IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stary Opuszczony Dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 11, 2016 11:52 am

Midori nie zwracała uwagi na przybyłych... Przynajmniej nie taką może, jak powinna? Oczywiście, kogo spotkał poprzednim razem spotkała, to miała okazję rozpoznać po głosie. Mimo to, nie wgłębiała się w jakieś rozmowy, bardziej z lekkim rozbawieniem obserwując to, co tutaj miało miejsce. Nawet się nie zaczęło, a już jakieś awantury? W sumie, nie powinno to tak bardzo dziwić, skoro była ich spora gromadka. Ba, nawet udało mu się dostrzec brata w tym całym zamieszaniu. Oho... Ciekawie się robi.
Przeciągnęła się lekko, po czym położyła torbę na ziemi. Uznała, że nie będzie jej teraz potrzebna, więc po co ją trzymać w rękach?
- Oho... Zapowiada się ciekawie - wymamrotała sama do siebie. Skoro już teraz były konflikty, to co będzie później? Uśmiechnęła się lekko w myślach. Mam nadzieję, że będzie dobrze.
Nie ma co więcej pisać. Gdy Esmeralda podeszła do niej, uśmiechnęła się lekko i skinęła głową na to, by też w ten sposób się z nią przywitać. Po czym czas na właściwą część! Nacięła sztyletem dłoń, by potem kilka kropel swojej krwi. Po tym po prostu znów wróciłaby na swoją wcześniejszą pozycje, by poczekać na rozwinięcie sytuacji. Międzyczasie oczyszczała umysł z niepotrzebnych myśli, by jej coś potem nie rozpraszało.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 157


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 11, 2016 12:10 pm

Esme chciała pogadać z Prim, za to że tylko kpiąco spojrzała na Crossa? Przecież ona nawet nie wiedziała, że to ta sławna legenda! Oczywiście wszyscy łowcy na świecie podczas swojej nauki słyszeli o legendach, ale było ich trochę więcej niż Cross, w tym jakiś z Rosji, to Prim bardziej zapamiętała postać swojego rodowitego "mistrza", niżeli z Japonii. Teraz widziała w nim tylko człowieczka, który nie umiał się obronić przed wampirem i tyle. Więc proszę nie robić z niej - nie tylko dziwki - ale i zołzy! Co, jak co ale szacunek do doświadczonych miała. Nawet jeśli nie zawsze go okazywała.
Oczywiście nie uszły jej uwadze słowa Blair. Prim nie siedzi cicho, gdy ktoś ją krytykuje, ale nim otworzyła usta to zobaczyła białowłosego mężczyznę pochylającego się do panienki, co to jak widać musiała rzucić coś kąśliwego, aby zabłysnąć. Felicia prychnęła pod nosem i stwierdziła, że nie ma co się produkować na osobę, która krytykuje ją tylko dlatego, że sama nie ma odpowiedniego ciała by go pokazywać. Zawsze może ją dorwać po spotkaniu, ciekawe czy w cztery oczy też będzie taka cwana. Zresztą... Prim wbrew pozorom umiała się ubierać i miała dobry gust. To dlaczego przyszła tak ubrana nie leży w jej chęci pokazywania ciała - chociaż nie mówię, że nie lubi się szczycić swoją chudą posturą - niemniej postanowiła się tak ubrać by dopiec swojemu braciszkowi, który musiał się spóźnić. No, ale w końcu dotarł! To najważniejsze.
Wywróciła oczami na to, że nazwał ją ksywką. Serio, nawet w zaufanym kręgu muszą mówić do siebie tak tajemniczo? Niechaj i będzie. Przeczesała dłonią jego włosy, jakby głaskała swojego byłego kochanka.
- Nikt mi nie powiedział, że trzeba ubierać jakieś durne maski - wyszeptała słodko i odsunęła dłoń, patrząc na Esme, którą w końcu poznała gdy przemówiła i ruszyła się z miejsca, aby każdemu podać sztylet w celu przecięcia skóry. Blondyna się zawahała. Spojrzała na wnętrze swojej dłoni. Miała na nich wypalone runy, które w zetknięciu z bronią zmieniały jej właściwości. Jak ona ma w takim razie się przeciąć?
- Ty mnie musisz naciąć - mruknęła do rudej, gdy znalazła się przy siostrze dowódcy, pokazując jej dłoń ze znakiem. Nie mówiła czemu, bo nie widziała potrzeby, aby wszyscy wiedzieli jaką "moc" posiada. Esme ją znała, także powinna się domyślić o co chodzi.

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 885


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 11, 2016 4:26 pm

W tej chwili, jako że Marcus był jednym z pierwszych przybyłych, doznał niejakiego zaskoczenia, widząc ten cały... cyrk? Maski? Szaty? Z jakiej oni się epoki urwali? Nie pomylił się czasem z miejscem, gdzie miało się odbyć odwampirzanie? Przez te wszystkie twarze zakryte maskami i dziwne ubrania niektórych osób, zaczynał mieć duże wątpliwości. Czy  to czasem nie jakaś sekta lub bal przebierańców. Sam z kolei maski nie posiadał. Jeżeli to miał być "kamuflaż", to niestety jest on u większości osób beznadziejny.
Nie da się ukryć, że pojawienie się jednego z ostatnich łowców w towarzystwie wampirzycy, go również zaskoczyło. A zatem nie jedną a dwie osoby będą odwampirzać. Nieźle. Więcej zabawy. Aż westchnął, bo zaczynał się kurde nudzić! Skoro było tak dużo łowców, starał się w młodszych dziewczynach znaleźć coś charakterystycznego, co by mówiło mu o obecności jego córki - Chizuru. Niestety, nie dostrzegł jej. I to nawet dobrze.
Przedstawienie się zaczęło, kiedy niejaka kobieta będąca głównym prowadzącym "ceremonię przebierańców". No trzeba wybaczyć Marcusowi, że tak ocenia to wszystko. Ale nie tak sobie to wszystko wyobrażał. Zapewne nie zdziwiłby go fakt, gdyby wszyscy byli ubrani jednakowo.
A więc to ona będzie rytuał przeprowadzać. Marcus spojrzał na Crossa, po czym na pozostałych, jak i wampirzycę. Następnie obserwował, jak kobieta ze sztyletem pucharkiem, podchodzi do każdego. Cóż miał zrobić? Nie wycofa się już. Jest tutaj ze względu na Crossa. Najchętniej to by się z kimś zamienił, ale kuzyna nie zamierzał tutaj stawiać.
Gdy przyszła jego kolej, podwinął rękaw, wziął sztylet i zaciskając pięść lewej ręki, prawą naciął nadgarstek, by kropelki krwi spłynęły do naczynie. Ostrze oddał, a do rany później przyłożył chusteczkę, przewiązując sobie ranę.

_________________

Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1023


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 11, 2016 4:32 pm

Cornelius był już dość doświadczonym łowcą, wiedział i widział wiele rzeczy o których większość z obecnych może pomarzyć. Nie były to może najlepsze sytuacje, ale dla łowcy na pewno przyniosły jakąś lekcje. Biało-włosy gdyby nie to, że wiedział jak magia reaguje na złą energie, to może by nie zwrócił uwagi na zachowanie młodego kadeta, lecz jednak to zrobił. Nie dla pochwały, czy dla szpanu, zrobił to z jednego konkretnego powodu. Nie zebrali się tutaj, aby od razu mordować się wzrokiem i słowami pełne jadu. Chcieli pomóc wampira, które przybyły tutaj w głębi chcąc ponownie być człowiekiem, dlatego kpiące spojrzenia były tutaj żałosne zniechęcające nocne stworzenia. Niech jednak będą wytrwałe na te spojrzenia, gdyż nagroda dla nich jest wielka. Do tego sam znał Crossa. Nie osobiście, ale wiedział że był ex łowcą, do tego jako dyrektor sprawował swoją władze doskonale, będąc niezastąpionym. Pewnie nawet jego zmiana w wampira nie była jego decyzją. Najważniejsze jednak jest to, ze chciał zmiany, chciał zaś być człowiekiem. Prim jako łowca mogła nienawidzić wampirów, ale zapewne jest tutaj nowym mieszkańcem, dlatego też nim zacznie rzucać takie spojrzenia, to niech lepiej pozna cel. Takie dorosłe, a jednocześnie takie bezmyślne...
Widział jednak że jeden z wampirów był niepewny, spłoszony. Nic dziwnego. Będąc w gronie osób, które są pogromcami swojej rasy, nie można czuć się bezpiecznie. Nie była jednak sama. Łowca który ja tutaj sprowadził, starał się by ta nie czuła zbyt wielkiego strachu. Próbował jej dać otuchy. To dobrze, takie zachowanie na pewno pomorze wampirzycy się uspokoić.
Przybył ostatni wyczekiwany łowca, jak i najważniejszy, nie dla całego rytuału ale ogółu. Dowódca, który został przywitany przez Corneliusa skinięciem głowy, bowiem do tej osoby nie szkoda mu było poruszyć się. Szanował tą osobę i miał ku temu powodu. Vlad pojawiając się, od razu zainterweniował, zwracając uwagę swojej siostrze, która jak widać że dalej nie pojęła w jakiej sytuacji się znajduje. Nie lepiej by atak osoba wyszła? Słowa Blair potwierdzające jego racje, zostały nie skomentowane, ale spojrzał na dziewczynę, by nie poczuła się zignorowana.
Spojrzał na Esmeraldę kiedy przemówiła do jego osoby i uśmiechnął się ledwie widocznie. Podziwiał ów kobietę za jej poświecenie. Mimo iż znała konsekwencje rytuału, to i tak chciała pomóc wampirom stać się ludźmi. Nie była rasistą, jak większość łowców, kierowanych nienawiścią. Chciała pomóc i to było widać.
Dwa razy nie trza było mu powtarzać o przygotowaniu się, bo był od samego wstępu gotowy. Opanowany, spokojny, lecz chłodny i jak poznała Blair pouczający. Esmeralda po przybyciu wszystkich, postanowiła rozpocząć. Przywitała się i przedstawiła początkowa instrukcje. Była ona już dobrze znana Corneliusowi, ale mimo to uważnie słuchał, co ma do przekazania lekarka. Po swojej przemowie, zabrała się za poszczególne czynności, niezbędne do rozpoczęcia całego rytuału.
Spokojnie czekał na to aż i do niego podejdzie, jednocześnie obserwował innych. Podeszła do Blair, potem do ptaszyny. Słowa młodej uczennicy były by może śmieszne, gdyby nie to że łowca niezbyt przepadał za takimi żartami.
-Może innym razem Marysiu.
Odparł do dziewczyny, używając imienia które na ich treningu wywołało komiczną sytuacje. Nie był zirytowany, ale chciał wybrnąć z nieśmiesznego żartu, nie urażając przy tym Blair.
Spojrzał na Esmeraldę, która pewnie wyczekiwała na jego dobrowolne oddanie krwi. Sięgnął po ostrze z którym przybyła i przyłożył je do swojej lewej dłoni. Zamknął ją, zaciskając na ostrzy, po czym szybkim ruchem je wyjął. Brak jakieś szczególnej reakcji, po zranieniu się. Jak by w ogóle tego nie odczuł, ale czuł. Doskonale. Oddał sztylet, nastawiając rękę nad naczynie. Nie trza było długo czekać, aż pierwsza porcja jego krwi wyląduje w kielichu. Jeśli Esme uzna iż starczy, odciągnie naczynie spod ręki łowcy, który przy tej czynności odezwał się do lekarki.
-Co by się nie działo Esmeraldo, jestem obok.
Powaga w jakiej zostały zamoczone słowa Corneliusa była potężna, głęboka. Chciał dać lekarce do zrozumienia że nie jest sama i co by się nie działo, nie będzie. Do tego te poważne spojrzenie ulokowane na łowczyni. Po całym akcie pobrania krwi, mogła jednak spokojnie odejść.

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.

Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 50


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 11, 2016 4:50 pm

Zero reakcji niemal na nic. Przybył i zatrzymał się w miejscu. Nic nie robił, poza obserwacją innym. Nawet z nimi nie prowadził rozmowy. Nawet nie miał zamiaru. Widział jak co chwile wchodzi ktoś nowy. Za każdym jednak razem, słysząc dźwięk otwieranych drzwi, patrzył an nie, jak by wyczekiwał tej jednej, konkretnej osoby. Otóż tak było. Wyczekiwał brata, ale widząc siostrę uniósł brew ze zdziwienia. Co ten gówniarz to robi? Nie wnikał jednak... Utrzymanie kamuflażu, jak i anonimowości było ponad to. Miał swój plan, a zdradzanie się iż jest bratem Prim, nie pomogło by mu, wręcz przeciwnie... Milczał zatem, czekając dalej. Widział jak pomiędzy siostrą a młodą dziewczyną była chwila spiny, ale bardziej ogarnięty chłop, ogarnął jedną z lasek, dlatego spor ucichł. Chociaż na chwile.
O!
Jest i nasza gwiazda wieczoru, powiem przybył tu nie dla jakiś wampirów, ale dla "dowódcy". Było to dla niego żałosne widząc brata na takim wysokim stanowisku, ale nie mógł nic zrobić. No nie teraz. Nie przywitał się z nim, ale patrzył co robi. Karci Prim... Bohater się znalazł...
Poza obserwacją nie zostało mu nic innego, jak czekać na rozwój akcji. Esmeralda... Któż by jej nie znał... Nawet Ivan, ją znał, bowiem wiedział z kim Vlad najczęściej pracuje. Do tego... Był łowcą, ponownie należącym do oświaty więc wiedział kto się mniej więcej w oświacie obraca. Sam tez był tam znany, ale tylko pod pseudo, a on nie wiele mówił, nie? Zdradzał tylko jego obecność.
Zaczyna się!
Esmeralda po swoim wstępie, zaczęła żebrać o krew. Spoko loko... Patrzył jak podchodzi do obecnych na sali, aż podeszła do niego. Pewnie go nie znała, ale on znał ją. Może nie dobrze, ale posiadał o niej podstawowe info.
Wyciągnął rękę, by naciąć sprawnym ruchem swoją dłoń.
-Och...
Burknął, ale bez bólu, patrząc jak z rany zaczyna wydobywać się czerwona powłoka. Przemierzała dłoń łowcy, jak by znała mapę i nią się kierowała. Skończyło się na tym iż krew wyląduje "bezpiecznie" w kielichu mieszając się z inną.
-Obyśmy tutaj zginęli Esme.
Odparł spokojnym głosem, ale był on nie tyle co ze strachem, jak z rozbawieniem. Czyżby tak bardzo było mu obojętne, czy ktoś tu zginie czy nie? Oczywiście... Najlepiej aby zdechł Vlad, jednego problemu mniej.
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 161


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 11, 2016 5:00 pm

A co na to wszystko Serafiel? Rudowłosy miał na to wszystko wyrąbane, co się tutaj działo. Pojawienie się wampirów? Pff. Pojawienie się łowców? Pfff. Jakieś powstałe konflikty? Pffff. Jak widać, naprawdę nie obchodzili go inni ludzie. Chciał mieć po prostu spokój, ciszę i najlepiej, aby nie nastały jakieś problemy, które tylko by utrudniły całą sprawę związaną z rytuałem.
Więc, mając aktualnie wszystko gdzieś, co się tutaj działo, nie reagował na nic, po prostu patrząc gdzieś w bok. Meh. Tyle masek... Przynajmniej można by kiedyś zrobić bal jakiś. W którym i tak nie wezmę udziału.
Skrzywił się nieco, zastanawiając się, po co tutaj przyszedł. Już po raz kolejny. Jest tutaj więcej ludzi niż ostatnio? Tylko mi tego brakowało.
Westchnął cicho. Nie czuł się za dobrze, będąc w obecności tylu ludzi, ale zarazem również zastanawiała go jedna rzecz - czy czasem nie dostanie tutaj napadu choroby? Mógł mieć tylko nadzieję, że nie.
Dobra, rudowłosy będzie miał możliwość ponarzekania później. Zwłaszcza, że był tutaj Cornelius, którego przecież tak uwielbiał! Cel na teraz - trzymać się z dala od niego.
Oprócz tego, gdy rudowłosa kobieta do niego podeszła, bez słowa naciął swoją dłoń i przekazał trochę krwi. Po tym zaś po prostu pozostawił ranę, by przestała mu dokuczać swoim bólem. Nie zastosował zaklęcia leczniczego. Uznał, że lepiej pozostawił siły na potem, niż zawracać sobie głowę tym. W dodatku... Właściwie, jak sobie przypominał, to chyba było potrzebne...? A może nie. Znów jego myśli krążyły wokół tego, by wszystko się jakoś ułożyło. I by nikt nie drażnił go.
Powrót do góry Go down
Hayate Maeda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2489-rei-sukeri#52704 http://vampireknight.forumpl.net/t2571-hayate-maeda#54509 http://vampireknight.forumpl.net/t2560-mieszkanie-hayate#54178
Zarejestrował/a : 24/03/2016
Liczba postów : 68


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 11, 2016 7:04 pm

Gdy przybył ostatni wyczekiwany łowca, którym był sam dowódca, rytuał odwampirzania można byłoby zacząć. Przynajmniej z przemowy kobiety prowadzącej, tak to rozumiał. Cały czas jednak obejmował Anais, aby wiedziała, że ma wparcie. Nie miała już szans na wycofanie się. Widział, że się bała, jak gorączkowo się rozglądała. Ale kiedy miała podejść do okręgu i dołączyć do znanego i szanowanego, a także w ostatnich miesiącach poszukiwanego dyrektora Crossa, Hayate ją po prostu zaprowadził. Nie bacząc na to, jaką opinię zyska wśród innych. Zostawił Anais w okręgu, samemu do niego nie wchodząc, wrócił na swoje miejsce. Wtedy też kobieta, która wcześniej przemawiała, zbierała krew do pucharku. Również i Hayate oddał krew, przecinając sobie nadgarstek sztyletem, jaki dzierżyła. Oddał ostrze, oddał też trochę krwi, po czym zabandażował sobie ranę chusteczką. Jak dobrze, że siostra go nieco wtajemniczyła w szczegóły tego rytuału. Inaczej przyszedłby tutaj nieprzygotowany.
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 220


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 11, 2016 10:00 pm

Jego nie bardzo obchodziło, jak kto przyszedł ubrany, jednak musiał przyznać, że jedna z kobiet to chyba pomyliła profesje. Zmierzył ją znużonym wzrokiem. W innych okolicznościach powiedziałby, że jest na czym oko zawiesić, ale teraz wolał skupić się na odwampirzaniu, co zdecydowanie było ważniejsze, niż przejmowanie się jakąś nieznajomą. Jak widać niektórzy reagowali na nią dosyć nerwowo. Pięknie, jeszcze nic się nie zaczęło, a atmosfera już robiła się bardziej gęsta. Westchnął cicho. O, pojawił się ktoś jeszcze. Kolejny wampir. Taki rytuał nie należał do najlżejszych, dlatego miał pewne obawy. Esme to wytrzyma? Nawet jeśli coś by się stało, to znajdowało się tutaj tyle osób, że zawsze ktoś będzie mógł pomóc. Przynajmniej taką nadzieję żywił Ley; nie odbierajmy jej zbyt szybko.
Wysłuchał słów łowczyni. Wycofać się? Nie po to przychodził, żeby w ostatniej chwili zdezerterować. Taka postawa na pewno nie była mile widziana u jakiegokolwiek łowcy. Przychodząc tutaj wszyscy chyba mieli świadomość, że to nie wczasy na plaży. Jasne, jakieś obawy zawsze były. Nikt nie był nieczułym robotem, wykonującym swoje zadanie bez krzty emocji, co tyczyło się także czarnowłosego. Ustawił się wraz z innymi, czekając na swoją kolej.
Zacisnął palce na rękojeści sztyletu. Lewą dłonią ujął ostrze, uważając, żeby krew spłynęła prosto do miski. Nawet uśmiechnął się do łowczyni, chcąc dodaj jej otuchy, ha, taki był miły! Dobra, widząc ją, miał ochotę palnąć coś głupiego, ale zważając na bezpieczeństwo psychiczne pozostałych, wolał siedzieć cicho. Po fakcie będą mogli się umówić się na kawę i wymienić się kąśliwymi uwagami, które kobieta tak uwielbiała, tylko nie przyznawała się do tego głośno. Oboje nieraz docinali sobie w taki sposób, że drugie już dawno powinno tupnąć nogą i strzelić focha, a jednak w ich poplątanej relacji potrafili się dogadać. Zerknął na dowódce. W jego obecności chyba nie powinien za bardzo przybliżać się do rudej, pamiętając o zdarzeniu sprzed roku i jego reakcji. Denerwowanie kogokolwiek w zaistniałej sytuacji chyba nie było za bardzo wskazane.

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
Kaien Cross
Dyrektor
Dyrektor
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t627-kaien-cross#1089 http://vampireknight.forumpl.net/t628-kaien-cross#1092
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 287


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 12, 2016 2:31 pm

Nie da się ukryć, że Kaien czekający w okręgu był zaskoczony, przybyciem aż tylu łowców. Spoglądał na każdego ze spokojem, jaki zawsze od niego emanował. Nigdy nie chciał być wampirem. Ale przez jego porwanie, doszło do przemiany. Bez oporów zgodził się na odwampirzenie. I proszę. Trafił na kogoś, kogo cała ta technika rytuału była mu bardzo dobrze znana. Co więcej, nie był jedynym tutaj wampirem. Spojrzał w stronę wampirzycy, która była w przeciwieństwie do niego, wystraszona i chciała zmienić zdanie.
Dyrektorowi nie umknęło kpiące spojrzenie ze strony Prim, która widocznie za nic go miała. Współczuł jej. Ale nic nie zrobił, ani nie powiedział. Przybyły oczekiwany dowódca, zajął się jej osobą. Kaien nie miał w sumie po co reagować. Ważniejszą uwagę przykuł na Esmeraldzie, która przemówiła, przedstawiając zasady rytuału. Położyć się w centrum okręgu? Żaden problem. Lecz nim Kaien to uczynił, spojrzał w kierunku wampirzycy, prowadzonej przez jednego z łowców. Uśmiechnął się do niej lekko i wyciągnął ku jej dłoń. Jakby tym gestem chciał i on jej dodać otuchy, by się nie dała. Sama nie będzie tego rytuału przechodzić.
Czy przyjęła jego dłoń czy nie, później przechodząc na samo centrum okręgu, zdjął swoje okulary i schował do kieszeni. Nie wiadomo co się może stać, a szkoda tych szkiełek. Przy czym na pytanie Esmeraldy, Kaien od razu odpowiedział, przenosząc na nią spokojny wzrok czerwonych tęczówek.
- Zgadzam się.
Po tych słowach, Kaien położył się zgodnie z instrukcją Esmeraldy. Pozostaje już tylko czekać na rozpoczęcie. Jeden był tylko problem. Gdzie każdy nacisnął sobie rany i oddawał krew, zapach tej posoki drażnił jego nos. Musiał wytrzymać. Dlatego zamknął oczy i zacisnął dłonie w pięści.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 622


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 12, 2016 3:36 pm

Oczywiście zamiast wziąć pytanie na poważnie siostra zaczęła sobie z niego dworować. Obawiał się tego. Zapomniała, że jest nie tylko jej bratem, ale także i dowódcą, a jako taki nie może pozwolić sobie na kpiny, żarciki i tym podobne.
- Jeśli myślisz, że pochodzenie stawia Cię w uprzywilejowanej pozycji grubo się mylisz. Wszystkich moich ludzi traktuję jednako, a przynajmniej staram się to robić. - powiedział cicho acz słyszalnie i dobitnie. Nie powinna zakładać, że dostanie jakąś ulgę za bycie jego siostrą. Poza Oświatą mogła dokazywać i sprawiać mu przykrości jeśli miała ochotę. Jednakże nie w trakcie wykonywania obowiązków łowcy.
- Masz wybór. Albo włożysz mój płaszcz i wilczą maskę albo wychodzisz i będziesz pilnować by nikt nie wdarł się na rytuał. Skoro już ubrałaś się jak шлюха możesz użyć tego jako przykrywki na ulicy. - stwierdził bez większych emocji. Bez sarkazmu czy ironii. Po prostu tak uważał. Nie miał zamiaru dopuścić jej do rytuału ubranej jak latawica. Po pierwsze nie powinna tak chodzić nawet po ulicy. Po drugie nie chroniła tożsamości. Po trzecie miała te pieprzone runy na rękach. Po czwarte, i najważniejsze, mogła rozpraszać część męskiej populacji w tym pomieszczeniu co mogłoby być opłakane w skutkach. Gdy już sprawa z siostrą będzie rozwiązana Vlad zwróci się do wampirzycy, którą sam kojarzył choć wtedy była umorusana krwią i ziemią.
- Anais. Celem jest życie. Może to rozpoczęcie tej nowej drogi bez stygmatu przeszłości. Najwyższy czas wziąć się w garść i sterować własnym życiem bez cienia "Ojca". - ponownie starał się jej pomóc, lecz lwia część należała do Hayate, który wydawał się być dla niej kimś więcej. Może przyjaciel. Może żywi do niej mocniejsze uczucia. Nie ważne to było dla Vlada.
Zanim polała się pierwsza krew Vladislau zwrócił się do wszystkich obecnych łowców. Choć Esmeralda powiedziała im więcej niż wcześniej nadal informacje były skąpe, a sami członkowie rytuału nie kwapili się do zadawania pytań.
- Łowcy. Rytuał bywa dla uczestników niebezpieczny. Wymaga skupienia, zaufania i siły wewnętrznej. W trakcie rytuału i tuż po polecenia wydaje Esmeralda i należy się jej kategorycznie słuchać. W następnej kolejności sugeruję by słuchać mnie. Ci, którzy uprzednio uczestniczyli w tym rytuale doskonale rozumieją o co chodzi. Jesteśmy źródłem energii dla tego rytuału, a on jest łapczywy. Magia jest potężna i trudno ją kontrolować dlatego należy z możliwie jak najczystszym umysłem robić swoje. Negatywne emocje są niewskazane. Jeśli ktokolwiek nie czuje się na siłach albo uważa, że którejś z norm wymienionych nie spełnia może wyjść. Nikt nie będzie miał pretensji. - rzekł jak zwykle beznamiętnie. Jeśli Prim przyjmie wcześniej jego płaszcz i maskę chłodne niebieskie oczy będą lustrować obecnych by za chwilę z ust wydobyły się kolejne słowa.
- Ponadto podczas rytuału sztylet ofiarny jest jedyną rzeczą uznawaną za broń, która ma prawo być w tym pomieszczeniu. Upraszam wszystkich o oddanie sprzętu bojowego każdej postaci Akumu. Ukryje on te przedmioty w budynku poza zasięgiem działania mocy rytuału. Jeśli ktoś nie zgadza się na zdanie broni... także może wyjść. - po ostatnich wydarzeniach przy zeszłorocznym odwampirzaniu Vlad nie miał zamiaru dopuścić do szansy użycia jakiejkolwiek broni przez osobę opanowaną przez moc rytuału. W momencie gdy zostało wypowiedziane jego imię czarnoskóry łowca stanął obok dowódcy i na podłodze rozwinął szkarłatny materiał. Było to nic innego jak płótno, w które zamierzał schować broń. Może jednoręki, ale umiał sobie radzić. Co więcej każdemu z obecnych Akumu przyglądał się korzystając z mocy swego monokla by mieć pewność, iż zdadzą uzbrojenie. Jeśli ktoś nie odda broni będzie wskazywał u niego miejsce gdzie broń jest ukryta ze słowami "To też poproszę." Gdy wszystkie te kwestie będą zamknięte Vladislau stanie w wyznaczonym mu miejscu i natnie rękę tam gdzie jest to konieczne i spojrzy w oczy Esmeraldzie.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1650


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 12, 2016 9:52 pm

Również i tym razem żaden z zebranych łowców nie odmówił krwi. Esmeralda kolejno podchodziła do członków rytuału, z zadowoleniem obserwując jak kielich zaczyna wypełniać życiodajna posoka. Krew, która przemieni się w energię  i tym samym będzie stanowiła korzystną pożywkę dla odmiany. Nim odeszła od Corneliusa, podziękowała cicho mężczyźnie i skłoniła lekko głowę. Tak, do kogoś takiego jak on nie sposób było nie czuć sympatii i zaufania. Uwagę łowczyni przyciągnął, jak i każdego w tym pomieszczeniu, niecodzienny widok jasnowłosej i dowódcy. Esmeralda nie skomentowała sytuacji, mimowolnie ponosząc brew na rosyjskie określenie. Znała je, co wszak nie powinno być zaskakujące w przypadku biegłości językowej.
Kiedy przyszło jej podejść do Prim, Esmeralda uniosła dłoń koleżanki i przyjrzała jej się dokładnie.
- Runy mogą przeszkadzać… - wyjaśniła, lecz nie chciała zniechęcać dziewczyny – Muszę je tymczasowo związać. Nie będziemy ryzykowały, że magia niepotrzebnie się aktywuje – końcem sztyletu nacięła palec swojej lewej dłoni i przyłożyła krwawiący opuszek do skóry Prim. W ten właśnie sposób nakreśliła dziwne runy wokół tego co znajdowało się na dłoniach blondynki.
- Powinno wystarczyć. Jeśli runy ochronne zaczną się zacierać bądź pękać, będziesz musiała się wycofać. Dla własnego bezpieczeństwa – uczuliła ją i delikatnie nacięła dłoń jasnowłosej, by ta podobnie jak inni mogła oddać swą krew do kielicha. Uśmiechnęła się i poklepała dziewczynę po ramieniu, chcąc dodać jej otuchy po wcześniejszej irytującej sytuacji. Nie mogły przecież pozwolić na negatywne emocje, prawda?
Czerwonowłosą szczególnie zainteresowały słowa Ivana. Spojrzała na mężczyznę pytająco, zwracając uwagę na krew, która powolnie spływała do naczynia.
Coś jest nie tak…
Była to pierwsza myśl jaka nawiedziła lekarkę. Zmierzyła go niebieskimi oczami, jakby wciąż szukała odpowiedzi.
- Nie pozwolę nikomu zrobić krzywdy – powiedziała zdecydowanie i odeszła od jasnowłosego. Swoje myśli skupiła wokół słów Vladislau'a, który za pomocą swojego podwładnego zaczął zbierać broń. Możliwe, że intuicyjnie spodziewała się sprzeciwu ze strony byłego dowódcy Marcusa. Podeszła do niego i odciągnęła na chwilę na bok.
- Marcusie, poprzednim razem łowca mający ze sobą broń postrzelił nieumyślnie innego członka rytuału. Zastosuj się proszę do prośby, zdaj tymczasowo broń. Jeśli nie dla nas wszystkich, zrób to proszę dla dyrektora. Bez Twojego zaufania i pomocy możemy wiele stracić – starała się mówić cicho, by nikt poza Marcusem nie usłyszał tego co miała do powiedzenia. Tylko od niego zależało, czy pozostanie przy przyjacielu, czy jego decyzją oddali się na zewnątrz. Głęboko wierzyła, że zostanie, ale czy na pewno?
Zostawiła byłego dowódcę przepraszając za swoją nagłą śmiałość i podeszła tym razem do samych wampirów. Ceniła Crossa. Ceniła go jeszcze bardziej od momentu gdy wyciągnął dłoń do wystraszonej wampirzycy.
Prawdziwa legenda…
- Za chwilę rozrysuję runy wokół was jak i na moim oraz waszych ciałach. Żaden łowca nie przejdzie do wnętrza kręgu. Jeśli poczujecie dyskomfort bądź ból, proszę żebyście dali mi znak słowny bądź przez gest. Nie pozwolę by coś Wam się stało – oboje leżeli już obok siebie na wskazanym przez czerwonowłosą miejscu. Esmeralda delikatnie odstawiła srebrne naczynie i zanurzyła w niej lewą dłoń. Krwawiącą. Tą samą, z której krew jako pierwsza znalazła się w naczyniu.
Immolares hostias sanguiem lamia. Frange abjecisse libero animo purgent, quia sanguis est salus et vita *- łowczyni z tymi słowami zaczęła malować runy na ciele wampirów, zaczynając w pierwszej kolejności od Anais. Czoło, klatka piersiowa oraz obie ręce zostały naznaczone – dopiero wtedy Esmeralda obeszła leżące wampiry i wypowiadając te same słowa, wyrysowała runy na ciele dyrektora Crossa. Powoli i precyzyjnie, jakby od tego miały zależeć dalsze losy rytuału. Dopiero po tym wstała i malując na podłodze coś na kształt gwiazdy i zamkniętym w nim kręgu.
- Tak jak poprzednim razem proszę, żeby nikt nie przekraczał krwawych linii. Magia może was ściągać w stronę wnętrza kręgu, ale nie pozwólcie na to. Waszym zadaniem jest utrzymać runę w czystej czerwieni, gdyż tylko taka energia nadaje się do użycia – łowcy z pewnością zauważyli różnicę, gdyż nie było czterech run jak ostatnio, a pięć. Runa znajdująca się na samej górze (w kierunku głowy wampira) była tą samą, którą wymalowała na dłoniach Prim. Runa związania.
- Każdy z Was zostanie przydzielony do runy którą powinien utrzymać. Pamiętajcie że należy wyciągnąć przed siebie krwawiącą lewą dłoń i pozwolić by krew swobodnie skapywała w stronę runy. Jeśli siła magii krwi kogoś przewyższy, proszę żeby wycofał się w jak najdalszy kąt tego domu. Jeśli ktoś poczuje się zbyt wyczerpany, proszę żeby uczynił to samo. Nieprzytomni się nie przydacie – po rozrysowaniu run spojrzała po obecnych zastanawiając się kto najlepiej się odnajdzie przy jakiej runie.
- Pięć run… górna… runa związania. Jej zadaniem jest zamknąć magię Kaiena, kiedy ten zacznie przybierać znów ludzkie cechy. To bardzo ważne, bowiem w tym wypadku jego magia może mnie zaatakować – jeśli Marcus nadal znajdował się na rytuale to jego właśnie Esmeralda poprosiła o zajęcie pozycji, a tuż za nim Prim. Jeśli mężczyzna zrezygnował, runę związania zasili Leyasu.
- To runa wytrzymałości. Proszę, żeby i tym razem stanął przy niej dowódca, lecz tym razem w Twoim towarzystwie – zwróciła się bezpośrednio do Hayate, wskazując runę przy której obecnie stała. Skierowała się dalej…
- Runa osądu – uśmiechnęła się patrząc w kierunku Blair i Corneliusa – Nie mogłam inaczej, runa stworzona na kształt wagi jest dla Was. Nie ma lepszej pary – puściła oczko do Blair, co miało być niejako otuchą i jednoczesną pochwałą po ostatnich wydarzeniach. Jako adeptka Blair pokazała w sobie wolę walki, co odróżniało ją od większości młodych osób w jej wieku.
- Do runy wiary znów zależy nasze bezpieczeństwo. Tym razem będziesz miał silną pomoc niosąc to brzemię – do Serafiela miała dołączyć Kotori, która po ostatnim rytauale bardzo wiele zyskała w oczach Esmeraldy.
- Została nam runa siły. Jest dla Was – ostatnimi przydzielonymi byli oczywiście Midori, Ivan oraz Leyasu (jeśli nie przeszedł do runy związania).
Widząc, że łowcy są już ustawieni przy runach, Esmeralda znalazła się przy wampirach, gdzie usiadła kładąc rękę na głowach wampirów, a drugą dotykając ich złączonych dłon. Kobieta przymknęła oczy i stopniowo odchylała głowę do tyłu. Krew z której wymalowano runy zaświeciła się, dając nieprzyjemne poczucie przyciągania do kręgu. Łowczyni otworzyła oczy i powróciła wzrokiem na wampiry. Szepnęła coś, lecz słowa były niezrozumiałe i ciche. Nikt z obecnych na sali nie znał języka, którym posłużyła się Esmeralda. Magia zareagowała i dłonie łowczyni rozpaliła czerwona poświata. Ta sama poświata w mgnieniu oka pojawiła się przy runach, które automatycznie zaczęły wyciągać siły od osób przy nich stojących.


Podgląd


Cross – dodałeś otuchy wampirzycy i wraz z nią udałeś się do kręgu. Zapach krwi mamił Twoje zmysły, lecz przed rozpoczęciem rytuału zostałeś dla bezpieczeństwa lekko skrępowany srebrem. Esmeralda założyła je tak, że nie raniło Twojego ciała. Kiedy runy się zapaliły poczułeś gorąco emanujące z dłoni łowczyni. Głowa szybko zaczęła pulsować, a miejsca na których wymalowano runy delikatnie piekły.

Anais – wszyscy dodawali Ci otuchy i wiedziałaś, że nie ma możliwości zrezygnowania. Hayate został przydzielony do runy, a Ciebie poprowadzono do kręgu, gdzie ułożyłaś się obok drugiego wampira. Czułaś chłód jaki dawała podłoga, lecz szybko zniknął, kiedy Twojej głowy dotknęła łowczyni. Kiedy kobieta wypowiedziała jakieś słowa, spod jej dłoni wydobywała się czerwona poświata, a ty poczułaś gorąco i podobnie jak Cross pulsowanie. Nie było to przyjemne uczucie, zwłaszcza, że nie mogłaś stąd uciec. Ktoś pomyślał o tej ewentualności i podobnie jak drugiego wampira, Ciebie również „unieruchomiono”.

Łowcy przy runach – każdy z łowców zajął wskazane miejsce dowiadując się, że poszczególna runa ma różnoraki wpływ na powodzenie rytuału. Esmeralda pokazała w jaki sposób należy stanąć (krwawiąca dłoń musi być wyciągnięta wprost przed runę), po czym sama zajęła pozycję. Kiedy spod jej dłoni wydobyła się poświata, runy zareagowały rozpalając się ledwo widocznym światłem. Każdy z łowców odczuł swoiste rwanie w okolicy dłoni, a krew jakby siłą wolnym strumieniem opuszczała organizm. 

Na razie Wasz stan jest zadziwiająco dobry. Poza znanym już dla niektórych „rwaniem” nie ma oznak do niepokoju.

Przypominam, że ten kto nie zgadza się na podjęte działania ma ostatnią możliwość, żeby opuścić temat.

Kolejność dowolna, ale proszę żeby Marcus odpisał przed Leyem.
Na posty czekam do 17.06
*Składam ofiarę z krwi wampirowi. Zerwij więzy, uwolnij duszę, oczyść go, albowiem krew to życie i wybawienie.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 885


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 13, 2016 12:18 am

Marcusa zawsze zastanawiało, dlaczego Kaien tak wyciąga rękę do wampirów. Nawet po tym, jak jego samego przemieniono. Nigdy chyba tego zachowania nie zrozumie. Nie ten, który wampirami gardzi. Być może był jeden wyjątek, ale tylko jeden. Tylko jednego wampira był jeszcze wstanie zaakceptować, ale tak to... Resztę by wytępił. Zachować się jednak musiał. Jak i w tej sytuacji.
Oddał trochę swojej krwi, ale kiedy przemówił Grigorij, dalsza jego część przemowy się mu nie spodobała. Zrobił więc obrót i zamierzał opuścić to miejsce. Nie chciał oddawać broni, nie po tym jak wtedy go potraktowano. Wolał już pełnić straż na zewnątrz, ale niestety, zatrzymany został przez Esmeraldę. Spojrzał na nią i zszedł na bok, skoro chciała mu coś przekazać. Aż tak bardzo zależało jej na jego obecności? Na to wyglądało.
- Jasny gwint...
Mruknął do siebie pod nosem, kiedy został sam a Esmeralda poszła dalej pobierać krew od pozostałych uczestników. Co miał zrobić?
Niechętnie, ale poszedł oddać całą broń jaką posiadał przy sobie. A następnie stanął tam, gdzie zażyczyła sobie Esmeralda. Nie ogarniał tego całego rytuału i sam też nie wiedział czy ogarnie jego dalszą część. Co ma się dziać, niech się dzieje.
Dziwnie jednak się czuł będąc odpowiedzialnym za runę wiązania, która mogła dotyczyć magii Kaiena. Żeby to później jego nie zabiło. Stanął więc jak trzeba, wyciągnął rękę przed siebie jak trzeba.
Zaskakujące dopiero było później, kiedy poczuł jak krew mu z rany "wycieka" wprost na wyrysowaną runę na podłodze.
"Więc tak to działa..." - pomyślał. Póki co, nie było tak źle.

_________________

Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 50


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 13, 2016 10:44 am

Czyżby umysł lekarki zaczął się skupiać na tym, że coś jest nie tak. Czy osoby, które tutaj przychodziły, były jej znane. Zapewne większość tak, a nawet jest może możliwość, że z niektórymi osobami jest wyjątkowo blisko i nie łączy ich tylko profesja łowcy. Nikt jednak nie zagłębiał się w to, co robi Esme po pracy, no bo kogo to interesuje... Każdy ma swoje życie, więc po co się wpierdalać innym? Otóż... Ivan miał swoje życie i owszem, ale i miał swój cel.
Vlad.
To miedzy innymi dla niego tutaj przybył. Jak mógłby nie chcieć pomóc braciszkowi... Oczywiście że pomoże... Szybciej znaleść się w grobie. Nienawiść to okropna choroba, która prowadzi do wielu nieprzyjemnych sytuacji. Ślepa, jednak platynowa. Ivana nienawiść nie słabnie do brata, wręcz przeciwnie. Niczym nowotwór rozrasta się, zakażając coraz więcej tkanek. Tutaj wkracza i Esmeralda, bowiem młoda lekarka była dość blisko braciszka Ivana, dlatego nie mogła zostać pominięta. Jednak czy to właśnie ona stanie się celem? Dowódca pewnie wiedział, ze na świecie czyha na niego brat i najchętniej odwiedził by go na cmentarzu, plując na płytę nagrobkową z danymi Vlada. Po takiej aferze co wybuchła w domu musiał to wiedzieć, lecz nie mógł przewidzieć iż jego młodsze rodzeństwo jest tak blisko. W jednym pomieszczeniu... Do tego poza braćmi, była ich tutaj siostra, lecz ani jedno ani drugie, nie rozpozna Ivana. Operacja, jak i wypadek, zrobił swoje. No i oczywiście maska, zakapturzenie. Jaki owoc jednak przeniesie nienawiść łowcy do swojego brata? Tego zapewne jeszcze nikt nie wie. Powracając jednak do istotniejszych spraw.
Ivan obserwował każdego w pomieszczeniu, ale głównie Dowódce, jak i Esmeraldę. Wielka odpowiedzialność na niej ciężyła. Gdyby może tak zaatakować ją podczas całego rytuału? Wiele osób mogło by w ten skutek ucierpieć, jednak... Prim... Musiała się tutaj pojawić, utrudniając nieco plany starszego brata. Ehh... Chociaż zadymę nieco zrobiła... Lubił tego gówniarza, chyba najbardziej z rodzeństwa...
Lekarka podchodząc zrobiła się podejrzliwa, po usłyszeniu słów łowcy, jej nieznanego. Albo znanego... Vlad opowiadałeś coś jej? Esme jednak patrząc w oczy Ivana, ujrzy jak ten patrzy również na nią swoimi także niebieskimi paczadłami. Zimny, bez ciepłych emocji wzrok, jak by chcący utkwić w nim wpatrująca się w nie kobietę.
-Zatem nie obawiaj się Niebieskooka. Głównie od Ciebie zależy życie tutaj zgromadzonych, nie zawiedź ich.
Odparł do niej tajemniczym głosem, nie odrywając od niej wzroku. Patrzył na nią odważnie, bez oporu. Może Esme weźmie słowa Ivana, jako motywacje po usłyszeniu jego kolejnych słów. Kto wie. Jest to tylko w jej interesie.
W miedzy czasie braciak zaczął swoją piękną przemowę, dlatego Ivan spojrzał na niego słuchając go uważnie. Bla bla bla... Negatywne emocje, zakazane? A taki chuj... Ivan był pełny ich... Westchnął przewracając oczami. No ale cóż... Nie zamierzał upuszczać tego miejsca, dlatego też, kiedy pomocnik Vlada podszedł do jego osoby, Ivan sięgnął nieco pod swój płaszcz, by odbezpieczając kaburę móc wyjąć MP5, który złożył mężnienie. Do tego oddał mu dwa dodatkowe magazynki, scyzoryk, jak i granat łzawiący. nawet pozwoli się przeszukać, a w jego kieszeniach, poza telefonem kilkoma spinaczami, nic nie będzie. Jeśli będzie musiał też je oddać, to kręcąc głową, odda!
Mając za sobą złożenie broni można było kontynuować, dlatego też zaczął słuchać tego co ma lekarka do powiedzenia. Nieco jej zajęło rozstawianie innych przy runach i całe przedstawienie, no ale ważne że wszyscy najprawdopodobniej pojawiać się na ustalonych im miejscach... No i Ivan kiedy dostał informacje, przy której runie ma stanąć skierował się do niej, stając na niej. Rozejrzał się za tym z kim będzie ją okupował, ale nic nie powiedział.
Kiedy wszystko się rozpocznie, nie musiał długo czekać by to też odczuć. odczuł wyraźnie, rwanie na ręce, dlatego w pierwszej chwili spojrzał na nią. Potem rozejrzy się po innych, wyczekując reakcji podobnej.
Tak pewnie ma być.
Odparł opuszczając rękę, pozwalając tym samym na opuszczanie nikłej ilości krwi na podłogę. Ignorował jak na razie rwanie i zapewne pieczenie dłoni, bowiem zapewne to jest pikusiem przy tym co nastąpi...
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1023


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 13, 2016 11:36 am

Przed grupą łowiecka, jaka się wstawiła w starym opuszczonym domu, czekał twardy orzech do zgryzienia. Zapewne każdy z obecnych przybył tutaj dobrowolnie, choć patrząc na wampirzyce, no to nie można być pewnym. Bała się, co tylko pokazuje że wampiry, tak samo jak ludzie, posiadają imię i nazwisko, jak i uczucia. Boją się, czują ból, zadowolenie. Wyciąganie do nich pomocnej dłoni jest potrzebnym aktem, jeśli chce się by pomiędzy oba tymi rasami, zapanował jako taki pokój. Oczywiście nie wszyscy będą go chcieli. Zarówno ktoś z krwiopijców, jak i ludzi pokój się nie spodoba. Było to pewne, jak kolejne jutro. To jednak nie oznacza, że mamy zaprzestać walki o pokój. Może kiedyś uda się doprowadzić do stanu, gdzie człowiek będzie mógł spokojnie wyjść wieczorem, nie musząc się obawiać, ze zostanie zaatakowany. Wielu wampirów powie, ze odwampirzenie, to tak jak by pogwałcenie praw wampira, tak? Jednak co mają powiedzieć ludzie, którzy zostają zmieniani w wampira? No właśnie. Nikt tutaj jest bez winy i głównym czynnikiem który powinien tutaj się pojawić na pierwszym miejscu było...
Dobrowolność.
Czy wampiry zostają zmuszone do odwampirzenia? Z tego co Corneliusowi było wiadomo to nie. Legenda która tutaj była razem z łowcami, chciała ponownie być człowiekiem, a skoro miała możliwość, to czemu miała by z niej nie skorzystać? Opcje, koła ratunkowe, są właśnie po to by z nich korzystać. Co jednak do Anais, to pewnie też tego chciała w głębi ducha, bo łowca który ja tutaj sprowadził nie wyglądał na osobę, która zmuszała do czegoś dziewczynę. Była ona płochliwa istotką, może to też dawało wrażenie, ze jest tutaj pod przymusem. Niepokój wywołany maskami, może i nawet strojami innych, jak i przede wszystkim tak wielką ilością łowców. Ci jednak nie chcieli jej zrobić krzywdy, bo nie po to tutaj przybyli. Więc Anais spokojnie... Masz wsparcie, nie tylko w chłopaku który Cię tutaj przyprowadził. Do tego gest jaki wykonał Cross względem dziewczyny, mógł dać jej otuchy i wsparcia, potwierdzenia, ze nie jest tutaj sama. Po odwampirzeniu może zaś zapanuje spokój w szkole, o ile były dyrektor zechce wrócić na swoje stanowisko, bowiem chyba nikt inny nie postawi na nogi tej szkoły jak właśnie Cross. On założyciel. Wiedział co robić z uczniami, jak postępować, potrafił w szkole utrzymać porządek przez pięknych długich lat. Nawet jeśli poległ w walce z Burmistrzem miasta, to walczył zapewne do końca. Ba... Dalej walczy chcąc zostać człowiekiem, pokazując tym samym iż jego duma jako człowiek jest o wiele wyższa od wampira. Powstaje zatem jedno pytanie... Jakim prawem Prim, gówniara nie mająca wiedzy na temat osiągnięć Crossa, ma prawo obdarzać go tym kpiącym spojrzeniem...
No ale mniejsza z tym... Może Dowódcy uda się nastawić Prim tak jak należy. Oczywiście Cornelius nie wiedział iż Vlad i Prim to rodzeństwo, lecz po słowach mężczyzny można było domyślić się iż znają się, jak i Vlad nie ma zamiaru się z nikim cackać. I dobrze. Tak będzie najlepiej. Niech się lepiej wszyscy podporządkują do tego co jest mówione przez prowadzącą rytuał, albo niech lepiej opuszczą to miejsce, dla bezpieczeństwa swojego i innych.
Esmeralda miała wsparcie również we wstawionych się w sali, bowiem była ważną osobą dla oświaty i pewnie gdyby nie jej umiejętności, to łowcy nie byli by wstanie tak dobrze działać. wystarczy przypomnieć sobie całe zamieszanie z dymem... Kto pamięta to wie o co biega. Innym przykładem może być sam rytuał.
Dowódca po sprostowaniu kilka kwestii z łowczynią, zabrał się za konkrety. Dostał uważnie wysłuchany przez Corneliusa, który spoglądał również na niego. Odwrócił wzrok w chwili, kiedy do dowódcy dostąpił napomniany mężczyzn. Spojrzał na niego także. Doskonale rozumiał środki bezpieczeństwa, jakie chce zastosować Vlad, dlatego tez bez większego oporu, podejdzie do ów rozłożonego płótna. Po chwili spod sterty swoich ubrań, wyjmie parę Desert eagle.50, do nich 4 magazynki, kilka zwykłych sztyletów, kajdanki jednak sobie zostawi, jak i wodę święconą, substancję którą naciera sztylety, telefon komórkowy, portfel, fałszywe dokumenty, kluczyki. Papierosy z zapalniczką. Tych rzeczy nie musiał chyba zdawać. Bowiem jeśli zajdzie potrzeba, to bez problemu je odda. Podczas rytuału co najwyżej woda mu się przyda... Po całym akcie, skieruje się na miejsce, przy którym przedtem stał, by móc wysłuchać wprowadzenia Esmeraldy. Pokierowany jej słowami, jak i gestami spojrzy na Blair z którym będzie dzielił runę, po czym skierował się do miejsca im wyznaczonego. Pozwolił się ustawić, przez Esmeraldę, po czym z łagodnym uśmiechem ją odprowadził, by nie czuła tez się zbyt skrępowana, tymi poważnymi twarzami.
Potrafił zrozumieć każde słowo wypowiedziane z ust kobiety, bowiem znajomość łacińskiego nie była mu obca. NA znajome mu uczucie, które było niezbyt przyjemne, nie zareagował wcale. Pamiętał co się działo przy poprzednim odwampirzeniu, dlatego wiedział ze nie powinien na to zwracać zbyt wielkiej uwagi. Pozwolił zatem by jego siła, przez ranę wydobywała się do runy, by mogła ja rozpalić. Miał również na oku Blair, by w sytuacji zagrożenia dla niej, wydalić ja z runy. Jednak mimo to, wierzył w jej silę, że podoba temu.

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.

Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 161


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 13, 2016 11:57 am

Widział, jak inni oddawali również swoją krew. Więc nikt nie zrezygnował... Tak? Trochę zaskakujące, ale dobrze. Niech i tak będzie. Może nawet będzie lepiej niż poprzednio, gdy ich było mniej?
Broni nie oddawał, ponieważ nie brał żadnej ze sobą. Nie chciał sobie zawracać tym głowę, na dodatek... Trochę to byłoby nietypowe, by latać gdzieś z łukiem. No, ale miał swoją bransoletę... Ją oddać? Nie? W sumie, nie był teraz pewny. Taka zabawka nie była szkodliwa za bardzo. Aż westchnął, czując jedynie dodatkowe poirytowanie na ten temat.
- Do artefaktów też się to odnosi? - spytał się natomiast. Jeśli każą mu to zdjąć, to zdejmie i odda tą "zabawkę". Jeśli nie, to nie, przynajmniej miałby jeden problem z głowy na teraz.
Ah, oczyszczenie umysłu? Czyli koniec narzekania na wszystko i wszystkich dookoła... Skrzywił się lekko, ale postanowił dostosować się do tego, pamiętając zarazem, jak było wcześniej, gdy pojawiły się negatywne emocje. Przynajmniej był plus wszystkiego tego, co tutaj było, albowiem nie był blisko Corneliusa! Tak jakoś nie przepadał za nim szczególnie... Bardziej niż za innymi.
Oczyścił własny umysł już z myśli, które mogły być uznać za negatywne i ruszył swój tyłek w stronę wybranej dla niego runy. Zerknął również na dziewczynę, którą mu przydzielili, po czym delikatnie skinął ku niej głową na przywitanie, nie odzywając się niepotrzebnie. Jego wzrok skupił się na chwilę na rudowłosej kobiecie, by poobserwować, co robiła. Również ustawić się w takiej pozycji, w jakiej powinien, naciętą dłoń na samą runę, by krew skapywała tam. Odczuł również znajome mu wcześniej rwanie i to, że krew opuszczała powoli jego organizm. Póki co, wychodziło na to, że z nim było dobrze.
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 13, 2016 12:20 pm

Taaak! Czas zacząć to wszystko, prawda? Midori natomiast patrzyła trochę skołowana na to, co się działo. Duże zamieszanie, jakieś przemówienia, wszystko i nic! Nie wiedziała natomiast, co myśleć o tym, co miało tutaj miejsce, zanim wszystko się zaczęło. Przynajmniej był plus, nikt się nie przyczepił do jej stroju. A tak międzyczasie, to zapięła swój płaszcz, bo póki co, nie odczuwała zbytniego ciepła.
Hm... Co tutaj dalej... Broni nie oddawała, bo nie brała ze sobą. Oddała już krew... Więc, gdy usłyszała słowa Esmeraldy, ruszyła się. Z nich dowiedziała się, przy jakiej runie miała stanąć, jak również i ujrzała swoje "towarzystwo". Wielkie... Rany... - nie ma to jak świetne spostrzeżenia, prawda?
Podreptała w odpowiednim kierunku, mając dość radosne myśli. Ba, nawet delikatnie się uśmiechała, chociaż może nie powinna, patrząc na daną sytuację? Kij z tym. Czarnowłosa myślała o tym, jaki strój nowy zaprojektuje, gdy wróci do domu. Już w głowie czaiły się całkiem ciekawe pomysły... Może tym razem wykorzystać coś z księżycem? Albo inaczej, świat fantasy? Wróżki? O, genialne!
Więc, co dalej się działo ze strony tej łowczyni? Nic ciekawego, więc teraz nie ma co się rozpisywać. Po prostu wzięła, ustawiła się na miejscu i tak dalej, by móc po chwili widzieć i czuć, jak krew i runa reagują na siebie. Było ze wszystkim dobrze, a ona nie wnikała jak na razie w nic głębszego, by nie zaśmiecać tym samym własnego umysłu. Nie licząc przyjemności dotyczącej projektowania! Chyba to nic złego, prawda?

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 157


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 13, 2016 4:45 pm

Oho, widzę że kadeci jak i doświadczeni łowcy pozjadali wszystkie rozumy. "Jakim prawem Prim patrzy krzywo na Crossa nie znając jego historii", o boże, drżyjcie narody! A jakim prawem ktoś ją ocenia, w ogóle nie znając jej charakteru jak i dzieciństwa? To ono kształtuje podejście do życia. A w Rosji.. nie ma łatwo. I nikt kto tam nie mieszkał, nie zrozumie tych osób. ROSJA TO STYL ŻYCIA.
W każdym razie, Prim to Prim. Nie lubi wampirów i nie ma zamiaru być dla nich miła, tylko dlatego że inni mają inne podejście do nich. Zwłaszcza, że kpiące spojrzenie to jeszcze nic takiego. Na większości pijawek rzuca się z siekierą, jak ma taką możliwość. Bo przecież trzeba zostawić w spokoju tych dobrych. Ale żyjąc w Rosji dziewczyna widziała, że nie ma dobrych wampirów. Są tylko hamujący się, do pewnego momentu.. to czy tu będzie inaczej, to się dopiero okaże. Więc z łaski swojej, najpierw niech dadzą jej się zapoznać z terenem, a nie wymagają bóg wie czego! Jakby sami byli święci.
Zacisnęła dłonie w pięści, powstrzymując się przed zamachnięciem w "piękną" buźkę swojego brata. JAK ON JĄ NAZWAŁ? DZIWKA? KURWA? Czy inny zamiennik... nikomu, powtarzam NIKOMU, nie pozwoli się tak nazywać. Nawet "wielkiemu" dowódcy. Niemniej rytuał jest dla niej ważniejszy, niż sprzeczanie się teraz z bratem, więc odebrała od niego płaszcz narzucając na siebie wściekła i założyła maskę, stwierdzając że to jeszcze większa durnota niż wcześniej, bo i tak ją wszyscy widzieli! No ludzie, niech to ma ręce i nogi, jak powiedziało się A to trzeba powiedzieć B, a nie na siłę wciskać się w A!
- Nigdy więcej tak mnie nie nazywaj, дерево - warknęła cicho, tak że tylko on mógł ją usłyszeć i ewentualnie Esme, która kręciła się od łowcy do łowcy. Szkoda, że Prim nie wiedziała o obecności Ivana, z przyjemnością by podeszła do niego, mając w nosie Griga, który myślał że pozjadał wszystkie rozumy świata, chociaż przez ostatnie trzy lata miał w nosie swoją siostrę, jak i resztę rodziny! Całkowicie oddał się oświacie tutaj, a przecież więzi rodzinne również trzeba pielęgnować, bo kiedyś zostanie sam jak palec. W końcu Esme nie czuje się jego kobietą, prawda? A przynajmniej blondyna nic o tym nie wie, a tak się składa że się zakolegowała z Rudą, mimo że oni jeszcze o tym nie wiedzą.
Zmarszczyła brwi słysząc, że trzeba zablokować jej runy. Nie podobała jej się ta opcja, to jedna z jej "broni". Ale nim zdążyła to przetrawić Esmeralda zrobiła co trzeba i wskazała Felici miejsce, w którym ma stanąć. Później pogada z nią, kiedy działanie blokujące pójdzie w pizdu...
Dwudziestojednolatka stanęła za Marcusem i patrzyła jak krew spływa na podłogę. Dopiero wtedy poczuła przyciąganie, jednak nie wydawało jej się to niczym bolesnym, czy nie przyjemnym. Niech wam wsadzą w wieku szesnastu lat ręce do kotła, który ma chyba 200 stopni, to pogada się o nie przyjemnym uczuciu, ekhem.
Pozostało tylko czekać, na dalszy przebieg akcji. Prim starała się wyciszyć, jednak wciąż była nieco wzburzona zachowaniem Vlada. Może gdzieś tam w podświadomości czuła, że w pobliżu jest Ivan, nim mogła o tym kiedykolwiek pomyśleć?

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 13, 2016 8:43 pm

Anais była szczerze przerażona, szczególnie że wokół znajdowali się sami łowcy. Od lat starała się ich unikać i nie wchodzić im w drogę, a teraz znalazła się tu na ich łasce. Miała ciarki na całym ciele, nie podobało jej się ten cały pomysł z odwampirzaniem. Ba! Stwierdziła, że to był błąd, głupota, coś, czego potem będzie żałować. Nie było już jednak odwrotu. Hayate ją zaprowadził, a właściwie to zaciągnął ją do okręgu. Nawet nie zwróciła uwagi na jego zachowanie i to, z jaką troską się odnosił. Jej myśli były skupione tylko na jednym. Wyrwać się z tego szaleństwa.
Ale nie mogła nigdzie się ruszyć. Było już za późno. Spojrzała na Crossa przerażona, ale przyjęła jego rękę, choć w pierwszym momencie chciała go odepchnąć. Robienie scen niczego nie da, a nuż jeszcze ją zabiją, żeby nie było kłopotu? Przy okazji zdybał ją Grig. Spojrzała na niego. Pamiętała tego łowcę, choć spotkali się przelotnie, wtedy jednak była w znacznie gorszym stanie. Od ich ostatniego spotkanie nieco się pozbierała, a teraz miała na powrót stać się człowiekiem.
Położyła się w okręgu obok mężczyzny czując się co najmniej niekomfortowo. Nie bardzo ogarniała, co się działo wokół niej. Czuła jedynie silny ścisk w żołądku, a wszystko w niej krzyczało "nie!".
Zaczęła szukać wzrokiem Hayate, a potem także i Griga. To były jedyne osoby, które znała i choć byli łowcami, to w pewien sposób im zaufała, a przynajmniej nie uważała ich za wrogów, łowców, którzy tylko chcieliby ją zabić.
Potem się zaczęło, a An zacisnęła zęby czując to nieprzyjemne uczucie. Gdyby mogła, to zaczęłaby się szarpać. Chyba oszalała, że się na to zgodziła! Cały czas trzymała dłoń Kaiena mocno ją zaciskając. Wszystko w niej wzbudzało opór, jednak nie mogła z tym nic zrobić, była unieruchomiona. To było jakieś szaleństwo. Nie sądziła, że łowcy w ogóle coś takiego mogą zrobić. Zacisnęła mocno powieki, a całe ciało miała napięte.
Powrót do góry Go down
Hayate Maeda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2489-rei-sukeri#52704 http://vampireknight.forumpl.net/t2571-hayate-maeda#54509 http://vampireknight.forumpl.net/t2560-mieszkanie-hayate#54178
Zarejestrował/a : 24/03/2016
Liczba postów : 68


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Wto Cze 14, 2016 12:20 am

Anais sama widocznie nie chciała pójść do tego okręgu, więc Hayate ją zaprowadził. W dodatku Pan Cross również chciał jej pomóc, to było wręcz miłe z jego strony. Hayate może i przesadził, ściągając na siłę Anais, ale na prawdę, chciał by była na powrót człowiekiem. Po co miała żyć jako wampirzyca, skoro nie miała swojego Pana? Porzucił ją. A jako wampir błąkała się po okolicach miasta. Po co jej to, kiedy ma szansę znów być człowiekiem?
Skoro trzeba było oddać broń, zrobił to, jeżeli robili to także wszyscy pozostali. A następnie, zgodnie z instrukcjami podanymi przez Esmeraldę, Hayate zajął swoje miejsce przy przypisanej mu runie. Nie da się ukryć, że trochę spiął, jak dowiedział że ma to samo miejsce dzielić z dowódcą Oświaty! Może i nie powinien się go obawiać, ale po tym jak skarcił jedną dziewczynę tu obecną...
Nastawił rękę tak jak trzeba było, kierując się czynami wykonywanymi przez Grigorija. Jako że Hayate był tu pierwszy raz, to podpatrywał. Wpatrywał się także w Anais, posyłając jej ciepły uśmiech. Jednak, musiał skupić się na oczyszczeniu umysłu i pozwoleniu by krew skapywała na odpowiedni znak na podłodze. To uczucie, jak krew ubywa z dłoni, nie był co prawda przyjemny.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Wto Cze 14, 2016 9:36 pm

Zaczęło się. Kotori obserwowała wszystkich, szukając zwątpienia na twarzach. Tylko jedna osoba jednak nie miała maski. Próżno więc było szukać. Musiała im zaufać. Nie spodziewałaby się, żeby ktoś przyszedł tu specjalnie po to, aby zabić jej dowódcę, mentora i nauczyciela. Poza tym złe przekonania pozostawiła za drzwiami. Musiała pozostać po prostu czujna i uważna, bystra i silna. Była gotowa i musiała się utrzymać do końca. Musiała skupić się na runie i na magii krwi. Musiała wesprzeć Łowcę, który już ostatnio uratował rytuał. Kotori wiedziała już, że może on stać się zupełnie niestabilny, gdyby ktoś stracił kontrolę nad sobą.
Wysłuchała instrukcji, przypatrując się wpierw rysowanym na rękach dziewczyny sprzeczającej się z jej mentorem runom, piątej runie oraz analizując dodatkowe informacje na temat magii Crossa. Kolejne zagrożenie, które motywowało ją do wyciszenia i skupienia. Wielu z obecnych znało już rytuał, dlatego przed rozpoczęciem głównie przyglądała się już tylko tym, których sylwetek zupełnie nie rozpoznawała. Po ruchach tych osób, sylwetkach, mogła poznać cokolwiek, a wszelka informacja zdawała się na wagę złota.
Podeszła za Serafielem do runy. Stanęła metr za nim, tak jak ostatnio na początku rytuału uczestnicy ustawili się. Wyciągnęła lewą rękę, gotowa na charakterystyczne rwanie, pobieranie jej krwi, która zaraz stanie się energią Esmeraldy. Poznała już tę magię. Wiedziała, jak się zachowuje, a przynajmniej co może zrobić, aby trochę ustabilizować rytuał. Musiała wykazać się siłą i odpowiedzialnością. Inaczej wielu może zginąć. Miała motywację, miała cel. Sukces był na wyciągnięcie ręki.
Poczuła rwanie i rozejrzała się na boki, na pozostałe runy. Rozbłysły słabym światłem. Nie wątpiła, że Darkhawk będzie obserwował otoczenie, sama czuła się jednak też w obowiązku obserwacji innych. Możliwe, że dostrzeże coś pierwsza. Tym bardziej, że stała w punkcie, który dawał inną perspektywę na rytuał. Esmeraldę jeszcze było widać. To dobrze. Wszystko na razie było zupełnie klarowne, cieszyła się z tego.
Wracając jednak do run. Chciała obserwować, czy któraś nie ciemnieje, by móc zareagować, gdy dojrzy, że nie reaguje nikt, kto przy danej runie stoi. Możliwe, że konieczna będzie interwencja. Na ostatnim rytuale było ich dużo, ledwie by nie pomarli. Czuła się w obowiązku dbać o wszystko ze swego miejsca.
Stała spokojnie, skupiając się na tym, by myśli miała neutralne, by zachować tą swoistą obojętność, zachować powagę i pewność siebie, zachować w sobie potrzebę wypełnienia obowiązków, nałożonych przez innych, przez Esmeraldę, ale i siebie. Zachować czujność i jasność tych nielicznych myśli, które czasem pojawiały się, gdy analizowała otoczenie. Miała zamiar być podporą jak ostatnio, nieco pewniej niż ostatnio.

_________________
Powrót do góry Go down
Kaien Cross
Dyrektor
Dyrektor
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t627-kaien-cross#1089 http://vampireknight.forumpl.net/t628-kaien-cross#1092
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 287


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sro Cze 15, 2016 11:38 am

Kaien nie miał nic przeciwko unieruchomieniu. Doskonale to rozumiał i nawet dobrze, że tak uczynili. Bowiem nikt nie przewidzi sytuacji, kiedy może stracić panowanie nad sobą. Tym samym, trzymał dłoń Anais mocno, by cały czas wiedziała, że nie jest tutaj sama. Że nie tylko ona będzie przechodzić przez to samo.
Zanim Esmeralda postanowiła rozrysować runy na ciele, trzeba było pierw rozpiąć koszulę u Kaiena, chyba że zamierzała brudzić mu ubranie, co by w sumie było dziwne. Zatem i rozpiął koszulę, zanim przeszła do rozrysowywania tych wszystkich runicznych znaków.
Co najważniejsze, wiedziała o sile jego magii. Że mogą być ku temu problemy. Kiedy odzyskiwać będzie swoje człowieczeństwo, będzie musiał być cały czas przytomny aby temu zapobiec. Dzięki temu będzie kontrolował swój przepływ energii, chyba że Panna Espadas, zdecyduje się zablokować w nim przepływ czakr uniemożliwiając tymczasowe uwolnienie energii. Od niej to zależy. Cross nie zamierzał jej przeszkadzać i cokolwiek zmieniać. Ważne żeby to wszystko się udało. I żeby przeżyli...
Gdy się zaczęło, Cross poczuł na swoim ciele dziwne gorąco wydobywające się z dłoni Esmeraldy. Głowa oczywiście zaczęła boleć. Zacisnął mocniej powieki i zęby a także dłonie w pięci. Jednocześnie starając się nie ścisnąć za mono Anais.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 622


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Czw Cze 16, 2016 9:56 am

Akurat Vladislau swojej siostry dziwką nie nazwałby nigdy wyjąwszy nakrycia jej dwukrotnie z nowopoznanym przez nią mężczyzną in flagranti. Jedynie nazwał po imieniu jej aktualny ubiór, który nie tylko według jego mniemania był nazbyt wyzywający by wyjść w nim na ulicę. Co dopiero by uczestniczyć w takim przedsięwzięciu jakim jest rytuał. Co do twarzy natomiast… Chodziło bardziej o wtargnięcie osób niepożądanych niż tu obecnych o czym Prim oczywiście nie pomyślała. Nie pomnąc już po prostu status quo.
- Skoro się poczuwasz… - odparł potwornej siostruni, która wolała by bydlaka co z zimną krwią zabiłby brata. Poza tym Vlad w Oświacie Yokohamskiej jest zaledwie od półtora roku, a i mimo to stara się odwiedzać rodzinę cztery razy do roku, jak zawsze. Zapatrzonej jednak w siebie siostruni to nie wystarczy. Sam Vlad jednakże w ogóle się nią nie przejął. Wprawdzie jej zachowanie i wstyd jaki mu przyniosła przed ludźmi były dla niego przykre, lecz jak zwykle zepchnął to uczucie daleko w głąb swojego umysłu przechodząc do porządku dziennego. Vladowi nie umknęło zachowanie Hayate. Naprawdę starał się pocieszyć wampirzycę choć ta wpadła w irracjonalną panikę. Cóż… Po prostu będzie odrobinę trudniej.
- Już wkrótce magia ją obejmie i nie będzie Cię widzieć. Jeśli podporządkujemy się zasadom bezpieczeństwa rytuału pocieszysz ją po wszystkim. Będzie potrzebowała wsparcia. – rzekł do towarzyszącego mu przy runie łowcy. Wiedział, że dla niego to pierwsze tego typu doświadczenie i skoro miał go przy boku nie chciał pozostawić go bez informacji.
- Magia Krwi potrafi być zachłanna. Skup się na przepływie mocy. Czujesz z pewnością delikatne rwanie. To rytuał domaga się krwi jako siły napędowej. Oczyść umysł i skup się na tej mocy i gdy zacznie domagać się więcej staraj się wolą to kontrolować. – doinstruował go samemu skupiając się na runie i mentalnym połączeniu z nią. Mieli być wytrzymałością, mocą. I tym właśnie będą. Vlad niespecjalnie miał okazję współpracować z Hayate jednakże wierzył w jego możliwości. Kimże by był gdyby nie wierzył w swoich ludzi. Gdyby nie wierzył w łowców. Broń jaka zgromadziła się na płótnie została szczelnie owinięta i zabrana przez czarnoskórego łowcę.
- Artefakt nie, chyba że to ostrze bądź broń palna. – odpowiedział Serafielowi tym samym pozostawiając jego bransoletę w spokoju. Następnie opuścił pomieszczenie, w którym rozpoczynał się rytuał. Skierował swe kroki do drugiego pokoju gdzie zamierzał schować broń i trzymać nad nią pieczę.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pią Cze 17, 2016 6:08 pm

An leżała i nie mogła się ruszać. Była skrępowana tą dziwną magią, którą władali łowcy, a której zupełnie nie pojmowała. Panika w niej rosła, ale właściwie nie wiedziała czego się boi. Chyba sam fakt nieznanego jej zjawiska i dziwacznej sytuacji działał na nią negatywnie, choć przecież przez lata zdążyła wypracować w sobie pewną odporność na stresujące sytuację. Myślała, że nic, albo prawie nic nie jest w stanie się ruszyć, ale widać rytuał mieścił się w tym "prawie". A może po prostu bała się stracić swoją wampirzość. Przyrosła już do niej, uznała ją za swoją, nie chciała się jej pozbywać. Znaczy chciała - wcześniej, ale teraz? Teraz to już było za późno.
Zacisnęła mocniej zęby czując masę nieprzyjemnych bodźców. Nie było to jakoś specjalnie bolesne, ale zdecydowanie mocno uciążliwe. Wyszczerzyła zęby ukazując ostre wampirze kły. Zapach krwi wcale nie pomagał, choć głodna nie była, a do tego nie odznaczała się jakąś dużą rządzą i potrafiła ją kontrolować. Czuła zapach krwi każdego z łowców, razem z Grigiem i Hayate na czele. I pomyśleć, że jeszcze kilka godzin temu chciała spróbować krwi łowcy...
Jęknęła cicho, nie mając pojęcia, co się z nią właściwie dzieje i czy to, co się dzieje, jest tym, co dziać się powinno. W końcu wpakowała się w coś, o czym nie miała zielonego pojęcia. Wszystko zaczynało stawać się takie nierealne.
Powrót do góry Go down
Blair

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2041-blair#43529 http://vampireknight.forumpl.net/t2049-blair
Zarejestrował/a : 20/08/2015
Liczba postów : 665


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pią Cze 17, 2016 6:36 pm

Blair uśmiechnęła się przyjaźnie do trenera, słysząc to nawiązanie do ich treningu.

-Trzymam za słowo, panie Williamie. -mruknęła pod nosem.

Słysząc o nakazie oddania broni, kobieta wyjęła zza pończochy, którą miała pod szatą sztylet Sai. Drugi znajdował się za zapięciem jej stanika. Wyjęcie go teraz wyglądało by dość dziwne, dlatego podeszła do mężczyzny (Ivana) i zapytała cicho:

-Mógłbyś mi pomóc? Za zapięciem stanika mam sztylet, a chciałabym go zdać jak prosi dowódca. - prosząc uśmiechnęła się uprzejmie i zalotnie zamrugała oczętami.

Skupiła się na słowach lekarki. Były to bardzo ważne informacje. Blair skupiła całą swoją uwagę na tym, co kobieta miała do powiedzenia. W udziale przypadła jej runa osądu, nad którą miała sprawować pieczę wraz ze swoim senseiem. Położyła mu dłoń na ramieniu pytając szeptem:

-Gotów?

Mimo, że wiedziała, jakie konsekwencje rytuał może przynieść nie tylko Esmeraldzie, ale także i wszystkim obecnym, jej ton był dość lekki. Starała się dodać otuchy nie tyle Corneliusowi, czy mistrzyni dzisiejszego rytuału, co samej sobie. Chciała udowodnić sobie, że jest silna, że tym razem nie da się złamać. Od ostatniego rytuału kobieta stała się silniejsza nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Sensei nauczył ją jak przestać zwracać uwagę na bodźce zewnętrzne. Gdy lekarka ustawiała białowłosego i blondynkę, ledwo słyszalnie podziękowała kobiecie za miłe słowa. Była dumna z tego, że ktoś widzi jakie czyni postępy. Była również bardzo wdzięczna niebieskookiej za zaufanie jakim ją obdarzyła, w końcu ostatnim razem blondynka swoją słabością zrobiła nie lada zamieszanie. Przesunęła kciukiem po ranie na dłoni i rozejrzała się po pomieszczeniu. Sztukę czas zacząć - pomyślała.

_________________

Ekwipunek:
Soczewki - osoba, która je założyła przez trzy posty jest w stanie wtargnąć do umysłu innej osoby, posyłając jej nieprawdziwe obrazy. Iluzja utrzymuje się przez trzy posty i tyle samo odpoczynku. Po trzech użyciach artefakt staje się zwykłym przedmiotem.
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 220


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pią Cze 17, 2016 8:52 pm

Oddawanie broni? Leyasu spojrzał na swój pistolet, wzdychając pod nosem. Tak bardzo nie lubił się z nim rozstawać. Nawet w czasie snu miał go blisko siebie. Odpiął kaburę z glockiem i niechętnie ją oddał, jednak uprzednio upewnił się, że pistolet jest zablokowany. Komórkę chyba może zachować, co nie? Mimo wszystko rozumiał sprawy bezpieczeństwa i nie zamierzał się z tym kłócić. Kto wie, co odwampirzenie zrobi z łowcami, do jakiego doprowadzi ich stanu. A nuż jedna połowa zemdleje a druga zwariuje i posiadanie broni w tym przypadku działałoby na ich nie korzyść. Słuchał przemówienia Esmeraldy. Jak na nią to wszystko zadziała. Nie licząc wampirów, to ona była najbardziej narażona na działanie magii, której efekt zależał od tak wielu czynników, zbyt wielu.
Spojrzał na ludzi, z którymi miał stanąć przy runie. Nie za bardzo ich kojarzył, co teraz chyba nie było zbyt ważne. Musiał się skupić na utrzymaniu pozytywnych myśl, co obecnie nie było bardzo trudne. Nie miał powodu do denerwowania się czy też odczuwania szeregu nieprzyjemnych emocji. Na razie wszystko zapowiadało się bardzo dobrze, ale nie był dzieckiem i wiedział, że lada moment się to zmieni. Przy tylu osobach ciężko będzie utrzymać cały czas "pozytywną" energię.
Staną we wskazanym miejscu, wyciągając rękę nad runą. Pozwolił, aby krew spokojnie spływała. Poczuł dziwne rwanie, ale nie wzbudziło to w nim podejrzeń. Tym bardziej, że widział, jak reszta spokojnie stoi i niczym się nie przejmuje.
Nie, Esme, nie będzie tego, co chciałaś, nie mogę cię rozpieszczać, hue.
Powrót do góry Go down
 
Stary Opuszczony Dom
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Stary Opuszczony Dom
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: