IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Pokój gościnny [Pierwsze piętro]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mei
Prefekt
Prefekt
Mei

http://vampireknight.forumpl.net/t1873-mei-aryu#39443 http://vampireknight.forumpl.net/t1911-mei#40994 http://vampireknight.forumpl.net/t3759-mei#82577 http://vampireknight.forumpl.net/t2071-mei http://vampireknight.forumpl.net/t3841-pokoj-mei-i-fergala
Zarejestrował/a : 12/06/2015
Liczba postów : 381


Pokój gościnny [Pierwsze piętro] - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój gościnny [Pierwsze piętro]   Pokój gościnny [Pierwsze piętro] - Page 3 EmptyCzw Lut 06, 2020 12:56 am

Hera w tym momencie została uraczona spojrzeniem wyrażającym urażenie.
- Byłaś w zakonie i nie wysłałaś mi ani jednego zdjęcia? Ani jednego? - obruszyła się. Nie była zła, tylko zwyczajnie rozbawiona. . - No nie wierzę. Domagam się, byś kiedyś mi opowiedziała o tym. I nie trzeba, sporo jest wszędzie takich "cudnych" miejsc. Tylko trzeba uważać na... eee... wyznawców. By nie trafić na jakiegoś świrusa - w dniu dzisiejszym dawało się znaleźć skrajne przypadki. Fanatycy religii... Czarnowłosa czuła, że ze swoim szczęściem, od razu natrafiłaby na któregoś z nich. A dalszy rozwój wydarzeń... wolała sobie nie dopowiadać. Nie chciała kusić losu i podsuwać mu pomysły, jak bardzo umilić jej życie.
Wzięła od niej szklankę mleka i obarczyła ją krytycznym spojrzeniem. Biały płyn nie różnił się niczym od tego, co widywała w sklepie lub na śniadaniach rodzinnych.
- Obstawiam, że wywołałoby niemałą sensację - skomentowała. - Ale pewnie i tak wolą mleko... eee... kokosowe? Sojowe? Nie wiem, czym dokładnie się teraz faszerują - upiła mały łyk napoju. Nie była wybitną fanką takich napój, ale smak był wystarczająco znośny, by nie zdecydowała się ukazać światu zawartość żołądka.
Mleko jak mleko, tylko inne pochodzenie miało w tym przypadku.
Wyciągnęła rękę po jedno z ciasteczek. Już miała zacisnąć palce na upatrzonym smakołyku, gdy słowa Hery wybiły ją z rytmu. Odwróciła głowę w jej stronę, zamierając w miejscu.
- Brzmi okropnie. Omijałabym z daleka takich typów - odparła. - I zadzwoniła po policję - wolała sobie nie wyobrażać aż takiego zbliżenia do drzewa. Co trzeba mieć w głowie, by czuć chęć intymnego zbliżenia do roślinności?
- Hera? - w jej głos wkradła się nuta troski. Pomijając taką przypadłość, reakcja dziewczyny różniła się całkowicie od tego, co prezentowała wcześniej. Mei posłała jej pytające spojrzenie. Ta krótka zmiana wystarczyła wampirzycy do zrozumienia, że przyjaciółka musiała mieć jakieś doświadczenie z taką osobą. I w dodatku niezbyt miło je wspominała. Jednak nie chciała naciskać na nią i stawiać ją pod ścianą, wypytując o dokładniejsze szczegóły.
Chociaż...
Nim jednak dowiedziała się cokolwiek więcej, do jej uszów dobiegło pukanie do drzwi. Wypuściła z siebie cicho powietrze, po czym odwróciła ciało w kierunku wejścia do pokoju. Jej spojrzenie zrobiło się chłodniejsze. Wzrokiem oceniała intruza. Rodzina? Nie wyglądał na brata Hery. Reakcja wyraźnie wskazywała, że nie byli to rodzice. Dalsza rodzina? Poczuła ukucie irytacji. Miała paskudne uczucie tego, że oceniał ją na równi z pewnym osobnikiem, który czekał jedynie na zbawienie. Tam w łóżku, no. Pewnie. Czemu nie? W końcu niższa krew to plebs, nie? - prychnęła w myślach, wkurzając się bardziej. Zarazem wiedziała, że nie zdziwiłoby ją takie podejście.
Przecież nie byłoby to pierwszy raz.
- Dobry wieczór - przywitała się bez cienia emocji. Nie siliła się na nic więcej, skoro nie była większym obiektem zainteresowania. Za to spojrzała pytająco na dziewczynę.
- Jesteś pewna? Jestem pewna, że ochlapie nas - podzieliła się ze swoim spostrzeżeniem. Pomijając ucierpienie innych mebli.
- Miło poznać - powiedziała automatycznie uprzejmą formułkę, gdy została przedstawiona. Usiadła na skraju łóżka, tym razem decydując się na wzięcie jednego z ciasteczek.
- To twój lekarz na uboczu? - spytała się spokojnie, biorąc mały kęs słodkości. - Ładnie to tak uciekać od wizyt? - spytała żartobliwie. - Niegrzeczna pacjentka. Chyba nie planujecie teraz robić spotkania? - zerknęła na Jisai'a.
Chcę tym bardziej wiedzieć, co chciała mi powiedzieć, zanim on tutaj wszedł.

_________________
Powrót do góry Go down
Jisai

Jisai

http://vampireknight.forumpl.net/t4133-jisai#90625
Zarejestrował/a : 19/03/2019
Liczba postów : 48


Pokój gościnny [Pierwsze piętro] - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój gościnny [Pierwsze piętro]   Pokój gościnny [Pierwsze piętro] - Page 3 EmptyWto Lut 11, 2020 7:23 pm

Jaki by to nie był moment, i tak nie spodziewałby się gorącego przywitania. Nie jako doktor. Kto lubi chodzić do lekarza na badania? Ta profesja kojarzy się od razu z pogorszonym stanem zdrowia, słabszą kondycją, jakimś zaburzeniem w normalnym trybie życia. Ale czy nie lepiej już zajmować się żywymi niż tymi, którzy za niedługo mieliby paść ofiarą kłów krwiopijców? Jisai nie miał tego dylematu, wręcz żył z tego, że selekcjonował, badań i dostarczał ludzkie kroplówki. Egzystował oddany swojej pracy, aczkolwiek napotkanie na swej drodze Dziedziczki Zamku zmieniło część myśli z tych zmechanizowanych i pełnych rutyny na rzecz poszerzania życia o nowe barwy.
Można więc powiedzieć, że cieszył się z odwiedzin, nawet jeśli musiały być podszyte pretekstem. Nie wypadało mu przyjść bez powodu, tak przynajmniej uważał. Do tej pory nie musiał o nikim innym myśleć w innych kategoriach niżeli zaspokajanie zachcianek.
Wieść o nietkniętym młodzieńcu leżącym na środku pokoju w najlepsze zrosiła czoło Błękitnowłosego o jedną, małą zmarszczkę niepokoju. Po tylu dniach pokuty powinna ochoczo wbić ząbki w posiłek, a tu tylko popijawka mlekiem i przygryzanie ciasteczkami. Sam siebie skarcił, że pozwolił na to, by najpierw przybyły przystawki, a nie danie główne.
- Ubolewam nad tym faktem.
Czyżby nie wybrał odpowiedniego obiektu do konsumpcji? Czy rzeczywiście wraz z przyjaciółką postanowiła przysiąść do przekąsek i nie zostawić miejsca na obiad? Zamiast tego, bardziej dla frajdy ze spełnienia zachcianek, kazała nagiemu człowiekowi zabić się ostrym narzędziem.
Ignorując na moment hasającego, wesołego golasa, zdołał podejść bliżej dziewcząt i skinieniem głowy odpowiedzieć na uprzejme przywitanie. Akurat Jisai nie był typem, który kierował się tego typu etykietami (choć często musiał zmuszać się do pewnych, utartych schematów savoir-vivre), lecz nie wypadało być grubianinem. Nawet niechcący. Może był trochę za blisko, kiedy Mei usiadła na skraju łóżka, bo rzucał długi, chudy cień na jej postać. A ów cień był mroźny, nawet jeśli słowa roztapiały lodowiec.
- Skoro jesteś kimś tak bliskim dla Hery, to dla mnie zaszczyt poznać cię, Mei.
Błękitne tęczówki zdawały się wwiercać przenikliwie w istotę wampirzycy, ale nie z wyższością, co z żywą jak na wampira ciekawością. Jaką to posiadła wiedzę, aby zaskarbić sobie w Kuroszce sympatię? Dziedziczka Zamku nie zadawała się bowiem z byle kim. Nie licząc Jisai'a, ale to tylko ze względu na profesję. W każdym bądź razie w myślach winszował Czarnulce tak udanych i trafnych kontaktów. Mieć poparcie u Kurosza to nie lada pomoc.
Dając oddech gościowi, odsunął się o krok i skręcił na pięcie w stronę Hery. Dama bezczelnie przypomniała, że nie wstawiła się na kontrolne oględziny, lecz nie mógł robić wyrzutów przy Mei. No, może odrobinę.
- W normalnych okolicznościach byłyby trzy w przerwach co cztery dni. Licząc jednak, że miałaś wstawić się trzeciego dnia od ostatniego spotkania, i że każdy dzień zwłoki to kolejny możliwy termin wizyty... jedenaście badań.
Szybka i dokładna kalkulacja mogła sprawiać wrażenie oziębłej, gdzieś tam tliła się troska, której nie umiał tak zobrazować jak powinno się. Martwił się, nie mniej Hera była dorosła i musi sama podejmować pewne decyzje. Nad niektórymi mógł jedynie załamać ręce i coś z tym fantem zrobić. Miał ku temu obecnie świetną okazję.
- Nie zajmę długo, Mei. Obiecuję nie zakłócać spokoju na dłużej niż dziesięć minut, ale najpierw...
Latający tu i ówdzie goły gagatek zaczynał działać na nerwach Jisai'a, na którego to wpadł w trakcie poszukiwania czegoś do podcięcia żył. Instynkt drapieżnego robala wybudził się w oka mgnieniu. Prędki chwyt jedną dłonią za tors, podźwignięcie i przywarcie przyszłego truchła do ściany trwało ułamki sekund. Może i by wystarczyło podać ostre narzędzie, lecz nawet urok rzucony przez wampira mógł nie być na tyle mocny, aby samemu odebrać sobie życie. Najprawdopodobniej poraniłby się i dopiero w konsekwencji wykrwawienia pozbawiłby się egzystencji, ale tak jak i Mei nie zamierzał marnować krwi. Nie po tym, jak coraz ciężej było mu uzyskać zdrowych ludzi. Wybuch nowej epidemii nie sprzyjał łowom, zmęczenie dilera dawało się ze znaki, nie mógł pozwolić sobie na bezsensowny rozbryzg posoki.
Gdy jedną ręką trzymał duszącego się człowieka, drugą sięgnął do kieszeni fartucha i wydobył stalowe ustrojstwo zakończone ostrym szpikulcem wydrążonym w środkowej części. Był to specyficzny kranik, taki jak do drewnianych beczek z winem, tylko o tyle zmechanizowanym, że wyposażonym w małą przyssawkę. Dzięki temu można było dosłownie wycisnąć z człowieka tyle krwi, ile miał. Niezbędny wihajster własnej produkcji, kiedy trzeba szybko uzupełnić zapasy w woreczkach. Usadowił duszącego się nieszczęśnika na tyłku na podłodze, a potem wbił ostrze kraniku w szyję, by za kilka sekund mieć już prywatną baryłkę z posoką dla pań.
Po tym wszystkim zgrabnie nalał do dwóch szklanek szkarłatną substancję, postawił naczynia na stoliku i przeszedł do sedna sprawy jakby nigdy nic.
- Nie wiem czy wspominałaś przyjaciółce, ale powinna wiedzieć, że nie możesz uciekać od spożywania krwi. Skoro nie chcesz przychodzić na badania, to przynajmniej zadbaj o codzienny posiłek. Wypij całą szklankę. Im szybciej, tym będę mniej natrętny.
Naprawdę nie przejął się - jakby nie spojrzeć - zabójstwem młodzieńca. Był dla niego jedynie produktem do spożycia, ewentualnie do jakiś badań, aby nie traktować go jako żywą istotę. Nie mógł być sentymentalny, nawet do najbardziej zadbanych ofiar, jakie ochraniał przed najgorszym możliwym losem. To, co miało miejsce w pokoju gościnnym to jedno ze spokojniejszych zgonów, jakie mogły spotkać tutejsze lodówki.
- Tobie też radzę skorzystać, póki jest świeża dostawa.
Przesunął palcem drugą szklankę ku Mei, żeby nie myślała, że obie porcje należą jedynie do Hery. Zresztą zawsze mogła zażyczyć drugą dawkę, choć Jisai wątpił, aby kwapiła się do spełniania zaleceń lekarza na uboczu.

_________________
~steelblue

O wartości potwora świadczy to, na ile jest straszny.
Powrót do góry Go down
Hera

Hera

http://vampireknight.forumpl.net/t770-hera#5093 http://vampireknight.forumpl.net/t1331-hera#24885 http://vampireknight.forumpl.net/t2113-hera-kuroiashita#44374 http://vampireknight.forumpl.net/t2086-hera
Zarejestrował/a : 21/11/2012
Liczba postów : 215


Pokój gościnny [Pierwsze piętro] - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój gościnny [Pierwsze piętro]   Pokój gościnny [Pierwsze piętro] - Page 3 EmptySro Lut 19, 2020 9:18 pm

Dała Mei pstryczek w czoło.
Nawet się wtedy jeszcze nie znałyśmy, słońce. Jak miałam ci wysłać zdjęcie? Zresztą istnieją gorsi fanatycy niż religijni. Znacznie gorsi. Choćby pieprzeni weganie – mruknęła poirytowana.
Kiedyś było jej obojętne, czym kto się żywił, i wręcz w pełni akceptowała różne dziwactwa w stylu kamień z rana jak śmietana zamiast pyszniutkiej krwi – ale teraz się to zmieniło i pałała nienawiścią wobec miłośników diet roślinnych.
Faszerują się sokiem z brzozy i łzami małych pączków na drzewach – odparła drętwo, niemal jak trup, patrząc przed siebie z nienawiścią i rozpaczą jednocześnie. Pech chciał, że akurat wbiła wzrok w tego ludzkiego biedaka, który z radości aż podrapał się po głowie i niepewnie do niej pomachał.
No kurwa, co za debil. Przecież zaraz zginie.
Hera była bardzo bliska wyżaleniu się przyjaciółce: próbowała w końcu przejść do rozmowy, do której zbierała się przynajmniej od kilku godzin, jednak nagła wizyta Jisaia w tym przeszkodziła – a dziedziczka Zamku sama nie wiedziała, czy chciała przy swoim słudze mówić o tak prywatnych szczegółach.
W sumie, skoro był jej samozwańczym lekarzem, chyba powinna zdradzić mu sekret swojego braku apetytu, nie? Ale… wolała to zrobić na osobności. We dwoje.
Chociaż kto wie, może zaraz zmieni zdanie i wykrzyczy Jisaiowi prosto w twarz, że cierpi przez pewnego idiotę, który wolał od niej własną matkę i drzewa?
Hera w ogóle nie zwróciła uwagi na to, jak na siebie popatrzyli Mei i Jisai, oraz nie próbowała odgadnąć, czy przypadli sobie do gustu. Przywitała ich ze sobą? Przywitała. Niczego więcej nie musiała robić – przede wszystkim liczyło się dla niej to, aby to ona czuła się swobodnie.
Nie, Mei, nie jestem pewna, jestem najbardziej niepewnym stworzeniem na ziemi, ale już mnie wkurwia, że tam tak leży i że nic się z nim nie dzieje. Chcę trochę akcji, chcę krzyków, pisków i krwi. Niech też ma jakąś frajdę z życia, a raczej ze śmierci, skoro ty mu nic nie dałaś – wyjęczała w końcu dziedziczka Zamku, przecierając zamaszyście twarz dłońmi i odwracając się tyłem do pozostałych wampirów.
Wizyta Jisaia sprawiła, że ukłuło ją lekkie poczucie winy, więc aby je uciszyć, rozkazała chłoptasiowi rozpłatać sobie gardło albo żyły, cokolwiek – byleby wokół nie było męczącej ciszy i uprzejmej wymiany zdań.
Lekarz, doradca, kolega, wszystko naraz – wymamrotała do Mei, po czym podniosła się w końcu z łóżka. Mętnym wzrokiem spojrzała na Jisaia, ale jednocześnie odpowiedziała na pytanie przyjaciółki: – A dlaczego nie tutaj? Mei, może też się chcesz przebadać? Jisai, co ty na to, mój drogi, wciśniesz w grafik jeszcze jedną pacjentkę?
Na wieść o liczbie badań cicho jęknęła i przez moment próbowała udawać, że nie dosłyszała albo że ta informacja wcale nie padła, ale w końcu dała za wygraną – świdrujące, zimne spojrzenie Jisaia zadziałało na tyle skutecznie, że na moment odechciało jej się fochów i tupania nóżkami.
Wystawiła w stronę sługi dłoń i uniosła tylko trzy palce.
Nadróbmy jedną wizytę. Trzy badania. Nie więcej. Do jedenastu musiałabym pewnie oddać całą krew, a to mi się absolutnie nie podoba. Zresztą… Och, Jisai, cholera, on miał się sam zabić! – fuknęła, gdy zobaczyła, jak sługa zajął się ludzkim chłopakiem. Spokorniała jednak, kiedy wyjął swoje urządzonko i zaczął wyciskać z ofiary krew tak, jakby była jakimś soczystym owocem. Hera aż zagwizdała z podziwem – takie coś jej się podobało. – Chyba jednak muszę cię częściej odwiedzać, dla widoku takich cudów warto.
Z wdzięcznością odebrała od Jisaia szklankę, ale nie zaczęła od razu pić. Powąchała krew i mimowolnie się skrzywiła. Nie dlatego, że to chłopięce życie wydało jej się mdłe, nie, wręcz przeciwnie, ofiara miała najpewniej wyjątkowo słodką krew, ale po prostu… Herze nadal wszystko podchodziło do gardła na sam zapach porządnego jedzenia.
Sięgnęła więc po ciasteczko i leniwie zamoczyła je we krwi. Powoli wgryzła się w smakołyk i zaczęła go przeżuwać. Inaczej nie była w stanie przełknąć posoki.
Całą? – jęknęła głośno, podchodząc bliżej Jisaia i niemal wciskając mu na siłę szklankę. – A nie możemy najpierw się zbadać? Pacjent powinien być chyba na czczo, czyż nie? Nie można jeść tuż przed badaniem, wyniki będą niemiarodajne!
I ostentacyjnie odwróciła się do niego tyłem. Niczym obrażone dziecko założyła ręce na piersi. Nie odsuwała się od Jisaia, stała tuż przed nim, tylko po prostu chciała mu widokiem swoich tyłów dać do zrozumienia, że tak łatwo się nie podda i nie wypije całej krwi od razu, ot, bo tak sobie zażyczył jej lekarz na uboczu.
Mei, pomóż mi się rozebrać – niemal zażądała do przyjaciółki, wyciągając w jej stronę ręce. – Najważniejsze badania przeprowadza się na nagich ciałach, prawda, Jisai? Mei nazwała mnie wcześniej niegrzeczna pacjentką, ale w takim razie obiecuję się poprawić. Przygotuję się należycie!
I skinieniem głowy zachęciła Czarnulkę do tego, aby do niej podeszła i ją rozebrała. Jisai zresztą, jeśli chciał, również mógł w tym pomóc – w końcu jako lekarzowi powinno mu zależeć na właściwym przeprowadzeniu badania.

_________________


Pokój gościnny [Pierwsze piętro] - Page 3 Sumish10


#ef1414
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Pokój gościnny [Pierwsze piętro] - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój gościnny [Pierwsze piętro]   Pokój gościnny [Pierwsze piętro] - Page 3 Empty

Powrót do góry Go down
 
Pokój gościnny [Pierwsze piętro]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Stary Zamek :: POSIADŁOŚĆ I TEREN WOKÓŁ ZAMKU :: PARTER I PIERWSZE PIĘTRO-
Skocz do: