IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Obrzeża lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Obrzeża lasu   Wto Paź 23, 2012 5:16 pm

Jak sama nazwa wskazuje, są to obrzeża, czyli sam koniec lub jak kto woli początek, lasu. Stąd dość drastycznie miasto zamienia się w dywan zieleni jaki fundują tu drzewa. Nieopodal znajduje się główna droga prowadząca do centrum oraz liczne, wąskie ścieżki prowadzące wgłąb lasu. Jest to granica między cywilizacją a dziczą. Drzewa, krzewy, a patrząc wgłąb niewiele widać.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Wto Sie 20, 2013 1:34 pm

Louisa spisała się ze swojego zadania, pomagając Matsushicie. W sumie od ponad dwudziestu czterech godzin nie zmróżyła oka, pilnowała łowców, żeby nie opuścili swoich izolatek, sprawdzała czy ich stan się nie pogorszył, a przede wszystkim musiała im gotować! Mogła skorzystać ze stołówki dla łowców, jednak nie była przekonana czy wszystkie produkty na pewno są świeże. Wiadomo, była zwolenniczką zdrowego, świeżego jedzenia, więc takie witaminy serwowała łowcom w czasie ich powrotu do zdrowia. Wreszcie doba minęła, cała trójka wyzdrowiała, a dziewczyna postanowiła pójść za radą ojca i udać się do posiadłości, by odpocząć. Wiedziała, że niedługo i on wróci, czekała ich zatem rozmowa. Pożegnała się z Jamesem i udał do taksówki, którą wcześniej sobie zamówiła. Zajechała jak zawsze na wieś, zapłaciła za przejazd i udała się już spacerkiem, przez las, w stronę domu. Akurat trwał remont dróg, więc nie miała docelowego dojazdu do domu, temu musiała udać się tam o własnych siłach. Była padnięta, używanie magii i nie spanie od kilkunastu godzin swoje robiło. A żeby jak najszybciej dotrzeć do domu, wybrała drogę na skróty, przez las. Jakoś nie pomyślała o tym, że w ten sposób może paść czyjąś ofiarą. Chyba jeszcze się nie przyzwyczaiła do myśli, że kłopoty to jej drugie imię. Ciągle wpadała w tarapaty i ktoś ciągle ją ratował. Była słaba, nie umiała się bronić, jedyne co jej wychodziło to zajmowanie się drugą osobą, jako przyszły lekarz. Z tym wiązała swoją przyszłość w Oświacie. Być prawą ręką Matsushity! Ojciec na pewno byłby dumny. Brat pewnie też... dawno go nie wiedziała i nie nie miała pojęcia co się z nim dzieje.
Szła powoli, późnym wieczorem, lasem, wybierając jedną z wielu ścieżek. Znała je, szła niemalże na pamięć, wlokąc za sobą nogi. Zgarnęła mokre od potu włosy z twarzy, lekko przyspieszając. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Może jakiś zboczeniec? Chciała jak najszybciej dotrzeć do domu. Musiała jeszcze nakarmić kota!

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Wto Sie 20, 2013 4:00 pm

Ależ Louisa nie była sama! W krzakach nieopodal niej, czaiła się trójka zboczeniców! Choć jeden z nich był trzymamy za fraki, a swoją twarzą całował ziemię. Próbwał się uwolnić za wszelką cenę, ale mężczyzna trzymający na nim swoją nogę odzianą w ciężkie obuwie, okazał się zbyt silny. Drugi towarzyszący obserwował dziewczyne, by za chwilę dać znać koledze o zbliżającej się do nich upatrzonej ofierze. Jak tylko dzieliło ich parę kroków, przytrzymywany został niemal rzucony na łowczynię. Ten wpadł na nią, powalając. Nie miała jak utrzymać równowagi, bo w końcu nie spodziewała się napaści z krzaków obok. Prawda, prawda? W każdym bądź razie pseudo napastnikiem okazał się wampir słabszej krwi C. Ranny. Próbował się pozbierać, uderzając niechcący przy tym Louise. Wtem rozległ się kolejny hałas! Z krzaków wyskoczył kolejny mężczyzna, ale nie żeby napastować, tylko po to, żeby rannego wampira uderzać grubą gałęzią. Wyzywał go przy tym od najgorszych, próbując przegonić gada, którego sam napuścił. Rozkojarzony mocno krwawiący krwiopijca, próbował się obronić, lecz nie spodziewał się ataku ze strony drugiego mężczyzny. Wiązka elektryczności, jaka powędroła w jego stronę, dała mu znać aby się wreszcie zmyć i uciekać jak najdalej od pary psycholi. Oczywiście nikt przy tym nie ucierpiał, no poza tamtym co uciekł.
- Widziałeś jaki chuj? Stchórzył! - Odezwał się mężczyzna, dzierżący w dłoniach gałąź. Spojrzał na drogę, jaką wampir uciekł... Natomiast drugi zamiast martwić się tchórzem, przykucnął przy napadniętej.
- Wszystko w porządku? - Zapytał z troską, patrząc na rumiane lico nieznajomej. Przez ciemność w lesie nie mogła dostrzec, że owy zainteresowany jest wampirem. Ze swojej nadzwyczajnej mocy nie mógł jeszcze korzystać.
- Oczywiście, że jest w porządku! W końcu to moja siostra! - Gorzej sztuczny Zack być nie mógł, co oznacza iż na aktora się nie nadawał, nawet Totoro - troskliwy wampir - złapał się za czoło. I właśnie! Czy ona rozpozna w nim brata? Zack Gerard Trizgane we własnej zajebistej osobie. Dumnie stał z wypiętą klatą, trzymając mocno grubą gałęź niczym cenny miecz. Louisa na pewno się zdziwi, ba może nawet dojść do kłótni. W końcu drań nie dawał żadnych oznak życia od hohohoho czasu.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Wto Sie 20, 2013 5:00 pm

Zatem kobieca intuicja byłej wampirzycy nie zawiodła ją. Wiedziała, że ktoś ją obserwuje, wyczuwała to, ale nie miała pojęcia czy to wyobraźnia płatała jej figle czy faktycznie ktoś ją bezczelnie obserwował. Nie wyczuwała także żadnych zapachów, jej ludzki nos był zbyt słaby, żeby wyczuć zapach wampirów i człowieka. Była nieświadoma czyhającego niebezpieczeństwa, które zostało ukartowane. Słyszała jakiś trzask gałązek, charczenie czy ciche pojękiwanie zza krzakami, ale sądziła, że było to raczej jakieś nieduże zwierzę.
Już po chwili cała tajemnica została rozwiązana. Dziewczyna nie spodziewała się tego, że ktoś ją zaatakuje zza krzaków. Był to całkowity atak z zaskoczenia i nawet nie wiedziała w której sekundzie wylądowała na ziemi. Uderzyła się mocno głową o jakiś wystający korzeń, w dodatku coś chrupnęło w jej ramieniu, kiedy rozwścieczony wampir runął na nią jak długi z impetem. Z ust Louisy wydobyło się głuche jęknięcie, zrobiło jej się czarno przed oczami, zawirowało i poczuła jak spada. Straciła na chwilę przytomność, nie miała nawet jak się obronić przed krwiopijcą który ją zaatakował. Nie zdawała sobie sprawy, że ktoś oprócz niej i napastnika jeszcze się tutaj znajdował. Owszem słyszała jakieś krzyki czy urywki rozmów, ale mogło jej się to jedynie przyśnić, kiedy straciła przytomność. Dopiero po kilku minutach, kiedy napastnik dał dupę w troki i ktoś się nad Louisą pochwylił, zaczęła się przebudzać. Jęknęła, dłonią dotykając napuchniętego ramienia. Pięknie, bolało jak diabli i nie mogła nim ruszać. Możliwe, że wybiła sobie bark i trzeba go będzie nastawić. Aż ciarki przeszył ją po ciele. Uniosła swoją rumianą twarz do góry, potargane włosy zasłoniły niemalże całą twarz dziewczyny, więc spojrzała na nieznajomego nie ukrywając szoku.
– Nie bardzo… Co się stało?
Spytała, całkowicie zdezorientowana. Uniosła się do pozycji siedzącej i zakręciło jej się w głowie, więc oparła się dłońmi o brudną ziemię. Zamknęła oczy i przywołała wiązkę mocy, którą się wzmocniła. Nie miała sił na to, by zniwelować ból. A przez to i tak czuła się bardziej zmęczona, ale przynajmniej dojdzie jakoś do domu. Ale zaraz… ich było dwóch? Jaka siostra?
Uniosła ponownie głowę do góry i spojrzała na postać zarysowaną na tle ciemnego lasu. Nie mogła w nim rozpoznać Zacka. Dawno go nie widziała, na pewno się zmienił.
– Kim Wy do cholery jesteście? Kolejne popierdolone wampiry! Jak chcecie mnie zabić to zróbcie to! Mam dość Waszych posranych tortur, gwałtów i morderstw.
Wyrzuciła z siebie, a łzy już napłynęły jej do oczu. Boże, za jakie grzechy musiała się wpakować w to gówno? Czemu została łowcą?
Wsparła się mocno na dłoniach, chcąc wstać. Zachwiała się i automatycznie wyciągnęła ręce ku Totoro, żeby się go podtrzymać i nie upaść.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Wto Sie 20, 2013 5:56 pm

Biedactwo! Wybiła bark, zatem któryś z panów będzie musiał porządnie kość nastawić i na pewno zajmie się tym jej brat, bo w końcu nie da jej dotknąć wampirowi. Nie, do gatunku nie ma nic, prostu nie pozwoli aby obojętnie, jaki facet dotykał jego siostrę, ot co. I pomyśleć... przez ten czas jaki go nie było, mógł jakiś parszywiec ją obmacywać! Na szczęście powstrzymał niepotrzebne pytania, spoglądając na dziewczynę i wampira, który to ciągle przy niej siedział. Wyglądała tak niewinnie...
- Jakiś wykolejeniec Cię napadł. - Odpowiedział, obserwując jak powoli siada. Nie wygląda wcale dobrze, musiała być naprawdę zmęczona, no i poza tym tamten uciekinier coś na pewno jej zrobił. Plan nieco ostry ale trzeba było. Musieli zwrócić jakoś uwagę Louisy, zwłaszcza Totoro. Zack jako, że podły gad, pomagał mu w tym i nie ma co dalej zdradzać.
Zack odrzucił gałąź, dołączając do dwójki. Aż dziwnie, że go nie rozpoznał. Skrzywił się lekko, a na jej krzyki, westchnął. Toro nie odzywał się nic, jedynie ze zmarszczonymi brwiami spoglądał na kolegę.
- Louiso, spokojnie. Nie jesteśmy... wampirami. To ja, Zack. Twój brat. Nie pamiętasz mnie?
- Trochę delikatności, w końcu pamiętał jaką na wrażliwą siostrę, a na jej płacz zareagował wyciągnięciem do niej ręki. Lecz ta odruchowo, chwyciła się przy wstawaniu Toro. Wampir użyczył swoich dłoni, do pomocy. O dziwio stał się ciepły, moc zaczęła działać, więc nie mogła zorientować z kim ma tak naprawdę do czynienia.
- A ten drugi to nasz kuzyn od strony mamy. Totoro. Jego faktycznie możesz nie znać. - Może teraz będzie lepiej? Wątpił... w końcu wierzył w awanturę i mógł się nawet zacząć nią przejmować. Ach, no i ją już okłamywał odnośnie kuzyna, wszak Toro z rodziny jej nie pochodzi. W dodatku ten nie miał pojęcia do jakiej rodziny trafił, Zack mu nie zdradził.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Wto Sie 20, 2013 6:33 pm

Wolała nie myśleć który to z panów zabawi się w sadystę, żeby nastawić biednej dziewczynie bark. Najprędzej sama się tym zajmie, jakoś nie miała ochotę być dotykana przez brata. Nie to, że go nie lubiła. Wręcz przeciwnie, kiedyś lubiła go aż zanadto, więc obecnie czułaby się skrępowana jego dotykiem. Temu pomęczy się sama i nastawi sobie bark. Wiedziała ja to zrobić, wesprze się swoją magią. Znając biedną dziewczynę, kiedy tylko poczuje na sobie dłonie Zacka, zacznie się rumienić, a w głowie pojawią się nieprzyzwoite myśli. Wolałaby sobie tego zaoszczędzić i tak miała już dostatecznie sporo problemów.
Na szczęście dla Zacka żaden facet jej nie obmacywał, może oprócz Ringo który chciał ją zgwałcić. Dziewczyna miała wyraźnie pecha, co do mężczyzn, jakich sobie wybierała. Gdy zakochała się w bracie i zdała sobie sprawę z własnych uczuć, ten nagle zniknął z jej życia, nie mówiąc nic nikomu. Louisa obawiała się, że padł gdzieś ofiarą jakiegoś krwiopijcy, ale wówczas ojciec by się o tym dowiedział i poruszył niebo i ziemię by go znaleźć. Kiedy przyleciała do Japonii i spotkała Jamesa, dorosłego mężczyznę, który na pewno bez słowa nie opuściłby nikogo, nie chciał jej nawet dotknąć! Zack może być zatem spokojny, jego siostra wciąż była niewinna i niedotknięta jarzmem męskości.
Wykolejeniec? Spojrzała na wampira, marszcząc brwi. Miał dziwny kolor oczu. Czerwony, karmazynowy, krwisty, niczym wampir. Nie podobało jej się to nic, a nic. Naprawdę miała dość przygód z krwiopijcami, zniszczyli jej życie. Pierw zaczęło się od matki, ciekawe na kim skończy.
Uwagę Louisy mógł zwrócić chociażby zwykłym krzykiem! Mógł ją zawołać, a nie rzucać prosto w paszczę jakiegoś wampira, po to by odegrać rolę rycerza z bajki. Dość mrocznego rycerza z bajki, na czarnym rumaku. Przyjrzała się uważnie jego ubiorowi i skrzywiła się. Matko, jak ona nie znosiła dresów. Ciekawe czy ten łaził z pałkami od meczu do meczu i napierdalał nią kogo popadnie na ulicy. Zaraz też dostrzegła glany i pieszczochy i doszła do wniosku, że sam jest jakimś wykolejeńcem.
Spojrzała na twarz brata, a łzy wreszcie pociekły po jej policzkach, które już się zarumieniły. Och, to przywoływało wspomnienia. Otarła policzki z łez, przyjmując bez słowa pomoc Totoro. I tak spojrzenie dziewczyny skupiło się obecnie wyłącznie na Zacku.
– Zack… odchodziliśmy od zmysłów. Myślałam… myślałam że nie żyjesz… Że zabili Cię jak mamę…
Doprawdy, istny dramat. Louisa sama w sobie stanowiła już niemały dramat. Była delikatna i płaczliwa, szybko się rumieniła, ale nigdy się nad sobą nie użalała. Może z powodu tej kruchości żaden facet nie był w stanie z nią wytrzymać?
Kuzyn? Spojrzała jeszcze raz na niego i faktycznie nie znała owego chłopaka. Wyglądał na młodszego od niej, acz pozory mogą przecież mylić. Miał ciepłe dłonie, więc na pewno nie mógł być wampirem. Odsunęła się od Totoro, usiłując złapać równowagę samodzielnie.
– Totoro? Miło mi Cię poznać.
Posłała mu blady uśmiech, maskując swoje zmęczenie. Musi się ogarnąć, nie chciała pokazać swojej słabości obcemu. A już tym bardziej nie chciała, aby wziął ją za ofiarę losu. Wystarczy, że rozwaliła sobie już bark.
– Wróciłeś do domu? Może chodźmy do nas, ojciec niedługo wróci. Na pewno się ucieszy, że jesteś cały i zdrowy. Możesz iść z nami Totoro, jeśli chcesz.
Zawsze była gościnna i dbała o swoich gości, szczególnie takich, którzy są przyjaciółmi jej braciszka. Najwyraźniej połknęła haczyk… Biedna, mała, naiwna Louisa, nie wiedziała w co się wpakowała.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Wto Sie 20, 2013 9:27 pm

Jaki sadysta? Na pewno nie Zack! On nie skrzywdzi siostry, a tym bardziej krzywdy zrobić jej nie da. I tutaj jako sadystę stawiłby Toro. On w końcu jest wampirem, ma we krwi potworne skłonności i jest w stanie w bezlitosny sposób skrzywdzić niewinną osobę. W sumie nie raz widział śmierć zadaną z jego szponów oraz zębisk i chyba głównie z tego powodu zaczął regularnie oddawać mu krew, bo widok latających wnętrzności niewinnych, nie jest widokiem za którym bardzo przepadał. Ale wracając.
Bardzo dobrze, że nie było cepa, jaki miałby dotknąć chociażby koniuszkiem palca jego małej siostry, dosłownie taki zbok straciłby całą rękę, a nie palca. Gdyby dowiedział się próbie gwałtu... wypatroszyłby gada, kazał mu zjeść własne bebechy, a później wyrzygać i zjeść jeszcze raz. Co do Jamesa, staruch musiałby szukać swoich sztucznych szczęk po własnych jelitach, które to Zack sumiennie, by rozwijał rzucając nań resztki jego zębów. Widzicie, taki to oto brutal już jest. Po tatusiu, ot co. W dodatku super nadopiekuńczy, Toro już nie raz się na nim... przejechał. Kiedyś zdarzyło mu się nie chcieć krwi Zacka! Co ten uczynił? Na siłę wepchną do gardła rudego rurkę podłączoną do wenflonu, który ten z kolei był wbity w żyłę młodego Trizgane. Do końca życia zapamięta sobie ten dzień i lodowaty uśmiech ludzkiego znajomego. Ponoć chciał dobrze! Zatem Luśko, będziesz mieć z bratem naprawdę ciekawie, a głównie jej... koledzy.
Ach, zapomniał najwidoczniej soczewek. Nie szkodzi, wciśnie się jej kit iż czerwony to nienaturalny kolor i są sztuczne. Wszak dla zmyły nosi zielone soczewki. No i oczywiście ma prawo się obawiać wampira, mimo iż nie miała pojęcia, że nim jest. Toro pozostaje nieobliczalny do samego końca.
Co z tego, że ma dres? Toć wygodny ubiór, poza tym jest naprawdę ładny. Czarny, ot co. I te glany, pieszczochy. Chodzący czysty seks, no serio. Ale do rzeczy, w końcu nie o to tu chodzi.
Zack patrzył na swoją siostrę z wielką ulgą oraz miłością. Miał ogromną chęć ją przytulić, lecz na razie nie było jak.
- Przepraszam, że przeze mnie musiałaś się tak martwić, Lou. Ale... ale musiałem wyjechać. Przemyśleć kilka spraw, usamodzielnić się. - Odpowiedział jej szczerze, nie mogąc także nacieszyć się tym spotkaniem. Nie miał pojęcia, że aż tak będzie to przeżywał. Zerknął wreszcie na Toto, jaki to pozbierał sie z ziemi, prostującego kości pleców, wycięciem w łuk. Kolor skóry, ciepło... zaś marnował energię. Ale co się dziwić? Nie mógł ujawnić swojej prawdziwej natury. To nie szło w parze z planem i było zbyt ryzykowne.
Trizgane podszedł bliżej, objął siostrę jednym ramieniem, przyciągając ją ku sobie. Mogła teraz oprzeć się o męski bok i z jego pomocą chodzić.
- Też się cieszę. W końcu mam szansę poznać cioteczną siostrę. - uśmiechnął się wampir, starając nie pokazać kłów. Specjalnych koronek na zęby też nie założył. Dobrze, że jest Louisa w pobliżu, bo jeśli byłoby inaczej, Zack na pewno dokopałby wampirzemu koledze za taki brak przygotowania do życia wśród ludzi i to łowców wampirów.
Na słowa siostry, Zack zamarł. Ojciec. Więc ten stary zbir nadal żyje? Nie, bał się go, nic z tych rzeczy, ale potępiał za bycie łowcą wampirów. Poza tym Luśka także łowcą jest, chociaż sam o tym nie wiedział. I pewnie się rozzłości, jak dowie.
- Tak, wróciłem. I Toro idzie z nami, musi. - Rzekł tonem poważnym, lecz do Luśki się ładnie uśmiechnął. Wampir musiał pozbierać ich dwie torby oraz plecak Zacka, podając mu go do wolnej ręki. Następnie udali się w stronę ich wspólnego domu. Zack dawno w nim nie był....ciekawe jak bardzo się zmieniło.

zt wszyscy
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Wrz 02, 2013 12:44 pm

Isabella powinna trzymać się z dala od takich miejsc...jednak blisko tejże okolicy mieszkała. Frik wysadził ją przed lasem..z początku nie był przekonany do tego pomysłu. Mimo wszystko Isabella się niczego nie bała, spokojnie stanęła i przez chwilę patrzyła na swój telefon odczytując ostatnie wiadomości.
Jednak gdy uznała, że nic ciekawego nie ma powoli ruszyła przed siebie.

// przepraszam, że taki krótki ;c

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Wrz 02, 2013 1:04 pm

Dopiero po kilkunastu metrach spostrzegła, że zapomniała MP3 i nagle wszystko stało się takie szare. Zawsze to zupełnie inaczej iść przed siebie ze świadomością dobrej muzyki i lepszego przez to humoru. Wampirzyca nie była fascynatką natury i ani szum drzew ani śpiew ptaków nie robił na niej wrażenia. Co się tyczyło obcowania z naturą - teraz lepiej było jej w mieście. Do tego przywykła a zaistniała okoliczność to wina tylko i wyłącznie jej okropnego zapominalstwa. Pewnego dnia zostawi gdzieś głowę i pójdzie dalej o ile nie pieprznie w drzwi albo drzewo. Godząc się jakoś z chwilową utratą odtwarzacza muzyki musiała podjąć bardzo trudną decyzję. Wracać do domu czy rozejrzeć się po okolicy. A nóż widelec znajdzie coś ciekawego. Skoro Putin wydobył przypadkiem starożytne amfory to może ona potknie się o kość nieznanego do tej pory dinozaura i zostanie tak obrzydliwie bogata, że Kain będzie ją prosił o kasę na waciki. Zmotywowana planem numer dwa ruszyła tyłek do przodu. W tej zapomnianej przez Boga puszczy dało się nagle słyszeć warkot silnika. Czyżby ktoś jechał do jej domu ? Stojąc za dużym pniem wychyliła się aby zbadać co, jak i z kim. Chociaż odległość jaka dzieliła ją o osobników nie była mała to bez trudu doszła do wniosku, że ich nie zna. Kierowca wysadził jakaś pink pannę i pojechał. Albo to była łowczyni albo dawno nikt jej nie przypomniał, że w mieście roi się od pijawek. zawsze mogła też na kogoś czekać. W końcu patrzyła na telefon.
Nie ma na co czekać, pora wkroczyć do akcji. Tym razem Omitsu się trochę pobawi. Nawet jej należy się rozrywka - przynajmniej w taki wydaniu. Wampirzyca zaczęła przemieszczać się między drzewami zmniejszając odległość pomiędzy sobą a dziewczynką. Nie siliła się przy tym na zbytnią uwagę. Jej rychłe nadejście zwiastowały łamiące się pod stopami gałązki. Dodajmy, że wokół nie było nikogo, dźwięk odjeżdżającego auta też ucichł całkowicie jakiś czas temu.
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Wrz 02, 2013 1:13 pm

Z początku dziewczyna się nie spieszyła, miała jeszcze wolne od szkoły. Dzięki temu na wszystko starczyło jej czasu...osobiście zamierzała przygotować się na sprawdzian z historii w końcu nie mogła tak często opuszczać szkoły. Zwłaszcza że kiedy już zostanie Łowczynią, to będzie musiała pogodzić swój fach wraz ze swoją nauką.
Nie chciała przerywać nauki w liceum, nie chciała tego. Potem pójdzie na studia...oczywiście nie będzie im mogła poświęcać tak dużo czasu jak normalny człowiek. Mimo wszystko pragnęła je ukończyć.
Była dzisiaj bardzo ładna pogoda, słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały...czuła się bezpiecznie. Jednak czy miała pojęcie...że ktoś ją właśnie obserwował? Nie znały się...jednak jak widać wampirzyca zainteresowała się faktem, widząc samotną dziewczynę. Isabella się nie spieszyła, schowała telefon idąc powoli. Jednak nagle zatrzymała się niepewnie.
Coś było nie tak, zaskoczona przystanęła się na moment. Odgłos łamanych gałązek był coraz głośniejszy...aż żałowała, że Frika nie było razem z nią. Jednak mogłaby być to jaka sarenka, albo inne zwierzę. Nie warto jest się straszyć na zapas, machnęła lekko ręką idąc dalej. Jednak czy miała pojęcie, że zaraz może zostać zaatakowana przez całkiem dobrą wampirzycę? Nie. Zawsze coś ją ''ratowało'' od tych przykrych wydarzeń. Nigdy żadna z pijawek jej nie ukąsiła i to się na pewno nie stanie...w końcu po drodze kupiła gaz pieprzowy, który zawsze był w gotowości.
Jednak tamta nawet tego nie poczuje, nie była pewna czy takie gadżety działają na krwiopijców...najwyżej się na jakimś wypróbuje.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Wrz 02, 2013 1:32 pm

Początkowo wolne kroki stawały się coraz to szybsze ponieważ wbrew jej przypuszczeniom ofiara zaczęła się przemieszczać. Wcale nie było jej to na rękę gdyż nie dość, że średnio znała te tereny chociaż mieszkała niedaleko to jeszcze ryzyko pojawienia się wsparcia rosło z każdym metrem. Omitsu jest za stara żeby bawić się w chowanego dlatego skracając te podchody wyłoniła się jakieś 5 metrów przed dziewczyną. Nie fruwała jak nietoperz to też musiała chwilę wysilić się na bieg w celu wyprzedzenia dziewczynki.
Dokąd tak Ci spieszno ? Zawołała stając pewnie w lekki rozkroku z rozstawem nóg na szerokość bioder. Taka pozycja zapewniała jej stabilność i możliwość w razie potrzeby szybkiego ruszenia do przodu. Nie mając nic wspólnego z tymi pewnymi siebie szlachciankami dla własnej wygody w prawej dłoni trzymała broń. Glock obracany co kilka sekund wokół wskazującego palca dawał o sobie znać charakterystycznym otarciem o pazury kobiety. Nie miała pewność czy to nie jakiś mega uzdolniony łowca, który ukręci jej łeb zanim spróbuje wcisnąć kit, że tylko chciała spytać o drogę. Pożywianie się ludźmi i zabawa z nimi to fajna rzecz ale dostawanie manta już nie. Wyskakuj mała z broni albo sama Ci ją wyrwę a później wsadzę niekoniecznie do gardła Wycelowała w jedno z kolan zamierając w bezruchu.
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Wrz 02, 2013 1:43 pm

Cóż, Isabella nie była pewna co się dzieje...jednak nagle przed nią wyłowiła się dziewczyna o jasnych włosach i zwierzęcych oczach, słysząc jej słowa posłała jej lekki uśmiech. Jednak nie okazywała niczego poza tym.
- W sumie nigdzie się nie spieszę...wracam do domu. - Powiedziała łagodnie na nią patrząc. O dziwo zachowywała się spokojnie, jednak wiedziała że tamta jest niestety pijawką. Jakby nie patrzeć, tak się zachowywała. Ta piękność i delikatność pomieszana z agresją i niebezpieczeństwem. Nie była zaskoczona, jednak trochę się jej obawiała. Na jej kolejne słowa, skrzywiła się lekko jednak nic nie zrobiła. Cały czas była poważna, jednak czy uda jej się dobrze to rozegrać? Nie, na pewno nie.
- Spokojnie, czego chcesz? - Zapytała, nie spuszczając jej z oczu. Jednak na widok pistoletu nieco się przestraszyła. Kto wie co tamta zrobi? Celowała w kolano, więc ta odsunęła się delikatnie w bok. Jednak jej ruchy nie były szybkie, nie miała po co uciekać. I tak została złapana...była w końcu tylko człowiekiem.
Czuła, że tamta jest wyjątkowo agresywna...a przede wszystkim nie będzie się bała użyć broni. Lepiej jest jej nie wkurzać, jeśli chce mieć całe kolano...może ktoś by jej pomógł? Nie...raczej w takim miejscu pojawiają się same wampiry.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Wrz 02, 2013 2:08 pm

Dom nie zając nie ucieknie a ona będzie miała do spełnienia zaszczytną misję bycia workiem krwi dla naszej blond wampirzycy. Fakt, że jeszcze ją taki proceder nie spotkał był istnym wyjątkiem. Gdzie się uchowała z nienaruszoną szyją ? Nieważne, ważne, że dzisiaj pozna ten słodki ból po raz pierwsza i na pewno nie ostatni. Za wielkie szczęście mogła uważać, że spotkała tu Omi a nie np. Testamenta, który przy okazji nie omieszkałby pozbawić ją wielkiego kawałka mięcha albo co gorsza któregoś z narządów. Wampirzyca przy nim to mały kaliber, który zazwyczaj nie czyni większych szkód. W swym życiu kieruje się przekonaniem, że im bardziej coś szanujemy to dłużej z tego korzystamy. Weźmy za przykład takiego człowieka, który nie ma możliwość szybkiej regeneracji. Poraniony i schorowany długo nie pociągnie. Porsche K1 Przewróciła teatralnie oczami nie oczekując nawet takiego pytania. To przecież było tak oczywiste, że aż pewne. Trzeci raz nie będę powtarzała. Jeśli posiadasz broń rzuć ją na ziemię, tak samo jak i telefon, szybko ! Jej cierpliwość kończyła się. W dodatku młoda myślała sobie, że może chodzić w tą i z powrotem a Omi cierpliwie będzie błądziła za nią pistoletem. Nie ma tak dobrze. Jeden ostrzegawczy strzał świsną nieopodal zgrabnej nóżki dziewczyny. Kolejny na pewno nie będzie chybiony.
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Wrz 02, 2013 2:18 pm

Czy igranie z wampirzycą leżało w jej naturze? Oczywiście, że nie. Dla nich obu najlepiej byłoby odejść i już nigdy się nie spotkać...jednak Isabella tkwiła w przekonaniu, że jeśli już raz się spotka z pijawkami, to potem nie dadzą ci spokoju. Tak było zawsze, wampiry myślały że ludzie to tylko ich przekąski...jednak kiedy zostanie już łowczynią, to na nią zapoluje.
Jednak zawsze można to odwołać, zawsze mogą się rozejść w pokoju...jednak czy ostatnia szansa nie umarła kiedy ta wyciągnęła broń? Być może, Isabella nie czuła się najlepiej. Nie spuszczała z niej zielonych oczów, jakby nie patrzeć wampiry pochodziły od ludzi...a może odwrotnie? Kto to wie...teraz jej zadaniem było jakoś z tego wyjść by nie czuć kłów zatapianych w swojej smukłej szyi.
Jakby nie patrzeć, nie była ciekawa tego uczucia...niestety zaraz je doświadczy. Bolało? Być może, jednak chyba lepiej byłoby trafić na nią niźli na kogoś pokroju Testamenta jak wcześniej wspomniała. Westchnęła ciężko, musiała się przygotować. Zamknęła na moment oczy, mogła przecież zginąć.
- Boli? - Tylko o to zapytała, nie wiedziała jednak jak tamta się zachowa. Wzięła telefon i gaz by następnie położył te rzeczy na ziemi. Nie ma co, nie chciała ryzykować. Zwłaszcza że przed chwilą usłyszała świst strzału przy swoim uchu. Patrzyła na nią zaszokowana, jednak nic już nie dodawała. Chyba teraz musiała czekać, aż wampirzyca upuści jej trochę krwi, prawda?
Bała się, a kto by się nie bał? Zwłaszcza że na samą myśl o kłach drżało jej serce. Niepewnie przystanęła z nogi na nogę...w co się ona nie wpakuje?

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Wrz 02, 2013 4:00 pm

Ta dziewucha to chyba jakaś maszynka do zadawania pytań. Co ona sobie myślała ? Że Omi jest na tyle naiwna aby patykiem na ziemi rozrysować jej cały proces wbijania kłów w szyję, picia a później dalszego ciągu zabawy. Co to, to nie. Na jedno wypadała dobrze. Chodzi bowiem o spokój jaki zachowywała. To ważne szczególnie dla tych, którzy lubią mieć wszystko podane na tacy. Ta cała szamotanina, krzyki, wrzaski, wyrywanie się i tak było bezsensowne. Nie wnosiło nic prócz skoku adrenaliny i jeszcze bardziej wkurzonej pijawy. A to mogło skończyć się przeróżnie. Zależnie od podejścia i charakteru a nawet humoru danego dnia. W końcu chociażby nasza pani O. która uważała "nie niszczyć a dłużej podziała" miała gdzieś granicę cierpliwości. Jakby na to nie patrzeć wszędzie aż roiło się od potencjalnych krwiodawców więc co to za problem ? Żaden
Zajebiście Mruknęła zbliżając się z dość dużą szybkością do nastolatki. O ile ta nie wywinie żadnego głupiego posunięcia w postaci próby ucieczki Omitsu najpierw kopnie gdzieś przed siebie jej gaz jak i telefon a później owinie sobie jej kłaki ciasno wokół swej pięści. Z przystawioną lufą do skroni powędrujemy gdzieś w cień gęściej rosnących drzew. Tam pod wpływem pchnięcia dziewczyna upadnie miękko na trawę. Już nie będzie potrzebna broń. Siła i moce jakimi włada blondynka z pewnością okażą się wystarczające. Twój własny debiut. Pozwolę Ci patrzeć Gdy tylko ofiara obróci się przodem do swego oprawcy, ta chwyci gwałtownie jej nadgarstek klękając tak aby wzrok spotkał się na równej wysokości. W obawie przed ucieczką jej na pewno ciekawskiego spojrzenia drugą dłonią uchwyci podbródek. Zarówno jeden jak i drugi uścisk będzie pewny, brutalny, mocny, bolesny. Pijawka rozprostowała bez trudu ramię człowieka wykręcając je tak aby wewnętrzna strona nadgarstka skierowana była ku górze. Bon appétit Zwróciwszy się sama do siebie oblizała spierzchnięte usta i rozchyliła je lekko zwracając wolność swym długim i niewątpliwie ostrym kłom. W chwilę potem niemal w zwolnionym tempie zanurzyła te dwie igły w dobrze wyeksponowanych żyłach. Tak dobrze było je widać na tle bladej skóry, że grzechem byłoby nie spróbować. Towarzyszące temu uczucie nie było przyjemne. Po pierwsze ze względu na tempo w jakim to robiła wampirzyca a po drugie sama nie chciała być delikatna. Pierwsze czerwone krople, które obmyły jej gardło przywróciły ją o zawrót głowy. Od dawna nie smakowała krwi tak intensywnie naznaczonej adrenaliną. Kolejne hausty były coraz mocniejsze i szybsze. Tych żył nie można porównywać z tymi w szyi dlatego wszystko było bardziej intensywne - jej ruchy, odczucia i cała reszta.
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Wto Wrz 03, 2013 4:29 pm

Jak widać dziewczyna już tak się zachowywała, zawsze zadawała duużo pytań. Jednak teraz już o nic nie pytała, nie było potrzeby. I tak wampirzyca zrobi z nią co zechce. Żadne ucieczki, wrzaski i krzyki jej nie pomogą. Nawet kiedy będą w pobliżu inni ludzie, wampirzyca ze spokojem da im radę. Kiedy ta podeszła do niej dość szybko, Isabella czuła jak jej serce bije znacznie szybciej niż zawsze.
Adrenalina wzięła w górę, patrzyła na swoją oprawczynię z mieszanymi odczuciami. Kiedy ta kopnęła gaz i telefon, Isabella nawet się nie wzruszyła. Musiała działać spokojnie i nie dać się ponieść emocjom...w końcu musiał być ten pierwszy raz. Potem ta zaciągnęła ją gdzieś na tyły a dziewczyna ze smutkiem patrzyła za odchodzącym światłem. Bała się. A kto się nie bał?
Skrzywiła się, widząc jak jej ręce łapią za jej nadgarstek i podbródek. Silnie, wręcz brutalnie...jednak ten ból nie równał się z tym, który zaraz przeżyje. Syknęła cicho, starając się rozluźnić. Chciała utrzymywać zasadę taką jaka jest przy szczepieniu. Im bardziej rozluźniony jest człowiek, tym mnie boli...mimo to przyszła łowczyni i tak była nieźle spięta.
Serce omal nie wyrwało się z jej piersi, oddychała szybko z lekko uchylonymi ustami. Wtem nadszedł ten moment...moment kiedy usta wampirzycy zbliżały się do jej nadgarstka. Isabella zamknęła oczy, nie. Nie chciała na to patrzeć, nawet jeśli mogła.
Wtem dreszcz przeszedł jej po plecach a potem...nastąpiła słodka nieświadomość i okropny ból. Było to w sumie gorsze od psychicznych tortur Ryu. Z początku miała ochotę krzyknąć, wyrwać się i uciec...jednak silny uścisk krwiopijcy zapewniał ją, że na pewno się jej to nie uda. Jęknęła cicho, dziwnie się czuła...jakby powoli uchodziło z niej życie. Nie było to przyjemne, zwłaszcza że wymierzyła ona w bardzo dobrze widoczną żyłę. Z początku przyzwyczaiła się do takiego rodzaju odczucia, jednak wampirzyca nie była delikatna. Szarpała się i nawet jej własna krew zaczęła kapać jej z podbródka. Było nie do opisania, Isabella jednak z każdą minutą czuła się odchodzi. Widocznie krew z dużą domieszką adrenaliny smakowała najlepiej...jednak umrze? W końcu dużo już jej wypiła, albo tak się jej tylko wydawało.
Leżała na ziemi, a nad nią była wampirzyca...Frik nie będzie zadowolony gdy zobaczy ją w takim stanie...jednak nic nie zamierzała mu mówić. To była tylko i wyłącznie jej sprawa, nie jego. Czuła jak kręci się jej w głowie, czyżby miała zaraz zemdleć? Prawdopodobnie, w końcu pierwszy raz jest najgorszy...Isabella na pewno tego nie zapomni. Oczy już nie chciały się otworzyć, jakby naprawdę zemdlała.
Słyszała tylko dźwięki wokół i czuła tą dziwną pustkę, a co będzie potem? Wampirzyca zostawi ją tutaj i odejdzie? A może weźmie ją gdzieś za sobą, wywiezie i zakopie? Istniało wiele opcji...jednak która jest prawdziwa? Ręka bolała niemiłosiernie, na moment otworzyła oko i od razu je zamknęła. Nie...nie mogła na to patrzeć.

_________________



Ostatnio zmieniony przez Isabella dnia Sro Wrz 04, 2013 2:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Wto Wrz 03, 2013 8:35 pm

Z ogromnym wyczuciem chwili przestała ssać w momencie, w którym balans na granicy świadomości ofiary był najbardziej ryzykowny. Miała co do niej dalsze plany i nie mogła pozwolić na to aby ta tak po prostu odpłynęła w błogiej nieświadomości. Po kilku bardzo przyjemnych dla jej żołądka jak i całego organizmu minutach łaskawie wyjęła a raczej chamsko wyszarpała kły z NADGARSTKA. Zlizała z dolnej wargi resztki słodkiej krwi puszczając jednocześnie zarówno wspomnianą przed chwilą część ciała jak i podbródek. The end. Szepnęła znajdując się bardzo blisko dziewczyny. Ostatecznie klapnęła na tyłku podpierając się z tyłu rękoma. Ograbiony z własnej krwi człowiek wyglądał żałośnie. Choć Omitsu miała w sobie jakąś cząstkę współczucia to na pewno nie dla tych, którzy tak łatwo się poddają. Ba ! To był triumf bez walki. Dla niej najprostsza z możliwych sytuacji ale dla człowieka ? Nie było nic bardziej upokarzającego. Czym różni się taka łatwa istota od prostytutki stojącej na ulicy. Dla własnej satysfakcji równie dobrze można jej rzucić banknot jako workowi z czerwonym płynem na dwóch nogach. Nikt nie nauczył Cię suko, że po skończonym spektaklu bije się brawa ? Na twarz wpółprzytomnej uczennicy spadł siarczysty liść wymierzony w lewy policzek. To wcale nie były żarty a wampirzyca naprawdę oczekiwała braw dla swego wyczynu. I nie spocznie dopóki ich nie otrzyma. Albo wynegocjuje je siłą albo posłuży się swoimi umiejętnościami. Początkowy plan był prostu - zaskoczyć, zaatakować, zaspokoić głód i odejść. Teraz jednak stojąc przed możliwością dobrej zabawy ciężko jest sobie odmówić. Nie każdy potrafi zrezygnować z łatwej rozrywki, która tak naprawdę nie zdarza się codziennie. Wyobraź sobie, że stoisz na wypełnionej przez ludzi widowni. Aktorzy kłaniają się i w tym czasie wszyscy wstają. Owszem, są i tacy którzy mają to koło nosa. Wiesz co się z nimi dzieje ? Ze wszystkich wejść wybiegają strażnicy z ogromnymi maczetami. Wyciągają delikwentów na środek i odrąbują im wszystkie kończyny. Ci żyją dopóki nie uleci z nich krew. Umierają w męczarniach. Zakończyła swój scenariusz przymykając lekko powieki. To żaden problem wcielić naszą bohaterkę w całe zajście. Nim spostrzeże będzie stała wśród widowni i choć bardzo tego chce nie może wstać i bić braw razem z innymi. Jakaś niewidzialna siła przytrzymuje ją blisko fotela. W tym czasie na salę wbiega kilku rosłych mężczyzn o zakrytych twarzach. Wyciągają Cię wbrew Twej woli i wloką niczym śmiecia przed pierwszy rząd. Tam dwoje z nich pozbawia się silnymi ciosami zarówno nóg jak i rąk. Czujesz jak ból przeszywa resztę ciała aż do szpiku kości. Dusisz się własnymi łzami i krzykiem. Reszta tylko patrzy, nikt Ci nie pomoże - a to wszystko dzięki mocy iluzji. Wampirzyca wcieliła swą ofiarę w dramatyczną bohaterkę i o ile ta nie ma mocy blokady umysłu odczuje i zobaczy to co Omi nakreśliła. Smaż się w piekle dziewczynko...
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Sro Wrz 04, 2013 2:58 pm

Czyżby wampirzyca była aż tak zawistna? Isabella wolałaby odejść i zamknąć oczy, będąc bezpieczna w swojej świadomości. Niestety o tym mogła tylko pomarzyć, pijawka zakończyła picie jej krwi co spowodowało u dziewczyny napad dreszczy. Wyszarpała boleśnie swoje kły aż różowo-włosej popłynęły łzy po policzku. Bolało...jednak wzrok blondynki był przeszywający i zimny. Była blisko, jakby nigdy nic...nie można było się czuć bezpiecznie nawet w takiej pozycji.
Wtem jej słowa spowodowały u niej szok, nazwała ją suką? Odezwała się! Już miała ochotę coś powiedzieć, jednak zrezygnowała z tego. Nie warto strzępić języka, zaklaskała lekko uderzając w swoje bolące ręce. Niestety przedstawienie się jeszcze nie skończyło, można było rzec że dopiero się zaczynało. Z początku nie chciała słuchać jej słów, niestety nie miała pojęcia że zaraz zostanie bohaterką jakiegoś dramatu. Patrzyła na nią w skupieniu, a kiedy ta zmrużyła lekko powieki...Isabella przygotowała się na najgorsze.
Siedziała w fotelu, obok wielu klaszczących ludzi. Z resztą sama to zrobiła, jakaś wewnętrzna siła kazała jej siedzieć...mimo iż chciała wstać. Skrzywiła się jednak to nie był powód jej zmartwienia. Z bocznych pomieszczeń zaczęli wylatywać strażnicy, chyba wiedziała co się szykuje...była to magiczna sztuczka jaką zrobił Ryu.
Niestety nim zareagowała, była ciągnięta niczym śmieć wzdłuż widowni. Znalazła się na pierwszym rządzie, przytrzymywana przez mężczyzn o zakrytych twarzach. Isabella zaczęła krzyczeć i niemiłosiernie się drzeć kiedy ci reprezentowali swoje długie maczety. Nagle odcięli jej ręce i nogi...to było już za brutalne. Nic nie mogła zrobić, mogła tylko udławić się własnymi łzami i po prostu umrzeć.
Ból był nie do opisania, wszystko ją bolało...nie miała kończyn do cholery...szok, zaskoczenie, potężny ból jak i złość wdarły się w jej jeszcze bijące serce. Nie mogła tak szybko umrzeć, była tak żywa że jeszcze męczyła się z kilka minut. Krzyczała...a wszyscy ludzie patrzyli na nią z obojętnością. Znikąd pomocy, wtem dziewczyna zamknęła oczy. Chyba umarła...albo była w trakcie. Cóż, tego na pewno nie zapomni. Ten straszliwy ból i wrzaski...jej wrzaski. Oddychała ciężko i szybko, teraz bardzo chciała umierać...jednak ile to potrwa? Niedługo, w końcu i tak już traciła świadomość.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Sro Wrz 04, 2013 8:28 pm

Ze skrzętnie ukrytym zachwytem i pasją obserwowała jak ciało dziewczyny przeszywają kolejne fale bólu i nieopisanego cierpienia. Gdy wszystko dotarło do szczęśliwego zakończenia cały ten strach i obawy nagle odpłynęły a jedynym nieprzyjemnym uczuciem był piekący jeszcze nadgarstek. Poza tym zarówno nogi jak i ręce były na swoim miejscu. Grzeczna Ciche stwierdzenie zaraz po opuszczeniu ust wampirzycy zostało przygłuszone przez śpiew leśnych ptaków. To tyle jeśli chodzi o znęcanie się nad ludzką istotą dnia dzisiejszego. Leniwie ale jak zawsze zgrabnie Omitsu podniosła się z miękkiego poszycia. Niespiesznie otrzepała pośladki z resztki trawy i ostatecznie rozejrzała się w poszukiwaniu niechcianych gości. Zdrowiej Mruknęła a na pożegnanie ucałowała czoło swej ofiary pozostawiając na nim delikatne odbicie lekko szkarłatnych ust. Minąwszy ledwo przytomną uczennicę oddaliła się znikając dość szybko za gęstwiną krzaków i niskich drzewek. O ile Isa zdoła doczołgać się do telefonu to jej szanse na pomoc wzrosną. W przeciwnym wypadku może liczyć tylko na szczęście.

Z\T
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pią Wrz 06, 2013 7:39 pm

Isabella utrzymywała się na resztkach swoich sił podświadomości, patrzyła na wampirzycę z lekko zamkniętymi oczami. Słyszała jej słowa, jednak z każdą chwilą odpływała. Zbyt dużo krwi straciła, kiedy ta ucałowała jej czoło i odeszła...Isabella zaczęła się czołgać. Każdy jej ruch był ociężały i powolny, nie mogła niczego zrobić. Chciała dostać się do telefonu, jednak ten był za daleko. Jęknęła cicho, ręka była już cała we krwi. Wampirzyca kiedy już się ''nasyciła'' wyszarpała swoje kły z żyły, podrażniając ją i uszkadzając.
Spowodowało to coraz większe krwawienie a Isabella wiedziała, że zaraz zejdą się tutaj wampiry zwabione tą słodką dłonią...wygłodniałe i opętane rozszarpią ją w mgnieniu oka. Z początku zaczęła się coraz bardziej obawiać o swoje kruche życie. Oddychała szybko, nawet czasami miała wrażenie że w oddali słyszy trzask łamanej gałązki. Jęknęła znowu, czuła się obolała...i samotna. Czyżby wykrwawi się tutaj na śmierć? Zamknęła oczy, potem je otworzyła. Znikąd pomocy, tylko ciche odgłosy ciężkich kroków. Śmierć nie chciała się spóźnić, Isabella traciła poczucie czasu...leżała tak i krwawiła...w pewnej chwili myślała, że był to już koniec...ale..

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Sob Wrz 07, 2013 7:59 am

Gdy Frik zaparkował przed oświatą poczuł jakieś dygniecie. Szósty zmysł kazał mu sprawdzić GPS'a, którym namierzał jego nową uczennicę. Gdy tylko zobaczył kropkę migającą niemalże w tym samym miejscu w którym zostawił dziewczynę, wsiadł do auta i ruszył z piskiem opon. Jeżdżenie dwieście kilometrów na godzinę po nocnych ulicach było nieco niebezpieczne, ale spalony szpieg umiał jeździć nawet po zatłoczonych ulicach. W końcu jedną z jego umiejętności było gubienie ogona.
Dojechał na miejsce w trzy minuty. Isa mogła usłyszeć z oddali pisk opon i głośny ryk z tłumika charger'a srt8.
Chwilę później z krzaków wybiegł jakiś szczęśliwy wampir, który zbliżył się do dziewczyny i zaczął ją ciągnąć za bluzę w krzaki, aby ten który przyjechał, nie zauważył dziewczyny. Wampir poziomu E nie przewidział jednak, że łowca tak szybko odnajdzie dziewczynę, ponieważ komórka leżała niecałe dwa metry od niej.
Frik biegł niesamowicie szybko jak na kogoś, kto ma na sobie ciężki kombinezon. W jego dłoni pojawiła się broń z której oddał trzy strzały. Dwa pierwsze były wycelowane w nogi wampira, a trzecie w głowę. Poziom E po dwóch pierwszych padł na ziemię, a trzecie spowodowało że stracił przytomność na czas regeneracji mózgu. Frik jednak nie dał mu takiej możliwości. Gdy tylko dobiegł do leżącej dziewczyny, od razu wyciągnął miecz i bez chwili zastanowienia wepchnął ostrze w lekko uchylone usta nieszczęśnika. Chwilę potem jego ciało rozsypało się w popiół.
Łowca nie czekając na nic, schował miecz i sprawdził czy dziewczyna żyje. Nie mógł sprawdzić pulsu, tylko po prostu obrócił ją na plecy.
Nie ciężko było zauważyć plamy krwi i wyciekającą z ręki krew. Nie trzeba nawet mieć wykształcenia, aby wiedzieć kto pozostawił ślady.
-Mówiłem Ci do cholery, abyś dała się odwieść pod sam akademik!- Łowca warknął na jeszcze przytomną dziewczynę. Nie krył wobec niej pewnego rozczarowania i złości. Dziewczyna faktycznie nie popisała się mądrością dzisiejszego dnia.
Wtedy też Frik wziął ją jak małe dziecko, na ręce i rozglądnął się po lesie nie widząc potencjalnego przeciwnika. Na pewno gdzieś tu byli, ale zauważywszy masakrę jednego z nich raczej zrezygnowali z prób ataku.
Łowca położył dziewczynę na tylnym siedzeniu swojego auta i tam opatrzył ranę na ręce. Przemył ją, położył gazę i zabandażował dość ciasno. Rany po wampirach nie zostają na długo, ale lepiej jest je przemyć. Nie wiadomo co za syf noszą ze sobą...
Frik do tego czasu ukrył już swoje zdenerwowanie pod maską człowieka zdecydowanego i obojętnego...
Powrót do góry Go down
Isabella

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1089-isabella-carusso
Zarejestrował/a : 24/07/2013
Liczba postów : 201


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Sob Wrz 07, 2013 8:59 am

Uniosła lekko głowę, chyba już słyszała gdzieś ten pisk opon...jednak w takim stanie to wiele mogłaby usłyszeć. Niestety zamiast uśmiechu na jej twarzy, uchyliła lekko usta a serce zabiło jej jak oszalałe. Kolejny wampir, który zbliżał się do niej coraz szybciej...chyba miał szczęśliwy dzień. Potem złapał ją za bluzę i zaczął ciągnąć w krzaki...Dziewczyna wydała z siebie krzyk, zaczęła wrzeszczeć...niestety to nie pomogło.
Jednak nagle uścisk się poluźnił, zaskoczona podniosła nieco głowę aby zobaczyć swojego oprawcę. Krzywił się a potem padł obok niej na kolana...czy już uczta się zaczęła? Jednak coś było nie tak, słyszała strzał z pistoletu...tak jakby tamta wampirzyca wróciła, ona także groziła jej postrzeleniem kolana. Isabella jednak nie cieszyła się z tego powodu. Pijawka mogła przyjść bo uznała, że jeszcze jej się przyda. Potem wampir uderzył głową o ziemię zaraz przy niej. Zaskoczona, patrzyła na niego wzrokiem pełnym strachu i przerażenia. Był nieprzytomny, z początku usłyszała syk wyciąganego ostrza. Znała go...czyżby był to..? Potem miecz wbił się w usta krwiopijcy i została z niego kupka jasnego pyłu. Może jednak miała omamy? Potem czuła jak ktoś przewraca ją na plecy. Skrzywiła się, kiedy jej ramie brutalnie ją zabolało. Zwinęła się kłębek, jakby była to ostatnia deska ratunku. Nie widziała dokładnej twarzy swojego ''wybawcy'' jednak wraz z jego słowami szybko domyśliła się z kim ma do czynienia i kto właśnie ją uratował. Był zdenerwowany, wręcz wściekły...nie dziwiła mu się. Gdyby spóźnił się o kilka minut zastałby ją martwą.
- Zostaw mnie...- Burknęła, chowając głowę w rękach. Nie była w najlepszej formie, nawet jej świadomość gdzieś uciekła. Cały czas miała wrażenie, że jest to tamta blond wampirzyca mimo że Frik stał tuż obok. Potem usiłował ją wsiąść na ręce syknęła cicho, starając się podtrzymać obolałymi rękoma trawy. Jednak nici z jej ''ratunku'' Potem została zaniesiona do auta, mężczyzna zadbał o jej rękę przemywając ją i bandażując. Syknęła cicho, czując jak coś ciasnego zaciska się na jej ręce i piecze. Była wściekła...gdyż cały czas myliła go z jakimś innym wampirem. Czasami na niego patrzyła, by dopiero potem upewnić się że był on Łowcą Wampirów. Nie mogła wydać z siebie żadnego słowa, więc przeniosła swój zmęczony wzrok w stronę okna. Zbierały się tam wampiry...głodne, czujące zapach świeżej krwi. Jednak bały się zaatakować, pamiętając co stało się z ich pobratymcem. Dziewczyna chciała jak najszybciej stąd odejść, zapomnieć...
- Za ciasno...- Syknęła, mętnie machając zranioną ręką by potem walnąć głową o siedzenie. Cóż, jak widać zachowywała się jak pijana nastolatka. Po prostu zemdlała...a może tylko udawała?

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Sob Wrz 07, 2013 9:51 am

Łowce to nie obchodziło. Bez pardonu wrzucił jej nogi do środka auta i pozwolił na to, aby leżała tak. Łowca uświadomił sobie, ze rzeczy dziewczyny nadal są w lesie. Zamknął auto i poszedł znów do miejsca w którym znalazł dziewczynę. Łowca doskonale zdawał sobie sprawę z obecności innych wampirów, dlatego trzymał broń w pogotowiu. Pochylił się powoli i nagle wystrzelił w stronę jednego drzewa.
-Proszę bardzo. Możecie próbować...-Powiedział w las, ale nie doczekał się żadnej odpowiedzi. Wampir, który stał za postrzelonym drzewem, zamarł wystraszony. Wampiry nie miały szans i postanowiły w spokoju odczekać, aż łowca odjedzie...
Frik wrócił tylko do auta i ruszył z piskiem opon, aby oddalić się z tego miejsca.
[zt+Isa]
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pią Wrz 13, 2013 10:10 pm

Co wzięło siedemnastolatkę na spacer po lesie? Otóż w nocy wszystko wydaje się być piękniejsze, mimo niebezpiecznej sytuacji. Tu jakiś wilk, tu jakiś dzik. Kto wie co się może z nią stać. Oczywiście zero przejmowania się! Paradowała w spodenkach, za szerokiej koszulce i trampkach po obrzeżach lasu. Zero przejmowania się czymkolwiek. Nie potrafiła spać, to wyszła na dwór - proste. To nic, że nie ubrała nawet stanika, a po co?
Po chwili wędrowania usiadła sobie grzecznie i spojrzała w niebo. Jakie było śliczne. Znalazła nawet na niebie gwiazdę podobną do niej - samotną. Nawet jeśli zjawią się inne, ona nadal będzie samotna. Lekko się uśmiechnęła i zaczęła zrywać trawę i ją skubać, tak z nudów. Cóż więcej mogła zrobić? Położyć się na trawie i zasnąć, ale wtedy mogłoby się to źle skończyć.
Spojrzała na drzewo - samotne, suche, bez życia. Powoli do niego podeszła i zaczęła je przytulać. Nie to, że obudził się w niej instynkt dendrofila, nic z tych rzeczy. Po prostu tak jej się jakoś nasunęło - jeśli przytuli drzewo, to ono już nie będzie samotne? Boskie przemyślenia, nie ma co.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pią Wrz 13, 2013 10:33 pm

Po spotkaniu z szurniętą ćpunką udało mu się umykać jeszcze przez dłuższy czas przed swoją obstawą w postaci Zakonu Smoka. Zabawa była przednia jednak w końcu mu się znudziła i sam postanowił wrócić do domu. Nie miał jednak zamiaru niczego ułatwiać ochronie tak więc miast dać im się pochwycić, wsiadł w taksówkę i kazał odwieźć się do lasu, gdzie wznosiło się ponure dworzyszcze, w którym aktualnie przyszło mu mieszkać. A co! Niech się trochę pomęczą a później zgarną bury od jego tatuśka.
Zapłacił taksówkarzowi i wysiadł z auta spory kawałek przed ciemną linią lasu. Zrobi sobie mały spacerek, tak dla zdrowia. Gdy zagłębił się w ciemności jego ciało automatycznie zaczęło zachowywać się inaczej. Górę wzięły jego dzikie instynkty i poruszał się z gracją i czujnością dzikiego kota. Zapachy fauny i flory uderzyły jego nozdrza i nic nie wyróżniało się w otoczeniu aż do momentu gdy poczuł zapach człowieka. Uśmiechnął się sam do siebie i skierował swoje kroki w stronę źródła smakowitego aromatu.
Cóż, po całym tym uciekaniu znów był cholernie głodny, co poradzić? Skradał się niczym wąż w trawie i zauważył przed sobą młodą dziewczynę przytulającą drzewo. Dziwne... ale nie miał zamiaru jej oceniać lecz ją zjeść.
Po krótkiej obserwacji umyślił sobie, że jeszcze ją wychędoży. Była ładna i młodziutka, w dodatku taka niewinna. Aż się prosiła o rżnięcie.
Musiał ją zaskoczyć tym co właśnie zrobił gdyż jakby wyrósł z powietrza po drugiej stronie uschniętego pnia również go obejmując. A raczej łapiąc dziewczynę za nadgarstki.
- Chcesz się pobawić? - było to pytanie bez dwóch zdań retoryczne gdyż wielkiego wyboru nie miała.
Co by nie przeciągać. Pociągnął ją do siebie i zamknął w żelaznym uścisku, dłonie lokując na jej pośladkach.
Powrót do góry Go down
 
Obrzeża lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Obrzeża lasu
» Serce zakazanego lasu
» Polana w środku lasu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Skraj lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: