IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park osiedlowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sob Sty 26, 2013 7:53 pm

Nie, nie chodziło tylko o to, że zawdzięczała mu życie. Nie była taką osobą, która przywiązuje się do kogoś tylko dlatego, że coś mu zawdzięcza. To prawda, że jeszcze nie spłaciła długu, ale nie znaczy to, że zatrzymała się tylko dlatego, że uratował jej życie jakiś rok temu. Nie była jędzą i posiadała ludzkie uczucia, które są niezależne od tego, kto co dla niej uczynił. No chyba, że ktoś by ją zranił fizycznie i dobił psychicznie. Nie była masochistką.
Owszem, gdyby nie spotkali się w Akademii i nie zamieszkali razem, zapewne jakiś wampir dokończyłby dzieła Testamenta albo wykrwawiłaby się śmiertelnie, przy takim poparzeniu. W sumie nie wiedziała, co było gorsze.
Sama także nie przepadała za wylewnymi pożegnaniami. Nigdy za nimi nie przepadała, źle się kojarzyło, szczególnie że często tak żegnała się z ojcem. Bała się, że już nie wróci albo przywiozą do domu jego martwe ciało. Za każdym razem, kiedy opuszczał dom z powodu misji, Louisa żegnała go, jakby wyruszał na wojnę, a nie na polowanie na wampira. Z czasem takie pożegnania stawały się dla niej jeszcze gorsze, aż wreszcie wyzbyła się płaczu. Nie chciała, aby ojciec zapamiętał tę płaczącą twarz, więc po prostu żegnała go z uśmiechem. Dla każdego było to o wiele lepsze. Temu wątpiła, aby pożegnanie jej i Irasuto wyglądało jak w tanim romansidle. W sumie brakowałoby lotniska...
Zakłóciło jej pogodę? Zmarszczyła brwi, jakby wyczuła ironię w jego słowach. Czy coś by to zmieniło? Sama nie wiedziała jak to odebrać. Na pewno nie żyłaby myślą, że chłopaka zabił jakiś wampir. Po prostu wsiąkł jak kamień w wodę.
- Zawsze zachowywałeś dystans, cokolwiek byś nie robił czy mówił.
Odpowiedziała na jego pytanie. W sumie jeszcze nigdy jej nie zasmucił, po prostu w jego towarzystwie zachowywała powagę. Tak na nią wpływał.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Irasuto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t587-irasuto-kanashimi http://vampireknight.forumpl.net/t894-irasuto#7504 http://vampireknight.forumpl.net/t3355-iras#71904
Zarejestrował/a : 25/10/2012
Liczba postów : 57


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sob Sty 26, 2013 8:37 pm

W przeciwieństwie do Louisy Irasuto nie posiadał wielu ludzkich uczuć, a przynajmniej starał się je tłumić jak tylko mógł, dlaczego? przecież już nie jest ochroniażem, zabójcą itp. teraz jak na razie mógł przecież zacząć żyć, tyle razy gdy był przywiązany jako ochroniaż do Asoke, do Kazama, gapił się nocą w niebo i marzył że jest kimś innym, że w przyszłości będzie normalnie zarabiał, będzie miał dwójkę dzieci a jego żona poprowadzi dom. Tak, wychowałby dzieci, odkładałby pieniądze, w końcu kupił domek u zbocza Alp, taki jaki kiedyś widział na zdjęciu, mógłby tam umrzeć ze starości, grając w szachy cieszyć się spokojem. Raczej dziwny obraz, Irasuto jako zwykły szczęśliwy w swej niewiedzy człowiek, czasami lepiej nie wiedzieć.. no nic, razcej śmierć ze starości nie była mu pisana. Może po prostu już dla niego za późno? może zbyt długo spoglądał w otchłań i stał się jednym z owych demonów? to najprawdopodobniej najbardziej oczywiste stwierdzenie, chyba jednak nie tylko wampir nie zmienia poglądów. Irasuto nie wiedział co odpowiedzieć Louisie, żałował że znalazł się akurat dziś w tym miejscu, tak dobrze mu było bez tych powrotów do przeszłości, przecież ma tyle planów, zemsta.. żal.. własna wojna z wampirami. - Co z tamtym wampirem który cię wtedy dopadł? - Ciekawiło go to, w końcu chodziło o wampiry, skoro Louisa żyje to prawdopodobnie wampir został odstrzelony przez Oświatę, uwięziony.. wszystko jedno. Co więcej odady śniegu stawały się coraz to bardziej uporczywe, oczywiście fajnie to wszystko wyglądało ale to nie najlepsze miejsce na tego typu spotkanie. - Niedaleko zaparkowałem samochód, jesteś głodna? - Zapytał, starał się nieco ożywić ten zatruty do szpiku głos, zawsze niezmiennie monotonny, pozbawiony życia. - Tym razem mam zamiar się pożegnać. - Naturalnie starania spęzły na niczym, to brzmiało jak zwykle w przypadku Irasuto, ale to kwestia przyzwyczajenia, a tego najwyraźniej Louisie nie brakowało.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Sty 27, 2013 4:36 pm

Najwyraźniej uznał, że uczucia są mu całkowicie niepotrzebne. Jako człowiek musiał je posiadać, ale najzwyczajniej w świecie mógł nauczyć się je wygłuszać albo wyłączać na jakiś czas. Jednak pewnie nie uda mu się ich w sobie zabić. Po prostu był człowiekiem i to go odróżniało od potworów, jakimi były wampiry. Każdy potrafi pociągnąć za spust, pozbawiając kogoś życia, jednak nie każdy ma potem wyrzuty sumienia. Wampiry na pewno ich nie mają.
Obecnie kobiety nie marzą o tym, aby prowadzić dom czy wychowywać dzieci. Pragną kariery, chcą się rozwijać i spełniać marzenia w zależności od tego, czego po prostu chcą. Louisa także czegoś pragnęła. Nigdy nie chciała być łowczynią, chciała jedynie dokonać zemsty na wampirach, niczego więcej. Chciała być fotografem albo prowadzić swoją własną, mała restauracyjkę. Uwielbiała gotować, więc z chęcią zawsze gotowała dla ojca i brata. Teraz gotowała jedynie dla siebie, bo dla kogóż miałaby to robić?
Irasuto był jeszcze młody. Nie mógł z łatwością stwierdzić, co się zdarzy za takie dziesięć lat. Może nie będzie już mordercą, tylko zasłuży sobie na to spokojne życie, jakiego w głębi duszy pragnął, a do czego się nie przyznawał. Wolał to odpychać, niż pogodzić się z takimi pragnieniami. Wtedy byłoby mu pewnie gorzej. Tak samo jak owe spotkanie Louisy. On będzie go żałował, natomiast dziewczyna nie. To pewnie ich różniło, zresztą byli od siebie bardzo różni. Wiele ich dzieliło, pewnie nawet nie zdawali sobie sprawy, jak wiele.
Wampir, który ją dopadł. Uśmiech spełzł z warg Louisy. Spojrzała posępnie na chłopaka, aż wreszcie odważyła się odpowiedzieć. Przyznać się do czegoś, co uważała za największe poniżenie na świecie.
- Zmusił mnie, abym mu służyła.
Cóż, nie chciała zostać zgwałcona, a już na pewno nie chciała zginąć. Nie miała więc wyjścia... zaprzedała swoją wolność za życie. Musiała mu być posłuszna, nawet jeśli nienawidziła go z całego serca. Za każdym razem jak się widzieli, poddawali się przyjemności walki. Oczywiście Louisa okazywała się być za słaba w starciu z wampirem tak wysokiej krwi.
- Nie, nie jestem. Ale z chęcią napiłabym się czegoś ciepłego. Cholernie zimno dziś.
Poniekąd ucieszyła się, że zmienił temat. Nie chciała dalej tego drążyć, a z drugiej strony nie chciała go oszukiwać czy okłamywać, skoro chciał wiedzieć.
Miał zamiar się pożegnać? Dziewczyna nie skomentowała tych słów. Szczerze? Wątpiła w nie. Kto wie czy nie powiedział tego dla zwykłego pocieszenia jej?

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Irasuto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t587-irasuto-kanashimi http://vampireknight.forumpl.net/t894-irasuto#7504 http://vampireknight.forumpl.net/t3355-iras#71904
Zarejestrował/a : 25/10/2012
Liczba postów : 57


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Sty 27, 2013 7:47 pm

Niestety, Irasuto nigdy nie odczówał wyrzutów sumienia, jeśli kogoś zabijał to wrogów, ludzi którzy na to zasłużyli, o wampirach rzecz jasna nie trzeba wspominać, jego poglądy na ich temat były dość ogólnikowe i miał zamiar powziąć kroki ku ich eliminacji. Plany brzmiące nie powarznie pochłonęły Irasuto całkowicie. Naturalnie odczówał wyrzuty sumienia, a może właściwie żal, ale objawiało się to skutkiem niepowodzeń, śmierć Asoke, Utakaty, matki, do tego dołączyło zniewolenie Louisy, sądził że już nic jej nie groziło, że pozostaje z Oświatą całkowicie bezpieczna, mylił się i wyjechał. Irasuto nie mógł faktycznie stwierdzić co stanie się za dziesięć lat, jego plany.. nie był nawet pewien czy będzie nadal żył za pięć lat, a tu mowa o takiej liczbie. Może właśnie dlatego swoje mrzonki odbierał właśnie jako zwyczajne wyobrażenia, marzenie które nigdy nie może zaistnieć, przecież karzdy ma coś takiego. Czy faktycznie będzie żałował tego spotkania? chwilę temu tak było, gdyby nie przełom zapewne nie zatrzymałby jej by udowodnić że nie jest pustą skorupą bez duszy, choć sam tak o sobie myślał, starał się tak myśleć, może to skrzywienie, zbyt wiele czasu żył w ten sposób już nie potrafiąc inaczej. Irasuto miał nadzieję że Oświata choć raz się na coś przydała i odstrzeliła tego wampira, nie wiedział do tej chwili że na Louisie ciążyło tak wielkie brzemię, nie spodziewał się że jest tak silna, choć wiedział że jest w stanie go jeszcze zaskoczyć. - Dobrze, chodźmy. - BMW stało zaraz przy chodniku okalającym park, przez chwilę starał się przypomnieć sobie czy zna jekiś bar w tym obcym mieście, postanowił się zdać na dziewczynę. - Znasz jakieś ciekawe miejsce? - Po chwili samochód ruszył nieco ośnieżony.
2x z/t
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Lip 28, 2013 5:46 pm

Natasha opuściła mieszkanie Ravena bez czułego pożegnania, zebrała się całkiem szybko i nawet nic nie tłumaczyła. Po prostu oznajmiła, że idzie i już, nawet jakoś szczególnie miła niebyła. W sumie miałą swoje do zrobienia i już, nie musiała się przecież tłumaczyć, co nie? Załatwiła w miarę szybko swoje sprawy w mieście po czym skierowała swoje kroki do parku na spacer. Musiała ochłonąć i zastanowić się nad pewnymi sprawami, a to, że zapadł wieczór tylko sprzyjało atmosferze i rozmyślaniom. Była w kropce i miała nie lada problem. Nie znała odpowiedzi na pewne swoje pytania i to ją strasznie dobijało. Szła spokojnie nie obawiając się niczego, w końcu cóż mogło jej się przytrafić w parku? Z resztą nie zajmowała się tym. Chwilę tak spacerowała bez większego celu, czasem zapaliła sobie papierosa, ale w sumie błądziła tu i tam. Było ciepło i ładnie więc przysiadła sobie nawet na ławce. Założyła nogę na nogę i patrzyła gdzieś przed siebie nie zwracając większej uwagi na otoczenie.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Lip 28, 2013 6:23 pm

Sahal był wielce oburzony, kiedy Ringo unieruchomił Sahala, gdy ten wyskoczył spod łóżka jak poparzony. Wierzgał, gryzł, rzucał się, drapał, kąsał, robił wszystko, byle tylko ojciec go puścił! Chciał się znów schować i odczekać, aż to wszystko minie. Czuł się straszliwie źle. Gorączka znów dawała o sobie znać, więc wampirem czuł się słabo, osłab w ramionach ojca, który zaprowadził go do podziemi. Wampir musiał przyznać, że podziemia bardzo przypadły mu do gustu. Było ciemno, chłodno, wilgotno i tak jakoś przyjemnie. Przede wszystkim zero zagrożenia ze strony słońca! A Sahal miał dość słońca po pięciu latach życia w Afryce. Naprawdę, czasami było ciężko uciec przed promieniami, więc chował się zmęczony w cieniu baobabu.
Kiedy Ringo wreszcie zaniósł chłopca do laboratorium, to Hiro, naburmuszył się, odwrócił od ojca i nie chciał na niego patrzeć. Usiadł w kącie, załączył rączki na piersi i spoglądał przed siebie, srebrzystymi tęczówkami. Nie odzywał się do nikogo. Był śmiertelnie obrażony na ojca, który kiedy tylko pozbył się syna, udał się gdzieś poza zamek. Pewnie do tej swojej „żonę”, cokolwiek to znaczy, albo jakiejś innej kobiety. Zapewne kobiety i seks były dla niego ważniejsze niż zdrowie własnego syna, cóż poradzić. Sahal był zdany na siebie. Skorzystał zatem z nieuwagi Hiro, który zapewne zajął się przygotowywaniem medykamentów dla wampirka, a ten od razu wymknął się z laboratorium i z nadzwyczajną szybkością udał się ku wyjściu z Zamku. Skoro ojciec go zostawił, Sahal także postanowił zostawić ojca! Niech się trochę o niego pomartwi, a nie ciągle by z babami siedział. Sahal był samolubny i nie chciał się dzielić z nikim swoim białowłosym wampirem.
Jak najszybciej opuścił zamek, póki nikt się nie zorientował i puścił się biegiem przed siebie. Nie rozglądał się. A gorączka była już intensywna. Pojawił się także ślinotok, więc wampirem co chwila ścierał ślinę z kącików warg. Po kilku minutach zrobił się zmęczony od biegu i choroby. Powłóczył nóżkami i nawet nie zorientował się, kiedy dotarł do jakiegoś parku. Usiadł na środku ścieżki i zaczął wciągać gluty w nosie, który mu napłynęły. Zadarł główkę do góry i spostrzegł jakąś jasnowłosą kobietą. Wsadził paluszka do buzi i posłał Natashy uśmiech, wciąż delikatnie ssąc palca. Miał rumieńce na policzkach, co wyraźnie świadczyło o jego gorączce.
– Żona?
Wymówił słowo w łamanej japońszczyźnie. Już znał kilka słów, jednak mieszał je wciąż ze swoim afrykańskim dialektem. W dodatku nie wiedział, co znaczy „żona”, ale owa pani miała złote włosy, jak Yuki, którą Ringo przedstawił Sahalowi jako żonę.
– Ty też być żona?
Większość słów jakie chłopiec wypowiedział, były w dialekcie afrykańskim, jedynie słowo żona zostało wypowiedziane po japońsku.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Lip 28, 2013 7:42 pm

Siedziała zamyślona i w pierwszej chwili nawet nie zauważyła, że nieopodal na środku drogi usiadł mały chłopczyk. Dopiero kiedy się odezwał zwróciła na niego uwagę. Przez chwilę analizowała i zastanawiała się co ciemnowłosy chłopczyk powiedział dotarło to do niej w końcu. Uważnie na niego patrzyła odwzajemniając uśmiech. Po tym rozejrzała się po okolicy szukając rodziców czy też opiekunów chłopca, ale nikogo nie widziała. Dziwne, że wieczorem dziecko samo tu błądziło, ale może to jakaś japońska moda w wychowywaniu, albo coś. Zastanawiała się co ma zrobić z tym faktem, jednak w międzyczasie mu odpowiedziała. Pokręciła przecząco głową.
-Nie, nie jestem żoną.
I chyba nigdy nią nie będzie, ale to już inna bajka. Nie ma co się tym przejmować co nie?
W końcu zdecydowała się nieco podejść do chłopca i kucnąć przed nim, ale też zachowując pewien odstęp, nie wiedziała czego ma się spodziewać. Spoglądała na niego łagodnie z przyjaznym uśmiechem.
-Zgubiłeś się?
W ostateczności mogła pomóc mu odnaleźć rodziców, albo drogę do domu. Jakby znała prawdę nie byłoby już jej tak miło i przyjemnie. Jednak cudowna jest ta niewiedza.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Lip 28, 2013 9:04 pm

Sahal już od jakiegoś czasu siedział i przyglądał się jasnowłosej dziewczynie. Nie dostrzegała go, a chłopiec nie miał pojęcia, że ta sobie po prostu rozmyśla. Sam nigdy tego nie robił, nie miał przecież na to czasu, więc nowością było dla niego obserwowanie takiego zachowania. Jego ojciec rzadko nad czymś głowił, wolał od razu przechodzić do rzeczy, niż owijać w bawełnę. Wreszcie obdarzyła go swoim błękitnym spojrzeniem, co Sahal przyjął jeszcze większym uśmieszkiem. Swoje kły ukrywał w bardzo cwany sposób. Uśmiechał się tak, żeby kły schować po górną wargą, zresztą temu też trzymał palca w buzi.
Kiedy Natasha zaczęła rozglądać się wokoło, wampirem podążył za jej wzrokiem, także się uważnie rozglądając. Ciekawe czego szukał, sam nie wiedział, po prostu papugował dziewczynę! Naprawdę świetna zabawa. Jeszcze trochę i Sahal zacznie się bawić w sadystę albo gryzianego berka.
Sahal wychodził jedynie wieczorami i nawet dla niego było to dość niebezpieczne. Przecież na dobrą sprawę był bezbronny, jeśli chodzi o ataki ze strony wampirów. Oni przecież szukali takich łatwych zdobyczy, więc nic nie stało na przeszkodzie by zapolować na dziecko.
Nie rozumiał słów Natashy, więc uśmiechnął jedynie, ponownie. Zrozumiał jedynie „żona”, więc pomyślał że faktycznie nią jest. Może należała do jego ojca? Tak samo jak tamta kobieta. Natasha też przecież miała jasne, długie włosy. Sahal wyciągnął swoją rączkę, pokrytą krostami, i sięgnął po pukle kobiety. Złapał ją, może troszkę zbyt mocno, wszak nigdy jeszcze tego nie robił i pociągnął ją ku sobie, zaśmiewając się uroczo. Paluszka wyjął już z buzi i wpadł prosto w ramiona Natashy, opierając swoje rączki o jej nogi. Główkę wtulił w jej łono, dosłownie jakby potraktował ją jako swoją matkę! Swojej matki już nie pamiętał, nienawidził ją całym swoim sercem.
– Zgułeś sie!
Powtórzył za nią, utkwiwszy swoje spojrzenie w jej oczach. Tak słodko pachniała, a Sahalowi przypomniało się, jak ojciec uczył go atakować ludzi. Nie potrafił się powstrzymać, nie przy tak uroczo pachnącej ludzkiej istocie. Przybliżył się do niej jeszcze bardziej, wstając i zaplatając swoje ramionami wokół jej szyi. Z boku wyglądało to tak, jakby chłopiec przytulał się do swojej matki, gdy tak naprawdę planował wbić kły w skórę kobiety. Choć jeszcze nic takiego nie uczynił. Mimo swojego młodziutkiego wieku, delektował się uroczym zapachem Natashy.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pon Lip 29, 2013 7:06 pm

Pewnie jakby była wampirem jej charakter byłby jeszcze bardziej impulsywny niż jest teraz. Aczkolwiek nawet jej zmartwienie musiało być dobrze przemyślane, działałaby jakby wiedziała w którą stronę ma się posunąć. Więc siedziała i myślała jak na rasowego człowieka przystało. Wracając jednak do tego co się działo w parku, kobieta była nieco zaskoczona, ale postanowiła jakoś pomóc chłopcu. Podeszła do niego, był uroczy i wydawał się taki bezbronny.
Faktycznie należała do pewnego wampira, ale nie był to jego ojciec tylko wampir znacznie łagodniejszy i młodszy. Taki bardzo ludzki, aż niebywałe, że takie wampiry istniały z tym, że raczej jej nie uratuje kiedy będzie taka potrzeba.
Została przez chłopca pociągnięta za włosy ciut za mocno, przez co syknęła nieco z bólu, ale mimo to z ust nie schodził jej uśmiech. Zorientowała się, że ciemnowłosy nie umie na tyle japońskiego aby bez problemu się komunikować z innymi.
-Pomogę Ci.
Pozwoliła mu się przytulić, objęła go ramieniem delikatnie bo przecież nie będzie go od siebie odpychać, oczywiście nie spodziewała się, że zamiarem dziecka było spożycie jej krwi. Pogładziła go po włosach i nieznacznie starała się od niego odsunąć. Jeżeli jej się to udało spojrzała uważnie na twarz Sahala i posłała mu łagodny uśmiech. Wskazała na siebie.
-Jestem Natasha.
Starała się mu przedstawić, może i chłopiec się jej tym odwdzięczy o ile wcześniej nie rzuci się jej do szyi.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Lip 30, 2013 12:50 pm

Uśmiech, tajemniczy i dość skryty, nie schodził z warg chłopca. Cieszył się, choć sam nie miał pojęcia z czego dokładnie. Pasowała mu ta pani, była taka ładna. Gdyby miał ją porównać do jakiegoś afrykańskiego zwierzęcia, wybrałby gazelę. Przede wszystkim dlatego, że bardzo uwielbiał te zwierzęta. Ponad to były bardzo inteligentne i przyjazne, acz zachowywały pewien dystans i nie były ufne. Właśnie w taki sam sposób zachowywała się jego nowa znajoma. Przypadła mu fdo gustu i chłopiec z chęcią by ją zabrał dla siebie. Ot, byłaby jego towarzyszką zabaw i czytałaby mu bajki, które tak bardzo uwielbiał. Ale czy by zechciała? Wątpił, mało kto ostatnio poświęcał chłopcu uwagę, więc może nikt nie umiał go polubić? Nie był uroczy i słodki? To go bardzo smuciło, ponieważ lubił być w centrum uwagi i lubił, kiedy ktoś darzył go sympatią.
Szkoda, że należała już do kogoś, z chęcią bowiem sam by się nią zajął, a tak biedaczek znów musiał obejść się ze smakiem. Nikt go nie chciał, czuł się taki samotny!
Sahal od razu się zreflektował, słysząc syk wydobywający się z warg kobiety. Zrobił smutną minkę, ściągnął brwi i zbił mardkę w podkówkę. Nie chciał zadać jej bólu, jeszcze nie raz. Lubił delektować się smakiem i zapachem swojej ofiary, a to uczucie potęgowało się z każdą chwilą.
Nie odpowiedział nic na słowa Natashy, bo w ogóle ich nie zrozumiał, wyszczerzył się jedynie i radośnie zaczął kiwać potakująco główką, jakby dając znak, że zgadza się na wszystko. Chciała mu pomóc, proszę bardzo! Acz chłopiec o tym nie wiedział, jak pech to pech. Zapewne w tym momencie dałby się zabrać kobiecie wszędzie, gdzie tylko zapragnie.
Krosty, które jakiś czas temu wyskoczyły na jego szyi, obok brzydkiej, opatrzonej i zabandażowanej rany zaczęły go znów swędzieć. Zaczął się więc mocno drapać i aż jęknął, bowiem sprawił sobie niemały ból. Rozdrapał kilka krostek, a krew pociekła mu pod koszulkę, brudząc ją nieznacznie.
– Na…ta…sha!
Powtórzył za nią, sylabizując to słowo, dzięki czemu ułatwił sobie nieznacznie wypowiedzenie tychże słów.
– Sahal!
Wykrzyczał swoje imię, ponownie się szczerząc. Łapką wskazał na siebie i wsadził odruchowo paluszka do buzi. Widać było, że był lekko zacofany w rozwoju, ale nie dziwmy się. Nie miał zbyt łatwego życia w Afryce, przy boku marnotrawnej matki.
Nie dał się jednak odepchnąć od Natashy, wszczepił swoje paluszki w jej miętową sukienkę (choć on uznawał to za kolor zielony) i pokręcił przecząco główką, wyraźnie zasmucony tym, że chce go odsunąć. I nagle, całkowicie korzystając z zaskoczenia, zaatakował dziewczynę. Pierw dossał się wargami do szyi Natashy, a następnie mogła poczuć coś ostrego jak wżyna się w tę jej delikatną skórę. Sahal spijał powoli, acz bardzo łapczywie i dość nieumiejętnie krew. Ściekała mu po brodzie i strasznie się przy tym ufajdał. Nie umiał jeszcze odpowiednio głęboko się wgryzać w skórę, ani także robić to delikatnie. Było to gwałtowne i bolesne, jakby przebijał bardzo powoli, w tempie ślimaczym, błonę dziewicą. I spijał tak krew, póki sama Natasha go wreszcie nie odepchnie bądź nie straci przytomności. A że był dopiero wampirzym dzieckiem, nie powinna mieć zbytnich problemów w oderwaniu się od kłów wampirka.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Lip 30, 2013 9:58 pm

Był słodki i uroczy, pewnie. Ponadto Natasha miała słabość do dzieci, pewnie polubiłaby chłopca i to bardzo i jego charakterek, nieco ciężki, ale przecież takie są najlepsze. Obawiałbym się raczej tego, że uroczy ojczulek Sahala zjadłby blondynę na śniadanie i tak by się to właśnie skończyło. Pewnie nawet nie zdążyłaby mu przeczytać jednej książeczki. Co nie znaczy, że skoro ma już swojego pana nie może dotrzymywać towarzystwa chłopcu.
Pogładziła chłopca po włosach kiedy puścił jej jasne pukle na znak, że się nie gniewa. Zauważyła również jego krostki i to jak się drapie. Wydawało się to dla niej dość dziwne, zmrużyła oczy, ale cóż nie dane było jej się dokładnie temu przyjrzeć, miała go już w swoich ramionach. Nie chciała go odpychać, zbyt mocno tylko delikatnie odsunąć aby móc spojrzeć na jego twarz i złapać z nim jakiś kontakt. Jednak on to skutecznie uniemożliwił łapiąc się jej mocno i zawzięcie. Kobieta odpuściła i pozwoliła mu na przytulanie, przy okazji poznała jego imię.
-Sahal.
Powtórzyła aby je zapamiętać, jej głos był miękki, aksamitny, taki nieświadomy zagrożenia. Gładziła młodego wampira po włosach aby nagle zostać przekąską. Nie spodziewała się tego, pomimo bólu nie zareagowała paniką, była już gryziona i taki był chyba tego wszystkiego plus. Jakby nie miała pojęcia o świecie krwiopijców wpadłaby w panikę i być może straciłaby swój spokój, a w efekcie może i życie. Zacisnęła wargi i przez jakiś czas pozwalała chłopcu ssać z siebie krew. Palce zaciskała w pięści powstrzymując u siebie jakąkolwiek reakcję na ból Po tym ujęła młodzieńca za ramiona i zdecydowanym ruchem odsunęła go od siebie. Wyciąganie kłów z jej szyi bolało bardziej niż samo wgryzanie, zmarszczyła brwi w nieprzyjemnym grymasie i spojrzała w końcu na Sahala. Pokręciła przecząco głową na znak, że się już nie zgadza na picie krwi. Trzymała go na dystans, ale jedną ręką z torebki wyjęła chusteczkę i otarła kąciki ust dziecka. Normalny człowiek by już dawno uciekł, ale ona była jak ci odważni amerykanie z horrorów, głupia i czekała na to co się dalej wydarzy.
-Już nie.
Bladego pojęcia nie miała czy ją zrozumiał, w sumie to któryś z ojczulków mógłby zainwestować w nauczycielko-nianię. Teraz kiedy oczyściła twarz swojego małego napastnika, chustkę przysunęła do dwóch nieco poszarpanych ranek na swojej szyi aby zebrać resztki krwi. Wstała, wyprostowała się, ale podała rękę swojemu towarzyszowi. Ciekawe czy rzuci się na nią znów czy może złapie za rękę i razem poszukają tego wielkiego wampirka, który był jego ojcem.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Lip 31, 2013 11:00 am

Nawet jeśli Natasha miała słabość do dzieci, to jednak Sahal nie wykazał się niczym, co by mogło spotęgować tę sympatię. Rzucił się przecież do szyi Natashy, choć chłopiec ewidentnie czuł się zagubiony. Zrobił się agresywny, przez tę chorobę, nawet w swej głupocie zaatakował własnego ojca, wybijając ze stawów jego nadgarstek, przy pomocy swoich mocy. Może właśnie dlatego czuł się lekko zmęczony. Używanie takiej ilości mocy, w tak młodym wieku, kiedy jego siła równała się sile ludzkiego dziecka, była bardzo wyczerpująca. I jeszcze ta dziwna choroba. Co chwila się drapał, rozdrapując krosty aż go krwi. Swędziało, bolało, drapało, zupełnie jakby cierpiał na dżumę. Co prawda Natahsa nie miała pojęcia na co dokładnie może być chore dziecko, jednak nie okazała strachu. Przecież równie dobrze, mogłaby się od niego zarazić, to nie zostawiła go jednak i nie uciekła gdzie pieprz rośnie. Może nie straszna była dla niej jakakolwiek choroba, póki może pomóc zagubionemu dziecku? Ha, bardzo możliwe.
Chłopiec z chęcią zatem przyjąłby towarzystwo Natashy. Ringo na pewno nie zżarłby jej, prędzej zapewne zaciągnął do łóżka albo na jakiś pierwszy, lepszy, wolny skrawek większej powierzchni i najzwyczajniej w świecie zgwałcił i wysłał do Sahal, by ten posłuchał jak nowa towarzyszka czyta mu bajki. Choć dla kobiety gwałt był zapewne niczym więcej jak śmiercią, wszak ktoś czyhał na jej honor.
Wampirek rozpromienił się, kiedy ta wypowiedziała jego imię. Ładnie ono brzmiało w ustach dziewczyny i bardzo mu się to podobało. Ta głębia i zarazem delikatność w tym, jak wypowiedziała te słowa. To wszystko formowało się w coś na kształt zaklęcia, jakie rzuciła na Sahala. Normalnie był oczarowany! Ach, pierwsza fala miłości go zalała. Wiadomo, to dziecko, więc miał prawo kochać cały świat i wmawiać sobie, że to ta jedyna, największa i najwspanialsza miłość. Wiadomo, teraz będzie jego damą serca, póki nie wyrośnie!
Wreszcie wgryzł się w nią. Nie musiał do niczego zmuszać ani nawet używać siły, jak to uczynił jego ojciec, gdy zaatakował tego mężczyznę w parku. Rozkoszował się zatem ciepłem i słodyczą krwi, którą Natasha pozwoliła chłopcu skosztować. Gdyby chciała, z łatwością mogłaby go od siebie odrzucić, miała przewagę w sile. Sahal zatem zabierał od Natashy to, co dla niego było najcenniejsze, życiodajną krew, osłabiając zapewne ludzką istotę. Kiedy delikatnie acz stanowczo go od siebie odsunęła, syknął nieznacznie, mrużąc brwi, acz zrozumiał, że powinien przestać. Co prawda nie rozumiał, co ta mu powiedziała, ale wiedział, by już nie atakować.
Przez kilka chwil oddychał ciężko, jakby to miało mu w czymś pomóc i zaczął kasłać, jakby cierpiał na gruźlicę. Usiadł sobie tyłkiem na ziemi i ponownie zaczął drapać krosty na ciele. Swędziało jak cholera! Było nie do zniesienia.
– Na…ta…sha!
Zakrzyknął chłopiec między każdym, kolejnym kaszlnięciem. Pozwolił kobiecie na to, aby starła z jego warg resztki krwi, po czym posłał jej uśmiech, nie ukrywając już swoich kiełków. Kiedy złapała go za rączkę, uchwycił się kobiety mocno, jakby była jego ostatnią deską ratunku i znów zaczął przeraźliwie kasłać. Skrzywił się i wypluł niezdarnie ślinę, która napłynęła mu do ust. Aż się popluł, zarówno bródkę jak i ubranko. Nie ważne dokąd go teraz zaprowadzi, chłopiec pójdzie z nią wszędzie. Wiadomo, młody był i naiwny, zupełnie nie miał pojęcia o złu, jakie czai się w świecie. Zresztą najbardziej bał się samochodów, uciekał przed nimi i wielkich wieżowców, które brał za żyrafy.
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Lip 31, 2013 10:16 pm

Isabella włóczyła się po Parku bez konkretnego celu, nie przejmowała się nawet tym, że może ją coś zaatakować. Szczególnie kiedy był wieczór, westchnęła ciężko delikatnie szurając butami po ziemi. Hideo odszedł a Alex jej gdzieś umknęła, więc dziewczyna została sama.
Jak wiele się w jej życiu wydarzyło, nigdy nie sądziła że wampiry istnieją...są niebezpieczne, więc trzeba je unicestwić.
Zastanawiała się jakby jej życie wyglądało gdyby była Łowczynią. Czy coś by się zmieniło? Miała by więcej do czynienia z krwiopijcami niż dotychczas? Na pewno.
Jednak nie mogła sobie wyobrazić jak zabija jednego z nich...to nie było łatwe...mimo iż oszalał też był niegdyś człowiekiem.
Odgoniła od siebie złe myśli, zatrzymując się i dostrzegając jakąś dziewczynę oraz dziecko. Z początku nie zwróciła na nich większej uwagi, ale nagle ujrzała coś...czego nie powinna.
Było tam wiele krwi, cała bluzeczka dziecka była nią umazana jak i dziewczyna. Zatrzymała się. Czy to były...Nie, na pewno nie.
Dziecko mogło się po prostu zranić wraz z matką lub coś w tym stylu. Podeszła do nich niepewnie, patrząc na kobietę łagodnie.
- Co się stało? - Zapytała, delikatnie się krzywiąc. Nie wiedziała co o tym myśleć, choć Hideo ostrzegał ją by trzymała się z dala od wampirów i omijała je szerokim łukiem.
Jak widać nie posłuchała go, jeżeli był to wampir typu E, musiała go zabrać! Nie mogła pozostawić go na wolności, musiałaby go oddać jakiemuś łowcy czy coś...
Jednak nic nie było pewno, dziecko mogłoby być po prostu dzieckiem z mamą...Jednak sama krew mówiła że co najmniej jedno z nich jest wampirem.
Skrzywiła się lekko, powinna była odejść stąd jak najszybciej, by nie sprawić sobie kolejnych kłopotów. Stanęła w bezpiecznej odległości od nich i przypatrywała się nie pewnie. Główne zainteresowanie padło na dziecko, które zachowywało się co najmniej dziwnie...
Skrzywiła się lekko, to nie było normalne. Zerknęła kątem oka za siebie, mogła być to też jakaś wampirza pułapka. Tu nic nie jest pewne, wszyscy mogli być krwiopijcami...
Czy ten świat oszalał? Nie ma już normalnego miejsca bez nich? Czy oni wszyscy muszą atakować bezbronnych ludzi i pozbawiać ich życia?
Ech...powinno się je wszystkie zamknąć, może dzisiejsze doświadczenie przygotuje ją do wkroczenia w świat łowców?
Isabella nie wiedziała zbytnio co o tym wszystkim myśleć, skoro był wampirem...najlepiej byłoby go zabrać by już nikogo nie skrzywdził...ale dokąd?

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Czw Sie 01, 2013 8:48 pm

Kobieta miała jeszcze jedną słabość która przemawiała na korzyść chłopca. Wiedziała, że jest to niebezpieczne, ale fascynowała się wampirami, od chwili kiedy tylko pierwszy stanął jej na drodze i się ujawnił. Miała świadomość tego, że w większości przypadków są niebezpieczne, ale ona uwielbiała ten dreszczyk emocji. No i może też to że była masochistka. Więc myślę, że jakoś przeżyłaby spotkanie z ojcem chłopca, co nie znaczy, że chce się z nim spotkać.
Nie zostawiła go mimo iż rzeczywiście nie wiedziała co dolega chłopcu. Zaryzykowała, była ratownikiem, jakieś względne pojęcie medyczne miała i to musiało jej wystarczyć. Nie zostawi przecież dziecka na pastwę losu, albo też jakiejś wścibskiej dziołchy. Niech sobie nie wyobraża, że Nati od tak odda jej chłopca. Kiedy młody wampirek zaczął kaszleć u opluwać się krwią, kobieta znów przykucnęła i pomasowała malca po plecach i oczyściła mu twarz. Była troskliwa i bardzo cierpliwa, łagodny wyraz jej twarzy nie zmienił się ani trochę. Kątem oka dostrzegła zbliżającą się do nich dziewczynę, nie dała po sobie poznać, że to ją nieco zaniepokoiło. Zwróciła się w jej stronę z uśmiechem w chwili kiedy padło pytanie z ust przyszłej łowczyni(?).
-To bardzo miłe, dziękujemy wszystko jest w porządku.
Kiwnęła głową na potwierdzenie swoich słów i przysunęła chłopca bliżej siebie, jeżeli dalej kaszlał służyła mu chusteczką do otwarcia ust, i swoim wsparciem. Dosłownie jak rasowa i kochająca matula. To trzeba Natce przyznać, miała podejście do dzieci i strasznie mocny instynkt macierzyński.
I to nie jest prawda, że każdy wampir morduje i jest zły i trzeba go zamykać. Znała takich krwiopijców, którzy wręcz chcieli pomagać ludziom. Jednak nie będzie nikogo nie niczego przekonywać, z doświadczenia wiedziała, że łowcy mieli pokiełbasione we łbach.
Objęła chłopca ramieniem, jak będzie trzeba to go obroni, była zaniepokojona stanem chłopca, dobrze byłoby jakby ktoś zaufany go obejrzał, ktoś kto wie o istnieniu wampirów i jest do nich pozytywnie nastawiony, na szczęście takich nie brakowało. Przez myśl nawet przeszła jej konkretna osoba. W każdym bądź razie miała nadzieję, że Sahal zostanie w jej ramionach i nie rzuci się na obcą dziewczynę bo sytuacja byłaby wówczas naprawdę nieciekawa. Jednak nie mogła być pewna jego reakcji, chciała go zabrać stąd jak najszybciej, ale problem był w tym, że nie miała pojęcia gdzie i jak zacząć poszukiwania jego rodziny.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Sie 02, 2013 12:43 pm

Może to śmieszne, ale Sahal polubił swoją nową towarzyszkę. W dodatku wypił krew dziewczyny, więc jakby patrzeć, jakaś więź pojawiła się między nimi. W sumie to nawet bardzo się ucieszył, że nie musiał już błąkać sam. Do ojca nie chciał wracać, zostawił go samego, udając na panny. Więc Sahal zamierzał zostawić ojca, a teraz znalazł świetną przyjaciółkę! Co z tego, że mieli trudności z porozumiewaniem się? Jakoś dadzą radę, na migi, a sama dziewczyna miała słabość do dzieci, więc na pewno rozumie to, czego potrzebują albo co chcą przekazać poprzez mimikę twarzy. Jeśli tak bardzo fascynowała się wampirami, to teraz na głowie miała jednego i kto, może nie prędko ją puści wampirek? Normalnie pierwsza miłość jak trza! Większość zakochiwała się w ojcach, matkach, braci, siostrach albo paniom z telewizji, a Sahal obrał sobie o dwadzieścia lat starszą i jakże śliczną dziewczynę! Ojciec byłby z niego dumny, choć jeszcze samo dziecko nie do końca wiedziało, co zachodzi między kobietą, a mężczyzną. Zapewne by się zarumienił i popatrzył na Natashę przepraszająco, gdyby nagle się o tym dowiedział.
Sahalek co chwila drapał się po szyi, stąd ta krew na koszulce chłopca.  Rany na jego ciele powiększały się przez to drapanie. Zresztą opatrunek wymagał ponownej zmiany, bo rana na szyi zaczęła się już paprać, pojawiła się także ropa. Z wdzięcznością przyjął masażyk od kobiety o jasnych włosach. Zdawała się być aniołem, była łagodna i cierpliwa. Ciekawa czy mamusie takie są dla swoich dzieci? Nie wiedział. Jego matka go nienawidziła i wykorzystywała, nie chciała go w domu, więc sypiał na dworze. Nie jego winą było, że się urodził, a teraz jeszcze swe łapy na nim chciał położyć jakiś łowca. O których nie miał pojęcia przecież! On nawet nie odróżniła dobra od zła.
Skulił się za Natashą, słysząc głos nieznajomej. Nie wiedział czemu, ale nie przypadała mu do gustu. Wywoływała w nim dziwne wrażenie, że chce wyrządzić mu krzywdę. Ścisnął mocniej łapkę Natashy, ale nie tak, żeby zadać ból. Wtulił się do nogi blondynki i czekał, nie wiedząc na co. Nie rozumiał w ogóle, o czym obie kobiety rozmawiają, nie znał aż tak dobrze japońskiego, ciągle przecież posługiwał się swoim afrykańskim dialektem. Umiał tylko kilka pojedynczych słów.
Wreszcie spojrzał na Natashę, z lekkim przerażeniem. Nie chciał płakać, ale źle się czuł. Wszystko go bolało, krosty na karku swędziały, miał gorączkę i czuł się senny. Zupełnie jakby zapadał w sen zimowy, co było silniejsze od niego.
– Na…ta…sha? Ktoo?
Szeptał niemalże zeschniętymi wargami, lekko ciągnąc za ubranie kobiety. Wciąż się do niej przytulał, chowają łepek w biodro blondynki. Oczywiście nie miało to żadnego kontekstu seksualnego, po prostu czuł się bezpieczniejszy przy Natashy.
- Słoooń?
Lekki uśmiech pojawił się na twarzy chłopca. Z chęcią zobaczyłby słonia, to przecież jego ulubione, afrykańskie zwierzę!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Sie 04, 2013 6:16 pm

I już dawali radę się porozumieć, ciężko bo ciężko ale jakoś im szło. Niby miło się tak pobłąkać z kimś, jednak Natasha była zaniepokojona tym, że taki młody wampir po mieście chodził sam. Myślała o rodzicach chłopca, miała kilka opcji, ale mimo wszystko chyba przydałoby się ich znaleźć. Nie wiedziała czy Sahal się zgubił, uciekł, a może został porzucony. Możliwości było wiele, ale wiedziała jedno w łapska łowców go nie odda. Nie zauważyła aby był złym wampirem, w ogóle jak dziecko może być złe? Jest nauczone zachowań rodziców i nie jest to ich wina, w końcu musi skądś czerpać wzorce. Kobieta stwierdziła, że może się chłopcem zaopiekować przez pewien czas aż nie znajdzie jego opiekunów. Co szczerze mówiąc będzie trudne.
Chłopiec był uroczy i obudził w Nati instynkty macierzyńskie, miała ochotę się nim zająć jak kochająca matula, przytulać, rozpieszczać i dbać. I już kiedy pojawiło się pierwsze zagrożenie miała zamiar ochronić Sahala, skryła chłopca za sobą, aby łowczyni nie miała możliwości zerkania na niego. Jego chłodną, drobną rączkę ścisnęła mocniej, pokrzepiająco. Zmierzyła spojrzeniem młodszą od siebie dziewczynkę, jeszcze nie pełnoletnią i niesamowicie wścibską. Coraz młodsze to i bardziej upierdliwe. Blondynka minęła ją trzymając i prowadząc wampira za sobą. W międzyczasie zwróciła się do towarzysza mówiąc mu, że dziewczyna która ich zaczepiła nie jest nikim ważnym. Nie miała zamiaru prowadzić dyskusji z obcą nastolatką, nie będzie czasu tracić na takie zaczepki. Odeszła spory kawałek z ciemnowłosym chłopcem i posadziła go na ławce w bezpiecznym miejscu. Usiadła tuż obok niego i obejrzała jego szyjkę. Delikatnie zdjęła z rany opatrunek, nie dobrze to wyglądało. W takich warunkach ciężko będzie coś zrobić, ale była ratownikiem miał przy sobie małą apteczkę z najważniejszymi rzeczami. Wyjęła ją z torby i zaczęła działać. Rozejrzała się uważnie na boki upewniając się, że nikt ich nie widzi i oczyściła delikatnie chłopcu ranę sterylną gazą, a następnie nałożyła nowy, czysty opatrunek. Całe to zdarzenie dało jej sporo do myślenia. Właśnie przypomniała sobie o dziwnej chorobie o której coś słyszała, skojarzyła to z tym. Objawy by pasowały. Zerknęła na chłopca z lekkim i ciepłym uśmiechem, nie chciała dać po sobie poznać, że sytuacja wygląda nieciekawie. Dotknęła jego czułka, był rozpalony w życiu nie widziała chorego wampira. Zastanawiała się co teraz do szpitala przecież z nim nie pójdzie, musi sama coś z tym zrobić, a w międzyczasie zastanowić się jak odnaleźć rodzinę malca. Będzie musiała skontaktować się ze swoim panem. Jednak najpierw zabierze chłopca do siebie i przynajmniej złagodzi objawy choroby.
Wzięła malca za rękę, albo nawet na ręce jeżeli zaszła taka potrzeba i skierowała się w stronę apartamentu w którym aktualnie mieszkała. Nie przejmowała się tym, że sama też może się zarazić. Była dorosła i spodziewała się, że znacznie lepiej to zniesie niż Sahal.

[z/t Nati i Sahal]
Powrót do góry Go down
Ryu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1051-ryu#13821
Zarejestrował/a : 07/06/2013
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Sie 27, 2013 10:43 am

Wampir nie wiedział gdzie zawitać dzisiejszego wieczoru. Przez miesiąc zajmował się swoim biznesem, który nigdy nie mógł stać się stabilnym, ale przynajmniej wspomógł ojca w kilku sprawach, dzięki czemu na koncie jego firmy pojawiły się kolejne duże liczby za leki i narkotyki.
No nic. Trzeba zapomnieć o biznesach i zając się "nieżyciem" albo i życiem, które można było wykorzystać.
Park to dobre miejsce. Dobre jak każde inne, chociaż Ryu powoli zaczął przychylać się do spacerów w takich miejscach. Wspominał ostatni atak na niewinną kobietkę, której pokazał przeraźliwą wizję jej końca życia. Kilka wilków atakujących ją, a potem zżerających jej ciało, Ah! Ten strach w oczach dziewczyny. Strach o własne życie, który uleciał na koniec wizji, przerwany przez znudzenie...
Może dziś będzie jego noc i znów zafunduje komuś przyjemną noc pełną umierania? Nie miał w sumie chęci teraz na taką zabawę, ale czego się nie robi, aby zabić nudę?
I wtedy zobaczył z daleka dziewczynę. Znów szczęśliwy dzień!
-Oh...!- Uśmiechnął się lekko nie pokazując swoich ostrych jak brzytwa zębów. Taka to genetyka jest. Przecież prawie cała rodzinka miała takie zęby. To samo tyczyło się prawego oka, gdzie lewe to był wybryk natury... No ale nie ma co się rozwodzić na ten temat.
Ryu powoli kierował się w stronę niewinnej dziewczyny. Jeszcze nie zamierzał jej atakować. Przynajmniej na tą chwilę...

_________________
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Sie 27, 2013 10:49 am

Isabella obserwowała jak dwójka odeszła i ostatecznie zniknęła, ona zaś została sama. Złapała się za ramiona, dziś było wyjątkowo chłodno a do tego robiło się coraz ciemniej.
Westchnęła lekko i już miała wracać by nagle usłyszeć kroki.
Czyżby oznaczało to coś, czego powinna się obawiać? Raczej nie, jako przyszła łowczyni wampirów nie zamierzała sie niczego obawiać. Obróciła się, obrzucając nieznajomego świdrującym wzrokiem.
Isabella nie była łatwą sztuką, toteż może mu sprawiać niemiłe problemy. Nic nie mówiła a jedynie patrzyła na niego, czując jak jej serce zaczyna szybciej bić. Był wampirem, jedno oko wszystko jej mówiło.
Nie ruszyła się z miejsca, wiedziała że one są zbyt szybkie, ale miała na nie skuteczną broń. Stała tak, by jednak w pewnej chwili odwrócić się w przeciwną stronę i po prostu zaczęła iść.
Zamierzała wrócić do domu, Hideo ją przed tym ostrzegał a ona nie zamierzała zawieść jego zaufania, jednak co będzie jeśli trafiła na dość krwiożerczego wampira? Oj Isabella...w co ty się nie wpakujesz.
Zacisnęła pięści, jej kroki były szybkie jednak nie uciekała. Musiała zachować zimną krew, gdyż może ją to kosztować życie.
Jej różowe włosy był delikatnie niesione przez wiatr, czasami zasłaniając jej twarz. Że też jeszcze pod wiatr musiała iść.
Powrót do góry Go down
Ryu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1051-ryu#13821
Zarejestrował/a : 07/06/2013
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Sie 27, 2013 2:52 pm

Oh jaka szkoda! Kobietka zaczynała odchodzić. Ryu nieco się wnerwił od razu jak tylko odwróciła się do niego plecami. Nie miał w ogóle cierpliwości do takich spraw! On w ogóle nie miał cierpliwości do ludzi. Za to coś jednak koiło jego złość. Z wiatrem przychodził zapach. Krew kobiety szybciej przepływała przez jej układ krwionośny co skutkowało powolnym sianiem paniki. Ktoś, kogo się goni musi powoli robić się poddenerwowany. To normalne u ludzi. A jak wampir pokroju Ryu to zwietrzy, to nie odpuści tak szybko.
Więc co taki wampirek mógł zrobić? Dosłownie wszystko. Pozwolił sobie jednak na coś bardziej subtelnego, niż rzucenie się na dziewczynę z nienaturalnie szybkiego biegu. Przyśpieszył i pozwolił sobie, aby jego kroki było słychać na dużą odległość. Szybciej, szybciej, szybciej. Dziewczyna pewno też przyśpieszyła, ale liczyło się złapanie odpowiedniego momentu. Ryu wyczekiwał, dostosowując się do szybkości kroków dziewczyny i... wyciągnął dłoń przed siebie, kierując ją pod nogi dziewczyny. Odległość od niej była jeszcze i tak znacząca, ale nie chodziło o nic innego jak wskazanie jej nóg ręką. Tak się mogło zdawać na pierwszy rzut oka, ponieważ w pewnym momencie w połowie kroku noga dziewczyny trafiła na jakiś wybój w drodze, przez co się potknęła...
Czy w szybkim kroku powstrzymała się od upadku? To już nie takie proste. Potknięcie się jednak miało spowodować ucieczkę. Może strach... Ale dopiero miało się okazać co wywołała mała sztuczka Ryu.
Co zrobił? To odrobina lodu, którą wyczarował dokładnie na drodze dziewczyny spowodowała potknięcie się. Mały i niewinny żarcik, co?

_________________
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Sie 27, 2013 3:02 pm

Czy czuła strach? Nie, jednak musiała przyznać że jej serce tak. Nie widziała jego miny ani reakcji, zupełnie niczego. Po prostu szła sobie spokojnie, jednak coś zaczęło się dziać.
Coś zaczynało jej nie pasować, wtem usłyszała coraz głośniejsze i szybsze kroki. Ona też tak zrobiła, nie chciała przecież mieć doczynienia z jakimkolwiek krwiopijcą. Wszyscy z nich zasługują na śmierć, obróciła się by zerknąć na niego.
Jednak utrzymywał bezpieczny dystans, więc nie martiwła się aż tak. W sumie zaczynała się czuć coraz lepiej, była dalej i dalej aż w pewnym momencie potknęła się o coś.
Zaskoczona, upadła na ziemię jednak podtrzymała się rękoma by nie wyjść na jakąś ciamajdę...(chociaż i tak było za późno) Westchnęła ciężko, obracając się za siebie i dostrzegając jak wampir jest coraz bliżej, jednak nie to ją zaskoczyło.
Zaskoczyło ją pojawienie się lodu w lecie, co całkowicie zbiło ją z tropu. Czyżby natrafiła na wampira, który potrafił władać lodem? Wstała i obróciła się napięcie, nie będzie uciekać.
- Myślisz że to zabawne? Zostaw mnie. Idź ponękaj kogo innego. - Rzuciła ostrym głosem, patrząc na niego i świdrując go wzrokiem. Jaka będzie jego reakcja? Wątpiła, żeby się na nią rzucił...chcociaż coraz bardziej zaczynała rozumieć że staje się jego ofiarą. Na wszelki wypadek ktoś ją uratuje...jednak czy los będzie po jej stronie?
Zaraz się okaże.

_________________

Powrót do góry Go down
Ryu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1051-ryu#13821
Zarejestrował/a : 07/06/2013
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Sie 27, 2013 3:22 pm

O proszę. A jednak zadziałało. Widok padającej kobiety na kolana był... pokrzepiający? Tak. Ostatnio miał do czynienia jedynie z facetami, których trzeba było torturować dla informacji na temat innych dilerów, a teraz miał przed sobą wolną dziewczynkę-tak, dziewczynkę- która mu się stawiała i nie bała się jego. Choć sam wampir nie wyglądał jakoś strasznie. Nie był ani wielki jak dąb, ani nie warczał, nie ociekał krwią. Jedyne co mogło przestraszyć to jedno, czerwone oko z gadzią źrenicą. Stanął jakieś trzy metry przed nią i poszukał jej wzroku. Z tym akurat nie było ciężko, ponieważ dziewczyna oglądnęła go sobie od stóp do głowy. A po drodze były oczy...
Dziewczyna nie miała jak zauważyć subtelnej różnicy, która zdarzyła się w tamtej chwili. Mogła za to zauważyć jak wampir się uśmiechnął pokazując ostre zęby. Przypominały wręcz zęby rekina.
I nagle mogła poczuć jak jej całe nogi pokrywa skorupa lodu. Gdy tylko chciała poruszyć rękami, również zauważyła, że ręce pokrył lód, który strasznie szczypał. Temperatura ciała zaczynała gwałtownie spadać. Ręce zaczynały ciążyć, ponieważ pokrywał je lód, który ważył dobre piętnaście kilo na każdą z rąk.
I co teraz? Zrobi dziewczynka?
...
Dziewczynka była zahipnotyzowana, a Ryu spokojnie do niej podszedł. Wciąż wpatrywali się sobie w oczy. Dziewczyna nie mogła odwrócić oczu w transie...
-Ładniutka jesteś...
Odpowiedzi nie mógł uzyskać, ponieważ trans nawet słowa z zewnątrz nie przepuszczał...
Tak. To była druga jego magia... Druga moc, która miała teraz pokazać dziewczynie jak bardzo mógłby ją zranić wampir...

_________________
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Sie 27, 2013 3:32 pm

Cóż, gdyby była już Łowczynią to na pewno nie dałaby się tak od razu zaskoczyć a przede wszystkim zmusić do czegoś, czego nie chciała. Czy mądrze było patrzeć bestii w oczy? Chyba nie, skoro potem poczuła się dziwnie..tak jakby...nie była sobą.
Wtem ujrzała jego kły...nie to nie były kły, były to zbęby jak u jakiegoś dinozaura...czy to na pewno wampir? A może jakiś jego mieszaniec? Kto to wie? Wtem poczuła chłód, znowu.
Nogi jej zamarzły, odmawiając posłuszeństwa. Zaczęła się szamotać by po chwili poczuć jak i ręce jej ciążą. Był to ogromny ciężar dla młodej dziewczyny, syknęła lekko czując jak się zniża.
Nie mogła wytrzymać, było jej zbt ciężko by mogła stać wyprostowana. Jednak najgorsze było to że na nią cały czas patrzył...a przez to ona nie mogła oderwać wzroku.
Nie mogła zrobić niczego, wszystko ją opuściło. Jej oddech się przyspieszył, otworzyła lekko usta.
Wtem coś się zmieniło. Zmrużyła ciemno-zielone oczy, jednak nie odezwała się, nie mogła. Chciała uciec, zadzwonić, prosić kogoś o pomoc lub go żeby ją puścił. Chciała go nawet wzrokiem zapytać ''dlaczego to robisz? czego chcesz'' Jednak on nie mógł niczego wyczuć, jej lodowe i pełne nienawiści spojrzenie cały czas wtapiało się w jego oczach.
Nie mogła się ruszyć, nie mogła nic powiedzieć. Czego od niej on chciał? Nie miała pojęcia, skrzywiła się. Nie chciała umierać, nie chciała żeby nawet do niej podszedł. Nie chciała czuć jego zimnych dłoni na siebie, miała ochotę się szamotać i walczyć...jednak co zrobi kiedy nie może? Była zahipnotyzowana, bezbronna...jednak jak długo to potrwa?
Jednak nagle lód zniknął, jakby go nie było. Nie miała pojęcia że to się nie dzieje naprawdę, zaczęła uciekać, uciekać jak najdalej. Krzyczała, jednak czy działo się to naprawdę? Wierzyła w to.
Biegła ile miała w sił nogach, chciała uciec...
Powrót do góry Go down
Ryu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1051-ryu#13821
Zarejestrował/a : 07/06/2013
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Sie 27, 2013 3:56 pm

Lód może i puścił. Nieoczekiwanie, ale jednak. Znajdowała się i tak w pułapce bez wyjścia. To on był panem swojej hipnozy. Tylko blokada umysłu mogła go powstrzymać, a dziewczynka jej nie miała...
Wtem za plecami dziewczyna usłyszała wystrzały, a po chwili nogi się pod nią ugięły. Gdy szok minął, poczuła przeszywający ból w udach. Ból od przebitych nóg kulami z pistoletu. Tak. Strzelił w jej nogi dwa razy. Po jedną kulę na nogę. Na nieszczęście dziewczyny czuła ból od ran postrzałowych. Oczywiście to tylko umysł sprawiał, że go czuła, ale mimo wszystko ból był realny.
Wampir zaczął podchodzić. Strzelił jeszcze dwa razy. W prawe i lewe ramię. Z każdym krokiem strzelał kolejne dwie kule w kończyny, aż w broni nie skończył się magazynek. Niestety dla dziewczyny i tak to nie była dobra wiadomość, ponieważ kiedy skończył się magazynek, ona w każdej kończynie miała po 4 rany postrzałowe, a wampir był już nad jej ciałem...
Wampir złapał dziewczynę za zranione ramię i obrócił ją na plecy, mocno dociskając zranione miejsce, aby jeszcze bardziej bolało...

A tak na prawdę? Ryu stał przed dziewczyną z uśmiechem i czekał na jej strach. Strach wywołany przede wszystkim bólem. Gorzej jeśli kobieta jest masochistką... Oby nie. Straciłby przez nią tylko czas. A w złości mógł i ją zabić na prawdę. Tak to bywało, gdy był niezadowolony...

_________________
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Sie 27, 2013 4:04 pm

Wszystko działo się tak szybko i niespodziewanie, była w szoku a kiedy zaczęła uciekać. Poczuła ból..potężny ból, upadła na ziemię, nie wiedziała co ma robić. Zaczęła krzyczeć i niemiłosiernie się drzeć, potem dostała jeszcze dwa razy. Krew trysnęła z nowo powstałych ran, zaczęła płakać, krzyczeć i się szamotać, mimo iż nie czuła niczego.
On podchodził, był coraz bliżej...ból był nie do opisania, czuła jak powoli uchodzi z niej życie. Nie miała pojęcia, że nie dzieje się to naprawdę. Niestety wierzyła we wszystko co czuła i widziała, chciała się rzucić do ucieczki ponownie, ale jak?
Wtem poczuła jak przewraca ją na placy, powodując jeszcze większy ból. Krzyk stał się niemiłośierny, był melodią dla mordercy. Płakała z zamkniętymi oczami, nie chciała na niego patrzeć, nawet zerknąć.
Chciała umrzeć, pragnęła tego...by te męki się już skończyły. Jednak była w zbyt wielkim szoku by powiedzieć do niego ''zabij mnie'' Zalana krwią i łzami, leżała tak a przy niej znecający się wampir.
Dlaczego? Mogła biec szybciej, łzy skapywały po jej policzkach, zaczęła się robić blada, umysł umierał razem z nią. Dlaczego ona? Krzyknęła po raz ostatni...

W rzeczywistości mógł widzieć ból i strach w jej oczach, a po policzkach spłynęły duże łzy, dlaczego jej to robił? Czyżby coś mu kiedyś zrobiła? Była pewna, że umiera.

_________________

Powrót do góry Go down
Ryu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1051-ryu#13821
Zarejestrował/a : 07/06/2013
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Sie 27, 2013 4:18 pm

Na koniec tej wizji, wampir złapał ją za włosy i przystawił drugą dłoń do jej ust. Poczuła, że ogarnia ją zimno na ustach, a potem w gardle, płucach, a potem jeszcze chłód rozszedł się po reszcie organów... Ciało zamarzło i fala zimna ustała tak nagle, że można było porównać to do rozbicia całego lodu w mniej niż jednym uderzeniu serca.
Wszystko wróciło do normy. Ciało dziewczyny jedynie ją lekko mrowiło w miejscach zranienia, ale stała wciąż na nogach. Dopiero teraz mogła zamknąć oczy. Dopiero teraz mogła sobie uświadomić, że nic się nie wydarzyło tak na prawdę. Prawdziwy jednak był wampir, który przed nią stał i był gotowy zadać jej prawdziwy ból.
-Nie umierasz. Przynajmniej na razie.-Jego głos był chłodny, ale nie wrogi. Wampir miał przewagę nad dziewczyną i to dość sporą. Na pewno do tej chwili uświadomiła sobie, iż łatwo może ją zabić. Jeden ze sposobów niedawno jej pokazał...

_________________
Powrót do góry Go down
 
Park osiedlowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: