IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dom nr 603 czyli azyl Comete

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Nie Sie 28, 2016 4:13 am

Na jednej z ulic wschodniej dzielnicy mieszkalnej pod numerem 603, mieści się całkiem okazały dom jednorodzinny. Budynek ten powstał stosunkowo niedawno, bo niespełna dwa lata wstecz. Posiadłość okala ogród, którego ozdobę stanowi oczko wodne, (nad którym przebiega drewniany mostek prowadzący wprost na taras znajdujący się na tyle budynku). Pomimo zastosowania dość nowoczesnej architektury to zarówno sam dom jak i ogród zostały utrzymane w Japońskim duchu.  Informacją wartą podkreślenia jest fakt, że okna w owym budynku zostały wykonane z szyb weneckich, co zapewnia dodatkową dyskrecję.  

Budynek składa się z dwóch pięter na pierwszym znajdują się pomieszczenia takie jak:
-Kuchnia
-Salon
-Salon połączony z aneksem kuchennym
-Przedpokój
-Łazienka
-Korytarz
-Sypialnia (zaaranżowana na pokój gościnny)

Na drugim piętrze znajdują się:
-Korytarz
-Łazienka
-Sypialnia Comete
-Gabinet/ Pracownia
-Składzik

(Potem dodam grafikę)


Ostatnio zmieniony przez Comete dnia Nie Sie 28, 2016 4:15 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Nie Sie 28, 2016 4:14 am

Wróciłam do domu dość późno, zapewne przez to, że podświadomie nadal zwlekałam przed podjęciem się wyzwania w postaci uporządkowania swoich rzeczy po przeprowadzce. Znałam zawartość każdego pudła, jakie mijałam w drodze z przedpokoju do salonu… a jednak odnalezienie tym wszystkim rzeczom nowego miejsca spoczynku nużyło mnie. Był to najmniej lubiany przeze mnie element przeprowadzek, no może poza pakowaniem się, co było jeszcze większą katorgą. Nie lubiłam nudy, wręcz jej nie tolerowałam. Z drugiej strony ile można żyć na kartonach? Odstawiłam walizkę pod ścianę, sprawnie pozbyłam się butów oraz płaszcza, (który to wymagał pilnej wizyty w pralni celem odsiarczenia), po czym krzyżując ręce na klatce piersiowej krytycznie rozejrzałam się po salonie. Ten dom miał należeć do mnie przez najbliższe trzy lata, dalej jednak nie czuć w nim było mojej obecności. Podobał mi się panujący tutaj klimat jednak, aby oswoić tą przestrzeń musiałam nadać jej własny akcent.
-No dobra… nie mogę tego tak odwlekać w nieskończoność. Pudła szykujcie się!
Oznajmiłam, po czym zatarłam ręce niczym czarny charakter jakiejś starej kreskówki, który to właśnie knuł jakiś niecny spisek. Już zdecydowanym krokiem zbliżałam się do największego kartonu, lecz zatrzymałam się natrafiając na swoje odbicie w lustrze. Piękny kostium skrzący się cyrkoniami dalej prezentował się nienagannie.
-Hmmm… ale najpierw przebiorę się w coś wygodniejszego.
Oznajmiłam sama sobie, po czym pochwyciłam jedno z kartonowych pudeł, aby pognać wraz z nim do swojej sypialni. Gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju, cała zawartość pudła rozsypałam na swoim łóżku sama stoją naprzeciw niego i starając się wyszukać jakiejś ładnej a zarazem wygodnej sukienki. W ostateczności mój wybór padł jednak na białe szorty oraz zwiewną błękitną tunikę z odsłoniętymi ramionami. Owa tunika zyskała sobie moją sympatię choćby za fakt, że nie trzeba było jej prasować, przyjemny, choć śliski materiał miał to do siebie, że nigdy się nie gniótł. Co prawda w domu byłam sama, więc nie musiałam martwić się takimi rzeczami, jednak ma wewnętrzna dusza estetki łkałaby żałośnie zmuszona do snucia się w pomiętej garderobie. Tak też przebrałam się w wybrany zestaw po czym swe kroki skierowałam do kuchni, aby przed rozpoczęciem pracy osłodzić ją sobie choć odrobinę z pomocą czekoladowych ciastek.

Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 216


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Pon Sie 29, 2016 10:28 am

No to dotarłem do miejsca jakie chciałem odwiedzić. Jak widać, dopiero co się zebrała. Oglądała się przed chwilą w lustrze? Ciekawe czy jej charakter zakrawa o bycie narcyzem. W sumie takie gwiazdy, które przedstawiają swoje atrakcje wśród ludzi, często mają z tym problem, prawda? W sumie zadacie sobie pytanie, jak mogę cokolwiek widzieć przez szyby weneckie? Cóż, trzeba brać pod uwagę pierwszy istotny fakt. Mam zmysły, które są nienormalnie wysoki. Wzrok, węch, czucie i wiele wiele innych. Jak wszystko się złączy, potrafię sobie stworzyć idealny obraz tego co jest za takim oknem. A nawet jeśli czegoś takiego bym nie posiadał, to mam moc którą mógłbym wyjeść maleńką część "szyby", która ogranicza widoczność. Ale biorąc fakt, że jestem na diecie oraz to, że idealnie widzę to co trzeba, pozostaje w pierwszej opcji. Jednak nieodczuwalnego fragmentu mocy i tak użyłem. Do czego? Do psot, bo bycie tylko biernych podglądaczem, to nudne. Zjadałem tak nieistotne fragmenty, które tylko powodowały, że coś się jej odpięło, coś zsunęło. Oczywiście mogła to bez problemu zbagatelizować. I nie, nie oglądałem jej dlatego, żeby nacieszyć się jak wygląda bez ciuchów, nie posiadam takich potrzeb. Zwyczajna ochota psot i liczenie, że może poznam kim dokładniej jest. Niestety, choć wydawała się w jakiś sposób znajoma, nie mogłem jeszcze odgadnąć z kim mam do czynienia.
Dobrze, skoro planowanie jak poznać bez pokazywania się, zwyczajnie nie zadziałało, no to trzeba niestety to zrobić. Miała piękny ogród, w sumie czemu tutaj nie zaczekać? Przy okazji zobaczymy jaką jest osobą, jak zareaguje na gościa, który sobie urzęduje jak chce. Udałem się do tarasu i tam postawiłem swój kompres z herbatą na stole, jak również dwa kubki. Usadowiłem się i postawiłem kilka świeczek, po czym zapaliłem je. W końcu miałem czas na ich zakupienie, prawda? Jakby zerknęła przez okno, zobaczyłaby że coś tam nieco jaśniej jak na taką porę. A jeśli nawet byłoby tego za mało, to właśnie gościłem nietoperze. Jestem osobą dosyć spokojną i te nocne marki na swój sposób to wyczuły. A że zwierzęcy wrodzony instynkt ułatwia mi porozumienie się z nimi, to kilka stuknęło w szyby.

Gdyby zachęciła się do wyjścia, czarnuchy bez problemowo odlecą. To w sumie dość klimatycznie wygląda. Będę musiał wtedy w tym momencie odsunąć kubek z herbatą od ust. Dziwnie to musi wyglądać, gdy jestem tak solidnie zakapturzony. Wstanę i podejdę do mostu. W tym momencie nie ważne co do mnie krzyknie, nie ważne co pokaże. Zanurzę rękę w głąb mojego ubrania i wyjmuję kopertę, którą rzucę prosto w dziewczynę. Raczej bez problemu złapie, a w innym wypadku odbije się od jej piersi i spadnie na ziemie. Co to była za koperta? Nie inna, jak właśnie ta upoważniająca na darmowy wstęp do cyrku.

- Mam zaproszenie. Mogę liczyć na występ?
W tym momencie wyszczerzyłem bialutkie zębiska i zwierzęce kły. Były z pewnością solidniejsze, niż takie wampirze igiełki. W dodatku dobrze pokazywało moje uzębienie jedno z postawionych przeze mnie świec. Wystawiłem w tym momencie ręce w jej kierunku, które były całe w bandażach. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że zsunęły się z nich jeszcze łańcuchy. Oj, nie związałem ich dobrze... Czy uda mi się Ją ostatecznie zaprosić na herbatę, na jej własnym tarasie?

_________________

Bang!
Powrót do góry Go down
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Czw Wrz 01, 2016 5:59 am

Po drodze do kuchni rozglądałam się uważnie, śledząc swym wzrokiem każdy skrawek podłogi. Nie była to żadna inspekcja czystości, lecz poszukiwania. Często zdarzało mi się gubić rzeczy, zwykle jednak udawało mi się je równie szybko odnaleźć. Nie mogłam sobie również przypomnieć momentu, w którym zapięcie od zamka mojego kostiumu mogło się oderwać. Musiało się to jednak stać w domu… Guzik od szortów też gdzieś przepadł… a byłam przekonana, że kiedy ubierałam spodenki był na swoim miejscu. Ale może tylko mi się wydawało? Przecież nie mógł tak nagle zniknąć ot tak? Prawda? Pewnie został w którymś z pudeł, ale co to za problem wszyć nowy? A może nawet kilka, mogłabym w ten sposób przyozdobić krawędzie kieszeni. Tak to był całkiem niezły pomysł. Przebyłam jeszcze drogę przez korytarz w poszukiwaniu swoich zgub, moim krokom stale towarzyszyło delikatne brzęczenie dzwoneczków, których zapomniałam ściągnąć. Po zgubach nie było żadnego śladu to też zrezygnowałam z poszukiwań, nie były to w końcu rzeczy niemożliwe do zastąpienie. Ciastka oby i one nagle nie zniknęły w tajemniczych okolicznościach, bo miałam już na nie ogromny apetyt. Gdy przechodziłam przez salon coś nagle zastukało o szybę. Od razu odwróciłam spojrzenie w stronę źródła dźwięku a moim oczom ukazał się niewielki czarny nietoperz.
-Uuu co się stało? Echolokacja zawiodła?
Spytałam żartobliwie nim jeszcze zwierzątko zdarzyło uciec. Nie trwało jednak długo a mały ssak uleciał w stronę płaczących wierzb, które rosły na końcu ogrodu. Nagle moje oczy otworzyły się szeroko ze zdziwienia a ja instynktownie cofnęłam się o krok do tyłu. Byłam tak zainteresowana nietoperzem, że nie spostrzegłam, że w moim ogrodzie ktoś był! Przez ułamki kolejno mijających sekund moje spojrzenie rejestrowało coraz więcej nowych informacji. Nieznana mi postać odziana w czarny płaszcz jak gdyby nigdy nic postanowiła rozgościć się na moim tarasie. Ale to nie było wszystko… Na tarasie paliły się świece, a przecież tam wcześniej nie było żadnych świec. Jakby tego było mało pomiędzy nimi został rozstawiony zdaje się, że zestaw do parzenia herbaty? Dwie filiżanki…
Cały czas stałam pośrodku salonu obserwując poczynania tajemniczego przybysza. Nie tylko nie wiedziałam, co to wszystko miało znaczy, ale i jak powinnam zachować się w takiej sytuacji. Zamieszkiwałam ten dom od niedawna, ogród cieszył się wyjątkową urodą… może ktoś urządzał tu sobie romantyczne schadzki? Tłumaczyłoby to dwie filiżanki i świece. A zakradanie się do cudzego ogrodu? Czego to się nie robi w dzisiejszych czasach dla dreszczyku emocji? Z drugiej strony czy ktoś taki nie powinien być bardziej zdenerwowany? Rozglądać się nerwowo, co jakiś czas? Osobnik siedzący na tarasie nie wyglądał na zmieszanego… ciężko było się jednak przyjrzeć jego twarzy, której znaczną część zasłaniał kaptur i kołnierz płaszcza. Włamywacz… próbowałby się dostać do domu a nie słyszałam też o tym, aby w tym fachu przed „robotą” wskazane były jakieś medytacje.
Zaczęłam dreptać w kółko pośrodku salonu snując to coraz ciekawsze teorie na temat nieznajomego oraz jego celu wizyty w moim ogrodzie. W ostateczności przybywało tylko pytań a brakowało odpowiedzi i doszło do mnie, że w takim wypadku najprostszą drogą ku rozwiązaniu zagadki będę po prostu konfrontacja. Wzięłam głębszy oddech, po czym zdecydowanym krokiem ruszyłam ku drzwiom tarasu. Jednocześnie spostrzegłam, że zapomniałam o uzbrojeniu się w obuwie jednak to wydawało mi się teraz mało znaczącym szczegółem.
Drzwi otworzyły się wraz z gamą towarzyszących im przy tym dźwięków ja zaś ze swym złotym spojrzeniem wbitym w nieznajomego przekroczyłam próg, tym samym pojawiając się na tarasie. Jak też kultura nakazała, jako dobra gospodyni, nawet dla tych zupełnie niespodziewanych gości miałam zamiar się przywitać.
-Dobry wieczór, przepraszam, że…
Uśmiechałam się życzliwie a mówiłam spokojnie jednak to nie wystarczyło, aby nie przestraszyć mego gościa.
-Hej! Zaczekaj! Ja wcale nie chciałam…
Umilkłam w pół zdania obserwując zachowanie mężczyzny. Był to moment niczym ten z scen filmowych, gdzie w napięciu oczekuje się, co pojawi się w ręce postaci… Nóż? Pistolet? A może tylko notatnik albo telefon? Czego ja powinnam się spodziewać? Gdy nieznajomy nagle rzucił czymś we mnie instynktownie zatrzymałam obiekt przy użyciu telekinezy, jednak, gdy tylko dotarło do mnie, że jest to niegroźna koperta, szybko ujęłam ją w dłonie przyglądając się starannie. Nie musiałam oglądać jej długo, aby zorientować się ze jest to jedna z kopert, które dziś rozdawałam na rynku, tuż obok parku. Moje pytające spojrzenie pomknęło wprost ku nieznajomemu, którego oczy również okazały się być złote. A więc cyrk to o niego chodziło. Musiał oglądać przedstawianie, chociaż… raczej zapamiętałabym tego typu osobę, już sam wzrost by się do tego przyczynił. Uchyliłam kopertę zerkając do jej wnętrza. Istotnie był tam jeden z szczęśliwych darmowych biletów. Czyli o to chodziło? Dlaczego nie zatrzymał mnie jeszcze na rynku? Mimo dalszej bieganiny myśli, to na moich ustach dalej gościł życzliwy uśmiech.
-Oczywiście. To oryginalne bilety i jak najbardziej pozwalają na darmowy wstęp na cyrkowy występ. Jednak będziesz musiał uzbroić się jeszcze w cierpliwość, ponieważ cyrk przybędzie do miasta dopiero za kilka tygodni.
Wyjaśniłam spokojnie w między czasie zaczęłam również zmniejszać dzielący nas dystans. Miałam ku temu dobry pretekst, ponieważ chciałam oddać nieznajomemu kopertę, jednocześnie pragnęłam również lepiej mu się przyjrzeć. Na ułamek sekundy znieruchomiałam, gdy w uśmiechu błysnęły białe kły, nie było to jednak typowe wampirze uzębienie… Jego kły były większe i wyglądały bardziej dziko. Aż korciło mnie, aby wtrącić jakiś komentarz na ich temat, jednak powstrzymałam się przed tym. Wyciągniętą ku mnie dłoń potraktowałam niczym ponaglenie do zwrotu biletu, toteż złotą kopertę miałam zamiar wsunąć właśnie do wyciągniętej dłoni.
-Do tego czasu lepiej abyś nie zgubił swojego biletu.
Dodałam, kiedy to już miałam cofnąć rękę i wypuścić z niej bilet, jednak w tym samym czasie po ręce mężczyzny zsunął się łańcuch. W moich uszach za wibrowało dźwięczenie metalu, zaś nieco zdezorientowane spojrzenie szukało odpowiedzi w twarzy nieznajomego. Musiałam zadzierać głowę, aby móc dobrze mu się przyjrzeć. Zaraz, zaraz… ja przecież znam tę twarz, ale… Cofnęłam się o krok do tyłu i przechylając głowę na boki zaczęłam uważniej przyglądać się postaci stojącej naprzeciwko mnie. Mógł uznać, że wystraszył mnie łańcuch, choć mijało się to z rzeczywistością. Aktualnie nawet, jeśli miałabym tym łańcuchem oberwać to byłam zbyt zaabsorbowane dociekaniem skąd mogłam znać tego osobnika… Złote oczy, zwierzęce kły… ale białe kosmyki wystające za kaptura płaszcza…
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 216


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Wto Wrz 06, 2016 12:01 pm

Przyznam, że moje wykonane figle były pierwszą klasą. Fajnie się krzątała w tą i z powrotem. Jak mogłem sobie odmówić taki rodzaj zabawy? To byłoby wręcz istnym grzechem. Nawet jeśli spowodowało to, że jeszcze bardziej opadłem z sił niż jest to możliwe. Dziwne, że bardziej zachęcają mnie do tego dziwne żarty, niż sytuacje w których mógłbym być zagrożony. Ostatecznie się tym nie przejąłem, bo duża część satysfakcji we mnie pozostała. Myślałem czy mogę jeszcze w jakiś sposób jej dokuczyć i dostarczyć jej dalszej rozrywki. Ale co jeśli zmęczyła by się tym wszystkim i zamiast wynurzyć się na zewnątrz, zwyczajnie by oddała się snu? Nie chciałbym bezczelnie wpraszać się do wnętrza budynku, choć wiem że potrafiłbym bez ceregieli to zrobić. Okazało się, że dałem jej kolejny psikus, choć tym razem był on dosyć nieplanowany. No patrzcie, rozmawia sobie w żartach z nietoperzami. Gdyby nie fakt dalszych planów, pewnie mógłbym gdzieś na boku się wyszczerzać i śmiać w duchu.
Gdy sobie już tak zasiadłem i sączyłem herbatkę, mogłem przyglądać się jej barwnym emocją. Zaczęła się zastanawiać powoli nad każdą rzeczą jaka się pojawiła za pomocą moich rąk. Nie wiedziałem na ile mój pomysł był trafiony, ale gdy śledziłem jej zachowanie, wiedziałem że jak najbardziej w dziesiątkę. Choć czy to dziwne by aż tak wszystko szło po mojej myśli? Albo mam dużo szczęścia, albo moje plany są genialne zaprojektowane, bez potrzeby ich projektowania. Co za ironia, prawda? Postawmy skromnie, że to jest jedno i drugie. Jeśli choć trochę skupia się na swoim zmyśle zapachu, zauważy pewien szczegół o jaki się szczególnie postarałem. Skorzystałem z własnego zmysłu i wziąłem pod uwagę jaki zapach herbaty najbardziej unosił się z miejsca, w którym mój cel śledzenia konsumował słodkości. Jeśli teraz niuchnie aromat tego co Ja pije, powinna sobie przypomnieć. W jakim to jest celu? Cóż, koperta jest wystarczającym wyjaśnieniem, że miałem na oku Ją wcześniej. A jeśli to też ujrzy i złączy odpowiednio fakt, to domyśli się, że jestem przy niej przez cały ten czas. Trzeba jakąś wywołać dreszczyk emocji, prawda? Inaczej byłoby zbyt nudno.
O no proszę, zdolności kinetyczne lub coś podobnego? To nawet nie taka rzadka umiejętność i właśnie przypadkowo miałem okazje Ją poznać. Najważniejsze, że nie wydaje się w żaden sposób agresywna. Jeśli wszystko ma iść spokojnie, to można bawić się dalej jak i kontynuować tą przyjemną sytuacje z nietypową atmosferą. Tylko pytanie czego dokładnie nie chciała? Czyżby jednak ostatecznie zainteresowała się tym wszystkim i nie chciała mojego odejścia? A może chce żebym zadość uczynił za tą całą bezczelność? Będzie musiała mi wybaczyć dalsze poczynania, bo póki wydaje mi się, że jest przyjemnym towarzystwem, to nie zamierzam przestawać.

- Nieznane jest jutro, tym bardziej nieznane jest te kilka tygodni cierpliwości. Jednak można myśleć o dzisiaj. Natręctwem zachęcam do przedłużenia sobie wieczoru.
Czy zrozumie moje intencje? Zaskoczy mnie jeśli tak będzie, bo sam nie jestem pewny czego chce dokonać. W sumie, co by nie było, jak dla mnie jest całkiem zabawnie i ciekawie. Że Ja niby potrzebuje więcej do pretekstu? Proszę was, nic takiego nie musi być.
Miałem teraz na uwadze jedną konkretną rzecz. Łańcuch, który z ochotą uciekł mi za rękawów. Zrobiłem kilka ruchów dłonią. W ten sposób miałem zawinięte nim całe swoje dłonie. Spojrzałem na nią z powagą i machając dłonią.

- Zgubił? Nie, nie potrzebuje czegoś takiego.
Mogła nagle się zdezorientować, że zawartość koperty w jej dłoni się rozpłynęła, wyparowała lub inne podobne zjawisko. To był w pewnym rodzaju mój błąd, ponieważ nagle z tego osłabienia wzięło mnie na przyjemny kaszel. Zasłoniłem się oczywiście ręką z łańcuchem, a to przyjemne nie było. Wydałem cichy dźwięk wilczego niezadowolenia i ponaglany szybko schowałem do środka łańcuch. Przez chwilę byłem tym zaabsorbowany i nie zwracałem na ten czas uwagi na moją rozmówczynie.

_________________

Bang!
Powrót do góry Go down
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Czw Wrz 08, 2016 2:07 pm

Każdy ma swoje mocne strony, jednak do moich nie należał węch. Głównym zmysłem, którym od zawsze się posiłkowałam był wzrok. Moje złote oczy zawsze łakomie obserwowały otaczający mnie świat, wyłapując wiele detali, które inni uznaliby za nieistotne. Prawdopodobnie, dlatego nie przykułam szczególnej uwagi do tego, że zapach unoszącej się tu herbaty powinien wydać mi się znajomym. Skojarzyłam jedynie fakt, że nie pierwszy raz spotykam się już z tym bukietem, jednak nie powiązałam go z kawiarnią, w której to niedawno gościłam. Nie mniej jednak mój nos zdecydowanie nie ignorował obecności miłego aromatu, ostatnim czasem do gustu bardzo przypadły mi szczególnie biała herbata. Nie mniej jednak zapach naparu nie wzbudził moich podejrzeń ani nie naprowadził mnie na ważny trop i pomocny element układanki. Byłam zbyt pochłonięta przyglądaniem się mężczyźnie. Wciąż wydawał mi się znajomy… jednak nie wszystko się zgadzało, a to nie dawało mi spokoju. Potrzebowałam jeszcze czegoś by się upewnić… Na razie jednak pozwalałam rozwijać się sytuacji, mimo iż moje myśli krążyły wokół starej czarnobiałej fotografii oraz twarzy artystów z naszego cyrku.
Wsłuchałam się w słowa mego tajemniczego gościa. Należało przyznać mu rację, przyszłość ciągle chowała się przed nami pod kurtyną niewiadomej i to nawet ta najbliższa. Wszystkie nasze plany i zamiary mogły okazać się zupełnie nieistotne. Mimo wszystko skoro jednak snuło się te niezliczone plany na przyszłość to oznaczało to, że posiada się nadzieję na ich ziszczenie. Nadzieje to jednak nie wszystko, aby być Panem bądź Panią losu, należało brać sprawy w swoje ręce i przykładać się do nich starannie.
-W sumie to masz rację. W końcu życie to jedna wielka niewiadoma i… co dzień potrafi nas zaskoczyć czymś niespodziewanym.
Mówiąc to uśmiechnęłam się jednocześnie uroczo jak i znacząco, chcąc w ten sposób podkreślić, że właśnie to nasze spotkanie miałam aktualnie na myśli. Prawdopodobnie w obliczu nieznajomej persony powinno zachować się nie tylko większy dystans, ale i ostrożność. Ja jednak należałam do tego rodzaju istot, które wytrwale na świat spoglądają przez przysłowiowe różowe okulary. Niecodzienne spotkanie tego pokroju, choć mogło się w jakiejś mierze wydawać przerażające tak dawało również wiele szans na to, że wydarzy się coś, co pozytywnie mnie zaskoczy. W każdym razie ja właśnie takie miałam spojrzenie na sytuacje. Czemu nie dać czemuś szansy tylko, dlatego że ogranicza nas strach przed „sparzeniem się”? Mogłam się jeszcze nie raz przejechać na takim podejściu do sprawy, jednak na razie po prostu chciała podejmować to ryzyko. To też na wzmiankę o „przedłużeniu sobie wieczoru” wymownie zerknęłam za ramię zatrzymując spojrzenie na filiżance i świecach wokół.
Śledził mnie aż tutaj, wdarł się do ogrodu, ale i zadbał o miłą atmosferę. Herbatka z nieznajomym w blasku świec, brzmiało to, co najmniej tak bardzo ciekawie jak zarazem irracjonalnie. No, ale w życiu przecież trzeba pozwalać sobie na szaleństwa, bo inaczej byłoby ono ubogie w smak. Tym bardziej że tajemniczy przybysz za bardzo mi kogoś przypominał abym mogła od tak rozstać się z nim teraz bez rozwikłania zagadki jego tożsamości.
-Hmm… właściwie, czemu nie. I tak nie miałam żadnych konkretnych planów na wieczór. Pomijając rozpakowywanie pudeł z rzeczami.
No i znowu to odwlekam, ale dziś przynajmniej mam konkretny ważny powód, aby móc się za to usprawiedliwić. Jego kolejna wypowiedź zbiła mnie z tropu, zmarszczyłam nieco brwi zastanawiając się po co w takim razie zabierał ten bilet. Pretekst?
-Po co w takim razie…
Przerwałam w pół słowa, ponieważ zaskoczył mnie nagły kaszel mojego rozmówcy. Coś mu dolegało? Ciężko było to ocenić po tak krótkim czasie znajomości, choć miałam wrażenie, że wyglądał nieco na zmęczonego, ale może było to dla niego typowe. Jednak bardziej niż kaszel zainteresował mnie dźwięk, który nastąpił po nim. Znałam tego typu pomruki… mama ma w zwyczaju wydawać podobne czasem, gdy ponoszą ją emocje…. I nagle w mojej głowie rozbłysło światełko olśnienia, potrzebowałem jednak jeszcze czegoś aby się upewnić…
-Wszystko w porządku?
Spytałam, po czym jednak ponownie skorzystałam z swojej mocy telekinezy. Nie wykonałam żadnego szczególnie skomplikowanego działania, chciałam jedynie z jej pomocą zsunąć kaptur z głody mężczyzny. Dreszcz przebiegł mi po plecach a palce zacisnęły się mocniej na trzymanej przeze mnie kopercie. Wydawało mi się że stała się cieńsza? Jednak teraz nie miałam czasu na poświecenie jej godziwej dawki uwagi, byłam zbyt zaaferowana tym co wyłoniło się spod kaptura o ile ten nie został w porę zatrzymany, przez swego nosiciela. Jeśli jednak mój zamiar się powiódł…
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 216


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Pią Wrz 09, 2016 12:26 pm

Ciężko było mi rozgryźć jej myśli. Wydawała się dość opanowana jak na tą nietypową sytuacje. Choć zarazem nie wydawała się jakaś roztropna. Co za ciekawe nietypowe połączenie. A może chce tylko coś tym osiągnąć, tak bym stracił swoją własną czujność i odpowiednio wkroczyć? Nie, nie. Jestem nazbyt podejrzliwy, zwłaszcza że to Ja jestem nieproszonym gościem. Muszę tylko się upewnić, że źle takich niespodziewanych osób nie traktuje. No i pytanie czy ostatecznie się domyśliła z tymi wszystkimi faktami? A jeśli nie? Można powiedzieć, że wtedy spotka mnie lekki zawód. Zdarzało mi się jednak w życiu większe zawiedzenie, a po tej osobie nie powinienem niczego szczególnego się spodziewać, a jednak już zaczynała mnie swoim podejściem intrygować. Tym bardziej mogłem tak sądzić, gdy niespodziewanie zgodziła się z moim twierdzeniem, po czym bez problemowo okazała zrozumienie i to nie jakieś bezmyślne dla samego potakiwania.
Czemu mam wrażenie, że wszystko idzie aż za gładko? Wszystkie fakty, które teraz odkryła, przyjęła bez problemu. A może to Ja wpadam w jakieś nieznane sidła, dziwnie zaplanowane już wcześniej? Nie no, przesadzam. Niby jak to jest normalnie możliwe? I jeszcze mnie? Zaraz zacznę wymyślać wszelkie teorie spiskowe, albo zwyczajnie kombinować nad psychologią wampirów. I co niby może z takiego gdybania wyjść? Fakt, że ostatecznie i tak nic konkretnego nie mógłbym zrobić w tym momencie, nawet gdybym jakimś cudem coś trafnie wpadł? Nie odpowiadałem jej, przez swój wyczyny poczułem się wręcz nieznośnie. Zrobienie sobie nieumyślnej krzywdy nie sprzyja temu wszystkiemu. W skrócie gdyby w jakiś sposób czaiła się na moje życie, tak jak pewna wariatka napotkana niedawno w lesie, to nie miałbym większych szans na ucieczkę.
Dobra! Musiałem się opanować, nic mi nie jest, wszystko będzie dobrze... Ale czekaj, mój instynkt coś mi szeleści w głowie, że coś jest nie tak. Odruchowo chwyciłem szybkim ruchem dłoni, kraniec kaptura. Natężyłem teraz swój zwierzęcy potencjał i... Padłem na glebę. Poświęcenie całej uwagi na ten jej ruch sprawił, że kompletnie straciłem panowanie nad nogami gdy akurat chwyciło mnie osłabienie. Albo... Czekaj, czy ona przypadkiem nie posiadała mocy telekinezy, bądź czegoś podobnego? Czyżby właśnie sama mi zaburzyła równowagę by górować nade mną? Słabo się czułem i ta myśl zaburzyła mi sensowne myślenie. Strach? Nie, wołał mnie instynkt samozachowawczy. Ciężko mi racjonalnie myśleć a teraz zrobiło się dla mnie niebezpiecznie.

- Więc takie są wampiry tej epoki...
Powiedziałem to z pewną dozą pogardy, niechęci i można było też tam usłyszeć najzwyczajniejsze zmęczenie, wraz z lekką chrypką. Choć kaptur mam zasunięty, to już przed dalszą próbą się nie uchronię. Spowiłem się bardziej bandażami, ale jedyne co mógłbym zrobić, to ochronić się przed możliwym bólem. Co za kpina, znowu sytuacja w której jestem praktycznie słabszy od człowieka. Co zrobi? Czego mogę się po niej spodziewać? Poczekam, wstrzymam się bo i tak działanie z mojej strony jest zbyt obusieczne, jeśli nie jednostronnie we mnie.

_________________

Bang!
Powrót do góry Go down
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Pią Wrz 09, 2016 7:35 pm

Chyba zrobiłam źle… Znaczy, może jednak było warto zacząć on dość nietypowego jednak pytania w stylu „Przepraszam czy mógłbyś na moment zsunąć kaptur? Chciałabym sprawdzić czy masz wilcze uszy…” Brzmiałoby to z lekka niedorzecznie…, ale pewnie zdecydowałbym się na taki krok, gdybym wiedziała jak nieznajomy zareaguje na moją drobną interwencję w jego osobę. Sama przez chwilę nie bardzo wiedziałam, co się stało…, ale chyba przestraszyłam mojego gościa… Ten nagły ruch ręką, jakby koniecznie nie chciał dopuścić do ujawnienia się tego, co kryło się pod czarnym skórzanym materiałem.  Może kryły się pod nimi właśnie wilcze uszy, które to tak wielką nadzieję miałam tam ujrzeć.  I choć nie zdążyłam ich ujrzeć, to sama desperacka próba dała mi już wiele do myślenia.
Z przyczyn mi nieznanych mężczyzna nagle stracił równowagę. Początkowo myślałam, że stara się raczej ugiąć na nogach, aby potem odskoczyć, ale to nie było to.  Przestraszył się, po czym zasłabł? Wyglądał na osłabionego, no i jeszcze ten kaszel… czyżby coś poważniejszego było na rzeczy?
Gdy jednak nagła utrata równowagi nie okazała się próbą skoku a upadkiem, zareagowałam instynktownie gwałtownie pochyliłam się ku upadającemu próbując złapać go za rękę. Jeśli jednak z jakiś przyczyn mój zamiar się nie powiódł… zbyt późno zareagowałam albo palce zsunęły się z śliskiego materiału, to starałam się ratować sytuację w inny sposób. Już nie raz właśnie w taki sposób wykorzystywałam moją zdolność kontroli grawitacji, choć zwykle tyczyło się to mojej własnej osoby. Nie miałam czasu na zastanawianie się, był to po prostu instynkt. Chciałam, chociaż znacznie złagodzić i uczynić mniej nagłym upadek złotookiego. Skupiłam się, aby możliwie jak najbardziej zmniejszyć działanie grawitacji względem mężczyzny, który nagle mógł poczuć się zadziwiająco lekko. Dzięki temu spotkanie z ziemią miało okazać się delikatniejsze. Smutne byłoby gdyby nasze spotkanie po latach wuj miał pamiętać również, jako przyczynę obicia sobie…ogona.  Działanie mojej mocy miało jednak ustać zaraz z chwilą, kiedy dokona się już bezpieczne lądowanie. Panowanie nad grawitacją działającą na moją osobę wydawało mi się niczym dziecinna igraszka, łatwe i zabawne, jednak skupianie się na innej żywej istocie nie tylko było trudniejsze, ale i męczące. Nie zawahałam się też przed ponownym zmniejszeniem dzielącego nas dystansu. Nie zraziły mnie nawet dość wrogo czy raczej chłodno wypowiedziane słowa. Widocznie rzeczywiście musiałam go przestraszyć… Teraz jednak chciałam się zrehabilitować.
-Przepraszam… Nic Ci się nie stało? Nie chciałam Cię wystraszyć. Chciałam tylko sprawdzić czy Ty to naprawdę Ty… Zmyliła mnie zmiana koloru, mam na myśli włosy. Na zdjęciach były czarne, i ja też widziałam Cię w czarnych, choć było to ponad wiek temu…  No bo… jesteś Nourh Noutiatir, prawda?
Słowa płynęły z moich ust nieco zbyt szybko niż powinny, jednak zwykle tak też się działo, kiedy byłam czymś przejęta. A przecież był powód do ekscytacji!  Szukałam go tyle czasu, a tu znienacka On nawiedza mnie w moim własnym a właściwie wynajętym ogrodzie. To chyba znaczyło, że wiedział, kim jestem, prawda? Na moment zamilkłam, lekko przygryzłam dolną wargę. Jeśli domniemany wujek chciał na powrót przyjąć pionową postawę, to spróbowałam mu w tym pomóc wyciągając doń pomocną dłoń. Natomiast, jeśli wujek nie spieszył się do zebrania się z ziemi, wówczas przyklęknęłam naprzeciw niego.
-Znaczy… właściwie nie wiem czy mnie poznajesz. Ostatnio widzieliśmy się, kiedy byłam taka…
Gestem dłoni wskazałam na wysokość, jaką mogłam mieć wówczas, w wieku pięciu czy też sześciu lat. Uśmiechałam się ciepło, byłem jednak nieco zmieszana. Uznałam, że dobrze byłoby przedstawić się nieco bardziej oficjalnie.
-Jestem Cerise Renée le Frénésie, córka Miriam i Armanda e Frénésie.  Chociaż teraz wszyscy wołają na mnie Comete.
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 216


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Pon Wrz 12, 2016 9:48 am

Zastanawiałem się kiedy to tak szybko wszystko się potoczyło. Miało wyjść tak wszystko zabawnie. Miało być wytykanie palcami, kim jesteś i na co sobie pozwalasz. Albo odwrotna sytuacja i picie wspólne herbaty, co potem rozwinęłoby na ciekawą rozmowę w której można się wzajemnie poznać. Wszystko tak dobrze szło, kawałek po kawałku składało się w coś dobrego. A co ostatecznie zastałem? Swoją słabość i niekontrolowane przypadki. Niech to diabli wezmą, najpierw moją przebrzydłą dietę, a potem jej telekinezę. Ale czy na pewno? Kontakt z ziemią nie przewidywałem na żaden bolesny, ale coś jest nie tak. Czy właśnie wykorzystała swoje uzdolnienia do złagodzenia i tak niewiele groźnego upadku? To dalej ta sama moc? Można jej tak w nieznacznym stopniu wykorzystać? A może to już coś innego? Albo źle zrozumiałem jej działanie już na samym początku? Co by nie było, jakby nie wyszło, powitałem grunt. W dodatku, chciała mnie chwycić? Zastanawiałem się dlaczego. Chciała mnie złapać w jakieś sidła, lub jeszcze inną moc? A może zwyczajnie pomóc? Za mało czasu było na głębsze rozmyślania nad faktami, które nieźle się ze sobą mieszały. Dźwignąłem się na słabych rękach i zerknąłem przed siebie. Cholera, ona była praktycznie przede mną. Co zamierza zrobić? Po moich słowach raczej nie powinna być tak otwarta, prawda?
Byłem zmieszany, marszczyłem brwi w głębszym zamyśleniu. Starałem się pojąć kim naprawdę jest i dlaczego mówi, jakbym jednak był kimś jej znanym. Przecież jeszcze przed chwilą kierowała słowa jak do obcej osoby! Zmiana koloru? No to już wiem że zna mnie przed konkretną ilością lat. Czyli powinienem Ją w jakiś sposób znać? Tak, dodając wiek i pełne moje miano, nie mogłem mieć już głębszych wątpliwości. Pytanie tylko skąd? Dźwignąłem na własnych siłach swój tułów i byłem przez chwilę przed nią na klęczkach. Skoro zna mnie lepiej niż sądziłem, zsunąłem kaptur gdy okazywała swoją chwile ciszy. Wypuściłem też przed płaszcza swoje bardzo długie białe włosy. Poruszyłem swoimi wilczymi uszami, które po chwili uniosły się wysoko. Położyłem ręce na swoich nogach i posłuchałem Ją na spokojnie dalej. Pozwoliłem sobie by teraz opanował mnie spokój i żebym mógł wszelkie niepewności jeszcze na ten czas odrzucić.
Widziałem Ją, jak była mała? Widziałem zaprawdę wiele małych wampirzyc w tamtym mało precyzyjnym okresie. Co by nie było, nie zadawałem sobie więcej pytań. Dlaczego? Bo za nim mogłem jakiekolwiek zadać, odpowiedziała mi aż za dużo. Ułożyła całą niezrozumiałą dla mnie układankę. Przeszła też po mnie mała nostalgia. Więc rozmawiam teraz w pełni dorosłą wampirzycą, która wcześniej była małym dzieciątkiem mojej siostry? Jak ten czas wszędzie wokół mnie porywiście płynie, a Ja nadal czuje się zatrzymany w swojej epoce. Czyżbym aż tak gubił się w tej rzece czasu? Przymknąłem oczy i westchnąłem głębiej. Musiała mi wybaczyć chwilę nieuprzejmości wraz z ciszą. Bez żadnej pomocy wstałem i skierowałem się do niej plecami.

- Lubisz herbatę, panienko Comete?
Zadałem te proste pytanie i z spokojem wróciłem do stołu na którym spoczywała wspomniana herbata. Zamierzałem usiąść na swoim poprzednim miejscu bez oglądania się, a gdy już to zrobię, zerknę za nią. Skoro już mam jaśniejszy umysł co do jej osoby i wiem, że nie muszę już odwalać dziwnego kabaretu, to można przytoczyć zwyczajną rozmowę. Prawda?

_________________

Bang!
Powrót do góry Go down
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Sro Wrz 21, 2016 2:44 am

Moje złote spojrzenie z ogromną uwagą śledziło proces, w którym mężczyzna zdecydował się na ujawnienie swych wilczych atrybutów. Fascynowały mnie teraz równie mocno jak wtedy, kiedy byłam jeszcze dzieckiem.  Pamiętam, że gdy zobaczyłam je po raz pierwszy, miałam nieodpartą ochotę sprawdzić czy są prawdziwe. Jednak, jako dziecko byłam strasznie nieśmiała i brak śmiałości skutecznie blokował moją ciekawość. Teraz zaś ponownie budzącą się potrzebę z dziecięcych lat, hamować musiałam po prostu grzecznością.  Jednak znając siebie, najpewniej i tak będę w późniejszym czasie szukać pretekstu dla zaspokojenia swej ciekawości.  Poza wilczą aparycją, również śnieżnobiałe włosy ściągały spojrzenie a jednocześnie dziwiły. Tak drastyczna zmiana koloru. Czy coś ją spowodowało? A może to własna ingerencja? W końcu po piętnastu wiekach można zapragnąć jakiejś metamorfozy. W każdym razie łączył nas teraz nie tylko wspólny kolor oczu, ale i włosów, przez co aktualnie, jeśli chodzi o wygląd to ja górowałam w kwestii podobieństwa, prześcigając w nim swą matkę.  
Nie spieszyłam się, czekałam spokojnie licząc na jakieś potwierdzenie moich własnych słów i domysłów. Czy było możliwym żebym się pomyliła? Że ten mężczyzna, choć tak bardzo podobny, to mógł być nie tym, za kogo go brałam? Cóż… Historia zna tysiące dziwniejszych przypadków i zbiegów losu, dlatego też jakaś informacja, która posłużyłaby mi, jako przypieczętowanie całej tej sytuacji, była by mile widzianą.  Jednak intuicja podpowiadała mi, że to właśnie jedna z tych chwil, kiedy trzeba wykazać się cierpliwością. To też miast odzywać się ponownie jedynie wytrwale obserwowałam każdy drobny gest i zmianę w mimice twarzy swego rozmówcy.  Zbierał myśli, analizował… ale czy mnie rozpoznawał? Czy pamiętał? A z resztą… co tu wiele jest do pamiętania? Mała dziewczynka chowająca się za maminą spódnicą, z której oczu dało się wyczytać każdą nawet najbardziej skrywaną myśl.  Mi samej ciężko uwierzyć w istnienie właśnie takiej mnie, bo śmiałość i ciekawość wydawały mi się moją domeną, od kiedy pamiętam.
Gdy białowłosy podniósł się z miejsca nie od razu poszłam w jego ślady. Nie bardzo wiedziałam, co teraz zamierzał… pozwoliłam, aby odszedł kilka kroków i dopiero wówczas i ja podniosłam się do pionowej postawy. Śledziłam go spojrzeniem, które niosło w sobie wiele niewypowiadanych na głos pytań. Czego powinnam się spodziewać w chwilach takich jak ta?
No i doczekałam się, cisza została przerwana pytaniem, które sprawiło, że mój wzrok automatycznie powędrował ku parze filiżanek, znad których unosiła się jeszcze smuga pary.  Przez krótką chwilę milczałam, w myśli zaś łkając coś w stylu… No, dlaczego dalej trzymasz mnie w niepewności! . Nie chciałam jednak, aby cisza przedłużała się nienaturalnie to też odpowiedziałam.
-Lubię. A ostatnio moją faworytką jest szczególnie biała herbata.
Oznajmiłam zbliżając się do swego rozmówcy z zamiarem zajęcia miejsca naprzeciw niego.  Uznałam jednak, że powinnam nieco bardziej wykazać się gościnnością, a skoro nie mogłam już zaproponować samej herbaty to może, chociaż jakieś słodkie urozmaicenie? Czekoladowe ciasteczka, które zakupiłam w kawiarni wydawały mi się idealne do tej roli.
-Właściwie to kupiłam genialne ciastka, myślę, że będą dobrym uzupełnieniem do herbaty.  Zaraz wrócę.
Zapowiedziałam, po czym zniknęłam za drzwiami, niósł się za mną dźwięk dzwoneczków, które dalej były przytwierdzone do mojego warkocza. Spieszyłam się, ponieważ nachodziła mnie obawa, iż mój gość może uciec podczas mej nieobecności. Nie bardzo wiedziałam też jak powinnam zwracać się do swego gościa. Wujku? Panie? Nourh?  Głowiłam się nad tą kwestią, kiedy to starałam się jak najbardziej finezyjnie ułożyć na talerzu kruche ciastka, zaś między nimi dodałam kostki białej i deserowej czekolady.  Poczęstunek wedle mojego mniemania wyglądał nazbyt skromnie, jednak było to w obecnej chwili najlepsze co miałam do zaoferowania. To też na powrót pojawiłam się na tarasie uzbrojona w talerz słodkości.
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 216


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Czw Paź 06, 2016 3:38 pm

Cieszył mnie fakt jej ciągłego stoickiego podejścia. Cóż, raczej nie mam co liczyć by coś jeszcze miała z tego dziecka, jakie dane było mi znać te wiele wiele lat temu. Jest już dorosła osobą, która najpewniej wyrobiła sobie już dobrze ścieżkę. Tylko czy już wie jakimi znakami chce się kierować, co chce widzieć w zakresie niekończącej się podróży, zwanej życiem? Choć o ironio, w naszym przypadku to wręcz nieżyciem. Jakie emocje nią szargały? U człowieka tak łatwo to wykryć, organizm tak bezproblemowo zdradza odczucia. Praca płuc, serca, krwinek, przepony... Wiele wiele innych. A wśród wampirów i innych nieumarłych stworzeń? Nie mają nawet potu! Jest to oczywistość z którą żyje od wiele wieków i nie mam co więcej zadręczać takich tematów, ale w sumie wszystko lubi wracać.
Ma zawahanie, patrząc na herbatę? Coś Ją dalej dręczy? A może nie przepada za herbatą? Kurczę, przecież to tradycja naszej rodziny, jak mogłaś siostro nie zapalić w niej miłości do tego typu płynów? Chociaż, może zły osąd? Jednak może coś innego zaprzątało jej myśli? W końcu nie podałaby teraz białej herbaty. W sumie robione na pąkach choć mają słaby aromat, to mają swoją ciekawą specyfikę w smaku. Wyszczerzyłem się tylko na moment, ale było to w końcu dobrze widoczne, zwłaszcza gdy nie miałem zakrycia. Otworzyłem szerzej oczy i już miałem podnieść rękę by odmówić tej gościnności, ale nie zdążyłem. No cóż, z pewnością będzie miała co sama kosztować do naszej wspólnej pogawędki. Moja siostrzenica jednak jest w gorącej wodzie kąpana? Choć to może nadmiar niezrozumiałej ekscytacji? Potarłem trzema palcami u prawej ręki, swoje czoło w lekkim zamyśle, przymykając oczy. Otworzyłem jak tylko pojawiła się przy mnie. Nie musiałem za nią zerkać, przyjemne dla ucha dzwoneczki dobrze mówiły o jej położeniu. Ułożyłem piąstkę przy ustach i odchrząknąłem, tak tylko teatralnie.

- Nie jadam stałych rzeczy. Zwłaszcza nie czuje zbytnio słodkiego smaku. Zadowalam się wyłącznie herbatą, bądź... Krwią, ale to już nic zaskakującego.
Skoro już nie uciekała to mogłem to lekkie nieporozumienie wyjaśnić. Trochę mi teraz źle, że musiałem wzgardzić, wolałbym tego nie robić, no ale tak wygląda mój przypadek. W sumie to użyłem nieodpowiedniego słowa, wzgardzić? Podziękować.
- Możesz śmiało sama podjadać i mną się nie kłopotać.
Nie wiem czy to Ją rozluźni, ale wolałbym by sama sobie nie żałowała. Potem jeszcze będę miał wyrzuty, że otwarta czekolada nie zniknie i może się po długim czasie zepsuć. Ja... Wyrzuty, trochę przesadzam, choć wszystko może się utrwalić.
- Twoi rodzice zaprawdę mają też w planach odwiedzać te strony?
Po tym pytaniu upewniłem się, że kubki są pełne i sam ruszyłem własny kilka łyków. A nad nimi kierowałem do niej pytający wzrok. W końcu trzeba zacząć poruszać należyte tematy i te mniej również.
- Skoro masz takie nie aż tak skromne mieszkanie, to znaczy że dobrze się wam wodzi?
Odłożyłem kubek na stół, położyłem na skraju stołu swoje ręce i złączyłem je palcami.

_________________

Bang!
Powrót do góry Go down
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Pią Paź 07, 2016 10:34 pm

Rozczarowanie było je widać przez moment na mojej twarzy, kiedy to białowłosy oznajmił o swoim braku zainteresowania poczęstunkiem. Rozumiałam to, znaczy, po co coś jeść, jeśli nie można się cieszyć tego smakiem? Co innego, gdyby byłaby to konieczność, ale zwykły poczęstunek to, co innego. Znów za szybko się wyrwałam, ale czy to coś nadzwyczajnego? W moim wypadku nie często mi się zdarzało robić za dużo w przypływie emocji. No nic, ale przecież to jeszcze nie taka wielka gafa, prawda? Posłałam wilkowatemu przepraszający uśmiech, po czym odłożyłam tacę na stolik, bliżej mojego miejsca.
-Oł… w takim razie będzie ze mnie kiepska gospodyni. Niestety na aktualną chwilę nie dysponuję krwią.
Oznajmiłam z nieco markotną miną. Powinnam być bardziej przygotowana… Osobiście wolałam jednak pożywiać się bezpośredni ze źródła… Gdy była mowa o krwi zawsze myślałam o ludzkiej, co prawda wiedziałam, że istnieje możliwość pożywiania się krwią innych wampirów, ale jakoś czułam się nieswojo z tą wizją. Sama nigdy nie pogryzłam żadnego ze swych „krewniaków” za to sama… Nie… nie chciałam teraz myśleć o tym… O rzeczach, które tak silnie starałam się kiedyś wyrzucić z pamięci i czego nigdy nie udało mi się dokonać w zadowalającym mnie stopniu. Teraz to nie było ważne, była dobra herbata i niespodziewane spotkanie rodzinne i tylko to powinno zaprzątać teraz moją uwagę.
Przybrałam nieco bardziej wygodną pozę, po czym objęłam dłońmi filiżankę z herbatą, przez chwilę wodziłam po niej palcami. Długie paznokcie o kształcie migdałków zdobił granatowy lakier, podczas swoich występów zawsze starałam się dbać również o swój wizerunek a w tym i o tego typu detale. W końcu uniosłam naczynie do ust i wzięłam łyk aromatycznego naparu. Smak był przyjemny, zdecydowanie mi odpowiadał, co można było wywnioskować po tym, jak na moich ustach rozciągnął się delikatny uśmiech. Od razu wzięłam kolejny łyk, w tej chwili padł komentarz na temat podjadania. Skinęłam tylko głową na znak zgody. Mimo wszystko dalej czułam się nieco niezadowolona z faktu, że tak skromna jest to gościna. Przecież szukałam go tak długo… mogłam przygotować się lepiej. Dopiero pytanie na temat rodziny sprawiło, że od razu się ożywiłam.
-Tak. Mają w planach na dłużej zatrzymać się w Tokio i jeszcze kilku innych większych miastach. Tutaj też na pewno zawitają przynajmniej na jakiś czas. Zazwyczaj Cyrk zatrzymuje się w danym mieście na jakieś dwa tygodnie, ale wszystko tak naprawdę zależy od poziomu zainteresowania okolicznych mieszkańców. Zresztą mama nie odpuściłaby takiej okazji na spotkanie.
Oznajmiłam, po czym odstawiłam filiżankę na blat stołu. Choć aromat herbaty był naprawdę przyjemny, to mnie dalej korcił ten, którym były obdarzone czekoladowe ciastka. Zawahałam się przez chwilę, nim sięgnęłam po pierwsze z brzegu ciastko. Ostatecznie jednak dałam się pokonać pokusie. Kiedy wgryzałam się w słodką przekąskę, pomyślałam o pokaźnym uzębieniu, którym dysponował mój rozmówca. Pewnie nie jeden wampir poczułby się zawstydzony, jakością własnych kłów, gdyby porównał je z tymi, które pobłyskiwały w ustach złotookiego. Całe szczęście ja nie miałam kompleksu na punkcie swoich ząbków, odpowiadało mi to, że moje kły powiększały się wtedy, kiedy wymagała tego sytuacja. Lubiłam się w końcu często uśmiechać, a błyskanie kłami na prawo i lewo raczej nie byłby dobrym pomysłem, kiedy tak często przebywało się wśród ludzi.
- Le Cirque des Miracles ma się dobrze, przez te wszystkie lata coraz bardziej zyskiwał na popularności i wszyscy starają się, aby tak pozostało. A co do mieszkania, lubię mieć dużo przestrzeni. Ale jestem tu stosunkowo od niedawna, więc jakoś jeszcze nie miałam czasu, aby lepiej się tu zadomowić.
Mogłam, co prawda wspomnieć, że nie miałam czasu na sprawy tak banalne, jak rozpakowanie się, ponieważ większość czasu zwiedzał miasto i okolice, aby przy okazji „wytropić” mego rozmówcę… Jednak tym samym przyznałabym się do tego, jak kiepski ze mnie „łowca”. Ciekawe czy udałoby mi się go znaleźć, gdyby sam do mnie nie przyszedł?
- Od dawna…. Hm… właściwie, zastanawiam się, jak powinnam się do Ciebie zwracać?
Ostatecznie ta kwestia nie dawała mi spokoju, a nie chciałam jakoś urazić wujka, w końcu wiele bardziej wiekowych wampirów miało swoje zasady. Mogłam zbyt luźno podchodzić do takich kwestii z resztą lepiej pytać niż później żałować.
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 216


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Wto Paź 11, 2016 12:07 pm

A jednak się przejęła bardziej niż tego chciałem. Zmarszczyłem lekko brwi i przeciągnąłem kącik swoich ust. Takim wyrazem twarzy oznajmiałem, że przesadza, gdy popatrzyła na mnie przepraszająco. Nie wiem na ile jestem zrozumiały, ale coś czuje, że jak zwykle mniej niż tego bym chciał. Teraz rzuciła o krwi, westchnąłem przeciągle. W sumie to mogłem tą część pominąć. Ona poważnie odebrała, że Ja chce się doprosić o coś takiego? Nidy nie można być pewnym czyjegoś odbioru, ale kompletnie nie na to liczyłem. Uczucie, że mogłem teraz tak łatwo urazić członka rodziny, nie jest zbyt zadawalające. A może ze względu na swoją pracę, jest zwyczajnie dla siebie wymagająca? To by nawet nieco tłumaczyło, ale nie zmienia to pomimo wszystkiego, panującej atmosfery, którą wolałbym stanowczo luźniejszą i weselszą. Tylko jakby tutaj sensownie wybrnąć na prostą i przyjemniejszą drogę?
- I najlepsza gospodyni nie zaradzi, jak gość się wymogami wycwani.
Ująłem to dość żartobliwie, choć nadal mówiłem dość spokojnym i opanowanym głosem. Choć... Może raczej leniwym? Bo co by nie było, patrzę do połowy przymkniętymi oczami. Tak już ze mną jest i to nie wcale dlatego, że jestem senny czy w jakiś sposób zmęczony. Choć ostatecznie w sumie przez swoją beznadziejną dietę, można powiedzieć że na swój sposób jestem wycieńczony, tylko że nie o to chodzi.
- Nie oczekuje żadnej krwi, w końcu zadbałem o herbatę i jest ona tutaj wystarczająca. Ostatecznie poza miłą pogawędką, nie oczekuje niczego więcej.
Zdradziłem jak to odbieram i może teraz ten temat zostanie w jakiś sposób pozostawiony. W końcu można poruszyć całkiem inne intrygujące nas pytania. Choć coś Ją dalej męczyło i pytanie czy nadal ta sytuacja, a może jednak inne sytuacje? Nie będę zgadywał, jak będzie chciała to mi o tym powie, jak nie, no cóż. Każdy ma swoje skryte tajemnice. Za bardzo jednak odchodzę myślami z tematu. Wyszczerzyłem się nieco z satysfakcji, jak zauważyłem jak bardzo udało się jej teraz rozgadać. Oj oj, idzie nawet z tym dalej niż bym się na początku tego spodziewał. Ostatecznie chyba trafiłem z myślą o jej wysokim entuzjazmie. Nie wykazałem większych emocji, bo choć dostałem dość wyczerpującą odpowiedź i pewnie dostane zaraz kolejną, to nie wiedziałem jak jej odpowiednio przesłać swoje dalsze myśli, jak również podejście. Zacznijmy póki co naruszać delikatnie temat.
- Więc nadal krąży w niej ta sama krew. Dobrze wiedzieć, że podróże dalej są częścią życia waszej rodziny. Nie odpuściłaby spotkania z kim? Długo już jesteś rozłączona z rodzicami?
Nieco niedokładnych odpowiedzi i nieco pytań dla własnej pewności. Trochę mnie niepokoiła jej chęć przyglądania się mojemu uzębieniu. Choć w sumie mam dziwaczne uszy i ogon, moje uzębienie to również wypaczenie wśród wampirów, bo ogóle nie przypominają igiełki idealnie nadające się do robienia odpowiednich ran, z których można odessać sobie nieco smacznej krwi. W dodatku nie potrafię ich kryć tak jak wiele różnych wampirów. Mam znacznie więcej wspólnego z dzikimi zwierzętami, niż skrytymi nietoperzami.
- Więc nieprzerwanie dobrze się wam powodzi, pomimo tylu minionych latach, gdzie mało co potrafi być tak trwałe.
Upiłem trochę herbaty, idealna przerwa by sobie wspomnieć jak zabawnie krzątała się po własnym mieszkaniu. Odstawiłem herbatę i tylko delikatnie wydałem lekki wyszczerz ząbków.
- No tak, miałaś jeszcze wiele kartonów i nie potrafiłaś obeznać się w sytuacji, gdy zmieniałaś przebranie. To wszystko tłumaczy i potwierdza fakt.
Pod mniej więcej koniec wypowiedzi, wyraziłem już spokojniejszy wyraz twarzy. Nie mam pojęcia jak zareaguje, ale najpewniej będzie dalsze poruszanie o swojej rodzinie. W sumie nic złego i nawet aprobuje, może usłyszę coś ciekawego? Co by nie było, na ostatnie jej pytanie, podniosłem tylko brwi.
- A jakbyś chciała się do mnie zwracać, gdybym dał Ci wolną rękę?
Odpowiadanie pytaniem? Tak, jestem w tym całkiem dobry. Jeśli jednak ma trochę charakteru po matce, to nie powinna mi ustąpić w konwersacji i odpowiednio pokazać własne ząbki. W sumie ostatecznie wyjdzie, że jeszcze czegoś od niej będę oczekiwał. Ale ostatecznie, jaka by nie była, taką uznam. A nóż mnie czymś zaskoczy.

_________________

Bang!
Powrót do góry Go down
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Czw Paź 13, 2016 9:14 pm

Temat dotyczący moich kompetencji, jako gospodyni uznałam za zakończony. Po co brnąć w niewygodne kwestie? Lepiej było wyciągnąć wnioski z obecnej sytuacji i lepiej przygotować się na kolejne spotkanie! O ile do tak owego oczywiście dojdzie… Wszystko mogło się w końcu zdarzyć. Gdybym była pesymistką to już w mojej głowie kłębiłby się setki pomysłów, w jaki sposób do tej pory mogłabym zrazić do siebie wujka. Jednak do pesymistki było mi bardzo daleko to też tego typu bezsensowne wizje nie zaprzątały mojej główki.
-Herbata jest świetna.
Przyznałam unosząc filiżankę w geście jakbym właśnie miała wznieść toast, uśmiechnęłam się figlarnie i zaraz po tym upiłam kolejny łyk naparu. Nie odstawiłam naczynia, zaczęłam delikatnie obracać je w palcach, obserwowałam jak na powierzchni naparu o pięknej bursztynowej barwie tworzą się delikatne fale rozbijające się o porcelanowe ścianki. Lubiłam obserwować jak zachowują się różnego rodzaju płyny. Krople atramentu rozchodząca się w szklance wody, deszcz uderzający o taflę jeziora lub kałuży… i jeszcze wiele innych na pozór zwyczajnych zjawisk, których obserwowanie sprawiało mi przyjemność. Cieszenie się małymi rzeczami, szukanie magii w zwykłej codzienności według mnie była to jedna z wielu recept na szczęście.
Gdy zadano mi jednak kolejne pytania to szybko porzuciłam obserwację herbaty aby lustrować spojrzeniem swego gościa.
-Noo na spotkanie z Tobą. Nie wiem czy wiesz, ale nadal jesteś jedynym członkiem rodziny Noutiatir, z którym moja familia utrzymuje jakikolwiek kontakt. Szkoda, bo nie miałabym nic przeciw poznania dalszej rodziny. A przez rozłączenie z rodzicami masz na myśli? Kontakt mamy ze sobą właściwie cały czas, mieszkam razem z nimi, kiedy akurat pracuję w cyrku. Aktualnie mam przerwę od cyrkowych występów.
Wyjaśniłam, choć nadal nie byłam zupełnie pewna czy dobrze zrozumiałam pytanie, jakie padło ze strony białowłosego. Byłam bardzo zżyta z swoją rodziną, zwłaszcza z ojcem, z którym zawsze najłatwiej było mi się dogadać. Rozwój technologiczny bardzo ułatwił kontakt nawet, gdy z rodziną lub znajomymi dzielił nas ocean. Z drugiej strony były też minusy, od kiedy niemal każdy chodził z smartfonem trzeba było się bardziej pilnować. Nie można było tak jak kiedyś swobodnie pobawić się swoimi mocami w miejscach publicznych, ponieważ wszystko mogło być nagrane…
-Staramy się dostarczyć ludziom coraz ciekawszych rozrywek, a z biegiem lat publiczność staje się coraz bardziej wymagająca. Nie jest to łatwe, ale my lubimy wyzwania.
Oznajmiłam z nutką dumy w głosie. Zapatrzyłam się na wilcze uszy, przypomniało mi się jak w dzieciństwie korciło mnie żeby sprawdzić czy są prawdziwe. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Gdy byłam dzieckiem bałam się to zrobić a teraz? Teraz nie wypadało… Z resztą wiedziałam, że są prawdziwe.
Ponownie wgryzłam się w ciastko, czułam jak po moim podniebieniu rozchodzi się przyjemna czekoladowa słodycz. Było mi żal złotookiego, że też nie może cieszyć się takimi łakociami. Jednak to czego właśnie się dowiedziałam sprawiło że niemal zadławiłam się kęsem słodkiego wypieku. Przysłoniłam usta dłonią i odchrząknęłam głośno. Moje i tak duże oczy teraz wydawały się jeszcze większe, ponieważ były szeroko otwarte ze zdziwienia… Czy ja dobrze słyszałam? Prawdę mówiąc wolałabym mnie… bo jeśli zrozumiałam dobrze wypowiedź wujka to chyba wychodziło na to że… byłam podglądana? Na mojej twarzy wymalowało się speszenie. Niepożądany wyraz twarzy starałam się ukryć za porcelanową filiżanką, wzięłam kilka łyków herbaty nim odezwałam się ponownie.
-Widzisz przez ściany? Przez weneckie szyby?
Spytałam jednocześnie zaciekawiona, ale i speszona, co w wyrazie mojej mimiki mogło być ciekawą mieszanką. Nie miałam kompleksów względem swojego ciała, na scenie nie raz zdarzało mi się występować w dość odważnych kostiumach no, ale… Bycie podglądaną to zupełnie co innego… Z drugiej strony nie rzucałam żadnymi oskarżeniami. Jeśli wujek posiadał tego typu zdolność to właściwie może użył jej po prostu w złym czasie? Tak tak to mogło właśnie wyglądać.
Zamyśliłam się przez dłuższy moment, nad kwestią nazewnictwa. Wskazującym palcem przez chwilę postukałam swoją dolną wargę, robiłam tak czasem w chwilach zadumy.
-Hmm Nourh? A może jakiś przydomek, pseudonim z którego lubisz korzystać?
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 216


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Pią Paź 14, 2016 12:36 pm

"Herbata jest świetna."
Powtórzyłem sobie w głowie, bo właśnie w taki sposób, siostrzenica sprytnie zakończyła męczące Ją tematy. Nie mam więc tym bardziej powodów by toczyć je dalej, zwłaszcza że ostatecznie i tak nie mam na co odpowiadać. Cóż, ważne że Ja nie muszę się głowić z kończeniem tego, choć co prawda mogła jednak lepiej zmienić temat. Chwalenie tak herbaty, nie jest równe temu, jak mówić o ładnej pogodzie? Sądzę, że tutaj uderza dokładnie taka sama koncepcja. Ale może przynajmniej te słowa były z prawdziwymi intencjami? Zostało mi tylko odwzajemnić gest z uniesieniem filiżanki i samemu dobrać się do kilku łyków herbaty, z ledwie widocznym uśmieszkiem. Zrobiłem go tak mimo woli, sytuacyjnie. Różne posiada się przyzwyczajenia i nie trzeba ich w głowie bagatelizować.
Przygląda się filiżance? Czyżby już się jej skończyła, choć miałem wrażenie że aż tak łakomo nie piła. Popatrzyłem na nią uważniej.

- Czyżby siostrzenica domagała się dolewki aromatycznej herbaty?
W końcu nigdy nie zaszkodziło zapytać z czystej grzeczności. Raczej nie jest osobą, która wstydziłaby się zapytać o więcej, ale co Ja ostatecznie o niej wiem? No właśnie, dlatego zależy na wszelakie sposoby męczyć pytaniami, by uzyskać kolebkę większej o niej wiedzy. Jakkolwiek by nie było, idzie moment w którym zacznie się mniej przyjemna konwersacja. A raczej po prostu nie będę za bardzo optymistycznie się wysławiał. No niestety są tematy, których nie można zbyt lekceważyć i trzeba je odpowiednio poruszyć. Pytanie na ile będzie chciała drążyć takie tematy i jak bardzo jest wyrozumiała?
- Nasza jakże obszerna rodzina, nie trzyma zbyt pozytywnych stosunków. Niestety twoja matka nie jest wyjątkiem. Szanuje Ją jako moją siostrę, lecz nasze drogi już dawno się od siebie rozstąpiły. Więc niestety nie będę starał się o spotkanie z nimi. Sądząc po słowach, nie mówiła Ci o pewnych komplikacjach. Cieszę się więc, że zachowała u Ciebie pozytywny odbiór tego co pamiętałaś za bycia szczeniaczkiem.
Było też od niej trochę więcej dalszych słów, na nie tylko potaknąłem. Bo ostatecznie uzyskałem odpowiedź na temat ich rozstania. Więc to tylko taki sporadyczny u niej wypad? No to wszystko staje się teraz znacznie bardziej jasne. Zaczynam się zastanawiać czy napadanie jej tutaj, było rzeczywiście w pełni moja koncepcją, a może jednak ona to tak zaplanowała? Musiałoby to oznaczać, że jest niesamowitą aktorką. Póki co, jednak odrzucę ten absurd, zbyt bardzo gryzie się z faktami. Trzeba poruszać dalsze rozmowy, które są już na nieco bardziej łagodnym torze. Słuchając Ją uważnie, zabierałem się za dalsze powolne opróżnianie herbaty. Trzeba przyznać, że delektuje się bez pośpiechu i raczej tak szybko nie zakończę opustoszenia kubka.
- Każdy ma swoje cele, własne wyzwania i najlepiej jak jeszcze widoczne rezultaty osiągnięte staraniami. Skoro wszystko się zgadza i minęło tak wiele lat, podążacie dobrą dla siebie drogą.
Być może to dziwna wypowiedź na temat jej przechwałek o swojej rodzinnej trupie. Ale nie powiedziałem nic nieszczerego. Co by jednak nie było, zaczyna teraz schodzić kawałek poważnej części rozmów, na cześć zabawnej części. Jej reakcja w sumie mnie zaskoczyła, nawet przechyliłem głowę pytająco, widząc jej dziwne zachowanie, sam zrobiłem minę jakbym miał wymalowane: "Czy wszystko w porządku?". Pozwoliłem jej jednak spokojnie dojść do siebie i poczekać co dalej powie. Niestety, zawiodłem się po jej słowach. Zwalić wszystko na jakieś tam szyby? Poczułem się lekko zażenowany jej słowami i nawet złapałem moment za głowę. Odetchnąłem raz jeszcze tak dla teatralności i teraz wlepiłem mocno spojrzenie w jej złote oczy.
- Wszystko zrzucać na biedne szkło. Czemu tak wiele osób chce siebie koniecznie izolować? W dodatku jeszcze jedna rzecz o ludzkiej naturze, która nachodzi nas wielu. To co bardziej się ukrywa, to bardziej chce się odkryć. A Ja jestem w takie zabawy dość dobry.
Gdy tylko skończyłem tą wypowiedź, upiłem kilka kolejnych łyków aromatycznej herbaty. Odetchnąłem i popatrzyłem na nią z lekkim uśmiechem przy kąciku ust. Podniosłem brwi gdy zaczęła składać propozycje.
- Dostawałem różne przydomki. Pasującego albo do moich cech, albo do mojego wędrowniczego sposobu życia, albo leniwego usposobienia. Nie Ja sobie wybieram pseudonimy, wydałoby mi się to bardzo dziwne. Od samego początku przyjąłem, że imiona, przezwiska i tym podobne, są właśnie nadawane przez innych, nie przez siebie.

_________________

Bang!
Powrót do góry Go down
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Pon Paź 17, 2016 11:07 pm

Na propozycję dolewki pokręciłam tylko przecząco głową. W końcu, aby móc ujrzeć dno filiżanki musiałam przebrnąć przez jeszcze połowę jej zawartości. Nie spieszyłam się, bo zwyczajnie nie musiałam. Właściwie to była nawet całkiem ciekawa odmiana, nie pamiętałam, kiedy ostatnio rozmawiałam z kimś ot tak po prostu przy herbatce.
Wysłuchałam wypowiedzi na temat rodziny oraz jej niezbyt silnych więzach.
-„...szczeniaczkiem”.
Uśmiechnęłam się mimowolnie, kiedy powtórzyła cicho to jedno słowo. Zaskoczył mnie jednak fakt, że białowłosy nie będzie darzył do spotkania z siostrą. Czyżby stało się coś, o czym nie wiedziałam? Miałam ochotę spytać… ale nie wiedziałam, czy powinnam. Przygryzłam przez chwilę dolną wargę, tocząc bój ze swoją ciekawością. Dobra… to kiepski pomysł, nie lepiej tego nie ruszać… Albo spytać Miriam, o co chodzi… Choć zapewne i tak usłyszę, że to „sprawy dorosłych” hah.
Okoliczności naszego spotkania wydawały mi się teraz bardziej zagadkowe… Ale skoro zainteresował się moją osobą albo chociaż samym cyrkiem, to można było przypuszczać, że również rodziną. Zresztą, gdyby tak nie było, to przecież by o to nie pytał. Uśmiechnęłam się do siebie, zadowolona z wniosków, do jakich doszłam.
-A co z Tobą? Od dawna zamieszkujesz tutejsze okolice? Czy może jesteś tu tylko przelotnie? Znasz może jakieś miejsca w tym mieście lub okolicach, które uważasz za godne odwiedzenia?
Zapytałam z ciekawością, która pobłyskiwała w złotych oczach. Być gdzieś przelotnie… dla wampirów okres czasu był bardzo względny, zatem mogło być to od kilku dni, ale i nawet lat.

Nie całkiem zrozumiałam, co wilkowaty miał na myśli, gdy odpowiadał na moje pytania dotyczące swoich możliwości wizualnych. Niejasna była dla mnie też jego reakcja. Ponownie zaskoczenie wbiło ze mnie swoje zęby i jak na razie nie chciało puścić.
-Cóż… Osobiście nie widzę nic złego w cenieniu sobie prywatności. Wydaje mi się, że to coś naturalnego, że chce się mieć miejsce, w którym można się czuć, hmm bezpiecznie, swobodnie? Czasem potrzebuje się odrobiny czasu tylko dla siebie, ale tak poza tym to zdecydowanie nie określiłabym się osobą izolująca się od reszty świata. A nawet wręcz przeciwnie. Nie lubię się nudzić, a między ludźmi zawsze dzieje się coś ciekawego.
Rozgadałam się, a że nie miałam, co zrobić z rękami zaczęłam majstrować przy swoim warkoczu. Srebrne dzwoneczki wylądowały na blacie stołu zaś, moje palce energicznie zabrały się rozplątywanie warkocza. Na białych długich pasmach odkształciły się delikatne fale, które wyglądały całkiem uroczo jak na mój gust. Nimfa wodna… właśnie taka stylizacja nagle przyszła mi na myśl. Delikatna zwiewna sukienka, dużo kwiatów i występ nad wysokim zbiornikiem wody zamiast typowej siatki. Czy coś takiego już mieliśmy? Nie przypominałam sobie… Zapowiadała się zatem konferencja na skype’ie z Armandem.
Słuchałam uważnie wypowiedzi dotyczącej nazewnictwa, kilkukrotnie przytaknęłam głową na znak zrozumienia. Z tego, co zrozumiałam, wychodziło na to, że mogłam go nazywać, tak jak mi się podobało… Aż mnie korciłoby wyskoczyć ze „Spoko Wilczku!”, ale ja przecież nie jestem bezczelna…
-W takim razie pozostanę przy Nourh.
Oznajmiłam spokojnie, po czym wyciągnęłam ręce po filiżankę z herbatą. Kolejne kilka łyków sprawiło, że naczynie ukazało swoje dno. Napar jak wcześniej szczerze przyznałam, był świetny i dlatego też uznałam, że warto pokusić się o dolewkę. Odstawiłam filiżankę i łagodnie przesunęłam ją w stronę mego złotookiego gościa.
-Teraz już mogę pokusić się o dolewkę.
Oznajmiłam z ciepłym uśmiechem na twarzy. Na chwilę uciekłam spojrzeniem od swego rozmówcy po to, aby przyjrzeć się lepiej swemu ogrodowi. Zdecydowanie choćby przez wzgląd na ów ogród warto było zdecydować się właśnie na to mieszkanie. Panowały tu idealne warunki do relaksu, za to teraz przez rozstawione tu i ówdzie świece okazywało się też, że było tu całkiem klimatycznie. Klimat panujący w Japonii ogólnie przypadł mi do gustu, przez te kilka tygodni natknęłam się na wiele fantastycznych miejsc, od których ciężko było oderwać wzrok. Przez chwilę moje spojrzenie błądziło po krzewie, który powoli zaczynał już zmieniać kolor, było to widać na coraz większej ilości listków, ale o dziwo dotyczyło to tylko jego lewej strony… Jednak ta zmiana kolorystyki o czymś mi przypomniała.
-Pamiętam, że kiedyś Twoje włosy były czarne jak noc. Czy… czy to naturalna zmiana, czy Twoja własna ingerencja?
Czy wampiry w pewnym wieku zaczynały siwieć? W sumie nie słyszałam o niczym takim i właściwie nie musiałam się przejmować, bo przecie moje włosy bielsze już być nie mogły.
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 216


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Czw Paź 20, 2016 12:38 pm

Nie? No cóż, starałem się być jak najbardziej uprzejmy. Zresztą czy to nie oznacza, że jest jak najbardziej rozkojarzona z swoimi myślami? Nie dość, że nie chciałbym, to nie potrafię czytać w myślach. Zostaje mi więc tylko w odpowiedzi uprzejmy miły uśmiech. Mam tylko nadzieje, że co do okazywania zadowoleniu w herbacie, jest jak najbardziej ze mną szczera. Po co w końcu się okłamywać, by oddawać jakieś niepotrzebne pozory? Gdy powtórzyła jedno z moich słów, podniosłem tylko brwi, popijając w tym czasie kolejne łyki. Czy właśnie przez przypadek wymsknęło się nieodpowiednie słowo? Wierze, że jak najbardziej mi wybaczy. Ale może jednak nawet Ją to bawi? Zaczęła mieć dziwne zachowanie, ale tu już mogę się domyślać, że to nie jest spowodowane szczeniackimi słowami. Co by nie było, co by Ją nie trapiło, ostatecznie chyba sobie znalazła odpowiedź, ukazując swój uśmiech. Czy Ja tutaj bardziej wychodzę na biernego obserwatora? W sumie od początku nim byłem, więc chyba ostatecznie tak to będzie wyglądało. Choć jeśli to wszystko było tylko po to, by wymyślić mi te liczne pytania, to troszkę bym się zawiódł.
- Nie. To jest jedno z miejsc, które posiada największe nagromadzenie wampirów. I nie tylko dlatego, że jest prowadzona tutaj akademia, która nieudolnie stara się nauczać czego trzeba. Dlatego czasami lubi się wracać do tego intrygującego miejsca.
Sądzę, że trochę jest to wyczerpująca i satysfakcjonująca odpowiedź. Można powiedzieć, że zarazem podałem jej jakieś ciekawe miejsce, które warto obserwować. Ale może to nie będzie dla niej zbyt zadawalające? Może chce poznać nieco więcej? Cóż, historii posiadam jeszcze bardziej napęczek o wydarzeniach jakie się tutaj głębiły. Ale czy jest na to wszystko czas? Mam w ogóle jakiś dobry pomysł na streszczenie odpowiednich miejscówek? Nie, w sumie też zdradzanie wszystkiego w jednej chwili, doprowadzi do szybkiego wyczerpania tematu. A kto wie czy nie będzie się kiedyś nawracał? W sumie czy Ja właśnie nie biorę koncepcji, że jeszcze Ją napotkam? Hmm... Nie dobrze.
- Intrygujących miejsc jak dla mnie, jest tutaj pełno. Ale czy wartych? To całkiem inna kwestia. Wystarczy, że poświęcisz temu miasto trochę więcej niż pobieżne zainteresowanie, zwłaszcza gdy dodasz trochę wścibskości, którą Ja się zresztą szczycę.
Tutaj raczej nic konkretnego jej nie zasugerowałem, ale chyba taka informacja będzie dla niej równie przydatna, jeśli tylko wyciągnie z niej to co trzeba. A może mówi tak, tylko po to by ewentualnie poznać, jakie miejsca lubię i mogę się ewentualnie kryć? Ho, ho. Jakby tak było, to mógłbym nawet uznać, że jest nieco cwana, ale nie tędy droga.

- Wszystko co mówisz jest takie ludzkie. Wampiry mają całe wieki tylko dla siebie, tak jak wielu innych nieumarłych. Nie rozumiem tej całej konieczności. Próbuje to zrozumieć, że tak teraz żyją współcześni, dostosowując się aż za bardzo do pragnień i przyzwyczajeń ludzkiego bytu.
Coś czuje, że tutaj będzie niestety kompletne niezrozumienie. Mogę ostatecznie zrozumieć, ponieważ wiele wampirów chce żyć kompletnie tak jak ludzie. Ale czy ona w ogóle jest w stanie zrozumieć, jak Ja pojmuje świat? Wiele moich poglądów nadal nie jest zmienionych od kilku wieków, niektóre za to nieco się zmieniły, ale jednak nadal jestem wielu tradycjom wierny. Nie jest to coś co chciałbym bardzo pogłębiać w wspólnej rozmowie.
Bawi się włosami i gdzieś przez moment odleciała. Czyli nie tylko Ja tak potrafię oddać się głębokim myślą? Ale czy ona trochę nie ucieka? Cóż, tego nie będę potrafił stwierdzić na bazie samego przyglądania się. Krząknąłem tylko, by zwrócić trochę uwagę. Być może niepotrzebnie, bo chyba i tak wróciła do siebie, chcąc okazać jak bardzo jeszcze mogę się nią zawieźć. Westchnąłem głębiej i objąłem szczelniej swój kubek.

- Więc jednak.
Powiedziałem to bardziej do siebie z istnie zawiedzionym głosem. Popiłem zaraz z kubka i odstawiłem niemal pusty. Bo akurat gdy miałem okazje się dowiedzieć, jak bardzo nie chciała się chwalić żadnym pomysłem, to aż chciało się chwycić po głębsze łyki. No cóż, chyba nic z tym nie zrobię, za dużo oczekuje i mam ostatecznie za swoje. Powinienem z niej zejść i bardziej umiarkować podejście.
No cóż, dokonała swojej prośby i z chęcią doleje nie tylko jej, a także sobie. Tylko czemu akurat w tym momencie uciekła wzrokiem w innym kierunku? Chyba znów mi nie ucieknie myślami w siną dal? Podniosłem się i chwyciłem delikatnie kompres. Za nim jednak dolałem sam rozejrzałem się dookoła. Tak dla pewności, bo kto wie co jej ostatecznie chodziło po głowie? Może coś zauważyła wartego uwagi? Ostatecznie poza tym co już dokładnie zilustrowałem wcześniej, nie widziałem nic więcej. Po co więc to? Może jakieś rzeczywiście ma inne rozkminy poza naszą rozmową? Czyżbym Ją nudził? Ostatecznie dolałem naszej dwójce do pełna z stoickim spokojem. Z cichym stukotem odstawiłem i usiadłem na swoim wcześniejszym miejscu. Kaszlnąłem ponownie by zwrócić na siebie uwagę.

- Coś pomiędzy.
Nie poświęcała gościowi odpowiedniej uwagi. Coraz to bardziej zaczynałem mieć wrażenie, jak zaczynam Ją zanudzać. Łatwo skupiała się na czymś innym, jakby próbował szukać czegoś ciekawszego od naszej dyskusji. Przynajmniej po chwili wracała do przytomności i kontynuowała rozmowę. Jednak dalej pozostaje mało optymistyczna wersja, która kołacze mi się w głowię.

_________________

Bang!
Powrót do góry Go down
Comete

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2776-comete#59267
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Dom nr 603 czyli azyl Comete    Sro Lis 02, 2016 5:34 pm

Kolejne wypowiedzi wuja sprawiły, że znacznie się ożywiłam. Nie trzeba było być szczególnie bystrym obserwatorem, aby dostrzec zmianę mojej mimiki, jak i postawy ciała. Niby kot, który właśnie dostrzegł jakiś ruch w wysokiej trawie. Tym, co tak mnie zaciekawił, temat akademii. Czego tam uczono? Czy była to akademia przeznaczona dla nas krwiopijców? Co było w niej wyjątkowego? Te wszystkie pytania cisnęły mi się na usta. Wspomnienia szkolnego życia na nowo ożyły w mojej głowie, budząc lawinę sentymentów. Czy wilkowaty był w jakiś sposób związany z ową akademią? Uczęszczał tam jako słuchacz, a może nawet czegoś uczył? W końcu miał sporo życiowych doświadczeń wiec, kto wie.
-Co to za akademia? Możesz powiedzieć o niej coś więcej? Na przykład, czego nauczają w takim miejscu?
Chciałam wiedzieć więcej. Być może to miejsce rzeczywiście zasługiwało na poświęcenie mu swego zainteresowania? Gdyby okazało się, że owa szkoła była instytucją przeznaczoną właśnie dla wampirów, byłoby to nowe doświadczenie. Jaki klimat mógł panować w takim miejscu? Sama skończyłam nie jedną akademię i przyjmowałam prywatne lekcje, ale moimi nauczycielami byli zarówno ludzie, jak i wampiry. Prawda była taka, że jeśli chciało się czegoś nauczyć, to wszystko zależało od własnych chęci, książek i innych źródeł wiedzy nie brakowało.
-Z tym nie powinno być problemu, często zarzuca mi się, że jestem zbyt ciekawska. Lubię zwiedzać i gubić się w nowych miejscach. Zdać się na los, bo to on potrafi najbardziej zaskakiwać, mimo iż nie zawsze w pozytywny sposób. Ale warto podjąć ryzyko.
Zmarszczyłam brwi i nieco spoważniałam, gdy białowłosy zaczął komentować moja wypowiedź. Różniliśmy się od siebie, każdy był inny i miał prawo do własnej opinii. Zawsze tak uważałam i zawsze się tego trzymałam, aby pozwalać innym na bycie sobą, a przynajmniej tak długo, jak ich „indywidualność” nie prowadzi do krzywdzenia innych.
-Tak, mamy całe wieki na poznawanie siebie a podejrzewam, że, nawet gdy one miną to i tak zawsze zostanie coś, czym możemy sami siebie zaskoczyć. My i ludzie bardzo się różnimy, nie są idealni, ale my przecież też, nikt z resztą nie jest. Każdy ma w sobie coś ciekawego, coś unikalnego. Ludzie zupełnie inaczej podchodzą do życia, wiedzą, że ich czas jest ograniczony i może dzięki temu, choć niektórzy z nich potrafią aż tak łapczywie czerpać z życia to, co najlepsze. Wydaje mi się, że niektórym wampirom czasem tego brak. No a prywatność chyba każdy jej potrzebuje, łączy się w końcu z poczuciem bezpieczeństwa. No, ale to tylko moja opinia.
Rozgadałam się, ale przecież w moim wypadku nie było to nic nadzwyczajnego. Na razie i tak wszystko szło nieźle, ponieważ prowadziliśmy rozmowę, a nie monolog zdominowany przez jedną ze stron. Jednak zaczynało mi brakować ruchu, siedzenie spokojnie w jednym miejscu raczej nie powinno być problemem, ja jednak miałam na to inny pogląd. Powstrzymywałam się, aby nie zacząć bawić się telekinezą albo bujać się na krześle. Pewnie jakiś psycholog miałby dla tej nadaktywności jakąś fachową nazwę, ale ja taka już po prostu byłam, jedyne, co można było zrobić to przyzwyczaić się do tego.
Skinieniem głowy i uśmiechem podziękowałam za dolewkę herbaty. Gdy filiżanka została już napełniona, przysunęłam ją do twarzy i przez chwilę delektowałam się jeszcze aromatem naparu, po czym upiłam kilka łyków. Jednocześnie do moich uszu dotarła zmiana w głosie złotowłosego, wyczułam w niej rozczarowanie… jednak nie bardzo wiedziałam, co mogło je wywołać. Takie wrażenie odniosłam dziś już nie pierwszy raz. Wilkowatego nie było łatwo rozszyfrować, zbyt mało o nim wiedziałam, opowieści matki na niewiele mi się teraz zdawały. Bezruch dokuczał mi coraz bardziej, lecz wpadłam na pomysł jak zapewnić sobie wyrwanie się z tego stanu, a jednocześnie urozmaicić nasze spotkanie. Nie wiedziałam jednak, czy mój pomysł przypadnie do gustu mego gościa.
-Wieczór jest ładny. Japoński klimat przypadł mi do gustu, jest wiele widoków, którymi można nacieszyć oko.
Oznajmiłam, ponownie obracając w dłoniach naczynie wraz z jego aromatyczną zawartością. Starałam się, aby moja twarz przybrała bardziej pogodny wyraz. Po krótkiej chwili zaproponowałam nieco nieśmiało.
-Może wybierzemy się na spacer w jedno z tych intrygujących miejsc? Może na przykład do tej Akademii?
Powrót do góry Go down
 
Dom nr 603 czyli azyl Comete
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» London Eye
» Nie wiem jak to nazwać, bo nie mój pomysł. Czyli tańsze zaklęcia.
» Zielony potwór zazdrości czyli co się dzieje kiedy rozmawiasz z Blackiem
» Dzikie seksy w krzakach i zakopywanie trupów w piachu, czyli wypad nad morze.
» "Ruda" czyli Liluś

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: BLOKOWISKA I DOMKI-
Skocz do: