IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Death house

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Gość
Gość



Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 EmptyWto Lip 09, 2019 8:25 pm

Rzadko miał okazję prowadzić jej samochód, może był trochę wieśniacki, ale to już inna bajka, nie będzie marudził, że nie będzie tutaj jako Daisy w wożąc pannę Daisy. Głód? A no tak, Raven go czasem odczuwał, właśnie, będzie czasem trzeba wyskoczyć na Maca na jakieś promocje z kuponów czy coś.
Wsiadł do samochodu i westchnął głęboko odsuwając fotel do tyłu, przestawiając lusterko i wziął od niej kluczyki wsadzając je w stacyjkę, założył rękę za oparcie fotela pasażera i wycofał by przekierować się na drogę główną. Dalej drogę już pamiętał, nie musisz się o to martwić. Wrum, to pojechali.
-------------------------------------------

Prowadził raczej bez słowa, jak mówiłem trochę się zmienił, ale jak widać nie był tylko jedynym, kiedy tak wyjeżdżał za miasto to w końcu udało mu się odetchnąć ze spokojem. Po chwili pomachał kobiecie dłonią przed twarzą.
-Nadia, otrząśnij się. Nigdzie się nie wybieram. - uśmiechnął się do niej lekko po czym zaczął dojeżdżać już do terenów bliżej jej posiadłości. Trzeba było przyznać, że Kruk patrzył na wszystko ze szczerym zainteresowaniem, był nawet lekko zmartwiony co się stało z tym miejscem, kiedy tak do niego mówiła to jednym okiem spoglądał na drogę, drugim na ogrodzenie. Sytuacja była dosyć napięta, więc trzeba było zrobić to co każdy mężczyzna może zrobić w takiej sytuacji. Mianowicie.. Walnąć jakiś niesmaczny żart sytuacyjny.
-Uwielbiam ten nowy wystrój, musisz mi polecić dekoratora, powiedz mi, grupa antyterrorystyczna przychodzi w zestawie, czy trzeba ją dokupić osobno? - zaśmiał się cicho pod nosem. Tak była przewrażliwiona na punkcie swojego bezpieczeństwa, ale na pewno miała ku temu powody. Zaparkował dokładnie tam gdzie miał zaparkować, a następnie ładnie poczekał tak jak mu powiedziała.
Kiedy uchyliła drzwi od samochodu to od razu podleciały dwie wielkie bydlaki zaciekawione nowym gościem. Co do kwestii moralnych odgryzionych uszu, krwi, mordów i tym podobnych tak naprawdę.. No właśnie? Kruk nigdy nie był moralną osobą, ale gdzieś z tyłu głowy siedziało mu, że "mogę być lepszy" Dupa blada, nie był lepszy, nie będzie lepszy. Był złym człowiekiem. Mogłaby zabić kogoś przy nim a on nie kiwnąłby palcem, ale nawet źli ludzie potrzebują czasami spokoju i towarzystwa, więc myślę, że ten układ może jeszcze zadziałać.
Wyszedł z samochodu kierując się do jej domu, w momencie kiedy otwierała drzwi ten oparł się o ścianę spoglądając na nią z pytaniem w oczach.
-A spodziewasz się gości? - mruknął jedynie, nie żeby mu to przeszkadzało, chyba że będą nastawieni agresywnie, może był trochę zardzewiały, ale do starości mu dużo brakowało. Był mężczyzną w swoich najlepszych latach, nie będzie tak łatwo, może tu zostanie? Skoro Nadia mieszka w fortecy, nie zaszkodzi jej dodatkowa ochrona, nie?
Kiedy znalazł się w salonie trzeba przyznać, że poczuł się mocno nieswojo, ona była taka miła i uczynna? Może jeszcze zaproponuje kanapkę i zostanie gospodynią, a ja postawie sobie tutaj telewizor i konsolę? Daj spokój. Kruk się tylko cicho zaśmiał z jej zachowania po czym położył dłoń na jej policzku.
-Usiądź. Nie jestem dzieckiem, poradzę sobie. Ja nie lubię win, ale Ty tak, więc znajdę coś dla siebie i dla Ciebie. - jak powiedział tak zrobił. Przeszedł się po salonie od razu zmysłem alkoholika dziesiątego stopnia wypatrując barek z którego zabrał butelkę wódki oraz wino o którym wcześniej wspomniała kierując się po jakieś naczynia. Jak widać, była tu zmiana i u niej i u niego. Wracając ze szklankami, znalazł jakieś wolne miejsce do siedzenia po czym rozlał trunki. Dla siebie pół szklanki, a dla niej całą lampkę. Oczywiście były to różne trunki, więc proporcje pasowały.
-Na zdrowie. - zaciągnął tutaj po rosyjsku.
Kiedy wreszcie się uspokoi, jestem pewien, że zaleje go stosem pytań, ale był na to przygotowany. Czas się obudzić z letargu, nie sądzisz?
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
Nadia

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681 http://vampireknight.forumpl.net/t3767-nadia#82860
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 752


Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 EmptySro Lip 10, 2019 6:28 pm

Jaki wieśniacki, jaki wieśniacki!? Był wygodny, nowy i co ważniejsze, już się do niego przyzwyczaiła. Nie miała w planach zmian i albo męska blondynka się przyzwyczai albo niech kupi sobie swój. Problem z głowy.
Zamyśliłam się...
Odpowiedziała szybko zdając sobie sprawę, że na moment odleciała gdzieś bardzo daleko a najlepsze było to, że już nawet nie pamiętała nad czym tak intensywnie rozmyślała.
Tak, wiem.
A raczej „tak, tak sądzę” ewentualnie „tak, mam nadzieję” bo to różnie w życiu bywa, prawda? Plany i ich realizacja to dwie, bardzo odrębne kwestie, dlatego podobne zapewnienia bardziej mają za zadanie uspokoić umysł niż zdeklarować coś konkretnie. Nic nie jest w życiu na pewno. Prócz śmierci i podatków ale to inna bajka.
Lepiej. Zamknęłam ich w piwnicy.
Uświadamianie jej, że ciut... CIUT przesadza było zbyteczne. Wiedziała, że to co tu zrobiła jest efektem jakiejś paranoi, którą musiałby zdiagnozować specjalista. To pewnie się leczy ale póki nie spała z karabinem pod poduszką, resztę można było zaakceptować. W końcu wszystko dla dobra mieszkańców domu a więc od dziś i Rava. Chyba powinien się cieszyć, że nikt obcy tak łatwo nie wtargnie na ten teren.
Nie, nie spodziewam się gości. W domu mieszkają jeszcze słudzy ale nie mam pojęcia gdzie ich poniosło.
Wzruszyła obojętnie ramionami mając wrażenie, że Leo pojawił się jeszcze za kadencji blondyna aczkolwiek ręki za to nie da sobie uciąć.
Okeeej?
I rzeczywiście usiadła. Po części dlatego, że jej kazał, po części ze zdziwienia. On jej naleje wina? Łowcy podmienili jej chłopa. Z uwagą, zaciekawieniem i szczyptą podejrzliwości obserwowała jego każdy, nawet najdrobniejszych ruch. Zero podstępu, zero spisku. Bez podpowiedzi znalazł barek, jakieś kieliszki a nawet korkociąg.
Dzięki. Zdrowie... Twoje.
Uniosła wymownie brew, dając do zrozumienia, że o nią nie trzeba się martwić. To raczej Ravowi groził każdy katarek.
Kiedy kieliszek uderzył w szklankę, literatkę czy co to tam było, w salonie rozniósł się charakterystyczny dźwięk toastu. Nim Nadia zaatakowała mężczyznę górą pytań, upiła łyczek, większy łyk... aż prawie całkiem opróżniła kieliszek. Dopiero widząc przez dno zakrzywiony obraz mebli, odstawiła ozdobne szkło na blat stołu.
Okej. Opowiesz mi coś? A najlepiej wszystko. Co stało się wtedy w apartamencie? Pamiętasz?
Monitoring z korytarzy apartamentu miała ale to co działo się w mieszkaniu pozostało tajemnicą.
Ta krew na ścianach, wszystko wywrócone do góry nogami. Nie było ani Ciebie ani dziecka. Wiesz jak bardzo się bałam?
Kieliszek już prawie pusty.
Dolejesz mi? Nadstawiła naczynie patrząc na flaszkę wódki chociaż wcale nie chciała jej pić. Wystarczy jej wino ale zastanawiała się czy on to sam wypije? I czy będzie musiała odstawić go do łóżka w stanie nieprzytomności. Z tego co pamiętała Rav miał niezły spust i dużo potrafił ale po tych wszystkich wariacjach może już nie ma takich możliwości.
Będę musiała na Ciebie uważać!
Zaskoczyła nagle gdy w jej głowie zapaliła się czerwona lampka. Przecież nie mogła znowu pozwolić sobie na zmiany. I to dosłownie.
To nie znaczy, że będzie obchodziła się z nim jak z jajkiem, chociaż może powinna?
Siedząc kilkanaście centymetrów dalej, ostrożnie, żeby go nie przestraszyć nagłym ruchem, położyła rękę na jego dłoni.
Pasuje Ci to. Nie chcesz tego zmieniać?
Lepiej się upewnić niż żyć domysłami. Bo pierwszym razem wyszło jak wyszło. To była fatalna pomyłka, do której nie warto wracać. Może kiedyś to będzie zabawne ale jeszcze nie dziś i nie jutro...

_________________

Death house - Page 7 Ivbs0NN
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 EmptyCzw Lip 11, 2019 4:16 pm

Oczywiście, że był wieśniacki. Miała dobry gust do większości rzeczy, ale samochody nie należały do jednej z tych rzeczy, więc będzie trzeba zaakceptować fakt, że jeździła wieśniackim samochodem, ale akurat tutaj Kruka najmniej obchodziło czy podążą za najnowszymi krzykami mody czy jeździ jakimś zgrobem, dopóki to jeździło to było przydatne, nie?
Ostatnimi czasy nie miał za wiele okazji, żeby chlać tyle wódki ile w dawnych czasach, ale na pewno nie zmieniło się jedno, ten koieś nie wyjebie zgona, za nic. Tego mogliśmy być całkowicie pewni.
-O moje zdrowie się nie martw, po całej chemii jaką przyjąłem to od Hiro to od łowców jestem prawie pewien, że nie do końca jestem człowiekiem.
Blondyn zaśmiał się cicho po czym spojrzał na Nadię i rzeczywiście uniósł butelkę wina przy czym przełożył ją do drugiej ręki i nalał jej znów całą lampkę, była wampirzycą więc powinna bez problemu poradzić sobie z ilościami o których tu była mowa, prawda? Rzeczywiście było dużo do opowiadania a jego historia była tylko częściowym kłamstwem, więc jak dobrze to wyjdzie i nakieruje rozmowę odpowiednio to wcale nie musiał jej okłamywać, wilk syty i owca cała.
-Przegrałem starcie z Hyclem rady, jako wampir nie miałem żadnych szans, to dosyć logiczne, zawsze byłem silniejszy w swojej własnej skórze, a reszta to mgła, przynajmniej pobyt w posiadłości Hiro. Pamiętam tylko stół operacyjny, bliznę na przedramieniu oraz porzucenie do momentu aż natknął się na mnie patrol oświaty.
Kruk na chwilę przerwał swoją historię by się napić i westchnąć głęboko, jakby był zmęczony na samo wspomnienie. Rozglądnął się jeszcze po mieszkaniu i lekko zmarszczył brew.
-Nie lubię przydupasów, ale to Twoje zabawki, więc tak długo jak nie będą się o mnie potykać, myślę że nie będą musieli żyć w garażu.
Zażartował z lekkim uśmiechem po czym jednak wrócił do dalszej części historii.
-Jak mówiłem, dalej był już tylko rytuał, bardzo wyczerpujący. Esmeralda prowadziła ten cały bezsens, prawie mnie to zabiło, właśnie wtedy wyszła na jaw prawda o tym co zrobił mi Hiro. - Kruk uniósł przedramię gdzie była blizna po chirurgicznym cięciu, blizna nie była równa, ponieważ była cięta dwa razy. -To co mi tam dał, łowcy to wyciągnęli i potraktowali jako zdradę i współpracę z wampirzą radą w celu przerwania odwampirzeń, reszty się już chyba domyślasz.
Widzisz? Jak tą historię opowie się w dobry sposób, nie było tam ani jednego kłamstwa. Wzrok człowieka przemknął po ich dłoniach, gdy położyła swoją na jego. Ciężko powiedzieć tak naprawdę co to było i jak to będzie, ale za to trzeba przyznać, że jej kolejne słowa go rozbawiły na tyle, że mógł się trochę zrelaksować.
-Uważać na mnie? Wpakujesz mnie do ładnego pudełka i będziesz otwierać tylko jak się stęsknisz? Nie brzmi to najgorzej.
Pokręcił jedynie głową, chociaż trzeba przyznać, że był rozbawiony tą wizją. No i przyszło pytanie, które wyrażało niestety więcej niż jedną rzecz, nie wiedział do końca jak je zrozumieć. Dłuższą chwilę milczał po czym podniósł się z siedzenia kucając przed kobietą i założył jej rękę na kark zbliżając się do niej twarzą w twarz.
-Zawsze byłem silniejszy jako istota ludzka, ja nie urodziłem się z tym jak Ty, nie umiałem sobie z tym poradzić, było to bardziej męczące niż Ci się wydaje, a jeśli pytasz o moją moralność co w takim razie dalej, to odpowiem Ci krótko.
Kruk uniósł głowę nad jej po czym pocałował ją w czoło i odsunął się kawałek.
-Nie ma jej. Po tym wszystkim moja moralność nie istnieje. Życie, śmierć, ludzie i wampiry. Każdy robi wszystko aby przeżyć. Aby odpowiedzieć na Twoje pytanie w całośći. Tak, pasuje mi to. - uśmiechnął się lekko no i wrócił oczywiście do szklanki, jakże by to było gdyby Raven nie spierdolił nastroju, o.
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
Nadia

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681 http://vampireknight.forumpl.net/t3767-nadia#82860
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 752


Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 EmptyCzw Lip 11, 2019 8:36 pm

Serio, to auto wcale nie było złe! Ale jak tak bardzo mu na tym zależy i co ważniejsze, będzie woził Nad, to może je zmienić. Byle tylko grzać siedzenie pasażera. Wygodę trzeba cenić, prawda?
Będziesz coś z tym robił? Pytam o tego starego dziada, Hiro. Czy to tak zostawisz?
Zainteresowanie tematyką było z jej strony aż podejrzane bo chociaż obiecała sobie, że da spokój, odpuści i zapomni, to ciągle gdzieś z tyłu głowy odzywała się nieodparta chęć wbicia starcowi szpili. Miała Rava, miała dzieciaka, chociaż młody był u dziadka w bezpiecznej odległości od tego bagna i w sumie tak, miała dać na luz to coś ją korciło. Magnes na kłopoty wszedł w tryb pracy i czekał na sygnał ze strony blondyna. Jeśli tylko będzie chciał to ona bardzo chętnie mu pomoże. A możliwości ku temu miała spore. Aż chyba zaraz mu wszystko pokaże. Za chwilkę...
Ten starzec ma coś z głową i nikt z tym nic nie robi.
Mruknęła przyglądając się bliźnie na ramieniu faceta. Przy okazji popiła trochę winka i wyglądało to tak jakby podziwiała jakiś eksponat w muzeum. Dobrze, że to nie twarz tylko ręka. Chociaż tyle.
Ponownie przechyliła kieliszek a trzeba nadmienić, że to nie małe szkło na nalewkę tylko wysokie i pękate naczynie. Dobre to wino to szybko i ładnie wchodziło. Pod tym względem dobrali się idealnie. Mogli siedzieć i wlewać w siebie procenty litrami. Takie hobby, co zrobisz.
Dobrze, zastanowimy się później gdzie tą klatkę ulokować i będę Cię odwiedzać tylko wtedy gdy będę miała taką potrzebę. Pasuje taki układ?
Puściła oczko dopijając ten drugi kieliszek. Przecież nie będzie się nad tym modlić. Właśnie wtedy on wstał i zaczął przed nią klękać. O madko, będzie prosił o rękę?!
Nadia wyprostowała plecy zachowując powagę 10/10. Wspominał, że Hiro coś mu zrobił? Tak, nie zaprzeczy bo to co wywijał Rav przechodziło jej wszelkie pojęcie. Nalał, jej wina, całuje po czole?! To serio było może i miłe ale również przerażające. Raczej wcześniej nie był taki tulaśny więc zapamiętała go nieco inaczej. Nie, to nie to, że było źle. Tylko się nie przyzwyczaiła. A jutro? Dostanie papu do łóżka? Bo się rozpłynę ~
Okej, rozumiem. Będę ostrożna. Nie zrobię Ci tego.
Zakodowała, przyjęła do wiadomości. Rozumiała decyzję i pewnie na jego miejscu sama podjęłaby podobną. Nie miała zamiaru go zmuszać do czegoś czego nie chciał ale ten pierścionek, meh...
Dobra, pokazać Ci coś?
Uśmiechnęła się tajemniczo a jej mina miała w sobie coś z diabła. Brakowało tylko rogów, ogonka i kilku płomieni wokół głowy. Ale nie o tym teraz.
Chodź.
Złapała go za rękę i pociągnęła za sobą w kierunku... piwnicy!
Zatrzymując się przed drzwiami, oparła się o nie i sięgnęła po coś na futrynę. Klucz.
Domyślasz się, że to pewnie kotki?
Wsadziła kluczyk w zamek i przekręciła dwukrotnie. Ciemność i schody w dół. Naciskając włącznik po prawej stronie sprawiła, że nastała jasność, że tak to ujmiemy. W środku nie było nic nadzwyczajnego prócz... no właśnie. Stół, metalowy, do robienia bardzo brzydkich rzeczy z bardzo złymi ludźmi. Nieużywany, spokojnie, nie o to chodziło. Sprawa tyczyła się skrzyń na nim leżących.
Nadi otworzyła jedną z nich pokazując mężczyźnie zawartość.
Śmiałeś się z brygady antyterrorystycznej. Może nie mam ich pod ręką ale za to mam 3 ładunki C4. 5 sztuk karabinów a do każdego po 3 magazynki z pociskami antywampirzymi od Twojego kolegi po fachu.
Założyła kosmyk włosów za ucho i otworzyła kolejną skrzynię.
Glock i 8 magazynków po 33 naboje. Wszystko z bronią na wampiry. Tylko nie wpakuj mi tego w tyłek jak Cię wkurzę.
Wyprostowała się dumnie i dopiła już 3 kielich, który sobie nalała. Spodziewałeś się takich zapasów na czarną godzinę? Ha!

_________________

Death house - Page 7 Ivbs0NN
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 EmptyPią Lip 12, 2019 1:50 pm

Wiesz, myśle że mogli na ten temat jeszcze trochę podyskutować, bo bardzo chętnie Raven będzie robił za szofera, tak długo jak kupią nowe auto, przez nich mam na myśli Nadie. Moja droga, jeśli kupisz nowe auto możesz wozić tę suchą dupę na pasażerskim do końca świata, albo dopóki auto nie wyjdzie z mody całkowicie, albo się nie spierdoli po prostu, bo tak też bywało w życiu, nawet częściej niż na porządku dziennym.
Kruk przez chwilę zastanawiał się co odpowiedzieć kobiecie, jednak postanowił jednak pokręcić głową.
-Iść na wojnę z Hiro to samobójstwo, sam nie jest bardzo groźny, ale porywać się na niego to walka ze wszystkimi psami rady na raz, bezsens.
Odpowiedział blondynce z uśmiechem. Ten rozdział w jego życiu był już zamknięty, ale jak o tym wspomniała trochę mu się zrobiło nostalgicznie za faktem, że ta częśc była już za nim.
-Nie będę żoną na pokaz, Nadia. - szybko odrzucił już rozmyślania i żarty o pudełkach i klatkach i tak dalej, ale gdy wspomniała o piwnicy aż klasnął w dłonie podekscytowany.
-Masz tam też cukierki? - wstał z miejsca i poszedł za nią oczywiście, bo kto normalny o zdrowych zmysłach odrzuca zaproszenie na zwiedzanie piwnicy, prawda? Na pierścionek to chyba było za wcześnie bo jak sama wspomniałaś fakt, że zrobiła z niego wampira mógł być śmieszny ale jeszcze nie dziś, ani nie jutro.  Hej, odpierdol się od jego romantycznych gestów, skoro ich nie chciała to więcej ich nie dostanie, proste, ale śniadanie do łóżka? Nie no, troche przesadzasz.
Gdy już zaprowadziła go do piwnicy tylko rzucił jej pytające spojrzenie o tej stół, ale kiedy otworzyła skrzynie to poczuł się jak dziecko, które pyta mamę o piątkę żeby pojeździć na czymś w lunaparku, od razu podszedł do karabinów biorąc jeden w ręce przymierzając niczym kobietka nowe buty.
-Tak, po tysiąckroć tak. - Dla niego nie trzeba było pierścionka tylko nowe zabawki, w końcu był mężczyzną i to było całkiem normalne. Nie, ale wracając do spraw bardziej naglących to kiedy Raven się bawił z całym sprzętem który mu tu zaprezentowała to minęło dobre dziesięć lub pietnaście minut. Dopiero później do niej podszedł i przechylił głowę pytająco.
-Czyli mogę zostać u Ciebie przez jakiś czas, dobrze to zrozumiałem? - wskazał ręką najpierw na siebie, a później na nią i tak na przemian. -A co z tym? Wiesz, ja jeszcze nie pytałem, a Tobie? Pasuje to? - po czym założył ręce na klatkę piersiową krzyżując je i oczekując odpowiedzi. Najlepiej bardzo rozwiniętej a nie w pół szyfrowanej.
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
Nadia

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681 http://vampireknight.forumpl.net/t3767-nadia#82860
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 752


Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 EmptyPią Lip 12, 2019 3:54 pm

Zapał i chęć pokazania Hiro kto jest górą opadały z każdym kolejnym słowem. Trudno, trzeba będzie obejść się smakiem. To co zgromadziła do tej pory z pewnością się przyda.
Och! Zapomniała wspomnieć o jednej bardzo ważnej, wręcz kluczowej rzeczy a raczej sytuacji. Przecież to nie jest tak, że hajs leży na ulicy i wystarczy się po niego schylić. Nawet długowieczna istota musiałaby gromadzić oszczędności na takie cacka przez długi czas. Tanio za to jej nie policzyli pomijając kwestie kilku jednostek krwi, które również kupiła. Czerwony płyn osobnika szlachetnego... to zupełnie wykończyło jej oszczędności a i jeszcze jeden fakt właśnie przyszedł jej do głowy. Z czasem wtajemniczy Rava we wszystko. Tylko powoli, spokojnie.
Wiedziałam, że Ci się spodoba.
Siadając na samym krańcu stołu patrzyła jak blondyn głaskał, przymierzał i oglądał broń z każdej strony. Jeszcze kilka dni temu miała jedno dziecko, teraz czuła, że właśnie przygarnęła drugie, takie wyrośnięte.
Dostałam dość pokaźny spadek po bezdzietnym wuju. Ogrodziłam za niego dom, wprowadziłam te wszystkie nowości, kupiła to czym się teraz bawisz ale to nie koniec. Nie wiem na jakim jest etapie zakup takiego dużego wozu. Uciekła mi nazwa, Kyuu stwierdził, że nie zaszkodzi to mieć.
Pochyliła się do przodu przytrzymując dwoma palcami nasadę nosa. Widać, że ostro dedukowała aż w końcu pstryknęła palcami, jeszcze zapalonej żarówki nad głową brakowało.
Amfibia! Będziemy tym chyba jeździć do sklepu przez las.
Zaśmiała się roztaczając ową wizję w wyobraźni. Serio wkręciła się w szturm na zamek i na tamten czas zakup takiego czegoś wydawał się logiczny. Gorzej jak pewnego dnia to stanie na jej podwórku i co wtedy? Czy to można wrzucić na ebaya?!
Ty tu przez jakiś czas?
Próba bycia zamyśloną i poważną wyszła jej bardzo marnie więc nie ciągnąc już dalej udawanego zastanowienia, kiwnęła głową i dopiła resztki 3 kieliszka.
Pewnie, nie musisz się pytać.
I w ten sposób ona sama wychlała całe wińsko jak rasowy żul spod monopola. Gorsze, że wcale nie czuła się zaspokojona pod względem wlewanych przez siebie procentów.
Zsuwając się ze stołu najpierw odwróciła się do Kruka tyłem i delikatnie pozamykała wszystkie skrzynie. Picie piciem, samolot w głowie swoją drogą ale nawet taki stan nie zobowiązuje do całkowitego braku odpowiedzialności. Gdyby te c4 się jakoś, sama nie wiem jak, odpaliły, to chałupa zostałaby zmieciona z powierzchni lasu. A ta dwójka razem z nią.
Nie będę Cię do niczego zmuszała. Skoro wolisz żeby było tak jak jest teraz to niech tak zostanie.
Niech ktoś ją pochwali za te wszystkie kompromisy, halo?!
A teraz pytanie.
Przygryzła dolną wargę spoglądając z ukosa na te chłopakowate zabawki.
Chciałbyś dziś tego użyć czy myślisz, że to nie jest najlepszy pomysł?
Prędzej czy później się doigra. Jak nie Hiro to pomysł na spacer po mieście z karabinami. Najwyraźniej zapomniała jak bardzo pomysłowy potrafi być Hiro w wyznaczaniu kary.
Nie, nie, nie... fatalny plan. Chodź stąd zanim zrobię coś głupiego.
I gdyby nie to że Rav zasłonił jej przejście to już byłaby na schodach a tak, cóż. Panowie przodem...

_________________

Death house - Page 7 Ivbs0NN
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 EmptyPon Lip 15, 2019 11:35 am

Czyli po spotkaniu po latach zamierzała popełnić samobójstwo? No dobra, czemu miałby odrzucać perfekcyjną ofertę pójścia do miasta i zostania renegatem? Bez powodu. Nie zrobi tego, zamierzał się zgodzić z ofertą swojej dziewczyny, kochanki czy tam kogo.
Kruk w ogóle wpuszczał jednym uchem to co do niego mówiła, a drugim wypuszczał dopóki były zabawki na stole, w ogóle nie słuchał mamuśki i tego co miała do powiedzenia, dopiero gdy ruszyła sie z miejsca to przeniósł na nią wzrok łapiąc za trochę sprzętu, który leżał na stole. Z szyi byłego łowcy zwisała chusta którą zaciągnął na twarz niczym w scenie z Red Dead Redemption, brakowało tylko by krzyknął Outlaws for life.
Jedną z rzeczy którą zabrał był karabin szturmowy, drugą były dwa pistolety, a trzecią granat. Tak, jebany granat. Wszystko elegancko założył na siebie jak kobieta przymierzająca nową sukienkę. Karabin spoczął na plecach przełożony przez głowę na pasku, pistolety weszły za pasek spodni, a granat do kieszeni, może się nie odbezpieczy przez przypadek bo byłoby dosyć śmiesznie.
W oczach malował się nie mały obłęd, bo czym zaskoczyć kogoś kto przeżył terror, a także ucieczkę? Brakowało mu w życiu nowych podnietek więc to mogła być jedna z rzeczy którą akurat chciał zrobić w tej chwili. Mogli zostać w domu i uprawiać seks ale przecież to nie było to samo co zastrzelenie kogoś, nie?
-Prowadź, skoro masz wojnę do wygrania. - już nawet nie będzie rzucał kąsliwych uwag na temat jakiegoś gówna które zamierzała kupić, bo na samą myśl robiło mu się niedobrze. Nie będzie też jej za nic chwalił, zrobiła z niego wampira co z tym idzie zrobiła z niego żywy cel, więc nie bardzo mu się to uśmiechało, może za parę miesięcy uzna, że to był zajebisty żart i powinni to powtórzyć, ale jeszcze nie teraz.
Kruk podszedł do schodów po czym ujął tyłek kobiety w rękę lekko ją podszczypując, a czemu nie, to takie typowe.
-Idź już zanim zmienię zdanie zostania pierdolonym bandytą. - cicho się zaśmiał i poczekał aż Nadia wyjdzie pierwsza, oczywiście po zabraniu wszystkiego z mieszkania czego potrzebowała. -Ja prowadzę, bo wjeżdżasz we wszystkie dziury na drodze, nawet te które są na drugim pasie. - puścił jej oczko po czym poczekał aż się ogarnie, jeśli to zrobi to oboje wyjdą do samochodu, a gdzie dalej? Niech poda wskazówki, bo za cholerę nie będzie siedziała w fotelu kierowcy, nie kiedy. Daddy's home.

Po ogarnięciu zt x2
Powrót do góry Go down
Veina

Veina

http://vampireknight.forumpl.net/t3924-veina-erika-virtanen#86359 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 710


Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 EmptySob Wrz 07, 2019 10:08 pm


Nie rozumiał dlaczego zawsze jemu przypadała najczarniejsza robota. Vi jawiła się czasami jako okrutna zołza, bo wystarczyło by raz jedna sprawa nie poszła po jej myśli, drobny wybuch i nagle Lorenzo nie jest godny zaufania i wraca do pozycji chłopca od brudnych zadań. Wystarczyło jedno potknięcie! Najgorsze w tym wszystkim było, że skandynawski gnojek pewnie siedział gdzieś teraz z panienkami i sączył koskenkorve - najgorszą rzecz jaką czarnowłosy miał w ustach, a już wiele specjałów się tam znalazło. Sam miał ochotę zabawić się na mieście, ale musiał prowadzić cholerną ciężarówkę i być przewodnikiem dla pozostałych dwóch debili będących za kierownicami zamówionych maszyn. Rozmyślania i użalania pewnie trwałyby w najlepsze, gdyby Lorenzo nie zorientował się, iż jest na miejscu. Nie łatwo było trafić do posiadłości, która była całkowicie schowana w lesie, też coś. Gdyby on miał takie pieniądze jak właściciel, wyjebał by je w najlepsze mieszkanie w dzielnicy nocnej, a nie chował się po lasach jak druid.
Wysiadając z samochodu, przeklinał pod nosem ten wieczór, myśląc jak najłatwiej dostać się do środka. Wrednie ujadające psy skutecznie uniemożliwiały wjazd, na szczęście dla niego samego, na horyzoncie pojawił się mężczyzna, który miał być wybawieniem dla nerwowego Włocha.
- Prezenty gwiazdkowe! - krzyknął wesoło, szeroko rozkładając ramiona. To jednak nie było szczęście na widok Leo, a na perspektywę szybkiego zakończenia zadania, które Vi kazała mu wykonać właśnie dzisiaj i w tej chwili; może jego rezerwacja w gejowskim klubie jeszcze nie przepadła, jeśli tak - będzie musiał zadowolić się dziewczynami na rurach.
Sługa klienta nie robił problemów i szybko zabrał psy, by następnie otworzyć bramę posiadłości. Lor wskoczył ponownie za kierownicę i wjechał na teren prywatny, prowadząc ten smutny kulig. Parkując z tyłu domu, otworzył ciężarówkę od zaplecza i zaprezentował kilkadziesiąt szczelnie zamkniętych drewnianych skrzyń, z enigmatyczną numeracją.
- Podobno wszystko ustalone. - odparł, ponieważ tylko takie informację dostał od czarnulki przed wyruszeniem w podróż życia, na przedmieścia. Leo okazał się miłym zaskoczeniem, nie robiącym żadnych problemów. Z pozostałych maszyn wysiadło dwóch osiłków, którzy pomogli rozpakować całe to gówno i schować gdzie tylko wskazał sługa. Verdi myślał o niebieskich migdałach, przenosząc może dwie skrzynie, bo czemu miał się przemęczać. Po rozpakowaniu załadunku, dwie niemowy zaparkowały maszynę i amfibię na przeznaczonym do tego miejscu.
- Skoro wszystko gotowe, to spierdalam, żegnam i życzę miłego wieczoru. - dodał, kończąc to spotkanie i obrzucając Leo ostatnim wygłodniałym spojrzeniem. Dwie sieroty wziął na do kabiny obok siebie i zgrabnie wyjechał z posesji, słysząc za sobą jedynie trzask zamykanej bramy. Kierując się do doków, myślał jak spożytkować resztę wieczoru, by nie był tak kompletnie zmarnowany. Dryblasów wyrzucił gdzieś przy autostradzie, nie chcąc widzieć tych parszywych mord już nigdy więcej. Zgrabnie zawinął ciężarówką do portu, gdzie odkręcił tablice rejestracyjne - weźmie je ze sobą i skrzętnie zniszczy nie pozostawiając żadnego śladu. Ciężarówka wróci anonimowa do właściciela, który za wynajem na kilka godzin dostał odpowiednią ilość gotówki. Verdi wreszcie miał wolne co go niezmiernie ucieszyło, dlatego czym prędzej czmychnął w stronę dzielnicy rozrywek, gdzie spełniają się wszystkie marzenia, o ile masz trochę gotówki i niezbyt wygórowane oczekiwania.

[zt wszyscy]

_________________


"I guess you could say
I'm half saint, half whore."




let's sing

#000099 Sigurd
#660066 Lorenzo
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
Nadia

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681 http://vampireknight.forumpl.net/t3767-nadia#82860
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 752


Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 EmptyNie Paź 27, 2019 1:48 pm

Powrót do domu powinien być czymś kojącym, a jednocześnie powinien sprawiać , że czujemy się lepiej, bezpieczniej. To dziwne ale Nadia czuła się zupełnie inaczej. Otoczona drewnianymi skrzyniami z bronią i amunicją czuła bezradność i pustkę. Co teraz? Nie mogła tego tak zostawić. Uzbrojenie chociaż potrzebę to jednoznacznie wskazywało winną. Dowody trzeba zatrzeć. Przy odrobinie szczęścia wszystko ucichnie a ona wróci do normalnego trybu nudnego życia.
Punkt pierwszy – wywieźć skrzynie w bezpieczne miejsce. Tak też się stało. Sługa zajął się wszystkim zostawiając jedynie kilka sztuk, z których łatwo się wytłumaczyć. W końcu jakoś się trzeba bronić, prawda?
Punkt drugi – przeczekać. Dwa tygodnie, czternaście nudnych, ciągnących się w nieskończoność dni, które spędziła w domu lub w ogrodzie. Prywatne więzienie.
Nic się nie wydarzyło.
Punkt trzeci – powrót do normalności. Bez Rava, bez knucia przeciwko Hiro. Zacznijmy od nowa bo co innego i gorszego mogło ją spotkać niż to co do tej pory?

Zt


_________________

Death house - Page 7 Ivbs0NN
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Death house - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Death house   Death house - Page 7 Empty

Powrót do góry Go down
 
Death house
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: