IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Obrzeża lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Lukas

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3359-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3540-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3598-relki-lukasa#77828 http://vampireknight.forumpl.net/t3536-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3360-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3558-pokoj-lucasa
Zarejestrował/a : 15/06/2017
Liczba postów : 431


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lis 06, 2017 1:59 pm

Zaraz po opuszczeniu supermarketu, chłopak ruszył do Księżycowego Akademika, by po krótkim wyjaśnieniu swojej sytuacji, otrzymać nowy pokój, w którym się przebrał w niedawno kupione ciuchy, oraz powziął ze sobą małą paczuszkę tabletek Krwi, by w razie potrzeby móc się opanować, z czym ma niemałe problemy. Gdy wszystko jednak zostało załatwione, nasz samotny wilk ruszył tam, gdzie powinien czuć się najswobodniej - do lasu. Tylko tutaj mógł zaznać spokoju, odpocząć od zgiełku i niewygodnych spojrzeń otaczających go z każdej strony ludzi... i wampirów. Ostatnie dni, czy nawet godziny nieźle go zestresowały i w głębi duszy liczył, że wyczerpał limit na najbliższe dni. Czy tak jednak się stanie? Póki co jednak było dobrze, żadnej żywej, czy martwej duszy w zasięgu wzroku, czy słuchu... tylko szum drzew, śpiewy ptaków, a między tym wszystkim on. Jako, że zapowiadało się na to iż taki stan rzeczy pozostanie, Lucas przysiadł sobie pod jednym z drzew i wyciągnął telefon, w którym to zaczął personalizować wszystkie pierdoły pod siebie.

Spoiler:
 

_________________
Mowa japońska || Mowa niemiecka || Myśli
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lis 06, 2017 3:00 pm

Spacerowała sobie spokojnie, wzdłuż ścieżki. Choć przez jej umysł przenikało wiele myśli, to była osobą obecną. Reagowała na to co się działo, na zapach, lekki powiew wiatru. Lato było już za nimi, dlatego też trza było się przygotowywać na chłodniejsze wieczory, jak i krótkie dni. Przenikający czas nakłaniał do refleksji.
Głęboki wdech, odwiedził płuca wampirzycy, która mogła oddychać świeżym, nieskażonym powietrzem, tym samym regenerując swój umysł i dusze. Wyczuwalny zapach mieszkańców lasu, drzew, jak i wilgoci, był czymś przyjemnym, czymś o czym w mieście można zapomnieć. Z samotnych przemyśleń, wyrwał ją pisk i to nie jeden. Tak nietoperze wytwarzają charakterystyczne odgłosy podczas szarżowania, zwłaszcza ataku. Skierowała się za tym hałasem, niebawem wyczuwając również i wampira. Nie zaszkodzi jednak sprawdzić co się dokładnie dzieje. Zarzuciła kaptur jednak na głowie, by nie mieć czasem we włosach nietoperza, bo to ciężka sprawa z nimi.
-Ukryj twarz...
Mruknie chłodnawym tonem głosu, powoli podchodząc, po czym jeśli chmara nietoperzy nie odpuści sięgnie po swoją włócznie, którą sprawnym ruchem rozłoży, by następnie wykonać kilka machnięć, które miały na celu odstraszenia zwierzątek. Dobrze operowała ów przedmiotem, a ostre ostrze, pozwalało na wyrządzenie guza, ale i porządnego ciecia. Jeśli by więc trza było, pozbawi ów istot życia, by następnie móc spojrzeć na wampira, zapoznawczo. Jego twarz była jej znajoma, chodził do szkoły, widzieć widziała go choć zawsze mogła widzieć kogo podobnego.
-Gdzieś Cię już chyba widziałam...
Powrót do góry Go down
Lukas

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3359-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3540-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3598-relki-lukasa#77828 http://vampireknight.forumpl.net/t3536-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3360-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3558-pokoj-lucasa
Zarejestrował/a : 15/06/2017
Liczba postów : 431


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lis 06, 2017 3:29 pm

Właśnie... błoga cisza została przerwana przez ciche popiskiwanie, z chwili na chwilę coraz głośniejsze, a nawet wydawało się, że było to wiele pisknięć w jednym momencie. Zaciekawiony tym wszystkim Lucas podniósł się na równe nogi i rozejrzał wokół, by znienacka zostać zaatakowanym przez chmarę latających ssaków. Chłopak niemalże od razu zasłonił się jedną ręką, by drugą począć wymachiwać jak opętany, byleby tylko odgonić te cholerstwa od siebie. Co je napadło? Co gorsza - kąsały jak cholera, co było już całkowicie nie do zrozumienia, szczególnie jeden z nich - widocznie większy i agresywniejszy, który to upatrzył sobie idealny moment by użreć wampira w nos, na co ten zareagował krzykiem. - Boli.. boli... kurna boli! - powarkiwał w myślach, błagając wręcz by gacki uciekły. O dziwo - błagania zostały "wysłuchane", gdyż ktoś się pojawił... wiadomym było, że była to dziewczyna, co wywnioskował po głosie, jednakże nie wybrzydzał i zgodnie z jej słowami zakrył twarz swą maską i głowę kapturem. Stworzenia starały się walczyć z Anną, jednakże gdy największy okaz oberwał i odleciał, reszta ruszyła za nim, zostawiając dwójkę wampirów samych.
- Odleciały...?- zapytał, nie będąc pewnym czy już jest bezpiecznie. Mimo to, po chwili czekania zdjął kaptur oraz maskę i spojrzał w stronę swej wybawicielki, dostrzegając jednak bąbel na swoim nosie. - Cholera, wyglądam jak jakiś klaun.
Mruknął do siebie, zakrywając narośl dłonią, coby Anna nie musiała na nią spoglądać, oraz zerknął Prefektce w szare oczęta.
- Dziękuję. Bez Twojej pomocy chyba stałbym się ich obiadem. - rzekł już spokojniej, unosząc jedną z brwi ku górze, gdy dziewczę zasugerowało fakt widzenia kruczowłosego. - Nie zaprzeczę, choć kojarzyłbym Cię gdyby było tak jak mówisz.
Dodał po chwili, zerkając na trzymany przez nią oręż, widocznie zaciekawiony.

_________________
Mowa japońska || Mowa niemiecka || Myśli
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lis 06, 2017 3:58 pm

nietoperze nie były skomplikowanymi istotami, jednakże też nie atakowały od tak... Te chyba były jakieś inne bowiem wampirzyca po przybyciu, nie zauważyła by chłopak doskonale ogarniał co się dzieje. Dlaczego zaatakowały? Tego Anna nie wiedziała, chłopak zapewne tez nie i raczej się tego nie dowiedzą. Wampirzyca odstraszyła skutecznie chmarę ssaków, a gdy jeden z nich był zbyt uparty, złapała go wolną ręką, by zerknąć na niego. Ugryzł ją, lecz Anna nie wydała z siebie odgłosu niezadowolenia, a jedynie wzniósł się pisk zwierzęcia, który był jego ostatnim, bowiem wampirzyca najzwyczajniej zgniotła go w rekach. Martwe truchło po chwili opuściła na ziemie. Szybkie rozejrzenie po terenie, czy odleciały na pewno, po czym ponownie zerknęła na chłopaka. Ewidentnie próbował coś zasłonić, przeczucie ją nie myliło też. Czuła chłopaka krew, co było jednoznacznym dowodem na to iż został chapnięty.
-Odleciały.
Zapewniła chłopaka, po czym wbiła ostrze włóczni w ziemie, by następnie sięgnąć po chusteczkę którą miała w płaszczu. Chciała sobie wytrzeć nią rękę, jednak przypuszczała iż chłopakowi się bardziej przyda, dlatego też wyciągnęła w jego kierunku biały materiał.
-Wytrzyj się.
Rzekła do niego. Jeśli chłopak miał do czynienia z tego typu pijawkami, to wiedział jakim jadem operują. Co prawda rana się zagoi, lecz nieco dłużej, patrząc iż nietoperze władają śliną która zapobiega przepięciu krwi, jak i utrudnia regeneracje.
-Nietoperze to pozorne istoty. Nie zabiły by cię, jednakże gdybyś jednak został pogryziony kilkadziesiąt razy, to mógłbyś się wykrwawić.
Takie rzeczy ciężko jest doświadczyć, bowiem raczej jak już idzie się do legowiska nietoperzy to po ich guano, a nie by dać się zakasać. Obserwując sobie tak chłopaka, miała wrażenie że go gdzieś już widziała. Mógł jej przemknąć przed oczyma, dlatego też dla wyjaśnienia padło kolejne pytanie.
- Akademia Cross?

Powrót do góry Go down
Lukas

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3359-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3540-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3598-relki-lukasa#77828 http://vampireknight.forumpl.net/t3536-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3360-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3558-pokoj-lucasa
Zarejestrował/a : 15/06/2017
Liczba postów : 431


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lis 06, 2017 4:16 pm

Anna swoje wiedziała, Lucas zaś... cóż, to jego pierwsze spotkanie z tymi nocnymi ssakami, nigdy dotąd ich nie widział, a co dopiero nie był ich ofiarą, tak też nie sądził że mogą być aż tak groźne dla bezbronnego człowieka, czy też wampira. Był świadom, że długowieczność nie oznacza nieśmiertelności, a gdyby nie było wampirzycy akurat w okolicy, zapewne wystawiłby swój organizm na ciężką próbę. Na szczęście jednak wszystko skończyło się w miarę dobrze. Widząc jak wampirzyca podaje mu chustkę, bez słowa ją przejął i wytarł krew która uszła z ran zadanych przez nietoperze. Dziwnie się czuł, przez moment nawet kręciło mu się głowie, jednakże nie na tyle mocno, by Anna cokolwiek zauważyła.
- Zwykło się mawiać, że to kobietę się ratuje z opresji, a nie odwrotnie.
Mruknął, a jako że wyglądał już w miarę względnie, Pani Prefekt mogła ujrzeć jego twarz w pełnej krasie... z tym cholernym bąblem na nosie. Temat wykrwawiania się wolał przemilczeć, bo jakby to wyglądało gdyby ktokolwiek znalazł truchło pozbawionego krwi Lucasa. Już sam jego widok wołał do refleksji o antykoncepcji, czy też o pomocy bezdomnym dzieciakom, a co dopiero jakby był w stanie agonalnym! Jej pytania nie mógł już jednak olać... chociaż tyle był jej winien za pomoc.
- Zgadza się. Od niedawna się tam uczę.

_________________
Mowa japońska || Mowa niemiecka || Myśli
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lis 06, 2017 4:48 pm

Była już dość starym wampirem i wiedziała swoje. Co prawda wiek 300 lat, to dla wampirów żaden wyczyn, jednak jest to już trzykrotni żywot ludzki, dlatego też mogła się czuć staro. Trzysta lat... To jednak długi okres czasu, dlatego też wampirzyca miała czas na naukę, czego owocem był zawód nauczyciela, jak i Lekarza. Teraz jest uczniem zaś, co za paradoks... Dlaczego? Może rozrywka życia, może co innego, to siedzi jednak tylko i wyłącznie w głowie wampirzycy. Wracając jednak do sytuacji.
Obserwowała chłopaka, a nawet ofiarowała mu swoją chustkę. Sama swoją zakrwawioną z większości krwi nietoperza, rękę wytarła w rośliny, które miała tuż pod nogami. NA trawie była rosa, dlatego też obmycie, wytarcie swojej dłoni okazało się być nadmiar proste.
-Czasy się zmieniają.
Odparła spokojnie, nawet jeśli w jej głosie dało się słyszeć chłód, mimo to była pokojowo nastawiona. Podejdzie powoli do chłopaka, nie okazując żadnych negatywnych znaków, po czym jednak zechce przyjrzeć się jego nosku.
-Nie wygląda rana zaciekawię, różni się stanowczo od mojej, mimo to spokojnie, nie umrzesz.
Rana ewidentnie wyglądała nie tak jak powinna, mimo to byli wampirami, o wiele wytrzymalsi od ludzi, dlatego to tylko kwestia kilku godzin, aż po bąblu nie będzie żadnego znaku. Podczas diagnozy, ostatnie słowa były wypowiedziane z nutą rozbawienia, wystarczająca na rozluźnienie całej sytuacji.
-Tak przypuszczałam. Musiałeś mi przemknąć przed nosem na jakieś przerwie
Stwierdziła spokojnie, wydając się być sztywną, bądź zbyt wyniosłą, jednak taka już była i cóż zrobić? Może sama jej stanowisko jako Prefekt zobowiązywało do takiej a nie innej postawy.
-Co więc uczeń Akademii, robi poza miastem i to jeszcze o tej porze, a co z zajęciami?
Nie należała do osób które zwracają na to zbyt wielką uwagę, mimo to była ciekawa co chłopak robi tak daleko od szkoły. Już nie chodzi o to, że uczeń co tu robi, ale ogólnie.
Powrót do góry Go down
Lukas

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3359-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3540-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3598-relki-lukasa#77828 http://vampireknight.forumpl.net/t3536-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3360-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3558-pokoj-lucasa
Zarejestrował/a : 15/06/2017
Liczba postów : 431


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lis 06, 2017 7:35 pm

Może i była "wiekowa", ale urody mogła pozazdrościć jej niejedna dziewczyna. Co prawda, Lucas nie wiedział ile lat ma jego obecna towarzyszka, a może nawet nie chciał tego wiedzieć, ale pewne było jedno - dało się zauważyć, że swoje przeżyła, że ustabilizowała się psychicznie, czego nie można było powiedzieć o uczniaku. Nie dość, że w jego psychice siedziała ta introwertyczna część, to dochodziła do tego świadomość utraty człowieczeństwa i byt drapieżnika. To wszystko było takie inne... takie trudne.
- Właśnie dlatego moje poczucie wartości zostało lekko nadwyrężone.
Mruknął w odpowiedzi na jej stwierdzenie, o dziwo unosząc kącik ust ku górze. Nie żeby przeszkadzało mu to, że uratowała go dziewczyna, w końcu sam uważał że trzeba pozwolić przedstawicielkom płci pięknej na role bohaterek, bo wielu dzisiejszych facetów przejęło role księżniczek. Poza tym - Anna robiła to dobrze... gdyby nie jej broń, nigdy w życiu nie przypuszczałby, że jest taka skłonna do walki.
- Przemknąć na przerwie? Dzisiaj byłem w Akademiku, więc może to tam mnie widziałaś. - zawsze to jakaś opcja, przecież w Akademiku są dziewczęta, poza tym wydawało mu się, albo... jego bohaterka, była kimś z rodzaju strażniczki? Obserwuje, ratuje, walczy... cholera wie. - A co robię tutaj? Uwierzysz mi, jeżeli powiem Ci, że szukam ciszy i spokoju?
Odrzekł zgodnie z prawdą, dopiero teraz przypominając sobie o pewnej ważnej kwestii. - Zapomniałbym. Jestem Lucas... Lucas Wolf.
Rzekł po chwili, delikatnie się kłaniając.


_________________
Mowa japońska || Mowa niemiecka || Myśli
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lis 06, 2017 8:17 pm

Spokój ducha, jak i równowaga psychiczna u wampirzycy niejednokrotnie była wystawiona na probe. Podnosiła się po każdej porażce, tym samym jej charakter o wiele bardziej się wyostrzał, jak i stawał mocniejszy. Z każdym też rokiem była coraz bardziej chłodniejsza, a zarazem samotna. Nie wiedziała jak zatrzymać ten proces, który ją dotykał. Miała wrażenie iż to walka z wiatrakami. Czasem wszystko ulegało poprawie, gdy udało jej się poznać kogoś kto potrafił u niej spowodować uśmiech, później jednak znikał i tak w kółko. Może akurat takie miało być jej życie.
-Niepotrzebnie.
Trzeba sobie pomagać, bo czasem można wiele zyskać. Lucas nie miał czego się wstydzić, tak czasami bywało, dla wyrównania sił płci. Stało się i już. Nie uczyniła wiele, ino odstraszyła zwierzęta. Taka mała pomoc. Niebawem się jednak upewniła skąd kojarzy chłopaka wygląd. A więc też przybył tutaj dla spokoju. Była w stanie to zrozumieć i uwierzyć, skoro sama tak robiła.
-Jestem wstanie w to uwierzyć.
Zapewniła, dama jednak nie zdradzała że była tu z tego samego powodu. Nie było to dla niej istotne. Z innej strony była mało rozmowna na swój temat. Nie lubiła jak ktoś ją ciągnie za język, ale i tez nie przepadała za opowiadaniem o sobie. Zycie było proste, dokonuje się wyboru, nie patrząc wstecz.
-Miło się poznać zatem Lucasie, jestem Artenraich. - przedstawiła się, jak i sama skinęła nieco głową w kierunku chłopaka, dopiero po chwili jednak postanowiła coś jeszcze dodać -Anna Hale Artenraich.
Mało kto przedstawiał się z nazwiska, był to raczej nawyk ze starych lat. Złapała za koniec swojej włóczni po czym sięgnęła po kawałek swojego rękawa, by wytrzeć ostrze, które po chwili złożyła, by ukryć.
-Masz może ochotę na wspólny spacer?
Powrót do góry Go down
Lukas

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3359-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3540-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3598-relki-lukasa#77828 http://vampireknight.forumpl.net/t3536-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3360-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3558-pokoj-lucasa
Zarejestrował/a : 15/06/2017
Liczba postów : 431


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Wto Lis 07, 2017 4:57 pm

Anna Hale Artenraich? Cholera, nazwisko bardzo europejskie, dosyć ciekawie się składało, bo brzmiała sama na jakąś austriaczkę, lub niemkę czy szwajcarkę. Nie chciał jednak w to wnikać, gdyż dziewczyna nie wyglądała na taką, co rzuca informacjami o sobie na lewo i prawo, ba, można rzec że była niezwykle tajemnicza. Dobrze myślał? A może to tylko takie mylne pierwsze wrażenie? Może prywatnie jest inna? Cóż, czas pokaże...
- Jakże mógłbym odmówić mej wybawicielce.
Odrzekł uprzejmie, pozwalając sobie na to by ruszyć jako pierwszy, powoli, by towarzyszka nie musiała się niepotrzebnie męczyć. Gdy jednak zrównali się krokiem, młody krwiopijca spojrzał w jej kierunku, splatając swe dłonie z tyłu.
- Ta włócznia to prawdziwy kunszt, a w Twych rękach niezwykle zabójczy oręż. - zauważył, powracając wzrokiem przed siebie. - Należysz do jakiejś Akademickiej straży?
Dopytał, gdyż akurat ciekawości co do tego nie potrafił zaspokoić. Luc miał cholernego jobla na punkcie wszelkiego rodzaju oręży, oraz stylów walki, więc musiał się dowiedzieć o co z nią chodziło. Nie był jeszcze świadom, że ma do czynienia z prefektką, cholerny Cross nic nie wspominał.

_________________
Mowa japońska || Mowa niemiecka || Myśli
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Nie Lis 12, 2017 7:24 pm

Owszem nie była japonką i nie trzeba było być do tego ekspertem. Angielski akcent który pochodzi z kilku krajów, ino strzelać z którego przybyła kobieta. świat jednak jest malutki zwłaszcza dla wampira, dlatego też nic dziwnego że obcokrajowiec pojawił się w Japonii. Była tu obcą osobą mimo iż przebywała tutaj kolejny rok. Ważyła swoje słowa, jak i ważyła to z kim rozmawia i zadaje się, choć pewne znajomości były wręcz brutalnie na niej wywarte i wolała by z nimi nie mieć nic wspólnego.
-Mów mi po imieniu... Tylko pomogłam, nic nadzwyczajnego. Choć może to faktycznie zaskakujące, patrząc na pobratymców moich.
Nie chciała być tytułowana, bowiem niezbyt jej się dobrze kojarzyło. Pomogła z dobrej woli, możliwe znając zagrożenie. Choć nie było ono śmiertelne to na pewno nie przyjemne, a że Lucas jej nic nie zrobił, to skoro mogła to i pomogła. Zaproponowała chłopakowi spacer, po czym ruszyła spokojnym krokiem, oglądając sobie ścianę drzew, jak i niebo które było zasiane gwiazdami.
-Owszem, bywa jednak szkodliwa i dla mnie. Jeśli będziesz grzeczny pokaże ci dlaczego.
Odparł do chłopaka z lekkim uśmiechem, chcąc by ich rozmowa nie była tak spiętą. Chciała z nim porozmawiać jak ze znajomym, a nie z kimś kto był pod nią. Na pytanie skierowane w jej kierunku, skinęła głową, twierdząco.
-Jestem jedynym Prefektem, a zarazem opiekunem uczniów w Akademii Cross.
Kiedyś było ich więcej a teraz została tylko ona i jak widać bardziej działała poza terenem szkoły, ratując uczniów z opresji zła i innych nieprzyjemności. Nie była oficjalnym opiekunem, jeśli można to tak nazwać, ale jednak opiekowała się jak mogła by uczynią się nic nie stało. Była przydzielona też do klasy nocnej, jednakże niejednokrotnie i z dzienna klasą miała do czynienia.
Powrót do góry Go down
Lukas

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3359-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3540-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3598-relki-lukasa#77828 http://vampireknight.forumpl.net/t3536-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3360-lucas http://vampireknight.forumpl.net/t3558-pokoj-lucasa
Zarejestrował/a : 15/06/2017
Liczba postów : 431


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lis 13, 2017 4:33 pm

Cóż, nie miał dobrych wspomnień z wampirami płci pięknej, więc to raczej logiczne że starał się nie rozgniewać Anny, czy też miał nadzieję ją udobruchać... choć z drugiej strony, były obawy że takie postępowanie przyniosą skutek odwrotny od zamierzonego. Jako że póki co, dziewczyna nie wymagała dużo, chłopak kiwnął delikatnie głową.
- Niechaj Ci będzie... Anno.
Rzekł spokojnie, podwijając rękawy. Już nawet nie pamiętał, kiedy ostatni raz spacerował z kimś u boku, nie licząc ostatniego razu z Hiro. Wielu się go obawiało ze względu na bandycki ubiór, choć tak naprawdę nie skrzywdziłby muchy... ostatnio jednak dużo się zmieniło. Gdy wampirzyca wspomniała o szkodliwości, oraz byciu "grzecznym", Luc zaśmiał się pod nosem, na moment zerkając na ziemię.
- Nie masz o co się martwić. Jeszcze niezbyt nad wszystkim panuję... ale zdecydowanie jestem tym, który od problemów woli się trzymać z dala.
Stwierdził, zerkając na swoją pięść, na której nie było już nawet najmniejszego śladu po ranach powstałych podczas spotkania ze szklanym lustrem. Był ciekaw o co jej chodziło... przecież mądrze władając bronią, nie można zrobić sobie krzywdy. Czy więc jej broń miała jakieś... ukryte moce? Jeżeli była prefektem, na dodatek sama... to coś musiało być na rzeczy w tej kwestii.
- A więc prefekt... nie martwisz się, że uczniowie będą Cię potrzebować bardziej, od jakiegoś samotnika?
Mruknął z uśmiechem... gdy nagle jego komórka zawibrowała. SMS. Fabio. Wampir zerknął na towarzyszkę i westchnął. - Wybacz, będę musiał Cię opuścić. Opiekun mnie wzywa. Spotkajmy się w Księżycowym Akademiku.
Gdy tylko zamilkł, pokłonił się dziewczynie delikatnie i ruszył biegiem w stronę miasta.

z/t

_________________
Mowa japońska || Mowa niemiecka || Myśli
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Gru 18, 2017 8:32 pm

-Mówisz, że mam się nie martwić, a z drugiej strony mówisz iż nie nad wszystkim panujesz. Urocze, a zarazem głupie patrząc iż to się ze sobą gryzie, jednak niech Ci będzie.
Nie jej było oceniać, jednak bez wątpienia to co opowiadał było sprzeczne ze sobą. Może to wszystko przez to iż był młody i dopiero się uczył reagować? Kto wie, najprawdopodobniej, coś w tym było. Temat szybko zszedł na broń. Nie mówiła o niej za dużo, bo tez nie musiała. Chłopak był na tyle rozumny iż domyślił się iż orędzie kobiety, ma swoją moc.
-Samotnik o którym wspominasz, był nie tylko w potrzebie, ale i jest uczniem.
Była w doskonałym czasie i o odpowiedniej porze. To jednak nie było zbyt istotne, bowiem Lukas już po chwili postanowił się odezwać. Musiał iść, skąd ona takie coś znała...
-Zmykaj i trzymaj się.
Odparła jedynie żegnając się z chłopakiem, po czym skierowała się w kierunku miasta.

z/t


Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2028


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Nie Cze 24, 2018 10:37 am

Tylko głupiec nie przeraziłby się stwora rodem ze słowiańskich opowieści. Esmeralda nie miała pojęcia ile człowieczeństwa miał w sobie Vlad po takiej przemianie i czy rzeczywiście można mu wierzyć. Już raz ostrzegał co się stanie jeśli obróci się przeciwko niemu i oto proszę – nastał o raz za dużo. Rudowłosa nie miała jednak wyjścia, bo w toku jej rozumowania sprawa była personalną, rozgrywającą się między nią a byłym burmistrzem.
- Jeszcze się okaże. - warknęła pod nosem w ramach odpowiedzi na obietnicę dowódcy. Powiało grozą, o tak. Tylko dlaczego była aż tak naiwna by myśleć i głęboko wierzyć w to, że rzeczywiście ucieknie przed hybrydą. Motyw kapitulacji nie istniał, bowiem była jedną z tych którzy mimo najmniejszych szans zawsze walczyli do końca. Bez względu na podejmowane ryzyko i cenę jaką przyjdzie zapłacić za choćby najdrobniejszy błąd.
Odpuść, a nic Ci nie będzie!
Tak, jasne… a auto samo wzbiło się w powietrze. Zaskoczenie malujące się na twarzy lekarki było nie do opisania, gdyż samochód rozbił się zaledwie dwa metry od niej.
Pięknie, wspaniale…
Możliwość pokojowego rozwiązania sprawy zaginęła w czasoprzestrzeni pozostawiając już tylko aktywną wolę walki. Nie odpowiedziała na jego obietnice ani informacje dotyczącą renegatów. Wyminęła samochód wyrzucając za sobą bombę dymną, która w trybie natychmiastowym pokryła    większą część obszaru. Gryzący dym o intensywnym zapachu musiał być sporą niewygodą dla kogoś posiadającego tak czułe zmysły. Kobieta znała ten las jak własną kieszeń, dlatego poruszała się szybko i bez zastanowienia. Znajdując się na rozdrożu zatrzymała się by nabrać tchu. Z torby którą do tej pory miała na plecach wyciągnęła załadowaną strzykawkę i flakon z zapachem dobrze znanym zarówno dla Kresa jak i Vladislaua.
- Teraz albo nigdy… Zabije mnie za to. - Płyn ze strzykawki wstrzyknęła sobie do żyły, czując jak środek w trybie ekspresowym rozchodzi się po ciele. Zmyłka zapachu… często stosowała podobne medykamenty, dzięki czemu żaden wampir nie mógł skojarzyć jej z pola walki. Flakon z własnym zapachem rzuciła gdzieś w krzaki, gdzie rozbił się dając szansę na jej ucieczkę. I pognała… w zupełnie innym kierunku, by po kilkunastu metrach wejść na drzewo i stamtąd przeskoczyć na kolejne – rozłożysty dąb, którego konary schodziły aż na samą ziemię. Esmeralda znalazła się na ziemi i stamtąd ruszyła dalej przed siebie, przechodząc przez okoliczny strumień i biegnąc w sam środek ciemnego lasu.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 859


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Nie Cze 24, 2018 3:26 pm

Gdyby lecące auto miało ją skrzywdzić zostałoby ciśnięte horyzontalnie, a nie wertykalnie. Niemniej dokonało tego co trzeba - zaniepokoiło Esmeraldę i zmusiło do zmiany zarówno planu jak i sposobu ucieczki. Vladislau nie zastanawiał się nad sensem istnienia ani nad kwestią lotu jego auta. Jego celem było dopaść i unieszkodliwić łowczynię dla jej własnego dobra. Był zły, że znowu potraktowała go środkiem usypiającym okazując całkowity brak zaufania, ale jej dobro było aktualnie najważniejsze. Jej i Alice. Te myśli tylko potęgowały jego determinację co do pochwycenia krnąbrnej kobiety. Bomba dymna. To nie jest wielki problem. Wyskoczył w powietrze dając kolejny sus. Wstrzymał oddech przechodząc przez kłęb dymu. Następnie wyskoczył ponownie tym razem lądując w połowie dorodnego drzewa. Chwytne, potężne i uzbrojone w pazury łapy rozorały korę, a drzewo skrzypnęło. Jednakże nie długo musiało trzymać ciężar wilkołaka ponieważ natychmiast gdy tylko złapał haust czystego powietrza zeskoczył na ziemię by gonić za Esmeraldą. Tam gdzie poszycie leśne było gęste bestia odbijała się od drzew bądź wybijała niczym pocisk usiłując dodać sobie pędu.
Vladislau wiedział, że długo bestią nie pozostanie. Nadal będzie mógł schwytać Esmeraldę. Będąc jednak nagim jak święty turecki zdecydowanie zadanie stanie się dużo trudniejsze. Niemniej za dużo się ważyło by porażka wchodziła w grę. Gdy tylko czułe zmyły wyczuły dwa różne zapachy hybryda zaharczała - dźwięk ni warkot ni śmiech. Chyba nie brała go za podwórkowego kundla? Ruszył ku zmienionemu zapachowi. Znali go z Kresem bardzo dobrze. Poza tym skąd nagle byłby tu świeży ludzki zapach o tej porze? Było wiadomo, że Esmeralda chciała go zmylić, ale nie zyskała więcej niż jedną sekundę. Nie z łowczym te problemy. Zanim został dowódcą Oświaty Yokohamskiej tropił i polował jako kapitan i łowczy swego oddziału. Znał niejedną podobną sztuczkę. Widząc, że trop się urywa spojrzał ku górze.
Jeśli Esmeralda będzie na drzewie Vlad zaprze się mocno tylnymi łapami rozstawiając je szeroko i przednimi chwyci roślinę by wyrwać ją z korzeniami. Nie będzie się patyczkował i zacznie machać drzewem we wszelkich możliwych kierunkach by zrzucić lub ogłuszyć Esmeraldę. Jeśli pierdolnie nią o inne drzewo trudno. To była jej decyzja.
Jeśli jednak ta już będzie skakała po kolejnych drzewach Vladislau wyrwie mniejszy pobliski egzemplarz by cisnąć nim w łowczynię niczym włócznią. Następnie ruszy wytężając mięśnie i własną wolę by możliwie najszybciej skrócić dystans i dopaść do niej - przytomnej lub nie. Za chwilę przemiana dobiegnie końca co znaczy, że musi mieć ją w zasięgu ludzkich rąk. Co do znajomości lasu natomiast... Vladislau bywał tu nie raz choć to oczywiste, że ona znała je lepiej.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2028


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pią Lip 06, 2018 6:17 pm

Wszystko miało wyglądać inaczej. Uroczy poranek, wspólna herbata i być może nawet chwila zapomnienia. Zamiast tego zastała w domu ranną zmorę i trupa, a kiedy zgodnie z własnymi przekonaniami chciała się zemścić… musiała się pojawić przeszkoda w postaci dowódcy. Czy naprawdę nie lepiej gdyby spokojnie zasnął i po chwili odpoczynku zawiadomił odpowiednie służby? Ile oszczędziliby czasu i nerwów gdyby faktycznie zasnął i dał ludziom spokojnie szerzyć sprawiedliwość. Ale nie… on musiał. Nie dość, że niezawodna jak dotąd mieszanka nie zadziałała, to jeszcze w postaci tego… czegoś ciskał samochodami! Nie udało się zwieźć jego zmysłów, co oznaczało, że albo za dobrze ją znał, albo doskonale tropił. Mogła to przewidzieć i nie tracić czasu na zbędne ruchy, ale kto wiedział? Jedyną kartą była znajomość lasu, co na dłużą metę nie dało przewagi. Mężczyzna pokonywał kolejne metry wbijając się pazurami ostrymi jak brzytwy w ściółkę i wyrywając drzewa. Gwoli ścisłości – drzewa z korzeniami. W normalnych warunkach strzeliłaby go po łapach, ale teraz nie liczyło się nic poza ucieczką. Zauważyła jak wyrwał mniejsze drzewo, jednak w najśmielszych snach nie przypuszczała, że mógłby rzucić nim w człowieka. Esmeralda wykonywała skok na kolejny konar, gdy kłoda trafiła ją w brzuch. Nie miała szans, spadła z dwóch metrów na ziemię, po drodze obijając się i rozcinając skórę na dłoniach i policzku. Sekundy… zamroczyło ją na chwilę gdy miała niepowtarzalną okazję zobaczenia pięknej konstelacji gwiazd. A on był blisko… Lekarka podniosła się i początkowo chwiejnym krokiem, w końcu zaczęła biec w głąb lasu.
- Nie zmuszaj mnie żebym zrobiła Ci krzywdę! - krzyknęła w stronę poruszających się drzew i liści. Zanosiło się na tornado, ale tym razem nie była to wina pogody.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 859


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Lip 16, 2018 4:40 pm

Widocznie drzewa ciskane niczym oszczepy miały wiele wspólnego z hiszpańską inkwizycją. I jednego i drugiego nikt się nie spodziewał. Pocisk dotarł do celu i bardzo dobrze. Czas się kończył i po kolejnych kilku susach od udanego rzutu Vladislau oraz Kres rozdzielili się na autonomiczne jednostki. Nie przestali przy tym biec do celu. Pies odłączył się jednak nieznacznie od pościgu standardowo biegnąc po łuku by zniknąć w zaroślach i móc odciąć ściganej drogę ucieczki. Vladislau natomiast wciąż biegł poprawiając pas w nazbyt rozciągniętych spodniach. Nie był przygotowany na przemianę tak jak zazwyczaj, ale na szczęście spodnie i pas miały konkretne wymagania. Wyglądał jak bezdomny komandos, ale przynajmniej nie świecił jeszcze jajcami. Pół biedy póki byli w lesie... jednakże nie było gwarancji, że pościg się nie wydłuży. Na szczęście jak na razie zyska drobną przewagę. Esmeralda nie straciła przytomności, ale obolała podnosiła się by kontynuować ucieczkę. Jeszcze miała dość wigoru i czelności by rzucić własne ostrzeżenie.
Vladislau nie odpowiedział. Był skupiony na dopadnięciu jej. Musiał unieszkodliwić kobietę choćby trzeba było połamać jej nogi. Może go potem nienawidzić, ale za bardzo kocha ją i ich dziecko by dać niewiaście iść na niemal pewną śmierć. Z całym szacunkiem do jej umiejętności, ale jeśli  Samuru odzyskał własną jaźń był nieobliczalny. W dodatku mógł nie być sam. Nawet Vladislau nie atakował bez dobrego rozeznania. Ona natomiast była żywiołowa i zaślepiona przez wściekłość. Pozbawiona aktualnie zdrowego rozsądku. Dlatego będąc dość blisko rzuci się w jej kierunku napierając barkiem na kręgosłup by przewrócić kobietę na ziemię i sprowadzić do parteru. Mogła być szybka, ale nawet ona powinna być zmęczona. On natomiast był w pełni zdrów i wypoczęty dzięki uprzedniej formie wilkołaka i mocy Wigoru z jakiej wtedy korzystał. W zwarciu miała z nim szanse. Jednak z każdą minutą tego pościgu mniejsze. Brak obuwia nie przeszkadzał mu. Widać było ile w nim było ze zwierzęcia. Nawet gdyby miał poranić stopy czy nawet umrzeć musiał wykonać zadanie, które sam sobie wyznaczył. Gdyby Esmeralda uniknęła upadku on odbije się od ziemi oburącz niczym jego poprzednia forma i będzie biec dalej. Jeśli jednak powali ją natychmiast uderzy od góry obiema pięściami niczym goryl. To nie była taryfa ulgowa. Uderzenie niosło w siebie maksymalną siłę i szybkość, a tym samym i niebezpieczeństwo. Wiedział, że Samuru będzie dla niej jeszcze gorszy ponieważ gdy tylko Esme zostanie ogłuszona nie przestanie. Za to Vladowi chodziło tylko o to by przestała uciekać i by mógł ją obezwładnić. Uderzać będzie przede wszystkim w splot słoneczny i ciemię  by jak najszybciej chwilo wo sparaliżować lub unieprzytomnić kobietę. W oczach miał natomiast zarówno zimną determinację jak i... smutek. Był świadom, że mu nie daruje. Nie zrozumie jego intencji. I na zawsze będą sami.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2028


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Pon Wrz 03, 2018 11:57 am

Znajomość lasu dawała tylko minimalną przewagę, która z każdą chwilą słabła. Źle się stało. Przecież siły poświęcone na bezsensowną ucieczkę mogła wykorzystać inaczej. Samuru śmiał jej się w twarz, a ona… zamiast dorwać gada i rozprawić się z nim tak jak należy, aktualnie bawiła się w jakieś dziwne podchody. To już nie ten wiek, by ganiać po lesie i skakać po drzewach. Nie rozumiała zachowania dowódcy, ale im był bliżej, tym bardziej chciała się od niego oddalić. Gdyby nie on, już dawno wyciągnęłaby dane dotyczące lokalizacji byłego burmistrza. Była wściekła, owszem, jednakże właśnie tego typu odczucia potrafiły dać największą siłę. Spojrzała za siebie chcąc ocenić jak blisko znajduje się mężczyzna. Już nie hybryda ciskająca drzewami, ale mężczyzna i pies, w dodatku rozdzielający się i zapewne mający w planach przeciąć jej drogę.
To już koniec.
Z ciężkim sercem zatrzymała się i odwróciła w stronę dowódcy.
- Daruj już. Żadne z nas nie wyniesie z tej szopki korzyści, dlatego pasuję, możemy się rozejść. Nie będę z Tobą walczyć i dalej uciekać. - uniosła dłonie pokazując, że nie ma zamiaru walczyć. Prawdopodobnie pociągnie ją do odpowiedzialności za wcześniejszą niesubordynację, ale gdyby nadal trwała przy swoim byłoby tylko gorzej. Pies zapewne zakradał się gdzieś od tyłu gotowy na sygnał od swego Pana. Co za pech. Okrutny chichot losu, że jej genialny plan był niczym w porównaniu z doświadczeniem i pomysłowością dowódcy. Tylko co teraz? Wydali ją? Skrzyczy? Odbierze stanowisko? Wszak i tak nie miała już prawie nic, bo wszystko co kochała zabrały wampiry i ta piekielna magia wypaczająca krew.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 859


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Sro Wrz 19, 2018 4:15 pm

W czasie walki Vladislau był niczym maszyna. Skrzywienie psychiczne jakie niewątpliwie posiadał od wczesnego dzieciństwa połączone z wymagającym szkoleniem łowieckim oraz doświadczeniem aktywnego łowcy czyniły z niego groźną osobą. Potrafił dostosować się do okoliczności niezwykle szybko. Ponadto determinacja osiągnięcia celu godna była podziwu, nawet w przypadku błahych spraw. Ta natomiast była niezwykle ważna. Chodziło o życie Esmeraldy. Najlepszego medyka jakiego miała oświata i zarazem kobiety jego życia. Dlatego mimo przewagi w znajomości terenu przewaga Esmeraldy malała za każdą minutą pościgu. Aż do momentu gdy ta zrobiła najrozsądniejszą rzecz. Zarazem było to po niej najmniej spodziewane. Vladislau zatrzymał się, ale był dość blisko łowczyni. Pies natomiast zupełnie zszedł z widoku zaszywając się w listowiu krzewów.
- Rozejść? - zapytał stojąc sztywno przed nią. Ewidentnie był gotów na jakiekolwiek nieczyste zagrywki. Mimo tego oraz braku w ubraniu wciąż stał niczym najkarniejszy żołnierz, którym nigdy przecież nie był. Zimne, błękitne oczy obserwujące Esme miały skryte gdzieś głęboko zdziwienie. Chyba sama kobieta świadoma była, że koncepcja rozejścia się każde w swoją stronę było jedynie pobożnym życzeniem.
- Najpierw wrócimy do Twojego domu i wezwiemy ekipę sprzątającą. Następnie dorwiemy tego skurwiela. - stwierdził krótko. Ewidentnie nie miał ochoty się z nią przepychać i słuchać wymówek. Czarka się przebrała w momencie gdy przekroczyła granicę jej domu i lasu w ucieczce przed nim. Działała w afekcie i tylko dlatego stoi o własnych siłach. Inaczej faktycznie czekałyby ją degradacja oraz karcer.
- Zrobię sobie z niego breloczek. A Ty mi w tym pomożesz. Złapiemy go razem albo zrobię to sam. Nie pozwolę Ci iść samej. On chciał Cię sprowokować. Chcesz dać mu satysfakcję? - stwierdził gestem nakazując zablokowanie broni. Dopiero wtedy nieco się rozluźni i zagwiżdże. Pies jednak nie przyjdzie do nich. Rozkaz był zgoła odmienny. M czuwać nad ich bezpieczeństwem w odległości.

Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2028


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Nie Wrz 23, 2018 11:04 am

Łowczyni nie brakowało odwagi by stawić czoła nawet dowódcy, lecz tylko głupiec brnąłby dalej w zaparte. Mężczyźnie nie zależało na jej krzywdzie. W przeciwieństwie do lekarki, to on jeden wykazał się trzeźwym myśleniem i kalkulacją mówiącą by nie podejmować nierozważnych działań. Podstępny gad Samuru obmyślił tą całą prowokację i najpewniej czekał gdzieś tam, by jak zwykle uciec się do nieczystych zagrywek. To zemsta za rytuał całkowicie oślepiła szlachetnego, choć nawet bez niej był podłą, nie liczącą się z nikim kanalią. Esmeralda żałowała, że nie dobiła go wtedy jak była ku temu okazja. Obroniła tą łajzę przed szefem, tym samym narażając się na jego gniew i ciągłą obserwację. Vlad już jej nie ufał i miał rację. Wybuchowy charakter rzadko kiedy przynosił wielu zwolenników.
- Tak, rozejść. - dla jego pewności sięgnęła do broni palnej, pośpiesznie odrzucając ją na ziemię zaraz po dokładnym zabezpieczeniu. To nie był jednak koniec. W ślad za pierwszą linią ataku poszły również mniejsze i większe sztylety, które łowczyni powyciągała z butów i schowków znajdujących się głównie w okolicach ud i klatki piersiowej.
- Teraz mi wierzysz? - ponownie uniosła ręce demonstrując swoją przegraną – Nie chcę z Tobą walczyć. Przepraszam, że po raz kolejny się na mnie zawiodłeś. - był nie tylko wspaniałym dowódcą dbającym o swoich ludzi ale także mężczyzną, który jako chyba jedyny tak zręcznie potrafił sprowadzić lekarkę do parteru.
- Nie chcę na to patrzeć, nie rozumiesz? Ona zginęła przeze mnie… Ten zwyrol przywlókł ją do sypialni, ubrał w moją sukienkę… Nie mogę znieść widoku jej martwych oczu. - pierwszy raz od dłuższego czasu miała ochotę rozryczeć się na środku lasu, nie zważając nawet na to, że ktoś ją widzi. Zamknęła oczy próbując zatrzymać rosnące poczucie bezsilności i wstydu. Znów była odpowiedzialna za czyjąś śmierć, ale tym razem nie był to wampir czy złodziej a dwie niewinne istoty.
- Jak mogę Ci pomóc skoro jestem bezużyteczna? - powiedziała wbijając puste spojrzenie w ziemię. I stałaby tak dłużej gdyby nie żabi sygnał telefonu. Lekarka sięgnęła do jednej z zasuwanych kieszeni i wyciągnęła zabezpieczony aparat.
- Dostałam sygnał SOS. To od mojej siostry... Pozwól mi tam iść albo wyślij kogoś kto jej pomoże. Proszę Cię. - wyciągnęła przed siebie telefon ukazując to co znajdowało się na jego wyświetlaczu.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 859


PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   Nie Lis 04, 2018 12:47 pm

Na jej potwierdzenie kwestii rozejścia tylko pokręcił głową. Nie zamierzał tego dwa razy komentować. Samuru nie był priorytetem. Nie takim by zbytecznie narażać życie jakiegokolwiek łowcy. Co dopiero jej. Natomiast działanie w afekcie było ogromnym ryzykiem. O to przecież tej łachudrze chodziło. Vladislau miał ograniczoną emocjonalność, ale rozumiał sytuację na tyle by wiedzieć co Esmeralda ma na myśli poprzez niepokój na widok martwych oczu niegdyś ciężarnej kobiety. Pytanie o wiarę zignorował. To nie była kwestia zaufania. Po prostu ją znał i wiedział, że często robi jedno, a myśli drugie.
- Nie musisz. Zabierzemy Twoje rzeczy i poczekamy na ekipę sprzątającą. Wrócisz do domu na stałe jak uporają się z truchłem. - rzekł spokojnie i spojrzał jej w oczy, o ile na to pozwoliła.
- Nie wiń siebie. To on tu jest potworem. A ja skończonym idiotą skoro sądziłem, że uda się go kontrolować. - powiedział z charakterystycznym chłodem w głosie. Wewnętrznie natomiast niemal w nim wrzało. Nie chciał narazić łowców na gniew rady i dlatego nie uśmiercił Samuru. Jednakże dłużej być tak nie mogło. Hiro może sobie wrazić w tyłek swoje wymagania, prośby i groźby oraz celownik Popielca. Samuru nie będzie więcej tolerowany. Skoro pranie mózgu i skrajne upokorzenie nie pozwoliły zatrzymać jego natury kula w łeb to zrobi.
- Jesteś pierwszorzędnym żołnierzem i najlepszym medykiem. Przydasz mi się. Szczególnie jak go namierzymy. W końcu chciałby abyś cierpiała i dostała się w jego ręce, nie? - odparł na jej naiwne pytanie. To niemal zabawne jak szybko ta pewna siebie i niezwykle zdolna kobieta potrafiła sprowadzić samą siebie na samo dno niedowartościowania. Wtem sygnał alarmowy. Dobrze, że chociaż Molly zdawała sobie sprawę, że istnieje coś takiego. Widać ostatnia przygoda sporo ją nauczyła.
- Wyślę mojego brata. Powinien być w mieście, będzie tam znacznie szybciej. Daj mi telefon. - wyciągnął dłoń po aparat. Swojego nie miał. Został w rozdartych resztkach ubrania przed domem.
Szybko wysłał wiadomość do Adama, który w mig powinien zjawić się ku pomocy. Oni tymczasem mogli zająć się własnymi sprawami.
- Staraj się zachowywać normalnie. Jeśli Samuru zrobi coś ponownie daj mi znać, proszę Cię. Jeśli go namierzę razem złapiemy go z opuszczonymi spodniami. A wtedy zrozumie czym jest prawdziwe piekło. - rzekł zbierając jej broń.
- Weź swoją broń i idziemy. Zaczekasz w samochodzie i odwiozę Cię do Oświaty. Powiedz mi co mam zabrać z Twojego domu.
Jak powiedział tak zrobili. Postawił samochód i upewnił się, że ruszy. Trzeba będzie wyklepać, ale działa. Zabrał kluczyki i zostawił w nim Esmeraldę by zgarnąć część jej rzeczy. Wezwał specjalną ekipę do spisania protokołu i oczyszczenia bałaganu, a sam zabrał Esmeraldę daleko stąd. A była to taka miła noc.

< oboje z / t >

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Obrzeża lasu   

Powrót do góry Go down
 
Obrzeża lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
 Similar topics
-
» Obrzeża lasu
» Droga obok lasu
» Strumyk w środku lasu
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu
» Zaułek na obrzeżach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: