IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wesołe miasteczko - Lunapark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
May

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1693-may#35543 http://vampireknight.forumpl.net/t3449-may-phone#74199 http://vampireknight.forumpl.net/t3447-may#74197 http://vampireknight.forumpl.net/t3448-may#74198 http://vampireknight.forumpl.net/t1695-pokoj-may-i-candice
Zarejestrował/a : 16/03/2015
Liczba postów : 306


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Pon Maj 11, 2015 12:57 pm

Widok były cudne jednak May wolała napawać nimi oczy a nie obiektyw aparatu w telefonie jak to robiła jej towarzyszka. Nie negowała tego w jakikolwiek sposób, bo przecież każdy miał swój własny sposób by zachować wspomnienia. Jedni w pamięci inni na karcie pamięci. -Wiesz te nudniejsze też sobie odpuszcza, nie ma co na nie marnować, życia skoro i tak wszyscy śpią i mają lekcje w dupie.-zaśmiała się a koło ruszyło dalej robią kolejne okrążenia, powoli i ociężale. -A ty na którym roku jesteś?-spytała poprawiając dłonią włosy.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Sro Maj 13, 2015 9:05 pm

Ja jestem na pierwszym roku. Odpowiedziała May.
Usiadła spokojnie jak tylko diabelski młyn ruszył dalej.
Te zajęcia na które trzeba uczęszczać to oczywiście jestem.
Rukia trochę zgłodniała i chętnie by coś przekąsiła, zaważyła z góry budkę z jedzeniem, która znajduje się najbliżej nich więc bez problemu powinna tam dość.
Zgłodniałam i coś sobie kupię do przegryzienia. A Ty? Nie miała ochoty spacerować z głodnym żołądkiem. Dojechały w końcu na sam dół. Wstała i wysiadła z diabelskiego młynu czekając na May. Po chwili ruszyła powoli w kierunku budki z jedzeniem, a gdy już znalazła się w pobliżu spojrzała na tablicę dań po czym zamówiła sobie w zestawie hamburgera, frytki i cole. Wyciągnęła pieniążki i zapłaciła. Usiadła na pobliskim krześle przy stoliku powoli konsumując swój posiłek.
Powrót do góry Go down
May

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1693-may#35543 http://vampireknight.forumpl.net/t3449-may-phone#74199 http://vampireknight.forumpl.net/t3447-may#74197 http://vampireknight.forumpl.net/t3448-may#74198 http://vampireknight.forumpl.net/t1695-pokoj-may-i-candice
Zarejestrował/a : 16/03/2015
Liczba postów : 306


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Pon Maj 18, 2015 5:52 pm

-A ja jestem na ostatnim.-zaśmiała się czekając aż przejażdżka dobiegnie końca. Dziewczyna słysząc jak jej młodsza koleżanka oznajmiła, iż jej głodna kiwnęła jedynie głową. sama nie była głodna. Wyszła jednak i kupiła sobie różową watę cukrową siadając naprzeciwko dziewczyny. Palcami rwała jej kawałki, szamając leciutką watę. -Smacznego.-uśmiechnęła się do dziewczyny, a jej palce kleiły się już od waty. -Masz ochotę na trochę waty?-spytała przybliżając różowa kulkę w jej kierunku.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Pon Maj 18, 2015 9:07 pm

Zjadając już resztę hamburgera wyrzuciła papierki do kosza i kubek pusty po coli również.
Nie dziękuję. Najadłam się. Teraz muszę chwilę odpocząć przed jakąś szaloną karuzelą.
Nie miała zamiaru po chwili wydalić całego posiłku. Zerknęła na godzinę, było coraz później. Noc była jeszcze młoda by szaleć ale chyba jak na razie miała ochotę położyć się i zasnąć. Najadła się, a do tego jest już dość późna godzina więc jej organizm zrobił się bardzo zmęczony i senny. Ziewnęła zasłaniając usta ręką.
Może i pora aby wrócić do akademika? Zapytała co na to May. Jeśli chce dalej poszaleć to Rukia jeszcze trochę da radę. Ludzkie ciało musi odpocząć. Wiedziała, że na pewno kiedyś tutaj wróci. Świetnie się chociaż trochę pobawiła. Nie sądziła, że tak szybko się zmęczy.
Powrót do góry Go down
May

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1693-may#35543 http://vampireknight.forumpl.net/t3449-may-phone#74199 http://vampireknight.forumpl.net/t3447-may#74197 http://vampireknight.forumpl.net/t3448-may#74198 http://vampireknight.forumpl.net/t1695-pokoj-may-i-candice
Zarejestrował/a : 16/03/2015
Liczba postów : 306


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Wto Maj 19, 2015 6:04 pm

Wcianała watę, która nie było dosyć sycąca. Słysząc odpowiedź dziewczyny uśmiechnęła się, skoro się najadła to dobrze. Posiedziała jeszcze z dziewczyną kończąc swoją watę, od której niemiłosiernie jej się lepiły palce. Widząc jak Rukia ziewa zorientowała się, że jest zmęczona tym wszystkim, wyciągnęła i spojrzała na zegarek, który wskazywał dosyć późną godzinę. -Racja, wracajmy do domu.-uśmiechnęła się do dziewczyny kończąc jeść i ruszyła razem z nią w kierunku Akademii. W drodze powrotnej dziewczyny rozmawiały.

ztx2
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Sro Kwi 20, 2016 10:00 pm

Oho, Pan dorosly sie znalazł. Krzycz Trybson! Co on myśli, że jest wielkim łaskawca skoro nie zmusił jej do seksu? To chyba on chce wejść jej na glowe, co chwilę mając do niej jakieś pretensje. I koleguj sie tu z takim. Elyse była naprawde cierpliwa, ale wszystko ma swoje granice. Wiec niech Gabriel uważa na swoje dziecinne gierki i fochy, o. Czekała niecierpliwie, aż zapnie ten prezent bo na prawdę chciała już pójść spać. A ten sobie ubzdural nagle lunapark. No pojebało gościa już całkowicie. Spojrzała na niego, jak na kosmite i odwróciła w drugą stronę, nie przejmując sie zbytnio jego zdaniem. Niestety ściągnął ją z łóżka więc patrząc na niego jak na zombie, wyszła za nim z pokoju. Hello, na biedna nie trafił wiec sama sobie kupila ubrania w ulubionym sklepie i jedynym czynnym o tej porze dnia, tudzież nocy. Weszli do lunaparku i Elyska stwierdziła, że musi iść do toalety, znikając z oczu koledze. Była taka śpiąca, że mogłaby zasnąć na sedesie!
Na szczęście święty Gabriel - o ironio (chodzi mi o archanioła, rzecz jasna!) - zesłał na nią zapach świeżomielonej kawy. Ciemne oczy dziewczyny rozbłysły i szybko popędziła w stronę budki, która była otoczona dużymi, czerwonymi parasolami.
- Czarną, mocną, najlepiej podwójną - zamówiła głosem zombie i czekała cierpliwie, aż jej podadzą. Jakoś nie przejmowała się tym, że Gabriel sobie trochę poczeka. Oczywiście mu nie kupiła, bo to wredota. Nie dał jej się w ogóle wyspać, chociaż dopiero co godzinę temu zszedł z niej alkohol. Najlepiej jeszcze krwi by się napiła. Musi do niego zagaić, że miał ją poczęstować! Chociaż za odmowę w sprawie seksu, jest pewnie obrażony za wszystkie czasy.
Wracając do niego szybko opróżniła kubek z gorącym napojem, aby ten sknera jej nie zabrał i sam nie wypił. Wyrzuciła go do pobliskiego kosza i stanęła przed wampirem, będąc już chociaż trochę rozbudzoną.
- To co tu chcesz robić? - zapytała unosząc brew, ale nim dostała odpowiedź zauważyła za jego plecami duży plakat z napisem "Wróżka". Ely, jak to Ely nie wierzyła w takie postacie, ale zaintrygowała się tą sprawą i łapiąc Gaba za rękę pociągnęła go w stronę namiotu, gdzie przyjmowała starsza kobieta ze świecącą kulą na stole.
Usiadła na jednym krześle, ciągnąc chłopaka za sobą aby usiadł na drugim. Nie będzie tak stał, jak cieć. Mieli szczęście, że nie było póki co kolejki do tej babyjagi.
- Najpierw trzeba zapłacić - upomniała ich staruszka, przecierając kulę jakąś niebieską szmatką. Elyse wywróciła oczyma i odpowiednią kwotę wrzuciła do skarbonki stojącej obok "magicznej kuli".
Maryse - bo tak się nazywała wróżka - zaczęła coś niewyraźnego mówić do kuli i poruszać w okół niej rękoma.
- Kula mówi, że chłopiec zakocha się w niewłaściwej osobie - wymruczała złowrogim tonem, co spowodowało, że Elyse zaczęła się śmiać. Gab i miłość? On nie zna takiego pojęcia!
- Ty z kolei uważaj na śmierć - zakończyła swoje "jasnowidzenie" patrząc na czerwoną z przerażeniem. Wyglądała, jakby na serio widziała śmierć młodej wampirzycy.
- Też mi coś. Nic ciekawego się nie dowiedziałam. Ale można było się z Ciebie pośmiać - wypaliła do Gabriela wstając z krzesła i wyszła na zewnątrz nie patrząc czy ten ruszył łaskawie swoje cztery litery. Może jeszcze sobie poczaruje?

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song


Ostatnio zmieniony przez Elyse dnia Czw Kwi 21, 2016 10:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Sro Kwi 20, 2016 10:02 pm

Interwencja MG ~

W takim miejscu jak lunapark, każdy wieczór był z pozoru udany. Tłumy wesołych nocnych marków bawiły się w najlepsze, korzystając z przychylnej pogody i lokalnych atrakcji, jakie serwował tutejszy przybytek. Każdy był czymś zajęty i oddając się zabawie zapominał o problemach dnia powszedniego i innych smutkach, o których się zwykle nie mówiło. No prawie każdy…
- Beleth? Słyszysz mnie? Przyszliśmy się tutaj pobawić – jasnowłosy mężczyzna o przenikliwych, wręcz nienaturalnie niebieskich oczach zwrócił się do swojego kompana. Na oko dwudziestoparoletniego chłopaka o ciemnych nieco dłuższych włosach i ametystowych oczach, które miały w sobie coś niesamowicie hipnotyzującego.
- Wybacz, co mówiłeś…? – zmrużył oczy w geście przeprosin i spojrzał na zegarek. Po raz kolejny w przeciągu godziny przyłapał się na odruchu, który wprawiał w zakłopotanie większość potencjalnych towarzyszy. Nic nie mógł na to poradzić. Nie czuł się dobrze w tłumie obcych ludzi, a jego dłoń dzierżyła ołówek, którym wciąż rysował coś na kartce.
- Wernisaż srisasz. Stary, serio… weź się rozerwij. Spójrz na siebie. Ciemna koszula, ciemne spodnie. Jesteś cholera na pogrzebie, czy w lunaparku? No gościu… - blondyn nie dawał za wygraną i wyrwał kartkę papieru spod ołówka – Potrafisz rysować coś innego? - zapytał, uśmiechając się pobłażliwie. Szybko jednak oddał małe dzieło sztuki, gdyż wystarczyło jedno wymowne spojrzenie, by pewny siebie przyjaciel całkowicie stracił ochotę na zadzieranie z czarnowłosym.
- Dobrze, a teraz tak na serio. Przepraszam, zachowałem się jak gówniarz – stwierdził jasnowłosy i odruchowo odwrócił głowę widząc ładną, czerwonowłosą dziewczynę – Wiesz, może ja się nie znam, ale ta łania wygląda zupełnie jak ta Twoja wymarzona piękność – uśmiechnął się, cały czas wodząc wzrokiem za dziewczyną z kubkiem kawy. Dopiero dźwięk przełamanego na pół ołówka skłonił go do spojrzenia na przyjaciela. Jedna część nieszczęsnego niegdyś ołówka leżała na kartce papieru, drugą natomiast zaciskał w pięści.
- Spójrz sam. Możesz mnie zabić jeśli to nie ona – powiedział z udawaną urazą w głosie, na co ciemnowłosy prawdopodobnie dla świętego spokoju zerknął we wskazanym kierunku. Przez chwilę jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. Tylko oczy… czy widoczne były w nich iskierki? Czas jakby się zatrzymał, a ciemnowłosy wstał nie mogąc uwierzyć w to co zobaczył. Nie mówiąc nic do przyjaciela, odszedł od stolika i jak zahipnotyzowany ruszył za dziewczyną.
- Ely – szepnął pod nosem – Nie wierzę… Elyse? - krzyknął za nią gdzieś w tłumie, mając nadzieję, że tym razem nie obudzi się, a ona… nie będzie jedynie snem, a realną postacią którą tak bardzo pragnął znów spotkać.
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 465


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Czw Kwi 21, 2016 10:28 pm

Wypad do lunaparku chyba nie był najtrafniejszym pomysłem, czego Gabriel jeszcze nie wiedział. Skąd mógł wiedzieć, że w parku rozrywki nagle pojawią się znajomi dziewczyny, którzy byli potencjalnymi kandydatami do zepsucia im wieczoru? Niczego nieświadomy chłopak, dał się kierować szlachetnej do sklepu, gdzie zakupili dla niej odpowiednie ubrania. Tak, w tym zestawie wyglądała o wiele lepiej, niż w swojej cuchnącej alkoholem sukience. Wreszcie mogli iść do wesołego miasteczka.
Cierpliwie czekał, aż Elyse wróci z toalety. Po paru minutach zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie usnęła ona głową w środku kibla. Ile można spędzić czasu w ubikacji? Nie no, prawdopodobnie była już na tyle dużą panienką, że potrafiła sama iść i wrócić.
- No wreszcie - mruknął, kiedy czerwona raczyła się zjawić.
Chwila, czy on właśnie wyczuł od niej delikatny zapach kawy? Zmrużył oczy, przyglądając się jej badawczo, niczym detektyw nad zwłokami, poszukujący przyczyny zgonu. Wredota wypiła wszystko sama i nie raczyła się podzielić, pf.
- Pasać sarny - odpowiedział.
No co można robić w takim miejscu? Kupić walizkę, wywalić ją przy wejściu i uciec z krzykiem "Allah Akbar!". Tak, zdecydowanie oboje powinny pomyśleć nad tą opcją. Może dostarczyliby trochę rozrywki, której oczywiście brakowało w takim obiekcie.
Dobra, mógł coś wymyślić, zanim Elyse wpadła na pomysł z wróżbami. No tak, ona miewała absurdalne pomysły.
Siedząc na krześle przed wróżką, czarnowłosy głowił się, jak to się stało, że dał się zaciągnął dziewczynie do wróżenia. Nie wierzył w takie przepowiednie. Dla niego to były wymyślone bajeczki, sprzedawane naiwnym ludziom, chcącym usłyszeć coś dobrego o swojej przyszłości. Oczywiście jakoś wróżby zależała od wpłaconych pieniędzy, co sprawdziło się i teraz. On nie zamierzał wpłacać ani jednego jena. Miałby zakochać się w niewłaściwej dziewczynie? Absurd. Spojrzał na dziewczynę, wyśmiewając ten pomysł już samym spojrzeniem. Może to ona miała się okazać tą niewłaściwą, co? Poczuł zimny dreszcz na przeszywający kręgosłup, gdy uświadomił sobie, o czym myślał. Jemu wcale nie było tak do śmiechu, jak rudej.
- Za to ja mogę ci pomóc zginąć.
Białe zęby błysły, gdy usta ułożyły się w kpiącym uśmiechu. Nic ciekawego się nie dowiedziała? Czyżby? Albo także brała te całe czary-mary jako pic na wodę, co było bardzo prawdopodobne. Myślała czasem lekkomyślnie i zachowywała się jak małe dziecko, ale według Gabriela nie była na tyle głupia.
- Niedaleko jest budka z lodami. Jakie chcesz?
Pewnie mogli wybierać w smakach do znudzenia, gdyby nie jeden szczegół. Wampir odwrócił się w stronę krzyczącego nieznajomego. Wariat czy co? Powinni zaczekać albo go zgubić? Normalne podejście przekraczało granicę rozsądnych zachowań tego typa?
- Ktoś cię woła - westchnął, ewidentnie niezadowolony, że ktoś chce im przeszkodzić i zabrać te parę minut.
Zupełny brak wyczucia czasu.
Uważaj, żebyś się o wiatr się nie potknął, pomyślał.
Jakby na zawołanie liście uniosły się ponad ich głowami, trącane nagłym podmuchem zimnego wiatru.

Użycie mocy wiatru - jeden post. Tak, liście nie chcą same współpracować.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Pią Kwi 22, 2016 2:50 pm

Jacy kandydaci do zepsucia wieczoru? Oni ten wieczór uratują. Po za tym znała tylko jednego, więc niech nie bądź taki do przodu, bo Ci tyłu zabraknie, o!
I odczep się od jej kiecki! Wystarczyło wyprać. W sumie Gab będzie musiał ją wyprać, bo Ely zapomniała ją ze sobą wziąć. A naprawdę jej matka trochę za nią dała, więc lepiej niech jej nie wyrzuca bo będzie szukał drugiej takiej samej, a wiadomo jak to z ciuchami od projektantów. Znaleźć taką drugą to jak igłę w stogu siana~
Wystawiła mu język, gdy skomentował jej dłuższą nieobecność. Było trzeba nie wyciągać jej na siłę do wesołego miasteczka. Biedne dziewczę musiało pójść sobie zażyć trochę kofeiny, bo by zasnęła na jakiejś karuzeli i spadła tracąc głowę, a tego raczej nikt nie chciał, prawda?
Gdy tak przyglądał jej się badawczo zrobiła minkę niewiniątka. Też mógł sobie kawę kupić, jak chciał. Nie zabraniała mu. Chyba, że miał mało pieniędzy, bo z tego co się orientowała Gabriel nie miał jakiejś stałej pracy. A przynajmniej nigdy o niej nie mówił, a i ona sama nie widziała nigdzie takiej informacji w internecie. Tak się składa, że większość osób ze znanych rodów nie ważne, jak poważne zajmowało stanowisko łatwo można było wyszukać w necie. Takie już życie "celebrytów".
- Oh, jak słodko. Rozumiem, że będziesz je ganiać jak te psy pasterskie? Pasowałaby Ci obroża - odparła uśmiechając się złośliwie i ruszyli dalej. Oczywiście musiał siedzieć naburmuszony u wróżki, jakby wielka krzywda mu się działa. Trochę luzu, bo Ci żyłka pęknie Gabi!
- Nie bądź taki ponury, przecież ty nie znasz pojęcia "kocham" więc na pewno Cię to nie spotka - spróbowała go pocieszyć, w ogóle nie siląc się na współczujący ton. Wręcz cały czas była rozbawiona tą "przepowiednią". Oczywiście, że też w to nie wierzyła, ale co szkodziło pójść zobaczyć jak to wygląda. Majątku za to nie zapłaciła.
- Jak chcesz mnie zabić, to śmiało. Na co czekasz? - ziewnęła, nie przejmując się jego marną groźbą. Wciąż zapominał, że nie budzi postrachu jak jego rodzinka. Zapewne zgrywa tylko takiego twardziela, a w środku też ma uczucia. A przynajmniej taką miała nadzieję Elyse, nawet jeśli starała się w ogóle o nim nie myśleć. Bo i po co? Pewnie nigdy nie połączy ich coś więcej niż zwykłe koleżeństwo. A przynajmniej tak sądzi w tym momencie.
- Lody? Nie wiem. Może miętowe z czekoladą? - zamyśliła się na głos i otworzyła torebkę, aby wyciągnąć butelkę wody by nawilżyć gardło. Kolejka do lodów była duża, a ona miała kaca jakby nie patrzeć, więc każda wilgoć przyda się jej podrażnionemu gardłu.
Przez to wszystko nie słuchała co się w okół niej dzieje, więc podniosła głowę dopiero wtedy, gdy Gabriel stwierdził, że ktoś ją woła. Że niby kto? - pomyślała głupio, bo za wiele osób tu nie znała. Zaczęła przewiercać swoim spojrzeniem tłum ludzi, aż w końcu go dostrzegła. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna o specyficznym kolorze oczu. To może być tylko...
- Beleth... - wyszeptała w takim szoku, że aż spadła jej otwarta butelka wody, rozlewając się tuż u ich stóp. Niemniej w ogóle się nie przejęła pochlapanymi butami, tylko jak za pomocą czarodziejskiej różdżki skierowała się szybko w jego stronę. Pech chciał, że przez ten "nagły" wiatr, długie włosy zakryły jej twarz i nic nie widziała. Potknęła się o leżące na ziemi śmieci i wpadła wprost w ramiona swojego kolegi z dzieciństwa.
Lewą rękę wczepiła w jego czarną koszulę, a prawą odgarnęła niedbale włosy do tyłu, aby móc cokolwiek zobaczyć. Jak uniosła głowę, bąkając pod nosem "Przepraszam, niezdara ze mnie", to ją zamurowało. Ich twarz, a dokładniej usta dzieliło tylko parę milimetrów. Odsunęła się pospiesznie, lecz nie za daleko, aby móc wzrokiem ująć całą jego twarz. Wydoroślał. Jak zresztą ona sama. Nie był już wychudzonym chłopczykiem, jakim go zapamiętała. Teraz był doskonale umięśniony - co czuła trzymając rękę na jego klatce piersiowej - a rysy twarzy spoważniały. Jednak te oczy wciąż miały ten sam magnetyzm, dzięki którym jako dziecko przekupywał wszystkich nauczycieli i koleżanki ze szkoły.
- Jak dobrze Cię widzieć... - wyszeptała nie mogąc uwierzyć, że to naprawdę on. Tak bardzo za nim tęskniła. Ale zrozumiała to dopiero, gdy go spotkała po latach rozłąki. Jako tako utrzymywała z nim kontakt przez internet, ale gdy zaczęły się problemy rodzinne zniknęła z portali społecznościowych.
- Co się stało, że tu jesteś? Nigdy nie chciałeś opuścić Francji? - spytała zaciekawiona i ewidentnie można było wyczuć, że ona sama też pochodzi z Francji, jak się kojarzyło jej akcent.
Przykro mi to powiedzieć, ale Gabriel został zapomniany pominięty na ten moment, bo Ely nawet się nie odwróciła, aby zobaczyć czy jej kolega dotarł do nich. No ale przecież on chciał lody, to może sobie po nie iść, o.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Sob Kwi 23, 2016 8:10 pm

Miał wrażenie że dzielą ich długie kilometry. Wołał za nią, ale tłum ludzi bawiący się w lunaparku zagłuszał prawie wszystko wokół. Wciąż słyszał swoje walące serce, a może było to po prostu odczucie, którego tak dawno nie uświadczył. Zobaczył ją. Żywą, w niczym nie przypominającą jednego z obrazów. Czerwień jej włosów, pełne usta i piękna nienaganna skóra. To musiał być sen… a jednak nim nie był. Ile minęło lat od ich ostatniego spotkania? Byli dziećmi, a jednak lata wspólnych zabaw i rozmów nie zanikły w czasie rozłąki. Wciąż pamiętał ciepłe jesienne wieczory, a także wspólne wojaże jakim poddawali się by „zdobyć świat”.
Myślał że znów mu ucieknie. Niczym duch rozpłynie się pomiędzy szalonymi ludźmi, zostawiając go pośród dawnych marzeń. A jednak odwróciła się! Beleth nie zwracał uwagi na towarzyszącego jej chłopaka. Mógł być bratem lub kolegą, a więc nie warto popadać w skrajności. Dopiero gdy zauważył spadającą butelkę wody i nagłe zachwianie przyjaciółki, ożywił się i niczym szaleniec doskoczył do Czerwonowłosej.
- Ely – szepnął, trzymając ją mocno ale z najwyższą możliwą delikatnością - Nic Ci nie jest?- pachniała kawą, a lekka nuta alkoholu wciąż otaczała jej skórę jak praktycznie zwietrzałe perfumy. Odgarnął z jej czoła zbłąkany kosmyk, przez chwilę muskając palcami jej delikatną skórę.
- Mógłbym powiedzieć to samo. Poza tym wspaniale wyglądasz – pochwalił przyjaciółkę i po upewnieniu się że wszystko jest w porządku zabrał dłonie. W jego oczach wampirzyca wyglądała jak nimfa. Najpiękniejsze stworzenie na świecie. Jego muza, którą była niezmiennie od wielu lat.
- Tutaj? Ach tak… Przyjechałem na wystawę swoich prac w galerii sztuki, a przy okazji odwiedzę starych znajomych – zupełnie zapomniał, że zostawił w kawiarence kumpla, ale czy to teraz najważniejsze? Beleth stał jak zaczarowany słuchając jej głosu i ciesząc się, że podobnie jak on...ona również za nim tęskniła.
- Od kiedy wyjechałaś Francja nie jest już taka jak kiedyś… Ale co u Ciebie? -zapytał szybko, jakby chciał zatrzeć wrażenie wcześniejszej wypowiedzi. Ciekawiło go jak wampirzyca się miewała przez ten czas. Czy była szczęśliwa? Wydoroślała od ich ostatniego spotkania, zresztą podobnie jak on.
- Musimy chyba nadrobić zaległości. Pozwoli Pani? - wykonał odpowiedni gest, żeby mógł ją wziąć pod rękę.
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 465


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Sob Kwi 23, 2016 9:34 pm

On miałby ganiać za sarnami? Spojrzał na Elyse politującym wzrokiem. Przecież miał odpowiednią osobę do tego i ona właśnie szła obok niego.
- Mam od tego ciebie - odpowiedział.
Ziewnął, zasłaniając dłonią usta.
Ciekawe, jak Elyse wyglądałaby z obrożą? Może przydałaby jej się kolczatka, żeby czasami powstrzymywać ją przed głupimi pomysłami. Hm, ciekawa opcja. Jednak Gabrel zakładał je tylko swoim służką, jako znak przynależności do niego. Nie lubił, kiedy ktoś używał jego rzeczy.
Zignorował kąśliwą uwagę dziewczyny dotyczącą zakochania się. Wiedział, ze coś czuł do czerwonej, ale wcale to uczucie mu się nie podobało. Ktoś, kto kiedyś powiedział, że miłość to najpiękniejsze uczucie, musiał być skrajnym idiotą. Już lepszym uczuciem było uczucie głodu.
- Czekam na lepszy moment - skomentował.
Kto by go irytował, gdyby zabrakło szlachetnej? Czarnowłosy miałby się wtedy za dobrze w życiu, a przecież cały czas nie może mieć z górki. Poniekąd Elyśka stanowiła dla niego wyzwanie. Po przerwaniu kontaktu nie spotykał takich dziewczyn jak wampirzyca. Większość była zwyczajnie nudna, a ta druga część nie do wytrzymania. Choć ruda także denerwowała, to jednak w inny sposób.
- Da się zrobić - mruknął.
No właśnie się nie da. Urocze spotkanie przerwał dawny przyjaciel czerwonowłosej. Gabriel zmrużył gniewnie oczy, kiedy ta wpadła w jego ramiona. Pięknie, prawie sam to sprawił, posługując się wiatrem. Przez chwilę przyglądał jej się pustym spojrzeniem. Nie pamiętał, żeby zachowywała się tak w stosunku do kogoś, ale nie zamierzał przeszkadzać im w ckliwej rozmowie, od której zbierało mu się na mdłości. Co z tego, że to dopiero początek. Nie obchodziły go sprawy tej dwójki. Zostawił ich samych, idąc do budki z lodami. Miał nadzieję, że gdy przyjdzie, nieznajomego już nie będzie.
Ha, nadzieja matką głupich i w tym przypadku nie będzie wyjątku potwierdzającego regułę.
Zamówił lody dla siebie i wampirzycy. Dla niej oczywiście zażądał miętowe z czekoladą, a dla siebie czekoladowe z karmelową polewą.
Nie słyszał większości ich rozmowy, zagłuszonej przez gwar innych ludzi, ale wracając do nich, bez problemu wyłapał ostatnie zdania.
"Musimy chyba nadrobić zaległości. Pozwoli Pani?"
- Wątpię - zimny głos wampira zaburzył spokój przyjaciół, bezczelnie wtrącając się przed Elyse. - Przyszła tutaj ze mną.
Chyba o tym nie zapomniała przez tą minutę?
Nie obchodziło go to, że tamci chcieliby spędzić trochę czasu ze sobą. Przecież on z Ely też długo się nie widział, więc nie zamierzał jej oddawać jakiemuś Belethowi.
- Trzymaj swoje lody - powiedział, podając je jej.
Poczuł zimno spływające po palcach. Jego lody zaczęły się rozpuszczać. Nie zareagował, pozwalając, aby coraz większa ilość się marnowała. Widok radosnej Elyse przy równie rozanielonym jej znajomym, skutecznie odbierał mu apetyt.
Morda taka raczej nie wyjściowa, bardziej do radia.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Nie Kwi 24, 2016 9:10 pm

Dziewczyna czując ramiona Beletha, lekko zadrżała. Przyjemnie było tak poczuć uścisk kogoś kto tyle dla niej znaczył kiedyś. Oczywiście nie mówię tu o miłości, bo była za młoda aby znać to pojęcie. Ale Bel był jej przyjacielem, któremu zawsze mogła powiedzieć o swoich zmartwieniach. I teraz, kiedy jest tak źle... on znów się pojawił! Mogłaby poprosić go o pomoc, o wsparcie. Na wyciągniecie ręki! Nie chciała by ją puszczał. Wtulona w jego ciało, czuła zapach fiołków, które zasadzała jego mama oraz francuskich wypieków służby, które razem podkradali. To nie fair, że musiała o tym wszystkim zapomnieć, gdy ojciec zabrał ją i Vivien do Japonii. Wtedy młodej wampirzycy wydawała się to ciekawa przygoda, ale z perspektywy czasu miała do niego tylko o to żal. I dopiero teraz wpadła na pomysł jak temu zaradzić! Może wrócić do Francji?
- Nie, ale ty mi lepiej powiedz czy Tobie nic nie jest! Prawie Cię przewróciłam - wymamrotała zawstydzona swoją bezradnością. Niby dziecko nocy, a ma taką słabą koordynację ruchową co człowiek. Ale można jej to wybaczyć, zwłaszcza że czarnowłosy wyczuł od niej alkohol. Wolałaby, aby tego nie zrobił, ale trzeba brać odpowiedzialność za to co się zrobiło. Po za tym nie było jej łatwo i tylko w ten sposób chociaż na chwilę się wyluzowała. Ale może z nim będzie spokojniejsza bez używek?
- Dziękuję - zarumieniła się na jego komplement, zakładając pasma włosów za ucho i uśmiechając się kącikiem ust - Ty też niczego sobie. Kiedy tak wyprzystojniałeś? - zaśmiała się perliście, zapominając o tym jak blisko jego ust była. Co za tym idzie, minęło jej speszenie tą nagłą bliskością.
- Masz tutaj wystawę? To świetnie - od razu można było wyczuć dumę i radość z sukcesów szlachetniaka. Od zawsze ciągnęło go do malowania i rysowania, ale kto by pomyślał że to będzie jego praca? W końcu tyle mogło się zmienić. Elyse dopiero nie dawno stwierdziła, że chciałaby być weterynarzem, wcześniej myślała o leczeniu ludzi albo zostaniu astrologiem. Ale kto wie, co zapragnie za rok? Może zostanie astronautą, o!
Nie zwróciła uwagi na to co powiedział o Francji bez niej, była wciąż w szoku że go widzi. Na prawdę nie sądziła, że po urwaniu z nim kontaktu jeszcze kiedykolwiek będą rozmawiać. A tu taka niespodzianka!
- Wszystko się sypie - wyżaliła mu się, gdy zapytał jak się ma i nim się powstrzymała, mała łza zakręciła jej się w oku. Nim powiedziała coś więcej, ten wystawił rękę by go złapała co musiał przerwać Gabriel. To się nazywa wyczucie chwili! Przy nim na pewno nie powie o swoich słabościach. Tak jakoś woli uchodzić przy nim na twardą, chociaż to tylko skorupa którą się otacza. Po za tym Trafficante budzi w niej te negatywne i wredne nuty, ale co poradzić? Taki już z niego typ~
Nie rozumiała tej nagłej złości czystokrwistego. Odebrała od niego lody i zerknęła na Beletha, który mógł się urazić za nie miły ton jej kolegi. Normalnie zaczęła się wiercić niespokojnie myśląc, jak wybrnąć z tej dziwnej sytuacji.
- Jesteś tu z kimś Bel? Możecie do nas dołączyć - wypaliła nim tych dwoje mogło jeszcze coś powiedzieć. Nie spodziewała się, aby szlachetny był jakiś nie miły dla Gabriela, ale brat Samura na pewno jeszcze coś by palnął. W końcu to prostak, ha!
- Po za tym poznajcie się - wskazała ręką na jednego i drugiego - To Gabriel, mój kolega a to Beleth, mój przyjaciel z dzieciństwa - wymieniła szybko ich imiona i wtedy wzięła kęs loda, widząc że Gab zapomniał chyba o swoim, bo cała ręka już mu się lepiła.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Nie Kwi 24, 2016 10:03 pm

Doskonale pamiętał moment jej wyjazdu. Dzień, kiedy utracił wszystko co miał, a Francja przestała być miejscem które lubił. Podobnie jak ona był tylko dzieckiem i nie rozumiał nagłej decyzji. Nie zdążyli się pożegnać i przygotować na rozłąkę. Rok przerodził się w długie lata, a czas zatrzymał zostawiając tylko wspomnienie i rysunki powiększające imponującą już kolekcję.
- Mogłabyś częściej tak na mnie wpadać – stwierdził rozbawiony - To prawda. Nigdy za nią nie dziękuj, Ely – jesteś piękna. Pamiętaj o tym… - Drugą część powiedział tylko w swoich myślach, nie chcąc jej przytłaczać natłokiem uczuć.
Na stwierdzenie o wyglądzie roześmiał się jedynie. Czas, czas i jeszcze raz ten cholerny czas. Minęło go wystarczająco dużo by z dziecka mógł stać się mężczyzną.
- Może… miałabyś ochotę przyjść na wystawę? - o tak, zobaczyć dziesiątki obrazów inspirowanych jej osobą i Francją. Nie mógł jednak nie zaproponować wspólnego wyjścia. Czy wypadało tak łatwo ją wypuścić, skoro los znów złączył ze sobą ich ścieżki? Było jednak coś co go zaniepokoiło w zachowaniu Elyse.  Uwadze nie umknęła zmartwiona mina przyjaciółki. Czy coś ją trapiło?Wierzchem dłoni odruchowo otarł zbłąkaną łzę. Chciał ją przytulić i ochronić przed całym złem tego świata. Wydawała się taka… zagubiona. Kątem oka zerknął na cwaniaka, który niczym Filip z konopi wyskoczył z jakimiś lodami. Beleth zmierzył go wzrokiem, z miejsca posądzając o powód niezadowolenia przyjaciółki.
Kijowy ten sługa. Bądź co gorsza facet.
Skrzywił się, ale szybko wrócił do uprzejmego stylu bycia. Tylko jego chłodne oczy zdradzały jak bardzo ma w poważaniu buca od lodów i co mu zrobi jeśli ten skrzywdzi Elyse.
- Miło mi – powiedział bez zbędnych ogródek, ale nie podał mu dłoni ze względu na chwilową „niedyspozycję” Gabriela. Z rozbawieniem spojrzał na jego lepiące się dłonie – Może chusteczkę? - silił się na uprzejmy ton, widząc jak roztopione lody spływają po palcach wampira. Nie ma to jak uprzejmość.
- Cholera – wymamrotał pod nosem, kiedy Ely właśnie mu przypomniała, że zostawił w kawiarni kumpla. Przeczesał palcami włosy, gdy do towarzystwa podszedł jasnowłosy, wysoki wampir.
- To Mike. Kumpel z Yokohamy, który pomógł mi zorganizować wernisaż. Z przyjemnością pójdziemy z Wami… Oczywiście jeśli to nie problem – mrugnął do Elyse i spojrzał na jej kolegę. Mike tymczasem podszedł do wampirzycy i lekko się skłonił.
- Miło mi poznać kobietę o której tyle się już słyszało. Jestem Michael. Ale mów mi Mike – jeśli Elyse pozwoliła, ujął jej dłoń i ucałował jej wierzch. Następnie podszedł do Gabriela i nie zwracając uwagi na jego lepiące ręce, wyciągnął przed siebie dłoń w geście powitania.
- Co byś chciała tutaj zobaczyć, Ely? - zapytał ciemnowłosy i w zależności od wyboru wampirzycy, skierował się wraz z nią we wskazane miejsce.
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 465


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Wto Kwi 26, 2016 9:01 pm

Najwyraźniej oba wampiry skreśliły siebie na na starcie, ledwo obdarowując się wzajemnie spojrzeniem. Czyżby dawny przyjaciel Elyse nie był jednak taki miły, jakby to mogło się wydawać? Iskierki złości pojawiły się w gadzich oczach czarnowłosego. Obecność tego drugiego w ogóle mu nie podchodziła. Był jak robak, którego miał ochotę zmiażdżyć butem. Jednak istniał jeden problem, nie dość, że ten pasożyt był w cholerę uciążliwy, to jeszcze mógłby odmienić rolę. Nie czarujmy się, Gabriel dobrze znał własne ograniczenia i moce, które nie powalały na kolana.
- Co za troska - odpowiedział.
Jego głos był przesiąknięty szyderczą słodkością. Od razu można było poznać, że miał gdzieś chustkę nieznajomego i lepiej byłoby gdyby tamten się nią udławił. Mając ich ciągle na oku, podszedł do pobliskiej budki z rzeczami pierwszego ratunku dla przegrywów życiowych i kupił chusteczki. Wcześniej zakupionego loda wywalił po drodze, choć najchętniej rozsmarowałby go na zadowolonej twarzy Beletha. Wytarł ręce i schował resztę do kieszeni.
Ej, chwila, jak to mieli iść z tym przygłupem? Wampir spojrzał na szlachetną, jakby ta była niepełnosprytna umysłowo. Pojebało? Nie no, wiedział, że alkohol dobrze na nią nie działa, ale żeby odpierdolić coś takiego? Westchnął w myślach, gdy nagle pojawiła się kolejna osoba. Nie no, po cholerę proponował ten zjebany lunapark? Teraz będzie musiał się nieźle pogłowić, aby jakoś załatwić pozbycie się tych typów.
Ten to naprawdę nie ma szczęścia.
- Gabriel - przedstawił się.
Ku dziwieniu publiczności, wyciągnął dłoń na przywitanie. Teraz już nie była lepka, skoro wcześniej ja wytarł.
No patrzcie, jaka tak gnida, Beleth, miła. Doprawdy, urocze do porzygu. Nie dziwił się, że czerwona robiła do niego maślane oczy. Większość dziewczyn nabierało się na ten sam bajer. Co z tego, że nieznajomy pewnie zachowywał się normalnie, dla Gabriela i tak będzie łajzą, która postanowiła się nagle wtrącić.
Wernisaż? Niech się te obrazy spalą razem z ich autorem. Piękna wizja, szkoda, że wydaje się teraz taka niemożliwa. Hm, a może jednak..?
- Chyba nie możemy z wami długo zostać - westchnął. - Miałem zamiar potem zabrać Elyse do parku na spacer. - dodał. Zadziwiające, jak kłamstwo łatwo przechodziło mu przez gardło, niczym nieskalana prawda. - Miała to być niespodzianka.
Dobra, wiedział, że tamci się przyczepią, jak kleszcze i szybko ich nie zostawią, jednak Trafficante także nie miał zamiaru odpuszczać. Tylko kto okaże się bardziej cierpliwy? Z pewnością czas mieli do świtu.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Czw Kwi 28, 2016 8:17 pm

Wywróciła oczy na jego odpowiedź. Mogłaby częściej na niego wpadać? Jeszcze by mu w końcu krzywdę zrobiła, a to jest jedna z ostatnich rzeczy jakie by chciała. W końcu spotkała dawnego przyjaciela i tylko tego brakowało, aby nie mogła z nim porozmawiać, bo trafiłby przez jej niezdarność do pobliskiego szpitala.
- Mam nieco odmienne zdanie, ale nie będę się kłócić - mruknęła, wystawiając mu język dla żartu. Zaraz na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech, który był skierowany tylko do niego. Gabriel z tą swoją ponurą minę, psuł tylko miłą atmosferę. Wziąłby się rozerwał, skoro sam wybrał miasteczko tutejszej rozrywki. Nagle Ely była pełna sił i chętna na zabawy, które można było w tym miejscu znaleźć. Zmęczenie odeszło, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki. Może ta wiedźma jakoś ją zaczarowała, hah.
- Jasne, że chcę przyjść na wystawę! Wszystkie twoje prace tam będą, czy z jakiejś konkretnej tematyki np. przyroda? - zadała zaciekawiona pytania i wtedy pojawił się Mike. Również przystojny wampir, do tego bardzo otwarty. Oczywiście zgodziła się by ujął jej dłoń, niemniej zarumieniła się na ten dżentelmeński gest. No, no - mało już takich chłoptasiów na tym świecie. Tylko wampiry starej daty znają takie maniery, a tu proszę - miła niespodzianka.
- Tyle się słyszało? - powtórzyła głucho, patrząc zdziwiona na Beletha. Nie sądziła, że mógł opowiadać o niej komukolwiek. W końcu nie widzieli się tyle lat, czemu miałby to robić. Ale musiała przyznać, że zrobiło jej się miło i ciepło na sercu.
Czerwonowłosa popatrzyła zdziwona na Gabriela. Do parku? Nic takiego nie planowali. Znowu coś knuł! Oczywiście nie sądziła, że może być o nią zazdrosny. Uznała, że po prostu to gbur i najchętniej siedziałby tylko w swoim towarzystwie, a Elyśkę ciągnie tylko po to, aby mieć kogo obrażać.
- Do parku możemy iść, w każdy inny dzień. Tak dawno nie widziałam Bela, musimy nadrobić czas! - zadecydowała, że idą z nimi i Gabi miał zero do powiedzenia. Zjadła do końca loda, łapiąc jednego pod jedną rękę, a drugiego pod drugą, zerkając przepraszająco na Michaela. Dla niego już zabrakło dłoni, ale może złapać Gabrysia, ha!
- Idziemy do domu strachów. Podobno jest tu taki specjalny dla wampirów - zakomunikowała, idąc prędko w tamtą stronę. Oczywiście nie było kolejki do środka, bo mało pijawek zainteresowało się tym miejscem. Elyse kupiła wszystkim bilety i weszła na podest, gdzie skłonił się w ich stronę mężczyzna w czarnym płaszczu, do samych kostek a głowę zakrytą miał kapturem. Widać było tylko jego blade usta, zaszyte nitką.
- Witamy w Domu Strachów - zagrzmiał złowieszczy głos w ich głowach. Musiał posłużyć się telepatią - Zapraszam do środka... radzę mocno trzymać się uchwytów!- dodał śmiejąc się z czegoś, co tylko on wiedział.
Szlachetna spojrzała rozbawiona na swoich towarzyszy i puszczając ich usiadła w wagonie, który był czteroosobowy. Dwa miejsca z jednej strony i dwa z naprzeciwka. Poklepała wolne miejsce koło siebie, patrząc który do niej dołączy.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Pon Maj 02, 2016 3:23 pm

Gabriel już od samego początku wydawał się Belethowi śliskim typkiem o mało ambitnych poglądach. Prawdę mówiąc swoim zachowaniem przypominał bardziej „żuliana” z pod monopolowego niżeli poważnego wampira z dobrej rodziny. Przez głowę ciemnowłosego przechodziło wiele myśli, a każda z nich wykluczała możliwość połączenia Elyse i tego… mości wampira. Jego Elyse. Przyjaciółka i jednocześnie ukochana. Nie. Nie potrafił sobie wyobrazić romantycznego wypadu z tym młotkiem, dlatego na słowa o parku i odmowie ze strony Ely, Beleth się uśmiechnął.
- Zdecydowanie – odpowiedział na sugestię nadrobienia straconego czasu. Nie chciał przeszkadzać przyjaciółce w spotkaniu, ale skoro sama tego chciała… czy mógł odmówić? Poza tym park? Serio? Co mieliby tak robić? Liczyć żuki? Rozmawiać? Gabriel bardziej wyglądał na osobę zamkniętą, co oznaczałoby, że uraczyłby Elyse jedynie chłodnym spojrzeniem i głupkowatymi żartami. Tak. Z pewnością tak by było!
- Zatem prowadź – obdarzył ją ciepłym uśmiechem i pozwolił by wzięła go pod rękę. Dopiero pod kasą biletową wyraził lekki sprzeciw i to on kupił bilety. Ze względu na wychowanie nie mógł pozwolić, by Elyse za niego płaciła. Kiedy weszli do środka, rozejrzał się czując lekki niepokój. Bez słowa podążył za grupą i usiadł naprzeciwko rudowłosej, pozwalając tym samym żeby Gabriel zajął zaszczytne miejsce obok niej.
- Zapnij pasy, Ely – powiedział i sam dopiął swoje.

Wszyscy poczuli lekkie drgania kiedy wagonik ruszył z miejsca. Dźwięk skrzypienia wydobywał się z pod metalowych kółek, a z głośników zaczęła lecieć muzyka rodem z filmu grozy. Witający od wejścia jegomość zniknął z pola widzenia, kiedy wagonik skręcił w dalszą część domu strachów. Z daleka było widać smugę mgły o dziwnym metalicznym zapachu, do której z każdą chwilą zbliżała się rozpędzona kolejka.

Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 465


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Sro Maj 04, 2016 12:38 pm

Nie no, zaraz zrobi się tak uroczo, że Gabriel padnie na zawał. Co oni byli małymi dziećmi, żeby skakać sobie do nóg, niczym psy po wielominutowej rozłące? Doprawdy, nie sądził, że ta noc może zostać nagle przejęta przez gruchające gołębie w postaci Elyse i tego całego podejrzanego Beletha.
Zaskakujące, jak dawny przyjaciel szlachetnej łatwo oceniał kogoś innego i to po niecałych pięciu minutach rozmowy. Czyżby nie był jednak tak przemiły, jakiego próbował grać? Najwyraźniej nie był on też typem romantyka, skoro nie wiedział, co można robić w parku! Niech się zapyta swojej przyjaciółeczki, to może opowie mu, jak ławki w takich miejscach potrafią być wygodne i przyciągać lepiej od ziemi.
Dom strachów? Ta to miała hobby. Może lepiej byłoby pójść na jakąś kolejkę górką, żeby w najwyższym punkcie w jakiś magiczny sposób pozbyć się Beletha? Przecież ten plan był o wiele lepszy, co z tego, że pewnie nie spodobałby się dziewczynie. Specjalny dla wampirów? Przydałby się specjalny dla Beletha, żeby coś go tam zeżarło i nie wypluło.
Także nie pozwolił, żeby Elyse kupiła mu bilet. Nie po to zabrał pieniądze, żeby teraz ona wykładała. No i nie może być gorszy od tego uśmiechającego się palanta. Jak mu ten uśmieszek zetrzeć z parszywej gęby? W myślach wzdychał już niezliczoną ilość razy, obmyślając, jak przywrócić wcześniejszą sytuację, kiedy to byli sami i żaden pajac im nie przeszkadzał.
Och, co to się stało. Pan wspaniały nie usiadł przy Elyse? Planował coś? Gabriel chyba nie do końca potrafił się pogodzić, że inni mogą być zwyczajnie uprzejmi i nie patrzeć na świat tak, jak on. Przynajmniej w tym momencie, kiedy miał już dosyć niechcianego towarzystwa. Usiadł na wolnym miejscu i zapiął pasy. Momentalnie poczuł metaliczny zapach. Nie bardzo się tym przejął. W końcu to standard w takich miejscach. Kij wie, co jeszcze wymyślili.
No to jazda.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Nie Maj 08, 2016 12:37 pm

Elyse uśmiechnęła się szeroko, gdy Beleth nie został zrażony oschłym tonem Gabriela. Po za tym dziewczyna miała dosyć parków na najbliższy czas. Wstyd się tam pokazać po swoim zgonie na jednej z ławek. Po za tym faktycznie co mieliby tam robić? Gabriel nigdy nie wydawał się osobą zainteresowaną przyrodą i innymi tego typu sprawami. W ogóle niczym nie wydawał się zainteresowany. Jakby nie patrzeć nie znała go, nie wiedziała co lubi a co nie. Może tylko by się pokłócili w parku i rozeszli? A tak to mogli miło spędzić czas z Mike i starym przyjacielem~
Wywróciła oczyma, gdy chłopacy chcieli sami za siebie zapłacić. No bez przesady! To już nie te czasy, co facet musi wszystko sam stawiać. Dziewczyna też mogła od czasu do czasu coś kupić. Zwłaszcza, że rodzice nie szczędzili na niej pieniędzy a ona dużo nie wydawała. Nie miała gdzie i z kim szastać forsą. W końcu znalazła kolegów, których mogła gdzieś zabrać. No, ale jak chcą to niech płacą, nie robi to jakiejś większej różnicy młodej Moreau.
- Mam nadzieję, że spodoba Wam się. Jestem niby wampirem, ale potrafię się łatwo przestraszyć - zaśmiała się, gdy usadowili się już wygodnie w wagonie. Chciała zapiąć pasy, jak powiedział Beleth ale większą uwagę skupił na niej Gabriel, który siadając koło niej miał jakiś niezadowolony wyraz twarzy. Poczuła ukłucie przykrości. Nie chciał koło niej siedzieć? Tak to dziewczyna zinterpretowała. Odgarnęła nerwowo włosy do tyłu i niewiele myśląc wyciągnęła rękę chcąc chwycić jego dłoń.
- Wszystko w porządku Gab? Jakiś zirytowany się zrobiłeś - wyszeptała do jego ucha, gdy się trochę przybliżyła. Od tej bliskości zakręciło jej się nagle w głowie, a kolejka ruszyła prędko do przodu. Ely odsunęła twarz zarumieniona i spojrzała przed siebie, widząc białą mgłę. Ooo, może być ciekawie - przeszło jej przez myśl, odsuwając na bok to co czuła gdy była tak blisko wampira niższej krwi. W końcu nie są tu sami, musi skupić się też na Belku i jego przyjacielowi.
- Póki nic się nie dzieje, to może powiecie gdzie i kiedy dokładnie jest ta wystawa? - krzyknęła, aby powiew wiatru wywołany ruchem wagoniku, nie zagłuszył jej słów.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Sro Maj 11, 2016 7:02 pm

Cóż to za niezdrowe domysły rodziły się w myślach Gabriela? Belethem kierowała uprzejmość i daleko idące zrozumienie, nie zaś chęć kombinacji jak założył zazdrosny wampir. Teoretycznie Elyse towarzyszyła w lunaparku młodemu gniewnemu, co mości buc okazywał na każdym możliwym kroku. Parki, lody, te zaborcze spojrzenia i inne pierdolety mające zniechęcić potencjalnego wybranka rudowłosej. Jedynym słusznym rozwiązaniem było zachować powagę i względnie dobre maniery. Chociaż tyle mógł zrobić, mimo że Gabriel już od samego początku prosił się o solidnego gonga w pysk.
- Właściwie to odbędą się w tutejszej galerii sztuki. Jeśli tylko chcesz, prześlę Ci zaproszenie – starał się mówić tak, ażeby Elyse nie miała problemów ze zrozumieniem go. Ten dźwięk kolejki wydawał się niepokojący, ale czego nie robi się dla niepokornej dziewczyny? Beleth zauważył lekkie zdenerwowanie na twarzy przyjaciółki, zastanawiając się równocześnie co jest tego powodem. Strach? Pomówienia? Na chwilę przeniósł spojrzenie na Buca, powstrzymując się przed przedrzeźnianiem jego zbolałej miny.
- Ej, on chyba myśli, że siedzi na kiblu, a nie obok laski – Mike nie krył swoich obserwacji i w przeciwieństwie do Ciemnowłosego nie wyróżniał się dobrymi manierami. Bogu dzięki, słowa wypowiedział szeptem, co przez niesprzyjające warunki wokół było wychwycone tylko przez Beletha. Ciemnowłosy odchrząknął i uderzył kolegę w bok, dając mu do zrozumienia żeby łaskawie się uspokoił. Z zewnątrz, bowiem osobiście uważał, że żart kolegi był niezwykle trafiony.
- Trzymaj się mocno, Ely. Nie podoba mi się ten cały tunel strachu – rozejrzał się i zmarszczył czoło, próbując dostrzec cokolwiek w tej gęstej mgle. Dziwne zapachy, natłok dźwięków i ta pożal się kolejka… Naprawdę nie mieli czegoś lepszego?


Rozentuzjazmowane krzyki ucichły, kiedy pędząca kolejka dotarła do mlecznych oparów, które znacząco utrudniały widzenie. Gdzieś niedaleko rozległ się dziewczęcy krzyk, a następnie skrzypienie wagoniku. Dom wariatów, a nie strachu. No cóż.
Kolejka w której jechała czwórka naszych bohaterów zwolniła, aż w końcu zatrzymała się na środku toru. Zepsuta? Może trzeba popchać? Nie było już słychać pozostałych wagonów, a jedynie drażniącą muzykę z filmu grozy. Do uszu całej czwórki doszło drapanie i po chwili każdy z nich nabrał przekonania, że coś drapie w wagonik. We mgle dało się dostrzec trupio-bladą rękę, która chwyciła się wagonika od strony Gabriela. Ktoś zaczął nucić nieskładną melodię, którą przeplatał śpiew i dziecięce chichotanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 465


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Nie Maj 22, 2016 3:33 pm

Elyse jak zwykle musiała wszystko źle interpretować! Dobra, to nie dziwne, skoro Gabriel wysyłał jej czasami sprzeczne znaki, w których każdy normalny mógłby się pogubić. Co nie zmienia tego, że mogłaby być czasami bardziej ogarnięta, o. Spojrzał na nią, gdy zadała pytanie. W gadzich ślepiach przez ułamek sekundy pojawiło się zaskoczenie, które zostało ukryte przez znużenie.
- Robaki tak na mnie działają - odpowiedział, przysuwając się bliżej wampirzycy.
Nie obchodziło go to, czy tamta dwójka to usłyszy. Przeczuwał, że i tak zdążyli się domyślić, że w mniemaniu Gabriela nie są pożądanymi towarzyszami na dzisiejszą noc. Co szkodzi całkiem popsuć stosunki między nimi? Nie dbał o to, czy zyska ich sympatię, co można było wyczuć na kilometry.
Uścisnął lekko dłoń czerwonej, nie dając jej się odsunąć.
Tutejsza galeria sztuki?
No, teraz wampir przynajmniej wiedział, gdzie będą wystawione obrazy tego złamasa. Byłoby szkoda, gdyby spłonęły one w niewyjaśnionych okolicznościach, zanim młoda Moreau zdążyłaby je zobaczyć. No co, wypadki lubią chodzić po takich jak jej pseudo wspaniały przyjaciel. Jeszcze chwila w ich towarzystwie, a czarnowłosy dostanie cukrzycy.
O zgrozo, teraz musiał się zgodzić z Belethem. Jemu także z każdą chwilą przestawał podobać się ten tunel strachu. Ta cała otoczka w tym miejscu robiła się co najmniej dziwna. Pewnie jego odczucia brały się stąd, że nigdy jeszcze z takiej atrakcji nie korzystał. Mimo to, był niemalże pewny, że kolejka nie powinna się zatrzymać. Prąd im wysiadł? Słysząc dziwne dźwięki i drapanie, wątpił w tą teorię.
- Wszystko okej, Elyse? - zapytał, chcąc się upewnić, że nagle nie dostała zawału.
Nie chciał kolejny raz w nocy jej zbierać z ławki - w tym wypadku z wagonu. Nie dało się nie zauważyć trupiej dłoni, która znienacka się pojawiła. Chłopak ledwo powstrzymał się przed przywaleniem z otwartej dłoni w czoło. Co to miało być? Myślą, że jakimś rekwizytem ich nastraszą? Brakowało do zestawu wisielca tuż nad nimi, ociekającego krwią i histerycznych śmiechów. Co robić? Kolejka najwyraźniej nie zamierzała dalej jechać. Trafficante posłuży się mocą eksplozji, aby dziwna rzecz wybuchła i zostawiła ich w spokoju.

Użycie eksplozji - jeden post - o ile się uda. ~

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Pią Maj 27, 2016 4:40 pm

O tak, Gabriel to jeden wielki buc. Mógł postarać się chociaż być względnie miłym i kulturalnym wobec Beletha i jego przyjaciela. Przecież spędzą razem parę godzin, a potem i tak każde z nich pójdzie swoją drogą. No chyba, że spotkają się na tym kiermaszu. Ale nic nie wskazuje na to, aby czerwonowłosa miała się zaraz hajtać z kolegą z dzieciństwa, więc młoda gadzina mogłaby trochę wyluzować i nie sprawiać jej przykrości! Chociaż to było nieco miłe i łechtało jej ego, a jakże~
- Czekam z niecierpliwością - puściła oczko do kolegi z naprzeciwka, po czym spojrzała zamyślona na czystokrwistego, który ścisnął mocno jej dłoń. Czyżby też potrzebował jej bliskości? Czemu dopiero teraz to pokazuje, kretyn? Eh, kto zrozumie tych facetów! Pokazują swoje uczucia, dopiero w chwili zagrożenia, a wcześniej nie można bo im korona z głowy spadnie! Chociaż Bel nie miał z tym takich problemów~
Ely rozdziawiła usta na komentarz Mike, bo w tym całym zamieszaniu dotarł on do jej uszu, ale nie skomentowała tego w żaden sposób, bo speszył ją ten komplement. Bo chyba tekst "obok laski" to komplement, nie? Jej zawstydzenie od razu można było zauważyć przez rumieńce na jej twarzy, które mimo groźnej atmosfery, wyrywającej z zamyślenia dość długo trzymały się jej bladych polików.
Dziewczyna złapała się poręczy, wciąż mając odpięte pasy, bo najzwyczajniej w świecie zapomniała o nich, a jak kolejka zaczęła się zatrzymywać tym bardziej nie myślała o tym, że wypadałoby je zapiąć. No cóż, do pamiętliwych osób czerwonowłosa nie należała~
- Tak wszystko w po.. kurwa! - zaczęła spokojnie, ale skończyła z krzykiem, gdy spod mgły zauważyła trupią rękę. No cóż, facet może to nie przerażało, ale ona na serio dostała zawału! Tyle, że była wampirem to oprócz wciągnięcia powietrza i podskoczeniu na krześle nic więcej jej się nie stało. Patrzyła jak zahipnotyzowana na tą dłoń i pozwoliła czarnowłosemu zadziałać, aby pokazał czy umie obronić siebie i resztę załogi, a co!

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Sro Cze 01, 2016 7:26 pm


Mike w żadnym wypadku nie grzeszył wyczuciem, co dało się odczuć niemal na każdym kroku. Subtelność? W jego mniemaniu była jedynie wymysłem epoki romantyzmu, którą tak swoją drogą uważał za jeden z nieznośnych już przeżytków. Uśmiechnął się do Elyse, lecz uśmiech zszedł w chwili gdy jasnowłosy poczuł mocne szturchnięcie ze strony przyjaciela.
- Opanuj się – warknął Beleth, starając się przekazać swą myśl cicho acz dobitnie. On również zauważył zakłopotanie przyjaciółki, żałując, że nie usiadł tuż obok. Pieprzyć dobre wychowanie i wszelkie dostępne światu reguły. Dlaczego ustąpił? Z czystej serdeczności? Zrozumienia? A może po prostu tak wypadało. Czarnowłosy skierował oczy w stronę dziwnej łapy, z chęcią strącenia jej z wagonika i powiadomienia obsługi. Przecież do cholery musiał to ktoś nadzorować, zwłaszcza że jak sama nazwa wskazywała był to tunel strachu, a nie śmierci, kłopotów czy innych smętków dla ckliwych ludzkich samic. Był znudzony całą tą maskaradą, ale troska o Elyse sprawiała, że musiał działać z rozwagą. Pod wagonikiem mogły znajdować się atrapy, masy kolorowych poduszek, albo przepaść serwowana dla tych, którzy lubią ostrą jazdę bez trzymanki. Nie chciał sprawdzać.
- Co…? Nie! - krzyknął, widząc jak towarzysz czerwonowłosej zaczyna coś działać w kierunku ręki. Przeczuł to co miało za chwilę się wydarzyć?

Gabriel chciał za wszelką cenę pozbyć się niewygodnej łapy, dlatego nie myśląc wiele skorzystał z tego co opanował najlepiej – eksplozji. Wszystko rozegrało się w sekundach. Krzyk Beletha, próba powstrzymania przez mężczyznę Gabriela i wybuch, który rozświetlił na chwilę otoczenie.
Ręka w którą wycelował szlachetny opuściła wagonik łącznie z częścią ścianki. Masa opiłków i kawałków drewna i metalu wybuchło w powietrzu, raniąc wszystko i wszystkich wokół. Wagonik został pozbawiony części ściany i uszkodzone zostały kółka od strony wampirzycy, co znacząco wpłynęło na jego stabilność. Dziecięce śmiechy i melodia ustąpiły miejsca na dźwięk chybotającego się wagonika.
- Ratujcie się! Nieee! - gdzieś w oddali dało się usłyszeć kobiecy głos i odgłos rozrywanych tkanek. Widać nie tylko ten wagonik był felerny, a przyszłość… nie zapowiadała się w kolorowych barwach.

Elyse – kiedy Gabriel użył mocy eksplozji widziałaś ten ułamek sekundy kiedy wszystko wokół wybuchło. Poczułaś ból, kiedy dziesiątki kawałeczków metalu wbiło się w Twój policzek (od strony ścianki wagonika), a kolejne większe pędziły z różnych kierunków w stronę ciała. Kątem oka widziałaś, jak Beleth wyciągnął rękę, a wszystkie ostre odłamki zatrzymały się w powietrzu, a następnie opadły w mglistą przepaść. Czułaś, że ciemnowłosy złapał Cię za rękę, ponieważ nie miałaś pasów, a ściana wagonika po prostu już… nie istniała.

Ely – lekkie rany na twarzy w których wciąż tkwią odłamki drobnych opiłków + szum w głowie spowodowany nagłym wybuchem (byłaś najbliżej)

Gabriel – wszystko szło z planem, gdy nagle wszystko zaczęło się pieprzyć. Rąsia wyleciała w powietrze razem z częścią waszego wagonu, a opiłki metalu z wagonu i rekwizytów raniły siedzącą obok Elyse. Mogłeś przysiąc, że nie użyłeś aż takiej mocy, jednak jak widać sprzęt był przedpotopowy, a i Tobie nie służy zazdrość oraz spowodowane tym niezbyt trzeźwe myślenie. Fragles zwany przyjacielem rudej pomachał łapą i zatrzymał część metalu. Drugim (bardziej natrętnym) łapskiem chwycił Elyse niczym bohater w srebrnej zbroi. Masz wrażenie, że ten wagon dłużej tak nie pociągnie i niebawem stoczycie się w ślad za krzyczącymi wcześniej nieszczęśnikami.

Mike nie zareagował na sytuację. W szoku był… biedak.

Kolejność dowolna.

_________________
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 465


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Pon Cze 06, 2016 6:18 pm

Elyse już chyba powinna wiedzieć, że Gabriel nie był z tych, którzy podawali swoje uczucia na tacy, sądząc, że nie są w stanie posiadać jakichkolwiek innych poza uczuciem głodu. Wzbraniał się przed tym, jednocześnie nie robił wystarczająco dużo, żeby odciąć się od dziewczyny. Był rozdarty pomiędzy niechęcią do tego, co w nim się kryło, a dziwną potrzebą przebywania z szlachetną, co tylko jeszcze bardziej mąciło mu w umyśle.
Wszystko potoczyło się, jakby ktoś nagle przyśpieszył tempo. Rozległo się głośne trzaśnięcie, które przez parę sekund dudniło wampirowi w uszach. Nie krył swojego zdziwienia. Zamrugał kilka razy, patrząc na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się ręka i ściana. Zacisnął prawą dłoń w pięć, widząc kątem oka, jak Beleth ratuje czerwonowłosą. Znalazł się pseudo wybawiciel.
- Kurwa - podsumował, jeszcze raz zerkając na swoje dzieło. - To niemożliwe - mruknął - nie mam aż takiej mocy.
Wiedział, jak bardzo ograniczone są jego moce. Nigdy nie udało mu się wysadzić dwóch rzeczy na raz. Ktoś mu w tym pomógł? Ale po cholerę i dlaczego?
- Elyse, jak się czujesz?
Widok dziewczyny w objęciach jej przyjaciela nie był tym, co chciał widzieć. Jednak musiał przełknąć gorzkie odczucie i z rosnącą niechęcią przyznać w duchu, że dzięki Belowi młodej Moreau nie stało się nic poważnego.
Nie patrzył na dół, przypominając sobie dźwięk rozrywanych tkanek. Nie wiedział co czekało na nich na dole, ale z pewnością nie było to huczne powitanie na ich cześć. Istniała jeszcze szansa, że cała ta akcja była rozrywką domu strachów.
- Ktoś ma jakąś moc, która sprawi, że się nie roztrzaskamy, co?
W tej sytuacji nie bardzo mógł pomóc swoimi zdolnościami. Jak widać, szybciej zaszkodziłby, co teraz nie było wskazane. Przydałby się teleportacja albo telekineza lub inne cholerstwo.
Nie mógł już usiąść na swoim miejscu, nawet przypięty pasami poleciałby do tyłu. Musiał oprzeć się o boczną ścianę, licząc, że zdoła się utrzymać. Przecież nie będzie siedział na kolanach Mike'a, który mając wcześniej tyle do powiedzenia, teraz najwyraźniej zapomniał, jak używać języka.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Pon Cze 06, 2016 10:02 pm

Okej. Zaczynało się robić dziwnie i sama Elyse żałowała że są tu i teraz - w takim miejscu, w takim składzie. Mogła umówić się z Belem na samotne spotkanie, ale obudziła się w niej tęsknota do starego przyjaciela i Francji, którą przypominał jej całą osobą. Tam wszystko było prostsze i lepsze. Ely jeszcze nie wiedziała, że jej ojciec wrócił. To się kobieta zdziwi. A raczej on się zdziwi! Pamięta czerwoną, jako siedmiolatkę, potem widział ją parę razy jako trzynastolatkę, a potem w ogóle! Już nie jest płaską deską z elfim wzrostem. Wyrosła na wysoką i kształtną kobietkę, chociaż w głowie miewała jeszcze pstro. Jak na wampira i tak cała ich gromadka była bardzo młoda. Ale mniejsza z tym~
Nim zdążyła pojąć co się w ogóle dzieje i nim zdążyła cokolwiek powiedzieć albo zrobić, Gabriel spowodował niezły burdel. Pół wagonu poszło w pizdu, wszędzie były krzyki a dziewczyna widziała tylko oślepiające światło, a w uszach usłyszała grzmot. Czy co to tam było. Raczej ciężko było stwierdzić, co to za hałas powstał z tego wybuchu. Niemniej jej wampirze uszy dość mocno to odczuły, więc czerwona mogła się tylko za nie złapać chcąc je uchronić przed większą szkodą. Nie zdążyła przez to schować twarzy i część odłamków wagonu poraniła jej twarz, a pozostałą odrzucił Beleth. Zamrugała oszołomiona, dając się przenieść na jego kolana. Rozejrzała się wciąż nie słysząc co oni w ogóle mówią, bo w głowie jej huczało. Odsunęła dłonie od uszu i spojrzała na Gabriela w szoku, aż w końcu zmarszczyła brwi.
- Coś ty zrobił?! - zagrzmiała wstając z kolan przyjaciela i zaciskając dłonie w pięści - Przecież mogłeś nas zabić! Cały wagon mógł się przechylić i runąć w ciemność! Myśl zanim coś zrobisz! - wciąż krzyczała, jednak nie była tego do końca świadoma, bo wciąż była nieco ogłuszona. Nawet olała spływającą krew z jej twarzy. Dopiero czując napływające kropelki szlachetnej krwi do ust, przybliżyła palce na wysokość policzka* i odrzuciła resztki odłamków z daleka od ich grupy. Piekący ból się nasilił, ale zignorowała go. Mogła się zregenerować, jednak wolała zachować energię na poważniejsze rany. Kto wie co jeszcze ich tu spotka.
Wyskoczyła z wagonika i przeszła się wzdłuż torów, chcąc zobaczyć jak daleko ciągnie się droga. Niestety widoczność nie była powalająca.
- Nie pozostaje nam nic innego, jak iść - stwierdziła zmęczonym tonem i odwróciła się przodem do nich, poprawiając kapelusz na głowię. Dopiero teraz spojrzała wprost na Beletha i nagle podeszła do niego, aby złapać go za koszulę i pociągnąć do siebie. Złożyła na jego ustach delikatny i krótki pocałunek. Francuzi tak, jak i Włosi są otwarci, romantyczni i spontaniczni. Takie całuski nie znaczą nic wielkiego, żaden seksualny podtekst. Po prostu.. tak mają.
- Dziękuję - wyjaśniła za co to było i odsunęła się od niego, z cwanym uśmieszkiem. Może chciała też zobaczyć czy jej domysły odnośnie zazdrości Gabriela nie były błędne? Kto wie, kto wie.


Użycie telekinezy

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1725


PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   Wto Cze 07, 2016 11:49 am

Część ostrych odłamków zatrzymało się pod naciskiem mocy Beletha, ale to nie wystarczyło, żeby uznać małe zwycięstwo. Widoczne na twarzy wampirzycy lekkie zranienia wystarczyły, żeby na twarzy mężczyzny pojawiły się oznaki zaniepokojenia. Niczym zbłąkaną łzę otarł krwawą smugę i wyciągnął tkwiący w ciele odłamek, nim Elyse zdążyła pozbyć się pozostałych.
Telekineza… coraz lepiej jej idzie.
Miał niesamowitą ochotę obić gębę temu gadziemu cwaniakowi, ale każde wojaże w uszkodzonym wagonie mogły mieć marne skutki. Nie był idiotą, wiedział, że prawdopodobnie dno tego syfu nie kryje pluszowych misiów i nikt nie wyskoczy z oznajmieniem „ukryta kamera, daliście się nabrać!”. Belethowi nie było do śmiechu zwłaszcza w momencie, gdy ani Gabriel, ani pewny siebie Mike nie mieli najmniejszego pomysłu jak wydostać się z tej zagrażającej ich życiu pułapki.
- Zamknij się wreszcie i weź się w garść – polecił ciemnowłosemu wyraźnie znudzony jego zachowaniem. Taki wojowniczy, a jajka to chyba zostawił w domu na specjalnej podstawce. Nie on, a kto? Wampir nie widział w okolicy świętego Mikołaja, ani loży czarodziejek czy chochlików mogących zmienić los pozornie bezpiecznej przejażdżki. Dlaczego więc nie przyznał się do błędu, dlaczego jawnie nie stwierdził, że rzeczywiście coś zjebał. Duma? A niech się z nią pierdoli.
- Elyse, zostań – złapał ją za rękę i nie pozwolił na wyjście z wagonu.  Dziewczyna mogła nadal być w szoku, przez co nie zdawała sobie sprawy, że poza ich siedzeniami znajduje się tylko nieodkryta przepaść. Jemu również nie podobała się wizja roztrzaskanej kolejki, dlatego układał w głowie plan, skoro reszta załogi miała lekko mówiąc wywalone.
Beleth wolną ręką dotknął metalowego obramowania wagonu, przez co wszyscy poczuli lekkie szarpnięcie, a wagonik mimo że bez prądu ruszył do przodu. Skrzypienie jakie wychodziło znad kół przypominało krzyki ofiar inkwizycji, ale cel został osiągnięty. Oczy Beletha nabrały żywszej, ciemniejszej barwy, a na twarzy pojawiły się pierwsze oznaki zmęczenia. Elyse nadal siedziała obok i stało się coś, czego z pewnością nie przewidział. Całus, który odwzajemnił, podtrzymując podbródek młodej Moreu. Dopiero po chwili doszło do niego, że zabrał dłoń z metalu, a wagonik… jak szalony zaczął spadać dolnym torem. Nie, tego nie planował, ale świat o którym marzył choć na chwilę jawił się przed nim tak rzeczywisty i piękny jak nigdy dotąd. W ostatniej chwili złapał ponownie za metal, a wagon zatrzymał się i ponownie wolnym skrzypiącym tempem pojechał do przodu. Z nosa Beletha wyciekła pierwsza strużka krwi, a na czole pojawiły się kropelki szkarłatnego potu. Przesadził, ale czy nie było warto? Wagonik dobił do przystani.
- Ely, musi Cię obejrzeć… jakiś… lekarz – przełknął gorzko ślinę czując w ustach metaliczny posmak. Jak gdyby nigdy nic wyszedł z wagonu i wbrew ewentualnym protestom wziął na ręce Elyse z zamiarem jej poniesienia. Mike jako ostatni wyszedł z wagonu i  kiedy Gabriel opuszczał nieszczęsny przybytek poczuł lekkie klepnięcie w tyłek ze strony milczącego dotąd Mike'a.

Coś rzeczywiście stało się na torach, gdyż zewsząd dobiegają głosy przerażonych niedoszłych imprezowiczów oraz dźwięk alarmu. Obsługa zaczęła się zbiegać i ktoś kazał całej czwórce opuścić teren kolejki, dlatego po chwili wszyscy znaleźli się na świeżym powietrzu.
- Gabriel, pomyślałem że mógłbym sprawdzić czy nic Ci nie dolega. Beleth w tym czasie zaniesie Elyse do szpitala – zasugerował Mike i uśmiechnął się do ciemnowłosego. Tak strasznie się martwił… anioł nie wampir!

Elyse – lekkie zranienia na twarzy i klatce piersiowej. Twoja bluzka jest lekko porozdzierana przez metal. Beleth nie słucha żadnych sprzeciwów i wciąż trzyma Cię na rękach jak małą dziewczynkę. Sam natomiast wygląda na zmęczonego.

Gab – nic Ci nie jest i chyba masz nowego przyjaciela :-)


Kolejność dowolna, możemy się powoli stąd zabierać
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko - Lunapark   

Powrót do góry Go down
 
Wesołe miasteczko - Lunapark
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Wesołe miasteczko - Lunapark
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu
» Wesołe Miasteczko
» Wesołe miasteczko
» Wesołe miasteczko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD)-
Skocz do: