IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ruiny zamku [piwnice]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Naven Windwalker
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t935-naven-windwalker#9120 http://vampireknight.forumpl.net/t937-naven http://vampireknight.forumpl.net/t3255-naven-windwalker#70061
Zarejestrował/a : 21/02/2013
Liczba postów : 332


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Czw Kwi 13, 2017 1:21 am

Świetnie, połączy się z runą w końcu! ale co z tego? Runa sama z siebie zaczęła przygasać, może był jej koniec? nie nie, Nav już wiedział o co chodzi, już kiedyś przechodził to piekło kiedy odwampirzał swoją koleżankę jeszcze z czasów tajnych misji z Afganu.
Runa wręcz parzyła, do takiego stopnia, że czuł jak materiał rękawiczki wtapiał się mu w skórę, nie był to pierwszy raz, przyzwyczajony do trudów związanych z zawodnym sprzętem czy też oporządzeniem, znosił ból w cierpieniach. Wiedział jedno, jeśli to jest runa życia musiał z nią nawiązać mentalny kontakt, runa potrzebowała świadka życia, a kto nie jest lepszym świadkiem jak Pan życia i śmierci? Najlepszy strzelec wyborowy jakiego nosiła matka ziemia? Naven nadawał się do tej roli najlepiej, znał gorzki smak utraty życia jak i jego uratowania. Połączenie z runą zaćmiewało jego umysł, widział obrazy śmierci swoich kolegów z drużyny, jednakże Nav nauczony już tą praktyką kontrował ją, uratowaniem życia steki osób, kiedy to pociągał za spust mając na celowniku jednego z wataszków grup terrorystycznych.
Corn był wymęczony, poparzony, obrażenia jakich dostał były wręcz katastrofalne jednak nie miał zamiaru unicestwiać jego woli walki i ducha.
-Dam radę, utrzymam tą runę.-odrzekł na jego słowa.
Słowa o Esmeraldzie wzbudziły w Navie instynkt taktyka, rozejrzał się po wszystkich osobach stojących w kręgu, wiedział dokładnie, że przekroczenie kręgu przez kogokolwiek równa się śmiercią rudowłosej. Słowa które padły z ust Corna nie mógł zignorować, aż tak mu zależało na niej?
-Nie próbuj ratować jej teraz, zaufaj mi.-wpatrywał się w nieprzytomną Esme mówiąc donośnym głosem--Klnę się na honor oficera Wojska Polskiego, że jeśli mi zaufasz i będziesz robił to co każę, nic jej się nie stanie.- odwrócił się do niego i uśmiechnął się cieple.
Jego twarz wróciła w stronę runy, zaczął rozmyślać nad zaufaniem, wiele osób mu zaufało i wiele przez to straciło życie, każda porażka uczyła go czegoś nowego, aż doszedł do takiego stopnia, że drużyna którą dowodził zawsze wychodziła cało z powierzonych misji. Nav jak nikt inny, doceniał życie, wiedział, że odebrać komuś je to jest chwila i nic więcej, pociągnąć za spust i koniec. Z czasem nauczył się je szanować, zawsze się cieszył, że jego kolega wyśle list do rodziny o tym jak wyszedł cało z  sytuacji jak która była beznadziejna, a dzięki komu? dzięki niemu Windwalkerowi, nie szkolił się aby odbierać życie on szkolił się aby je ratować przed niebezpieczeństwem.
Miał nadzieję, że Corn go wysłucha jednak chcąc nie chcąc musiał zatroszczyć  się o Esme.  Bez niej rytuał mógł szlag trafić a Sam byłby mógł osiągnąć siłę jakiej nie by sobie wymarzyć. Z racji, że Nav to bystry chłop i znał podstawy pierwszej pomocy wpadł na pomysł. W końcu Esme zemdlała z gorąca tak? walczymy z demonem który jest w ciele Sama tak? to ochłodźmy jej ciało wodą święconą!
-Łowcy! to już czas!-krzyczał z całych sił.-Kto ma wodę święconą lub konsekrowany płyn niech poleje nią Esmeraldę!-spoważniał-To ocali jej życie, TO JEST ROZKAZ!
Dziwnie to brzmiało? A jak! ale o to chodziło, kapłanka rytuału  była w takim stanie że każda kropla wody mogła by ją ocalić, co jest najlepsze na gorączkę? Woda! miał nadzieję, że jego autorytet wpłynie na łowców w końcu jest kapitanem, co nie?. Woda i krew daje życie, do tego wiedząc, że oddaje swoją krew zwrócił się do szefa prośbą.
-Vlad! pobłogosław mnie TERAZ, proszę!-wykrzyczał resztkiem sił.
Czemu o to prosił? Krew jest płynem, może pobłogosławienie jego ciała a zarazem każdej komórki jaka się w nim znajduje da dodatkowy efekt do utrzymania runy, w końcu kiedy to Jezusa ukrzyżowano i przebito go włócznią wypłynęła z niego krew i woda, co symbolizowało jego odrodzenie i życie. Skąd to wiedział? jest cholernie inteligentny oraz oczytany.
Walczył z negatywnymi myślami oraz pozytywnymi, miał przed sobą śmierć bliskich kolegów ale też obrazy ocalenia życia innych ludzi. Jedno było dobre w tym wszystkich, jego myśli od razu jeśli pokazywały się obrazy negatywne, zamieniały się na obrazy optymistyczne. W skrócie na każdą śmierć kolegi widział dziesięć ocalonych ludzkich istnień.
Powrót do góry Go down
Chizuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 872


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Czw Kwi 13, 2017 11:20 am

Dawanie Chizu jasnych i prostych zadań było dobrym posunięciem. Nie miotała się po pomieszczeniu w usilnych próbach ratowania wszystkich na raz, a przede wszystkim w jej myślach nie dominowało już owładniające poczucie winy, że zostawiła Esme samą na śmierć. Gdyby została z łowczynią w środku nie mogłaby pomóc Serafielowi z uspokojeniem runy, Adam mógłby wykrwawić się na śmierć, a organizm Leona zostałby zatruty.
Pomogła wstać Adamowi i kiedy już miała podejść do odrzuconego gdzieś w bok Leona, nagle z runą agresji zaczęło dziać się coś złego. Oczywiście pierwsza myśl Chizuru - podłączyć się pod runę. Dobrze, że Grig szybko zareagował, bo naprawdę gotowa była to zrobić. Nie zostawiłaby przecież Adama samego, nie teraz, kiedy groził im wybuch drugiej runy, gorszej niż poprzednia. Dowódca uratował sytuację, przynajmniej miejmy taką nadzieję, a mała Namikaze z torbą medyczną szybko przemieściła się w stronę Leona.
- O cholera- wyrwało jej się, kiedy spojrzała na pokryte ranami ciało Leona. Jak niby, cholera jasna, miała sobie sama z tym poradzić? Przecież rany były wszędzie! No wystraszyła się trochę, nie powiem, że nie, ale zaraz pomyślała, że jeśli chociaż nie spróbuje mu pomóc facet jak nic zaraz im tutaj umrze, więc czym prędzej zabrała się do roboty.
- Myślę, że już na dzisiaj skończyłeś. Musisz się położyć albo chociaż usiądź i oprzyj się o ścianę, żebym mogła wyjąć te gówniane kolce i... Jezu. Tylko mi nie mów, że to trucizna - jęknęła orientując się, do czego te małe cholerstwa służą. Musiała się zająć każdym zranieniem, więc kiedy Leon zajął dogodną pozycję, po kolei najpierw odkażała je wodą a potem ostrożnie, w skupieniu wyjmowała z ran kolce. Każdą po kolei, czystymi cążkami łapiąc za wystające ze skóry odłamki, nie wyrywając ich ze skóry, by nie pogłębić rany i dodatkowo nie uszkodzić tkanek. Każdy wyjęty kolec odkładała na bok, jak najdalej od kręgu i energii najprawdopodobniej bojąc się, by kolce nie połączyły się nagle z demonem czy coś (za dużo filmów Sci-fi) Robiła wszystko dokładnie tak, jak uczyła ją Esmeralda. Szkoda, że nie zdążyła jej pokazać co robić z truciznami, bo Chizu zrobiła pierwszą rzecz jaka przyszła jej do głowy. Mianowicie zaczęła wysysać truciznę z ran, by po chwili jak najszybciej pozbyć się jej ze swoich ust. Było to jak najbardziej żenujące i gdyby nie myślała w tej chwili o jak najbardziej skutecznym uratowaniu Leonowi życia, jej twarz przypominałaby teraz dojrzałego pomidora.
- Jak? Nie możemy się dostać do środka - odparła gniewnie w stronę Leyasu, nie przerywając swojej pracy. To nie tak, że była na niego zła. Po prostu po raz kolejny zostało jej przypomniane, że właśnie dla takich chwil nie powinna była opuszczać środka kręgu.
- Trzeba go stąd zabrać. Jego rany muszą zostać zaszyte w sterylnych warunkach. Dodatkowo te ciernie wstrzykują jakąś truciznę - zwróciła się bezpośrednio do dowódcy. Co prawda zaszywała je teraz oczyszczonymi uprzednio narzędziami, ale jednak, byli w tak brudnym miejscu, że świeżo zaszyta rana nadal mogła zostać skażona. Doskonale zdawała sobie sprawę, że kiedy już wrócą do Oświaty, szwy trzeba będzie zaszyć od nowa, w zupełnie innych, czystych warunkach. A chyba najlepiej zrobić to jak najszybciej, prawda? No i jeszcze dochodziła ta nieszczęsna trucizna. Nawet jeśli wydobywała ją z każdej rany, organizm Leona prawdopodobnie nadal będzie potrzebował odtrutki, a tutaj nie było czego mu podać. Już pomijając fakt, że nie wiedziała co to w ogóle jest za trucizna.
Wtedy odezwał się Naven i chociaż Chizuru bardzo chciała pomóc Esmeraldzie, nie mogła przecież zostawić wykrwawiającego się i zatrutego Leona na śmierć. Ran na jego ciele było na tyle dużo, że w tak krótkim czasie nawet Esme nie dałaby rady się wyrobić. Zwłaszcza, że przy zranieniach jakie miał Leon, trzeba było się maksymalnie skupić i nie działać w pośpiechu. A czasu właściwie nie mieli. Po zszyciu kolejnje z ran rzuciła się w stronę torby medycznej w poszukiwaniu wody święconej. Nie była pewna, czy ją w ogóle znajdzie.
- Nie, nie, nie, nie... JEST! Mam wodę święconą! - zawołała, wyciągając z torby odpowiednią buteleczkę. Nie za dużą, ale przynajmniej miała nadzieję, że ktoś jeszcze ową świętą wodę posiada. Mieli do czynienia z wampirami i z magią. Każdemu z nich groziło zarażenie demoniczną magią, czy jakkolwiek inaczej to się nazywa, dlatego też butelka z wodą święconą znalazła się w torbie medycznej. Nie mogła odejść od Leona, nie kiedy jeszcze nie skończyła swojej pracy, dlatego jeśli któryś z łowców (bez posta) się zgłosi, rzuci mu butelkę na tyle celnie, by trafić prosto do jego dłoni.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel http://vampireknight.forumpl.net/t1956-biedne-mieszkanie-w-srednioladnym-blokowisku
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 214


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Czw Kwi 13, 2017 1:39 pm

Jest postęp. Nie stracił przytomności, a dość paskudny zapas soli trzeźwiących sprawił, że nadal kontaktował. Senność znów zwiała, a on mógł rozkoszować się faktem, że runa nie sprawiała problemów i zarazem tylko oczekiwać końca rytuału... A co właściwie się więcej działo?
Cóż, wystarczająco wiele by uznać, że do idealnego stanu jest cholernie daleko.
Nie mógł pomóc zaatakowanej dziewczynie - chociażby przez fakt, że nikt nie zająłby jego miejsca przy runie. Dlatego też ponowił cichą modlitwę, mającą na celu oczyszczenie i osłabienie tego stwora. Coś to da? Nie? Nie wiadomo, ale skoro wcześniej tak niemiło reagowało na modlitwę, to może i teraz coś da?
Inną kwestią jest to, że po krótkim rozejrzeniu się, widział, że część run nie miała się za dobrze. No i nie bardzo wiedział, czy mógł coś zrobić z tym. Cóż. Nie mogę się ruszyć stąd i marnować w ten sposób pozostałą energię. Myśl, Shin. Myśl. Jest coś, co właściwie dałoby się zrobić?
Zacisnął mimowolnie palce na fiolce, którą pozostawiła mu Chizuru. Zamrugał oczami, czując, że przychodzi mu na myśl dość nietypowy pomysł. Za który zapewne wszyscy to opieprzą. Albo po prostu się nie uda. Albo wszyscy zginą. Albo... Nie wiedział w sumie...
Może to nie jest woda święcona, którą potrzebują - pomyślał, międzyczasie wysłuchując słów pozostałych... A raczej krzyków. Serio. Cięzko to zignorować. - Ale jeśli mi pomogło, to może i jej również? - skrzywił się mimowolnie, dalej wsłuchując się w  to, co się działo przy innej runie. Jakoś nie pomagało mu to. Pokręcił nieco głową, starając się jakoś ogarnąć. Nie mam dużo siły, ale te kilka metrów powinienem rzucić... Gorzej będzie z tym, czy właściwie coś to da. I czy trafię dobrze.
Wziął głębszy wdech.
Panie, dopomóż mi w tym. I proszę, by to zadziałało - zmrużył nieco oczy i... Tak. Zdecydował się rzucić w stronę Esmeraldy otwarty flakonik z solami trzeźwiącymi. Pomysł roku, ale tak to jest, jak nic więcej sensownego nie przychodziło na myśl. Nawet będąc zmęczonym powinien dać radę dorzucić, prawda? Raczej tak. W końcu aż tak słaby nie jest. Więc.. Rzucił, celując w miejsce, tak, by wylądował przed twarzą rudowłosej kobiety (nie doczytałem nigdzie, jak dokładnie leży Esme, więc zakładam, że coś takiego jest możliwe z jego pozycji). Zmrużył nieco ślepia. Proszę. Niech to zadziała. Niech się ona obudzi. Może była nieprzytomna, ale chyba jeszcze oddychała, prawda? Więc... Więc może zadziała. Tego okropnego zapachu nie dawało się zignorować... Raczej.
Powrót do góry Go down
Eric
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3203-eric-thorne#68166 http://vampireknight.forumpl.net/t3212-eric-thorne http://vampireknight.forumpl.net/t3252-eric#69839 http://vampireknight.forumpl.net/t3213-eric#68451 http://vampireknight.forumpl.net/t3214-mieszkanie-erica#68475
Zarejestrował/a : 09/03/2017
Liczba postów : 101


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Czw Kwi 13, 2017 3:48 pm

Przybyli nowi łowcy, już nie dwóch a trzech. Chyba cała Oświata się zleciała by ratować czerwonowłosą. Eric szczerze mówiąc zaczął zastanawiać się nad sensem operacji. Fakt, sprawienie by Samuru za swoje wszystkie zbrodnie stał się śmiertelnikiem było okrutne... ale wymiana życie za życie? Jako że runa przestała go już tak męczyć fizycznie, zmarszczył brwi obserwując nieruchome ciało Esmeraldy. Życie uzdolnionego medyka, łowczyni za wampira. Nie, to się nie kalkulowało w żadnym stopniu. Wszyscy wokół coś robili, starali się pomóc, przeżywali na swój sposób. Cierpieli bądź modlili się by zacząć cierpieć (dajmy na ten przykład runę Życia która gasła tak jak i jego runa). Zerknął ponad ramieniem na przyjaciela który walnął w ścianę i chyba duch i jego chciał opuścić. Chyba dlatego Eric nigdy nie polubi magii i innych okultystycznych rzeczy. Nóż w wampirze serce i po sprawie. Zawsze też można zakuć go w łańcuchy i zamknąć w grobowcu by cierpiał głód. Westchnął ciężko kierując teraz wzrok na swoją rozciętą starczą rękę. Tylko on tu stał, więc nawet nie mógł podejść do Leona i go stąd wynieść czy zadzwonić po rąbniętego Indianina. Z resztą jeszcze by go zabili gdyby się zbliżył do miejsca rytuału. Zacisnął rozciętą pieść i... usiadł po turecku w środku swojej runy. Przymknął oczy i zaczął mamrotać pod nosem. Nic mógł nikomu pomóc, jego runa również nie chciała już ciągnąć od niego siły więc postanowił się modlić.
Esmeralda miała rację... już raczej nigdy nie spojrzy na nią w ten sam sposób. Nie chodziło o samą magię czy wygląd (te wszystkie żyły i tym podobne), ale wybór jakiego dokonała. Odwampirzenia na pewno nie będą czymś co będzie popierał w przyszłości i na pewno też da o tym znać Oświacie amerykańskiej. Stary człowiek siedział i modlił się by Bóg wybaczył im co też tu się odegrało. Zabawa w Boga.
Jeśli łowcom, w co wierzył oczywiście, uda się rozpalić Runę Życia, a także okiełznać Runę Agresji i jego Siła znów będzie potrzebna. Na pewno nie będzie jej powstrzymywał. Odda ją by dokończyć rytuał.

_________________
Eric mówi tylko po angielsku.
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1269


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Czw Kwi 13, 2017 8:42 pm

Największy koszmar w życiu szlachetnego wampira. Przemiana w człowieka mająca nie tyle co zmienić życie, ale także i je upodlić. Samuru przechodził przemianę w śmiertelną istotę, co było całkowicie czymś nowym oraz niechcianym. Bo jaki wampir od urodzenia chce stać się tym czym się żywi?
Kolejny rozdzierający wrzask wampira, szarpiącego się całą siłą w pnączach byleby się wyrwać i uciec. Mimo odczucia konającego ciała obok, mimo tej krwi, wciąż cierpiał. Cząstka triumfu pojawiła się wraz z nadchodzącą śmiercią Płomiennowłosej. Śmiech. Złość. Cierpienie. Jednak co było gorsze? Ten cholerny ból w płucach. Złapał gwałtownie pierwszy oddech, czując przy tym potworny ból. Płuca były jakby rozrywane, a towarzyszące temu uczucie nie było mu nigdy dotąd znane. Gdy przestawał dusił się, gdy zaczynał oddychać wył z bólu. I bicie serca. Ludzkie, szybkie uderzenia w klatce piersiowej pompujące powoli przemienianą krew. Cóż, wyjątkowa sytuacja: Esmeralda umierała, Kuroiashita odżywał jako człowiek. Tylko czemu krew mąciła nadal pozostałe, jeszcze bytujące zmysły wampira? Wciąż był wampirem, co prawda już związanym, atoli ma prawo powalczyć. Wampirze, silne Ja wydzierało się wewnątrz Samuru nie chcąc opuszczać swojego naturalnego, wiecznego legowiska. Jakby trzymał się wnętrzności wampira, nie chcąc go opuścić, a to wciąż z winy krwi łowczyni. Zbyt mocno zawładnęła pragnieniami wampira, że ten zaczynał walczyć ostatkiem sił. Wyrywał się przy tym, napinał mięśnie. Byleby uciec, uciec jak najdalej i wyjść z koszmaru by przy okazji dobić też tą rudą sukę.
Ostatki nienawiści, wola przetrwania. Czy to coś cokolwiek da?
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pią Kwi 14, 2017 6:15 am

Uwaga, z racji na ciąg przyczynowo-skutkowy polecam przeczytanie wszystkiego. Każdy bowiem jest świadkiem rozgrywających się zdarzeń (pomijając oczywiście nieprzytomnych)

Vlad – pogarszające się warunki i ciągłe problemy prowadziły łowców na bardzo złą drogę. Wątpili w powodzenie? Bali się? A może wszystko po trochu. Każda najmniejsza emocja wnikała do świata żywych i wraz z krwią migrowała do wnętrza kręgu. Ciemne nici nigdy nie zwiastowały nic dobrego. Do niepokojących oznak mogłeś spokojnie dopisać błękit, oraz coś co podobnie jak chorobę było dane doświadczać Wam po raz pierwszy – gęstnienie, które szybko kończyło się trudnym do zatrzymania wybuchem. Widziałeś w jakim stanie jest runa Adama. Byłeś świadomy całej sytuacji jaka miała miejsce w przeklętych ruinach. I ten demon – istota z wymiaru krwi, do którego tak bardzo pragnąłeś wrócić. Do rytuału włączyło się pół Oświaty,  ale to sytuacja bezpośredniego zagrożenia zmusiła Cię do podjęcia radykalnych kroków. Wezwanie nie jednego, a aż trzech pełnoprawnych łowców. Zastąpienie zmęczenia nową witalnością? Czemu nie. Kiedy tylko mogłeś odłączyłeś się od runy związania i w przyśpieszonym trybie znalazłeś się tuż obok brata. Nie wyglądało to dobrze, ale mimo to próbowałeś ratować sytuację. Krew. Więcej krwi i witalności. Uda się, czy nie uda… Poza kontrolą zdecydowałeś się na kontakt z demonem, który doskonale bawił się na ciałach łowców, skacząc po kolei z jednego do drugiego.
Demonie! To ostatnie Naczynie. Jeśli ona umrze już nigdy wrota do Twojego wymiaru się nie otworzą. Ten rytuał musi się powieść.
Bestia odwróciła głowę i zmierzyła Cię przeszywającym i nieco obłąkanym spojrzeniem. Rozumiał. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego co właśnie powiedziałeś. Nastąpiła chwila konsternacji, a po kolejnych słowach dowódcy, demon przekrzywił nieznacznie głowę.
- Kłamiesz! - wysyczał, ale puścił Leona. W tym momencie nie interesował go ten pół-klecha, poza tym i tak stracił zabawę, kiedy pojawiła się przy nim ciemnowłosa medyczka.
- Świnie, ludzkie ścierwa, oszuści… - warczał, zmniejszając swój dystans. Nie chciał atakować, a jedynie zastraszyć. Pokazać, że nie straszne mu są groźby i on DEMON krwi jest w stanie to udowodnić. Wystarczyło jednak dłuższe wejrzenie w Twoje oczy i kilka szybkich spojrzeń w stronę wnętrza kręgu by pojąć, że wszystko co mówisz jest prawdą. Jaką by nie było, ale jednak.
- To byłeś ty… To Ciebie tak chroniło naczynie. Ty wtargnąłeś do mojego świata… - oczy zaświeciły się jak dwie plamy szkarłatnej krwi. Do bestii coś właśnie dotarło, dlatego nie śmiał wykonać kolejnego kroku do przodu.
- Nie mogę pomóc choćbym chciał. Krąg jest nieprzerwany. Działa. Krąg jest życiem. Krąg jest śmiercią. Lustrzane odbicie. Zależy kto patrzy. Nie pomogę. Nie mogę. Nie chcę. Umiera. Nic nie zrobię. Nic. - gubił słowa, charczał nimi i warczał. Z wielkiego stwora atakującego najsłabszych stał się samotnym obserwatorem. Dzieckiem, które właśnie otrzymało stosowną reprymendę. Stał tak więc w oddaleniu i obserwował jakby z obawy, że spełnił swoje groźby. A tego przecież byśmy nie chcieli.

Nagle nastąpiło coś, czego zapowiedź już wcześniej toczyła się na oczach zainteresowanych. Gęstniejąca energia wyziewała opary i w ułamku kolejnych cennych sekund doszło do wybuchu runy agresji. Nie bez przyczyny znak runiczny miał taką nazwę. Szalona, nieokiełznana, trudna w obyciu… i rosnąca w siłę wraz ze zwiększającym się wzburzeniem wampira.

Vlad – sekundy… zobaczyłeś rozbłysk, a Twoje ciało zostało odrzucone na kilka metrów do tyłu. Poczułeś pod plecami zimną kamienną podłogę. Czy coś się stało? Byłeś nieco zdezorientowany, a utrzymujący się szok sparaliżował Cię na dłuższą chwilę. Raczej nie masz większych obrażeń i złamań. Raczej. Jeśli spróbujesz wstać wciąż będziesz odczuwał zawroty głowy i z pewnością nie pobiegniesz sprintem. Przynajmniej do momentu aż znów oprzytomniejesz.


Adam – w chwilach zagrożenia nie ma chyba nic przyjemniejszego nad wprawne dłonie medyczki. Kto wie co rzeczywiście by się z Tobą wydarzyło gdyby nie pomoc – ten drobny akcent w postaci opatrzenia. Każda następna minuta przy runie dawała Ci się we znaki. Trudno było znieść coraz gorsze warunki i tą podniesioną temperaturę jaka generowała runa. Nie był to żar jak w przypadku runy życia, ale i tak nie należało to do najprzyjemniejszych widoków i odczuć. Chizuru wycofała się do kolejnych zwycięzców. Nieszczęśników życia, potrzebujących pomocy równie mocno jak i ty. Nie zostałeś jednak sam. A gdzieżby tam. Zaniepokojony wyglądem runy tuż obok Ciebie szybko wyrosła sylwetka Vlada. Kiedy większość run gasła, Twój znak okazywał wzmożone szaleństwo i nie wahał się stawiać opory. Czy miało to coś wspólnego z rzucającym się wampirem wewnątrz kręgu? Vlad gadał sobie z demonem, a ty obserwowałeś jak szybko zagęszcza się atmosfera tuż przed Twoimi oczami. Uciekać? Zostawić posterunek i wiać? Chyba ta opcja wiązała się z najmniejszym zagrożeniem śmiercią. Coś jednak sprawiło, że zostałeś i chociaż gdzieś tam w głębi nadal tliła się nadzieja, stała się rzecz jaką podejrzewano. Runa wybuchła.

Adam – znak runiczny nie wytrzymał napięcia, albo po prostu przeceniliście umiejętności wampira. Widziałeś czerwony rozbłysk, a gorące powietrze oblało Twoją sylwetkę siłą monsunu. Nic fajnego. Leciałeś, leciałeś i doleciałeś. Gruchnąłeś pod ścianą niedaleko swojego brata. Wyraźnie czułeś zmęczenie i choć na szczęście nie połamałeś sobie kręgosłupa, miałeś wrażenie, że nie wstaniesz z tej zimnej posadzki. Byłeś cholernie wyprany z energii i krwi, a każda kolejna szarża mogła być zagrożeniem dla Twojego życia. Co więcej… czujesz się senny, dlatego może nastała chwila by olać wszystko i w końcu choć raz zostać śpiącą królewną?

Wybuch runy podobnie jak postać demona są/były widoczne dla wszystkich.

Co się dzieje z demonem? Uśmiechnął się widząc nagły wybuch, lecz nie zareagował. Osunął się w cień przylegając do jednej ze ścian i po prostu obserwował.


Leon – demon był trudnym kompanem do rozmów. Jak już gadał to tak, że trudno było to dziadostwo zrozumieć. Charczał, warczał, syczał. Momentami mówił też jak potłuczony. Pieprzony filozof, dla którego główną domeną jest prawienie morałów zagadkami. Bo w końcu ktoś oprócz Ciebie starał się z nim nawiązać jakiś kontakt. Pogadać, może się zaprzyjaźnić. Bo wiesz, na piwo RACZEJ razem nie pójdziecie. Póki co mogłeś sobie leżeć pod tą ścianą i czekać na szybki koniec. Trudno się było ruszyć, kiedy oplątała Cię cienista bestia i jeszcze przy okazji wpakowała w ciało mnóstwo ciemnych kolców. Jeżozwierz to to nie był, ale pewnych umiejętności nie powstydziłby się żaden szanujący przedstawiciel tej rasy. Pomimo naprawdę kiepskiej sytuacji, ani na chwilę nie opuścił Cię Twój osławiony już humor. Demon odpuścił, znalazł sobie inną ofiarę... Twoje wewnętrzne modlitwy zostały wysłuchane, bo tak oto obok pojawiła się dziewoja z torbą zawierającą magiczne skarby. Dokładniej rzecz ujmując – medykamenty. Dziewczyna była naprawdę młodziutka. Bardziej przypominała grzeczną uczennicę, niżeli wprawionego lekarza, który biega po okultystycznych rytuałach i ratuje z opresji wszystkich potrzebujących. Widziałeś w jej oczach niepewność i coś w rodzaju przerażenia. Naprawdę mocno oberwałeś, a większość ran wymagała fachowej pomocy. I te kolce. Nieszczęsne zafajdane kolce, który stały dumnie w większości zranień.

Leon – wokół Ciebie dzieje się, oj dzieje. Gdzieś tam strzelają, inni czymś rzucają, przekrzykują, albo próbują zastraszać (jak chociażby Vlad tego demona). Ty masz inny problem – truciznę. Niestety żadne zaklęcia i bajki ludzkości nie są w stanie zapanować nad pożogą, jaka właśnie dostała się do organizmu. Medyczka robi co może i wyciąga rany. Ba. Nawet elegancko wysysa jad, co na swój sposób jest całkiem przyjemne. Walczy o Twoje życie, bo tak naprawdę nie wiadomo jakie dokładnie właściwości miały kolce. Jednego byłeś pewien… osłabiały Cię i podsyłały niezrozumiałe obrazy. W przeciwległym kącie pomieszczenia stał mały ciemnowłosy chłopiec. Uśmiechał się do Ciebie, jakby cieszył się, że znów dane mu jest spotkać własnego ojca. Franklin. Właśnie tak go zapamiętałeś. Czy to już pierwszy stopień do bram śmierci?


Chizuru – działałaś w olbrzymim stresie, bowiem rannych wciąż przybywało. Gdzie się nie obrócisz tam coś. Krzyki, roztrzęsienie. Jedna wielka emocjonalna szarpanina nie pozwalała na pełne skupienie. Szczęściem w nieszczęściu odeszłaś od runy, nim ta postanowiła zrobić klasyczne bum. Kto wie co wtedy by z Tobą było. Jak to mówią… medyk potrzebny jest na polu bitwy ŻYWY. Szybko się wzięłaś do roboty i dokładnie tak jak Cię uczono przemyłaś rany i powyjmowałaś cążkami kolce. Przynajmniej część z nich, bo nie wszystkie chciały współpracować. Kiedy chwytałaś jakiś z nich bywało, że wchodzi głębiej w ranę, przez co nie sposób go wyjąć inaczej niż chirurgicznie. Czy jednak były warunki na operację podczas gdy pacjent mógł zejść w każdej chwili. W tym brudzie i smrodzie. Omotany przez truciznę, jakiej działania jeszcze nie znałaś. Koleś się wykrwawiał, dlatego nie było innego wyjścia jak prowizorycznie zszyć rany, a potem je dokładnie obejrzeć i...poprawić.
Leon nie wygląda zbyt dobrze. Ma przyśpieszony oddech, lekko zamglone spojrzenie i prawdopodobnie gorączkę. Jest odwodniony i zmęczony. Jak większość łowców w tym małym piekiełku. Co gorsza straciliście kolejny znak, przez co doszli kolejni ranni. Z tej odległości nie możesz ocenić ich stanu.

Chizuru – kiedy wyciągałaś truciznę z ciała Leona, chcąc nie chcąc jakaś jej część dostała się do Twojego organizmu. Czujesz zmęczenie, a Twój oddech jest lekko przyśpieszony. Może to nie był jednak dobry pomysł… z drugiej strony jak inaczej usunąć truciznę?

Ivan – Wokół się dzieje, ale Twoja pozycja pozostaje bez zmian. (Możesz dodać zaległego posta i odnieść się do aktualnych wydarzeń dziejących się wokół Ciebie)

Corn – w końcu nadeszła odsiecz. Po długich minutach zawziętości, kiedy z uporem maniaka stałeś nad tym żarem, nareszcie ktoś się zjawił. Obecny rytuał był najtrudniejszy ze wszystkich. Szlachetny to nie przelewki, zwłaszcza w momencie kiedy odwampirzany jest wbrew swojej woli. Mogło być Ci szkoda Esmeraldy, ale zrobiłeś wszystko co tylko mogłeś żeby jej pomóc. Odstąpiłeś od runy pozwalając, by to Naiven, a później jeszcze i Leyasu rozegrali główne starcie na tym małym parzącym polu bitwy. Twoja rola na tą chwilę się skończyła, w przeciwieństwie do paskudnego samopoczucia. Lewa dłoń nosiła rozległe poparzenia objawiające się strasznie upierdliwym zaczerwienieniem i bąblami. Nie masz sił. Odszedłeś kilka metrów od runy i padłeś na kolana próbując odzyskać spokojny oddech i trzeźwe myślenie. Temperatura runy szczególnie Ci zaszkodziła, bo to właśnie ty jeden byłeś najdłużej narażony na jej wpływ.

Corn – Masz gorączkę i czujesz się paskudnie. Ręka piecze jak cholera, ale najgorsze jest to, że nie bardzo możesz ją nawet zacisnąć. Straciłeś czucie? Na to wygląda. Padła kolejna runa, a wraz z eksplozją ty poczułeś ogromne zmęczenie. Poddasz się temu odczuciu?


Naven – zmieniłeś Corneliusa w dobrym momencie, bo chłop już prawdę mówiąc ledwo zipał. Nie był to Twój debiut na odwampirzaniu, dlatego nie chwaląc się, wiedziałeś już trochę jak należy postąpić. Próbowałeś utrzymać runę życia, lecz najgorszy w tym wszystkim był fakt, że ta po prostu przestała działać. Gasła i mimo że kapała tam Twoja krew, ani na chwilę nie zaogniła się pięknym czerwonym blaskiem. Wewnątrz kręgu też nie wyszły żadne zmiany. Rudowłosa leżała bez znaku życia, a wampir jak to wampir darł się w niebogłosy i rzucał jak ta wsza na grzebieniu. Drażniący typek. Tym bardziej nie rozumiałeś, dlaczego doszło do tego rytuału, skoro A – jest niebezpieczny, B – to Samuru, wampir czystej krwi. Od kiedy zaczęliście odwamirzać szlachetnych?
Wiedziałeś, że w kwestii prowadzącej całą tą szopkę nie należy kierować się chwilą. Trzeźwy umysł. Tak, to jest to! Postanowiłeś pobawić się w dowódcę i rzucić małym poleceniem. A nóż się uda. W każdym razie walczyłeś jak tylko mogłeś, aż tu jeb… padła runa znajdująca się dokładnie naprzeciwko Twojej. Szef upadł, Adam upadł, Cornelius jest ledwo ciepły. Trzeba działać.


Midori – teraz to ty byłaś nieszczęśliwą posiadaczką balastu w postaci szalonego demona. Podobnie jak wcześniej Leona, to Ciebie aktualnie oblegały ciemne witki, próbujące ściągnąć Cię za wszelką cenę do wnętrza kręgu. Poprzedni „nosiciel” przez pewien czas był skrępowany przez energię, ale w końcu otrzymał niezbędną pomoc. Ty nie. Jeszcze nie teraz. Szamotałaś się z tą łajzą, próbując za wszelką cenę chwycić jakiegoś podłoża i kopnąć gościa, żeby raz na zawsze dał Ci spokój. Należy wspomnieć, że każdy kontakt z tą energią był bardzo bolesny… Gdy tak wymierzyłaś kopniaka w witkę, dziwna materia natychmiast przecięła materiał ubrania i wżarła się w skórę powodując kolejne rany. Mikroskopijne kolce zaczęły wchodzić do Twojej rany, by tam znaleźć nowy i przytulny dom do rozsiewania trucizny. Nadal Cię ciągnęło. Złapać się? Jasne, że tak. Kamienna podłoga dawała idealne możliwości, dlatego chwyciłaś się z całej siły, aż demon w końcu odpuścił. Został zainteresowany i poniekąd zdominowany przez Vlada, który postanowił nawiązać z demonem kontakt. Cóż, lepiej później niż wcale.

Midori – jesteś zmęczona i ranna, ale żyjesz!


Diego – miałeś pełnie swoich sił i jak to ty byłeś bardzo pewny siebie. Nie będzie Ci byle jaka runa pluła w twarz, dlatego stałeś dzielnie z wyciągniętą ku niej ręką. Runa związania jako jedna z niewielu działała i przez pewien czas miała się nawet całkiem nieźle. Nie dotyczyła w końcu bezpośrednio rudowłosej, a Was – łowców. Dokładniej mówiąc magii jaką większość w sobie miała. Midori gruchnęła o ziemię i walczyła z istotą na tyle na ile mogła. Doskonale widziałeś jak znak runiczny przy którym stałeś zmienia się zyskując coraz więcej ciemnych refleksów. Skakały po runie jak szalone, a w ślad za nimi demon coraz mocniej oplątywał Midori. Do czasu. W końcu szefu doszedł do głosu i pogadał z istotą. A chwilę potem wszystko zrobiło jebut. Po runie agresji zostało tylko ledwo tlące się wspomnienie, a z chwilą upadku dwóch łowców runa związania zaczęła wyciągać z Ciebie niebotyczne ilości krwi i energii.

Diego – czujesz się świetnie, ale przy takim zużyciu szybko możesz paść z przemęczenia. Mimo wszystko Twoja runa wciąż prezentuje się całkiem przyzwoicie, a Midi jest wolna od wpływu dziwnej istoty.

Leyasu – kto by się spodziewał, że i ty zawitasz w te skromne progi. Buntownik, który odciął się od Oświaty i chciał ograniczyć kontakty z rudowłosą lekarką. Leciałeś jak na złamanie karku, a Twoim oczom ukazał się obraz, którego nie chciałeś oglądać nawet w najgorszych koszmarach. Automatycznie wypełniłeś wszystkie czynności związane z dołączeniem do rytuału i zasiliłeś praktycznie martwą runę życia. Z Navenem, bo to on zjawił się przed Tobą kiedy poproszono go o przybycie.
Brałeś już udział w odwampirzaniach, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałeś. Wampir darł się w niebogłosy… Tutaj coś wybuchało, tam coś kogoś oplątywało… Cornelius padł, Vlada i jakiegoś kolesia przewróciło. Widzisz i nie grzmisz… Wychodziło na to, że ruda jest bardziej szalona niż można przypuszczać. Mimo wszystko próbowałeś znaleźć sposób na ponowne rozpalenie runy. Leki? Jakie znów leki. Wewnątrz kręgu nie było nawet kawałka flakonika czy strzykawki, bo wszystko znajdowało się w medycznej torbie, która teraz była w użyciu. Jedno jest pewne… do środka kręgu wejść nie możecie.


Serafiel – szeptałeś modlitwę mając nadzieję, że osłabi to demona który się do was przypałętał. Zdawało się, że drań ma w dalekim poważaniu to  że coś odmawiasz, ale ta sytuacja rozwiązała się sama… Bestia zainteresowała się rozmową z dowódcą i raz (miejmy nadzieje że) na zawsze dała Wam spokój. Wyraźnie spłoszona skryła się w najciemniejszych zakamarkach dawnego zamku. Kto wie, może czuwał? Może uważał, że ktoś zginie i za chwilę rzuci się na żer jak wygłodniała hiena. Straciliście kolejną runę i następne osoby odniosły obrażenia. Musiałeś coś zrobić. Musiałeś obudzić rudowłosą.
Co robić?
Trzeba być Serafielem, żeby wpaść na rzut solami trzeźwiącymi. W tym celu wziąłeś magiczny flakonik i po otworzeniu rzuciłeś w stronę kobiety modląc się, by siła kręgu tego nie zatrzymała.
Mały przedmiot przeleciał przez niewidzialną barierę i z trzaskiem szkła upadł tuż obok twarzy rudowłosej… Cela to ty masz!

Eric – coraz mniej podobały Ci się te całe działania, a dręcząca myśl dotycząca rzeczywistego celu wciąż pozostawała pod znakiem zapytania. Nie rozumiałeś pewnych wyborów. Nie zgadzałeś się z nimi i choć co Cię nie zabije to wzmocni, teraz wszystko bardziej przypominało widmo śmierci niżeli wystawne i wspaniałe życie w szczęściu i radości. Dla Ciebie istniały lepsze i mniej inwazyjne metody na wampira i takiej myśli będziesz się trzymał. Rytuał nabrał nowych barw bowiem od Leona odkleił się demon, a Twój kumpel od wyrywania lasek, cygar i browarów otrzymał nawet medyczne wsparcie! Gdzieś tam coś walnęło, wampir darł się ile sił miał w płucach… Właśnie, płuca… Mogłeś przysiąc, że widziałeś oddech pełną piersią ze strony Samuru. Czy również i on był na końcu swojej drogi do Eldorado? Usiadłeś jako najlepszy obserwator całej szopki. Jako jedyny miałeś idealny widok na całą salę i nie gnębiły Cię żadne demony. Stało się coś na co czekałeś, bo runa siły… znów zaczęła działać!


Sole trzeźwiące dotarły do celu i choć początkowo nie było widać żadnego efektu tych działań, wkrótce wszyscy się przekonali że jest inaczej. Esmeralda poruszyła się i zbierając dłonie w pięści powoli podniosła się z podłogi. Nie wyglądała na okaz przepełniony seksapilem i zdrowiem, ale żyła…

Samuru – wokół Ciebie znów toczyła się prawdziwa szopka, a ty jak na złość znajdowałeś się w jej centrum. Płuca paliły żywym ogniem wydając z siebie przerwane oddechy, jakże odmienne od tego co odczuwałeś przez całe swoje wampirze życie. Chciałeś rozszarpać dziwkę która to zrobiła. Zabić wszystkich po kolei, a najlepiej puścić z dymem cały świat. Z chwilą wybuchu runy agresji poczułeś napływ mocy, której nie mogły powstrzymać nawet okowy kajdan trzymających dłonie. Uwolniłeś lewą rękę, bowiem trzymająca Cię kamienna obręcz po prostu puściła. Ruda szmata znowu jest przytomna i co gorsza – położyła łapska na Twoim czole. Gorąco. Upał. Dziwna energia wychodząca spod jej dłoni była ciężka do zniesienia, a do tego dochodziły rozrywające Cię na wszystkie strony nici energii.


Kolejność dowolna.
Na posty czekam do 18.04 do godziny 10 rano.

_________________
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1337


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pią Kwi 14, 2017 5:24 pm

Czuł się paskudnie, jak i promieniująca bólem ręka, wcale nie pomagała. Jednak był osobą bez wątpienia upartą i wytrzymałą, wytrzymywał długo, lecz każdy dodatkowy czas przyniósł swoje konsekwencje, którym był świadom, lecz nie mógł się spodziewać że mimo starań i chęci, ucierpiał tak bardzo. Rytuał był najtrudniejszym w jakich uczestniczył dotychczas, lecz widok Esmeraldy był an tyle krzepiący, że z zaciśniętymi zębami, utrzymywał runę do czasu, aż przybyło wsparcie. Musiał odpuścić, obrażenia jakie doznał były może i tylko na ręce, lecz bolało i to właśnie ten ból powodował iż umysł Corneliusa zaczął myśleć nie dość że na szybszych obrotach, to jeszcze nie wiadomo czy trafnie. Myślał lecz to nie było wszystko. Mimo pomysłów które kryły się w ciemnej otchłani umysłu łowcy, ten nie miał siły na ich realizacje. Mimo iż odszedł od runy, pozostawiając ją innym, nadal czuł że jego siły katastrofalnie szybko spadają, co nie długo po tym spowodowało iż Cornelius aż sobie klęknął. Próbował jakoś wyostrzyć swój umysł, lecz czuł że to na nic. Był słaby, wycieńczony, odwodniony, jak i bez wątpienia obolały. W dodatku uczucie ciepłą nie opuszczało go. Czy był wstanie przez jakiś czas obserwować co się działo u innych. Teoretycznie tak, lecz praktycznie wyglądało to o wiele gorzej. Skupił się na swojej ręce, owijając ją materiałem, stwierdzając także że ręka nie tylko piecze jak sam skurwysyn, ale także odczuł iż manewrowanie nią było nie możliwe. Czyżby stracił czucie... W chwili gdy jednak próbował się bardziej tym zainteresować Runa Agresji wybuchła, rozrzucając jej karmicieli pod ściany piwnicy. Sam także odczuł skutki wybuchy kolejnej runy. Czuł się jeszcze bardziej słabo, przez co tak jak za dawnych lat, skierował się na czworakach, pod ścianę piwnicy. W sumie na trojakach, bo starał się nie używać lewej ręki jako podpory. Usiądzie przy niej, widząc że przy niej także jest Vlad, lecz w porównaniu Adama miał się chyba lepiej.
-Nic ci nie ma?
Zapytał mimo wszystko, skoro był nie daleko i oparł się o zimną ścianę, sięgając do swojego płaszcza zdrową ręką po piersiówkę z krwią, bowiem był spragniony, a pod ręką miał do picia tylko to, czym oczywiście nie zhańbi. Lewą zaś wsadzi do drugiej kieszeni, by mogła tam sobie odpoczywać. Ostatecznie rzecz ujmując, próbował jak najmniej się poruszać, oddalając się od okręgu, by czasem nie zemdleć, nawet postanowił dostarczyć sobie jakichkolwiek płynów, a krew działała różnie na niego w większości przypadkach pobudzała go. Jak jednak będzie, to się okaże...

_________________


Fragment Treningu Corna
- Naprawdę jesteś niemiły - odparła - wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
- Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję - wyjaśnił. - Wszyscy mnie wkurwiają.

Znalezisko Gakiego.:
 

Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746 http://vampireknight.forumpl.net/t3547-ivan http://vampireknight.forumpl.net/t3687-ivan#80309
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 63


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pią Kwi 14, 2017 7:40 pm

Wokół się działo... Działo się! Dużo i szybko, a Ivan nie wiedział co ma robić, bo co chwila dochodziły kolejne problemy, kolejne kłody. Co robić... Ivan myśl... Jeden wdech, drugi, a za nim kolejny. Kilka głębszych, które pomagały się przyzwyczaić do zaistniałej sytuacji. Ból głowy, jak i osłabienie wynikające z oddania swojej energii runie, nim ta eksplodowała. Te czerwone żyłki i tak były zaskakujące, patrząc na to jakie miały zastosowanie. Ivan nie miał stuprocentowej pewności, lecz coś mu podpowiadało że gdyby nie to co okryło jego skórę, skończyłby w gorszym stanie. Dlaczego, skąd się pojawiły? Tego zbytnio nie umiał sobie wytłumaczyć, a nawet jeśli by chciał, to niestety teraz to nie był na to odpowiedni czas. Po trudnym powstaniu z kamiennej posadzki, zaś zajął miejsce przy runie, jednocześnie przyglądając się innym. Tam się wymieniali, tam dochodzili. Zmiany, wieczne zmiany, jedyne co się nie zmieniało to zachowanie runy, przy której stał. Mimo iż Ivan powrócił chcąc spróbować ożywić runę, ta jednak wydawała się być głucha, obojętna na obecność łowcy, co nieco wybiło go z rytmu, bowiem skoro nic się nie działo, to co miał robić? Zaczął się rozglądać, jakby szukając pomocy, lecz ludzi było mało, by spróbować się wymienić, może wtedy by się udało ją obudzić. Widział także że zastępca jego brata nie ma łatwo, lecz doskonale wiedział że chłop wytrzymał długo. Dobrze że sam nie został przydzielonej do tej runy, bowiem nie byłby wstanie utrzymać jej tak długo. Dlaczego? Odpowiedz jest prosta. Unikał zbyt wysokiej temperatury, zapewne trauma ze wczesnych lat. Tak czy inaczej nie on tam stał i nie on płacił za utrzymywanie runy. Mężczyzna wymienił się z innymi, przez co Ivan skupił się na innych. Spojrzał w kierunku kobiety, która jeszcze do niedawna była obok niego. Jej sytuacja była nie ciekawa, lecz Ivan nie mógł jej pomóc. Szarpała się, próbowała walczyć z czymś co ją złapało, co dopiero po jakimś czasie przyniosło skutek. Poraniona, lecz wolna, nawet jeśli na chwile. Spojrzał w kierunku Leona i to co tam się u niego działo, lecz nie było mu dane, by móc się dłużej mu przyglądać, bowiem nastąpił wybuch kolejnej runy w której byli jego Bracia.
-Kurwa..!
Od razu niemal na nich rzucił swoje spojrzenie, wpierw na Adama, potem na Vlada. Widział stan Adama, który nieźle grzmotnął o ścianę, lądując niedaleko dowódcy. Nie wyglądał ciekawie. Nie był zadowolony tym co tu się dookoła dzieje. Przez dłuższą chwile, spoglądał na Adama i niemal był gotowy by wyjść z runy, by do niego podejść. Ba nawet jeden krok zrobił, lecz w ostateczności się opamiętał. Wiedział, ze to posunięcie było by możliwe tragiczne w skutkach. Była szansa na obudzenie runy, nawet jeśli nie reaguje na niego, co jednak było by gdyby ją opuścił? Nie wiedział i nie zamierzał tego sprawdzać, przez co uważnie spoglądał na braci. Po chwili jednak zaczął się rozglądać za swoim pupilem i jeśli był w pomieszczeniu, zatrzyma na nim wzrok. Lecz niestety nie zobaczył go przez co zerknął ponownie na Adama
-Adam trzymaj się z dala od run.
To nie była prośba, lecz gdyby nie to że musiał tu siedzieć, to pewnie by podszedł do niego, mimo iż jeszcze do niedawna skakali do siebie jak dwa koguty. Mówił do niego oczywiście w ojczystym języku, przez co nie było mowy by go nie mógł zrozumieć. Nie mogąc wyjść, pozostawić runy pustej zerknął na Esmeraldę widząc że wraca do gry. Więc była szansa że rytuał skieruje się ku końcowi, choć w sumie teraz już nie chodziło tylko o rytuał, a o coś więcej... W końcu mają tu Demona Krwi, nie?
Powrót do góry Go down
Chizuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 872


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pią Kwi 14, 2017 10:36 pm

A się rzucili na tą wodę! Aż nie wiedziała do kogo ma rzucić. No jak nie chcieli tej wody, to nie, ona nie miała możliwości do nich podejść. Dobrze, że Serafiel wykorzystał sole trzeźwiące, które mu dała, bo kiedy naczynie rozbiło się tuż obok głowy Esmeraldy, łowczyni oprzytomniała. Wielki kamień spadł z serca Chizuru, która z nowym zapałem, wolnym od poczucia winy, wróciła do opatrywania Leona. Wtedy wybuchła runa agresji. Działo się tyle na raz, że mała Namikaze zupełnie nie ogarniała co się wokół niej dzieje. Przybyło tylu rannych, w tym sam dowódca, że nie wiedziała do kogo pierwszego ma biec. Zwłaszcza, że trucizna jaką Leon miał w organizmie zaczynała oddziaływać również na nią. No wiedziała, że wysysanie jadu z ran nie miało wiele sensu, ale też z drugiej strony jak inaczej miała zareagować? Musiała jak najszybiciej pozbyć się nieznanej trucizny, a przynajmniej tej części, z której wyciągnęła kolce. Bo nie wszystkie udało jej się wyjąć.
- Nie - szepnęła do siebie, kiedy coraz bardziej zaczynała odczuwać zmęczenie, a oddech jej przyspieszył. Nieznacznie, ale jednak. Zaraz pewnie dostanie gorączki, zawrotów głowy i będzie miała problem ze wstaniem. Zainfekowała się trucizną nieznanego pochodzenia, super. A była tutaj jedynym medykiem, który mógł cokolwiek zdziałać. Z Leonem było natomiast dużo gorzej. Pomoc z zewnątrz nie nadeszła, a naprawdę należało jak naszybciej przewieźć mężczyznę do Oświaty. Była za daleko, by ocenić stan pozostałych łowców, dlatego zdecydowała się zostać przy Leonie dopóki nie nadejdzie pomoc z zewnątrz i zabierze łowcę do ich siedziby. Wyssała tyle trucizny na ile pozwoliły jej kolce, wyjeła ich tyle ile mogła, resztę ran prowizorycznie zaszywając. Nie była chirurgiem, zresztą to i tak nie było odpowiednie miejsce do jakichkolwiek operacji. W sumie może to nawet dobrze, że nie zabrali jej jednak tej wody święconej. Oderwała rękaw swojej koszuli, by następnie nasączyć go wodą święconą i umieścić na czole Leona. Zaraz też wygrzebała z torby medycznej małą butelkę zwykłej wody, którą podała mężczyźnie prosto do ust, by mógł się z niej napić.
- Tylko mi tu nie zasypiaj, dobra? Zaraz ktoś po ciebie przyjdzie i zabierze cię do Oświaty... Mam nadzieję - odpowiedziała, poniekąd zmuszając się do uśmiechu. Może nie miała w sobie tyle trucizny co Leon i nic nie dostarczało jej ciągle do organizmu Chizu, jednak mimo wszystko odczuwała jej skutki. Mogła mieć tylko nadzieję, że nie miała jej w sobie tyle, by nie móc ruszyć dalej z pomocą innym. Zaczynała być coraz bardziej zmęczona, chociaż nie potrafiła powiedzieć czy to z powodu trucizny, czy całej tej popieprzo-trudnej sytuacji.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3699-adam#80936 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pią Kwi 14, 2017 11:41 pm

Doświadczał czegoś w stylu flashbacku, gdy wszędzie było gorąco a przed oczami widział tylko abominację, Kroenena i znowu przeżywał wszystko to co czuł na jego stole operacyjnym. Rozrywany jego rękawicą z palcami wyglądającymi jak skalpele. Jak rozcinają mu głowę i wsadzają tam metal, by sprawdzić czy nowa metoda zabije go czy nie. Jakby ktoś wszedł mu teraz do głowy to byłby prawdopodobnie najmniej przyjemny spektakl jaki można oglądać.
Nie mógł jednak ustąpić. Obiecał sobie, że da radę i ogarnie swoje zadanie. Tak to jest jak jesteś dobrym żołnierzem, który czasem zapomina że nie jest nieśmiertelny. Miał obowiązek znieść wszystko i nie schodzić z tego miejsca póki nie powiedzą mu inaczej. Sam nie raz musiał ukarać dezerterów i nie miał zamiaru stawać się jednym z nich.
Wojna odcisnęła na nim zbyt duże piętno aby od tak się wycofał. Obecność brata była dodatkową motywacją. Razem przecież udawało im się dokonać znacznie większych rzeczy niż można by się spodziewać.
Niestety takiej ilości gniewu nie udało się pochłonąć nawet duetowi starych wyg. Zrobiło mu się ciemno przed oczami, a potem wszystko pieprznęło. Czuł się jakby stał na minie, która okazała się małej wielkości bombą. Po tym jak trzasnął plecami o kamienie przestał czuć cokolwiek.
Adam przywitał jednak to wszystko z radością. W końcu skończyła się jego męka. Ból całego ciała i głowy ustał, ciepłe powietrze było teraz miłą bryzą.
Poruszał palcami wszystkich kończyn aby sprawdzić czy jeszcze jest nimi w stanie ruszać. Na szczęście nie było tak źle bo wszystkie się ruszały. Wziął też głęboki wdech, jakby na nowo uczył się jak żyć w swoim ciele.
W głowie nadal miał obrazy bólu, ale przynajmniej przeżył na tyle, by wziąć jeszcze te kilka wdechów powietrza.
- Vladi, słuchaj. – Wycharczał patrząc się w sufit. Nie wiedział już ile czasu mu zostało, ale nie czuł się wcale tak młody jak wtedy, gdy tu przyszedł. – Kroenen, poluje, chce wyrównać rachunki. Przygotuj się. – Czuł jak oczy same mu się zamykają, a świadomość sama ucieka gdzieś do krainy świętego spokoju, którego potrzebował. Nie wiedział ile może trwać sen, ale nim to się stanie musiał wchłonąć jedno ze swoich zwierząt, aby przeżyć. Jeśli potrwa to dłużej niż dwa tygodnie i tak umrze, ale żywił się nadzieją.
- Wynieś mnie stąd. Moje psy, potrzebuję, by przeżyć. Nie daj zasnąć, mogę nie wstać. – Dukał i marniał w oczach, ale nie miał innej opcji. Był śmiertelnie poważny i musiał teraz ratować swoją skórę, by potem pokazać bratu co się stało i co teraz musi zrobić, by żyć. Potrzebował wampirów i ludzi aby nie spędzać całego życia tylko na żywieniu się. No i nadal musiał pokazać mu jak wygląda teraz jego forma wilkoczłeka. Lepiej aby chociaż on wiedział, musiał przecież wiedzieć co ten zwyrodniały łowca potrafił.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 859


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sob Kwi 15, 2017 12:07 pm

Demon najwyraźniej pojął, że ma do czynienia z kimś kto świadom jest zagrożenia i w dodatku ma wolę by się mu przeciwstawić. Zmieszał się. Zaczął się tłumaczyć jakby się bał Vlada, ale czy tylko jego? To tylko rozdrażniło białowłosego. Z gardzieli dobył się warkot poprzedzający słowa. Ewidentnie coraz słabiej panował nad wrodzoną agresją co było spowodowane zarówno sprawowaniem kontroli nad tą specyficzną runą jak i zachowaniem samego demona.
- Nie możesz pomóc jej. Pomóż nam, a my o nią zadbamy! Jeśli ktokolwiek tu zginie dopadnę Cię choćbym miał oddać za to życie. Demony pokroju Śniącego będą wtedy Twoim najmniejszym pierdolonym zmartwieniem. - skarcił demona donośnie. Jego nienaturalny zimny głos wypełniony emocją gniewu nie należał zapewne do najprzyjemniejszych. Działo się tak wiele, lecz już nie wszystko Vladislau mógł dostrzec, jak chociażby fakt, że Esmeralda odzyskała względną przytomność. Zaczął ogarniać wzrokiem otoczenie gdy wtem. Pierdolnęło. Siła eksplozji odrzuciła Vlada na sam koniec sali. Nie wydal z siebie żadnego dźwięku. Przynajmniej z początku. Osunął się na posadzkę by po chwili unieść korpus podpierając się rękami. Usiłował złapać ostrość widzenia i zacząć prawidłowo interpretować bodźce. Zamknął na chwilę oczy po czym mrugnął kilkukrotnie. Uznając, że te pół minuty było i tak zmarnowanym czasem niezwłocznie zaczął się podnosić. Całe szczęście, iż włożył prototypowy kombinezon.
- Tylko zraniona duma. - odparł na słowa swego przyjaciela. Wilczy hełm zasłaniał wzrok Vlada, który skupił się na skrywanej ranionej ręce. Będą musieli o tym porozmawiać. Później. Vladislau wzniósł się by stanąć okrakiem na dwóch nogach. Powoli, lecz zdecydowanie. Choć nigdy nie należał do normalnej armii tak samo jak i brat był żołnierzem. Wymagał naprawdę wiele od innych, lecz nie stał nigdy z boku. Co więcej. Jeśli byłoby to konieczne za każde z nich oddałby swoje życie.
- To najlepszy moment byś kupił sobie moją wdzięczność. - warknął w stronę demona. Chciał ruszyć do runy, lecz Adam zaczął do niego mówić.
- Brat... Nie zaśniesz. - odparł jedynie na słowa swego brzydszego bliźniaka. Uniósł rękę do hełmu.
- Medycy. Natychmiast. Lew i Leon są ciężko ranni. Wyprowadzić ich. Słuchać poleceń Lwa. - wydał komendę łowcy oczekującemu komunikatów, który wcześniej przekazał rozkazy dalej i tak samo miał postąpić tym razem. Vlad uniósł swego brata i oparł go o ścianę po czym bezceremonialnie dał mu dwa razy w twarz. Nie specjalnie mocno, ale też i nie delikatnie. Tak by szczypało.
- Zaraz Cię stąd zabiorą. - stwierdził po czym ruszył do Runy Gniewu. Omiótł wzrokiem ich mistyczne pole bitwy dostrzegł cały ogrom zniszczeń oraz fakt, że przy Esmeraldzie leżały sole trzeźwiące oraz fakt, iż zaczynała się ruszać. Naven miał rację. Mogą jej pomóc choć niekoniecznie w taki sposób jakiego chciał łowca. Woda święcona nie wydawała się zbyt dobrym pomysłem gdyż bóg, diabeł i tym podobne niewiele mieli wspólnego z tym całym rytuałem. Jeśli nawet więcej w nim było diabła aniżeli boga, więc woda święcona byłaby zbędnym ryzykiem. Był jednak inny sposób.
- Arturze, ostrożnie odłącz się od runy i podejdź do skrzyni. Po lewej stronie znajdują się butelki z wodą. Naven ma rację. Esme potrzebuje płynów. Podrzuć jej wodę. Najlepiej wprost w ryj Samuru. - nakazał. Skoro Cornelius niemal stracił rękę od temperatury jak strasznych katuszy musiała doświadczać sama Esmeralda. Vladislau wiedział już, że nie powtórzy odwampirzania na szlachetnym wampirze. Nie czas był jednak na głębsze przemyślenia.
- Chizuru. Dobrze się spisałaś. Pilnuj by Leon pozostał przytomny. Nie traccie wiary. Jeszcze tylko chwila. Jeszcze trochę. - rzucił w kierunku dziewczyny by się nie martwiła i dalej zajmowała łowcą, który zdawał się także bardzo poszkodowanym. Jednocześnie zapewnił łowców by nie przerywali. Mieli zadania i mają się na nich skupić.
Skoro stał przy uszkodzonej runie skupił się. Zebrał w sobie całą frustrację z niepowodzeń rytuału. Wściekłość wywołaną niewiedzą. Irytację związaną z niezdecydowaniem demona. Wywołał wszystkie te odczucia by dać im ujście w jednym spazmatycznym uniesieniu i wolą oraz samokontrolą ukierunkować w stronę Runy Agresji wraz ze swoją krwią.
- Płoń! - ryknął z wściekłością. Jeśli to jej nie rozpali. Nic już tego nie zrobi.
Powrót do góry Go down
Eric
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3203-eric-thorne#68166 http://vampireknight.forumpl.net/t3212-eric-thorne http://vampireknight.forumpl.net/t3252-eric#69839 http://vampireknight.forumpl.net/t3213-eric#68451 http://vampireknight.forumpl.net/t3214-mieszkanie-erica#68475
Zarejestrował/a : 09/03/2017
Liczba postów : 101


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sob Kwi 15, 2017 3:20 pm

Siedział z przymkniętymi oczyma i słuchał tego co działo się wokół, a działo się całkiem sporo. Ból mu zelżał, więc mógł nawet skupić się o dziwo na otoczeniu. Starszy facet obrzucił spojrzeniem najpierw Samuru, on darł się z całego towarzystwa najgłośniej i działo się z nim też coś więcej. Unosząca się klatka piersiowa? Nie... temu musiał przyjrzeć się uważniej. Czy aby oczy go nie mamiły? Mimo nieprzytomnej przewodniczki rytuału on zaczynał oddychać. Eric nabrał przedziwnej ochoty by wstać i... to też uczynił. Oparł prawą, nieokaleczoną rękę o ziemię podczas gdy druga była cały czas oparta o kolano, z rozcapierzonymi palcami by krew nadal z niej wypływała. Dźwignął się i marszcząc brwi patrzył. Już to widział u poprzedniego wampira, ale Sumuru... na niego to działało jakby w inny bardziej bolesny sposób. Walczył z tym, widać to było po nim całym. W Ericu nie znalazł się cień wyrozumiałości, chociaż... chociaż on sam przecież też by walczył gdyby ktoś chciał zrobić z niego wampira.
Zanim jednak okowy pękły zwrócił uwagę na pozostałych łowców.
Pierwszym w kolejności był dowódca, który postanowił podywagować z Demonem, a co ciekawe ten mu odpowiadał. Zmalał pod wpływem czy to działania Esmeraldy czy charyzmy Vlada. Najważniejsze jednak, że zostawił w spokoju Leona, a dowódca mógł pójść pomóc przy runie Agresji. Wielki rosyjski niedźwiedź ewidentnie potrzebował pomocy, nawet po tym jak go opatrzono... runa ewidentnie nie chciała współpracować. Tak, chyba najlepiej było to określić mianem - współpracy. Eric nie mógł narzekać na swoją część "grządki", znaki choć ciągnęły od niego mnóstwo energii, nie przysparzały mu aż takich problemów.
Potem wzrok padł na Leona choć niestety nie mógł widzieć go wyraźnie... nie był zbyt ruchliwy co lekko zaniepokoiło Erica. Dopadła do niego dziewczyna, która wcześniej zajmowała się już młodym chłopakiem przy runie Wiary i Rosjaninem. Pełne ręce roboty jak na tak młodą osobę. Co gorsza... zauważył jak przywiera ustami do zapewne ran kowboja. Potem się prostuje i wypluwa, tak kilka razy. Cholera jasna. Zacisnął zdrową dłoń w pięść i spojrzał na demona teraz o wiele słabszego niż wcześniej.
-Wracaj skąd przybyłeś pokrako i obym cię więcej nie widział na oczy jeśli jemu coś się stanie.- Eric warknął lodowato kiedy już Vlad skończył swoją rozmowę z cieniem, a potem... potem było wielkie bum! Nienawiść jaka narodziła się w jego sercu nie zdążyła rozwinąć się na dobre kiedy poczuł niemal jak ziemia zadrżała, a może tylko mu się wydawało? Dwóch Rosjan poleciało do tyłu jak te szmaciane lalki. No ładnie. Zerknął za nimi i ... poczuł jak jego runa ożywa. Tyle rzeczy stało się na raz! Esmeralda uniosła głowę i zbliżyła się do warczącego Samuru.
Co jednak z innymi łowcami?
Ano różnie, tam jedni próbowali na powrót rozpalić runę, zastępca padł na kolana patrząc w swoją dłoń (chyba musiała go cholernie boleć), młody cały czas się modlił, a dziewczyna obok nowo przybyłego łowcy padła na ziemię. Dzięki bogu, że dowódca "odgonił" od niej demona.
Eric przeniósł wzrok na Samuru gdy ten rozwalił jedną okowę.
-Kurwa.- syknął widząc jak Esme w skupieniu opiera swoją dłoń o jego czoło.
-Esme uważaj!- krzyknął niemal w tym samym momencie. Mogło być za późno... mogła tego nawet nie usłyszeć, mogła nie zareagować, sam Samuru mógł nic nie zrobić, ale Eric postanowił chociaż krzyknąć do lekarki. Czy miała siłę by znów mu przywalić w twarz? Siłę.
Mężczyzna poczuł się jakby sam dostał solami w twarz. Uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął drżącą dłoń w kierunku centrum wydarzeń. Jeszcze trochę siły i krwi ma... niech i z nim zmierzy się wampir. Wszystkie lata szkoleń i brak jakichkolwiek ciepłych uczuć od rodziców... wszystko po to by potrafił wyrywać krwiopijcom serca, by stał się silnym mężczyzną który nawet bez broni miał sobie poradzić. Runa zaczęła działać? To dobrze... znów znajomy ból. Eric patrzył teraz na Esmeraldę, znów ugiął lekko nogi w kolanach by się przypadkiem nie zwalić na ziemię. Od samego początku do samego końca. Dam radę. Oparł prawą dłoń na lewym bicepsie, rozcapierzył palce lewej dłoni z której płynęła krew. Był względnie spokojny i mimo bólu w mięśniach starał się skupić na swoim zadaniu.
Przywal mu Esme... to właśnie miał przed oczyma, żeby mu przywaliła tak mocno jak zrobiłby to Eric, z całą swoją Siłą!

_________________
Eric mówi tylko po angielsku.
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1269


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 16, 2017 3:29 pm

Nie wiadomo jeszcze przez ile Samuru miał jeszcze znosić te cholerne katusze. jedno było pewne: przemiana w człowieka już nastąpiła, a to nie wróżyło nic dobrego. Wciąż spazmatycznie oddychał, walcząc tyle ile mógł by utrzymać jednak tą cząstkę wampira, doprowadzając jak widać do poważnych komplikacji dla łowców. To było na plus dla szlachetnego, walczącego o swoją krwiożerczą naturę. Chociaż darł się wniebogłosy, to nadal żywił w sobie nadzieję, że jednak cały proces odwróci się na jego korzyć. Niestety było inaczej.
Płuca nadal paliły, ciało porażał ból nie do opisania. Nigdy wcześniej nie przechodził przez coś podobnego, a tortury jakie dawno temu zafundował mu Namikaze były niczym w porównaniu z tym co miało miejsce teraz. Rosnąca frustracja, nienawiść oraz wielkie pragnienie wymordowania każdej żywej istoty potęgowały wolę przetrwania. Wampirzysko wyrywało się, nadal naprężając mięśnie. Wyswobodzenie się chociaż jednej ręki było czymś zaskakująco pozytywnym dla szlachetnego, zwłaszcza gdy przy nim była już ta ruda kobieta. Dotykała czoła wampira przez co dotyk wydawał się bardziej uciążliwy i te cholerne nitki wzmacniały ból. Kolejny wrzask zarzynanego stwora rozległ się, a wraz z nim ruch lewej ręki. Dłoń która była protezą, ukształtowała się na wygląd ostrza i bez oporów wycelował nim w łowczynie. Byłą blisko, więc zapewne oberwie. Celował gdzie popadnie więc gdy dotrze do celu, zechce powtórzyć swój atak parę razy. Niech ginie ludzka wywłoka za czyny które popełnia.
- Umieraj ludzka wywłoko.
Syknie jeszcze ostatkiem sił, bo nie ma prawa przewidzieć cóż dalej się wydarzy. Samuru ewidentnie został pokonany i niestety dla niego, zdawał sobie z tego sprawę. Duma zgwałcona, upodlony. Jeśli tylko kiedykolwiek otrzyma szansę zemsty:
Dokona jej.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 273


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 16, 2017 7:21 pm

Spotkanie z demonem było trochę jak najgorsza randka, na której był. Zbiorowa, w słabym miejscu, mało atrakcyjna dziewczyna która przykleiła się do niego i gadała od rzeczy sprawiając, że czuł fizyczny ból kiedy tylko miał z nią kontakt. Bardzo niezręczna sytuacja, w której się znalazł tylko bardziej nabrała na dziwności, gdy jakaś młódka postanowiła go leczyć.
Leon mimo, że umierał i cierpiał nadal nie mógł zostać opuszczony przez poczucie humoru. W takiej sytuacji jak ta mógł mieć tylko je lub powolną śmierć w milczeniu i bez niczego do oparcia się (przynajmniej takiego metaforycznego).
- Myślę, że jesteś moim osobistym aniołem stróżem i chciałbym mieć cię zawsze przy sobie. – Odpowiedział jej drżąc trochę i dysząc. Był na pocker rodeo i z jakiegoś powodu to właśnie na niego uwziął się byk. Trucizna paliła i sprawiała, że tracił siły i wiotczał jej. Nie miał już nawet siły napinać mięśni i chyba po raz pierwszy musiał kontrolować się by nie zapomnieć wziąć wdechu. Zwłaszcza, że teraz dziewczyna na pewno wyglądała mu jak jakiś anioł, który pojawił się po to aby strzelić mu piąteczkę za brawurowo przeprowadzony egzorcyzm i poświęcenie.
Tego co się stało dalej nie do końca jednak potrafił zrozumieć. Miał wrażenie, że jego majaki i podszepty szatana już wpędziły go do grobu. Panienka zaczęła całować go po ranach.
Nie może mi pomóc, to chociaż chce aby było mi miło? Więcej takich kobiet!
Zawsze jak był bliski śmierci (co zdarzało mu się zaskakująco często) lubił pozwalać sobie na więcej. Przynajmniej dziewczyna może się uśmiechnie na chwilę zamiast ciągle chodzić strapiona. On na przykład dość wyczuwalnie się ucieszył na jej traktowanie go (chyba, że nie trzyma mu łap na rozporku to może zauważy). Zwłaszcza, że Leon jako pasjonat pejczy, kajdanek i wiązania znajdywał sporą przyjemność w tym co się działo.
- Kochanie, jakby nie ci wszyscy ludzie to pokazałby ci jeszcze jedno miejsce, które bardzo boli i powinnaś potraktować je tak samo. – Zakaszlał i uśmiechnął się blado, jakby ktoś przeszedł nad jego grobem. Patrzył się na nią wzrokiem, który bardziej pasował do martwego tuńczyka niż człowieka, ale toksyna i senność sprawiały, że to cud że nie usnął.
Wody napił się z przyjemnością, cokolwiek co uleczy jego sklejone i obolałe od gadania gardło. Czuł się lepiej, zwłaszcza jak do niego mówiła, bo mógł przynajmniej myśleć o tym jak spróbować ją oczarować.
- Zasnę tylko wtedy, gdy położysz się obok mnie. Z resztą może po tym wszystkim… - Nie dokończył myśli po prostu zawieszając się na chwilę jakby stracił wątek. - Damy radę, a ty spisujesz się doskonale. Potrzebujemy więcej takich jak ty.
To co tak naprawdę go rozproszyło był jego synek. Albo potwór miesza mu w głowie albo przyszedł go przywitać w królestwie niebieskim. Leon rozdziawił paszczę i nie wiedział na chwilę jak zareagować.
- Franki, chciałbym ale nie mogę. – Zaczął mówić do wyimaginowanego syna. – Nie zapomniałem o was, ale nie mogę jeszcze dołączyć. Twoja siostra, ten wampir. Synku obiecuję, że będziemy kiedyś razem. Pójdziemy na mecz, zobaczę jak grasz i będzie tak jak powinno być. Ale teraz odejdź i zajmij się matką.
Leon był zbyt osłabiony i mimo uśmiechu oczy stały się wilgotne, a do słabego i zmęczonego głosu doszło jeszcze łykanie gorzkich łez. Leon był tylko człowiekiem i nie miał nawet siły dedukować skąd wziął się ten obraz. Walczył z tym by obraz znikł i aby jego dzieciak był znowu tylko wspomnieniem. Leon pamiętał o zmarłych, ale walczył za żywych. Całe życie odkąd umarł syn i żona spożytkował na szukanie tych, którzy to zrobili i śmierć wcale w tym nie pomoże.
- Kochana wybacz staremu człowiekowi. - Powiedział Chizuru ściskając dłonie w pięści. Musiał wytrzymać i nie umrzeć. Pozbyć się potwora, który zrobił sobie w nim posiadówkę. To nie mogło być takie trudne, prawda?

_________________
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 565


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 16, 2017 8:11 pm

Nie chciała i ba, nie zamierzała się nawet poddawać w tej chwili. Walka o życie tak jakoś sprawiała, że ze zwykle spokojnej dziewczyny objawiała się wojowniczka... Ewentualnie to wina adrenaliny i tego, że rzeczywiście nie chciała umierać. No i tak ciężko było jej spełnić to, o czym mówił Diego, więc nie zrobiła tego wcześniej.
Bolało. To wszystko tak cholernie bolało... Próba kopnięcia tego czegoś skończyła się na tym, że odczuła spory ból. Materia przedostała się przez jej ubrania, powodując kolejną dawkę bólu. Aż syknęła, krzywiąc się, lecz nadal się nie poddając. Nie wiedziała jednak, czym skutkowało takie działanie, jak również i to, że do jej ciała trafiła trucizna...
Lecz... Lecz się udało! Nie wiedziała czemu, lecz to, co ciągnęło ją w stronę kręgu odpuściło. Wreszcie mogła poluzować uścisk i odetchnąć. Przymknęła oczy, na chwilkę przestając rejestrować to, co się działo dookoła. Udało się. Udało. Nie wciągnął mnie tam. To była dla niej spora ulga i sprawiło, że uspokoiła się.
- Daj mi chwilkę. Zaraz się ogarnę i dołączę do tej runy - odezwała się do Diego, ponownie otwierając oczy.
Jestem ranna. Ale myślę, że dam radę. Muszę spróbować - trucizna jeszcze na nią nie działała, prawda? -Nie powinien to ciągnąć długo sam.
Dźwignęła się na tyle, by usiąść. Miała wrażenie, że przez ranną nogę nie da rady powstać sobie... Przynajmniej nie teraz.
No i jeśli nie poczuje się nagle gorzej, podłączy się ponownie do runy. Jednakże jeśli później dopadnie ją to uczucie, zamierzała się odczepić... I odsunąć się jakoś, by nie szkodzić.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel http://vampireknight.forumpl.net/t1956-biedne-mieszkanie-w-srednioladnym-blokowisku
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 214


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 16, 2017 8:56 pm

Można by się zdenerwować teraz! No bo właśnie, jak ten demon śmie zignorować jego modlitwę? To aż przykre! Jednakże Serafiel nie przejął się aż tak bardzo tym, gdy zauważył, że najwyraźniej dowódca zdecydował się dogadać z tym stworem. Aż dziwne, że skończyło się to tak, jak skończyło. Odpuścił. Przynajmniej na ten czas.
Jednakże nie wszystko układało się tak pięknie, jakby się chciało. Ciężko było zignorować wybuch runy. Skrzywił się mimowolnie, odszukując również wzrokiem tych, którzy ucierpieli z tego wszystkiego. Cholewka, nie jest za dobrze. I tak nie mógł im pomóc. Więc... Co dalej? Nawet nie wiedział za bardzo, co oznacza to wydarzenie... Oprócz tego, że wcale nic dobrego. To nigdy nie było przyjemne.
Jednak zdecydował się również samemu zadziałać i obudzić ową kobietę! W jaki sposób? Dość nietypowy i zarazem ryzykowny - polegający na rzuceniu fiolki w jej stronę, z dokładnym wycelowaniem tak, by to odniosło sukces.
I... Odniosło.
Aż odetchnął z ulgą, widząc, że rudowłosa się ocknęła. Dziękuję, Panie, że to zadziałało. Nie mógł więcej dalej nic zrobić... Oprócz skupienia się na runie i pilnowania się, i jej. Ale... Jemu się wydawało, czy wampir zaczynał się uwalniać?
Znów pozostał jedynie obserwatorem tego, co się działo dookoła.
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 279


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 17, 2017 8:24 pm

W swoim życiu Leyasu widział wiele absurdalnych rzeczy. Myślał, że odwampirzanie poprzednich krwiopijców będzie górowało najwyżej na liście zadziwiających sytuacji, ale dzisiejszy dzień zdecydowanie zajął pierwsze miejsce. Wcześniejsze rytuały nie należały do przyjemnej i łatwej zabawy, ale dzisiaj miał wrażenie, że ten dzisiejszy rytuał wielokrotnie przekroczył granicę absurdu. Skupiał się na tym, aby dostarczyć jak najwięcej energii runie życia, ale równie dobrze mógł teraz wykonywać taniec plemienny - byłoby to prawdopodobnie tak samo skuteczne.
“Jak? Nie możemy się dostać do środka.”
Tak, to skutecznie mogło przekreślić jego pomysły. Nie wiedział, co stałoby się z delikwentem, który próbowałby wejść do środka, ale przypuszczał, że ten ktoś skończyłby dosyć marnie. W końcu gdyby tak nie było, to łowcy szukaliby sposobu, aby dostać się do Esmeraldy. Drażniło go to, że nie wiedział o tym, co miało tutaj miejsce. Szczególnie obecność dziwnej, demonicznej istoty była dosyć niepokojąca. Tego czegoś na pewno nie powinno być.
Zacisnął zęby, gwałtownie nabierając powietrze, gdy jedna z run wybuchnęła. Odruchowo napiął mięśnie, gotowy do rzucenia się na pomoc, ale zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że warto zostać na swoim stanowisku.
Obserwował rudowłosą, w duchu modląc się o to, aby się obudziła. Nie potrafił zrozumieć, czemu oświata nie zabiła Samuru. Ktoś taki nie zasługiwał na drugie życie zdobyte kosztem kogoś innego, tym bardziej że za jakiś czas może odnaleźć swoich wampirzych znajomych i za ich sprawą na nowo stać się wampirem. Odetchnął, kiedy łowczyni zaczęła wykazywać bardziej wyraźne oznaki życia. Obudziła się, co dawało większe nadzieje niż na początku.
Uniósł głowę, słysząc rozkaz dowódcy. Ostrożnie cofnął krwawiącą rękę od runy i podszedł do skrzyni. Wziął jedną butelkę małej wody. Zamachnął się, aby rzucić w Samuru. Chwila, co on robił?
- Esme, uważaj! - krzyknął, machinalnie sięgając po kolejną butelkę i rzucając ją w stronę Kuroiashita.
Co za niewdzięczny skurwysyn. Powinien łowców całować po nogach za to, że nie ukrócili jego żałosnego życia. Gdyby miał przy sobie broń, to nie zawahałby się władować kilka kulek w Samuru, najlepiej prosto w ten pusty łeb.

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
Naven Windwalker
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t935-naven-windwalker#9120 http://vampireknight.forumpl.net/t937-naven http://vampireknight.forumpl.net/t3255-naven-windwalker#70061
Zarejestrował/a : 21/02/2013
Liczba postów : 332


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 17, 2017 11:47 pm

BOOM! i runa padła, dobrze, że nie jego ale padła runa przy której bym szefu. Naven widząc lecącego na ścianę dowódcę, przełknął tylko ślinę. Sądząc po tym, że jego kolega od runy Corn ledwo dychał, Esme leży nieprzytomna, szefu pewnie nawet nie wie co się z nim dzieje długo nie myślał. Z stoickim spokojem powiedział przez radio do łowców na zewnątrz.
-Tutaj Kapitan Naven Windwalker z 2035 Polskiej jednostki wojskowej.
Czemu to powiedział? proste, większość łowców jest przeważnie byłymi wojskowymi albo mieli styczność z wojskiem. Jednostka 2035 jest niczym innym jak jednostką specjalną komandosów "GROM", sam wydźwięk tej frazy o 2035 powinien dać efekt nie tyle co zastraszenia co wzbudzenia momentalnego szacunku wśród tych co stoją na zewnątrz.
-Przejmuję chwilowo dowodzenie nad akcją.-spokojnym głosem kontynuował-Do grupy łowców wokół zamku, nikt nie ma prawa wejść na teren w promieniu dwóch kilometrów od strefy działań, jeśli ktoś będzie stawiał opór meldować mi.
Naven był nauczony odruchowo dowodzić ludźmi, wszystkie operacje bojowe jakie przeprowadzał wywarły na nim piętno spokoju. Tak! spokoju, wiedział jedno, jeśli on zacznie panikować to morale żołnierzy szlag trafi.
-Przygotować grupy medyczne do natychmiastowej ewakuacji rannych, w siedzibie przygotować się do podjęcia ciężko rannych, czekać na dalsze rozkazy.
Zobaczymy czy go posłuchają w wirze całej sytuacji nie bardzo orientował się co się dzieje, dużo było krzyków rannych i do tego ten upał co wydobywał się z jego runy. Nic nim nie zachwiało, stał dzielnie i dalej myślał o tym jak ratował ludzi, chociaż runa przygasała on nie miał zamiaru zwątpić, że przyjdzie czas na jej ponowne rozbudzenie.
Powoli myślał, że to zjawisko ma powiązanie z aktualnym stanem Esmeraldy i tym czymś, tym demonem który przechodzi od jednego łowcy do drugiego. Szczerze? demon nie chciał by porozmawiać z Navenem bo dostał by soczystą wiązankę prosto w twarz.
Troszkę się ucieszył jak zobaczył łowcę który pomaga mu w utrzymaniu runy, wiedział, że co 2 ręce to nie jedna, powoli czuł się osłabiony, gorąco dawało się mu we znaki a utrata krwi powodowała lekkie zmęczenie. Nav był zaprawiony w walkach z upałem, dlatego mógł mieć klarowny umysł i w razie większej potrzeby nawet się zamienić z kimś.
-Dzięki za pomoc.-powiedział do Leyasu
Koncentrował się dalej na runie a głos wstającego szefa dał mu do zrozumienia, że nie wszystko jeszcze stracone.

_________________
Powrót do góry Go down
Diego
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2764-diego-chavez
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 18, 2017 9:22 am

Jak zwykle, urodzenie się pod szczęśliwą gwiazdą, jak widać miało bardzo dużo plusów, jako jeden z nielicznych czuł się tutaj świetnie, ale tak jak szybko to przyszło, tak miało szybko odejść, ponieważ Latino lover w jednym spojrzeniu na wszystkich ocenił sytuacje na bardzo tragiczną, tutaj siły łowców opadały znacznie, a na dodatek runa, którą utrzymywał, zaczęła żreć bardzo duże pokłady krwi i energii, oj będzie potrzebował pielęgniarki, najlepiej jakieś w białym krótkim fartuchu i... Nieważne, dobra odpuścmy sobie tą wizję, przynajmniej na razie. Diego spojrzał na Midori, która próbowała bezskutecznie walczyć z demonem, kopnięcie go nie wróżyło niczego dobrego, a teraz na dodatek obrażeń została jeszcze zatruta, karma to dziwka, nie kop demonów, bo to się źle kończy. Vlad na ratunek, dowódca postanowił dogadać się z tym czarnym skurwielem, nieźle, przygotował sobie ty siąc różnych scenariuszy, ale w żadnym z nich nie wpadł na to, aby po prostu pogadać z demonem, widocznie i one mają uczucia i nie wolno było ich ranić. Hiszpan widząc całe zdarzenie w środku, że Bella, w końcu się budziła. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, ale równie szybko zniknął po tym co miało następnie miejsce. Diego dobrze wiedział, że przy takim zużyciu dosyć szybko jego energia pójdzie w zapomnienie, ale za to jego pełnia sił mogła być równie dobrze kluczem do rozwiązania problemu. Dobrze, że nie zostawił całej broni przy sobie, magia runiczna miała to do siebie, że wykorzystywała krew użytkownika, skoro i tak darło z niego podwójnie, dlaczego by jeszcze tego nie powiększyć? No właśnie, skoro Esmeralda mogła się bawić w wyznawczynie Jihadu i popełniać samobójstwo, dlaczego on miał tego nie robić? Umrze jako bohater. Nie zastanawiając się długo siegnął po nóż do jednej z kieszeni jego wojskowych spodni, a następnie rozciął drugą dłoń całkiem głęboko, niech zżera to szybciej, ale niech inni karmią się jego energią poprzez runę. Nie licząc na wsparcie Midori, która teraz jedynie co mogła by zrobić to dołączyć do sali samobójców jeśli spróbowałaby chociaż wesprzeć Diega. Syknął jedynie pod nosem, gdyż utrzymywanie runy oburęcznie z dwóch krwawiących dłoni było pieprzonym zastrzykiem energii, lepsze niż mefedron. Skoro dwóch już leżało, nie było innego wyjścia, jedyne na co liczył, że jego heroizm/idiotyzm, nie pójdą niezauważone i ktoś przynajmniej z tego korzysta, najlepiej gdyby wspomogło to kogoś, kto będzie próbował uratować rudowłosą, bo trochę jej szkoda. Na chwilę obecną nie mógł zrobić nic więcej, więc jedyne na czym się skupiał to utrzymanie ogromnych pokładów energii w runie, ale także dystrybując ją równomiernie, żeby wszystko nie jebło i cały misterny plan nie poszedł w pizdu.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 18, 2017 10:15 am

Rannych przybywało, lecz najgorsza w tym wszystkim była trucizna. Paląca, wyniszczająca i szalona, która swój początek miała wraz z pojawieniem się nadnaturalnej istoty w postaci demona. Stwór czekał. Obserwował każdy najdrobniejszy ruch, mając nadzieję na wychwycenie odpowiedniej chwili. Najsłabsi nie mogą się bronić. Chorzy nie mają na to sił, podobnie jak wycieńczeni. Tylko chwile dzieliły wszystko od destrukcji, a śmierć jednego to życie dla czegoś, co w normalnym rytmie nie powinno mieć racji bytu. Demon jednak nie atakował i choć jego obecność przynosiła łowcom niepokój, każdy z nich walczył ze swoim „demonem” by móc przetrwać. Zakończyć rytuał, bo taki był teraz główny priorytet.

Vlad – to jedne z gorszych chwil w Twoim życiu. Najpierw choroba siostry, potem ten cały cyrk zagrożeń powstały w trakcie rytuału. Rodzina – Twoi bracia, jak również łowcy, którzy także potrzebowali ochrony. Wszystko szło w złym kierunku, szczególnie gdy wybuch runy odrzucił Cię od możliwości dalszej ingerencji w szalony znak.
- Ona należy do nich, to z nimi ma swoje konszachty. Nie ochronię Was, nie moja w tym wola. Jestem pielgrzymem na łonie krwi, a krwi tu pod dostatek. Umieram bez niej i marnieję. Kiedy kolej waszej śmierci toczy nad życiem kręgi, ja ROSNĘ. Nie będę już zwykłą marą… będę tym który pochłonie naczynie i wszystkie wątłe dusze oddające mi cześć. - wysyczał, a jego oczy zalśniły szkarłatem w cieniu rzucanym przez kąt piwnicy. Rzucał wyzwanie? Z pewnością zyskał na odwadze dzięki niepowodzeniom i strachu jaki rozkwitał w sercach łowców.
- Jesteś sławny w moim świecie, ale Tutaj… brak Ci ochrony, ludzki okruchu. Żyj póki możesz. Naciesz się tym co masz, bowiem nadchodzi koniec. - przez twarz istoty przemknęło zadowolenie. Rządził. Tak, bez wątpienia powoli czuł się Panem sytuacji, ale czy na długo? Po rozporządzeniu rozkazów usłyszałeś w hełmie jedno krótkie „Przyjąłem”. Carlos. Medyk – to do niego tym razem dotarła prośba o wsparcie. Kiedy zostawiłeś brata ponownie zbliżyłeś się do runy, która po słowach wypowiedzianych w istnej furii, zapłonęła czerwonym gorącym blaskiem. Żarty się skończyły, ale runa agresji wróciła do gry w całej swojej krasie!

Samuru – stawałeś się człowiekiem, to pewne. Wbrew woli chcieli uczynić z Ciebie istotę, której się brzydziłeś, uważałeś za słabą, a jedyne dobre przeznaczenia przewodziły na myśl kwestie pokarmowe. Żyły pulsowały, kiedy krew tłoczona przez serce napełniała zakamarki Twojego ciała. Oddychałeś, a każdy oddech wiązał się z salwą bólu wypełniającą płuca jak i całe wnętrze. Proteza to broń… Proteza to ostatnie słowo zemsty jakie mogłeś zafundować rudej zdzirze działającej wbrew prawu i naturze. Formując ostrze, skierowałeś je w stronę łowczyni, próbując zadać jej na oślep rany. Przez tą chwilę byłeś pół na pół… nie do końca wampir, ale jeszcze nie człowiek. Słyszałeś ciche bicie serca i szybki, choć płytki oddech oponentki. Ktoś ją ostrzegał? Nie zdążyła zareagować, kiedy ty zadałeś obrażenie kierując broń właściwie na oślep. Brzuch? Udało się! Nóż zanurzył się w tkankach kobiety powodując przyjemny dla ucha jej krzyk bólu. Krew trysnęła brocząc Twoje włosy i spływając na twarz.


Stan łowczyni pozostawiał wiele do życzenia. Esmeralda obudziła się i zaczęła kontynuować swoje działanie, lecz było widać, że egzystuje tylko na oparach wytrzymałości. W tym momencie to siła woli trzymała ją przy życiu, pozwalając na dalsze próby dokończenia czarnych praktyk. Kobieta nie słyszała równoczesnych słów wypowiedzianych przez Erica i Leyasu. Jej pojmowanie kończyło się na bezwzględnym skupieniu na zadaniu. Chęci odwampirzeniu tego sukinkota, który na ten moment bardziej zasłużył na konanie w męczarniach niż drugą szansę w ludzkiej skórze. Kiedy ostrze Samuru zatopiło się w ciele kobiety, pomieszczenie wypełnił stłumiony krzyk bólu. Runa agresji nie zdążyła powstrzymać wampira, a niewinna krew zbroczyła wnętrze kręgu. Jak na zawołanie wybudził się najczarniejszy scenariusz całej akcji. Wszystkie runy zaczęły niebezpiecznie drgać i gęstnieć.
- Odsuńcie… się… od….run!!!!!- kobieta zacisnęła pięści, a czerwona energia stworzona z energetycznych nitek pochłonęła ją i Samuru. Krąg zaczął wirować, wzbierając ścianę pulsującej czerwieni, która odgrodziła wnętrze kręgu, od tego co działo się na zewnątrz. Każda z run wydawała dźwięki, jakby właśnie pękało  na niej szkło… Iskrząca energia pomieszana z krwią wychodziła ze znaków i jak dzikie węże pętała wszystkich łowców znajdujących się przy runach. Ochrona? Wyglądało to tak jak wówczas, kiedy szalona siła pomogła Midori i Ivanowi. Następnie zgasła runa siły – zrobiła się czarna, zmarniała jak ścięty kwiat pozostawiony bez wody. W ślad za nią poszły związanie i agresja. Czy to już koniec? Ależ nie… runa wytrzymałości i życia wybuchły odrzucając stojących przy niej łowców aż pod ściany. Został tylko palący się znak wiary, który tlił się aż do końca umierania kręgu. W końcu i ten zgasł, a wraz z nim opadła również ściana ze środka kręgu gasząc magiczną linię której nie należało przekraczać.

Samuru jest nieprzytomny – ma na sobie ciemno-sine ślady od spętania. Jest stuprocentowym człowiekiem. Oddech jest bardzo słaby.

Esmeralda jest nieprzytomna – jej oddech jest bardzo słaby. Traci dużo krwi.


Demona również nie ominęła zabawa wirujących nici, ale to co skierowało się do niego nic nie miało wspólnego z ochroną. Bestia widząc rozgardiasz próbowała uciekać, lecz wiązka energii wychodząca z run była szybsza. Jęczał, wił się i krzyczał kiedy nici zaciskały się na jego ciele. Język w jakim przeklinał był niezrozumiały dla ludzi, ale było widać, że bardzo cierpi przez obecność krwawej energii. Co z niego zostało? Ino strumień krwi i smoły. I wspomnienie. Skończyła się jego droga pielgrzyma.


Eric – jako jeden z dwóch próbowałeś ostrzec kobietę, jednak nie słuchała Cię. Kiedy ostrze zatopiło się w brzuchu łowczyni, rozegrał się prawdziwy armagedon, którego ty – prosty facet z parą w łapie mogłeś być świadkiem. Runa siły wydawała dziwne dźwięki i marniała wprost na Twoich oczach. Iskrząca się energia ze znaku przechodziła na Ciebie, tworząc coś w rodzaju tarczy mającej za zadanie ochronić. Jak było? Przyjemnie. Z dobrą dla życia temperaturą i warunkach po stokroć przewyższających to, co do tej pory serwowano w tej zapyziałej piwnicy. Wszystko opadło, łącznie z energetycznymi nićmi, które zamieniły się w krew. Twój stan jest całkiem dobry – poza zmęczeniem i lekką utratą krwi, nic Ci nie jest.

Ivan – pupila nie było w zasięgu wzroku, widać wraz z Kresem wciąż byli potrzebni na górze. W sumie to i lepiej, bowiem jak tak wysoka temperatura mogła działać na psa? Zdawało się, że najgorsze za Wami, ale czar prysł z chwilą zranienia łowczyni. Łowcy byli coraz słabsi, a Twój brat Adam niknął w oczach. Znów oplotły Cię nitki energii, a po chwili nastąpił znajomy wybuch, odrzucający pod same ściany piwnicy.
Byłeś obolały, ale żywy. Nitki tak jak i poprzednio zamieniły się w krew, pozostawiając po sobie tylko przykre wspomnienie.


Corn – wiedząc, że już długo nie pociągniesz w takich warunkach, skierowałeś się pod ścianę piwnicy, gdzie pociągnąłeś solidny łyk krwi ze swojej piersiówki. Czułeś jak życiodajny płyn rozchodzi się po przełyku, jednocześnie przynosząc ulgę spragnionemu ciału. Ominęła Cię zabawa przy runach… Słyszałeś dźwięk pękającego szkła i z daleka mogłeś obserwować jak to wszystko zaczyna przypominać małe pobojowisko, obraz nędzy i rozpaczy.
Twój stan pozostaje bez zmian.

Ley – na znak dowódcy wycofałeś się od runy i skierowałeś wprost do skrzyni z ukrytymi skarbami. Widziałeś co wyprawia Samuru, ale Esmeralda zdawała się Cię nie słyszeć. Nim zdążyłeś rzucić butelkę w ryj wampira, krąg i runy jakby oszalały. Jak to dobrze, że stałeś na tyle daleko, by być jedynie skromnym obserwatorem, a nie uczestnikiem!


Naven – chciałeś przejąć stery nad misją. Próbowałeś nawet rozdysponować rozkazy dla stacjonujących nieopodal łowców, ale jak…? Nie miałeś ze sobą nadajnika, hełmu, czy też telefonu. Nikt nie usłyszał Twoich wołań, mimo że bardzo się starałeś.
Kiedy rozegrało się prawdziwe piekło, ty znajdowałeś się akurat przy swojej runie. Nie miałeś nawet szansy reakcji, kiedy energia oplotła Cię, a potem zostałeś odrzucony przez wybuch. Nitki opadły pozostawiając na Tobie jedynie krew. Jak się czułeś? Tak, jakby ktoś właśnie Ci przyłożył. Nie miałeś żadnych złamań, ani większych uszkodzeń ciała. Byłeś tylko, albo i aż obolały.
Midori – w Twoim ciele szalała trucizna, ale mimo to chciałaś walczyć dalej. Planowałaś nawet powrócić do runy, ale dziwny zbieg wydarzeń nie dał Ci takiej szansy. Zostałaś opleciona przez czerwone nitki, których obecność działała na Ciebie bardzo kojąco. Kiedy cyrk na kółkach skończył się, ty… miałaś wrażenie, że wszystko już jest w porządku. Wyleczyło Cię? Kto wie, zobaczymy co powie medyk!
Jak na razie czujesz się całkiem nieźle i poza zmęczeniem nie uskarżasz się na żadne dolegliwości.


Serafiel – łowczyni się obudziła, ale co z tego jak po chwili rozegrała się na Twoich oczach prawdziwa tragedia. Z niepokojem spoglądałeś jak część run wybucha, a inna część po prostu umiera. Tylko runa wiary odpowiedzialna za ochronę działała do samego końca, ciągnąć z Ciebie niebotyczne pokłady energii. Po wszystkim zgasła, podobnie jak zgasła linia kręgu.
Twój stan jest względnie dobry, a sen nie morzy już powiek. Przed Tobą trudne zadanie, bowiem liczba potrzebujących medycznej pomocy przewyższa możliwości Twoich dłoni. Ale coś zrobić trzeba.


Chizu – Chizuru Namikaze okazała się prawdziwą bohaterką dnia, kto by pomyślał, co? To dzięki Tobie Leon jeszcze żył i chyba miał się całkiem dobrze, skoro miał siłę by żartować. Znajdowaliście się w pewnej odległości od kręgu, ale jakaś siła – jakieś czerwone nitki postanowiły nie pominąć i Was, kiedy to wszystko się rozgrywało. Poczułaś silny uścisk witek, który szybko przerodził się w coś… kojącego? Czułaś ciepło napełniające Twoje ciało i tą dziwnie przenikającą energię. Coś było na rzeczy. A ciało pozostało wolne od trucizny.


Leon – nawet na łożu śmierci skupiłeś na sobie uwagę pięknej kobiety. Nie ma co, brawo dla kunsztu rasowego playboya! Nie byłbyś sobą, gdyby nie kilka dwuznacznych słów skierowanych do młodej dziewczyny. To już jest koniec? Możliwe, zwłaszcza, że Twój syn nie był zachwycony takim biegiem zdarzeń.
- Ja chcę do Ciebie, tato. - powiedział, kierując ku Tobie najsmutniejsze spojrzenie na jakie mogło się wysilić dziecko. Ale odszedł. Rozpłynął się w mroku, zakryty przez czerwone maci oplatające ciało. Nigdy nie czułeś nic tak przyjemnego i kojącego. Kiedy nitki zamieniły się w krew,  Tobie wróciła cała żywotność, a po truciźnie najwyraźniej nie pozostał nawet ślad. Wizja loda była silniejsza nad widmo śmierci.


Adam – ty także znajdowałeś się niemal na łożu śmierci. Nim skonałeś zdążyłeś przekazać bratu wiadomość i wyrazić swą ostatnią wolę. Ale nie ma zasypiania… Brat jaki jest taki jest, ale parę w łapie ma przednią. Policzki zapiekły prawdziwym bólem i na chwilę nawet oprzytomniałeś. Kątem oka widziałeś ten cały cyrk, jednak nie byłeś w stanie podjąć większej reakcji. I Ciebie oplątały energetyczne witki, a kiedy to wszystko się skończyło dostrzegłeś na schodach sylwetki lekarzy. Dwóch z nich podeszło do Ciebie z noszą, a ty słyszałeś strzępki słów
- „Jak się nazywasz”, „Słyszysz mnie?”, „Ile widzisz palców?” - szczerze mówiąc gówno widziałeś nie palce, ale był tutaj jakiś plus, albowiem coś pierdyknęło i nadeszła odsiecz.

Diego – do tej pory Twoja runa nie sprawiała większych trudności. Coś się jednak zmieniło. Najpierw cios, potem szalone zachowanie kręgu i wszystkich znaków. Również byłeś szczęśliwym właścicielem „futra” z witek, które ochroniło Cię w czasie największego zagrożenia.
Nadal jesteś młody, piękny i silny, a stan latynosa pozostaje bez zmian.

Do Waszej dyspozycji oddaję 4 medyków Oświaty (z czego dwóch aktualnie znajduje się przy Adamie).

Nasz event dobiega końca, a teraz coś na co w pełni zasłużyliście...


Nagrody

Żeby uczciwie potraktować Wasze zaangażowanie w event, proponuję jasny system przyznawania nagród.

Osoby będące na evencie od początku do otrzymują 80 punktów za odgrywanie postaci.
Osoby które przyszły po czasie, bądź wyszły przed zakończeniem otrzymują 30 punktów za odgrywanie postaci.

Każdy z graczy grający z nami od początku ma prawo wybrać jeden artefakt z listy w myśl zasady "kto pierwszy ten lepszy". Gracze którzy przyszli później nie mają prawa wyboru - za nich wybierze dowódca uznaniowo z tego co zostanie.

Spoiler:
 

Ponadto chciałabym rozdać nagrody specjalne.

Dodatkowe nadprogramowe sloty na magię otrzymują:

Serafiel
Grigorij
Leon

Magia ta może być opanowana tylko na poziomie podstawowym. Propozycje magii podsyłajcie do administratora Testamenta.


Samuru otrzymuje jedno zaklęcie magiczne na poziomie podstawowym, które uzgodni z administracją.
Nagroda dla Zacka jest w trakcie ustalania z administracją.
Ewentualne zmiany w wyglądzie musicie zgłosić i nanieść do swoich kart postaci.

Chizuru otrzymuje:

Aura heal – Rytuał, w którym uczestniczyłaś otworzył Twoje wewnętrzne oko, chakry czy cokolwiek tam posiadasz. Obudziła się w Tobie magia, której źródła nie znasz… choć możesz się go domyślać. W każdym razie jest ona jak najbardziej po drodze z Twoimi aspiracjami. Co więcej. Jak się w przyszłości przekonasz jest także potężna… choć jak wszystkie pokrewne magii krwi ma swoją cenę.
Poziom podstawowy:
Twoje ręce przyoblekają się skumulowaną życiodajną energią pochodzącą z Twojego własnego organizmu. Dzięki tej energii jesteś w stanie pobudzić komórki do wzrostu, podziału i regeneracji nawet jeśli są częściowo obumarłe. Dzięki temu jesteś w stanie leczyć skaleczenia, rany, wstrzymywać zatrucia itp. jednakże im dotkliwsze obrażenia leczysz tym więcej własnej energii życiowej przekazujesz. Po każdorazowym użyciu tej magii poczuć się możesz niczym po przebiegnięciu 10km w rekordowym czasie. Bez napitku. Co więcej nazbyt krótkie przerwy bądź zbyt długie wykorzystywanie tego czaru spowodować może omdlenie albo w skrajnym przypadku trwałą anemię.

a Eric...

Kamienna Skóra – oddziaływanie magii krwi i poświęcenie dla rytuału dokonały trwałych zmian w Twoim organizmie. Skóra stała się twardsza, zdecydowanie wytrzymalsza. Nigdy nie miałeś rąk masażysty artysty, ale teraz już nikt po uścisku dłoni nie będzie miał obiekcji co do Twego zaangażowania w pracę fizyczną. Znacznie trudniej przebić Twoją skórę przez co obrażenia cięte oraz obrażenia wywołane żywiołami są zredukowane o 25%. Oczywiście powoduje to także pewne niedogodności. Twoje czucie jest bardzo ograniczone. Jeśli kiedykolwiek oślepniesz czytanie braila będzie bardzo problematyczne. Podobnie jak sprawdzenie czy masz guza, manualna weryfikacja jędrności kobiecych piersi czy nawlekanie igły na nitkę i tym podobne czynności.


Każdy z graczy który brał udział w evencie podczas ekstra kolejki za przedterminowe odpisy ma prawo wybrać jeden przedmiot jednorazowego użytku dla swojej postaci:

Tabletki niewidzialności – rozpuszcza się w ustach i smakuje jak kurczak. Jedna z nowszych zdobyczy nauki skrzyżowanej z alchemią. Po zażyciu takiej pigułki należy odczekać jeden post by zaczęła działać. To dobry czas by zacząć się rozbierać ponieważ, z naturalnych przyczyn, działa  tylko na ciało. Dzięki takiej pastylce osoba ją zażywająca zyskuje niewidzialność na 4 posty. Teraz bądź mądry i wymyśl co z wyposażeniem.

Serum szybkości – czasami jest tak, że sekundy mogą świadczyć o przeżyciu. Ci którzy borą sobie tę regułę do serca zapewne z przyjemnością wyposażą się w to prototypowe serum. Znajduje się ono w niewielkim urządzeniu iniekcyjnym, które wystarczy przyłożyć do zgięcia łokcia zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Samo wprowadza specyfik wprost do żył. Substancje zawarte w serum zwiększają czas reakcji oraz przepływ krwi naturalną koleją rzeczy zwiększając szybkość osoby z niego korzystającej. Zwiększa się o 25% szybkość i refleks osoby zażywającej na okres 3 postów.

Serum regeneracyjne – są takie chwile kiedy wykrzyczane w nieboskłon słowo „kurwa” to za mało. Na wypadek takich właśnie czasów powstało to oto serum. Znajduje się ono w niewielkim urządzeniu iniekcyjnym, które wystarczy przyłożyć do zgięcia łokcia zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Samo wprowadza specyfik wprost do żył. Substancje zawarte w serum znacznie przyśpieszają regenerację tkanek. Regeneracja ta trwa 3 posty. W pierwszym zamykają się powierzchowne rany i rozpoczyna się koagulacja głębszych uszkodzeń. W drugim rozpoczyna się odtwarzanie tkanek by w trzecim proces zakończył się. Pamiętaj by nastawić wcześniej kości i wyjąć ciała obce. Z drugiej strony lepiej czasem po prostu przeżyć, a nieprawidłowe zrośnięcie zostawić chirurgom.


UWAGA:
Zastrzegam sobie prawo nie przyznania artefaktu w przypadku jeśli posty końcowe będą pisane na "odwal się". Wówczas gracz pozostanie poinformowany o tym na pw, a nagroda wróci do naszej puli. Ten jeden post piszecie tutaj (wraz z wyborem nagrody - pod postem), następnie przeniesiemy się do sali medycznej oświaty, gdzie również rzecz będzie się działa poza fabułą.

Na posty czekam do 22.04. Potem pojawi się temat w sali medycznej.
Dziękuję za udział i polecam się na przyszłość ~



_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 859


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 18, 2017 10:41 am

Jeśli wcześniej tempo było zawrotne to teraz stało się wręcz szaleńcze. Krzyki, jęki i przemowy łączyły się z buzowaniem energii w jeden harmider. Słowa demona wcale nie zadowoliły Vlada, który zamierzał istotę przykładnie ukarać za nieposłuszeństwo jednak jego uwagę przykuł Samuru. Ten skurwysyn miał protezę. Jak mogli to przeoczyć? Zranił kobietę, która była cennym zasobem dla Oświaty. Kobietę, której ból niemal zranił fizycznie jego samego jakby jakaś struna jego dawnego jestestwa została poruszona. Potem wszystko stało się nagle. Magia... albo inny demon.. upomniała się po odgrażające się demoniszcze tak dotąd chełpiące się swoją pielgrzymką krwi. Runy zaczęły niszczeć eksplodując i wygasając, lecz oto ponownie Esmeralda zadbała o ich jestestwo. Wszystko się skończyło. Przybyli wezwani medycy.
- Zabrać Lwa do jego psów. Już! - nakazał medykom, którzy tradycyjne zadawali jego bratu bzdurne pytania. Tego chciał i to dostanie. Później pomówią o te dziwnej prośbie i Kroenenie. W pierwszym odruchu Vladislau chciał podbiec do Esmeraldy i ją przytulić, lecz wściekłość i zdrowy rozsądek odgoniły tę ckliwą myśl. Nawet jeśli była jego Cecylią tamto życie na tę chwilę było wspomnieniem. Ona sama go nie pamiętała lub nie chciała pamiętać.
- Esmeralda to priorytet. Wezwijcie przygotowany ambulans i zajmijcie się pozostałymi. Nic mi nie jest. - rzekł do kolejnych medyków, których mijał stawiając ciężki, żołnierskie kroki. Szedł w kierunku Esme i Samuru. Jeżeli jakiekolwiek okowy przetrwały to całe zdarzenie Vladislau kopał je tak długo aż nie ustąpią. Następnie podniesie Samuru ku górze za gardło i ciśnie nim z ogromnym impetem na ścianę wkładając w to tyle siły ile mu jeszcze pozostało. Bez większego pośpiechu podejdzie do niegdysiejszego wampira i ponownie uniesie go w powietrze by zacząć tłuc opancerzoną ręką w jego protezę dopóki nie zostaną z niej zwisające szczątki, które zamierzał wyrwać z jego ciała. Dopiero wtedy odrzuci go niczym śmiecia.
- On jest ostatni w kolejce. Najpierw łowcy. - oświadczył Vlad. Samuru miał być ukarany i został. Jego życie nie było teraz wiele warte. Szczególnie gdy tyle musieli przez niego wycierpieć łowcy. W szczególności Esmeralda. Jak się okazało uderzenie niegdysiejszym burmistrzem w ścianę naruszyło i tak nadwątloną przez rytuał konstrukcję. Zaciekawiony Vlad pchnął poluzowane kamienne kloce, które upadły z łoskotem ukazując pomieszczenie z łowieckim wyposażeniem gdzie znajdowała się stara, nadwątlona przez czas broń oraz... artefakty. Wzrok Vlada w szczególności przykuł specyficzny pierścień. Wyglądał jak coś reprezentującego sztukę nowoczesną albo błąd początkującego artysty-rzemieślnika. Dlatego Vladislau się nim zainteresował. Tego dobra było jednak znacznie więcej, a dowódca nie będzie bronił uczestnikom dostępu do sprzętu. Spisali się naprawdę dobrze jak na warunki w jakich przyszło mu pracować.




Wybieram Pierścień Gwiazd oraz Serum Regeneracyjne.

Pozostali niech wybierają co chcą i zakładamy, że to własnie zostanie im przydzielone(niektórzy są chyba w kiepskim stanie do myszkowania po ukrytych pomieszczeniach). Diego, Naven i Leyasu zostaną obdarowani oddzielnie gdy wszyscy już napiszą, łącznie z nimi. Za pozwoleństwem MG "zamknę" kolejkę.
Powrót do góry Go down
Eric
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3203-eric-thorne#68166 http://vampireknight.forumpl.net/t3212-eric-thorne http://vampireknight.forumpl.net/t3252-eric#69839 http://vampireknight.forumpl.net/t3213-eric#68451 http://vampireknight.forumpl.net/t3214-mieszkanie-erica#68475
Zarejestrował/a : 09/03/2017
Liczba postów : 101


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 18, 2017 12:07 pm

Stało się to czego się obawiał... mimo ostrzeżenia (wypowiedzianego chyba w tym samym momencie z drugim łowcą) Esmeralda ich nie usłyszała. Zbyt skupiona na swoim zadaniu wkrótce uświetniła ich imprezę krzykiem wypełnionym bólem. Samuru nie tyle ją walnął co zmienił swoją łapę (czy to była proteza? chyba tak, Eric nie widział dokładnie) w ostrze i wbił w miękkie ciało lekarki. Polała się krew i nagle zapanował chaos. Amerykanin nie wiedział co się dzieje poza tym, że płomiennowłosa krzyknęła by odsunąć się od run zanim nie zniknęła za ścianą z nitek energii. Miał na prawdę zwiewać? Ale jego runa po prostu gasła, to znaczy jej czerwień, z drugiej jednak strony zaczęła iskrzyć i oplątywać go? Dziwne uczucie... jakby porywali go obcy! Nie to żeby kiedykolwiek mu się to przydarzyło, ale dość się naoglądał dokumentów na ten temat. W każdym razie temperatura nie był już taka wysoka jak dotychczas, co więcej czuł jak energia wypełnia i jakby gładzi jego skórę? Ciężko to opisać jak nie zna się poetyckich porównań. Nawet gdyby chciał się cofnąć to... nie potrafił bo iskrzenie tak go zafascynowało. To była tylko jedna strona medalu bo z drugiej strony martwił się o stan ugodzonej przewodniczki rytuału. Nie chciał uciekać z podkulonym ogonem! Pozostał i w sumie... nie stało się nic złego, zwłaszcza w porównaniu do dwóch innych run które pierdyknęły z hukiem godnym świętowania 4 lipca. Część stropu opadła, demon wył z bólu gdzieś za nimi, a on czuł się jakby na chwilę ogłuchnął przez wybuch dwóch run. Biedaki które musiały tam stać...
Co ciekawe... kiedy nici i iskrzenie opadło poczuł się dziwnie. Jakby nie czuł delikatnego materiału koszulki przylegającej do ciała, czy bandamki na nosie. Co więcej widział dokładnie, że na oczy opada mu kępka blond włosów zamiast brązowych. Co do czorta?! Cholerna magia zafundowała mu darmowe utlenianie?
Kiedy dym powstały przez opadający stop opadł zobaczył jak pewnym krokiem do kręgu wchodzi dowódca. Zamiast klęknąć przy kobiecie łapie Samuru za szyję i w końcu robi coś o czym marzyli chyba wszyscy łowcy w tym pomieszczeniu. Rzuca nim o ścianę jak szmacianą lalką. Eric uśmiechnął się lecz tylko na moment, choć chyba większość osób był pokryta krwią z pozostałości po niciach to z Esme uciekała jej własna posoka. Rozejrzał się po reszcie łowców i szczerze mówiąc nie było tak źle. Nawet ci dotknięci przez demona zdawali się czuć dobrze. Zacisnął i rozprostował zranioną wcześniej dłoń. Ruszył do środka kręgu wyjmując z kieszeni piersiówkę z krwią wampira by opróżnić ją całą w kilku łykach. Och, od razu lepiej. Schował pustą i kucnął obok Esmeraldy.
Nie znał się na pierwszej pomocy, więc zaczekał aż medyk pozwoli mu wziąć ją na ręce czy przenieść na nosze. Jedyne co mógł zrobić, bo podszedł jako pierwszy to ściągnąć bandamkę i przyłożyć ją do rozcięcia na brzuchu by krew nie opuszczała jej aż tak intensywnie. Kiedy podejdzie medyk, odsunie się oczywiście.
Po przybyciu medyków w końcu będzie mógł się od niej odsunąć i wyszczerzyć zęby do Leona stojącego czy też nadal leżącego pod ścianą.
-Lepsze niż to gówno od Lisa!- krzyknął do przyjaciela.
Potem dopiero zobaczył jak przywódca wyłazi z jakieś dziury w ścianie i gapi się na jakąś błyskotkę na palcu. Czyżby łowieckie artefakty? Uniósł brew i podszedł do wyłomu. Faktycznie, mężczyzna aż zagwizdał na ich widok.
Za zgodą dowódcy wszedł do pomieszczenia jako drugi i po szybkim zapoznaniu się ze skarbami wyciągnął całkiem sporej długości nóż.
-Witaj skarbeńku.- uśmiechnął się pod nosem.
Wyszedł z nowym ostrzem w dłoni i odetchnął głośno. Zmęczenie jakie odczuwał bardzo pragnęło teraz mocnej czarnej kawy, ale najpierw... miał nadzieję, że płomiennowłosa wyjdzie z tego cało.
Czekał na dalsze rozkazy i kiedy wszystko będzie gotowe ruszy wraz z resztą do sali medycznej w Oświacie na rutynowe badania w swoim czasie. Swoją drogą... jeśli już miał nowy nożyk, a Samuru był zwykłym dupkiem, nie mega silnym dupkiem... podszedł do skrzyni i wyciągnął swój pistolet, wodę święconą i nóż antywampirzy.

Wybieram Pocałunek Teściowej *wink wink* i Serum szybkości

_________________
Eric mówi tylko po angielsku.


Ostatnio zmieniony przez Eric dnia Wto Kwi 18, 2017 12:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1337


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 18, 2017 12:10 pm

Łowca był już zmęczony i padał na ryj, jedynie co pragnął to się położyć w swoim łóżku i odpocząć. Chciał tego i wiedział że kiedy tylko wróci do domu, będzie czekał na niego długi sen, pomijając już same dzieje swojej ręki, która niezbyt dobrze się miała. Dostał się pod ścianę piwnicy, by móc chwile odetchnąć. Chwile zagadał do Vlada, który dość szybko się pozbierał z ziemi. Esmeralda dzielnie walczyła mimo swoich problemów, a sam Cornelius przyglądał jej się, bo jednak zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że jednak jeśli on tak cierpiał przy swojej ręce, to co ona czuła. Współczuł jej i jednak mimo iż się starał robić wszystko, by jej pomóc, to w jakimś stopniu niestety poległ. Dobrze jednak znać swoje granice, bo nie wiedział co by było z nim gdyby nadal uparcie, chciał utrzymać runę... No ale to było teraz nie ważne. Zmienił się, by móc zakończyć swoją role przy runie. Wylądował pod ścianą i tam pozwolił sobie chwile odetchnąć przyjmując małą porcje trunku, która była teraz niczym pokarm bogów dla gardła Corneliusa jak i dla reszty organizmu. Upił łyk, potem kolejny odsuwając od ust gwint piersiówki, by potem spojrzeć na to co się dzieje na sali. Co się działo? To wyglądało okropnie. Łowcy brzydko mówiąc rozjebani po całym pomieszczeniu. Esmeralda mimo iż wróciła jej świadomość, to przez swój upór do dokończenia dzieła ponownie leżała nieprzytomna. Inni tez nie wyglądali za dobrze, dlatego też Cornelius wziął wdech spokojnie, po czym schował swoją piersiówkę z powrotem do kieszeni. Zaczął powoli wstawać i choć nieco mozolnie to jednak stanął na dwie nogi, czując słabość do tego stopnia że w pierwszej chwili miał wrażenie że zwymiotuje. Pokręcił jednak głową i zaczął się rozglądać po tym obrazie nędzy i rozpaczy. Skieruje się mimo wszystko powoli do Vlada, gdy ten wyda pierwsze rozkazy po całym zamieszaniu. Patrzył w sumie sobie pod nogi, dlatego jego uwagę głównie przykuł kolczyk białego słonika. Choć wyglądał nieco dziecinnie, to jednak zainteresowanie Corna wzbudziło się na tyle, że ten schylił się po niego, by go zgarnąć do kieszeni, ruszając też dalej w kierunku Vlada, choć niebawem pod jego nogami skończył Samaru, przez co przypominając sobie słowa Dowódcy, które powiedział niedawno, pochylił się nad eks wampirem by złapać go za czuprynę. W sytuacji gdy medycy mieli zamiar zająć się Cornem i jego stanem, ten ciśnie w nich Samaru
-Zajmijcie się nim, nie mną.
Jeśli takie osoby się nie znajdą, Cornelius sam zgarnie Samaru z tego miejsca prosto do sali medycznej, by tam się nim zajęli.
- Każdy z obecnych ma obowiązek wstawić się do sali medycznej, bez wyjątku.
Nie miał wątpliwości że w tym pomieszczeniu na pewno znalazły by się osoby, które zamiast iść do oświaty na kontrolne badania i tak dalej wolały by iść do domu i tam się osobiście sobą zająć.


biorę białego słonika oraz Serum regeneracyjne.

_________________


Fragment Treningu Corna
- Naprawdę jesteś niemiły - odparła - wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
- Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję - wyjaśnił. - Wszyscy mnie wkurwiają.

Znalezisko Gakiego.:
 

Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746 http://vampireknight.forumpl.net/t3547-ivan http://vampireknight.forumpl.net/t3687-ivan#80309
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 63


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 18, 2017 12:40 pm

Jego psiaka nie było, dlatego też musiał jakoś inaczej spędzić ten czas. Nie mógł opuścić runy, która i tak na niego nie reagowała, nie mógł jakoś pomóc, a widok brata, pod ścianą, który nie wstaje, lecz jest przytomny, niezbyt była krzepiąca. Musiał jednak wytrzymać i być cierpliwym, bowiem Vlad mu zaufał, a nie wiadomo co by się stało gdyby wyszedł z runy. Esmeralda odzyskała świadomość, Kontynuując  rytuał. Nim się zorientował zaś zaczęło an niego coś wpełzać, lecz tym razem był o wiele spokojniejszy. Kobieta kazała odejść od run, lecz nim Ivan zdołał cokolwiek zrobić, nastąpił znany mu wybuch, który go odrzucił pod samą ścianę piwnicy. Warknął gardłowo, czując kolejne obucia. Przez chwile nie wstawał, czując też na sobie lepką substancję, która była krwią. Musiał się jednak podnieść, bowiem jego emocjami zaczęły targać zmartwienie dotyczące Adama. Widział jak Vlad poschodzi do środka okręgu, zaś sam zaczął powoli wstawać, czując pod rękami coś. Podniósł rękę i zauważył, ze pod nią leży Owalny amulet. Skąd on był, jak tu się znalazł? Tego nie miał pojęcia, lecz był ładny i bez dłuższego namysłu Ivan wziął go sobie, po czym jednak wstał.
Czuł się niezbyt dobrze, lecz w porównaniu do innych był wstanie do wykonywania poleceń i tak dalej. Nie myśląc długo Ivan skierował się do swojego brata, przy którym byli już medycy. Opatrywali go. Dało się słyszeć rozkaz dowódcy, na co Stalowa Ręka spojrzała na medyków.  
-Precz z łapami.
Odparł do nich i mimo wszystko sam chciał zgarnąć Adama na ręce. Był słaby, lecz był wstanie podnieść swojego Brata. Któż by jeszcze pomyślał, że jeszcze do niedawna mieli jakiś problem. Tak czy inaczej wstanie z Adamem, po czym jednak bez słowa uda się do schodów w celu wykonania rozkazu Vlada.
Nie wiedział dokładnie gdzie są jakiekolwiek psy, lecz w chwili gdy wyjdzie na gorę, spotka swojego Vlada, jak i Kresa. Na widok czy to pierwszego czy to drugiego, uśmiechnie się lekko pod nosem, po czym zacznie kręcić głową, by zdjąć z niej ten przeklęty kaptur, którego już miał dość. Zerknie na Adama i jego stan, podrzucając go lekko i na prawdę z wyczuciem, po czym skieruje się do Ambulansu mając nadzieje, że znajdzie się tam miejsce dla Adama, jak i dla Esmeraldy która w oczach Vlada była priorytetem, a dla Ivana to właśnie Adam nim był. Jeżeli Adam chciał do psów, to niestety będzie musiał jeszcze chwile poczekać, bowiem możliwe że dopiero w sali medycznej będą towarzyszyły mu psy, które teraz były niedaleko, lecz do pojazdu nie ma opcji by weszły. W przypadku gdy Adam będzie miał świadomość na tyle sprawną, to dopuści do niego jego psy, które chyba nie zaatakują samego Ivana, choć kto wie.

- Owalny amulet
- Serum Szybkości.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 273


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 18, 2017 3:03 pm

- Ja też synku. Daj mi trochę czasu, znajdę sposób by nas połączyć. Pomścić wasze dusze. – To było zbyt emocjonalne przeżycie dla Leona. Gdyby nie to, że był facetem to z jego oczu poszłaby kawalkada łez. Dramat ojca, który z jednej strony musi trzymać się życia, a z drugiej chciałby dołączyć do swoich bliskich.
Mimo, że dzieciak znikł, tak samo jak kolce (więc jedynym logicznym wyjaśnieniem były wizje demona lub toksyny) w Leonie ciągle to siedziało. Krótkie spotkanie z przeszłością, której nie chciał zapomnieć odcisnęło na nim zbyt wielkie brzemię.
Dopiero słowa Erica go obudziły. Były jak porządny plaskacz w twarz. Kowboj ściągnął z twarzy chustę i wypluł rozwodniony susz, który w nich trzymał. Cud, że się nie zadławił, ale lata praktyki w jaraniu i życiu tytoniu widać nie poszły w las. Zaraz wyciągnął z kieszeni dwa nowe cygara. Jedno wsadził sobie między zęby i odpalił je ciesząc się smakiem zwycięstwa, a drugie turlnął Ericowi. Ot trzeba było jakoś poświętować.
- Eryk… - Powiedział na tyle głośno na ile mógł, a nie było to takie proste w jego wypadku. Wystawił kciuk do góry i uśmiechnął się szelmowsko. – …Póki ciepła.
Znowu oszukali śmierć i znowu jego niezawodna pieśń prosząca ją o danie mu jeszcze chwili zadziałała. No i nie oszukujmy się Chizuru wypadało podziękować po tym wszystkim. Ale w tej sprawie będzie musiał pogadać z Eryczkiem, bo póki co nie zapowiadał się być ruchowym w najbliższym czasie.
Złapał młodą medyczkę za dłoń i ścisnął ją lekko puszczając jej oko, póki co tylko tyle mógł zrobić dla niej w podzięce.
- Dzięki doktorku, bez ciebie nie dałbym rady. Wiszę ci, sporo. – Mruknąl, a potem przypomniał sobie o czym super ważnym. Nie po to chronił swoje rzeczy w skrzynce aby ktoś mu je bezczelni zakosił. – Złotko, bądź tak kochana dla faceta i powiedz Erykowi, że w płaszczu są moje zabawki. Jakby co, to wie co z nimi zrobić.
Padł nieprzytomny mając dość wrażeń i zmarnowanej energii. W zamian za to pozwolił aby lekarze zajęli się resztą i ogarnęli jego cielsko. Ciągle się wykrwawiał i nie miał już siły by się podnieś, to ściśnięcie ręki (które notabene było wcale słabe i ledwo wyczuwalne) było ostatnim tytanicznym wysiłkiem jaki był w stanie wykrzesać z mięśni. Głowa poleciała mu w dół, z gardła dobyło się głośne chrapnięcie, a do uszkodzeń stroju można było doliczyć usyfienie popiołem i lekkie przypalenie. Ale co tam, Leon śnił teraz o prerii, bandzie dzieciaków i kochającej żonie czekającej z ciastem jabłkowym. Wizja małego nieba, która była idealnym zakończeniem pięknego dnia.

[chcę Pif-paf Szaleńcza i serum szybkości, bo prawdziwy gunslinger potrzebuje fajnej broni i szybkiej ręki]

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   

Powrót do góry Go down
 
Ruiny zamku [piwnice]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Ruiny Zakazanej Świątyni
» Ruiny miasta Ilion
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Biblioteka w zamku Bestii
» Piwnice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: GÓRY-
Skocz do: