IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Death house

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Death house   Pon Lis 17, 2014 9:15 pm


Kilka kilometrów od miasta swoje miejsce odnalazły drzewa. Siejąc się jedne obok drugich, młode przy starych utworzyły na przestrzeni stuleci gęsty las. Pośród walących się konarów, wyjeżdżonych przez quady ścieżek stoi stary, kamienny dom. Od lat nie zamieszkiwany, posiadający długą i tajemniczą historię jest świetnym miejscem dla równie skrytej istoty.
Pomimo wielu trudności w końcu udało się odnaleźć właściciela posiadłości, który choć nie był skory do sprzedaży to chętnie wynajął posesje. Nim nowy lokator zamieszkał chłodne mury, ekipa składająca się z kilku mężczyzn doprowadziła zarówno zawilgnięte ściany jak i zarośnięty trawnik do porządku.
Posiadłość składa się z kilku pomieszczeń, które możemy odnaleźć w każdym, przeciętnym mieszkaniu.

Po pokonaniu kilku kamiennych schodów trafiamy na werandę, długą i szeroką. To idealne miejsce na wiklinowy bujany fotel i stolik wykonany z tego samego materiału. Przekraczając próg wchodzimy do korytarza popularnie nazywanego wiatrołapem. Robiąc cztery kroki w przód otacza nas otwarta przestrzeń. Po prawo kuchnia, duża, otwarta na salon, z którego można wyjść na taras za domem. W salonie wypoczynek, niski stolik i kominek, kamienny. Po lewo łazienka utrzymana w białej tonacji. W lewym rogu parteru oddzielony jest niewielki pokój-można go zaadaptować na gabinet. Tutaj znajdują się też schody prowadzące na górę. Pierwsze piętro kryje drugą łazienkę oraz trzy sypialnie. Aktualnie tylko jeden pokój jest w pełni wyposażony. Reszta stoi pusta. Chociaż wyposażenie nie należy do najnowszych to wbrew pozorom ma swój urok. Przejdźmy teraz za dom. Tam w odległości około dwudziestu metrów znajduje się sadzawka. Dawno nie czyszczony staw zarósł i nieco pozieleniał. Stanowi doskonałe miejsce do połowu ryb ponieważ raz na jakiś czas coś tam się porusza. Dodatkowo przy tylnej ścianie budynku gospodarczego (tu jest drewno itp.) stojącego na prawo od głównej posesji, znajduje się klapa. Zamknięte kłódką drzwi prowadzą do piwnicy. To tyle jeśli chodzi o wynajmowany w samym środku lasu dom.

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Lis 18, 2014 9:26 pm

Słońce chyliło się ku zachodowi przebłyskując niezwykłe rzadko przez deszczowe chmury. Rozjeżdżoną ścieżką brodził czarny jeep. Z powodu nieciekawej pogody przez ostatni tydzień grunt stał się grząski przez co przyjazd najemcy do swego nowego mieszkania przesunął się nieco w czasie. Godzinę później niż przypuszczano ciemne auto zaparkowało na świeżo przystrzyżonym podjeździe. Jego wnętrze pospiesznym krokiem opuściła kobieta w kapturze na głowie. Na tyle szybko na ile było to możliwe istota przemieściła się pod drzwi posiadłości. Pchnięte wrota zaskrzypiały lekko, w powietrzu unosił się zapach farby. Wprawdzie tydzień temu wszelkie remonty doszły do skutku ale brakło osoby do wietrzenia pomieszczeń. Pierwszą czynnością jaką wykonała Nadia po rozgoszczeniu się było otworzenie okien na oścież. W dniu wczorajszym spora ciężarówka przywiozła wszystkie rzeczy nowej lokatorki. Jej obowiązkiem było porozkładać graty, powyjmować ubrania i ustawić swoje wszystkie szpargały na swoich miejscach.
Wyżej wymienione czynności zajęły wampirzycy trzy dni. Wraz z uprzątnięciem kartonów, pościeraniem kurzy i dobitnym odpoczynkiem dnia trzeciego nadszedł koniec "wakacji". Czas zabrać się do roboty. W tym mieście nie można narzekać na brak tematów do artykułów. Z tego co Nadia zdążyła się zorientować osobistości do wywiadów ma na kilka dobrych miesięcy. Dobrze byłoby zacząć od zaraz lecz najpierw warto zwiedzić centrum aby poznać topografię miasta. Szybki prysznic, kilkanaście minut poświęconych wyglądowi i można wyjechać obłoconym jeepem do centrum.
[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Sty 06, 2015 9:17 pm

Gdy czarny Jeep podjechał niemal pod same drzwi domku położonego w centrum lasu, zegar wybijał 6 rano. Na szczęście o tej porze roku dzień budzi się do życia gdzieś w granicach godziny 8. Tym sposobem Nadia miała jeszcze nieco czasu na obchód. Pobieżnie sprawdziła czy piwnica i szopa są zamknięte tak jak je zostawiła. A gdy miała już tą pewność wydobyła spod doniczki kluczyk, którym otworzyła drzwi wejściowe. Nie chciałaby żeby ktokolwiek szperał w jej pomieszczeniach gospodarczych. Miała tam podejrzane przedmioty, których nie posiada przeciętny zjadacz chleba a zainteresowanie wścibskich wcale nie było jej potrzebne.
Zatrzaskując za sobą drzwi, zdjęła buty i usiadła w wielkim fotelu przed zagaszonym kominkiem. Chwytając pilot od kina domowego włączyła swoją ulubioną płytę i podpierając brodę na kciuku zapadła z głębokie zamyślenie. Gówniarz jakiego "poznała" w nieciekawej dzielnicy nie dawał jej spokoju. Był chamski i opryskliwy. Zdecydowanie zasługiwał na kilka słów prawdy i normalnie Nadia machnęłaby na niego ręką ale ta postać wzbudzała w niej dziwny niepokój. To tak jak wtedy gdy wiemy, że wszystko jest niby ok. ale nagle przypomina nam się, że o czymś zapomnieliśmy. I za Chiny nie możemy sobie przypomnieć co to do cholery było. Nagle na kolanach wampirzycy wylądowała wielka, czarna kula.
Gruby! Gdybym miała serce to dostałabym zawału.
Krzyknęła na kota po czym jak zawsze zaczęła go głaskać po upasionym grzbiecie. Był to któryś kot w jej życiu. Już ich nawet nie liczyła. Gdy jeden umierał, natychmiast kupowała kolejnego. Każdy był czarny i każdy miał na imię Gruby. Ten egzemplarz miał dwa lata więc jeszcze sporo przed nim. W głowie była mu tylko zabawa, jedzenie i spanie. Dodatkowo Nadia musiała przyznać, że Ten Gruby był nadmiernie leniwy. Na widok myszy zaczynał najczęściej lizał łapę lub ganiać ogon udając, że nic białego nie biega po podłodze. Kobieta zganiając kota poszła do łazienki wziąć prysznic. A po pół godziny przeszła bezszelestnie do sypialni. Tam obok łóżka stała duża i pięknie zdobiona trumna. Zapalając blade światło, szczelnie pozasuwała wszystkie kotary. Siadając na podłodze przysunęła do siebie małe pudełeczko z czerwoną farbką i pędzelek. Jego włosie było długie i zakończone w idealny szpic. Gdyby ktoś się dokładnie przyjrzał to bok trumny nie był wykończony. To właśnie na nim rozpoczęła prace wampirzyca. Musiała dopracować swoje idealne dzieło.

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Sty 06, 2015 9:44 pm

Praca trwała dobre cztery godziny a i tak jeszcze daleko było do końca. Zamiast wytężać wzrok i nanosić milimetrowe poprawki korzystniej było po prostu legnąć na łóżku. Wampirzyca obiecała sobie, że zacznie sypiać w swym dziele dopiero wtedy gdy zostanie ukończone w 100%. Do tego czasu dnie spędzać będzie na wielkim, małżeńskim łóżku. Ono w końcu nie było takie złe. Nawet miało więcej zalet od trumny. Po pierwsze było szersze i dłuższe a co za tym idzie wygodniejsze. Prawdziwy wampir powinien jednak sypiać w trumnie. I taki też zamiar miała blondynka.
Gdy Nadia otworzyła oczy ujrzała wprost przed sobą wielkie, żółte tęczówki. To znowu kot. Tym razem lampił się w nią tak jakby miał zamiar zjeść pół twarzy. W jednej chwili zepchnęła go z łóżka. Nienawidziła gdy łaził swymi brudnymi łapami po jej czarnej pościeli.
Chodź, wypuszczę Cię.
Otwierając drzwi wejściowe do domu Nadia wpuściła przy okazji nieco śniegu i mroźne powietrze. Słońce już dawno schowało się za gęstymi chmurami. A to znak, że można wyjść i zapolować bez obaw. W końcu, w lesie konkurencja jej nie grozi. Tak więc zakładając na siebie czarny płaszcz i wysokie buty wampirzyca opuściła swoje schronienie.

zt

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Sob Sty 31, 2015 1:16 pm

Na dworze robiło się nieciekawie. Kilkanaście minut temu zerwał się mocny wiatr, który zasypywał odśnieżone drogi zalegającymi na poboczu zwałami białego puchu. Dojazd do domu okazał się nieco trudniejszy niż zakładała Nadia więc straciła dwadzieścia minut więcej niż planowała początkowo. Na całe szczęście szybko kupiła w sklepie ciekawą bluzkę i oczywiście najważniejszą-karmę dla kota. Wyjmując z bagażnika dwie reklamówki, szybkim krokiem pokonała schody i zatrzymała się przed drzwiami. Na wycieraczce siedział gruby.
Kocie, przecież z tyłu jest otwarte okienko a Ty tu tak siedzisz i marzniesz.
Wyraźnie obrażony sierściuch z przyprószonym od śniegu łbem jedynie zamiauczał i wbił zmrużone oczęta w martwy punkt przed sobą. Gdy wejście do mieszkania otworzyło się wpadł niczym z procy prosto do swego legowiska z rudym kocykiem. Zwinął się w kulkę i można przysiąc, że zasnął w sekundzie kamiennym sanem. Kobieta kiwając głową na ten widok nasypała karmy dla zwierzaka i wymieniła mleczko w misce. Później zajęła się już tylko sobą. W między czasie rozpaliła ogień w piecu, który znajdował się tam gdzie piwnica. Cóż z tego, że spędza mało czasu w tym domku. Jeżeli nie chce pleśni i wielkiego grzyba pod sufitem to musi dbać o odpowiednią temperaturę we wszystkich pomieszczeniach.
Po długiej i relaksującej kąpieli wampirzyca wysuszyła włosy, wyprostowała je i ułożyła. Rzęsy podkreśliła maskarą, zagęściła brwi kredką i pociągnęła usta szminką o kolorze mocnej czerwieni. Zakładając nową bluzkę i spodnie stwierdziła, że to był udany zakup. Na końcu powrzucała do torebki potrzebne pierdoły i zamówiła taksówkę-zgodnie z planem. O 21:50 wyruszyła. Chyba się nieco spóźni ale to takie kobiece!

z\t

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Death house   Nie Lip 12, 2015 12:07 am

Komponujący się z zielenią pobliskich drzew budynek od razu przykuł uwagę młodej Casterwill. Niestety sytuacja w jakiej się obecnie znalazła, nie pozwoliła ośmiolatce na dokładne zbadanie posiadłości ani przynależących do niej okolic. Dziewczynka dość szybko wysiadła z taksówki, zabierając cały swój ekwipunek ze sobą. Zabójcze słońce było już niebezpiecznie wysoko, jego złote promienie przedzierały się przez nieliczne chmury, oświetlając posesję. Nocna, atramentowa szata powoli zabarwiana wschodzącą gwiazdą, zaczęła przybierać różowy odcień, rzucając cień trwogi na dzieci nocy. Powtarzając w myślach słowa wampirzycy, Rainea skierowała swoje kroki w kierunku drzwi wejściowych. Podążając za instrukcjami nieśmiertelnej, natrafiła na ukryty pod doniczką klucz, który błyskawicznie znalazł się w zamku. Przekręciła i ostrożnie nacisnęła klamkę. Drzwi ustąpiły ukazując wnętrze budynku. Mała istotka nie zwlekała długo, niemal od razu wbiegła do środka, chroniąc się przed szkodliwymi promieniami. Zamknąwszy za sobą drzwi, ruszyła w głąb korytarza.
– To teraz trzeba nakarmić Grubego – powiedziała do trzymanego w rączkach Misia. – Tylko co on je?
Drobnej postury dzieciątko przystanęło rozglądając się po otwartej przestrzeni wewnątrz posesji. Miejsce to mocno ją zaciekawiło, dostrzegła bowiem dużo sekretnych drzwi, skrywających za sobą wiele tajemnic. Ciekawość pobudzana przez dziecięcą wyobraźnię, tylko ośmieliła ośmiolatkę do penetrowania cudzego domu. Zajrzenie do wszystkich zakamarków zajęło jej trochę czasu, ale dzięki temu odnalazła suchą karmę, którą wsypała do miseczki kota. Z uśmiechem na ustach stanęła dumnie zadowolona z dobrze wykonanego przez siebie zadania.
– Jak myślisz, Nadia będzie zła jeżeli skorzystam z prysznica? – spytała dziecięcym głosikiem swoją maskotkę.
Uśmiechnęła się słysząc odpowiedź misia. Pobiegła swoimi bosymi stópkami do pozostawionej na korytarzu torby z której wyciągnęła świeże ubranie. Nieskalana żadnym odbarwieniem, biała sukienka wciąż pachniała lawendą. Wampirzyca wzięła do płuc przyjemny dla jej nosa zapach i pomknęła w kierunku łazienki. To właśnie w tym pomieszczeniu zdjęła z siebie błękitne, zabarwione od krwi ubranie. Przez dłuższą chwilę przyglądała się ciemnym plamą, rozmyślając o swojej ostatniej ofierze. Wzdrygnęła się na samo wspomnienie zapachu, nie mniej jednak dokonała tego. Przełamała swój wstręt do mężczyzny, dzięki czemu dzisiejszego dnia mogła pójść spać z pełnym brzuszkiem.
– Wiesz, jego krew nie była wcale taka straszna. Był nawet smaczny – wyznała szukając po pułkach mydła i szamponu. – Tylko ten jego zapach! Wypadałoby się umyć! Mam! – zawołała radośnie, kończąc swoje poszukiwania.
Dziewczynka ruszyła w stronę prysznica, by opłukać ciało. Ciepłe, uderzające o alabastrową skórę dziecinki krople, wprawiły ją w błogi nastrój. Z szerokim uśmiechem na twarzy oddawała się przyjemności jaką po nocnych trudach stanowił prysznic. Resztki zaschniętej krwi spływały wraz z wodą i pianą do kanalizacji. Na ciele tego niewinnie wyglądającego diabełka nie było już nic, co mogłoby przypomnieć jej o dokonanej wcześniej zbrodni.
– Prysznic jest super! –zawołała do pozostawionego na półce przyjaciela. – Powinieneś kiedyś spróbować! Na pewno nie chcesz się przyłączyć?
Słysząc definitywne „nie”, wzruszyła jedynie ramionkami i pochwyciła za szampon. Kochała swoje włosy, dlatego nie zamierzała pozostawiać ich w chaosie. Jasne, odziedziczone po matce kosmyki były jej dumą, chciała aby prezentowały się w jak najlepszym świetle.
– Następnej nocy też zapolujemy! Potrafimy to zrobić bez mamusi! – zwróciła się do zabawki, spłukując resztę piany z bialutkiej czuprynki.
Zakręciwszy wodę, pochwyciła jeden z ręczników, by wytrzeć nim swoje mokre ciałko. Myśli dzieciątka krążyły wokół pozostawionej w Anglii Elizabeth. Choć dom był przytulny i bezpieczny, panowała w nim nieprzyjemna pustka. Raineii brakowało kogoś, kto swoim głosem przerwałby drażniące ją milczenie. W chwili obecnej nawet Mistic wydał się dziewczynce niezwykle małomówny.
Przyodziana w białą, przewiewną sukienkę poczuła narastające zmęczenie. Ziewnęła cichutko, zasłaniając usta dłonią, a w jej dziecięcych oczkach zamigotały łezki, które przetarła malutkimi piąstkami. Pochwyciwszy swojego misia, zaczęła kierować się ku znalezionej wcześnie sypialni. Jednakże wycieńczone po trudach nocy, małe ciałko coraz szybciej zaczęło opadać z sił. Ziewając raz jeszcze Rainea postanowiła, że zdrzemnie się na kanapie w salonie. Zwinięta w małą kulkę po prostu zasnęła, pozostawiając brudną sukienkę na podłodze w łazience.
Ośmiolatka obudziła się dopiero w nocy, kiedy to błękit nieba zastąpiła głęboka czerń. Drobniutka istotka przeciągnęła się leniwie i przetarła piąstkami oczy, pozwalając by nałożony na głowę ręcznik się zsunął. Dopiero po pewnym czasie zrozumiała, gdzie tak naprawdę się znajduje. Była w posesji Nadii, niestety właścicielka domu nadal znajdowała się poza posesją. Ciekawska świata dziewczynka postanowiła wykorzystać piękną noc, by rozejrzeć się po okolicy. Zabierając swoje rzeczy ruszyła w stronę drzwi, nie przejmując się małym bałaganem, pozostawionym w pomieszczeniach. Klucz od domostwa ukryła pod doniczką i z szerokim uśmiechem ruszyła w stronę lasu.

z/t
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Sie 09, 2015 9:10 pm

Delikatny szelest liści rosnących nieopodal drzew przerwał nienaturalny hałas. Spowodowany zostać przesuwaniem jakiegoś przedmiotu. Chwilę tarcia znów zastąpiła harmonijna cisza. Postać z czarnym kapturem na głowie przekręciła klucz w wejściowych drzwiach i weszła do środka domu opuszczonego od ponad miesiąca. Czym było to zagadkowe tarcie? Przesuwaniem doniczki w poszukiwaniu kluczy moi mili! Zbliżał się świt a właścicielka posesji padała na przysłowiową twarz. Po bardzo wyczerpującej podróży nie marzyła o niczym innym jak szybkim prysznicu i zamknięciu się w swej nadal niedokończonej trumnie.
Gruby!
Krzyknęła zachrypniętym głosem blondynka rozglądając się po obszernym pomieszczeniu jakim był salon. Zza rogu wyłoniła się kulka, która była połową tego kota jakiego zapamiętała kobieta. Zwierze wydało z siebie głośne "miał" po czym otarło się o nogi wampirzycy. Z ogromnymi wyrzutami sumienia, pomimo zmęczenie blondynka nalała kotu mleka i wsypała resztę suchej karmy. Futrzak nie wykazał większego zainteresowania ale po chwili jakby od niechcenia podszedł i zaczął pić. Przez ten miesiąc musiał sobie jakoś radzić sam. Za domem jest staw a w lesie drobne zwierzęta więc aby przeżyć musiał ruszyć swoje tłuste dupsku, z którego aktualnie sterczały kosteczki.
Nie gniewaj się kocie. Krucho ze mną było. Już Cię nigdy nie zostawię na tak długo. Nad uznała, że duża doza pieszczot załagodzi sprawę i pozwoli przyjacielowi zapomnieć o tak traumatycznych przeżyciach jak przymus ruszenia 4 liter z kanapy. Koty takie są.
Po obiecanych zabawach, wydrapaniu i wygłaskaniu pieszczocha nadszedł czas na prysznic i długi odpoczynek. Nadia pozostawała w domu przed trzy dni i dwie noce. W tym czasie napisała bardzo obszerny artykuł, który wysłała do redakcji. Zregenerowana i pełna energii ruszyła późnym wieczorem na miasto.

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Lis 29, 2015 10:48 am

Wielkie czarne ptaszysko zakołowało w powietrzu centralnie nad kamiennym domem położonym pośród drzew. Schodząc coraz niżej i niżej, będąc już około metr od ziemi, ptaszysko przybrało postać kobiety. Skąpo odziana blondynka schyliła się wyjmując spod doniczki klucz. Chwilę grzebała nim w zamku nim ten ustąpił i pozwolił na wejście do środka. A wewnątrz? Pusto, ciemno, nie ma żywej duszy. Wcale nieprawda. W okolicy kominka coś leży. Duża, czarna, puchata kulka. Kobieta podeszła do niepasującego elementu wystroju wnętrz i pewnym ruchem podniosła znalezisko.  
Cześć kocie.
Przywitała zwierze przytulając je mocno do siebie. Niosąc kudłacza uzupełniła zapasy w jego miskach i rozpaliła ogień w kominku. Spędziła przy nim godzinę obdarowując pupila dużą dawką drapania za uchem i głaskania po grzbiecie. Gdy w domu zrobiło się nieco cieplej powędrowała do łazienki aby wziąć kąpiel. Zdejmując z siebie nie do końca białą koszulę bez guzików ułożyła ją w mało staranną kostkę. Po kilkunastu minutach spędzonych pod ciepłym strumieniem wody, doprowadziła swoje włosy do ładu. Uważnie wyczesała każdy kosmyk wyjmując co jakiś czas igły z lasu. Później wyrzuciła koszulę do kosza zaś sama udała się do sypialni. Tam wcale nie wskoczyła do łóżka a otworzyła wieko swej dużej trumny. Wchodząc do środka, ułożyła się i zamknęła. Teraz będzie odpoczywać, o tak...

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Gru 11, 2015 7:07 pm

Trzy noce i cztery dni-dokładnie tyle zajął odpoczynek naszej brązowookiej bohaterce. Sen, letarg, hibernacja, można to nazywać jak tylko się chce. Dla niej była to dłuższa chwila wytchnienia i ucieczki od otaczającego świata. Ciasne boki trumny są wykonane idealnie pod wymiar ramion nie dając przez to dużej możliwości ruchu. I dobrze, bo tak miało być.
Ciężkie wieko drewnianego pudła skrzypnęło i wolno uniosło się ku górze aby opaść po drugiej stronie. Zza obrzeży wyłoniła się postać znajdując się dłuższy czas w pozycji siedzącej. Bez większego entuzjazmu wpatrywała się w martwy punkt na ścianie. Odruchowo próbowała sięgnąć gdzieś na podłogę po telefon ale niespodzianka... nie ma telefonu. No tak, przecież zostawiła go w górach. Kolejny problem do rozwiązania. Wstając i wychodząc z mrocznego łóżka najpierw rozprostowała kości. Przeciągnęła się dwa razy stając na palcach.
Później zegarek oszalała. Godzina za godziną płynęła tak jakby to było minuty. Nim wzięła kąpiel, znalazła ciuchy, tablet, do którego musiała przełożyć duplikat karty, odczytała maile, sms'y minęło pół dnia. Na szczęście była to jego druga połówka więc zapadł zmrok. Wyszykowana i zrelaksowana postanowiła zrobić coś dla siebie. Mianowicie chciała wyjść na miasto i pójść do teatru lub kina a później na drinka lub ulubioną kawę. Miała ochotę przebywać między ludźmi, między jedzeniem. Wychodząc standardowo wrzuciła kluczyk pod doniczkę. To takie standardowe.

z/t

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Lip 12, 2016 2:01 pm

Lato w rodzinnych stronach, a konkretniej w Karpatach było bardzo przyjemne, tak dla wampirów jak i istot śmiertelnych. Świeże górskie powietrze, delikatne chłodne podmuchy kołyszące niekończącymi się ciemnymi borami. Lazurowe niebo poprzetykane strzępami śnieżnobiałych obłoków rozlewało wszędzie złocisty blask, który choć ciepły, nie był nieprzyjemnie gorący jak na nizinach. Niestety, trafiają się takie momenty w życiu, że nawet głowa rodu musi ruszyć swoje szlachetne cztery litery i udać się w daleką podróż. Podróż do kraju o zupełnie odmiennym klimacie. Nie znał się na meteorologii, ale z perspektywy rdzennego Europejczyka z Bałkanów, Japonia to kraj piekielny, tropikalny o tej porze roku. Miał tylko skrytą nadzieję, że jego pobyt tutaj nie przeciągnie się zbyt długo, jednak, mimo wszystko zdawał sobie sprawę, że oszukuje sam siebie. Utknie tutaj na czas nieokreślony. Ten kraj, a konkretnie miasto, po którym teraz się poruszał, były jak bagno. Raz postawiwszy na nim stopę, niezwykle ciężko było się uwolnić. Przeżył tutaj kilka lat, całkiem udanych, jeśli spojrzeć na nie obiektywnie, jednak nigdy nie czuł się tu jak w domu.
Czarny maybach sunął leniwie po rozgrzanym od słońca asfalcie wyglądając dość nietypowo wśród japońskich ergonomicznych aut, pędzących rowerów i tłumów pieszych. Kierowca z lekkim znudzeniem wystukiwał palcami jakąś melodię na kierownicy, czekając aż to cholerne światło, mignie na zielono. Wtem zza przyciemnianej, kątem oka dostrzegł zataczającą się młodą kobietę. Pijana, albo pod wpływem narkotyków. Ewentualnie dzisiejsze słońce za bardzo przygrzało jej w głowę. Takie sytuacje nigdy nie wzbudzały u niego zainteresowania większego niż obserwowanie pełzającego ślimaka, ale w tej chwili wszystko było ciekawsze od tępego wpatrywania się w semafor. Uniósł jasną brew przyglądając się postaci.
- Nadia Morita? - zapytał opuszczając nieco szybę. Cokolwiek nie wybełkotała, wysiadł z auta i wciągnął ją do chłodnego od klimatyzacji wnętrza. Zapiął jej pas bo była ledwo przytomna. Przeszukał ją w poszukiwaniu czegokolwiek potwierdzającego jej tożsamość oraz informacji gdzie mieszka. Dowiedziawszy się wszystkiego uśmiechnął się tylko pod nosem. Życie lubi płatać figle, prawda?
Tym sposobem odwiózł towar na miejsce. W domu położył ją na kanapie i nieco rozejrzał. Szukał popielniczki lub czegoś co mogłoby mu w tej chwili za nią posłużyć. Kiedy znalazł coś odpowiedniego odpalił małe cygaro i wygodnie usiadł w fotelu naprzeciw miejsca spoczynku dziewczyny.
- Cieszę się, że nie obrzygałaś mi samochodu. Mimo wszystko... Kiedy dojdziesz do siebie, umyj się, uczesz, umaluj. Teraz wyglądasz jak gówno. - arktyczne ślepia skierowane były wprost na nią. Zastanawiał się czy cokolwiek z jego słów i tego co się dzieje dociera do jej naćpanego mózgu.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Lip 12, 2016 4:59 pm

Zgarnął ją prosto z ulicy? Cud, że nikt wcześniej nie wezwał policji. Lądując na komisariacie w bransoletkach na nadgarstkach miałaby jeszcze więcej problemów niż teraz. Opór jaki stawiała był praktycznie żaden. Ba! Gdy wpakował ją bez żadnych ceregieli do auta, zapiął pasami i zaczął przeszukiwać nawet uniosła lekko ręce do góry. Czemu mnie macasz? I to byłoby na tyle bo najzwyczajniej w świecie uderzyła w kime. Wygodny ten fotel nawet. Gdy auto zatrzymało się miękko pod drzwiami jej domu była przyjemnie zaskoczona ale nadal nie umiała okazać entuzjazmu. Potrzebowała odpocząć i to tak jak nigdy wcześniej. Przy pomocy nieznajomego po krótkiej chwili wylądowała na kanapie. Tam przyciągnęła poduszkę i ułożyła się z twarzą w materiale odpowiadając niewyraźnie. Wal się.
Odpowiedziała nie zdając sobie spawy co, gdzie, jak i po co. Jakiś obcy facet obraża ją w jej domu a ta jakby nigdy nic odpowiada mu i zasypia. Tak po prostu… Z uwagi na najwyższy z możliwych poziomów krwi, cały proces regeneracji nie był długi. Potrzebowała jakiejś godziny, może ciut więcej aby zmartwychwstać-dosłownie.
To był chyba jeden z najgorszych powrotów do rzeczywistości jaki kiedykolwiek miał miejsce. Najpierw wyciągnęła przed siebie rękę napotykając na przeszkodę w postaci poduszki. Przez dłuższą chwilę nie otwierała oczu. Coś ją dręczyło. Mruknęła niczym niezadowolony kociak próbując sobie przypomnieć wydarzenia z poprzedniego dnia. Coś było nie tak. Z tyłu głowy miała niepokój. Zupełnie tak, jak wtedy gdy podświadomie wiemy, że coś mieliśmy zrobić ale zapomnieliśmy.
Scheiße.
Otworzyła szeroko oczy zrywając się wprost do siadu. Już wiedziała wszystko, a dręcząca nieświadomość przerodziła się w jasny obraz wczorajszych wydarzeń. Przemieniła Bogu ducha winnego człowieka w wampira. Co więcej nie oddała mu własnej krwi tylko uciekła i porzuciła jak niechciane dziecko. Na pastwę losu, śmierci? Nie… To były tortury! Rada się dowie a wtedy spotka ją kara. Przyciskając otwartą dłoń do jeszcze zakrwawionych ust uniosła w końcu ciemnobrązowe oczy. Naprzeciwko niej siedział jakiś facet! W jej mieszkaniu, w jej fotelu, korzystając z jej popielniczki. Wzdrygnęła się i zjeżyła sięgając natychmiast do kabury, pusta.
A Ty to kto i co robisz w moim domu?!
Wbijając się mocno w oparcie znieruchomiała totalnie. Zastygła kompletnie w jednej pozycji tak jakby jej zmiana miała przesądzić o jej życiu i śmierci. Nie pamiętała jak się tu znalazła, skąd on się wziął i co niedawno do niej powiedział. To chyba największy plus bo czego jak czego, ale na chamstwo była uczulona. Szczególnie względem jej jakże wspaniałej osoby!

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Lip 12, 2016 6:19 pm

Założywszy nogę na nogę, oparł się wygodnie i rozłożył w fotelu. Co prawda mebel nie był z rodzaju tych, lubianych przez niego, skórzanych, miękkich i ogromnych, ale na potrzeby usadzenia się gdzieś na krótką chwilę, ten w zupełności mu wystarczał. Pociągnął powoli z cygara, pyknął soczyście i wypuścił sporych rozmiarów chmurę siwego aromatycznego dymu. Wyglądało na to, że jego zdobycz potrzebuję trochę czasu by dojść do siebie. Myślał o niej zdobycz bo w tej chwili tym właśnie była. Nie kobietą, nie osobą a ubezwłasnowolnioną rzeczą. Obiektem targu, który prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego życie zostało sprzedane jak worek ziemniaków. Minuty mijały, pomieszczenia najpierw wypełniło się oparami cygara by stopniowo dym zaczął się rozrzedzać i znikać bezpowrotnie. Znudziwszy się siedzeniem i wpatrywaniem w śpiącą dziewczynę, stare wampirzysko wstało i poczęło przechadzać się po salonie. Bo nie ukrywajmy, nie była ona teraz wdzięcznym obiektem do obserwacji. Obejrzał jej meble, zdjęcia czy co tam miała do ozdoby na ścianach. Niczego jednak nie dotykał. Po pierwsze nie lubił wchodzić w zbędny kontakt fizyczny z rzeczami obcych mu ludzi, a po drugie wymagał sam od siebie choć odrobinę taktu.
Kiedy blondyna się obudziła, białowłosy znów przebywał w fotelu na przeciwko kanapy. Ręce oparte na podłokietnikach zaplótł na wysokości ust i bezwiednie wlepiał swe zimne tęczówki w jej postać.
- Zabrałem cie z ulicy. Byłaś naćpana do granic możliwości i zataczałaś się po chodniku. Cała we krwi. Nie ma za co, nawiasem mówiąc. - delikatny uśmiech połączony z nieznacznym zmrużeniem powiek. Obserwował ją uważnie. Nie skomentował po raz kolejny ani tego jak wygląda i w jakim stanie się znajduje ani też tego, że chciała wyciągnąć przeciw niemu broń. Cóż, miała prawo być zaskoczona, ale jeśli faktycznie w pokrowcu znalazła by pistolet, mogłoby się to dla niej źle skończyć.
- Kain Asmodey. Tyle powinno ci na razie wystarczyć. Jestem twoim nowym właścicielem. Mam nadzieję, że cieszysz się tak samo jak ja. - ironia. Równie dobrze ktoś mógłby sprzedać mu pudło nakrętek. Jego entuzjazm byłby identyczny - Och, pewnie o niczym nie wiesz... Twój ojciec był tak uprzejmy, oddać mi cię na własność. Bo nie stać go by uregulować długi jakie zaciągnął u mojej rodziny. Zanim się zbulwersujesz, uspokoję cię tym, że takie sytuacje zdarzają się całkiem często. Nie musisz czuć się haniebnym wyjątkiem. - głos mężczyzny był stonowany i chłodny, jakby byli dwójką obcych ludzi, którzy przypadkowo spotkali się w parku na spacerze z psami i właśnie rozmawiali o pogodzie.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Lip 12, 2016 6:54 pm

Szok wprawił ją w totalne osłupienie i chyba pierwszy raz w życiu nie wiedziała co zrobić, co powiedzieć, jak się zachować. Myśl numer dwa-on jest od NICH. Już wiedzą, że była niegrzeczna i nasłali na nią swojego psa żeby wymierzył  sprawiedliwość. Tylko czy ten zamiast czynić swoją powinność czekałby aż śpiąca królewna raczy otworzyć oczy? Raczej nie, chociaż powinna usłyszeć zarzut nim zostanie pojmana. Sekunda, dwie, trzy, spokój. Nic się nie dzieje, nikt nie podnosi na nią ręki, nie szarpie, nie bije. Zły trop. Na szczęście, czy też nie, zaraz się okaże.
Nastroszona niczym zmokły gołąb, wbita w miękkie oparcie własnej sofy zaczęła dokładnie przyglądać się mężczyźnie. Trudno było ocenić jego wzrost póki siedział. Na początku przyjrzała się twarzy. Nie, na pewno nigdy wcześniej go nie widziała. Był starszy, ale niewiele. Coś z jego ślepiach wzbudzało niepokój (tak jak cała dziwna sytuacja). I dlaczego nigdzie nie ma jej broni? Albo ją zgubiła idąc piechotą ze szpitala, albo zabrał ją domyślając się, że to pierwsza rzecz, za którą chwyci po wybudzeniu. Poczuła się bezbronna ale tylko odrobinę. Wszak nadal miała do dyspozycji kilka swoich mocy, bądź co bądź przydatnych w razie konieczności obrony.
Nie prosiłam o pomoc.
Odpowiedziała równie chłodnym i niemal oburzonym tonem. Każdy, zawsze tak mówi gdy spotka go nieoczekiwana pomoc ze strony osoby, dokładnie tej, od której najmniej się tego spodziewa. Dobre złego początki. Bo kto zgarnia naćpanych ludzi żeby zyskać tym choćby jednego, małego plusika. Czyny miłosierdzia już dawno wyszły z mody i nie wrócą. Nie czekając na resztę, w końcu odepchnęła się od kanapy i wstała na równe nogi. Były trochę jak z waty ale i tak czuła się o niebo lepiej. Podeszła do dużego lustra żeby zobaczyć co z nią jest nie tak. Dżizas. Pogładziła brudny od krwi policzek. Wyglądała tak jakby kłami rozszarpała co najmniej świnie. W jednej chwili odwróciła się na pięcie. Co Ty bredzisz? Na jej twarzy mimowolnie wymalował się wstręt z niezrozumieniem. Nie lubiła kłamczuchów a to co mówił ten, jak mu tam? Kain! Wydawało się czystą herezją . Czy ja wyglądam jak niewolnica? W moich żyłach płynie szlachetna krew a poza tym… Urwała zdając sobie nagle sprawę z tego, że „kochany” tato mógłby być do tego zdolny. Skoro matka nie żyła, on miał nową kobietę, a za Nadią nigdy nie przepadał, to co stało na przeszkodzie żeby pozbyć się zbędnego balastu. Nowa dupa, nowa rodzina, ona była tym co przypominało przeszłość. Pokiwała przecząco głową Nie zgadzam się, rozumiesz? Poczuła ukłucie w okolicy serca. Zupełnie jakby ktoś wsadził jej tam szpikulec, ten do rozbijania lodu. Nie, musiała zadzwonić do ojca. Może on zmyśla, kłamie i chce zabawić się jej kosztem. Nie zważając na zachowanie mężczyzny zaczęła szukać telefonu. Wybrała pierwszy kontakt , o ironio, z ulubionych. Sekretarka, prośba o nagranie wiadomości po sygnale.
Oddzwoń jak najszybciej. Zsunęła telefon nieco niżej przyciskając go do piersi. Co teraz?

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Lip 12, 2016 7:28 pm

Z całą pewnością miała jakiś wrogów czy znajomych, którzy w taki a nie inny niewybredny sposób postanowili sobie z niej zażartować. Doprowadzić do paniki, przyglądać się jak miota się bezradna niczym kurczak bez głowy. Musiał przyznać, że choć nie był jeszcze jej wrogiem, to widok jakim go uraczyła uradował jego stare, czarne serce. Małe skrzywienie zawodowe, lubił doprowadzać innych do podobnego stanu. Tortury psychiczne były o wiele zabawniejsze niż zadawanie fizycznych ran. Te w końcu mogą zostać zregenerowane, zasklepić się nie pozostawiając nawet blizny. Szramy na psychice pozostawały na całe życie. Czy chciał ją zniszczyć psychicznie? Nie. Jeszcze nie. W tej chwili jedynie spokojnie informował ją o tym, że została pozbawiona prawa do decydowania o sobie a on jest jej nowym właścicielem. Mogła stawiać opór, szamotać się, ale to będzie wiązało się z bólem. Czego jak czego, ale nieposłuszeństwa tolerować tolerować nie będzie. I niewiele obchodziło go co blondyna sobie o całym tym zajściu pomyśli. To towar.
- Szlachetna krew, hu hu... - pokręcił głową i zacmokał ironicznie, udając, że zrobiła na nim nie lada wrażenie - Tylko i wyłącznie ze względu na krew jesteś coś warta. Dlatego pokryjesz część długu ojca.
Westchnął. Spodziewał się, że rozmowa nie przebiegnie zbyt przyjemnie, w końcu kto łatwo zaakceptowałby fakt, że właśnie został niewolnikiem? Mimo to wampirzysko nieco zaczęło się męczyć tą chaotyczną paplaniną dziewczyny. Za stary na to jestem... Pomyślał i skrzywił paskudnie usta. Wstał z fotela i sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki. Leniwym gestem wyjął z metalowego pojemniczka cygaro, które wsadził do ust i odpalił zapalniczką. Obserwował poczynania dziewoi ze stoickim spokojem i nieco znudzonym wyrazem twarzy.
- Nie obchodzi mnie co myślisz. - uciął szybko a jego głos ciął powietrze jak zimna stal - Należysz do mnie. I od ciebie zależy czy twoja wartość "rynkowa" wzrośnie czy spadnie. Tylko tyle i aż tyle.
To bardzo prosty układ. Będąc posłuszną i dobrą własnością pokryje zadłużenie ojca. Lecz w przypadku gdy jej nowy właściciel będzie niezadowolony, jej tatuś zostanie zrujnowany procesem, którego nie będzie w stanie wygrać. I na tym nie koniec...

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Czw Lip 14, 2016 8:23 am

W obliczu nowej sytuacji stwierdzenie “fajny towar” nabierało pełnego wymiaru. Dobrze, że nie było jej dane usłyszeć tego określenia względem swej osoby. Miałaby kolejny powód żeby zrazić się do szlachetnego wampira. Głuchą ciszę przerwał zbyt głośny dzwonek telefonu, to ojciec. Czym prędzej przesunęła zieloną słuchawkę po gładkim szkle telefonu. Nim zdążyła wyskoczyć z pierwszymi zarzutami usłyszała coś w stylu ”Już pewnie wszystko wiesz”; ”to dobra partia kochanie”
Partia do czego?! Z jej gardła wydobył się tak ponury głos, że przez chwilę sama się przestraszyła. Cisza, bardzo długa cisza i zamiast konkretnej odpowiedzi kilka uwag na temat tego, że jest już dorosłą kobietą, że umie się przecież za chować i niech dobrze wszystko przemyśli. Podsumowując ma nie robić głupot i mieć na uwadze, że w jej rękach leży los nazwiska, które nosi. Później słyszała już tylko kilka krótkich sygnałów świadczących o tym, że rozmówca zakończył konwersację i rozłączył się. A więc co tak. Nie podejmując pochopnych kroków grzecznie ale zdecydowanie poinformowała tego tu obecnego osobnika, że potrzebuje chwili. Musiała skorzystać z łazienki aby doprowadzić się do porządku. Już sam wygląd sprawiał, że czuła się na przegranej pozycji. Większość kobiet, które dbały o siebie zyskiwało pewność , chociażby przez perfekcyjny makijaż czy nowy ciuch. Wiedząc, że nie prezentuje się teraz tak jak zazwyczaj, udała się do łazienki. Szybko się wykapie a przy okazji pomyśli jak wyjść z tego bagna, które właśnie zaczęło ją wciągać.
Zaraz wrócę.
Spłukując z siebie resztki krwi łowcy oraz to całe zmęczenie szybko ułożyła sobie w głowie o co w tym wszystkim chodzi. Ojciec narobił u faceta długów a zamiast spłacić hajs wystawił przed szereg jedyną córkę jako co… zastaw? Kiedy i niby jak miał zamiar ją odebrać i co to miało znaczyć. Ze starym się nie dogada, nie ma na to najmniejszych szans. Zwłaszcza po tym jak w nerwach odrzucił połączenie. Cóż, skoro jest już duża (jak stwierdził) to sama o siebie zadba.
Po kilkunastu minutach wróciła odmieniona o 180 stopni. Do tej pory spięte w wysokiego kuca włosy, teraz leżały miękko na jej ramionach i plecach, były jeszcze trochę wilgotne. Zamiast zabudowanego stroju rodem ze strzelanki dla dzieciaków, pojawił się czarny t shirt z luźnym dekoltem opadającym na jedno ramię i białe, bardzo krótkie spodenki. W końcu mamy lato, prawda? Omijając salon poszła sobie do kuchni i jakby nigdy nic przyniosła dwie szklanki z lodem. Obie postawiła na stoliku przed fotelem. Z minibarku wygrzebała Jacka, innego alkoholu nie miała. Najpierw nalała sobie a później odstawiła butelkę na stuł. Dokładnie obok pustej szklanki. Jeśli będzie miał ochotę to niech sam sobie naleje. Nie będzie mu usługiwać. Co to, to nie!
A więc tak.
Urwała siadając na kanapie, tej na której jakiś czas temu drzemała. Skrzyżowała długie nogi i wyciągnęła je jednocześnie, szukając czegoś w małej kieszeni szybko zorientowała się, że to zły trop. Gdy tylko zlokalizowała zgubę, wyciągnęła dłoń przed siebie, a mała, prostokątna paczuszka pokonała drogę z komody w powietrzu. Ach te wampirze moce, takie przydatne. Wyjęła jednego, cienkiego i długiego papierosa. Chwilę bawiła się nim jakby poprawiając owal, poczym odpaliła.
Ile jest dłużny ojciec? Być może jestem wstanie spłacić jego dług.
Miliarderką to ona nie była ale to dobry pretekst żeby się dowiedzieć na ile wycenił ją własny, rodzony tatko. Zakładając, że suma przewyższy kilkakrotnie jej środki na koncie (Co może jednak schlebiać) będzie kontynuowała zadawania ważnych pytań.
Na czym polega dokładnie Wasz deal. Tylko szczerze. Chce znać szczegóły.
W końcu upiła naprawdę duży łyk whisky. Czuła pod skórą, że na trzeźwo tego nie zdzierży, a chodziło o jej dobre imię. Jej zmiana nastawienia świadczyła o tym, że przemyślała sprawę. Rzucanie się niczym wesz nic nie zmieni, a tylko pogorszy jej sytuację, którą musiała dokładnie wybadać. Chociaż była zwolenniczką tradycji to nigdy nie przepuszczała, że ta, tak boleśnie ją spoliczkuje. Bo czym kierowana była jej sprzedaż?  Tylko i wyłącznie chęcią zachowania dobrego nazwiska. O hańbie wampiry pamiętają długo i raz splamiony honor długo odbija się echem na wszystkich członkach familii.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Death house   Czw Lip 14, 2016 10:27 am

Tradycja tradycją, a biznes biznesem. W dzisiejszych czasach, w XXI wieku właściwie te dwie rzeczy kroczyło raźno trzymając się za ręce. Bo wszystko się zmienia, ale w gruncie rzeczy pozostaje takie jak było. Szlacheckie rody pilnowały czystości krwi w rodzinie i niechętnie dopuszczały w swoje szeregi pośledniejszych przedstawicieli wampirzej społeczności. Swoje córki najchętniej wydawało się za innych arystokratów, wystarczająco majętnych i wpływowych by przyniosło to wymierne korzyści rodzinie. Oczywiście, zwracano dziś większą uwagę na uczucia, jednak im zyski większe tym takie hasła jak miłość były bardziej marginalizowane. W przypadku pana Morita wszystko było istotniejsze od tego co o jego umowie z Asmodeyami pomyśli córka. Dracula nie znał ich stosunków, nie wnikał w rodzinne relacje. Był jednak na tyle bystrym i doświadczonym facetem, że niemal natychmiast po otrzymaniu oferty domyślił się wielu rzeczy. Choćby tego, że obiekt umowy z pewnością nie zostanie poinformowany o całym zajściu i może być to problematyczne w momencie wejścia w jego posiadanie. Takie drobnostki jednak nie mogły stanowić istotnej przeszkody w działaniu dla dobra familii. Jako głowa tej rodziny zrobi wszystko co konieczne by utrzymać ją na szczycie. I nie obchodziła go opinia innych. On był potomkiem prawdziwych królów. Nie jakimś wampirzym szlachetką, który tytuł zawdzięcza tylko i wyłącznie literce A w rubryczce krwi. Już to w jego oczach czyniło go lepszym od większości szlachetnych. I dlatego właśnie ewentualny sprzeciw lub bunt z jej strony byłby dlań niewielkim tylko kłopotem. Przeszedłby nad nim jak człowiek omijający pineskę na podłodze. Może też rozdeptałby ową pineskę twardą podeszwą, wyginając szpikulec i pozbawiając jakichkolwiek walorów zaczepnych.
Kiedy zakomunikowała, że chce udać się przypudrować nosek pokiwał tylko wyrozumiale głową. Bystra była i wiedziała, że w tej chwili wygląda bardzo niekorzystnie i tym samym pozbawiona jest swojego największego atutu czyli urody. Cóż, niewiele to finalnie zmieni, ale po odświeżeniu się z pewnością poczuje się bardziej komfortowo. On również nie będzie musiał darzyć jej spojrzeniem jakim patrzy się na ulicznego obsmarkanego oberwańca. Nie pozostało nic innego jak czekać. Po raz kolejny usiadł w fotelu. Zaczynało już go nużyć to spotkanie, które w większości składało się z jego bezczynnego wpatrywania się gdzieś w przestrzeń i wyczekiwania. Westchnął tylko i mruknął coś pod nosem w ojczystym języku. Miał podobną żonę. Wizualnie reprezentowała podobny poziom, tak więc doskonale zdawał sobie sprawę ile takiej cizi może zająć szykowanie się i doprowadzanie do znośnego wyglądu. Ahh kobiety. Dziwne z nich stworzenia. Bez różnego rodzaju farby na twarzy większość nie wygląda zbyt wyjściowo.
Kiedy blondynka wróciła białowłosy akurat pukał wskazującym palcem w ekran swojego telefonu. Pisał wiadomości do Bastiana, w Rumunii, informując o swoich planach odnośnie pobytu w Japonii. Skontaktował się także z Naizenem i zapowiedział wizytę w ciągu tygodnia. Głupio byłoby nie odwiedzić rodziny skoro już jest w ich kraju. Zwłaszcza, że i jego i Nadiry nie widział już szmat czasu.
- Nie stać cię. - skwitował krótko. Wątpił by orientowała się jak wyglądają w tej chwili "ceny rynkowe" wampirzyc szlachetnej krwi i nie chciało mu się tego tłumaczyć. Zwłaszcza, że ona sama została potraktowana wyjątkowo - Twoja wartość została wielokrotnie zawyżona, inaczej Morita musiałby oddać mi dziesięć córek, posiadłość i jeszcze kilka drobiazgów. Możesz czuć się zaszczycona. - chowając elektronikę do kieszeni obdarował ją ponurym i nieco bezczelnym uśmiechem. Chciała się wykupić? Spłacić długi za ojca? Interesujące. Albo do tego stopnia przejęła się jego losem, albo cholernie nie odpowiadało jej bycie czyjąś własnością. Jedno i drugie sprowadzało się właściwie do tego samego - on był tym, który mógł dyktować warunki. Pieniądze? Dajmy spokój, gdyby chodziło tylko o to nigdy nie zgodziłby się na nią jako zamiennik przelewu na konto.
- Szczegóły zna mój prawnik. W każdym razie chyba masz prawo wiedzieć co podpisał ojciec, pieczętując tym samym twój los. Nadia, tak? - uniósł lekko brew starając się sobie przypomnieć. Nie sięgnął po szkło ani po butelkę. Jack Daniels to podła lura o wartości dużo zawyżonej wszędzie z wyjątkiem kraju pochodzenia. Tam jest tani jak barszcz i pija to w najlepszym wypadku klasa robotnicza. Najczęściej jednak biedota.
- A więc Nadio, umowa jest bardzo prosta. Nie posiadając środków by spłacić swoje ogromne zadłużenie, Morita zaproponował ciebie jako zamiennik pieniędzy. Oczywiście, jak wspomniałem twoja cena została bardzo zawyżona, jednak w geście dobrej woli przystałem na to, zawierając jednak w umowie kilka klauzul bezpieczeństwa. Teraz to mało istotne, prawniczy bełkot. Ważnym dla mnie oraz, oczywiście, dla ciebie jest to, że zostałaś oddana rodzinie Asmodey na własność. - krótka pauza. Zaciągnął się cygarem, które już dopalało się do końca więc po puszczeniu aromatycznego dymka zgniótł resztę tlącego się tytoniu w popielniczce - Jako głowa rodu mam prawo dysponować tobą wedle uznania. Najprawdopodobniej zostaniesz wydana za mąż za kogoś z familii. - dodał już całkiem beztrosko. Uśmiechnął się miło co w jego wypadku wyglądało zawsze jak ironiczny grymas mający za zadanie sprowokować rozmówcę. A może tak właśnie było?

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Lip 15, 2016 1:33 am

Bez względu na to, co naopowiadał mu jej ojciec, Nadia naprawdę była bardzo bystrą kobietą, która analizowała swoje położenie i umiała wybrnąć niemal z każdej sytuacji.  Tak też było tym razem. Szybko poukładała sobie w głowie wszystkie „za” i „przeciw” uwzględniając swoje beznadziejne położenie. Nie mogła się stawiać w żadnym wypadku. Wszystko musiała rozegrać na swoją, prywatną korzyść.  Chowając w kieszeń honor i spoglądanie na wszystkich z góry, postanowiła użyć swojego osobistego uroku, aby zyskać. Znała swoją wartość bez względu na inne szacunki. Młoda, blond, szlachetna cizia, idealny towar na matkę potomków w prostej linii. Wysoka, szczupła, reprezentacyjna. Nic tylko zaliczyć i zrobić jej dzieciaka. Przecież o to chodzi w szlachetnych rodzinach, prawda?  Kain…
Dopaliła szybko papierosa, który w większości  wypalił się sam. Szybko doszła do wniosku, że mogła trafić gorzej. Ten tutaj facet wcale nie był taki zły. Szczupły, ale bez przesady, wysoki i dość dobrze zbudowany na pierwszy rzut oka. Lepsze to od jakiegoś starego dziada, któremu na stare lata przypomni się,  że musi spłodzić „legalnego potomka”. Na samą myśl o takim staruchu Nad jeżył się włos na głowie. Jedyne wyjście z beznadziejnej sytuacji-samobójstwo, ale nie o tym teraz.
Dopijając 40 vol za jednym razem, odczekała krótką chwilę. Potrzebowała kilku sekund i odwagi, znów… Wstała, na chwiejnych nogach podeszła do „nowego właściciela” i oparła się o niego. Kolano ulokowała gdzieś w okolicy jego krocza , zostawiając drugą nogę za sobą. Łokcie wsparła po obu stronach fotela zamykając mu drogę ucieczki. Plecki ugięła w delikatny łuk zdając sobie sprawę ze swojej ponętności i kobiecości. Nie na darmo sprzedano ją jedną w cenie dziesięciu, no nie?
Kogo, dzieciaku?
Zadała konkretne pytanie niemal kładąc piersi na jego twarzy. Oj, poczucie własnej wartości to ona miała ogromne. Ciało wampirzycy jak większości, było bardzo proporcjonalne i nigdy tego nie ukrywała. Zwłaszcza teraz, gdy chodziło o jej dalsze losy. Umiała się zaprezentować i wkupić w czyjeś łaski  obciągając bluzkę niżej niż powinna się znajdować. Serio, teraz musiała. Ten, tutaj, był nawet spoko, ale oczyma wyobraźni widziała jakiegoś kurdupla, który ma chęć ją poślubić. Co to, to nie!
Bo widzisz, ojciec chyba nie powiedział Ci wszystkiego.
Zaczęła  szeptać bardzo blisko jego twarzy. Poza tym, on mógł czuć ją każdą cząstką siebie. Wygięta niczym struna zaczęła dyktować warunki. Taka już była. Trochę władcza, a zarazem oczekująca kogoś nad sobą. Lekkim ruchem nosa popchała buźkę szlachetnego do tyłu. Teraz odsłoniła jego całą szyję, a chciwa wampirzyca nie omieszkała zaznaczyć ją chociażby szlaczkiem wilgotnych i bardzo zaborczych pocałunków. Lizanie, podgryzanie ale nic pyza tym. Jeszcze grzeczna i co, warta swojej ceny? Wszystko robiła z premedytacją i wiarą, że nie zostanie oddana jakiemuś lamusowi, bo inaczej zabije, a co do siły…. Tej miała dużo i umiała z niej korzystać więc ostrożnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Lip 15, 2016 2:31 pm

Co opowiedział mu jej ojciec? Nic. Jedno wielkie nic i dokładnie tyle chciał wiedzieć o swoim nabytku w dniu podpisania umowy. W zupełności wystarczała mu wiedza, że jest wampirzycą szlachetnej krwi, młodą i niezamężną. Nic więcej go nie interesowało, ani jej charakter ani nawet wygląd. Z charakterem, jaki by on nie był, sobie poradzi. W mniej lub bardziej drastyczny sposób, w razie potrzeby. A wygląd? Nie ma brzydkich wampirzyc. Wszystkie z powodzeniem mogły święcić tryumfy na ludzkich rewiach mody i sesjach fotograficznych. Ten element był więc szczególnie mało istotny z punktu widzenia nabywcy. Nawet jeżeli jakimś cudem okazała by się szpetna jak noc listopadowa chodziło tylko i wyłącznie o kategorię krwi i możliwość spłodzenia z nią szlachetnego potomka przez wybranego członka jego rodziny.
Wampirzyca miała szczęście, że jej rozmówca nie potrafił czytać myśli. Gdyby wiedział co sądzi o nim oraz jakim torem podąża jej rozumowanie szybko sprowadziłby ją na ziemię. Naprawdę uznając, że zdobycie jego względów to mniejsze zło, bo wygląda "całkiem w porządku" zakuło by jego męską dumę. Zwłaszcza, że był strasznym ego maniakiem i narcyzem. Po za tym najwyraźniej uznała go za cel łatwy do typowo kobiecej manipulacji. Chyba się przeliczy.
Obserwował jej poczynania ze stoickim spokojem i chłodną obojętnością malująca się na bladej twarzy o ostrych rysach. Jej nagła zmiana zachowania była tak oczywistą grą, że nabrałby się na nią tylko skończony głupiec. Od dziesięcioleci zajmował się rodzinnym biznesem tak więc sztukę negocjacji i manipulacji opanował do perfekcji. Po za tym, od kilku lat był głowa rodu więc miał jeszcze więcej okazji by testować swoje umiejętności. Jej zabawa w sukkubusa mogła mieć kilka podłoży, żadne z nich nie go nie zadowalało. Zły ruch z jej strony.
- Kiedy matka wypchnęła cie z siebie w bólach, ja miałem na karku już trzy setki. Więc daruj sobie tego typu teksty, smarkaczu albo przełożę jak gówniarza przez kolano i spiorę ci dupę. - szybkim i gwałtownym ruchem złapał ją za twarz i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Jego były koloru lodowca i wwiercały się w jej oblicze jak dwa ostre sople chcące przewiercić jej mózg. Równie nagłym ruchem puścił jej ładną buźkę, odpychając wymownie na bok. Prężyła się jak kotka, prezentowała fizyczne atuty. Kształtne piersi, wydatna pupa, zgrabne nogi. To tylko mięso. przeszło mu błyskawicznie przez myśl. Od czasu kiedy został wdowcem mniej więcej w taki sposób postrzegał kobiety. Seks dla pieniędzy, zysków, własnej egoistycznej przyjemności. To było płytkie. Tak płytkie, że aż obrzydliwe w swoim byciu prymitywnym. Co ona chciała osiągnąć? Udowodnić za pomocą fizyczności swoją wartość? Niepotrzebnie, jej wartość została już dawno wyrażona na papierze. Cyframi ze znakiem dolara na końcu. Szczególne względy? Dlaczego miałby traktować ją inaczej niż zakup i inwestycję na przyszłość? Bo nadstawi mu tyłka? Za stary był na to by dać się tak podejść i zmanipulować ładnej cizi.
- Myślisz, że naraziłem się na wielomilionowe straty tylko po to żeby móc puknąć modeleczkę? - skutecznie odciągnął jej twarz od swojej szyi, łapiąc ją za włosy z tyłu głowy. Wiedziała z kim próbuje grać? I jak niebezpieczna jest to gra? Jeżeli faktycznie tak myślała to naprawdę żyła w małym ograniczonym własnym ego światku. Nie musiał wydawać wiele by posiąść piękną kobietę. Na brak zainteresowania ze strony płci pięknej nie mógł narzekać, po co więc miałby płacić i to tak bajońskie sumy, za chwilę przyjemności z lasią zwaną Nadia Morita? - W takim razie ty mi powiedz. W co ty grasz i co konkretnie chcesz ugrać kupcząc tyłkiem? Myślisz, że cię teraz przelecę i dług zostanie anulowany? Nie rozśmieszaj mnie. - puścił ją. Nie miał zamiaru jej bić czy używać na niej mocy. To byłoby bez sensu. Jeśli go jednak zmusi zrobi to bez wahania.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Sob Lip 16, 2016 8:34 am

Faktycznie brzydkie wampirzyce nie istniały. Nie były też identyczne pod względem fizycznym tak jak u ludzi. Jedne były wyższe, drugie niższe, szczupłe czy bardziej krępe (chociaż się nie spotkałam). Różnił je kolor oczu, włosów i tysiąc innych drobnostek, które pozwalały je wszystkie odróżnić.  
Chciał prostować jej charakter, który dostał w pakiecie z blond opakowaniem? Tu sprawa była nieco prostsza bo mógł się spodziewać, że nie trafi na uległego klucha. Krwiopijczynie były charakterne, uparte i umiały postawić na swoim. I podobnie jak z tuszą w poprzednim przykładzie. Mało było cichych, szarych myszek, które grzecznie kiwały głową i wypełniały każdy rozkaz. Dla faceta taka baba to skarb bo nie dość, że spełni każde życzenie to jeszcze prawdopodobnie nie piśnie słówka gdy dupek będzie bzykał na boku.
Och jak dobrze, że Kain nie potrafił czytać myśli. W sumie o mentalnych mocach często zapominamy, bo trudno je wyczuć. Telekineza, władza nad żywiołami to coś co można zobaczyć. Czytanie myśli jest bardzo zdradliwe i przydatne zarazem. A przez umysł Nadii właśnie przewijały się, niczym na taśmie kasety, wyzwiska i określenia, których na pewno ten tutaj nie chciałby usłyszeć.
O proszę. Jak na półwiecznego starszego pana trzymasz się nienajgorzej.
Na samo wyobrażenie tej kary na jej ustach zagościł iście szatański uśmiech, który nie zszedł z jej twarzy nawet wtedy gdy blondyn chwycił jej żuchwę. O, pierwsza okazja żeby dobrze przypatrzeć się kolorowi oczu Pana wiekowego. Sądził, że ona spuści ślepia i wbije je gdzieś w martwy punkt niczym przestraszony złym uczynkiem szczeniak? Nic z tego! Równie hardo wgapiała się swymi kocimi i nieco rozszerzonymi tęczówkami. Puszczona już miała wycofać się gdy (tego się nie spodziewała) poczuła lekkie szarpnięcie. Znieruchomiała a żeby nie polecieć ciałem na wampira, wsparła się dłonią o jego udo. Nie jakoś delikatnie i z konieczności. Wbijając zakończone w szpic pazury w spodnie, czerpała z tego odrobinę przyjemności. Chociaż tak mogła aktualnie dać mu odczuć swój sprzeciw. Co Ty sobie myślisz? Że wydasz mnie za jakiegoś szlachetnego dupka a ja będę dobrą i przykładną żoną? Jeszcze nikt nie wspomniał jej o konieczności wydania na świat potomka. W sumie tylko dlatego, że w jej żyłach płynęła szlachetna krew. W tej chwili działo się zbyt wiele więc sama nie wpadła na tą oczywistość. Znajdź sobie pannę niższej krwi. Przecież są ich całe setki. Po co Wam problem?
Uwolniona nie omieszkała odepchnąć się od mężczyzny i stanąć na proste nogi. Ponownie chwyciła za paczkę papierosów i wyciągnęła drugiego. To wszystko było dla niej bardzo stresujące. Najgorsza była niepewność i to w pewnym stopniu zaczęło ją przytłaczać. Musiała sobie z tym jakoś szybko poradzić tylko jak! No chyba, że członkowie Twojej rodziny są tak odrażający, że musisz kupować im kobiety! Ha! W końcu może wynalazła jedyne słuszne wytłumaczenie tej sytuacji. Jednak ta wizja wprawiła ją w jeszcze większe przerażenie. Usiadła na kanapie spuszczając głowę w dół. Cała kaskada jasnych włosów zakryła jej twarz Ja chcę do mamy… Przeszło jej ostatecznie przez myśl. Ja nie wyjdę za mąż. Jestem za młoda na takie rzeczy. Weźmie go na litość nad młodzieńczymi latami, chęcią wyrwania jeszcze czegoś z życia, zabawy i beztroski? No chyba marne szanse.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Death house   Sob Lip 16, 2016 9:03 pm

Ciekawym było kogo blondynka lży w swoich myślach bardziej. Swojego ojca, który ją sprzedał jak stary samochód czy też Asmodeya, który wspaniałomyślnie powstrzymał się od zrujnowania jej rodziny przed bankructwem i upokorzeniem? Tak jak w większości przypadków, dla Mority honor rodziny był ważniejsze niż drobnostki takiej jak szczęśliwe życie córki. Z resztą czy miało być jej źle? Tak jak wspomniane było wcześniej, wszystko zależało tylko i wyłącznie od niej. Nie oczekiwało się od niej bycia bezwolną, bezmózgą kukłą. Wystarczyło po prostu by nie buntowała się woli swojego właściciela który trzymał jej los w garści. Szamotanie się w tym uścisku powodowało tylko zwiększenie siły zgniotu.
Nie komentował jej słów. Nie było warto wdawać się w tej chwili w żadne dyskusje. Ona była oczywiście wzburzona, po pierwsze sytuacją w jakiej się znalazła a po drugie, z pewnością odrzucenie zalotów ubodło jej kobiece poczucie godności. Nie obchodziło go to jednak. Przekazał co miał do przekazania, nie musiał znosić jej towarzystwa ani chwili dłużej. Może za jakiś czas dziewczyna oprzytomnieje i zacznie myśleć nieco bardziej racjonalnie. Jeżeli nie to jej problem. Miał wiele sposobów by złamać ją psychicznie.
- Myślisz, że jakikolwiek opór ma sens? Przestań zachowywać się jak smarkacz i dorośnij w końcu. - mruknął w końcu, nieco już poirytowany jej zachowaniem. Czując jej pazury drapiące go w udo, niewiele myśląc pacnął ją w ramię otwartą dłonią w celu siłowego odepchnięcia od siebie. Klapnęła na podłogę, stół czy kanapę, co za różnica... - Myślisz, że chodzi o ciebie? Że jesteś taka wyjątkowa? Głupia... - teraz szczerze się roześmiał a śmiech ten był zimny i okrutny niczym styczniowa wichura - Chodzi o to by zachować czystość krwi w rodzinie. A Ty możesz się do tego przyczynić. I to zrobisz. - wampir podniósł swoje cztery litery z fotela i otrzepał nogawki z niewidzialnego pyłu. Powoli sięgnął do kieszeni, z której wydobył gruby, skórzany portfel. Z jego kieszonki wysunął kawałek zalaminowanego papieru. Położył wizytówkę na stoliku czy czymś podobnym w zasięgu ręki. Jej mało wymyślną obelgę kompletnie zignorował kwitując tylko krótkim uniesieniem kącika ust. Jeśli chciała, mógł wynaleźć jakiegoś wyjątkowo szpetnego kuzyna, który weźmie ją za żonę. Było wielu okaleczonych w ciągu latach walk osobników, którzy, delikatnie mówiąc, przez odniesione rany nie wyglądali zbyt wyjściowo.
- Tu masz mój numer. Wklep go sobie w telefon, dobrze żebyś wiedziała kiedy czegoś od ciebie chcę. - kierując się w stronę wyjścia przystanął jednak przed nią i na dłuższą chwilę zawiesił wzrok na jej postaci. Uśmiechnął się lekko - Żegnam. Dam znać jeśli będziesz potrzebna.
Kroki wampira zadudniły o posadzkę a chwilę potem słychać było tylko trzask zamykanych drzwi. Białowłosy sprawnie odpalił auto i niemal bezszelestnie wycofał je, wymanewrował na drogę i wyjechał, opuszczając posesję blondyny. Miał jeszcze sporo spraw do załatwienia. Więc miała jakiś czas by przemyśleć sobie swoje położenie.

[z/t]

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Lip 17, 2016 10:03 am

Tym razem obeszło się bez zbędnego komentarza. Na żadne ze swych słów nie usłyszał riposty. Gdy wampirzysko zaczęło podnosić się z fotela Nadia z premedytacją nie uniosła nawet głowy. Nie chciała na niego patrzeć. Jego wyjście było jak wywietrzenie pomieszczenia z drażniącego gardło dymu. Wreszcie poczuła nieco swobody. Wrzucając niedopałek papierosa do popielniczki sięgnęła po wizytówkę. To, że ze złością nie wprowadzi jego numeru do komórki niczego nie zmieni bo jej numer pewnie podał ojciec. Dodając nowy kontakt zrobiła to dla siebie, żeby wiedzieć kto, coś od niej chce. I żeby nie odebrać przypadkiem zbyt miłym głosem jak każde nieznany bądź zastrzeżony. Jednak najpierw musiała zadzwonić do serwisu Volvo i załatwić sprawę z autem stojącym bez lusterek i to jeszcze na cegłach. Potrzebowała samochodu i to bardzo. Po tym jak dostała informacje, że to potrwa kilka godzin, rozłączyła się. Mając nieoczekiwany zapas czasu wzięła służbowego laptopa i zaczęła przeglądać bazę danych gazety, w której pracuje. Poszukiwała informacji o istocie z wizytówki. Musiała się cofnąć w czasie i to sporo. Łącząc się z drukarką stojącą w innym pomieszczeniu, wydrukowała kilka stron utkanych gęstą treścią. Dla swojego dobra przeanalizowała całą treść łykając ją niczym najlepszą książkę. W końcu nic tak nie motywuje do działania niż dbanie o własny tyłek. A ten był teraz zagrożony jak nigdy wcześniej.
Dobra. Starczy.
Wyłączyła wszystkie urządzenia I napisała krótką wiadomość do Emmanuela. Chociaż widziała go kilka razy w życiu i praktycznie nie znała to było w nim coś, co utwierdzało w przekonaniu, że może jej pomóc. Jeśli tylko uzyskała odpowiedź zwrotną, a pod jej dom zostało podstawione Volvo, wsiądzie w nie o odjedzie na umówione miejsce spotkania.

(z/t)

_________________
Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1109


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Sie 07, 2016 12:19 pm

Nie ma co tutaj wiele opisywać. Straż pożarna, jak i policja już zajmowała się pożarem. Wampirzyca mogła śmiało odetchnąć z ulgą - ogień nie sięgnął samej posiadłości, a budynek za domem. Tyle z dobrych wiadomości. Miejsce, które dotknął niszczycielski żywioł było w połowie spalone, co wiązało się również z tym, że przedmioty w środku uległy zagrożeniu. Wszędzie również była woda. Przed samą posiadłością znajdowały się dwa pojazdy - wóz strażacki i radiowóz, oczekujący na przybycie właścicielki domostwa. Ci pierwsi już się zbierali, by oddalić się chwilę potem, a drudzy zamierzali jechać dopiero wtedy, gdy porozmawialiby z kobietą. Chcieli jedynie spisać dane i to, czy kogoś podejrzewa o działanie, zanim odjechaliby z miejsca. Niestety, lecz odszkodowanie musiała załatwi sobie sama w odpowiedniej placówce.

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Sie 07, 2016 3:34 pm

Tym razem podróż przez leśną drogę nie była tak ponura jak zawsze. Niebieskie sygnały świetlnie doskonale dawały sobie radę z grubymi konarami drzew rozjaśniając obszar kilkunastu metrów od domu. Tutaj nie dało się przyspieszyć, droga była co prawda utwardzona ale co jakiś czas zdarzała się duża dziura przez którą zamiast pod posesją, Nadia mogła wylądować na drzewie. Gdy tylko minęła ogrodzenie zdążyła dostrzec, że resztki dymu z ugaszonego pożaru wcale nie wydobywają się z okien posesji a ze stojącej za domem szopy. Ktoś podpalił stary składzik na narzędzia, w którym prócz łańcuchów, pił i drewna znajdowały się worki z rzeczami poprzednich lokatorów. Nic dziwnego, że wszystko momentalnie stanęło w ogniu. W środku było dużo łatwopalnych materiałów.
Nadia Morita. Mieszkam tutaj.
Przedstawiła się krótko pierwszemu z dwóch policjantów, którzy do niej podeszli. Cała rozmowa trwała około czterdziestu minut i polegała głównie na pisaniu przez mężczyznę długiej notatki z miejsca zdarzenia. Padło kilka standardowych pytań typu „czy w środku było coś cennego”, „czy wie Pani kto to mógł zrobić?”. W końcu po delikatnym naprowadzeniu rozmowy na właściwy trop, cała trójka uznała, że najwłaściwszym rozwiązaniem będzie wpisać przyczynę jako zwarcie starej instalacji elektrycznej. Dla Nadii w środku nie było nic cennego, a i policjanci mieli z głowy tropienie gagatka, który zabawił się w piromana. Gdy straż rozgrzebała pogorzelisko dogaszając to, co się jeszcze tliło, a policjanci skompletowali wszystkie niezbędne świstki, wszyscy odjechali. Było już dobrze po trzeciej w nocy gdy wampirzyca została zupełnie sama na podwórku, które zamiast podjazdu, przypominało bardziej początkującą sadzawkę. Wszędzie mnóstwo wody, która zamieniła ziemię w błoto. Oby przez następne dni było ciepło i wszystko odparowało.
Blondynka do domu weszła bez butów. Zostawiła je przed drzwiami ponieważ do kostek były wymazane w glinie. Z jednej strony czuła ulgę, że spaliła się tylko nędzna komórka a nie cały dom. Tego byłoby już za wiele nawet dla niej. Zrzucając wszystkie rzeczy poszła wziąć kąpiel. Nie trwała ona zbyt długo a w całym domu panowały egipskie ciemności. Straż odcięła prąd a dostawa miała być przywrócona dopiero jutro. Nic nie szkodzi, w końcu dobrze widziała w ciemności. Wchodząc zupełnie nago  do salonu, po kolei pozaciągała wszystkie zasłony. Na koniec zasunęła te w sypialni. Kładąc się do łóżka westchnęła głęboko przekręcając się na plecy. W dolnym rogu łóżka poczuła przesuwający się ciężar. Czarna plama na tle mrocznego pokoju przesuwała się coraz bliżej jej twarzy
Gruby, śmierdzisz dymem. Gdzie byłeś hmmm?
Przesunęła dłonią po grzbiecie spasionego kociaka ku jego ogromnemu zadowoleniu. Zwierze zrobiło charakterystyczny dla swojego gatunku garb i zaczęło kręcić się w koło szukając odpowiedniej pozycji do snu. W końcu położył się obok a Nadia przygarnęła go do siebie drapiąc za uchem. Mruczenie świadczyły o tym, że było mu dobrze. Czując na swej skórze miękką sierść i delikatne wibracje pochodzące z gardła futrzaka, zasnęła…

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Sie 12, 2016 11:03 pm

Stoję na skraju lasu, chociaż on mnie nadal otacza. Przede mną most, stary i dziurawy. Gdzie prowadzi? Do zamkniętych drzwi, idealne skomponowanych z grubym na kilkanaście centymetrów murem. Pomiędzy murem a skrajem lasu stoi woda. Stoi od bardzo dawna. Gdzieniegdzie przerasta zgniłą trawą. Śmierdzi, jej zapach przyprawia o mdłości. Jest ciepło, duszno, gorąco, a zapach staje się coraz intensywniejszy. Chcę stąd odejść, uciec, ale nie mogę. Jestem świadoma, czuje, widzę, słyszę a jednak nie mam nad sobą władzy. Nagle ogromne wrota zaczynają się otwierać. Coraz szerzej, bezgłośnie. A ja zamiast uciekać, stoję. Wzrok mam pusty a moje serce wali jak oszalałe. Zupełnie tak, jakby chciało wyrwać się z piersi. W progu staje mężczyzna a raczej mężczyźni. Chociaż nie mam pewności co do tożsamości drugiej osoby ponieważ ten "pierwszy" przerzuca ją przez ramię. Jest zupełnie bezwładna, żyje? Postawny, wysoki osobnik zmierza w moją stronę. Tors ma nagi, nie widzę jego twarzy ponieważ zasłania ją maska. Taka wykrzywiona, jakby z balu przebierańców. Gdy staje naprzeciw, rzuca pod moje nogi ludzki pakunek. Teraz wiem, to również mężczyzna. Pochylam się aby spojrzeć na jego twarz. Dotykam niepewnie chłodnego ramienia aby odwrócić ciało na plecy i...
Komórka, krótki sygnał. Rozespana kobieta sięgnęła dłonią pod poduszkę aby przyłożyć urządzenie do ucha.
Halo?
Cisza, nikt nie odpowiada. Nic dziwnego bo to przecież wiadomość SMS od Emmana. Jego imię na ekranie rozbudziło szybciej niż najmocniejsze espresso. Siadając na miękkim materacu szybko odczytała krótką wiadomość. Teraz odetchnęła z ulgą. Jeden problem mniej, na razie. Przeczesując do tyłu jasne włosy przypomniała sobie sen. Ten, który został przerwany w kulminacyjnym momencie. Rozejrzała się po pokoju, przecież nie piła nic przed położeniem się do łóżka. Dziwne. Szybko zapominając wstała i zaczęła wykonywać te wszystkie podstawowe czynności. Kąpiel, włosy, makijaż, ubrania i telefon do pracy. Tym razem nie przyjdzie. Weźmie urlop na żądanie, czas nieokreślony. Przez najbliższe godziny pozamyka otwarte sprawy, dokończy artykuły, przeczyta zaległe maile, a gdy zapadnie zmrok, wyjdzie. Zostawiając w domu kota, klucz włoży pod doniczkę na tarasie, jak zawsze. I odjedzie w tylko sobie znanym kierunku bo ma zamiar coś zrobić. Coś czego jeszcze nigdy nie robiła, a od dawna miała ochotę.
A czas płynie szybko więc pomruk silnika świadczy o tym, że odjechała. W kierunku miasta...

z\t

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 577


PisanieTemat: Re: Death house   Czw Sie 18, 2016 8:46 pm

Jak widać zdrowy rozsądek wziął górę i młodzieniec przystał na propozycję wampirzycy. Oboje wolnym krokiem przemieścili się w stronę zaparkowanego auta. To gdzie najpierw usiadł jasnowłosy, a następnie się skulił, pozostało bez komentarza. Nadia najwyraźniej machnęła na to ręką. Przynajmniej spoglądając w bok widziała biedaka, który znowu szybko zasnął. Skazana na własne towarzystwo włączyła cichutko radio i ruszyła przed siebie. W międzyczasie wykonała dwa telefony, do dwóch znanych sobie osób. Oboje miała zamiar odwiedzić choć będą to bardzo krótkie wizyty. Najpierw zadeklarowała przybycie pod szpital. A właściwie to jego tylne wejście przeznaczone głównie dla sprzątaczek wynoszących nieczystości. Tutaj było ciemno i cicho. Nawet przydrożna lampa odrobinę zaniemogła, rzucając mrok na mały placyk otoczony wysokim żywopłotem. Tutaj zaparkowała gasząc światła, ale nie silnik. Taichi (bo tak miał na imię) szedł jak zwykle ciężko, przystając co paręnaście kroków. Nic dziwnego, był bardzo otyły, wręcz nieprzyzwoicie spasiony. W ręku trzymał za uszy czarną reklamówkę.
To co zawsze. Nie wiem, to chyba ostatni raz. W końcu wypierdolą mnie z tej roboty.
Niezliczone spotkanie z rzędu i ciągle ta sama gadka. Nadia uśmiechając się z politowaniem i wyrozumiałością. W zamian za zawiniątko podała białą jak śnieg kopertę. Taichi pracował w prosektorium, od którego piwnicami przechodziło się do niskiego parteru szpitala. Tam też znajdowało się centrum krwiodawstwa. Za niemałą sumę cyklicznie kołował dla wampirzycy woreczki pełne krwi. Chociaż jego głos był poważny to oboje doskonale wiedzieli, że on nie straci klientki a ona dostawcy. Miał z niej niemal drugą pensję, a łatwe pieniądze kuszą, wiadomo. Kładąc nabytek na wycieraczce pasażerki jasnowłosa wycofała i wróciła na ruchliwą drogę. Tym razem pojechała w kierunku najbogatszej z dzielnic Yokohamy. Tam mieszkał Ross, który kazał się nazywać Rossem, ponieważ jego nadane przez rodziców imię było na tyle banalne, że nie raczył się z nikim nim podzielić. Ross był pedantem, gejem, estetom i posiadał tak bogatą garderobę, że niejedna panna mogłaby mu zazdrościć. Sama Nadia nigdy nie widziała go w pracy, w identycznym zestawie ubrań chociażby dwa razy. Jego ogromnym plusem (jak się okazało) była choroba zwana bezsennością. Pomimo późnej godziny na telefon, jego głos był trzeźwy i niezwykle przytomny. Na pytanie czy ma całkowicie przypadkiem trochę ubrań w rozmiarze S, odpowiedział „całe sterty”. A że naszemu koledze ostatnio się trochę utyło (rzucił go chłopak i zagryzał smutek łakociami) to stwierdził, że coś naszykuje. Słysząc „coś” Nadia myślała o jednej, może dwóch koszulkach, jakiś spodniach itp. Zamiast tego, pod apartamentowcem, Ross trzymał, a właściwie podpierał dwie, wypchane po samą górę torby sygnowane znanym projektantem.
Jesteś cudowny. Połóż to w bagażniku. Jak tylko wrócę z urlopu to pójdziemy do kina. Obiecuję.
Ross nie pytał o nic. Prócz „trzymam za słowo” stał tylko i kończył papierosa patrząc jak Volvo chowa się za następnym zakrętem. No, teraz można jechać do domu. Droga trwała około dwudziestu, może trzydziestu minut. A to dlatego, że o tej porze ruch praktycznie nie występował. Po wjeździe na teren posesji Nadia obróciła się w stronę śpiącego chłopaka. Ostrożnie i delikatnie pogładziła jego jasne włosy.
Jesteśmy na miejscu. Jeszcze trochę i poczujesz się lepiej.
Sama zabrała zrywkę, która leżała z przodu i dwie papierowe torby z bagażnika. Obładowana jak po najlepszych zakupach otworzyła drzwi do domu. Weszła pierwsza zapalając światło po kolei w każdym pomieszczeniu.
W kuchni jest duży stół. Usiądź przy nim.
Ruchem głowy wskazała mebel zaś sama zaczęła odkładać zbędny balast. Wiadomo, torby położyła gdzieś w salonie, zaś reklamówka wylądowało prosto w lodówce. Włączając ponownie radio (nie znosiła martwej ciszy) naszykowała szklankę, a właściwie pucharek. Następnie małymi nożyczkami uwolniła zacisk na jednej z rurek jakie odstawały z woreczka. Na papierowej nalepce widniała cyfra „0”, to dobra krew. Niespiesznie i z uwagą wypełnia naczynie. Podstawiając je niemal pod nos młodzieńca nakazała łagodnie.
Pij.
Mrucząc pod nosem rytm starej piosenki, jaka właśnie opuszczała głośniki, wyraźnie poszukiwała czegoś wzrokiem. Gdy tylko znalazła, od razu wzięła potrzebną rzecz. A był to nóż. Nie jakiś byle jaki. Doby, ostry, duży nóż, który położyła na stole. Ale to nie wszystko. Chwilę grzebała za czymś w szafce, znalazła. To też położyła na stole chociaż nie miało żadnego związku z jasnowłosym. A był to łańcuszek, dość długi, zakończony ładnie ozdobioną fiolką. Na co to jej? Okaże się.
Nie uśnij mi tu teraz. Trochę lepiej?
Krzyżując ręce na piersi obserwowała reakcję dziewiątki.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Death house
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Death walks among you
» Wielkie rody Westeros
» Spis kadry Death City
» Śmiercionośny tarot przepełniony nienawiścią
» Royal Opera House

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: