IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stara oranżeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Vivi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3766-vivianne-louise-astaroth#82837
Zarejestrował/a : 19/04/2018
Liczba postów : 14


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Maj 09, 2018 4:54 am

Błękitnooka wampirzyca nadal nie potrafiła się przyzwyczaić do wilczych atrybutów Szlachetnego. Nigdy nie miała z czymś takim styczności, była jednocześnie przerażona i zafascynowana. Aż do ostatniej chwili wierzyła, że to tylko cosplay. Poruszające się uszy wraz z ogonem wzbudzały w niej dreszcze, niekoniecznie przyjemne.
Dopiero teraz dane jej było przyjrzeć się drugiemu wampirowi. Drobny, przestraszony... W dodatku nie miał pojęcia o niczym! Zupełnie tak, jak gdyby ktoś trzymał go przez długi czas z dala od świata. Na jej okrągłej twarzy pojawił się ciepły uśmiech.
- Moje rany zaraz się zagoją - uniosła do góry poparzoną dłoń, pokazując powoli znikające uszkodzenia. Lada moment, a po bliskim kontakcie ze srebrem nie powinno zostać ani śladu - Nie trzeba się kłopotać!
Mimo wszystko rozczuliła ją chęć niesienia pomocy przez istotę, która w ogóle jej nie znała i najwyraźniej bała się jej. Inny wampir nawet nie zwróciłby uwagi na jej poparzenia. Ten jednak musiał mieć wyjątkowo dobre serce. W dzisiejszym świecie ciężko było o takie osoby, o czym niejednokrotnie przyszło się jej przekonać. Skąd więc urwał się ten chłopak? Na pewno nie z hałaśliwej Yokohamy, którą zostawiła za sobą.
- Tak, jestem wampirem! - słowa Szlachetnego wyrwały ją z zamyślenia. Uśmiechnęła się szerzej eksponując swoje dwa długie zęby, służące w teorii do zatapiania się w ciele swoich ofiar - Mam nawet kły!
Na rączkach, ojej! Jak słodko słodziaśnie! Zaraz... jak to Japończycy mówili? Amai? Nie, coś innego... Kawai! Tak, kawai było szukanym przez nią słowem. Tak więc jej dwaj towarzysze, których z początku mocno się przestraszyła, okazali się być całkiem uroczą parką, którą miała ochotę wyściskać. No cóż, może później nadarzy się ku temu okazja.
- Dziękuję, ale nie trzeba, już będę ostrożniejsza i nie ruszę srebra - uniosła głowę do góry, sugerując, że od teraz włączył się jej tryb poważnej oraz odpowiedzialnej młodej damy, która na siebie uważa i unika pakowania się w kłopoty - Szkoda, by marnował pan na mnie swoje bandaże.
Przenosiła wzrok raz na Szlachetnego wilko-wampira, który zdawał się zajmować tym bardziej strachliwym, raz na wspomnianego wcześniej drobnego chłopca, zastanawiając się, co dalej powinna zrobić. No cóż, chyba wypadałoby się przedstawić. Głupio tak spotkać się i nie znać swoich imion, prawda?
- Przy okazji, jestem Vivi!

_________________
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 64


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Maj 09, 2018 7:48 pm

Dla młodzieńca wymyślanie nowych określeń, oswajanie poznanych to rzeczywiście była pożywka dla umysłu. Gorzej jak trafi się na ścianę i w locie łapie się zawiasa mentalnego. Weny nie brakowało, co pomysłów, jak inaczej ubrać pewne zdarzenia czy przedmioty w słowa. Nic nie mogło w tej chwili zastąpić "znajdźki" Uszatego. Wybrał naprawdę ciekawe określenie, brzmiące i nietuzinkowe.
Tak samo niecodzienną "znajdźką" była wampirzyca, która nie okazywała strachu, no i okazała się również być łagodna wobec obecnych. Pytanie tylko dlaczego sama przybyła na to miejsce? Nie miała nikogo? Oderwała się od cywilizacji na rzecz srebrnej oazy? Tak czy inaczej nie zdołał uleczyć jej rąk. Po pierwsze jego nieoficjalny Opiekun odsunął jego rączki od kontuzjowanej Krwiopijczyni, a po drugie sama ranna nie zdecydowała się na pomoc. Ani nawet na super bandaże! Nawet Jyuu miał je na sobie! Były wygodne wbrew pozorom i ochraniały przed kontaktem z brudem czy czymś parzącym. Cóż, jego rola lekarza została anulowana w tejże sytuacji.
-N-na pewno nie trzeba?
Upewnił się jeszcze, lecz skoro miał nie ingerować, to zgodnie z wolą Ogoniastego opuścił dłonie wzdłuż ciała. Czy nie spodobało mu się, że za bardzo starał się udobruchać innych? Blondyn na moment speszył się i nie odzywał. Właściwie mogliby o jego towarzystwie szybko zapomnieć, bowiem troszkę nie wiedział, jak odnaleźć się między dwoma, poprawnie wysławiającymi się, mądrymi i doświadczonymi wampirami. Przez co znów zamilknął. A przynajmniej na parę minut, do momentu przedstawienia się Blondynki. Vivi... słodkie! Łatwe do zapamiętania, choć i to imię szybko znalazło się na kartach notesu. Nie miał pewności, czy dobrze zapisał, lecz pisownia przypomni mu o fonetyce na przyszłość miana dziewczyny.
Oh, a co na to chłopaczek?
-Etto...
Zająknął się ociupinkę. W zasadzie nie przedstawiał się nikomu, nawet przyjacielowi Nourhowi. Szlachetny Wilk nie naciskał i właściwie dał mu nowe imię, które raczej nie mieściło się w przyjętych kanonach, lecz przypadło mu do gustu. Nawet jeśli nie odzwierciedlało ono zawodu, choć mógłby to sugerować obrany przydomek. Lekki uśmiech i rumieniec zagościł na twarzy młodzieńca, wszak nie do końca zasłużył na tak wielkie nazewnictwo. Wreszcie oznajmił wobec Vivi:
-...a ja Władca Kruków.
Skłonił się lekko w pasie odrobinę podnosząc Owiany Listnik z głowy. Widział taki gest podczas balu przebierańców w jednym z gmachów w Yokohamie. Podpatrywanie życia innych uczyło, ale nie tak jak własne przeżycia. Ciekawe czy Nourh poda swoje miano, czy będzie używać pseudonimu jak Jyuu. Tak czy inaczej po tejże formalności rozejrzał się raz jeszcze po otoczeniu. Miało w sobie nie tylko drapieżny, srebrny pazur, ale i wiele tajemniczości. Chuderlak dostrzegł w gęstwinie zarośli duże oczy sowy (właściwie małej burej sówki), która czaiła się stamtąd na ofiarę. Bardzo lubił przyrodę i faunę, niestety raz musiał przegonić zdziczałe psy, by odczepiły się od Białowłosego, ale tak to był ich entuzjastą. Nie przeszkadzało mu w ich lubieniu niewiedza co do ich imion. Tak jak swoje można zmyślić w każdej chwili.
-Widzicie tamtego Hukasia? Jest prześliczny.
Bladobłękitne oczy wpatrywały się w ukrytego ptaka nocy, który niebawem wydostał się z kryjówki i usiadł na lewym nadgarstku Blondyna. Jakby był tresowany! Musiał wyczuć pogodną i łagodną aurę młodzieńca, skoro sówka przyfrunęła bez cienia strachu. W dodatku puszyła się i czyściła piórka, jakby siedziała na gałązce. Jyuu ostrożnie sięgnął palcami ku jej łepetynce i delikatnie głaskał ją. Tak jak nauczył go Nourh, który miejmy nadzieję nie czuł się na ten widok zazdrosny.
-O, też tak lubisz?
Podrapał palcem pod główką sowy wyraźnie zrelaksowany, i sówka też. Do tego stopnia, że podłapał pomysł wampirzycy w okularach i zdecydował się dać imię tejże puchatej kulce. Tylko jakie? Niby Szlachetny twierdził, że chłopak miał bujną wyobraźnię, ale jedno słowo idealnie pasowałoby do tej istotki. I to słowo wymyślił Nourh.
-Co powiecie na to, by nazwać tego Hukasia Znajdźką?

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 344


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Maj 09, 2018 11:03 pm

Cóż moje spostrzeżenie było dość trafne. To nie tylko to, że nie chciałem by faktycznie używał na niej mocy, wiedziałem że po prostu młoda wampirzyca sobie poradzi i nie widać bym się mylił. Zresztą oczywiście dobro Jyuu jest tutaj dla mnie bardziej istotne, więc nie chce na niego wymuszać większego wyczerpania, nie chciałbym nawet by na mnie to używał. Musze więc też uważać na samego siebie, by przypadkiem nie zrobić sobie jakiejś rany, którą mógłby mi wyleczyć bez pytania, bo w końcu ma aż nadto dobre serce. By zatwierdzić dalej, że wszystko jest w porządku i nie ma czym się przejmować, pogłaskałem go po głowie. Ach, wychodzi na to że i tak jest tak jakby moim podopiecznym. Przynajmniej w takim aktualnym momencie.
- Najważniejsze, że wszyscy jesteśmy w dobrym zdrowiu. Możemy więc poczuć pełną piersią zew przygody, jakkolwiek by to na nieumarłych uronicznie nie brzmiało.
Wystawiłem ręce obszernie na boki i uśmiechnąłem się. Uszy i ogon jak zwykle były u mnie dość żywe, zwłaszcza że nie ustępowała moja włochata część w łaskotaniu, oraz ocieraniu się o Jyuu. Zgiąłem nieco kolana i przyjrzałem się otwartej buźce naszej nowej znajomej. Tak jakbym miał ocenić stan jej ząbków i kiełek niczym sprawny dentysta, nawet potarłem nieco swoją bródkę, a jedną ręką dałem nieco wyżej swój zabawny kapelusz.
- Bardzo piękne igiełki i bez wybrakowanych ząbków. Oby tak dalej.
Cóż, skoro się tak wystawiła, to czemu dla zabawy właśnie ich nie skomentuje? No właśnie, dlatego nie wycofuje się przed barwnymi słowami, zwracając uwagę na dość banalne rzeczy. Machnąłem też w jej kierunku ręką lekceważąco.
- Nie wiem co tutaj jest marnowaniem. Przecież nie przepasam tych bandaży złotem, czy jakkolwiek innym wartościowym materiałem.
No ale oczywiście nie będę jej przymusowo zachęcał, należało tylko raz zaproponować. Choć nie mogłem się jednak powstrzymać nad konfrontacją słowa o marnowaniu. Gdy się przedstawiła wybiłem się swoim mianem bez większych ogródek.
- Nourh, takie mi nietypowe miano nadali.
Pochwaliłem się a potem popatrzyłem z wyraźnym uśmiechem na mojego złotowłosego towarzysza. Potaknąłem twierdząco na to jak się przedstawił, ale z kolei Ja sam nie wykonałem żadnego przywitalnego gestu, no moje maniery nie wykażą się na świetle dziennym, czy tam księżycowym.
- O tak, w czystej postaci, prowadzący obławę krukami na nieszczęśników. Ja zaś tylko skromnym włóczykijem i jeśli tak wygodniej, jak również łatwiej zapamiętać, to tak można mnie z kolei określać.
Gdy tylko Władca Kruków podzielił się swoją spostrzegawczością, szybko pomknąłem wzrokiem w kierunku jaki wskazuje. Zamachałem żywiej ogonem i pokazałem równie żywy mój uśmiech. Potem odsunąłem się o krok by nie spłoszyć nowy jego nabytek. Miałem co zazdrościć ptakowi, ale po prostu wyraźnie się uśmiechnąłem, bo to był jak najbardziej uroczy widok. To jak maleńka niewinna sowa zasiadła u boku łagodnego młodzieńczego wampira. Miałem ochotę nawet się zaśmiać radośnie na ten widok, ale powstrzymałem się tylko do odpowiedniego wyszczerzenia.
- No to teraz jesteś już Władcą Ptactwa, nie tylko krukowatych. Albo to jakiś wewnętrzny respekt jaki do Ciebie czują.
Oczywiście, że można bardziej uznać, że to jego niewinność, że dla takiego ptaszka nie ma tak dużej różnicy czy stanie na kołyszącym się od wiatru gałęzi od drzewa, czy będzie to ręka złotowłosego, choć będzie z pewnością nieco bardziej miękka. Cóż, czas zatwierdzić go w tym co robi.
- Ludzie nazywają owe Hukasie sowami. I sądzę, że choć nie rozumie, to z pewnością dumnie by prezentował takie miano.

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Vivi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3766-vivianne-louise-astaroth#82837
Zarejestrował/a : 19/04/2018
Liczba postów : 14


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pią Maj 11, 2018 3:08 pm

Każda kolejna minuta tylko utwierdzała ją w przekonaniu, że wampiry wcale nie mają wobec niej złych zamiarów. Mało tego, zdawali się być nawet bardziej przestraszeni obecnością Vivi, niż ona ich, co dla blondynki było kompletnie niezrozumiałe. Byli wampirami wyższej krwi, a co za tym szło - mogli ją pokonać bez najmniejszego wysiłku. Jej druga moc w ogóle na nich nie działała, a w ciemnym lesie trudno było o wystarczającą ilość wody, by móc użyć władzy nad tym żywiołem. Gdyby chciała walczyć (a takiego zamiaru w ogóle nie miała, zapuściła się w to miejsce tylko szukając spokoju od zgiełku metropolii, jaką była Yokohama), to z góry była przegrana. A może płoszyła ich bezpośredniość i żywiołowość dziewczyny, jaką można przypisać ekstrawertykom?
- Na pewno, jestem już duża i sobie poradzę - dumnie wypięła pierś. Jakże groteskowo musiało to zabrzmieć w ustach wampirzycy, która była najmniejsza z całego towarzystwa. Wszak Vivianne mierzyła zaledwie półtora metra. Zdjęła okulary i schowała je do plecaka. Ciągłe poprawianie ich na nosie tylko ją irytowało, a że nie miała wady wzroku, to mogła się bez nich obejść.
- Czuję się bardzo żywa, jak na nie-żywą - zachichotała słysząc co właśnie powiedziała. W głowie ta gra słów zdawała się brzmieć poważniej, niż w chwili, gdy wyrwała się z jej ust. Trudno, może nie wezmą jej za idiotkę i nie zaczną patrzeć na stereotypową blondynkę.
Wyszczerzyła się jeszcze bardziej słysząc komplement na temat swojego uzębienia. W końcu dokładnie szorowała swoje kły po każdym posiłku, by były piękne i zadbane.
Zmarszczyła brwi słysząc imię chłopaka. Władca Kruków? Naprawdę ktoś dał dziecku tak na imię? Wiedziała, że Japonia to kraj dziwactw, ale... Ah, on użył pseudonimu. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, miała ochotę zrobić facepalma.
- Miło mi Cię poznać, Władco Kruków - skoro on się ukłonił, to i Vivianne nie zamierzała stać jak kołek, tylko sama skłoniła się jak na damę przystało. A jednak nudne lekcje walca angielskiego przydały się, chociaż w tej kwestii. Co prawda nie miała na sobie sukienki, którą mogłaby w tym momencie unieść do góry, ale miała nadzieję, że chłopiec się nie obrazi za ten mały nietakt. Nie pomyślała, by pójść do lasu w czymś innym niż spodnie.
- Może i nietypowe, ale bardzo ładne, panie Nourh - uśmiechnęła się do Wilka - A ja... ja jestem teraz tylko uczennicą.
No cóż, jej zajęcie było mniej ciekawe niż okiełznanie ptactwa, czy włóczenie się po świecie w poszukiwaniu przygody. Vivi, pomimo dwudziestu dwóch lat na karku, wciąż była licealistką, która... wstyd się przyznać, ale szkoły nigdy nie skończyła. Tak po prostu potoczyło się jej życie. Nie było jednak za późno, by to zmienić, zwłaszcza, że przy okazji miała szansę poznać swoją matkę, Lilith, którą znała pod nazwiskiem Victoria Reiss.
Ledwo powstrzymała się od krzyku, gdy sowa zamachała skrzydłami, by po chwili wylądować na nadgarstku chłopca. O ile przyglądanie się ptakowi siedzącemu w ukryciu było całkiem niestresującym zajęciem, tak latająca nad głową sowa już nie. Początkowo chciała schować się nawet za plecami Nouruha, ale szybko zrezygnowała z tego pomysłu. Zamiast tego zaczęła się rozglądać po oranżerii, podczas gdy dwaj wampiry podziwiały nocne stworzenie.
Zatrzymała się przy zarośniętym stawie i uklękła przy nim, patrząc w zielonkawą taflę wody. Nie spodziewała się, by znaleźć tam jakiekolwiek ryby, jednak los miło ją zaskoczył. Kolorowy karaś przepłynął w miejscu, w którym rzęsa porastająca staw była znacznie rzadsza. Vivianne nie czekała, tylko używając swojej władzy nad wodą, utworzyła z niej kulkę z zamkniętą w niej rybę.
- Spójrzcie na to! - zawołała wyciągając przed sobą dłoń, nad którą unosiła się wodna bańka z pływającym w środku karasiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 64


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Maj 15, 2018 5:27 pm

Aw Nourh jest taki dobry! Mimo, że nie chciał być nauczycielem, to i tak nie spuszczał z oka młodziutkiego, ledwie rocznego chudzielca o błękitnych oczkach. No i przy głaskaniu Jyuu musiał się uśmiechnąć wstydliwie. Nie przypuszczał, że tego typu dotyk może być uzależniający i milutki. W wydaniu Wilka, który niejedno głaskanie musiał mieć w swoim istnieniu to istne wyróżnienie. Wiedział, jak podnieść na duchu. Altruizm w nadmiarze bywa bardziej szkodliwy niż całkowity jego brak. Może do grymasu uśmiechu przymuszał go Białowłosy swym łaskoczącym ogonem? Nie, ogólnie miał dobre samopoczucie, gdzie by topił smutki w bardzo nietuzinkowym towarzystwie?
Dziewczyna o imieniu Vivi najwyraźniej dobrze porozumiewała się z Nourhem i bawili się świetnie przy pogawędce. Czyli nie mogła być zła, prócz gadulstwem podobnego do Wilka nie powinna nikogo zabić. Młodzieniec nie potrafił z siebie wykrzesać takiego pięknego słowotoku, ale im więcej będzie się przysłuchiwać rozmówcom, tym lepiej oswoi się z nowymi słowami, sytuacjami, ekspresją.
Włóczykij podał swoje prawdziwe imię, albo przynajmniej to imię, które Jyuu znał. Może i on powinien ujawnić swoje prawdziwe miano? Nie, Władca Kruków brzmi o wiele lepiej. Niech tak zostanie.
-Uczennicą? -przekręcił głowę lekko na bok wpatrując się w jedyną kobietę w towarzystwie- Kto jest Twoim nauczycielem? Czego się uczysz?
Poniekąd chłopak też był uczniem, choć jego zakres nauki był przeogromny, wręcz nieograniczony. Gorzej z przyswajalnością, stąd notes i zapiski. Najbardziej cieszył się, że nie miał napadu bólu głowy kończącego się nieprzytomnością i zanikiem pamięci, odkąd poznał Nourha. Nie mniej wolał dmuchać na zimne i zapisywać wszystko, co się dało.
Co do oswajania ptactw... to taki zbieg okoliczności. Na ten komentarz uśmiechnął się łagodnie. Jakby rzeczywiście umiał władać pierzastymi przyjaciółmi, to spełniłby marzenie, jakie wyjawił Szlachetnemu na plaży. A może pod wpływem kreatywnego myślenia starszego wampira dodałby jeszcze więcej przydatnych funkcji do rozkazywania?
Postara się więc nauczyć tego pierwszego Hukasia, który w rzeczywistości nazywał się inaczej. Skorygował go dyskretnie Wilk.
-Dobrze, to w takim razie od teraz Hukaś oficjalnie jest Sową Znajdźką.
Stwierdził zadowolony, po czym jego uwagę skupiła wampirzyca, która chyba nie przepadała za piórami, dziobem i skrzydłami w jednym ciałku Znajdźki. Nie mniej nie nudziła się, wręcz wprawiła we zdumienie anorektyka. Podszedł bliżej z dużymi oczyskami. Momentalnie rozwiązał mu się język i nawiązał większy kontakt z nowo poznaną Krwiopijczynią.
-Ojej! Jakie śliczne! Vivi, jak to się nazywa? Pierwszy raz coś takiego widzę.
Sówka musiała przestraszyć się niecodziennego widowiska, bo uciekła w krzaki. Jyuu był tak zaciekawiony cudeńkiem dziewczyny, że dopiero po kilku minutach zorientował się, iż jego nowy ptaszek zniknął z zasięgu wzroku. Blondyn zaniepokoił się odrobinkę, lecz jak tylko przypomniał sobie (albo mu przypomniano) o zgubie, to zaczął wołać:
-Znajdźka?! -wpierw szukał po najbliższych zaroślach nie przestając przywoływać do siebie nocne stworzenie- Znaaajdźkaaa...! Heeej Znajdźko...!
Na nic jego wołania. Władca nie mógł sprowadzić do siebie zgubę, ale w sumie teraz miano zgadzałoby się w stu procentach. Trzeba będzie poszukać nazwaną sówkę, lecz niekoniecznie od razu. Wszak miał za towarzyszy dwie o wiele bardziej interesujące osoby. Poprawił Owianego Listka i dołączył wnet do nich. Nieco przygaszony po utracie pierzastego kolegi, lecz nadal pilnie słuchającego doświadczonych przez życie wampirów.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 344


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Maj 16, 2018 9:34 am

Działo się tutaj zaprawdę wiele rzeczy, była ich tylko dwójka a i tak musiałem się nieco bardziej ocknąć by dać radę ich ogarniać. O ile z Jyuu było łatwiej, bo nie był aaaż tak energiczny, to muszę mu poświęcać i tak należytą uwagę, oraz myśleć jak prawidłowo do niego podejść, a przede wszystkim zarażać go optymizmem. Młoda wampirzyca nie potrzebuje raczej takiego mentalnego wsparcia, wydaje się widzieć wszystko w znacznie większej palecie barw. Może właśnie ona jest idealną osobą, którą potrzebowaliśmy by Jyuu mógł nieco odważniej podejść do innych? W tym momencie w niedługim czasie poznał parę osób, choć tamte przy wilkach nie do końca było pozytywnym spotkaniem. Jeśli w jakiś sposób się zaprzyjaźnią, można to uznać za naprawdę wielki sukces, pod warunkiem że ona w rzeczywistości nie jest zbyt wielkim zagrożeniem. Choć niestety i na złych momentach Jyuu będzie musiał się przejechać, by nieco poznać goryczki życia, to nigdy nie umknie. Oczywiście lepiej jakby nieprzyjemne sytuacje spotkały go znacznie później, jeszcze musi wiele poznać, by być bardziej przygotowanym.
- Ach, nawet najstarsi wpadają w taparaty. Mam nadzieje, że nie pacasz każdej pomocnej pary rąk, ku czci samodzielności. Dorzuciłem swoje słowa i tylko machnąłem pozytywnie głową na boki z wyraźnym uśmiechem, no bo przecież nie miałem od początku nic złego z tym na myśli. Może nawet można to nazwać moim nieudolnym sposobem na motywacje? Cóż dla mnie bycie uczennicą mówiło już wszystko, w końcu wielka akademia Cross, w której sam udawałem ucznia pomimo posiadania tylu wieków. W końcu wtedy uznałem, że to może być na swój sposób całkiem zabawę, ale to historia na kiedy indziej, może kiedyś będę mógł Ją opowiadać. Dalej naprawdę nie wiedziałem jak mogę się wtrącić, panienka rozwinęła się na temat tego co powiedziałem i więcej nie było co tam dorzucać, a potem wyraziła pozytywną reakcje na przyjęte przez blondyna miano. Wszystko toczyło się z przyjaznej atmosferze i tylko liczyłem, że zostanie tak jak najdłużej. Nawet byłem całkiem rozbawiony gdy doszło do okazywania sobie należytej kultury i szacunku przez wykonanie stosownych ukłonów. Ciekawe jak dalej to pójdzie? Jej trafienie tutaj powinno nawet być dość zbawienne dla bardzo młodego chłopca. Jak nie przedstawienie ptactwa, którego ktoś się nieco obawiał, to jeszcze został pokaz mocy z pływającą rybą. No nie, kto by się spodziewał, że aż tak się to rozwinie? Gdy zauważyłem lekką panikę, to nawet miałem ochotę pogłaskać Ją w nadziei, że to jakąś pomoże. Nie wiedziałem jednak jak zareaguje jak tak bardzo wyraziła się o samodzielności i dorosłości, więc wolałem nie ryzykować. Władcowi Kruków to z pewnością odpowiadało, jednak nie każdemu musi. Popatrzyłem za niedawno nazwanym ptakiem, który się spłoszył jak tylko zobaczył coś nadzwyczaj nienaturalnego. To powinno być całkiem do przewidzenia, wręcz aż dziwne że pozostał tak blisko nieumarłych stworzeń, sowie można pogratulować nie lada odwagi.
- Będzie jeszcze czas na jej wypatrzenie. Nie pamiętam by jakakolwiek sowa tak na mnie usiadła beztrosko, nie mają tego w zwyczaju a tu proszę, okazałeś się dla niej zapewne kimś wyjątkowym i bezpiecznym.
Cóż, to miało go należycie pocieszyć, ułatwić mu mam nadzieje, tymczasowe pożegnaniem z nowo-poznanym przyjacielem. Poklepałem go po ramieniu i zachęciłem go do większej uwagi na to, co chciała pokazać niedawna okularnica, bo jak widać szybko zrezygnowała z ich noszenia. Mało kto tak szybko ujawnia co potrafi, no chyba że właśnie chce się popisać i ona zrobiła to bez najmniejszych skrupułów. No można za to śmiało Ją podziwiać. Że też Ja nie mam jak się czymś pochwalić, a nawet jeśli byłbym w pełni sił to co mógłbym zrobić? Pozbyć się ich ubrania w jednej chwili? Choć to mogłoby mnie samego bawić, to oni sami nie do końca by to podzielali. Choć może sam Jyuu tak źle by nie odebrał, ale dziewczyna raczej ma swój wstyd i wręcz mogłaby się bardzo pogniewać. Cóż i tak nie mam tej możliwości, nie muszę się więc obawiać co by to spowodowało. [/font]

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Vivi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3766-vivianne-louise-astaroth#82837
Zarejestrował/a : 19/04/2018
Liczba postów : 14


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Maj 23, 2018 9:56 pm

Wybaczcie, że krótkie :cc

Musiała przyznać, że ją zaintrygowali. Wampiro-wilk, którego uszy i ogon okazały się całkiem prawdziwe oraz chłopak, który pomimo wyglądania na rówieśnika Vivi, zdawał się nie mieć pojęcia o otaczającym go świecie. Rany, skąd on się urwał? Wychowywał się w dziczy niczym Tarzan, czy jak? Nie miała przecież pojęcia, że to małe roczne bubu. Gdyby to wiedziała, to już dawno kleiłaby się do chłopca i zachwycała jego słodyczą.
- Uczę się wielu rzeczy od wielu osób. Nie zdążyłam na czas, więc teraz nadrabiam. - wzruszyła ramionami. W końcu nie skończyła szkoły i dopiero teraz, po czterech latach postanowiła kontynuować edukację. Akademia Cross była ciekawym miejscem, ale ledwo do niej przybyła, a już czuła, że do niej nie pasowała. Vivianne, podobnie zresztą jak jej matka, ceniła sobie wolność i niezależność. Ciągłe kontrole, nawet jeśli nie miała nic do ukrycia, były nie do zniesienia. Oczywiście, bezpieczeństwo ludzkich uczniów było ważne, ale wampirzyca miała wrażenie, że traktują ją jak przestępce z racji jej rasy.
- Nie miałam zbyt wielu okazji do przyjęcia, jak to określiłeś "pomocnych dłoni". - odparła. Liczyła, że jej nowi towarzysze nie będą chcieli dalej poruszać tego tematu. Zresztą i tak nic nim nie powie. Życie nieźle dało jej po tyłku, fakt. To jednak nie powód, by zwierzać się ze swoich problemów pierwszym lepszym napotkanym wampirom. - Dziękuję za troskę, ale dam sobie radę sama.
Uśmiechnęła się do wampira. W wieku 18 lat uciekła z domu, w którym nie czuła się dobrze i rozpoczęła dorosłe życie, chociaż wcale nie była na to gotowa. Bywały momenty, gdy wątpiła w samą siebie, miała ochotę wszystko rzucić w cholerę i po prostu zniknąć. Skoro poradziła sobie z tym samodzielnie, to i wytrzyma poparzenie srebrem, które swoją drogą zaczęło powoli znikać.
- Ryba. Konkretnie karaś - wyjaśniła trzymając wciąż nad otwartą dłonią wodną bańkę z pływającą w środku rybą. Usiadła na brzegu stawu przyglądając się jej rozpaczliwym próbom wydostania się z więzienia stworzonego przez Vivi. Na początku trochę ją to bawiło, zaraz jednak spochmurniała i westchnęła ciężko przyglądając się kolorowym plamom na brzuchu stworzonka. Była taka sama jak ten karaś. Zamknięta w ciasnej bańce. Nawet jeśli wypuści rybę do stawu, to nie da jej wolności. To maleńkie oczko wodne również było ograniczone. Karaś nigdy tak naprawdę nie będzie wolny. Vivi też nie.
Korzystając z zamieszania wywołanego ucieczką sowy, "odstawiła" rybę na swoje miejsce, a sama wyszła z oranżerii. Tym razem była ostrożniejsza, unikając kontaktu ze srebrem. Gdy tylko znalazła się na zewnątrz, oparła się ramieniem o najbliższe drzewo. Zastanawiała się, czy przypadkiem nie odejść. W końcu nie chciała być ponownie tylko problemem.

_________________
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 64


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Czw Maj 24, 2018 5:10 pm

Wilk dbał o dobry rozwój Władcy Kruków, jakby poczuwał się do obowiązku naprowadzenia go na właściwą drogę. A ta z kolei zależała od punktu widzenia. Młodziak wsiąkał wszelką wiedzę jak gąbka wodę i mógł nieświadomie stać się złym. Co prawda miał już kilka doświadczeń, lecz nie tyle, ile sędziwy Nourh. Nie wiedział, ile lat na karku miała Blondynka, ale wydawała się o wiele mądrzej podchodzić do życia. Kłopot Jyuu tkwił w nieśmiałości, w nadmiernej ostrożności wobec obcych, ale jak zauważył Szlachetny, wystarczyło spróbować nawiązać lepszy kontakt, by ośmielać się coraz bardziej i bardziej.
-Nourh mówił, że można uczyć się przez całe życie. Zatem na naukę nigdy nie jest za późno.
Mając za wzór Wilka skomentował wyjaśnienia Błękitnookiej co do nauczania. Chyba niczego nie przekręcił, dla pewności powinien spojrzeć do zeszytu, ale unikał tego. Jako jedyny w tym towarzystwie coś zapisywał, co nieco krępowało Chudzielca.
Musiał przyznać, że magicznie zniewolony karaś przykuwał oko i musiał być rezultatem ciągłych ćwiczeń. Kto wie, co lub kogo na przyszłość będzie otaczać wodnistą kulą? Mogło to być coś zabawnego lub groźnego, cokolwiek właścicielka mocy wymarzy. I nie, w żadnym wypadku Vivi nie była problemem. Właściwie to Jyuu zdołał przełamać barierę nieśmiałości, skoro chciał wyleczyć jej ranne dłonie i dopytywał się o jej życiu. Może przez swoją nieporadność w nawiązywaniu relacji Wampirzyca poczuła się pominięta, zignorowana czy po prostu niechciana. Młodzieniec nie miał zamiaru krzywdzić dziewczyny, ani psychicznie ani fizycznie. Dopiero po słowach Nourha zdał sobie sprawę, że niepotrzebnie rozglądał się za Znajdźką. No, może po poklepaniu po ramionku, które dodało otuchy. W podzięce uśmiechnął się łagodnie. Nie przepadał, gdy Wilk przypisywał mu za dużo komplementów. Chyba uwielbiał widzieć zakłopotanie na twarzy i w posturze Młodziaka.
-To sówka była wyjątkowa, a nie ja. Nie mniej dobrze, później ją poszukamy... Ale, ale co z Vivi? Jej też nie ma...
Właśnie zorientował się, iż zostali sami. O ile przedtem ten stan rzeczy nie przeszkadzałby chudzielcowi, o tyle teraz, gdy odrobinkę poznał sympatyczną dziewczynę tworzącą karasie w bańkach wody, nie spodobało mu się to. I to o dziwo on był tym razem pierwszy do odszukania Krwiopijczyni, która bezszelestnie zniknęła z linii horyzontu. Postanowił iść za jej aurą, którą wyczuwał. Wyszła ze szklarni, która była powodem uszczerbku na zdrowiu. Jyuu wolno krocząc udał się na poszukiwania. O ile sowę mógł jeszcze później odszukać, to nie miał pewności, czy byłby w stanie odszukać Władczynię Wody.
Misja powiodła się, stała oparta o drzewo nieopodal, wielce zamyślona. Zerknął czy za sobą widział Wilka, a gdy tylko miał go w zasięgu wzroku (żeby mu też nie uciekł!), to zdecydował przerwać ciszę.
-Heeej... -nieśmiało dał o sobie znać, gdy dostrzegł tylko koleżankę, do której powolutku podszedł- ...jeśli zrobiłem coś nie tak, to przepraszam. Ciągle... ciągle się uczę...
Stanął wreszcie w miejscu i wyraziwszy swoją skruchę spuścił lekko głowę ku ziemi. Dość mocno zakłopotany, lecz jeszcze dzielnie stojący przed Blondynką po krótkim milczeniu wziął się w garść i powiedział szczerze:
-Naprawdę nie chciałem sprawić przykrości. Ale jeśli nie chcesz mnie już widzieć, to pójdę sobie.
Skąd miał wiedzieć, że dziewczyna rozmyślała o innych kwestiach? Głębszych? Bo w sumie czy ktokolwiek żyjący na Ziemi jest wolny? Każdy jest zniewolony nałogiem, pokarmem, gruntem pod nogami i żywiołami atakującymi glob ziemski. Ciężko znaleźć coś, na co ma się wpływ. Choć teraz Vivi podejmując decyzję mogła uwolnić się od młodzieńca, który nie znał wielu tajników życia.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   

Powrót do góry Go down
 
Stara oranżeria
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: