IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Uważaj na drodze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Uważaj na drodze   Pon Mar 13, 2017 10:33 pm

Wieczór zapowiadał się nieciekawie. Śnieg rozpadał się chyba na dobre, przez co każdy kto mógł gnał do domu z myślą o ciepłej herbacie bądź innym bardziej szlachetnym trunku. Również i ona. Czerwonowłosa już dawno opuściła Oświatę, jednak pewne sprawy skierowały jej osobę do centralnej części Yokohamy. Natłok dużych i małych materii rozsadzał już głowę w mało składnych myślach. Była zmęczona, wściekła i do tego senna. Czy mogła być gorsza mieszanka?
-Jak zimno... - potarła zmarznięte ramiona, gorąco żałując, że nie wzięła ze sobą czapki czy chociażby szalika. Odporność na większość infekcji nie dawała niestety monopolu w kontroli temperatur, a coś takiego byłoby teraz na wagę złota.
- Jasna cholera, otwieraj się. - drzwi od samochodu najwyraźniej przymarzły, dlatego żadne cudowne zaklęcia w postaci próśb nie przyniosły zamierzonego rezultatu. Esmeralda odłożyła kubek z kawą na wynos, mając cichą nadzieję, że szybko otworzy to piekielne auto i wróci do domu. Jak długo nie spała? Prawie dobę, jednak z jej zamiłowaniem do pracoholizmu nie był to jeszcze najgorszy timing. Ze złością szarpnęła za klamkę i dorzuciła kopniaka wprost na karoserię swojego auta. Dopiero rozlana kawa uświadomiła jej jak bardzo musi już nie myśleć, skoro odłożyła ten kubek w miejscu z którego tak klasycznie spadł. No nic. To i tak nie była idealna pora na kofeinę.
Drzwi w końcu ustąpiły i rudowłosa wsiadła do auta.
Dobra, nie śpimy.
Przetarła oczy i uruchomiła silnik samochodu. O tej porze ulica była na tyle opustoszała, że nikt nie widział tych nieszczęsnych zmagań. Może to i lepiej? Włączyła światła i zapominając o zapięciu pasów skręciła w najbliższą ulicę.

_________________
Powrót do góry Go down
Mercurius

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3148-mercurius-sjoberg#66515
Zarejestrował/a : 12/01/2017
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Uważaj na drodze   Sob Mar 18, 2017 10:48 pm

- Słuchajcie, ja jeszcze będę umiał te... Dojść do domu, nie to co wy, o! - mruknął podpitym tonem do grupki mężczyzn, wymachując przy okazji butelką z resztkami piwa, wskazując każdego po kolei. Trochę się popiło, co? Jakoś trzeba sobie radzić w tym smutnym życiu, a popijawa pomaga Szwedowi, bez dwóch zdań.
- Ja to... Ten, no... Ja to tylko okazyjnie piję i już dawno powinienem wrócić do domu, bo tęskni za mną mój badylek. - zarzekał się, zataczając lekki koło, by stanąć przy skrzyżowaniu drogi.
- Ja nie wiem jak wy, ale ja to idę do domuu. - aż się zamachnął butelką przy mówieniu tego. Co? Nie pasowało im? Głowa Łowcy jeszcze pracowała, więc nie miał zamiaru się spijać do upadłego... Przynajmniej nie dziś, jutro trzeba wstać, przeczyścić spluwę, ważne sprawy!
- To ja idę, o! - zarzekł się, wieszając głowę na ramieniu przyjaciela od picia, by jeszcze chwilę poklepać go po plecach, później kolejnego, zawracając jeszcze kilka razy do nich, by coś bełkotać po pijaczemu. Jednak w końcu odszedł, przechodząc powoli wzdłuż skrzyżowania, na którym już wcześniej stanął.
Tylko co? On ma się patrzeć czy coś jedzie? On rozglądać ma się na drodze? Jeszcze żeby spokojnie szedł, lecz gdzie tam! Jak dzieciak, rozpędził się chwilę, by sunąć po śliskiej drodze jak po tafli lodowiska. Jak on niby utrzymywał równowagę? No właśnie, nie utrzymywał, kilka razy noga się mężczyźnie podwinęła, przez co lądował kuprem na szosie, chroniąc butelkę.
- A pies ich jebał... - mruknął do siebie, popijając resztki piwa. - Oni to chociaż mają po co wracać... - niemalże warknął, przeczesując palcami przydługawe włosy. No właśnie, mają po co wracać. A on? Jedynie badyle mu zostały w mieszkaniu, zbyt rozmowne nie są...
- Powinieneś już dawno sobie którą przygruchać, laski lecą na Ciebie... - przytoczył znów na głos słowa z popijawy, rozpinając kurtkę. Wala gorąca wciąż go nachodziła, alkohol robił swoje. - No pewnie Mercurius, przygruchaj sobie jaką, przecie ty se możesz. - dopił piwo do końca, rzucając butelkę na bok z trzaskiem szkła. - Będę sam, i chuj. - przytakiwał spity sobie, kręcąc się po drodze jakby była chodnikiem. - Będę sam, kupię dziecko, zaadoptuje nowe mieszkanie, będę sobie samotnym ojcem, o! Dobrze myślisz kolego. - przytaknął znowuż sobie, poklepując dumny z siebie po ramieniu. Tak, dokładnie tak zrobi, w takiej kolejności! Jakoś trzeba wypełniać te pustki co się ma, po prostu trzeba.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Uważaj na drodze   Nie Mar 19, 2017 12:28 am

Śnieg zacinał, a gdzieś w oddali majaczyły sylwetki grupy nawalonych ludzi. Już dawno przestała zwracać uwagę na ulicznych wielbicieli tanich trunków. Ci to nigdy nie mieli dość. Deszcz, śnieg czy zawieja. Nie straszna im była pogoda, a jedynie brak drobnych i powoli kończąca się butelka. Lekarka potrząsnęła głową, licząc, że w ten sposób otrzepie się ze zmęczenia które nią targało. Już dawno powinna dojechać do domu i spełnić rodzicielski obowiązek w postaci chociażby głupiej bajki na dobranoc. Może jutro. Tak, jutro z pewnością wróci wcześniej. Każdego dnia obietnica była jak magiczne zaklęcie, na które dziwnym trafem zabrakło znów many.
- Radio! - rozdzieliła część swojej uwagi by znaleźć ulubioną stację z kolejnym głośnym kawałkiem.  W chwili samotnej jazdy muzyka miała ją obudzić, podczas gdy wokół będzie panowała jedynie przejmująca cisza.
- Dobra Esmuś, jedziemy. - minęła kolejną z uliczek mając wrażenie, że wszystko zaczyna się jej zlewać. Mogła posłuchać głosu zdrowego rozsądku i zamówić jednak taksówkę.
- Zostawienie auta w tym miejscu to nie jest dobra rzecz. - westchnęła, tłumacząc sobie swoje lekkomyślne zachowanie. Ale taka prawda! Jaka jest gwarancja, że nie wróci do auta bez kół i z powykręcanymi lusterkami?
Zamknęła na chwilę oczy pozwalając im odpocząć. Jechała intuicyjnie. Wielokrotnie jak mantrę powtarzała tę samą drogę. Najkrótszą drogę do domu.
- ...teraz najświeższe wiadomości… - znudzony głos w radiu przywołał łowczynię do porządku. Słuchanie wydarzeń nigdy bowiem nie przynosiło nic dobrego.
- A weź się zamknij… - ponownie przestała patrzeć na drogę i grzebiąc przy radiu zaczęła szukać innej stacji. Do najbliższej sygnalizacji musiała przejechać co najmniej dwie przecznice. Policja? Punkty karne wyzerowały się jej wraz z nadejściem nowego roku, dlatego miała czym szastać. Najgorzej jeśli trafi na patrol, a cała notka z dziwnego spotkana trafi do tego policyjnego dupka o którym wolałaby zapomnieć.
Wiedziona przeczuciem spojrzała na drogę, w ostatniej chwili dostrzegając zarys sylwetki. Z całej siły nacisnęła hamulec, lecz było już za późno by uniknąć kolizji. Brawo Esme, właśnie zabiłaś człowieka.
Ostre hamowanie sprawiło, że uderzyła głową o kierownicę, rozcinając sobie przy okazji łuk brwiowy. Kto by się tym przejmował, kiedy na drodze leży trup?
- Jezu, co ja zrobiłam… zabiłam człowieka… - szybko wyskoczyła z samochodu poszukując pod kołami ofiary swojej niefortunnej podróży. W duchu modliła się, żeby to był jednak zwierzak bądź wampir. Niestety. Widząc leżącego na jezdni faceta, poczuła jakby ktoś walnął ją czymś w głowę.
- Chryste… - no ładnie, koleś leżał i się nie ruszał. Odruchowo uniosła jego górną wargę, by sprawdzić czy ma do czynienia z człowiekiem czy wampirem.
Człowiek… jasna cholera.
- Dobrze gościu, bądź tak miły i nie umieraj, co? - nachyliła się nad nim i dopiero teraz poczuła uderzający zapach alkoholu. No piękne, ale pijok czy nie, pomóc trzeba. Zwłaszcza, jeśli samemu się go poturbowało.
Zadziwiające że mała stłuczka jest w stanie wybudzić bardziej niż kawa.
Oddychasz?
Sprawdziła puls i przyłożyła ucho do jego piersi, w którą  po chwili lekko postukała. Na całe szczęście facet żył, ale nie mogła go zostawić na ulicy. Karetka go nie weźmie, a policja zabierze jej prawko i wytoczy sprawę przez jednego narżniętego gościa. W tej sytuacji decyzja była prosta – facet jedzie do Greenhalle. Esmeralda wstała i siłując się przez chwilę z nieprzytomnym mężczyzną, po prostu go podniosła i zapakowała do auta. Z boku musiało to wyglądać komicznie. Drobna kobieta w szpilkach targająca do auta wielkiego chłopa. No geniusz. W rzeczywistości była przyzwyczajona do podnoszenia pacjentów, a dzięki profesji łowcy medyka potrafiła unieść całkiem sporo kilogramów.
Położyła go na rozłożonym siedzeniu i dla bezpieczeństwa przywiązała pasami które profilaktycznie zawsze ze sobą woziła w samochodzie. Również i tym razem nie przejmowała się prędkością, dlatego łamiąc wszystkie możliwe przepisy, w końcu zatrzymała się pod swoim domem.
- Dobra. Żyjesz, prawda? - jego alkoholowy oddech zabijał wszystko wokół, ale będzie dzielna! Wyciągnęła go z samochodu i po przerzuceniu przez ramię poszła w stronę drzwi wejściowych. Drżącymi od zimna i zdenerwowania dłońmi otworzyła je i weszła do środka ze znaleźnym współlokatorem.
- Jeszcze chwila… sekundka. - skierowała się w stronę salonu i położyła faceta na dużej sofie. Dopiero wtedy zdjęła z siebie płaszcz i odrzuciła gdzieś w kąt. Następnie rozebrała pijaka, pozostawiając na nim jedynie bieliznę.
- Dobra… Nie będziesz mi tu leżał w tym capiącym alkoholem ubraniu… To nic personalnego, nie bierz tego do siebie… Nie znam Cię. - mówiła do siebie odkrywając, że mimowolnie zaczyna chodzić po mieszkaniu i gromadzić różne rzeczy. W międzyczasie doprowadzając się do porządku. Opatrzyła mężczyznę i założyła mu kroplówkę mającą szybciej oczyścić jego krew. Na koniec ZWIĄZAŁA go, żeby przypadkiem nie uciekł gdy się obudzi i pół nagiego przykryła różowym puchatym kocem.
Ok, nie była mistrzem wyczucia, ale bardzo się starała. Najważniejsze, że koleś żył,a rano… rano obudzi się cały i zdrowy. Przy dobrych wiatrach może nawet nie złoży doniesienia na policję.
Chciała nad nim czuwać, serio. Zmęczenie okazało się silniejsze, bowiem po chwili zasnęła na fotelu obok.

_________________
Powrót do góry Go down
Mercurius

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3148-mercurius-sjoberg#66515
Zarejestrował/a : 12/01/2017
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Uważaj na drodze   Sob Kwi 01, 2017 4:11 pm

Słabości, imię twe... Alkohol. Jakże ten trunek miesza zwłaszcza w męskich głowach, a jeszcze bardziej w dużych ilościach. Do czego to może doprowadzić człowieka? Co mógłby zrobić, gdy taki Mercurius idzie upity po zimowej ulicy, wyciągając z kieszeni telefon?
- Cześć kochanie~ Jak tam? - numer byłej żony zawsze przy sobie? Oczywiście! W końcu trzeba mieć do kogo dzwonić, gdy jest się tak spitym. - Kochym Cię, wiesz? Tak mooocno, czemu się nie odzszywasz do mie? Coś zrobił... Em? - zero odpowiedzi, ale telefon odebrała. Nie tylko kobiety z seriali po rozstaniach dzwonią do swoich byłych w aktach pijackiej desperacji, jednakże... Tutaj kobieta sama się rozłączyła, pozostawiając Szweda samego z telefonem, na drodze.
- Heej! Nie rozłączaj się ze mną... Jesteś wrednaaa... - mówił wciąż do telefonu, patrząc w pochmurne niebo. Śnieg sypał, w końcu zima, ale noc i tak była piękna... Piękna, zwłaszcza, gdy może stać się ostatnim widokiem, jaki mógłby zobaczyć mężczyzna. Ostatnie chwile, mignęły w nich światła, dziwne... Śmierć? Można by tak pomyśleć, lecz spokojnie, to tylko samochód. Tak blisko na pierwszej randce? To przecież nie wypada samochodzie, tak wjeżdżać w swojego partnera.
Padł na ziemię, bez większej świadomości gdzie jest, co się dzieje. Żył? Nie żył? Chyba żył, w końcu jakiś głos w oddali coś nad nim gadał. A może to już było życie po śmierci i ostatnia rozmowa, nim skończy się pakiet na ziemskie rozmowy? To naprawdę ciekawe, pewnie gdyby był przytomny, to zapierałby się, że nic mu nie jest, że tylko pójdzie do domu, a teraz? Był wręcz skazany na łaskę nieznajomej.
Kilka razy udało mu się oprzytomnieć jeżeli można tak nazwać chwilowe otwarcie oczu, mruknięcie zbioru liter alfabetu, po czym zapadnięcie znowu w ten dziwny stan.
Kto by pomyślał, że panienka może mieć tyle krzepy, by nieść Szweda do mieszkania? W sumie już wrzucenie go do samochodu było godne podziwu, jednakże teraz... No, mógłby jej składać gratulacje, gdyby tylko mógł. Ale już zrobił pierwsze, dobre wrażenie, morderczy oddech pijaka, obudziłby nim martwego. Mimo to kobieta dalej walczyła o życie tatuśka.
Jednak najlepsze mogło dopiero nadejść, z chwilą wybudzenia się mężczyzny, powrotem naturalnego charakteru Mercuriusa. Oczy powoli się otwierały, gdy całe ciało czuło się jak po spotkaniu z... Samochodem. Bogowie, nawet mu przez głowę nie przeszło, że może być to prawdą! Obstawiał głównie kata mordercę, nic nadzwyczajnego. Chociaż zaraz, znowu u kogoś skończył? - Cholera... - mruknął niezadowolony, chcąc przysłonić twarz dłonią.
- Huh? Co jest? - ciało odmawiało współpracy czy co? Kac, kacem, ale ciałem powinien móc ruszać. Dosłownie czuł się spętany, ledwo palcami mógł ruszyć. Czyżby się z kimś zagalopował ostatniej nocy?
- Hej, nie wiem co robiłem w nocy, ale bondage z rana nie jest w moim guście. - rzekł z nadzieją, że ktoś jednak jest w okolicy. W oczekiwaniu na cokolwiek, cud, śmierć czy co innego mógł jedynie męczyć się z sobą.
- Kroplówa? - dopiero zauważył do czego jest podłączony. Było aż tak szalenie ostatniej nocy? Nic dziwnego chyba, że jej nie pamięta. Bondage, kroplówka, co jeszcze? Już pominął sam fakt, iż był wręcz nagi, ale jeszcze okaże się, że nad tyłkiem ma tatuaż, który poinformuje go, kto mógł tam być!
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Uważaj na drodze   Nie Kwi 02, 2017 1:17 pm

Noc była niespokojna, bo jak spać z myślą, że gdzieś tam obok na kanapie śpi obcy facet. W dodatku pijak, który jak gdyby nigdy nic wyskoczył Ci przed maskę samochodu. No dobra, trochę było w tym Twojej winy, ale nikt mu pić nie kazał. Gdyby miał choć trochę instynktu samozachowawczego , to pomyślałby dwa razy nim jak ten król szos wskoczy na mało przyjazne dla życia rejony!
Esmeralda obudziła się zaledwie godzinę przed swoim nieoczekiwanym gościem. Po upewnieniu, że koleś jeszcze zipie, kobieta wzięła prysznic i po wysuszeniu włosów przebrała się w coś luźniejszego (w tym przypadku były to opięte jeansowe spodnie, biały top i zielona koszula w kratę, której rękawy lekarka podwinęła do trzech czwartych).
Dziecko spało, zmora na polowaniu – istna sielanka!
Kiedy wyciskała sok z pomarańczy do jej uszu doszedł charakterystyczny dźwięk nawoływań i niepokoju.
O proszę, książę się obudził.
Uśmiechnęła się pod nosem i odłożyła na bok cytrusy. Droga z kuchni do salonu nie należała do najdłuższych, dlatego łapiąc po drodze medyczną torbę, po może minucie znalazła się przy gościu.
- Bondage, no wiesz? - usiadła na skraju sofy, śmiejąc się w duchu. Z jednej strony rozumiała faceta. Film mu się urwał, do tego przeżył spotkanie pierwszego stopnia z samochodem, a na koniec tej historii budzi się związany w obcym domu, pół  nagi i jeszcze podłączony do kroplówki. Ok, trochę przesadziła. Ale tylko troszkę.
- Miałeś wypadek, dlatego zabrałam Cię do siebie. W Twoim stanie normalne służby mogliby Cię odwieść co najwyżej na izbę wytrzeźwień. - bo taka prawda! Prawdopodobnie karetka odmówiłaby przyjazdu, a jedynym wybawieniem mógłby się okazać patrol policji. Panowie w niebieskich mundurach, którzy najpierw zatroszczą się o wypisanie mandatów, a później od biedy zapakują gościa do auta i wyrzucą na myjce jak ten worek śmieci.
- Mam na imię Esmeralda. I nie, nie związałam Cię dla przyjemności, a jedynie dla bezpieczeństwa. - wyjaśniła. Nie znała gościa, więc jaka była gwarancja że ten się obudzi się w środku nocy i zacznie myszkować jej po domu? Dopiero co go opatrzyła, szkoda jeśli zeżre go zmora, albo zatruje jakaś ozdobna roślina.
- A ty? - wypadałoby żeby się przedstawił, o ile szok pozwoli na wypowiedzenie choćby jednego słowa.
- Jak się właściwie czujesz? - typowo dla siebie nie poczekała na odpowiedź i wyciągnęła z kieszeni małą latarkę, którą poświeciła mężczyźnie w oczy. Reakcja źrenic i te sprawy.
- Kroplówka jest na oczyszczenie krwi. Chciałam byś szybciej doszedł do siebie po wczorajszym. - jednym wprawnym ruchem wyjęła igłę z jego ciała, odłączając przy okazji kroplówkę. Jej koniec zaczepiła o stojak i ponownie skupiła całą uwagę na gościu.
- Gwoli ścisłości jestem lekarzem. Zabrałam Cię żebyś wczoraj nie zamarzł na tej drodze. Zostałeś opatrzony, a Twoje ciuchy… - nie wiedziała jak facet zareaguje na tą wieść, ale co tam… Nie jej wina, że ubrania śmierdziały tanim alkoholem, a przecież nie wrzuci tego do pralki, bo pierze w niej też dziecinne ubranka. Do pralni też nie zaniesie, bo wstyd spojrzeć w oczy kasjerce która przyjmie, a potem odda „zamówienie”. -…wywaliłam. - aktualnie znajdowały się w kilku warstwach worków na śmieci i leżały gdzieś zagrzebane w kontenerze.
- Powinnam mieć coś dla Ciebie… - wstała i zniknęła gdzieś w przedpokoju. Po krótkiej chwili wróciła z ciemnymi jeansowymi spodniami i jakimś szarym T-shirtem. Męskie ubrania położyła na stoliku obok sofy i zaczęła rozwiązywać więzy na ciele Merca. Zdjęła mu też kajdanki antywampirze, bo tylko takie miała na zbyciu. Zwykli ludzie nie widzą różnicy między materiałem używanym przez zwykłych policjantów, a tym z wyposażenia łowców. Odłożyła więzy na bok i wstała, chcąc dać mu trochę przestrzeni.
- Zjesz z nami śniadanie? - zapytała jak gdyby nigdy nic. Niech wie, że nie trafił do domu seryjnego mordercy, ani wiedźmy z lasu. Później odwiezie nieznajomego do domu i znów rzuci się w wir pracy, zapominając o tym dziwnym wypadku.

_________________
Powrót do góry Go down
Mercurius

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3148-mercurius-sjoberg#66515
Zarejestrował/a : 12/01/2017
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Uważaj na drodze   Sob Kwi 29, 2017 7:15 pm

No proszę... Może bycie związanym nie było takie złe, gdy przed Szwedem ukazała się przyjemna dla oka piękność. W chwilę zaprzestał wszelkich ruchów, przyglądając się nieznajomej, która usiadła na krańcu więzienia Mercuriusa.
- Huh, nie dla przyjemności mówisz... A już miałem nadzieję, że coś ciekawszego działo się w nocy, ale cóż, jakoś trzeba obejść się smakiem. - mruknie z nutą rozczarowania. Czy on naprawdę wygląda na tak niebezpiecznego? Może to jego urok, może to bielizna Calivn Klein, można tak to tłumaczyć.
- Mimo wszystko miło mi poznać, jestem Mer- - urwał wpół słowa, bo jego oczy zaatakował agresywny stwór zwany latarką, na który zbyt przyjemnie nie zareagował, w końcu kto by z przyjemnością patrzył się w walący po oczach punkt, na dodatek po wybudzeniu? - Kurwa, ale nie bez ostrzeżenia. – taki nagły atak, nawet po pijaku jak się kończyło z anonimowymi osobami, to chociaż ostrzegali jak miało coś się pojawić nagle, może i boleśnie. Gdyby umiał, to zacząłby skomleć jak pies, gdyby mógł, to zasłoniłby oczy, ale niestety, jedyna możliwość była ciągiem przekleństw, a przy kobiecie chyba nie wypada.
- Jeszcze raz, jestem Mercurius i z miłą chęcią uścisnąłbym dłoń, ale no... - pomachał chwilę dłońmi spod kajdanek, coby nakierować kobietę co mu najbardziej może przeszkadzać w tejże chwili. - A jak ja się czuję? W sumie dobrze. Obudziłem się w domu u nieznanej mi dotąd kobiety, która opowiada mi o wypadku, którego nie pamiętam i zarzeka się, że nie związała mnie dla przyjemności, co niezmiernie mnie smuci. Jednak tak między nami, to trochę w kościach mnie łupie i w boku, ale takie tam dziadkowe gadanie. - ileż to człowiek potrafi nagadać, byle nie patrzeć na jedną, głupią igłę? Widocznie dużo, przynajmniej w przypadku mężczyzny.
- Och... Wywalone mówisz? - zaśmiał się cicho, a gdyby mógł, to już dawno przeczesałby kilka razy włosy palcami, lecz... No wciąż nie mógł. - I wciąż będziesz mówić, że związanie mnie nie było dla przyjemności? Hm? Jak tak bardzo chciałaś, żebym pozbył się ubrań, to wystarczyłoby poprosić, na ogół jestem grzeczny i robię co mi każą. - grzeczny Merc jest grzeczny, bo robi co mu każą ładne panie, a ładna pani właśnie wstała, znikając powoli gdzieś.
- Wiesz, nie chciałbym Cię poganiać czy coś, jestem bardzo wdzięczny za pomoc, ale może mogłabyś mnie rozwiązać już? I rozkuć też, obiecuję, że będę grzeczny. - słowo harcerza? No nim nie był, ale słowo opijusa... Już lepiej pasuje w tym wypadku.
Wiadomo że bez więzów i kajdanek zaraz było mu przyjemnej, lepiej i w ogóle, ale jak tylko podźwignął się do siadu na sofę... No poczuł chyba wczorajsze spotkanie z samochodem. - Dobra... Uhh, zwracam honor, faktycznie chyba coś we mnie walnęło... O kurde... - na chwilę przysiadł niczym myśliciel, przymykając oczy, by w ciszy spróbować się ubrać, ale ostatecznie udało mu się jedynie ubrać spodnie. - Dziękuję, z chęcią skorzystam... A co do kajdanek... Może lepiej oddaj je osobie, do której należą, bo... Mogą się komuś przydać... W pracy... W gorszych chwilach, no wiesz, lekarz raczej nie potrzebuje ich. - co jak co, ale zna się na takich zabawkach i wie do czego można konkretnie te kajdanki wykorzystać.
- A kim są konkretnie Ci nami? Mam szukać wytłumaczenia czy obejdzie się? - zaśmiał się cicho, gdy w bólach podniósł się z sofy do w miarę prostej pozycji... Zapowiada się ciekawy czas, bo czuje się jak rasowy emeryta, który zaraz przepowie, że padać będzie.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Uważaj na drodze   Sob Kwi 29, 2017 9:02 pm

Trzeba przyznać, że ciekawą osobą był ten jej gość. Poczucie humoru miał przednie i gdyby nie to, że wczoraj o mało go nie zabiła, mogłaby podejść do sprawy bardziej „na luzie”. Kajdanki stanowiły tylko element bezpieczeństwa, ale w głębi ducha czuła, że jeszcze długo będzie jej to wypominał. Kto wie, może to początek jakiejś miłej znajomości?
- Nie mam w zwyczaju brać faceta na śpiocha. Do nekrofila też mi daleko. - mrugnęła do mężczyzny prawym okiem i zajęła się sprawdzaniem jego stanu zdrowia. Oczywiście powierzchownym, bo krew i inne bajery pobierze mu później. Jak minie pierwszy szok i koleś dobrowolnie zgodzi się na małe em… badanko. Wczorajszego wieczoru rzeczywiście nie był wzorem na potencjalną randkę. Pijaczy oddech wymownie sugerował, że tak czy siak z zabawy wyjdą nici. Po nieoczekiwanym spotkaniu na drodze, Esmeralda miała obawy, że Mercurius pożegna się z tym światem. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze! No prawie.
- Mam pytać o pozwolenie za każdym razem gdy chce Cię zbadać? Przepraszam jaśnie Panie. - skłoniła się teatralnie, ale w jej głosie pobrzmiewało raczej rozbawienie niż klasyczny kobiecy foch. Właściwie to nawet trochę go rozumiała, ale co zrobić skoro w niektórych momentach przemawiał przez nią lekarz. Poczuwała się do odpowiedzialności za stan jego zdrowia, wszak poniekąd ona sama o mały włos go nie zabiła. A byłaby to ogromna strata.
- Miło mi. - nie słuchała już jego dalszych jęków odnośnie skrępowania, bo po co? Niech się cieszy, że zakuła go tylko w kajdanki, a nie na przykład w kaftan bezpieczeństwa! To by się dopiero chłopak zdziwił…
- Później Cię dokładnie zbadam. Niestety nie mam fizycznych możliwości zrobienia tutaj prześwietlenia, ale jeśli uznamy że coś jest nie tak, to zabiorę Cię do szpitala. Stoi? - liczyła że uda się uniknąć tej opcji, ale jeśli rzeczywiście coś mu się poprzestawiało pod kopułą? Ciężka sprawa… Nie chciała mieć gościa na sumieniu, dlatego pal go pies, weźmie go na to cholerne prześwietlenie. Przy odpowiednim szczęściu nie zostanie puszczona z torbami przez wypadek na drodze i jazdę pod wpływem hektolitrów kawy.
- Jesteś uparty, wiesz? - rozwiąż i rozwiąż… Normalna baba nie wzięłaby go do mieszkania, a ten miota się jak wesz na grzebieniu żeby mu zwrócić wolność? A co jeśli rzeczywiście była psycholką , która pod osłoną nocy łapie niewinnych pijaków by potem przemieniać ich w swoje seks-zabawki? W sumie facet nie wyglądał źle… ale pomijając tendencję do nagminnego robienia przypału, Esmeralda była całkiem normalna.
- Słucham? - zmarszczyła brwi słysząc komentarz na temat kajdanek. Po raz pierwszy tego dnia miała niesamowitą ochotę zdzielić go w pysk ubraniami które dla niego przyniosła. Że co, jak lekarz i do tego BABA, to nie może mieć własnych kajdanek?! Taki laik z pewnością myślał, że podwędziła je jakiemuś gliniarzowi.
- Te kajdanki należą do mnie. Podrażnij mnie jeszcze trochę, a przykuje Cię nimi do kaloryfera i podam żabom na kolację. Żywego, żebyś się trochę pomęczył. - To była prawdziwa groźba, ale Mercurius prawdopodobnie nie był jeszcze tego świadomy.
- Ach, zapomniałam że nie jesteś wróżbitą. Wybacz. - zawahała się, patrząc kątem oka na elektroniczną nianię. Szczerze wątpiła, że młody, obcy facet zechce faktycznie zjeść w towarzystwie małego dziecka i jego stukniętej matki. No ale cóż, słowo się rzekło. Najwyżej gościu wyskoczy przez okno, a wtedy zostanie pożarty w locie przez zmorę.
- Mieszkam z niespełna dwuletnią córką. Teraz już wiesz dlaczego Cię związałam… - zawsze istniało ryzyko, że pijak się obudzi i zacznie myszkować po mieszkaniu. Nie mogła ryzykować, że poza zamiłowaniem do alkoholu lubi ładne obrazy, bądź co gorsza… małe dziewczynki.
- To jak, zjesz z nami? Oczywiście dopiero jak Ally się obudzi. Teraz mogę dać Ci soku, bo na pewno jesteś spragniony, co? - zgodzi się, czy nie zgodzi? W sumie dawno nie gościła w domu żadnego faceta. Czy to przypadkiem czy też z zaproszenia. Bo jak i kiedy, skoro na głowie zawsze tyle spraw.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Uważaj na drodze
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» W drodze do pielęgniarki może wydarzyć się wszystko.
» Sabat nadchodzi, by siać postrach na swojej drodze...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE :: ZAWIESZONE-
Skocz do: