IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Prywatna posesja.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Czw Cze 27, 2013 7:56 pm

Wampirzyca nie lubiła kłócić się z mężem. Z kuchni, po wypiciu ostatniego worka na dzisiejszy wieczór, udała się do ich wspólnego sypialni. Tam po cichu zrzuciła z siebie szlafrok, przyodziewając coś wygodniejszego do snu. Wsunęła się pod kołdrę, przykuwając swoje drobne ciało do przyjemnie chudego inaczej ciała męża. Nie musiała czekać długo na sen. Szybko nadszedł. Nawet nie wiedziała, w którym momencie mąż wstał, ubrał się, aż wreszcie opuścił posiadłość, udając się na swoje ukochane łowcy.
Wampirzyca przebudziła się dopiero po zachodzie słońca, właściwie to było już całkowicie ciemno. Ręką wymacała puste miejsce obok siebie. Nawet nie westchnęła. Wampir wolał żerować sam bądź w czyimś, że Hachiowym towarzystwie. Ruda wstała z łóżka, udała się łazienki, by wziąć szybki prysznic. Następnie się przebrała w świeże ubrania i sama opuściła posiadłość, zamykając ją tak, żeby nikt nie powołany się tutaj nie dostał.

[zt]

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Sob Sie 10, 2013 4:13 pm

Nie miał ochoty siedzieć w zamku, a do katakumb nie miał po co wracać, skoro go nikt nie chciał. Udał się zatem do wioski, oczywiście korzystając z transportu (mianowicie pociągu), a później na piechotę. Po drodzę spotkał swoją małżonkę, która także najlepiej nie wyglądała. Może miała walkę? Albo także ucierpiała z jego braku... Stwór oczywiście o nic nie zapytał, ach, on się nawet z nią nie przywitał. Jedynie wspólnie dotarli do celu... w milczeniu. Kanibal nie miał jej nic do powiedzenia, zapewne ona także. I naprawdę idzie zauważyć, jak bardzo się od siebie oddalili, nawet obcy mógłby to zauważyć.
Po zajściu na teren posesji, dopadł wampira dziwny niepokój. Jakby coś było nie tak... cisza, psy w kojcu. Zwykle pod nieobecność właścicieli, biegały one swobodnie, a tu proszę... zamknięte. Obejrzał się na Rudą pełen podejrzeń, choć nic nie powiedział. Może była już tutaj z kochankiem? I zamknęła psy bo pewnie nie polubiły nowego chłopaka wampirzycy albo zrobiła to z kaprysu, wszak ta nieznosi psów. Cóż... Nie pytał.
Skierowali się ku wyjściu i już na początku uderzył w zmysły potwora obca woń. Stwór zmarszczył brwi, uderzając mocno drzwi swoim barkiem. Oczywiście wszedł pierwszy, w końcu to on jest tutaj mężczyzną.
I widok jaki zastał nieco go zaskoczył. Jakiś obcy wampir ubrany jak artystokrata z XIX wieku. Uśmiechał się cwanie, patrząc na parę jaka zawitała na bogate włości. Oparł dłonie o boki.
Kanibal podszedł bliżej, obnażając zębiska na intruza. Nieważne, że capił krwią szlachetną.
- Coś Ty za jeden i co tu tak w ogóle robisz?!
Wydarł się ostro, całkiem zapominając o szacunku do silniejszych. Oczywiście przybysz nie przejął się zbytnio, a jedynie roześmiał w głos. Pora chyba się przedstawić, jakoś w kłach kanibala skończyć nie chciał.
- Proszę mi wybaczyć najście i nieodpowiednie zachowanie, powinienem was wcześniej uprzedzić.
Zaczął, oddając ukłon. Jednak żeby nie przedłużać, bo w końcu wszedł na nie swój teren bez zgody, szybko dodał.
- Nazywam się Tristano Gonzalez i jestem terapeutą. Sprowadził mnie tutaj Hiro. Według niego, nie układa się między wami dobrze i... postanowił pomóc. A że jestem.. najlepszy w swoim fachu, wybrał mnie.
Co za pewne przedstawienie. Ale czy oni się zgadzą? Kanibal prychnął głośno, odwracając wzrok. Nie trawi jak ktoś trzeci wcina nos w nie swoje sprawy. A co na to nasza Ruda piękności?
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Nie Sie 11, 2013 9:26 am

Wampirzyca wolała opuścić Enklawę, gdzie obecnie przebywał Fergal i zaszyć się w posiadłości na wsi. Tam zawsze była cisza i spokój, więc na spokojnie zajmie się swoimi ranami i na spokojnie przeanalizuje ostatnie wydarzenia. U siebie nawet się nie przebrała, pozwoliła jedynie Edwardowi na zmycie krwi z twarzy, nie chciała zwracać na siebie większej uwagi. I ruszyła, spacerem, od siebie do posiadłości daleko nie miała i ku swemu zdziwieniu spotkała Testamenta. Chciała do niego podjeść, nawet ucieszyła się na jego widok, ale po minie męża widziała, że raczej nie miał ochoty na rozmowy czy powitania. Odruchowo dotknęła rany na głowie, sprawdzając czy krew nie zaczęła cieknąć. Jakoś nie miała sił na walkę z kanibalem, a jak ten poczuje krew, to bez wątpienia by ją zaatakował. Obecnie to raczej już by się przed tym nie hamował. Może faktycznie miał jakąś czarnowłosą wampirzycę na boku, którą sobie obrabiał i nie miał ochoty na rozmowy z obecną żoną. Hachiko szła zatem za mężem, powłócząc nogami, bolały ją jeszcze żebra i brzuch od silnych kopnięć Fergala. Chyba tylko fakt, że Fergal dał nogi za pas, a także wcześniejsze zranienie go dało jej nie wysoką przewagę nad przeciwnikiem.
Testament przez całą drogę nie odezwał się słowem. Sam zresztą wyglądał jakby stoczył nieprzyjemną walkę, ale oboje w ogóle się tym nie zainteresowali. I tak wspólnie, ale osobno przekroczyli bramę. Cisza, zbyt głucha cisza jak na tę posiadłość, była niepokojąca. Psy nie szczekały i nie tańczyły wokół swego pana. Czyżby sprowadził tutaj swoją kochankę i udał się właśnie na schadzkę? Psy były hałaśliwe i niebezpieczne, więc pewnie je zamknął, aby nie pogryzły jego nowej kurwy. Ladacznica pewnie została powiadomiona telepatycznie, że wraca żonka na włości, więc lepiej żeby wzięła dupę w troki. A może wcale tak nie było? Może chciał przedstawić sobie obie panie. To moja żona, żono to moja kolejna kochanka. A teraz won. Wcale by się nie zdziwiła, gdyby okazało się to prawdą.
Nawet wyczuła obcy zapach, zmarszczyła brwi i rozejrzała się dookoła. Nie było żadnego pojazdu mechanicznego. Czyżby obcy włamał się od nich? Może Testament zmienił orientację? Sama już nie wiedziała z kim wołałaby go nakryć w łóżku, z kobietą czy mężczyzną? Prychnęła pod nosem i podążyła za mężem, który od razu wystartował z pretensjami do nieznajomego. Och, czyli jednak też go nie znał? Jasne, ten tutaj Hiszpan na pewno był jej kochankiem, setnym od czasu trwania małżeństwa. Przecież wampirzyca była istnym królikiem, pierwsza szła na rozmnażanie, nie ważne z kim. Hachiko nie odezwała się nic, skoro jej mąż już rzucił się z kłami na jegomościa. Niech czyni honory głowy rodziny, nie odbierze mu przecież tego zaszczytu. Wampirzycy jednak nie spodobał się śmiech przybysza, skoro był gościem, sam powinien okazać większy szacunek w stosunku do gospodarzy.
– Jak widać dobre wychowanie nie istnieje nawet w wyższych sferach.
Prychnęła chłodno, spoglądając obojętnie na szlachetnego. Nienawidziła ich, oprócz rodziny kanibala. Reszta szlachetnych to nie była godna niczego. Zresztą dało się wyczuć tę nutkę niechęci i wrogości.
Terapeuta? Pomóc im? Teraz do Ruda wybuchła perlistym śmiechem. Doprawdy, ten wampir miał niecodzienne poczucie humoru. W ich życiu to już nawet cud nie pomoże!
– Może pan sobie darować. Testament albo zaśnie na pańskiej terapii albo nie będzie mu się chciało na nią przyjść albo po prostu pana zje. Zaoszczędzę panu nerwy i czas i poradzę opuścić tę posiadłość. Tutaj nawet cudy nie pomogą.
Minęła tego całego Tristiana o dziwnych tęczówkach i weszła do swojego domu. Była nie tylko cała we krwi, ale także i błocie. Ale pierwsze co, to zaczęła obchodzić całe mieszkanie, no wiadomo, w poszukiwaniu kochanicy swojego męża. Zajrzała do lodówki, pod łóżko, nawet do piwnicy, gdzie trzymane były zapasy krwi. Zresztą nie wyczuła żadnego nieznajomego zapachu, choć to wcale ją nie pocieszało. Udała się na górę, do swojej sypialni, gdzie się rozebrała z brudnych ubrań, wzięła prysznic i rozpoczęła opatrywanie rany na głowie. Miała nadzieję, że przez ten czas Tristian zniknie i zostawi ich w spokoju. Przeczyściła ranę, odkaziła ją i jebła sobie na pół twarzy plaster. Nie miała ochoty chodzić z raną na wierzchu, nim ta się zregeneruje. Zajęło jej to jakąś godzinę, po czym zeszła znów na dół, do kuchni, wzięła dla siebie worek z krwią i usiadła na kanapie w salonie.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Nie Sie 11, 2013 8:49 pm

Niestety sypie się wszystko. Kanibal tracił jakby zainteresowanie własną małżonką albo po prostu już nie było tak, tak kiedyś. Kłócili się więcej niż rozmawiali spokojnie, ten nie chciał nigdzie wychodzić. Totalnie sobie olał, jakby małżeństwo stało się niezbyt cenne, ot zwyczajne i męczące wręcz. Choć co tak na serio czuł potwór, ciężko określić. Na razie nie miał ochoty na nic, a jedynie na sen. W końcu on też ostatnio swoje przeżył i Hach nawet nie zapytała! Ach, samolub. Co poradzić... Robi się to samo co z Nadirą i prędzej czy później, Ruda znajdzie innego kochasia, zechce rozwodu i zaproponuje przyjaźń! Prawie się zaśmiał. Ale do rzeczy...
Po wejściu do domu i spotkaniu intruza, Stwór się wściekł. Jakiś przebieraniec ma zamiar wtrącać się w ich życie, nie brzmi to zaciekawienie. Zwłaszcza gdy i Ruda nie wykazywała zainwestowania, wręcz wyśmiała szlachetnego, który zmarszczył brwi i nic nie powiedział. Obserwował. A co do Kanibala? Słowa Hachiko wcale go nie pocieszyły.
- A Hachiko będzie się z ciebie śmiać, zgrywać wielką damę, której nic nie dotyczy i jest wiecznie niezadowolona.
Skierował się bardziej do żony, niż szlachetnego. Ten spojrzał właśnie na olbrzyma, mając ten badawczy wzrok. Nie spodziewał się aż tak złych relacji między wampirami. One po prostu... przestały się kochać (?) Podrapał się po brodzie, wciąż nie nie mówiąc. Kanibal machnął łapą na gościa, udając się do kuchni po dwa worki z krwią i gdzie tam mu zajrzeć do żony. Jest dorosła, da sobie radę!
Skierował się do salonu, siadając w fotelu. Kłami rozrywał folie, wypijając od razu zawartość. Tristan oczywiście udał się także do pokoju dziennego, siadając w drugim wolnym fotelu. Zdążył zauważyć iż bestia straciła nim wszelkie zainteresowanie. Czyżby aż tak był leniwy?
Wtem wróciła rudowłosa. Zasiadła na kanapie, zajmując się sobą. Żadna z obu stron nie zaczęła rozmowy. Jakby nie mieli wspólnych tematów. Wreszcie terapeuta westchnął, łapiąc się za głowę. - Ta wrogość, nienawiść jaka krąży w powietrzu, jest wyczuwalna. I faktycznie nie można was zostawić, Hiro uprzedził mnie o tym i od razu doradził abym z wami zamieszkał.
Zaczął pewnie, mając poważny tom. Jakby się naprawdę martwił. Białowłosy wie kiedy młodsi potrzebują rady i zaś jak widać trafił w samą dziesiątkę. Kanibal popatrzył na niego obojętnie, mając niezbyt zachwyconą minę, chociaż nic nie mówił... Tristan go wyprzedził.
- Może powiecie mi dlaczego tak bardzo się między wami popsuło? Czy ze sobą w ogóle rozmawiacie? Bo według mnie, wasz poziom rozmowy ma naprawdę marny wynik.
Trzeba pierw dowiedzieć się w czym tkwi problem, a później obserwacje i działanie.
- Zaczniesz, Hachiko?
Ciekawe czy odpowie, ach... i Kanibal na nią popatrzył lekko zainteresowany.
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Nie Sie 11, 2013 9:45 pm

Sypać się może emeryt. Im najwyraźniej naprawdę brakowało szczerej rozmowy. Na dobrą sprawę nie wiedzieli nic o sobie, co się działo na przełomie ostatnich dni. Nie miała pojęcia, że przebywał u łowcy, żebrząc u niego o chwilę uwagi. Gdyby przyszedł do żony, dałaby mu to, czego potrzebuje. Ale z drugiej strony on o tym nie wiedział, bo przecież łaskawie mu tego nie powiedziała. I tak oto krąg się zapełnia i ciągle popełniają te same błędy. Nie tylko jedna strona, ale obie są winne. Zawsze tak jest. Pełno niedomówień, brak chęci na jakąś rozmowę, tylko ciągłe kłótnie, pretensje i zawody. Zupełnie jakby się sobą nudzili, jakby zabrakło jakiejś świeżości, czegoś, co bym im wskazało powody, dla których zdecydowali się być razem.
Ruda nigdy nie będzie jak Nadira, to Testament powoli taki się robił. Znudzony, nieobecny, jeszcze trochę i zażąda rozwodu, bo na pewno wrócił do tej kury. Ta go przecież zgwałciła, czyż nie?! Na pewno miał niezły ubaw, bo Hachiko nie mogła zaspokoić jego potrzeb. Ale teraz było już za późno, wszystko się stoczyło. Każdy każdego olał, zrzucając winę na tę drugą stronę, uważając siebie za niewiniątko.
Oczywiście, że nie zainteresowała się jakimś szlachetnym, który pozjadał wszystkie rozumy świata i zamierza wtrącać się nie do swojego życia! To było zabawne, nie zamierzała słuchać kogoś, kto nie miał pojęcia o czym mowa. Na pewno nie żył u boku kanibala – emeryta, więc gówno wiedział, jeśli uważał, że to takie proste. A jak jeszcze dojdzie do tego choroba wampira, który nie da sobie przetłumaczyć, że będzie coraz gorzej, to ręka, noga, mózg na ścianie.
– Oczywiście! Idź do swojej lodówki, na pewno tęskniła… Bo do żony Cię nie ciągnie.
Klepnęła się po zadku, lekko wypinając w stronę Testamenta, nim zniknęła za wampirem w głębi domu. No a wiadomo, tam zajęła się sobą, bo przecież mąż nawet zajrzy czy żona już się wykrwawiła czy jeszcze dogorywa. Jakby zdechła, to miałby święty spokój, może temu nie przyszedł sprawdzić? A kij go tam wie, zapewne poszedł do swojej przyjaciółki Chłodnej Lodówki Zdziry, zabierając od niej kolejną najbardziej ukochaną rzecz. Jedzenie, a raczej krew. Zapewne gniło tam jeszcze jakieś mięso, do którego się przytuli. Bo to lepsze niż żona. Lecz mimo tego wszystkiego, wciąż go kochała. Nie chciała tego powiedzieć, by się nie ośmieszyć. Wampir na pewno miał już jakąś na boku i tyle.
Gdy zeszła na dół, ten hiszpański amant już tam był i siedział, jakby był u siebie. Wampirzyca nie spojrzała na niego, tylko usiadła na kanapie, rozrywając folię. Piła powoli, delektując się krwią. Żadne z nich nie poczęstowało obcego i dobrze. Co ich nie było i jego. Proste.
– Zamieszkał? Jasne, mamy wolną budę na podwórzu.
Uśmiechnęła się szpetnie, przeklinając w duchu Hiro. Za jakie grzechy ten pacan ma z nimi mieszkać?
– Może chcesz jeszcze uczestniczyć podczas godów?
Zakpiła. Oczywiste, że godów nie będzie. Wampir nie chciał seksu, bo był zaspokojony przez inną i wszystko stało się jasne. Jakby nie patrzeć, seks był ważny, choć za dużo ruchu dla Testamenta.
Na słowa wampira nic nie powiedziała, spojrzała na męża, pochwyciwszy jego spojrzenie. Nie wiedziała jak je odebrać. Wyczekiwał jakiejś odpowiedzi? Westchnęła i wzruszyła ramionami.
– Może daj mi pamiętniczek. Zatytułuję go Pamiętnik Wampirów. Drogi pamiętniczku, nazywam się Hachiko. Mój mąż kocha bardziej lodówkę niż mnie. Między nami popsuło się, kiedy nałożyłam mu zakaz jedzenia mięsa. Ubzdurał sobie kretyn jeden, że chcę go zmienić.
Wyrzuciła z siebie, odwróciwszy głowę od wampira. Spojrzała przez okno, sącząc powoli krew. Wstała i podeszła do regału z książkami, dłońmi dotykając ich grzbietów, jakby czytając tytuły, wyraźnie zainteresowana. Ale jakoś bała się spojrzeć na Testamenta.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Pon Sie 12, 2013 9:28 am

Zawsze będą do siebie źle nastawieni i jeśli nic z tym nie zrobią, będzie jeszcze gorzej. Tristan doskonale to wiedział, w końcu bardzo dobrze spostrzegawczy, no i oczywiście bystry. Tu nie chodziło już o zakazy... tutaj było coś głębszego, większego i wymagającego naprawy. Oba te wampiry już nie starały się o małżeństwo, a raczej dążenia do tego, aby pokazać jak bardzo się jest silnym czy wpływowym, mając nacisk na swoją osobę. Innymi słowy, stawali się egoistycznymi potworami, zapominając o potrzebach partera. I fakt, prawda zawsze będzie po środku, nikt w tej sytuacji nie jest bez winy.
Kanibal potrzebował żony, ale nie mówił o tym głośno, jedynie poprzez zachowanie idzie to dotrzec. I nieważne, jak ono będzie chłodne, w końcu czyni wszystko na swój sposób. Ale Ruda tego nie widzi! Jak zwykle chce, aby wszystko było po jej myśli! I gówno zdanie wampira. Jak tu się więc nie denerwować?
Kanibal jak jego Była? Wolne żarty, to nasza ukochana Hachiko chciała na siłę zmieniać męża, nie odwrotnie. I niby z troski, gównie prawda. Prędzej czy później zacznie się go wstydzić i unikać. To na pewno jest nieuniknione.
Tristan odczuwał na sobie ich niechęć ale nie znaczy to, że ma przerwać ich pomoc. Jest pewny swoich możliwości i jest przekonany, że jeszcze będą mu dziękować za pomoc, dlatego nie go nie zniechęci. Na wymianę zdań między małżeństwem nie reagował. Jedynie wyciągał wnioski.
Stwór na jej słowa nie powiedział nic, a jedynie zajął się sobą. Na co się nią przejmować? Jej zachowanie było co raz gorsze i z widocznym brakiem szacunku do męża.
Tristan nie chciał krwi, był najedzony, wszak spodziewał się takiej "kultury" ze strony paru wampirów, no ale jak głód złapie, obsłuży się sam. Prosić się nie zamierza o podanie.
Odzywka Hachiko nie była na miejscu, to już kanibal okazał się grzeczniejszy niż ona.
- Daruj sobie te szczeniackie odzywki, Hachiko. Przybyłem tutaj pomóc, a nie rozmawiać z Tobą na tak niskim poziomie.
Rzekł z uśmiechem, nie zamierzając dalej tego ciągnąć. I naprawdę był przekonany co do jednego, jeśli chodzi o nią.
Gody? Kanibal wzdychnął cicho, marszcząc brwi. Nie podobało mu się zachowanie małżonki. Wyraźnie mściła się na jego osobie, naprawdę miło. Tristan nie skomentował tego, choć zapewne wyżali się Hiro, kiedy dostanie swój wolny czas.
No a później już wiadomo. Ruda zaczęła swoją przemowę, na co terapeuta słuchał, a kanibal się wściekał.
- Głupia! Bo tak jest, chcesz na siłę mnie zmieniać, bo tobie to odpowiada i masz za nic moje odmowy. Patrzysz tylko na siebie!
Wydarł się wstając z fotela, Tristan nadal siedział i zaobserwował, że kanibal jest w stanie zaatakować teraz Hachiko, choć się powstrzymywał. Leadris na pewno nic sobie z tego nie zrobi.
- Mam Cię dosyć!
Dodał sycząc, mając zamiar wyjść. Już na patrzył się wystarczająco na tą zaopatrzoną w siebie damule. I oczywiście zanim wyszedł, szlachetny nagle się przed nim pojawił. Jak dobrze jest mieć teleport. Stanął na przeciwko Olbrzyma, twarzą w twarz.
- Już wiem co wam dolega.
Rzekł spokojnie, czekając aż wampir grzecznie wróci na miejsce, a pomógł sobie telepatia. Stwór westchnął, siadając z powrotem na fotelu. Hachiko zapewne już też dała swój pokaz, a Szlachetny z całą pewnością nie pozwoli na gorszy konflikt.
- Panuje tutaj zupełny brak szacunku i wyrozumiałości. Ty Hachiko chcesz na siłę wszystko robić, mieć pod kontrolą każdą decyzję, sprawę. I zakładam, że trzymanie przy tobie tajemnic, także Cię boli i koniecznie musisz wcisnąć swój nos, mając gdzieś co tak naprawdę chce Twój mąż. Ty kanibalu... Nie starasz się być dobrym mężem, zapomniałeś, że nie jesteś tutaj księciem i nie każdy jest na twoje skinienie. Nie dbasz o małżonkę, którą jak jak myślę... traktujesz jak służącą. Nie traktujecie się, jak małżeństwo z wyboru, ale jak z przymusu.
Skinął głową na własne słowa, patrząc to na Hachiko, to na Kanibala. Czy mają jakieś ale? Stwór jedynie ziewnął, na co szlachetny zaśmiał się krótko.
- Cóż, zostawmy to na następną noc. Widać po was, że jesteście mocno zmęczenie, a wtedy i nerwy są bardziej drażliwe. Od jutra zaczynamy prawdziwe lekcje.
Dodał po czasie, czekając aż ich podopieczni skierują się w stronę sypialni. I będzie lepiej jak położą się do łóżka razem, nie osobno. Przy okazji przyjrzy się wyglądem zewnętrznym swojej pary, a jak wiadomo... to co na wierzchu, zwykle i pojawia się w środku. Stwór ruszył w stronę sypialni, co do Hachiko. Da focha i uniesie się dumą? Czy pójdzie grzecznie, pokazując, że jej zależy. Ba, nawet najdrobniejsza decyzja ma wielki wpływ na ich przyszłość.
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Pon Sie 12, 2013 10:33 am

Nawet jeśli zaczęliby coś robić w kierunku nie popsucia jeszcze bardziej i tak napiętych stosunków, brakowało u nich pewnego bodźca. Zaczęli się od siebie oddalać, odsuwać, nie dostrzegając już tego, co przeżyli w przeszłości. Może Kanibal już zapomniał albo pamiętać nie chciał, ale kobiety to pamiętliwe bestie. Ruda wszystko sobie dokładnie notowała w pamięci, co bardzo jej pomagało w te samotne noce. Ona także miała dość nieciekawą przypadłość, o której Testament zapominał. Hachiko starała się wytrwać przy jego stanie, przy jego przemianach w niebezpiecznego gada. Znosiła jego ataki na swoją osobę, zajmowała się nim, kiedy był ranny i potrzebował czyjejś obecności. Traktowała go nieraz pobłażliwie, pieszcząc za uchem jak matka, której nie miał. Starała się być dla niego wszystkim i nikim, wypełniając lukę, jaką miał przez brak opieki matki. Ale ona także czegoś chciała. Mieć jego wsparcie i obecność w te puste dni, kiedy sypiała sama, trawiona przez kolejny atak. Ją także dopadała przeszłość. I również nie odzywała się słowem, wiedząc, że Testament już nie był tym, którego poznała. Kiedyś jej coś obiecał, ale nie oczekiwała od niego już niczego. Nie mogła za to patrzeć jak męczył się w swoich napadach, odchodząc od zmysłów. Wiedziałą już, że powinna go nagrać i tak zrobi przy następnej okazji, kiedy wpadnie w szał. I póki co, to Kanibal unikał małżonki, a nie ona jego. Ciekawe, kto kogo się wstydził?
Skoro Testament nie odpowiedział już nic na słowa Rudej, ta też się zamknęła, nie mówiąc już ani słowa. Owszem, zraniła go słowami, ale kryły się pod nimi obawy, których wampir nie dostrzegał. Uznał ją za najgorszą kobietę, która chce go jedynie zniszczyć, zostawić, zabrać majątek i wyśmiewać z krwiopijcami z wyższych sfer. Jednak ona sama nienawidziła wampirów z wyższych sfer, też była wytykana palcami za to, że kierowała się swoim instynktem. Najwyraźniej o tym zapomniał, ale to nie było już ważne. Już nic się nie liczyło.
I bardzo dobrze, że był najedzony. Sam zresztą okaże brak kultury, jeśli bez wiedzy i zgody gospodarzy zanurzy się w ich lodówce. Przyganiał kocioł garnkowi. Ruda nie ustąpi i będzie wywalać szlachetnego z domu, jeśli ten położy swoje pazury na ich krwi. Niech idzie zapolować! Był przecież wampirem, miał kły i pazury. A jak nie lubił robić kuku ludziom, to zawsze może zapolować jakąś wydrę albo niedźwiedzia w lasach. I tak jest sezon łowiecki, więc śmiało, niech się nie krępuje.
– Jestem wampirem, nie człowiekiem. Nie umiem być grzeczna i nie obowiązują mnie żadne poziomy.
Posłała mu chłodne spojrzenie. Właśnie tego mogła się spodziewać po szlachetnym. Dziele nia poziomy, warstwy, ktoś lepszy od drugiego. Hachiko nigdy nie potrafiła tego tolerować i robiła na złość wszystkim. Tristanowi też zacznie, jeśli jeszcze raz przyrówna ją albo Kanibala do „lepszych warstw”. Byli wampirami, nie ułożonymi ludźmi, to różnica.
Kiedy skończyła swoją przemową, stojąc już przy książkach, odezwał się wreszcie Testament. Musiała na niego spojrzeć, bo właśnie takiej reakcji się po nim spodziewała.
– Nie zmieniam Cię! Masz ciągłe napady! I jestem jedyną osobą, która może jakoś na Ciebie wpłynąć! A raczej byłam… Nie porównuj mnie więcej do swoich byłych, nie zasłużyłam sobie na to. Nie zostawiłam Cię nigdy, kiedy mnie potrzebowałeś. Nawet gdy zdychałeś, ranny.
Przez całą swoją odpowiedzieć spoglądała prosto w żółte ślepia męża. Dopiero kiedy skończyła, spłoszona jakby tym, co właśnie mu powiedziała, odwróciła się ponownie w stronę książek. Zabolały ją także kolejne słowa wampira, ale nie dała tego po sobie poznać. Kamienna twarz, bez wyrazu, bez uczuć, rozciągnięta w niemym krzyku. Nie wiedziała, że było mu aż tak źle. Miała pozwolić mu się zamęczyć i umrzeć? Właśnie tego chciał i to by go uszczęśliwiło? Jak to nie jest samolubne, to wampirzyca już nie wiedziała, co powinna zrobić.
Stali do siebie tyłem, ona opierała się o regały z książkami, spoglądając przez okno na powoli wschodzące słońce nad lasem, a wampir złościł się i omal nie rzucił na Tristana, by wyładować na nim gniew na żonę.
Nie odpowiedziała już nic na słowa terapeuty. Nie do końca się z nimi zgadzała, ale nie zamierzała wszczynać na nowo awantur. Była już zmęczona tym wszystkim i naprawdę potrzebowała snu, szczególnie po odbytej ostatnio walce.
– Powiedziałeś kiedyś, że już nigdy nie będę spędzać sama dnie w łóżku. Kłamałeś.
Skoro szlachetny pozwolił im łaskawie udać się na odpoczynek, wampirzyca minęła ich oboje, udając się na górę. Tam zrzuciła ubranie w nieładzie gdzieś na podłodze, zakładając na swoje zobolałe jeszcze ciało lekką, czarną koszulkę nocną. Nie zamykała drzwi, zostawiła je lekko uchylone, choć wątpiła, żeby wampir ją odwiedził. Rzadko to robił. Zatem ułożyła się po swojej lewej stronie, czekając aż sen przyjdzie. Ciekawy będzie zapewne następny wieczór. Stary szlachetny dam im porządny wycisk.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Pon Sie 12, 2013 1:13 pm

Naprawdę może być ciężko, widząc takie, a nie inne nastawienie wampirów. Oni naprawdę oddalili się od siebie, zapomnieli że powinni się kochać, nie nienawidzić. I to Tristana martwiło, widział wiele par, ale ta wampirza jest naprawdę nadzwyczajna oraz jedyna w swoim rodzaju. Temu tym bardziej im pomoże.
Pozwalał na wszelką wymianę zdań, lustrując ich postawy, badając słowa. Najważniejsze też są emocje i gesty, jakie przy tym wykonywali. Kanibal wyraźnie jest ogromnym nerwusem, choć ma obawy i skrycie ich broni. Ruda mimo wszystko boi się męża, cierpi lecz stara się także tego nie pokazywać, bo świadoma jest zguby. Uniósł kącik ust ze swojej świetnej interpretacji swoich klientów z przymusu.
- Trzeba nad wami popracować.
Rzekł spokojnie, a później ich wygonił spać. Zerknął na Kanibala, który nie wygląd na szczęśliwego, po tym jak usłyszał od żony ostatnie słowa. Może wziął je do siebie? Zrozumie, że potrzebuje go małżonka, tak jak on ją? Cóż...
Olbrzym udał się do ich wspólne sypialni, zerkając na leżąca już rudowłosą kobietę. Nie mówił nic, ba, nie było sensu. Zrzucił jedynie ubranie, przebrał się w wygodniejsze i także ułożył na łóżko, lecz po prawej stronie, tyłem do żony. Kiedy już zasypiał, poczuł, jak ugniata się łóżko. Zapewne Hachiko postanowiła się do niego przylepić.... odwrócił się i zamiast małżonki ujrzał Tristana! Szlachetny leżał z nini w jednym łóżku, okryty po samą brodę. Kanibalowi aż brakło języka w gębie, jedynie co to miał wściekłą minę i łapę skierowana ku drzwi.
- Ależ spokojnie, moim kochani. Zanim mnie wygonicie... Musicie nauczyć się wytrwałości i wytrzymać z każdą przeszkodą, jaka może stanąć na waszej wspólnej drodze. I dlatego śpimy razem. Dobranoc.
Po tych słowach, Tristan założył na oczy opaskę i wsadził do uszu zatyczki i w pozycji na w znak, zasnął. Stwór machnął na to łapą i po prostu poszedł spać, mając gdzieś gdzie śpi szlachetny i jeśli to samo tyczy się Hachiko, przejdziemy do następnej nocy...
Oczywiście Tristan wstał pierwszy. Mając teleport mógł z łatwością wygrzebać się z pod cielska kanibala, jaki przez dzień, zdążył szlachetnego przygnieść. Mógł jedynie współczuć jego małżonce takiego wielkoluda w łóżku. W każdym bądź razie, muszą przejść do działań. Wspólnych oczywiście! Jeśli jeszcze spali, obudzi ich nieprzyjemny dźwięk trombki (taka na sprężynowe powietrze).
- Czas wstawać moi drodzy, pora na pierwszą lekcje, mianowicie... Wygląd zewnętrzny, czyli wasza prezentacja.
Oczywiście nie zamierza zmieniać ich stylu, jedynie pomóc się odpowiednio ubrać i żeby się sobie nawzajem podobali. Kanibal skrzywił się na takowy pomysł i nawet nie raczył wstać z łóżka. A co z Hachiko? Czy ona zechce pomóc związkowi?
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Pon Sie 12, 2013 9:55 pm

Hachiko była zainteresowana ich związkiem, a raczej ratowaniem tego, co jeszcze im pozostało. Nie chciała rozstawać się z Testamentem. Chociaż dawno nie okazywała mu swojej miłości, a on wampirzycy, to wciąż darzyli się uczuciem. Nie da się o nim zapomnieć. Nie da się przestać kochać albo odchodzić nagle. Przynajmniej według polityki wampirzycy. Była jaka była, miała swoje wady, chciała kontrolować życie swojego męża, mieć także jakieś decyzje, pomagać mu. Może i była nadopiekuńcza, to była gotowa dalej inwestować w ten związek. Był on dla wampirzycy ważny, najważniejszy w życiu, choć także swoje wycierpiała w życiu i potrzebowała wsparcia od męża, tak samo on wsparcia żony. I chyba o tym właśnie zapomnieli, o wspólnym wsparciu i rozmowach, a nie zamykaniu się w sobie.
Owszem, Hachiko bała się męża, ale nie chciała wyprowadzić go z równowagi. Wpadał wówczas w szał i nie chodziło już o to, że mógłby ją zaatakować, a o to, że sam krzywdziłby siebie. Z tym pogodzić się nie mogła. Temu musiała zachowywać dystans, zaszywając się w drugim kącie komnaty, by nie musiał na nią patrzeć.
Miała chwilę na przygotowanie się i przebranie. Zdjęła nawet plaster, a po ranach praktycznie nie pozostał ślad. Jutro wszystko wróci do normy, taką przynajmniej miała nadzieję. Kiedy już się położyła, poczuła jak z drugiej strony opada łóżko, a ona sama mknie do góry. Przyszedł Testament. Zaskoczyło ją to, bowiem rzadko spędzali wspólnie dni w łóżku. Nie ważne w jaki sposób, nawet sypiali osobno, nie wiedząc gdzie drugie z nich spędza noc. Żadnego zainteresowania, żadnej wiadomości. Mogliby sobie nawet listy napisać! Ale najwyraźniej naprawdę potrzebowali pomocy, choć żadne z nich się do tego nie przyzna. Wiadomo, smak porażki i nie moc przyznania się do winy. Ale trzeba sprostać prawdzie i spojrzeć jej prosto w oczy. Owe kontemplacje przerwało wampirzycy wejście Tristiana do komnaty. Westchnęła głośno i już po chwili zerwała się z łóżka, gdy szlachetny zaczął się pokładać. Usiadła pionowo, wpatrując się w bezczelnego zboczeńca.
– Nie będę spała w jednym łóżku ze zboczeńcem! Nie jestem dziwką!
Wydarła się na niego, ale najwyraźniej wampir nie zamierzał się poruszyć nawet o centymetr. A ona sama… po prostu nie mogła spędzić nocy u boku całkowicie obcego mężczyzny. Po prostu… bała się. Miała pewne obawy i nic tego nie zmieni. Wstała z łóżka i wściekła przeszła na jego drugą stronę wpieprzając się do Testamenta. Normalnie uwaliła się na jakimś malutkim skraweczku łóżka od jego strony, czując że zaraz spadnie. To nic! Byle nie spać obok zboczeńca, obok Testamenta czuła się bezpieczna. Najwyżej ją zepchnie, zrzuci, wydrze się na nią. Nie istotne, pójdzie spać na fotelu w razie kłopotów.
Jeśli kanibal jej nie zrzucił noc przebiegła całkiem normalnie. Wampirzyca miała nieco więcej miejsca, skoro ten spał niemalże na szlachetnym. I bardzo dobrze! Łóżko było małżeńskie, nieprzystosowane o trójkącików czy innych wielokątów.
Hachiko długo nie spała. Ten dzień minął dla niej spokojnie, bez ataków, bo wreszcie przy boku męża. Czuła to bezpieczeństwo, które odebrał jej Fergal grożąc gwałtem. Wstała jakoś niedługo po szlachetnym, zdążyła wziąć prysznic, uczesać się i przewiązać ręcznik przez ciało. Lubiła chodzić nago i niemalże zapomniała o obcym. Ciekawe czy trąbka zbudzi starego wyjadacza, jakim był Testament.
– Ma twardy sen. Tutaj pomoże krew.
Posłała blady uśmiech szlachetnemu i poczekała aż Testament się obudzi. Nigdy nie miał żadnych obowiązków, żeby punktualnie wstawać, na wyznaczoną godzinę. Ta nagła pobudka zwaliłaby i słonia z nóg.
Wygląd zewnętrzny? Hachiko się skrzywiła, nie wiedziała co on przez to rozumiał.
– Testamencie, wstań. Teraz mógłbyś się postarać dla naszego związku. Chyba, że Ci na nim nie zależy.
Postawiła sprawę jasno, będąc ciekawa jego reakcji. Jak zareaguje? Co powie? Wstanie?
– Co masz na myśli przez wygląd zewnętrzny? Mam ufarbować sobie włosy na czarno? Zresztą, on i tak na mnie nie patrzy. No wiesz, nie czuję się kobieca. Jakby się znudził moim ciałem. Dobra, wiem, jesteśmy wampirami, ale nasze wszystkie żądze są silniejsze niż u ludzi. A Testament nie patrzy na mnie… jak dawniej. Ostatnio wolał popatrzeć na byłą w interesującym stroju niż na żonę. Może się znudził…
Powiedziała to cicho, tak cicho żeby usłyszał to jedynie Tristan. Stała do niego odwrócona tyłem, jakby wstydziła się własnych słów. Jakby wstydziła się tego, że otworzyła się na terapeutę – seksuologa.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Wto Sie 13, 2013 2:09 pm

Przecież Tristan nie jest zboczenicem, a wspólne spanie nie czyni od razu dziwką... Nawet nieco się zdziwił na jej słowa.
- Widzę, że bardzo lubisz wyolbrzymiać, Hachiko. Widzisz problemy tam, gdzie ich nie ma i oczywiście wszystko rozumiesz po swojemu. A to także nikomu nie służy. Poza tym spanie w jednym łóżku, nie czyni z Ciebie dziwki.
Mała nauka przed snem, no i potem wiadomo co. Jak widać Ruda nie mogła przeboleć spania obok obcego mężczyzny, musiała wstać i utrudniać życie Kanibalowi, który aż się skrzywił widząc przed sobą małżonkę. I w sumie... to ją z łóżka zrzucił! I w taki dziwny sposób minął dzień. Nie ma co się powtarzać.
Dźwięk trąbki przystawiony do głowy kanibala, poskutkował. Obyło się bez krwi... Choć mimo wszystko olbrzymowi taka pobudka wcale się nie podobała, nie miał nawet ochoty wstać z łóżka. Po co? Do jakiejś głupiej terapii? Za nudzi się na śmierć. Na słowa małżonki nie odpowiedział ale wstał, choć wykonywał tą czynność niechętnie. Jebany przymus. I czy on miał nie słyszeć tych słów następnych? Halo, to jest wampir, jego słuch jest stokroć silniejszy od ludzkiego. Jednakże nie powiedział nic, Hachiko najwidoczniej zaś widzi dziury we wszystkim. Szlachetny uśmiechnął się lekko, podchodząc bliżej wampirzycy. Położył jej dłoń na ramieniu, chcąc jakby pocieszyć.
- Nie o to mi chodzi, Hachiko.
Rzekł spokojnie, przerywając. Naprawdę chyba nie ma sensu ciągle walić teoriami, są naprawdę... nudne! Odsunął lekko Hachiko ze swojej drogi, idąc do jednej z szaf. Otworzył ją szeroko, przyglądając ciuchy i wyrzucając niektóre na łóżko.
- Po ujrzeniu was stwierdzam iż nie umiecie się odpowiednio ubrać dla siebie. Testament w ogóle nie dba o swój wygląd zewnętrzny, ma w nosie czy jego włosy są brudne, że ubrania poplamione krwią. Nawet i będąc minimalnie zadbanyn, można siać zło, kanibalu.
Odezwał się wreszcie, zerkając z nad ramienia na wampira, który to wysyłał szlachetnemu mordercze spojrzenie. Najwidoczniej nie podobało mu się co mówi owy Hiszpan, lecz o dziwo nie przerwał. Czemu? Bo pora na Hachiko!
- Z kolei Hachiko. Zgrywasz damę, a nawet się na nią nie robisz. Dekolty z wylewającymi się piersiami, miniówki obnażające pośladki. Wysokie szpilki. Jesteś mężatką, a nie młodą laseczką, która ma kusić wszystkich mężczyzn w koło. I później się dziwisz czemu chcą Cię wszyscy zgwałcić oraz twój mąż się na Ciebie denerwuje.
Zatkało? Oby. Ma im w końcu nabić do mózgu, że są dla siebie, nie dla innych. Hachiko może denerwować niedbalstwo męża, a jego denerwuje fakt iż jego żony chodzi niemal nago, prezentując obcym swoje kształty. Ot co.
Znalazł jakąś ładną suknie dla Hachiko. Nie jakaś sukienka dla nastoletniej lolity, ale ładna, gotycka suknia do kostek. Do tego ładne buty i uczesanie godne prawdziwej damy. Typowa dla szanującej się mężatki. Co do Olbrzyma? Wyprasowana, czysta koszula, normalne i ZADBANE spodnie. Co do kudłów? Tristan bez żadnej litości chwycił za szczotkę i zaczął rozczesywać włosy kanibala. Bez bluzgów się nie obyło. Oczywiście to nie zniechęciło szlachetnego do dalszych działań.
- Pokaż swoje lico, olbrzymie. Na pewno nie jesteś tak paskudny za jakiego się uważasz.
Ach i skąd on wie o takich rzeczach? Hiro! To chodzące kompendium wiedzy!
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Wto Sie 13, 2013 6:29 pm

Jaki (nie)normalny facet pcha się łóżka małżeństwa, między dwoje wampirów, żeby ich oddzielić, a tym samym pchając się do kobiecego ciało. Wampirzyca wolała nie ryzykować, nie miała pojęcia, że ten patafian wpadnie na pomysł wspólnego spania, inaczej ubrałaby się w sutannę. Wiadomo, dla męża starała się wyglądać kusząco, choć najwyraźniej nie tędy droga. Może powinna ubrać się w folię od krwi? Wtedy wydałaby mu się o wiele bardziej kusząca i uwodzicielska.
– Gówno wiesz o mojej przeszłości.
Ucięła krótko i chamsko w połowie słowa terapeucie. Niech się lepiej więcej na ten temat nie wypowiada, bo naprawdę oberwie po głowie. Nie wyolbrzymiała. A nawet jeśli miała do tego prawo. Tak jak prawo do lenistwa, marudzenia i wiecznego obrażenia na żonę miał Kanibal, tak ona miała prawo do nie spania obok nieznajomego mężczyzny. Źle się z tym czuła i już. Nie był kobietą, więc nie rozumiał. Jednak kanibal ją wyrzucił z łóżka. Może powinna sypiać w wannie?! Tak, przynajmniej nie zajmowałaby jego przestrzeni życiowej i wreszcie byłby szczęśliwy. Udała się zatem na pierdolony fotel, skoro własny mąż odrzucił Rudą. Najwyraźniej nie miała szczęścia do mężczyzn. Pies im mordy lizał. Jeszcze trochę i zacznie gadać sama do siebie, chodzić sama ze sobą na randki, masturbować się i wymyślać sobie wyimaginowanych przyjaciół i kochanków. A wówczas żaden terapeuta już nie pomoże. Tutaj będzie musiał wkroczyć psychiatra.
Hachiko dostrzegła jego niechęć i nudę na samą myśl o kolejnym wieczorze spędzonym na terapii. Jeszcze trochę i wampirzyca straci cierpliwość. Ona się starała, połknęła własną dumę i zaczynała przyswajać do siebie uwagi Tristiana. Nie zawsze się z nimi do końca zgadzała, ale większość była naprawdę trafiona. Natomiast Testamentowi najwyraźniej w ogóle nie zależało. Wstał z łóżka, to prawda, ale nie znaczyło to, że chciał postarać się dla tego związku. Chyba było już za późno. Jego, jakże wielki, entuzjazm zaraz zarazi Hachiko i nawet ona się podda.
Hachiko nigdy nie zwracała uwagi na ubiór kanibala, nie zamierzając go zmieniać. Nie wnikała w to w ogóle. Zresztą to, co jej się podobało, jeśli chodzi o ubiór, Testament nigdy by tego nie założył, bo od razu skojarzy mu się z wyższymi sferami i nie założy tego, a jedynie się obrazi. Temu wolała się nie odzywać. Zresztą widziała, że Testament już był wielce obrażony na słowa Tristana.
Podeszła razem ze szlachetnym do szafy, słuchając uważnie jego słów. Nie znosi być damą i nie zamierza się tak zachowywać. Nie przestrzegała etykiety, ale nie odezwała się ani słowem. Te ubrania, o których mówił, zakładała tylko dla Testamenta, a raczej do ich zabaw. Mógł nawet znaleźć różne, dziwne stroje. Na ogół nosiła glany, szpilki także zakładała tylko i wyłącznie do zabaw z mężem.
– Skąd wiesz o gwałtach?
Spytała chłodno, wyrywając kiecę długą jak dla zakonnicy. Nawet stare mohery zakładały krótsze rzeczy, ale nie, Hachiko wolała nie komentować. Posłusznie udała się do łazienki, by założyć bieliznę, a na nią gotycką, czarną sukienkę i lekki, czerwony płaszczyk. Rozczesała długie włosy i misternie je upięła. Pociągnęła jeszcze bladoczerwoną szminką wargi i gotowa, opuściła łazienkę. Nie zaprezentowała się Testamentowi, nie widziała w tym żadnego sensu, on i tak nie patrzył. Jednak zamiast ładnych butów, jakie szlachetny chciał jej wcisnąć, sięgnęła po glany. W razie potrzeby przywali mu w dupsko z glana.
– Zostaw mu rozpuszczone włosy.
Wzruszyła ramionami, zamykając pospiesznie szafę, która stała jeszcze otworem strasząc swoją zawartością.
– I co teraz? Zajęcia AA? Witaj Tristanie, rozumiemy Cię i jesteśmy z Tobą?
Zakpiła. Nie mogła się powstrzymać i nawet posłała mu jakże uroczy uśmiech.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Sro Sie 14, 2013 4:01 pm

Ach, Hachiko to taka niedostępna wiedźma! Tristan za to uśmiechał się do niej, mimo iż ta podle go traktowała. Zapewne zmieni to niego zdanie jak in pomoże, chyba że okaże się tak sztywna i tego nie uczyni. Wszystko zależy już od niej samej. Co do Kanibala? On był bardziej pokorny, choć mogły być to nawet pozory albo był tak obojętny oraz leniwy, że rzeczywistość nie robiła na nim wielkiego wrażenia. I nie wiadomo czy chce poprawić swój związek, bo faktycznie mógł się znudzić, w końcu ten kanibal w przeszłości nie bywał wiernym partnerem. Naprawdę zachowuje się jak wąż.
No ale co będzie, to będzie.
Niech się ubierze ładnie jeśli zależy jej na dalszym działaniu i terapii naprawiającej małżeństwo. Przecież nie każe wampirzycy chodzić tak na codzień, tutaj chodziło aby ta para na nowo się po kochała, a nie zmieniała swoje życie na siłę.
- Tajemnica zawodu.
Rzekł na jej pytanie, posyłając subtelny uśmiech. Niech nie docieka, on i tak jej nie odpowie. Kiedy Ruda zajęła się sobą, Tristan zajął się kanibalem. Ten sennie ziewnął, zasłaniając usta dłonią. A kody szlachetny dotknął jego włosów, krzywił się z niezadowolenia. I w przeciwieństwie do Leadris, nie marudził, wręcz przeciwnie... zaczynało mu się to podobać, wszak etap rozplątywania kołtunów mają już za sobą. Tristan nie skomentował wampirzycy obuwia i mimo wszystko mógł stwierdzić, że ta kobieta nie umie o siebie zadbać.
- Nie pytałem Cię jak mam uczesać Testamenta, ta decyzja należy do niego.
Rzucił chłodno, zerkając na kobietę z nad ramienia. Olbrzym nawet mu przytaknął! Pierwszy raz się z nim zgodził!
- On ma rację, Hachiko. Ty nie wiesz czego ja chcę.
Powiedział swoje, mając zadumaną minę. Ruda naprawdę lubi rządzić mężem i kto wie, czy to właśnie najbardziej denerwowało wielkoluda.
Szlachetny skończył, kiedy rudowłosa odezwała się. Westchnął cicho, kręcąc głową. Ona jest okropna.
- Nie wiem czemu próbujesz zgrywać taką... ironiczną twardzielkę. Naprawdę nie pasuje to do Ciebie.
Skomentował krótko, wzruszając ramionami. I po chwili odsłonił wielkoluda w nowej fryzurze, mianowicie splutl je w męski kucyk. I normalnie było widać jego twarz! Tristan aż złapał się za policzki, był dumy z siebie i swoich umiejętności.
- Testamencie, ty naprawdę jesteś przystojny.
Zawołał, rzucając się natychmiast do jego szafy, teraz olbrzyma ubrał w elegancką koszule i spodnie. Rękawy założył mu za łokcie, a na nadgarstkach pieszczochy. Co na to Hachiko? Pewnie to oleje... Choć w sumie kanibal także czuł się sztywno, wszak dawno na sobie takich ubrań nie nosił.... lecz z drugiej strony... Jego samoocena jakby podniosła się o poprzeczkę. Kilka dobrych słów i naprawdę może być lepiej.
- Skoro jesteście już gotowy, zapraszam was na wampirze śniadanie. Oczywiście macie potraktować to jako randkę.
Już przedstawił im swoje plan działania. Jako pierwszy opuścił sypialnie wampirów, udając się na dół. Na parterze czekała ich idealnie przystrojona jadalnia, a on sam będzie robił za kucharza i kelnera. Kanibal oczywiście posłusznie opuścił komnatę, w końcu chodzi tutaj o żarcie! Haha. Pasją życia, ot co.
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Sro Sie 14, 2013 7:04 pm

Oczywiście, że była niedostępną wiedźmą! Niby dlaczego miałoby być inaczej, jeśli chodzi o wszystkich mężczyzn? Dla niej liczył się tylko Kanibal, choć jemu mogło się wydawać, że jest zupełnie inaczej. Najwyższy czas zmienić myślenie wampira i Hachiko zaczęła patrzeć i w tę stronę. Co do wdzięczności dla szlachetnego. Jeśli faktycznie mu się uda, to mu podziękuję i okaże wdzięczność. Tak samo było przecież w przypadku Hiro, potrzebowała czasu, by się do niego przekonać. Hachiko miała przeszłość i skreślała z góry wampiry, z czasem, kiedy je poznawała, traktowała je całkowicie inaczej. A jeśli Testament faktycznie jest znudzony, to wampirzyca nie będzie go trzymała na siłę. Niech wyrusza na łowy, w dzicz i ma wiele kobiet, jeśli takie życie naprawdę mu odpowiada. Nie stanie na jego drodze do szczęścia, jeśli cały czas ma być tak nieszczęśliwy jak w tej chwili.
Owszem, zależało jej na związku. Dlatego pieczołowicie wybrała bieliznę, gorset i pończochy, do tego założyła halkę, jak w minionych wiekach! A to, że założyła glany, nie znaczy że nie umie o siebie zadbać. Po prostu było jej o wiele wygodniej, a sukienka i tak praktycznie zakrywała całe ciało wampirzycy. Zresztą kiedy Testament założył do swojego stroju piecz ochy, to wszystko w porządku. On umie się porządnie ubrać, ale jak kobieta założy glany, to już wielkie halo i że nie dba o siebie. Wiadomo, mężczyźni zawsze będą po swojej stronie. Ruda nic nie komentowała. Nie zamierzała być pokorna i do ulizania, nie była ludzką panienką z dobrego domu. Możliwe że nie nadawała się ani na żonę, ani na kobietę, ani na kochankę, a już tym bardziej na matkę. Choć poświęcała dzieciom sporo uwagi i pilnowała, by były bezpieczne. Chciała im nawet pokazać, że matka wciąż o nich myśli i że zawsze mogą się do niej zwrócić.
Skoro była to tajemnica zawodu, nie pytała o więcej. Nie podobało jej się jedynie, że obce wampiry znają słabości rudowłosej. Nic na to już nie poradzi, najwyraźniej trzeba zwrócić uwagę Hiro, żeby przy następnej pomocy nie zdradzał takich rzeczy. Choć i tak była wdzięczna szlachetnemu za to jego wtrącanie się w życie Hachio i Testamenta. Ciekawe tylko czy przyniesie to jakikolwiek efekt.
Jasne, że nie wiedziała, czego chciał Testament. Bo skąd? Nie pytała. On także nie pytał. Przestali ze sobą rozmawiać, nie ma co ukrywać. Wiedziała jedynie, że Testament nie znosił związywać włosów, nie chciał tego robić , by być podobnym do wyższych sfer. Nadira ciągle zmuszała go do wiązania włosów. Jednak Hachiko zamilkła.
– Doprawdy? Mam tańczyć wokół Ciebie i wielbić Cię?
Spytała całkiem poważnie, unosząc do góry brwi. Po chwili je zmarszczyła, pokręciła głową, jakby skarciła właśnie została potraktowana jak nieznośne dziecko. Nie zamierzała być sympatyczna dla kogokolwiek. Po prostu taka była. Jedynie dla Testamenta potrafiła być inna. Teraz jednak nie miało to już żadnego znaczenia.
To chyba oczywiste, że był przystojny! Szczególnie z tą blizną na twarzy, która podkreślała jego męskość i odwagę. Wszak blizny zdobią, nie szpecą. Wampirzyca o tym wiedziała, ale nie mówiła o tym mężowi. Czemu? Bo uznała, że by ją wyśmiał! Nie raz tak robił, nie słuchając w ogóle komplementów ze strony żony, a potem to już wiadomo, poddała się i przestała w ogóle je prawić.
Randka? Powstrzymała złośliwe prychnięcie. Testament był przecież za stary na randki! On zejdzie na dół ze względu na jedzenie, darmowe napchanie swojego żołądka, a nie dla nich, dla siebie samego czy też dla żony.
Kiedy Tristan wyszedł, Hachiko podeszła do Testamenta, wspięła się na palce i złożyła krótki, przelotny pocałunek na jego policzku.
– Naprawdę przystojnie wyglądasz.
Po czym odsunęła się od niego i zeszła na dół. O ile wcześniej jej oczywiście od siebie nie odepchnął, co było całkowicie możliwe. Nie pamiętała już zresztą, kiedy ostatnio rozmawiali ze sobą, spędzali czas czy po prostu się całowali. To było naprawdę, naprawdę dawno temu i Rudej tego brakowało.
Hachiko zeszła po schodach, muskając jedynie poręcz. Sunęła po schodach, szeleszcząc delikatnie materiałem sukni. Dotarła wreszcie do jadali, uśmiechając się przyjemnie do Tristiana, po czym zajęła swoje miejsce przy stole. Raczej nie miała co liczyć, że Kanibal odsunie jej krzesło by mogła usiąść, więc sama się sobą zajęła. Położyła ładnie serwetkę na swoich kolanach, żeby nie pobrudzić starannej kreacji. Poprawiła nawet odruchowo kolię, jaką dostała od męża. W prezencie ślubnym.
– Znasz się na kuchni? Co nam zaserwujesz?
Wdała się w kulturalną rozmowę z Tristianem, zaczynając oczywiście od jedzenia. Wszak nawet Testament mógłby dołączyć się do tej rozmowy, bo w końcu na jego ulubiony temat. Uniosła lekko do góry kieliszek, prosząc szlachetnego o napełnienie go winem. Chciała go skosztować. Tym samym przypomniała sobie ich wieczór na tarasie, wspólne picie wina, niespodzianka w postaci kobiety z trumny. I gdzie oni się podziali? Ta dwójka wampirów, która tak się kochała i uwielbiała spędzać ze sobą czas, niezależnie od tego, co robili? I wspólne łowy, zawsze w coś owocowały. A teraz nie było już nic, prócz wspomnień.
- Pamiętasz nasz wieczór na tarasie? Ten, który sam przygotowałeś, jako niespodzianka?
Zagadnęła, spoglądając w żółte tęczówki wampira. Upiła łyk wina, jeśli Tristan wlał ową ciecz do kielksza wampirzycy.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Sro Sie 14, 2013 8:24 pm

Pominieny trochę żeby dojść do głównego wątku.
Ależ wiadomo, że kanibal jest przystojny, tylko gadzina straciła wiarę w siebie. I jeśli uda mu się zachowanie zejść na dobrą drogę, odzyska pewność siebie, zaś będzie tym potworem, którego imię będzie przywoływać gęsią skórkę oraz stacji.
Na komplement małżonki uśmiechnął się przelotnie, nic jednak nie mówiąc Udał się w stronę jadalni, tam gdzie ma na nich czekać... śniadanie/kolacja.
Oczywiście nie odsunął krzesła małżonce. Sam od razu usiadł, czekając na swój posiłek. A później... Później jakoś wymknie się z domu na krótkie łowy, wszak nie usiedzi za długo w domu. Fanatyk samotnych łowów, ot co.
- Serduszka nastoletnich dziewic w krwawym sosie, Hachiko. I wiedz moja miła, że wampirza kuchnia to moja specjalność.
Odpowiedział jej, kiedy pod jej słodki nos podał półmisek z kloszem. Odsłonił go prezentując idealne danie. Trzy serca polane ciepłą, jeszcze parującą krwią. Wino sam porozlewał do ich kieliszków.
- A ja to co?! Mam patrzeć i się cieszyć jak ona się napycha?!
Warknął zirytowany kanibal, patrząc zły na danie Hachiko. Czemu ona dostała serca? Nie powinna! Oczywiście Tristan zareagował od razu.
- Spokojnie kanibalu. Niebawem dostaniesz.
I szybko pognał do kuchni. Kanibal wzdychnął ciężko, uderzając pazurami o blat stolika. Strasznie się niecierpliwił. Wtem odezwała się Ruda. Stwór zerknął na nią nieokreślonym wzrokiem.
- Pamiętam.
Odrzekł chłodno, patrząc z nad ramienia na wyjście z jadalni.
- Te, Tristan! Pospiesz się! Nie zamierzam tutaj paść z głodu!
Krzyknął ostro, marszcząc brwi. Szlachetny słyszał słowa kanibala i mógł stwierdzić, że wcale się nie starał. Najwidoczniej musi porozmawiać z Hachiko o jej mężu... indywidualnie. Kiedy wrócił z jadłem dla wampira... uwaga... postawił mu pojemnik z surowymi flakami. Ot, jak mini koryto.
- Nie mogłem się skoncentrować na gotowaniu. Po posiłku będziecie mogli odpocząć, choć z tobą Hachiko. Chciałbym porozmawiać na osobiści.
Odezwał się z początku srogo, a później nieco się uśmiechnął.. do rudej. Czyżby coś knuł nasz terapeuta? Dowiemy się wkrótce. Co do bestii, jemu liczyła się micha pod nosem, a później opuszczenie stolika. Bez słowa tak postąpił i odszedł po prostu... wyszedł z posiadłości. Tristan i Hachiko zostali sami, na co szlachetny zareagował złapałem wampirzycy za dłoń. Mogła się zdenerwować takim nagannym zachowaniem męża.

zt dla Teśka
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Pon Sie 19, 2013 7:53 pm

Wampirzyca jakoś nie była zadowolona faktem, że wampir najzwyczajniej w świecie nie zareagował, uśmiechnął się jedynie przelotnie, jakby to miała wiele wyjaśnić. Może i stracił pewność siebie, ale najwyraźniej komplementów od żony słuchać nie chciał. Wzruszyła jedynie ramionami, przyzwyczajona już do chamstwa z jego strony. Bo jakże by inaczej, Testament nie da sobie przecież niczego przetłumaczyć. Lepiej nie tykać, bo jeszcze znajdą się w gorszej sytuacji niż są obecnie.
Poradziła sobie sama z krzesłem. Nie spoglądała na niego, zachowywała pewien dystans, była spokojna, chłodna i poniekąd władcza, ale zachowywała się całkowicie dostojnie. Skoro Tristian chciał w niej widzieć damę, to chociaż dla niego się postara. Nie ma co się starać, jeśli chodziło o kanibala, on i tak niczego nie dostrzegał, to wampirzyca chociaż pokaże się od najlepszej strony dla szlachetnego. Może w nim znajdzie ciekawego towarzysza?
Rudowłosa wręcz uwielbiała serduszka! To był jedyny organ człowieka, jaki była w stanie zjeść i strawić, co oczywiście Testamentowi nie bardzo się podobało. Ale cóż mogła na to poradzić? Ona nie wtrącała się do tego, co zjadał, a przynajmniej nie zamierzała tego robić od teraz, skoro wampirowi tak bardzo to przeszkadzało. Niech dalej się obżera i gnije w męczarniach. Samotnie, skoro tego właśnie chciał. Wampirzyca nie miała czasem do niego sił.
– Uwielbiam ludzkie serca. To jedyny organ ludzki, jaki mogę strawić.
Wiadomo, wampiry nie mają takiego układu trawiennego jak ludzie, więc ciężko im trawić stały pokarm. Przyjmują jedynie krew. Wreszcie danie zajechało przed nos wampirzycy. Przyjemny zapach podniecał zmyły. Sięgnęła dłońmi po pierwsze serce, zanurzając weń swoje pazury. Czuła przyjemne ciepło krwi, aż wreszcie pierwsze serce w sosie zniknęło w jej ustach.
– To jest naprawdę pyszne.
Pochwaliła od razu starania szlachetnego, nie słuchając już w ogóle słów i narzekań męża. Jeszcze trochę i sam podpadnie Tristanowi takim zachowanie. Może Hachiko nie była sympatyczna, to jednak potrafiła się jakoś odwzajemnić.
Hachiko powoli pochłaniała całą swoją kolację, popijając ją równie wybornym winem. Dawno nie miała takiej niebiańskiej uczty, szkoda tylko że Testament zachowuje się jak gbur i wieśniak, niezadowolony ze wszystkiego.
Ach, doprawdy, powinna ugryźć się w język, nim zada jakieś kolejne głupie pytanie. Zapewne wampir nie pamiętał, a nawet jeśli pamiętał, najwyraźniej było to dla niego mało istotne, skoro dało się słyszeć w jego głosie chłód i obojętność.
[colo=red] – Wybacz za zachowanie Testamenta. Kolacja była wyborna.[/color]
Posłała mu kolejny uśmiech, po czym wstała od stołu i wzięła wino. Pozostawiła Testamenta samego z jego jedzeniem. Wiedziała, że pewnie i tak gdzieś wybędzie z domu. Na łowy albo do tej swojej kochanki. Jego sprawa.
Wampirzyca zaprowadziła szlachetnego do ogrodu, na tyłach domu. Było tutaj spokojnie i na łonie natury, którą Ruda uwielbiała. Tęskniła za nocnymi łowcami w towarzystwie męża.
– O czym chciałeś porozmawiać? Musi to być ważne, skoro zażyczyłeś sobie u mnie audiencji.
Spytała, nalewając do kieliszków czerwonego wina. Ostatnie zdanie wypowiedziała z nutą dowcipu, choć dało się też wyczuć śmiertelną powagę. Hachiko oparła się plecami o balustradę tarasu, przyglądając się z nieodgadnionym wyrazem twarzy szlachetnemu. Słyszała jak Testament wyraźnie niezadowolony z kolacji opuszcza posiadłość, w dość ponurym nastroju. Dyskretnie wysunęła dłoń z uścisku szlachetnego, nie była przyzwyczajona do dotyku, wszak mąż zaniedbywał pewne sprawy, więc można powiedzieć, że Ruda zrobiła się dzika jeśli chodzi o wszelką bliskość.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Pon Sie 19, 2013 8:42 pm

Nie ma za co przepraszać Hachiko, to nie jej wina. Kanibal jest dorosłym mężczyzną i sam powinien odpowiadać za swoje zachowanie, a nie małżonka. No ale, uśmiechnął się na jej słowa mimo wszystko, nieważne jak wcześniej zachowała się okropnie, co nie ma się dziwić... starała się go jakoś pocieszyć. Mniejsza o to już...
Byli sami. Tristan odetchnął świeżym, nocnym powietrzem, patrząc przed siebie. Podobało mu się tutaj, naprawdę. I w sumie mógłby zamieszkać tutaj z nimi na zawsze, jako wampir dobra rada, wszak Hiro nie zawsze ma czas.
- Dlaczego jesteś z tym wampirem, mimo jego tak absurdalnego zachowania?
Nie, nie dziwi się, po prostu chciała wiedzieć czemu. W dodatku musi poznać jej uczucia, dowiedzieć się o niej więcej. To samo będzie czekać kanibala, jak wróci oczywiście.
- Zależy Ci jeszcze na tym małżeństwie?
Kolejne pytanie z czystej ciekawości. Obserwował swoją rozmówczynię. Może da jej do myślenia, aby zrobiła coś ze swoim życiem? Jeśli nadal zależy jej na związku z tym gburem, powinna wziąć go w swoje dłonie i oswoić bestię, wszak wiele o nim się nasłuchał od Hiro.
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Pon Sie 19, 2013 10:03 pm

Testament kiedyś taki nie był, zmienił się, choć wciąż miała nadzieję, że powróci ten wampir, którego poznała. Ostatnio nie potrafili do siebie dotrzeć, zrozumieć i dowiedzieć się, czego jedno od drugiego oczekuje. Zatem nic dziwnego, że Testament zamiast na łowy poszedł szukać innych szczytów do zdobycia. Nie było to jednak takie przyjemne nawet dla Hachiko, która wcześniej czy później dowie się o wszystkim, co wyczyniał jej mąż. Na razie na szczęście, nie musiała się niczym martwić. W końcu w pełni mu ufała, ale czy powinna? Najwyraźniej Testament był znudzony, szukał czegoś innego, wkradła się do niego monotonia i zamieniłby swoją żonę na okaz o pięćset lat młodszy, z jasnymi kudłami. Choć najwyraźniej Testament nie miał już ochoty na takie zabawy z żoną, która jakby nie patrzeć wprost je uwielbiała.
Och, ależ Hachiko nie starała się nikogo pocieszyć. Podziękowała jedynie za dobrą kolację, zresztą należycie wyraziła się pochlebnie, po czym przeprosiła za karygodne zachowanie męża. Nie przeszkadzało jej takie zachowanie, acz nie mogła mu wybaczyć faktu, że najzwyczajniej w świecie traktował ją jak powietrze. Nawet wówczas, gdy rozpoczynała jakiś temat, szybko go ucinał, jakby nie chciał w ogóle rozmawiać ze swoją małżonką.
Wylądowali zatem na tarasie. Wampirzyca popijała powoli wino. Odgarnęła długie włosy na plecy, kiedy wiatr je stargał i zarzucił na twarz. Wysłuchała pytania wampira, które wyraźnie ją zaskoczyło. Nie dała jednak po sobie niczego poznać. Wyglądała, jakby spodziewała się właśnie takiego pytania. Zaczerpnęła głęboko powietrza, jakby się dusiła i westchnęła, wypuszczając je tak szybko, jak szybko pochwyciła. Przez dłuższy czas milczała, spoglądając we fioletowo-różowe źrenice wampira, popijając wino. Wreszcie odważyła się na odpowiedź, a głos miała pewny siebie i niczym niezachwiany.
– Podziwiam go. Kiedyś był naprawdę silny, podobała mi się jego dominująca natura, którą poskramiałam, co zresztą on sam uwielbiał. Jest jaki jest, nie udaje kogoś innego by się przypodobać wyższym sferom. Jest prawdziwym wampirem, mężczyzną, nie zgrywa jedynie złego. On taki jest. Nie przeszkadzało mi nigdy jego zachowanie, uważałam wręcz, że jest buńczuczny, sprzeciwia się każdemu i robi na co tylko ma ochotę.
Zrobiła przerwę, upiła znów kilka łyków wina i powstrzymała się przed powiedzeniem choć rani mnie jego chłód i obojętność w stosunku do mnie. Nie mogła przecież tego powiedzieć na głos. Była wampirzycą, nie mogła pozwolić sobie na większość słabość, na okazanie uczuć.
Przymknęła oczy na słowa wampira, odstawiając już pusty kieliszek.
– Owszem, zależy. Choć nie wiem dokąd zmierzamy, nie wiem czego on sam chce i czego się boi.
Wzruszyła ramionami, otwierając powieki i spoglądając chłodno na twarz wampira, ukrytą w mroku. Ponownie poprawiła swoje włosy.
– Kiedyś było całkiem inaczej. Dopełnialiśmy się. On potrzebował wpierdolu, a ja potrzebowałam komuś przypierdolić. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się „bawiliśmy”.
Wzruszyła ramionami, zdziwiona swoją otwartością. Choć wątpiła, że szlachetny ją zrozumiał. Mało kto przecież lubił takie sadystyczno-masochistyczne gierki w łóżku.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Wto Sie 20, 2013 8:22 pm

Więc kochała go takim, jakim jest. To miłe, naprawdę. Chociaż rozmyślając nad jej słowami, sama do tego doprowadziła. Tristan zmrużył oczy, zerkając na jej blade, piękne oblicze. Była taka drapieżna, ukrywała naprawdę prawdziwe uczucia.
- On nadal taki jest, Hachiko. Sprzeciwia się nawet Tobie, ale Cię to boli. Wszystko jest w porządku, kiedy podlega Twojemu zdaniu.
Ot taki wniosek. Zgodzi się z nim? Wątpił, naprawdę. Westchnął cicho, patrząc zaś na ciemne niebo. Nie było pochmurno na szczęście, wiec księżyc w pełni był doskonale widoczny.
- A rozmawialiście kiedyś tak szczerze od waszego wampirzego serca?
Co mu odpowie? Skoro nie wiedziała takich spraw, naprawdę musieli unikać rozmów, a to jest bardzo złe i nie służy związku. Czy oni o tym nie wiedzą?
- Hachiko , czy Ty przypadkiem nie jesteś z nim tylko dla tych zabaw?
Co teraz? Tristan zmarszczył brwi. Trochę nie podobało mu się podejście rudej. Traktowała kanibala jak swoją własność i może właśnie dlatego jej tak unika? Niech się zastanowi...
I właśnie kiedy szlachetny miał coś dodać, wyczuł zapach kanibala oraz krwi... To pan posesji wrócił, a raczej przypełznął. Wielkie cielsko gada wiło się na terenie posesji, aż psy musiały się skryć przed tak wielkim pyskiem. Stworzenie wyraźnie było zmęczone i przestawało się ruszać. Wreszcie leżał spokojnie, czekając aż przemiana zacznie się cofać. Choć... ten etap nie nadchodził. Tristan ruszył się z tarasu, udając się szybko na podwórze. Ten widok naprawdę mocno go zszokował. A jak zareaguje Hachiko? Wygoni męża?
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Sro Sie 21, 2013 1:13 pm

Hachiko nie denerwowała się ani nie unosiła w czasie rozmowy z Tristianem. Musiała wyciągnąć z tego jakieś wnioski, jeśli naprawdę zależało wampirzycy na związku, który osiągnął krytyczny moment. Czasami naprawdę nie wiedziała co robić, by było dobrze. Nie zjadła przecież wszystkich rozumów świata, była drapieżnikiem i czasami ciężko przychodziło jej opanować gniew. Nie potrafiła uzewnętrznić swoich uczuć, nie chodziło już tutaj o fakt, że przez to mogła pokazać swą słabość, ale dlatego, że nikt nigdy nie nauczył jej jak okazać komukolwiek uczucia. Prócz nienawiści. Te uczucia można bardzo szybko przyswoić i okazać.
– Nie rozumiesz. On jest chory. Wpada w szał ilekroć wchłonie za dużo ludzkiego mięsa. Zaczęłam go kontrolować, dałam mu zakaz, ograniczyłam. Wiem czym to grozi między nami, ale wolę takie zakończenie niż fakt, że albo umrze albo zatraci się w swoim szale na zawsze. Testament nie może zrozumieć tego, że nie chcę go zmieniać. Obecnie mu się pogorszyło i będzie coraz gorzej, jeśli nikt nie będzie go kontrolował. Wzięłam więc to na swoje barki.
Choć nadal wątpiła, żeby Tristian cokolwiek z tego rozumiał. On widział w niej tylko wampirzycę, która chce wkroczyć w życie wampira i całkowicie je zdominować. Może taka była prawda, póki jego stan się wciąż pogarszał. Musiała go kontrolować i pilnować, żeby się nie przejadał. Wiedziała, że i tak zjada ludzkie zwłoki, to było silniejsze od niego. Ale kiedy są razem, wampirzyca bardzo dokładnie pilnuje jego diety.
– Kiedyś. Nasz związek zaczął się psuć po ślubie.
Może tutaj jest klucz. Nie powinni brać ślubu. Wraz z nim przychodzi znudzenie, znużenie i chęć uwolnienia się. Albo to wina ich dzieci? Nie miała pojęcia, po prostu oboje zaczęli to zaniedbywać, a teraz doszła jeszcze kontrola nad życiem Testamenta, a raczej nad tym co zżera.
Dopiero następne słowa szlachetnego oburzyła wampirzycę. Spojrzała na niego morderczym wzrokiem, a źrenice na kilka długich sekund zalśniły karmazynem. Warknęła coś pod nosem, wyraźnie poirytowana jego słowami. A po chwili wybuchła złowrogim śmiechem.
– Nawet Ty robisz ze mnie bezuczuciową sukę. Nie wiesz, że kobiety do seksu potrzebują uczuć? Nie jestem pierwszą, lepszą kurwą, która się puszcza. Nie jestem z nim dla zabaw. Jestem z nim, bo go kocham. Tak ciężko to zrozumieć?
I nim Tristian cokolwiek odpowiedział, wampirzyca już zniknęła w głębi posiadłości, zostawiając po sobie jedynie pusty kieliszek po winie. Irytował ją fakt, że wszyscy wciąż się dziwili, że Hachiko była w stanie kochać kogoś takiego jak Testament. Był od wszystkich o niebo lepszy i go akceptowała. Nie wiedziała, dlaczego nawet Tristian widział w nim jedynie nieokrzesanego głąba. Kanibal był zagubiony i bezbronny, bronił się przed wszystkimi chłodem, oziębłością i trzymaniem się na dystans. Tylko Hachiko o tym wiedziała, tylko ona rozumiała jego potrzeby. Co taki Tristian mógł o tym wiedzieć?
Hachiko pierwsza wyczuła zapach krwi męża. Wyczuwała także gada, znała już przecież doskonale ten zapach, więc jako pierwsza znalazła się na dziedzińcu, a jej oczom ukazał się trzydziestometrowy gad, w kałuży krwi. Ostrożnie do niego podeszła. Wiedziała, że podczas cofania się mocy całe ciało niemalże płonie z bólu. Przykucnęła obok gada, nie zważając na krew i zaczęła uspokajająco głaskać po nosie i mordzie węża.
– Uspokój się. Będzie dobrze. Kontroluj moc i cofnij ją. Kontrolujesz swoje zwierzę.
Nie wiedziała czy słowa jakie do niego kierowała docierały do wampira, ale może jakaś cząstka jego podświadomości słyszała jej głos. Może był to taki sam proces jak w przypadku ludzi w śpiączce? Słyszą, widzą, ale nie mogą nic zrobić. A wampirzyca nie przestawała głaskać po mordzie wielkiego węża.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Sro Sie 21, 2013 3:13 pm

Tristan z uwagą słuchał co ma do powiedzenia mu Hachiko i dobrze, iż się bardziej otworzyła. Najwidoczniej zależało jej ba godzinie, nie bacząc na nic, naprawdę była otwarta na olbrzyma, co oczywiście spodobało się szlachetnemu. Mężczyzna jeszcze nie raz porozmawia z Rudą, a także jej szalonym mężem.
- No już dobrze, Hachiko. Bez nerwów.
Burknął na nią, odsuwając. I zanim sobie poszła, szlachetny dopowiedział coś szybko.
- No nie obrażaj się, bo wygląda na to, że jednak coś tam ukrywasz.
Warknął za nią, lecz ta juz go opuściła. Szlachetny westchnął, wzruszając ramionami. Nie ma sensu ciągnąć tą prywatną rozmowę. Poza tym, powinna porozmawiać z Kanibalem tak szczerze, wziąć go za łeb i w jakimś ustronnym miejscu oczywiście, żeby oboje mogli się rozluźnić. Taką radę mógłby jej dać, no ale olała sobie.
Później już wiadomo. Wszystko przerwał wielki gad w ogrodzie. Tristan trzymał się z boku, obserwując całą sytuację. Że też Ruda ma odwagę podchodzić. Ten pysk byłby w stanie połknąć ją w całości, no ale skąd mógł wiedzieć o zaciskającej obroży przełyk. Przez nią gad miał ogromne trudności, w dodatku ten prąd. Mogła nawet poczuć go, kiedy dotykała ciała męża.
- Hachiko... Może, może nie powinnaś podchodzić. - Pisnął cicho, podchodząc bliżej. Wąż na jego widok, otworzył szerzej ślepie i poruszył cielskiem, ale nie zaatakował. Może dotyk żony działał tak kojąco? Czy oni naprawdę potrzebowali terapii? Przecież jest dobrze. Ruda okiełznała olbrzyma, a on daje się głaskać jak mały, niewinny kotek.
- Chcecie zostać sami?
Zapytał niepewnie, nie zbliżając się jednak. Za bardzo bał się gada, który ten to wyczuł. Ślepie zalał szkarłat, a wielki łeb podniósł się, kierując na szlachetnego. Strach... ten gad wyczuje go na setki kilometrów.
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Sro Sie 21, 2013 4:39 pm

Najwyraźniej szlachetnie urodzony wampir, który miał zapewne w życiu wszystko, czego tylko chciał, nie potrafił zrozumieć problemów wampirów urodzonych niżej. Jednak nie powiedziała tego na głos. Może i chciał dobrze, ale pewnych rzeczy nie rozumiał. Oczywiście, że zależało jej na gadzinie! Ciekawe jednak kiedy ten fakt dotrze wreszcie do Tristiana i samego Testamenta, byle prędzej niż później, nim dojdzie do czegoś gorszego niż w tej chwili.
– Jeśli chcesz być naszym terapeutą, powinieneś nas zrozumieć.
Tyle miała do powiedzenia na ten temat. I owszem, olała słowa Tristiana za to, jaką ją potraktował. Była na niego zdenerwowana i nie miała ochoty póki co z nim rozmawiać. Skończyłoby się kłótnią i awanturą, więc wolała opuścić taras. Zaraz zresztą okazała się, że była potrzeba u boku męża, co przyjęła z niemałym szczęściem. Wolała już użerać się z wielkim, niebezpiecznym i nieokiełznanym gadem, niż kłócić ze szlachetnym, który nie miał o niczym pojęcia. Oczywiście doceniała fakt, że chciał im pomóc.
Hachiko nie widziała niczego nadzwyczajnego w tym, że podeszła do ponad trzydziestometrowego gada. Było to dla niej czymś naturalnym, żeby podejść do Testamenta i mu pomóc, niezależnie od tego w jakim stanie się znajdował. Nawet gdyby chciał ją ugryźć czy pożreć w całości, wampirzyca się nie cofnie. To chyba o czymś świadczyło, Tristian mógł dostrzec skupienie na twarzy wampirzycy, a także strach. Nie bała się o siebie, raczej martwiła tym, że wampir pozostanie w tej formie już na zawsze. To było bardzo możliwe.
– On mnie teraz najbardziej potrzebuje. Jak mam go tak zostawić!
Warknęła wściekła przez kły. Lepiej niech szlachetny zejdzie jej z oczu, nim mu je wydrapie, wyrwie język i rzuci na pożarcie Testamentowi. Dla niego będą to istne smakołyki, uwielbiał przecież wampirze mięso.
Hachiko przysunęła się, wyczuwając zdenerwowanie węża. Wyczuwał strach swojej ofiary, więc był gotów ją zaatakować. Wciąż nie przestawała go głaskać, nawet przycupnęła przy nim tak, jakby chciała go zasłonić swoim ciałem przed całym światem. Była ostatnią osobą, jaka chciała, by coś złego stało się Testamentowi.
– Cuchniesz strachem. Drażnisz go tym. Odejdź nim Cię zaatakuje. Nie żartuje.
Mówiła całkowicie poważnie. Nie patrzyła w stronę szlachetnego, chciała złapać kontakt wzrokowy z wielkim gadem. Wreszcie położyła swoją małą twarz, w porównaniu do wielkiego cielska gada, na mordzie węża, delikatnie drapiąc go pod pyskiem. Uważała przy tym, by ręką nie dotknąć kwasu, jaki ściekał mu z gęby.
- Nie denerwuj się. Jesteś na swoim terenie. On zaraz pójdzie. Nie czuj się niczym zagrożony.
Wciąż go uspokajała, przemawiając do niech cicho i łagodnie. Dłoń spod pyska przesunęła na szczyt łba, jakby drapała go teraz za uszami. Jego ulubiona pieszczota.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Sro Sie 21, 2013 8:06 pm

Ależ oczywiście, że rozumie, ba... Musi! To w końcu jego praca, no i nie jest idiotą. Ale dostyć o nim. Szlachetny widział co złego dzieje się na podwórzu, bał się ogromnie wielkiego gada, ach czemu Hiro mu o tym nie powiedział. Uzbroiłby się w jakąś lepszą broń. I spokojnie, na pewno byłaby na uśpienia. A tak? Stoi przed prawdziwą bestią. Hachiko naprawdę jest odważna, była przy mężu. Trwała przy nim, głaskała i to działało. Wąż zwrócił na nią uwagę, leżąc spokojnie, dopóki właśnie Tristan nie zaczął się bać. Rudowłosa robiła wszystko aby jego nerwy jeszcze bardziej się nie powiększyły, lecz to naprawdę trudny wyczyn zważywszy na to, iż bestia traciła umysł wampirzy, a nadchodził zwierzęcy, gadzi. Nie zaatakował jej z powodu przywiązania i braku strachu.
Tristan ocknął się na słowa wampirzycy, której powoli skinął głową.
- To ja zostawię was samych, bo tak miałem spotkać się z Hiro. Zatem, do widzenia.
Po tych słowach, czmychnął niczym szara myszka do swojej nory. Faktycznie, lepiej potwora nie drażnić, a skoro Hachiko także chciała by w tej chwili poszedł, skorzysta z tego. Niech sama walczy z bestią. Zostało w końcu sami...
Słowa pełne łagodności podziałały. Wąż na ile było możliwe obserwował ją, nie poruszył ani nie otworzył wielkiej paszczy w celu pożarcia małżonki. Ba, on lekko uniósł łeb, aby miała większy dostęp do jego podgardla. Później zeszło na łeb, co oczywiście także miało idealny wpływ na nerwy. Nawet obroża nie raziła, wąż uspokoił się na tyle, że swoje wielkie cielsko zechciał zwinąć w kłębek. Hachiko mogła zostać przy nim, tylko jedno małe ale... a jak zacznie świtać? Najwyraźniej gad zapominał jak bardzo słońce może być mordercze... lecz co poradzić, był naprawdę śpiący, a głaskania i delikatny ton małżonki działał niemal jak kołysanka. I niestety... przemiana nie chciała się jeszcze cofnąć, nie ta pora.
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Sro Sie 21, 2013 10:02 pm

I właśnie przez swój własny strach na widok olbrzymiego węża, mógł doprowadzić do tragedii. Zachęca wampira do ataku. Zwierzęta zawsze wyczuwają, kiedy ich potencjalna ofiara się boi, szczególnie w przypadku wężów, i zawsze z tego skorzystają by zaatakować i połknąć od razu ofiarę. Hachiko wcale się nie dziwiła, dlaczego Hiro nie wspominał nic o przemianie wampira. Nie była ona normalna. Owszem, zdarzało się że wampiry posiadały moce zmieniania się w jakieś zwierzęta, ale nie posiadały ich zachowania, nie traciły swój rozum i wciąż zachowywały pełną świadomość i kontrolę. Testament miał z tym problem. W takiej postaci nie kontrolował się, był typowym zwierzęciem i reagował instynktownie. Zupełnie, jakby w tej powłoce zapominał, że jest wampirem.
Hachiko nie pozwoliłaby mu wnieść tutaj żadnej broni, a już tym bardziej świecić nią przed oczami wampira! Czy ten szlachetny oszalał?! Wampir od razu by się zdenerwował i rzucił Tristianem przez pół dziedzińca. Na pewno miał dość wszelkich widoków broni i igieł, tutaj potrzeba delikatniejszych środków, a nie kulki w łeb ze środkiem usypiającym.
Nie mogła dopuścić do tego, żeby wąż się zdenerwował, zacznie atakować, przemiana się nie cofnie, a obroża znów zacznie go mocno pieścić i zapewne poparzy jego wnętrzności. Wampirzyca skorzystała z tego, że gad zwrócił na nią swoją uwagę i ułożyła jego wielką głowę na swoich kolanach. Powinien poczuć się bezpieczniej, szczególnie że Tristian się powoli wycofał, a właściwie to uciekł gdzie pieprz rośnie. Wampirzyca wcale by się nie zdziwiła, gdyby ten się posikał w majty, gdyby oczywiście mógł.
Najwyraźniej słowa Hachiko docierały do podświadomości wampira, skoro zwinął się w kłębek i sam nastawił do pieszczot. Nie przerywała ich, choć była wyraźnie zaniepokojona faktem, że moc wciąż się nie cofała, trwała w miejscu.
– Testamencie, nie zasypiaj teraz. Musisz okiełznać swoją moc i wrócić do mnie.
Przemawiała do niego spokojnie, ale w te słowa włożyła więcej emocji, jakby wręcz go ponaglała do przemiany.
– Słońce niedługo wzejdzie.
Przestała go wreszcie głaskać, ale dłonie wciąż trzymała na jego cielsku, jeździła po łuskach, badając ich strukturę w dotyku. Uwielbiała go pod tą powłoką, normalnie czysty orgazm!
– Wróć, Testamencie.
Musiała go jakoś nakłonić do tego, by wrócił do swojej wampirze postaci. Nie da rady przecież pociągnąć iluś tam tonowego gada do domu, żeby uchronić go przed słońcem. Nie miała także w tej posiadłości żadnych środków uspakajających czy usypiających, by mu podać. Gdyby zasnął, moc by się cofnęła, a tak musiała do niego przemawiać, mając nadzieję, że wreszcie do niego dotrze.
- Umiesz to zrobić. Pomyśl, że chcesz już wrócić do swojego ciała!
Wciąż go zachęcała. W dodatku dostrzegła paskudną ranę pod jego łuskami, jakby ktoś weń wbił sztylet. Kiedy już wróci do wampirzego ciała, będzie miał sporą dziurę w ramieniu...

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1872


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Czw Sie 22, 2013 11:07 am

Dokładnie. Kanibal stawał się zwierzęciem, a nie wampirem. Na szczęście Hachiko miała już wprawę w okiełznaniu potwora, więc wielkiego jeszcze nic jej nie groziło, gorzej jednak gdy wampir wpadnie w szał. Wtedy wszytko staje się dla niego potencjalną ofiarą, zresztą ona doskonale o tym wiedziała i każde zbliżenie równało się poważnym ryzykiem.
Kiedy zostali sami, gad się o nieco rozluźnił. Podatny na wszelkie pieszczoty od małżonki, nie miał najmniejszej ochoty na odmianę, a przede wszystkim na ruszenia się z tego miejsca. Słowa nie dochodziły do niego żadne. Za bardzo zatracił się w przemianie, która to pochłaniała jego energię ogromnie. Przez tydzień nie wstanie, jak dojdzie do powrotu do normalności. I właśnie jakby o tym zapomniał. Może szkoda iż nie miała w posiadaniu żadnych środków odurzających, bestia z całą pewnością mogłaby się odmienić. A tak? Trzeba dojść przez tą gadzią powłokę do rozumu wampira. I reakcja nastąpiła, kiedy to Hachiko przestała głaskać. Wąż otworzył ślepie, kierując wzrok w postać wampirzycy. Żółte ślepie nie wyrażało kompletnie niczego, a przynajmniej tak mogło się wydawać.
Świta, ta? Gad zaś się poruszył, lecz nie odchodził. Jego uwagę przykuły psy, jakiś nie mogły przestać szczekać na poważne zagrożenie, oczywiście z kojca wyjść nie mogły. Wąż najwyraźniej nabrał na nie ochotę, lecz jako wampir, nigdy nie zechciałby je skrzywdzić. Nie panował nad uczuciami, ot co Kierował się głównie instynktem. Ogromny język wysunął się z pyska, następnie ruszył w stronę kojca. Owszem Ruda, wąż na paskudną ranę pod łuską zadaną nie sztyletem, a skalpelem. Hiro używa skalpeli, nie noży. Ot co.
Uniósł łeb nad siatkę, po czym z wielką siłą zahaczył o nią szczękami. Uścisk tak potężnych szczęk zaczął miażdżyć siatkę, a psy znajdujące się poza nią, głupiały z przerażenia. Wąż je pożre, jak do nich dopadnie. A później co? Załamanie? Kto wie... Już jednego swojego psa zabił... z głodu.
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 937


PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   Czw Sie 22, 2013 5:00 pm

Skoro Testament stał się zwierzęciem to znaczy, że do jego umysłu niż już nie docierało. Przestał się kontrolować, w każdej chwili mógł zaatakować Hachiko. Ona jednak wiedziała, że nie powinna okazywać względem niego żadnego strachu. Niezależnie od tego czy wampir wpadnie w szał czy też nie, nie mogła go od tak zostawić. Słońce niedługo wzejdzie, a w tym ciele wciąż był przecież narażony na działanie promieni słonecznych.
Wampirzyca musiała go jakoś zmusić do przemiany. Wiedziała, że gadowi było bardzo dobrze, kiedy ta go głaskała, wręcz się rozleniwił i omal nie zasnął, temu musiała zaprzestać pieszczot. Wampir jednak wyraźnie się oburzył, wstał z kolan swej małżonki i ruszył na poszukiwania jedzenia Byłoby w porządku, gdyby łyknął sobie jakieś szczury czy myszy, buszujące w ogrodzie, ale nie sądziła, że rzuci się na psy, które tak uwielbiał. Może Hachiko nie znosiła tych zwierząt, to jednak także przywiązała się do tych istot. Choć to nic, najbardziej martwiła się faktem, że kiedy Testament już je zje, a potem wróci do swojego wampirzego, dwumetrowego, niewielkiego w porównaniu z tym ciałem, na pewno będzie żałował swego postępku i pluł sobie w twarz.
Ruda westchnęła, nie pozostawało jej chyba nic innego jak odwrócić uwagę wampira od zwierząt. Znała tylko jeden sposób. Musiała go wręcz zmusić, zachęcić, zaczarować, jakby trzymała w dłoni czarodziejską różyczkę i pokierować nim do domu. Owszem, moc odpadała, w tym ciele, o takie sile, wampir z pewnością by się nie poruszył pod dyktando wampirzycy. Nitki na pewno nie udźwignęłyby kilkutonowego bydlęcia.
Wstała z błota krwi i ruszyła w stronę domu, nim zdąży zaatakować chociaż jednego psa. Słyszała jak kłami zniszczył już siatkę odgradzającą psy, przystanęła więc.
– Hej, Gadzie! Chcesz krwi?! To chodź!
Krzyknęła w jego stronę tak głośno, by słowa dotarły do jego zwierzęcego albo wampirzego umysłu. I nie czekając na nic pazurem przecięła sobie skórę, od nadgarstka w górę, aż do łokcia. Krew szybko wypłynęła z rany, ściekając po palcach, aż czerwone krople zabarwiły ganek. Jeśli Ga ruszył w jej stronę, wyczuwając pachnącą i jakże słodką krew żony, wycofała się w głąb domu. To był jedyny sposób, by zmusić go do wejścia do środka, a także do ponownej przemiany w wampira.
- No, leniuszku! Zmień się z powrotem w wampira, to dostaniesz moją krew!
Dobra, wiadomo, że gdyby rzucił się z nią w tej chwili z kłami, to zjadłby ją całą bez gryzienia. Ale to miała być dla niego zachęta!

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Prywatna posesja.   

Powrót do góry Go down
 
Prywatna posesja.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Prywatna posesja.
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA-
Skocz do: