IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Isao

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next
AutorWiadomość
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Apartament Isao    Pią Paź 26, 2012 10:20 pm

Apartamenty w tym budynku charakteryzują się tym, że są drogie, ale też niezwykle luksusowe, mają dużo pomieszczeń z gustownie zagospodarowanym wnętrzem i wszelkie cuda techniki. Każdy apartament jest inny. Tu nie jest inaczej. Mieszkanie to zostało wybrane przez samego Isao spośród reszty nie zajętych przez nikogo apartamentów. Odkąd chłopak ten tu zamieszkał przeprowadzono tu parę zmian. Tu się odmalowało, tam się dodało coś nowego...

~ Korytarzyk
To tu znajdziesz się w pierwszej kolejności, tuż po wejściu do apartamentu. Utrzymywany w jasnych kolorach już na samym początku wprowadza w "klimat" tego mieszkania. Znajduje się tu wieszak na ubrania, miejsce na buty i mała szafeczka, gdzie się je przechowuje. Nie jest on długi, ale przy końcu rozwidla się na dwie strony. Do salonu i kuchni nie ma drzwi, a zamiast tego w ścianie starannie zrobione są tzw. łuki.

~ Kuchnia (klik)
Gustownie urządzona, o starannie dobranych kolorach sprawia wrażenie wiecznie czystej i wręcz nie używanej. Znajdują się tu wszelkie potrzebne przyrządy a także nowinki techniczne wysokiej klasy. Na jednej ze ścian znajduje się okno, a tuż przy nim dobrany gatunkowo i kolorystycznie stolik oraz krzesła, wręcz zapraszające aby na nich usiąść i zjeść coś smacznego.

~ Salon (klik)
Miejsce, gdzie można się zrelaksować. Utrzymywany w kontraście robi niesamowite wrażenie, ale jednocześnie wygląda na przytulny. Znajduje się tu sporo szafek, szuflad, kredensów i innych miejsc, gdzie można przechować bardziej i mniej ważne przedmioty. W oczy rzuca się też duży telewizor a także szary, puchaty dywanik, na którym stoi stoliczek do kawy ze szklanym blatem, a wokół którego mieszczą się fotele i kanapa. W salonie znajduje się duże okno w pięknym widokiem, a także wejście na balkon średniej wielkości. Często również gdzież przy ścianie stoi gitara elektryczna i piec do niej, choć te nie rzadko przenoszone są z salonu do sypialni Isao.

~ Łazienka (klik)
Utrzymywana w barwach śliwkowego fioletu, bieli i jasnym brązie. Taka kolorystyka pomaga w odprężeniu się i zapomnieniu o wszelkich problemach. Można powiedzieć, że składa się ona z dwóch pomieszczeń - głównego, w którym znajduje się dość spora wanna, prysznic, umywalka, sedes, szafeczki, lustro i wszystkie potrzebne przybory, oraz mniejszego, w którym znajdzie się pralkę i kosz na brudne rzeczy.

~ Sypialnia Isao (klik)
Chyba najciemniejszy pokój w całym apartamencie. Utrzymywany w ciemnych barwach, często z przesłoniętym oknem sprawia wrażenie utrzymywanego w półmroku. Jest to jednak zabieg celowy, gdyż, jak dobrze pamiętamy, właściciel tej sypialni jest istotą mrok lubiącą (:)). Duże i z pewnością wygodne łóżko rzuca się w oczy niemal od razu po wejściu do pomieszczenia i aż zaprasza by się na nim położyć i zasnąć. Wbrew temu, co ukazane jest na zdjęciu powyżej, w sypialni tej nie ma telewizora. Czasem gdzieś pod ścianą stoi mimo wszystko przyciągająca wzrok gitara elektryczna a także piec do niej. Na półkach natomiast (nie rzadko także na ziemi, na łóżku i wszędzie gdzie się da), znaleźć można stosy mang i anime świadczące o zainteresowaniach właściciela.

~ Sypialnia dla gościa (klik)
Sypialnia dla gościa (ewentualnie nowego mieszkańca, jeżeli ktoś jeszcze się tu kiedykolwiek wprowadzi). Przytulne miejsce, o nieco przyciemnionych barwach. Tak jak w poprzedniej sypialni, tu także w oczy rzuca się duże i na pewno wygodne łóżko. W pokoju tym jednak zazwyczaj okna są odsłonięte, przez co wpada do niego swobodnie światło dzienne. Znajdują się tu też liczne szafki i szafeczki, na których i w których można przechowywać różnego rodzaju rzeczy.

~ Pokoik na "graty"
Malutkie pomieszczenie, gdzie przechowuje się niepotrzebne, lub nie przeznaczone do widoku gości przedmioty. Znajdzie się tu między innymi przyrządy do sprzątania, ale także liczne przetwory: dżemy, kompoty, soki i tak dalej.


Ostatnio zmieniony przez Isao dnia Nie Lis 01, 2015 7:25 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Paź 26, 2012 10:49 pm

Dosłownie czuł się jakby przeżył spotkanie pierwszego stopnia czoło-tir. Choć przez drogę Mad podleczyła go trochę i w dość dużym stopniu uśmierzyła ból, on dalej czul się fatalnie. Nie umiał na niczym się skupić, czuł okropny brak sił. Parę razy już myślał, że nie da rady, że upadnie i już się nie podniesie, jednak całe szczęście zawsze wtedy udało mu się zmobilizować na tyle, by nie robić jeszcze większego kłopotu biednej Mad, która musiała się teraz nim opiekować i podpierać go - ciężkiego i wielkiego wampira. Dobrze, że nie wiedział z kim miał do czynienia. Jego stan rzeczywiście mógłby się znacznie pogorszyć, gdyby ktoś powiedział mu, że osobą, która mu tak pomaga jest nikt inny jak Madeline, którą jeszcze parę dni temu odwiedzał na cmentarzu. Oj, kiepsko by się takie coś skończyło. Teraz i tak był we wręcz fatalnym stanie, lepiej było nie dolewać oliwy do ognia.
W niektórych miejscach słyszał głosy ludzi, którzy zapewne patrzyli się na nich uważnie, widząc prowadzonego blondyna całego we krwi. Nie obchodziło go to. Nie był w stanie myśleć o tym w tej chwili, skupiając się głównie na tym, aby dojść do apartamentowca. Nie wiedział kim jest osoba, która użycza mu swojej pomocy, lecz jednego był pewien - zawdzięczał jej bardzo dużo już w tej chwili. Maddie nawet nie wyobrażała sobie jak bardzo szarooki był jej teraz wdzięczny. Gdyby nie pojawiła się w tamtej chwili w tej wąskiej uliczce, Isao zapewne całkowicie straciłby siły do dalszej walki i padłby gdzieś w ciemnej uliczce, leżąc tam nieprzytomny aż nie zapadłby w śpiączkę lub ktoś by go nie znalazł zawczasu. Dziewczyna zdecydowanie mogła być z siebie dumna bowiem być może ocaliła Takei'owi życie lub, nie przesadzając, ocaliła go od dalszego bólu i być może kolejnego zapadnięcia w trwającą długo śpiączkę...
Gdy weszli już do Apartamentowca, zaraz dobiegł do nich ochroniarz. Isao uspokoił go a ten wyręczyli Mad i pomógł mu wejść do windy. Przez dłuższy czas mężczyzna ten upierał się, że muzyk powinien trafić do szpitala. Isek jednak był nieugięty i zawzięcie bronił się przed tym, nie pozwalając się na wożenie do tego typu placówki medycznej. Sam siebie próbował przekonać, że nic mu nie będzie, że wydobrzeje. Przecież był silnym, wytrzymałym wampirem. Jakże mógł tego nie wytrzymać? Ale wracając... Mad, Takei i ochroniarz wkrótce znaleźli się na odpowiednim piętrze. Gdy zaś stanęli przed drzwiami, blondyn znalazł w kieszeniach klucz i podał go Maddie, ochroniarza odsyłając na dół. Gdy zaś drzwi otworzyły się, szarooki ruszył przed siebie, lecz zaraz musiał przytrzymać się ściany, którą nieco ubrudził krwią. Czuł się już nieco lepiej. Znieczulenie, które "otrzymał" od Mad działało, lecz nie do końca przynosiło zamierzony efekt. Bowiem kiedy nie czuł bólu w ranie koło brzucha, czuł piekielne pieczenie w gardle i płucach. To jego organizm upominał się o uzupełnienie krwi, której tak dużo stracił. On jednak nie dawał się. Odwrócił się do Mad i nie otwierając oczu, wysilił się na słaby uśmiech.
- Dziękuję Ci za wszystko. Zostaw mi swój numer abym mógł się odwdzięczyć i możesz już iść. Dam sobie radę. Nie ma potrzeby dalej sprawiać Ci kłopoty.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 8:43 am

Droga do apartamentowca była ciężka i zdecydowanie dłuższa, niż Mad to sobie wyobrażała. Gdy ujrzała przed sobą wejście do budynku, w duchu westchnęła z ulgą. Była już porządnie zmęczona, niejednokrotnie przejmując na siebie ciężar wampira, kiedy ten tracił równowagę i od czasu do czasu przesyłając mu wiązkę magii, co zawsze ją wykańczało. To był jednak dopiero początek. Nie znała się może na samym leczeniu wampirów, ale zamierzała tego osobnika traktować jak ludzkiego pacjenta. Zdawała sobie też sprawę, iż chłopak będzie przede wszystkim potrzebował krwi - żadnych tabletek zmieszanych z wodą, a czystej posoki, by jego obrażenia w ogóle zaczęły się regenerować. I, oczywiście, miała zamiar użyczyć mu swojej krwi. Byli przecież przyjaciółmi, zależało jej na nim, nawet jeśli on nie miał pojęcia kto mu pomaga. Tak zresztą było lepiej.
W holu wyręczył ją ochroniarz i dziewczyna trochę zregenerowała siły. Rozmasowała zdrętwiałe ramiona i kark. W windzie, kiedy to mężczyzna próbował przekonać muzyka do wizyty w szpitalu, Madeline zajęła się przeszukiwaniem swojej torby. Chciała się upewnić, że ma pod ręką wszystko, co będzie jej potrzebne. Woda utleniona, gaza, mnóstwo bandaży. Złamaną rękę mogła nastawić, ale będzie też potrzebowała usztywnienia. Cięte rany od noża wymagały szwów, dziewczyna jednak postara się je przynajmniej częściowo zasklepić magią - z całą resztą poradzi sobie przyspieszona regeneracja wampira. O ile ten dostanie krwi.
Otworzyła drzwi, kilkoma słowy podziękowała ochroniarzowi, zapewniając go, iż teraz już sobie poradzi i weszła do mieszkania za blondynem. Otwierała już usta, by coś powiedzieć, ale chłopak uprzedził ją. Wysłuchała jego bezsensownych słów ze zmarszczonymi brwiami. Naprawdę spodziewał się, że dziewczyna teraz go zostawi? Nawet, gdyby się nie znali, gdyby był dla niej całkiem obcym, przygodnie spotkanym wampirem, Maddie siedziałaby przy nim choćby całą noc, opatrując go i czekając póki nie wydobrzeje.
- To nie będzie konieczne, bo nigdzie nie idę - zaoponowała, ściągając jednocześnie płaszcz. Zawiesiła go gdzieś, po czym z ostrożnością sięgnęła po wierzchnie odzienie Isao. - Potrzebna ci jest medyczna pomoc i zamierzam jej udzielić - poinformowała go jeszcze. Jeśli bez trudności udało się jej zdjąć płaszcz wampira, poprowadziła go przez przedpokój do salonu.
- Chodź, na kanapę - powiedziała cicho. Już tam, w mieście, zorientowała się, że chłopak ma jakieś problemy ze wzrokiem. Mogła mieć tylko nadzieję, że to tymczasowe, bowiem jej magiczne zdolności zdecydowanie nie były na poziomie pozwalającym uleczyć ślepotę. Musiałaby sprowadzić Yutakę, licząc na to, że doktor nie jest tak uprzedzony do krwiopijców, jak brat Mad.
Z pomocą dziewczyny Isao powinien zasiąść na kanapie, a następnie położyć się powoli. Madeline przełknęła ślinę, czując lekki niepokój, ale szybko wzięła się w garść. Musiała to zrobić, nie było innej opcji.
- Zaczekaj tu i nie ruszaj się - poprosiła. - Przygotuję się.
Udała się do kuchni. Najpierw w kranie dokładnie umyła ręce, a potem rozejrzała się. Jej wzrok padł na niewielki nożyk, który natychmiast pochwyciła. Wróciła do salonu, przysiadła na podłodze, tuż przy Isku i na chwilę przymknęła oczy. Następnie jednym zdecydowanym ruchem rozcięła jasną skórę własnego nadgarstka, z którego momentalnie poczęła spływać czerwona posoka.
- Pij - mruknęła, podsuwając nadgarstek chłopakowi. Jeśliby się wzbraniał dosłownie przycisnęła mu go do ust, nie popuszczając, póki nie wypił chociaż kilku łyków. Wprawdzie bała się, iż w tym stanie wampirowi z trudem przyjdzie kontrola, ale nie było wyjścia - dopóki się nie napił, Mad nie miała nawet co myśleć o niesieniu mu pomocy. Potrzebowała wsparcia naturalnie szybkiej regeneracji chłopaka, zaś w innym razie zamierzała natychmiast dzwonić na pogotowie.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 10:59 am

Wiedział, że dziewczyna, która mu pomagała była człowiekiem. Wyczuł to po cieple jej drobnej dłoni, kiedy na samym początku złapała jego zimną rękę. Wiedział więc, że należy ona do tych mniej silnych, kruchych istot rasy ludzkiej. Starał się więc robić jej jak najmniej kłopotów, próbując iść o własnych siłach. Nie myślał o niczym innym a wszystkie swoje pokłady energii starał się umieścić w nogach aby te pozwoliły mu bez przeszkód dojść do Apartamentowca. Okazało się jednak, że energii miał dużo mniej niż myślał, bowiem momentami ta znikała całkowicie i chłopak tracił równowagę. W tych momentach zapewne przewróciłby się i stracił przytomność, gdyby nie Madeline, która przytrzymywała go wtedy. Dzielna, silna dziewczyna. Isao przecież był od niej sporo wyższy i na pewno sporo cięższy. Podziwiał więc ją i czuł do niej ogromną wdzięczność. Już w tamtej chwili w jego głowie pojawiła się myśl, że musi mieć do niej jakiś kontakt, bowiem będzie musiał się jej jakoś odwdzięczyć. Z tym, że nie przychodziło mu do głowy nic co byłoby wystarczającym podziękowaniem za to co zrobiła. Wszystko miało zbyt małą wartość...
Tak, on też wiedział, że potrzebuje krwi. Był w końcu wampirem, dobrze znał swoją krwawą naturę. Oprócz tego także, gdy Mad znieczuliła nieco wcześniej bolące go miejsca, Takei poczuł ten okropny ból wywołany głodem. Tego bólu dziewczyna nie była już w stanie wyleczyć magią, proszkami ani niczym innym oprócz świeżej krwi. Był to ból okropny, wręcz palący jego płuca i gardło. Ale czy on nie nauczył się z nim żyć? Po części tak, ale w zwykłych sytuacjach był o wiele mniej intensywny. Teraz odbierał mu możliwość normalnego myślenia, mącąc mu w głowie, zamraczając go. On jednak dalej twardo trzymał się swoich zasad - żadnej krwi ludzkiej, co najwyżej woreczki z krwią lub tabletki. Tak, wmawiał sobie, że to wystarczy i dzięki temu poczuje się lepiej, choć w głębi duszy dobrze wiedział, że okłamuje sam siebie. Może więc po części też i z tego powodu starał się namówić Maddie żeby wyszła już i zostawiła go samego? Tak, być może. Bał się bowiem, że straci nad sobą kontrolę i zrobi jej coś. Jej, której tak wiele zawdzięczał.
- Ale ja ... naprawdę sobie poradzę. - zapewnił ją słabo, dalej upierając sie przy swoim. Chciał uparcie trzymać się swojego zdania, jednak słowa, które dodała Mad, wzbudziły w nim wątpliwości. Medyk? Może więc lepiej będzie jak pozwoli się jej nieco opatrzyć? - Jesteś medykiem? Chyba jednak miałem troszkę szczęścia. - dodał w końcu i wysilił się na lekki uśmiech, zaraz jednak zaczął kaszleć, zatykając usta zdrową dłonią, na której znowu pojawiła się odrobina krwi. Bez słowa pozwolił się zaprowadzić do salonu, gdyż sam miałby problem żeby tam trafić. Tyle lat tu nie mieszkał... już zdążył zapomnieć gdzie co jest. Jeszcze by się o coś potknął i wyłożył jak długi. Tak, to z pewnością tylko pogorszyłoby sprawę.
- Dzięki. - mruknął cicho, gdy już siedział na kanapie i powoli położył się. Ubrudzi się, pomyślał przez chwilę, ale zaraz postanowił olać sprawę. Kupi sobie nową, może nawet taką samą. Stać go przecież. Teraz natomiast i tak, gdzie by się nie podział, wszystko pobrudziłby swoją krwią. Mówi się trudno... Na słowa dziewczyny pokiwał lekko głową i otworzył oczy. Nie widział nic, kompletnie nic, przed nim była tylko bezkresna, głęboka czerń. Nie podobało mu się to. Dla kogoś kto poznawał świat głównie przez zmysł wzroku i węchu, stracenie obu tych zmysłów było dość trudne i mało komfortowe. Ale cóż miał na to poradzić? Nie wiedział kiedy to ustąpi. O ile w ogóle ustąpi...
Musiał więc korzystać jedynie ze słuchu. Słyszał więc kiedy Madeline wróciła do salonu i przysiadła tuż przy nim. Myślał, że zacznie go leczyć, opatrywać czy coś w tym stylu, ale tak nie stało się. Poczuł jak kropla krwi kapie mu prosto na usta i od razu ożywił się, wręcz panikując.
- Nie! Nie potrzebuje! - mało nie zerwał się do pozycji siedzącej (a to raczej nie byłoby dobrym pomysłem), lecz w ostatniej chwili został powstrzymany przez nadgarstek Mad, który teraz został przytknięty mu do ust. Już nie umiał się powstrzymać. Zamknął oczy i pił powoli ciepłą posokę dziewczyny. Zadrżał lekko i uniósł dłoń, chwytając jej rękę i trzymając ją lekko, kiedy on pił. Pił wszystko, ile tylko wypłynęło z rany, ale ta nie krwawiła zbyt długo a on zaczął czuć cholerny niedosyt. W głowie szumiało mu straszliwie, myśli krążyły i szalały. Trzymając rękę Mad, powoli podniósł się nieco. Pociągnął ją w swoja stronę i sunął ustami po jej ręce, ramieniu, by wreszcie dotrzeć wyżej. Odgarnął jej włosy i polizał szyję. Nie mógł się powstrzymać, nie umiał, stracił kontrolę. Otworzył usta i już miał wbijać kły w szyję Mad, gdy w ostatniej chwili powstrzymał się. Maddie mogła jedynie poczuć coś ostrego na swojej skórze, jednak na pewno nie została w tamtym miejscu zraniona. Isao ocknął się i odsunął od niej, ponownie opadając na kanapę.
- Przepraszam. - mruknął cicho, czując prawdziwe wyrzuty sumienia. Wierzchem swojej dłoni przykrył oczy, które i tak pozostawały zamknięte.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 1:33 pm

I tu po raz kolejny upór chłopaka odnośnie wizyty w szpitalu nieco utrudniał zadanie Madeline. Tam bez wątpienia od razu podłączyliby go do kroplówki z krwią, uzupełniając w jego ciele ten drogocenny płyn i Isao momentalnie poczułby się lepiej. Niestety, nie jest żadnym zaskoczeniem, że woreczków z krwią łowczyni przy sobie nie nosiła, a zatem jedynym źródłem posoki była ona sama. Do zmęczenia spowodowanego użyciem magii i dość długim spacerem z ledwie przytomnym wampirem na ramieniu, dochodziła jeszcze utrata krwi, która człowieka osłabiała bardzo szybko. Trudno jednak, Mad podjęła decyzję, by nie zabierać blondyna do szpitala wbrew jego woli, a zrobić dla niego wszystko, co będzie w jej mocy.
- Niewątpliwie - odparła sucho na jego zapewnienia. Już zdążyła zapomnieć, jaki bywał uparty, a ostatnie na co w tej chwili miała ochotę, to kłótnie z nim. Skoro zdecydowała się mu pomóc, mógłby jej to przynajmniej ułatwić, bo naprawdę bardzo, bardzo się o niego martwiła, a z każdą chwilą jego stan nieznacznie się pogarszał. To naprawdę nie był czas na sprzeczki. Nie zwracając zatem uwagi na jego słowa, pomogła mu z płaszczem i zaprowadziła na kanapę.
- Można tak powiedzieć, znam się trochę na medycynie - odpowiedziała, nie chcąc zdradzać o sobie zbyt wielu szczegółów, by w połączeniu z jej głosem Isek nie uświadomił sobie z kim na do czynienia.
Tuż przed tym, jak dziewczyna przecięła swój nadgarstek, Isao mógł usłyszeć jak jej serce przyspieszyło nieznacznie. Była nieco zdenerwowana, wszak nikt nie lubił celowo sprawiać sobie bólu. Poza tym, jeśli chodzi o wampiry, nigdy nie można być niczego pewnym. Dla chłopaka była w tej chwili jedynie głosem, nieznajomą postacią, która z jakiejś przyczyny postanowiła mu pomóc. Co powstrzymałoby go od wypicia zbyt dużej ilości krwi i pozbawienia dziewczyny przytomności, czy wręcz życia? Chyba tylko samokontrola, która w jego obecnym stanie mogła być znacznie osłabiona.
Niemniej Maddie zacisnęła zęby i przejechała nożem po skórze, tworząc mimo wszystko dość głębokie nacięcie. Podsunęła wampirowi nadgarstek lewej ręki, z kolei prawą, jakby spodziewając się oporu, objęła go za ramiona. Tak jak sądziła, w pierwszej chwili blondyn gotów był odmówić. Z niemałym wysiłkiem utrzymała go w pozycji leżącej. Gdyby teraz podniósł się tak gwałtownie, prawdopodobnie byłoby to tragiczne w skutkach. I choć Maddie nie należała do osobników specjalnie silnych fizycznie, dzisiaj pokazała, jak wiele siły może człowiekowi przynieść zaangażowanie się w pracę i chęć niesienia pomocy. Co tu jednak dużo mówić, była porządnie zmęczona i gdyby nie adrenalina, pewnie zasnęłaby siedząc na podłodze.
- Mówiłam żebyś się nie ruszał! - rzuciła ostro.
Przytknęła krwawiącą rękę do warg chłopaka, krzywiąc się przy tym z bólu. Wzdrygnęła się, czując, że wampir zaczyna pić, ale wzięła głęboki oddech i siedziała spokojnie, wciąż stanowczo obejmując go zdrowym ramieniem. W pewnej chwili została nieco pociągnięta, więc nachyliła się nad nim tak nisko, że mógł poczuć jej ciepły oddech na twarzy. Cóż, chciał więcej - była gotowa mu dać. Jednocześnie uwolniła blondyna z uścisku i sięgnęła po artefakt, który nosiła pod bluzką. Nie chciała, by uruchomił się właśnie teraz. Zacisnęła powieki i czekała na kolejne ukłucie bólu. Skuliła się nieznacznie, gdy wampir drasnął kłem jej skórę, ale nic więcej się nie wydarzyło.
Uchyliła powieki i ze współczuciem popatrzyła na rannego.
- Nie przejmuj się tym - szepnęła. - Wszystko jest w porządku. - Ton jej głosu był ciepły, czuły, uspokajający. Pogłaskała do delikatnie po głowie, po czym odsunęła się nieco. Jej biała koszula poplamiona była krwią, a rana na nadgarstku piekła niemiłosiernie. Maddie, wciąż siedząc na ziemi, oblała ją wodą utlenioną i nie kłopocząc się dokładnym oczyszczeniem, szybko nalepiła plaster.
- Teraz poczujesz się lepiej, ogarnie cię senność. Śpij, będę tu - odezwała się jeszcze, po czym ponownie ułożyła obie dłonie na klatce piersiowej chłopaka. Przez blisko pięć minut niebieska poświata krążyła wokół jego postaci, znieczulając i kojąc. Gdy Mad, teraz już porządnie zmęczona, upewniła się, że chłopak nie będzie czuł bólu, zabrała się do pracy. Rozcięła jego koszulę i nogawkę spodni, dokładnie obmyła wszystkie obrażenia. Raz jeszcze pomogła sobie magią, starając się jak najbardziej zasklepić rany i zniwelować obrażenia wewnętrze, choć w największej mierze liczyła tu na samoregenerację wampira. Opatrzyła go czystymi bandażami, na pęknięty łuk brwiowy przykleiła plaster z gazą jałową i obmyła z krwi jego twarz. Na końcu, gdy chłopak powinien już być pogrążony w głębokim, leczniczym śnie, nastawiła jego złamaną rękę, usztywniła długą, drewnianą łyżką, którą wcześniej zabrała z kuchni i dokładnie obandażowała.
Wreszcie skończyła. Przetarła dłonią twarz, zostawiając na białym czole smugę krwi - nawet tego nie zauważyła. Była wykończona. Planowała wyjść z mieszkania nim Isao się obudzi, ale musiała chwilę odpocząć. Nie zmieniając pozycji, z całą apteczką rozwaloną na podłodze wokół siebie, z zakrwawionym nożykiem przy nodze i w poplamionym ubraniu, Maddie przyłożyła głowę do kanapy, tuż obok twarzy Isao. Zasnęła w kilka sekund.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 3:00 pm

Wiedział, on bardzo dobrze wiedział, że w szpitalu zajęto by się nim lepiej. Nie zgadzał się jednak na to, żeby go tam przewieziono, uparcie trwając przy swoim. Nienawidził tego typu miejsc, nienawidził wszystkich lekarzy, którzy tam pracowali. To ich obwiniał za wszystko złe co spotkało go przeszło siedem lat temu. To przez nich Madeline umarła, to przez nieodpowiednią opiekę on zapadł w śpiączkę i nie mógł być na pogrzebie ukochanej. To przez nich jego życie zawaliło się, zespół się rozpadł a on stracił jakikolwiek cel w życiu. Wiedział, że w szpitalu dostałby dużo krwi, tak potrzebnej mu w tej chwili. Mimo to nie pozwolił, nawet jeśli miało się to wiązać z pozostaniem w domu i cierpieniem tam katuszy przez okropny ból i spowolnioną regenerację oraz ogromny głód. Mad była pierwszym od dawna medykiem, do którego nie żywił niechęci, a wdzięczność i swego rodzaju sympatię. Była jego światełkiem w tunelu, do którego mimowolnie go zaciągnięto. Nie chciał żeby to światełko zgasło, a wiedział, że istniało takie niebezpieczeństwo. Najbardziej niebezpieczny był teraz jego okropny głód i utrata kontroli, którą mógł wywołać. Mógł stać się zagrożeniem dla jego światełka, osoby, która bezinteresownie pomogła mu, oferując swoje siły, swój czas. Nie chciał tego, ale w obecnym stanie niewiele mógł poradzić.
Słysząc jej sucho wypowiedziane słowa, poddał się. Czuł, że upieranie się przy swoim nie miało tu sensu i po prostu nie wygrałby. Poza tym nie miał już sił na sprzeczki czy dalsze pokazy zawziętości. Już sama walka z chęcią Madeline i ochroniarza do zabrania go do szpitala była wystarczająco wyczerpująca i pochłonęła zbyt dużo jego energii. Bez słowa więc pozwolił zdjąć z siebie płaszcz, pomagając nieco dziewczynie. Sam nie dałby sobie rady, głównie przez złamaną prawą rękę. Grzecznie pozwolił zaprowadzić się do salonu i ułożyć na kanapie, która teraz była brudna od jego krwi. Gdy zaś wróciła do salonu i usiadła obok, a on usłyszał jak jej serce gwałtownie przyspiesza, zaniepokoił się. Co zamierzała zrobić? Miał co do tego złe przeczucia ale już wkrótce dostał odpowiedź na swoje pytanie. I ta wcale mu się nie spodobała. Kiedy zorientował się co dziewczyna chce zrobić, wpadł w panikę. Wiedział, że mógł jej zrobić krzywdę, nawet ją zabić. Był zbyt głodny a utrata kontroli była realnym zagrożeniem. Nie wybaczyłby sobie gdyby w jakiś sposób ją zranił. Wolał już protestować, choćby podnosząc się gwałtownie, co zapewne uczyniłby, gdyby Mad w odpowiedniej chwili nie powstrzymała go.
Gdy już poczuł jej krew w swoich ustach, odpłynął. Głód przejął kontrolę nad jego ciałem i umysłem, organizm domagał się uzupełnienia płynów życiowych, których tyle mu ubyło w tymże ataku. Słodka krew dziewczyny koiła jego ból, pieczenie w płucach i gardle. Ciało domagało się więcej tej czerwonej posoki, czując wyraźny niedosyt. Nawet nie był do końca świadom tego, że zaczął sunąć w górę, chcąc dostać się do szyi Maddie, która dostarczyłaby mu tyle krwi, ile tylko miała dziewczyna. W ostatniej chwili jednak odzyskał świadomość i odsunął się, tuż przed wbiciem kłów w jej skórę. Już teraz poczuł się okropnie, tak niewiele brakowało! Opadł znów na kanapę.
Poczuł się lepiej, gdy usłyszał jej ciepły głos i poczuł jak zaczyna go głaskać. Odruchowo powędrował dłonią na jej dłoń i przycisnął ją do swojej twarzy, do swoich ust. Tyle lat... Tyle lat nie doświadczył tego typu czułości, nie czuł dotyku delikatnych, kobiecych dłoni. Tak za tym tęsknił... Opamiętał się jednak i puścił jej dłoń, pozwalając robić swoje.
- Dziękuję. - szepnął i zamknął oczy. Wkrótce poczuł jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego ciele a skóra w miejscu ran łaskocze go lekko. Ból ustępował a wzmacniało się zmęczenie, które mąciło mu w głowie i pchało go ku krainie snów. Czuł, że powoli traci kontakt z rzeczywistością, jak powoli zasypia. Coś jednak podkusiło go. Obawiając się, że medyczka nagle zniknie, chciał ostatni raz ją dotknąć. Przekręcił głowę w jej kierunku i odruchowo otworzył oczy ze zdziwieniem odkrywając, że ciemność zniknęła. A więc działanie mocy tamtego wampira powoli znikało, tak? Mimo to w tej chwili i tak niewiele widział. Przed jego oczami rozpościerał się zamazany obraz. Światło, kilka kolorów, same kontury, bardzo niewyraźne i rozmazane. Spojrzał w stronę dziewczyny i dostrzegł, że ma jasne, długawe włosy i białą bluzkę. Twarzy nie widział, oczy, nos i usta były zamazane, tworząc plamę. Mimo to jednak coś w nim drgnęło, poczuł jak jego serce przyspiesza, choć umysł uparcie domagał się snu. Wyciągnął zdrową dłoń w kierunku Madeline i dotknął jej włosów.
- Widzę... trochę widzę... - mruknął cicho, z trudem zachowując przytomność i uśmiechnął sie lekko. Jeżeli nie protestowała, dotknął także jej twarzy. - Wyglądasz jak pewna bliska mi osoba... - Ale zaraz zabrał dłoń i znów ułożył ją na kanapie. Nie miał już sił by walczyć z sennością, lecz zdążył jeszcze dodać. - Ale to nie możliwe... Musiałbym być w niebie a jestem przecież skazany na piekło.
Nie wytrzymał... W tym momencie Morfeusz ostatecznie wziął go w swoje objęcia. Zasnął snem głębokim i niezwykle twardym. Nie miał pojęcia co się z nim dzieje. Nie wiedział, że jego światełko zajęło się jego leczeniem do końca, że potem zasnęło tuż obok niego. Spał jeszcze przez jakiś czas, nieświadom zupełnie niczego. Dopiero po kilku godzinach zaczął się przebudzać. Najpierw poruszył się lekko, potem zaś otworzył oczy i ujrzał nieco bardziej wyraźny obraz własnego sufitu i lampy. Ze zdziwieniem spojrzał na swoją usztywnioną rękę i przyznał też, że czuje się znacznie lepiej. Wtedy dopiero odwrócił się w drugą stronę i zobaczył małą, blondwłosą istotkę śpiącą połowicznie na ziemi, a połowicznie na kanapie. Nie był w stanie jej przenieść, więc wziął jedynie koc, który leżał obok i przykrył ją ostrożnie.
- Dziękuję - szepnął cicho, głaszcząc jej włosy. Nie potrafił jej rozpoznać, gdyż widział tylko czubek jej głowy i twarz schowaną za przedramieniem. Węch jeszcze do niego nie wrócił, zaś wzrok był już prawie całkowicie dobry, jedynie troszkę rozmazywał się. Zaraz jednak, gdy przypadkiem dostrzegł skrawek jej szyi, poczuł nagłe uderzenie bólu, który przypominał mu o tym, że dalej był straszliwie głodny. Podniósł się z kanapy i stanął na własnych nogach, które nadal były cholernie słabe. No tak... może został podleczony, ale sił ciągle mu brakowało. Nieco wystraszony sprawdził jeszcze tylko czy na jego szyi jak zawsze wisi tak ważny dla niego wisiorek. Był tam, jego mały skarb, który otrzymał od samej Madeline, pozostał nienaruszony. Chwiejnym krokiem wyszedł z salonu i doszedł do kuchni, po drodze niechcący coś przewracając. Nie obchodziło go to. Dopadł się do szuflady, z której wyjął pudełeczko z tabletkami krwi. Wysypał prawie całą zawartość na swoją dłoń i władował sobie do ust pełną garść tabletek, połykając je zaraz. Dotknął swojego gardła, czekając aż ból i głód ustąpią. Nie mógł przecież w takim stanie iść do tej dziewczyny...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 3:43 pm

Skoro zatem tak uparcie tkwił przy swoim, dziewczyna nie mogła tu nic poradzić. Problem polegał na tym, iż sama też była lekarzem, czy może medykiem, zważywszy na nieukończenie wyższej uczelni. Chociaż i ją wiele nieprzyjemności, wiele zła spotkało z rąk doktorów, nie potrafiła wszystkich od razu przekreślić. Wciąż miała w pamięci własnego wujka, doskonałego kardiochirurga, który dla pacjentów poświęciłby własne zdrowie i życie. Taka chciała kiedyś być, do tego dążyła. I taka, jak uważała, była większość lekarzy na świecie. Od każdej reguły znajdą się jednak wyjątki. Zarówno Maddie, jak i Isao mieli pecha, natrafiając na ludzi nieodpowiedzialnych, niedouczonych, lub po prostu nieodpowiednich. Wciąż jednak marzeniem dziewczyny była praca na stałe w szpitalu. Nie zmieniła zdania, mimo że Bóg jeden raczy wiedzieć, co robili z nią przez ostatnie lata ludzie, którzy porwali ją z kliniki w Tokio.
Tylko kilka razy w życiu Maddie, wampir pił jej krew. Było to uczucie o tyle nieprzyjemne, co interesujące. Z jednej strony pojawiał się ból i narastające osłabienie, z drugiej - dziewczyna była w stanie wyczuć, jak krew stopniowo opuszcza jej organizm. Słyszała niegdyś, że pijąc krew człowieka, wampir może odczytać jego myśli. Skupiła się zatem na przyjemnych wspomnieniach, podsyłając Isao obrazy z ich wspólnej przeszłości - jak się poznali na rynku, jak spotkali w jej urodziny. Przy odrobinie szczęścia (jeśli chłopak rzeczywiście wychwytywał jej myśli) Isao mógł stwierdzić, iż to jego własna wyobraźnia działa w ten sposób.
Kiedy pożywanie się wampira przeciągało się niepokojąco długo, Madeline drgnęła nieznacznie. Zwykle działała w sposób przemyślany i racjonalny, chyba, że chodziło o ratowanie czyjegoś życia. Wtedy wyłączała rozsądek, kierując się impulsami i potrzebami rannego. Tak było w tym przypadku. Zdawała sobie sprawę z własnego wycieńczenia i niebezpieczeństwa, które wiązało się z oddawaniem wygłodniałemu wampirowi swojej krwi, a jednak nie mogła postąpić w inny sposób. To był przecież Isao! Chłopak zadziwiająco dla niej ważny, zważywszy na to, jak niewiele czasu spędzili ze sobą. Może to przez wzgląd na jego kuzyna, Akirę, którego Maddie niegdyś kochała? Ale nie, spoglądając teraz na zmizerniałe, pokryte krwią oblicze blondyna widziała tylko jego - i modliła się w duchu, by wydobrzał, otworzył szare oczy i uśmiechnął się po dawnemu.
Kąciki jej warg uniosły się nieznacznie, gdy Isao przycisnął dłoń Mad do swojego policzka. Może podświadomie wyczuwał z kim ma do czynienia? Może pomimo wszelkich okoliczności wiedział, że jest tu ktoś znajomy, komu na nim zależy? Chłopak zamknął oczy, a Madeline przystąpiła do działania. Magia zawsze bardzo szybko wyczerpywała jej siły. Od matki wiedziała, że jest to umiejętność wymagająca sporych pokładów energii i nie każdy się do tego nadaje. W przypadku złotookiej nauka szła jednak bardzo szybko, mimo że skutki używania zbyt dużej ilości magii odczuwała potem przez kilka dni. Teraz wszakże nie miała wyboru. Chciała, by chłopak zasnął i nie czuł zupełnie nic, oprócz ciepła i delikatnego mrowienia. Wystarczająco się dzisiaj nacierpiał, a fakt, że jego obrażenia same nie zaczęły się regenerować świadczył tylko o ich powadze.
Nie przerywała leczenia go, nawet, gdy dojrzała, że ten na chwilę uchylił powieki. Spojrzała na niego, ciekawa, czy blondyn zaczyna coś dostrzegać. Najwyraźniej tak, bowiem po chwili chłopak dotknął lekko jej włosów. Słowa Isao napełniły bólem jej serce. Przygryzła wargę, wpatrując się w te szare oczy, które najwyraźniej nie odzyskały jeszcze pełni sprawności.
- Mam wrażenie, że niedawno stamtąd wróciłam - odpowiedziała bardziej do siebie, na jego wzmiankę o piekle. Ponownie skupiła całą uwagę na procesie leczenia. Wampir zasnął, rozluźnił się, a to jej znacznie pomogło. Gdy skończyła wokół kanapy porozrzucanych było mnóstwo zakrwawionych wacików, nożyczki, resztki bandaży. Zamierzała, naprawdę chciała to sprzątnąć i szybko zniknąć, musiała jednak posiedzieć jeszcze chociaż chwilę. Nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła.
Spała nieco dłużej niż Isao, to jest dobrych kilka godzin. A należy jej przyznać, iż nie obudziła się sama z siebie. Czy sprawiło to poruszenie się kanapy, gdy blondyn wstawał, czy raczej jakiś drobny hałas - trudno stwierdzić. Grunt, że gdy powoli, z trudem otworzyła oczy, wciąż siedziała na ziemi, przykryta kocem.
- Isao...? - mruknęła nieopatrznie, jeszcze na wpół śpiąc. Uniosła głowę, a widok pustej kanapy początkowo ją przestraszył. Czy chłopak wyszedł z budynku, czując głód? Albo leży gdzieś w mieszkaniu zupełnie osłabiony, nie mogąc podnieść się o własnych siłach? Potem jednak dosłyszała coś z kuchni. Najwyraźniej muzyk poczuł się na tyle dobrze, że wstał o własnych siłach. A ona...? Szlag! Miała mu się na oczy nie pokazywać, a śpi tu w najlepsze. Jak najciszej pozbierała swoje rzeczy do torby i spróbowała wstać. Zachwiała się na nogach, które drżały teraz mocno, a świat zawirował jej przed oczyma. Wszystko ją bolało, całe ciało miała zdrętwiałe, a nieopatrzona rana na nadgarstku pulsowała nieprzyjemnie.
Mimo to dziewczynie udało się wykonać kilka chwiejnych kroków w stronę przedpokoju. Tam chwyciła swój płaszcz z zamiarem jak najszybszego opuszczenia apartamentu.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 4:16 pm

W przypadku Isao było inaczej. On od tych siedmiu lat żywił szczerą nienawiść do szpitali i wszelkich medyków. Starał się unikać ich jak tylko mógł i udawało mu się to, z jednym wyjątkiem. Kilka lat temu bowiem, będąc w dość złym humorze, przesadził z prędkością jazdy samochodem, do tego jadąc w zimę. Wpadł w poślizg i uderzył w drzewo. Samochód niczym materiał elastyczny, owinął się wokół drzewa a sam Takei był w dość poważnym stanie. Z pewnością nie przeżyłby gdyby był człowiekiem, jednak jako wampir był o wiele bardziej wytrzymały. Wtedy to właśnie wylądował w szpitalu i gdy tylko wydobrzał na tyle, że był w stanie samodzielnie stanąć na własnych nogach, uciekł stamtąd, choć wszyscy próbowali go zatrzymać. Potem zaś wyrzucił to wydarzenie z pamięci. Próbował pozostawić przeszłość za swoimi plecami. Całą!
Oj tak, wiedział jak nieprzyjemnym było uczucie, gdy jakiś wampir gryzł Cię, zwłaszcza w szyję. Sam, mimo swej wampirzej natury, również był kilkakrotnie gryziony. Wampiry jednak miały o tyle dobrze, że ich rany zazwyczaj goiły się a osłabienie znikało szybko. Ludzie natomiast mieli tu o wiele gorzej. Takei pomimo tej wiedzy, nie umiał się powstrzymać. Co prawda nie wbijał kłów w skórę Madeline, a wypijał krew sączącą się z rany, jednak to również ją osłabiało. Omal nie wbił się w jej szyję i dobrze, że tego nie zrobił, bowiem nie skończyłoby się to zbyt dobrze. Maddie i tak była teraz w kiepskim stanie. Być może to dlatego, że nie gryzł jej, wspomnienia Mad nie do końca do niego docierały. Prawda, przez chwilę zdawało mu się, że widział coś, jakby obrazy z ich pierwszego spotkania, lecz nadal był zbyt zamroczony by się o tym w ogóle zorientować. Może to i lepiej? Jeszcze przez to dowiedziałby się, że ma do czynienia z samą Mad? To chyba nie byłoby dobre dla jego obecnego stanu zdrowia...
Tak, prawdopodobnie Isao podświadomie czuł, że ma do czynienia z bliską mu osobą. Inaczej nie zdobyłby się na coś takiego, nie tuliłby się do jej dłoni niczym kot spragniony pieszczot. Coś w jej głosie, w cieple jej dłoni sprawiało, że pragnął jej bliskości, jej dotyku. Nie miał jednak pojęcia o co chodziło i zapewne sporo czasu by minęło, nim cokolwiek zaczęłoby mu świtać. Isek przecież nie należał do zbyt bystrych pod tym względem osób, o czym Madeline powinna wiedzieć, wspominając chociażby ich pierwsze spotkanie, kiedy to Takei zgubił się. Oj tak... przyjemne i miłe były to wspomnienia. Jak bardzo szarooki chciał wrócić do tych czasów...
Uchylił powieki, a widząc jedynie jej kontury, pogłaskał jej włosy i twarz. Sen jednak okazał się silniejszy i juz wkrótce chłopak poddał mu się. Słowa, jakie na koniec wypowiedziała sama Mad, dotarły do niego jak przez mgłę. Zasnął nim zdążył chociażby się nad nimi zastanowić, pogrążając się w świecie marzeń sennych. Tam już nic go nie bolało. Nie odczuwał głodu, nie miał zmartwień, był szczęśliwy. Wiele by dał by tam zostać i nie budzić się. A jednak, powrót do świata realnego nastąpił po kilku godzinach. Obudził się i choć ból w znacznej mierze ustąpił, dalej czuł się nie najlepiej. Głód i osłabienie ciągle dawały mu się we znaki, zmysł węchu dalej nie powrócił, a wzrok jeszcze nie był tak ostry jak zawsze. Blondyn więc przykrył dziewczynę i zniknął czym prędzej z salonu, by przypadkiem znów nie ponieść się pragnieniu i nie ugryźć jej. W kuchni połknął garść tabletek, za dużo nieco, lecz nijak się tym nie przejmował. Oparł się o blat kuchenny i czekał aż głód ustąpi. I gdy to się stało, gdy pragnienie pomniejszyło się, wyjął z szafki szklankę i nalał w nią wody. Nie miał nic innego do picia, jego kuchnia nadal pozostawała pusta, bowiem nadal nie podjął decyzji co do zostania tu. Dalej rozważał opcję sprzedania tego mieszkania i wyjechania stąd, daleko, jak najdalej, pozostawiając wszystko w tyle. Nie umiał jednak tak szybko podjąć tej jakże ważnej decyzji...
Wodę wlał dla jego światełka, które, jak myślał, dalej spało w salonie. Czując, że osłabienie nieco ustąpiło, już nieco pewniej ruszył z miejsca i wyszedł z kuchni. Zamierzał iść do salonu, lecz gdy znalazł się w przedpokoju, usłyszał szelest. Spojrzał w kierunku drzwi i znieruchomiał. Zobaczył dziewczynę... dziewczynę tak łudząco podobną do Madeline. Nie... Ona wyglądała identycznie jak ona! Ta twarz, złote oczy, usta, które tak uwielbiał całować. Był w takim szoku, że wypuścił z ręki szklankę, która upadła na ziemię i roztłukła się na drobne kawałeczki. Patrzył na nią szarymi tęczówkami pełnymi szoku, niedowierzania, lekkiej dezorientacji i bólu. Tak... poczuł niesamowicie silny ból w okolicach serca. Miał wrażenie, że ktoś ściska mu je boleśnie, chcąc go ostatecznie wykończyć. Wszystko to, co czuł dnia poprzedniego było niczym w porównaniu do tego, co odczuwał teraz. W głowie zaczęło mu znów szumieć, ponownie poczuł się cholernie słaby. Nawet zachwiał się lekko w miejscu, robiąc pół kroku do tyłu.
- Ty... - mruknął słabo, ledwo mogąc wydobyć z siebie jakiekolwiek słowo. Po chwili jednak poczuł uderzającą w niego falę gorąca, której towarzyszyć zaczęła wściekłość. Przestał racjonalnie myśleć, ściągnął brwi i spojrzał na dziewczynę pełnym wściekłości spojrzeniem. - Kim jesteś? - spytał groźnym tonem. Patrzył prosto na Madeline, czując jak jego serce wali niczym szalone. W głowie pojawiały się setki myśli, często zupełnie irracjonalnych, lecz on w tej chwili nie był w stanie ich zweryfikować.
- To kolejna wasza sztuczka tak? - warknął. - Chcecie mnie ostatecznie wykończyć przybierając jej postać?! Idioci! Ona nie żyje, nie żyje od tylu lat! Wynocha mi stąd albo spalę Cię żywcem!
Jakby na potwierdzenie tych słów, wyciągnął z kieszeni zapalniczkę, którą zaraz zapalił. Ogień po chwili już uformował się w sporej rozmiarów ognistą kulę, która zaczęła lewitować nad dłonią blondyna. Zaraz też użył mocy telekinezy, zasuwając zasuwkę w zamku aby owa dziewczyna nie mogła się wywinąć. Nie czuł dalej nic, nie wiedział więc czy ma do czynienia z wampirem czy z człowiekiem, zaś blada cera Mad niewiele mu w tym pomagała.
- Albo nie. Zostaniesz i powiesz mi z kim współpracujesz i czego ode mnie chcecie! - mruknął groźnie, robiąc krok w jej stronę. Ognista kulka uniosła się nieco wyżej. Musiał działać szybko, bowiem nadal nie miał wystarczającej ilości sił by tak jak zawsze posługiwać się swoimi mocami.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 5:05 pm

Planował pozostawić przeszłość za plecami? Cóż, traf chciał, że jedna z ważniejszych postaci tejże przeszłości właśnie w tej chwili opatrywała jego rany. Nie, nie dało się uciec od przeszłości, bez względu na to, jak bardzo człowiek się starał. Madeline wiedziała o tym z własnego doświadczenia, a teraz miał dowiedzieć się także Isao. Dziewczyna nie była już w stanie stwierdzić, czy to, że pojawiła się dziś w tamtej uliczce, chłopak zawdzięcza swojemu szczęściu, czy pechowi. Owszem, odprowadziła go do domu i udzieliła należnej pomocy, ale być możne znalazłby się ktoś inny, kto uczyniłby dla niego to samo. Tymczasem teraz, gdy tylko Isao otworzy oczy, ujrzy ducha, zjawę z przeszłości, która wywoła w jego sercu jedynie ból i zaskoczenie. Tak samo było z Marcusem, z tym, że on nie był zranionym i nieco niezrównoważonym głodnym wampirem. Dowódca Oświaty długo nie chciał wierzyć, że widzi własną siostrę, niemniej nie próbował jej zaatakować, ani skrzywdzić. Jak będzie z Isao? O tym przekonamy się niebawem.
Jak już było wspomniane, Maddie bardzo pragnęła uniknąć spotkania z przytomnym Isao. Teraz, kiedy wiedziała, że on wciąż mieszka w mieście, odżyła w niej chęć, by mimo wszystko spróbować odnowić tę znajomość i wytłumaczyć mu całą sytuację. Dzisiaj jednak nie było to dobrym pomysłem. Właściwie, jedyne o czym teraz marzyła to znaleźć się we własnym łóżku. Bolała ją ręka, mięśnie, głowa. Odczuwała mdłości i wciąż wirowało jej przed oczyma. Zdecydowanie nie miała ochoty na konfrontację z wampirem. Zważywszy na swój stan, zbierała się dość długo, być może także narobiła przy tym trochę hałasu. To jednak nie miało znaczenia, musiała się po prostu stąd wydostać. Nawet nie zakładała płaszcza, jedynie przewieszając go przez ramię. Już, już sięgała klamki drzwi wyjściowych, gdy wtem, tuż za jej plecami rozległ się brzęk tłuczonego szkła. Zamarła, by następnie bardzo powoli odwrócić się do Isao.
Stał tam wyprostowany, jakby nagle wróciły mu wszystkie siły. Wpatrywał się w nią z niemalże tym samym wyrazem twarzy, co kilka dni wcześniej Marcus. Może powinna być przygotowana, bardzo ją to jednak zabolało. Nie chciała, by zaskoczone spojrzenia ludzi wciąż przypominały jej o tym, co przeżyła. Ale musiała się uzbroić w cierpliwość. Opuściła ręce wzdłuż ciała i spokojnym spojrzeniem zmierzyła chłopaka. Zwróciła uwagę na jego bandaże - na szczęście nie widziała, by przesiąkały krwią. Jeśli jednak nie będzie uważał, niedługo to nastąpi, bowiem miast zszyć rany, Maddie mogła tylko zasklepić je odrobinę przy użyciu swoich umiejętności. To byłoby zdecydowanie za mało dla człowieka, ale pewnie i krwiopijcy w tak złym stanie.
Wtedy chłopak się odezwał. Jego głos... Coś zmieniło się w jego spojrzeniu... To wtedy Maddie pierwszy raz poczuła lęk. Był wściekły. Nie zaskoczony, zszokowany, nie pełen bólu, ale po prostu rozgniewany. Na kogo? Nie planowała odpowiadać na jego pytanie, a jednak słowa same pocisnęły się jej na usta.
- Osobą, która uratowała ci życie? - wtrąciła nieśmiało, starając się tylko przypomnieć chłopakowi, że skoro z takim poświęceniem mu pomagała, nie przyszła tu, by go krzywdzić. Nie sądziła jednak, by te słowa odniosły zamierzony skutek. Nie rozumiała, o czym chłopak mówił. Czy wydawało mu się, że ktoś przysłał do niego osobę podobną do Mad, by dręczyć go psychicznie? Tylko po co? Bardziej pasowałoby to do Marcusa, on kochał Madeline i długo cierpiał po jej rzekomym odejściu. Jednak z Isao łączyła ją zaledwie krótka relacja, która powoli formowała się w przyjaźń, ale która nie dostała możliwości, by się rozwinąć. Tym bardziej reakcja blondyna wydawała się łowczyni niezrozumiała.
Gdy wokół dłoni wampira poczęła się kreować kula ognia, w Maddie zawrzał gniew. Więc tak się jej odwdzięcza za pomoc? Próbą spalenia żywcem? Skoro chciał, by wyszła, to miała zamiar zrobić. Bez słowa odwróciła się i ponownie sięgnęła do klamki. Tym razem jednak zamki w drzwiach automatycznie się zatrzasnęły. Dziewczyna zacisnęła zęby i przymknęła na chwilę oczy. Naprawdę zaczynał ją denerwować. Była coraz bliższa wybuchu, bo zwykle na gniew reagowała właśnie gniewem.
Mocniej uchwyciła torbę, w której miała schowaną broń, po czym raz jeszcze stanęła przodem do krwiopijcy. Chciał wyjaśnień - proszę bardzo, ale nie w takich warunkach.
- Ty chyba zmysły postradałeś, żeby do mnie z tego celować! - warknęła, nie potrafiąc pohamować złości. - Nie zamierzam z tobą rozmawiać, póki tego nie odstawisz - zapowiedziała mu. Rzuci w nią kulą ognia, czy zawierzy nadziei, że to może być prawdziwa Maddie? Pytania chłopaka wciąż wywoływały zamęt w jej głowie. Może wyobrażał sobie, że Mad została przysłana przez tajną organizację złych mocy, by uratować życie niewdzięcznemu wampirowi. W tej chwili we wszystko gotowa była uwierzyć.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 5:38 pm

Tak, Isao chciał zostawić przeszłość za plecami, całkowicie ją opuścić, zapomnieć. Nie chciał by wspomnienia dalej sprawiały mu ból, choć był świadom, że była to po prostu ucieczka. Zawsze mógł przecież poprosić innego wampira o usunięcie z jego głowy wybranych wspomnień. Tak, parokrotnie nawet miał to w planach, jednak w ostatniej chwili powstrzymywał się. Wspomnienia tamtych dni były dla niego zbyt ważne. Były niczym skarby, których nie powinien się pozbywać, a zamknąć w pudełeczku i pielęgnować oraz chronić. Ze smutkiem ale również radością wspominał czasy, gdy był wokalistą LM.C, przyjacielem Kyubiego i Spadesa, pracodawcą Marceille i ukochanym Madeline. Oddałby chyba wszystko by wrócić do tamtych dni i zmienić przebieg późniejszych wydarzeń. Ale nie dało się tak, a on dalej wahał się która z opcji była słuszną. Powinien zostać w tym mieście czy wyjechać? Odkąd tylko wrócił do tego miasta, zastanawiał się nad tym. Teraz jednak w jego życiu ponownie pojawiła się najważniejsza osoba z jego przeszłości. Najważniejszy element, który, przy przychylności losu, miał znów odmienić jego życie na lepsze i zatrzymać go w tym miejscu. Jak to będzie? Czas pokaże.
Nie słyszał tych drobnych hałasów, które wywołała Mad, chcąc się stąd wydostać. Te po prostu umknęły jego uwadze, gdy wlewał jej wodę. Wiedział, że musiała być zmęczona po długim opiekowaniu się nim. Teraz też zdał sobie sprawę z tego, że dziewczyna używała dziwnych technik, jakby magii, żeby nieco podleczyć jego rany i uśmierzyć ból. Kim więc była? Nie mogła być wampirem, jej skóra była zbyt ciepła, krew zbyt smaczna. Nie rozumiał więc co się działo. Zamierzał ją o to spytać i z tą właśnie myślą przekroczył próg kuchni. Na pewno jednak nie spodziewał się tego, co stało się potem. To było coś, co kompletnie go zaskoczyło, wytrącając wręcz z równowagi. W głowie zapanował kompletny chaos, serce zaczęło wariować, ciało również. Miał wrażenie, że to sen... A później przez owy chaos, który zrodził się w jego głowie, znów stracił nad sobą kontrolę, tym razem jednak poddając się złości. Madeline przecież nie żyła! Nie żyła od tylu lat! Co prawda nie był na jej pogrzebie, nie widział ciała, ale jej rodzina owszem. Po co Marcus przychodziłby na fałszywy grób i mówił mu takie słowa? Nie... On już dawno pogodził się z tym, że Maddie była w niebie, nie na ziemskim padole. Do głowy więc przychodziła mu tylko jedna opcja - ktoś podszywał się pod nią, wiedząc jak wiele dla niego znaczyła. Chcieli wykończyć go psychicznie lub wkupić się w jego łaski a potem zabić go z zaskoczenia. I choć wiele elementów teraz nie pasowało, on był tak zamroczony, że zupełnie nie zwrócił na to uwagi. Stracił nad sobą panowanie, co było widoczne po jego wyrazie twarzy, spojrzeniu a także zachowaniu. Nie myślał w tej chwili racjonalnie.
- Nie wiem o co wam chodzi. Specjalnie mnie pozbawiliście zmysłu wzroku i węchu żebym już na samym początku się nie zorientował, co? Sprytne zagranie ale nie dopracowane! - warknął wściekle, powoli formując ognistą kulę. Był tak wściekły, że zamierzał spalić owego oszusta żywcem. Choć wcześniej musiał zmusić go do przyjęcia swojej prawdziwej formy i wyciągnięcia od niego informacji. Tak... był niemal pewien, że jego przypuszczenia były trafne. Nie czuł zapachu Mad, więc nie umiał ocenić czy była wampirem czy człowiekiem. Wmówił więc sobie, że ma do czynienia ze zmiennokształtnym krwiopijcą, który miał go wykończyć. Choć nie rozumiał czemu go wyleczył i skąd wiedział o Maddie oraz czego od niego chciał. To jednak nie było teraz ważne.
Z początku zamierzał po prostu usmażyć bydlaka. Zwykle nie należał do agresywnych, jednak teraz chciano bezczelnie wykorzystać jego słaby punk, zagrać na jego psychice i zmanipulować go, pokierować niczym marionetką. Był więc wściekły jak nigdy, a w takich momentach robił się po prostu niebezpieczny. Zaraz jednak doszedł do wniosku, że najpierw powinien wyciągnąć od niego informacje. Ugasił więc powoli kulę ognia, po której już po chwili została tylko odrobina dymu. Zasuw nie odsuwał i nie pozwolił na to by zostały odsunięte.
- Spróbuj tylko jakichkolwiek sztuczek a nie ręczę za siebie.! - zagroził jeszcze, uważnym wzrokiem lustrując Madeline przed sobą. - Gadaj, kim jesteś albo pokaż swoją prawdziwą postać. Z kim pracujesz? Czego ode mnie chcecie i skąd wiecie o Mad? Gadaj, już!
Zadawał pytania za pytaniami, kompletnie niczego nie rozumiejąc. Czuł jak boli go serce, cała dusza, wszystko. Ogarniała go złość ale i okropna rozpacz. Czuł się gorzej niż wczoraj gdy ledwo uszedł z życiem. Powoli jednak wściekłość zaczynała ustępować, a rosła rozpacz. Zaczął lekko drżeć, czując jak zaczyna brakować mu na to wszystko sił. Skulił się nieco i złapał za wisiorek, który schował w swojej dłoni, ściskając go lekko. Nie unosił wzroku a patrzył na ziemię czując jak opuszczają go siły.
- Wybraliście najgorszy rodzaj tortur na mnie. Wiedzieliście, że gdy pokażesz mi się w tej postaci, nic wam nie zrobię. Niech was cholera! - dodał słabo, nie unosząc wzroku. - Idź stąd. Wyjdź albo od razu mnie wykończ bo nie będę w stanie Ci cokolwiek zrobić.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 6:10 pm

Szybko pojęła, że Isao uważał ją za wampira. Najwyraźniej sądził, że krwiopijca z mocą zmiany postaci przemienił się w Madeline. Wciąż jednak nie mogła dociec powodu. Zachodziła w głowę, starając się domyślić, co wywołało tak gwałtowną reakcję na jej nagłe pojawienie się. W grę wchodziło kilka opcji, ale każda jedna mniej realna od poprzedniej. Z jej wspomnień wynikało, że nie byli z Isao aż tak blisko. Owszem, wcześniej nie chciała mu się w ogóle pokazywać, nie miała wszakże wątpliwości, iż gdyby to uczyniła, on szybciej niż Marcus przyjąłby to do wiadomości. Bezskutecznie próbowała się przebić przez mgłę, która szczelnie otaczała jej umysł. Kilka szczegółów sprzed wypadku przypomniała sobie dzięki rozmowie z bratem, teraz jednak w głowie miała pustkę. Być może to gniew, albo zmęczenie, albo po prostu brak odpowiednich bodźców. W końcu pamiętała Isao jako ciepłego, troskliwego i dobrego wampira, a ten, który stał przed Mad, mierząc w nią ze śmiercionośnego pocisku był kimś zupełnie obcym.
Nie wiedziała, jak przekonać go o swojej tożsamości. A może na początek - o tym, że była człowiekiem. Mógł nie pamiętać ciepła jej ciała, albo smaku krwi, był wtedy ledwie przytomny. Teraz zaś z pewnością nie pozwoliłby się jej dotknąć. Kiedy patrzyła w jego rozgniewane oblicze, nawet nie czuła już strachu. Adrenalina buzowała w jej żyłach, ponownie odpychając na bok zmęczenie. Wyprostowała się i nie przerywała kontaktu wzrokowego. Co miała robić? Jak to wyjaśnić? I dlaczego właściwie nie było tak łatwo jak z Marcusem? Cóż, pewnie dlatego, że w przypadku Dowódcy Maddie była nieświadoma swojego zniknięcia. Jej szczere, nieudawane zaskoczenie i przerażenie na widok nagrobka upewniły mężczyznę w przekonaniu, iż jego siostra wróciła. Tutaj niestety, dziewczyna była już świadoma swojej sytuacji i chcąc, nie chcąc, w jej oczach malowała się pewna doza zrozumienia.
- Nie wiem, o czym ty w ogóle mówisz. - Próbowała spokojnie przemówić chłopakowi do rozsądku. Na moment przeniosła wzrok na ognistą kulę i przełknęła ślinę. Jeśli teraz wyszarpnie broń z torebki, wampir może w nią tym rzucić i w jednej sekundzie Mad naprawdę będzie martwa. Nie, musiała zachować spokój i rozsądek. I, cholera, przekonać chłopaka, że jest człowiekiem! Gorączkowo zastanawiała się, co zrobić, ale nic konstruktywnego nie przychodziło jej na myśl. Nie dałaby rady uciec w żadnym kierunku. Nie pojmowała, dlaczego Isao zupełnie zignorował to, że przecież mu pomogła. Dała mu się napić swojej krwi! Kilka godzin spędziła z nim, próbując go doprowadzić do porządku. Czy to naprawdę nic już nie znaczyło, czy nie mógł choć przez chwilę się nad tym zastanowić?
Gdy kula zniknęła z ręki chłopaka, emocje natychmiast opuściły Mad. Dziewczyna znów poczuła silny zawrót głowy, westchnęła ciężko i oparła się plecami o drzwi. W przeciwnym razie najzwyczajniej w świecie znalazłaby się na ziemi. Teraz miała szansę. Musiała z nim porozmawiać, spróbować się wytłumaczyć. Problem polegał na tym, iż sama niewiele wiedziała. Gdyby zaczęła mu opisywać swoją wersję historii - obudziłam się dwa tygodnie temu w szpitalu i wróciłam do domu - nie uwierzyłby i mógłby znowu zaatakować.
- A niby co ja ci mogę zrobić? - spytała niemalże udręczonym głosem, bo już naprawdę nie miała na to wszystko sił. Co więcej, bała się, że Isao także. Powinien się położyć, usiąść przynajmniej. Jeśli osłabnie jeszcze bardziej, straci przytomność i być może nawet kolejna dawka krwi Maddie nie będzie w stanie go odratować. Oto była cała Mad - znalazła się w sytuacji zupełnie dla siebie niezrozumiałej, zagrażającej jej życiu, a jednak nie martwiła się o siebie, tylko o przyjaciela.
- Isao, błagam - jęknęła rozpaczliwie. - Usiądź, albo połóż się. Twoje obrażenia są ledwie zaleczone, jeśli te rany się otworzą nie dam rady znowu ci pomóc. Porozmawiamy, wszystko wyjaśnię, tylko, proszę, wróć na kanapę.
Oderwała się od drzwi, gdy chłopak nieco skulił się w sobie. Postąpiła ku niemu kilka chwiejnych kroków. Jego następne słowa były niczym igły bólu, wbijane prosto w jej serce. Z jakiego powodu on tak cierpiał...? Wahała się, ale ostatecznie stanęła tuż przy nim. Drżącą, acz ciepłą ręką dotknęła jego włosów i policzka. Jeśli nie odsunął się, a spojrzał na nią, popatrzyła mu prosto w oczy.
- Usiądź - poprosiła jeszcze raz. - Nie chcę cię skrzywdzić. Nikt mnie tu nie przysłał. Ale ty musisz odpocząć.
Mimo kompletnego wycieńczenia wysłała mu spomiędzy palców kolejną wiązkę magii, nie mogąc znieść widoku jego cierpienia. Nie pomagała na psychiczny ból, ale leczyła dolegliwości fizyczne, które z pewnością u chłopaka z każdą chwilą się nasilały, jednocześnie oczyszczając nieco umysł. Łowczyni była gotowa powiedzieć Isao wszystko, odpowiedzieć na każde pytanie, ale najpierw on musiał zadbać o siebie. Jeśli tego nie zrobi, cała praca Madeline pójdzie na marne.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 6:48 pm

Isao był pewien, że ma przed sobą wampira lub wampirzycę, którzy przyjęli jedynie postać Madeline. Bardziej jednak skłaniał się ku kobiecie, bowiem był przekonany, że mężczyzna nie umiałby tak dobrze udawać osoby płci żeńskiej. Prawda, wiele rzeczy nadal się nie zgadzało, a on nie umiał poskładać wszystkiego w jedną całość, jednak wszystkie inne opcje wydawały mu się mniej prawdopodobne. Mad by żyła? Nie możliwe! Był przecież pogrzeb, na cmentarzu stał jej nagrobek, zaś stojąca przed nim "Madeline" wyglądała zupełnie tak, jak ją zapamiętał. Nawet jeśli by żyła, jako człowiek przez te siedem lat zestarzałaby się, zmieniła. Miała by przecież ponad 25 lat! Nie, ta opcja zdecydowanie odpadała i to właśnie przyjął Isao do swojej wiadomości, wręcz upierając się przy tej myśli. Choć wiele rzeczy pozostawało niejasnych, on był niemal pewien racji swoich domysłów. No i przez fakt osłabienia a także nerwy, jakie teraz nim targały, nie był w stanie logicznie myśleć i przemyśleć całej sprawy.
Przez ten czas Takei nie zmienił się wiele. Dalej był dobrym, troskliwym wampirem, dbającym o ludzi, kobiety, o swoich bliskich. Bywały jednak momenty, w których nie dawał już rady i ponosiła go wtedy wściekłość. Były to bardzo rzadkie przypadki, kiedy ktoś na prawdę dobrze umiał grać na jego uczuciach i słabościach. Przez te lata blondyn wyciszył się. Stał się bardziej poważny, nieco posępny, jakby wiecznie zamyślony i nieobecny. Jego uśmiechy nie były już tak pełne pozytywnej energii jak kiedyś, a gdzieś tam wyczuwalny w nich był ciągle obecny smutek i ból. Nie miał już celu w życiu, nie wiedział co ma ze sobą zrobić, czym się zająć. Momentami nawet zadawał sobie pytanie po co tak właściwie żył? Czy komukolwiek był potrzebny? Jego próby pomocy i niesienia dobra i tak niewiele dawały a zło szerzyło się po całym świecie. Jaki więc był sens tego wszystkiego?
Teraz był tak wściekły, że rzeczywiście, gdyby Mad zrobiła jakikolwiek podejrzany ruch, zareagowałby natychmiast. A może nie? Może tylko groził tak i wcale nic by nie zrobił. Widok kogoś w postaci Mad, kto pali się żywcem lub wije z bólu nie byłby dla niego znośny. Nie... W głębi duszy wiedział, że nie byłby w stanie nic zrobić osobie, która wyglądała jak Maddie. Nie miał w sobie takich pokładów siły i zdecydowania by chociażby się bronić przed kimś w takiej postaci. Był bezbronny i jedynie, jak mu się zdawało, zastrasza oszusta. Także to miało wpływ na fakt, że w końcu zgasił kulę ognia, po chwili zaś zasypując "wampira" pytaniami. Chciał wiedzieć co tu się dzialo, kto chciał się go pozbyć i dlaczego? Na żadne jednak nie uzyskiwał stosownej odpowiedzi a osoba ta "udawała" niewinną, niczego nie wiedzącą. Powoli tracił na to wszystko siły. Już od lat był wrakiem emocjonalnym, choć przed samym sobą także udawał, że wcale tak nie jest. Teraz był już na skraju wytrzymania. Cholera! Uderzyli w jego czuły punkt!
Czuł się coraz gorzej, jakby zaraz miał rozpaść się na kawałeczki, zupełnie jak ta szklanka, która upadła na podłogę i stłukła się. Miał wrażenie, że powoli sięga dna i już niewiele brakowało by rozsypał się tak jak delikatne szkło w kontakcie z ziemią. Zaczął lekko drżeć, czując jak ulatują z niego wszystkie siły, a rozpacz targa jego umysłem i ciałem. Czuł okropny ból, jaki rozchodził się po jego organizmie, promieniował i docierał do najbardziej oddalonych zakamarków.
- Nie udawaj jej w ten sposób, proszę! Wolę już żebyś mnie torturowała fizycznie w nieskończoność zamiast udawała Mad i zwodziła. Ona nie żyje, dranie. Nie żyje od kilku lat! - jęknął żałośnie, nie prostując się a dalej pozostając skulonym. Mocno zamknął oczy, ściskając w dłoni wisiorek w kształcie litery M. Nie patrzył w oczy Mad, w ogóle nie unosił wzroku, nie otwierał oczu. Nie chciał, nie miał już sił by na nią patrzeć, by dłużej się opierać. Pozwolił więc zaprowadzić się do salonu i usadzić na kanapie. Wcześniejsze słowa dziewczyny w ogóle do niego nie dotarły, dalej upierał się przy swojej wersji wydarzeń.
Złapał dłoń Madeline i wreszcie popatrzył na nią zbolałym wzrokiem. Nie miał już sił i ochoty na cokolwiek. Poddał się...
- Jesteś kobietą, prawda? - spytał, choć w oczach Maddie mogło to zabrzmieć dość dziwie. Gdy usłyszał potwierdzenie, kontynuował. - Muszą Ci płacić za wykonanie swojego zadania. Nie wiem co komu zawiniłem, nigdy nie chciałem nikomu wyrządzić krzywdy więc za wszystko przepraszam. Możesz wziąć co tylko chcesz, wszystko w tym mieszkaniu jest do Twojej dyspozycji tylko to... - tu zatrzymał się na chwilę i puścił rękę Mad, by sięgnąć do swojej szyi. Rozpiął łańcuszek a ten wkrótce, wraz z wisiorkiem od samej złotookiej, znalazł się na jego dłoni. Podał jej. - Błagam, tego nie pozwól zniszczyć, to mój największy skarb.
Na chwilę zapanowała cisza. Szarooki wpatrywał się tępo w jakiś punkt. Dopiero po jakimś czasie znów uniósł wzrok na Mad i złapał jej dłoń.
- Zanim przejdziesz do rzeczy, daj mi coś zrobić. Proszę. - jeżeli nie było protestów, nachylił się powoli w stronę dziewczyny. Zdrową dłonią zawędrował na jej włosy, w które wplótł palce. Przysunął twarz do jej twarzy i pocałował ją. Delikatnie, czule. Był to pocałunek pełen tęsknoty i miłości i choć "wiedział", że miał do czynienia z fałszywą Mad, poczuł się szczęśliwy. Teraz mógł nawet zginąć. Odsunął się od niej powoli. - Teraz możesz zrobić co chcesz. Tylko szybko.
Zamknął oczy, czekając na to, co według niego miało nastąpić.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 10:01 pm

Po części właśnie na to liczyła - że Isao jakimś cudem powstrzyma się przed zabiciem jej, widząc znajomą postać, tę samą twarz, oczy, w których malowało się zaniepokojenie i troska. Mimo woli wyobraziła sobie, co Marcus by powiedział, gdyby widziała w jakiej Maddie znalazła się sytuacji. Pewnie zdrowo by ją ochrzanił, a należało się jej. Jak zawsze wpakowała się w kłopoty, pokładając w wampirach zbyt wielkie zaufanie. Ot, taka już była, nikogo nie skreślała na wstępie, wierząc w najlepsze cechy każdej istoty i dając ludziom, czy krwiopijcom doskonałą okazję, by ją zranić. Nie potrafiła, jak jej brat, znienawidzić wszystkich wampirów, nawet mimo tego, jak wiele przez nie straciła. To przecież wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, wampir porwał ją z kliniki, przemienił w istotę nocy, a być może i torturował, by ostatecznie odstawić niczego nieświadomą łowczynię w to samo miejsce. Wciąż jednak wierzyła, że w każdej rasie są te dobre i złe jednostki. Isao był dobry. Bez względu na to, jak się teraz zachowywał i co chciał jej zrobić. Zaszło po prostu ogromne nieporozumienie, a że zamiast dać dziewczynie dojść do słowa, zareagował gniewem? Najwyraźniej taka porywcza była jego wampirza natura.
Najgorsze w tej chwili było dla Madeline to, że zupełnie nie rozumiała bólu Isao. W przeciwnym razie mogłaby chociaż próbować mu pomóc, ulżyć. Ale skoro nie znała natury problemu, błądziła po omacku, starając się wymyślić dobry sposób, by udowodnić mu kim jest. Przez chwilę myślała nawet, że blondyn z kimś ją pomylił. Być może jego ukochana kobieta zginęła, a przypominająca ją Mad stanęła nagle przed nim, niczego się niespodziewającym. On jednak kilkakrotnie wymienił jej imię, toteż o pomyłce nie mogło być mowy. W pierwszej kolejności dziewczyna musiała wszakże zadbać o zdrowie muzyka, które ten bardzo skutecznie w tej chwili nadwyrężał. Nie było żadnej możliwości, by dała mu jeszcze więcej leczniczej magii, niż do tej pory - po prostu nie miała na to siły. Jeśli zaś wypije więcej krwi, to Mad straci przytomność, a on może się po raz drugi nie powstrzymać. Rozumiała, jaka to trudna sytuacja, dla nich obojga, ale trzeba zachować przynajmniej odrobinę zdrowego rozsądku!
Bezradnie przyglądała się chłopakowi, słuchając tego co mówił.
- Zaraz to cię zacznę torturować, jak się nie opamiętasz - mruknęła w bezsilności do siebie, nie przerywając mu jednak. Zdecydowała się ostatecznie podejść do wampira i choćby przy użyciu resztek siły zaprowadzić go z powrotem na kanapę. O dziwo, poddał się temu bez sprzeciwów, co łowczyni powitała z niekłamaną ulgą. Usiadła obok niego na kanapie, starając się jednak zachować między nimi jak największy dystans. Wciąż niejako obawiała się jego gwałtowności i tego, że zwyczajnie ją skrzywdzi. Patrzyła na przyjaciela ze współczuciem, które jednak zniknęło, gdy z jego ust padło dość zaskakujące pytanie. Pewna myśl, pewne podejrzenie poczęło się rodzić w blond główce Maddie.
- Nie widać? - spytała chłodno, nie kłopocząc się dodawaniem czegokolwiek. Zawinił? Może miał na myśli to, że ledwie się opanował sięgając po jej krew... Nie, nie winiła go przecież, już mu to mówiła. Chciała tylko, by wydobrzał. Wciąż nie mając najmniejszego pojęcia o czym Isao bredzi (bo w ten sposób to sobie teraz tłumaczyła - jako gorączkowe majaki), nie odzywała się, tylko pozwalała mu mówić. Niech się wygada, a przede wszystkim uspokoi. Drgnęła, gdy wyciągnął dłoń w jej stronę. Tak, teraz już odczuwała lęk, ale on pewnie nawet tego nie dostrzegł, zbyt skupiony na swoich absurdalnych podejrzeniach. Mimo oporów wzięła jednak z jego dłoni wisiorek.
Na moment zapadła cisza, a Maddie w zamyśleniu obracała w palcach srebrny inicjał, pierwszą literę własnego imienia. Czy to miało z nią coś wspólnego? Zamknęła oczy i... wtedy to się pojawiło. Krótka scena, zaledwie migawka. Siedzieli w parku, po ciemku, dawno po zmroku. Wręczyła mu wisiorek z kamieniami w kolorze jej oczu, a on podarował jej bransoletkę. Odłożyła medalik na kanapę tuż obok siebie i jakiś czas, wciąż nie otwierając oczu, kontemplowała to odkrycie. To był jego największy skarb, trzymał to tak długo. Dlaczego?
Z zamyślenia wyrwał ją dotyk chłodnej dłoni. Wzdrygnęła się, ale nie wyrwała ręki. Pewne podejrzenia wciąż w niej narastały, aż wreszcie chłopak nachylił się i ją pocałował. Była tak zszokowana, że nawet się nie ruszyła. Dopiero, gdy się odsunął otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć. Miarka się przebrała. Tego już doprawdy było za wiele. Wcześniej chciał ją zabić, a teraz to?
- Co tylko chcę? - powtórzyła, unosząc głos, a ton tej wypowiedzi nie wróżył nic dobrego. - Chcę pójść do domu! Ty... ty jesteś tak uparty, że aż brak mi słów. Nie dajesz sobie nic wytłumaczyć. Nie umarłam! Żyję! I wiesz co? Powoli mam tego wszystkiego dość, dość tej całej cholernej sytuacji, dość tłumaczeń, których nie słuchasz, dość twoich niezrozumiałych wypowiedzi i oskarżeń, dość grożenia mi! - Gwałtownie podniosła się z kanapy, nie zważając na to, że znów zakręciło się jej w głowie. Oczy Maddie wypełniły się łzami. Łzami bezsilności, zmęczenia. Może Isao cierpiał w tej sytuacji, ale co z nią? Wydawało mu się, że wszystko tak po niej spływa?
- Pomogłam ci dzisiaj, bo jesteśmy... byliśmy przyjaciółmi - ciągnęła dalej drżącym głosem, spoglądając chłopakowi w oczy załzawionym spojrzeniem. - Ale ty w ogóle mnie nie słuchasz! Najpierw mi grozisz, potem obcałowujesz, co ty sobie wyobrażasz?
Urwała, bo stwierdziła, że jeszcze jedno słowo więcej i wybuchnie szlochem, który tłumiła do tej pory. Czuła się zraniona, wykorzystana w jakiś dziwny sposób, którego nadal nie rozumiała.
- Idę do domu. I tylko spróbuj mnie zatrzymać tymi swoimi cholernymi sztuczkami, to... to... - zabrakło jej słów, więc tylko zacisnęła wargi. Chwyciła torbę i płaszcz, po czym skierowała się ponownie do wyjścia, z zamiarem otwarcia tych nieszczęsnych zamków.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Paź 27, 2012 10:44 pm

Taka była jego wampirza natura? Możliwe, że była to cecha, którą posiadał ze względu na swoją rasę. Możliwości jednak było jeszcze kilka. Mógł ją odziedziczyć po kimś z rodziny, nabyć w młodości lub mogła ona wynikać po prostu z wykończenia psychicznego. Zapewne kiedy oprzytomnieje, będzie pluć sobie w brodę i wyzywać od najgorszych idiotów. Teraz jednak z trudem się opamiętał, bowiem mętlik w jego głowie nie pozwalał mu racjonalnie myśleć. Zgadza się, zachowywał się jak kompletny głupek, osoba bez wątpienia niebezpieczna. Prawdą jednak było, że nie skrzywdziłby jej. W tej chwili nie umiałby powiedzieć czy jest dobry, czy zły. Do tej pory starał się wmówić sobie, że należy do tej pierwszej grupy, jednak mimo to zawsze powtarzał również, że po śmierci wyląduje w piekle. Jaki był w tym sens? Kto wie, była to dziwna logika należąca tylko do niego. Taki już był i nic się na to nie poradzi...
On na prawdę nie dopuszczał do siebie wiadomości, że stoi przed nim prawdziwa Mad. Myśl ta wydawała mu się tak nieprawdopodobna, że w ogóle nie brał jej pod uwagę. Prawda, gdyby trochę nad tym pomyślał, zapewne spojrzałby na tę całą sprawę nieco inaczej. On jednak, jak zwykle nierozgarnięty, pozwolił ponieść się nerwom, robiąc tym samym swego rodzaju krzywdę i sobie, i Madeline, która nie tylko nie wiedziała co się dzieje, ale poznała także tą gorszą stronę Isao. W tej chwili, kiedy również potrzebowała odrobiny wsparcia, zrozumienia, odpoczynku. Cóż jednak mógł mieć na swoją obronę? Sam nie zastanawiał się nad tym, choć swój udział w tym wszystkim mogły mieć również wydarzenia dnia poprzedniego. Przypomnijmy sobie bowiem, że Takei dość porządnie został uderzony w głowie. Poprzestawiało mu się? Kto go tam wie.
Na jej słowa już nie zwrócił żadnej uwagi, a po prostu pozwolił zaprowadzić się do salonu. Teraz, gdy trochę ochłonął, starał się to wszystko przemyśleć. Nie było to jednak takie proste, bowiem od tego wszystkiego głowa zaczęła go boleć niemiłosiernie. Dalej więc trzymał się przy swojej wersji, jednocześnie tracąc chęci na cokolwiek, siły do dalszej walki i próby zrozumienia tego. Poddał się losowi, poddał się śmierci, która, jak sądził, już niedługo go dosięgnie. Postanowił jednak wyobrazić sobie, że ma przed sobą prawdziwą Mad i ten ostatni raz chciał zasmakować jej ust, poczuć jej dotyk. Zadał więc serię dość dziwnie brzmiących dla niej pytań, po czym przeszedł do rzeczy. Pocałował ją po czym odsunął się powoli. Nie zdziwił go brak reakcji. Spodziewał się go, myśląc, że ma do czynienia z obcą mu wampirzycą. Jakież jednak było jego zdziwienie, gdy Maddie zareagowała w taki sposób. Nieco oprzytomniał i zszokowanym spojrzeniem patrzył na nią. Jego serce mimowolnie przyspieszyło zaś w umyśle wreszcie zaczęło się rozjaśniać. Długo to trwało jednak w jego przypadku było to jak najbardziej normalne. Nie należał bowiem do zbyt rozgarniętych osób i łapanie niektórych rzeczy zajmowało mu sporo czasu. Tak jak w tej chwili...
Ból, który po pocałunku zmniejszył się, na nowo się nasilił. Oprzytomniał, zdał sobie sprawę z tego co zrobił i zaczął wyzywać się w duchu za swój idiotyzm. Jak on mógł tak z nią postąpić? Dalsze przypuszczenia zniknęły jak gdyby nigdy ich nie było. Widząc jej reakcję przypomniał sobie wydarzenie z ich przeszłości kiedy zranił ją w podobny sposób. Znów to zrobił... I to w momencie gdy mu pomogła, gdy potrzebowała też jego pomocy, wsparcia, zrozumienia. Zawiódł ją, cholera i mógł ją stracić. Czuł się okropnie, serce i całe wnętrze bolały go okropnie. Był draniem... I, z czego właśnie zdał sobie sprawę, nie zasługiwał na nią.
Tak, jego wzrok mógł mówić za niego. Wszystko wreszcie zrozumiał, zdał sobie sprawę z tego, że Mad rzeczywiście żyje. Jak jednak miał się cieszyć kiedy, jak mu się wydawało, stracił ją nim zorientował się, że ją odzyskał? Rozpacz w jego sercu nasilała się, tak samo jak ból i swego rodzaju panika. Zwłaszcza kiedy widział jej łzy. Łzy których tak nienawidził oglądać.
- Mad... więc żyjesz. - odezwał się słabo, wiedząc jakże idiotycznie brzmiało to w tej chwili. Oj tak... był idiotą. Wielkim idiotą! - Przepraszam. - dodał po chwili, odwracając wzrok. Nie miał odwagi na nią spojrzeć. Czuł i słyszał jak jego serce wali. Zupełnie jak gdyby zaraz miało wyskoczyć z jego piersi i uciec. Dobrze... może wtedy nie czułby już tego cholernego, nieznośnego bólu. Wiedział jednak, że cała ta sytuacja jeszcze bardziej musi boleć Mad. Nie odzywał się już nic tylko słuchał kolejnych jej słów, kolejnych oskarżeń i dowodów na to jakim był draniem. Byliśmy przyjaciółmi? Nie rozumiał, że dziewczyna nie pamiętała wszystkiego, choć słowo "byliśmy" tylko dobiło go i ostatecznie dało mu znać, że zawalił sprawę. Nie skomentował jednak niczego i siedział niczym zbity pies, wbijając tępy wzrok w podłogę. Dopiero gdy dziewczyna zabrała swoje rzeczy i wyszła z salonu, oprzytomniał nieco. Wstał z miejsca i poszedł za nią, przystając jednak kilka metrów od niej. Zacisnął zdrową dłoń w pięść i spojrzał na nią, starając się ukryć to, co w tej chwili czuł. Zrezygnowanie, smutek, ból, rozpacz, poddanie się, uczucie straty czegoś ważnego. Chciał obudzić się z tego koszmaru...
- Wybacz, że byłem niesłuchającym Cie idiotą i niczego nie rozumiałem. Nie będę o nic pytać ani zatrzymywać Cię wbrew Twojej woli. - Uniósł nieco wzrok i spojrzał na zamki, które zaraz, pod wpływem jego mocy otworzyły się. Nie mógł już więcej używać żadnej ze swoich umiejętności, tamta kula ognia, zamknięcie zamków oraz ponowne otworzenie ich, kosztowało go zbyt wiele energii. Wiedząc, że teraz Madeline wyjdzie i uważając to za oznakę końca wszystkiego co ich łączyło, odwrócił się i skierował znów do salonu. Nie chciał tego oglądać bojąc się, że znów straci nad sobą kontrolę i będzie ją chciał na siłę przy sobie zatrzymać. Nie była zabawką, którą od tak mógł rządzić i decydować o jej losie, robić coś brew jej woli. Nie miał do tego żadnego prawa. Usiadł na kanapie i pochylił się lekko do przodu. Łokciami oparł się o własne nogi, twarz zaś schował w dłoni. Próbował się uspokoić, ale wszystko wewnątrz niego szalało...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Paź 28, 2012 10:10 am

Nic dziwnego, iż nie chciał dopuścić do siebie myśli, że stoi przed nim nie kto inny tylko Madeline, znowu osiemnastoletnia dziewczyna, która zmarła kilka lat wcześniej, i której grób odwiedzał regularnie, zanosząc świeże kwiaty. To była czysta abstrakcja i Mad to rozumiała. Rozumiała, że w jego obecnym stanie fizycznym zobaczenie jej mogło być dla chłopaka prawdziwym szokiem. Być może dlatego reagował tak gwałtownie - męczył go ból i wspomnienia zadawanych obrażeń, przez co nie był w stanie myśleć do końca trzeźwo i ocenić swojej sytuacji z innej perspektywy. Nie, tego łowczyni nie miała przyjacielowi za złe.
Jednak, jak było już napisane, w pewnym momencie dziewczyna poczuła, że ma dość. I u niej czynnikiem przeważającym było prawdopodobnie fizyczne zmęczenie i osłabienie spowodowane zużyciem magii i oddaniem krwi. Gdy słuchała słów chłopaka, które dla niej nie miały najmniejszego sensu, gdy obserwowała jego poniekąd absurdalne zachowanie, coś w niej narastało. Jakiś sprzeciw, bunt przeciwko takiemu traktowaniu osoby wyglądającej chociaż jak jego przyjaciółka, osoby, bez której pomocy prawdopodobnie by nie przeżył. Żeby to było jasne - nie chciała dowodów jego wdzięczności. Wykonywała swoją pracę, a bezinteresowne pomaganie innym ludziom zawsze stanowiło dla niej nagrodę samą w sobie. Zależało jej tylko, by chłopak uświadomił sobie wreszcie, że dziewczyna, która go uratowała nie może być jednocześnie jego wrogiem. Tylko tyle, naprawdę.
Tymczasem jednak złotooka dawała się ponieść kłębiącym się w niej uczuciom. Im dłużej słuchała Isao, tym gorzej się czuła. Pocałunek na końcu, zwłaszcza w porównaniu z niedawną próbą zamordowania jej zimną krwią, przelał czarę goryczy. Oczy dziewczyny wypełniły się łzami, ona zaś wykrzyczała w wampirowi wszystko, co myślała o tej sytuacji. Po porostu nie potrafiła się powstrzymać. Słowa same cisnęły się jej na usta i wypowiadała je, nim zdążyła się nawet zastanowić. Wszystko, co mówiła było oczywiście prawdą, niemniej nie powinna wykrzykiwać tego w ten sposób przy rannym pacjencie, który nie myślał racjonalnie. Poczucie obowiązku na chwilę jednak zaniknęło, zepchnęła je na bok, chcąc wreszcie uświadomić temu wampirowi, co ona o tym wszystkim myśli. Miała serdecznie dość tego, że postrzegał ją za przebraną morderczynię bez uczuć i traktował poniekąd jak własną zabawkę (bo tak to niestety odczuła).
Ale powtórzę jeszcze raz - jej zachowanie było bardzo nieprofesjonalne, a w tej chwili Maddie była przede wszystkim medykiem.
Trudno się dziwić, że dzięki jej wybuchowi szczerych emocji i być może widokowi łez w oczach Mad, do Isao coś wreszcie zaczęło docierać. Gdyby uznał to za kolejną sztuczkę mającą na celu zamieszanie mu w głowie, czy psychiczne tortury - Madeline wybuchłaby płaczem tu i teraz, tak jak przed nim stała. Może na pierwszy rzut oka nie było tego widać, jednak bardzo, bardzo przeżywała to, że poniekąd wstała z martwych. Czuła się źle, czuła się inna, dziwna, jakby nie miała do końca prawa przebywać na tym świecie, skoro już wszyscy pogodzili się z jej odejściem. Ale wróciła i nieświadomie siała zamęt w sercach najbliższych. A ona po prostu chciała, by było jak dawniej. Chciała tylko znowu śmiać się, żartować i spędzać czas z ludźmi, którzy byli dla niej ważni. Niestety, czasem ci ludzie, nie zważając na jej ból, zatracali się we własnym i zapominali, że być może i sama Mad ma powód, by cierpieć w tej chwili.
Emocje wciąż w niej wrzały, więc ledwie odnotowała fakt, jak zmienił się wyraz twarzy wampira, który nareszcie, przynajmniej po części, domyślił się prawdy. Była wciąż zbyt zdenerwowana, by chociaż rozważać pozostanie tu i spokojną rozmowę z nim. Naprawdę miała już dość. Nie pierwszy raz relacje z wampirami kosztowały ją tyle nerwów i sprzecznych uczuć. Z ludźmi było jakoś łatwiej... Ale może przez to mniej ciekawie?
Odwróciła się na pięcie i na tyle zdecydowanym krokiem, na ile w tej chwili było ją stać, ruszyła do drzwi wyjściowych. Usłyszawszy za sobą blondyna, spojrzała na niego przez ramię. Na chwilę spuściła wzrok na jego tors. Spod rozdartej koszuli widoczny był bandaż, początkowo zupełnie biały, a teraz z rosnącą, wciąż czerwieniejącą plamą. Szlag! Więc stało się to, czego się obawiała. Rana na brzuchu, ta najbardziej poważna, otworzyła się ponownie, a chwilowo chłopak nie mógł chyba liczyć na samo regenerację.
Isao wrócił do salonu, ona jednak wciąż stała w przedpokoju. Zamknęła oczy i oparła się czołem oraz dłonią o drzwi. Poczuła się winna. Wyrzuty sumienia uderzyły w nią z całą mocą, tym silniejsze, że jej gniew po prostu wyparował. Była okropna. Nie powinna tak wybuchać, przecież teraz liczył tylko Isao, jego zdrowie, jego życie. Nie ona, nie Mad - i nie powinna była o tym zapominać. Co z niej za lekarz? Wstyd i poczucie winy rozpaliły rumieńcem jej pobladłe policzki. Stała w bezruchu może minutę, oddychając głęboko i starając się przekonać samą siebie, że tak nie zachowuje się prawdziwy medyk. Wreszcie poczuła się gotowa. Wyprostowała się, ale nie wyszła z mieszkania. Wróciła do salonu.
- Przepraszam, nie powinnam była mówić tych rzeczy - odezwała się na wstępie. Podeszła do chłopaka i stanowczo, acz bardzo delikatnie ułożyła dłonie na jego ramionach i popchnęła tak, by się wyprostował, a następnie usiadł w luźniejszej pozycji, podpierając się plecami o tylne oparcie sofy.
- W tamtej pozycji twoja rana szybciej się otwierała - poinformowała go jeszcze. Zajęła miejsce obok i ponownie wyciągnęła apteczkę z torby. Jeśli nie było sprzeciwów, przecięła bandaż, którym wcześniej obwiązała chłopaka i usunęła cały opatrunek. Zacisnęła wargi. Nie wyglądało to dobrze. Co miała zrobić bez możliwości nałożenia szwów? Pozostawało tylko jedno.
- Nie ruszaj się przez chwilę - poprosiła, bowiem musiała być teraz maksymalnie skupiona. Nie była pewna, czy jej to nie wykończy, niemniej to ona doprowadziła Isao do takiego stanu, powinna więc ponieść ewentualne konsekwencje. Dłonie umiejscowiła nad raną, nie dotykając jej jednak. Pod wpływem bardzo wątłej poświaty krwawienie powoli ustępowało, a brzegi rany minimalnie się zasklepiły. Mad oddychała coraz ciężej, a wreszcie zachwiała się niebezpiecznie, cofając dłonie i podpierając się. Więcej już zrobić nie mogła, dała mu wszystko z siebie, wszystko, co miała.
Po kilku chwilach spojrzała na Isao i posłała mu blady, bardzo zmęczony uśmiech.
- Proszę, nie zmarnuj tego tym razem - jej głos był zaledwie szeptem, ale dziewczyna jak zawsze szybko wzięła się w garść. Wyciągnęła z apteczki czyste opatrunki i wodę utlenioną.
- Nie wiem co się ze mną działo przez ostatnie lata - zaczęła, opatrując ranę i nie patrząc już w oczy wampira. - Nie pamiętam wypadku, a z rozmowy z Marcusem wywnioskowałam, że i kilku tygodni przed tym wypadkiem. Obudziłam się w szpitalu dwa tygodnie temu. Powiedzieli mi, że moje obrażenia były poważne, ale wszystko będzie w porządku. Nikogo... nikogo tam nie było, myślałam, że wszyscy zostawili mnie samą - urwała na chwilę, bo jej głos zaczął drżeć. Obłożyła ranę wyjałowioną gazą.
- Ale wróciłam do domu, kiedy tylko mnie wypuścili. I widziałam swój grób. - Zakleiła ranę plastrem. W kawałek bandaża wytarła dłonie znów pokryte krwią. Dosłownie, wyglądała jak siedem nieszczęść.
- Potrzebujesz krwi? - spytała poważnie, nareszcie unosząc na niego wzrok. - Napij się, szybciej się zagoi.
Więc dała mu wszystko, a zamierzała dać jeszcze więcej. To się nazywa poświęcenie swojej pracy. Podsunęła mu swój zraniony nadgarstek, odrywając plaster. Wystarczyło, by drasnął go kłem, krew od razu poleci.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Paź 28, 2012 11:21 am

Tak, z pewnością wpływ na to wszystko miały również obrażenia, które otrzymał dnia poprzedniego. Był przecież w ciężkim stanie i gdyby nie Madeline, zapewne nie skończyłoby się to dla niego dobrze. Może by nie umarł, przypomnijmy sobie bowiem fakt, że wampiry były zadziwiająco wytrzymałymi stworzeniami, lecz mógł znów zapaść w śpiączkę, która wynikałaby ze zbyt dużej utraty krwi i trwała nie wiadomo jak długo. Wtedy, po wypadku w studio, Isao spał kilka miesięcy, nie było jednak reguły, która mogła pozwolić na policzenie czasu śpiączki. Gdyby w tej ciemnej uliczce nie zjawiła się Mad, a Takei straciłby przytomność i rzeczywiście zapadł w śpiączkę, mógłby nie wybudzać się z niej parę tygodni, miesięcy a może nawet lat. Choćby i przez same urazy głowy, które do lekkich nie należały i które zapewne również miały swój udział we wprowadzaniu zamętu do umysłu blondyna.
Właściwie, on nie zdawał sobie sprawy ze swojego irracjonalnego zachowania. Nie zastanowił się nad tym jak to wyglądało... Najpierw chciał ją zabić, potem ją pocałował. Idiota, ktoś by powiedział. On jednak miał na to wszystko usprawiedliwienie. Początkowo bowiem wstrząsnęła nim złość za to, że ktoś, jak przez dłuższy czas sądził, ośmielił się w tak podły sposób próbować go wykończyć i użyć wyglądu zmarłej Mad, co uważał za znieważenie jej. Potem natomiast poddał się, w jego głowie pojawiła się myśl, że być może lepiej będzie jeśli opuści ten świat, lecz najpierw chciał ostatni raz zasmakować ust ukochanej dziewczyny, nawet jeśli była to tylko fałszywka. Ale kontynuując...
Każde słowa, które Maddie wykrzykiwała mu w salonie były niczym kolejne ciosy wykonywane w jego kierunku. Powoli zaczął sobie uświadamiać co też właściwie się działo, uświadamiać, że ma przed sobą prawdziwą Madeline; ale również zorientował się o tym, jakie głupoty wyczyniał wcześniej. Był egoistą... Cholernym egoistą, który myślał tylko o sobie, o swoim bólu, o swojej tęsknocie; a nie myślał o tym, co czuje Mad. Teraz wiedział, że tylko ją zranił. Nie rozumiał do końca co się działo, ale tego akurat był całkowicie pewnym. Zawalił sprawę... Znowu. Wysłuchał jej więc do końca, zgadzając się z jej słowami. Łzy, które teraz spływały po jej policzkach były dla niego jeszcze gorszą karą... Znów to zrobił, znów doprowadził ją do łez! Jakaś siła cały czas pchała go do niej, aby wstał, podszedł do Mad i wytarł krople, spływające po jej policzkach. Przeciwstawił się jej jednak, tłumacząc sobie, że nie ma prawa jej dotykać. Nie po tym co jej zrobił. Nie mógł także przetrzymywać jej tu na siłę, więc poszedł za nią i otworzył te zamki. Nie łudził się, że ta drobnostka uspokoi ją i sprawi, że zmieni o nim zdanie, nie. Inaczej stałby tam dalej, a on po prostu wrócił do salonu i usiadł na kanapie.
Nawet nie był świadom tego, że jego rana odnowiła się. Nadal nie miał węchu, więc nie wyczuwał zapachu krwi. Nie bolało go? Owszem, bolało, jednak nie aż tak bardzo jak dnia poprzedniego. Teraz o wiele bardziej intensywny był ból wewnętrzny, który męczył go od pewnego czasu. Siedząc na kanapie, zaczął wszystko analizować, starał się wszystko sobie poukładać, ale nie wychodziło mu to. Wielu rzeczy nie rozumiał, miał wiele pytań, ale nie mógł ich zadać. Nie usłyszał nawet, że Madeline nie wyszła a dalej była w jego mieszkaniu. Zorientował się o tym dopiero w momencie, gdy weszła do salonu przepraszając go. Spojrzał na nią wzrokiem już spokojnym, lecz... cóż, ciężko było określić jakie uczucia teraz migały w jego oczach. Był wyciszony, jakby częściowo wyłączony z emocji.
- Należało mi się. - odezwał się cicho, przenosząc wzrok gdzieś w bok. Nie miał odwagi na nią patrzeć, tłumaczył sobie też, że nie powinien, że nie mógł. Mimowolnie jednak spojrzał na nią zdziwiony, kiedy lekko popchnęła go w tył aby wyprostował się i pochylił nieco do tyłu, opierając o oparcie kanapy. Dopiero wtedy spojrzał na swój bok i zdał sobie sprawę z tego, co się stało. A więc dlatego wróciła... Dlatego i tylko dlatego... Bez słowa pozwolił więc przeciąć bandaż, który nie nadawał się już do niczego. Sądził, że dziewczyna po prostu znów go opatrzy, zakładając nowy opatrunek, jednak kiedy zorientował się co chce zrobić, nie był zadowolony. Szarooki nie był aż takim głupkiem by nie zdać sobie sprawy z tego, że używanie tej... umiejętności męczyło blondynkę. Początkowo więc drgnął niespokojnie, nie zgadzając się na to.
- Mad, nie trzeba. - Ona jednak go nie słuchała, a on nie zamierzał się kłócić czy szarpać. W ten sposób tylko pogorszyłby sytuację, więc pozwolił Maddie robić swoje, mając nadzieję, że dziewczyna opamięta się i nie wykończy całkowicie. Rzeczywiście, wątła poświata mogła świadczyć o tym, że dziewczyna jest już na wykończeniu. Nie zdziwił się więc, kiedy nagle się zachwiała. Chciał zerwać się i złapać, lecz nie chciał w ten sposób znów otworzyć rany i tym samym zmarnować pracę Mad. Poza tym... dziewczynie udało się jakoś wytrzymać. Był okropny... Doprowadził ją do takiego stanu.
- Przepraszam, to przeze mnie tak osłabłaś. - przeprosił z prawdziwą skruchą w głosie, kiedy poprosiła go aby nie zmarnował jej wysiłku. Potem pozwalał się opatrywać, po prostu się temu przyglądając i słuchając tego, co mówiła mu Maddie. A więc tak to wyglądało... Teraz wszystko zaczynało się rozjaśniać, choć w całej tej historii było także jedno, wielkie, puste pole. Były to same znaki zapytania odnoszące się do tego, co działo się z Madeline przez te lata. I, niestety, być może nigdy się tego nie dowiedzą. W Isao uderzył także jeszcze jeden fakt... Fakt, że nie pamiętała wielu rzeczy na długo przed wypadkiem. Domyślił się więc, że nie pamiętała tego, jakie relacje między nimi powstały. I mimo tego, że już nie łudził się, iż znów będą razem, poczuł, że na prawdę zabolało.
- Przepraszam... Jestem cholernym egoistą, który doprowadził Cię do tego stanu myśląc tylko o sobie a nie o tym, jak Ty musisz się czuć. - przeprosił, prostując się ostrożnie i wyciągając zdrową dłoń w jej stronę. Dotknął jej włosów ale zaraz cofnął ją. Nie, nie miał prawa jej dotykać. - Ale nie martw się. To już nie ważne, najważniejsze, że wróciłaś. I, nie jesteś sama. Masz rodzinę i... - tu zawahał się i spojrzał gdzieś w bok. - I tego durnia, na którego nie możesz liczyć bo tylko znów narobi Ci więcej przykrości.
Przez jakiś czas patrzył w bok, a między nimi zapanowała cisza. Cisza, którą przerwała Mad swoimi słowami a później dźwiękiem odklejanego plastra. Spojrzał na jej dłoń i złapał lekko jej rękę, przysuwając nieco do siebie. Przybliżył usta do jej rany ale nie gryzł jej, ani nie naruszał w żaden sposób. Po prostu pocałował lekko to miejsce, przymykając na chwilę oczy. Zupełnie jakby chciał w ten sposób przeprosić ką, uśmierzyć jej ból.
- Teraz Tobie potrzeba odpoczynku. Mi nic nie będzie, nie umieramy przecież od takich rzeczy, więc nie martw się. Chcesz się przespać? Możesz u mnie w sypialni albo w wolnej. - Teraz to on martwił się o nią. Chciał żeby odpoczęła, żeby zregenerowała siły. Musiał jednak zadać jej jeszcze jedno pytanie. Pytanie niezwykle dla niego ważne. - Mad... Do jakiego momentu naszej znajomości sięga Twoja pamięć? - spytał, patrząc prosto w jej oczy. To było coś, co nie dawało mu spokoju. Odpowiedź na to pytanie zdawał się już zdać, jednak musiał usłyszeć to z jej ust.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Paź 28, 2012 1:17 pm

Teraz, gdy Maddie niemal zupełnie się uspokoiła, a tylko lekki tępy ból pozostawał na dnie jej serca, nie uważała wcale Isao za egoistę. Wprawdzie zachowywał się dziwnie i niezrozumiale, ale postarała się (choć nie było to łatwe) spojrzeć na całą sprawę z jego perspektywy. Jeżeli faktycznie rozpaczał po jej śmierci, to fakt, że ona stoi teraz przed nim, cała, zdrowa, młoda - mógł wytrącić go z równowagi. Może część jego gniewu podświadomie skierowana była także przeciwko Maddie. W ten sposób bardzo często reaguje się na śmierć ukochanej osoby, rozpaczając, ale i niejako obwiniając ją. Bo ona odeszła, nie cierpi, jest wiecznie szczęśliwa i spokojna, a my zostaliśmy tutaj sami z naszym bólem. To normalne, nie było w tym nic niezwykłego. Zatem, gdy jej emocje opadły, Madeline w swoim umyśle usprawiedliwiała chłopaka, starając się przekonać siebie, iż miał prawo zareagować w ten sposób. Że tak naprawdę nie chciał jej zabić, a ona powinna wziąć się w garść i mu pomóc. Bez względu na to, co by czuła, nie potrafiłaby zostawić rannego człowieka, czy wampira bez udzielenia mu pomocy.
Nie odpowiedziała nic na jego pierwsze słowa, zbyt skupiona na swoim zadaniu. Była zmęczona i jej myśli łatwo umykały na boczne tory, jednak nie mogła sobie na to pozwolić. Jeszcze tylko chwila, ostatnie kilka minut pracy i, miała nadzieję, wreszcie sobie odpocznie. Oczywiście, jeśli Isao nie zacznie znów hasać po mieszkaniu. Tym razem umyłaby ręce. Swoje zrobiła, pomogła mu raz, zamierzała zrobić to po raz drugi. Żaden lekarz nie bierze jednak odpowiedzialności za pacjenta, który sam sobie nierozsądnie szkodzi i nie szanuje pracy medyka.
- Dam radę. Tylko siedź nieruchomo - odparła, nie będąc do końca pewną własnych słów. Przez kilka następnych dni będzie pewnie zachowywała się niczym zombie, skutki zbyt długiego używania magii nie znikały ot tak, po krótkiej drzemce. W każdym razie, chłopak nie protestował dłużej, więc zrobiła swoje. Nie przyniosło to tak zadowalających efektów, jak poprzedniego dnia, jednak wystarczyło, by rana przestała krwawić. Teraz wampirowi należał się porządny odpoczynek. Na szczęście Isao w żaden sposób nie przeszkadzał Mad i nie rozpraszał jej. Na chwilę znów zatraciła się w wyczuwaniu magią jego ciała i obrażeń. Potrafiła dzięki tej umiejętności jakby wniknąć w organizm drugiej osoby. Nie posługiwała się tam ani wzrokiem, ani dotykiem. To chyba dzięki szóstemu zmysłowi potrafiła stwierdzić, gdzie leżał problem i jak mu zaradzić. Pozamykała popękane naczynia krwionośne, żyły, zmusiła oporne tkanki do szybszej regeneracji. Chociaż do magii zawsze odnosiła się ze sporą dozą nieufności, nie potrafiła nie docenić cudu, rozgrywającego się pod jej palcami.
Niestety, bardzo szybko poczuła ogarniającą ją słabość, miała też wrażenie, że znowu pojawiły się mdłości. Nie była jeszcze przyzwyczajona do tej umiejętności, trudno się więc dziwić tak silnej reakcji. Zaprzestała swoich działań i potrzebowała kilku minut, by w ciszy dojść do siebie. Po raz kolejny zamarzyła o własnym łóżku i oddaniu się w ciepłe objęcia Morfeusza. Ale nie skończyła jeszcze swojej pracy.
- Przeżyję - skwitowała przeprosiny Isao. Naprawdę ich nie potrzebowała, dobrze wiedziała co sobie robi. I robiła to dla niego, gdyż był ranny i był jej przyjacielem. Bez wahania zrobiłaby to ponownie, choć może nie dzisiaj. Zajęła się dalszym opatrywaniem chłopaka, jednocześnie lakonicznie streszczając mu swoją historię, w której było tak wiele niewiadomych, że właściwie nie powiedziała mu dużo. Nie chciała się też w to zagłębiać. Z jednej strony wolałaby wiedzieć, co się jej działo, ale po części także bała się poznać prawdę.
- Przestań, nie jesteś egoistą - żachnęła się, wreszcie spoglądając mu w oczy. Nawet uśmiechnęła się nieznacznie, choć miała wrażenie, że na ten delikatny grymas wykorzystała już resztą swoich sił. - Po prostu spotkaliśmy się w najgorszym możliwym momencie.
Wolała nie kontynuować tego tematu. Podczas rozmowy z Marcusem i kiedy chwyciła w dłonie wisiorek Isao, pewne wspomnienia powróciły do niej, niczym wyrwane z kontekstu sceny filmowe. Patrzyła na siebie, wiedziała, że to ona, a jednak się nie rozpoznawała. Nie chciała kolejnych tego typu sytuacji, już na dziś dosyć się dowiedziała. Poza tym, rozmowa o wszystkim, co mogło się jej przydarzyć, przywodziła na myśl tamten zadbany grób na cmentarzu. Co tu dużo ukrywać, widok ten był dla Madeline przeżyciem traumatycznym. Do dzisiaj codziennie przed snem łowczyni zażywała silne leki, które odpędzały koszmary i pozwalały jej przespać stosunkowo spokojnie całą noc. Byle się tylko dziewczyna nie uzależniła od antydepresantów, akurat tego jej nie potrzeba.
Zacisnęła powieki, obawiając się bólu, który miał nastąpić po ugryzieniu wampira, ale nic takiego się nie wydarzyło. Naprawdę chciała, by Isao się napił, ale teraz, gdy odzyskał już część sił, nie byłaby w stanie zmusić go do tego. Toteż tylko zerknęła na swój zraniony nadgarstek, marszcząc brwi. Jeśli porządnie tego nie opatrzy zostanie jej blizna. Cięcie było głębsze niż to zapamięta, najwyraźniej wtedy i ona nie myślała trzeźwo, koncentrując się jedynie na udzieleniu rannemu pomocy medycznej.
- Nie, nie, myślę, że powinnam już iść do domu - odpowiedziała. Nie chciała zostawać, ale chłopak nie powinien tego odbierać do siebie. Ot, jedyne miejsce w którym czuła się naprawdę dobrze, tak jakby nic się nie zmieniło, to jej własny pokój zastawiony znajomymi książkami i zdjęciami. Tylko tam mogła liczyć na chwilę spokoju. - To jest, o ile nie masz jeszcze jakichś pytań - dodała, bo chociaż nie chciała więcej o tym myśleć, wciąż uważała, że blondynowi należą się wyjaśnienia. Niech więc pyta, skoro ma okazję.
To też zaraz uczynił, a Maddie zasępiła się. Marcus nagabywał ją o to samo - na jakim momencie się zatrzymałaś, co pamiętasz. I znów w tym pytaniu wyczuła jakby drugie dno. Tak jakby obaj starali się jej coś uświadomić, albo obaj wiedzieli coś, o czym zapomniała. Czy tuż przed wypadkiem w jej życiu zdarzyło się coś ważnego, co dotyczyło obu tych mężczyzn?
- Pamiętam, że jesteśmy... byliśmy... - westchnęła cicho. - W moich ostatnich wspomnieniach jesteśmy przyjaciółmi. Nie pamiętałam tego wisiorka, ale gdy mi go pokazałeś, przypomniałam sobie, jak ci go wręczyłam. Wcześniej, zdaje się, ty dałeś mi bransoletkę. Ale obawiam się, że nic więcej.
Wzruszyła bezradnie ramionami. Może Isao chciał jej coś podpowiedzieć, może rozjaśni trochę mroki jej pamięci? Spoglądała na niego wyczekująco, zastanawiając się, czy wystarczy mu udzielona odpowiedź i jak na nią zareaguje.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Paź 28, 2012 2:12 pm

Madeline w myślach usprawiedliwiała Isao, jego reakcje, jego zachowanie i słowa, on natomiast działał zupełnie odwrotnie, przeklinając się w myślach i winiąc za to wszystko co zrobił. Był przyczyną jedynie kłopotów Maddie. Gdyby nie spotkała go rannego, wróciłaby spokojnie do domu i tam powoli układała sobie wszystko w głowie, szykując się do powrotu do normalnego życia. Tymczasem nie tylko wyczerpywała swoje siły pomagając mu dojść do apartamentu, lecząc go magią, użyczając swojej krwi i opatrując go; ale również spotkała się z dość nieprzyjemną reakcją, gdy blondyn tylko dojrzał jej twarz. Gdy tylko uspokoił się i zdał sobie sprawę z wszystkiego co tu się działo i co zrobił, dopadły go okropne wyrzuty sumienia oraz dość nieciekawe myśli. Zawiódł ją, doprowadził do płaczu, wyczerpał fizycznie i psychicznie, skrzywdził... Zaczął myśleć nawet, że nie ma prawa być przyjacielem, a co dopiero ukochanym Mad. Tak... on nadal ją kochał, przez te wszystkie lata nie był w stanie spojrzeć na inną kobietę. Teraz jednak, kiedy ona wróciła cała i zdrowa, nie był w stanie poukładać sobie własnych uczuć. Nie był pewien czy nadal żywi do niej uczucie miłości, czy powinien z nią być, próbować na nowo ją "zdobyć". Miał kompletny mętlik w głowie, która rozbolała go od tego wszystkiego. Tak... musiał odpocząć i w spokoju przemyśleć sobie wszystko. Zastanowić się nad cała tą sytuacją, pomyśleć nad tym co robić, co dalej, jak to wszystko miało wyglądać...
Madeline była niezwykle uparta jeśli chodziło o sprawy zdrowia i medycyny. Nie znał jej od tej strony, jednak widział to po jej oczach, słyszał w jej głosie. Mimo mocnego osłabienia, ona dalej wykorzystywała resztki swojej energii by mu pomóc. Poczuł ciepło w sercu widząc jak się o niego troszczy, choć tłumaczył sobie, że to po prostu zboczenie zawodowe i dziewczyna musi tak traktować każdego swojego pacjenta. Czuł także wyrzuty sumienia, bowiem gdyby bardziej uważał, blondynka nie musiałaby siedzieć tu teraz przy nim, znów wykorzystywać magii leczniczej i opatrywać go. Była blada, cholernie blada i nie podobało mu się to. Miał wrażenie, że zaraz mu tu zemdleje, rozsypie się niczym kawałeczek szkła. Ludzie to kruche stworzenia, zwłaszcza kobiety... Isao podświadomie czuł potrzebę opiekowania się Madeline. Sytuacja jednak było odwrotna i to ona opiekowała się nim...
- Jestem. - zaprzeczył i również wysilił się na lekki uśmiech. Nie było mu do śmiechu, nie czuł się zbyt dobrze w tej chwili. Z niewiadomych powodów czuł, że pomiędzy nim a Mad powstał gruby mur, przez który, być może, nie będzie potrafił się przebić. Myśl ta napawała go smutkiem i bólem, chociaż starał się w tej chwili ją odrzucić, odsunąć od siebie. Nie chciał przecież jeszcze bardziej jej martwić.
Kiedy Mad skończyła swoją robotę, wyglądała na prawdę słabo. Nie powinna się przemęczać, bowiem w każdej chwili mogła zemdleć a on, z ledwo podleczoną raną, która w każdej chwili mogła się otworzyć i z usztywnioną ręką, nie byłby w stanie jej pomóc. Gdy więc powiedziała, że powinna wrócić do domu, on pokręcił przecząco głową, nie zgadzając się.
- Nie, na pewno nie powinnaś wracać. Musisz trochę odpocząć, Mad. Teraz czas żebyś zadbała przede wszystkim o siebie, przespała się chociaż z godzinkę, zregenerowała trochę sił. Popatrz. - wskazał na jej białą bluzkę z czerwonymi plamami od krwi. - Nie powinnaś się tak pokazywać w domu, Marcus będzie się tylko zamartwiał i w końcu Cię uziemi.
Nie chodziło mu tylko o ubranie. Sama Mad wyglądała jakby wstała z grobu, dosłownie. Była blada, słaba, miała zmęczone oczy. Brudne ubranie było tu najmniejszym problemem. Isao mógł jej dać swoje, poszukać w szafkach czegoś dla niej (bowiem nie był pewien czy kiedyś odwiedzająca go kuzynka nie zostawiła tu paru ciuchów), lub zadzwonić do recepcji i poprosić kogoś aby poszedł za niego na szybkie zakupy. Jeżeli się im tylko zapłacił.o, gotowi byli zrobić niemal wszystko. Dobrze było mieszkać w tym apartamentowcu, doprawdy... A Takei chciał to tak wszystko po prostu zostawić... Cóż, właśnie "chciał", teraz natomiast targać zaczęły nim jeszcze większe wątpliwości niż dotychczas...
Skoro pozwoliła mu pytać, zadał pytanie, które najbardziej go dręczyło, na które odpowiedź była dla niego bardzo ważna. Jego bystry wzrok dostrzegł swego rodzaju grymas, który pojawił się na twarzy dziewczyny, kiedy tylko spytał ją o to, co pamięta. Nie wiedział jak ma to interpretować. Była zmęczona odpowiadaniem w kółko na to samo pytanie, niewiele pamiętała i nie lubiła się do tego przyznawać, a może, co najbardziej zabolałoby Isao, nie chciała wracać do ich relacji sprzed jej zniknięcia i nie wiedziała co ma powiedzieć? Nie... wolał nie rozważać ostatniej opcji. Starczy mu już bólu, on też ma swoje granice.
Coś w nim drgnęło gdy Madeline zawahała się. ,,Jesteśmy... Byliśmy..." - te słowa pobrzmiewały w jego głowie sprawiając, że jeszcze bardziej go bolała. A więc nie uważała go już za przyjaciela, za osobę sobie bliską? Cóż, bolało ale postanowił się z tym pogodzić. Zasłużył sobie na to. Najwidoczniej po prostu nie był wart trwania przy tak dobrej osobie jak Mad. On był istotą naznaczoną piętnem krwi i zbrodni, ona natomiast w jego mniemaniu była niczym anioł... Nieskazitelna, spowita blaskiem, na wskroś przesiąknięta dobrocią. Jej przeznaczone było niebo, jemu natomiast piekło... Byli niczym ogień i woda, nie mogli egzystować blisko siebie, bowiem ogień mógł zamienić wodę w parę, a woda mogła ugasić ogień.
- Ach tak... - mruknął cicho, spuszczając wzrok. Tylko tyle potrafił z siebie wydusić, na nic więcej nie było go stać. Utkwił wzrok gdzieś na ziemi. Wyraźnie posępniał, jakby zasmucił się, choć tak chciał aby tego nie dostrzegła. Może zmęczenie jej na to nie pozwoli? Miał taką nadzieję... Na chwilę zapanowała cisza, którą przerwał, podnosząc się powoli z miejsca. - Proszę, zostań tu aż chociaż troszkę nie wydobrzejesz. Pora na to abym teraz ja zajął się Tobą, odwdzięczył za wszystko co dla mnie zrobiłaś.
Popatrzył na nią z góry i uśmiechnął się blado. Doprawdy... nie pamiętał żeby kiedykolwiek jeden uśmiech kosztował go aż tyle wysiłku... Chciał aby Madeline położyła się, zażyczyła sobie czegoś do jedzenia, picia, cokolwiek... Czuł wewnętrzną potrzebę wynagrodzenia jej wszystkiego, zaopiekowania się nią. Jeśli jednak dalej będzie się upierać, że chce wracać, nie będzie jej zatrzymywać. Postanowił zejść z jej drogi, zniknąć. Miał wrażenie, że tak będzie lepiej.
- Spytam jeszcze... Ile będę musiał to nosić w ten sposób? - zapytał i spojrzał znacząco na swoją złamaną rękę, która teraz była usztywniona tym, co Mad znalazła w jego mieszkaniu. Dobra i łyżka, lepsze to niż nic.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Paź 28, 2012 10:00 pm

Owszem, jeśli chodzi o zdrowie Maddie była zwykle nieprzejednana, a wiedział to każdy, kto miał do czynienia z nią jako medykiem. Podchodziła do swojej sprawy bardzo poważnie i bywało nie raz, iż do swoich ewentualnych pacjentów, jeśli ci zachowywali się nierozsądnie, odnosiła się z chłodem, czy surowością. W rzeczywistości jednak trudno było o delikatniejszy dotyk, cieplejszy uśmiech i czulsze słowa. Medycyna była jej powołaniem i od wielu, wielu lat niegasnącą wciąż pasją, co malowało się chociażby w wyrazie jej twarzy, gdy wykorzystywała resztki własnych sił, by pomóc rannemu przyjacielowi. Pod tym względem byli do siebie z Isao trochę podobni. Oboje, choć w różny sposób, chcieli przede wszystkim nieść pomoc i świadome skrzywdzenie drugiej osoby było w ich przypadku nie do pomyślenia. Marcus, i łowcy generalnie, byli inni. Wykazywali się nieraz nieuzasadnionym wręcz okrucieństwem, w wielu przypadkach bardziej krzywdząc, niż chroniąc. Trudno stwierdzić, co zatem skłoniło Madeline do oddania swych usług medycznych właśnie Oświacie. Na pewno nie bez znaczenia był fakt, iż to właśnie tam spotkała człowieka, który zajmuje się leczeniem już od ponad setki lat, człowieka, którego podziwiała, szanowała i od którego chciała się uczyć. Bo chociaż jej pomoc udzielona Isao, jak na obecne warunki, była bardzo profesjonalna, wciąż pozostawało tak wiele do nauki.
Już się z nim nie sprzeczała, nie próbując go przekonać, iż w jej przekonaniu, jako pacjent, miał prawo zachowywać się jak tylko chciał i myśleć jedynie o sobie. Taka już rola lekarza - sprawiać, by ranny lub chory czuł się jak najbardziej komfortowo i troszczył jedynie o własne sprawy, nie przejmując otoczeniem. To dlatego dziewczyna nadal bardzo wstydziła się swojego poprzedniego wybuchu. Bez względu na to, co odczuwała, powinna była stłumić to w środku. Z drugiej jednak strony, dzisiejsza sytuacja znacząco przekraczała normy szpitalne, więc na swój sposób łowczyni była chyba usprawiedliwiona.
Przyglądała się przez chwilę chłopakowi w zamyśleniu. Czy i ona czuła mur, który pomiędzy nimi wyrósł? W pewnym sensie tak. Wynikało to wszakże z innych niż u wampira powodów. Ot, dla Maddie minęły dwa tygodnie. Ona zatrzymała się na tym momencie w przeszłości, gdzie z Isao stanowili parę przyjaciół. Dla niego, niemniej jednak, czas wciąż płynął. I choć bardzo chciała czuć się w jego towarzystwie tak swobodnie jak dawniej - uważała, iż on mógłby to uznać za zbytnie spoufalanie się. Przecież dawno już zrozumiał, że Mad odeszła i może nie chciał się nadal przyjaźnić? Może pozawierał nowe znajomości, w teraźniejszości, które nie pchałyby go do tyłu, w kierunku nieprzyjemnych wspomnień? Marcus nie miał wyboru - zaakceptował to, że siostra wróciła i przyjął ją z powrotem bezwarunkowo. Byli przecież rodziną. Isao jednak wciąż ten wybór miał. I jego dziwne zachowanie nie ułatwiło złotookiej rozszyfrowania tego, co chłopak w ogóle do niej czuje.
Maddie usiadła nieco wygodniej, podpierając się głową i ramieniem o tylne oparcie kanapy, a w ten sposób wciąż była zwrócona przodem do wampira. Faktycznie, nie wyglądała najlepiej. Ubrudzona krwią, o pobladłej twarzy, niemal przejrzystej cerze i ciemnych cieniach pod oczyma, które miast świecić zwykłym złocistym blaskiem przygasły niepokojąco. To był ciężki dzień, ale nie zamierzała się skarżyć. Wezwie sobie taksówkę i pojedzie do domu, bo o własnych siłach, czy też korzystając z komunikacji miejskiej - daleko by nie dotarła. Nadal bowiem uparcie tkwiła przy podjętej wcześniej decyzji - chce wrócić do domu. Nie, żeby miała coś przeciwko apartamentowi chłopaka, czy nawet jemu samemu. Ot, doskonale wiedziała, że jeśli nie znajdzie się w znajomym otoczeniu i, co zdecydowanie ważniejsze, nie weźmie tabletek na sen, choćby była setnie zmęczona, po prostu nie zaśnie. To że wcześniej drzemała trochę, gdy Isao spał pod wpływem magii, należy chyba przypisywać jedynie swego rodzaju szczęściu. Teraz jednak na myśl o ulokowaniu się w którejś z sypialni Isao czuła w środku dziwny niepokój.
- Bez przesady - odparła słabo. Wyprostowała się nieco. - Wiem jak o siebie zadbać i znam swoje możliwości.
Na wspomnienie o Marcusie spojrzała na Isao z... może nie z politowaniem, ale na pewno lekkim niedowierzaniem.
- Chciałabym zobaczyć, jak próbuje mnie uziemić. - Ot, Madeline miała wyjątkowo niezależną naturę i nie przywykła do mówienia jej co ma robić. Gdyby tylko Isao upierał się dłużej, że powinna u niego zostać, pewnie kolejny raz zareagowałaby zdenerwowaniem. Bo jedna sprawa to troska, za którą w tej chwili była mu wdzięczna, druga jednak to nakazy i zakazy. Na to była, powiedzmy jasno, zbyt dorosła. Popatrzyła po sobie, konstatując z niezadowoleniem, iż jej biała bluzka rzeczywiście nosi ślady dzisiejszych wydarzeń. Ale miała przecież sweter i płaszcz. Jeśli trochę odświeży się w łazience, być może nawet nikt nie odróżni jej od chorobliwie bladej populacji tego miasta, z której zdecydowana większość była przecież krwiopijcami. A skoro mowa o krwi...
Tak, to mogłoby postawić ją na nogi. Niegdyś regularnie piła krew wampirzą, przez co nie chorowała i nie starzała się zupełnie. W jej rodzinie było to całkiem normalne, a choć Madeline odnosiła się do tego z niemałym obrzydzeniem, skutki raczenia się posoką były naprawdę wymierne. Nie zamierzała jednak prosić chłopaka, by użyczył jej swojej krwi, o nie! Właściwie, odkąd wróciła po wielu latach wyglądając dokładnie tak samo jak przed wypadkiem straciła ochotę na odmładzanie się. Niech Marcus i matka żyją sto lat, ona jednak miała wrażenie, iż chętnie powita w lustrze oznaki upływającego czasu. Żeby się upewnić, że nadal jest człowiekiem.
Reakcja Isao na jej słowa zasmuciła także ją. Wprawdzie nie wiedziała w czym dokładnie tkwił problem, ale na pewno wampir oczekiwał czegoś innego. A może po prostu bał się, że teraz, kiedy Mad wróciła, nie będzie się już chciała z nim przyjaźnić. Tak, to prawdopodobne. Dlatego też wyciągnęła dłoń i pogłaskała go lekko po policzku.
- Dla mnie nic się nie zmieniło, wiesz? Dla mnie wciąż jesteśmy przyjaciółmi, minęło przecież zaledwie kilka tygodni. Ale rozumiem, że z twojej perspektywy wygląda to inaczej. Nie chcę ci się narzucać, ale też nie chciałabym cię stracić. Więc może przemyśl sobie wszystko i zastanów się, co chciałbyś z nami zrobić - zaproponowała ciepło, opuszczając rękę z powrotem na swoje udo. Przez chwilę patrzyła na niego ze spokojem, ale ten na raz zaczął się podnosić! Oszalał, jak nic! Maddie przybrała kamienny wyraz twarzy. No, nie. Znowu chciał marnować jej robotę? Jego rana ledwie się trzymała, a ten ot tak się podnosił! Doprawdy, czy ktoś spotkał kiedyś mniej rozsądną istotę? Wątpliwe.
- Siadaj - wycedziła tylko tonem wyraźnie nieznoszącym sprzeciwu. Sama zaraz wstała (nawet nie chwiała się tak bardzo, odzyskawszy trochę sił dzięki odpoczynkowi na kanapie) i stanęła przed Isao. Już nie miała do niego cierpliwości.
- Czy ja ci czegoś nie mówiłam? Miałeś się nie ruszać! Zaraz znowu zaczniesz krwawić i wtedy gwarantuję - nawet się do ciebie nie zbliżę, tylko każe ochroniarzowi dzwonić po karetkę.
Zerknęła na prowizoryczny opatrunek usztywniający i westchnęła. Cóż, mogła mu podać swoje zalecenia, ale szczerze w tej chwili wątpiła, by słuchał co do niego mówiła.
- Myślę, że powinieneś to ponosić przynajmniej do jutra. Znając waszą szybką regenerację, jeśli nie będziesz przesilał ręki, jutro opatrunek nie powinien być konieczny.
Uznała, że nie zazna spokoju, póki nie wyjdzie z apartamentu. Przebywając tu i obserwując chłopaka wędrującego w najlepsze po mieszkaniu, szargała sobie nerwy z niepokoju o jego stan. Sięgnęła po torbę i płaszcz.
- Wrócę tu jutro i wolałabym zastać się żywego - zakomunikowała, zarzucając wierzchnie odzienie na ramiona. Wspięła się na palce i zupełnie swobodnie pocałowała Isao w policzek. Jak mówiłam, dla niej nic się nie zmieniło.
- Dbaj o siebie - rzuciła na odchodnym, posłała mu niemrawy uśmiech, po czym opuściła apartament, kręcąc głową nad bezmyślnością wampirzej rasy. Zamówiła taksówkę i dojechała nią do domu.




zt.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Paź 29, 2012 5:46 pm

Teraz Isao znał już tę stronę Madeline. Przekonał się o tym, że Mad, jako medyk, jest osobą niezwykle konsekwentną, troskliwą i oddaną swojej pracy. Mało już było lekarzy takich jak ona. Zawziętych, nieustępliwych ale jednocześnie również delikatnych oraz dobrych w tym, co robili. Wedle Takei'a dziewczyna ta już była profesjonalistą. Gdyby więc powiedziała mu, że musi się jeszcze wiele nauczyć, on otwarcie dziwiłby się. Dla niego już była wystarczająco dobra. Choć prawdą było, że on sam nie znał się ma medycynie w ogóle. Wszak zazwyczaj wcale mu to nie było potrzebne...
Nie musiała się obwiniać za to, że za dużo powiedziała. Blondyn nie miał jej tego za złe, a właściwie już w pewnym sensie wyrzucił to z pamięci. Uznał przecież, że zasłużył na to. Nie dziwił się więc temu, że Maddie wybuchła i wykrzyczała parę niemiłych słów skierowanych w jego kierunku. Sam był sobie winien, wszak on również dał się ponieść nerwom. Byłoby więc bardzo nie fair z jego strony, gdyby miał do niej wyrzuty o to, skoro sam nie był lepszy i nieco wcześniej sam zrobił właściwie to samo. Nie był tak bezdusznym draniem, chociaż za egoistycznego drania właśnie w tej chwili się uważał.
- A więc wolisz wrócić? W porządku, nie będę Cię na siłę zatrzymywać. Pozwól mi chociaż, w ramach wdzięczności, zadzwonić i opłacić taksówkę. - odezwał się w końcu, kiedy dziewczyna zdecydowała, że jednak woli wrócić do oświaty. Jeśli się upierała, on też dał jej mały pokaz swojej zawziętości, niemal na siłę wciskając jej swoje racje. Wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił po taksówkę. Chwilę porozmawiał z mężczyzną, podał adres i usłyszawszy, że taksówka będzie za 15 minut, poinformował o tym Mad, dając jej także pieniądze. Żadnych zwrotów nie przyjmował i opierał się cały czas, jeśli dziewczyna miała jakieś ale.
Rozmowa skierowała się na te bardziej drażliwe i mniej przyjemne tory. Zwłaszcza, że sprawa nie należała do prostych i obu im dostarczała wielu problemów, wiele bólu. Isao poczuł jak jakaś igła wbijana jest prosto w jego serce, kiedy Mad przyznała, że pamięta tylko etap ich przyjaźni. Więc miał zaczynać od nowa? Od nowa wyznawać jej miłość, od nowa się starać? Nie wiedział czy powinien. Na pewno jednak nie powinien jej mówić o tym, że byli parą. Dziewczyna poczułaby wyrzuty sumienia gdyby dowiedziała się o tym wszystkim, z pewnością czułaby się winna temu, że niczego nie pamięta, że teraz musi sprawiać mu przykrość. Nie chciał tego, zwłaszcza, że to nijak by mu nie pomogło a tylko pogorszyło sprawę. Wszak wiedza by jej nic nie dała, tu potrzebne było uczucie, które w obecnej chwili nie istniało. Przynajmniej ze strony Mad. Dlatego właśnie Isao początkowo posmutniał. Kiedy zaś wypowiedziała swoje kolejne słowa, nie mogąc się powstrzymać, wyciągnął dłoń w jej stronę, złapał kosmyk włosów między palce i przejechał po nim. Tak bardzo pragnął jej bliskości... Ale nie mógł...
- Ja też nie chcę Cię stracić. Jesteś dla mnie niezwykle ważna. - Wreszcie spojrzał w jej oczy i uśmiechnął się lekko. Chcę żeby było tak jak dawniej.
Nie mówił już nic więcej, aby się nie zdradzić. Wtedy zaś zaczął się podnosić, całkiem nieświadom tego, że robi coś nie tak. Usiadł więc zaraz na miejscu i spojrzał na Madeline zdziwiony i lekko zdezorientowany. Nie spodziewał się tego, że aż tak zareaguje. Wszak nie znał się na medycynie i nie wiedział, że nawet taki drobny, ostrożny ruch może na nowo otworzyć ranę. Spojrzał więc na nią przepraszająco, kiedy już przed nim stanęła. Jednocześnie jednak czuł się jak zbity pies przywiązany gdzieś na smyczy.
- Znaczy ja mam tu cały czas tylko siedzieć? Na kanapie?
Isao siedzący w miejscu? Dobre sobie. Co niby miał robić wiecznie na tej kanapie? Zachce mu się jeść, do łazienki, cokolwiek i będzie musiał wstać. Ponadto miał ciągle na sobie rozdarte, brudne od krwi ubrania. Wypadałoby się przebrać... Nie kłócił się jednak, nie chcą jej bardziej złościć i martwić. Doceniał przecież jej prace.
- [wheat]W porządku. [/color]- pokiwał grzecznie głową, kiedy stwierdziła, że usztywnienie musi nosić co najmniej do jutra. Kiedy zaś Mad zaczęła zbierać się do wyjścia, cudem powstrzymał się przed wstaniem i pójściem za nią, chociażby po to, żeby odprowadzić ją do drzwi. Gdy zaś Maddie już sobie poszła, on nie bardzo wiedział co ma z sobą zrobić. Niewiele myśląc się, ostrożnie położył się na kanapie, dłonią odnajdując koc leżący gdzieś nieopodal. Okrył się nim i zasnął snem niezwykle twardym i długim.
Spał aż do popołudnia dnia następnego (o ile coś/ktoś go nie zbudziło przez ten czas). Przez sen zdążył wykręcić się, ściągnąć z siebie większą część koca, ale także przede wszystkim odpocząć i nabrać nowych sił. Spał długo, w najlepsze, leżąc na zdrowym boku, ze zdrową dłonią zwisającą w dół. Jego sen był natomiast tak twardy, że żadne dzwonienie na telefon czy do drzwi, nijak nie przynosiło skutków. Na domiar złego drzwi cały czas pozostawały nie zamknięte na zamek. Mogli go więc śmiało wynieść razem z kanapą, a on nie byłby niczego świadom.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Paź 29, 2012 6:43 pm

Poprzedniego dnia Madeline udała się prosto do Oświaty taksówką zamówioną jej przez Isao. Zgodziła się na to drobne ustępstwo, głównie po to, by nie wywoływać już sprzeczek, wszak chłopak powinien odpoczywać. Sama zaś wzięła porządną dawkę leków nasennych (mało rozsądnie, ale ona po prostu chciała spokojnie zasnąć), umyła się i położyła do łóżka. Spała bez przerwy ponad dwadzieścia godzin - najlepszy znak tego, jak była wykończona. Na całe szczęście Marcus nie planował jej w tym czasie odwiedzać, bardzo by się bowiem zdziwił, zauważywszy poplamione krwią ubrania porozrzucane po zwykle wysprzątanym pokoju siostry.
Po przebudzeniu dziewczyna długo nie mogła dość do siebie i dopiero lodowaty prysznic w pełni przywrócił jej trzeźwość myśli. Niedługo zastanawiała się, co ma dziś robić. Był przecież pewien nierozważny pacjent, który - o ile wciąż żył, wymagał stałej opieki. Tak, planowała odwiedzić Isao, ale skłamałaby mówiąc, że powodem była tylko lekarska troska. To nie tak, że w Madeline nie pozostało już uczucie, którym przed wypadkiem darzyła chłopaka. Ona o nim zapomniała, ale miłość nie znika od tak. To dlatego coś ją do niego ciągnęło. Chciała być przy nim, chciała wywołać uśmiech na jego twarzy, chciała z nim rozmawiać jak dawniej. Pewna więź wciąż między nimi istniała, chociaż łowczyni nie zdawała sobie z niej sprawy.
Przebrała się więc szybko, poplamioną bluzkę wrzuciła do kosza, żeby czasem nie rzuciła się komuś w oczy i wyszła z posiadłości. Droga nieco się jej dłużyła, ponieważ blondynka zaczęła się poważnie niepokoić, co też zastanie w apartamencie. A może Isao w ogóle tam nie będzie? Może zignorował wszystkie jej zalecenia i wyszedł gdzieś na miasto? Na samą myśl westchnęła ciężko. Wszystkiego się mogła spodziewać.
W holu powitał ją ten sam ochroniarz, który wcześniej pomógł zaprowadzić wampira do mieszkania. Przywitała go skinieniem głowy, jednak on zatrzymał ją i z widoczną troską począł wypytywać o młodego muzyka, którego znał, przynajmniej z widzenia, całkiem dobrze. Madeline uspokoiła go, że mimo ciężkiego stanu Isao wykazuje naturalnie szybkie zdolności regeneracyjne i z pewnością ma się już wcale nieźle. Następnie skierowała się do windy i po chwili już stała przed odpowiednimi drzwiami. Zapukała raz. Drugi. Cisza.
Zmarszczyła brwi, tym razem uderzając mocniej w drzwi. Nadal zero reakcji.
- Isao? - Czyżby nie było go w domu? Już miała odejść, gdy coś ją podkusiło i nacisnęła klamkę. Drzwi ustąpiły. Madeline zajrzała do środka, a że w mieszkaniu panowała kompletna cisza, weszła do przedpokoju. Zawahała się, ale ostatecznie ściągnęła płaszcz, gotowa, gdyby było trzeba, zaczekać na Iska. Obiecała mu, że dziś przyjdzie, poza tym... no, właśnie, też chciała się z nim zobaczyć.
W całkowitej ciszy udała się do salonu, a tam jej oczom ukazał się widok doprawdy rozczulający. Maddie mimowolnie uśmiechnęła się, uświadamiając sobie, że chłopak jednak posłuchał jej rady i najprawdopodobniej w ogóle się z kanapy nie ruszał. Podeszła do niego i spojrzała nań z góry. Wyglądał uroczo, tak spokojnie. Najwyraźniej spał głęboko, bo mięśnie twarzy miał rozluźnione i nie znaczył jej żaden grymas, mogący świadczyć o odczuwanym bólu. Nachyliła się nad nim, uważnie spoglądając na jego oblicze. Dłonią delikatnie odgarnęła kosmyk przydługawych włosów z jego czoła i przeciągnęła opuszkami palców po jego kości policzkowej, żuchwie, aż dotarła do warg.
Wyprostowała się gwałtownie. Boże, chyba pozwalała sobie na trochę za wiele. Otrząsnęła się i przysiadła na fotelu, torebkę kładąc obok, na podłodze. Podciągnęła pod siebie nogi, przechyliła się tak, że na wpół leżała na bocznym oparciu fotela, a długi, złoty warkocz spływał swobodnie do samej ziemi. Miała czas, mogła zaczekać aż wampir się obudzi. Prawdę powiedziawszy, im dłużej spał, tym lepiej dla niego.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Paź 29, 2012 7:18 pm

Widocznie cało to zdarzenie wykończyło jego organizm bardziej niż oboje sądzili. Innego wyjaśnienia nie było na tak długi sen Isao. Spał on przecież znacznie dłużej, bo zasnął zaraz po tym jak wyszła Mad, która musiała jeszcze dojechać do oświaty, ogarnąć się, wziąć proszki i dopiero wtedy położyła się spać; obudził się natomiast ... no właśnie, on jeszcze smacznie sobie spał, kiedy dziewczyna była na nogach. W ten sposób jego organizm dochodził do siebie. Powrócił mu węch, rany nieco podgoiły się, a kolejne krwinki wytworzyły się same, uzupełniając w ten sposób braki. Przede wszystkim jednak wypoczywał, nabierał nowych sił i energii, bo dnia poprzedniego nadal był bardzo słaby. Sam nie spodziewał się, że tak szybko zaśnie. Miał sobie przemyśleć parę spraw a tymczasem udał się w objęcia Morfeusza zaraz po tym, jak zamknął oczy, po wcześniejszym ułożeniu się na kanapie i przykryciu. Sen był dla niego dobrą odskocznią, pomocą w odstresowaniu się. Śniło mu się bowiem coś pięknego, co znacznie go uspokajało a także, podświadomie, uszczęśliwiało. Nie było by więc niczym dziwnym, gdyby nie raz, nie dwa razy, uśmiechnął się przez sen.
Spal jednak niezwykle twardo. O ile fakt, że nie miał pojęcia o pojawieniu się Madeline w Apartamentowcu i jej rozmowie z ochroniarzem, nie był dziwny, o tyle to, że nie słyszał dzwonka już tak. Leżał niewzruszony i całkowicie pogrążony w krainie snów, zupełnie nieświadom tego, że w ten sposób martwił Mad. Najwyraźniej nie miał zamiaru się zbudzić nawet kiedy dziewczyna weszła do jego mieszkania, a także do salonu, zastając go śpiącego. W ręku cały czas trzymał zdjęty wczoraj wisiorek, którego łańcuszek dotykał teraz ziemi, zwisając z jego dłoni. Był to tylko kolejny dowód na to jak bardzo ważna była to dla niego rzecz. Kto wie... może to magiczna moc łańcuszka podarowała mu taki spokojny sen i takie piękne marzenia senne?
Nie poruszył się ani odrobinkę, nawet kiedy Madeline stanęła nad nim. Nie czuł kompletnie nic, dalej hasając sobie gdzieś na zielonych łączkach swojego marzenia sennego. Nie czuł jak blondynka głaskała go po twarzy, jak zahaczała o jego usta. Nie... jednak nie. Gdy opuszki palców Mad spotkały się z jego wargami, Takei drgnął lekko, mrucząc coś przez sen, jakby zaraz miał się obudzić. Och, ile on by dał aby wtedy być już świadomym, aby wiedzieć co Maddie zrobiła. Niezwykle uszczęśliwiłoby go to, dało mu nadzieję, którą wczoraj stracił. Nie zbudził się jednak i jeszcze przez jakiś czas leżał spokojnie z tym samym, spokojnym wyrazem twarzy. Minęło jednak dobre kilkanaście minut, kiedy wreszcie zaczął się przebudzać. Najpierw mruknął coś cicho, potem pokręcił się by mrucząc coś pod nosem podnieść się powoli do pozycji siedzącej, ciągle nie otwierając oczu. Dopiero gdy przetarł je wierzchem dłoni ściśniętej w piąstkę (bowiem dalej trzymał tam łańcuszek), otworzył zaspane oczy. Ciekawy musiał być to widok. Na policzku odcisnęła mu się poduszka, włosy wywinęły mu się we wszystkie strony, a całego obrazu dopełniały szare, zaspane oczy. Zupełnie jak dziecko...
- Którego dziś mamy? - mruknął markotnie, nie do końca świadom wypowiedzianych słów. Ba, on nawet nie zorientował się jeszcze, że w pokoju przebywa Madeline. Słowa te same wypłynęły z jego ust i nie skierowane były raczej do nikogo, a wynikały z czystego przyzwyczajenia. Wszystko to wynikało z faktu, że przez te siedem lat tułał się po świecie, całkowicie znudzony i nie mając żadnego celu, tracąc również rachubę czasu. Ale wracając... Dopiero po jakimś czasie, gdy usłyszał szelest spowodowany najprawdopodobniej poruszeniem się Maddie, spojrzał w jej kierunku i ... rozbudził się nieco. Najpierw popatrzył na nią zdezorientowany, by zaraz, z nie wiadomo jakiego powodu wyszczerzyć się szeroko. Chyba wstał prawą nogą. Albo po prostu wyspał się.
- Dzień dobry, Pani doktor. Dzisiaj znów badanko?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Paź 29, 2012 7:42 pm

Czekanie na Isao wcale się jej nie dłużyło. Właściwie pogrążyła się we własnych rozmyślaniach i czas ten zleciał jej nadspodziewanie szybko. Robiła plany na najbliższe dni, zastanawiała się, czy rzeczywiście nie wrócić do Akademii Cross i tym razem ją ukończył. Myślała też o dzieciach Marcusa, zwłaszcza o Chizuru, która nadal przebywała w Oświacie i z tego, co Madeline zrozumiała, miała tam zostać na stałe. Jakim była typem osoby? Czy była podobna do Marcusa, a może więcej cech odziedziczyła po swojej matce? Z jednej strony Mad naprawdę chciałaby się z nią spotkać, z drugiej wszakże obawiała się tego. Młodsza panna Namikaze mogłaby nie polubić ciotki, a Dowódcy kłótni w rodzinie nie potrzeba do szczęścia. Poza tym, ciekawa była, czy Chizuru wie o jej istnieniu, a jeśli tak - i o śmierci. Cóż, miejmy nadzieję, że Marcus wytłumaczy córce całą tę skomplikowaną sytuację. Robić tego po raz kolejny Maddie chyba nie miałaby siły.
W każdym razie, na wpół leżąc na fotelu, Madeline błądziła myślami gdzieś daleko, tak, że w pierwszej chwili umknęło jej poruszenie się Isao. Dopiero, kiedy ten zaczął się wiercić i podnosić, Mad zamrugała, powracając do rzeczywistości. Uniosła nieco głowę, uśmiechając się z rozbawieniem. Rzeczywiście, w tej chwili blondyn przypominał duże dziecko, takie, którym człowiek (Mad) po prostu chce się zająć.
- Już dawno południe, czas wstawać - odezwała się na powitanie, czekając aż wampir przejrzy na oczy. O ile, naturalnie, wzrok całkiem mu powrócił. Dziewczyna wszakże słusznie się domyśliła, że muzyk został potraktowany mocą innego krwiopijcy, której skutki najwyraźniej nie były trwałe. Chłopak wreszcie ją zauważył, więc łowczyni spuściła nogi na podłogę, wstała i przeciągnęła się lekko. Jej mięśnie nadal nie pracowały jak powinny, tu pobolewały, tam drętwiały. Najchętniej Mad wróciłaby do łóżka, ale czego oczekiwało jej ciało, z tym niekoniecznie zgadzał się umysł. Bowiem bezczynne leżenie w łóżku należało w pojęciu Madeline do największych grzechów. Tyle rzeczy można było zrobić miast po prostu się wylegiwać!
- Jakbyś zgadł - potwierdziła żwawo. Podeszła do kanapy, układając dłonie na ramionach Isao. - No, kładziemy się jeszcze na moment.
Gdy chłopak to uczynił (bo innej opcji przecież nie było), medyczka zajrzała najpierw pod plaster przykrywający jego czoło. Rana niemal zupełnie się zagoiła i opatrunek był już zbędny. Jeśli chodzi o bok i udo, tu sprawy miały się mniej pomyślnie, acz wszystko szło w dobrym kierunku. Przez parę minut dziewczyna uważnie analizowała obrażenia wampira, nie tylko sprawdzając, czy nie trzeba go podleczyć, ale jednocześnie zapamiętując sobie pewne szczegóły - jak szybko leczą się u wampirów konkretne typy ran, czy bez szwów same się zasklepiają i tak dalej. Oto miała przecież nieoceniony obiekt badań, który zresztą nie okazując niechęci się tym oględzinom poddawał.
Była bardzo zadowolona, co odmalowało się na jej bladym wciąż licu. Zakleiła ponownie obie rany - te wciąż bowiem wymagały pewnej ochrony, jeszcze minimum dzień, dwa - i z aprobatą uśmiechnęła się do przyjaciela.
- Wszystko jest w porządku. Jeśli nie będziesz szalał, za kilka dni nie powinno być nawet śladu. - Zmięła w dłoniach plaster odklejony z czoła wampira i raz jeszcze przejechała palcami po nacięciu. Zastanawiała się, czy nie wyleczyć go od razu, używając magii, ale zrezygnowała. Nie było takiej potrzeby, chłopak sam radził sobie doskonale.
Cofnęła się kilka kroków, tym samym przyzwalając pacjentowi, by nareszcie się podniósł.
- Potrzeba ci czegoś, na przykład zakupów? Mogę zaraz skoczyć do sklepu - zaproponowała uprzejmie, wszak nie był to najmniejszy problem.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Paź 29, 2012 8:36 pm

Jej nie dłużyło się, on natomiast, całkowicie pogrążony w świecie snu, nie był w ogóle świadom faktu, że w jego mieszkaniu przebywa ktoś jeszcze. Przez jakiś czas, nawet po wybudzeniu się nie zdawał sobie z tego sprawy. Najpierw bowiem musiał sobie pomarudzić, pomajaczyć, wypowiedzieć kilka bezsensownych słów, nie skierowanych właściwie do nikogo. Rzeczywiście mógł teraz przypominać wyrośnięte dziecko. Krajobraz ten był dość częsty, powtarzał się bowiem za każdym razem, kiedy Isao wstawał i nie tylko. Kiedyś bowiem, te kilka lat temu, Takei często zdawał się być wyrośniętym dzieciakiem, pełnym energii, optymizmu, radości. Przez te siedem lat jednak to się zmieniło i chłopak wyraźnie uspokoił się, sposępniał, stracił chęci do życia, cel. Teraz jednak, być może, to wszystko miało się zmienić, gdyż do jego życia wróciła Madeline. I choć nic jeszcze nie było wiadomo i ta dwójka nie wiedziała jeszcze jak potoczą się ich wzajemne relacje, już teraz Mad miała nieświadomy wpływ na Iska. Ten bowiem, również niczego nieświadomy, podświadomie wyparł ze swojej głowy myśl o tym, że Maddie nie żyje, co zaś skutkowało samoistną poprawą jego nastroju. Ale wracając...
- Południe? - powtórzył zaspany, nie do końca jeszcze wiedząc co się dzieje. Jeszcze raz przetarł zaspane oczy, ziewnął i dopiero wtedy sięgnął zdrową dłonią do swojej kieszeni. Chwycił telefon między dwa palce, wyciągając go za ich pomocą, bowiem reszta była zajęta przytrzymywaniem medalika, który ciągle tkwił w jego dłoni. Blondyn zerknął od niechcenia na komórkę i zaraz znów ją schował. Zdawał się zaś w ogóle nie przejmować godziną lub wiadomość ta mogła w ogóle do niego nie dotrzeć. Czy to zresztą ważne? Nie bardzo.
Wtedy zaś Takei zorientował się o obecności Madeline. Trochę czasu mu to zajęło jednak mówiło się, że lepiej późno niż wcale, nieprawdaż? Był szczerze zdziwiony, kiedy wreszcie zdał sobie sprawę, że ona tu jest; co zresztą było wyraźnie widoczne po jego minie. Co tu robiła? Jak się tu dostała? Ile już tu przebywała? Te wszystkie pytania pojawiały się w jego głowie, choć nie zamierzał ich zadać. Po jakimś czasie jednak ogarnął się, bowiem informacja o obecności Mad, skutecznie go rozbudziła. Zamiast więc smęcić i dalej się dziwić, wolał sobie zażartować. Nie spodziewał się jednak, że w jego żartach tkwiło to znane ziarenko prawdy.
- Serio? - zdziwił się początkowo, ale bez słowa pozwolił się położyć. W czasie kiedy Maddie zajmowała się oglądaniem jego ran i opatrunków, on patrzył w sufit i skupiał się na wszystkim, co obecnie czuł. Przyspieszone bicie własnego serca, dziwne uczucie w brzuchu oraz, przede wszystkim, dotyk dłoni Mad na jego skórze. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak takie drobnostki w jej wykonaniu na niego działały. Nie zdawała sobie sprawy jak bardzo pragnął jej dotyku, bliskości, czułości. Bardzo trudnym było dla niego zadaniem powstrzymać się od przytulenia Madeline, pogłaskania jej, dotknięcia. Jego serce prosiło aby powiedział jej o wszystkim, co miało miejsce przed jej zniknięciem jednak powstrzymywał się. Nie chciał wprowadzać jeszcze większego zamętu do jej głowy. To nie była na to pora, to nie był odpowiedni sposób. Musiał wycofać się całkowicie z jej życia albo zacząć znów się o nią starać. Nie był jednak pewien czy posiadał w sobie tyle samozaparcia aby nie rzucić się na nią nagle i nie obcałować jej ust, czoła, policzków, szyi.
Myślał o tym tak intensywnie, że całkowicie odpłynął. Kiedy więc został sprowadzony na ziemię przez słowa Mad, ocknął się nagle, aż drgnął nieco z zaskoczenia.
- Hę? Co? A, tak. - wypowiedział jednym tchem, wracając na ziemię po kilku-minutowej nieobecności. Dopiero o chwili słowa blondynki dotarły do niego, więc posłał jej lekki uśmiech, który miał być potwierdzeniem tego, że jej rzeczywiście słuchał. Musiała przestać myśleć o nim jak o lekkomyślnym i nie szanującym jej pracy. Posłuchał przecież jej grzecznie i nie ruszał się z kanapy, tak jak prosiła. Teraz jednak, przymknął oczy, czując jak Madeline dotyka jego czoła. Aż przeszły go lekkie dreszcze. Nie umiał opanować odruchu, przez który jego dłoń powędrowała do dłoni Mad. Chciał ją za nią złapać, przycisnąć do policzka, pocałować, jednak cofnął się zaraz po tym, jak opuszkami palców dotknął skóry wierzchu jej dłoni. Nie... nie mógł. Powoli podniósł się z miejsca, zaraz rozważając propozycję złotookiej.
- Hm... - mruknął w zamyśleniu i zaraz ruszył z miejsca. Wyszedł z salonu, zapewne razem z Mad, i udał się do kuchni. Tam zajrzał do lodówki, po czym otworzył ją na całą szerokość i stanął do niej tyłem, a przodem do Maddie, odsłaniając jednak jej zawartość. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, zupełnie taki jak dawniej. Zupełnie jak dumne, małe dziecko.
- Mam wszystko!
Co też takiego znajdowało się w jego lodówce? W sumie niewiele... Były trzy jajka, dwie butelki wody, sok pomarańczowy, mleko, wino, trzy piwa oraz 15 opakowań budyniu (wielkości naszych danonków). Uważał, że więcej mu do życia nie było potrzeba. Przecież miał wszystko, co najbardziej lubił. Po cóż mu więcej?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Paź 30, 2012 2:20 pm

Przyglądała się chłopakowi bez słowa, gdy ten zdecydował się potwierdzić jej słowa zerkając na komórkę. Szło mu dość opornie, bo nie dość, że miał tylko jedną rękę sprawną, to jeszcze w drugiej najwyraźniej cały czas coś ściskał. Mimo to Maddie nie niecierpliwiła się. Rozumiała, jak ciężko obudzić się po takiej dawce emocji i wrażeń, jakich dostarczył im obu dzień wczorajszy. Sama też długo dochodziła do siebie, przez kilkanaście dobrych minut zupełnie nie ogarniając otoczenia świadomością. Siedziała zatem teraz spokojnie, czekając, aż wampir zorientuje się o jej obecności. Jednocześnie zastanawiała się na tym, jak to możliwe, że chociaż wczoraj blondyn wydawał się jej po męsku przystojny, dziś sprawiał wrażenie uroczego, rozkosznego dziecka. Takiego zresztą go zapamiętała, zwłaszcza z czasów ich pierwszego spotkania w mieście. Ciekawe, czy jego powaga była spowodowana tylko wczorajszymi wypadkami, czy może coś na stałe zmieniło jego charakter.
Gdyby tylko ją zapytał, wytłumaczyłaby mu, dlaczego tu jest i jak weszła do mieszkania, skoro jednak żadne pytania nie padły, Madeline uznała, że chłopak pamięta o jej wczorajszej obietnicy i fakcie, iż nie zamknął drzwi wejściowych. Nie śpieszyła zatem z żadnymi wytłumaczeniami, pozwalając chłopakowi domyśleć się wszystkiego we własnym tempie.
Parsknęła cichym śmiechem, gdy Isao wyraźnie zdziwił się na potwierdzenie swoich wcześniejszych słów. Ciekawe dlaczego odczuwał taką niechęć do wszystkiego, co wiązało się z medycyną. Łowczyni zrzucała to na karb tego, że prawdopodobnie szarooki zwykle nie chorował, nie miał do czynienia z lekarzami, nie musiał także leżeć w łóżku i uważać, by jego stan się nie pogorszył. Nie był przyzwyczajony, ot i wszystko. Z drugiej jednakże strony, jeśli przypomnieć sobie wczorajszy upór Isao na samą wzmiankę o szpitalu, można zacząć podejrzewać, iż ma to jakieś głębsze znaczenie. Być może coś nieprzyjemnego spotkało go niegdyś z rąk niewprawionych medyków, kto wie. Aczkolwiek jedno było pewne - Maddie krzywdzić go nie zamierzała i chyba chłopak już dawno się o tym przekonał. Bowiem i wśród lekarzy znajdowały się nadal te jednostki, dla których pomaganie innym było prawdziwym powołaniem, przed którym nie sposób uciec, i które swojej pracy oddawały się z pasją i pełnym zaangażowaniem. Przyznajmy, że nie od rzeczy byłoby takich uzdrowicieli spotykać zawsze, gdy tylko zdarzy nam się zachorować. Tymczasem Isao miał sporo szczęścia, bowiem chyba najbardziej oddana swej pracy medyczka poświęcała czas na doprowadzanie go do porządku, zresztą z wielką przyjemnością.
Dokładnie zbadała chłopaka, zupełnie nie spodziewając się jak jej stanowczy, acz przecież delikatny dotyk działa na wampira. Obejrzała też dokładnie jego rękę, wciąż usztywnioną tą nieszczęsną łyżką. Każdy inny lekarz na ten widok złapałby się za głowę, ale Madeline nie miała żadnego wyboru. Poza tym, wkładanie krwiopijcy ramienia w gips zupełnie mijało się z celem. Na tyle, na ile dziewczyna mogła wyczuć, ręka zrastała się poprawnie i, jak przewidywała, jutro, czy pojutrze Isao pożegna się z prowizorycznym usztywnieniem na dobre.
Następnie zaś zaproponowała przyjacielowi zrobienie zakupów. Może i nie potrzebował ludzkiego jedzenia, ale jeśli je lubił mógł mieć na coś ochotę. Tymczasem obawiała się, że jego lodówka świeci pustkami. Jakże miłe było zatem jej zaskoczenie, gdy okazało się, że wampir ma wszystko, czego mu do szczęścia potrzeba (czytaj: pół lodówki zawalonej budyniem). Pokręciła rozbawiona głową. Patrząc na wyraźnie z siebie dumnego Isao, doszła do wniosku, że jej wcześniejsze obawy, jakoby mogła poczuć coś więcej do wampira, były nieuzasadnione. Wszak on był dzieckiem, być może nie wiekiem, ale z pewnością zachowaniem!
- No, dobra, zakupów faktycznie nie potrzebujesz - mruknęła mówiąc do siebie i jednocześnie rozglądała się po kuchni. Wprawdzie mieszkanie nie było brudne, ale znać w nim było brak chociażby służki, która utrzymywałaby miejsce w porządku. Tu i ówdzie zebrały się spore warstewki kurzu, podłoga także wymagała wyszorowania. Coś w sam raz dla Mad, nieznoszącej bezczynności.
- Więc posprzątam - zadecydowała, wracając wzrokiem do blondyna. W tej chwili dojrzała wreszcie, co takiego wciąż ściskał w dłoni, a to o czymś jej przypomniało.
- Czekaj chwilę. - Wróciła do salonu i pogrzebała trochę w torbie. Jeśli Isao podążył za nią, po prostu wstała, jeśli został w kuchni i ona tam poszła. Poruszyła ręką, w której coś trzymała, a delikatne świetlne refleksy odbiły się od przedmiotu. W jej palcach połyskiwała dziewczęca bransoletka, która powinna być dla Isao całkiem znajoma (tak, to była TA bransoletka, tylko mi się nie chce wklejać linku).
- Znalazłam ją w swoich rzeczach, Marcus nic nie wyrzucił - odezwała się i uśmiechnęła. - To mi wtedy dałeś, prawda?
Powrót do góry Go down
 
Apartament Isao
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 17Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: