka.
- Ely? - mruknął pod nosem. Po chwili jednak wstał i naciągając na siebie spodnie, on również skierował się do kuchni. Słysząc dźwięk, miał już pewność, że Elyse nie opuściła jego domu, co potwierdziło się, gdy wampirzyca do niego dołączyła.
- Jak spałaś? - usiadł przy stole przyglądając się jak parzy kawę. Zawsze zaczynała tak dzień? Nie od krwi, ale od kawy? Uśmiechnął się, widząc jak uroczo wygląda w przydługiej koszuli i krzątająca się po jego kuchni.
- Mam coś dla Ciebie. Poczekaj – jego twarz nabrała tajemniczego, prawie konspiracyjnego wyrazu. Było w nim coś chłopięcego i pomimo zwykle dość zamkniętej postawy, teraz wyglądał zupełnie inaczej. Podszedł do Elyse i wręczył jej malowaną samodzielnie kopertę z zaproszeniem na wernisaż. Obiecał jej to jeszcze w lunaparku, a obietnic kobiecie zawsze wypadało dotrzymać. Pominął oczywiście fakt, że z radością zobaczy ją w tym wielkim dla siebie dniu.
- Jest coś jeszcze. Zrobiłem ją dla Ciebie jakiś czas temu – uśmiechnął się i zapiął na jej lewej dłoni bransoletkęChciałem żebyś miała coś… co będzie Ci o mnie przypominało, kiedy nie będę mógł być wystarczająco blisko – spojrzał na nią, a w jego oczach pojawiły się na chwilę łobuzerskie ogniki – Mam nadzieję, że Ci się podoba, bo zmuszenie tego wrednego metalu do posłuszeństwa sprawiło, że w mgnieniu oka poznałem całą podwórkową gwarę. Sąsiedzi słuchający mojego słowotwórstwa również – puścił do niej oczko i liczył po cichu, że za chwile nie wyleci z tej kuchni razem ze swoją nieszczęsną bransoletką. xD
- Co powiesz na śniadanie? - założył zbłąkany kosmyk za jej ucho próbując zręcznie zmienić temat. Tak!
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Pią Lip 08, 2016 9:07 pm

Trudno powiedzieć ile czasu minęło od jego wizyty w domu matki. Dość, że po tamtym spotkaniu chodził nieswój przez jakieś dwa dni. Dziwne to było w przypadku Christiana, że pomyłka matki jakkolwiek na niego wpłynęła. Był przecież wychowywany na totalny głaz, którego nic nie ruszy. A jednak - posiadał w sobie jakieś strzępki uczuć, wow, respect i te sprawy.
Tak czy siak, któregoś pięknego razu napisała do niego siostra. Był akurat w trakcie posiłku, dlatego nim odczytał smsa, wyssał krew z ofiary do cna, a następnie schludnie pozbył się niepotrzebnego mu już ścierwa. Starł wierzchem dłoni resztki ludzkiej krwi, tą następnie oblizał (bo co się ma marnować) i sięgnął w końcu po telefon, odchodząc z miejsca zdarzenia, jak gdyby nigdy nic. Zmarszczył brwi, widząc treść smsa. Jasny gwint, od przyjazdów po kochaną córunię był Ethan, a nie on! Cała ta sytuacja zaczynała go irytować. Nie, żeby miał jakieś pretensje do Elyse, że chce mieć oparcie w bracie... Bardziej chodziło o to, że jemu samemu tatusiowanie młodszej siostry nie odpowiadało. Czy Vivien i Ethan naprawdę mieli młodą tak bardzo gdzieś, że nie mogła się do nich zwrócić o jakąkolwiek pomoc? Co za utrapienie...
W nie najlepszym więc humorze, wsiadł do swojego Ferrari, włączył w telefonie GPSa i pojechał, gdzie go Hołowczyc (tudzież inna Ivona) poprowadził. Stanął na parkingu, wyglądając przez okno samochodu sceptycznie. A co jego kochana siostrunia wyprawiała SAMA w TAKIM domu? Miał totalnie złe przeczucia. Wysiadł jednak z pojazdu, zamknął go i skierował się ku drzwiom wejściowym. Przystanął jednak. Wyczuwał dobrze, nawet BARDZO dobrze mu znany zapach, silnie pomieszany z zapachem jego siostry... Ściągnął brwi i widocznie już podkurwiony zadzwonił do drzwi czy tam domofonu. Spokojnie, Christian, przecież może ci się tylko wydawać, że wyczuwasz zapach swojego dobrego ziomka z Francji w towarzystwie swojej CNOTLIWEJ siostry, w jakimś domu, o porze pozostawiającej wiele do życzenia, prawda? Przypadki przecież się zdarzają. A może Ely złamała nogę i Beleth postanowił ZABAWIĆ SIĘ W LEKARZA i zaproponował Elyse grę w udawanie i w ten sposób dom stał się profesjonalnym szpitalem? NO KURNA, DOBRY ZIOMEK BELETH ZAWSZE POMOŻE W POTRZEBIE.

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Czw Lip 14, 2016 4:54 pm

No i masz babo placek. Nie chciałaś ciągnąć Beletha, po wszystkim co dla Ciebie zrobił, więc poprosiłaś brata. Który powinien SKAKAĆ Z RADOŚCI, że ma więcej okazji do spędzenia czasu z UKOCHANĄ siostrą, skoro tak mało się widują! Ale nie, ten musi mieć z tym jakiś problem. Jak Ely miała niby ściągnąć po nią ojca, skoro nie wiedziała że ten wrócił i jakby nic macał się z jej matką? Jak tam wróci to chyba zawału dostanie. Tak, to będzie pierwszy taki przypadek na świecie - wampir dostanie zawału. Zostaną sławni i te sprawy. Nic tylko się cieszyć. Ale to byłoby zbyt proste, bo kto potem ochrzaniłby Etha za to, że wyjechał w pizdu i wolał mieć romans z papierkami, niżeli dobrą dupą żony? Jak jeszcze przyczepi się do tego co się stało z dupą Ely, to młódka wytknie mu, że to jego wina. Ma kompleks dupka, bo tatusiu i choi! Zwalmy wszystko na niego, na kogoś trzeba [XD]
- Tu jestem! - krzyknęła wampirzyca, słysząc że i Beleth się obudził. Już czuła jak żołądek robi jej fikołka i mocno się zaciska, jakby chciał jej eksplodować od środka. Co zrobi Bel, co zrobi Bel, co zrobi Bel... ciągle te same myśli w głowie. Jak już przestała myśleć na chwilę o Gabrielu. Co ona myślała? Beleth był wspaniały, nie powinna zmuszać go do wyładowania swojej bezsilności. Jeszcze w tak głupi sposób. Chyba jednak nie była tak odpowiedzialna, jaka starała się być, aby nie dokładać problemów matce. Więc, jak tylko szlachetny wszedł do kuchni odwróciła się do niego z przylepionym szerokim uśmiechem. I nalała do dużych kubków kawę dla niego, jak i siebie. Tak, właśnie tak zaczynała dzień. Tylko z mniejszym poczuciem winy. Czy to wobec Belka, czy Gabriela. Kiedy zrobiła się taką kretynką, która myśli najpierw o sobie potem o innych? Chociaż czemu Gab miałby cierpieć przez to, co zrobiła? Zdecydowanie baby za dużo myślą, ekhem.
- Jak niemowlę, dziękuję. Mam nadzieję, że nie kopałam Cię w nocy - zażartowała, czując jak stres znika. Było, jak zawsze. Bez żadnych peszących spojrzeń, czy gadek. Jakby wciąż ich przyjaźń trwała, a wczorajsze zdarzenie w żaden sposób nie wpłynęło na nich. Przynajmniej teraz...
Zdziwiła się, jak malarz powiedział, że ma coś dla niej. Ona nic dla niego nie miała, kurde! Usiadła na krześle przy stole i złapała w blade palce rączkę od kubka, aby wziąć łyka kawy. Od razu senność, zaczęła znikać. Kawa to jednak magiczny napój, srsly. W każdym razie - kiedy dał jej kopertę z zaproszeniem, walnęła się w czoło. No, tak! A co ty sobie wyobrażałaś koleżanko? Gwiazdę z nieba? Chyba do końca zaczęła świrować.
- Na pewno przyjdę! Jaki jest temat twoich prac? - zagaiła, gdy dostrzegła, że ten wyciąga coś jeszcze i zapina niespodziewanie na jej dłoni. Przyjrzała się zaskoczona bransoletce i dotknęła palcem małych bursztynów. Nigdy nie miała bursztynu, zdecydowanie przyda jej się taki klejnot do kolekcji. I co on mówił? Sam ją zrobił? Dziewczyna poczuła, jak jej serce mięknie i uniosła się  na krześle, aby złożyć mu pocałunek na ustach. Po tym co się zdarzyło w nocy nie było sensu, zgrywać się i bawić w buziaki w policzek. Znów spojrzała na prezent czując, że jest to jedna z lepszych rzeczy jaką kiedykolwiek dostała. Bo każdy może iść kupić błyskotkę w jubilerskim. A sama zrobiona... to coś z głębi serca!
Kiedy zapytał ją o śniadanie, Christian akurat zadzwonił do drzwi. Zeskoczyła ze stołka dopijając kawę i odstawiła ją w zlewie, albo zmywarce. Zależności czy wampir takową miał, ale pewnie tak. KTO BOGATYM ZABRONI?
- To Christian - mruknęła głupio, bo kolega pewnie wyczuł zapach brata. Ba, był pewnie mega zdziwiony tym, jak ten się tu znalazł. No cóż - Napisałam esemesa do niego, aby mnie odebrał byś już nie musiał się kłopoczyć w odwożeniu mnie. Ale chętnie coś zjem. Powinniście nadrobić stracone lata, w końcu i wy się kumplujecie - szturchnęła kolegę w ramię i skierowała się do drzwi zatrzymując gwałtownie. Spojrzała na swoje ubranie. Miała na sobie tylko koszulkę wampira. To chyba głupi pomysł, tak otwierać drzwi? A co tam, to tylko Chrisu! Chyba...
- Cześć brat, patrz kto się tu przeprowadził na jakiś czas! - zaklaskała wesoło i zaprosiła go gestem dłoni do środka. No, teraz wygląda porządnie! Pomijając poczochrane włosy, ale często takie miała. Już były za długie. Może je zetnie?

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Sob Lip 30, 2016 10:14 pm

Zdarzenie z minionej nocy nie obyło się bez echa w umyśle Beletha. Dla niego Elyse nie była pierwszą lepszą, na której odreagował, bo po prostu mógł. Była kimś więcej, lecz i bez dodatkowych zapewnień z pewnością o tym wiedziała. Mężczyzna nie należał jednak do grona furiatów, a osób raczej wyjątkowo cierpliwych. Nie widział sensu w wspominaniu na siłę i próbach wymuszenia jakichkolwiek deklaracji. Przyjdzie czas, że Elyse podejmie decyzję, a niezależnie od tego zawsze niezmiennie będzie jej przyjacielem. Friendzone zawsze spoko, tak.
- Nie, skądże znowu! - uśmiechnął się i usiadł ze swoim kubkiem kawy. Upił łyk, kiedy wampirzyca zapytała o temat wystawy. Myśl Beleth, myśl! Co powiedzieć, jak ją zachęcić żeby przyszła i zobaczyła to na własne oczy? Nigdy nie był mistrzem gadki, a teraz wszystko przychodziło mu jeszcze trudniej niż założył.
- Przyjdź, a się dowiesz – pstryknął ją delikatnie w nos, dokładnie tak jak robił to jeszcze kilkanaście lat temu. Wystawa dotyczyła jego wspomnień, a także innych rzeczy z którymi Beleth był po części związany. Słysząc dzwonek do drzwi, automatycznie spojrzał w kierunku gdzie swój wzrok skierowała również Elyse.
Brat? Świetnie! Właśnie tego teraz potrzebowali. Zwłaszcza w momencie gdzie strój wampirzycy aż się prosił o stosowny komentarz.
- Powiedziałem, że Cię odwiozę. Nie musiałaś fatygować Chrisa – westchnął, próbując ukryć złość i rozczarowanie. Nie ufała mu, że zadzwoniła po brata? Nie mając innego wyjścia, wstał i dołączył do Elyse, otwierając szerzej drzwi.
- Kopę lat, stary Druhu. Wejdź. Napijesz się z nami? Krew? Kawa? Coś mocniejszego? - nie chciał w żadnym wypadku bić się z Chrisem, ale podświadomie czuł, że awantura jest tutaj tylko kwestią czasu. W końcu razem z Elyse balansowali na dość cienkiej linii.

Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Pon Sie 22, 2016 11:38 am

Był cierpliwy. Był tak cholernie cierpliwy, że zaczął strzelać kostkami u rąk, gapiąc się wyczekująco w drewno frontowych drzwi. Podejrzewał jaki widok zastanie po ich otwarciu. Niby nie powinno go to nic obchodzić, jednak wewnętrznie aż się w nim gotowało ze złości. Dlaczego? Przecież to jej życie; to ona decyduje z kim się puścić, a komu tylko dać się przelizać. Przecież od zdroworozsądkowego myślenia miała rozum, prawda? No okej, czasami (czyli często) wątpił w jego istnienie w przypadku Elyse, ale UMÓWMY SIĘ, że go miała. Tak jest.
Mimo to, nadal nie wyjaśniło się, po cholerę denerwował się takimi drobnostkami, które na dodatek jego samego nie dotyczyły. Cóż, może dlatego, że to na niego spadł obowiązek tatusiowania młodej. Jej rodzice widocznie mieli ją w dupie i nie potrafili przygotować do tego nastoletniego życia, pełnego pokus, kiedy robiło się w pierdyliard głupot. Byli nieodpowiedzialni, oboje. Po pełnoprawnym przejęciu obowiązków głowy rodu, nie miał zamiaru dopiero wtedy naprostowywać siostry, która niejako miała mu pomagać. Lepiej było zapobiegać już teraz. Użeranie się z dorosłą babą było jeszcze gorsze niż z nastoletnim smarkiem, którym teraz była. Pewnie dlatego denerwowały go wybryki siostry, których po prawdzie, nie rozumiał. Różnice w wychowaniu się kłaniają.
Gdy więc drzwi się otworzyły, zawiesił wzrok na siostrze, lustrując ją od stóp do głów lodowatym spojrzeniem. Nie odpowiedział jej, tak samo jak Belethowi, któremu również się przyjrzał, gdy dołączył w progu do wampirzycy. Strzelił głośno kostką po raz ostatni.
- Elyse, do samochodu. - rzucił dobitnie grobowym głosem, obrzucając ją karcącym spojrzeniem. - A jeśli tobie, stary druhu, nie zniknie z gęby ten zadowolony uśmieszek i ton wesołego gawędziarza, przysięgam, że rozwalę łeb. - wbił szkarłatne tęczówki w wampira, a każde jego słowo było niczym zimny sztylet przy zupełnie nieruchomej mimice. Trochę creepy, tym bardziej kiedy spostrzegło się, że cień pod jego stopami sczerniał i nieznacznie się wydłużył. Oho, Christian się wkurwiał i był to BARDZO zły omen. Wystarczył tylko jeden bodziec więcej, aby całkowicie go poniosło.

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Pon Sie 22, 2016 7:30 pm

Niestety Belethowi nie udało się ukryć złości na wieść, że młoda zadzwoniła do brata. Spojrzała na niego przestraszona. Nie chciała mu sprawić przykrości, a co dopiero go zezłościć! Złapała go od razu za dłoń.
- Rozumiem, jednak nie chcę Cię już nigdzie ciągać. Musisz odpocząć przed wystawą - powiedziała wolno i spokojnie, mając nadzieję że nie będzie długo trzymał urazy. Na prawdę nie widziała nic złego w tym, że sprowadziła tu Chrisa. Musiała wrócić do domu z kimś, z kim wszystko wydaje się stanąć w miejscu. Bądź, co bądź - miała teraz parę spraw do przemyślenia. A Bel był tak samo wykończony, jak ona po wesołym miasteczku i... opatrzeniu rany, tak.
W każdym razie, jak się drzwi otworzyły mina Christiana wydawała się jeszcze bardziej zła niż przed chwilą przyjaciela. Ely spojrzała na Bela i znów na brata. Czyżby przeszkadzało mu to, że dziewczyna jest jedynie w koszuli kolegi? Ma już dwadzieścia lat, może chodzić w czym chce i gdzie chce. Po za tym, to nie musi wcale znaczyć że z nim spała! Mogła mieć wypadek i jej ciuchy mogły zostać podarte. Powinny mu to mówić blizny siostry, które było widać przez to, że pierwszy guzik koszulki miała rozpięty.
- Christian... - powiedziała, wyciągając do przodu ręce i kładąc je na jego torsie - Co ty odwalasz? - wypaliła, zerkając na Beletha, który nie zasłużył na taki gniew ze strony czarnowłosego wampira. Wiedziała jednak, że takiej furii prędko nie zgasi w swoim bracie, więc zaczęła go pchać do samochodu. Całą siłą, jaką miała w swoim drobnym ciele. Pomagała sobie jeszcze telekinezą, otwierając drzwi i zatrzaskując w środku wozu brata.
- Odezwę się - krzyknęła do fioletowookiego i szybko obeszła samochód, aby zasiąść za kierownicą i pierwszy raz poprowadzić jego furę! Ale czy mówiłam, że ona prawka nie ma? Pierre uczył ją prowadzić, ale młódka jeszcze nie miała okazji wybrać się na naukę jazdy. Po co, skoro zawsze podróżowała komunikacją miejską lub z matką samochodem?
Komu w drogę temu pięty się palą - wyruszyła z piskiem opon i zniknęła z oczu Beletha, mając nadzieję że Chris jeszcze bardziej się nie wkurwi~


z tematu x2

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Czw Kwi 27, 2017 3:19 pm

Kiedy tylko wyszła od Gabriela, nałożyła kapelusz na głowę i skierowała się wzdłuż domów przy plaży. Ciemne chmury, które zbierały się na niego od dłuższego czasu, uwolniły w końcu deszcz a w tle słychać było grzmoty. Ely, zupełnie jak jej matka, bała się burzy. Kiedy jeszcze była w brzuchu matki, piorun trafił w jej ojca przez co wpadł w szał i omal nie zabił jej i Vivien. Kobiecie został na psychice uraz, który przeszedł później na córkę.
Przyspieszyła kroku, ale i tak deszcz ją sięgnął i już po paru minutach była mokra jak kura!
Cudownie, tylko tego brakowało abym pukała do jego drzwi, wyglądając jak upiór.
Nie dość, że chuda i długa (jak to modelka) to jeszcze w czerni, przylegającej do ciała przez ściekającą zewsząd wodę. A mogła wziąć parasol! Ale kto by się spodziewał, że się tu znajdzie. Co prawda do dzielnicy portowej i tak planowała zawitać, ale kilka dni później. Mieszkał tu jej przyjaciel, z którym chciała poważnie porozmawiać. Ale powrót pamięci sporo skomplikował....
Stanęła koło białego domu, widząc że w środku pali się światło. Super, więc jest w domu! Podeszła prędko na ganek i zadzwoniła do drzwi czekając, aż jej otworzy i ściągając ten nędzny kapelusz, wyciskając z niego wodę. Mógł zobaczyć, jak ścięła sobie włosy. Ciekawe, czy też stwierdzi że w długich jej lepiej, jak ten gad. W sumie ciekawe jak zareaguje na samo jej pojawienie się. Jeździła na jego wystawy i regularnie do niego pisała, ale często były to krótkie rozmowy. Nie dziwiła się wcale, że postanowił się odsunąć. Zachowała się jak gówniarz, którym tak de facto dalej była. Ale na szczęście mniej głupim! Tylko czy on jej wybaczy?

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Sob Kwi 29, 2017 11:57 am

~Beleth

Deszcz uderzał o szyby wygrywając głośną melodię. Nie przeszkadzało mu to. Prawdę mówiąc Beleth lubił nostalgiczną pogodę, bo właśnie wtedy mógł w pełni skupić się na swojej prace. Myśli wypełniały dziesiątki barw, jakie później sprawnym ruchem przenosił na płótno. Dźwięki dochodzące z dworu uspokajały go i choć raczej nie zdecydowałaby się na taniec w deszczu, lubił taką pogodę. Kiedy pod drzwiami zjawił się gość, Beleth spojrzał na modelkę, która rozłożona na sofie właśnie pozowała mu do aktu.
Ki diabeł?
Nie spodziewał się gości, a jego wampirze zmysły nie były w stanie wychwycić zapachu zagłuszonego przez ścianę deszczu. Może zbłąkany wędrowiec, albo kolejna modelka? Nie, miała się pojawić dopiero jutro… Ale jeśli pomyliła terminy? To się zdarzało, lecz szczerze współczuł osobie, która wybrała się na wycieczkę w trakcie takiej pogody.
- Sprawdzę kto to. Odpocznij chwilę.- uśmiechnął się do ślicznej blondynki, która natychmiast odwzajemniła uśmiech. Dziewczyna miała długie złote włosy i duże zielone oczy okryte zasłoną długich rzęs. Mleczna skóra nie nosiła żadnej skazy. Wyglądała jak muza. Idealna w każdym calu i obdarzona naprawdę pięknymi kształtami. W końcu to akt, więc była całkiem naga.
Beleth zostawił na wpół niedokończony obraz i podszedł do drzwi, które po nie z pełna kilku sekund później otworzył. Mężczyzna miał na sobie jedynie ciemne jeansy, a na jego ciele widniały ślady zabrudzeń farbą. Trochę na twarzy, gdzie zapewne potarł się dłonią. Na rękach, trochę na klatce piersiowej. Wyglądał jak prawdziwy artysta – malarz, który sam mógł z powodzeniem uchodzić za idealnego modela.
- Elyse? - nie krył zaskoczenia na widok wampirzycy. Już dawno zdecydowała się odejść, a on? No cóż, już dawno pogodził się z wyborami dziewczyny. Czasem zainteresował się sprawą, podpytał. To wszystko. Od pewnego czasu całkowicie zapomniał o emocjach jakie wzbudzała w nim czerwonowłosa piękność. Ale tego właśnie chciała.
- Wejdź proszę. - nie pytał o powód jej nagłej wizyty i bez zawahania wpuścił ją do środka. Może kiedyś rzuciłby się jak rycerz w srebrnej zbroi i wyraził więcej emocji. Lecz dziś… była po prostu dawną przyjaciółką.
- Idź do salonu, za chwilę znajdę dla Ciebie coś do przebrania. - zamknął za nią drzwi i wskazał pokój w którym również znajdowała się modelka. W tym czasie poszedł do sypialni, gdzie odszukał rzeczy dziewczyny które kiedyś u niego zostawiła – aktualnie wyprane i czekające na odbiór.
- Proszę. Poznałyście się? Elyse, Blanca. Blanca, Elyse. - powiedział beznamiętnie i przykrył płótno. - Trochę już pracujemy. Dokończymy jutro, dobrze? - zwrócił się do jasnowłosej wampirzycy, która z uśmiechem na ustach zarzuciła na siebie szlafrok.
- Nie ma sprawy. I tak mam coś do załatwienia na mieście. - mrugnęła do mężczyzny i skierowała się w stronę sypialni, skąd wyszła już przebrana.
- W takim razie do jutra, ach i miło było Cię poznać. - ucałowała Beletha na pożegnanie (w policzek) i uprzejmie zwróciła się również do Elyse. Po tych słowach wzięła parasolkę i wyszła zamykając za sobą drzwi.
- Możesz się przebrać w łazience. Masz ochotę na coś do picia? A może chcesz żebym odwiózł Cię do domu? - brał pod uwagę fakt, ze Elyse po prostu zastał deszcz gdy przypadkiem znalazła się w okolicy plaży. Czekając na odpowiedź, Beleth namoczył pędzle i zaczął sprzątać przybory.

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Sob Kwi 29, 2017 12:21 pm

Na szczęście wampirzyca nie musiała czekać długo. Jak tylko zadzwoniła do drzwi, Beleth zostawił łaskawie piękną, roznegliżowaną babę i poszedł jej otworzyć drzwi. Akurat stała męcząc się z kapeluszem, który przemókł do suchej nitki. Przez to jej krótkie włosy, przylegały do głowy jakby była łysa!
Uniosła wzrok na mężczyznę, gdy na ganek padło światło i rozdziawiła usta. Nie spodziewała się go w samych spodniach, to też jej wzrok padł na jego gołą klatę, seksownie umazaną farbą. Przełknęła ślinę. CZY LOS SOBIE Z NIEJ KPIŁ? Przed chwilą została napalona do granic możliwości i zostawiona samej sobie, a teraz widzi innego pięknego mężczyznę w połowie rozebranego? Chrząknęła przenosząc wzrok na jego twarz, a jej policzki zrobił się zaróżowione, dzięki wypitej wcześniej krwi od Gaba. Tak! Jest Gabriel! Ogarnij się kobieto.
- Cześć - wydusiła w końcu - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam - rzuciła wchodząc do środka i ściągnęła szpilki, robiąc się chociaż trochę niższa. Nie przepadała za swoim wysokim wzrostem, przewyższała większość mężczyzn. Dobrze, że chociaż Gab i Beleth wciąż byli od niej wyżsi. Nie czuła się wtedy tak męsko. Ale jak to modelka, oprócz chudego ciała (i prawie braku cycków) musiała też być wysoka. Inaczej nie dostałaby się do branży.
- Nie trzeba - machnęła ręką, gdy wspomniał o zmianie ciuchów i skierowała się do pomieszczenia, które wskazał.
Stanęła, jak wryta w ziemię. Oczy wyszły jej z orbit, gdy zobaczyła seksowną kobietę i to zupełnie nagą na kanapie. Patrzyła tak pięć minut, aż podskoczyła odwracając się plecami do niej. Jeszcze wyjdzie na lesbijkę czy coś, ale teraz była w jeszcze większym szoku niż przed chwilą. CO ONA TU DO LICHA ROBIŁA? CO ONI RAZEM TU ROBILI?
Zauważyła barek z szklaną szybą, za którymi stała masa butelek z różnej maści trunkami. Wiedziała, że Bel nie pije, więc musiał to trzymać dla gości. Idealnie! Sięgała właśnie jakiś rum, gdy wszedł Beleth podając tej jędzy uroczej kobiecie, szlafroczek!
To jeszcze takie rzeczy trzyma u niego? Po co skoro i tak chodzi roznegliżowana!
Otworzyła butelkę i od razu napiła się ogromnego łyka, czując jak alkohol pali jej przełyk.
- Ehe - mruknęła odbierając ciuchy i odłożyła je na szafce przy której stała, nie zerkając nawet na blondynkę która wyszła, w końcu odziana w ciuchy. Machnęła jej na pożegnanie jedynie, znów przenosząc wzrok na Beletha.
- Nie chciałam przeszkadzać - rzuciła siląc się na neutralny ton, ale w środku aż się gotowała. Nie wiedziała czemu tak się o to złości. W końcu powinna chcieć szczęścia swojego przyjaciela, prawda? Prawda. ALE BYŁA WŚCIEKŁA! Wciąż trzymając butelkę podeszła do sofy, aby usiąść ale stanęła tylko przy niej zastanawiając się czy ta wywłoka nie przeniosła na nią syfilisu, czy innej choroby wenerycznej. W końcu dotykała ją całkiem nago!
- Poczęstowałam się rumem, mam nadzieję że to nie problem - znów pociągnęła łyka z butelki i usiadła koniec końców na oparciu kanapy. Tak będzie bezpieczniej  - Jeśli chcesz, abym wyszła, mów śmiało - uniosła brwi, gdy zaproponował jej podwózkę. Chyba była nie mile widzianym gościem. W sumie nie ma co się dziwić. Odstawiła szklane naczynie na szafkę koło wersalki i założyła nogę na nogę. Wciąż tkwiąc w mokrym ubraniu.
- Chciałam Cię po prostu odwiedzić, skoro przyleciałam do Japonii. Sprzedaję rodzinną posiadłość - starała się utrzymać kontakt wzrokowy, ale korciło ją zerknąć na tą klatę jeszcze raz. Zamknęła oczy, próbując uporządkować burdel w głowie. OGARNIJ SIE KOBIETO!

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Dom Beletha   Sob Kwi 29, 2017 12:59 pm

Beleth był dużym chłopcem, dlatego po wielu próbach i błędach, również i on zaakceptował wyroki szarej rzeczywistości. Nikt nie chciał być „tym drugim”. Nie zależało mu również na krzywdzie przyjaciółki, dlatego uznał jej wybory bez żadnych sprzeciwów. Wciąż pamiętał wizytę w domu Elyse, oraz co za tym idzie spotkanie z jej matką. Wizyta nie skończyła się tak, by on – mężczyzna z dobrego domu mógł uznać jako zadowalającą. Mimo upływu czasu odczuwał coś w rodzaju niedosytu i miał wrażenie, że jego obecność nie była do końca mile widziana. Może dlatego, że nigdy nie był tym którego wybrała wampirzyca? Mniejsza o to. Już nie uciekał w pracę i przestał nałogowo malować wciąż te same obrazy. Jego natchnienie, muzy nie ograniczały się już tylko do dziewczyny o czerwonych włosach. W końcu, po wielu latach otworzył oczy i nie dusił się w okowach beznadziejnej, nieodwzajemnionej miłości.
Oczywiście Elyse nadal była bliską osobą, ale ten żar… ogień młodości ustąpił miejsca czemuś, czego nie potrafił jednoznacznie zdefiniować.
- Nie, nie przeszkadzasz. - odpowiedział dość lapidarnie. Nie miał przecież nic do ukrycia. Elyse nie przerywała mu przecież randki, ani pasjonującego stosunku z piękną, ponętną blondynką. Kiedy wrócił z rzeczami, wampirzyca zajęta już była alkoholem. Chciała się rozgrzać? Mogła poprosić, a nie chwytać za pierwszą lepszą butelkę. Sam Beleth nie był zwolennikiem picia, ale przez wzgląd na gościnność zawsze miał w domu jakieś trunki.
Pożegnał się z blondyną jak gdyby nigdy nic i gdy ta zamknęła za sobą drzwi, Beleth z powrotem wrócił wzrokiem do Elyse.
- Gdybym nie mógł Cię wpuścić, wiedziałabyś o tym. - nie czuł potrzeby tłumaczenia się przed wampirzycą. Coś mu podpowiadało, że Elyse jest zła przez sytuację której była świadkiem. Ale dlaczego? Czy naprawdę uważała, że Beleth przez całe życie będzie sam? Gotowy na każde skinienie palca, bezbronny w swoich murach miłości i nieszczęśliwy? Uśmiechnął się na samą myśl swojej wcześniejszej naiwności. Był za dobry. Ufał za mocno i wierzył, że nawet świat można odmienić nadając mu inne barwy. Teraz był realistą, co tylko napędzało go do podjęcia niektórych działań.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Masz dość słabą głowę, Ely. - użeranie się z pijaną wampirzycą przekraczało aktualne możliwości Beletha. Bez pytania podszedł i wyrwał dziewczynie butelkę.
- Oboje wiemy, że nie pijesz dla przyjemności. Co się stało? - odłożył rum na swoje miejsce. Mógł zaproponować jej dziesiątki innych napojów nie zawierających alkoholu. Jeśli chciała się ogrzać zawsze może poczęstować dziewczynę krwią, bądź zaoferować jakiś ciepły koc. Możliwości było wiele.
- Dobrze. Powiem, ale teraz przebierz się w coś suchego. - ponaglił, mając nadzieję że dziewczyna usłucha jego prośby. Nie chciał mieć wyrzutów sumienia jeśli ta się zaziębi, a potem jakimś cudem sobie ubzdura że to jego wina. Nie miał ochoty enty tysięczny raz tłumaczyć jej że przecież nie przeszkadza i zawsze jest mile widziana w jego domu.
- Miło z Twojej strony. - że sobie w końcu przypomniałaś – Co u Ciebie? - zapytał uprzejmie, patrząc na nią swoim przeszywającym wzrokiem. Nawet nie drgnął spoglądając tylko i wyłącznie na jej twarz. Wszak była mokra, toteż i ubranie pokazywało więcej niżeli życzyłaby sobie tego wamporzyca.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Dom Beletha
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA PORTOWA (WSCHÓD) :: PLAŻA-
Skocz do: