IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zrujnowany park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 8 ... 16  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Zrujnowany park   Wto Paź 23, 2012 5:06 pm

Stary i mały park, który kiedyś był jedną ze swoich świetności. Na środku widnieje zepsuta i od dawna nie działająca fontanna obrośnięta mchem. Cały Park jest jak wielki raj dla chwastów. Nie ma ławek, a i trzeba uważać gdzie się siada na ziemi, bo różne ostre przedmioty można tu spotkać. Niedaleko znakuje się małe wysypisko śmieci.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Czw Paź 25, 2012 7:17 pm

Co za piękna noc! Kanibal przespał poprzednią schowany w cudzej piwnicy, normalnie... Chwile niezapomniane. Zwłaszcza gdy possał sobie z żyłek młodej łowczyni. Biedulka, jak jej nikt nie pomoże rozchoruje się na zapalenie płuc i witaj o Panie Żniwiarzu. Nie żeby bestia się tym przejmowała... Cyjanek podskakiwał i dostał po mordzie, prosta sprawa. W każdym bądź razie jest kolejna noc.
Zawędrował sobie do zniszczonego parku, znajdując sobie elegancką w miarę całą ławkę. Spoczął na niej... nie, on się na niej rozwalił w razie jakby ktoś tutaj się zjawił, nie mógł usiąść. Zwilżył powoli ławki, zakładając ręce za głowę. Normalnie miał wyśmienity humor, ale gdyby tak wypełnić go małą nutką dziewiczej krwi... byłoby jeszcze wspanialej, no ale żadnego człeka czy tam wampirka nie ma, a szkoda. Rozłożył się bardziej, zamykając gadzie ślepia. Oczywiście czuwał niczym pies przy budzie, bo przecież trzeba być ostrożny... Gorzej jak sen złapie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Czw Paź 25, 2012 8:08 pm

Cóż za piękna noc! Właśnie takim tradycyjnym urokiem mogła się rozkoszować Cassie tego dnia. Panorama rodem z horroru, niezadbana fontanna, porośnięte trawniki... ale nie musiała się obawiać, że ktoś ją zgwałci. Z takimi warunkami? Mowy nie ma. Ciemne niebo odbijało się od białych źrenic nie zmieniając ich koloru ani o jotę. Gwiazdy wyraźnie odbijały się w przejrzystym kolorze. Zarysowana sieć żyłek pod pergaminową skórą była wyraźna, nawet bardzo. Jedynie przy twarzy zanikała ustępując miejsce piegom. Zmrużyła oczy pod wpływem światła bijącego z księżyca. Przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru chwiała się nieznacznie czując, jak skrzypią jej kości, jakoby niebawem miałyby się załamać. Schowała ręce w kieszeniach szarej bluzy i wzdrygnęła się pod wpływem zimnego powietrza. Mogłaby w tym momencie iść. Iść daleko, gdzie ją nogi poniosą. Byle słyszała głos w głowie, który jej coś mówi, mówi wiele.
- Czego szukasz na tym świecie, obłąkana wariatko? - odezwał się cichy głos tworzony przez wyobraźnię Cassidifikation, aczkolwiek tak realny, iż można go posądzić za prawdziwy, znany tylko jej. Wydawał się niemalże szeptem w tej ciężkiej ciszy, która była przerywana swarami wron.
- Czego szukam? Szukam wielu rzeczy. Szczęścia, kochania, rąk przyjaciół. Gdy to osiągnę, odczujesz to w równej mierze, Bezimienna. - z cyklu ambitne rozmowy Cassie prowadzone w zażartym skupieniu z samą sobą. Toż to było takie urocze! Zaczęła trącać ciężkim czubkiem buta kamień leżący na porośniętym w szczelinach trawą chodniku. W końcu drobne ustrojstwo, które przy odrobinie większym rozmiarze mogłoby się zwać pomnikiem przyrody wyleciało na trawę i znikło z pola widzenia jasnowłosej. Głodny jakichkolwiek wydarzeń wzrok Cassidifikation natknął się na postać siedzącą na ławce... jednej z niewielu względnie niezrujnowanych, całych. Szczerze powiedziawszy cały park wyglądał na posiadający wiele wspomnień starych, ponadczasowych, można by rzec. A samym swoim wyglądem reprezentował czasy po drugiej wojnie światowej. Smutne, pogrążone w nieustającej żałobie. Żałosne! Skąd się bierze ten brak możności pogodzenia się ze swoim losem i życia dalej, dalej, aż do porzygu bądź niechybnej śmierci. Ale nie rozdrabniajmy się, park jednak nie jest istotą żywą teoretycznie jak i praktycznie. Jednak podobne przemyślenie mogły mieć prawo bytu w umyśle Cassie.
Podeszła kilka metrów w kierunku mężczyzny. Ta postawa, włosy, twarz... były jej znane, co rozpoznała bez chwili zawahania.
- Testament! - haha. To całe odpychanie, zbywanie Cassidifikation kończyło się fiaskiem. Młoda nigdy nie da sobie spokoju. Usiadła na ławce, a raczej pozostałościach świadczących o racji jej bytu w tym miejscu. Przebywała tuż obok miejsca, na którym spoczywał czarnowłosy. Usiadła więc na tym odłamku bez najmniejszej obawy, że się załamie pod jej nikłym ciężarem. Chociaż już powoli się uginała. Wbiła swój uporczywy wzrok w Testamenta. Nie mógł się nie obudzić, nie mógł.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Czw Paź 25, 2012 8:42 pm

O słodka ciszo, zostałaś naruszona przez ten zajebiście głośny chód 17 kilowego pajączka. A tak na serio, bestia czuła zapach tejże charakterystycznej młodej osóbki. Skrzywił się na mordce, nie otwierając jednak oczu. Drzemka napadła w mgnieniu oka, nie pozwalając na dalsze czuwanie. Chyba się nie wyspał, albo... albo to z głodu. Poza tym ta ławka nie jest za wygodna.
No i co dalej? Musiała znaleźć ten skrawek ławki, aby przerwać przestrzeń życiową wampira. Wtem się zbudził, a na usłyszenie głosu Cassi, otworzył jedno ślepie, jakby chcąc sprawdzić czy tylko ona mu się śni... Niestety była prawdziwa. Nie zrywał się do ucieczki, choć to tylko kwestia czasu, bowiem znając... inny charakter wampirzycy, woli trzymać się jednak z daleka. Zakochała się czy jak? W każdym bądź razie potworzasty, wyprostował się na ławce, odwracając łeb w stronę dziewczyny. Miał chęć złapać ten mały czerep i zmiażdżyć go w szponiastych łapach niczym małego pajączka.
- Nie wypowiadaj mojego imienia na daremno, pająku!
Warknął ostro, obnażając swoje te zębiska. Kurde, nie miał ochoty wstawać z ławki, była aż tak leniwy! No ale, ale jak ta zacznie mu coś robić?! Ona zdolna niemal jest do wszystkiego! Przełknął wolno ślinę, wymyślając jakiś plan odstraszenia.
- Spójrz jaki ja jestem brzyydki.
Wyburczał, krzywiąc się paskudnie. Blech, właściwie zastanawiał się jakim cudem taka młodziutka wampirzyca... przyczepiła się do niego? Szczęście? Nie, na pewno nie. Cassi to taki mały potwór! Nikt nie chciałby być na jego miejscu, powaga! Dobrze, dobrze że tu Hachiko nie ma! Zaraz zostałby osądzony za zdradę, ot co.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Czw Paź 25, 2012 9:03 pm

Tak, ten chód byłby w stanie obudzić Śpiących Rycerzy. Ba, byłby on w stanie pobudzić do ruchu całą armię. Tymczasem był on ledwie cichym stąpaniem po twardym podłożu. Niektórych rzeczy nie możemy zmienić, niezależnie od tego jakie alpejskie kombinacje byśmy wyczyniali. Po prostu są ustalone, niezmienne i już.
- Życie jest komedią dla tych, co widzą i tragedią dla tych, co czują. Uważaj na to, co robisz, bo w każdym momencie możesz się zgubić. Stawaj zawsze schowana za barykadą, którą tworzy pierwsza opcja - ten martwy głos mrożący krew w żyłach Cassie. Bała się niekiedy sama siebie, swojego umysłu. Tej schizy i wariactwa. Ale uparcie wierzyła w istnienie drugiej "jej", istniejącej gdzieś głęboko, zakopanej pod stertą gruzu. Wierzyła, że kiedyś się ukaże, ale musi przyjść na to czas. Póki co jedynie jej głos dawał znak życia w głowie Cassidifikation, cóż, przynajmniej taką teorię stworzyła jasnowłosa. Samo spanie na ławce było fatalnym pomysłem, niesprzyjającym zdrowiu i komfortowi. Wygodniej byłoby spać na stojąco, jak koń! Zamknąć oczy i odpłynąć, może się też wywalić, zostać skopanym przez tłum dzieciarni... yh. Brutalna rzeczywistość. Nie chciała naruszać przestrzeni czarnowłosego, tym samym naruszyłaby swoją. A wokół siebie miała metr, może dwa miejsca, które było niczym izolatka, przeznaczone tylko i wyłącznie dla niej. Uroki bycia introwertykiem. Na szczęście Testamenta Cassie nie była wyśniona, była jak najbardziej prawdziwa. Sen o tym pajęczaku mógłby równać się z koszmarem. Ale sam pobyt w jej towarzystwie wiązał się z podobnymi doświadczeniami, może nawet gorszymi, bo można poczuć ich niekiedy okrutne i nieprzyjemne skutki. Cassidifikation była jak medalion. Testament poznał już tę drugą stronę, więc oczywistym było, że wystrzegał się jej jak ognia. Cóż się dziwić.
Podniosła się nieco ospale, ociężale i stanęła na chodniku przed czarnowłosym na chodniku w odległości co najmniej dwóch metrów. W jej oczach pojawił się obłęd pomieszany z niechęcią. W tych białych ślepiach można było wyraźnie dostrzec szaleństwo w danych momentach, choć właściwie nie zmieniały wyrazu. Wyciągnęła nóż schowany w kieszeni płaszczu i zaczęła się okręcać w kółko. Wydawała się niestabilna. W każdej chwili mogła się wywrócić i roztrzaskać o ziemię w drobny mak. Jednak kontynuowała ten cyrkowy dramat. Jej drobna dłoń coraz mocniej się zaciskała na rączce noża, aż zaczęła bieleć. Po chwili nacięła sobie palec, nie głęboko, normalna rana jaką można sobie zadać przy cięciu cebuli.
- Krew wampirze. Znasz ją bardzo dobrze - nagle wybuchła gwałtownym śmiechem przypominającym radochę wiedźmy. Krew z palca kapała na chodnik, a ona sama po chwili usiadła na jego środku. Zdawało się, że nagle się obudziła ze snu, że całą tą akcję wykonywała lunatykując, lecz to nie była prawda. Po prostu przez tą psychozę już zapominała niektóre swoje czyny.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Czw Paź 25, 2012 9:20 pm

Cassi jest dziwna - już na początku ich pierwszego spotkania wyrobił taki wniosek. Była przerażająca mimo iż tej wątłej budowy nie jest wstanie skrzywdzić Olbrzyma. Ba, gdyby zechciała uderzyć go w to cielsko, sama mogłaby się przypadkiem połamać. Okrutne, lecz prawdziwe. Stworowi wcale nie było do śmiechu, patrzył na nią jak na najgorszą zjawę z koszmaru. Młódka, a tak umiejętnie umie odstraszyć Kanibala. Zwilżył nerwowo wargi, patrząc na wyczyny wampirzycy. O tak, ona zawsze zachowywała się jak obłąkana, zdążył poczuć na własnej skórze ot takie zachowanie. Zmarszczył brwi, poprawiając się na ławce. Ten pusty śmiech, nóż... Zechce mu go wbić? Od dla przyjemności? Lepiej nie, przecież w try miga wyrządzi krzywdę tej wampirzej dziewczynce, tylko czy po tym nie będzie jeszcze gorzej? Nie miał bladego pojęcia, jak ta odbierze jego agresję...
Zaraz dowiedział się po co ten nóż Cassi, zacięła sobie palca. Krew, zapach krwi pająka kusi. Jednakże nie wolno! Ona, ona nie może widzieć żadnych zainteresowań jej osobą, ze strony potwora. Poza tym miał dosyć takiego towarzystwa, nawiedzona pajęczyca... Wiedźma, zjawa, upiór! Może przyjmą ja na kolejny casting do Klątwy? Idealnie do tego typu horrorów się nadaje.
- Nie mam pojęcia co kombinujesz i nie chcę wiedzieć. Wolę sobie stąd iść, a Ty sobie tutaj egzystuj dalej.
Rzucił szybko, zbierając ciało z ławki. Wcisnął łapy do kieszeni, przesuwając się bokiem. Lepiej mieć na oku Pająka, nigdy nie wiadomo co zrobi. Zachowanie dziewczyny potrafiło się zmienić w mgnieniu oka i to na gorsze.
- Mnie tutaj nie ma, Cassi. Pamiętaj, jestem tylko wymysłem twojej chorej wyobraźni.
Cholera, wpakował się. Jeśli tylko na niego patrzy, przeszyje go dreszcz i przyspieszy! Normalnie taki marsz niemal jak ćwiczenia, których bestia nadto nienawidzi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pią Paź 26, 2012 2:23 pm

Cassie dziwna? Kha, to mało powiedziane. W jej umyśle już dawno zjawiło się wariactwo, które osiągnęło stopień apogeum. Można zwalać na nią winę, lecz nie jest to słuszne. Nie miała na to wpływu, teraz nie może odróżnić rzeczy widzialnych, od niewidzialnych, życia od snu, istniejącego, od nieistniejącego... istne tortury. Nie wie kogo uszkodzi podcinając mu gardło, a kto będzie po wsze czasy żył w jej umyśle. Jej powieki zaczęły drżeć, o tak, tik nerwowy. Zmarszczyła brwi, nie wiedziała co się dzieje, ale czuła w głębi duszy narastającą wściekłość, chęć mordu.
- Kiedyś nadejdzie czas, w którym zabiję wszystkich! - krzyknęła. Z jej gardła wydobył się taki jazgot, że byłby w stanie do pionu ponieść zmarłego. Znowu ten straszny śmiech. Uniosła rękę i nóż poleciał na chodnik. Narysowała nim na podłożu pentagram - Chcę nieskończoności - ... aby wszystko naprawić. Młotkiem, śrubokrętem, piłą, nożyczkami. Pociąć cały świat i patrzeć jak umiera. Wbić mu nóż w serce, uderzyć w głowę. Delektować się bólem całego ludzkiego istnienia.
Na pewno jeśliby próbowała uderzyć Testamenta, wyrządziłaby więcej szkody sobie samej. W tej niezmąconej ciszy słychać byłoby trzask łamanych kości, o tak. Nagle jej stawy zaczęły klekotać, tak jak u marionetki. Włosy co chwilę przysłaniały twarz ograniczając jej pole widzenia, jednak taka błahostka w niczym jej nie przeszkadzała. Na agresję czarnowłosego wobec niej zareagowałaby jak znieczulica społeczna. Przyjęłaby to z godnością i tak została wystarczająco poniżona przez ostatnie lata swojego życia. Smutek by idealnie zamaskowała, o. Tutaj zgodzę się z teorią, że była ona upiorem. Odprawiała Bóg wie jakie czarne msze, a przedstawiona tutaj była idealnym przykładem.
- Pozwól mu iść, jesteś opętana, na zawsze skazana na cierpienie. A ja jestem wynikiem twojego bólu - znowu ten głos. Każdy kto twierdzi, że dramatycznym efektem cierpienia jest uzależnienie od alkoholu lub skrętów, wciska kit. Prawdziwym smutkiem była schizofrenia, której dzieckiem była Bezimienna. A jednak Cassie nigdy nie dała sobie wmówić niepełnosprawności psychicznej. Musi być silna. Bał się jej. Denerwował się w jej obecności. Dlaczego? Dlaczego wszystko było takie niesprawiedliwe do nędzy?! Zamrugała kilka razy starając się odpędzić wszelkie iluzje będące jedynie wybrykiem jej umysłu i skupić się na rzeczach prawdziwych. On musiał być prawdziwy, nie wymyśliła go!
- Nie idź nigdzie, nie idź! Nie zostawiaj mnie, zostań tu! - pękła. Nie wytrzymała długo. Zerwała się z miejsca i pobiegła z nożem w kierunku Testamenta. Wbrew pozorów nie chciała go skrzywdzić. Nóż wsunęła między jego rękę nie kalecząc w ogóle, a twarz wtuliła w jego płaszcz. Krwią ubrudziła cały materiał i trzymała się go kurczowo.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pią Paź 26, 2012 5:09 pm

Może po prostu powinni ją zamknąć w zakładzie psychiatrycznymi nie wypuszczać?! Nie! To byłoby zbyt okrutne dla takiej istotki, jak Cassi. Pokrzywdzona przez los, nie wybierała swojej przeszłości. Potworzasty odczuwał niewielkie politowanie dla tej osóbki, ba, sam nie miał lepiej. W prawdzie mógłby z nią zostać, słuchać tych jej dziwnych gadek, ale... ale jakoś nie był w stanie. Nie tylko strach przed nieznanym ogarniał jego umysł, także nie potrafiłby rozmawiać z taką osobą, biorąc pod uwagę fakt iż sam do zajebiście bystrych nie należy. Ot, umysł dzieciaka.
Zagryzł wargę, marszcząc brwi. Zabić wszystkich? Powaga? Jego też?! Nie, co to, to nie. On sobie w kaszkę dmuchać nie da. Pokręcił głową wyraźnie zniesmaczony słowami wampirzycy. Co tam bazgrała? Pentagram? Satanista, czy coś? Wszak ten symbol nie znaczył tylko Diabła. Warknął pod nosem kilka słów, chcąc pozbyć się jakoś napadających go dreszczy. Jeśli zostanie tu dłużej, zacznie okazywać lęk!
Na kolejne słowa nie odzywał się. Postanowieniem bestii było pozostawienie samej sobie Cassi. Niech sobie tutaj żyje, niech zbiera mrówki i je zjada. Ona zdolna jest do wszystkiego, rozumiecie? Do wszystkiego. Pluł sobie w twarz, ze pozwolił na to aby ją poznać... Skierował się przyspieszonym krokiem ku wyjściu, nie chcąc głowić się nad widocznym upośledzeniem dziewczyny. Sam miał dużo problemów, choć nie przywiązywał zbytnio do nich wagi, zwłaszcza do próby rozwiązania. Ale najgorszy fakt brzmi inaczej - głód rośnie.
Wtem coś się stało, o tak. powinien przewidzieć każdy ruch małolaty, jednakże... jakoś nie znalazł na przemyślenia czasu. Zatrzymał się, wstrzymując oddech. Dziewczyna objęła go, wlepiając buziuchnę w jego płaszcz. Powoli odwracał głowę by móc na nią chociaż postarać się zerknąć! Wtulała się jak niewinna, zagubiona dziewczynka. Nie zostawiać? on chce spieprzać gdzie pieprz rośnie! Już wiedział, jak czują się koty, które siłą są trzymane na rękach. Dostrzegł wreszcie ten nóż... jeżeli go zrani? Nic mu się nie stanie wielkiego, ale nie chciał mieć zniszczonego ubrania. Choć... kiedy on tak zwracał uwagę na odzież? Uniósł twarz ku ciemnemu niebu, klnąc pod nosem. Nie tego chciał! A mógł biec, tylko się mu nie chciało, cholera. To teraz ma! Musi stać na środku parku, gapić się na niebo i znosić rzepa imieniem Cassi.
- Nie masz kogoś innego do tulania? Ja mogę cię zjeść.
Burknął sucho, zerknąwszy na ten jasny łebek ponownie. Mogło by się jej odwidzieć, Kanibal byłby jej bardzo wdzięczny.
- Muszę się spieszyć, Cassi. Poszukaj jakiegoś pieska i sobie go pomęcz, ale mnie zostaw.
Kolejna próba, plus złapanie trochę ostrzej tych wiotkich dłoni i odrzucenia ich. Dosłownie się wyrwał z objęć dziewczyny, odwracając natychmiastowo w jej kierunku. Powoli zaczął się wycofywać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pią Paź 26, 2012 7:38 pm

Zamknęliby ją dawno, dawno temu. Tak dawno, że nawet najstarsi górale nie wiedzą kiedy to było. Jednakże umiała się wywinąć dzięki sprytowi i przekrętom, niekiedy nieczystym. Tym wspaniałym, cudownym i zajebistym sposobem (bo powstał z ręki Cassie rzecz jasna) żyje na wolności, co niekoniecznie pozytywnie wpływa na resztę społeczeństwa. Samych trosk i smutków jak i strachu dzięki jasnowłosej doświadczają. Niestety, ale ta wariatka kocha zadawać ból niewinnym ludziom z zemsty za jej własne męki. Chcąc nie chcąc, ta strona medalionu nie pokazuje się na tyle często, aby było to zanadto widoczne. Sztuczny uśmiech zawsze na czasie. Zwłaszcza jeśli się umiejętnie go wyeksponuje! Nie nazwałabym strachu Testamenta "strachem przed nieznanym". Nieznanego boimy się, gdy nie znamy zupełnie jego zachowań i nawyków. Tymczasem czarnowłosy znał mniej więcej życiorys Cassie i wiedział, w jaką psychozę jest w stanie popaść. Był to raczej strach przez osobą nieprzewidywalną i tak zmienną, że to aż boli, że można to odczuć cieleśnie, na własnej skórze. Gdyby wybierała swoją przeszłość, byłaby teraz beztroska. Ale los nie miał względem niej ani krzty litości. To przez to zło całego świata zwariowała i nie panuje nad sobą. Inaczej. Poniekąd panuje, jednak jej umysł uważa zachowania dziwne za bynajmniej normalne. Nie robi sobie nic z tego, że populacja uważa, iż jest okropnym wyrzutkiem, której życie już dawno spadło na głowę, na kark podobnie jak jej poroniona psychika. Nie obchodzi jej to. Byłaby w stanie zabić nawet takiego kozaka jak Testament, tylko musiałaby opracować doskonały wręcz plan i wykorzystać jego strach wobec niej. Umiałaby to zrobić. Zwłaszcza, że czarnowłosy nie może przewidzieć jej działań. Ale nie chciała tego. Jej psychika poniekąd opierała się na jego istnieniu. Musiała mieć podporę, dla której ta cała spirala nieszczęść miałaby jakikolwiek, najmniejszy cel. Mogłaby to być nawet błahostka, jak spędzenie wreszcie szczęśliwych świąt. Ale ona miała inne zamiary, a jej droga do szczęścia miała najwyraźniej inne wytyczne. Jeśli minie niewiele czasu w jej towarzystwie, zacznie odczuwać lęk, było to dla niej wyczuwalne przez jego dreszcze i coraz większą niepewność w jego głosie. Pozostawienie sobie samej? Ależ ona tego nie odczuje! Będzie uważała jego zachowanie za całkowicie przyziemne i normalne, a też przyczepiać się będzie do czarnowłosego w równej mierze. Mrówki? Chyba muchy, noo. Raczej o tej porze żadnej by nie znalazła, a i raczej nie żywiła się podobnymi frykasami mimo jej połączenia z pająkiem. Preferowała żywność względnie normalną. Ale zabijać, zabijałaby te niewielkie stworzonka. To nie była jego wina, że poznał Cassidifikation. Powinien mieć żal do niej. Bo to ona zdecydowała o tym, że będzie go prześladować, kochać i stalkować. Cóż, samo życie, nie ma łatwo. Jego oczy, postawa... wyraźne było, iż wampira nęka głód. W końcu stanie się uporczywy, trzeba go będzie siłą zabić. W tym momencie w niezrównoważonej psychice Cassie zrodził się ten szalony pomysł. Zatrzyma go nie tylko siłą i perswazją. Może próbować wykorzystać jego żądze, na które nie miał wpływu. Odsunęła się nieznacznie głową wciąż zachowując schyloną. Jasne włosy do łopatek zasłaniały jej widok jak i całą buzię, ręka, w której dzierżyła nóż opadła, ale palce były wciąż mocno zaciśnięte na rączce. Wargi zaczęły drżeć, choć było to pewnie niezauważalne dla Testamenta. Czy ma kogoś innego do tulania? Też pytanie, jakby odpowiedź nie była oczywista. Mógł ją zjeść? Ano, mógł, lecz ona nie przywiązywała do tego wagi.
- Nie, nie mam. Niestrawności gwarantowane - wykrzywiła usta w coś na kształt grymasu. Uniosła głowę patrząc prosto w oczy Kanibala. Przy jej metr siedemdziesiąt musiała zadzierać głowę aby zobaczyć w pełni tego dwumetrowego olbrzyma. Podskoczyła i zarzuciła mu ręce na szyję.
- Znam twój głód. Znajomy jest mi również na niego sposób - szepnęła przybliżywszy wcześniej swą drobną twarzyczkę do ucha czarnowłosego. Umiała tą żądzę zaspokoić, umiała. Podsunęła mu pod nos swój jasny, niemalże biały nadgarstek z wyraźnie zarysowanymi żyłami. Tym sposobem też można działać.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pią Paź 26, 2012 8:15 pm

Fakt, znał Cassi i jej nadzwyczajne zachowania. Wszak spotkali się nie raz... przypadkowo i Kanibal strasznie tego spotkania żałował. Nie spodziewał się, aż takiego dziwadła, choć sam dziwadłem jest. Zwilżył wargi nie tylko z nerwów, także z głodu, jaki nieustępliwe napadał jego organizm. Dziewczyna mogła nawet to zauważyć: niespokojny oddech, pełne nerwów ruchy. Co do strachu, także się nie myliła. Wampirzyca normalnie szybko zdołała poznać oznaki takowych zachowań, zatem aż tak głupia to ona nie jest. Nie, wręcz przeciwnie - na swój sposób bardzo oryginalna oraz inteligentna. Dało się takowe cechy dostrzec gołym okiem - w życiu takiej drugiej osoby nie spotkał i liczy iż więcej nie spotka.
Zabić? Zabić jego? O tak, jeżeli pozna jego słabości, skutecznie wykorzystując. Tylko pytanie... Po co miałaby to robić? On przecież nic takowego jej nie zrobił, to ona do niego przykleiła się i nie chce dać spokoju. Biedny zwierz, musi znosić każde niewytłumaczalny ruch wampirzycy. Oby, oby tylko nie wpadła na krwawy pomysł! Kanibal jej tego nigdy nie wybaczy i prześladowanie skończy się raz na zawsze, bowiem wystarczy jeden chwyt, a Cassi zostaje zmiażdżona. Ba, przed takim cielskiem ciężko się uchronić. Jednak my nie o wyrządzaniu krzywdy. Bestyjka obmyślała plan doskonały ucieczki, gorzej jednak, kiedy Pajączek zacznie za nim chodzi, zamieszka w Zamku, potowarzyszy przy polowaniach. Nie, do tego nie dopuści! Może wydłubać jej oczy? Uciąć język? Pozbawić zmysłu węchu? Brutalne, choć mogłoby być skuteczne.
Westchnął ciężko na słowa bezkręgowca. Skąd mogła wiedzieć, że jej nie przetrawi? Odwrócił wzrok od oczu wampirzycy, patrząc na jakieś suche, nagie drzewko. Niedługo on tak będzie wyglądać, jak nie napije się krwi.
I właśnie ta musiała uwiesić mu się na szyi. Stwór prychnął wrogo, chcąc już ją zrzucić z siebie, kiedy ta w sprytny sposób zwróciła na siebie uwagę. Dokładnie tak, już mu nie w głowie ucieczki. Widok żył w nadgarstku Cassidifikation należał do ulubionych. Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w owe ciałko, łapiąc bez namysłu kruchą rękę dziewczyny. I w taki niekontrolowany sposób zatopił swoje wielgachne zębiska w masę żył dawczyni. Wiedział co robi? Nie, jego instynkt wziął górę nad słabym oraz płytkim umysłem. Pierwszy łyk krwi nic nie zdziałał, dopiero po czwartym poczuł się... słabo? Dziewczyna skutecznie zwróciła uwagę na siebie potwora, po czym zatruła go krwią. Nie raz pił zatrutą, zatem nic wielkiego mu się nie stanie. Ale te zawroty głowy... Wyciągnął kły, odrzucając kończynę jak najdalej od pyska.
- Jesteś... nieświeża.
Syknął, marszcząc brwi. Nie mógł się wkurzyć, nie mógł. Obroża powali go poprzez porażenie prądem, musi zatem spocząć. Rozpiął koszulę pod szyją, kierując się ku ławce, na której od razu spoczął. Brało go na wymioty, świat zaczął się obracać. Czy ona właśnie tego chciała? Głupi Kanibal, zaś dał się złapać w sidła...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pią Paź 26, 2012 9:17 pm

Wszystko należy zwalić na jasnowłosą. To kara boska dla Testamenta, że zesłano na niego Cassie, która go będzie prześladować pewnie już zawsze. Bezsprzecznie, Cassidifikation była jednym z największych dziwadeł stąpających po tym ziemskim padole. Przy życiu trzymał ją na pewno brak zdrowego rozsądku i ta nadzieja, że kiedyś nastąpi szczęśliwy koniec. Nie będzie w nim trosk. Nie życzyłabym nikomu spotkania podobnego wybryku natury. Mimo tego wariactwa, była inteligentną osobą, jej mózg był już wykształcony pod wieloma względami, wliczał się w to spryt i chytrość. Nie była typową osobą swojego pokroju. Wariatką z wodą z mózgu. Umiała wykorzystać umiejętnie swoje zdolności i odpowiednio je dopasować do sytuacji. Umiała i nie wahała się udawać, kłamać, ale jednak wciąż pozostawała tą niezrównoważoną psychicznie dziewczyną.
Miałaby wiele powodów do zabicia Testamenta. W niektórych momentach dla tej znieczulicy społecznej nie mają najmniejszego znaczenia uczucia. Obłęd góruje, a ona potrafi chwycić topór i zakończyć nim żywot osób jej najmilszych bo coś jej odbije. Tak samo mogłoby być czarnowłosym, chociaż on nie należał do wąskiej linii osób przyjaznych w stosunku do Cassie, zależało jej na nim z właściwie to niewiadomego powodu. Opierała się na nim psychicznie i to wystarczyło. Cassie zostałaby zmiażdżona przez Kanibala przez jeden niewłaściwy ruch. Straszne? Trochę. Perspektywa Cassidifikation jako proch była nieszczególnie przyjemna. Albowiem życie, którego zaznała było widziane przez pryzmat i było zaledwie początkiem. A jednak mimo to igrała z ogniem. Innego wyjścia nie było. Właściwie to jej życie opierało się na stalkowaniu Testamenta, ale jednak inne cele wciąż istniały w jej bycie. Ucięcie języka? Porozumiewałaby się na migi. Wydłubać oczy? Wielkiej straty by nie było. Stracić węch? Raz się żyje.
Nagle poczuła kły wtapiające się w jej miękką skórę, nie chronioną żadnymi barierami. Źle zrobił, bardzo źle. Ale to nie był podstęp ze strony Cassie. To była jego żądza i jego wybory. Słyszała wyraźny łyk. I drugi... długo nie pociągnie. Za czwartym odpadł, trucizna zawarta we krwi zaczęła skutecznie działać zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Nie była to słodka, dziewicza krew, której smakować można z żył jej rówieśniczek. Było inaczej. Trucizna stworzona przez człowieka nie jest naturalnym jadem pająka. Dlatego ta druga opcja działa mocniej i jej skutki można poczuć również z dwukrotną siłą. Poczuła gwałtowne odepchnięcie.
- To trucizna - stwierdziła bez zbędnych ceregieli. Mógł się tego domyśleć, wręcz powinien. Pociągnęła go za rękę na ławkę, na której wcześniej siedział po czym klęknęła obok niego. Z kieszeni wyciągnęła niewielki flakonik zawierający coś w rodzaju antidotum. Było trujące dla niej samej, a uleczające dla osób z zewnątrz, jednakże zbyt mocne dla żołądka. Trzeba było to w czymś rozcieńczyć, ale pytanie brzmi: W czym? Zawartością buteleczki wypełniła swoje usta. Miało cierpki smak, niedobry. Odchyliła głowę czarnowłosego i drogą "z ust do ust" przelała antidotum. Po jej brodzie spłynęła owa czerwona ciecz przypominająca ludzką posokę. Smak nie był przyjemny, na pewno gorzki.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pią Paź 26, 2012 10:19 pm

Taki już los, że połączył drogi obu wampirów. Każdego z nich życie się zmieni, oby nie na gorsze, w prawdzie Kanibal miał co stracić. W głębi siebie pragnął aby jego życie nie uległo rozpadowi z powodu jednej, chorej psychicznie wampirzycy, która sobie wszystko ubzdurała. Może odczuwała coś na kształt miłości platonicznej? Taka nieodwzajemniona czułość, ot co. Nigdy, nigdy Cassi nie otrzyma wzajemności od wampira. Chyba że stanie się coś tak traumatycznego w życiu Kanibala, iż wszędzie zacznie szukać pocieszenia. Chociażby nawet w tej szalonej pseudo nastolatce. Doprawdy, on nigdy nie zazna takowego spokoju, zawsze musi wpaść na coś lub na kogoś, kto tą błogość załamie.
I nie, do żadnych mordów stanowczo ma nie dochodzić. Gdyby wyczuł jakieś zagrożenie, od razu powstrzymał by nieprzewidywalną dziewczynę z obcym oraz groźnym narzędzie w ręku, ba, nawet taki patyczek do lodów w łapkach Jasnowłosej staje się groźną bronią. Temu też obchodzić się z ostrożnością. Jednakże wracając do gnębienia owego Olbrzyma, zobaczymy jak to wszystko się powiedzie w dalekiej przyszłości, jak na razie to wgryzał się w jej miękkie na swój sposób ciało.
O tak, już kapnął się co łyka. Dziewczyna ma we krwi truciznę, w dodatku mocną. Odczuwał nieprzyjemne boleści żołądka, będąc blisko wyrzygania krwi jaką lada chwila temu wypił. Wpatrywał się z nieukrywaną nienawiścią na twarz wampirzycy. Nie miał pojęcia co o tym myśleć. Specjalnie go otruła? Czemu nie uprzedziła o truciźnie?
Huh... Zaciągnęła go na ławkę, choć sam tam właśnie chciał dotrzeć. Poburczał coś niezrozumiałego, mając chęć zwinąć się w kłębek i zapewne czekać na odruchy wymiotne, lecz niby jak, skoro Cassi już coś wykombinowała? Wyciągnęła jakiś flakonik, stwór aż otworzył szerzej oczy. Co ona chce mu zrobić? Miał już zaprotestować, gdyby nie fakt pojawienia się guli w gardle. Zaraz zwróci wypitą krew, będzie brudno. Oparł swoje łapsko na jej klatce piersiowej z zamiarem odepchnięcia, lecz przez otrucie - nie miał siły. Patrzył jedynie, co ta wyprawia z zawartością naczynia i... aż zaniemówił! Wcisnęła swoje usta w jego, wpuszczając do jamy ustnej gorzkawą substancję. Do cholery! Stwór szarpał się, aż wreszcie po połknięciu (niestety), oderwał wargi od Pająka. Odwrócił się od niej, wycierając usta rękawem płaszcza.
- Co to u licha było?!
Wydarł się, robiąc minę pełną oburzenia i nie ukrywam, że lek zaczął działać, wszak bestia ma mocne trawienie. Ogromne gadzie oczy spoczęły na Cassi... Pomogła mu? O nie, to nic nie znaczy. Stwór krzyżował łapy na klacie, kładąc się na ławce. Teraz przypominał parkowego żula.
- Poszukaj mamy i taty, a mnie zostaw! Bo... Bo mi się chce spać, sio sio!
Przegonił ją jeszcze ręką, jak jakiegoś psa. Uż, jak się zirytował. Powaga! Normalnie ona go pocałowała, Hach urwałaby mu nogi przy samej dupie jakby to zobaczyła. Oblizał się powoli, mając w sobie uczucie onieśmielenia. Od tak, nie dostawał takich dziwnych pocałunków. Słodko... Nie mógł powstrzymać uśmieszku.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Sob Paź 27, 2012 9:26 am

Nieomal pewnym było, że przez tą pozornie niewinną dziewczynę życie Testamenta zmieni się na gorsze. Albowiem ona potrafiła zepsuć nawet kamień. Nie ma nic do stracenia, ewentualnie życie, które i tak jest warte pięć groszy w jej przypadku. Chciała szczęśliwego życia, a zaraz po jego zasmakowaniu - śmierci. Pragnęła oglądać wszystko z góry i cieszyć się w głębi duszy, że żadne nieszczęścia już jej nie dosięgną. Takie... proste aspiracje, chyba aż zbyt banalne. Nie chciała zostać gwiazdą rocka, zmartwychwstać, zmienić się w zombie. Chociaż ta ostatnia propozycja jest kusząca. Trudno sprecyzować, czy jej uczucia względem Testamenta były prawdziwe. Możliwe, że to wszystko było wynikiem jej poronionej psychiki i jedynie się na nim opierała, aby mieć jeszcze jakiś sens bytu, ale mogło być także na odwrót. W każdym razie sama Cassie wmawiała sobie, iż jest to prawdziwe uczucie, chociaż mimo tego często się głowiła nad tym, czy faktycznie tak jest. Gdyby wampir zaczął coś do niej czuć, byłoby nudno. Cała sytuacja straciłaby polot. Właśnie, może to chodziło o jedynie stalkowanie czarnowłosego?W końcu na pewno kiedyś przejdzie do gorszych czynów.
W tym był cały sęk. Ona nie szła naprzeciw z bronią, jeśli nie była pewna tego, co robi. Atakowała w najmniej spodziewanych momentach. Przy uśmiechach i innych czułościach. Wystarczyło, że ofiara albo stała tyłem, albo po prostu miała opóźnioną reakcję na coś tak nieprzewidywalnego, mogła też nie mieć czasu zastanowić co się dzieje, bo wtedy wszystko działo się tak szybko. Muszę przyznać rację, byle jaki przedmiot potrafi stać się w jej dłoniach skutecznym narzędziem zbrodni. Ale przechodząc do sedna... na pewno krew owego pajęczaka miała nieprzyjemne skutki uboczne. Był już bliski wymiotów, było to doskonale widoczne, ale przeszkodziła mu w tym Cassidifikation. Na pewno nie otruła go specjalnie. To nie było jej problemem jak i winą, że Testament stracił czujność i zdrowe myślenie i bez chwili namysłu zabił głód zatrutą krwią. Nawet protesty czarnowłosego i wszelkie wzbranianie się przed lekiem nie przyniosłoby żadnych skutków. W końcu robiła to w jego sprawie, nie w swojej. Przynajmniej w większości w jego sprawie.
- Nikomu na tobie nie zależy! Mogłam cię tu zostawić i pozwolić, by dosięgnął cię paraliż i byś leżał tu skopany jak nędzny pies, dopóki głód by cię nie uśmiercił. Będę jeszcze żałować, że tego nie zrobiłam - prychnęła cała czerwona na policzkach ze złości. Nagle już jej zabrakło słów. Rozległ się głośny kaszel. Nie było możliwości, aby nic się nie dostało do jej wnętrzności. Palił ją przełyk tak bardzo, że miała sobie go ochotę wyciąć. Normalny, jednakże przypominający kaszel podczas gruźlicy zmienił się, gdyż dołożyła się do niego krew. Gdy już zabrakło jej sił, usiadła na chodniku odchylając głowę w kierunku hebanowego nieba.
- Zamknij się! Nie pamiętam gdzie są ich szczątki po tym, jak ich zabiłam - wbiła lodowate spojrzenie niczym igłę w Testamenta. Zdziwiony? Gdzie ich miała szukać, skoro ich nie ma, dawno latają wśród chmur zapewne czekając na chwilę, w której zadają Cassie taki sam cios, jaki ona im zadała. Skrzywiła się. W tym pocałunku, przypominając, który miał na celu podanie leku czarnowłosemu, nie widziała nic nadzwyczajnego. Uczucia zyska później i tą niezwykłą radochę. Nie teraz. Nie było sensu dłużej tkwić w tej dziurze.

z/t


Ostatnio zmieniony przez Cassidifikation dnia Czw Lis 22, 2012 9:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Sob Paź 27, 2012 8:39 pm

Jeżeli spełni swoje marzenia, zapragnie śmierci? Dobra! Kanibal z przyjemnością pozbawi bytu tą małą, jasną, demoniczną wampirzycę byleby mieć spokój! Wtedy spotka się ze swoimi rodzicami, ci zza grobu jej wpieprzą, a czarnowłosy wykona taniec rodem z dżungli na marnych prochach. Tak, nie mógł nawet spojrzeć na własny los, który ma diametralnie się zmienić. Oby tylko on padł ofiarą Cassi i jej chorego prześladowania. Do tej pory nie umie dowiedzieć się Czemu akurat ON! Po świecie jest wielu lepszych... Z drugiej strony, miło wiedzieć, że istnieje na tym świecie wampir nie wytykający go palcami.
Choć w przypadku jasnowłosej - nigdy nie wiadomo co stanie się za pięć minut. W każdym bądź razie trzeba być czujnym.
Niestety, głód jest silniejszy od niego. Nie panuje nad nim, stając się marionetką własnej nieokiełznanej żądzy. Głupia bestia, nawet przedmiot pożre byleby zatkać pysk głodowi. Ale taki już jest. Jak widać bywają również wampiry o innych odchyłach i takim przykład istnieje jako mała, niewinna Cassi o umyśle tak skomplikowanym niczym cały układ działań kosmosu - zrozumieć go... To dopiero wyczyn.
Ostro. Stwór zarechotał na pełen bulwersu odzew dziewczyny. Aż tak ją rozgniewał? Powaga, nie uśmiał się tak od wczorajszej nocy. Uwalił cielsko wygodniej, zmieniając pozycję na leżącą na plecach. Także gadzi wzrok spoczął na ciemnym niebie.
- Wtedy zjadłbym cię jako zombie.
Stwierdził poważnie, dostrzegając wreszcie sens słów Cassi. Naprawdę mogłaby go skazać na męki? Ha! Ona nie zna potwora! Ten pożera niemal wszystko, więc trucizna szybko utraciłaby działanie, a potem zostałaby zwrócona.
- Twoje trucizny nie robią na mnie wielkiego wrażenia. Truj sobie sąsiadów, mnie daj wreszcie spokój.
Już marudził. Najchętniej uciekłby od niej, ale... leżało mu się dobrze. Ciało stało jakby cięższe!
Zaczęła kaszleć? Popatrzył kątem oka, prychając. Duś się, o tak! Najlepiej wypluj płuca. Zwilżył wargi, nie odrywając uwagi od jasnowłosej. Biedulka, normalnie nad nią zapłacze, lecz pierw się prześpi. Splótł łapy, kładąc je na brzuchu. Przydałaby mu się poduszka, ale Cassi...
- Przestań bredzić, tylko załatw mi poduszkę bo ty za nią nie posłużysz. Brak ci cycek.
Ta, nie ma to jak prostacka kpina. Zabiła rodziców? Brawo, bestia do takiego czynu bała się podejść. Tchórzostwo? Nie, strach przed karą. Ziewnął przeciągle, odsłaniając ostre zębiska. Aż miał chęć je gdzieś wbić. Uniósł wzrok na kawałek drewna wystającego z ławki, oczywiście chwycił je, by potem wyłamać i wyrwać. Ha, kawałek drewna za gryzak wiele pomoże! Normalnie uwielbiał gryźć meble.

No ale wszystko ma swój koniec. Wampir się podniósł aby najzwyklej w świecie sobie pójść. I tyle.

z/t
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 7:46 pm

Zmęczony Matsuo dotarł w końcu do wyznaczonego miejsca, według wytycznych namierzyli wampira, który się tu szwenda, a chłopak miał "posprzątać". Nie widząc nikogo westchnął, oparł pokrowiec na gitarę o jakąś zrujnowaną ławkę, po czym oddalił się nieco. Trochę niemądre, ale co zrobić, był dość zmęczony, myślał praktycznie tylko i wyłącznie o jakimś wyrku gdzie będzie mógł się przespać. Zatrzymał się nagle i zaczął nasłuchiwać, nawet nie zorientował się, że odszedł od swojej zabawki poza "bezpieczną strefę". Ziewnął kilka razy zamykają oczy i czekał, może wampir sam się pojawił, przetarł oczy, które i tak co jakiś czas automatycznie się zamykały. Że też akurat teraz musiał dostać zadanie, przeklął pod nosem i starał się nasłuchiwać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 7:51 pm

Plan był prosty i nie wymagał żadnych trudniejszych posunięć. Miała wsiąść do samochodu i przejechać z punktu A do punktu B. Celem jej w miarę krótkiej podróży był zamek na cmentarzu. Wszyscy widzą kto tam mieszka. Należało przecież po tak długiej nieobecności odwiedzić rodzinę czyli Testatemnta. Ciekawe co tam u niego słychać bo tak jak i z resztą nie miała żadnego kontaktu. Chciała to zrobić już wcześniej ale sytuacja nie pozwoliła o co nie mogła mieć do niego pretensji. Głośno grające radio z początku zagłuszało jej wszystkie myśli i trochę instynktownie pojechała na skróty czyli przez dzielnicę zapomnianą przez kogokolwiek kto jeszcze się w tym mieście liczył. Dopiero po czasie widok obdrapanych budynków dał jej do zrozumienia gdzie jest. I wszystko było ok gdyby nie czerwona kontrolka świecąca się przed nią na panelu. Traf chciał, że musiała się zatrzymać. Tuż obok chodnika na którym zaparkowała znajdował się stary park. Dobrze pamiętała to miejsce jeszcze z czasów swego pierwszego przyjazdu. Nie przywiązując zbytniej uwagi do porastającej tu zieleni otworzyła maskę sprawdzając co może być nie tak.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 8:01 pm

Matsuo nasłuchiwał, aż w końcu usłyszał samochód, to rzadkość, żeby auta tędy przejeżdżały. Chwycił swój pokrowiec, zarzucił na plecy, po czym ruszył do miejsca, gdzie najwidoczniej zatrzymał się samochód. Kiedy znalazł się już na miejscu dostrzegł jakąś kobietę, która grzebała w silniku. Nie miał pewności, czy to wampir czy zwykły człek, nie widział nawet jej oczu. Oparł o mur parku swój pokrowiec z artefaktem i podszedł bliżej. Zmęczony i z przymykającymi oczyma podszedł starając się mieć rękę w pogotowiu blisko do broni.
- Proszę pani... Wszystko w porządku? Nie powinna się pani tutaj oddalać, mogą tu przebywać tylko upoważnieni.
Podszedł do nieznajomej na odległość niecałych dwóch metrów w tym stanie zapominając o rzeczach takich jak bezpieczna odległość i tak dalej. Nawet oddalił się poza efekt działania artefaktu, sam nie będąc o tym świadomym. Spoglądał przymkniętymi oczyma na nieznajomą, która grzebała w aucie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 8:06 pm

Tutaj sprawa zaczęła się bardzo komplikować. Jedyne co wiedziała to gdzie uzupełnia się płyn do spryskiwaczy i gdzie jest silnik. Wszystko inne wydawało się być czarną magią. Pewnego razu stała nad mechanikiem kiedy ten naprawiał auto ale nic konstruktywnego z tej szybkiej lekcji nie wyniosła. W tej sytuacji pozostały jej trzy wyjścia : zadzwonić po pomoc, po Kaina albo iść i spróbować go jeszcze raz odpalić. Na całe szczęście nie jest w żadnej trasie tylko nieopodal centrum. Będąc wampirem nic jej tutaj nie grozi. Bezradnie opierając się plecami o zderzak zauważyła chłopaka. Aż dziw skąd on tutaj się wziął.
Musisz to wytłumaczyć jemu.
Wskazała na samochód krzyżując ręce na piersiach
Nie jesteś upoważniony aby tu się psuć.
Przemówiła do auta z lekką rezygnacją w głosie. Po upływie kilku sekund zaczęła dokładnie przyglądać się upoważnionemu.
Znasz się na tym ?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 8:16 pm

Matsuo spoglądał na dziewczynę, od razu rzuciły mu się w oczy wampirze szkarłatne ślepia. Wysłuchał kobiety, po czym odpowiedział lekko zmęczonym głosem.
- Tak, znam...
W jednej chwili wyciągnął rewolwer spod płaszcza i wycelował w wampirzycę. Twarz miał poważną, jednak można było dostrzec zmęczenie i wory pod okiem, gdyż drugie miał przysłonięte. Odsłonił lewe oko ukazując identyczne szkarłatne ślepie jakie posiadała wampirzyca. Podszedł jeszcze o krok.
- Nie wiem, czy to ciebie miałem zabić, czy nie, jednak chciałbym już iść spać, tak więc zakończmy to szybko.
Powiedział, po czym po chwili pociągnął za spust rewolweru, oczywiście o ile wampirzyca nie wykonała żadnego ruchu obronnego, bo wszak ma szansę na obronę.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 8:30 pm

Co tam samochód ? Przecież to tylko kontrolka i kilka minut u mechanika załatwi zupełnie sprawę. Gdyby się tak bardzo głęboko zastanowić to nie kosztowała ludzkiej krwi od jakiś trzech może czterech miesięcy. Chodzi w tym wypadku o krew prosto z żyły a nie z woreczka czy kielicha. Na pozór było to to samo lecz dla wampira robiła ogromną różnicę.Sunąc palcem wskazującym po dolnej wardze po głowie zaczęły jej chodzić bardzo złe myśli. Wiadomo, że wszystko co złe ma swój dobry początek. Przy okazji wypróbuje swoje umiejętności co sprawiało jej zawsze ogromną przyjemność. Nim ona zdążyła przejść do czynów miała przed sobą lufę broni. Początkowo całkowicie zbiło ją to z tropu bo z tego co było jej wiadomo nie stworzyła żadnego zagrożenia i celowanie do niej z broni mogło się skończyć źle dla Oświaty. Teraz nawet wampiry miały swoje prawa w tym mieście.
Nie wiem o czym mówisz.
Kobieta wyczekawszy moment, w którym drżący palec naciśnie spust użyje mocy swego artefaktu, zaraz później osłona znikneła. Głuchy dźwięk oddanego strzału rozejdzie się echem po opuszczonym parku. A co zobaczy nasz chłopiec ? W jego oczach będzie stała tak jak i przedtem z krwawiącą piersią. Czerwona ciesz wartkim strumieniem pokryje skórzany gorset kapiąc i spływając w dół tworząc plamę na ciemnym asfalcie. Bez żadnych emocji wymalowanych na twarzy oraz pustą w oczach rzeknie
Jak mogłeś mnie zabić ? Pomyliłeś osoby i czy zdajesz sobie sprawę z tego co teraz Cię czeka ? Nie masz po co wracać do Oświaty. Burmistrz wtrąci Cię do więzienia i już nigdy nie ujrzysz światła dziennego. To był błąd ale możesz go naprawić.
Blada postać z kilkoma czerwonymi kroplami na policzku wyciągnie do Ciebie dłoń a Ty być może nawet wbrew sobie uchwycisz ją i podejdziesz oraz zrobisz to co rozkaże. Przecież jesteś winny i musisz zrobić wszystko aby odkupić swój grzech. Czujesz paniczny strach przed odrzuceniem, chciałeś dobrze a wyszło tak fatalnie. Nie pomyślałeś o swym pochopnym czynie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 8:51 pm

Matsuo spoglądał na wampirzycę z zakrwawioną piersią. Chciał do niej podejść na chwilę jeszcze jednak zatrzymał się słysząc słowa wampirzycy.
- Nie przestraszysz mnie swoją gadką...
Odezwał się ponownie celując bronią w wampirzycę, jednak szybko opuścił broń, czuł się dość dziwnie, jak by ktoś go kontrolował do tego nie wiedział dlaczego wampirzyca nie zmieniła się jeszcze w popiół. Odsunął się od niej o kilka kroków chwytając za głowę, po czym spojrzał na wysuniętą dłoń wampirzycy, jego ręka automatycznie wysunęła się i pochwyciła dłoń kobiety, po czym nogi same się ruszyły i podszedł do niej. Nie ważne ile w myślach powiedziałby "stop" to i tak jego ciało same się poruszało, broń wypadła mu z ręki. Nagle chłopak zaczął myśleć o całym tym incydencie i zaczął go ogarniać pewnego rodzaju lęk i strach.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 9:07 pm

Zabawa mogła być przednia gdyby nie możliwość pojawienia się tutaj hien łakomych na czyjś kąsek bądź też wsparcia naszego zagorzałego przeciwnika wampirów w mieście. Bawić się czy przejść szybko do rzeczy i pozostawić delikwenta na pastwę losu. Rodząca się gdzieś głęboko chęć tortur nie pozwalała brać góry nad rozsądkiem. Ten znowu krzyczał stłumiony aby humanitarnie pożywić się i odłożyć przekąskę na swoje miejsce. Jej przyjazd był okazją i mogła sobie pozwolić na prywatne uczczenie sytuacji. Łowca bo któż inny mógł to być, niepewnym krokiem zbliżył się do niej wyrzucając broń. W jego wyobrażeniu oboje stali blisko siebie bez ruchu przez kilka sekund. Leniwym ruchem wampirzyca złapała Cię za ramiona. W Twym mniemaniu było to delikatne lecz na tyle silne, że nie mogłeś się wyrwać. Po twym ciele rozeszło się początkowo przyjemne ciepło, które z każdą chwilą przybierało na temperaturze. Nieuniknione było, że na ubraniu pojawiły się ogniki aby zostać zastąpione żywym ogniem. Tak, paliłeś się żywcem. Twoje ubranie płonąc przylegało do Twego ciała parząc i sprawiając taki ból jakiego nie czułeś nigdy w życiu. Owszem, wyrywałeś się ale to zupełnie nic nie dało. Twym największym marzeniem zapewne była śmierć lecz ta nie nadchodziła. Gdy opuściły Cię wszelkie siły i nie miałeś już nawet chęci krzyczeć wszystko ucichło. Widziałeś jedynie krwawiącą wampirzycę przed sobą i swoje opalone niemal do kości ciało. Swąd zwęglenia nieprzyjemnie drażnił nozdrza a widok mógł doprowadzić do szaleństwa.
Rozumiesz swój błąd ?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 9:16 pm

Kiedy wampirzyca chwyciła go za ramiona nie wiedział co się dzieje. Jego zmęczony i osłabiony umysł całkowicie poddał się jej działaniu, czy też mocy. Po tych wszystkich odczuciach jakie przeszły przez jego ciało nagle zaczął się palić. Syczał i warczał z bólu, jednak nie wydzierał się. Kiedy wszystko się skończyło jego głowa opadła, dostrzegał teraz swoje ciało, które nie było w najlepszym stanie i dlaczego do cholery Red Queen nie działa? Różne myśli przechodziły przez jego głowę, kiedy usłyszał głos wampirzycy uniósł nieco głowę, aby móc na nią spojrzeć, po czym odpowiedział drżącym i słabym głosem.
- N... Nie... Zła... miesz mie tak łatwo...
Co prawda przez zmęczenie i tą całą moc wampirzycy czuł się na granicy wytrzymałości, jednak nie chciał się tutaj tak łatwo poddać. Dyszał z bólu i zmęczenia, wydając z siebie co jakiś czas jęki z bólu.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Lis 18, 2012 9:26 pm

Tylko ten kto kiedykolwiek się poparzył może mieć pojęcie o wyższości płonięcia żywcem nad małym bąbelku na palcu. Prócz niewiarygodnego bólu daje się odczuć zmęczenie. Co może wyjść sumując to z najwyraźniej bardzo wyczerpanym łowcą, który bez odpowiednich warunków fizycznych podejmuje walkę z wampirem krwi czystej. Tak jak przypuszczała człowiek nie ma na tyle energii aby zachowywać się niczym robot. Prędzej czy później jego baterie się wyczerpują i wówczas jest najłatwiejszym kąskiem. Omitsu nie mogła nie wykorzystać okazji. Słaniającego się na nogach mężczyznę potraktowała tak mało kobiecym prawym sierpowym co wytrąciło z jego rąk broń. Ta swoją drogą upadła gdzieś w krzakach. Nieprzytomnego wrzuciła na tylne siedzenie zaś to co było oparte pod murkiem również wylądowało w gęstwinie. Musiała jakoś zatrzeć ślady zbrodni. Kiedy i to miała za sobą opuściła klapę i przeszła do prób odpalenie silnika. Jedna druga trzecia i auto zaskoczyło. Prosto i bez żadnych przystanków skierowała się do dworku.
ZT z Matsuo
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Sob Lis 24, 2012 12:31 pm

Po torturach Matsuo został przywieziony spowrotem do slumsów, szybko został wyrzucony z auta i pozostawiony na pastwę losu. Dość długi czas leżał, aż w końcu wstał i ledwo co się rozejrzał, został wyrzucony dokładnie w miejscu, gdzie został porwany. Przypomniał sobie, że pozostawił tu broń, jakiś czas jej szukał, a kiedy znalazł udał się w stronę miasta, by odejść z tego miejsca. Ledwo chodził, jednak umiał zebrać w sobie resztki sił i poruszać się powoli.
[z/t]
Powrót do góry Go down
 
Zrujnowany park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 16Idź do strony : 1, 2, 3 ... 8 ... 16  Next
 Similar topics
-
» Zrujnowany park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Zrujnowany kościół
» Miejski park
» Park Promnitz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE)-
Skocz do: