IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Boczna Głównej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 86


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Nie Paź 02, 2016 10:56 pm

Niespodziewanie zapach ludzi został przerwany pasmem… Zmrużył nieco powieki zerkając na niziutką… postać w masce? Odbiła się od jego sylwetki jak piłka, przy jej wadze to nic dziwnego. W milczeniu obserwował jej wątłą posturę zbierającą się z chodnika. Więc doszło do tego, że muszą zakrywać twarze? Fakt, nie był z wydarzeniami na bieżąco, ale ostatnio nie słyszał o niczym innym groźniejszym od smogu. Jeśli ta kolorowa osłona twarzy nie służyła typowo do filtrowania zanieczyszczonego powietrza, można było wysnuć dwa podejrzenia… albo dziewczę posiadało niezwykle wysublimowany smak jeśli chodzi o tego typu gadżety, albo  albo musiała ukrywać swe oblicze... w osobliwym stylu rzucającym się w oczy. Tak czy inaczej, była dość intrygującym elementem ulicznego krajobrazu, niemniej kraj Kwitnącej Wiśni nauczył go już nie zwracać na to większej uwagi. Co innego pręt zbrojeniowy – typowy atrybut każdej nastolatki, bez tego wprost nie dało wyjść o zmroku z domu, czyż nie?

Nie zwykłem patrzeć pod nogi, nie zwykłem też widywać niewinnych dziewcząt… - odparł bez większego namysłu, lecz nie raptownie. Był trochę zaskoczony i owszem, ale wyprowadzenie go z równowagi należało do zadań z grubsza ciężkich. Panienka wybaczy… – odparł bez pośpiechu wyjmując z kieszeni zapalniczkę. Nie chciał wdawać się w dyskusję, ale bardzo zależało mu by zobaczyć jakim sposobem zamierzała odpalić papierosa. Trzymał ją przez chwilę w dłoni i wpatrując się w jej oczy wyciągnął na otwartej dłoni metalowy przedmiot. Nikt z nas nie jest niewinny – dopowiedział mimochodem, lecz na jego twarzy nie pojawiało się nic prócz dziwacznego wyrazu mogącego być chyba bardzo nikłym uśmiechem sygnalizowanym uniesieniem kącika ust.

_________________
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 829


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Paź 03, 2016 3:02 pm

Maska? Czy to było teraz ważne po co, jak i gdzie ją nosił? Na mieście, czy w domu, z powodem czy bez? Do niedawna panowała epidemia, na całej długości Yokohamy rozlęgała się mgła. Mógł się domyślać, że to był powód, ale.. Skąd ona mogła też wiedzieć, że lata ukrywał się pod murami własnego domu? Tajemnica, za tajemnicą, a było ich tylko dwóch. Wstając z podłogi, sięgnęła jeszcze po jej pręt, który odbił się niefortunnie, upadając nieco dalej. No dobra, maska i jakiś metalowy badyl, mogły wskazywać, że dziewczyna może być nieco nienormalna, może nawet palnięta. I żebyś wiedział, nie ruszy się z tego z domu! Za dużo wspomnień w jednym sprzęcie.
Huh.. Nie do końca go zrozumiała, jest pełno niewiniątek w Japonii, krótkich spódniczek i pulchniutkich, uradowanych buziek. Wszędzie były te słodkie dziewczynki, które właśnie wracają ze szkoły. Na samą myśl o tym przeszły ją dreszcze i odruch wymiotny. Jak ona nienawidziała cukierkowego wyglądu i charakteru. Ale nie było to teraz ważne. Spojrzała na niego, kiedy ten wyciągnął do niej dłoń z zapalniczką. Teraz.. Jak miała przy nim odpalić fajkę, huh.. Nie pokaże przed nieznajomym swojego prawdziwego oblicza. Westchnęła ciężko i pomajstrowała gdzieś przy masce pod uchem. Nie było wyjścia, przecież odwracać się nie będzie, byłoby to jeszcze bardziej komiczne. Do jego uszu mógł dojść cichutki sygnał, że zwieracze puściły, a maska już leżała na jej dłoni odkrywając nieco oszpecone oblicze. Dwie, ogromne blizny na policzkach w kształcie "x". Przepalone, mocno widoczne, świeże blizny okrywały lice Cocoro. Odwróciła wzrok, wpatrując się w ciemną, oświetloną drobnym światłem z latarni uliczkę. Szybkim ruchem odpaliła papierosa i ciężko oparła się na murze, stojąc może od niego dwa metry dalej. - Nikogo nie oskarżam, słupie. - Powiedziała chłodno, wypuszczając dym z płuc, no może na ostatnie słowa cichutko zachichotała, była to dobra ksywka. Doskonały smak papierosa, tego jej brakowało przy tak wielkiej dawce nerwów. - Już się tak nie uśmiechaj, wiem, że wyglądam komicznie. - Dopowiedziała, również bez żadnych emocji. Parsknęła sama do siebie spokojnie delektując się smakiem tytoniu. Co jeszcze dziwnego ją dzisiejszej nocy spotka?


_________________
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 86


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Paź 03, 2016 4:00 pm

Jego oczom ukazał się dość niespodziewany widok. Blizny? Zmrużył oczy patrząc na przypalone znaki. Wiele widział w życiu, ale coś takiego przypominało mu stary dobry Paryż… kiedy łatwiej było o rzeżączkę niż o zamachy fanatyków. Ile pociętych dziewek przetoczyło się przez jego gabinet… trudno zliczyć, grunt, że wychodziły piękne jak nigdy wcześniej. To były inne czasy… ale to co przydarzyło się pannie w oryginalnej fryzurze przebijało większość przypadków sprzed półtora wieku. W momencie gdy nazwała go „słupem” jego oblicze na powrót zamieniło się w obojętną maskę. Dobre maniery umierały szybciej od trzebionych pod każdą szerokością geograficzną gatunków. Mógłby się do tego przyzwyczaić, mimo wszystko nie potrafił. Nie wiedziałem, że trafiłem na prawdziwie sprawiedliwego anioła… jak mniemam ten pręt to tylko artystyczny manifest sztuki nowoczesnej. – nie zadał pytania, ale w tonie jego głosu nie słychać było też wyczuwalnej kpiny. Patrzył jak zaciąga się papierosowym dymem nie odrywając wzroku od jej twarzy. Nie robił tego by wprowadzić ją w zakłopotanie, nie robił też tego z trudnych do powstrzymania zakusów zwykłej ciekawości. Wręcz przeciwnie patrzył na jej oszpeconą buzię bez emocji, jak gdyby szramy były dla niego niewidoczne. Znalazłbym wiele określeń pasujących do tego co widzę, ale komizm byłby ostatnim co przyszłoby mi na myśl. Nie przestawał świdrować jej spojrzeniem nawet na chwilę, co gorsza, nie wydawało się nawet by mrugnął. W swym nienaturalnym spokoju nie przypominał większości ludzi, których aparycja dziewczyny, tak różna i obca nie pozostawiłaby obojętną. Nie interesowała go szczegółowa historia szram, raczej to, czy zostały poczynione przez człowieka… czy wampira. Wyglądasz jak ktoś, kto ucieka… nie tak powinno być panienko. Co miał na myśli, wiedział tylko on sam.

_________________
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 829


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Paź 03, 2016 4:43 pm

Blizny, tak blizny.. Pamięta dokładnie jak to się stało. Może dla normalnej osoby, czy wampira, było to nieco niepasujące do jej całej postury, delikatnego, aczkolwiek nieco zadziornego wyglądu. Właściwie ona cała nie trzymała się ładu i składu. Kiedyś księżniczka rodu królewskiego w Anglii, teraz wampir, prawie najniższej krwii,który zabija za pieniądze, a od niedawna dla frajdy. Gdyby nie to, że w jednej ręce miała maskę, a w drugiej papierosa, pewnie przejechałaby po bliznach, przypominając sobie moment, kto i kiedy jej to zrobił. Aż się ciepło na sercu robi, kiedy pomyśli, że ktokolwiek pokochał psychopatkę, raz na zawsze. Podobno miłość bywa trudna, co nie?
Huh, czyżby uraziła go nazywając go słupem? Nagle jego uśmieszek zniknął, i co mi teraz zrobisz, skarbie? Poudawajmy razem latarnię czy coś, będzie miło, zapewniam. Naprawdę mówiła sama do siebie, jeszcze w myślach, jeszcze nie zwariowała, ale przybawanie z kimś, takim jak Azazel nie wróżyło nic dobrego. Wracając do sytuacji, spojrzała leniwie na towarzyszącego jej faceta, uniosła lekko brew. Sprawiedliwego anioła? - Nazwałabym się raczej egoistycznym i pełnym nienawiści demonem. Ale każdy ma swoją perspektywę, nie? - Pytanie retoryczne, nawet nie oczekiwała odpowiedzi, właściwie zanim ten mógł cokolwiek powiedzieć, dodała. - Sztuka zabijania, wydaje mi się, że nie jest Ci to obce. - Mając papiersa w ustach, naładowała swój metalowy pręt, trzymając go cały czas w dłoni. Gołym okiem było widać naładowania, które nie miały gdzie uciec, siedziały i czekały na swoją kolej. Żeby ten przypadkiem nie uznał tego za rozpoczęcie walki, odłożyła go, opierając o kamienny mur. Znów zajęła się swoim wybawieniem. Które nie trwało długo, po kolejnych kilku zaciagnięciach, parzyło już ją w usta. Poza tym, ten facet cały czas się na nią gapił. Było to męczące, więc oparła się bokiem o ścianę, by również patrzeć wprost na niego, skrzyżowała ręce na klatce. - Moje życie to jedna wielka ucieczka. Uciekam przed samą sobą, zabawne co? - Odpowiedziała chłodno na jego przemyślenia. Mogła zapewne nie załapać o co mu dokładnie chodzi i zrobić z siebie idiotkę, ale.. - Mówi mi Cynthia, albo.. - Tu się zacięła, jej przezwisko naprawdę nie pasowało już do jej wyglądu i charakteru. - Cocoro.

_________________
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 86


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Paź 03, 2016 5:31 pm

Grunt to znać siebie – odparł bez zająknięcia – Masz rację, z mojej perspektywy na tytuł demona musiałabyś jeszcze zasłużyć. Jego głos nie był chłodny zimnem wyniosłego indywiduum, był lodowaty ponieważ nie zawierał w sobie nawet krzty zaangażowania w rozmowę jakiegokolwiek uczucia. Sztuka zabijania? – zapytał nie spodziewając się właśnie takich słów. Wręcz przeciwnie, nie ma dla mnie nic odleglejszego od zabijania. Sztuka zamyka w sobie nieśmiertelne idee, zabijanie jest zaś w najlepszym przypadku opanowanym do perfekcji przyziemnym rzemiosłem... ale przecież każdy ma swoją perspektywę widzenia czyż nie? Na jego twarzy dla odmiany znów pojawił się ten enigmatyczny, oszczędny uśmiech, który równie szybko zszedł z oblicza mężczyzny.

Patrzył na biegnące po pręcie wyładowania nieomal niezauważalnie potakując głową, lecz nie skomentował tego żadnym słowem. Kto z nas tego nie robi? Wszyscy jesteśmy uciekinierami, w biegu nie myśli się jednak o minionych przeszkodach, lecz mecie za którą czeka nas wytchnienie. Pytanie kogo ty widzisz za linią taśmy… Cynthię, czy Cocoro, panienko? – zapytał nie dręcząc jej już swoim wzrokiem. Nie miał zamiaru rozkładać jej osobowości na czynniki pierwsze, zwłaszcza, że nie poznał nawet w podstawowym stopniu, jednak wiek i doświadczenie podpowiadały mu, że znalazł na swej ścieżce kolejną umęczoną duszę nie mogącą zaznać spokoju będąc rozdartą przez ryczące fale emocji uderzające w nią z każdej strony, podobnie do murów latarni morskiej opierającej się żywiołowi sztormu. Nie miał złudzeń, tak jak i latarnia – wampirzyca wytrzyma nawałę, pytanie tylko, kiedy zgaśnie w niej światło. Młodzi… obdarzeni darem i przekleństwem nieśmiertelności widzieli tak mało, a chcieli tak wiele.  Zagubieni… słabi… nadzy… okaleczeni… żałośni… To wręcz dziwaczne, że w tym wszystkim krwiopijca potrafił w ogóle pochylić się nad ich losem i miast przegnać i stłamsić w zarodku… próbował dać im iskrę mogącą powieść ich stracone umysły ku odkupieniu. Co planujesz zrobić z swoim życiem panienko? – wystrzelił ni z tego ni z owego, chyba po prostu ciekaw co niska wampirzyca mu odpowie.

_________________
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 829


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Paź 03, 2016 6:45 pm

Nie znam człowieka, który zna całą prawdę o sobie. Myślę, że tego nie da się pojąć. - Przynajmniej ona tak uważała. I tak również było z jej charakterem, wiecznie nieprzewidywalna osóbka, której charakter był zależny od jej humorków i widzimisiów. - Nawet Ci się nie dziwie, sama też widzę siebie w lustrze. - Dzień w dzień przeklina swoją dziecięcą urodę, ostatnio może i jest nawet lepiej, białe włosy zniknęły, a twarz nieco się wyostrzyła, podskoczyła też nieco do góry, ale dalej uchodziła za małą lolitę, do której nie czuło się żadnego respektu, potrzebowała siły, była za słaba. Westchnęła ciężko na samą myśl o swojej marnej mocy, aczkolwiek jej przemyślenia przerwał jego głos. - Tak, zdecydowanie każdy ma swoją perspektywę. W końcu fryzjerstwo też nazywają rzemiosłem. Ci co opanowali nożyce do perfekcji, robią cuda na ludzkich głowach. Ci co opanowali zadawanie bólu do perfekcji.. - Chwila zastanowienia, brak słów, podrapała się po głowie. Przeklnęła kilka razy po angielsku, nie było nic gorszego niż słowa na końcu języka, naprawdę. - Robią cuda z ludzkim ciałem, uwalniając swoje emocje na zewnątrz. - Co nie zawsze musi podobać się ofierze, ale to już zostawmy, nie było to takie ważne, ważne było to, żeby załapał. Odpowiedziała mu jeszcze uśmiechem, za uśmiech, pokazując wampirze kły. Aczkolwiek była pewna, że wiedział z kim mówi, nie wyglądał na świeżo upieczonego przybylca.
Kogo widziała za metą? Nigdy właściwie o tym nie myślała. Za metą nie widzi ani Cynthii, ani Cocoro. Dąży do władzy, siły i potęgi. A obie tego nie mają. Założyła maskę spowrotem, majstrując przy szyi z zapięciem. Po dobrym ułożeniu ciężkiego przedmiotu na twarzy, dopowiedziała, patrząc teraz na niego, nieco spode łba. - Obie są słabe. Chcę czegoś nowego, co przede wszystkim mnie zaskoczy. - Parsknęła po swoich słowach. Tak głupio to brzmiało, zdawała sobie z tego sprawę. Ale wydawał się być dość tolerancyjny na jej głupie gadanie. Nie wiedziała, dlaczego też mu się tak zwierza ze wszystkiego, może po prostu tego potrzebowała teraz, chwili rozmowy, z kimś kto nie traktuje jej jak dzieciaka? Zdecydowanie. Co planuje? Cynthia musiałaby się głęboko nad tym zastanowić, wiecznie tylko narzekała, nie robiąc nic w przód. Oprócz tam kilka akcji, które dodały jej pewności siebie. Ale co dalej? - Właściwie straciłam nadzieję na coś lepszego niż zbieranie chwastów z cmentarza. - Była ciekawa, czy zrozumie, że chodziło o nędzne wampiry krwi E, które tylko wadziły i atakowały wszystko dookoła. I nie, nie żaliła się nad swoim losem, nie miała szklanych oczu ani nic w tym stylu, stwierdzała fakty. - Myślę, że nic już się nie da zrobić. Moje możliwości są ograniczone. Przecież jestem człowiekiem, w wampirzej skórze.

_________________
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 86


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Paź 03, 2016 7:47 pm

Grunt to znać siebie – powtórzył nie zmieniając kierunku spojrzenia wlepionego gdzieś w dal. Jej dziecięca aparycja nie była ani atutem ani wadą. Taka była, nie potrafił patrzeć na istoty z perspektywy ich wyglądu, to bowiem w jego przypadku nie miało najmniejszego znaczenia. „Bądź kim chcesz” – szept losu wydawał się ujadać wyświechtanym echem, ale dla wampira nie było w tym polu żadnych barier. „Powiedzieli, że mogę zostać kim chcę, więc zostałem…” tu można było podać dowolną rzecz i nie minęłoby się wizualnie z prawdą. Umiejętności krwiopijcy były zapewne mokrym snem couchów, trenerów personalnych, motywujących szarlatanów i innych chochsztaplerów, pech, że nigdy się o tym nie przekonają. Ci, którzy opanowali perfekcyjne zadawanie bólu są jedynie świetnie wyćwiczonymi katami. Cuda powstają w boskiej chwale, nie zwierzęcym skowycie zarzynanych świń – odparł i chyba po raz pierwszy, przynajmniej werbalnie zamanifestował dobitnie swój punkt widzenia. Jego dar w rękach innej istoty byłby tylko karykaturą i cieniem posiadanej przez niego mocy, źródłem męki i niemożliwej do wytrzymania agonii, która rozsadziłaby układ nerwowy jeszcze przed zadaniem oczekiwanego bólu. Talent w sztuce - nie ważne jakiej – zawsze trzeba było wspierać praktyką, a ilość czasu jaką wampir poświęcił na ćwiczenia był nie do zmierzenia ani ludzką ani wampirzą miarą. Jedni żyją by mieć, inni by być, Septimus żył by tworzyć… i nie potrzebował do tego ani jeść, ani spać, ani mieć, ani żyć normalnym trybem czy to odmierzanym światłem Słońca, czy odbitym blaskiem księżyca. Determinacja to słabe słowo by objąć konsekwencję tego wampira. Problem w tym, że kiedy dochodzi się do perfekcji… prawdziwy blask naturalności zapewniają drobne wady, ślady zamierzonej niedoskonałości. Sama pewnie przyznasz, że nawet najbardziej monumentalny pomnik blednie wobec kunsztu prawdziwego wizjonera potrafiącego ukryć absolut w kropli wody. Wybacz… perspektywa wciąż jest tu kluczem, nie chcę zanudzać cię tymi porównaniami. Jeśli pragniesz czegoś nowego, trzeba zrezygnować ze starego. Dałabyś Cynthii i Cocoro umrzeć za nikłą szansę sukcesu?

Słysząc jej biadolenia nad marnością swej egzystencji z mig zapragnął ukrócić jej cierpień. Może nie dał tego nijak po sobie poznać, ale za brązowymi oczami kryła się organiczna wręcz pogarda. Wampirze dziecię skamlące jak zbity pies… Takich właśnie dożył  czasów… pomiędzy takimi pijawkami musiał koegzystować, z powodu takich miernot musiał wieść życie pustelnika, wyrzutka… śmiecia. Wieki temu słowa wampirzych rodów trzęsły światem w posadach, ich wola była dla śmiertelników rozkazem, ich egzystencja błogosławieństwem, oni sami – nikim innym jak bogami ułomnej i ograniczonej rasy ludzkiej. O ironio… i to jego posądzało się o dekadentyzm…

Spojrzał na nią raz jeszcze, nabierając powietrza głośniej w swe nieumarłe płuca, jak gdyby było mu to do czegokolwiek potrzebne. Jeden ruch ręki, a oddałby światu kolejną przysługę, kolejnego spokrewnionego mniej, kolejną marną parodię zdjętą z anteny byleby nie słyszeć tego opętańczego rechotu ogłupionych mas nieudaczników. Sama myśl zniżania się do roli egzekutora napawała go obrzydzeniem. Powinien mieć od tego rzeszę chętnych, błagających o jedno słowo wypowiedziane z jego ust. Oto prawda tego świata… wybierając się pełen nadziei do swego kuzyna, napotkał  po drodze żywy obraz tego czego tak nienawidził w tej rzeczywistości. Słaby miot… nie ważne czy poziomu E, D, C, B czy A. W krwi płynęła moc, ale na nic ona, kiedy charakter przypomina mdłe, zwietrzałe wino.

Biedne dziecię, nie masz pojęcia o możliwościach, nigdy nie przeznaczyłaś odrobiny chęci by je poznać, nie wypowiadaj się na tematy, których nie rozumiesz- nie z powodu swych ograniczeń, lecz z powodu twej bezgranicznej ignorancji. Jedno muszę ci przyznać… nie ująłbym tego lepiej. Jesteście ludźmi w wampirzych ciałach.

Zastanawiał się co z nią zrobić. Stał jak niewzruszona kolumna ścierając ze sobą trzonowe zęby szczęk. Po co zakładasz tą maskę? Jeśli ich nienawidzisz, dlaczego ich nie usuniesz? Jeśli są twoim powodem do dumy, dlaczego nie pokażesz ich światu? Wszyscy nosimy maski, zrzucamy je i przybieramy nowe, podobnie do węża zrzucającego swoje stare łuski... żadna jednak fasada nie ukryje tego kim jesteśmy naprawdę. Jesteśmy tak różni… a mimo to… chcemy tego samego. Chcę czegoś nowego… zaskocz mnie. W tej chwili tęczówki Septimusa zapłonęły złotym ogniem.

Cynthio… Cocoro… chcesz umrzeć? Chcesz wykorzystać ostatni cień szansy na bycie... demonem?

_________________
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 829


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Paź 03, 2016 8:31 pm

Przytaknęła mu, miał rację, ale Cynthia wiedziała, że nigdy nie przeniknie całkowicie przez czeluści swojego charakteru, który jest niczym czarna dziura, niekończąca się męka. Może dla niego jej aparycja się nie liczyła, ale ile razy ona dostała po dupie za to, była nędznym tworem Riecona, nic dodać nic ująć. Właściwie miał rację, po raz kolejny, odzwyczaiła się od tak.. Mądrego? Czy to dobre słowo? Raczej nie, nawet nie potrafiła tego ubrać w słowa. Przyzwyczajona do prostych przekazów Azazela, niekiedy traciła się w jego wypowiedziach, stojąc wryta niczym słup w ziemi. Westchnęła i przeczesała włosy. Bóg? A kto to wymyślił? W jej czasach panował ogromny trend na wiarę w tego w za światach, ale czy aby ona na pewno coś takiego popierała? Nie do końca, była dość specyficzną osobą, jakby nie patrzeć i nie miała nigdy zamiaru ukrywać się ze swoimi poglądami. Ale też nie chodziła wszędzie i nie pierdoliła dosłownie, jakie ma zdanie o tym czy o tamtym, dziewczyna miała tego po dziurki w nosie. A ojciec mówił "Co Tobie niemiłe, nie rób drugiemu bliźniemu swemu". Ahh, tak, ojciec, który wyrzucił ją z domu, po ataku szlachetnego, cudowne czasy, dobrze, że ten gówniak nie żyje, jednego cwela mniej. Dokładnie tak nienawidziła swojego prawdziwego, rodzonego ojca. - Płacz, wrzaski, błaganie o litość.. Miód dla mych uszu. - Rozsypujący się popiół po nędzniku, cudowne uczucie, kiedy przesypuje się miedzy palcami niczym ciepły piasek nad morzem. Czy tak bardzo już uzależniła się od zabijania? Odpowiedź była jasna.
Spojrzała na niego, lustrując go wzrokiem, kiedy ten znów mówił o perfekcji i perspektywnie, dopiero teraz mogła przyjrzeć się jego całej posturze. Może nie zauważy. W końcu wzrok wbity miał gdzieś daleko, jakby mówił sam do siebie, bądź do tłumu, którego nie było. Może miał słuchaczy gdzieś w głowie.. Głęboko. Umierać dla szansy? Dla cienia szansy? Której nigdy nie dostała? - Niech zdychają. - Odpowiedziała krótko, cicho, jakby do siebie. Ale na tyle włożyła w to energi by ten napewno usłyszał, była to dość istotna informacja.
To smutne, że postrzegał ją tak a nie inaczej, a nawet nie zaczęła marudzić na swój marny los, to mógłby być dopiero początek niekończącej się szklanki, zalewanej wodą, z przedziurawionym dnem. Tak, miała dużo do powiedzenia, ale wolała zakończyć litanię niepotrzebnych słów, by zająć się konkretami. Co było dobrym strzałem. Podeszła do niego, z dłońmi w kieszeniach i zbliżyła się na dość niebezpieczną odległość. Stanęła na palcach, jeden ruch a ich nosy otarłyby się o siebie. Igrała z ogniem. - Działasz mi na nerwy. - Powiedziała chłodno, dalej trzymając ich przestrzeń osobistą, wolała nie dotykać nieznajomego, nawet nie znała jego imienia. - Ale masz rację. - Dopowiedziała i mruknęła sobie niezadowolona pod nosem. - Niestety. - I znów od niego odeszła, by przypadkiem nie nadwyrężyć jego cierpliwości. Kiedy znów oparła się o mur, ten spytał się o maskę. Wzruszyła ramionami, cóż. Odpowiedź była nieco.. niepodobna do niej. - Nie jest to ani duma, ani nienawiść. To coś innego, czego nie potrafię opisać słowami. Blizny to moja historia, pisana na białym ciele. Każda znaczy coś ważnego, ale nie chcę by znał ją każdy. Dlatego je ukrywam. To tak.. Jak z miejscami intymnymi czy coś. Ukrywasz je i pokazujesz osobom, które chcesz by to widziały. - Ale teraz bedzie śmieszek. - No oprócz tam gwałcicieli, tamci to biorą co im popadnie, owłosione czy nie.. - Dobra koniec śmieszka. Tu się na chwilę zatrzymała, miała mówić, ale przerwał jej w połowie zdania, może dlatego, że mówiła cicho, do siebie, pod ukrytym uśmieszkiem. - Mam nadzieję, że.. Co. - Zabić Cynthię, Cocoro, demon, szansa, chciał dać jej szansę? Podrapała się po głowie. Trysnęłaby szczęściem niczym confetti. Ale to nie w jej stylu, dlatego też schyliła czoła ku niemu, odrywając się od muru. Po dobrych kilku sekundach, wyprostowała kark, by pokazać, jak jej oczy paliły się wściękłą czerwienią. - Tak. Chcę podpisać pakt z diabłem.

_________________
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 86


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Paź 03, 2016 10:29 pm

Działanie na nerwy go nawet rozbawiło, będzie musiała przekonać się o tym osobiście. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, ale postara się być ostrożny. Kwestia dotycząca blizn wydawała mu się nonsensem. Mógł ją zabić… zmienić… przeobrazić… ale na problemy trapiące jej głowę pomogłaby chyba tylko lobotomia. Miejsca intymne... W zasadzie mógłby odnieść to tylko do podziemi swojego domostwa, poza tym wstyd był mu uczuciem raczej nieznanym, co oczywiście nie musiało objawiać się totalnym zdziczeniem, jak to w wielu przypadkach bywa.

Swoją drogą naiwność wampirzycy była urzekająca... ale to mało istotne, podjęła decyzję, powinien skupić się na dotrzymaniu umowy. Kiedy podeszła bliżej spojrzał w dół, jej krewki charakter zwiastował problemy, co samo w sobie wydawało się być szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Stając na palcach miała jeszcze jakieś 30 centymetrów do nadrobienia, nie ważne, ciało jak papier… przyjmie wszystko. Chciała podpisywać pakt, ciekawe co powie na jego cenę. Wampir ukłonił się dotykając dłonią miejsca gdzie zwyczajowo przyjęło się uważać znajduje się serce. Czas umierać panienko, zapraszam w moje skromne progi.

(oboje zt)

_________________
Powrót do góry Go down
Kainsar

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2997-kainsar http://vampireknight.forumpl.net/t3002-kainsar#63175
Zarejestrował/a : 20/10/2016
Liczba postów : 33


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Sro Lis 02, 2016 9:24 pm

Kainsar przemierzał szybkim krokiem centrum miasta w niewiadomym celu. Gdzieś zgubił swoją świadomość. Oczywiście nie szukał jej, ale wpadł w klasyczny amok. Skręcając w z głównej ulicy w boczną stanął w końcu przy ścianie i oparł się czołem o beton, dysząc nieludzko. Jarzące ślepia wpatrywały się przez dłuższy czas w ziemię. Głód ponownie dawał we znaki. Nie rzucał się nikomu w oczy. Miał na sobie kaptur, a włosy opadały na jego twarz. Póki co, również na pobocznej znajdowało się zbyt mało ludzi. Nikt go nie zaczepiał i w sumie bardzo dobrze.
Czuł ten uciążliwy ścisk w gardle. Podwinął rękawy, łaknąc krwi coraz bardziej. Z minuty na minutę było coraz gorzej. Spojrzał na swoje ręce. Podniósł jedną nieco wyżej, po czym wgryzł się długimi zębami w przedramię. Nie był teraz sobą i w żadnym wypadku nie postępował teraz racjonalnie. Ani rozsądnie. Przecież zawsze mógł kogoś złapać i się pożywić, zamiast tego, wypijał krew z samego siebie, która oczywiście nie była ani smaczna ani pożywna.
Kolejne ugryzienie, kolejne, kolejne... Cały czas dziurawił sobie skórę, nie zwracając w ogóle uwagi na świat zewnętrzny. Czy ktoś go widział? Czy ktoś reagował na to? Czy może ktoś w obliczu strachu przed tym dziwnym zachowaniem zwyczajnie stąd uciekł? Nie interesowało go to. Nie było go tu, w tym świecie. Drugą dłoń przycisnął do swojego policzka. W wyniku bólu zacisnął palce tak, że powbijał sobie paznokcie. Mocno, do krwi. Nie był sobą.
Powrót do góry Go down
X

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2888-x#61440
Zarejestrował/a : 24/09/2016
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Sob Lis 05, 2016 6:10 pm

Oj widział, widział, chociaż widok ten nie spowodował, że pewien wampir o najsłabszej krwi uciekł. Wręcz przeciwnie - to właśnie z jego powodu przetrząsnął spory kawałek Yokohamy. Iks jak się uprze, to musi dopiąć swego. Miał na szczęście kartę przetargową, w reklamówce, która powinna nakłonić do współpracy Kainsara, którego lubił nazywać Ka. Bo krócej i w zasadzie prościej do zapamiętania.
Wiadomo, ryzykował podchodząc do rozjuszonego od głodu pobratymca, lecz tylko z nim byłby w stanie przedsięwziąć więcej. Zwłaszcza, że Ka, jak ma lepsze dni, potrafi naprawdę wiele zdziałać. Kiedy raz zbiegły się ich ścieżki, zdołali zauważyć, że razem mogą więcej. Kainsar miał większe doświadczenie, Iks zaś mógł lepiej komunikować się ze światem zewnętrznym. Zatem nie mógł zostawić kolegę w potrzebie, a na pewno nie wtedy, kiedy obaj są na głodzie. Czyli praktycznie zawsze.
-Wcinaj. - Bez ceregieli wcisnął mu w kły świeżo upolowanego szczura, wielkości małego kota, którego pozbawił jedynie przytomności. Krew z żywych organizmów smakują lepiej. Miał w zapasie jeszcze trzy takie szczury kanałowe, i co prawda nie są tak pożywne jak ludzie, ale to tylko przekąska. Na większą zdobycz musi sobie zapracować, ale będzie mieć wsparcie Mumii. Co dwie głowy to nie jedna.
Wszystkie szczury zostały osuszone do suchej nitki, lecz wiedział, że dobrze inwestuje. Prawdziwe ucztowanie z Kainsarem wychodziło mu na dobre.
-Poznajesz mnie? - Wiedział, że kolega miał problemy z komunikacją, nie mniej wystarczyło wymowniejsze spojrzenie czy gest, a Zabandażowany rozszyfrowałby go. Uśmiechnął się kącikiem ust pokazując zaciśnięte zębiska i wlepiając w Ka rozświetlone na złoto, lewe ślepie. Trudno było mu tutaj siedzieć i patrzeć, jak przez kilka minut zajadał się kolega jego upolowanymi szczurami, i nic nie ingerować w posiłek. Dla lepszego przypomnienia wyciągnął kosę, której ostrze zabłysnęło krwią innych szczurów, które Iks zjadł wcześniej.

_________________



Powrót do góry Go down
Kainsar

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2997-kainsar http://vampireknight.forumpl.net/t3002-kainsar#63175
Zarejestrował/a : 20/10/2016
Liczba postów : 33


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Sob Lis 05, 2016 7:05 pm

Minęła dłuższa chwila zanim odzyskał kontakt z zewnętrznym światem. Zadał sobie ból jeszcze parę razy, zanim jego dzikie spojrzenie skierowało się w stronę szczura, którego otrzymał pod nos. Potem wzrok zatrzymał na X, zaciskając wciąż szczękę na swojej ręce, ale ewidentnie zaprzestając kolejnych ugryzień. Jego oczy mieniły się przez moment nierozpoznaniem i możliwe że nawet z gotowością do czynów niepoczytalnych, ale zaraz chwycił szczura i wgryzł się w niego. Nie odpowiedział, dopóki nie skończył marnego posiłku.
- Iks. - mruknął tylko, odrzucając na bok osuszonego z krwi martwego szczura. Wlepił w niego beznamiętny wzrok, tym razem jednak widać było, że wrócił do tego świata. Ciekawe tylko na jak długo. - Takiego syfu dawno nie jadłem. Cuchniesz na kilometr. - powitał go przyjaźnie, bo wbrew pozorom nie widział nic dziwnego w wyrażeniu tego, co właściwie odczuwał, a Iks był jedną z niewielu osób, do której potrafił powiedzieć coś więcej. Ogólnie to, co powiedział, nie znaczyło, że nie był mu wdzięczny za pomoc. Kainsar, gdyby był normalniejszy i nie miałby swoich dziwnych odlotów od świata, z pewnością potrafiłby cały czas zdobywać sobie posiłek. Do tej pory nie potrafi zrozumieć, dlaczego przy większych atakach głodu kaleczył siebie.
Zerknął w dół na swoją rękę i mruknął coś pod nosem. I tym razem nie było inaczej. Jednakże rany powoli zaczynały się zasklepiać. Nie poruszył tej kwestii na głos, bo i nie było po co. Ponownie podniósł wzrok, pierw się oglądając, gdzie pod wpływem tego dziwnego amoku wybył. Potem dopiero zerknął na Iksa.
- Co chcesz. - odezwał się bezbarwnym głosem, nie czyniąc nawet pytania z pytania. To, że jego kolega miał do niego interes był w stanie wyczuć. Ostatecznie w ich szczurowatym świecie istnieje zasada, że nic nie jest za darmo, prawda? Korzyści mają być zawsze obustronne. Przetarł usta z krwi, rozmazując ją na podbródku jeszcze bardziej. Nie najadł się tym szczurem, więc pewnie za niedługo będzie musiał znowu coś skonsumować albo skończy się to jego kolejnym atakiem.
Powrót do góry Go down
X

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2888-x#61440
Zarejestrował/a : 24/09/2016
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Sob Lis 05, 2016 7:45 pm

Brawo. Gdyby Ka był psem, dostałby darmowe głaskanko za odgadnięcie. Jako wampir mógł liczyć jedynie na drugiego szczura, którego dostał w swe łapy. Syf nad syfem, lecz zawsze coś na ząb. Tabletki z krwią to drogi rarytas, nie stać na nie wiecznie głodnych krwiopijców. Skoro został już rozpoznany, to i usłyszał całkiem niezły komentarz na temat odoru, jaki ciągnął się za przybyłym. Poszerzył uśmiech, bardziej w ironii niż z dobrego żartu kolegi.
-Dzięki, ja sem szambonurek. - Prychnął cicho, gdy dostrzegł dzisiejsze rany na rękach Kainsara. Skrzywił lekko wargi w mimice niepocieszenia. Jego kolega musiał mieć poważny kryzys. Tak nie może być! Trzeba postawić go na nogi, i siebie tym bardziej. Tylko we dwóch przetrwają kolejną dobę. Inaczej obaj zamienią się w pył. Ot, ich codzienność. -Kurwa, jeszcze trochę i odgryzłbyś sobie całą rękę.
Dobrze, że zagoiły się rany, jak na psie. Będzie o wiele sprawniejszy z dwoma rękoma niż z jedną. Problem jednak tkwił także z Iksie, którego ubywało. Kawałek po kawałku ciała, skrytym pod bandażami. Przez co ważył teraz około trzydziestu kilo, co przy wzroście Mumii było niedopuszczalne. Pewnie dlatego musiał szukać kompana do porządnego posiłku. Oto cel, dla którego zechciał fatygować Długowłosego.
-To co zwykle. Upolować kogoś, razem. - Podparł się o swoją wierną towarzyszkę z ostrym pazurem i utkwił oboje oczu na kumpla. Jedno, prawe zdawało się być martwe od dłuższego czasu, za to lewe nadrabiało intensywnym blaskiem złota. Dobrze, że Ka tym razem grzeczniej przywitał się z Mumią, bo pamiętał jak raz o mało co został zagryziony. Co spotkanie liczył się z tym ryzykiem, ale jeśli tylko przebrną przez najgorszy moment - potem są wielkie zbiory. To zupełnie inna jakość polowań niż w pojedynkę. Prościej, szybciej, mniej siły, więcej sprytu. Iks ułożył wstępnie plan oparty na obserwacjach otoczenia. -Ma być dzisiaj jakiś koncert na obrzeżach Yokohamy. Podpita młodzież, mało "psów". Więc... wchodzisz w to sam, czy masz kogoś jeszcze do pomocy?
Ah, na samą myśl o świeżej dostawie posiłku oblizał kły. Widział plakaty, które pomogą obu w lokalizacji potencjalnych zdobyczy. Trzeba tylko zebrać się i iść, nie mieli wiele czasu.

_________________



Powrót do góry Go down
Kainsar

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2997-kainsar http://vampireknight.forumpl.net/t3002-kainsar#63175
Zarejestrował/a : 20/10/2016
Liczba postów : 33


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Sob Lis 05, 2016 8:30 pm

Oczywiście na powiedzenie Iksa nie zareagował w żaden sposób. Nie wiedział nawet w jakim kontekście ten się uśmiechnął. No zdarzało mu się nie potrafić interpretować czyichś emocji. O tyle dobrze, że akurat z wyczuciem intencji nie miał problemów. Świadomy Kainsar to wampirek, który wie, kogo powinien atakować, a kogo nie. I na szczęście, został poczęstowany drugim szczurem, którym również nie pogardził.
Mumii nie minęło uwadze pogryziona ręka. On natomiast na tym się nie rozwodził, chociaż... Odgryzienie ręki? Ciekawe w sumie czy byłby kiedykolwiek w stanie to zrobić, a to jednak byłaby szkoda. Sprawność to jest coś, co jednak potrzebował.
- Dotychczas jeszcze mi się nie udało. Nie ma obaw. - mruknął znowu, obserwując swoją rękę. Brzmiał tak, jakby ufał swojej pokręconemu ja, kiedy tracił świadomość. Argument, że skoro wcześniej sobie nic większego nie zrobił, to na pewno nic sobie nie zrobi w przyszłości był nieco troszeczkę nielogiczny, ale to nie miało dla niego znaczenia.
Słysząc jego standardowy cel jego spotkania, Kainsar kiwnął głową od razu potwierdzająco. Polowanie z kimś było szybsze i wydajniejsze. W większa liczebność to większa siła, a tego poziomom E brakowało. Ponadto liczył na małą rozróbę wśród tłumu ludzi. Dopiero wtedy mógł odczuć delikatną satysfakcję dla tak skutej obojętnością duszy - nie licząc krwi.
- Chciałbym zjeść kogoś wyjątkowego. - mruknął w lekkiej zadumie. - Sam. - odpowiedział zaraz. Cóż, Kainsar mimo wszystko był na tyle czasami uciążliwym wspólnikiem, że rzadko łączył z kimś siły, ale to też również dla własnej wygody psychicznej. Po prostu już wolał samotność. Czując napływające podniecenie na myśl o dużym tłumie chodzącego mięsa, złapał się za zranioną rękę, czując jak nakręcał się do granic szaleństwa. Wbił w skórę długie paznokcie. - Czuję kogoś. - odezwał się nagle, odwracając się w tył. Nie miał co prawda równo pod sufitem, ale tym razem był pewien, że ktoś ciekawszej krwi sobie tutaj wędrował. Automatycznie pomyślał, że jest śledzony.

// Poczekajmy może tutaj na Elyse
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 555


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Lis 07, 2016 6:20 pm

Ely wyszła na miasto chcąc znaleźć jakiś prezent dla matki. Święta zbliżały się wielkimi krokami i oni chociaż rasy wampirzej, zawsze je obchodzili widząc ile radości daje to Ely. Oczywiście od kilku lat ojciec czerwonej nie pojawiał się w domu i kolacja wigilijna była w dość wąskim gronie (czyt. ona, Viv i lokal), ale młoda nie zamierzała z tego rezygnować. Teraz gdy studiuje weterynarie nie ma za dużo czasu z wiecznie pracującą matką się spotkać, więc każda okazja do posiedzenia razem jest dobra.
Oczywiście musiała wyjść, jak zrobiło się już ciemno, bo wampiry nie mogą sobie spokojnie chodzić jak świeci słońce. A co za tym idzie? Mogła spotkać mnóstwo nie ciekawych osób. Weszła czym prędzej do sklepu z biżuterią, wybrała co jej w oko wpadło i wyszła trzymając małą, papierową torbę z wsadzonym w środku prezentem dla Viv. Chcąc jak najszybciej się stąd zmyć skręciła w boczną uliczkę natrafiając na dwójkę chłopców. Niestety nie byli to zwykli chłopcy, tylko wampiry. Najniższy poziom. Wygłodniałe, krwiożercze bestie. A przynajmniej tak się ich opisuje. Młoda wampirzyca była szlachetnokrwista i nie musiała się bać słabszych od niej, bo wystarczy że użyje trochę więcej siły a już będzie mogła im zgnieść kość. Sad but true. Ale co dwoje to nie jeden prawda? Postanowiła ich minąć bez słowa, bo nie szukała problemów. Nie należała do osób, które się wywyższają i chcą kogoś obrazić, zranić czy zjeść. Wolała tabletki krwi. Chociaż zdarzało jej się zaatakować ludzi lub zwierzęta, gdy miała gorsze dni. Lub jak musiała stanąć w obronie kogoś. Więc atak tych dwoje na ludzi na pewno by jej się nie spodobał...

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
X

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2888-x#61440
Zarejestrował/a : 24/09/2016
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Lis 07, 2016 7:16 pm

-Wybredny, ale to znaczy, że jesteś w dobrej formie. Brawo ty. -Odpowiedział na wygórowane wymagania Kainsara. Szkoda, iż nie będą mieć wsparcia, ale z drugiej strony - będzie więcej dla nich. Ludzie to niezbyt wymagająca ofiara, trochę poszamota się, albo zacznie uciekać, a wtedy wampiry mają przewagę. Mimo wszystko trzeba obmyślić plan. Przynajmniej częściowy, a mianowicie jak ominąć ochronę i wleźć bez biletu na koncert. Ewentualnie gdzie się schować, gdy podpita młodzież będzie już wracać z imprezy.
Zadumę dwóch wampirów przerwał soczysty pukiel czerwonych jak krew włosów. Aż oderwał się myślami od układania planu i w tej chwili postawił na spontaniczność. Ah te kobiety - jak potrafią namieszać w głowach co po niektórych.
-No proszę... - Powiedział cicho, bardziej do siebie niżeli do Kainsara, ale na widok takiej pięknej kibici i szkarłatnych włosów nie mógł przejść obojętnie. Mieli szczęście widzieć takie cudo tuż obok nosa, ale przez to i jej zapach podkręcał i tak nakręcone zmysły Krwiopijców. Piękny okaz... chyba bez problemu zaliczy ją kolega do "kogoś wyjątkowego", co nie? Więc może odpuścić widowisko koncertowe, a skupić się tylko na Czerwonowłosej?
Nie będzie łatwo, oj nie. Praktycznie misja niemożliwa, ale warto spróbować. Jej krew musi być pyszniutka, musująca podniebienie jak najdoskonalsze wino. Aż oblizał się i skinął na Ka, że czas zacząć. X zajmie się zarzucaniem przynęty, to jest chociażby chwilowym zatrzymaniem damy, która wyminęła ich przedtem bardzo szybko. W tym celu począł wspinać się po ścianach i skradać się po dachach, aby wyprzedzić wampirzycę. Gdy udała mu się ta sztuka - a sporo sił na tym stracił - zeskoczył z dachu okolicznego budynku tuż przed jej nosem i wyprostował się. Zakapturzony, z jednym ślepiem mieniącym się na złoto, kiwał lekko głową na bok, aż kości karku strzelały jakby były miażdżone. Zastał się Iks, oj zastał. Musi więcej ćwiczyć, ale mniejsza o to. Teraz ma o wiele ważniejsze zadanie. Tuż przed nim.
-Madame, belle dame, pretty woman, schöne Frau - piękno nie jedno ma imię, ale twoje zawstydzi pozostałe miana. Zdradzisz je więc, Arielko? Nie chcę cię ranić więcej powyższymi obelgami. - Tu wyłonił się bardziej z głębokiego cienia i stanął przed Wampirzycą zagradzając drogę swoją skromną sylwetką całą w bandażach. Dla ułatwienia zatarasowania zaułka wyciągnął swą kosę i nią też odgrodził możliwe przejście. Na pewno Kainsar zdołał zrobić podobnie, lecz odciął jej drogę powrotną. A przynajmniej na to liczył. Nie po to robił za ninję skradając się po dachach, żeby kolega nie współpracował. Zresztą chyba i jemu ta płomienista dziewczyna wpadła w oko, wydaje się więc być idealną towarzyszką przy posiłku. Jej ślicznym, głównym daniem.

_________________



Powrót do góry Go down
Kainsar

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2997-kainsar http://vampireknight.forumpl.net/t3002-kainsar#63175
Zarejestrował/a : 20/10/2016
Liczba postów : 33


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Lis 07, 2016 7:40 pm

Co prawda to prawda - w formie najgorszej nie był. Prychnął pod nosem cicho na jego stwierdzenie, ale nie odzywając się ani słowem. Zresztą, później i tak coś go rozproszyło, coś, wobec czego nie mógł pozostać obojętny. Zza rogu wychyliła się postać wampirzycy. Bardziej od walorów, skupiał się na zapachu. Jego oczy rozświetliły się jeszcze bardziej. Wbił paznokcie jeszcze głębiej, czując się u kresu samokontroli. Choć nic się nie odezwał, Iks mógł widzieć w oczach Kainsara błysk niemałego zainteresowania. Gdy ich wyminęła, wampir wciąż wodził za nią wzrokiem. Dopiero ruch ze strony Iksa go sprowadził nieco na ziemię i zmuszając do działania. Wiedział, że to, co ewentualnie chcieli zrobić, może się okazać w praktyce samobójstwem, aczkolwiek pokusa była o wiele, wiele potężniejsza.
Kiedy X udawał ninję i przy okazji sprawdzał swoją sprawność, Kainsar szedł za nią. Gdzieś głęboko w nim nawet została wzbudzona chęć jak najlepszego zaprezentowania się przed Czerwonowłosą, dlatego przetarł kciukiem krew z podbródka z nadzieją, iż całkowicie ona zniknie, ale czy tak się stało, to już nie sprawdził. Przystanął, kiedy Iks zablokował jej przejście, a sam zablokował jej drogę ucieczki. Nie umknęło mu uwadze to strzelanie w kościach Iksa, ale póki co, nic się nie odezwał. Swoją drogą, zastanawiał się nad taktyką swojego kolegi. Kainsar wolał działać od razu, we wszystkim. Nie preferował bawienia się czymś, co można spożyć czy zgwałcić, dlatego obserwował go w lekkim zniecierpliwieniu. Kiedy wampirzyca uraczyła Kainsara wzorkiem, ten wzruszył ramionami.
- Dla mnie taki romantyczny nie jest. Może poświęcisz nam parę chwil? Chyba mu zależy. - spytał, wlepiając w nią swoje obojętne spojrzenie. Cóż, Iksowi zależało nie bardziej niż Ka. Póki co, nie dawał ulecieć swojemu totalnemu szaleństwu, które wirowało w jego głowie, na wierzch, cały czas zadając sobie ból w ręku, którą wcześniej pogryzł. Na razie zachowywał pozory... Ogarniętego.
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 555


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Lis 07, 2016 8:10 pm

Niestety. Ely nie przeszła spokojnie koło dwóch wampirów. Musieli zwrócić na nią uwagę. Wniosła oczy ku niebu zastanawiając się komu podpadła, że nie ma ani chwili spokoju. Co prawda, do tej pory nikt oprócz łowcy jej nie zaatakował. Nigdy nikomu nic nie zrobiła, toteż nie było powodu aby wszczynać bójki. Po za tym inne wampiry wiedziały, że tknięcie szlachetnej krwi może źle się dla nich skończyć. Jak nie przez osobę, którą zaatakują to przed radę wampirów. Tylko Ci dwoje musieli albo być głupcami, albo igrającymi z ogniem....
Ely wyczuła jak X zbliża się do niej, chociaż nie szedł za nią tylko prześlizgnął się jak gad po ścianie. Stanęła spokojnie, nieco kucając jakby szykowała się do skoku ale tak na prawdę wyciągnęła tylko z cholewki buta ostry sztylet, zakończony lśniącą rękojeścią z rubinowymi kamieniami. Znów się wyprostowała podnosząc dumnie głowę i czując, jak drugi kolega przynajmniej nie pajacował i stał po prostu za jej plecami.
Uniosła brwi na słowa zabandażowanego chłoptasia. Czy on myślał, że brzmi romantycznie? Chyba nigdy nie czytał ani jednej książki. A szkoda, oprócz tego że to porusza wyobraźnie to jeszcze uczy języka. Elyse sama nie wiedziała co w nią wstąpiło, ale prychnęła pod nosem uśmiechając się krzywo.
- Wiesz z kim rozmawiasz? - zapytała kąśliwie i przekręciła się tak, aby widzieć obu facetów. Kainsar chyba sobie kpił jeśli sądził, że Ely na prawdę poświęci im więcej czasu niż potrzeba.
- Jeśli szukacie problemów to źle trafiliście. Nie kręcą mnie takie gierki - powiedziała złowrogo, a ziemia na której stali zatrzęsła się niespodziewanie. Oczy Ely zalśniły czerwienią, a w jej wargi wbiły się ostre, jak brzytwa kły. Dziś nie miała humoru, a co za tym idzie... dobrego serca.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song


Ostatnio zmieniony przez Elyse dnia Pon Lis 07, 2016 9:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
X

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2888-x#61440
Zarejestrował/a : 24/09/2016
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Lis 07, 2016 8:38 pm

Od razu romantyczny, niedobry Ka. Nabijać się z kolegi przy nieznajomej? Rzucił tylko spojrzenie ku niemu typu: "Kainsar, ty żmijo sykliwa", ale milczał. Przynajmniej Szkarłatnooki wiedział, iż zależało Iksowi na zatrzymaniu kobiety. Miała coś w sobie... cycki też oczywiście, które przesłaniały większość uroczego obrazu wampirzycy, lecz co to? Skąd ten błysk ostrza w jej rączce?
Oj Elyse, Elyse. Kusisz kłamliwie... twe rdzawe włosy zwiodły wampiry na manowce. Jak nie szukała rozrywki czy prostackich komplementów, to niepotrzebnie zbaczała z głównej drogi. Igrała z losem przychodząc tutaj. Jej Szlachetna krew panoszyła się wszędzie, nawet zakamarki takich ciasnych ścieżek chciała mieć na własność? Niby tolerowała istoty najniższe jej rasie, a krzywdziła ich brzydkimi słowami, które tak bardzo nie pasowały do jej gładkiego lica. Ale co taka dama może wiedzieć o osobnikach, które żyły na ulicy, nie zaznały troski i nikt za nimi nie tęsknił. Rzeczywiście - nic ją nie obchodzili porządnie głodni mężczyźni, którzy nakręceni jej wonią nie mogli cofnąć się z miejsca. A niech się trzęsie ziemia (chociaż od tego poprzetrącają się wnętrzności), nie zmienią zamiaru. Przynajmniej Iks, którego Krwawa Dama nazwała w myślach chłoptasiem.
Nie odpowiedział na jej jadowite, przykre słowa. Mógł, tak jak preferował Ka, rzucić się po prostu bez ostrzeżenia na zbyt pewną siebie damulkę. Ah, ta jego słabość do pięknych kobiet, wpędzi go do grobu. Albo rozkruszy na drobny pył. Gdy ziemia zaczęła się trząść - uczepił się ściany, choć kosą dalej przegradzał przejście. Dopiero jak ustało to dziwne zjawisko, zacisnął mocniej kosę w ręce i chcąc nie chcąc zmusi kobietę do pozostania z nimi jeszcze te kilka - kilkanaście - kilkadziesiąt sekund. Skoczył na nią z zamiarem skrócenia ją o głowę, ale wiadomo, że zamiar czynowi nie równy. Jak nie za pierwszym, to za drugim, czy za trzecim... ile by trzeba, będzie ciachać ostrzem kosy tuż przed wampirzycą, którą będzie zmuszać do odwrotu. A tam stał przecież jego kumpel. On wie, jak rozprawiać się z takimi krnąbrnymi dziewkami jak nieznajoma. Iks chętnie pomoże mu przyszpilić damulkę...

_________________



Powrót do góry Go down
Kainsar

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2997-kainsar http://vampireknight.forumpl.net/t3002-kainsar#63175
Zarejestrował/a : 20/10/2016
Liczba postów : 33


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Lis 07, 2016 9:10 pm

Nawet nieznacznie uśmiechnął się na oburzenie Iksa. Wolał się jednak skupić na obserwacji wampirzycy, która przykucnęła, żeby zaraz z buta wyciągnąć jakiś ostry przedmiot. Nie licząc tego, pewnie będą musieli zmierzyć się z mocami Szlachetnej. Jedyne, czego im zazdrościł to właśnie to. Gdyby jego życie inaczej się potoczyło, nie zostałby poziomem E, no ale... Przecież każdy nieszcześliwiec może tak właśnie powiedzieć. Teraz, choćby Kainsar chciał zachować się racjonalnie, wampirzyca za bardzo przyciągała. Źle na tym skończą. Nawet groźby nie docierały. Oboje byli uświadomieni o zagrożeniu płynącym z zaczepek wampirów krwi szlachetnej. Ale oprócz chęci skosztowania ich krwi, pojawiała się także chęć zrównania ich na niższy poziom.
- Oczytana, pseudo-inteligentna szlachta, ptfu. - warknął, zaciskając dłoń na ręku jeszcze mocniej. Jego krew już od jakiegoś czasu kapała na ziemię. Chwilowa złość nagle minęła i zastąpiła ją znowu obojętność, ot, stabilny Ka. - Zjadłbym kogoś wyjątkowo znienawidzonego. - dodał zaraz, puszczając drugim uchem groźbę wampirzycy. Kiedy obróciła się tak, żeby mieć na widoku i jego i Iksa, dostrzegł, jak oczy Szlachetnej się rozjarzyły, a ziemia zaczęła drżeć. Od razu stanął pewniej na gruncie, zginając delikatnie nogi w kolanach i puścił swoją maltretowaną przez siebie samego rękę. Potem trzęsienie ziemi ustało, nietrudno było wywnioskować, że to było dzieło wampirzycy. Gdy jego kolega ruszył do ataku, on również doskoczył do niej od tyłu z zamiarem chwycenia ją za rękę, by nie zrobiła żadnemu z nich krzywdy posiadanym przedmiotem, oraz za włosy, żeby zaraz pchnąć ją kolanem do przodu i nadstawić ją na kosę swojego kolegi.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1693


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Lis 07, 2016 9:37 pm

~ Beleth, npc krwi szlachetnej

Już od samego zachodu słońca, wieczór wydawał się nudny. Zero telefonów, maili. Zero wiadomości, dzięki którym mógł nabrać pewności, że nie spieprzył ostatnio całej relacji. Dużo myślał o Elyse i choć za wszelką cenę próbował zapomnieć, po prostu nie potrafił. W takich chwilach ciężko było określić co tak naprawdę nim kierowało. Chciał być sam. Nie. Chciał wyjść z domu i bawiąc się do białego rana zapomnieć o całym otaczającym go świecie.
Ubrany w ciemne spodnie, półbuty i koszulę w niebieską kratę, szedł przed siebie, nie zwracając uwagi na mijające go nastolatki – tak ochoczo śpieszące się do pobliskich klubów. Mężczyzna nie odczuwał w tej chwili głodu, ale mimo to szybko opuścił główną ulicę i skierował w jej boczne rozgałęzienia. Potrzebował świętego spokoju. Natchnienia. Może nawet pasji, którą tak dawno zagubił goniąc gdzieś pomiędzy marzeniami.
Już z daleka wyczuł znajomy zapach, przez co jego nozdrza zaczęły się gwałtowniej poruszać.
- Elyse? - szepnął sam do siebie, wpatrując się w trzy plamki na horyzoncie. Sądząc po odgłosach był właśnie świadkiem nieuczciwej walki, kiedy to „Pan Śmierć” i jego uroczy towarzysz zapragnęli zabawy z czerwonowłosą dziewczyną.
Widząc ostrze metalowej kosy i niebezpieczną bliskość szyi swojej przyjaciółki, aż nim wstrząsnęło. Automatycznie uniósł dłoń chcąc sprawdzić z czego wykonano kosę, bo jeśli był to metal, przeciwnik miał po prostu pecha. Beleth starał się wygiąć broń tak, ażeby oddalić ją od ciała dziewczyny i jednocześnie wprawić dwóch oponentów w chwilową konsternację.
- Dwóch na jedną? Nie wstyd Wam, Wszarze? - krzyknął, wyłaniając się z mroku. Szlachetny znajdował się w odległości około pięciu metrów od towarzystwa, przez cały czas tylko zmniejszając dystans. Szedł spokojnie, jednak zdecydowany ruch jasno wskazywał na fakt jego niezadowolenia.
- Tacy z Was wojacy? Może się zabawimy, co? Spróbujcie ze mną. - nie wyglądało na to, by Beleth miał przy sobie jakąkolwiek broń, ale to mu nie przeszkadzało w próbie zbliżenia się do towarzystwa. Jasno rzucił im wyzwanie, ale czy banda degeneratów rozumie czym jest honor?

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 555


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Pon Lis 07, 2016 10:12 pm

- Wole być pseudo-inteligenta niż najzwyczajniej w świecie głupia - westchnęła nie dowierzając temu, że tych dwoje startuje do Moreau, chociaż rada ostatnio bardziej przykłada się w ściganiu pijawek podskakujących do szlachetnych. Nie było ich dużo i jakby się wszyscy zebrali to może by z nimi wygrali. Ale co z szacunkiem! Nie trzeba wszystkich pchać do jednego worka, tylko dlatego że paru szlachetnych uważało się za o wiele lepszych od innych.
No już nie przesadzajmy, że Ely powiedziała coś krzywdzącego do chłopaków. Po prostu nie będzie stać jak czarna owca i pozwalać się do siebie zbliżać jakimś typom spod ciemnej gwiazdy. Nie uśmiechało jej się walczyć, ale padać na kolana tym bardziej. Ojciec od małego wysyłał ją na lekcje walki, aby młoda nauczyła się walczyć. Po za tym miała swoje moce, które mogły jej pomóc  w potrzebie. I zamierzała z nich skorzystać, jak Kains i X się od niej nie odczepią. Próbowała trzęsieniem ziemi ich odstraszyć, ale to tylko rozzłościło wampiry i rzucili się w jej stronę, jak na mięso. Uniosła rękę i telekinezą chciała unieść kosę gościa po prawej stronie, wysoko nad ziemię. Jeśli chłop będzie się jej trzymał to może sobie powisieć, droga wolna. Co się tyczyło Kainsa, który zbliżał się z drugiej strony młódka wyciągnęła ostrze w jego kierunku cofając się parę kroków do tyłu, aż oparła się o ścianę. Nie miała tu za dużo pola do popisu. Na szczęście pojawił się Beleth, który nie zwlekał z pomocą przyjaciółce. Odetchnęła w duchu.
- Słuchajcie, to nie musi się tak wyglądać. Możemy rozejść się w pokoju, chyba nie chcecie aby Rada dobrała wam się do skóry? - zapytała ponurym tonem dwójki koleżków, mając nadzieję że mają trochę oliwy w głowie i się uspokoją. Może się z nimi nawet podzielić tabletkami!

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
X

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2888-x#61440
Zarejestrował/a : 24/09/2016
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Wto Lis 08, 2016 6:18 pm

Kainsar spisał się na medal. Daruje mu docinki, bo w boju był niezastąpiony. Jakby czytając w myślach Iksa sprawił, że dziewczyna nie mogła cofnąć się do tyłu. A przed nią ostrze kosy, która... zaczęła lewitować? Pochwycił ją mocno, by nie uciekła mu broń, a w dodatku ktoś inny zjawił się na ratunek. Ordynarnie wygiął ostrze od szyi wampirzycy, ale był na tyle silny, że złamał ostrze w miejscu najgłębszego zgięcia. Dźwięk pęknięcia sprawił, że otworzył szeroko oczy i oniemiał. Jak tylko dziwna lewitacja skończyła się, upadł na ziemię ze zniszczoną kosą, nad którą pochylił się jak nad ranną przyjaciółką. Delikatnie palcami dotykał jej drewnianej rączki, owinął trzon w palce w objęciu. Przez minutę był odcięty od świata doczesnego. Jak. Jak on śmiał. Zabił jego towarzyszkę. Co to za kosa bez ostrza? Objął prędko w kościste ramiona narzędzie rolnicze i drżał. Z rosnącej frustracji, głodu i gniewu.
-Zabawić się... - Mruknął w stronę Szlachetnego, do którego wreszcie podszedł wyprostowany i stanął jakieś trzy metry przed nim. Utkwił dwoje oczu w obliczu Wampira, który zjawił się w obronie Czerwonowłosej, a ów spojrzenie było dziwne. Jedno oko, to tonące w smolistej barwie, wydawało się martwe, nieobecne, wręcz ślepe, a mimo to pojawiły się w nim iskry wilgoci. Lewe zaś złote połyskiwało gniewnie, które właściwie pasowało bardziej do dotychczasowej sylwetki Zabandażowanego. Który zaciskał zepsutą kosę drżącą ręką, jakby trzymał trupa bliskiej osoby. Z tak paskudnie wyrządzoną krzywdą kosy nic nie mógł zdziałać. Broń musiała albo mieć zmienione ostrze albo zostać wymieniona na nową, tylko że z tą związał się naprawdę blisko.
Zmrużył dolne powieki ciskając oczyma w Nieśmiertelnego. -Nic nie wiesz o swoim jaśnie uniżonym pobratymcu. To, co dla ciebie jest zabawą, dla mnie i kolegi jest walką o przetrwanie. Twoja znajoma powinna omijać takie miejscówki szerokim łukiem, a przede wszystkim nie drażnić tutejsze wampiry trzęsieniem ziemi! Pierdolona szlachta! Był naprawdę wkurzony, ale starał się przedstawić sprawę jasno. Po co? By bohater tej damulki wiedział, że to ona sprowokowała ich do działania. Skoro nie wiedział, jak to zrobiła, powyższe wyjaśnienie powinno wystarczyć.
Więcej czasu na gadki, które i tak przejdą mimo uszu, nie miał. Ognistowłosa wciąż jątrzyła, groziła, chociaż chciała "rozejść się w pokoju". Czyli że co? Im nic się nie stanie, a wampiry krwi E dalej będą głodować? Nie ma takiego. Przynajmniej trzeba spróbować dobić targu, żeby wyjść na swoje. -Nie pogarszaj swojej sytuacji, Madame. Jesteście na naszym terenie, a tu Rada nic nie zdziała. Jak Ona ma nas w dupie, to i my ją. Puścimy was wolno, jak zapłacicie krwią. Swoją czy z tabletek. Jak swoją - po litrze na głowę, jak tabletkami - po dziesięć na głowę. No już!

_________________



Powrót do góry Go down
Kainsar

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2997-kainsar http://vampireknight.forumpl.net/t3002-kainsar#63175
Zarejestrował/a : 20/10/2016
Liczba postów : 33


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Wto Lis 08, 2016 7:10 pm

Tok myślenia szlachetnej jeszcze bardziej go zirytował. Nie lubił zbyt wygórowanego mniemania o sobie, o nie. Nie pokazywał już tego dalej po sobie, ani nie skomentował głupiej docinki czerwonowłosej. Żyła w swoim świecie i spory o poglądy przecież prowadzić nie będą, bo obecnie starali się wywalczyć coś do jedzenia.
Wampirzyca trzymała gardę i nie pozwoliła się zajść od tyłu, ale zdecydowanie nie lubił, kiedy ktoś wystawiał ostrze sztyletu naprzeciw niego. I tak próbował chwycić czerwonowłosą za rękę, w które trzymała przedmiot i jakoś ją rozbroić, kompletnie nie przejmując się wiszącym w powietrzu razem z kosą kolegą. Do czasu, aż ostrze jego towarzyszki zwyczajnie się zgięło i pękło. Za bardzo go ta sytuacja pochłonęła, że nie wyczuł, jak kolejny Szlachetny zjawił się tutaj nawet nie wiadomo kiedy. Zaraz po obraźliwych dla poziomów E słowach nastąpiła cisza, a Kainsar bardziej od faktu, że pojawił się kolejny gość, który mógł sprać im tyłki, zerknął na złamaną kosę Iksa. Wiedział, że go to rozjuszyło, choć nie znał uczucia przywiązania do przedmiotów czy tam do jakichś istot żywych. Przeniósł chłodny wzrok z powrotem na nagle przybyłego Alvaro.
Honor? Przyjęcie wyzwania zero mocy kontra osiem mocy? Odsunął się od wampirzycy i opuścił ręce wzdłuż ciała, by zaraz uderzyć pięścią z całej siły w ścianę pobliskiego budynku i raniąc się raz jeszcze.
- Iks... - odezwał się, ale zaraz uciął, kiedy ten w końcu odezwał się zdecydowanie za bardzo uniesiony emocjami po utracie swojej Ukochanej. To nie Szlachetna była w gorszej pozycji, tylko oni. W dodatku Iks brzmiał jak pokrzywdzony, uliczny pies. To nie tak, że nimi nie byli, ale... Dla Kainsara zabrzmiało to niemal jak żebractwo, w dodatku desperacko zatuszowane i owinięte w "groźbę". Jednakże stracili sporo cennego czasu, a Iks w dodatku sił, nie licząc, że sam Kainsar ranił siebie samego na każdym kroku z powodu niezrozumiałych dla niego psychoz. Powstrzymał się od komentowania zachowania kolegi na głos. Skoro musieli zdobyć jakieś jedzenie, oznaczało to, że będą musieli skorzystać z każdego sposobu.
- Rada? Ścierwo. Widzą coś jeszcze poza czubkiem własnego nosa? Ano tak, bezpieczeństwo szlachetnych tyłków. - odezwał się, przystawiając zraniona dłoń do ust i zlizał skapującą z niej krew. Zerknął jeszcze raz na Iksa. Jeśli sytuacja kompletnie nie pójdzie po ich myśli, będą musieli naprawdę się usunąć, jeśli chcą jeszcze pożyć.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1693


PisanieTemat: Re: Boczna Głównej   Sro Lis 09, 2016 8:34 pm

Walka o przetrwanie. To prawda. Belethowi zawsze było żal słabszych, dla których każdy dzień stanowił istną udrękę. Szlachetny nie doznał braku pożywienia, a jego myślami nie targało nigdy żadne szaleństwo. Rozumiał tych dwóch, że wyczuwając dobrą okazję do kolacji, po prostu postanowili z niej skorzystać.
- Sprowokowaliście ją, więc postanowiła się bronić. - wyjaśnił, zachowując jak na razie stoicki spokój. Nie był mistrzem mediacji, ale pokojowe załatwienie sprawy było dla niego bardziej interesujące niżeli konieczność zmiażdżenia im tchawic.
- Uważaj. - warknął ciemnowłosy i skierował spojrzenie na Iksa. W jednej chwili mógł doskoczyć do wampirów i skrócić ich marny żywot, ale czy takie działanie przyniosłoby choć częściową satysfakcję? Miał w dalekim poważaniu co o nim mówią i za kogo uważają. Ciemnowłosy nie pijał ze złotych kielichów czy ciał nagich dziewic. Nie pozwoli jednak, by ktoś w jego obecności obrażał ukochaną.
- Chcesz stawiać warunki? - w oczach szlachetnego pojawił się błysk rozbawienia. No tak. Próbował. Jakakolwiek walka nie miała tutaj sensu, dlatego przedsiębiorczy wampir postanowił dobić targu.
- Przeproście Panią, a dzisiejszej nocy nie będziecie zwijać się z głodu. Nikomu nie musi stać się krzywda. - nie miał zamiaru dawać wampirom swojej krwi, ale odważna i jednocześnie szalona propozycja mężczyzny zaważyła na decyzji Szlachetnego. Jeśli mieli w sobie choć krztę zdrowego rozsądku, zrozumieją, że dzisiejszej nocy mogą czuć się spokojnie.
- Elyse, chodź. - wyciągnął otwartą dłoń w kierunku wampirzycy i czekał na reakcję jej oponentów.
Słowa na temat rady zignorował. Nie był jej członkiem, ani zwolennikiem latania na skargi, bo każdy problem mógł rozwiązać dwojako: próbą mediacji, albo siłą.
Powrót do góry Go down
 
Boczna Głównej
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
 Similar topics
-
» Boczna Głównej
» Boczna uliczka
» Amfiteatr na końcu głównej ulicy
» Boczna uliczka
» Nawa boczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA-
Skocz do: