IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Aleja Kwitnących Wiśni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 19  Next
AutorWiadomość
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Wto Kwi 09, 2013 10:33 pm

Pogoda ogólnie paskudna, ale nie ma co narzekać, mogło być znacznie gorzej. Mrozy nieustępliwe, wielkie zaspy śniegu i nawet brak tych paru promyczków słońca, które najbezpieczniej oglądać z cienia swojego mieszkania. Jednak zawsze istniała nadzieja, że już niedługo ludzie i wampiry przestaną się topić w rozmokłym i brudnym śniegu i przyjdzie czas na pozbycie się zbyt wielkich i puszystych kurtek. Jeszcze trochę, Banshee już marzyła o tych gorących nocach w które mogła przechadzać się w lekkiej sukience, ale dobrze jeszcze chwile sobie potęskni.
Mocne buciory Isao rzeczywiście były dobrze zabezpieczone przez wszelkimi przeciwnościami i czuciem w nogach jak widać. Kobieta tu prawie orła wywinęła, a on nic.
W chwili kiedy razem zorientowali się, że się znają i w jednej chwili wykrzyknęli to samo usta wampirzycy drgnęły w lekkim uśmiechu. Nie tylko ona miała dobrą pamięć jak widać. Ucieszyło ją to i nawet już prawie zapomniała, że długie nogi blondasa są naprawdę zabójcze.
-Tak, to ja. Zdziwiony?
Teraz może będą mieli nieco więcej czasu aby potwierdzić tą ewentualną sympatię jaką do siebie wzajemnie poczuli w tak krótkim czasie.
Obserwowała go uważnie, śledziła każdy jego ruch, teraz przynajmniej nikogo nie zwali z nóg. Choć ciekawie musiałby wyglądać jej upadek, ciekawe czy by zwrócił na to uwagę i może jej pomógł, ale dobra nie ma co gdybać.
-No, zdarza mi się czasem.
Rozplątała ręce z piersi i uśmiechnęła się wesoło, nie będzie się już o to wykłócać, w końcu trafiła na miłe towarzystwo, krzyczeć nie będzie.
-Jak widać żyje, a to najważniejsze. Najwyżej zbierałbyś mnie z ziemi.
Wyszczerzyła się się wesoło w jego stronę i zapanowało milczenie, chłopak jakby odpłynął w swój świat, więc i ona mu przez tą chwilkę nie przeszkadzała. Podniosła głowę w górę i obserwowała spadające z nieba leniwie wirujące białe płatki. Może i był to uroczy widok, ale niezwykle irytujący. Zwróciła się w jego stronę i ochoczo przysiadła na ławce obok niego kiedy oczyścił jej miejsce. Posadziła swój tyłek na nieco mokrym siedzisku.
-Teraz jest znacznie lepiej, jak widać, w sumie i mam nawet czas. Nic i nikt mnie nie goni.
Usiadła nieco obrócona w jego stronę, lubiła widzieć twarz swojego rozmówcy, więc i w tym przypadku chciała mieć możliwość obserwowania twarzy Isao. Zwłaszcza, że tak jak ostatnio stwierdziła przystojniaczek z niego był.
-Powoli sobie żyje, nie mam zbyt wielu zajęć, które mogłyby mnie w jakiś sposób przemęczać. Postanowiłam nawet się tak tym życiem nie przejmować. Polecam takie podejście.
Oczy jej zabłyszczały, była znacznie bardziej pogodna niż poprzednio, lepiej i łatwiej się z nią będzie można porozumieć.
-Mniemam jednak, że u Ciebie też się coś działo ciekawego przez ostatni czas. Zechcesz zdradzić rąbka tajemnicy?
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Wto Kwi 09, 2013 10:51 pm

Jeżeli wierzyć prognozom, wkrótce pogoda miała się poprawić. Wiosna może wreszcie postanowi przestać stroić fochy i zabierze koronę zimie, która króluje w tym kraju (jak i w innych zakątkach świata) już zbyt długo. Jednak wkurzanie się na mróz, psioczenie, wypatrywanie wiosny i tego typu działania, były bezsensowne. Isao więc po prostu godził się z takim stanem rzeczy, żyjąc z dnia na dzień. A przynajmniej jeśli chodziło o pogodę. Jego lamenty, prośby i płacz raczej nic by nie dały i nie zdmuchnęły białego puchu zalegającego niemal wszędzie. A w szaliku całkiem przyjemnie mu się chodziło. Jakoś tak lubił go mieć oplecionego wokół szyi. Był miękki, miły i ciepły ~
Ich "powitanie" musiało ciekawie i zabawnie wyglądać z oczu osób trzecich. Nie dość, że wcześniej Banshee omal nie zabiła się o długie nogi Isao, które odziewały potężne buty zwane glanami, to jeszcze oboje zorientowali się w tym samym momencie, że nie są nieznajomymi osobami, jakich co dzień mija się na ulicy, i postanowili w odpowiednio głośny sposób to okazać. Nikt jednak nie patrzył na te sceny i rozbawiły one jedynie ich samych, powodując śmiechy i uśmiechy rozbawienia. Dobrze. Śmiech to zdrowie, prawda? A poza tym każdemu ze śmiechem i uśmiechem jest do twarzy.
- Owszem! To miasto mimo wszystko do małych nie należy. Mogliśmy nigdy więcej się nie spotkać lub minąć się na ulicy i nawet się nie zorientować. A tu proszę. Taka niecodzienna sytuacja. - powiedział z wyraźnym zadowoleniem i uśmiechnął się szeroko. Dodatkowo z jego gardła wydobył się cichy, krótki śmiech. Bawiła go ta sytuacja. Nie co dzień "poznaje" się ludzi poprzez wystawienie do przodu długich nóg co staje się nieumyślną próbą zabójstwa. Może to los albo inna siła wyższa sprawiła, że znaleźli się tu w tym samym czasie? Może mieli sie lepiej poznać, zostać przyjaciółmi? Cóż, na więcej Isek nie liczył. Miał przecież swoją ukochaną Madeline.
- Czasem, tuż po uniknięciu śmierci! - dodał i znów zaśmiał się. Był pewien, że ta sytuacja jeszcze przez dłuższy okres czasu będzie go bawić. Czemu? Kij wie. Może jakaś specjalnie zabawna rzecz to nie była, lecz należy pamiętać, że Takei do normalnych nie należy. Ten typ tak ma. - Zbierałbym z ziemi, zbierałbym. - pokiwał głową, z uśmiechem na ustach. Zapewne, zanim Banshee zorientowałaby się kto jest jej niedoszłym zabójcą, zdążyłaby go walnąć w łeb, zbluzgać lub w inny sposób "odwdzięczyć się" za upadek. Całe szczęście jednak kobieta ta, jak na wampirzycę przystało, mogła pochwalić się gracją baletnicy, która pozwoliła jej wyjść z opresji. Taki blondas na przykład wywinąłby orła aż nie uderzenie a huk zwróciłby zainteresowanie osoby winnej.
Potem na chwilę mu się odleciało, jednak na ziemię powrócił całkiem szybko. Wtedy to dłonią zepchnął śnieg z ławki, tym samym szykując obok siebie miejsce dla Banshee. Wolał aby siedziała niż stała. Inaczej wstać musiałby także on, a nie bardzo mu się to uśmiechało. Momentami bywał bardzo leniwym wampirem. Gdy usiadła, posłał jej ciepły uśmiech i również przekręcił się nieco, odwracając lekko w jej stronę. Także wolał patrzeć na osobę, z którą rozmawiał. Zwłaszcza jeśli była to tak piękna kobieta. Nie, on skłonny do zdrad czy patrzenia się kobietom w dekolt nie był, jednak podziwianie urody i piękna kobiet (i nie tylko, można było wszakże podziwiać piękno obrazów, krajobrazów itd) do niczego złego nie należało. Przy okazji słuchał jej słów z uwagą, kiwając głową ze zrozumieniem.
- Rozumiem. A więc u Ciebie lepiej. To dobrze, oby tak dalej! - zawołał wesoło i szczerze, uśmiechając się do niego. Ktoś mógłby dziwić się temu, że chłopak ten zdawał się cieszyć ze szczęścia właściwie obcej mu osoby. On jednak taki już był. W pewien sposób nawet było to po nim widoczne. - A u mnie...? - powtórzył, przenosząc wzrok na niebo i odchylając się nieco do tyłu. Znów plecami opadł na oparcie od ławki. Zerknął na Banshee z lekkim uśmiechem. - Raz z górki, raz pod górkę. Wpakowałem się ostatnio w coś nieprzyjemnego, ale całe szczęście skończyło się dobrze. Teraz jest okej.
W tym momencie nagle wyprostował się i zamrugał kilkakrotnie. Zdał sobie z czegoś sprawę. Wstał gwałtownie i odwrócił się w jej kierunku. Na bladej twarzy blondyna pojawił się nieco zakłopotany uśmiech. Pochylił się nieco w kierunku wampirzycy i zmierzwił włosy z tyłu głowy.
- Tak właściwie to nie przedstawiłem Ci się ostatnio. Jestem Isao Takei, miło mi. - wyszczerzył się wesoło. W jego oczach coś błysło i już po chwili, skłaniał się kameralnie, jedną rękę układając na torsie, drugą zaś na dolnej partii pleców. Niczym uniżony sługa kłaniający się swej Pani. Oczywiście zaśmiał się przy tym cicho. Uwielbiał wygłupy.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Sro Kwi 10, 2013 11:01 pm

Płakać i wkurzać się nie ma co, to prawda i Banan mimo iż średnio zadowolony to pójdzie w ślady Iska i zaciśnie ząbki. Czyli – jakoś to przeżyje. On przynajmniej miał ten swój szaliczek, a ona nie, wcale jej tak miło nie było kiedy obwinięta z każdej strony chodziła, ale jeszcze tylko trochę, da radę. Powitanie oryginalne zarezerwowane tylko dla nich, żadnemu normalnemu człowiekowi nie chciało się już wychodzić z własnej nieprzymuszonej woli z domu, kiedy mogli się spokojnie grzać i wylegiwać. Do tego robiło się coraz ciemniej, a na ulicach bezpiecznie nie było, nie wiadomo jaki wampierz na drodze czyha. Prawda bowiem jest taka, że i Banshee święta niebyła i mimo iż tam miała jakiś sentyment do ludzi to i czasem się nimi częstowała, rzadko bo rzadko, ale jednak.
- A jednak bardzo mały jest ten świat i nie bądź takim pesymistą, skoro jakimś cudem na siebie znów wpadliśmy to tak miało może być.
Udzielił się jej jego cichy śmiech, uśmiech się poszerzył i to znacznie, a twarz jakby się bardziej rozpromieniła. Nie wierzyła w los, przeznaczenie, każdy był kowalem swojego losu, przeżywał życie jak chciał i sam nim kierował (wolna wola i te brednie), ale jeżeli wpada na tego samego chłopaka już któryś raz i ma znów okazję z nim porozmawiać na spokojnie to coś musi być na rzeczy. Szanse trzeba chwytać i wykorzystać. Może mają się stać znajomymi, kiedyś przyjaciółmi, kto wie. Nie zakładała wielkiej miłości, raczej nikt tak z miejsca takich rzeczy nie przewiduje. Do tego ona miała chyba za trudny charakter aby ktoś mógł z nią wytrzymać. Wydawało jej się nawet, że nie umiała kochać, pod tym uczuciowym względem była upośledzona jakkolwiek to zabrzmi. Pewnie się to kiedyś zmieni, ale i na to ma jeszcze sporo czasu w końcu całe wieki przed nią.
-Po tym szczególnie, zamiast się cieszyć, że żyje to się wkurzam.
Lekki śmiech wydostał się z jej słodkich ust, chyba musi częściej na blondyna wpadać, wprawiał ją w dobry nastrój jakby to określić... samym swoim jestestwem. Biło od niego dużo pozytywnej energii. Tak to już jest, są rzeczy, sytuacje, a nawet i słowa które jednych bawią po prostu, a innych nie i tylko osoba wtajemniczona to zrozumie.
-O ile byś w ogóle zwrócił na mnie uwagę. Taki rozmarzony jesteś, że raczej w to trochę wątpię Coś, albo i ktoś zaprząta Ci myśli.
Gniew panny Fumikany byłby wielki i nie do ogarnięcia, a Isao oberwałby z rączek tej jakże wydawać by się mogło kruchej i delikatnej istotki jaką wydawała się drobna dziewczyna. Pozory jednak mylą. Chociaż nie zawsze, blondyn był leniwy i owszem nawet na takiego wyglądał, ale trzeba w jakiś sposób korzystać z małych udogodnień życia, no i jakby miał stać to by chyba Ban kark zdrętwiał od wpatrywania się w górę o ile wampir może cierpieć na takie dolegliwości. W końcu ona taka malutka metr sześćdziesiąt, a on prawie dwa w górę.
Badała twarz swojego rozmówcy bardzo uważnie, tak jak i on postępował z nią. Podziwianie kobiety z twarzy, a nie dekoltu było jak najbardziej na miejscu, ale nawet jakby chciał sobie zajrzeć to by tego nie zrobił, jej biust był chroniony przez grube zimowe ubrania. Zima to zły czas dla podrywaczy.
-Taki właśnie mam plan, póki co oczywiście, spokojne życie.
Kiwnęła głową z pewnością, przez chwile musi odetchnąć od tego świata co pędzi przed siebie nieubłaganie i gna, zatrzymać się nie chce, a dla wampira wiek nie grał roli zatracał się gdzieś po drodze. Długie lata były niczym chwila, choć i zaradzało się, że parę minut wydawało się wiecznością. Kiedy powtórzył jej pytanie uśmiechnęła się lekko, zachęcająco, ale nieponaglająco, w końcu sama się przyznała, że ma czas. Patrzyła na niego, jednak jej wzrok był nienachalny, niezobowiązujący, ale pełen uwagi. Dużą wagę przywiązywała do tego aby poznawać mimikę i zachowania osób, które poznaje.
-Jest ok.
Powtórzyła zdając sobie sprawę, że wielu zawsze tak odpowiadało, prosta bardzo wymijająca odpowiedź, która nie pozostawiała zbyt wielkiego pola do popisu. Przecież wypytywać się nie będzie jakby chciał powiedzieć to by uchylił rąbka tajemnicy nieco bardziej. Przyjęła to do wiadomości.
-Nikt chyba nie ma aż tak dobrze, że cały czas ma z górki, a przynajmniej ja w to nie wierzę, nie ma takiej opcji.
W pierwszej chwili kiedy zrobił kilka tych gwałtownych ruchów zlękła się i sama aż podskoczyła wyprostowana. Uniosła głowę w jego stronę i pytająco na niego zerknęła. Dopiero kiedy się przedstawił napięcie z jej ciała zniknęło, ale nie na długo. Zakuło ją coś w klatce, znała to imię i nazwisko. Patrzyła na niego mrużąc oczy i pogrążając się w myślach. Zapewne podzieliłaby jego entuzjazm i przyłączyła by się do tej krótkiej sceny bawiąc się w aktorkę wyborową, ale wszystko się w jej głowie powoli łączyło. Ocknęła się z tego dziwnego transu kiedy miała już cały obraz przed oczami... tamten czas wiele lat temu.
-Znam Cię.
Szepnęła i pokręciła głową z niedowierzaniem, w życiu by nie pomyślała, że jeszcze będzie miała okazję na niego wpaść.
-Banshee Fumikana.
Przedstawiła mu się po chwili, być może on również sobie przypomni, a jak nie to ona już się postara o to aby sobie pamięć odświeżył. W końcu nie minęło nawet ćwierć wieku od czasu kiedy ich przyjacielskie drogi jakoś się rozplątały i rozeszły. Wszystko skwitowała szerokim, wesołym uśmiechem. Wyczekiwała jego reakcji.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Czw Kwi 11, 2013 8:42 pm

- Ale ja nie jestem pesymistą! - wykrzyknął zaraz po jej słowa i zaśmiał się. Pokręcił głową, przymykając oczy i popatrzył na Banshee z szerokim uśmiechem. Jak tak roześmiany i zwariowany chłopak mógłby być pesymistą? Isao był idealistą i aż zbytnim optymistą, co często przemieniało się w zwykłą, ale momentami szkodliwą, naiwność. - Wręcz przeciwnie, jestem raczej optymistą. Tylko w tym przypadku spojrzałem na sprawę bardziej realnie. - wyjaśnił, szczerząc się wesoło, jak to miał w zwyczaju. Bardzo często uśmiech, tak szeroki i charakterystyczny dla niego, był widoczny ja jego jasnej, wampirzej twarzy. Był już jakby jego znakiem rozpoznawczym, rzeczą tak dla niego charakterystyczną. Ci, którzy go lepiej znali, dobrze o tym wiedzieli. Tymczasem Isek przechylił się lekko do przodu, z nieco figlarnym uśmieszkiem przyglądając się Banshee. Dopiero po chwili odezwał się ponownie:
- Czyżbyś wierzyła w przeznaczenie, los i takie sprawy? Rzadko który wampir w to wierzy. Ja na przykład w takich sytuacjach używam określenia ,,jakieś nadprzyrodzone cholerstwo"! - wyjaśnił jej i zaśmiał się, natychmiast powracając do poprzedniej pozycji - czyli prostując plecy. Kto wie. Może los albo inne "nadprzyrodzone cholerstwo" rzeczywiście istniało i miało co do nich jakiś plan, skoro już któryś raz z kolei złączało ich drogi. Może rzeczywiście mieli się zaznajomić i zaprzyjaźnić? O niczym więcej nie było co myśleć. Takich rzeczy się nie planowało, Isao zaś miał przecież swoją Madeline. Dla niego żadna inna kobieta oprócz niej się nie liczyła.
Na kolejne słowa Banshee, dotyczące wkurzania się, rozłożył jedynie ręce, robiąc przy tym nieświadomie nieco głupkowatą minę. Zawtórował jej również w śmiechu, zaraz dołączając się do niej. Miał dobry humor i lubił zarażać nim innych. Prawda, najczęściej robił to nieświadomie, ale na prawdę lubił kiedy ludzie w jego towarzystwie się śmiali i uśmiechali. Zwłaszcza kobiety. Każdej było do twarzy z uśmiechem.
- Łoho, masz dobrą intuicję! - zawołał, śmiejąc się ponownie, po czym popatrzył na nią z rozbawieniem. Rąbka tajemnicy już nie uchylił. Był naiwny ale nie aż tak aby zanadto zwierzać się nieznajomym osobom. Musiał najpierw lepiej ją poznać, wtedy dopiero byłby skłonny do zwierzeń. Ba, zwykle papla jęzorem na prawo i lewo. Ona również musiała go lepiej poznać. Wyglądał jej na leniwego? Ależ nic bardziej mylnego! Zazwyczaj Isao był wulkanem energii, która niemal nigdy się nie rozładowywała. Zwłaszcza na scenie biegał jak szalony i gdy był w towarzystwie miał skłonności do ciągłego gestykulowania, do gwałtownych ruchów i gestów (jak z ADHD). Lenistwo dopadało go tylko w momentach, kiedy nie miał co robić i tak jak teraz na przykład, wychodził do parku żeby usadzić swoje cztery litery na ławce i słuchać muzyki. Wtedy rzeczywiście rozleniwiał się. Wtedy i tylko wtedy.
- Według mnie to dobry plan. Chociaż zbyt spokojnie być nie może bo raz - nie da się, dwa - byłoby nudno. - odpowiedział. Jakoś nie wyobrażał sobie aby miał żyć z dnia na dzień w ten sam sposób. Wstać, zjeść coś, połknąć tabletki, umyć się, poszwendać po mieście, posłuchać muzyki. Chyba zanudziłby się na śmierć i nawet będąc wampirem umarłby gdzieś z nudów. On wolał gdy działo się coś ciekawego. Dlatego tak bardzo chciał reaktywować zespół. Tęsknił za próbami, koncertami, występami w programach i wszystkim co było związane z istnieniem dawnego zespołu. Wtedy było ciekawie, każdy dzień był inny i pełen przygód, niezapomnianych wrażeń. Tęsknił za tym, oj tęsknił.
Nie chciał odpowiedzieć wymijająco. Choć zdawał sobie sprawę z tego, że tak właśnie to brzmiało. Nigdy nie umiał odpowiadać na pytania typu ,,co tam u Ciebie?" ,,co słychać?" ,,działo się coś ciekawego?". W takich momentach nie przychodziło mu do głowy nic, co mógłby opowiedzieć lub odpowiedzieć. Banshee jednak tego nie wiedziała. Może, gdy pozna go nieco lepiej, nauczy się, że niektóre zachowania Takeia wynikały nie z złośliwości, skrytości lub tego typu rzeczy ale po prostu z tego, że taki już był. Nic dodać, nic ująć.
- Oczywiście, że nikt nie ma cały czas z górki. Zawsze jest też trochę pod górkę. Gorzej, że niekiedy ta dróżka pod górkę jest niebezpieczna. Ja moją małą przygodę mogłem przypłacić życiem. A był to zwykły przypadek. Ot znalazłem się w złym miejscu i w złym czasie. - wyjaśnił. Zdążył już jako tako pozbierać się po tym wydarzeniu, które nieco nim wstrząsnęło. A było ciężko. Nauczył się wtedy tego jak jest bezsilny i jak niewiele może zrobić w sprawach na prawdę dla niego ważnych. Nieraz jeszcze miał koszmary, w których widział twarze wszystkich ludzi, których nie zdążył wtedy uratować. Chyba jeszcze trochę potrwa nim całkowicie mu przejdzie. A może będzie miał traumę do końca życia? Nie, to było raczej mało możliwe... Nie chcąc myśleć o tym, wykorzystał fakt, że zdał sobie sprawę z małej pomyłki. Wstał gwałtownie, z zaskoczeniem odkrywając, że chyba wystraszył siedzącą na ławce dziewczynę. Czasem zdarzało się, że inni reagowali tak na jego gwałtowne gesty. Była to taka reakcja obronna. Choć niczego złego na myśli nie miał. Często przedstawiał się w ten sposób, chcąc rozpocząć swego rodzaju zabawę, którą inni najczęściej podejmowali z chęcią. Zmartwił się więc nieco, gdy Banshee siedziała jak zamurowana w ławce i patrzyła się, jak mu się zdawało, na niego dziwnie. Nie podobały jej się takie zabawy? Po jej słowach wyprostował się, nieco zdziwiony. Znała go? W pierwszym momencie przyszło mu do głowy, że mogła być fanką jego byłego zespołu. Szybko jednak wybiła mu to z głowy. Słysząc jej imię i nazwisko, gwałtownie pochylił się w jej stronę, wytrzeszczone ze zdziwienia oczy wbijając prosto w jej twarz.
- Ban? Ta Ban?! - wykrzyknął z zaskoczeniem. Chwilę przyglądał się jej jeszcze, aż w końcu wyszczerzył się szeroko. - Łoł, ale się zmieniłaś. Nie poznałem Cię! - dodał. Nigdy nie spodziewał się, że jeszcze ją spotka. Ich drogi rozeszły się dawno temu. Banshee przebywała tymczasowo w Osace, gdzie mieszkał Takei. Ile miał wtedy lat? Piętnaście? Szesnaście? Sam nie wiedział. Pamiętał jednak miło spędzone z nią chwile. Potem zaś on wyjechał na jakiś czas do Ameryki, ona zaś zniknęła gdzieś bez śladu. To chyba cud, że znów się spotkali! Sądził, że nigdy więcej się nie zobaczą. Był z tego bardzo zadowolony, co było po nim widoczne.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Czw Kwi 11, 2013 10:22 pm

W sumie racja nie wyglądał jak pesymista, chociaż teraz rozpoznać czym kto się kieruje i za kogo się uważa i kim jest to ciężka sprawa. Wielu oj naprawdę wielu udaje. Nie i nie chodzi tu o to, że to on udaje. Czasem po prostu jest trudno to wszystko ogarnąć.
-No tak, teoretycznie masz rację.
Nawet największy ponurak przy nim w końcu by się uśmiechnął i tu nie dziwota, tak się uroczo szczerzy, że ciężko się temu oprzeć. I jak widać niebyła to maska a jego szczera i urocza natura. Aż śmiesznie i dziwnie było jej tak przy nim, większość jaką znała była powściągliwa, poważna, kurde no staruchy same, groźne, mściwe, a tu taka odmiana miła.
Zaśmiała się serdecznie i pokręciła głową zaprzeczając takim wierzeniom.
-Nic z tych rzeczy, wolałabym aby żadne nadprzyrodzone cholerstwo nie kierowało moim życiem, ale jak się czasem dzieją takie rzeczy to można traktować je jak hmm.. może mały znak, albo podpowiedź, że warto wykorzystać szansę, a czy się to zrobi to już inna sprawa.
Wzruszyła delikatnie ramionami z uśmiechem, który jak już jej się przykleił do twarzy to nie chciał zejść, ale bardzo dobrze. Gimnastyka mięśni twarzy i zmarszczki niestraszne. Zaprzyjaźnianie się jest ok, każdemu jest potrzeba taka osoba, która wesprze podtrzyma na duchu, wysłucha może właśnie z tego powodu nadprzyrodzone coś skierowało ich tu. Nawet jeżeli Isao ma ukochaną Mad nie oznacza, że powinien jej tak wszystko mówić, ponarzekać kiedyś na nią będzie musiał komuś innemu, albo się poradzić kogoś jaką by tu niespodziankę zrobić, czy zwyczaje pogadać. Dobry znajomy zawsze się przyda.
-Oj tam intuicja, widać że jesteś pochłonięty czymś tak bardzo, bez reszty. Twoje oczy Cię zdradzają.
Spojrzała na niego, szukała jego spojrzenia. Lubiła obserwować wszelakie osobistości, czytać z ich ciała, choć nie zawsze udawało jej się właściwie trafić w to co siedziało im w głowach. Cieszyła się jednak, że w myślach czytać nie umiała. Tak szczerze to nie zawsze chciała wiedzieć co się innym kłębi w głowach, ciężka umiejętność. Trudna aby dobrze ją wykorzystać.
Dobrze, że aż tak naiwny nie był, ale czasem dobrze pogderać komuś, kogo teoretycznie się nie zna.
I owszem w tej chwili wyglądał na leniwego, ale to nie jest takie złe no bez przesady, o jego nadmiarach energii dopiero miała się za chwile przekonać i przypomnieć jak to kiedyś było.
-Robię sobie krótkie wakacje od nadmiaru wrażeń. Czasem trzeba odpocząć i właśnie teraz nadszedł na to czas.
Monotonia może zabić, ale odrobina jej zaznana raz na jakiś czas będzie zbawcza, bo co za dużo to niezdrowo trzeba zachować równowagę, a i od charakteru dużo zależy, wpływ środowiska w jakim się jest i egzystuje. Za jakiś czas pewnie zapragnie znów jakiejś akcji i zamieszania – teraz zbierała swoje myśli i na spokojnie w końcu nigdzie jej się nie śpieszy, wszystkiego zdąży w życiu zaznać. Wampiry o to mogły się martwić najmniej. Pewnie uda mu się z zespołem, jak się czegoś chce to prędzej czy później się to osiąga. Ona chciała znów podróżować po świecie, wrócić do miejsc, które tak uwielbiała, w sumie nie trzymało jej tu nic, a z niewyjaśnionych powodów i tak tu tkwiła.
Pytaniem jest, kto umie odpowiadać na takie niesprecyzowane ogólne pytania i ona miała z tym nie lada problem, ale jakoś starała się odpowiedzieć, aby można było jakiś temat kontynuować. Kiepsko siedzieć, milczeć i się na siebie gapić chyba, że jest się parką i można się do siebie poprzytulać co w tym przypadku nie jest wskazane.
-Ale żyjesz, a to najważniejsze. Droga pod górę się w końcu skończy i znajdziesz się na szczycie, zadowolony, zwycięski, że dałeś radę tej niebezpiecznej drodze. Teraz to już z górki, ale i w tym nie można się zatracić bo można spaść i skręcić sobie kar.
Zaśmiała się mimo iż jej słowa do optymistycznych nie należały, mówiła co myślała. Często jednak jej myśli, spostrzeżenia plątały się, były chaotyczne, w sumie jak ona sama. Wiele miała pragnień, nie umiała się zdecydować na coś jednego konkretnego. Chyba wmawiała sobie, że wybór jednej drogi może ją w jakiś sposób ograniczyć.
Gdyby nie skojarzyła jego, zabawa trwałaby w najlepsze, ale taki przypadek, spotkanie po latach wywarło na niej duże zdziwienie. Teraz to już nawet była pewna, że od tak nie da mu się znów wykręcić ze znajomości. Zielone oczy dziewczyny wpatrywały się w jego jasną twarz, z niedowierzaniem wręcz, była zdziwiona, że go nie rozpoznała. Chciała nawet wyciągnąć rękę w jego stronę, pogładzić czule po policzku aby przypomnieć sobie wszystko, ale się powstrzymała. Zbyt dużo czasu minęło, nie wiedziała jak zareaguje. Poszerzył się jej uśmiech, a w oczach zagościły wesołe ogniki.
-I kto to mówi? Wyrosłeś, zmężniałeś, zmieniłeś się.
Pokiwała głową śmiejąc się przy tym z niedowierzaniem. Stał przed nią facet w którym była kiedyś nieźle zadurzona, jej pierwsza nastoletnia miłość, o której oczywiście mu nie powiedziała. Miała do niego sentyment i miło jej było znów przy nim być. Pewien impuls nagle ją tknął, kiedy się tak nad nią nachylał wyciągnęła dłonie w jego stronę i przyjaźnie, bez podtekstów przytuliła. Długo po ich `rozstaniu` tęskniła za jego uśmiechniętą buźką.
-Tyle lat... wywiało Cię gdzieś wtedy, bez pożegnania, powinnam się obrazić.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Pią Kwi 12, 2013 8:33 pm

- Może masz rację. - pokiwał głową z poważną miną, pozostając lekko zamyślonym. Jej słowa miały w sobie sporo słuszności. On też nie wierzył raczej w przeznaczenie, los i tego typu rzeczy, a "nadprzyrodzone cholerstwo" samo mu się pchało na język, pół żartem, pół serio. Były bowiem momenty gdy zdarzały się takie rzeczy, że nie sposób było nie zastanowić się czy jakiś los, Bóg albo inna nadprzyrodzona siła rzeczywiście nie kierowała nimi i ich życiem. Tak czy owak albo sami stworzyli sobie taką sytuacje, albo coś rzeczywiście chciało aby się spotkali. Skoro już raz ze sobą rozmawiali i ich rozmowa przebiegła dość przyjemnie, czemu mieliby nie wykorzystać tej okazji? Mogli porozmawiać, wymienić się danymi, jakimś numerem. Mogli zostać dobrymi przyjaciółmi. Trzeba było zawsze być otwartym na innych, bo mogło stracić się wiele okazji na zawiązanie dobrych i nieraz przydatnych znajomości. Banshee jako przyjaciółka mogła nie tylko dopomóc mu w zwalczaniu nudy, ale także doradzić, wysłuchać w razie potrzeby. I w drugą stronę. Póki co jednak nie było potrzeby wybiegać tak daleko...
- A więc nie intuicja. Ale jesteś bystra! - dodał i zaśmiał się wesoło. W tamtej chwili zastanowił się czy oczy rzeczywiście go zdradzały. Było w nich widać to, że jest zakochany? Cóż... on był zakochany od kilku ładnych lat i dopiero teraz udało mu się wreszcie stworzyć związek z kobietą, którą kochał. Prawda, już te kilka lat temu byli razem, ale potem Madeline zniknęła. Gdy zaś wróciła po wielu latach, zniknęła jej pamięć. Nie wiedziała już o tym, że ten blondwłosy chłopak kochał ją kiedyś i przez ten cały czas. Nie wiedziała o tym, że kiedyś łączyło ich coś więcej niż przyjaźń. Musiał więc na nowo zdobywać miejsce w jej sercu. Uśmiechnął się wesoło, choć trochę inaczej niż zwykle. - Masz rację. Jest ktoś kto zajmuje moje myśli. - dodał w końcu uchylając rąbka tajemnicy. Może powie jej więcej potem, może innym razem. On również lubił obserwować swoich rozmówców. Również analizował wtedy ich mimikę, zachowanie, emocje. Robił to zazwyczaj podświadomie i o zdobytych informacjach orientował się dopiero, gdy były mu one potrzebne. Między innymi dlatego też podczas rozmowy lub przebywania blisko kogoś, niemal zawsze zachowywał kontakt wzrokowy.
- Jeżeli tych wrażeń było aż tak dużo to chyba rzeczywiście odpoczynek jest dobrym pomysłem. - przyznał, spoglądając na nią z miłym uśmiechem. - Sam nie znoszę nudy i lubię kiedy coś się dzieje. O ile nie jest to za dużo kumulujących się zdarzeń. No i oczywiście jeśli są to rzeczy ciekawe ale pozytywne.
Chyba każdy pragnął aby jego życie było ciekawe. Chyba każdy chciał uciec od monotonności. Mimo to jednak każdy narzekał, gdy życie podsyłało mu zbyt wiele wrażeń. Zwłaszcza tych negatywnych. Ludzie lubili gdy coś się działo, oczywiście jedynie gdy było to coś pozytywnego. Isao na przykład tęsknił za czasami gdy był członkiem znanego zespołu. Wtedy ciągle był zajęty, ciągle nie miał czasu ale nie przeszkadzało mu to. Nieraz zdarzało mu się narzekać na zmęczenie, brak snu i nadmiar fanów, przez których nie mógł nawet spokojnie wybrać się na spacer. Gdy jednak tego zabrakło, zaczął odczuwać pustkę. Teraz znów tęsknił za tymi ciągłymi próbami, wykańczającymi występami na koncertach i w przeróżnych programach. Za fankami piszczącymi pod bramą i zaczepiającymi go na ulicy. Racja. Jeśli był odpowiednio zawzięty, na pewno uda mu się reaktywować zespół. Był zresztą już dość blisko zrealizowania tego celu. Choć to nie zależało tylko od niego. W zespole potrzebni byli także inni członkowie. Jeśli zaś chodzi o podróżowanie... On przez całe życie podróżował tylko między dwoma krajami - Japonią i Ameryką. Czasem jednak, gdy wracał do Azji, wysiadał na drugim końcu Japonii i resztę drogi przebywał pociągami, samochodami a czasem nawet i pieszo. W ostatnich latach też sporo podróżował po świecie. I wrócił całkiem niedawno. Wiedział więc, że jest to coś niesamowitego. Na świecie było tyle pięknych i fascynujących miejsc.
- Mądre rzeczy mówisz. Choć nie wiem co mogę wynieść z tego zdarzenia. Jeśli chcesz to mogę Ci opowiedzieć, sama ocenisz. - zaproponował i uśmiechnął się lekko. Nadal czuł się dziwnie wspominając tamte wydarzenia. Nadal coś go bolało i dręczyło. Być może było to lekko widoczne po jego minie, lekko przygnębionym, jakby obciążonym czymś spojrzeniu. Jeszcze minie troche czasu nim będzie mógł spokojnie o tym myśleć i opowiadać. Czas był tu najważniejszy. On był zbyt wrażliwą osobą. Miał zbyt dobre serce, które dotknęła masakra, jakiej był świadkiem.
Ciekawe czy rozpoznaliby siebie, jeżeli znów nie przedstawiliby się lub oboje zmienili nazwiska? Pewnie nie, skoro oboje nie zorientowali się do tej pory. Ich przyjaźń była krótka i miała miejsce wiele lat temu. Potem ich drogi rozeszły się i nigdy więcej się nie widzieli ani nie mieli ze sobą kontaktu. Tymczasem los albo inne nadprzyrodzone cholerstwo oboje ich ściągnęło do tego miasta i trzymało w nim. Być może po to właśnie aby się spotkali? Prawda, Isao miał już cele, dla których żył właśnie tu. Kto wie, może teraz Takei miał się stać powodem zatrzymania się tutaj Banshee?
- To oczywiste! - zawołał wesoło, dalej nie mogąc uwierzyć w to, co miało właśnie miejsce. - Ile to lat temu było?! Byłem wtedy smarkaczem... Dalej nim jestem, tylko trochę wyrośniętym. - wyszczerzył się szeroko. Teraz nie krył się z przyglądaniem się jej. Analizował jej teraźniejszy wygląd, porównując ją z tym, co istniało w jego wspomnieniach. Ona również się zmieniła. Stała się bardziej kobieca, wypiękniała. Uśmiechnął się. - Wypiękniałaś. - dodał i w tamtym momencie dostrzegł jak wyciąga w jego stronę dłonie. Zrozumiał ten gest. Przymknął oczy uśmiechając się łagodnie i nachylił się nad nią. Dał się jej przytulić, również obejmując ją lekko. Tyle lat... Oboje wtedy byli przyjaciółmi. Co ciekawsze, oboje darzyli siebie pewnym uczuciem. Banshee kochała Iska, lecz on o tym nie wiedział. On również lubił ją bardziej niż wszystkich innych swoich przyjaciół, lecz był zbyt nierozgarnięty by zorientować się o tym w porę. A teraz spotykali się znów... Nie wypuszczając jej z objęć, zaśmiał się na jej słowa:
- Z dnia na dzień powiedziano mi, że ojciec mnie potrzebuje i muszę lecieć do Ameryki. Nie dano mi nawet szansy na to aby poinformować kogokolwiek. A gdy wróciłem Ciebie już nie było.
Wypuścił ją i wyprostował się. Popatrzył na nią z góry. Przekręcił głowę w jedną stronę, potem w drugą, ciągle nie spuszczając z niej wzroku. W końcu wyszczerzył się wesoło i parsknął śmiechem. Splótł dłonie na karku.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że to Ty. Tyle wspomnień. Szczeniackie lata, ciągłe wygłupy. Ciekaw jestem co się u Ciebie zmieniło.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Pią Kwi 12, 2013 11:31 pm

-Może.
Skwitowała krótko, co będzie to będzie. Szkoda nie wykorzystać takiej szansy, zwłaszcza jak się okazało, że już wcześniej znali się dość dobrze. Wypadałoby podtrzymać nieco kontakt i się przekonać czy dadzą radę znów się dogadać jak kiedyś. I tym razem właśnie wymienić się numerem telefonu. Aż dziwne, że wówczas tego nie zrobili, choć w sumie byli chyba na tyle nierozłączni, że nawet o tym nie pomyśleli. Teraz natomiast każdy miał swoje życie, swoje priorytety i wiadomo ich relacja będzie wyglądać nieco inaczej.
-I spostrzegawcza.
Oczy u szczerze zakochanego faceta zawsze go zdradzały, były one zwierciadłem duszy, nawet jeżeli ktoś twierdzi, że wampiry jej nie mają, w wielu przypadkach byli w niezłym błędzie. Takei był bardziej ludzki niżby sobie tego jego rasa życzyła. Bądź co bądź udało mu się osiągnąć cel i znów zagnieździć się w sercu ukochanej dziewczyny, miło jest kogoś kochać, i wówczas to wszystko widać.
-Szczęściarz.
Uśmiechnęła się promiennie, lekko i pokrzepiająco. Kochać kogoś taki szmat czasu i być wierny swoim uczuciom, nie każdy tak potrafi, ludzie, wampiry szybko potrafią tracić wszelką nadzieję. Wszystko zależne od siły uczucia i charakteru. Jak się okazuje wytrzymały był skubany. Czy jej powie coś jeszcze to będzie zależało tylko od niego, nie będzie naciskać, więc niech się cieszy póki może z takiego jej podejścia do całej sprawy.
-Po prostu czasem dobrze jest zwolnić choć na chwilę. Zastanowić się co dalej, fajnie jest żyć na spontanie, ale ile można? Trzeba mieć coś w życiu co motywuje, co sprawia, że się tego życia pragnie.
Wzruszyła delikatnie ramionami, ona miała takie podejście, młoda, a jakby miała zaraz się zestarzeć, ale w tak małym wampirzym stażu jeszcze chyba to pojęcie długowieczności jakby gdzieś umykało. Było nawet nieco niewyobrażalne choć tak pewne i teoretycznie powszechnie znane.
-Przystopowanie też nie oznacza, że będę siedzieć w domu i w kółko robić to samo. Poświecę nieco więcej czasu na zastanowienie się nad niektórymi sprawami i w pewne rzeczy się po prostu ładować nie będę.
Raczej tak, Ban nie przypomina sobie aby znała kogoś kto by się szczycił tym, że ma nudne, monotonne życie. Ha, a jednak pamiętać trzeba, że `ciekawe` dla każdego oznacza co innego. On tęskni za zespołem, to go ekscytowało i dalej wprawia w dobry nastrój, ona za to kocha podróże, świat objechała parę razy i mimo iż widziała te miejsca wiele razy chce je zwiedzić raz jeszcze. Uwielbia zagłębiać się w różne kultury i właśnie brakuje jej biletu otwartego na cały świat i walizki.
-Jeżeli oczywiście masz na to ochotę.
Czasem ulgę przynosi wygadanie się, nawet jak z początku boli, ale można sobie to uporządkować wyrażając to na głos, ale to musi być jego decyzja. On sam musi tego chcieć, nic na siłę. Banan już jakiś czas temu nieco złagodniał i nie musiał mieć wszystkiego czego zapragnął. Choć były wyjątki od tego.
Któż to wie? Zawsze istnieje jakaś możliwość, jak nie po nazwisku to może przez przypadek wyjawionym szczególe wcześniejszego życia. Na szczęście, ani jedno ani drugie nazwiska nie zmieniło. Panna Fumikana nie miała takiego zamiaru choć jej matka była zadziwiona, że młoda wampirzyca wciąż utożsamia się z tym. Tylko to jej pozostało więc się tego trzyma. I jak się może okazać Isao będzie tym czynnikiem wiążącym jasnowłosą z rodzinnym miastem.
-Sporo, ponad dziesięć. I chcesz mi wmówić, że zmienił się tylko wygląd? Ciekawe, sama muszę się przekonać.
Zaśmiała się mierząc go wzrokiem, w sumie pogodny to był tak jak kiedyś, jednak odkrywanie wszystkiego co ukrywa rozłoży na wygodne dla obojga raty. Doszło jej ciałka to tu to tam, latka robią swoje, do tego dochodzi ten cały wampiryzm.
-A dziękuję.
Uścisk nie trwał długo, nie miał być nachalny tylko przyjacielski i może nieco stęskniony. Banshee wydawało się, że uczucia jakie żywiła do żywiołowego wampira zgasły dawno temu, że już były uporządkowane i schowane do kartonowego pudełeczka głęboko gdzieś w jej duszy. Acz z kobietami tak prosto to nie ma, może się nagle okazać, że uczucie zostało źle zapieczętowane i znów się zagnieździ gdzieś. Więc postanowiła, że będzie się pilnować w tym temacie, nie chciała robić sobie ani jemu problemów.
-Nie mogłam się Ciebie doczekać, straciłam nadzieję i przykro mi było. Postanowiłam więc wyjechać, świat mnie wzywał.
Prawda była taka, że nie umiała znieść spojrzeń garstki wspólnych znajomych z Osaki, wydawało jej się, że wszyscy wiedzieli o jej zakochaniu. Widziała w ich spojrzeniach politowanie, nieraz rozbawienie, a nawet niekiedy pogardę. Uciekła, nie chciała aby się okazało, że jednak nie wróci, a ona będzie tak czekać i czekać. Wbiła w niego spojrzenie, łagodne i ciepłe. Jakby mogła cofnąć czas czekałaby dalej, ale co się stało to się nieodstanie.
-To może mam Cię uszczypnąć? W zadek, na przykład.
Zaśmiała się, błądziła gdzieś po świecie aby spotkać go przypadkiem potykając się o jego nogi. Nadprzyrodzone cholerstwo istniało.
-Zmieniło się wiele w końcu straciłam osobę do tych szczeniackich wygłupów. Byłam skazana na samą siebie i wszystkie kraje jakie zwiedziłam. Podobało mi się takie życie, jakby każdy dzień miałbyś tym ostatnim. Nie przejmowałam się niczym, aż w końcu wróciłam do domu i zrobiło się dość poważnie.
Założyła nogę na nogę, mogłaby tak opowiadać długie lata o tym co widziała, co poznała jak żyła, ale może na jeden raz taki natłok informacji to znacznie za dużo. Powie wszystko i co wtedy?
-Mam rozumieć, że u Ciebie wiele się nie zmieniło, wciąż się wygłupiasz i obracasz wszystko w żart? Cholera w to nie uwierzę musiało się coś wydarzyć... zakochałeś się!?
Po chwili wykrzyknęła uradowana ostatnie słowo tego zdania. Więc jednak było to coś, coś wielkiego co zmienia całe życie nawet jeżeli się tego nie zauważa.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Pon Kwi 15, 2013 8:49 pm

- Tu też się muszę zgodzić. - przyznał jej racje. Była spostrzegawcza. On nie miał pojęcia, że jest to po nim jakkolwiek widoczne. Może wcale nie było i tylko Banshee umiała to dostrzec? W końcu sama Madeline nie zorientowała się, że blondyn darzy ją tak mocnym uczuciem, dopóki sam jej tego nie wyznał. A może się zorientowała? Kobieca intuicja po raz kolejny go zadziwiła. Tymczasem, słysząc owe ,,szczęściarz", blondas speszył się nieco. Odwrócił głowę i z nieco głupkowatą miną wbił wzrok w jakiś punkt. Palcem wskazującym drapał się po policzku. Wampiry mogły się rumienić? Jeśli tak, to mało brakowało a i jego policzki zaczerwieniłyby się nieco. Zwłaszcza, że tak jak to sama Ban określiła - Isek był bardziej ludzki niż wampirzy. Często przysparzało mu to niemałych kłopotów, ale nie zamierzał się zmieniać. Swoją rasę, a przynajmniej większość osobników, darzył szczerą nienawiścią. Nienawidził przemocy, mordu, bestialstwa, które były tak częste u przedstawicieli jego rasy. Niewielu było tych, których zachowanie był w stanie tolerować. Kyubi, Agnes, Banshee, Lars... Taki mały przykładzik.
- A co Ciebie motywuje i sprawia, że pragniesz żyć? - spytał w odpowiedzi na słowa Ban. Sam w tym momencie także zastanowił się nad odpowiedzią. Co jego motywowało i sprawiało, że pragnął żyć? Muzyka, to był ważny czynnik w jego życiu. Kochał muzykę i była ona bardzo ważnym dla niego elementem. Jednak w tym momencie całym światem była dla niego Madeline. Racja, był niezwykle wytrzymały i trwały w uczuciu, jakie do niej żywił. Ile to już lat ją kochał? Pięć? Siedem? Dziesięć? Pokochał ja niemal na początku ich znajomości i mimo wszelkich trudności jakie ich spotkały (a było ich dużo i nie łatwo było je pokonać), uczucie to nie gasło. Był wytrzymały, choć sam na początku nawet tego nie wiedział. Choć nie potrafił odpowiedzieć czy była to cecha całkowicie dobra czy zła. Wszak nawet jeśli stałe uczucie było czymś niezwykle cennym, tak przez te wszystkie lata, kiedy Takei sądził, ze Mad nie żyje i nadal ją kochał, przeżywał istne piekło. Świat przez niego widziany miał wtedy czarno-białe barwy. I choć podróżował po świecie przez kilka lat, nie umiał docenić piękna żadnego z miejsc, które odwiedził. Niektórych nawet już nie pamiętał ~
- Mhm - pokiwał głową gdy mówiła o zastanawianiu się nad niektórymi sprawami. Zgadzał się z tym, że nieraz trzeba usiąść i przemyśleć wiele rzeczy. Wyszczerzył się jednak wesoło, jak to miał w zwyczaju, nieco nieświadomie przekręcając głowę na jeden bok, przez co jasne kosmyki jego włosów zadyndały wesoło w powietrzu. - A jakbyś miała ochotę z kimś pogadać, spędzić czas lub po prostu się rozerwać, wal śmiało.
Przypomniały mu się czasy, gdy oboje byli na Osace. Spędzali ze sobą wtedy mnóstwo czasu. Wygłupiali się, imprezowali, rozmawiali. Byli sobie na prawdę bliscy i Takei bardzo cenił wspomnienia z tamtego czasu. Teraz chętnie by do nich powrócił, choć miał świadomość tego, że oboje byli już dorośli, mieli swoje życie, zmienili się. Nie widział jednak nic złego w tym aby spotykali sie czasem by pogadać, zjeść coś razem, napić się lub wyjść gdzieś zabawić. Zwłaszcza, ze tak nie znosił nudy i wspólne wypady były dla niego czymś niesamowicie ciekawym. Jednak w pewnym momencie temat zmienił się. Mina Iska wyraźnie zrzedła. Samo opowiedzenie o tym co go spotkało nic nie da. Wszak czym był dla wampira, istoty nocnej, naznaczonej krwawym piętnem i będącej drapieżnikiem, był widok zabitych ludzi? Teoretycznie nie powinno to dotknąć krwiopijcy. On jednak był inny. I Ban o tym nie wiedziała z dwóch powodów. Po pierwsze w tamtym momencie nie wiedziała, że go zna; po drugie zaś te wiele lat temu zachowanie Iska i jego podejście do wampiryzmu było nieco inne.
- Po prostu znalazłem się w złym miejscu o złym czasie. - zaczął, wzdychając cicho. Uniósł wzrok i wbił spojrzenie w niebo, które zdążyło stać się już całkowicie ciemne. Nawet nie zorientował się kiedy słońce zaszło i nastał mrok. Obok ławki, na której siedzieli stała latarnia, która teraz zamiast promieni słonecznych oświetlała okolice, w której się znajdowali. - Po prostu poszedłem do sklepu. Po coś słodkiego bo mam słabość do słodyczy. No i trafiłem w środek napadu. Trójka wampirów, w tym dwa poziomy E dokonywały rzezi na klientach i demolowały sklep. Nie jestem zwolennikiem niepotrzebnego rozlewu krwi i bezlitosnego zabijania ludzi. Wolę mieć z nimi raczej przyjazne stosunki. - Tu zerknął na dyskretnie Banshee ciekaw jej reakcji. - Wampirzyca miała przydatną moc. W jednej chwili wszyscy zniknęli, stali się niewidzialni, rozwalili monitoring. Mnie zaś w środku tej masakry zastali łowcy. Od razu wzięli mnie za winnego, unieruchomili mnie i zabrali do siebie. Jeden z nich omal nie pozbawił mnie życia. Chyba miał dobry dzień, tylko dlatego jeszcze tu jestem. Oni mają takie cholerne, magiczne coś, co blokuje moce i kompletnie pozbawia sił.
Złapał głębszy oddech. Nagle zdał sobie z czegoś sprawę. Odchylił się do tyłu, plecami opadając na oparcie ławki. Dłoń ułożył na twarzy, zakrywając jej znaczną część, w tym oczy. Zaśmiał się nieco ironicznie i na pewno nie naturalnie.
- Brzmi to śmiesznie, prawda? Teoretycznie jestem najgroźniejszym drapieżnikiem na tej planecie a tak łatwo dałem się złapać, byłem kompletnie bezsilny a do tego wstrząsnął mną widok martwych ludzi.
Jeszcze jakiś czas pozostawał w takiej pozycji, nie odzywając się. Starał się uspokoić, łapiąc nieco głębsze wdechy. Dopiero po dłuższym czasie postanowił zmienić temat i przedstawić się. Gdyby mówiąc to wszystko wiedział z kim ma do czynienia! Wtedy na wszystko patrzyłby inaczej. Nie zwierzałby się obcej, jak sądził, osobie, a jego dawnej przyjaciółce. Jednak lepiej późno niż wcale. W końcu oboje dowiedzieli się o swojej tożsamości. Byli tym faktem równie zdziwieni co uszczęśliwieni. Takie przypadki nie zdarzały się często.
- Tak mówią. - rozłożył ręce w geście bezradności, choć na jego twarzy ciągle błąkał się uśmieszek rozbawienia. W końcu pokazał jej figlarnie język i zaśmiał się gdy tylko go schował. - Wyrośnięty dzieciak ze mnie. Choć wiadomo, trochę się na pewno zmieniło. - Uśmiechnął się do niej i przytulili się po przyjacielsku. Miał ochotę podnieść ją i okręcić się w kółko, trzymając ją w górze, ale powstrzymał się. Jakoś tak... mimo wszystko czuł odrobinkę dystansu, jaki powstał przez te wszystkie lata. Wszak nawet jeśli niegdyś byli sobie bardzo bliscy, przez te wszystkie lata dużo się zmieniło u nich obojga. Oni się zmienili i w pewnym sensie byli teraz dla siebie obcy. Od nowa musieli się poznać, zbudować przyjacielskie relacje.
- Głupotą było to, że nie wymieniliśmy się wtedy numerami lub nie dałem Ci adresu korespondencyjnego do miejsca gdzie przebywałem w Ameryce. Od małego jeździłem tam co jakiś czas i wiedziałem, że prędzej czy później znów będę wyjeżdżać z Japonii, ale wtedy w ogóle nie przyszło mi to do głowy. Mi też było przykro bo nie miałem się z Tobą jak skontaktować. Mogłaś iść do mojego domu i zapytać się kogokolwiek o jakiś kontakt ze mną! - Wygiął usta w podkówkę, robiąc smutną minę. Szybko jednak zaśmiał się kiedy usłyszał o szczypaniu w zadek. Pokręcił głową z rozbawieniem i popatrzył na nią. Jedna brew samoistnie powędrowała mu do góry. - Aż tak ciągnie Cię do mojego tyłka? Przykro mi ale zajęty jestem! - wypalił i parsknął śmiechem. Zawsze lubił z nią żartować i wygłupiać się. Tu akurat nic się nie zmieniło. ~
- Znaczy zmieniło się wiele, ale nadal lubię się wydurniać, wygłupiać i szaleć. W sumie mam Ci wiele do opowiedzenia! - uśmiechnął się szeroko. Zaraz jednak znów speszył się. Zrobił głupkowatą minę, spojrzał w bok i zmierzwił swoje wlosy z tyłu głowy. - Tak, zakochałem się. Już w sumie wiele lat temu ale nie było łatwo. Jakieś nadprzyrodzone cholerstwo chyba nie chciało żebyśmy byli razem i ciągle nam podsyłało kłody pod nogi. Dopiero teraz, mam nadzieję, uda nam się stworzyć szczęśliwy związek.
Zerknął na nią, nadal nieco zagubiony i speszony. Nagle jednak, jak zwykle z chwili na chwile, coś mu się przypomniało. Wyjął telefon i pycnął nim o ramię Banshee. - Nie popelnijmy znów tego samego błędu. Daj mi swój numer!

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Wto Kwi 16, 2013 8:45 pm

Ban umiała dostrzec wiele choć często jest tak, że osoba do której kierowane są uczucia nie zauważa tego, nie chce, albo nie może. Myśli sobie może, że to nie możliwe, jednak wszystko się teraz Iskowi z Mad układa, sytuacja wyjaśniona, a to najważniejsze. Z kobiecą intuicją jednak lepiej nie zadzierać, podobnie jak z samą płcią piękną.
Na ustach wampirzycy pojawił się figlarny uśmieszek. Uwielbiała mężczyzn wprowadzać w zakłopotanie. Jej kobieca natura lubiła nieco pożartować z facetów, mimo iż bez nich sobie świata nie wyobrażała. Acz to chyba nic złego? Bo ogłupić ich nie chciała, ani nic z tych rzeczy. Uważała po prostu, że uroczo wyglądali w takich stanie, silni, ale z duszą i delikatnością... Romantyczna wampirzyca, która nie chciała się do tego przyznać. Jego pytanie wywarło na niej duże wrażenie i musiała się chwile zastanowić nad odpowiedzią, wyraz jej twarzy wyraźnie wskazywał na zamyślenie, wzrok gdzieś odwróciła i wbiła go w bliżej niezidentyfikowaną rzecz. Usteczka zacisnęła w cienką kreseczkę.
-Przez jakiś czas myślałam, że żyje dla Vincenta, że to mnie napędza. Miłość. Szybko jednak się okazało, że to nie to. Pragnę tkwić w mroku naszej codzienności dla tego świata. Jest tak wiele miejsc, kultur, grzechem jest ich nie poznać nie skosztować.
Przyznała szczerze, tak właśnie czuła. Zerknęła na niego.
-Migające światła wielkich miast najpiękniej wyglądają po zmroku, i to gwieździste niebo w zapomnianych dawno przez świat wioskach, cisza i spokój niczym niezmącona ziemia. Tajemnice świata, historie starych ludzi i wiekowych `pobratymców`. Sama chciałabym kiedyś komuś opowiedzieć to co przez mam nadzieje długowieczne życie uda mi się zobaczyć, przeżyć. Inaczej patrzy się na przeszłość opowiedzianą z ust osoby, która rzeczywiście tam była, a nie czytaną z książek. Chce być częścią świata i jego tajemnic, niezależnie od tego jaki spotka mnie los.
Miała tylko siebie i myślała o sobie jako części tej wielkich machiny jaką jest cykl życia na ziemi, chciał to wszystko czuć. Tak szczerze to chłonęła wszystko co ją otaczało, chciała poznać tak szczerze każdy smak uczucia, od tych najsłodszych po ten najbardziej gorzkie i słone. Pragnęła doświadczać emocjonalnie i duchowo wszelkich uciech i smutków, chwil szczęścia, nasycenia, ale i upadku. Chciała czuć psychicznie i fizycznie. Jej świat pod tym względem żyjąc jako wampir był dość ubogi. Myślała, że poznała mocnego uczucia miłości, niestety było to zauroczenie i pożądanie, ale ze szczerą miłością miało to mało wspólnego, ale jak to się mówi – zawsze coś. Z drugiej strony zaś gdzieś tam w jej głębi uwięzione było pewne uczucie, ale nigdy nie pozwoliła temu wykiełkować i teraz też będzie tego pilnować. Jak widać miała się nad czym zastanawiać, więc chwila oddechu się jej przyda. Szczery uśmiech był częściową odpowiedzią na jego propozycję.
-Oczywiście, że skorzystam, mam nadzieje, że wiesz, że działa to w obie strony, prawda?
Kiedyś były to naprawdę dobre czasy, miło je wspomina z uśmiechem, a nie przepraszam z wielkim bananem na ustach. Miała nadzieje, że choć w pewnym drobnym nawet stopniu udam im się znów tak dogadywać jak kiedyś. Wszystko przed nimi i się okaże, ale jest dobrej myśli. Dogadywali się wtedy, dogadają się i teraz. Dadzą sobie trochę czasu, po spotykają się, poznają na nowo i będzie cacy, tak jak wtedy jak byli młodzi i głupi.
Wampirzyca może i nie zdawała sobie z tego wszystkiego sprawy, ale umiała wczuć się w wiele sytuacji, tak więc teraz słuchała uważnie, nie przerywała mu i nie wtrącała się, aż nie skończył. Nie uważała, że każdy wampir musi być zacieszony na widok krwi i dostawać bzika jak kogoś nie rozszarpie, wiedziała, że są tacy co byli bardzo z ludźmi zżyci i nie uważała ich za gorszych. Wbrew pozorom i ona niebyła wcale taka zła, choć nie okazywał tego.
-Łowcy... miałam tą nieprzyjemność.
Westchnęła głęboko, pamiętała jak w europie się z nimi użerała. Choć nie każdy łowca taki straszny jak go malują. Poznała takiego co się narazi aby pomóc jak on to ujął zachować równowagę, bo w to wierzył, a teraz no cóż jest na liście poszukiwanych.
-To, że jesteśmy tacy jeszcze nic nie znaczy. Czasem i ludzie są tak okrutni i bestialscy, że powinni uważać sami na siebie, a mordują nas i według nich to my jesteśmy głównym zagrożeniem. W niektórych przypadkach owszem, ale wrzucają nas do jednej szufladki, nie jest to sprawiedliwe. Było to na pewno straszne przeżycie, ale dałeś radę, nie poddałeś się i przeżyłeś to, bogatszy o pewne doświadczenia, niekoniecznie miłe, ale udało Ci się, ja pewnie bym została skutecznie uciszona.
Ostrożnie ułożyła dłoń na jego ramieniu, w geście zrozumienia o ile można taką sytuację zrozumieć, w nienachalnym lekkim dotyku pocieszenia. Czasem lepiej jest się wygadać osobie z pozoru nieznanej.
-Dzieciak powiadasz? Czyli nuda mi z Tobą nie grozi. Przyda mi się to, towarzystwo wiekowych znajomych sprawiło, że nieco zdziadziałam.
Ucieszyła się, może wrócą do tej beztroski. Zaśmiała się również zdając sprawę jak musiało zabrzmieć jej skromne wyznanie. Była ledwie przed trzydziestką, a momentami czuła jakby miała już pół tysiąclecia na karku, powaga i zgryźliwość na jakiej się nieraz łapała była dla niej niepojęta.
-Błędy się zdarzają, po prostu kto się spodziewał, że z dnia na dzień się tak wszystko potoczy.
Zatroskana wzruszyła ramionami, ciężko jej było, a i próbowała się dowiedzieć w jaki sposób może do niego dotrzeć, ale jak widać ktoś jej bardzo nie lubił.
-Baka! Uważasz, że nie próbowałam? Jak się okazało, nie wszyscy mnie lubili aż tak jak Ty. Zostawiłam nawet swój numer i adres pod jakim żyłam sobie we Francji.
Uśmiechnęła się w jego stronę smutno, widać tak już miało być. Ale nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło. Spotkali się znów bogatsi i wiele różnych doświadczeń i mają drugą szansę. Może im to wyjść na dobre. Również go przytuliła, mocno po przyjacielsku, dobrze jej było przy nim. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo jej go brakowało, aż się zdziwiła, że była aż tak przywiązana. Sądziła zawsze, że jest wolna niezależna i nikogo nie potrzebuje, myliła się.
-Aj tam Ty, ja chce tylko Twój tyłek, to aż tak dużo?
Zaśmiała się wesoło i zaryzykowała lekko szczypiąc go w tyłek. Od tak żartobliwie śmiejąc się przy tym wesoło. Szanowała to, że miał dziewczynę i była z tego zadowolona, cieszyła się choć gdzieś tam kuło ją w piersi zważając na to co kiedyś do niego czuła. Co do podniesienia i wirowania nie miała nic przeciwko, ale może to poczekać na inną sprzyjająca okazję.
-Trochę mamy do nadrobienia. Prawie dziesięć lat, jedno spotkanie nie starczy, ale tym lepiej.
Jak się Isek uroczo peszy aż skręca to Ban z zachwytu, chyba będzie to jej ulubione zajęcie, patrzenie się na blondaska zakłopotanego. Niech się cieszy i raduje, udało się ma Mad, on kocha ją ona jego, jest szczęśliwy.
-Udało się, jesteście razem, okaż jak się bardzo z tego cieszy, bo w końcu jeżeli razem tego chcecie to wam wyjdzie.
Wierzyła w to jako Banan przyjaciółka sprzed lat i ówczesna kandydatka na to miejsce. Pacinieta telefonem w ramie obejrzała się na niego uświadamiając sobie, że szybko trzeba nadrobić błędy z przeszłości. Podała mu swój numer iii... zaznaczyła dość wyraźnie, że:
-Teraz to musisz się do mnie często odzywać, albo przygotować się, że ja będę to robić.
Jest gotowy na to aby znów perłowowłosa zagościła w jego życiu?
-A skoro jest tak wiele do omówienia too powiedź mi jak długo jesteś w mieście. Ciekawa jestem ile to razy mogliśmy się gdzieś minąć na ulicy niepostrzeżenie.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Pią Kwi 19, 2013 9:59 pm

Skoro lubiła wprawiać mężczyzn w zakłopotanie, to Isao był tym, z którym jej się to łatwo uda. Był dorosłym facetem o duszy dziecka, lecz był również wrażliwy i dość wstydliwy. Dość łatwo było go zawstydzić. Zachowywał się wtedy właśnie tak jak w tej chwili - odwracał wzrok, robił dziwne, zmieszane miny, drapał się po policzku lub mierzwił swoje jasne włosy. Wygląda na to, że pod tym względem Banshee mogła mieć przy Isku sporo zabawy. Szybko jednak mu to przechodziło i stan zawstydzenia trwał minutę czy dwie. Potem zmieniał temat. Tak jak w tym momencie, gdy zapytał ją o powód do życia. Lubił się wygłupiać, lecz nie unikał także poważnych tematów.
- Vincent? Chłopak? Narzeczony? - wtrącił się w pewnym momencie, jednak zaraz zamilkł, pozwalając jej mówić dalej. Słuchał jej z uwagą, patrząc prosto na nią. To co mówiła było dla niego dość interesujące i ciekawe. Tak jak on miała pasję. Dobrze wiedział co to znaczy. Uśmiechnął się więc wesoło i życzliwe. - Dobrze, że masz pasje. Jako wampirzyca masz przed sobą długie lata życia i wiele możliwości. Możesz więc zwiedzić niemal każdy zakątek świata, jeśli tylko zechcesz. - Nieświadomie przekręcił głowę w bok. Jasne kosmyki włosów zadyndały wesoło w powietrzu. Wyglądał wtedy bardziej jak dziecko lub nastolatek niż dorosły facet. - Ja też jeździłem trochę po świecie. Jednak nie zachwyca mnie to tak jak Ciebie i nie widzę w tym takiego sensu i powołania. Dla mnie znacznie ważniejsza jest muzyka i moja ukochana Mad.
Zdając sobie sprawę z tego, że znów poruszył temat swojej miłości, ponownie speszył się nieco. Ścisnął usta w prostą linię i odwrócił głowę, wbijając wzrok w jakiś punkt z boku. Trwało to jednak jedynie chwilkę i zaraz ponownie powrócił spojrzeniem na Banshee. Podobało mu się to co powiedziała. Zawsze bardzo cenił osoby, które miały swoje pasje, marzenia i dążyły do ich realizacji. Dobrze wiedział jak wspaniałym uczuciem było oddawanie się czemuś, co się kochało. On chciał w całości poświęcić się muzyce i Madeline. Nic więcej go nie obchodziło. Życzył więc z całego serca Banshee aby mogła robić to, co tak bardzo lubiła i aby znalazła szczęście w miłości, przyjaźni i we wszystkim co potrzebowała. Nie mówił jednak o tym na głos, a grało to jedynie po cichu w jego dobrym sercu ~
- Oczywiście. A więc przygotuj się na częste spotkania! Jakoś lubię spędzać z Tobą czas. - wypalił, tym razem bez cienia skrępowania i posłał jej życzliwy uśmiech. Ten właściwie w ogóle nie znikał z jego twarzy. Każdy chyba znał go jako tego uśmiechniętego, zwariowanego blondyna. Ban także powinna takiego go znać. Pod tym względem przecież wcale się nie zmienił od wielu, wielu lat.
Tymczasem uśmiech zniknął z jego twarzy gdy opowiadał o tym, co go trapi. Nie lubił o tym mówić, jednocześnie również czując jakąś niewielką ulgę gdy o tym komuś opowiadał. Dalej dręczyło go to wszystko, dalej nie dawało spokoju. Koszmary nocne nie ustawały i nawiedzały go w niektóre noce. Potrzebował czasu. W tym, że czuł także, że wyolbrzymia i w oczach innych nie jest to nic takiego. Tak więc słowa, które usłyszał i ta ręka ułożona na jego ramieniu.... Wszystko to wsparło go nieco na duchu, sprawiło, że poczuł się lepiej. Popatrzył na Banshee i nieświadomie znów ścisnął usta w prostą linię. Popatrzył na nią chwilkę i uśmiechnął się lekko, lecz nadal nieco słabo.
- Dzięki za miłe słowa. Niestety, wiem, że łowcy często są wobec nas bardzo niesprawiedliwi. Ale to też zależy od naszego podejścia. Ja na przykład jestem w dobrych stosunkach z dowódcą łowców. Znam go osobiście. - powiedział, nie zdradzając nic więcej. Nie wiedział czy to dobrze, że powiedział o czymś takim. Łowcy i tak byli ciągle zagrożeni. Nic więcej więc nie mówił. Nic na temat tego, że dowódca może być jego szwagrem, bo był bratem kobiety, którą Takei kochał i z którą chciał się ożenić. Nie potrzeba było o tym mówić w tej chwili.
- Próbowałaś? - zdziwił się. Oderwał od niej wzrok i popatrzył na swoje nogi, mrużąc nieco oczy i nieświadomie marszcząc brwi. Jeśli to co mówiła Banshee było prawdą, oznaczało to, że ktoś go dawno temu okłamał w bardzo ważnej dla niego sprawę, krzywdząc przy tym co najmniej dwie osoby. - Nic o tym nie wiedziałem. Gdy wróciłem powiedziano mi już, że Ciebie nie ma. Chyba będę musiał porozmawiać z mamą jak odwiedzę ją na Osace. Choć niewiele nam to już da po tak wielu latach. - westchnął. Pokręcił głową z zażenowaniem, nie mógł uwierzyć w to, że ktoś z jego rodziny mógł tak zrobić. Na jego twarzy pojawiła się nieco zakłopotana mina. Zmierzwił włosy z tyłu swojej czupryny i popatrzył na Banshee z lekkim uśmiechem. - Trochę późno ale bardzo Cię za nich przepraszam.
Widać jednak Ban wcale się nie gniewała. Wręcz przeciwnie - miała dobry humor i nie ograniczała się z żartami. Nawet uszczypnęła go za tyłek. Isao lekko speszył się, co było widoczne po tym, że na krótki moment znów odwrócił wzrok, jednak zaraz zaśmiał się i nachylił w jej kierunku. Sprzedał jej pstryczka w nos i wystawił w jej stronę figlarnie język.
- Dużo. Nie wiem czy wiesz ale dotykanie mojego tyłka jest warte miliony! - wykrzyknął z przekonaniem, prostując się, po czym wybuchnął śmiechem. W tym momencie pomyślał o tym co by było gdyby znów był sławny i został w tym momencie nakryty przez jakąś fankę lub paparazzi. W tym momencie przez krótką chwilę cieszył się, że jest teraz ot szarym, zwykłym wampirkiem.
Nie chciał popełnić znów tego samego błędu, a więc od razu podał jej swój numer i wziął od niej numer należący do niej. Zapisał go sobie w kontaktach i uśmiechnął się do ekranu.
- No! To teraz możesz do mnie pisać i dzwonić kiedy tylko zechcesz! - zawołał wesoło, szczerze ciesząc się z tego, że są w kontakcie. - A jakbyś chciała mnie kiedyś odwiedzić to mieszkam w centrum, w apartamentowcu. Jesli zapytasz się w recepcji o mój pokój to Cię pokierują. - wyjaśnił jej, gdy zaś padło pytanie, zamyślił się chwilę. Ile lat tu był? Cóż, miał długą przerwę w pobycie w tym mieście. Sam również nie przywiązywał tak wielkiej wagi do czasu. Odpowiedź więc musiał przemyśleć. - Mieszkam tu właściwie od dawna. Wiesz jak robiłem często po powrocie do Japonii - wysiadałem na lotnisku na samym końcu kraju i resztę drogi do domu odbywałem innymi środkami komunikacji aby zwiedzić trochę. W ten sposób trafiłem tu. Okazało się, że mieszkał tu mój bliski kuzyn i przyjaciel, tu poznałem Mad no i zostałem tutaj. To było jakies... Dziesięć lat temu? Miałem wtedy chyba osiemnaście lat. Byłem tu kilka lat aż jakieś siedem, osiem lat temu wyjechałem i podróżowałem po świecie. Wróciłem tu znów jakieś pół roku temu. - wyjaśnił jej. Zaraz też postanowił, że teraz to on zada jej pytanie. - A Ty od kiedy tu jesteś? I właściwie czemu się tu zatrzymałaś? Bo mieszkasz tu, prawda?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Sob Kwi 20, 2013 7:57 pm

Banshee skorzysta z tej rozrywki jaką jest wprawianie Isao w zakłopotanie, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Bo ile można faceta doprowadzać do żywych rumieńców.
-Vincent.
Zamyśliła się chwilę po swojej skończonej długiej i wyczerpującej odpowiedzi.
-Facet, po prostu facet, nic więcej.
Wzruszyła lekko ramionami, co poradzi, że większość ich tak już miało, że niby są i nagle ich nie ma. Było to mocne, fatalne zauroczenie. Takich skarbów jak Takei było naprawdę mało, że ten już był przez kogoś odkryty to trudno.
Każdy miał bzika na jakimś punkcie. Ban rozumiała to i szanowała, wiedziała też od dawna, że blondyna ciągnęło do muzyki i to jest właśnie to. Kiedy z zespołem osiągnął sławę gorąco mu kibicowała, a nawet była na kilku koncertach... niestety nie zdołała się do niego dopchać. Tłumy fanek, paparazzi, a ona taka drobna mimo wszystko z szalejącym stadem nie miała szans. Obserwowała go w gruncie rzeczy z daleka mimo iż podejmowała parę prób nawiązania kontaktu. Jak widać ze słabym efektem, a później słuch o nim zaginął.
Udało mu się znaleźć szczęście, bratnią duszę, ona nie szukała, nie chciała, nie umiała kochać, a przynajmniej tak sobie wmawiała, choć uczucie jakie żywiła do niego niegdyś mówi co innego, do tego co chwile myślami wracała do tego. Cholerna, bardzo emocjonalna pamięć. Że też właśnie to musiało jej przy tym towarzyszyć, nie chciała wracać do gorących uczuć, nie było dla nich szans więc chciała je poskromić, miała nadzieję, że szaleją tylko teraz, kiedy wszystko stało się świeże, za dzień czy dwa gdzieś zginą w niej. Tak sobie życzyła.
-Będę miała co w życiu robić, ale jak widzę to Ty też, na nudę nie będziemy narzekać, jak do tego jeszcze dorzucimy nasze spotkania to już w ogóle.
Zaśmiała się wesoło i będzie się często z nim widywać, również lubiła z nim spędzać czas. Jak widać długa rozłąka nie zmieniła bardzo ich podejścia do siebie i wspólnych wypadów. Pamiętała go takiego i taki też był teraz, dorosły facet z duszą tamtego nastolatka. Czuła się przy nim inaczej, lepiej, było jej jakoś znacznie lżej. Większość wampirów miała by to za nim, oczywiście, że tak rozlew krwi to dla nich błahostka no przecież chleb powszedni. Ban miała jednak do tego inne, specyficzne podejście, nie każdy przecież był taki sam, szanowała zdanie innych i ich charaktery temu też umiała zrozumieć jak on poczuł się w tej sytuacji i mówiła o tych wszystkich rzeczach szczerze. Jej dłoń delikatnie gładziła jego ramię. Skomentowała jego słowa o znajomości łowców lekkim uśmiechem, wolała nie posiadać takiej wiedzy, nie chciała brać udziału w tych zabawach w kota i myszkę, wiedziała jaki stosunek miała jej rodzina, w końcu listy gończe z tej całej gromadki w tym mieście nie dotyczyły tylko jej.
-To już... mało istotne, czasu nie cofniemy, było to dawno temu. Nie ma co wywlekać przeszłości. Pewnie zrobili to dla Twojego dobra.
Posłała mu ciepły uśmiech, wyrozumiały, bo cieszyła się tą właśnie chwilą, nie lubiła rozdrapywać przeszłości, na nic już w końcu nie mieli wpływu. Ważne, że teraz się poprawili i od razu wymienili się kontaktem.
-Żałuje tylko, że nie było mnie przy Tobie kiedy przeżywałeś życiowe wzloty i upadki, że nie mogłam Cię wspierać.
Wyznała szeptem, szybciutko, nie chciała wprowadzać do ich rozmowy ckliwości i smutków. Nie gniewała się i nie smuciła, żyła dalej i teraz nie da mu zniknąć. Dobre postanowienie, co?
-Spokojnie stać mnie na to.
Wyszczerzyła się, ale zaprzestała wszelkich innych gestów, miała zamiar go tylko upewnić tym niewinnym gestem, że to wszystko prawda, a nie sen o przeszłości.
-Będziesz mieć mnie dość.
Z przekonaniem pokiwała głową, umiała zaleźć za skórę, oby Isao nie miała jej tego za złe, że tak bardzo będzie łaknąć jego towarzystwa. To jego zawsze uważała za przyjaciela i to chyba przez całe swoje życie bez przerwy tak o nim myślała.
-Ha, to będę miała do Ciebie bardzo blisko, centrum i apartamentowiec to również moje mieszkanko. Zapraszam..
Rodzinne miasto, kilka kilometrów za nim rodzinny dwór, a ona grzała tyłek w mieście zamiast z rodzinką. Tak chyba jednak jest lepiej. Słuchała uważnie jego odpowiedzi, nie przerywała mu, kiwała przy tym porozumiewawczo głową, każde zdanie do niej dokładnie dochodziło.
-Dobry pomysł powrotu do miasta po podróży, można coś jeszcze zwiedzić.
Przyznała z podziwem, ona często od razu jednym transportem docierała do celu podróży, do miejsca, który stanowił przez pewien czas jej dom.
-Od jakiegoś czasu owszem mieszkam i tak szczerze to moje rodzinne strony, wróciłam bo...
A no właśnie, bo, co? Siedząc tak na ławce, wpatrzyła się w swoje buty i miała niemały problem, czemu ona właściwie tu wróciła, tyle jeszcze świata przed nią do zwiedzenia, a ona siedzi w tym znanym na wylot mieście, gdzie jedyne nowe to czasem jakieś kasyno, hotel i monopolowy nieopodal mieszkania. Podniosła na niego wzrok.
-Nawet największy samotnik czasem potrzebuje kogoś znajomego obok. Obcy ludzie z całego świata nie umieją zastąpić rodzinny nawet jeżeli ta jest sceptycznie nastawiona.
Banan znała bliskiego kuzyna Isao, ale nie miała o tym bladego pojęcia, choć cholera grali razem, nie ma to jak kojarzenie faktów po fakcie, ale jakby była świadoma, że to rodzina, wtedy... jak się spotkali pewnie by się o niego zapytała. Skleroza nie boli...
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Nie Kwi 21, 2013 4:28 pm

- Mhm, rozumiem. - pokiwał głową. Domyślił się o co chodziło. A przynajmniej miał kilka opcji: albo nie było o czym mówić, albo Banshee po prostu nie chciała poruszać tego tematu. Tak czy siak, Isao więcej się już nie dopytywał. Nie chciał być nachalny a i jakoś mocno nie zależało mu na poznaniu odpowiedzi. Nie lubił kiedy ktoś zanadto wciskał nos w jego sprawy, starał się więc nie robić tego także innym. Jeżeli Banshee będzie chciała mu kiedyś opowiedzieć o tej historii ze swojego życia to zrobi to. Choć jednocześnie nieco go tym zaciekawiła, z drugiej strony nie był pewien czy chciał słyszeć o facecie, którego niegdyś mogła kochać. Uczucie, które niegdyś do niej żywił już dawno się wypaliło. Mimo to jednak nutka czegoś podobnego do zazdrości była. Choć uparcie powtarzał sobie, że nic takiego wcale nie ma miejsca.
Nie miał pojęcia o tym,że kiedy był sławny i grywał koncerty, gdzieś tam w tłumie jego dawna bliska przyjaciółka kibicowała mu z całego serca. Gdy przyjaźnili się, byli dośc daleko od tego miejsca. W tamtym czasie muzyka była dla Takeia czymś zwykłym i niezwykłym jednocześnie. Nie była dla niego tak ważna jak w tej chwili, choć lubił sobie czasem czegoś posłuchać. Nieraz sam wspominał moment gdy został wokalistą zespołu, śmiejąc się z tego jakie to los potrafi płatać figle. Był to przecież całkowity przypadek. Pokłócił się z Madeline, nic mu się nie udawało, załamał się. Poszedł do baru, upił się i pijany dorwał do karaoke śpiewając po swojemu. Wtedy jego głos dotarł do managera LM.C - zespołu, który miał zadebiutować, kiedy nagle odszedł od nich wokalista i poszukiwali nowego. Tym nowym kazał się być właśnie Isao. Teraz nie wyobrażał sobie życia bez muzyki, zespołu, prób i tak dalej. Tak samo jak Banshee mogła nie wyobrażać sobie życia bez podróży. To wszysto było bowiem dla nich niezwykle cenne.
- Hehe. - zaśmiał się głupkowato, szczerząc się przy tym wesoło i drapiąc po tyle swojej jasnej czupryny. - Prawdę mówiąc mimo, że zespół rozpadł się lata temu, planujemy reaktywacje. Jeżeli się uda, możemy mieć problem ze spotkaniami. Ja nie będę miał czasu i jeśli Ty będziesz podróżować to również możesz mieć go mało. Ale mam nadzieję, że jakoś nam się uda! - zawołał z entuzjazmem, patrząc na nią w ten swój optymistyczny, przyjazny sposób. Czy on przypadkiem nie myślał wcześniej o jakimś dystansie między nimi? Najwyraźniej coś mu się ubzdurało. Teraz bowiem w jej towarzystwie czuł się tak jak dawniej. Tak samo swobodnie i dobrze. Lubił spędzać z nią czas i miał nadzieję, że będzie miał do tego jak najwięcej okazji. Niegdyś, te kilka lub kilkanaście lat temu ktoś rzeczywiście był chyba przeciwny ich przyjaźni. Czemu? Nie miał pojęcia. Teraz jednak nie był pod niczyją kontrolą. Mógł przyjaźnić się i widywać z kim tylko chciał. Choć jedna przeszkoda zniknęła im spod nóg.
- Nie widzę w tym nic dobrego. - burknął, robiąc naburmuszoną minę i nieświadomie nadymając policzki. Jak dziecko... No po prostu. - Ale rzeczywiście nie ma co rozdrapywać starych ran. Teraz nie musimy nikogo pytać się o zdanie i możemy widywać się kiedy tylko chcemy. - posłał jej przyjazny uśmiech. Ten jednak zbladł nieco gdy usłyszał co powiedziała. Były momenty kiedy rzeczywiście potrzebował tego aby ktoś przy nim był. W jego zyciu było wiele wzlotów ale także wiele upadków. Bywały chwile kiedy czuł się cholernie samotny. Uśmiechnął się do niej lekko i poklepał ją delikatnie po głwoie. - Nie przejmuj się. Teraz będziemy mieli okazje by wszystko nadrobić.
Zaśmiał się, kiedy powiedziała, że będzie miał jej dość. Wyprostował się i odchylił nieco do tyłu, spoglądając na ciemne niebo. Jego twarz miała wesoły wyraz bo i wesoło sie czuł. Podreptał trochę w miejscu. Nie lubił zbyt długo tkwić w bezruchu. Nachylił się w jej kierunku, szczerząc się wesoło w tak charakterystyczny dla siebie sposób.
- Nie gróź tak nie gróź. Zawsze miałaś charakterek i potrafiłaś pokazać pazurki. Ciekawi mnie tylko jak wiele się zmieniło. - puścił jej oczko i prostując się, pokazał jej figlarnie język. Szybko jednak go schował i ponownie oraz dośc gwałtownie nachylił się w jej kierunku. Pełne zaskoczenia oczy wlepił prosto w jej twarz. - Mieszkasz w apartamentowcu?! - wykrzyknął zdziwiony, patrząc na nią z niedowierzaniem. Żartowała? Nie, chyba nie. - Długo? Jakim cudem nie wiedzieliśmy o tym?!
Wyprostował się i pokręcił głową. Nadprzyrodzone cholerstwo jawnie robiło ich w balona a oni dawali mu się bawić swoim życiem. Ileż jeszcze rzeczy go dzisiaj zdziwi? Chyba był już przygotowany na wszystko. Zaśmiał sie cicho i krótko, po czym popatrzył wesoło na Banshee.
- A więc do domu także możemy iść razem, jeśli tam się właśnie wybierasz. Pokażesz mi gdzie mieszkasz, ja również pokażę Ci swoje mieszkanko.
Pokręcił się trochę w miejscu, przestępując z nogi na nogę. Znudziło go już takie stanie więc na nowo usiadł obok Banshee, przekręcając się nieco w bok by ją widzieć gdy z nią rozmawiał. Zawsze zachowywał kontakt wzrokowy ze swoim rozmówcą. A przynajmniej starał się. Patrzył prosto na nią kiedy mówiła, z lekko pochyloną głową. Jego przydługie kosmyki po raz kolejny dyndały wesoło w powietrzu. Powinien je już ściąć ale jakoś nie spieszno mu było do fryzjera. Niegdyś służka pilnowała by bardziej o siebie dbał, teraz zdany był na siebie. No i na Mad, która czasem pogoniła go aby coś zrobił. Zawsze bardziej dbał o innych niż o siebie samego.
- To Twoje rodzinne strony? - zapytał retorycznie, nieco zdziwiony, choć jego zaskoczenia nie było tak czuć w jego głosie. - Nawet nie wiedziałem. - westchnął, kręcąc głową z rezygnacją. Tak mało o niej wiedział. O kimś kogo niegdyś nazywał swoją najlepszą przyjaciółką. - Rozumiem. W sumie... To mi przypomina, że wypadałoby wybrać się na Osakę i odwiedzić mamę. - mruknął i w lekkim zamyśleniu spojrzał gdzieś w bok. Zamilkł na chwilkę aż wreszcie spojrzał na Banshee z uśmiechem. Ten zaraz poszerzył się w nieco figlarny uśmieszek. Jego dłoń zaś powędrowała na głowę dziewczyny gdzie lekko zmierzwił jej włosy, śmiejąc się przy tym cicho. - Wracamy do Apartamentowca czy masz jakieś plany?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Nie Kwi 21, 2013 8:58 pm

Kiedyś mu opowie o nim, pewnie jak się kiedyś razem z nim upije i zacznie paplać jak najęta. Wymsknie się to jej między jednym a drugim kieliszkiem czy też piwem. To jeszcze pół biedy, gorzej jak zacznie gadać o tym jak kiedyś go kochała, co przy alkoholowym upojeniu może być całkiem możliwe. Zazdrość zawsze się gdzieś plącze, nawet jeżeli jest się pewien, że takie rozdziały w życiu są już zamknięte.
Z jednej strony można było się tego spodziewać, że będzie mu kibicować i może nawet wpadać na koncerty, jednak urwany kontakt i długa rozłąka wymazuje z umysłu podobne myśli. Zwłaszcza jeżeli nagła jest rozłąka i brak kontaktu. Można sobie wmówić wiele, na przykład to, że się nie chciało ciągnąć znajomości. Co oczywiście w tym przypadku było kompletną bzdurą. O, alkohol czasem jest zbawienny, pomaga znaleźć dobrą drogę w życiu jak widać.
-Byłoby wspaniale jakbyście znów grali.
Przytaknęła ochoczo i z wielką nadzieją, zespół był dobry i szkoda, że zszedł ze sceny.
-Jakoś damy radę, zawsze pozostają telefony, albo będę się czasem podczepiać do was i odwiedzać miasta w których będziecie grać.
Zawsze się znajdzie jakieś dobre rozwiązanie. Jako muzyk, wokalista z całym zespołem będą koncertować, mniejsze, większe miasta, bliżej czy też dalej, zawsze się znajdzie coś co Ban pewnie jeszcze nie widziała albo chciałaby zwiedzić raz jeszcze. Muzycy i podróżnicy w końcu żyją na walizkach i jakoś bardzo to jasnowłosej nie przeszkadza.
Dystans nawet jeżeli był to się szybko i sukcesywnie zmniejszał, naprawdę musieliby się jakoś bardzo zmienić aby nie móc się znów dogadać.
-Ty nie, ale może inni tak.
Lekki uśmiech znów zagościł na jej twarzy, wiadomo lepiej jak Isao sam decyduje o swoim życiu, ale czasem życzliwość rodziny nie pokrywa się z pragnieniami.
-I tak właśnie będziemy robić bez niczyjej zgody. Chyba, że Twojej dziewczyny.
Kiwnęła głową z pełną powagą, nie mogła jego ukochanej bez końca kraść blondyna, nawet jeżeli bardzo by chciała, a chciała oj i to bardzo. I tak jak powiedział wszystko nadrobią, będzie przy nim na dobre i złe.
-Charakterek mi został, dalej jestem drapieżna i drapie. Wiele się nie zmieniło, ale lepiej jak sam to z czasem sprawdzisz.
Kiedy się nad nią nachylił pstryknęła go palcami w nos. Nie żartowała mieszkała w apartamentowcu, lubiła centrum i te widoki z okna wysoko nad miastem. Jakoś nie wyobrażała sobie aby mieszkać za miastem jak jej rodzina i ukrywać się w mrocznym dworze żywcem wyciągniętego z horroru.
-Tak mieszkam... od hm.. bardzo bardzo dawna.
Wzruszyła ramionami, również była w szoku, że nie zdołali na siebie wpaść choć od pół roku są sąsiadami, ale tak to już czasem bywa. O innych porach wychodzili, Banshee czasem potrafiła długo do mieszkanka nie wracać tylko zaszyć się u jakiś znajomych, u swojego ulubionego łowcy na przykład. Zaśmiała się razem z nim, wszystko było takie nieprawdopodobne.
-Możemy wrócić razem, nie miała konkretnego celu jak z domu wychodziłam.
Widziała, że go nieco roznosi więc przystała na pomysł powędrowania w stronę apartamentowca. Pokazanie sobie gdzie dokładnie mieszkają to również był niegłupi pomysł. Odruchowo przeczesała jego jasną czuprynę, nie zastanowiła się nawet czy wypada, w palcach przez chwile popieściła ten jego dyndający kosmyk włosów. Dobrze było mu w dłuższych włosach, znaczy tak jej się podobał.
-Tu się urodziłam, ale moje życie to cały świat.
Zacisnęła usta w wąską linie i westchnęła cicho.
-Temat rodziny nie należy do moich ulubionych, nigdy się nad tym zbytnio nie rozwodziłam.
Machnęła ręką. Uważała, że nie ma o czym mówić, jej rodzina była jaka była. Ostatnio zdała sobie sprawę z tego, że nigdy nie dorówna oczekiwaniom, odpuściła nie będzie udawać kogoś kim nie jest.
-Wracamy, ale po drodze kupimy coś i uczcimy nasze spotkanie.
Zaproponowała zbierając się już nawet z ławeczki, dokończą rozmowę w przytulnym miejscu.
-Więc do Ciebie czy do mnie?
Ruszyła z nim powoli w stronę centrum. Pogrążyli się po drodze w rozmowie i w dziwacznych wygłupach.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Lilianne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t929-lilianne#8860 http://vampireknight.forumpl.net/t943-lilianne
Zarejestrował/a : 17/02/2013
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Pon Maj 13, 2013 8:53 pm

Zanim wybrała się w dalszą podróż wpadła do hotelu się odświeżyć i ubrać w coś, co w każdym razie nie należałoby do tamtego wampira. Boże jak ona mogła być tak głupia i wdać się w cos tak idiotycznego. Chyba sobie tego nie wybaczy przez długi czas. W każdym razie humor jej za bardzo nie dopisywał, bo nie było ku temu żadnego powodu. Wzięła jedynie z pokoju hotelowego ciepłe ubranie, gdyby wieczorem zrobiło sie jeszcze chłodniej. Nie chciała wymarznąć, a do hotelu nie miała ochoty wracać, bo po pierwsze nikogo znajomego tam nie było, a po drugie czuła się tam obco, co jest całkiem zrozumiałe. Jak zwykle jej odwlekanie kupna mieszkania na później doprowadziła do przeciągającego się nadmiernie lenistwa. Z jednej strony potrzebowała w tym momencie jakiegoś inteligentnego, ugodowego i nie ordynarnego, pyszałkowatego towarzystwa, a z drugiej strony miała ochotę pobyć sama ze sobą. Ciekawe, która chęć dzisiaj w niej zwycięży. Odetchnęła ciężko maszerując przez miasto. Zawsze miała tendencję do popełniania głupot, a w efekcie prowadziło to do tak złego samopoczucia, że żałowała wcielenia w jakim się znajduje. Gdyby była człowiekiem miała perspektywę śmierci naturalnej, a w tym przypadku było to całkowicie niemożliwe. Sukcesem było to, iz pogodziła się z byciem wampirem, a to przecież niedawno sprawiało jej ogromny problem.
Chciałaby się dowiedzieć jak teraz spędza czas Elka. Nie miała z nią kontaktu, ponieważ gdzieś zniknęła i nie dawała znaku życia. Miała nadzieję, że nic złego się jej nie stało, bo co tu dużo mówić... Bardzo się z nią związała. Była jej przyjaciółką, a wręcz mogła zaryzykować stwierdzeniem, że to siostra, której nigdy nie miała. Jednak ludzie zawsze gdzieś odchodzą, albo się spieszą, ponieważ posiadają swoje życia, ponadto taka jest kolej rzeczy. Nie należało przywiązywać się do nich zanadto, bo groziło to dłuższą melancholią. Mimo przeróżnych rozterek Lil postanowiła jakoś na chwilę chociaż oddalić od siebie te negatywne myśli oraz emocje. Wciągnęła do płuc sporą ilość świeżego powietrza, które działało kojąco na jej stan ducha. Uśmiechnęła sie do siebie początkowo z trudem i nie szczerze, lecz zaraz potem widok drzew, które rozkwitały, powracały do życia napełnił ją taką pozytywną energią, że wesoły, aczkolwiek subtelny uśmiech niemal nie schodził z jej bladoróżowych ust. Wsunęła dłonie do kieszeni kurtki i napawała się wiosennymi widokami. Nie sądziła, iż krajobraz budzącej się do życia przyrody będzie tak ją cieszył, czy w jakikolwiek sposób na nią wpływał. A jednak. Powinna nauczyć się mówić "nigdy nie mów nigdy". Po dobrym godzinnym spacerze dostrzegła na swej drodze zachęcająco wyglądającą ławkę, na której spoczęła wyciągając przed siebie nogi. Dłonie swobodnie ułożyła splecione na udach wpatrując się a to w dzieci wesoło ganiające wokół matek, a to na ptaki, które przysiadywały na gałązkach w poszukiwaniu miejsca na gniazdo, czy pożywienia lub też po prostu przed siebie. Pogoda przecież dopisywała. Przynajmniej jeden aspekt pozwalający odejść myślom gdzieś daleko chociaż na moment.
Powrót do góry Go down
Kastyliusz

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t991-kastyliusz-huviel#10946 http://vampireknight.forumpl.net/t1006-kastyliusz-huviel
Zarejestrował/a : 18/04/2013
Liczba postów : 74


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Pon Maj 13, 2013 9:20 pm

Do pokoju hotelowego wpadało co chwilę światło słoneczne, na niebie było widać pojedyncze chmurki, które nie zwiastowały, całe szczęście pogorszenia się pogody. Mężczyzna stał przed lustrem i wiązał na szyi czarny krawat. W kącie pokoju na szafce stało radio, w którym leciał kawałek Pearl Jam'u. Kas miał dzisiaj wyjątkowo stonowany nastrój dlatego też postanowił się ubrać w garnitur, oficjalność pozwalała mu odciąć się od głupich i niepotrzebnych nikomu myśli. Wiedział również, że jak zostanie w tym pokoju jeszcze dłużej to zwariuje. Korzystając z okazji sprzyjającej aury pogodowej, miał plan udać się do parku, który, jakiś czas temu odkrył, jako prawnik jeździł po mieście do prywatnych klientów, więc przyszło mu zwiedzić różne okolice. Gdy już uporał się z krawatem, zarzucił na białą koszulę czarną kamizelkę. Przejrzał się w lustrze, poprawił spodnie, zawiązał buty, założył na głowę czarny kapelusz z białą lamówką, czarne rękawiczki skórzane w dłoń, a czarny, cienki płaszcz przewiesił sobie na razie przez rękę. Rozejrzał się po pokoju, po czym skierował się do drzwi i zamknął drzwi do pokoju. Zostawił klucz w recepcji, witając tym samym skinieniem głowy i delikatnym uśmiechem, panią w recepcji. Był już na zewnątrz wtedy dopiero założył na siebie płaszcz i założył rękawiczki na dłonie, ruszył niespiesznie w stronę parku, choć czuł w sobie ciężar i czarne chmury nad głową, coś musiał na to wymyślić. Jeszcze nie miał żadnego pomysłu, ale miał nadzieje, że jak trochę posiedzi wśród ludzi, to wpadnie na coś ciekawego. Szedł sobie drużką, wzdłuż ławek, przyglądał się ludziom, którzy spędzali tutaj swój wolny czas, to miejsce na swój, osobliwy sposób tętniło życiem i radością, to może przez troskliwość matek i dzieci, latających to tu to tam, beztroskie małoletnie życie, właśnie życie.
Powrót do góry Go down
Lilianne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t929-lilianne#8860 http://vampireknight.forumpl.net/t943-lilianne
Zarejestrował/a : 17/02/2013
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Wto Maj 14, 2013 4:59 pm

Zastanawiała się czy czasem nie wyjąć z torby książki w celu urozmaicenia sobie wolnego czasu jednak stwierdziła, iz wszystko inne dookoła było o wiele ciekawsze i nawet nie potrafiłaby się w pełni skupić na czytanym tekście. Pozostanie jednak przy obserwacji innych, co przecież należało do bardzo ciekawych zajęć. Niejednokrotnie ludzie okazywali się najciekawszymi obiektami badań. Mieszanka osobowości, zachowań, gestów. W ogóle umysł ludzki należał do niezwykle fascynujących. Tyle badań jest nad nim prowadzonych. Tak niepojęty, a mimo wszystko dzięki naukowcom możemy dowiadywać się na jego temat coraz więcej. Nawet w telewizji można było się spotkać z ciekawymi programami na temat mózgu, a te z wielkim zafascynowaniem oglądała Lil. Tak samo jak ciało człowieka nie raz przybierała postać zagadki. Nikt nie jest jeszcze w stanie wiedzieć wszystkiego na te tematy. Nawet sobie nie zdawała sprawy ile czasu jej uciekło na rozmyślanie o tych sprawach. Na co dzień nie miała na to czasu. Głównie przez pracę, ponieważ tam było istne urwanie głowy. Nieustannie dzwoniący telefon od pracowników, czy od szefowej, czy załatwianie spraw na mieście w celu pozyskania odpowiednich środków chemicznych, lekarstw, porównania ich składu w innych zakładach. A teraz po prostu miała wolne... Z jednej strony idealna okazja, aby odpocząć, a z drugiej strony chyba wolała ten wir roboczy. Przynajmniej miała jakieś zajęcie, nie myślała o głupotach, a przede wszystkim nie spotykała tak psychopatycznych osób jak Takashi. Może faktycznie najlepszą opcją będzie skrócenie sobie urlopu lub przeżycie go w jakiś szybki sposób.
Po upływie kilku minut dostrzegła mężczyznę, który przez swoją aparycję, a szczególnie przez elegancki ubiór nieco wyróżniał się z tłumu. Ponadto już z takiej odległości mogła wyczuć charakterystyczny zapach dający do zrozumienia, iż to wampir. Nie do konca sprecyzowana woń jednak już po tak długim upływie czasu od kiedy sama nim jest mogła stwierdzić, że to krew wyższa od niej. Przyglądała mu się uważnie. Pierwsze wrażenie jakie w nią uderzyło, że to prawdopodobnie osoba dojrzała i inteligentna jednak co więcej? To juz trudno było stwierdzić.
Powrót do góry Go down
Kastyliusz

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t991-kastyliusz-huviel#10946 http://vampireknight.forumpl.net/t1006-kastyliusz-huviel
Zarejestrował/a : 18/04/2013
Liczba postów : 74


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Wto Maj 14, 2013 7:25 pm

Tak, tak wiedział doskonale, że jego ubiór mógł zwracać uwagę, bo był to elegancki strój niczym biznesmena. Co mógł robić w takim stroju, właśnie w parku? Raczej się nie będzie rozbierał i bawił w ekshibicjonistę. Z drugiej strony, kto wie? Dostrzegł dziewczynę siedzącą na ławce, zaraz wpadła mu do głowy myśl, a może by tak dosiąść się, w towarzystwie nie będzie pogłębiał swojego emocjonalnego dołu. Zatrzymał się przy dziewczynie, stanął tak, że zakrył jej osobę, własnym cieniem. Uśmiechnął się do niej, ściągnął kapelusz z głowy.
- Czy nie będzie miała Pani nic przeciwko, jak się dosiądę? - Skłonił się lekko. Wiedział, że w całym parku jest mnóstwo innych całkowicie wolnych ławek, więc dlaczego akurat musiał się dosiąść do niej? Nie musiał, ale chciał. Przecież wystarczyło, że ta nie wyrazi aprobaty to pójdzie dalej i znajdzie sobie gdzieś, jakieś miejsce. Kas uważał, że park jest miejscem zjednoczenia duszy z naturą, zresztą rejon niezabudowany, gdzie pakiet większościowy udziałów miała natura, należał do tych odpowiednich na rekonwalescencje duszy. Przysiadł na brzegu ławki, oparł się plecami zakładając kapelusz na głowę, słońce bywało męczące.
- Dzień wolny od pracy? - Zadał kolejne pytanie odwracając głowę w jej stronę.
Powrót do góry Go down
Lilianne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t929-lilianne#8860 http://vampireknight.forumpl.net/t943-lilianne
Zarejestrował/a : 17/02/2013
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Wto Maj 14, 2013 8:04 pm

Nie minęło wiele czasu jak nieznany jej mężczyzna podszedł do niej, po czym w sposób bardzo kulturalny przemówił. Zlustrowała jego postać chłodną barwą tęczówek jednak samo spojrzenie należało do tych przychylnych i zadowolonych. Prawdą było, iż dzisiejszy dzień nie należał do szczególnie udanych jednak nie uważała, że trzeba cały czas się dołować. To nikomu nie służyło, a przecież melancholia prędzej czy później wróci do niej jak boomerang. Zapewne stanie się to jak w końcu będzie zmuszona powrócić do pokoju hotelowego. Przecież nie spędzi na dworze kilku dni, prawda? Wreszcie przyjdzie czas aż zawita tam z powrotem i niestety szara rzeczywistość powróci. No! Ale obecnie nie można było się przejmować. W związku z tym, że zapowiadało się ciekawe towarzystwo to podciągnęła kąciki ust w aprobującym uśmiech, po czym gestem dłoni zaprosiła jegomościa na wolne miejsce po swojej prawicy. Przechyliła się nieco by mieć na niego widok. Tak się jej lepiej rozmawiało. Nie potrzebowała ciągłego kontaktu wzrokowego z mężczyzną jednak co jakiś czas wolała go nawiązywać w celu sprawdzenia czy dana osoba jej słucha. Trzeba wiedzieć, że strasznie nie lubiła być ignorowana, a jeszcze bardziej chwil, w których ktoś udawał, że jej słucha, a potem głupio przytakuje.
Pokiwała przecząco głową z subtelnym uśmiechem na ustach.
- Absolutnie nic. Towarzystwo dzisiaj w moim przypadku jest jak najbardziej wskazane. Ostatnimi czasy cierpię na jego brak, toteż należałoby te braki nadrobić. W końcu...- uśmiechnęła się sama do siebie nieco ironicznie, ale w ułamku sekundy i to odleciało. Tak to już jest jak się ma pecha do ludzi. W tym momencie nie narzekała na zło świata, ale na brak osób do rozmowy. Ostatnio tak mało ich było, że szkoda gadać. A przecież ona tego potrzebowała, o.
- Tak. I to nie jeden. Już jestem na urlopie spory kawałek czasu i sęk w tym, że cierpię na brak pracy. Może i nieco popadłam w nałóg zawodowy jednak... Lepiej coś robić niż mieć za dużo wolnego. Ostatnio zdążyłam sie przekonać, iż dni wolne od pracy nie muszą oznaczać dobrego, a wręcz przeciwnie. W każdym razie z utęsknieniem czekam na powrót do pracy. Przynajmniej się czymś zajmę i nie będę myśleć nad niepotrzebnymi sprawami oraz głupstwami, co teraz zdarza mi się aż za często. A Pan? Przerwa od pracy?- wyjaśniła może zbyt obszernie i otwarcie jak na pierwszą rozmowę z nieznajomym, ale co jej szkodzi? Prawdopodobnie znajomość zakończy się jak z większością dotychczas. Po rozmowie kontakt się urwie i tyle. Tym bardziej nie miała nic do stracenia, a jedynie podzieli się z kimś pewnymi kwestiami i będzie jej weselej. Kiedy zadała pytanie utkwiła spojrzenie w jego profilu przyglądając się mu z zaciekawieniem.
Powrót do góry Go down
Kastyliusz

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t991-kastyliusz-huviel#10946 http://vampireknight.forumpl.net/t1006-kastyliusz-huviel
Zarejestrował/a : 18/04/2013
Liczba postów : 74


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Sro Maj 15, 2013 7:46 pm

Usiadł w miarę możliwości frontem do dziewczyny, przyglądał się jej i gładził dłonią swoją brodę. Miał przymrużone oczy, może myślał o czymś? Tak zastanawiał się nad słowami dziewczyny, w jakiż to zgrabny sposób mówiła dookoła na temat tego czym się zajmowała, jakby bała się wyjawić to czym się zajmuje. Doskonale wiedział, że w sumie powiedzieć mogła wszystko co tylko chciała, a on mógł w to uwierzyć lub nie, wolna wola.
- Czym się Pani zajmuje, jeśli wolno wiedzieć? - Zapytał się jej, zaraz po tym zebrał myśli i rzekł.
- Cóż to zależy co jest potrzebne i co jest wymagane, by zadowolić klienta. Taki urok prowadzenia własnej działalności, sam wyznaczam sobie wolne, jestem sobie panem i służącym - Uśmiechnął się w kąciku ust. Postanowił obrzucić się nieco tajemnicą, cholera wie, kto dla kogo pracuje w tym mieście, różne osoby przychodzi spotykać. Często bywa tak, że spotyka się tych, których by się nie spodziewało, w takich czy innych miejscach. Mógł się w zasadzie wszystkiego chwycić, jak tylko przyszła by mu na to ochota. Bohater albo złoczyńca, pełna paleta "zawodów". Wybierać i brać, jak swoje.
Powrót do góry Go down
Lilianne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t929-lilianne#8860 http://vampireknight.forumpl.net/t943-lilianne
Zarejestrował/a : 17/02/2013
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Pią Maj 17, 2013 12:22 pm

Nie mówiła dookoła czym się zajmuję, ponieważ nie poruszali tego tematu. Odpowiadała jedynie na pytanie związane z urlopem. Ukrywać nie miała czego, bo w końcu nie było to nic nielegalnego, czy strasznego jak na przykład płatni zabójcy. Tak czy inaczej siedziała sobie wygodnie od czasu do czasu obserwując kątem oka jegomościa. Lepiej wiedzieć czy coś kombinuje, czy też po prostu spokojnie siedzi. Przez swoją przeszłość miała nawyk, którego nie potrafiła zmienić. Wtedy to załączał jej się głos w głowie, który mówił jej, że w stosunku do obcych należy być ostrożnym i zdystansowanym. W przeciwnym razie można wcale nie dostrzec, iż ktoś zamierza cię zaatakować. Poza tym przezorny ubezpieczony, ot.
Uśmiechnęła się delikatnie na zadane przez niego pytanie.
- Inżynierem chemicznym. Przynajmniej takie studia skończyłam, a pracuję na dwa etaty. Głównie w zakładzie chemicznym, gdzie koordynuję pracę nad różnymi kosmetykami oraz lekarstwami. A druga robótka to farmaceuta. Tutaj pracuję jako medyk szkolny. A Pan?- zagadnęła jak zwykle z ciekawości. Jak juz rozmawiali to mogła spróbować dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat.
Po jego kolejnej wypowiedzi sądziła, ze jest może właścicielem jakiejś firmy, którą sam założył? Początkowo tak to brzmiało, co doprowadziło do jeszcze większego zaintrygowania. Zawsze przecież jej domysły mogły być błędne.
- To dobra i korzystna sprawa mieć swój własny biznes. Znacznie wygodniejsze. Chociaż... Jak tak myślę to byłoby to dla mnie bez różnicy. I tak czy siak byłabym pracoholikiem.- podkreśliła swoją wypowiedź zabawnym, zawadiackim nieco uśmiechem.
Nagle zaświeciło jej coś w główce i przypomniała sobie, że musi załatwić pewną sprawę. Rzuciła mu przepraszające spojrzenie, po czym wstała.
- Ja muszę już iść, wybacz. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy- uśmiechnęła się do niego promiennie, a następnie szybko opuściła miejsce.
[zt]
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Nie Cze 23, 2013 8:29 pm

Wściekła i głodna Banshee szybko ulotniła się z własnego mieszkania. Co prawda miała przez pewien czas pomieszkiwać u znajomego byłego już łowcy. Sytuacja jednak dość napięta pokrzyżowała wszelkie plany, jak to zazwyczaj bywało. Od dłuższego czasu nie wystawiała nawet głowy za drzwi apartamentu. Miała dość spraw do przemyślenia i dwa poważne powody mieszkające nie opodal. Teraz na dokładkę po tylu dniach gnębił ją głód, ochotę na świeżą krew to miała na prawdę wielką, te butelkowane rarytasy już jej się znudziły, potrzebowała czegoś, żywego. Wyszła, postanowiła znów wkroczyć do akcji, drzwi mieszkania zostawiła daleko za sobą. Zaczęło ściskać ją w gardle i doszła do wniosku, że nie będzie się cackać tylko odda się swojej naturze. Z początku planowała wyjść i zapolować na kogoś całkiem jej obcego, niewinnego chociażby nawet, kogokolwiek kto się napatoczy. Jak na złość przez całą drogę nie spotkała nikogo, żadnej żywej duszy. Tej nocy miała wyjątkowego pecha. A na przejeżdżające samochody skakać nie będzie, aż tak to jej jeszcze nie odbiło. Wkurzyła się, wyciągnęła telefon i naskrobała krótkiego sms'a do pewnej osoby, która się pewnie ucieszy, że wampirzyca jest głodna. Podała w wiadomości miejsce i czas spotkania, zależało jej aby spotkanie odbyło się teraz. Swoje kroki skierowała w stronę parku na alejkę kwitnących wiśni. Było tu spokojnie i pusto o tej godzinie, nikt się nie kręcił, nie gapił. Można byłoby biegać nago jeżeli ktoś miał na to ochotę. Zwróciła się w stronę pewnej doskonale jej znanej ławeczki, aby na niej przysiąść i poczekać. Klepnęła więc na drewnianych deseczkach, usadowiła się dość wygodnie, założyła nogę na nogę i gapiąc się gdzieś w przestrzeń spokojnie czekała. Co nie znaczyło, że głód odpuścił, wręcz przeciwnie, wzmagał się coraz bardziej, ale nie miała innego, albo raczej lepszego wyboru. Stukała paznokciami o obudowę telefonu, który wciąż znajdował się w jej dłoni, ściskany i maltretowany z każdej strony. Starała się zapanować nad sobą i trzeba stwierdzić, że szło to jej nad wyraz dobrze. 
Powrót do góry Go down
Myou

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t981-myou#10587
Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Nie Cze 23, 2013 8:47 pm

Co jak co, ale Myou nie lubił, gdy przerywano mu gorący prysznic. Przepadał za długim staniem pod wodospadem niemalże wrzącej wody, a szybki sygnał związany z przyjściem wiadomości tekstowej błyskawicznie wyrwał go z zadumy, w którą popadał za każdym razem, gdy oddawał się słabej odmianie medytacji. Parskając i wycierając twarz jedną dłonią, drugą chwycił za telefon i przeczytał esemesa. Westchnął cicho, czując jak po jego ciele na przemian rozlewa się nieprzyjemny chłód stresu oraz ciepło związane z radością. Przynajmniej się komuś przyda, prawda?  Oczywiście proces przebierania się można śmiało pominąć, chłopak pojawił się w alejce tak szybko jak mógł. Przez jego klatkę piersiową biegł pasek od torby z utensyliami lekarskimi, a sama komora znajdowała się przy lewym biodrze. Myou zamrugał szybko, próbując przyzwyczaić swój wzrok do mroku tutaj panującego. Wyjął z kieszeni telefon i odblokował go celem sprawdzenia godziny. Serce zabiło mu szybciej; nie był na czas, nieco się spóźnił. Oczywiście po nim nie dało się poznać, kiedy jest zestresowany, ale fakt faktem jego serce dobijało się do jabłka Adama. Puls przyspieszył na kilka chwil. Bał się? Stresował, do przerażenia mu było daleko. W końcu jednak dojrzał swoją panią i nie chcąc przedłużać tej niezręcznej sytuacji, wychynął z cienia i pojawił się przy niej.
- Dobry wieczór, panienko Banshee - wyartykułował ładnie, siadając obok niej na ławce; uważał, że ich relacja nie jest na tyle poważna, by musiał niczym chłop czekać na pozwolenie króla dotyczące posadzenia swoich jędrnych czterech liter na ławce.
Nic więcej nie mówiąc, otworzył torbę i wyjął z niej swój czysty skalpel. Oczywiście w jego mniemaniu, chcąc nie chcąc ostrze wciąż delikatnie pachniało krwią czarnowłosego. Myou podwinął prawy rękaw i przyłożył ostrze do nadgarstka, po czym wyczekująco spojrzał na swoją panią. W jego oczach pojawiło się pytanie: "Sama ugryziesz, czy mam rozciąć?" Oczywiście jemu to było obojętne, może pomijając nieprzyjemną sekundę potrzebną na rozcięcie skóry. Zupełnie inaczej reagował na ugryzienie wampirzycy.
- Mam jej mnóstwo, bardzo długo nie karmiłem - wyjaśnił, mając oczywiście na myśli swoją krew, za którą Dzieci Nocy wręcz szalały. Co poradzić, jego rodzina, ze względu na wyjątkowo smaczną krew, od pokoleń służyła wampirom.
Amulet zadrgał niecierpliwie, jakby już chciał nadrobić niestracone jeszcze krople posoki.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Nie Cze 23, 2013 9:18 pm

Wampirzyca nie miała zielonego pojęcia jakim to przyjemnością oddawał się jej sługa, a do tego tak szczerze mało ją to interesowało. Miała ochotę na jego krew tu i teraz, na szczęście ciemnowłosy zdawał sobie z tego sprawę doskonale. Stawił się na miejscu nieco spóźniony, ale kobieta była skłonna mu to wybaczyć. Ważne, że przyszedł i nie musiała do niego jechać, bo wówczas mogło rozpętać się bardzo bolesne piekło. Banshee co prawda może i zdawała sobie sprawę z tego, że jakimś stopniu sprawiało mu przyjemność oddawanie krwi, ale nie zastanawiała się nigdy nad tym jak bardzo i jakie są jego prawdziwe powody do tego. Ważne, że był smakowity i zawsze nawet gdy tylko sobie pomyślała o  życiodajnym płynie oblizywała się łapczywie. I nachodziła ją ochota właśnie na Myou. I teraz był na prawdę bardzo przydatny,nawet nie wiedział jak bardzo. 
Ciemność spowijała wszystko, latarnie znajdowały się daleko od nich, dlatego też było to bardzo dobre miejsce do takich skromnych spotkań, co prawda ludzki wzrok potrzebował dłuższej chwili aby się przyzwyczaić, wampirzyca natomiast widziała bardzo dobrze. 
Na widok sylwetki młodego mężczyzny uśmiechnęła się zadowolona, obnażyła nawet jasne kły. 
-Dopiero będzie dobry.
I miał rację, bez zbędnej spiny, panna Fumikana, nie należała do tych wampirów, które koniecznie własnego sługę muszą upokarzać i pokazywać, że nie dosięgają jej do pięt. No chyba, że sobie zasłużą na takie traktowanie, a tak to nawet się przywiązywała do ludzi, którzy jej służyli. Była skłonna wyciągnąć ich z opresji kiedy trzeba. Temu też zabolała ją strata Evy, była z niej dobra istotka, która nawet się pozbywała trupów, ale od jakiegoś już czasu to miejsce grzał Myou, całkiem różny od nastolatki radził sobie znakomicie. Kiedy tylko przyłożył skalpel do odsłoniętego nadgarstka dłoń wampirzycy zacisnęła się na jego ręce, która dzierżyła krwawe ostrze. Odsunęła ją na bok, znacznie bardziej wolała sama się wgryźć. Potrzebowała tego, leniwe spijanie jej dziś nie interesowało.
-Nadrobimy to.
Zerknęła jeszcze na jego twarz, oczy zalśniły jej żywą czerwienią, już wręcz czuła jego smak. Nadgarstek przysunęła do swoich ust, obnażyła ostre kły i wbiła je szybkim, zdecydowanym ruchem w skórę. Piła, łapczywie i dużo, powoli zaspokajała swój apetyt, jednak jeszcze nie miała zamiaru skończyć. Dobrze, że tak wyborna krew jego rodziny od pokoleń nie marnowała się
Powrót do góry Go down
Myou

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t981-myou#10587
Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Nie Cze 23, 2013 9:42 pm

Nawet nie syknął, gdy jej białe kły przegryzły jego i tak już zabliźnione nadgarstki. Wciągnął powietrze, a następnie z wielką siłą wyrzucił je ze swoich płuc. W ciągu kilku sekund jego oddech uspokoił się, zamiast kłucia pojawiła się ta z dawna wyczekiwana przyjemność. Nikt go dawno nie gryzł, więc niemalże zapomniał, jakie podniecenie wiąże się z byciem posiłkiem dla wampira. Co innego ugryzienie w szyję lub klatkę piersiową, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, a żebrak nie powinien wybrzydzać. Dobry był i ten nadgarstek. Myou westchnął cichutko, odchylił głowę do tyłu, a następnie zamknął oczy. Gdy je otworzył, były delikatnie zeszklone, zupełnie jakby napił się alkoholu. Rozchylił usta, koniuszkiem języka oblizał swoje wargi, jakby zapominając o obecności swojej pani. Z czasem jednak zaczął nad sobą panować i niczym przykładny sługa odwrócił wzrok, rzucając Banshee ukradkowe, wstydliwe spojrzenia. Zupełnie tak, jakby nakrył ją w bieliźnie i udawał, że niczego nie widzi. Taki męski, że hej! Nagle zrobiło mu się gorąco, klatka piersiowa sprawiała wrażenie, jakby została podpalona. Amulet zadrgał, wdzięcznie dzwoniąc o trójkątny szafir srebrnymi ogniwami łańcuszka. Krew była uzupełniania, może nie w tempie do tego odpowiednim, ale wykrwawienie mu nie groziło. Myou sprawiał wrażenie niespecjalnie zainteresowanego perspektywą utraty kilku litrów krwi, przyjemność płynąca z bycia gryzionym oszałamiała go. Po chwili znowu odchylił głowę i patrzył tępo w niebo. No właśnie, nie wziął dziś okularów. To tak nawiasem.
Chciał zapytać Banshee, jak długo ta głodowała, ale stwierdził, że nie będzie jej przeszkadzać w posiłku. Niegrzecznym byłoby zmuszenie tej niewiasty do oderwania kłów od delikatnej, bladej skóry przeoranej bliznami po wielu ugryzieniach. Kolejny ślad do kolekcji, jeszcze trochę i chłopak zacznie pobierać opłatę za możliwość ugryzienia go. Myou spojrzał kątem oka na jasne włosy wampirzycy i zastanawiał się, jak długo potrwa, nim od niego odejdzie lub sama każe mu to zrobić. Nienawidził perspektywy rozstania, może to dlatego, że prędzej czy później się przywiązywał, przecząc własnym zasadom. Postanowił raz, że nie będzie wnikać w życie swoich panów lub pań, zdecydowanie oleje relacje między nimi panujące. Nie udawało mu się to, potrafił tylko pozostać tajemniczym, nie zdradzać swoich myśli, poglądów, uczuć. Doświadczony wampir bawiący się ludźmi doskonale to wszystko wyczuwał, a mimo to często pozwalano mu na tylko pozorne zachowanie wolności. Sam sobie wmawiał, że jest wolny, a mimo to pojawiał się przy boku swoich panów chwilę po otrzymaniu od nich wiadomości. Do Banshee mknął niczym alkoholik do swoich kolegów mających flaszkę. Co by dla niej zrobił? Nic. I wszystko. Tylko dlatego, bo czuł się nieco bezpieczniejszy. Może to przez fakt, że była atrakcyjna, ale odczuwał przyjemność i bezpieczeństwo płynące z obcowania z nią. Była od niego silniejsza. Każdy wampir był.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Aleja Kwitnących Wiśni   Nie Cze 23, 2013 10:34 pm

Skupiła się i zajęła piciem krwi, to pochłaniało jej uwagę przede wszystkim, upajała się, wreszcie nasycona i to nie byle czym. Cieszyła się, że go miała, że wbrew wszystkiemu mogła na nim polegać w takiej istotnej dla krwiopijcy sprawie. Polując na przypadkowe osoby często można trafić na coś co nie spełnia nawet podstawowych standardów, ale to bez różnicy kiedy ma się ochotę na krwawe gody, rozrywanie i przewracanie na drugą stronę nieszczęśników. Wiadomo każdy, prawie każdy Nocy Łowca miał na to ochotę od czasu do czasu, rozładować się, wyżyć. Z początku i ona to planowała, ale niestety ofiary jakoś nie chciały się pojawiać. Zadowoliła się więc prowizorycznie ławeczką i kulturalnym piciem z nadgarstka, ale następnym razem zaciągnie go do siebie i nie będzie to już takie hop, w lekkie ukucie w rękę. Dobierze się do jego szyi, jednak z tamtego miejsca najbardziej lubiła popijać szkarłatną substancję. Stopniowo zwalniała tępo picia, coraz mniej łapczywie, spokojniej. Czuła się nasycona, w końcu, przez chwilę jeszcze delektowała się smakiem nieco metalicznej substancji. Aż w końcu odsunęła dość niechętnie swoje kły od jego zabliźnionej skóry, językiem przesunęła po miejscy w którym znajdowały się jeszcze dwie małe ranki i zlizała ostatnie krople krwi, nie marnowała niczego. 
Opłatę za gryzienie, a niech sobie wprowadza, jednak w jej przypadku nie powinna ona funkcjonować, bowiem na pewien sposób wampirzyca opiekowała się Myou. Była skora go bronić, a pewnie nawet jakby zaszła potrzeba walczyłaby od niego, w końcu nie oddaje się od tak dobrego pod wieloma względami sługi. Nie miała zamiaru się z nim zbyt szybko rozstawać, może i kiedyś przyjdzie czas kiedy go odprawi, ale na to jeszcze za wcześnie. Nie traktowała go do końca jak swoją własność, w przeciwieństwie do innych ludzi, którzy służyli Banshee on miał swoje własne i dość specyficzne miejsce w tym wszystkim. Nie wydawała mu poleceń konkretnych, w sumie to wymagała od niego tylko tego aby był gotowy przybiec do niej kiedy ta będzie spragniona i że pomoże jej w sposób medyczny kiedy jej moc nie podoła z wyleczeniem jej ciała, a bo i tak się zdarzało. 
Wciąż trzymała jego rękę, ściskała go palcami nieco powyżej nadgarstka. Czerwone oczyska przybrały ponownie naturalną zieloną barwę, a jedyne co pozostało jej do zrobienia to oblizanie się. Kiedy język wędrował po malinowych usteczkach wampirzycy, jej spojrzenie ulokowało się na bladej twarzy ciemnowłosego. Ciekawa była jego reakcji, odczuć jakie mu towarzyszyły. Spoglądała na na niego łagodnie, już nie miała takich ostrych i drapieżnych rysów twarzy. Najedzona od razu miała lepszy humor. 
-Jesteś taki smakowity, aż trudno się powstrzymać.
W końcu puściła jego rękę, o ile sam wcześniej jej nie wysunął z jej uścisku. Długie palce przyłożyła do jego policzka i powoli zsunęła je na jego szyję. Nie miała pewności czy jej przypadkiem nie zasłabnie tu, może i amulet odnawiał jego krew, ale nie było to odpowiednie tępo do apatytu jaki dziś towarzyszył Ban. Nawet ona zdawała sobie sprawę z tego. Wbiła w jego skórę jedynie paznokieć, a z powstałej w ten sposób ranki wydostało się zaledwie kilka kropelek posoki, którą i tak zebrała palcem.
Powrót do góry Go down
 
Aleja Kwitnących Wiśni
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 19Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 19  Next
 Similar topics
-
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Aleja czterech króli
» [Poradnik] Blokowanie denerwujących reklam w przeglądarce i na Androidzie
» Kwiatowa Aleja
» Aleja sfinksów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: