IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ostatni dom po lewej.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 550


PisanieTemat: Ostatni dom po lewej.   Sob Cze 11, 2016 7:25 pm

Dzień był niezwykle ciężki, właśnie, dzień! Bo rozpoczął się już o godzinie piątej, a właśnie wtedy wampirzyca powinna szykować się do odpoczynku. Poranna toaleta, dobór ubioru, makijaż, włosy i podróż do pracy, naturalnie w korkach. Dziś wyjątkowo na godzinę siódmą. Dlaczego tak wcześnie? Konieczność przepchnięcia artykułu o niepoczytalności burmistrza okazała się o wiele trudniejsza niż Nadia mogła przypuszczać. Potrzebna była długa rozmowa z naczelną poparta długą listą argumentów. Kiedy zdrowa rywalizacja i czyste zagrywki zawodzą niezbędne okazują się inne atuty, o których większość społeczeństwa nie ma nawet pojęcia.  Wystarczył zwykły uścisk dłoni i dosłowne wmówienie bezbronnej kobiecie,  że takie wyjaśnienia należą się czytelnikom. Ba! Okazało się nawet, że artykuł znajdzie swoje miejsce na pierwszej stronie pisma. Co jednak nie zmienia faktu iż szlachetna musiała się sporo naprodukować, a to dopiero przedpołudnie.  Później było już tylko gorzej. Ktoś zaciągnął ją na obiad, Leo zagadał się o swojej nowej lasce nie robiąc sobie nic z braku zainteresowania reszty towarzystwa. Jakby tego było mało po 14 wypadło obowiązkowe szkolenie. Istna tortura-właśnie tak należało określić zamkniecie wampira w jednym, dusznym pomieszczeniu z bandą „żywych”. Kompletne nieporozumienie, ostatni raz. Tłumaczyła sobie kobieta szepcząc pod nosem. Na dobitkę grupa jednogłośnie zechciała uczcić odejście starej jędzy z kadr. I tym oto sposobem jednego dnia Nadia zaliczyła rozmowę z przełożoną, obiad z Leo, szkolenie i dwa drinki w barze. W końcu udało jej się wyrwać, litości!
Po przyjeździe do domu i bardzo długim prysznicu przyszedł czas na czarną, niczym noc, kawę. Nim doszła do siebie zapadł zmrok. Nie, to nie był jeszcze czas na sen. Wręcz przeciwnie, to czas na pracę. Z laptopem pod pachą i kubkiem kawy w drugiej ręce szukała miejsca dla siebie. Niecodzienny wybór padł na stolik przed domem. Weranda-bo tutaj znajdował się drewniany stół, huśtawka i dwa krzesła, była świetna. Paląca się lampa i światło padające z kuchni było idealne, nie za ostre i nie za słabe.  Kobieta niespiesznie rozstawiła laptopa, kawę i kilka kartek ksero na czystym blacie. Zza ucha wyjęła długopis. Tak, tutaj go sobie przetransportowała. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze jednego elementu. Dwa spore drinki w barze narobiły jej tylko ochoty na ciąg dalszy. W barku nie miała nic mocniejszego niż wina, dobre i to. Po otworzeniu butelki nalała sobie kieliszek, a resztę postawiła na stole. Ubrana w zwykłą tunikę i sportowe, białe buty na wysokim koturnie nie spodziewała się żadnych gości. Ba! Nawet nie założyła bielizny bo i po co. To co trzeba, było zakryte, kuso bo kuso ale zawsze. Popijając ciepłą jeszcze kawę zapisała na jednej kartce KYUBI, a na drugiej EMMANUEL. Skoro dostała już pozwolenie na artykuł to wypadało napisać kilka sensownych pytań, za co dziś postanowiła się zabrać. Na poprawę humoru włączyła jakieś radio. O tej porze leciały naprawdę dziwne i mało znane kawałki. Kubek kawy szybko został zastąpiony lampką z winem. Jedną, drugą i trzecią, a kartki nadal puste.  Z werandy roztaczał się idealny widok na drogę, która prowadziła dalej, do dalszych posiadłości ale wampirzyca nie przypuszczała, że jej obecność o tej porze będzie dla kogoś interesująca. Z poczuciem bezpieczeństwa stała tyłem do schodów wybijając paznokciem rytm muzyki o szkło kieliszka. Chyba była zmęczona bo jej mózg maksymalnie zwolnił, a zamiast pomysłów pojawiła się czarna otchłań, pustka, niedobrze, oj nie…

_________________
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Ostatni dom po lewej.   Pon Cze 13, 2016 9:21 pm

Co Dastan robił za dnia? Zazwyczaj koło piątej nad ranem rozbierał się ze swojego całonocnego stroju, by wziąć szybko, orzeźwiający prysznic. Czasami wspomagał się czymś mocniejszym, jeśli noc była na tyle przytłaczająca, że na trzeźwo nie dało się wiele zdziałać. Dopiero potem szedł spać, zasłaniając okna ciężkimi i ciemnymi kotarami, aby nawet najmniejszy promyk światła nie przecisnął się do wnętrza pokoju. Myślał nawet nad tym, aby przeprowadzić mały remont i uczynić ze swojej komnaty mroczne sanktuarium, w którym byłaby wielka fosa z krokodylami, ołtarzyk do składania dla niego ofiar z dziewic i wielka trumna na dwie osoby! W końcu czasami przyda mu się towarzystwo jakiejś kobiety. A tak poważnie, Dastan bardzo rzadko decydował się na jakąkolwiek bliskość fizyczną z wampirzycą. Nie przepadał po prostu za dotykiem.
Kiedy leniwy panicz, który niewiele musiał robić, niewiele się w życiu narobił (czyż to nie wspaniałe?) wreszcie wstał, uznał, że niewiele także i dzisiaj musi uczynić. Właściwie od Samuru ma na razie święty spokój i prędzej wykonuje jakieś drobne zlecenia od Ringo. Ojciec na szczęście nie wiedział o jego konszachtach z mafią Kuroiaishita, inaczej byłoby bardzo źle… W dodatku po jego powrocie znów sam zajął się dosłownie wszystkim, biorąc na swoje barki znacznie więcej, niż był w stanie. Ale po cóż słuchać syna? Przecież Naizen był starszy, mądrzejszy, bla bla bla… ten gdyby tylko mógł, zdechłby za biurkiem, bo tak kochał pracę.
Po przebudzeniu postanowił urządzić sobie małą kolację, na którą zapoluje w kuchni, w lodówce… Ostatnio nieco się rozleniwił, ale to minie. Miał po prostu gorsze noce i było mu tęskno za upojnymi polowaniami w najlepszym towarzystwie – czyli swoim. Po wypiciu porcji krwi prosto z woreczka, bez ceregieli przelewania krwi do pucharka, wsiadł do auta i zamierzał odwiedzić Yuki. Niby jego matka, ale od lat nie uważał ją za swą rodzicielkę. Była raczej kobietą, która dała mu życie przy pomocy skurczów mięsni. I to było tyle, co uczyniła dla niego. Pech chciał, że gdy był w pobliżu posiadłości matki, auto rozkraczyło mu się na środku drogi. Zdziwił się. I to bardzo. Nigdy by nie przypuszczał, że jego lamborghini może ulec jakiemuś uszkodzeniu i rozjebać się na środku drogi. Straciło nagle na mocy i zaczęło szarpać, a na dodatek wziął i zdechł, jakby ktoś wyjął z jego wnętrza alternator i postanowił sprzedać na złomie…
Sięgnął po dokumenty i spisał numer ubezpieczyciela, żeby przyjechał i wziął auto na lawetę. Nie zamierzał babrać się smarze, oleju i innych brudach kryjących się pod maską. W końcu wysiadł z auta z zamiarem poczekania na lawetę. Mieli przyjechać w ciągu godziny… Godziny! Dastan już się wkurwił. Czekać tyle na jakieś chujka, który wciągnie mu auto na lawetę… No i to by było tyle z jego odwiedzin u matki. Ruszył więc ścieżką przed siebie, licząc, że może po drodze zastanie jakiegoś człowieka, by zatopić w nim kły, osuszyć i zneutralizować swoją wściekłość. Jednak zamiast człowieka, wyczuł znajomą woń. Słabą bo słabą, ale gdzieś w okolicy. Cóż, smak krwi Nadii był również wyborny i na pewno o wiele słodszy niż krew jakiegoś nędznego człowieka. Ruszył więc w ślad za wonią Nadii, niuchając niczym pies sukę z cieczą… Dotarł do grodzenia ogrodu, które przeskoczył bez większego problemu, a jego oczom ukazała się pracująca Nadia.
– Rety, robisz coś więcej oprócz pracy?
Rzekł na wstępie do obrażonej na niego śmiertelnie wampirzycy. Ale moment. Zaraz. Właściwie na co walnęła focha? Nawet nie pamiętał… Ot, to musiało być dla niego istotnie ważne, skoro nie pamiętał…
Nie ma to jak włamać się do kogoś na posesję.

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 550


PisanieTemat: Re: Ostatni dom po lewej.   Wto Cze 14, 2016 9:11 pm

W pobliżu nie było żadnych domów. Myśląc o sąsiadach należałoby przyjąć, że są nimi osoby mieszkające kilkanaście metrów dalej. Las oddzielający pojedyncze, wybudowane losowo posesje, był na tyle gęsty i rozbudowany, że daremne było wypatrywanie chociażby okien innych posiadłości. Droga też była rzadko uczęszczana. Jeśli ktoś tędy przejeżdżał to był albo mieszkańcem (ich grupa była niewielka), albo leśniczym. No ewentualnie od czasu do czasu kręciła się tutaj dzieciarnia w upakowanych autach rodziców po pięcioro w każdym. Na takim odludziu nikt nie mógł ich kontrolować to też robili co chcieli. Noc była spokojna, a każdy dźwięk niósł się głośnym echem. Gdzieś nie do końca daleko dało się słyszeć ostatnie pomroki silnika. Kilka prób odpalenia, cisza. Uczcijmy minutą ciszy kolejnego złoma... Wprawdzie Nad nie przejęła się tym wcale, tylko tak jakby doznała olśnienia. Bo do dnia dzisiejszego jej rozwalony Jeep stał na leśnej, górskiej polanie. Tylko patrzeć jak ktoś, kiedyś, spisze blachy, a jej przyjdzie kara do zapłacenia. W sumie machnie ręką. Przecież wyprowadziła z salonu nową V40.
Nastroszone zielenią drzewa i krzaki umownie poruszyły się w jednej chwili. Wiatr, ciepły, majowy, przyjemny. Zerwał się delikatnie kołysząc wszystko co znajdowało się dookoła. Jedna z ułożonych równo kartek wzbiła się w powietrze wirując przez bardzo krótką chwilę. Zbliżając się do ziemi zatoczyła wślizg pod stolik i wyleciała drugą stroną aż na schody. Oczywiście w tym wszystkim uczestniczyła nasza bohaterka próbując z gracją pochwycić uciekinierkę. Z prawą dłonią dzierżącą oręż w postaci kieliszka wina, przez chwilę balansowała biodrami na ostatnim schodku łudząc się, że lewą ręką schwyci cienki, biały prostokąt. Nic z tego kochaniutka, może trzy kieliszki temu dałabyś radę, ale nie teraz. No nic, pozostało się schylić i podnieść śmiecia. W tym samym momencie podnosząc głowę zauważyła zbliżającą się postać.
Musimy posprzątać po Samuru.
Szybko odpowiedziała na poczyniony zarzut. Mówiąc „my” miała namyśli Radę Wampirów ale dla niej to było oczywiste. Nie tak bardzo jak fakt, że Dast współpracował z byłym burmistrzem. Tego faktu z jego życia (jak tysiąca innych) nie znała. Cóż, nie było okazji? Wyprostowała się stając na drugim od góry schodku. Nadal trzymała nieco brudną z jednej strony kartkę. W nagłówku widniały drukowane litery ułożone w napis KYUBI. Twoje Lamborghini padło? Coś aż tu było słychać. Lepiej powiedzieć „coś” niż próbować opisać ten przykry hałas.
W sumie jej było głupio, że trzasnęła drzwiami w domu blondyna i to jeszcze przy jego ojcu. Normalnie mistrzyni „dobrego” pierwszego wrażenia się znalazła. Pogratulować braku nerwów.
Masz na coś ochotę? Chodź…
Zaprosiła mężczyznę nie podejrzewając nawet na co on ma naprawdę ochotę. Na werandzie prócz huśtawki z poduszeczkami były jeszcze dwa fotele. Prócz tego wysokie murki. Każdy znajdzie coś dla swoich czterech liter. Rozbujała płyn w swoim kieliszku na wysokiej nodze. Z takich rzeczy to mam tylko wino. Nie była przygotowana na wizytę kogokolwiek. Ba! Nawet zapomniała o sobie bo przecież imieniny Ani mogła świętować każdego dnia. Ani swoje, ani niczyje inne… Jeśli już ogarnie swoje porozrzucane myśli i weźmie się w garść pomimo wypitego alkoholu, nie omieszka przyjrzeć się Dastanowi od góry do dołu. Nie można sobie przecież odmawiać przyjemności, szczególnie nocą...

_________________
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Ostatni dom po lewej.   Sro Cze 15, 2016 4:48 pm

Lamborghini miało to do siebie, że jego silnik mruczał jak kot, a nie robił hałas tak ogromny, że był wręcz nieprzyjemny. Owszem, trzykrotnie zapuścił silnik i Nadia mogła to słyszeć, w końcu była wampirzycą o wyostrzonych zmysłach, był to jednaj pomruk niż nieprzyjemny hałas. W każdym razie pomoc dla auta została wezwana i niedługo ktoś je zabierze. Poprosił także o telefoniczne zawiadomienie go, aby mógł oddać klucze. Ale to nie było istotne, a na pewno mało interesowało Nadię, którą mimochodem „odwiedził”, a raczej przekradł się do jej posiadłości.
Wampira nie interesowały sprawy Rady. Zajmował się tym pierw jego dziadek, teraz ojciec. Nie wiedział nawet, że Victor zrezygnował, nie raczył poinformować o swej decyzji przewodniczącego i po prostu zniknął. Nie wiedział również o tym, że Vicotr wraz z Susan udali się na wieczny sen. Choć prędzej czy później wybudzą się lub zrobi to za nich Naizen. Dastana nie interesowały obrady Rady, bo nie należał do jej członków. Bardziej frapowały go wyniki tych spotkań, a przecież to już nie było większą tajemnicą dla pozostałego wampirzego środowiska.
– Ano.
Rzucił krótko, nie wdając się w szczegóły. Co mu przyjdzie z tego, że zacznie jej prawić, co się stało z jego autem, które nieopatrzeni nazwała złomem? Dobrze, że nie powiadomiła go na głos, co myślała na temat jego auta, bo to było znacznie gorsza obelga, niż trzaśnięciem drzwiami w jego zamku. A nawet gdyby zaczął jej opowiadać, co podejrzewa za odmówienie posłuszeństwa w lamborghini, to i tak mogłaby nie zrozumieć.
– Mam ochotę na wiele. Na przykład na krew…
Stwierdził nonszalancko, udając się w ślad za znajomą wampirzycą, skoro już go zachęciła do wejścia na taras. Z tej huśtawki to zrezygnował, nie przepadał za takimi bzdurnymi, ludzkimi rozrywkami. Za to skorzystał z całkiem wygodnego fotela ogrodowego. Choć i tak nie przepadał za takim egzaltowaniem ludzkiego życia, które toczy się na świeżym powietrzu. Przywykł raczej do mrocznych ścian i wnętrz albo ruder, jak ta jego wysoko w górach. W górach, w których za niedługi czas miała spocząć Yvelin, a wraz z pogrzebaniem jej, miał pochować całą nienawiść i zacząć normalne (jak na niego) życie.
– Jak alkohol, to tylko prawdziwy – mocny.
Stwierdził z przekąsem. Nie odpowiedziała mu także na pytanie, czy robiła coś więcej oprócz pracy. Właściwie nie bardzo go to nawet interesowało. Miał jakąś godzinę i wolał ją już spożytkować w jej towarzystwie, niż błąkając się bez celu po lesie w nadziei, że znajdzie jakiegoś ludzia na ząb.
– Nie przypuszczałem, że wykonujesz tak nudna pracę, jak robota papierkowa. Widziałbym Cię raczej jako dziennikarkę podróżującą po świecie, obserwującą kultury i ludzkie życie, by potem o tym skrupulatnie napisać. Ech, nudna taka praca.
Sam myślał nad tym, czy by w końcu nie wyjechać. Nim miał wypadek, w którym omal nie zginął, a po którym nadal ma bliznę nad sercem, był w drodze do Włoch, skąd miał zamiar polecieć do Ameryki, by udać się do wojska. Życie znudziło go na tyle, że chciał opuścić rodzinę i rzucić się w wir ludzkich zajęć. Wojna to było coś, co mogłoby go pochłonąć bez pamięci. Nawet rozmyślał nad tym, aby powrócić do swojego pierwotnego planu… Szczególnie, że nie miał tutaj żadnych zobowiązać ani... w ogóle nikogo. Był wreszcie wolnym wampirem i zamierzał się tym cieszyć najdłużej, jak się da.

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 550


PisanieTemat: Re: Ostatni dom po lewej.   Pią Cze 17, 2016 9:13 pm

To, że użyła takich, a nie innych słów do określenia zgrzytów w mruczku Dasta nie było kwestią przypadku! Nie od dziś przecież wiadomo, że auto dla faceta jest niczym dziecko dla kobiety. To ich duma, skarb, pupil oraz temat rzeka. Niezależnie czy jest stare czy nowe, ładne czy brzydkie (w oczach płci mającej większe poczucie estetyki) zawsze należy się o nim wypowiadać w samych dobrych słowach. Jedna z podstawowych zasad i już. A najlepiej ten temat ominąć bo można podejrzewać, że skoro ten cud, miód, malina sprzęt zawiódł to właściciel nie jest zbyt szczęśliwy z tego powodu.
Ależ Nadia jest doskonałym znawcą samochodów. Wiedziała jak wygląda rysunek informujący o wlewie płynu do spryskiwaczy na przykład. Poza tym nie chwaląc się zbytnio, umiała sama zatankować auto nie myląc oznaczeń ropy z benzyną, a to już naprawdę coś dla kogoś kto niecodziennie brudzi sobie dłonie śmierdzącym pistoletem. Z drugiej strony silniki w takich autach pewnie są zakryte w całości pokrywą więc fakt… lepiej jej tego nie tłumaczyć.
Gdy blondyn zajął miejsce na jednym z foteli, ona zbliżyła się do stolika prowadząc do ciekawej interakcji kieliszka z szyjką butelki.
Marudzisz. Wino też jest dobre.
Puściła mu oczko wypijając jeden, niezbyt duży łyk. Instynktownie rzuciła okiem na zegarek. A raczej na miejsce, na ręce gdzie powinien się on znajdować. Idąc pod prysznic pozdejmowała wszystkie świecidełka, a wychodząc nie zabrała ich ze sobą. Kucnęła więc przy laptopie aby sprawdzić „na czym stoi”. Coś nagle i niespodziewanie wpadło na taras ocierając się o łydkę lekko wstawionej panny.
Gruby, gdzie Ty byłeś?
Zawołała próbując pogłaskać wolną dłonią czarnego I mega spasionego kociaka. Ten zaś jak zwykle z fochem i własnym humorem zaczął kręcić ogonem i prychać pod nosem. Chodź jego wizyta na deskach tarasu była krótka to obfitowała w głośne pomruki. Tak szybko jak wpadł, tak szybko zaczął drapać w drzwi, a żeby ktoś go wpuścił. No tak, wewnątrz była micha pełna żarcia a tu? Nic dla niego ciekawego.  Wielki jest no nie? Nie mogę go odchudzić, nie mam serca.
Razem wyglądali jak Flip i Flap. Jeśli ktoś twierdzi, że pupil jest odzwierciedleniem właściciela to powinien spojrzeć na tą dwójkę. Totalne przeciwieństwa. Oj Dast. Samur odpalił sobie ludzką pochodnię w Yokohamie. Tutaj też mieszkają jego bliscy więc siłą rzeczy jestem uziemiona. A Ty znasz Samuru?
Ha! Tego pytania się pewnie nie spodziewał. Zwłaszcza, że jakoś tak zawsze wypadało iż temat znajomych  szlachetnego zostawał pomijany. Zwykła ciekawość, zarówno ta dziennikarska jak i kobieca skłoniła ją do większej śmiałości… No dobra, to raczej alkohol.
Unosząc do ust przeźroczysty kieliszek na eleganckiej, długiej nóżce, upiła kolejny łyk różowego cudeńka. Tym razem o wiele większy niż poprzedni. Zaszumiało jej lekko w głowie. To dość przyjemne, odprężające uczucie. Nie, nie mogła dłużej stać obok stolika, potrzebowała punktu zaczepienia, dosłownie. Wybór padł na solidną barierkę wykonaną z kamienia sięgającego bioder wampirzycy, jakiś metr od swojego gościa. Przecież nikt nie będzie się przekrzykiwał. Cicha rozmowa jest lepsza, o tak.
Wspominałeś, że masz chyba na coś ochotę.
Z ogromną premedytacją unikała wcześniej tego tematu. Potrzebowała jeszcze tego ostatniego łyka sprzed chwili. A do czego? Zaraz się przekonacie. Wpatrując się w siedzącą nieopodal niej postać, powoli i z celebracją odgarnęła, a raczej zebrała długie, jasne włosy na jeden bok.  Zrobiła to tak jak gdyby chciała wyeksponować ciut odsłonięte ramię, obojczyk i… szyję! Walcząc z cwaniackim uśmiechem zaczęła pleść mało dokładnego warkocza. Robiła to raczej dla zajęcia czymś dłoni, a niżeli chęcią stworzenia konkretnej fryzury. Pragniesz mojej krwi ale o nią nie poprosisz. Jej ciemne oczęta zmieszały się skutecznie z głębokim szkarłatem co w tej szarówce i tak było mało widoczne. Chyba, że ktoś ma tak dobry wzrok jak szlachetnie urodzony wampir. Niewątpliwie nabrała więcej odwagi niż posiadała jeszcze kilka godzin temu. Niektóre decyzje nie są proste i wymagają wewnętrznej walki oraz wspomagania tradycyjnymi środkami. Okazja nadarzyła się sama. Wtedy gdy on ugryzł ją po raz pierwszy, bez zgody, bez pytania, była zła i oburzona takim zachowaniem. Jednak to wcale nie było tak dramatyczne jak mogło wyglądać z boku. Ból był praktycznie niewyczuwalny, a bliskość jego osoby i poczucie władzy nad sobą cholernie przyjemna. To niemal jak narkotyk, miłość od pierwszego wejrzenia, chora przyjemność z poddawania się. Niemożliwe? Nie dla niej. Bo Ty nigdy nie prosisz, Ty po prostu bierzesz. Dokończyła to co zaczęła przed chwilą. Wolno, naprawdę bez pośpiechu, z nieco zamglonym spojrzeniem wykonała w końcu drobny ale jakże wymowny gest. Więc na co czekasz? Dopiła resztę wina odstawiając puste szkło najdalej jak sięgnęła jej ręka. Teraz już się nie cofnie, nie jest tchórzem.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Ostatni dom po lewej.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Stolik nr 1
» Amalthea

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: